IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 sala kominkowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: sala kominkowa   Sob 25 Lut 2012 - 13:13



Sala sporo mniejsza niż salon i bardzo pustawa. Tak właściwie mieści się tu tylko piękna, złocona boazeria (zakurzona), miejscami powyrywany parkiet (zakurzony), barokowy mini-kominek (działający!) oraz trzy rokokowe fotele z poprzecieranym materiałem. Niestety, elektryki nie doprowadzono aż tutaj - jedynym oświetleniem jest ogień z kominka, żarzące się papierosy oraz poustawiane gdzieniegdzie świeczki.
Można tu trochę odpocząć do hałasu muzyki i się zagrzać - jeszcze bardziej.




_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Czw 1 Mar 2012 - 19:26

Na after przyjechała, jak miała wrażenie, spóźniona. Nowość. Po wszelkich czynnościach związanych ze zdjęciem z siebie balowej sukni, równie pracochłonnym schowaniem jej do szafy, oraz po całym arsenale zabiegów kosmetycznych, jak nowy mejkap i inne bardzo dokładne namaszczania ciała balsamem czekoladowo-orzechowym, była gotowa do wskoczenia w outfit, specjalnie wybrany wcześniej by uniknąć godzin stania przed garderobą.
Tak, celowo wzięła długą kąpiel ponownie, ze swoją koroną na głowie, a co, żeby ogarnąć to, co nią szarpało od środeczka niemiłosiernie, a dopiero w zaciszu bąbelków własnej wanny mogła się w takich kontemplacjach zanurzyć. I oczywiście doprowadzić do porządku swój organizm, gdyż zaczynały się odzywać wypite na balu lampki szampana i wódka u Brooka.
Pominęła moment, w którym zaczęła Aidena traktować inaczej niż zwykłego kochanka, inaczej niż towarzysza rozmów, inaczej niż zwyczajnie powinna i jak to miała w zwyczaju. Kiedy wyłamał się z grupy chłopców, z którymi łączyły ją przelotne (bądź mniej) relacje? I czemu do cholery akurat ON? Wyszła z wanny z mindfuckiem jeszcze większym, niż gdy całe zdarzenie miało miejsce na środku parkietu sali balowej. Będzie musiała przełknąć te stratę, mniejszą niż strata [?] Pru, ale jednak.
Ale od czego ma się moc kontroli emocji? Uspokoiła się sama, i uprzednio ubrawszy się w szary płaszczyk i szal, kolorem przypominającym dojrzałe jeżyny, pachnąca i z uśmiechem wybyła na miejsce afterku. By na miejscu doznać szoku, ujrzawszy, nie okłamujmy się, ledwie stojący zameczek. A chwiejności nadawały mu dodatkowo kolorowe światła migające ze wszystkich okien, oraz całe morze ludzi, które przetaczało się w pokojach i przed samym budynkiem. Dlatego też miała wrażenie bardzo dużego spóźnienia, sądząc po ilości tłumu i stopniu jego upojenia alkoholowego/narkotykowego.
Rzuciła w przestrzeń zapełnioną innymi kurtałkami swoją własną i udała się na krótki obchód, by po minięciu pierdyliarda całujących tudzież obściskujących się par, kolejnego miliona zgonialców, jakiegoś miliarda innych znajomych twarzy i barku (z którego zgarnęła butelkę jakiegoś rumu), trafić do tego pięknego miejsca, które, o dziwo, było pustawe (w porównaniu do tłoku wszędzie indziej).
Westchnęła i stukając obcasami odpaliła sobie papierosa, porzucając próby odczytania czegokolwiek z etykiety butelki, którą dzierżyła w drobnej dłoni, z powodu ogólnopanującej, ale przyjemnej ciemności.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Pią 2 Mar 2012 - 8:24

Spóźniona? A co Korek ma powiedzieć, skoro on w sumie dowiedział się o nim pomiędzy jednym łykiem rumu a drugim? W sumie coś tam kojarzył, że był na zebraniu e150, które mówiło o afterze, ale… czy nie powinno też być biforka? W każdym razie, Cornelius bardzo wolno podążał do miejsca, w którym miała się wydarzyć impreza. Przecież nic go nie ominie! Kto śmiałby robić dzikie akcje bez Lancastera? Śmierć na miejscu!
Dlatego się piekielnie cieszył, że nie jest kobietą. Nie skupiał się, czy szampon pachnie jagodami czy czekoladą i czy ważne jest jaki zapach/smak ma balsam. Ba! Jemu się nawet nie chciało ogolić. Uznał, że skoro i tak był piratem, to zostawi sobie wygląd „niegrzecznego chłopca”. Dlatego też po prostu wciągnął swoje czarne spodnie, białą bluzkę, skórzaną kurtkę i nieodłączne czerwone trampki, o których można byłoby już napisać jakoś książkę. „Życie z perspektywy czerwonego buta”, to Ci dopiero ciekawy tytuł. W każdym razie, Cornelius na pewno doceni zapach jej ciała oraz ogólne przygotowania, bowiem gdy tylko ją zobaczy, zwłaszcza w tych spodniach, to ugną się pod nim nogi.
Wiecie co, on chyba miał po prostu szczęście. Każda dziewczyna, do której cokolwiek czuł i nie uważał jej za obojętną osóbkę, miała za dużo wspólnego z Aidenem. Chloe, Flo, Pru. Spalcie go do cholery na stosie! Jak można mieć tyle wspólnych znajomych? Oczywiście pomijając fakt, że są w jednej zamkniętej szkole. On był wariatem! Dziwakiem! I nie, to wcale nie znaczyło, że jest cokolwiek warty. Tak, zdecydowanie Cornelius w danej chwili miał bardzo złe o nim zdanie. Dlaczego musiał zaznaczać swoją zboczoną osobą każdą, doprawdy każdą, osobę, która znaczyła cokolwiek dla Corneliusa? Nawet wódka prawdopodobnie była załatwiana przez niego!
Kiedy tylko zobaczył jakąś chałupę, wyjął prędko skręta z kurtki. Nawet nie miał pojęcia, kto tam będzie. I oczywiście nie przyszło mu do głowy, aby to sprawdzić. Podrapał się po brodzie, obserwując jak płomienie z zapalniczki okalają papier. On naprawdę nie wytrzyma tego na trzeźwo. Arystokracja, szlachta bawi się w melinie. Gdzie zamek, gdzie lokaj, gdzie szampan i kawior? Aż się zaśmiał pod nosem.
Mijał ludzi, których znał bądź też nie, ale nie miał nawet ochoty na przytulanie się i całowanie. Szukał kogoś, kto mógłby mu wytłumaczyć, co się tu dzieje. Przecież on miał jedną wielką dziurę w pamięci i w dodatku obudził się na jakimś dworcu. Powrót do domu sprawił mu wiele trudności, ale od czego jest szlachetna moc? Zamienił się w słodkiego kociaczka, poczekał do rana pod czyimś domem, otarł się o nogi, dostał śniadanie i za rogiem zamienił się w człowieka. Teraz miał siły, aby szukać szkoły i wymyślać usprawiedliwienie, dlaczego nie było go w akademiku na noc. Przepychając się miedzy ludźmi, przypadkowo wpadł na drzwi do sali kominkowej i wleciał do środka. A dokładniej, wleciał prosto na Chloe, która czytała ulotkę alkoholu.
- Obawiam się, że nawet analfabeci będą zachwycać się jakimkolwiek rumem, który trzymasz w dłoni. – odpowiedział wolno, czując powoli działanie skręta. O tak, to jest właśnie to, na co czekał. Chwileczkę, co on obiecywał? Psia krew, jest impreza, no rules, have fun. Zaciągnął się nim ponownie, unosząc lekko brwi do góry. Tak, właśnie teraz zobaczył, w co jest ubrana Chloe. Chrząknął aż, lekko krztusząc się dymem.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Pią 2 Mar 2012 - 16:56

To powinien być sport! Mianowicie czytanie w ciemności, w jednej ręce dzierżąc torebkę i papierosa, a w drugiej litrową butelkę, robiąc wygibasy w stronę jakiejkolwiek łuny światła. Szkoda bardzo, że nie położono jej na głowie grubej książki i nie związano nóg. Choć zapewne znalazłoby się tu paru delikwentów, amatorów krępowania, w co jednak Chloe wnikać nie chciała uznając takie rzekome urozmaicanie sobie życia erotycznego za zbędne.
Jej bezowocne kontemplacje i jeszcze bardziej bezowocne usiłowania w odczytaniu druku złotej etykiety przerwało pewne ciało. Przerwało bardzo subtelnie i prawie niezauważanie, czyli wpieprzyło się w jej osobistyczne jestestwo, zaburzając jej osobistyczną równowagę. I tak chwiejną przez... dość wysokie obcasy. Teraz, gdy wszystkie st.bernardowskie topmodelki zrzuciły szpileczki na rzecz wygodnych balerin czy innych vansów, mogła się mniej więcej, równać z nimi wzrostem.
- Ała! - krzyknęła, bardziej uzewnętrzniając nagłe wybicie i naruszenie (niespodziewane) jej przestrzeni życiowej, niż ból. Bo go nie było, więc co tu uzewnętrzniać? Kobieca logika czasem szwankowała, nie mówiąc o odruchach, choć w męskim mniemaniu zapewne korzystnym odruchem było rozchylanie ud czy coś.
Już zbierając powietrze w płucach, by wystosować soczystą reprymendę na tak poważne naruszenie jej spokojnej, do tej pory, egzystencji, gdy zarejestrowała kto na nią wpadł.
Nawet w tej ciemnicy niczym w murzyńskiej lepiance, dostrzegła ten błysk błękitnego wejrzenia. Które zwaliłoby ją z nóg, gdyby sekundę temu się do równowagi już zupełnej nie doprowadziła. Bo zawsze było takie... szalone, że miała ochotę rozebrać się do bielizny i wskoczyć w śnieg, czy zrobić cokolwiek innego. Byle szalonego.
Uczucie które ją wypełniło, było przyjemnie kojące. Zazwyczaj widok ludzi nam bliskich jest przyjemny. Dosłownie i w przenośni. Zaciągnęła się mocno papierosem, czując się już całkiem dobrze, czując w płucach ożywczą nikotynę. Imprezę czas zacząć!
- Chciałabym wiedzieć co piję. - powiedziała głosem obrażonej sześciolatki, która nie dostała upatrzonej lalki Barbie. Jednak poprawiła skila i ściskając papierosa między wargami, co chwilę się zaciągając, torebkę dzierżąc pod pachą, otworzyła ciężką butelkę. Którą rozdziewiczyła, gdy tylko wyjęła fajkę z ust.
Na całe szczęście okazało się, że rum miał smak całkowicie akceptowalny, nawet bez prudkowej ingerencji w jej kubkach smakowych. Zlinczowała się w myślach, czemu musi co chwilę do tego wracać?
- Czy coś nie tak? - zapytała bardzo lisio, bardzo w stylu Chloe Demarchelier. A czy była to troska o układ oddechowy Kornela odchylony od homeostazy uzewnętrzniającej się jako kaszel, czy przez błysk jego spojrzenia, czy przez sam fakt że patrzył na nią jakoś inaczej, do wyboru. Tak więc i ona spojrzała, czymś pomiędzy 'zróbmy coś szalonego', 'weź ode mnie tą cholerni ciężką butelkę' a 'pocałuj mnie'.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Pią 2 Mar 2012 - 17:20

O tak, Chole powinna być mistrzem w tym jakże trudnym sporcie. W końcu niewielu to potrafiło. Może nawet trafiłaby do księgi Guinnessa? Najbardziej seksowna istota, która przeczyta wszystko po ciemku, poczynając od zakurzonej butelki rumu kończąc na opakowaniu prezerwatyw. Obecność Chole na każdej imprezie w takim razie była wręcz niezbędna. Dlatego zapewne byli przyjaciółmi.
Nie chciał na nią wpaść, ale rozkładająca się ruina nie była dobra dla takiego kogoś , jakim był Cornelius. Gdy nie miał pewnego gruntu pod nogami, nie skupiał się zbytnio, w co też może wejść. On po prostu wszedł, pewny, że jeśli coś będzie stało mu na drodze, to się rozejdzie na boki. Aby nieco odkupić swoje winy, Cornelius przytulił się do niej od tyłu, pomagając jej łapać równowagę. Pewnie zrugałby za takie obuwie, ale po prostu wyglądała niesamowicie. Nie był w stanie powiedzieć jej ani jednego złego słowa za strój. Pewnie nawet będzie ją nosić na rękach, gdy szpilki zaczną przypominać o swojej obecności.
- Nie krzycz już tak, bo powyzywają policję. – powiedział cicho, prowadzając ją w stronę kominka. Wciąż przytulał się do jej pleców, więc mogło być to nieco utrudnione, ale co tam dla nich! Dobrze zrozumiałem? Tak działa ta logika? Mężczyzna wpada, Kobieta rozchyla? Chloe, na co czekasz?!
Nie mogłaby się tak wydrzeć na Corneliusa! Przecież nie mogła! Zrobiłby od razu słodkie oczka, zapewne dawno przestając jej słuchać. O! Albo zabrałby ten rum, bowiem zdecydowanie nie był bezpieczny w tak wątłych rączkach. Mogła upuścić jeden litr cennego alkoholu. Jeszcze raz zaciągnął się skrętem. Prawdę mówiąc, już tyle palił, że taka używka mogła go jedynie wyluzować. Ot co, drogi papieros.
Odsłonił jej szyję. Przytrzymywał jarzącego się skręta między wargami, a wolne dłonie ulokował na jej talii. Nie rozumiał tego, że ktoś chciał coś wiedzieć. Wszystko odbywało się bez jakiegokolwiek planu. Corneliusem panował tylko instynkt, o ludzie, ile Freud miałby z nim zabawy.
- Na pewno jest dobre, zobacz, jakie zakurzone, może kosztować koło tysiaka. – odpowiedział niczym biedny dzieciak, który jedyne na co może sobie pozwolić to wino z biedronki. Prawdę mówiąc, Cornelius nie podkradał alkoholu ojcu, bo ten po prostu go nie posiadał. A sam wolał wydawać pieniądze na coś innego niż luksusowe alkohole. Whisky się w to nie wliczała. Ale on już się powoli przyzwyczaja do życia pirata, więc i rumem nie pogardzi. Patrzył na nią z błyskiem w oku. Mała rozpieszczona Chloe! Zaśmiał się głośno, przestając tym samym ją przytulać. Sam oparł się o ścianę, kończąc powoli skręta. Poczekał aż Chloe otworzy butelkę, a raczej przestanie z nią walczyć. Chciał zobaczyć jej reakcje. Może czeka ich coś specjalnego?
- Nie, po prostu zajebiście wyglądasz. – odpowiedział w końcu, prawie że gwałcąc (!) ją wzrokiem. Nie zorientował się, że może chodziło o to kaszlnięcie czy o inny objaw jego szaleństwa. Wyciągnął ręce po alkohol i pociągnął sporego łyka.
- Gratuluje korony, księżniczko - tak specjalnie ją tak nazwał. Sam nie wiedział, czy to było prześmiewcze, czy miała mu może udowodnić swoje maniery. Po prostu chciał ją sprowokować do czegoś, czegokolwiek.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Pią 2 Mar 2012 - 18:05

Powinna się przy Lancasterze hamować, ale zwyczajnie nie umiała. Hamować oczywiście jakieś perwersyjne myśli, albo inne zachowania. Nie żeby nie chciała zamiany tej niepozornej sali kominkowej w jakąś Sodomę czy inną Gomorę. Było za wcześnie, zbyt trzeźwo i zbyt-jeszcze-coś. W wymyślaniu wymówek była przecież całkiem niezła.
- Nie, nie, nie. Co Ty robisz? - wyszeptała drżąco, gdy wręcz zaniósł ją w pobliże kominka, obejmując ją od tyłu, silnym ramieniem otaczając jej wątłe ciałko.
Co było bardzo przyjemne, choć w nawykach codziennych przytulania nie miała. Odchyliła głowę w tył w geście bezradności, a gdy wreszcie została względnie wyswobodzona (niedobrze!) rzuciła na butelkę swoje orzechowe spojrzenie, znowu.
I na Corneliusa, też znowu, ale inaczej niż wcześniej. Bo teraz między nimi było zaledwie kilkanaście centymetrów wolnej przestrzeni, elektryzującej, magnetycznej i w ogóle jakiejś takiej och ach. I butelka, której w ogóle nie było jej szkoda. Podniosła z zaciekawieniem brew.
- Tylko tysiąc? - prychnęła, przywdziewając lekki uśmiech, nie prześmiewczy, nie gdy patrzyły na nią te absolutnie niebieskie ślepia i gdy czuła na sobie jego ciepły oddech. Zwariowała, do psychiatryka z nią! - No to cheers! - powiedziała, tym razem upijając kilka łyków pod rząd. Ale jego ciepłe ręce już nie obejmowały jej wąskiej talii, ale zajmowały się skrętem, którego dopalał opierając się o ścianę. Obdarzyła go spojrzeniem niemalże tak perwersyjnym, jakim on teraz oblewał całą jej sylwetkę. Od brązowych, dziś w ramach święta wyprostowanych włosów, przez koszulę, w której przypadkiem odpiął się najwyższy guzik, przez szczupłe nogi w skórzanych spodniach, po końce czarnych obcasów. Odwdzięczyła się, jak mniemała, wzrokiem godnym podniesionej wysoko poprzeczki. Czemu ją tak do niego ciągnęło? Czyżby miała być jedną z tych nieszczęśliwych, acz zaspokojonych dziewcząt, których życie jest urozmaicone ale aż nazbyt nieustatkowane? Byłby to temat z pewnością fascynujący, ale nie tu i nie teraz. Freud byłby dumny gdyby trafił na ten after, tyle seksu i dramy w jednym miejscu!
Na (oczywisty) komplement zareagowała jedynie całkiem sympatycznym uśmiechem, utylizując swojego kiepa w kominku, z przyjemnością oddając wielką butelkę.
- Będziesz królewskim pomocnikiem od noszenia ciężkich butelek z alkoholami. - podeszła do niego na jakieś pół metra, szalejąc długimi rzęsami, przesadnie, ironicznie, sarkastycznie, czyli po swojemu. Po czym gdy ujrzała, jak klatka piersiowa Kornela osiąga szczyt, ujęła jego twarz w dłonie i ustami złożonymi w dziobek, bez pardonu przystąpiła do wzięcia bucha po studencku.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Pią 2 Mar 2012 - 19:09

Nie rozumiem, co on miał w sobie, że wszyscy mieli problem z hamowaniem. Zdecydowanie nie karmił nikogo żadnymi dragami, on po prostu był sobą. Ten, pff, co nie ma zasad. Ten, o widzisz go, ćpa ciągle i pije. W ogóle się nie uczy, o spójrz na niego, no spójrz! Cień człowieka. On niestety miał podobnie z ludźmi. Była ich garstka, dosłownie trzy kobiety, przed którymi po prostu nie mógł się opanować. Rozpalały jego zmysły, a Cornelius jeszcze bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że żyje w obłędzie. Myślę nawet, że ich duet powinien mieć na drugie „sodoma i gomora”. Sam pociągnął łyka. Może wiruje mu w głowie od wódki, skręta, rumu? A może sama obecność Chloe jest toksyczna? Prowadził ją oczywiście do kominka. Nie był zbyt pewny, czy też będzie posiadał emocje, aby dziewczyna go rozpaliła, ale…
- Chyba się nie boisz? – spytał prowokująco. Nie chciał ją przecież spalić w niedziałającym kominku! Nie potrafiłby nawet zrobić jej krzywdy. Chyba że uwzględnimy jakieś szarpnięcie, podrapanie, tatuaż… Biedna Chloe, powinna się przy nim przyzwyczaić do dość bezpośredniego wyrażania uczuć. Cornelius robił to, na co miał ochotę i nikt nie będzie mu zabraniał postępować według własnych zasad – nie zasad.
- Milion, zapewne milion, mi lady – odpowiedział, zanosząc się udawanym brytyjskim akcentem. Właśnie z tym kojarzyło mu się to całe noszenie korony. Z udawanym anglikanizmem. Powinien teraz poprawić swój wąsik, ukłonić się… Chrzanić to! Zaczął się bawić kołnierzem Chloe, który był wygnieciony.
- Służba Ci nawala – zwrócił jej uwagę, zapominając o patetycznym języku godnym księżniczki. Oczywiście żartował. Dla niego nie było ważne, czy ciuchy są wyprasowane. Miały ładnie pachnieć i tak też było, a że wyglądała w nich zniewalająco… Przypadkowo odpiął się guzik, a Cornelius myślał, że zaraz eksploduje i sam pochwyci ją w ramiona i nie będzie żadnego afterka. Przynajmniej dla innych. Chrząknął, zabierając jej butelkę. Tak, panno Demarchelier, prowokuj, działaj tak, najlepiej Ci to wychodzi. Sam upił kilka łyków, mając nadzieję, że to pomoże mu zwalczyć swój instynkt. W głowie tłumaczył sobie właśnie wildeowską teorie. Nie ma przyjaźni między kobietą i mężczyzną. No nie ma, psia krew, Chloe, spojrzał jeszcze raz na jej bluzkę , uznając, że ona nie ma prawa bytu. Powinna się teraz znajdować obok zakurzonego kominka. Powinna ich oddzielać jedynie butelka rumu. Samo jej spojrzenie doprowadzało go do szału, do białej gorączki. Czuł właśnie jak jest tu gorąco, pomimo tego, że kominek nie działał a okna były na oścież otwarte. Rozsunął na boki swoją kurtkę, oddając jej koniec końców butelkę.
- To będzie dla mnie zaszczyt – powiedział aż nader oficjalnie, kłaniając się nisko. O tak, teraz miał idealne pole manewru wzrokiem. Nogi, szpilki, kawałek bluzki… Tak, wciąż twierdził, że powinna ją zdjąć. Te całe jej zagrania, rzęsami, spojrzeniem, uśmiechem… były po prostu katorgą. No jak tak można! Jak tak można kogoś podpuszczać! I to jeszcze mężczyznę po alkoholu. Kiedy tylko ich usta się złączyły, Corneliusowi nie pozostało nic, jak wypuścić wolno dym. Nie mógł się powstrzymać, nawet nie zastanawiał się nad taką możliwością. Damn, ur lookin good. Daddy's home!. Po prostu nie puścił jej, nie pozwolił tak szybko odejść. W zamian tego, przyciągnął ją do siebie, wpijając się w usta Chloe. A potem się sami dziwią, jakie mają zdjęcia z imprez. A właśnie, szaleństwo czas zacząć. Tym spojrzeniem, grą słów i ciała sprawiła, że Cornelius nie miał ochoty bawić się w podchody i delikatne muskanie jej warg. Zaczął teraz inną wojnę, w której nie będzie nikt przegrany. Dłonie chłopaka ponownie wróciły na talię dziewczyny, nieco błądząc po jej plecach.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Pią 2 Mar 2012 - 20:16

CC. Chloe i Cornelius. Jeszcze jakby się krzyżowało, to już w ogóle logo szanel/kamasutra. Przyjemna. Zwłaszcza w tym małym, ciemnym pomieszczeniu jakim jest owa sala kominkowa.
Niepozorna jakby zdawać się mogło. Cóż za niedopatrzenie!
Bo, olaboga, Chloe z uwielbieniem przyglądała się subtelnym ruchom żuchwy Cornela, gdy ten powoli pił rum z tej wielkiej butelki, delikatnym drganiom skóry ponad tętnicą na szyi, aż wreszcie wystającemu lekko zza koszulki tatuażowi. Co mogła poradzić, że kręciło ją to niemiłosiernie? I chociaż nie powinno, bo co to? Chloe Demarchelier, Herbaciana Dama pełną gębą, portfelem i garderobą miałaby szaleć za wydziaranymi i niegrzecznymi chłopczykami? Tak nie przystoi!
Dlatego przyjęła zabawy (niewinne) kołnierzykiem jej rozpiętej koszuli z niemalże stoickim spokojem. Przygryzła usta, wpatrując się w Cornela, tylko troszeczkę podszywając to perwersją. A z racji, że trzeba wszystko robić powoli i bez pośpiechu, przejeżdżała palcami wolnej dłoni po jego torsie.
- Spisuje się świetnie - powiedziała z uśmiechem, przekrzywiając głowę lekko na bok. Do jej nozdrzy dotarła miksacja męskich perfumów i zioła, co wręcz zmusiło ją do przymrużenia oczu. Coś pięknego, zakodowała w swym umyśle kolejny zapach, żeby móc sobie do niego powracać myślami. Bo gdzieś, BARDZO BARDZO GŁĘBOKO w Chloe kryła się duszyczka romantyczna, co poradzić?
Co poradzić, że Cornel nawet nie silił się by ukryć pożądliwe spojrzenie i wręcz nienawiść ciskającą z oczu, gdy skupiał się na guzikach bluzki? Co poradzić, że osobiście miała ochotę niczym stara erotomanka rzucić się na niego i opleść go nogami? Co poradzić? NIC.
Z królewską godnością pozwoliła się obejrzeć od stóp do głów, aż nader dosłownie, błagając w myślach by powrócił do pierwotnej pozycji. A gdy powrócił prawie skonsumowała go wzrokiem, tym razem bardzo perwersyjnym.
A podpuszczanie mężczyzn w taki sposób było, zaraz po gnębieniu Jeleni, jej ulubioną rozrywką. Nie było widoku piękniejszego od niewinnego (przy niej) chłopca, zwijającego się już ze zniecierpliwienia. Na całe szczęście i ku uciesze Chloe, Cornel wcale się nie zwijał, a przystąpił do działania, bo gdy objął ją za talię, mocno i ściśle, automatycznie zarzuciła mu ręce na ramiona.
Przygryzła jego dolną wargę, dłoń zatapiając w kornelowej czuprynie, po czym odsunęła się na jakieś pół cala.
- Dopijmy ten rum - zażądała kapryśnym szeptem, składając kilka pocałunków na jego szyi, wolną dłonią chwytając materiał jego koszulki. Zdecydowanie nie była teraz osobą nieszczęśliwą, no bo jakże by mogła tkwiąc tu sobie w takim towarzystwie? Z takimi pięknymi perspektywami na spędzenie wieczoru/nocy?

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Sob 3 Mar 2012 - 8:26

Szyk i elegancja. Czyż nie tak można nazwać tę parę? Najsmutniejsze było to, że tylko Chloe zawierała te przymiotniki. Była piękna, szykowna i zawsze dobrze ubrana. A on natomiast na TT był najgorzej ubrany na balu, chociaż prawdę mówiąc niezbyt się przejmował. Był piratem, mógł warczeć i pić rum, aż nie będzie mógł chodzić. Ale jeśli miałby zapowiedzieć korzystania z CC kamasutry… Na pewno by tyle nie pił!
Nie mam pojęcia, co za faza się teraz włączyła Corneliusowi, ale zdecydowanie nie była dla niego dobra. Obserwował dołeczki w policzkach Chloe i ciągle zerkał, mając nadzieję, że przypadkowo kolejny guzik się rozepnie. A może nawet sama bluzka się zedrze z jej ciała…? Wiedział, że nawet „nie należeli” do siebie. Byli dwójka przyjaciół, których łączyło zbyt wiele niż powinno. Może to wina alkoholu, który wcześniej wypili, a może po prostu to ich przeciwieństwa ciągnęły do siebie. Niewątpliwie Cornelius powinien zachować się teraz według zasad bractwa. Biedna Herbaciana Dama! Wpadłaś w me macki. Witaj w świecie niegrzecznych chłopców. Gdy tylko przygryzła wargę, Cornelius poczuł jak niebezpieczne ciepło rozlewa się po jego karku, idąc powoli paciorkami kręgosłupa ku dołowi.
- Mógłbym polemizować – rzekł z cwaniackim uśmiechem, przyglądając się bliżej kołnierzowi. Ten niestety był idealny, więc musiał coś zrobić, aby to zmienić. Dlatego gdy na ustach zostało mu jeszcze nieco alkoholu, po prostu zbliżył wargi do materiału i bach, tragiczny, niewybaczalny ślad ciemno brązowego trunku. Aż żałował, że nie miał przy sobie jakieś szminki. Kiedy był tak blisko, jeszcze miała chwilę, aby się rozkoszować jego zapachem. Prawdę mówiąc, on wcale nie był bierny. Sam spróbował zapamiętać jej perfumy, aby potem odkryć, czego używa. Jeszcze się od niej nie oddalił. Dalej analizował kołnierz panienki Herbacianej Damy. Czubkiem nosa zahaczył o szyję Chloe, a następnie odnalazł jakiś włos. Zrzucił go więc na podłogę, niech ginie dusza nieczysta.
Ochoczo wstąpił do gry, której zasady dyktowała Chloe. Sam nie wiedział, co robi. Przecież Cornelius nigdy nie myślał, jakkolwiek to brzmi. On działał. To samo oczekiwał od Herbacianej Damy. Zatracić się szaleństwu. Gdy tylko przygryzła jego wargę, zamruczał cicho, przyciągając ją jeszcze bliżej siebie, aby ulokować dłonie na czym innym niż na plecach. Ale nie! Zachciało jej się odsunąć i pić rum. Chrząknął, drapiąc się po brodzie. Tak, zdecydowanie powinien się ogolić, jutro musiał już przestać być piratem. Jak on miał logicznie myśleć, kiedy ta całowała jego szyję? Grzesznica, grzesznica, jawna grzesznica! Przymknął oczy, nie mogąc sobie przypomnieć, gdzie jest ta butelka rumu. Kominek? Podłoga? Obstawił kominek i wolną dłonią właśnie sięgnął tam, macając wszystko po kolei. Aha! Mamy zwycięzcę! Napił się łyka, ale zaraz podniósł podbródek Chloe, aby przelać alkohol z ust do ust.
- Biedny rum, poczuł się taki osamotniony tam – jęknął z lekką kpiną. Gdy tylko złapała za jego koszulkę, uniósł brew ku górze i uśmiechnął się cwaniacko.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Sob 3 Mar 2012 - 14:00

Cóż za pomysłowość! Rumowe buziaczki na jej kołnierzu! Pozostanie jej tylko oprawić tą koszulę w ramkę i uśmiechać się do tego wspomnienia co wieczór. Bo w momencie, gdy Cornel usiłował pozostawić swoją pieczęć na niej, ona z dumą patrzyła na swoje własne, różowe, od jej szminki na kornelowej szyi.
Mogliby się kłócić, kto na kogo mógłby mieć teoretycznie gorszy wpływ. Jednak w tym momencie Cornel mógłby ją do swoich racji przekonać zbyt łatwo, poza oczywistą przewagą wzrostu/wagi/siły/męskości. Dlatego jakakolwiek dyskusja, bardziej zaawansowana, byłaby zupełnie bezsensowna, bo którekolwiek by nie zaczęło, drugie by je skutecznie uciszyło.
Pozwoliła się miziać nosem po szyi, panując nad dreszczami z największym trudem. Próbowała sobie przypomnieć co wiedział o jej najczulszych punktach, bo od szyi do zagłębienia między obojczykami jest już całkiem blisko, a wtedy mogłaby już całkiem polec w jego ramionach i byłoby jej wszystko jedno. Nie chciała tego (jeszcze), ale opróżnienie butelki rumu mogło okazać się przydatne.
Zwłaszcza, że oczy Cornela świeciły jak dwa szafiry, rozpalone nawet nie do białości, a do błękitu zimowego nieba. Oderwała dłoń od jego jedwabistych włosów, by palcami zacząć drażnić zarost Lisa (<3) i podziwiając jego szelmowski uśmiech. Kuszący. Nieziemsko. Dlatego bez sprzeciwu pozwoliła podnieść swój podbródek w celu wspólnej konsumpcji rumu.
- Biedny rum - powiedziała symulując smutek i powzięła butelkę we własne ręce. Piła powoli, z każdym łykiem stwierdzając, że smakuje coraz lepiej. Gdy odessała się wreszcie, rozejrzała się niemrawo dookoła, ze spokojem stwierdzając, że jej torebka jest zaraz obok niej, na stercie ubrań.
Oddała rum w odpowiednie, pirackie ręce, jednocześnie zastanawiając się nad ich fenomenem. Dlaczego tak się działo? Czemu chłopak z zupełnie innego wszechświata miałby patrzeć na nią tak, i czemu ona się mu odwdzięczała tym samym? Było to o tyle interesujące, że Cornel zdawał się być typem chłopaka, którego zupełnie nie interesowałaby taka dziewczyna jak Chloe, a tu miła niespodziewanka.
O ile facet ma talię, to dłonie Demarchelier spoczęły w miejscu gdzie takowa mogłaby występować i obróciła nim tak, że teraz to ona opierała się o ścianę, patrząc na Cornela wzrokiem zdecydowanie pożądliwym. Niesforne są te guziki, gdyż odpiął się kolejny, chociaż miała (jakże trafne!) wrażenie, że chłopakowi to nie przeszkadza. Poczekała uprzejmie, aż skończy pić i przyciągnęła go do siebie za szlufkę jego spodni.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Sob 3 Mar 2012 - 14:42

Nigdy nie oprawiała rzeczy związanych z nim w ramkę?! To dopiero skandal! Powinna to zrobić! Jestem pewny, że w bałaganie (lekko powiedziane) Corneliusa kryło się wiele ubrań bądź też zabawek Chloe, które zdecydowanie zgubiły drogę pod tytułem „którędy do właścicielki”. Jemu to absolutnie nie przeszkadzało. Teraz przynajmniej mógł się pochwalić sporą kolekcją damskiej bielizny i ba! Był pewny, że to nie tylko on zbiera takie wspaniałe rekwizyty, wszak ich w pokoju była czwórka. Cornel nawet nie przejął się śladami szminki, przecież warto jest „pocierpieć”.
A nie uważasz, że każda relacja, w jaką się jest uwikłaną, polegającą na wzajemnym pożądaniu, ma zły wpływ na psychikę człowieka? Nie użyłby na niej siły fizycznej, a tej perswazji. W końcu to chłopcy mają być źli, a kobiety cnotliwe. A im do tej wartości brakowało niesamowicie dużo mil. Nie był pewien od czego się to wszystko dzisiaj zaczęło. Spodnie, rum, skręt, wódka… A może po prostu Chloe tak na niego działała?
Sam nie wiedział, czy był w stanie jak na meldunek wymienić wszystkie czułe miejsca dziewczyny. Pewnie tak, po wielu próbach i błędach. Jednakże szyja była takim rejonem, gdzie każdemu uginały się kolana. Zaczepnie przygryzł jej płatek ucha, odgarniając po raz kolejny włosy na drugi bok. Niesforne te kosmyki! Gdy tylko drażniła zarost chłopaka, ten ucałował jej palce, jeszcze szerzej się uśmiechając. Oj, paskudnie działasz na jego zmysły.
- Dlatego jak go obydwoje wypijemy, nie będzie w ogóle czuł się samotny. Trzeba pomóc mu spełnić marzenie – rzekł cicho, widząc tę podkówkę na jej twarzy. O nie, nie mógł pozwolić, aby taki uśmiech na długo zagościł. Gdy tylko wzięła od niego butelkę trunku, zajął się całowaniem jej szyi. Nie chciał ominąć żadnego fragmentu, który mógłby się poczuć samotny, podobnie jak ten nieszczęsny rum. Wtedy właśnie trącił językiem kość obojczykową, czując jak butelka uderza go w pierś. Sam ją pochwycił i znów postanowił wykorzystać alkohol. Spojrzał jeszcze raz na Chloe, zastanawiając się co oni tu do cholery robią. Powinni tańczyć na stole, zdzierać ciuchy z siebie, aby wskakiwać do jakiegoś jacuzzi a potem biegać nago po tym całym miasteczku, czy co też tak było. A oni sobie urządzili własny piknik. Cornelius pociągnął nieco z butelki, a następnie znów się skierował na szyję dziewczyny. Byłby głupcem, aby nie wykorzystać tego manewru. Delikatnie wylał na okolicę szyi i kości obojczykowych rum, żeby następnie go scałować. Nie mógł się powstrzymać, aby właśnie przy tym wrażliwym rejonie, nie podrażnić odpowiednich obszarów językiem.
Nagle przerwał. Po prostu, chcąc zobaczyć jej relacje, zauważyć w jakim jest stanie. Spojrzał się na nią prowokująco, rozumiejąc, że w danej chwili słowa są niepotrzebne. Jakże posłuszne były te guziczki! Na pewno to robił siłą własnego zwierzęcego umysłu! O tak, jesteś Bogiem, Cornelius. Pozwolił się obrócić, przygryzając lekko dolną wargę. Czuł że go pieczę, prawdopodobnie od alkoholu. Czy aby tak mocno ugryzła go Chloe? Pieprzyć to! Może ten kolejny guziczek był gwoździem do trumny?
Cornelius po prostu po raz kolejny uśmiechnął się cwaniacko, dając się przyciągnąć Chloe. Gdy tylko znalazł się blisko niej, podniósł ją, aby mogła objąć nogami biodra. W ten sposób miał jeszcze lepszy dostęp do wspaniałych guziczków oraz obojczyka, który zaczął powoli całować. O wielki Boże, dzięki Ci za ten nadchodzący wieczór. Wiem, wiem, nie chwal dnia przed zachodem słońca, ale jemu już było bardzo dobrze. Miał rum, Chloe, narkotyki we krwi, żyć i nie umierać! Z owymi pocałunkami schodził w dół w stronę piersi dziewczyny, odpinając w bardzo wolnym tempie kolejne guziki. Nawet dłonią, której nie trzymał Chloe, aby nie spadła, zahaczył o krańcowy fragment stanika. Chciał się go już pozbyć, to oczywiste. Jednakże delikatnie tortury Chloe mogą poprawić mu nieco humor!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Sob 3 Mar 2012 - 18:44

Zdecydowanie znajdowanie rzeczy Cornela między jej własnymi było sympatyczne. Nawet miała w szafie osobną szufladę dla jego koszulek, pasków, zapalniczek i innych pierdół, które u niej zostawiał po swoich wizytach. Jedną koszulkę upodobała sobie tak bardzo, że często służyła jej jako piżama, chociaż miała nadzieję, że Cornel nie sypia w jej majtkach, albo nie nosi jej szalika, który chyba u niego ostatnio zostawiła. Byłoby to raczej podejrzane.
Z czułością wręcz patrzyła na niego, jak całował jej palce, szyję. Szkoda koszuli, gdyż została doszczętnie rumem polana, że przynajmniej górna część przykleiła jej się do skóry. Ale uchował się buziak na kołnierzyku!
Obejmowała jego głowę i całowała ją często, bawiąc się jego włosami, gdy on pokrywał calutką jej szyję pocałunkami. Dziękowała Bogu, że kupiła ostatnio te niewiarygodne obcasy, gdyż im obojgu z pewnością było wygodniej, gdy oscylowała w granicy metra siedemdziesiąt pięć, a nie metra sześćdziesięciu.
- Szczęściarz z tego rumu - zamruczała prosto w kornelowe ucho, przygryzając je na finisz.
Co oni uprawiali? Zapewne z zewnątrz wyglądało to jak miks lekcji topografii i anatomii (anatomii topograficznej, topografii anatomii, topografii anatomicznej?), ale co to było tak naprawdę? Friends with benefit byłoby wręcz obraźliwe w ich wypadku, ale do takiej kategorii można by to teoretycznie wrzucić. Ale czy miała się temu opierać, czy nie, Chloe nie wiedziała zupełnie. Chociaż jakim cudem miała się oprzeć, gdy rum najwyraźniej zaczynał działać (wódka before, hektolitry szampana na samym balu i spora część rumu już teraz dawało się we znaki) a zamiary Corneliusa raczej nie kończyły się na kulturalnym wytarciu jej szyi własnymi ustami, by na końcu zapiąć jej koszulę na ostatni guzik i pożegnać buziakiem w czółko.
Na całe szczęście wziął ją na ręce, co zapewne trudne nie było, ale Klołce potrzebne, owszem, gdyż nogi jej już drżały, a zdecydowanie źle byłoby gdyby miała się przewrócić z wrażenia czy coś. Tak więc obejmując Corneliusa mocno, zaplótłszy nogi dookoła jego bioder (co natychmiast pozbawiło jej stopy obuwia), pozwoliła się całować po piersiach, jedynie gdy jego usta spoczęły na obojczyku pozwoliła sobie na głębsze westchnięcie.
Jej też było dobrze, bo chyba właśnie tego potrzebowała. Upić się, rozluźnić w doborowym towarzystwie, spędzić miło czas. A to wszystko dawał jej Cornel, na wyciągnięcie ręki, na zawołanie, i jak tu go nie kochać?
Odchyliła głowę w tył i wygięła plecy, całkowicie oddając się falom przyjemnego ciepła, które rozchodziło się po całym jej ciele z każdym pocałunkiem, który składał na jej klatce piersiowej. I gdy już zaczął przeszkadzać mu jej stanik, chwyciła go za podbródek, by złożyć na jego ustach namiętny i długi pocałunek, uprzednio dokładnie przejeżdżając językiem najpierw po jego dolnej wardze, później po górnej.
Jakie szczęście, że wpadł na nią, że okazał się tak wspaniałomyślny i miłosierny w pomocy w odczytaniu etykiety, że oparł się o tą cholerną ścianę. Wszystko ułożyło się supermegafantastycznie, że lepiej być nie mogło. No prawie. Dlatego jakimś cudem dorwała się do rumu i upiła jeszcze kilka łyków, pozostawiając trochę na dnie dla Cornela, resztką szminki, zmieszanej nieco z rumem, pozostawiając na jego policzku piękną pieczęć jej ust.
- Jesteś dziś mój - wyszeptała co najmniej perwersyjnie, z lekkim, ale zauważalnym uśmiechem i włożyła mu rękę pod koszulkę, by móc nią błądzić po powierzchni jego pleców.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Sob 3 Mar 2012 - 19:27

Oh shit! Odgadła jego tajny sekret. On po prostu uwielbiał chodzić w damskich ciuchach. Powiem Ci jeszcze coś: wszyscy faceci to uwielbiali. Po prostu jeśli tak nie chcecie nam pokazywać swoich cudownych biustów (tak, wiem Pru, że to czytasz), to tak to się kończy. Kradniemy Wam staniki i zakładamy je na siebie, mając nadzieję, iż coś tam nam podrośnie. A to klapa.
Ale skończmy już żartować. Cornelius po prostu był gapą, tak samo i ona i często zostawiali swoje rzeczy. To było dość logiczne. Z resztą, czy tak się nie robi w Waszym pokręconych, romantycznych filmach? Inteligenta przyjaciółka radzi, aby zostawić u faceta szczoteczkę do zębów albo seksowne majtki, bo je znajdzie i pomyśli sobie „och, ale była dobra!”, wtedy sięga po telefon i kuli ogon. Nie chcieli o sobie zapomnieć albo po prostu nie potrafili. On czasem po prostu przytulał się do jej rzeczy, a potem pisał jej sms o każdej treści. Nawet o tym, że ma zamiar o niej śnić. A czy mu to kiedykolwiek wyszło?
E tam koszula! Skoro ma idealny zestaw piorący, czytaj służbę, to taka część garderoby może stanowić dla nich w końcu jakieś wyzwanie i oderwanie się od nudnej codzienności. Gorzej, a co jeśli Cornelius sobie pomyśli, że Chloe zawsze taka jest? Może powinien u niej szukać pejcza i kajdanek?
Nie wiedział, co się z nim dzieje. Tłumaczył sobie, że żyje w obłędzie i ma po prostu halucynacje. Pewnie zaraz przyjdzie Chloe i go opierdzieli, że wypił dobry rum sam. Właśnie, czyż to nie szczyt upadku społecznego chlać z własnym odbiciem lustrzanym? Prawdę mówiąc, jej wzrost w ogóle nie miał znaczenia. Cornelius mógł się spokojnie chylać, a jeśli już zaczynały go boleć plecy, po prostu podnieść ją. Oddech już dawno zapomniał o swoich normach i znaczne przyspieszył. Jego apogeum osiągnięto właśnie wtedy, gdy Chloe trafiła na jego słaby punkt. Uszy. Zdecydowanie szeptaj, gryź, całuj, a Cornelius będzie się pod Tobą wił i prosił o jeszcze. Idealne rozpoczęcie gry wstępnej, już nie da się go powstrzymać, albo i da. Na razie tego nie wiem ^^
- E tam, jestem większym szczęściarzem – odpowiedział, próbując sobie wyobrazić, jak może się czuć butelka. Była zakurzona, więc nikt się nią nie interesował. Sama się nie mogła zatracić ani w alkoholu, ani w narkotykach ani zapalić, bo wiązałoby się to z wielką katastrofą. A o seksie jakimkolwiek wcale nie miała co marzyć! Chyba że z etykietka, ale to inna symbiozowa historia. Może będzie lepiej jak obydwoje chrząkną, ogarną swój wygląd i wrócą do rozmowy o pogodzie?
Ostrożnie próbował ogarnąć strój Chloe. Oprócz tego, że bluzka posiadała guziki (magiczne doprawdy guziki, które same się rozpinały) to jeszcze jakiś dziwny węzeł u dołu. Cornelius spojrzał na niego krytycznie, zastanawiając się czy i on posiada moc. Może powinien powiedzieć jakieś hasło?
- Abracadabra – szepnął, ale węzeł ani drgnął. Warknął ni to do siebie ni to do bluzki i wrócił do całowania namiętnego ust Chloe. Uznał, że na ślepo sprosta zadaniu , jakim jest rozpięcie zacnego materiału. Ale nie, mylił się. Odpiął więc bluzkę co do ostatniego guzika, zupełnie nie przejmując się owym problemem. Dłonie zaś przeniósł na jej pośladki, bowiem plecy były przygwożdżone do ściany. Sam nie był pewny, co on wyprawia. Cholera, chłopie, ogarnij się. Ten natomiast bardziej naparł na Chloe, umożliwiając jej tym samym wygodniejsze obejmowanie go. Chciał jeszcze raz rozplątać węzeł i dlatego pod pozorem zrobienia malinki, dorwał się do niego. Czy on nie jest zaszyty? Nieco zirytowany, złapał za koniec koszulki, zaczynając podnosić ją ku górze. Niewątpliwie przyda mu się pomoc Chloe. O tak, jakże mu tego brakowało. Młode piersi, nastrój od razu lepszy. Nie byłby sobą, gdyby do nich zgniótł ich lekko. Sam nie potrafił oderwać się od ust Chloe. Wszystko odbywało się w takim wielkim obłędzie i pożądaniu, że zupełnie tego go ogarniał. Złapał wargami koniuszek języka Herbacianej Damy (!), lekko go ssąc przy tym. Odsunął się od niej na moment, łapiąc oddech.
- A co jeśli ucieknę i zostawię Cię tutaj w takim stanie? – spytał, bojąc się tej „własności”. To jednak nie przeszkadzało mu, opuszkiem palca przejechać między piersiami, sprawdzając, czy Chloe posiada sprytny stanik z serii zapinany zprzodugłąbie.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Sob 3 Mar 2012 - 20:38

+17, prawie 18

Czy zostawiała te rzeczy celowo? Owszem, może apaszkę Burberry, pachnącą nią bardzo, owszem, ale to było ogrom czasu temu! Kiedy ich przygoda dopiero się zaczynała, zresztą takich małych flirciarskich chwytów nigdy za wiele! Szczególnie gdy nazywasz się Chloe Demarchelier i stoi przed Tobą, a raczej trzyma Cię w swych ramionach wydziarany młody bóg, uosobienie książkowego niegrzecznego chłopczyka.
No i jakaś niewinna apaszka była zaledwie szczytem góry lodowej ich gry, bo chyba ich relacji inaczej nazwać się nie dało. Co było decydujące? Czy jego osobistyczna potrzeba bliskości, ale nie tylko tej cielesnej? I czy jego przyjaciółka mu tego nie dawała?
Tak czy inaczej, złożyło się zaiste nieziemsko, że byli tu, odurzeni, zmęczeni, choć podekscytowani, złaknieni tego i owego, w nastrojach dosłownie szampańskich. Równie nieziemskie było, co Cornel wyprawiał ustami i językiem. Bo serce Chloe zaczęło bić szybciej i nie była to zasługa jedynie alkoholu. No co jak co, ale umiała to odróżnić! Dlatego wygięła się rozkosznie, jak przystało na Lisicę z krwi i kości. Uniosła głowę jak najbardziej w górę, by zaczerpnąć trochę chłodniejszego powietrza, czy tylko jej było tak gorąco? Czuła jak przez każdą komórkę jej ciała przenika ta gęsta, przesycona elektryzmem (elektrycznym erotyzmem?) atmosfera, regularnie mieszana ich ciepłymi oddechami i łapczywymi ruchami. A ruchy Chloe póki co ograniczały się do lekkiego ssania płatka jego ucha i głaskania jego rozpalonych pleców.
- Jesteśmy - w zmysłowym szepcie podkreśliła ostatnią sylabę. W końcu to nie tylko on miał teraz raj... w piekle/niebie (niepotrzebne wykreślić, zamazać, wygryźć) zwanym Pałacem Bennettów, stolicy rozpusty wszelkiej, niekończącej się i permanentnej.
Zdecydowanie życie butelki było co najmniej smutne i przykre, zwłaszcza, gdy dla odmiany mogło się być takim o Corneliusem, którego chwilowym największym życiowym problemem był ów supeł na dole bluzki, który na zaklęcie się nie rozwiązywał. Ale zaklęcie wywołało u Chloe śmiech, z rodzaju tych lekkich, naturalnych, nieco perlistych. Ogólnie przyjemnych.
Najwyraźniej panicz Lancaster do cierpliwych nie należał, gdyż począł czynić wszystko, by się jej pozbyć szybciej (koszuli oczywiście), dlatego też Chloe podniosła ramiona do góry, starając się utrzymać równowagę mocniej zaciskając nogi, by Cornel mógł gdzieś w przestrzeń koszulę wyrzucić. Byle nie do kominka, bo miała ją przecież w antyramę wstawić i na ścianie powiesić, zaraz po powrocie do akademika.
Gdy jedyną częścią jej garderoby górnej pozostał jedynie koronkowy stanik, poczuła gęsią skórkę, głównie od chłodu ściany, o którą była oparta niemal calutką powierzchnią pleców. Która wzmogła się miliard razy (około) gdy opuszek palca Cornela powędrował jej lekko, ale wystarczająco zarysowany rowek. Będzie psikus, zapięcie klasyczne, jak w najprawdziwszej bardotce, jest z tyłu. Patrz, jacy pilni z nich uczniowie! Jest biologia, jest geografia, a teraz jeszcze wuef!
Edit, gęsia skórka wzmogła jej się, gdy złapał jej język i bawił się nim własnymi wargami. Była... zaskoczona. Pozytywnie. Na tyle, że w mgnieniu oka pozbawiła tors Cornela okrycia, zwinęła go we względny rulon i okalając nim kark Lisa, przyciągnęła go do siebie, zostawiając jakieś pół centymetra odległości.
- Czekałaby Cię surowa, królewska kara - wyszeptała, ledwo panując nad absolutnie drżącym głosem i zassała delikatnie jego górną wargę. A mieli mnóstwo możliwości, może nawet znalazłaby gdzieś w rzeczach swoich koleżanek z pokoju (utajonych masochistek, wielbicielek sado-maso i innych dziwnych, zdecydowanie-nie-normalnych urozmaiceń kiepskiego życia erotycznego) kajdanki, przykuła Cornela do łóżka i nago wiła się wokół niego, ze szczególną pieszczotliwością traktując jego najsłabsze punkty, jak uszy.
Zaczęła go lekko drapać po plecach swoimi długimi paznokciami, by pokrywać pocałunkami, zaskakująco dokładnie, linię jego żuchwy, kawałek szyi, zrobiła koniuszkiem języka kółeczko wokół jabłka Adama, by na końcu złożyć wilgotnymi ustami przeciągłego buziaka w zagłębieniu między obojczykami (<3), wolną ręką próbując uporać się z zapięciem jego spodni, do którego prowadziła jakże seksowna ścieżka (<3456), ledwie widoczna i wyczuwalna. Ciężki jest żywot pijanej, pięknej, rozpalonej młodej kobiety w ramionach równie pijanego, równie rozpalonego i równie pięknego młodego mężczyzny.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Nie 4 Mar 2012 - 7:43

Na pewno robiła to celowo! To była tak zwana niewinna gierka wszystkich kobiet, które pomimo tego, że dawały się traktować przedmiotów, nie chciały taką rzeczą być. Oczywiście ten komentarz nie tyczy się Chloe, bowiem ich łączyła zupełnie inna relacja. Tu nie było nic jednorazowego, gdzie byli dla siebie nieznajomymi. Cornelius czuł się jak na karuzeli erotycznej. Krążył wokół czegoś, czego jak na razie nie mógł złapać i w pełni poczuć, a jedyne co go teraz wypełniało to było niesamowite pożądanie, szczypiące każdy jeden paciorek kręgosłupa.
Nie wiadomo, co siedzi tak naprawdę w ich głowach. Byli dorosłymi ludźmi, a Oscar Wilde wyraźnie napisał, że przyjaźń między kobietą a mężczyzną nie ma prawa bytu. Jedno albo drugie będzie chciało wskoczyć przyjacielowi do łóżka. Jakie to smutne! Z resztą, jak można po prostu kochać jak przyjaciółkę Chloe Demarchelier? Cornelius mógłby jawnie zostać oskarżony o bycie gejem! Musiał roztapiać powoli ten lód, aby Herbaciana Dama płonęła z pożądania. Prawdę mówiąc, on już dawno to czuł. Uśmiechnął się cwaniacko, gdy Chloe wygięła się. Jakże on kochał takie widoki! Gdyby tylko mógł zrobić zdjęcie… Mógłby je trzymać w ukryciu, na przykład pod poduszką i gdy przyjdzie mu na coś cnotliwego ochota, wystukać sms i powitać ją nago. Uprzednio oczywiście szantażując swoich współlokatorów, aby nawet nie myśleli o powrocie do pokoju przed godziną szóstą rano. Trzeba dbać o swój komfort! Na chwilę stracił oddech, właśnie wtedy gdy zaczęła ssać jego płatek ucha. Odpłynął całkowicie, lekko rozchylając usta. Tak, miał się kryć ze swoim czułym miejscem, a tym czasem jawnie pokazuje, gdzie wystarczy go dotknąć, aby już jej nie opuścił od samego spełnienia.
Cornelius bardzo bał się tej ostatniej sylaby „my”. Wtedy to oznaczało przynależność do kogoś, bawienie się w grę „co myśli druga osoba”, nie sprowadzanie relacji wyłącznie do przyjemności, więcej kłótni niż samych pochwał i wiele pytań z serii „kochanie moje najsłodsze, przesiedziałem już pół roku w domu, spełniając każdą Twoją zachciankę począwszy od pierwszego rozdziału kamasutry, kończąc na 69, czy mógłbym wyjść na godzinę i wypić 12 ml wódki? Obiecuję, że nie będzie tego więcej! Możesz zmierzyć mi stężenie alkoholu we krwi, gdy tylko wrócę punktualnie o 21”. Tak, tego Cornelius się najbardziej obawiał. Utracenia wszelakiej wolności. On był przecież dzikim Lisem, nie działały nawet na niego szczepionki przeciwko wściekliźnie. Zignorował jej wypowiedź. Po prostu. Nie chciał wszczynać kłótni pod tytułem „my” jako przyjaciele, to Chloe i Cornelius, nic więcej. Nie potrafiłby jej wytłumaczyć, że tu nie chodzi o to, że mu nie zależy, a o to, że chce chociaż mieć iluzję wolności.
Los koszuli raczej spoczął obok ich nóg, bowiem Cornelius więcej siły poświęcał na zajmowanie się Chloe niźli rzut w dal częścią garderoby. Czy mi się wydaje, ż e oni w ogóle nie zadbali o własne bezpieczeństwo? Na przykład zamknięcie drzwi, zastawienie ich krzesłem, cokolwiek? To trzeba zmienić! Dobrze, że istnieje wujek google, który zdradził jak wygląda bardotka. Cornelius nieco przybliżył się klatką piersiową do dziewczyny, aby móc wsunąć za jej plecy, chociaż jedną dłoń. Cholera, powinni zostać akrobatami! Na pewno mają taką drużynę w szkole! Sam jednak koniuszkiem języka ponownie przejechał po rowku między piersiami, a następnie po piersi tuż nad zakończeniem ozdobnym miseczki. Raz, dwa, trzy, złapane zapięcie, raz , dwa, trzy wieloletnie ćwiczenia rozpinania staników jedną ręką dały efekt, bowiem materiał lekko rozluźnił się, a Cornelius uśmiechnął się zwycięsko. Doprawdy, zapamięta, że to jest bardotka! Z niewielką pomocą Chloe, pozbył się tej cudownej, seksownej rzeczy, wyrzucając go pewnie gdzieś w okolice koszulki. Sam jednak wargami otulił sutek Chloe, aby go lekko przyssać.
Gdy tylko dorwała się do jego koszulki, musiał rzecz jasna przestać. Na jego ustach wciąż tkwił ten sam uśmiech, można nawet było powiedzieć: banan. Musiał mocniej naprzeć na Chloe, aby móc podnieść na chwilę ręce. Skutkiem tego było to, że dziewczyna mogła poczuć, że Cornelius jest bardzo podniecony. Lisica jednak grała dalej. Och, motyw z kajdankami i wiciem się musimy koniecznie zrealizować następnym razem! W każdym razie, Cornelius łapczywie zaczął ją całować, wyginając się lekko ku przodowi, gdy tylko przejechała paznokciami po jego plecach. Raj w piekle! Zamruczał leniwie, oddając się każdej pieszczocie jej języka. Nie pozwolił jej odpiąć do końca spodni. Zaraz jednak, wpadł na mało genialny pomysł. Po prostu lekko postawił dziewczynę i jak wcześniej zapowiedział, uciekł do przeciwległej ściany, opierając się o nią. Oczywiście bardzo pragnął, aby ta zaraz po prostu się na niego rzuciła, dlatego też podniósł brew ku górze, spoglądając na Herbacianą Damę.
- Jaka jest moja kara? - spytał nieco gardłowym głosem. Tak, to elektryzujące uczucie wypełniało już każdą komórkę jego ciała, a ten jeszcze, dureń, miał ochotę na kolejne gry z serii co mi zrobisz, jak mnie złapiesz. Czekał posłusznie, chociaż tracił powoli cierpliwość. Już chciał ją mieć.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Nie 4 Mar 2012 - 12:21

Nie, Chloe zdecydowanie należała do istot bardzo niewinnych, do ran przyłóż, uśmiechniętych i dobrych, w każdym tego słowa znaczeniu. Więc jakże ją tu oskarżać o takie czyny?
Lubię Wilde'a, 'sztuka jest chorobą, miłość złudzieniem, religia wytwornym surogatem wiary'. Panna Demarchelier wzięła sobie do serca szczególnie, że miłość jest złudzeniem. Pojawiała się niezauważalnie, a gdy odchodziła, raniła, więc czym innym mogła być niż złudzeniem?
Niestety nie umiała sobie teraz przypomnieć niczego o pożądaniu, które odczuwała coraz mocniej i silniej, z każdym ruchem jego języka, wraz z każdym pocałunkiem. Zapewne nie był to sam fakt bliskości z jakimś mężczyzną, bo przypadkowy seks, choć przyjemny, nigdy nie był satysfakcjonujący. Więc powinni to zrobić tu i teraz. I głównie to wypełniało główkę klołkową.
Poza satysfakcją z uchylonych ust Cornela i ledwie słyszalnym westchnięciem, gdy jej język bawił się płatkem jego ucha. Już sama czuła jak jej ruchy robią się o wiele swobodniejsze, bardziej intuicyjne i skupiające się stricte na nim. Pomijając otwarte drzwi, całe szczęście nie było ich widać na przestrzał pokoju.
Na zajęciach z psychologii powinni koniecznie poruszyc temat posiadania. Nie tylko Cornel się jej bał (btw sprzeczność: bał się, ale Klołkę chciał mieć? pervert!), Chloe również. Dlatego ona nigdy nie była czyjaś, nawet gdy wstępowała w różne, różniste związki, głównie oparte na tym jak pięknie się razem wygląda. Nigdy nie umiała dotrzymać wierności, przecież do nikogo nie należała, nigdy. Dlatego nawet Cornela nie mogła traktować w sposób... jakby do niej należał. To byłoby jawna hipokryzja przecież! Dlatego żadne "kochanie, idę dziś do przyjaciółki, będę się meldować co kwadrans, żebyś mbył spokojny mój misiaczku, robaczku, pępuszku, koteczku i-inne-bardzo-dziwne-określenia-na-swoją-teoretycznie-drugą-połowę" nie miały prawa być wypowiadane przez klołkowe usta.
Bo usta Chloe były zajęte czymś innym, mianowicie całowaniem jego szyi, bardzo gorliwie, gdy on siłował się z niesfornym stanikiem. Na szczęście cała operacja usuwania bardotki z Chloe długo nie trwała, bo chyba by się zawiodła, razem uczyli się takich rzeczy! Dlatego wstąpienie do kółka akrobatycznego jak najbardziej, a jeżeli takowego nie ma, oni założą, będą prowadzić zajęcia o tematach "jak rozpiąć stanik w trzy i pół sekundy?" ewentualnie "szybki orgazm - teoria i praktyka". To wymagało wielkich pokładów zdolności akrobatycznych, które oni najwyraźniej posiadali.
Motyw z kajdankami do wykorzystania, powiadasz? Notatka do zapisania w terminarzu, kupić takie, koniecznie z czerwonym albo różowym puszkiem. Najwyżej podrzuci je Prudce i Aidenowi, którzy najpewniej byli teraz u niego w domu uprawiając dziki seks, pierwszy. Musiała się zaśmiać w duchu, lecz nie prześmiewczo, jakby zdecydowanie mogła się zaśmiać. Wręcz z radością, że wreszcie tego dokonają, całe to przeciąganie było nawet dla niej nieznośne.
Oddychając jak najgłębiej puściła Cornela, gdy ten przygryzał jej sutek. Uniosła ręce lekko w górę, uśmiechając się rozkosznie, żeby całkowicie skupić się na przyjemnosci z tej pieszczoty, bardzo skutecznej. Dlatego zorientowała się, że stoi na ziemi, wpół-naga-oraz-boso, sama, a Cornel patrzył na nią, nie kryjąc się z perwersyjnym mrużeniem oczu, z odległości jakiegoś dwa i pół metra, pod przeciwległą ścianą. Co się tu właśnie stało?
Ułamek sekundy zajęła jej analiza sytuacji, aż nazbyt dobrze znała taką gierkę, żeby nie rozpoznać intencji Cornela. Nie mogła się nie zaśmiać. Stanęła wyprostowana, z rękami splecionymi na wysokości przepony i wbiła w niego mocne, orzechowe spojrzenie. Zrobiło jej się zimno!
- Przez Ciebie jest mi chłodno - powiedziała, przygryzając wargę. Schyliła się, żeby ubrać buty, lecz niestey, musiała się odwrócić do niego bokiem, żeby jednym ramieniem się o ścianę opierać. Gdy szpilki ponownie pojawiły się na jej stópkach, powoli wstała, mocno rozmyślając nad użyciem mocy. Jednak finalnie stwierdziła, że chętnie zobaczy jak wydarzenia potoczą się same, dlatego porwała z podłogi jego koszulkę (była bliżej niż jej własna) i wciągneła ją na siebie szybkim ruchem, przyjmując obronną pozę, nie pokonując ani milimetra w jego stronę. Racząc go jedynie uśmiechem przesyconym tryumfem, czekając na reakcję. W razie wystąpienia żadnej, miała już plan, jednak miała nadzieję, że nie będzie go musiała wcielić w życie.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Nie 4 Mar 2012 - 19:14

Przepraszam za chaotyczność


Chloe była niewinna, a i owszem. Aż przeciekała niewinnością. Ten uśmiech, spojrzenie. Wszystko w sobie kryło taką delikatność, z którą rzadko się kto spotyka. Gorzej że w przypadku Herbaciarnej Damy odnajdywało się drugie dno. Żmija, niby słodka, a kąśliwa i zabija. Co dzisiejszego wieczoru będzie w stanie pozbawić życia?
A czy ktokolwiek, kto miał złamane serce, wierzy w prawdziwą miłość? Takie rzeczy się zdarzają tylko w bajkach. Pewnie królewicz na białym koniu pokłusuję do zacnej białogłowy, która będzie pisała smutny wiersz miłosny, planując przy okazji swoje samobójstwo. Ludzie w XXI wieku zabijali się właśnie seksem, pogonią za pieniądzem czy uzależnieniami. Zdawali sobie sprawę, że można żyć bez papierosów, ale zaraz wmawiali sobie, że dobry tytoń dodaje 1000 punktów do seksapilu. A czy ktoś nie chcę być seksownym? Miłość nie istniała, przeznaczenie raniło, a cierpienie stało się nieodłącznym elementem ludzkości. Potem tylko ludzie modlili się do swoich bogów o lepsze jutro, więcej dóbr materialnych, więcej uzależnień. A co było kiedyś? Tylko historia wie.
Podniecenie – to właśnie ono sprawiało, że miał ochotę do niej podejść i po prostu przyciągnąć do siebie, walnąć w tyłek, nie zapominając o reprymendzie za brak posłuszeństwa. Chciał wyciągnąć do niej ręce, krzyknąć, że ma tu natychmiast podejść, bo on sam sobie nie poradzi. Nie rozumiesz jednej rzeczy. Być posiadanym, a posiadać. To jest nieco jak z jedzeniem czekolady przez kobiety. Wszystkie chcą przeżywać rytuały z afrodyzjakiem, ale zaraz przeżywają, że wejdzie im w biodra. Cornelius pragnął tylko mieć. Nie rzeczy materialne. On walczył o wspomnienia. Kiedyś spotkają się w kwiecie wieku, zacmoka i wspomni, jaką była (pardon, jest) dobra dupą. Kto wie, czy nawet w wieku sześćdziesięciu lat nie będą mieli ochoty na seks! Wierność nie polegała na niczym, czego w sumie nie mogło się utrzymać. Każdy ją rozumiał inaczej. Większość ankietowanych mężczyzn tłumaczyła się, że wierność to tak zwane oddanie komuś serca. Nie kocham innej, kocham swoją żonę, ale mam dwie wyuzdane kochanki. Co jest więc logiczne i godne Freuda? Jak dobrze, że musiał do niej mówić perełeczko. Nie przechodziły mu przez gardło pewne wyrazy i takie słodziaszkowe zdrobnienia w szczególności.
Patrzył na nią, nie wierząc, w co robi. Czy ona naprawdę się ubierała? Spojrzał w dół na siebie i po prostu nie mieściło się mu to w głowie. Jak, no jak?! Dobrze, niech układa sobie plan, w którym obydwoje są nauczycielami i pewne rzeczy pokazują na biurku, ale na boga wszystkich narodów, niechże się nie ubiera! Cornelius miał wręcz przerażoną minę. Uważał, że wszystko, co ona wyprawia było po prostu zbędne. Pragnął do niej podejść, zerwać swoją koszulkę i dać solidną nauczkę. Ale zaraz, zaraz, to on miał być tu karany! Kajdanki, ciąganie za włosy, cokolwiek! Wracając do kajdanek, zapisz sobie, koniecznie z różowym puszkiem lub panterką, tylko takie go kręcą. Oddychał wciąż ciężko. Próbował sobie wytłumaczyć, że chwilowe zwolnienie dobrze im zrobi. Ale on nie chciał!
- To chodź do mnie – odpowiedział jej zarazem, sam czując jak zimno otula jego rozgrzane ciało. Zdecydowanie tu czegoś brakowało, a raczej kogoś. Wściekłby się, gdyby użyła na nim swojej mocy. On nie rozpalał jej, będąc królikiem. Gdy tylko założyła jego koszulkę, uniósł brew, czując, że pewnie ta już do niego nigdy nie wróci. Jednak nie chodziło mu o to. Cornelius stojąc z odległości dwa i pół metra, miał podziwiać jej biust. Teraz widział swoją białą koszulkę, no i może jej sutki.
- Zdejmij – powiedział wielce niezadowolony. Nie podejdziesz do niej, powtarzał sobie w myślach, wykonując jeden ruch. Zaraz jednak poczuł chłodny powiew powietrza od drzwi i po prostu się skrzywił. Podszedł do nich gwałtownie, zamknął i zasunął zakurzonym fotelem. Nikt już tu nie wejdzie, ha! Spojrzał prowokująco w stronę Chloe. Nie potrafił, cholera nie potrafił ot tak grać dalej w jej grę kilka kroków w przód jeden w tył. Był na to zbyt podniecony, nakręcił się na jej ciało i na to, co miało się zaraz wydarzyć. Prędko do niej podszedł, wpijając się znowu w usta Lisicy. Czuł jakby nie całował ich wieczność. Otarł o siebie dłonie, aby je nieco ogrzać, a następnie bezczelnie, nieco arogancko, wsunął je pod swoją koszulkę (która przypominam raz jeszcze, że miała być zdjęta!), masując jej piersi. Znów na nią naparł, mogąc ponownie czując to przyjemne ciepło, rozpływające się po całym ciele. Złapał za koniec koszulki i wywalił ją aż pod same drzwi. Niech jej nie przyjdzie nawet do głowy łażenie po jakiekolwiek ubranie! Prawdę mówiąc, modlił się, aby Chloe nie zauważyła jego blizn po radosnym ładowaniu w sobie kanał czy też przypadkowemu nabiciu się na nóż. Jedną dłoń z piersi, przeniósł na plecy, aby paciorkami kręgosłupa dojść do spodni. Tam właśnie zatrzymał się na chwilę, aby opuszkami palców podryfować chwilę lędźwiami, biodrem aż po samo zapięcie spodni. Drugą dłoń wplótł w jej włosy, a następnie rozpiął jej dolną część garderoby.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Pon 5 Mar 2012 - 12:07

chaos rodem z azerbejdżanu, proszę : *


Niewinność i delikatność Chloe przecież nie ulegała żadnym wątpliwościom. Wszystkie te wredne zagrywki, słowne potyczki, misterne bądź mniej plany na choćby chwilowe zepsucie komuś życia/humoru, wszystko to zdecydowanie przemawiało z Klołkowym pogodnym usposobieniem i ogólną miłością do świata i bliźnich.
A jednak... było kilka osób zdolnych do opanowania szalejącej (tylko czasami) jak tornado po nizinach środkowych Stanów Zjednoczonych Chloe Demarchelier. Nie było ich wiele, a o dwóch myśleć nie chciała szczególnie, jako że złość ustąpiła najzwyklejszemu smutkowi. Nobojaktotak? Jak to jest możliwe że w jednym momencie traci się tak istotne osoby? Kulka w skroń, nic więcej.
Czy cały ten monolog wewnętrzny ma oznaczać złamane serducho? Któż śmiał złamać serdusio Corneliusa III Lancastera? Chloe już załatwi tą delikwentkę/ta jak trzeba, nawet bez użycia siły (niewykonalne niestety). Skoro już jakaś miłość tam zagościła, to trzeba to szybko wyplenić do cna nie pozostawiając ani cienia przeszłego uczucia zareperować, przykleić plaster i przyszykować na nową.
Choć Chloe w miłość wierzyć nie umiała, bo nigdy chyba takowej nie zaznała, ani rodzicielskiej, ani tym bardziej żadnej innej. Znów kwestia mieć (chwilowo), posiadać (na dłużej), i być w czyimś posiadaniu (co się Chloe kojarzyło tylko i wyłącznie z niewolnictwem, a nie romantycznymi, podniosłymi ideami bezgranicznej tró love, Coelho i te sprawy). A zdecydowanie żadne z nich do siebie nie należało, przynajmniej tak się Klołce wydawało.
Zwłaszcza, gdy stał pod tą cholerną ścianą, daleko od niej (czyżby czuła się opuszczona? co jednocześnie oznacza, że irytuje ją brak jego osoby w jej ramionach, ewentualnie odwrotnie, co też oznacza, że chce go blisko i wcale nie musi ssać jej sutków, czy tam całować obojczyków) i patrzył na nią tak. Co się wzmogło razy miliard gdy ubrała jego koszulkę. Było to zabiegiem absolutnie planowanym, bo chęć pooglądania sobie jej biustu była aż nazbyt oczywista, kara jest, voila. Kajdanki następną razą, bo póki co to przerażenie, smutek, dzika miksacja zawodu i powątpiewania zadziałała na Chloe bardzo pobudzająco. Kolejny tryumf. Gloria. Zwycięstwo. Gdyby była w stanie jakikolwiek ruch, poza biodrami, to zapewne teraz by przybrała szyderczy uśmiech, odwróciła się i wyszła. Bo tak często bywało, gdy wygrywała, cokolwiek. A że zwykle były to jakieś drobne intrygi wobec bezbronnych Jelonków, czy tam innych Sokolic, było to całkiem zrozumiałe, podkreślające ów wygraną.
Ale teraz, gdyby jakimś cudem zdobyła się na wyjście stąd, przegrałaby absolutnie, krytycznie i w ogóle spadłaby na dno depresji po takim zamachu na własne samopoczucie. Bo czuła się źle, już. Rozpalona do czerwoności, drżąca i pozostawiona. Próbując (udanie?) panować nad swoim spojrzeniem, by dalej było takie pewne siebie, jak być powinno.
Wstrzymała oddech, gdy zbliżył się do drzwi, mając ochotę zacisnąć oczy i zacząć krzyczeć. Czuła jak jej serce wali tak mocno, że wyskoczy jej, pozostawiając jedynie gigantyczną dziurę, a ona będzie się powolutku wykrwawiać.
Jakże wielkiej zmianie uległy meandry po których płynęły jej myśli, gdy jego ton wcale a wcale nie zmienił się na wydźwięku i ładowanym w niego perwersyjnym podszyciu! Oddychając bardzo nierównomiernie obserwowała jak zastawia drzwi fotelem i z niezachwianą stanowczością podchodzi do niej, by już po sekundzie znów czuła się dobrze, gdy wpasował swoje usta w jej.
Nawet gdy włożył zimne ręce pod jej koszulkę. Odchyliła głowę w tył, by już chwilę potem przylgnąć do niego jak najściślej, lekko kąsając jego szyję, uważając na szminkowe pieczątki, o dziwo jeszcze się trzymały, jednocześnie umożliwiając Cornelowi swobodne policzenie jej kręgów. Owiewał jej kark ciepłym oddechem, wywołując automatycznie nieziemskie dreszcze na całym, i tak rozdygotanym już, ciele. I cała ta dróżka, kręgosłup, biodro, dół brzucha, ACH! Odsunęła go od siebie na ułamek sekundy, by pozbyć się tej koszulki w trybie natychmiastowym, była już całkowicie bezużyteczna. Cał-ko-wi-cie.
Chłodnymi dłońmi błądziła po jego torsie, by wreszcie przystąpić do załatwienia sprawy rozporka, z którym szybko się rozprawiła, żeby przypieczętować całe to staranie bardzo namiętnym pocałunkiem w sam środek ust, uprzednio ująwszy jego twarz w dłonie.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Pon 5 Mar 2012 - 16:48

+18
Po tym jak drapała jego plecy i przygryzała wargi czy płatki uszu, zaczynał wątpić w tę niewinność. Znów myślał, że w życiu liczą się tylko pozory. Chloe kryła w sobie kogoś, kogo próbowała utaić przed całym światem? A to jędza! Nie psuła mu humoru, nie dziś. Chyba, że przerwie wszystko i ucieknie.
Zabije ją, dosłownie zabije i pożegna się z ciepełkiem Corneliusa.
Czy mam więc wnioskować, że on się zaliczał do tak licznego grona? Odtańczyłby taniec szczęścia, mówię poważnie! Każde życie jest ulotne, chyba, że ma się moc ożywiania zmarłych (o ile nie powstają zombi) lub bycia nieśmiertelnym. Ale kto też by chciał? W końcu tam na górze pewnie jest morze wódki i same wspaniałe uciechy cielesne. Również Cornelius pomyślał o wspaniałych owocach i nagich Wenus, które drapałby go po plecach. Chloe by na pewno się w tym sprawdziła!
Myślę, że nawet nie ma się, co fatygować, skoro ta osoba nie żyje. Nie jestem pewien, czy Cornelius w ogóle chciałby rozmawiać na ten temat. Jak to jest mówić o roli ojca, której się nie doświadczyło? Nie potrafił wciąż nazwać uczuć, które tkwiły w nim głęboko. Uczestniczył w morderstwie własnego dziecka, a potem przyczynił się do samobójstwa. Nie wiedział, czy on po prostu jest złym człowiekiem czy trafił niefortunnie. Miał zbyt wiele pytań, które topił w używkach. Nie wiedział, dlaczego ludziom wzięło się na to umieranie. Młodzi, mający tyle perspektyw, odbierali sobie marzenia, aby je zastąpić jednym.
Chciał ją ponownie do czegoś sprowokować. Nie miał sam pojęcia do czego właściwie. Może miała się rozebrać, wyjść, pocałować. Wszystko jedno. Byle się nie ubierać. Byleby nie być tak daleko siebie, gdy serce biło niewyobrażalnie szybko, a oddechu nie dało się opanować. Brakowało jej ciepła. Czuł jakby jakąś cząstka jego została pod ścianą i nie miała nawet ochoty wrócić z powrotem. Drżało całe jego ciało, prosząc o tę odrobinę ciepła, może nawet zainteresowania. Pragnął jej dotyku jak niczego innego. Był zaślepiony własnymi potrzebami.
Gdy już był przy niej, znów cofnął się do ściany, bowiem owa podłoga wcale nie wyglądała za zachęcająco. Jeszcze raz ją podniósł, patrząc diabelsko w oczy. Zatrzymał się na chwilę w bezruchu. Podziwiał ją, cieszył się, że znajduję się w takiej sytuacji z Chloe i to właśnie Królowa Szkoły pieści jego skórę. Pogładził dziewczynę po włosach, ujmując jej podbródek. Może chciał spojrzeć w oczy, może zapamiętać kontur ust. Tym razem ucałował je delikatne, ledwie musnął wargi, aby zaraz przenieść się na obojczyk. Aż do jego zagłębienia do jechał językiem, drugą dłonią szarpiąc się ze zdjęciem jej spodni. Corneliusa już dawno zsunęły się do okolicy kostek, przeszkadzając mu już w chodzeniu. Ale on przecież nigdzie się nie wybierał! Dopiero gdy uświadomił sobie, że Chloe nie może się całkowicie rozebrać, gdy obejmuje jego biodra, znów postawił ją ostrożnie na podłodze, uważając, aby nie wykręciła sobie kostki przez te szpilki. Wtedy jeszcze raz zaczął całować jej piersi, przez chwilę skupiając się na sutkach. Przy okazji masował jej biodra, czasem nawet złapał za pośladki. Z pocałunkami zmierzał w kierunku jędrnego brzucha Chloe. Aż do pępka przejechał po nim koniuszkiem języka, obserwując reakcje dziewczyny. Prawdę mówiąc znajdowali się w okropnie niewygodnej pozycji. Przydałby się chociaż parapet, ale na sobą myśl o zakurzonej, rozwalającej się desce Cornelius dostawał dreszczy. Na podbrzuszu dziewczyny zaczął składać pocałunki, dryfując koniuszkiem języka między zakończeniem spodni. Zauważył koronkę jej majtek, którą delikatnie złapał zębami i pociągnął. Cornelius zaczął powoli ściągać dolne odzienie z Chloe, zostawiając ją w samym dolne od bielizny. Uniósł brew ciekawy, czy może jednak odechciało się jej. Może wcale nie jest zadowolona? A może po prostu zaraz będzie go błagać, aby ściągnął koronkowe odzienie? Przygryzł dolną wargę, unosząc tym samym wzrok. Zaraz jednak wrócił do pocałunków wewnętrznej strony uda.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Wto 6 Mar 2012 - 9:55

Tak, Cornel był/jest w tym gronie, jako nieliczna osoba na którą mogła liczyć. Nie chciała widzieć w nim jedynie... kochanka (chociaż to słowo kojarzyło jej się bardzo literacko, zero odniesienia do teraźniejszego znaczenia tego słowa), to by było uwłaczające dla nich obojga. Dlatego nie skupiała się jedynie na jego cielesności (imponującej) ale na uczuciach też. Zresztą gdy można z nimi coś mieszać, wyczuwa się też jakieś zmiany, może nie wszystkie, ale z pewnością te nieco bardziej znaczące.
Czuła w jego ruchach zmianę, był mniej natarczywy, bardziej delikatny, a ją dręczyło dlaczego. O kim myślał i jak bardzo musiał to w sobie tłamsić, żeby uzewnętrzniało to się w tak dziwny sposób.
W ogóle cała ta sytuacja przypominała jej nieco krawiecką gumkę. Ktoś ją naciągał, naciągał do granic możliwości, rosło między nimi napięcie, pożądanie i to wszystko kumulowało się aż do momentu, gdy próg elastyczności został osiągnięty. Wtedy od niej odskoczył, gumka została puszczona i gdy zaczynała się zbiegać, by powrócić do homeostazy dla siebie typowej, i oni się połączyli. Znów. Było jej z tym aż nazbyt dobrze, jakkolwiek dwuznacznie by to nie brzmiało. Po raz pierwszy od ładnych kilku dni czuła się spokojna i bezpieczna.
Nawet w sytuacji, gdy ponownie znalazła się w ramionach Cornela przyparta do ściany, czując przez własną skórę jak mocno bije jego serce, jak jego spazmatyczny oddech owiewa jej szyję i jak jego usta lekko muskają jej własne. Spojrzała prosto w jego rozbawione oczy, samej uśmiechając się rozkosznie. Nawet ukazując białe zęby. Objęła go mocno, nos umieszczając gdzieś w jego włosach by wdychać ich zapach. Papierosy, zioło, perfumy, mieszanka idealna, u drove her crazy, boy!
Gdy postawił ją lekko na ziemi, westchnęła chyba głośniej niż zamierzała. Uchyliła usta, próbując zapanować nad drżeniem całego ciała, gdy Cornel doprowadzał do szaleństwa jej układ nerwowy. Każdym pocałunkiem, przy każdym milimetrze, który pokonywał jego język tworząc ścieżkę od jej piersi, przez brzuch, do linii spodni, wywoływał niewyobrażane odczucia, topniało w niej wszystko, większość jej myśli została usunięta gdzieś w okolice końca wszechświata. Gdy jego zęby naciągnęły koronkę jej majtek, jedynie wygięła plecy, napierając rękami na ścianę. Spojrzała na niego bajecznie, ciepło, niemal krzycząc "nie przestawaj", odgarniając z twarzy włosy w tył.
Wewnętrzna strona uda, jak pięknie, jak fantastycznie, jak cudownie. Chloe odchyliła głowę w tył, próbując łapać oddech w miarę regularnie. Wszystkie teatralne i taneczne ćwiczenia na oddychanie przeponą diabli wzięli, za cholerę nie umiała się opanować. Lekko unosząc po kolei nogi, zdjęła spodnie całkiem, pozostając jedynie w cielistych stringach i swoich butach.
- Mam nadzieję, że nie chcesz się teraz wycofać - wyszeptała, pociągając go w górę. Lekko, dając jedynie znak, że chce go już na normalnej wysokości - Chcesz - mnie - tego, prawda? - zapytała raczej dla formalności, nawet nie modulując głosu na tryb pytający, pieczętując to przeciągłym pocałunkiem, idealnie wpasowując się w jego usta, oplótłszy ramionami go w pasie.
I chociaż miała już nieziemską ochotę na to, co miało się najprawdopodobniej stać, była chyba gotowa się jakoś opanować, co zapewne wymagałoby niemałej ingerencji w stan emocjonalności (swojej osobistycznej i jego samego) i wysłuchać go, jeżeli tylko ma on ochotę coś jej powiedzieć. Otworzyła szerzej oczy, dotychczas kusząco zmrużone nadmiarem niedomiarem (!) pieszczot, oblewając całą jego twarz pogodnym spojrzeniem zza ciemnych rzęs. Właśnie, pogodnym. Co on z nią robił, że nagle stawała się tak przykładną obywatelką, jeszcze zaraz zacznie się udzielać w SHD jakby to przewidywała ustawa, lub co gorsza, zaraz stanie się osobą całkiem miłą i sympatyczną. Chociaż nie popadałabym w skrajności, ale przypuśćmy, że w hiperbolizowaniu jestem lepsza niż przewiduje to średnia krajowa.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Wto 6 Mar 2012 - 17:11

+18
Stop, mogła na niego liczyć czy Cornel potrafił poskromić diabła? Każdy kochanek krył w sobie mnóstwo cech. Musiał potrafić słuchać, wyczuwając odpowiedni moment, kiedy te usta można zamknąć. A do tego winien mówić szalone rzeczy, aby czasem oderwać myśli. Nigdy nie obiecywać, bawić słowem, drażnić ciałem, zachwalać cielesność, doprowadzać do bram raju. Jeśli tak robił, to mogę być śmiało z niego dumny.
Jakże uwielbiał myślenie kobiet! Gdy tylko chciał zwolnić, z powodu egoistycznych pobudek, to od razu na pewno coś się stało. Nie, moja droga, on po prostu pomyślał o tym, aby nie kończyć za szybko. Byłby potworem, gdyby teraz myślał, o kim innym. W końcu, a co tam. Seks z Angeliną Jolie! Prędko wrócił na ziemię, bo przecież tutaj miał swoją, bądź też nie, Chloe Demarchelier. Nie wiem, szczerze mówiąc, jak powinienem traktować to porównanie do gumy krawieckiej. Niezbyt dobrze to mi się kojarzy.
On w jej ramionach szukał swojego rodzaju zatracenia. Nie był pewny, czy będzie to jednorazowe, kilku czy nawet do końca ich możliwości. Po prostu chciał odciąć się od wszystkich pulsujących w jego głowie problemów. Nie chciał o nich mówić, bo to było takie nie na miejscu. Był twardy. Pożądanie tkwiło w nim od dawna. W końcu komu się nie podobała Królowa Szkoły? Każdy chciał ją mieć. Bo posiadali nieliczni. Oprócz Aidena, bo ten to się wepchnie wszędzie. W dosłownie i przenośni. Cornelius już dawno się poddał chwili, nie myśląc o sprawach istotnych.
Takim westchnięciem tylko pobudziła go do ciężkiej pracy. Chciał doprowadzić ją do szaleństwa, do tego ostatniego punktu. Zapewne gdyby była w barze usłyszałaby, że ma zapamiętać jego imię, bowiem będzie je krzyczała przez całą noc. Żarty na bok! Teraz już patrzył na nią zamglonymi błękitami. Głos przybrał gardłową barwę jakby stawał się zwierzęciem. Ale oczywiście do tego nie doszło. Po prostu otumaniało go pożądanie.
- Chcę… – urwał, zastanawiając się nad odpowiednim doborem słów. Dłoń jednak wsunął za materiał, błądząc wpierw po pośladkach, które dość mocno ścisnął. – Ciebie – dodał zaraz, lekko przygryzając jej ucho. Nie potrafił już mówić poetycko, zachęcać ją do gry słownej. Bał się, że ucieknie a on zostanie sam na pastwę losu. Los nie da mu dobrego seksu. Oddał jej pocałunek gwałtownie, znów przybierając postawę bardziej dynamiczną. Mógł jej powiedzieć, że przecież jest duży chłopczyk, więc skoro nie chce psuć ich przyjaźni., to droga wolna tygrysico. Och, byłby wtedy totalnie przeciwko sobie. Nigdzie nie pójdziesz, o! Aby podkreślić swoje zniecierpliwienie, dłoń z pośladków przeniósł na jej kobiecość, aby leniwie z cwaniackim uśmiechem zacząć podrażniać jej łechtaczkę. Chciał stworzyć pozory, że on może sobie jeszcze poczekać na moment kulminacyjny, przecież to taki duży chłopczyk! Koniuszkiem języka przejechał po dolnej wardze dziewczyny, na koniec lekko ją ssąc. Korzystając z odrobiny czasu, sam zrzucił do końca spodnie oraz bokserki. Wcale nie przejmował się losem ubrań. Powinien chyba panikować, że tarzają się one w tonie kurzu i zarazków. Tak jak i Herbaciana Dama został w butach, czerwone trampki aż świeciły w ciemnościach. Wrócił zaraz do jej ust, chwytając za delikatny materiał stringów. Jednak postanowił się nim chwile pobawić. A to pociągnął, a to złapał, lekko skręcił go między palcami, aż w końcu zaczął całować ponownie jej obojczyki.
- To chyba Ci nie będzie już potrzebne, prawda? – spytał szeptem, drugą dłonią błądząc po piersiach i brzuchu.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Sro 7 Mar 2012 - 15:45

(czy to konieczne przed każdym postem pisać +18? DZIECIARNIA W OGÓLE TEGO WĄTKU NIE CZYTA, o! : D)

Chloe z pewnością by się obraziła, że gdy ona stoi tu przed nim w całościowym (nie wliczając butów) negliżu, a on sobie myśli o Jolie. Karygodne, nie(oralne)dopuszczalne, okrutne i w ogóle jak on tak mógł? Ratowałby go fakt, że szybciutko do rzeczywistości powrócił, bo sama Chloe na przykład była tu i namacalnie i duchowo. Niszczyć przyjaźń... czy byli na tyle słabi jak dwójka wstydnisiów, żeby tak piękną, podniosłą i przyjemną rzeczą, jaką miał być seks, zniszczyli swoją relację? Była niemalże przekonana, że to jedynie ich do siebie zbliży, nie tylko w tym momencie uniesienia, ale też w przyszłości. Rozmowy bez żadnego skrępowania, swoboda myśli, gestów i spojrzeń. Tak to wyglądało w główce Demarchelier, a raczej w tym malutkim fragmencie jej umysłu, nie pochłoniętym Cornelem do reszty.
I nawet gdyby poznała go dopiero tej nocy, z pewnością już zapamiętałaby jego imię, dokładając wszelkich starań by i on zapamiętał jej, przywołując wspólne chwile gdy ogarnie go chęć na takową retrospekcję.
Namiętnie oddawała jego pocałunki, co raz wbijając mu w skórę paznokcie, czy drażniąc własne usta o jego zarost. Spojrzała na jego twarz, gdy jej pośladki znalazły się w jego chłodnych dłoniach, jednocześnie przywołując w myślach "zimne ręce =dobry/a w łóżku". Miała na to jakiś ułamek sekundy, zanim jej ucho znalazło się między jego zębami. Jego chłodne oczy nabrały ognistego połysku, a z ust wydobywał się urywany, gorący oddech. To chciała zobaczyć, chyba nieświadomie zaspokoił tą jej nietypową potrzebę.
Wrażenie, że całe trzeźwe myślenie wyparowało jej bezpowrotnie narastało z każdą sekundą, osiągając (póki co) szczyt, gdy poczuła jego palce leniwie drażniące jej krocze. Nie zdążyła stłumić jęku i przylgnęła do niego ściśle, obejmując mocno jego ramię, wtulając w nie twarz, kąsając jego skórę na tym fragmencie jego ciała.
Gdy dał jej dosłownie moment na wzięcie normalnego oddechu, zahaczyła swoją nogę o jego, jak to często zdarzało się w filmach. Przejechała poooowolutku szpilką swojego buta od jego pięty, przez łydkę, kończąc mniej więcej na połowie uda, by od tego miejsca kontynuować ścieżkę dłonią, konkretniej palcem wskazującym i środkowym, konkretniej paznokciami. Starając się uspokoić oddech podczas całej tej operacji, przejeżdżając przez jego nagi (wreszcie) pośladek, przez zagłębienie kręgosłupa, aż do karku. Westchnęła, gdy wreszcie wplotła dłoń w jego włosy, gdy on bawił się jej skąpymi majtkami.
- Zdecydowanie nie - wyszeptała mu prosto do ucha, szybko pozbywając się ostatniej części garderoby. Wszystkie te ich ubrania, porozrzucane po niewielkiej powierzchni pokoju kominkowego musiały wyglądać komicznie, jednak kto by się teraz nimi przejmował?
Podczas bardzo dokładnego, wzajemnego poznawania swoich ust, jedną rękę miała owiniętą wokół jego karku, drugą przez chwilę bawiła się jego sutkiem, by potem przez mostek, pępek i ścieżkę zjechać aż do jego genitaliów przejeżdżając ekstremalnie delikatnie po skórze pod jego jądrami, czasem zahaczając o nią paznokciem, starając się by te ruchy nie były w żadnym wypadku gwałtowne.
Po chwili przeniosła dłoń na jego pas, drugą trzymając na jego szyi i obrzuciła go bardzo niecierpliwym spojrzeniem, ale jednocześnie wyrażającym totalną błogość, nie mogąc doczekać się każdej kolejnej sekundy ich gry. Jakim cudem miałby to zniszczyć ich przyjaźń, skoro tak fantastycznie czuli się w swoim towarzystwie? Gdyby umiała teraz myśleć logicznie, zapewne zapaliłaby papierosa i chętnie oddała się swobodnym kontemplacjom na podobne tematy. Jednak nie teraz, gdy była tak rozpalona, gdy wręcz czuła każdy skurcz i rozkurcz, a nawet pracę zastawek jego serca, które zdawało się być tuż pod cienkim naskórkiem, a nie schowane głęboko, otoczone osierdziem i innymi organami wewnętrznymi do towarzystwa, gdy byli już całkiem nadzy i zdecydowani. Bo po czasie (dłuższym niż powinien) jej zmysł słuchu odebrał krótki komunikat, który popuścił wszelkie, prawie, hamulce.
Przejechała językiem po linii jego żuchwy, by potem złożyć wilgotny pocałunek w kąciku jego ust, już nawet nie zwracając uwagi na absolutny brak tlenu. Albo też hiperwentylację? Nie-is-tot-ne! Liczył się teraz tylko on i ona. On i ona, gdyż nawet teraz bała się pomyśleć oni.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Czw 8 Mar 2012 - 16:20

Pru mówi co innego : P alors + 18

Dlatego nawet nie śmiał o niej myśleć! Nie mieściło mu się to zupełnie w głowie. Oczywiście sam oddałby pewnie kilka uśmiechów i jakiś błyskotliwych myśli za seks ze sławną osobistością, jednakże nie przesadzajmy. Wolał stąpać przy najmniej po realizmie, a nie załamać się nad genialnością programów graficznych. Nie jest przecież nieoralny!
Cała ich przyjaźń, jej trwałość bądź rozpad, tak naprawdę będzie zależał od reakcji ich obydwojga po wszystkim. Cornelius zdawał sobie zawsze sprawę o (nadmiernej) uczuciowości kobiet, które nie rozumiały słowa seks. To miało być dziwne przeżycie metafizyczne, jednocześnie sprawiające, że nagle oprócz dobrego orgazmu czuje się miłość. Tę sprawę już poruszaliśmy, ale Cornelius nie był w stanie sobie wyobrazić jak Chloe reaguje na takie sytuacje i szczerze mówiąc, w danej chwili zupełne o tym nie myślał. To właśnie była jej wina! Ciągle myślał o tym, jak mu przyjemnie i dlaczego do diabła nie robili tego wcześniej. W końcu to tylko seks. Żadnego przywiązania, emocji. Oprócz oczywiście oddanej przyjaźni.
Był ciekawy, jak powinien się tłumaczyć z tych licznych zadrapań, które na bank szybko nie zejdą. Jako słodki kociaczek zaczął walczyć w pewnym małym pomieszczeniu z kominkiem z tygrysicą, która niewątpliwe go rozpalała. Pożądał jej tak cholernie każdą komórką swojego ciała, że gdyby odeszła on mógłby wpaść w jeszcze większy obłęd. Taka niestety była prawda, drogie panie, że Wasza płeć doprowadzała mężczyzn do szaleństwa. We wszystkim się zatracali, tracąc kompletnie kontakt z rzeczywistością. Całował ją z oddaniem, nie mogąc się doczekać, kiedy staną się jednością. Doprawdy nie miał pojęcia, jak mogą smakować usta Chloe Demarchelier, ale teraz wiedział, że na jednym razie nie będą mogli skończyć. Może jej dać plakietkę taką jaką się dostanie u dentysty, lecz zamiast napisu „dzielny pacjent” znajdzie się „bogini seksu” albo coś w ten deseń. Musiałby nad tym oczywiście pomyśleć!
Gdy tylko ugryzła jego skórkę, rozchylił wargi, zatracając się we wszystkim. Sam naparł na nią, obejmując mocno. Jak mu tego było trzeba. Corneliusie Lancaster, chciałeś być dobry? Takie uciechy spotkają Cię tylko w piekle! Piękny trik, dosłownie piękny. Stracił zmysły. Nie wiedział, co wyprawia, nie wiedział, gdzie się znajduje. Czuł jak dreszcze leniwie przechodzą przez komórkę, dotkniętą czubkiem buta. A gdy tylko jej palce zetknęły się z jego skórą, zaczął jeszcze ciężej oddychać. Jej tempo było wręcz nie do wytrzymania. Spojrzał na nią wściekły. W takich sytuacjach Cornelius był jak małe dziecko. Chciał już mieć zabawkę, nie odbieraj tego przedmiotowo, i nie było żadnego zaraz. Takie gierki były przyjemne do patrzenia, irytujące gdy sam się stawał pionkiem. Jeszcze raz pocałunkami, dość gwałtownymi, wrócił do jej ust, a następnie na szczególny obojczyk, robiąc na nim malinkę. Będą się obydwoje tłumaczyli z tych wszystkich pamiątek. Poczekał aż ostatnia część jej bielizny podzieli los z innymi ubraniami, aby znów ułożyć dłonie na jej talii, mocno do siebie przyciągając. Znów się stał pionkiem, znów stracił grunt pod nogami i znów był wściekły. Kiedy bawiła się jego sutkiem, swoje zniecierpliwienie okazał poprzez przygryzienie jej dolnej wargi, patrząc prosto w oczy. Jednakże kolejne jej ruchy nie mieściły się w granicy tolerancji dekretu o przedłużaniu! Cały czas ją całował, błądząc dłońmi po plecach, pośladkach. Czasem nawet lekko wplótł je w włosy, aby potem delikatnie za nie pociągnąć. Jednakże gdy dotknęła jego jąder, po prostu znieruchomiał. Miał rozchylone usta, lekko wystawiony język, który zapewne miał teraz podrażnić jej górne podniebienie. Spojrzał na nią rozbawiony, zabierając dłoń Chloe. Mogło to wyglądać jakby chciał skończyć zabawę, ale było zupełnie inaczej! Znów ją podniósł, nie czekając nawet aż sama obejmie jego biodra. Złapał za jej nogi i patrząc jej prosto w oczy, stali się w końcu jednością. Dopiero wtedy poczekał jedynie ułamek sekundy, aby zachowali jakąkolwiek równowagę i zaraz nie wywalili się na tą brudną podłogę. Chociaż kto wie, może padliby na ciuchy. Cornelius wpierw oczywiście chciał być bardzo delikatny, szarmancki, romantyczny, ale bądźmy ze sobą szczerzy… Zatracił się, gdy tylko ją poczuł. Jego ruchy nabrały zarówno gwałtowności jak i rytmu. Przymknął oczy, kiedy drażniła żuchwę językiem, próbując go złapać. A to udało mu się dopiero po chwili. Wtedy jedną dłoń przeniósł na pierś Herbacianej Damy (!), aby lekko ją zgnieść i uszczypnąć w sutek.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Czw 8 Mar 2012 - 20:12

+18


Z zadrapań, ugryzień, malinek i innych śladów ich spotkania tłumaczyć się nie miała najmniejszego zamiaru, chociaż gdyby powiedziała, że napadło na nią zwierzę, wiele by się to od prawdy nie różniło. Zwłaszcza z mocą Cornela, chociaż z perspektywy stricte biologicznej człowiek zwierzęciem jest, królestwo zwierząt, gromada ssaków, rząd naczelnych. I w ten oto sposób rozwiązaliśmy wszystkie problemy, challenge accepted i inne close enough.
A jak zareaguje, miała mieć okazję się przekonać w następnych dniach. Jednak miała wrażenie, że ona jest z tych, które potrafią oddzielić sprawy uczuciowe (śmiech) od spraw fizycznych. Ciekawe jakby w ogóle wyglądało jej istnienie w społeczeństwie gdyby nie umiała.
O plakietkę "bogini seksu" się upomni, a sam Cornel zasługiwał na "mistrz pieszczot", gdyż klołkowe obojczyki chyba nigdy nie były tak dokładnie wycałowane jak dzisiejszego wieczoru. Trzeba będzie pomyśleć o czymś takim, może nawet o jakimś dyplomie w antyramie, z pieczątką zrobioną najlepszą szminką, jaka z kosmetyczce Chloe się znajduje.
Ucałowała miejsce w którym pozostały ślady po jej siekaczach. Chyba w euforii i ogólnym pochłonięciu nim, tym co robił i jakie reakcje to u niej wywoływało, nie poczuła, że ugryzła go tak mocno. On chyba też nie, gdyż jego reakcja na to, co stało się sekundę później, i trwało kolejnych dwadzieścia, była iście napawająca ją chęcią na dalsze drażnienie typowego męskiego poczucia bycia właśnie pionkiem.
Gdy oblał ją spojrzeniem zdecydowanie pożądliwym, niewerbalnie przekazując jej informację, żeby nawet nie próbowała, dla bezpieczeństwa własnego zdrowia i życia, uciekać, czy robić cokolwiek co mogłoby zaburzyć trwające spotkanie dwójki przyjaciół. Tak więc posłusznie dała sobie zrobić malinkę, błądząc palcami po jego plecach, by na końcu przejechać dłonią po jego pośladku i wbić w niego paznokcie.
Patrzyła na niego prawie nieprzerwanie, pozwalając sobie jedynie raz na jakiś czas zmrużyć oczy w przypływie podniecenia, jednak zdziwiła się (jak pięknie ujęte!) gdy odsunął jej dłoń ze swojej męskości. Już miała ochotę rzucić wszystko i z pełnym dramatyzmem teatralnie wymaszerować z pokoju, porywając jedynie jakiś płaszcz by ukryć negliż, jednak zanim zdążyła choćby odchylić głowę, by trzeźwo ocenić jego minę, ponownie ją podniósł, i zanim zamieniła w czyn swój plan, poczuła go w sobie. Jęknęła całkiem głośno, dziękując bóstwu, jakiekolwiek tam nad nimi teoretycznej władzy nie miało, że zatrzymał się na ten ułamek sekundy, że mogła wziąć głęboki wdech. Całkiem możliwe, że miało całkiem niezły fun patrząc na takie prawie niewinne zabawy, jednak pozostali uczestnicy afteru byli zapewne tak pochłonięci sobą nawzajem/upojeniem każdego rodzaju/nieziemsko głośną muzyką, że jej jęknięcie, całkiem głośne, uleciało nieusłyszane w przestrzeń.
Oplotła nogi wokół jego bioder (deja-vu?), automatycznie lekko kręcąc biodrami i odchyliła się w tył, ledwie rejestrując dłoń Cornela na swojej piersi. Spojrzała prosto w rozognione oczy chłopaka, pocałowała go w usta, długo i mocno, po czym objęła ramieniem jego kark tak, że mogła wpleść rękę w jego włosy, drugą powoli przejeżdżając paznokciami od jego lędźwi do łopatek.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: sala kominkowa   Pią 9 Mar 2012 - 18:54

+ 18
On zapewne będzie musiał. Cornelius posiadał wielkie szczęście do pakowania się w kłopoty, nieświadomie stwarzał sytuację, w których musiał się tłumaczyć, chociaż nie miał najmniejsze ochoty. I wtedy właśnie nagle pojawiała się opinia, jaki to Lancaster opryskliwy i niemiły. Tak, w każdej chwili był zwierzęciem, dlatego załatwiał wszystko instynktownie. W jego głownie nie kryło się żadne „super ego”, które miało powstrzymać „id”. Liczył się fakt, że był niezależny, do tego stopnia, że mógł spokojnie doprowadzać pannę Demarchelier do rozkoszy w trakcie trwania balu semestralnego. Po co komu zasady, po co komu, zgrozo zabezpieczenie. Nie pomyśleli o tym!
Właśnie trudno było cokolwiek przewidzieć. Należeli do tego samego domu, więc przypadkowo mogli mylić sypialnie! Zwłaszcza że jeszcze zima się nie skończyła, trzeba jakoś popracować nad ogrzewaniem… Sam nie był pewien, czy nadal będzie patrzył na Chloe jak na przyjaciółkę. Znał już jej ciało, smak ust i te kocie spojrzenie. Gdyby mógł, to naprawdę zamknąłby ją w sypialni, tworząc tym samym trzy dniową sesję z serii tych nie dla dzieci. Ach, marzenie pomaturalne! Nie potrafiłby już rozmawiać z nią jak z siostrą. Teraz stała się w jego oczach kobietą, jakkolwiek to brzmi. Cholernie seksowną kobietą. Czy mam rozumieć, że Cornelius zaczął przynależeć tylko do grupy „fizyczne – nieznaczące”, to przykre!
Najlepiej niech stworzą sobie takie koszulki! Wtedy nic się nie zapodzieje, chociaż w pokoju Corneliusa bywało różnie. Jednak ten wierzyć w coś takiego jak praktyczność. Wiele kobiet o tym zapominało. Wolało mieć czerwony kabriolet na Syberii. Och, proszę Cię? Czy Cornelius wygląda źle? Czy nie czuje się za dobrze wśród ludzi? Jest szaleńcem, on nie potrafi rozróżnić zakochania od miłości, a przede wszystkim nienawiści od miłości. Takie pomieszanie uczuć wiązało się zwykle z niezdecydowaniem czy dziecinnym rozpatrywaniem każdego z zachowań. Chociaż w jego przypadku wina, po której często leżały zachwiania emocjonalne, to szlachetne narkotyki. Jednak dziś zapamięta wszystko, dziś będzie ten dzień.
Pozwól, że pieszczoty w tej chwili ograniczę do dopasowanych ruchów frykcyjnych. Przypadkowo wyrwało mu się ciche „aw”, gdy ucałowała ślad po siekaczach. Aż ojcowsko ucałował ją w czoło, uśmiechając się szeroko. Przecież i tak by nie płakał. Potem tylko rzuciłby luźno, że ma zaiste wampirze zęby, może znów powinna się dorwać do jego szyi? Chyba poczuł uczucie trwające do orgazmu. On ją kocha. Zdecydowanie. Każdy jej gest, dotyk, zapach… Doprowadzała go do obłędu. Zakochał się szalenie na ten ułamek godziny. Gdy tylko poczuł paznokcie na swoim pośladku, nie potrafił dłużej powstrzymywać pojękiwań. Zdecydowanie, U make my day.
Gdyby tylko wymaszerowała, mogłaby liczyć, że zakończą przyjaźń! Cornelius po prostu czuł, że dłużej nie wytrzyma i ten ruch był zdecydowanie niebezpieczny, jeśli chodzi o niego. W końcu co by miała z dwusekundowej przyjemności poprzedzonej tyloma pieszczotami? Jego ruchy przybrały na gwałtowności. Nie zbyt myślał, że Chloe może się powstrzymywać przed ukazywaniem przyjemności, więc nawet nie miał co jej mówić „nie krępuj się”. W końcu muzyka grała tak głośno, że oni sami mogli mieć problem z normalnym mówieniem. Dlatego właśnie szeptali sobie na uszko, ot co przymuszona nuta romantyzmu. Całował ją długo i gwałtowanie, czując, że spełnienie jest już blisko. Wolną dłonią błądził po skórze na biodrach, podbrzuszu, piersiach, aż w końcu dotarł do szyi. Objął jej twarz i zaczął całować jej zarys żuchwy. Kiedy osiągnął spełnienie, niefortunnie bądź fortunnie w Chloe, przygryzł wargę dziewczyny, spoglądając w oczy. Chwilę przytulony do niej, gładził polik, czekając aż serce przestanie być w niewyobrażalnie szybkim tempie, a oddech nie będzie aż tak płytki.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: sala kominkowa   

Powrót do góry Go down
 
sala kominkowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Soho :: Koniec świata :: Koniec końca świata i galaktyki :: Wycieraczka końca wszechświata :: Posiadłość Bennettów-
Skocz do: