IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 kuchnia.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Isaac Salinger
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 32
Join date : 19/07/2012
Skąd : Londyn, UK

PisanieTemat: kuchnia.   Sob 21 Lip 2012 - 17:34

I love you
Powrót do góry Go down
Isaac Salinger
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 32
Join date : 19/07/2012
Skąd : Londyn, UK

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Czw 4 Paź 2012 - 13:47

Wszystko tego październikowego (?) wieczoru było dwuokreśleniowe: aura, przedmioty, obrazy. Zimne, jesienne wieczory. Lekkalondyńska mżawka. Mnóstwo czarnych parasoli, wykwitających nad głowami przechodniów. Jaskrawe, kiczowate neony mijanych barów i restauracji. Fascynujące i rozszerzone źrenice Blaise'a. Liczne degustacje wyjątkowych trunków w wyjątkowych muzeach i wyjątkowych barach. Odrestaurowany Bonnard, niepokojący Degas, przykuwający uwagę Pissarro.
Artystyczny raj ciężko byłoby opisać dokładniej, zresztą, Isaac nie mógł się skupić - jeszcze bardziej niż zawsze. Nie przepuszczał, że zwykła propozycja spędzenia razem kilku godzin na kontemplowaniu sztuki aż tak wybije go z rytmu. Przewidywał raczej, że będzie odrobinę spięty, zdenerwowany i roztrzęsiony, ale nic takiego się nie działo. Wszystko było aż za bardzo idealne, począwszy od zgrania opinii o poszczególnych dziełach, poprzez wskazywaniu tych samych interesujących szczegółów w tej samej chwili, na sięganiu po (darmowe!) wino kończąc. Zwykłe, małe gesty, niezauważalne dla przeciętnego obserwatora. Przypadkowe muśnięcie dłoni, odwrócenie się w tą samą stronę, rozpoczęcie przemowy w tej samej chwili. Isaac nie miał pojęcia, czy Blaise zdaje sobie sprawę z tego wyjątkowego zgrania, ale on sam był nim...oczarowany. Zgraniem, oczywiście.
I znów: nie sądził, że tak się to skończy. Pamiętna rozmowa w jego gabinecie totalnie wszystko rozmieszała, wzmocniła i roztrzęsła, jakby nagle ze spokojnej karuzeli o irytującej muzyczce (i wysokim poziomie bezpieczeństwa) trafił na wyjątkowo szalony rollercoaster. Bez pasów. Nie chodziło o niebezpieczeństwo; tego Salinger nigdy nie zauważał, przechodząc przez życie lekko, z odrobiną nieprzytomności w wielkich oczach; raczej o...pewien rodzaj spięcia. Nie do końca potrafił określić o co chodziło jego uczniowi - uczniowi, którego smak wydawał się być ciągle obecny na ajzakowskich ustach. Także wtedy, gdy całował Gertrude na dobranoc i gdy przemawiał po raz pierwszy po tej sytuacji na zajęciach, obserwując rozwalonego w ławce Colliera Młodszego. Wpatrującego się w niego z odrobinę żywszym zainteresowaniem niż kiedyś.
Wykłady o historii sztuki wcale się nie zmieniły. Isaac nie traktował Blaise'a obojętnie ani go nie faworyzował, nie unikał dyskusji ani jej nie prowokował, ot, kolejne zajęcia, kolejne zadania. Isaacowi wydawało się, że wszystko przycichło i że wszystko to, co działo się za zamkniętymi drzwiami gabinetu było jakąś...marną projekcją jego chorej wyobraźni. Zbyt często nad tym myślał, aż do momentu, w którym Blaise po wtorkowych zajęciach przypomniał mu o Jesieni Impresjonistów.
Z której właśnie wrócli, ramię w ramię, zaliczając po drodze sporą ilość barów. Nie do stopnia zupełnego upicia, ale lekkiego - artystycznego! - rauszu z pewnością.
- ...też tego nie rozumiem, jak mogli NIE sprowadzić dzieł Korowina? To jeden z najwybitniejszych przedstawicieli rosyjskiego impresjonizmu, tu nie chodzi o politykę, a o sztukę i dyrektor wystawy naprawdę powinien przestać oglądać się na polityczne wytyczne - zapalony ton, zdziwienie, zaparowane okulary, chwiejne kroki z przedpokoju do kuchni, brzęk kluczy o dębowy blat. Isaac sam konkretnie nie wiedział dlaczego zaproponował Blaise'owi wejście do środka, do Pałacyku. Gertrude wyjechała na tydzień do Szwajcarii na szkolenie, ale...nie, to na pewno nie chodziło o to, raczej o jakąś reprodukcję? Isaac zmarszczył brwi, ściągając z siebie płaszcz i szalik, usiłując się zastanowić, co mógł zaproponować Blaise'owi kilka minut temu. Musiało być to coś interesującego, skoro jego student właśnie wchodził do kuchni, rozglądając się po ciasnym pomieszczeniu.
Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Czw 4 Paź 2012 - 15:41

Blaise, ten który oblewał wszystko ciepłem orzechowego spojrzenia, który nie dostrzegał złych stron świata i który uosabiał collierstwo-młodsze w dwustu procentach powrócił. Rada Isaaca dotycząca odwyku opłaciła się, relacje międzyludzkie, jedną wyłączając, układały mu się wręcz fantastycznie, ze szczególnym zwróceniem uwagi na pewną wysoką szatynkę, malowanie - bo ostatnimi czasy prawie nie szkicował, chyba że zarys czegoś większego - szło mu lepiej niż kiedykolwiek, z efektem trzech naprawdę świetnych i dopracowanych obrazów na dzień dzisiejszy, oraz świetnie odremontowanego pokoju Mer, w którym wreszcie dało się siedzieć, bez obawy wyprania z artyzmu przez matematyczne wnętrza jej nowoczesnego domu. Był zwyczajnie zadowolony ze swojego życia, dodatkowo ostatnio przypominając sobie, a raczej po wielu chwilach spędzonych na wywoływanie w myślach znajomej, szczupłej, wysokiej sylwetki postanawiając przypomnieć owej osobie o obietnicy związanej z, jak zaraz opiszę, świetną nową wystawą.
Która okazała się być niesamowitym, może nawet jednym z najlepszych, przedsięwzięciem kulturowym, zorganizowanym ze świetnym wyