IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 kuchnia.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: kuchnia.   Pon 20 Lut 2012 - 17:09



Urządzona w przesadnie staroświeckim stylu, jak całość domu. Bardzo czysta i uporządkowana.


_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?




Ostatnio zmieniony przez Aiden Collier dnia Sro 15 Sie 2012 - 19:34, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Czw 19 Kwi 2012 - 18:03

Karaiby odbiły się Prudence głośną czkawką. Zyskała kilku przyjaciół, kilka nowych zadrapań (not ajda), kilka ugryzień (totally ajda), dziwacznych wspomnień, jak to kiedy wyprowadzała Lavinię i Franceskę z dżungli, czy niezapamiętanych wieczorów - entuzjastyczna horda pumiastych z Heathem na samiutkim szarym hipsterskim końcu wygrzebała całe ZŁOŻE rumu - to wtedy było.
Poza tym w gratisie zyskała obsesję. Zaskakująco optymistycznie podeszła do całej sytuacji, chcąc wykorzystać każdy pojedynczy aspekt pobytu na wyspie. Z Aidenem za rączkę udało się jej kilkakrotnie, kiedy ona zajęta przywódczymi obowiązkami nie była, a on akurat domu nie budował ani drzewa (w dżungli, zawsze spoko) nie sadził. Rozdziewiczyli przeca wyspę, w tereny przeróżne się zapuszczając (poskąpię kursywy) i się do snu na nagrzanym piasku układając pod rozgwieżdżonym niebem, na które generalnie Prudence miała wyjebane, trwając przy collierskim boku.
Odkryła w sobie Wrightówna także zamiłowanie zgoła inne, niż z Aidenem mające cokolwiek wspólnego. Bo zaczęło się od Abiego. Wcale tam żadnych rekinów nie było, natomiast miłość miłość miłość do wody owszem! Co zaskoczyło Prudence - jak dotąd natura pływaka zapalonego była jej do tej pory obca.
Powrót do St.Bernard jednak wcale jej chęci do rozwijania pływackich zdolności nie ugasił - wręcz przeciwnie, niemal każdą chwilę wolną ostatnimi dniami Prudence spędzała na szkolnym basenie. Nie liczyła długości ani czasu, nie miała zamiaru rywalizacji pod żadnym pozorem podejmować - najzwyczajniej w świecie rozkoszowała się chłodną wodą, z której mogła wyjść, gdy spełniona sportowo się poczuje i udać w tropikalne rejony sauny. Wystarczy odrobina wyobraźni, by temperaturę i wilgotność przyporządkować sobie w całkiem fantastyczny sposób do odpowiednika karaibskiego. Prawie. Ale Pru iluzjonistką jest! Toteż dnia dzisiejszego odpłynęła totalnie - uciekając myślą tam, gdzie dobijała się tak długo. Bo podświadomość ostatnimi czasy ćwiczyła, choć przyznać nikomu się nie chciała. Teraz też - samotność miała pomóc w osiągnięciu nirwany. W ramach której pierdolnęła tym wszystkim i niemalże facepalmując nad swą głupotą szybkim krokiem opuściła teren basenu. I St. Bernard też.
Bo co ma jej dać duchowe przeżycia level hard jak nie... no właśnie,
Kilkadziesiąt minut zajęła jej droga do Hampstead. Kilka sekund decyzja, że należy swe osobistyczne domostwo minąć i skierować kilka przecznic dalej - do Collierów. A że seniorów nie było to wydedukowała łatwo i z radością, bo zeskakując z rowera i dosłownie na trawnik go rzucając zauważyła, że na podjeździe samochód nie stoi. Żaden z ośmiu. Czyżby wojaże?
Z wciąż wilgotnym i zdecydowanie rozwianym włosem stanęła przed drzwiami Aidena. Do domu w sensie, bo chciała wejść do środka, sołseksi się ułożyć na aidenowskim łóżku i poczekać na jego powrót spod prysznica tudzież joggingowej rundki po okolicy - bo, że do domu wraca na weekend wiedziała. Jakaś E150 domówka, czy coś. I na zamknięte drzwi wejściowe trafiła.
- Cudnie - żachnęła się, ściągając brwi z poirytowaniem i zrezygnowana obeszła dom, by zastukać kilkakrotnie złotą kołatką w szlachetne drewno. W tym domostwie wejście "od kuchni" istnieje i złotem się mieni również. I w użyciu jest - od czasu do czasu.


i patrz, widzisz jak zmieniałam pomysł na miejsce osadzenia tego posta <3

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Czw 19 Kwi 2012 - 18:32

A Aiden na weekend do domu wrócił po szlachecku. To znaczy został zmuszony, siłą perswazji, przez ojca, który powtarzał coś o traktowaniu domu jak hotel (tato, przecież ja mieszkam w INTERNACIE), zamknięciu się na świat rodzinny (tato, przecież to jest moja macocha a Ty nie odzywałeś się do mnie przez lat dziesięć) i ogólnym pohańbieniu rodu Collierowskiego (tato, tak a propos hańby, to wiesz, Chloe...). Rzecz jasna żadnej z tych ambitnych pyskówek Collier nie uskutecznił, bo zawsze w relacjach z Williamem zachowywał chłodny spokój. Niezależnie czy siedzieli w La Brasserie (oj, źle to się mu teraz kojarzyło), czy rozmawiali za dębowym biurkiem w jego filmie czy przy kominku w posiadłości Dziadów i Pradziadów Collierowskich w Kensington, wyglądając przez okno na Williama i Kate Middleton całujących się po sąsiedzku na trawniku. Zazwyczaj Aiden wtedy potakiwał, wydawał znaczące hmm i ahmm i ohmm oraz w głowie prowadził z tatuśkiem dyskusję całkiem inną.
Bo naprawdę był bliski powiedzenia mu o fakcie zostania dziadziusiem, ale jakoś tak...nie mógł. Wszystko przez racjonalność! Bo wykalkulował sobie, że lepiej i praktyczniej będzie ogłosić dobrą nowinę na zjeździe krewnych-i-znajomych-Collierów w ich posiadłości właśnie, która się odbyć za tydzień miała. Wtedy wstanie, wygłosi, usiądzie i ogłuszony zostanie brawami wywoła konsternację potworną. Ale nie będzie musiał chodzić od jednego do drugiego dziadko-wujko-krewnego i go informować, że nieślubne dziecię ma. Bo jest wierny tradycji rodowej, ha!
Ale wracając do szlacheckiego weekendu w domu - Aiden wykiwany został. Bo gdy do domu dzisiejszego ranka przyjechał, tatuś i macoszka zostawili mu tylko karteczkę, że tatuś ma smfah spotkanie w Wiedniu i że wracają w poniedziałek. Na co Aiden powinien się ucieszyć i, odwróciwszy się na pięcie, pognać z powrotem do St.Bernard, ale...w nastroju nie był.
Bo w ciągu ostatniej DOBY działo się bardzo dużo. Po pierwsze - moc mu zabrano (serduszka serduszka), do czego się jeszcze nie przyzwyczaił i prawie orgazmu dostał, kiedy to zaczepił obcego chłopaka na korytarzu za rękę i nie został obdarowany seksem oralnym. W całym tym radosnym szale pognał następnie do schowka po książki wesołe (biblioteczka karaibska RIP), gdzie odbyła się mniej wesoła akcja z Wendy. Która mu radosny humor spieprzyła do potęgi, wyrzucając nawet z głowy fakt, że do Pru miał lecieć od razu.
Z początkami depresji do domu rodzinnego się więc udał i obecnie tam przebywał, swoje smutki ojcowsko-hejterskie-dziewicze topiąc bardzo KOBIECO.
Bo najpierw - historyczna chwila! - dramatycznie wypieprzył za okno swojego pokoju cały album ze zdjęciami z dzieciństwa w których Wendy grała główną rolę. Po czym włączył racjonalizm - że przecie i ON PIĘKNY jest na tych zdjęciach - i przyniósł album do domu. A właściwie do kuchni. Gdzie pięknie sokolsko i z matematyczną wręcz precyzją twarzyczkę Wendy pozamazywał czarnym flamastem do płyt CD.
Praca miała się ku końcowi, ale Aiden postanowił depresji pozbyć się jeszcze bardziej. Więc otworzył lodówkę i wyjął wielkie opakowanie lodów ORZECHOWYCH (kobiece pozbycie się smutków, sto pro). Po czym stwierdził, że owe lody wcale nie są TAK orzechowe jak być powinny, więc ze spiżarki wyciągnął wielką michę orzechów oraz dziadka do owych (tak, plebejski sprzęt) i rozpoczął zwiększanie swojej językowej przyjemności.
Na czym go przyłapano. Kołatką do drzwi. W sensie - stukając nią, co oznaczało niespodziewanego gościa. Albo złodzieja. Przez drzwi tylne chcącego go obrabować, porwać i zgwałcić.
Aiden jednak nie miał aż tak rozwiniętej wyobraźni, porzucił więc pisak (a dłonie miał od niego mocnoczarne), porzucił album, porzucił lody (niechętnie), porzucił dziadka do orzechów oraz poprawiając białą v-neck koszulkę Blaise'a podszedł do drzwi. I otworzył je, z impetem dla siebie typowym.
W zaskoczeniu - niestety też ostatnio typowym - się od razu znajdując. Bo zamiast złodzieja/ogrodnika/ankietera/inkwizytora za drzwiami stała mokra Prudence Wright.
Aiden lekko z tropu się zbił. Głównie dlatego, że NORMALNYM CHŁOPIĘCIEM BYŁ. Który się udomowił bardzo, boso był, robił dziwne wstydliwe rzeczy z orzechami i albumem i ogólnie niespodzianka. Miła. Bo po pierwszym zaskoczeniu (trwającym ułamek sekundy albo i mniej), na jego twarzy pojawił się collierowski uśmiech (nie trzeba pisać po raz 100 jak wygląda).
- Już jesteś wilgotna? - wyraził swoje zdziwienie tonem aluzyjnym bardzo, oczy lekko mrużąc. Ach, ledwie drzwi otworzył a tu już po grze wstępnej.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Pią 20 Kwi 2012 - 5:45

Prudence natchniona była - myślą, a właściwie potrzebą, która ją dopadła gdzieś w czasie, w którym moc oczyszczająca, odświeżająca i w ogóle rozświetlająca umysł miała pomóc nie myśleć. A być może to znaczy wiele, skoro w chwili przełączania się na stany umysłu wyższe - zachciała Aidena. Na tyle gwałtownie, mocno i konkretnie, że uznała za zbędne doprowadzenie się do stanu względnie ogarniętego, kiedy nie będzie ociekać wodą, rozpalonymi policzkami świecić i w ogóle w swej całej, nie skalanej ni kreską nad okiem, ni czerwoną szminką, egzystencji stawi się u Collierów. Preferowała z marszu na rower skoczyć, ze ściąganym sznurkiem plecaczkiem i chęcią pojawienia się w Hampstead jak najprędzej. Co oczywiście sugerowałoby, że należy zamówić taksę i skrócić podróż trzykrotnie, ale pogoda zabroniła. W zamian nakazując wykorzystanie słonecznych dni, bez - chwała Anglii - tropikalnej wilgoci.
A dlaczego do Ajdy pędziła? Przecież widziała się z nim niedawno, tak? A właściwie żegnała kilka poranków temu. To miłe w sumie, że jego współlokatorzy się na nocny maraton filmowy wybrali. Podziękuje kiedyś Waylandowi. W sumie to ona załatwiła im dziopy z lisiej hordy do towarzystwa. Anyway - tęskniła. Tęskniła i potrzebę bliskości z nim poczuła. Emocjonalnej. Prudence generalnie była w siódmym niebie, na szczycie schodów podwyższających raj o kilkanaście metrów. I na palcach stała. Czyli generalnie nie ma opcji, żeby szczęśliwszym być, bo mężczyznę swojego miała inteligentnego, troskliwego, seksem przesiąkniętego, który uszczęśliwia, rozpala, fascynuje, drwi, ironizuje kiedy trzeba i wnosi relację na poziom wyżej - dzięki rozmowom o kwestiach istotnych. A Prudence wciąż i wciąż w rozochoceniu i pragnieniu zbliżeń mocniejszych była. I poczęła zastanawiać się, czy to takie normalne jest - aż do dziś kiedy uzmysłowiła, że, serio, da radę być z nim, da się przytulić i naprawdę pozwoli na to, aby było to jedynie przytulenie. Siłę znalazła w sobie.
I przez chwilę zwątpiła w swoją potęgę, kiedy na własne oczy obiekt swych westchnień dziewiczych ujrzała. Który to obiekt drzwi jej otworzył i skonfundowaniem na twarzy odmalowanym uraczył. Co było prześmieszne i tak nie jego, że śmiechem się zaniosła - widząc, jak fantastyczną niespodziewankę uczyniła. I jak szoknięcie ustępuje miejsca pełnej krasie collierskości.
Oh Goddddd.
Stojąc jeszcze w progu poprawiła plecak na ramieniu i uśmiechnęła się szeroko do Aidena w odpowiedzi na retoryczne (a jakże) pytanie, nim bez słowa minęła go. A celowo to zrobiła, bo musiała być litościwa dla smych zmysłów. Nauczyć się bowiem zdążyła, że zapach Aidena a dotykiem, krótkim nawet i zachowawczym ucałowaniem ust/policzka/czoła wiaże się z seksemtuiteraz. Toteż rozważnie bardzo zaciągnęła się nim głęboko, mijając chłopaka i z konieczności przymykając oczy, co spowodowała że dwa metry, dzielące ją od centrum kuchni przeszła intuicyjnie i dopiero przed wysepką, na której, hmm...
- Zamalowane twarze. Aiden, czy masz coś wspólnego z horrorami niskobudżetowymi...? - spytała tonem śmiertelnie poważnym i istotę sprawy cechującym. - Bo zakładam, że Blaise się ze swym uzdolnieniem ogólno-mono-tematycznym rozwijać powinien, a nie... więc to nie on - genialną dedukcję swą przypieczętowała pokiwaniem głową w zadumie ogólnej, którą burzyła i rujnowała chęć napatrzenia się na zapas, nacieszenia oczu Aidenem, z którego prezencją ogólna - jak mniemała - nigdy nie przejdzie na porządek dzienny. Przez cieleśnie tu obecnego Aidena właśnie nie przykładała póki co większej uwagi do postaci na zdjęciach, nawet Ajdy na zdjęciach, nawet z dziołszką jakąś. Bez twarzy - już.
Wskoczyła na wysoki stołek, opierając się łokciami o chłodny blat i zgarnęła kilka rozłupanych orzechów, wykorzystując je jak jadalną łyżkę, na którą lody nabierać poczęła, nim skosztowała.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Pią 20 Kwi 2012 - 7:07

Pru nowością w domu Collierów nie była. Ba, w pewnym okresie ich wesolutkiego życia stawała się wręcz kolejnym jego mieszkańcem. Może nie na stałe, ale raczej nikogo nie dziwiło nagłe pojawienie się blondynki znikąd w aidenowskim pokoju. Bo bardzo dbał o to, by uroczy tatuś na Pru nie wpadał zbyt często - zbytnio tej małej Wright nie lubił a na wszelakie wspominki o dziewczęciu się tylko krzywił i złowróżbnie marszczył czoło. Z niepokojem i jasną niechęcią. Na którą Aiden miał generalnie wylane - już bardziej mu zależało na zdaniu Blaise'a. Które w kwestiach jego związkowych zawsze było aprobujące i sensowne.
Ale obecnie w domu nie było nikogo - oprócz tych dwóch, zagubionych w oceanie miłości - duszyczek.
Gdy Prudence przedefilowała obok niego - ciągnąc za sobą dziwny zapach chloru, które nie lubił bardzo, ale trudno - z tymi chudymi rączkami, z wilgotnymi włosami i w ogóle z taką naturalnością i dziewiczością wręcz, wzruszył się wewnętrznie bardzo. Tak bardzo, że zapomniał o swojej wyimaginowanej depresji (ważna cecha - niestałość nastroju smutku foreva) i ledwie powstrzymał się od utulenia Prudence do swej klaty, pociumkania w czółko i zduszenia w uścisku niedźwiedzim. I gloryfikowania jej aparycji wielokrotnym mruczeniem jesteśuroczauroczauroczauroczaurocza. Co jednak byłoby bardzo niemęskie.
Policzył więc do jednej trzeciej i zamknął drzwi, powracając powoli do blatu. I próbując bardzo dyskretnie obczaić, czy Pru ma na sobie mokry podkoszulek ORAZ czy, w bonusie, stanika może nie ma. A na to widok najlepszy miał po drugiej stronie blatu.
Lecz z skupienia na TAK WAŻNYM dochodzeniu wyrwały go pytania Pru. Takie w jej stylu. Bystre. Tak, że zaśmiał się tylko krótko i zagarnął pokaźny album do siebie, zamykając go z trzaskiem. Nie chciał się tutaj uzewnętrzniać, nie wiedział jakie stosunki Pru z Wendy łączyły i czy Pru TT przegląda i jaki stosunek ma do prawdomówności owej TT. A podejrzewał, że jej odrobinę wierzy. Chociażby przez poprzednie wesołe informacje.
Ale jemu wierzy bardziej, c'nie?
Album ze zdjęciami wylądował więc gdzieś po aidenowskiej stronie blatu. - Nieważne - powiedział tylko, patrząc się na Prudence z wielkim oddaniem. Przez jakąś sekundę, bo przecież spojrzenie zakochanego kundla to bardzo niecollierowskie, więc po chwili wrócił do swojego normalnego wyniosło-arogancko-ironicznego wyrazu twarzy. I żaden mięsień mu nie zadrgał, kiedy to Pru dobrała się do jego obiadu. Przeżyje. Jakoś.
Bo wolał się skupić na smfah pozytywnym aspekcie. O którym zapomniał - jak się pogrążać w smutku to na cały etat; świadectwo swojego depresyjnego zamroczenia nosił haniebnie na twarzy i nie zamierzał do chirurga plastycznego latać, żeby tą bliznę zmniejszyć, o nie - siedząc samotnie w domu i snując niewesołe rozważania. Ale not anymore.
Mocy nie miał. A Pru tu miał. Co go olśniło dopiero w tej sekundzie, kiedy to Pru się zajadała ekologiczną orzechową łyżką. Co mu tak wielkiego kopa dało, że nie mógł się nie uśmiechnąć i nie wyglądać jak na krótką chwilę do prądu podłączony.
- Mam dla Ciebie niespodziankę - powiedział nagle, szybko, blat ładnie obchodząc i stając jakieś centymetrów dziesięć przed siedzącą na krześle Pru. Powstrzymując się od durniutkich uśmiechów na rzecz prawie-poważnego-i-sprytnego wyrazu twarzy.
Ale nie mógł się od triumfalnego i podjaranego (już) uśmieszku powstrzymać. W czasie wykonywania którego przejechał dłonią pieszczotliwie po jej policzku i szyi, by sekundę później obrysować palcem jej usta. I w oczy jej patrzył tak wyzywająco jak zawsze. I z dzikim samozadowoleniem, jakby to co najmniej jego zasługa była.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Pią 20 Kwi 2012 - 14:05

Niestabilność umysłowa ani żadna inna psychoruchowa się u Aidena nie objawiała - przynajmniej w towarzystwie Prudence. To oni razem, jako całość prezentowali nastrojową huśtawkę niczym rozprawkowy duet pros and cons, aczkolwiek w nieco innym wymiarze. Zazębionym. Zmierzam konkretniej ku założeniu Prudence, która przekonana była o poukładaniu wewnętrznym, przykładnym ładzie, składzie i symetrii w środku dobrotliwej duszyczki Aidena (bo że zły on nie jest to wiedziała), co odbijało się bardzo praktycznie na stanie umysłu - dlatego większej uwagi do albumowych artyzmów przeróżnego typu nie przykładała. Jak będzie dane jej się dowiedzieć o skrzywieniu psychicznym Colliera - tak się stanie i to bez czynnego udziału TT i innych głuchych telefonów. A stosunek Wright do rzeczonej (TT) był nieokreślony. W gruncie rzeczy wolała się nie zastanawiać, w jaki sposób podobne media, mało wiarygodne przecież, na jej życie wpłynęły, konkretniej - że generalnie i pośrednio i w bardzo zagmatwany sposób dzięki Tittle Tattle jest tu teraz z tym mężczyzną. To jedna z tych sytuacji, kiedy pojedyncze wydarzenie lawinę skutkową za sobą pociągnęło, lawinę której nikt nie przewidział, nikt nie cofnie... chyba że Wayland. Ale Prudence wiedziała, że nigdy w życiu nie pozwoliłaby na to. Za dużo szczęścia, nie tykać.
Konsumpcja lodów w kuchni Collierów była jak przypadkowe złapanie zasięgu w górskim pustkowiu, a nawet - z racji, że orzechowe były i w towarzystwie Aidena - wykorzystanie chwili łączności na telefon ratunkowy. Ostatnimi czasy Prudence Wright zainteresowana telefonią i środkami komunikacji interpersonalnej była, rozkładem dni wolnych na rok przyszły w St.Bernard oraz najwygodniejszym połączeniem między Londynem a Oxfordem. Nawet swoje znajomości z letnich obozów z uniwersyteckiego miasta odświeżyła - tak na zapas, tak coby teren wybadać. I myśli jej były bardzo przyszłościowe i... sporym wyzwaniem ociekały. Podobnie jak orzech rozpuszczającymi się lodami, który w zawieszonej w czasoprzestrzeni dłoni Pru tkwił.
I pewnie mniej więcej w chwili, gdy Aiden podejrzanie się wpatrywał w górne partie ciała Pru, odzianego w (żadne mokre podkoszulki!) jeansową koszulę pod szyję zapiętą, ona w swych dywagacjach istotnych dylematów logistycznych dotykała. Czy łatwiej dojeżdżać z Oxfordu do St.Bernard o świcie i po skończonych zajęciach wracać do Aidena, czy w ramach obowiązku przykładnej córki i starszej siostry działać w drugą stronę.
Treść słów Colliera Starszego jednakże z rytmu sinusoidalnie zmieniającej się decyzji ją wybiły. Bo należy ciekawskim podpowiedzieć, że Prudence Wright niespodzianki uwielbiała. Mimo, że czasem burzyły jej homeostazę nastrojową, zakładała, że limit tych ciążoworomansowoojcowskich Aiden wykorzystał. Całościowo i bez reszty. Dlatego jasnobrązowe dziś oczy jej rozbłysły, konsumpcję na później odłożyła i splotła dłonie, na podołku złożyła w bardzo prideandprejudice geście, wlepiając w swego chłopaka-prawie-pana-Darcy'ego wyczekujące spojrzenie.
Spodziewać się mogła wszystkiego bez wyjątku. Pewnie jej imieniem nazwał element gwiazdozbioru, to takie tru romantik przecież. Albo wejściówkę na koncert Arktycznych w Sheffield wykupił, kąpiel z płatkami róż przygotował, bo telepatycznie wiedział, że się zjawi w całej swej chlorem przesyconej osobie, ew. herbatę poda. British way. Wszystkiego, ale nie dotknięcia. Które mogła uważać za wstęp tudzież zasugerowanie czym niespodzianka jest, gdyby... właśnie, gdyby nie stało się nic.
Z początku nie wiedziała o co chodzi - ale coś nie tak było. Jakaś spokojna zbyt była, palpitacji za mało, albo za dużo - tylko te naturalne, obecnością i dotykiem Aidena spowodowane, nie zagłuszone przez... zaraz, no raczej. Dotyk.
- Co...? - zająknęła się, otwierając oczy szerzej i.... zamierając. - Czy ja... nie powinnam...? Coś jest nie tak? - zdołała wykrztusić z siebie, czując lekki niepokój i.... totalne nieodżarnięcie. I zaraz posłuchała sama siebie, jak to zabrzmiało i jak pejoratywny oddźwięk mogło mieć. Ale serio się zmartwiła. Bo to, jak działa na nią Aiden było elementem, z którym się oswoiła, mimo że nierzadko frustracja gotowała się w niej, akceptowała to bo wiedziała, że to jest - o paradoksie - naturalne. U Aidena Colliera w sensie. Pokręciła oniemiała głową, kładąc swoją dłoń na jego - nic, wplatając swoje palce między jego - nic, drugą rękę uniosła, nieomal skopiowała poprzedni ruch Aidena, zostawiła dłoń na policzku i uraczyła chłopaka generalnie jak mniemam najzabawniejszym wyrazem twarzy ever. Tak samo wyglądał Mattie, kiedy dowiedział się, że jeżyny i jarzyny różnią się zasadniczo. - Dlaczego Cię dotykam? Przyzwyczaiłam się? To niespodziankę wyklucza w sumie, nie wiedziałbyś. Uczysz się kontroli? Znaczy mistrzostwo osiągnąłeś? - prowadząc środowiskowy wywiad dotykała na chybił trafił poszczególnych partii aidenowskiej twarzy, szyi, odsłoniętego fragmentu klatki piersiowej, ramion, dłoni, znów twarzy, szyi ponownie. Nic. I euforię odczuwała z każdym kolejnym momentem zetknięcia ich ciał. - Chyba, że sobie moc wyłączyłeś - zadrwiła, powątpiewając mocno. I powstrzymać się nie zdołała - ujęła jego twarz w swoje obydwie, rozdygotane dłonie i usta ich złączając i pocałowała, tak czysto technicznie sprawdzając, zaangażowała się w pocałunek i nie kończąc go rozwarła szeroko oczy. I odsunęła twarz od jego osobistej na kilka centymetrów. - Serio w y ł ą c z y ł e ś s o b i e m o c - nie rozumiała nic. A to boli w sokolskie serce. I nie żądała wyjaśnień, tylko... potwierdzenia, że to nie mrzonki zwyczajne!

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Pią 20 Kwi 2012 - 19:22

Cóż, Aiden do podobnego wniosku doszedł - że Prudence Wright dość miała niespodzianek z gatunku tych średnio przyjemnych, których tematyka nie była zbytnio rozległa a oscylowała głównie wokół Chloe Demarchelier; konkretniej: tego co ma między nogami. Niezbyt długimi, jak na niziutkie dziewczę przystało.
Dlatego też nawet mu do głowy nie przyszło, że Pru może się niespodzianki przestraszyć. Bo nie było czego.
Dlatego podczas dotykania jej podjarany był. Zupełnie totalnie i nieodwracalnie. Tak, jak dziecko, które zbiega w świąteczny poranek ze schodów, tak jak erotoman zapraszający do pokoju pięć uroczych dziewoi, tak jak Aiden Collier, który dotyka Prudence Wright z całej mocy i...nic się nie dzieje. Zero jęków, zero rzucania się na niego, zero orgazmu na miejscu, instant, w dziesięć sekund przez plateau aż do zupełnego spełnienia - i to tylko przy dotknięciu policzka.
Zero r e a k c j i.
No, niedokładnie. Zero reakcji, do której byłby przyzwyczajony i przygotowany. Bo zamiast rozkładania nóg i obyczajów uzyskał personifikację zaskoczenia. Rozszerzone oczy, niepewny ton, zdziwienie totalne. I mina faktycznie niezapomniana.
Co Aidena wprawiło w humor szampański. Coś jak orgazm bez orgazmu - o ile istniało coś w tym stylu. Tak, jakby dostał długo wyczekiwany prezent i po jego otwarciu okazało się, że ten prezent jest jeszcze bardziej w s p a n i a ł y.
Bo brak mocy go cieszył tak zwyczajnie, praktycznie. Mógł w autobusie jechać nie narażając się na pożądliwe łapanki; mógł spić się z kumplami, po plecach się klepać i siłować się na rękę; mógł robić wszystko to, co normalnie bywało niebezpieczne i dziwne.
Ale nic nie równało się temu.
Bo dotykał Prudence a jej oczy były czyste. Nie zaślepione pożądaniem, bez rozbłysków myśli niemoralnych, bez tej cienkiej ale jednak powłoczki cielesnej chęci. Widywał to w jej oczach, owszem, ale nigdy przy bezpośrednim dotyku; nigdy, gdy czuł ciepło jej ciała. I jej dłonie na swojej skórze.
Co nieco zabawne było - Pru wyglądała, jakby doznała objawienia. Albo jakby Aiden powiedział jej, że jest śmiertelnie chory. Albo coś równie śmiesznego. Z każdym dotknięciem jej palców Collier wznosił się na wyżyny szaleńczej radości, jaką doznał w życiu może pięciokrotnie. Takiego pure romantic joy. Rozprzestrzeniającego się po jego ciele tak szybko jak narkotyk albo trucizna.
W czym nie przeszkadzało nawet badawcze spojrzenie Pru - przez które poczuł się przez chwilę jak obiekt badań medycznych - a także jej...oceniający pocałunek. Który sprawił, że Aiden miał ochotę się głośno roześmiać. Bo całowała go z premedytacją, jak gdyby tylko czekając na wielki łomot, który spadnie na jej kręgosłup moralny i w sekundę go złamie, pozostawiając ją nagą i wykorzystaną. Do cna.
- Ktoś mi wyłączył. Sam tego nie potrafię - odparł, chcąc ciekawość Prudence zaspokoić. Po czym wziął obie dłonie Pru w swoje ręce i włożył je sobie pod koszulkę - co mogłoby być mega narcystyczne i wręcz masturbacyjne - ale chodziło mu tylko o dotyk. - Nic nie czujesz, prawda? - bardziej stwierdził niż zapytał z pure happiness w głosie, pochylając się nad Prudence z wzrokiem roziskrzonym dziką i nieco psychiczną radością; taki wzrok seryjnego gwałciciela naćpanego LSD; i pocałował ją. Ręce cały czas pod swoją koszulką mając, splecione z jej. Lecz niewygodnie tak było, więc swoje dłonie wyjął, łapiąc ją za włosy (fetysz, wracamy do normalności!) i przyciągając do siebie, by pocałunek pogłębić, wzmocnić, uintensywnić. Tak mocnonajmocniejnajcollierowsko. Jak całował ją zawsze, ale zazwyczaj wtedy nie odczuwała tego aż tak, a przynajmniej nie w tych cielesnych rejonach. A on sam teraz ten pocałunek czuł orgazmistycznie wręcz - bo Pru smakowała sobą i ORZECHAMI, więc raj na ziemi się właśnie stał.
Z którego ledwie się wydostał...wydostałby się. Ale nie musiał. I nie chciał. I nie było potrzeby zwracania uwagi na to, czy Pru chce się całować czy też nie chce (prawdopodobieństwo niezwykle wysokie!), bo przecież może go odsunąć. Albo w twarz uderzyć. Co byłoby spełnieniem marzeń masochistycznego Aidena Colliera.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Sob 21 Kwi 2012 - 3:31

Czyste, choć naturalnie zamglone oczy skierowane były centralnie na osobę Aidena i pochłaniały, analizowały, rozkładały na czynniki pierwsze, by wizerunek mężczyzny zbudować od fundamentów. A fundamenty odgrywają tu bardzo istotną rolę.
Prudence, obdarzana bez konsekwencji dotykiem collierskich palców mogła śmiało stwierdzić, że przeklęte uzdolnienie ojca dzieci nieślubnych, rzeczonego narzeczonego przyszłego niedoszłego nie jej, za to bardzo jej chłopaka nie warunkuje niczego, nie jest podstawą ani elementem istotnym w sposób jakikolwiek.
Co mogło być uznawane jako prudensowski hurraoptymizm, gdyby nie to, co ze spojrzenia Aidena czytała. Jasno, klarownie, bez przewrotnej sugestii czy chęci zakamuflowania faktycznej emocji. Która w odbiorze Pru była ogromna. Nie mogła jednak na głos wyartykułować, że Aiden Collier był szczęśliwy. Nie odważyłaby się po raz kolejny wypowiadać za niego w kwestii uczuć, stanów emocjonalnych, o których już przecież tak wiele powiedziała - na balu czy pod wieżą zegarową. Chociaż gdyby logistycznym torem dążyć to obydwa przypadki zakończyły się hmm...
Wolała nie mówić, wolała nie sugerować, wolała widzieć. Bo Aiden mistrzem niewerbalnego przekazu przecież jest. W ogóle mistrzem. Co wywoływało niemały smuteczek - tak eufemizmy wplatając w górnolotne rozterki Pru, które spokoju jej ostatnimi czasy nie dawały. W bardzo pruderyjny sposób bowiem zastanawiała się czy jest dla Aidena potrzebna tak, jak on jej. Jeśli był element relacji międzyludzkich, których obawiała się najbardziej - było to zagrożenie, że być może zbędną się okazać. Wydarzenia z ostatnich miesięcy utwierdziły Prudence w przekonaniu o jego potrzebie dyspozycyjności - która jedynie wzrośnie do niebezpiecznych rozmiarów z każdym kolejnym dniem jego przeznaczenia ojcowskiego. Ofc z egoistycznego dołka wypełzła już jakiś czas temu, ale wciąż gdzieś w niej kłębił się toksyczną nicią strach o.... bezużyteczność.
Potrzebowała z tego właśnie powodu takich spojrzeń, jakim uraczył ją Aiden. Takich chwil, okazji do zwykłego przytulenia się, splecenia palców ich dłoni. Takich pocałunków, które nie są ewidentnym zaproszeniem do gry wstępnej łamane przez muszą być brutalnie przerwane rękoczynami niemalże, z racji widowni sporej na, powiedzmy, akademickich korytarzach. Kiedy mijali się i w przelocie Ajda szturchnął odsłonięte przedramię Prudence. A teraz? Szturchać mógł do woli. Zresztą nawet na pozbawianie palców piłą łańcuchową nie zwróciłaby uwagi - zaabsorbowana najintensywniejszym pocałunkiem ever, tego była pewna. Czuła się, jakby przeżywała swój najpierwsiejszy, jakby wszystko od nowa odradzało się i rozkwitało i wiosenne przyspieszenia tempa bicia serca spowodowało. Poczuła się tak nieograniczona! Mogła w pocałunek całą swą czułość wkomponować i czuć się tak odkrywczo, jak gdyby rozdziewiczała. I zastanawiała się (myśląca Sokolica. nawet całując się ze swym mężczyzną for life. nawet w takiej chwili) czy to nie jest faktyczne rozdziewiczanie. Czy Ajda kiedykolwiek całował się bezmocnie. Hope not, bo się wyróżniona poczuła i awansowała o pół stopnia w samą siebie na drabinie ewolucyjnej. Nikt nie uczynił tego co ona teraz, nikt nie ujmował jego twarzy w tak delikatny, pozbawiony gwałtowności i niecierpliwości sposób, nikt nie powstrzymał się jak dotąd przed, kolokwialnie mówiąc, wepchaniem języka do jego gardła po to, by pospiesznie rozpinać mu spodnie i organoleptycznie odkrywać więcej. Nikt inny nie całował go, bo kochał. A Prudence tak.
Nikt wobec tego nie miał okazji do zapłakania rzewnymi łzami, gdy sobie to uświadomił. A Prudence tak.
Może nie rzewnymi do końca, aczkolwiek kształtnymi perełkami dwoma jej policzek został naznaczony. Jednocześnie uśmiechnęła się z realnym wniebowzięciem odczuwanym, jeszcze zanim przejechała językiem powooooli po krawędziach zębów Aidena, nim ucałowała jego usta bez pośpiechu, z należytą starannością i sokolską sumiennością i mając na ustach jego smak oparła swoje czoło o jego. Nie otwierała oczu, chcąc zachować na zawsze tą chwilę wyrwaną z rzeczywistości i najzwyczajniej gładziła go po policzkach, brodzie, ustach, jakby na zapas próbowała nacieszyć się tym.
- Kanonizujmy kogoś - nie dziwiła się sobie ani trochę posiadania tak drżącego głosu, który na granicy szeptu oscylował, jakby deifikacja w niezmąconej podwyższonym - nawet do normy - głosem ciszy była konieczna i narzucona z góry. Nim odezwała się ponownie, otworzyła przeszklone oczy i obdarzyła chłopaka przejętym wzruszeniem i zachwytem spojrzeniem. - Właśnie nie, Aiden. Czuję wszystko - wyszeptała, spełniając kolejne z listy marzeń i wtulając się ostrożnie, niepewnie w niego. W ten sposób, że całą powierzchnią prawego policzka do jego odsłoniętej szyi przylegała, dłonie przełożyła pod jego ramionami tak, że zacisnęła na barkach collierskich. I zapowietrzyła się histerycznie nieco - co było naturalnym odruchem przejętej i rozemocjonowanej dziewczyny, która ma do takiego przytulenia pełne prawo. I bezkarnie je wykorzystuje. - Każdy pojedynczy powód, dla którego chcę Cię pocałować, kolejne stopnie pożądania i namiętności pewnie też, bo wzbudzić możesz je Ty - pokręciła z niedowierzaniem głowa. A właściwie spróbowała, bo zakleszczyła się konkretnie i wwąchiwała w szyję Ajdy. - Możliwości, to przede wszystkim. Przecież... przecież możemy wszystko - zachwyciła się, już bez szans na powstrzymanie histerycznego szlochu.
Którego mimo prób nie zdołała zdusić w zarodku i najzwyczajniej...
- Wypłakuję się w rękaw swojego chłopaka bo mogę. Tak samo jak mogę pocałować Cię i tylko pocałować i zaraz potem przytulić i - mamrotała w jego obojczyk - i wymasować Cię i pozwolić Ci wróżyć mi z dłoni. Mogę Cię nawet uderzyć z otwartej dłoni bez konsekwencji spacyfikowania w sposób wiadomy. A po tym wszystkim - westchnęła wreszcie, podnosząc znów spojrzenie i zapłakane oczy na Colliera Starszego - zasnąć z Tobą. Boże! Nawet nie wiesz ile razy marzyłam, żeby obudzić się i mieć przed oczyma nasze splecione dłonie!
Oddychała ciężko, chwytając się za czoło w nierozumiejącym i nieogarniającym ogromu szczęścia geście, nim uspokoiła się na tyle, by móc już wolniej i składniej dodać kilka słów.
- Nawet może zawrzesz pierwszą w swym arystokratycznym życiu relację platoniczną na uczelni. Będzie zupełnie inaczej - a zabrzmiało to, jakby wręczała pewnemu rozmarzonemu chłopcu wejściówkę do Fabryki Czekolady Willy'ego Wonki. Z orzechowym bonusem w każdym skrzydle. I nawet wzmianka o Oxfordzie jej gładko przez gardło przeszła. Bo przecież mają fundamenty ich własne, a nie iluzją wykreowane czy na pożądaniu skonstruowane.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Sob 21 Kwi 2012 - 8:20

A takiej emocjonalnej reakcji Aiden się nie spodziewał. A powinien, bo Pru znał przecież bardzo dobrze, z jej wszystkimi słabostkami, zaletami, wadami, małym pieprzyku na linii bioder, rozczochraną fryzurą rano, bez makijażu, bez kontroli, czasem też - gdy leżeli i dyskutowali o niczym - w bezsensowności rozmowy, która się po prostu toczyła, bez żadnych wytyczonych ścieżek.
Ale nigdy się wtedy nie dotykali. A teraz tak.
Gdy Pru zakończyła pocałunek - z własnej woli, hell yeah - Aiden miał wrażenie, jakby zaraz miał się roześmiać. Tak dość dziko i nerwowo. Bo zapewne odsunęła się od niego po raz pierwszy - to znaczy odsunęła się bez planów rychłego pozbawienia go spodni albo całowania w innych rejonach. Tak po prostu, odsunęła się, by obdarzyć go radosnym uśmiechem, zabawnym komentarzem, pure radością...
A, nie, żeby obdarzyć go łzami.
Co go nieco zbiło z radosnego, szczęśliwego tropu, którym miał zamiar podążać aż do swojej sypialni, gdzie Pru pruderyjnie na łóżku ułoży i się ładnie poprzytulają. Bo teraz raczej powinien się skierować do rodzicielskiej łazienki i wyjąć z szafki cały arsenał środków uspokajających i zaaplikować je doustnie/dożylnie Pru. Która zaczęła pięknie płakać, z całym swoim urokiem i histerycznym łapaniem powietrza.
Tak przy nim nigdy nie płakała. Zdarzały się jakieś dramatyczne samotne łzy, ale nie takiego kalibru i takiej mocy jak teraz. Bo Aiden odebrał to tak, jakby Pru hamowała w sobie wszelakie smutki, niepokoje i złości związane z jego mocą i teraz - gdy moc się zdematerializowała - gruntownie i po Sokolsku mocno zbudowana tama pękła, zalewając wszystko łzami. A koszulka Blaise'a nie mogła powstrzymać fali emocjonalnego tsunami, które w Aidena uderzyło.
- Prudence - powiedział, ociekając spokojem i wodą, po czym złapał Prudence za dłonie i złączył ich palce, przyciskając je do swojej klatki piersiowej, wilgotnej już, ale co tam. - Spokój - nakazał jej dość bezpośrednio, acz nie był to ton stricte przeznaczony dla jakiegoś pieska czy innej suczki. Raczej stanowczość połączona z czułością, w lekkiej polewie opieki. Bo jak na introwertyczkę i osobę opanowaną, Prudence pokazała mu tu piękny wybuch ekstrawertyzmu, emocjonalizmu i łzogenności, co dobre dla jej zdrowia psychicznego być nie mogło.
W sumie, mógł to jakoś...spokojniej jej pokazać. Przypadkowo pocałować ją w czoło, dnia następnego musnąć na korytarzu, miesiąc później złapać za rękę i tak dalej. Pewnie w przeciągu roku byłaby już przyzwyczajona do braku mocy.
Która pewnie tyle nie będzie nie działać. O czym też musiał jej powiedzieć. Chociaż wszystko się w nim wzbraniało, ba, w tej chwili byłby gotów Paddingtona umieścić w złotej klatce, tak, by na każde jego zawołanie mógł moc wyłączać.
Rzucił więc Prudence spojrzenie uspokajające, kojące i w ogóle takie antydepresyjne, po czym przytulił ją bardzo mocno, czując jak krucha jest i jak spazmatycznie oddycha.
Po czym postanowił ukrócić smutek chwili. Odsunął więc Prudence na odległość ramion i ładnie posadził ją na blacie, tak, że swobodnie mógł między jej nogami stanąć, dłońmi się opierając gdzieś za jej plecami.
- Naprawdę tak bardzo Ci moja moc - rani? dławi? powoduje desperację? - przeszkadza? - spytał tonem bezwyrzutowym, raczej z czystym zainteresowaniem. I genialnie skrywanym niepokojem, który mu nieco bicie serca przyśpieszył. Minimalnie i niezauważalnie, przynajmniej taką miał nadzieję.
Bo cała przemowa Prudence go uświadomiła i oświeciła. Jak działanie jego mocy musiało być trudne - nie tylko dla niego, ale głównie dla niej. I jak bardzo jej przeszkadzało. I ta świadomość mu trochę z dzikiej radości uszczknęła, tak, że mógł teraz już na Prudence ze spokojem patrzeć, a nie z jakąś szaleńczą groźbą w oczach.
Otarł więc wierzchem dłoni jej wilgotne policzki, mimowolnie się uśmiechając - bo zapewne niedawno taki kochający gest skończyłby się zwykłym-niezwykłym aktem erotycznym tu i teraz, na tym kuchennym blacie.
- Wiesz, że to nie na długo, prawda? - dodał ze spokojem totalnym, chociaż gdzieś tam w zakamarkach jego pure emo duszy kwitła lekka desperacja. Bo skoro już wiedział, jakie to uczucie dotykać i być dotykanym, bez większych podtekstów, to chciał ten stan utrzymać. Jak tylko długo będzie w stanie.



_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Sob 21 Kwi 2012 - 10:41

Emocjonalne tsunami było wyjściem ewakuacyjnym, na które Prudence czuła, że pozwolić sobie może przy Aidenie. Na co dzień męczyła ją powściągliwość reakcji - niekonieczna i nawet przez nią nie chciana, aczkolwiek naturalna, powstrzymująca Pru od emocjonalizmu spontanicznego. Ciągłe deliberacje i rozpatrywanie wszelkich za i przeciw w pakiecie z łańcuchem przyczynowo-skutkowym nie męczyło Wright generalnie; przecież była taka i przyzwyczajenie do swego względnego opanowania wyrobiła. Dopóki miarka się nie przebrała pod wpływem emocji silnej. Czyli około każdej, która wiązała się z pewnym sokolskim szóstoklasistą bezpośrednim.
Tak jak jego komendy, pytania i kryjący się pod ich treścią niepokój.
Nie potrzebowała więcej uspokajaczy. Na jedno słowo Aidena nabrała powietrza w płuca, wstrzymała oddech i po raz ostatni poddała się sile emocjonalnego dreszczu - jak na dotknięcie czarodziejskiej różdżki wykonując polecenie Aidena. I widząc, że nie tak sobie jej sposób przyjęcia radosnej nowiny wyobrażał. Co jedynie utwierdziło ją w przekonaniu jak naturalnie zareagowała - bo zauważyła, że zazwyczaj zaskakuje Aidena, kiedy tylko nie szuka rozwiązania optymalnego i racjonalnie neutralnego. Zapisała sobie w pamięci, coby gromkie owacje na stojąco zorganizować samej sobie za szybkie, choć nieco pozorne, doprowadzenie się do pionu i przełknęła głośno ślinę, tłamsząc, depcząc i uciszając resztki rozhisteryzowania. Które Aiden odebrał źle.
- Z Twoją mocą to jest... - zaczęła całkiem opanowanym tonem, z wyraźnym zainteresowaniem wpatrując się w swoje dłonie, które jeszcze przed chwilą splecione z aidenowymi były i wcale do rozporka jego się nie dobierały - zupełny inny rodzaj wyzwania. Bez niej sami musimy się starać o osiągnięcie pewnych stanów z czystej potrzeby, co jest bardziej w porządku niż, przyznaj, przecząca odrobinę prawom natury przykra konieczność powściągania popędu, kiedy chcę Ci najzwyczajniej rzęsę zdjąć z policzka - mówiła powoli, wciąż niepewna swych reakcji, raz po raz łapiąc kontakt wzrokowy z chłopakiem. I nie mogąc się powstrzymać przeczesała palcami obydwóch rąk jego miękkie włosy. Chciała wyjaśnić emocje, co było zadaniem trudnym, zwłaszcza po egzaltacją przesiąkniętym monologu sprzed dwóch minut.
- Nie potrafię Ci wytłumaczyć mnie - żachnęła się, wyraźnie poirytowana swoim nieogarnięciem i niemożnością odnalezienia właściwych, precyzyjnych słów, z brwiami ściągniętymi w bardzo wojowniczym wyrazie twarzy i uporem na niej się malującym. Uznała jednakże po chwili namysłu, że szczerość należy kontynuować i poszerzać i przyzwyczajać Ajdę, że jego future wife to potrafi się szlochem zanieść tylko po to, by po chwili bezwstydnie marudzić. - Bywało mi przykro, wiesz? Bo mimo, że moc jako część Ciebie traktowałam, musiałam walczyć z samą sobą. I nie chcę wiedzieć ile to potrwa - o czym zadecydowała pół sekundy przed wypowiedzeniem tych słów. Nie wiedziała, czy Aiden tę wiedzę posiada, aczkolwiek wdzięczna była, że do tej pory jej nie wyjawił. - Miałabym wrażenie wtedy, że się... nadotykać na zapas muszę. A to się mija z celem - przyznała, przyoblekając słowa w ton łagodny, choć nie przepraszający pod żadnym pozorem. - Rozumiesz mnie? Jesteś zaskoczony? - spytała z zaciekawieniem i na krytykę gotowa.
Bo znów powiedziała sporo. Znów uzewnętrzniła się. Aczkolwiek wiedziała, że to jest spowodowane nieograniczonym zaufaniem do Aidena Colliera, który pod żadnym pozorem z jej słów nie zadrwi i że być może spoliczkuje słowem (lub czynem, teraz może!), że podzieli się częścią swojego osobistycznego zdania na ten temat. Póki co Prudence widziała w nim niewyobrażalną radość początkową i podjaranie niejaraniem w zachowawcze opanowanie pod wpływem eksplozji prudensowskiej się przekształcającą. Co oczywiście pomogło poukładać się Pru, ale... co będzie następne?

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Sob 21 Kwi 2012 - 16:13

Aiden w zastanowienie popadł. Chwilowe. I zadumę nad słowami Prudence. Bo, generalnie rację miała. We wszystkim. I rozumiał ją doskonale - doskonale, bo dobrze wiedział, jak jego moc działa. Karaiby były popieprzone do cna, ale przynajmniej wyniósł stamtąd wiele nowych...doznań. Niekoniecznie przyjemnych, ale oczy na pewno się mu otworzyły na pewne kwestie, kobiece głównie. I zrozumiał, że Prudence się mocno ze sobą zmagała. I zmaga. I zmagać będzie. I tym więcej do niej szacunku nabrał i podziwu i innych pure intenszyns.
- Rozumiem Cię, nie jestem zaskoczony - odparł składnie, ładnie i logicznie, w jasnobrązowe jej oczy patrząc i decydując, że zdecydowanie ją w niebieskich woli. Bo były takie jej, a te brązowe refleksy za bardzo przypominały mu oczy swoje. Albo Chloe. Do czego by się never ever nie przyznał. - Dlatego chciałem Ci...dać tą możliwość - powiedział, znów ją za dłoń łapiąc i do swojego policzka przyciskając. Tego z blizną. Mocno. I mrużąc oczy. I się uśmiechając lekko - dalej po collierowsku, bo tego mu razem z mocą Paddington nie zabrał. A niejaki atak...dziwnych uczuć, obwiniających się bardzo, już mu przeszedł. Zostawiając spokój - względny - i słone ślady łez na policzkach Prudence, które delikatnie - w annałach zapisać - scałował. Czując się jak jakiś Pan Darcy albo inny romantyczny bohater, może niekoniecznie z Wichrowych Wzgórz, ale jakiegoś romantycznego opowiadanka z pewnością. Co dość się kłóciło z jego charakterem i ciałokształtem, gdyż pasował raczej do poczytnej i poważanej gazety pornograficznej a nie literatury wysokiej.
Chociaż, skoro mocy teraz nie miał...?
W każdym razie w dalszym ciągu nie mógł nacieszyć się dotykiem Prudence. Który właściwie ciągle prowokował, dłońmi przejeżdżając po jej odkrytych nogach (niech ma szorty albo licho-wie-co <3) i szczerze żałując, że jednak tego mokrego podkoszulka nie posiada. Nie, żeby chore fetysze miał, tylko się stęsknił za jej ciałem. Nawet mocy nie posiadając. Bo od porypanych do kwadratu Karaibów raczej nie mieli chwili dla siebie. Na spokojną rozmowę ofc.
Chociaż Aiden nie był pewny, czy o karaibskich przypadkach rozmawiać chce. I nie tylko o karaibskich. Na przykład o rozmowie z Chloe. O której to wypadałoby POROZMAWIAĆ.
I przez chwilę się wahał - z dłońmi gdzieś na jej dżinsowej koszulinie, z przodu oficjalnie i niemoralnie. Czy po prostu oddać się chwili i zapomnieniu, uskuteczniając molestowanie, czy raczej wykorzystać fakt, że Pru w twarz mu może dać i...się uświęcić. W sensie - do win przyznać wszelakich i oczekiwać złamania karku i zdekapitowania.
A że Sokołem był honorowym i sprytnym, więc postanowił połączyć przyjemne z pożytecznym. Mianowicie, niby od niechcenia rozpiął jedną ręką pierwsze trzy guziki jej dżinsowej koszulki. Jednocześnie bardzo adekwatnie, tonem niezobowiązującej pogawędki zapytał. - Jak się mają Twoje...kontakty z Chloe? Wiesz, że jest z Corneliusem? W sensie, parą? - mistrz zmiany tematu, Aiden Collier, w swojej szczytowej formie. Lecz w oczy jej nie spoglądał, skoncentrowany na mizianiu jej szyi. Którą po sekundzie pocałował, DELIKATNIE (zmiana, zmiana, zmiana, proszę państwa), przejeżdżając językiem od obojczyków po to ciepłe miejsce za lewym uchem, czując na języku chlor - zdecydowanie powinien Pru pod kran wsadzić i namydlić jakimś orzechowym balsamem...chociaż nie, orzechowego zawsze Chloe używała.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Nie 22 Kwi 2012 - 9:58

Jak mogła w ogóle zastanawiać się co będzie następne. Jak śmiała, znając Aidena na wylot, nie przewidzieć biegu wypadków. Być może w pewnym stopniu liczyła na słowa, które wyjaśnią jak Ajda się ustosunkuje do tego całego bezmocnego cudu nad Tamizą, że poopowiada jej jak to się w ogóle stało, że ktoś mu moc zajebał i czy ma zamiar oddać i od czego ten deadline zależy. Może przy okazji wyjaśniłby Pru czy czuje się nagi czy wręcz przeciwnie, przyobleczony we fluorescencyjną osłonkę radości bezgranicznej i... nie, akurat tu wątpliwości nie miała, że Collier Starszy jest najszczęśliwszym człowiekiem, przechadzającym się po ziemskim globie. Zaraz po Prudence oczywiście, która oscylowała w granicach przesupermegafoxyawesomehot nastroju od X czasu. A teraz to przesmfah do kwadratu.
Ale to dziwne by takie było, jakby się uzewnętrznił, bo zniszczyłby homeostazę ich relationshipu, zazębianie i te sprawy. Najwyraźniej to jej dzień na słowotok był (ahm, as always) i na tłumaczenia i akceptację tego, że nie odwdzięczy się Aiden tym samym, tylko czymś... swoim.
Poczynania jego przy jej osobistycznych guzikach obserwowała z uśmiechem promiennym na ustach i względnym spokojem. Który to spokój dziką radość wywołał z racji właśnie braku wszelkich innych zdziczałych reakcji. Bo, przyznajmy, potrafili się zwierzęco bardzo zachowywać, niczym naturalni mieszkańcy matecznika w puszczy, czego ślady dopiero niedawno się zabliźniały na ciele Pru.
A to ciało aktualnie doświadczało rozkoszy konkretnych. Bo mimo świadomości faktu iż mocy Ajda już/wciąż/jeszcze nie posiada - przed każdym jego dotykiem nabierała asekuracyjnie odrobinę więcej powietrza w płuca, coby przygotować się na falę gorąca i orgazmistyczne dreszcze nienaturalne. Które - klękajcie narody - aktualnie mogły się schować przy zafascynowaniu, jakie ogarnęło Prudence, gdy Aiden ścieżkę swą obojczykowoszyjną na ciele swej kobiety podjął. Czerpała z jego dotyku i działalności odkrywczej przyjemność najczystszą. A potęgowała ją możliwość odwdzięczenia się w sposób właściwy, nie gwałtowny, NIE pozbawiający paska od spodni, nie chaotyczny i nieprzemyślany. A nawet odrobinę nieświadomy - kiedy zdarzało się, że o kontroli zapominali oboje. Jak w ostatnią noc karaibską. Naskórek aidenowski przez kwadrans spod swych paznokci wyciągała. Dlatego zajęło jej chwilę (nie kwadrans) zebranie myśli.
- Wiem. Od Kornela wiem - potwierdziła, niezaskoczona tematem, który podjął. I podjarana do cna możliwością rozmowy w czasie nieszkodliwego miziania - zaśmiała się pod nosem. Co mogło być odebrane źle, jako element tudzież komentarz do słów Aidena, związku Chloe z Cornelem czy innych zawirowań, ale to po prostu... wciąż szoknięcie. - Chloe dorwałam raz czy drugi na wyspie, jestem dla niej w sposób inny niż on czy... czy Ty, dlatego mnie potrzebuje. Sądzę... - była zmuszona przerwać w połowie zdania, czując język Aidena za swoim uchem. W związku z czym zamruczała dźwięcznie i przymknęła oczy, gładząc powoli otwartą dłonią szyję i kark chłopaka. Bo o jego prawie-sekretnym punkcie prawie-G nie myślała i zapomniała (ojej, szkoda wielka), chcąc go (Aidena, nie punkt) bardzo czułością niezmąconą nagłym porywem serc i hormonów obdarzyć, w ramach czego ujęła jego twarz w swoje dłonie, po chwili emocjonalnego i bardzo wewnętrznego szlochu radosnego, i uskuteczniła pocałunek nieśmiało tak, nie zachłannie, a jakby z premedytacją powoli i z czułością i bez rozgryzionych warg. Ale zagryzionych owszem. Bo dopiero jak swymi błyskającymi bielą zębami pociągnęła jego dolną wargę, podjęła, zakończyła i zamknęła wątek. - Sądzę, że jest dobrze.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Nie 22 Kwi 2012 - 20:35

wybacz za burkinę faso w tym poście, ale mózgu nie mam I love you

Aiden oczywiście mógłby wytoczyć ciężką artylerię i Prudence zachwycić swoimi przemyśleniami na temat braku mocy. Ba, logiczną prezentację chętnie by jej wyłożył, wskaźnikiem machając niebezpiecznie na wszystkie strony i wykresy dokładnie analizując. Że on reaguje inaczej, bo ona reaguje inaczej i siup, wykres do góry. Ale że nieco go olśniło, jak też Prudence Wright musiała CIERPIEĆ przez jego, okropnego bezbożnika, jebut, wykres w dół. Ale przecież i tak seks był smfah, więc wykres w górę. Ale przecież moc przeszkadzała bardzo bardzo, wykres jeb gdzieś w okolice Rowu Mariańskiego. Ale przecież...i tak w nieskończoność.
A że amplituda wyszłaby mniej więcej równiutka, to Aiden - logicznie i normalistycznie - postanowił się analizom nie oddawać. Chyba, że tym cielesnym. Smakując szyję Pru powoli i z namysłem, by po chwili przejechać językiem po jej małżowinie usznej, pieszcząc ten uroczy punkt G przez jakąś chwilę i zapominając totalnie, że o cokolwiek zapytał. Bo kark. I Pru. Obecnie - wstyd i hańba - w tej kolejności. Bo może i moc aidenowska na Prudence nie działała, ale w drugą stronę żaden mur nie został zbudowany. W sensie - że na Aidena Pru nie działała. A działała. Bardzo.
Nawet, kiedy język mu szczypał chlor. A uszy jakieś zupełnie niepotrzebne imiona. Cornelius, tak, Chloe, tak, właściwie dlaczego o to zapytał? Chętnie by się tego dowiedział, bo na razie wyprostował się znowu, palcem jednej dłoni przejeżdżając po swoim wilgotnym śladzie na szyi dziewczyny, drugą ręką szybko i zgrabnie rozpinając pozostałe sześć guziczków (ma chłopak wprawę nieziemską). I wątku ani na chwilę nie tracąc - a przynajmniej skupione wrażenie sprawiał, bo myśli miał skoncentrowane raczej na fizyczności niż na wsparciu Dermawrightowskiej przyjaźni.
Jednak pocałunek Prudence go otrzeźwił. Bo był taki powolny, delikatny, pieszczotliwy - czyli posiadał wszystkie cechy, które Aidena irytowały i doprowadzały do szału. Erotycznego. Bo mężczyzną dość stereotypowym był i lubił wszystko gwałtownie, szybko, namiętnie, do krwi, do kości, do końca doprowadzić. I dopiero gdzieś po, hm, trzecim orgazmie mógł się na spokojnie porozkoszować bliskością (pervert).
Dlatego więc z ulgą przyjął lekkie przygryzienie wargi - za lekkie, oj tak. I chętnie oddałby jej dziesięć razy mocniej. Ale - zyskawszy chwilę na pomyślenie - doszedł do wniosku, ze po coś to pytanie zadał. Przed tym, jak rozpiął bluzkę i myślami odpadł z wyścigu intelektualnego.
Na którego tory powrócił, w szybkim olśnieniu. I dość...nieprzyjemnym. Bo jedną dłonią przejechał po jej dekolcie i biustonoszu (który zapewne posiadała?), wzrok zawieszając jednak na tatuażu. Który mu szczękę nieco zacisnął. Ale i zdolność łączenia faktów przywrócił. Bo tak, faktycznie, miał hejtować Corneliusa, a byłby o tym zapomniał, kuszony przez nagość!
- Jest beznadziejny - wygłosił tonem bardzo bystrym i adekwatnym do przemowy dziewczyny swej, nad Prudence się nachylając, szybko, gwałtownie i mocno, z błyskiem w oczach, jakby zaraz miał ją obdarzyć pasjonistyczym (styczne <3) pocałunkiem; acz nic z tego, sięgnął tylko za nią po pudełko z lodami (rozpuszczonymi dość), powracając do uprzedniej pozycji. To znaczy - jedna dłoń na prudensowskiej piersi, od niechcenia (ehe, pewno) przejeżdżająca po koronkowym materiale stanika; druga trzymająca pudełko. To znaczy - przechylająca je pod odpowiednim kątem (wyliczonym w trzy sekundy ofc, Sokół forever), by ładnie wypić pozostałości orzechowej ambrozji, bez wylania wszystkiego na siebie.
Co i tak się mu idealnie nie udało, bo po odstawieniu pudełka i tak musiał wierzchem dłoni wytrzeć swoje boskie usta. I oblizać palce. Bo żal by było coś takiego zmarnować.
Zaspokoiwszy więc głód - i swój racjonalizm, lody bez zamrażarki=salmonella, czytał o tym w Brittanice - mógł powrócić do swojego znienawidzonego tematu. Który podjąć chciał w końcu na trzeźwo. Bo dość długo ten temat w sobie dusił, pewien, że gdy tylko Pru się zacietrzewi po prostu nie opanuje swoich odruchów i ją dotknie. I cała racjonalna rozmowa na nic.
- Nie wiem, co w nim widzicie...? - spytał, bez nienawiści, raczej z zaciekawieniem chłodnym i naukowym. Bo dowiedzieć się chciał. Wszystkiego. By potem to łatwiej w pył obrócić. - Albo, dokładniej, co widzisz w nim Ty? Dlaczego się z nim przyjaźnisz? Co jest w nim takiego...ujmującego? - dodał, patrząc jej prosto w oczy. Po czym całą swoją wspaniałą twarzą zjechał odrobinę niżej, zamrożonymi ustami całując jej szyję; jednocześnie dłoń bardzo jeszcze chłodną od pudełka wsuwając pod stanik i ściskając w zdecydowanej pieszczocie.
No, tak, racjonalna platoniczna rozmowa, brawo Aiden.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Wto 24 Kwi 2012 - 11:31

Prudence nauczy go przyzwyczajania się do czułości wyważonych i namiętności budowanych w ramach napięcia seksualnego i kolejno odsłanianych nowych, urozmaicających kart. Miast od razu sekwensem pierdolnąć. Pokaże mu jak cudnie może być, kiedy się nie chce wspaniale i szybko, tylko wspaniale i z progresem. Bo takie pieszczoty były progresem konkretnym. Nie sądziła, że będzie w stanie znieść JEGO dłoń na SWOJEJ piersi bez orgazmu natychmiastowego i chęci na kolejne czternaście. A że kobietą jest i mogła i zawsze chciała aż tyle, a nawet jak nie chciała to Ajda tykał i już chciała z powrotem... chociaż w sumie nie, nigdy nie było tak że nie chciała... Collier po prostu uświadamiał jej jak bardzo chciała; anyway, kończąc myśl mą i jej zdecydowanie nieskładną - niejednokrotnie na jednokrotnym się nie kończyło, hehe. Co oczywiście dawało radość nieziemską i zmęczenie materiału, ale odbierało możliwość uśnięcia, w ramach zmęczenia wspomnianego, w obnażonych ramionach Ajdy. Srsly, rzygała już tymi wszystkimi kocykami i osłonkami, a raczej kurtynami żelaznymi, jakie musiały oddzielać ją od niego, kiedy już było po.
A mogło być inaczej, a mogło być tak, że magię zupełnie innego tytułu wstępu odkryją i może.. hmm, przez jakiś czas będą w stanie jak klasyczna para się zachowywać. Bez skupionych i skoncentrowanych twarzy, kiedy za rąsie się przechadzali przez okoliczne tereny, wymienne na smuteczek przez konieczność braku styku w te bezkontrolowe dni, który tu smuteczek prędko się ulatniał, gdy oboje podejmowali zgodną decyzję o zmianie stanu rzeczy natychmiast i mocno i... nie tak to powinno wyglądać. Już sobie w głowie obiecała Prudence, że zabierze Aidena do kina. Tak na serio, z ludźmi, mizianiem się po rączce i bez prywatnego seansu na aidenowskim łożu.
Co było wspaniałe? To, że o uprawianiu miłości i wszelkich działaniach pochodnych z Aidenem myślała. A nie rozpalona dostrzegała w tym jedyną drogę spełnienia i jedyne możliwe zakończenie niezobowiązującej pogawędki. Bo teraz na prawdę mogła się cieszyć, a nie zaspokajać. Mimo, że chłopak zdawał się robić co w jego mocy, by zdolności pomyślunku Prudence pozbawić. U c h o.
I wtedy gdy już Prudence wzlatywała na puchatych skrzydełkach pod niebiosa i Aiden cośtamsobiemówił i się zbliżył gwałtownie i był w zasięgu języka i ona rozchyliła wargi, zwilżając je końcówką języka... oddalił się. No najnormalniej w świecie zostawił ją na polu bitwy i ukrzyżował. Co ją tylko rozbawiło konkretnie. Bo zobaczyła, że brak jej stuprocentowego i nienaturalnego zapału dał taką możliwość, że przez to, że nie miał mocy, której Pru mogła się poddać i chaotycznie rozbierać go od dobrych czterech minut (co zajęłoby jej tyle. z pewnością. po czym Ajda ulitowałby się i rozebrał sam), Aiden miał możliwość się odsunąć. Przez co w głos zaśmiała się, po raz kolejny tego dnia kręcąc z niedowierzaniem głową. Właściwi czy powód do wesołości był? Właśnie jej lover wybrał lody miast niej - półnagiej prawie długonogiej blondi z sercem i duszą mu przeznaczonymi. Ale w zasadzie bardzo chciała przybić piątkę. Jemu. Bo mogła! Zamiast tego wywróciła oczyma, szybkim (bo wyuczonym, a jakże) ruchem oplotła nogi wokół jego bioder i przyciągnęła, zapierając się całą sobą, bliżej do siebie. Bo widok Ajdy swoje własne palce oblizującego i w ogóle takiego mamwyjebane był p r z e s a d ą. I jego dłoń zmrożona na jej piersi i w ogóle dreszcze.
- Nie potrafię wytłumaczyć i nie chcę próbować - powiedziała zdecydowanym tonem, nie mijając się z prawda ani trochę. Ciężko było jej nazywać takie rzeczy, raczej niedefiniowalne. A chciała pozbawić Aidena przykładów z życia wziętych jak to Kornel potrafił drogą niemałej manipulacji doprowadzić ją do ładu, kiedy rozpaczała po zerwaniu (które właściwie sama uskuteczniła halohalo) z Collierem Starszym czy w jaki sposób widziała wyzwanie w relacji z Lancasterem. Zakładała w sumie tez, że Aiden wcale ciekaw tego nie jest. Znaczy nie w tak niewinny sposób ciekaw. A generalnie teraz też nie mogła patrzeć obiektywnie na przyjaźń z Kornelem, bo pewne niewyjaśnione kwestie mieli.
Dlatego wolała się przyznać, że czegoś nie potrafi (dramadrama) i zająć się nimi tutaj. Czyli że jak już Ajdę tak blisko miała to pozbawiła go górnej części garderoby w bardzo cnotliwym celu. Coby patrzeć i dotykać na raz. Co zaraz potem wyartykułowała na głos, świadoma jak idiotycznie mogło to zabrzmieć. Ale jarała się. I mogła spokojnie oderwać dłonie od klatki piersiowej i ramion Aidena, by przekrzywiwszy głowę i posławszy mu przeciągłe, zamglone, takie spod-przymrożonych-powiek i znad-zagryzionej-wargi spojrzenie, rozpiąć sobie samej guzik i błyskawiczny zamek czarnych szortów. Których póki co nie zdjęła. Pozwoli to Aidenowi - w jakiś kreatywny sposób - zrobić.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Wto 24 Kwi 2012 - 19:37

+13, czy coś osiem de
Aiden chętnie próbę na Prudence by wymógł - fizycznie nawet. Albo szeptem - ucho pieszcząc i owiewając je swoim gorącym oddechem i głoskami, układającymi się w głodne ' wytłumacz'. Co pewnie ociekałoby perwersją i collierowskością i bez udziału mocy. Która - właściwie przeszkadzała. Co Aiden mógłby przyznać z ręką na dziewiczym serduszku, ale uważał to za zbędne w tej chwili. Bo skoncentrowany był maks na przyjemnościach fizycznych a nie intelektualnych.
Bo lody. Bo orzechy. Bo słońce, wpadające przez wielkie okna. Bo ciepło. Bo wiosna. Bo szczęście. Bo endorfiny. Bo brak mocy. Bo Prudence, chętna, posłowotokowa, wilgotna i chlorem oblana przed nim. Osobistycznymi nogami go obejmująca i przyciągająca do siebie. I spragniona jego.
Co Aidena wprowadziło w lekki trans - co również Pru sprytnie wykorzystała, ściągając z niego koszulkę Blaise'a - trans zmysłowy. Bo po raz pierwszy odkąd wesołe pożycie uprawiali, Prudence świadoma była. W stu procentach. I dotykała go dlatego, że chciała, a nie musiała. A skoro chciała go tak naturalnie - bez wspomagaczy i bez mocy - to znaczyło to dla Aidena około DUŻO. Unosząc poziom jego radości gdzieś pod Himalaje albo inne Andy. I to nawet nie chodziło o aidenowskie ego - które nigdy nie cierpiało, no, może czasem, kiedyś i dawno - ale o czyste uczucie. Którego nad jego serduszkiem zawładnęło, sprawiając, że prawie rozczulony był. I rozromantyczniony. I że gdyby pierścionek miał pod ręką - po prababci swojej babci - to uklęknąłby przed dziewczęciem swym od razu i o rękę błagał. Błagał, nie żądał. I był gotów ślub brać tutaj i teraz. I wyznawać miłość wrzaskiem i krzykiem i histerią. I nawet mógł - czuł to, pod powiekami, naprawdę! - się rozpłakać z radości - może nie tak ciurkiem i strumieniem, ale z pewnością samotne łzy, męskie, chłodne popłynęłyby po jego policzkach. Dramatyczny efekt robiąc. Prawie taki jak w łazience dla niepełnosprawnych w Crown sto lat temu.
Na całe szczęście ten szalony bieg Aidena w kierunku emocjonalności totalnej i zaprzedania własnych chłodnych, wyniosłych i nieuczuciowych ideałów, przerwała Prudence. W stylu...zdecydowanie nie pruderyjnym. Bo najpierw usłyszał dźwięk rozpinanego zamka, a dopiero potem zobaczył co też dziewczę uskutecznia w swoich dolnych rejonach. Bo wyjątkowo był zapatrzony w jej oczy - wzrokiem ją obdarzając tak kochającym, spełnionym i błyszczącym, że spokojnie mógłby brokatem zacząć świecić.
Ale ogarnął się. Szybko. Całą swoją emocjonalność przenosząc z serca w rejony zdecydowanie niższe. Bo zachowanie Pru było takie...podnoszące. Ciśnienie ofc. Bezpruderyjne (to określenie coraz bardziej mu pasowało do opisu jego dziewczyny) i prowokujące. Czyli takie, jakie Aiden lubił najbardziej.
Po trzech sekundach spojrzenia nieco zaskoczonego i głodnego bardzo, przysunął się do niej bliżej, przejeżdżając paznokciami po jej plecach, pod koszulką wciąż, mocno, niemalże kopiując ruchy jej dłoni, które niejednokrotnie na nim uskuteczniała. Do krwi.
- Ach, te Twoje delikatne aluzje - wymruczał w jej usta po dłuuugim i intensywnym pocałunku, w czasie którego zsunął z niej całkiem już rozpiętą bluzkę. Rzuconą pewnie teraz gdzieś w kąt kuchni, trudno, higienicznie tu bardzo nie będzie. - Które...dobrze zrozumiałem? - spytał z uśmiechem, nie ukrywajmy, dość cwanym, całując powooooli jej szyję. Potem dekolt, nie naruszając jednak cnotliwej linii stanika. I powrócił do ust - dalej smakujących orzechami, orgia smaku, mrrr - całując ją zachłannie i władczo. Bardzo. Dłonie pod pośladki jej wsuwając i unosząc ją odrobinę, by od razu zdjąć z jej zgrabnych pośladków cały zbędny materiał. I bielizny i szortów. Po czym zsunął je zgrabnie na samą podłogę - również językiem schodząc po jej ciele w tempie dość gwałtownym. I w sumie nie językiem, gdyż prawie na kolanach się znalazł.
Powrotu na górę jednak nie uskutecznił - chwilowy zawał mięśnia sercowego i męskiego przeżywając, patrząc na nią z poziomu podłogi wzrokiem dalej miłosnym, jednak przykrytym (cnotliwie) mgłą tak mocnego pożądania, jakie mogło się równać jedynie temu z ich nocy pierwszej. I nocy wieżowej, może też. Chociaż, nie, bardziej jego oczy wygłodniałe były i spragnione. I nie tylko oczy, bo mocnymi pocałunkami zaczął ją obdarzać, od idealnie wysklepionej kostki u nogi, poprzez smukłą łydkę, po delikatnie umięśnione udo, drugą dłonią pieszcząc jej pośladki - i doznając olśnienia, bardzo gwałtownego. Że nie musi jej trzymać. Że nie reaguje tak gwałcicielsko jak zawsze, że nie musi się opanowywać ani hamować ani ustawiać granic ani pilnować - bo zazwyczaj jakiekolwiek pieszczoty były operacją wymagającą wielkiej logistyki. Bo i zaangażowanie psychiczne i fizyczne było...męczące. Zrobić tak, żeby Pru dobrze było, ale nie za dobrze, bo zabawa skończy się zbyt szybko, jednocześnie hamować swoją moc, jednocześnie hamować swoje pożądanie, jednocześnie panować nad swoim ciałem, które najchętniej posiadałoby Pru terazzarazjuż.
Teraz było inaczej. Czuł mocniej, każdy centymetr jej skóry pieszczony jego ustami, czuł i mógł czuć. Bez racjonalnych rozkmin czy aby nie za mocno/szybko/gwałtownie ją rozpala.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Sro 25 Kwi 2012 - 0:03

Spoiler:
 

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 277
Join date : 26/12/2011

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Sro 25 Kwi 2012 - 0:42

William Collier owszem do Wiednia poleciał i nawet na miejsce dotarł bez szwanku. W hotelu czekała na niego woda z plasterkiem limonki, jak lubił i jak kapryśnie przyzwyczaił się wymagać. Wszystko ładnie pięknie, ale inwestor wiedeński z przetargu się w ostatniej chwili wycofał, co oznaczało ukrócenie pobytu z partnerką swą w stolicy Austrii do godzin dwóch. Co spowodowało rzucanie wiązanek przekleństw całą drogę powrotną do domu, bo taka świetna okazja mu sprzed nosa uciekła, no i nici z romantycznych wieczorów nad Dunajem.
Nie uprzedzając nikogo, bo nikt nie myślał o tym, żeby fatygować synów, którzy i tak pewnie poza domem są, William i Alaia do domu powrócili. Za dodatkowym napiwkiem taksówkarz próbował uporać się z dwiema walizami i torbą podręczną, a zły jak osa William do domu wparował, od razu kroki swe do kuchni kierując. Bo pamiętał, że litrowa butelka szkockiej za makaronami się znajduje, a to był dzień, żeby trunek ten zużyć. Jednak wraz z momentem otworzenia drzwi do kuchni z impetem, nie ruszył swoistym dla siebie zamaszystym krokiem do szafki, a stanął jak wryty. Ponieważ jego pierworodny półnagi w kuchni stał. Co może jeszcze tragedią by nie było, wolność Tomku i te sprawy, ale przed nim, półnaga w drugą stronę, z ustami rozchylonymi i innymi wargami na wierzchu, bo nogi rozchylone również miała, na blacie kuchennym rozłożona była Prudence Wright. Której jak wszyscy wiedzą Collier Najstarszy nie trawił.
- Co tu się kurwa wyprawia? - wypluł wręcz, gdyż jego rozzłoszczenie zenitu sięgnęło wraz z momentem ujrzenia tej ślicznej scenki gry wstępnej. A on na tym blacie kanapki czasem kładzie! Albo kawior!
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Sro 25 Kwi 2012 - 9:06

Aiden przekleństw nie lubił, chociaż czasami dobrze oddawały życiowe tragedie, właśnie się dziejące. Bo - niechętnie acz jednak - do pionu powrócił, z zamiarem ponownego padnięcia na kolana za chwilę jakąś, kiedy już pozwoli się Pru nacałować. Mocno. Bo narcyzem odrobinę był i taki zachwyt i chęć w oczach jego dziewoi morale mu podnosiła. I przyjemność sprawiała, także psychologiczną a nie tylko fizyczną.
Chociaż też. Bo pieszczoty szyi i karku mraśne były. I przyśpieszające bicie serca do pędu szalonego.
Złapał ją więc za włosy i odgiął szyję nieco w tył, przejeżdżając językiem i zębami wzdłuż wszystkich ukochanych zagłębień cielesnych, aż do linii obojczyków, drugą dłonią równie posuwisty ruch wykonując na plecach. Z wspomaganiem paznokci. Tak, że ślady na pewno czerwone zostały. Może nie do krwi dziewiczej - drapanie to jej domena - ale na pewno ładne pamiątki i powód do plotek da koleżankom na zajęciach wychowania fizycznego. To znaczy w szatni.
I właśnie miał ją mocno ukarać za używanie słów brzydkich, które do kobiety nie pasowały, gdy jego plan uklęknięcia i dania Prudence przyjemności nieziemskiej przerwał trzask drzwi.
Którego autorem nie był przeciąg a osobistyczny ojciec, ubrany dalej w idealnie wyprasowany garnitur z już tak niedealnym słownictwem. Dżiz, wszyscy klną, jak on się ma tutaj moralnie zachowywać?
Właściwie, Aiden powinien spanikować mocno. Bo sam półnagi był, dziewoję półnagą całował - całe szczęście, że to on przodem do ojczulka stał, tak, że jedynie pewnie plecy Pru obecnie widział - i ogólnie dość sytuacja krępująca. Albo krępująca by była, gdyby Collier Collierem nie był tylko chłoptasiem zwyczajnym.
Bo William przyzwyczajony być powinien do takich wesołych widoków przyzwyczajony - tak to jest, jak się dwóch przystojnych synów spłodziło.
Więc, Aiden zbity z tropu nie był. Owszem, cały nastrój szlag trafił a on sam chętnie ojca by za drzwi wypirzył w tempie natychmiastowym, ale dobre wychowanie i dobro Pru mu na to nie pozwalało.
Uśmiechnął się wręcz uprzejmie nad ramieniem dziewczyny do tatusia, ściągając Pru z blatu, tak, że ładnie pewnie tylko jej górną część było widać. Oby.
- Dzień dobry, negocjacje się nie udały? Mówiłem Ci, tato, zbyt dużo zażądałeś, taka firma jaką prowadzi Kreuzberg boi się podejmować wyzwania, zwłaszcza, że mają w perspektywie połączenie z Williamsonem. - powiedział spokojnie, z prawie-autentyczną ciekawością, po spodenki Pru się schylając i ładnie jej je podając. I po nagim ramieniu gładząc, troskliwie i przy okazji. - Nie opłacałoby im się to, zupełnie - dodał po chwili zamyślenia, zakładając ręce na nagiej piersi i na tatusia nieco...karcąco patrząc. Coś w stylu - to nie przystoi, dama się ubiera, wyjdź. - Znacie się z Prudence, prawda? - zagaił tonem słodko-ironicznym, genialnie ukrywając znerwicowanie totalne. Ale nie denerwował się tym, że tatuś ich nakrył, acz tym, że przerwał.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Sro 25 Kwi 2012 - 11:38

Dzień oszałamiania Prudence. Była wciąż odrobinę niewyobrażalnie i potężnie zaskoczona tym, w jaki sposób Aiden u dobruchał ją i jej zniecierpliwienie sprzed sekundy (kiedy to kazał jej mówić, podczas gdy sam ją rozbierał), a było to uczucie... intensywne. Bo, poza tym że przyjemne, takie zapierające dech w piersi i mącące trochę w głowie. Kolejnym aspektem albowiem utraty mocy przez Colliera było to, że w sposobach na zaspokojenie jej przez niego zauważała kolosalną różnicę. I nie tyle, że fizyczną totalnie - bo, owszem, było to coś innego, przyjemnego ofc, ale jednocześnie... dziwne osamotnienie takie typowo namacalne wywołujące, kiedy on na kolanach a ona może jedynie samasięprzytulać - ale również psychicznego, gdzie burzyły się trybiki i poukładany schemat - że Ajda tyka, po czym wszystko się toczy pędem szaleńczym i bez znaczenia jak. Teraz inaczej, czuła, że zmieszana nieco i jakby porwana na głęboką wodę była. A może on podobną subtelną aluzję odczytał i właśnie TO miał na myśli, w sensie myśląc, że Prudence TO ma na myśli, rozpinając jeden jedyny guzik spodenek? Trwoga? Bo wcale nic takiego nie sugerowała? Mimo, że teraz w gruncie rzeczy... hmm, nie żałowała?
A deski ratunku aktualnie w skrajnej wesołości i machającymi rączkami odpływały sobie na przeciwległy brzeg Atlantyku. Bo ona drzwi otwierających i zamykających się nie usłyszała - wciąż przejęte i pogubiona - i dopiero niski, wcale nie kojący, baryton wyrwał ją z zadumy. I ramion Aidena, bo zeskoczyła z blatu kuchennego natychmiast, jak oparzona, co zbiegło i zgrało się w czasie ze ściągnięciem jej drobnego ciała z gładkiej powierzchni kuchennej przez Ajdę.
Miała chcicę na panikę, na popłoch i rozgardiasz i włączył jej się tryb przerażenia stuprocentowego i plus tysiąc do adrenaliny. W ramach której pewnie byłaby zdolna wyskoczyć przez zamknięte okno tak jak stała - gdyby nie spojrzała w górę, wysoko, pod sufit, konkretniej - na aidenowskie oblicze i wsłuchała się w jego słowa. Które wyrażały wszystko, co przeciwstawne do rozgorączkowania i paniki Pru, czyli spokój względny, chłodne spojrzenie, bagatelizujący ton? irytację? odwrót o sto osiemdziesiąt stopni, bo karcące spojrzenie? Wobec Williama?
I zamarła ze szczęką w okolicach sutereny na tyle konkretnie, że w pierwszej chwili nie zorientowała się, że ubrać się wypada i Ajda też to mocno sugeruje - dopiero, gdy trzeci raz szturchnął jej biodro dłonią, dzierżącą jej ubranie, odwiesiła się i przełykając głośno ślinę pospiesznie wsunęła przez trzęsące się nogi bieliznę i spodenki na siebie. I kiedy Ajda swój biznesiarski monolog skończył, ona wciąż odwrócona tyłem do Williama stała i zacisnęła mocno powieki i wargi, błagając w duchu i telepatycznie Aidena, byleby nie zwrócił ojczulka uwagi na nią. Bo ofc jak dotąd to chodziło przecież Willusiowi o syna jedynie, a blondynki to pewka nawet nie zauważył.
Pozwoliła sobie na bezgłośne powzięcie konkretnej porcji powietrza, którego nagle w klimatyzowanej kuchni collierskiej zabrakło, nim powoli odwróciła się w stronę Colliera Najstarszego. Na tyle powoli, że w totalnym slowmotion było jej dane ujrzeć furię i oniemienie na jego twarzy goszczące. Plus kilkanaście innych emocji, których wolała nie nazywać - każda brzmiała mniej więcej jak wyrok śmierci. Dla niej.
- Dzień dobry - powtórzyła za Ajdą. I ona tym razem oniemiała na chwilę również , zaskoczona jak mocny, dźwięczny ton zdołała wycisnąć ze spanikowanej siebie. I nieomalże przyklaskując sobie uśmiechnęła się promiennie i tak "miły dzionek, how about tea and cookies?", jednocześnie walcząc z przemożną chęcią zabarykadowania się w pokoju Aidena. Bo chyba jedynie tam w chwili aktualnej i na tej ziemi collierskiej czułaby się dobrze. Odbiegając od tej myśli zorientowała się, że zmuszona jest odsunąć się od swojego chłopaka i obejść wysepkę, zbliżając się tym samym - o zgrozo - do Colliera Pana, aby podnieść swą koszulinę jeansową i ją przyoblec. Co też uczyniła. Z wysoko podniesioną głową i ściśniętym gardłem.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 277
Join date : 26/12/2011

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Sro 25 Kwi 2012 - 13:49

Collier Najstarszy patrzył na wszystko spod brwi podniesionej na wysokość około czwartego piętra. Aiden i Blaise nie mają znikąd takich umysłów. Tak jak dzieci w przedszkolu miały rysunki w formie 'połącz punkty', William miał teraz zadanie podobne, z tym ułatwieniem, że punkty miał tylko dwa. I właśnie stały owe przed nim, takie nagie, dosłownie i przenośnie, a linia je łącząca była krzywą układającą się w słowo 'seks'.
Oczywiście William miał świadomość iż jego synowie współżycie już podjęli, czasem nawet ich partnerki widywał, tylko do tej pory samą akcję jedynie słyszał. Nawet gdzieś w okolicy jedenastego roku życia obydwaj pogadankę o pszczółkach seksie, antykoncepcji, higienie pracy i innych mieli, ale taką porządną, bez używania słów 'pisia' czy inna 'muszelka'. Jednak nigdy, na swoje szczęście jak mniemał, nie był świadkiem takiegoż aktu, jako że to jego synowie byli i patrzenie jak dorośli się stają dla rodzica zawsze bolesne było.
A w tym momencie, opanowując własną złość na rzecz racjonalizmu collierowskiego bardzo, dłoń wplótł w kruczoczarne włosy srebrem przerzedzone, po czym obie ręce do kieszeni włożył. Brew podniesioną mając w dalszym ciągu. I uśmiechnął się, do syna oczywiście, bo na roznegliżowaną Wright, którą oczywiście że znał i za którą nie przepadał, mimo usilnych starań obydwu Colierów Juniorów i przedstawiania blondyneczki w samych superlatywach, patrzeć nie chciał. Ponieważ Aiden rozegrał wszystko pięknie, tak jak on sam zresztą by to zrobił, ale oczu Williama przed widokiem pośladków i miejsc intymnych dziewczyny nie uchronił.
- Dzień dobry - powiedział głosem nieco zgrzytającym, potęgowanym przez skrzypienie drzwi, ponieważ do kuchni weszła Alaia. Którą William teraz objął i szepnął jej coś na ucho, co na twarzy brunetki uroczy uśmiech wywołało i z jej brązowych oczu miód i mleko na tą dwójkę spłynęło. W przeciwieństwie do Wlliama, który ograniczył się do typowego dla siebie wyrazu twarzy, poważnego i skupionego, gdyż peszącym (zapewne) wzrokiem patrzył jak Prudence guziki koszuliny swej krzywo zapina - Dobre zagranie Aiden. Jednak bądźcie tak uprzejmi i idźcie do siebie, czy gdziekolwiek indziej. Nie chciałbym mieć tu... mokrych śladów - dokończył, wzrok na sekundę przenosząc na miejsce, gdzie jeszcze pół minuty temu ich prawie-synowa swe cztery litery miała.
- Synu, popraw Prudence guziki koszuli. I mam nadzieję, że macie prezerwatywy, nie chciałbym za szybko dziadkiem zostać - dodał na odchodne i cmoknąwszy Alaię w policzek do lodówki podszedł i jej wnętrze lustrować zaczął.


zarządzam ZT, idźta perwersje kontynuować z daleka od rodzicieli.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: kuchnia.   

Powrót do góry Go down
 
kuchnia.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia
» Kuchnia
» Kuchnia z jadalnią na parterze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Collier (Hampstead)-
Skocz do: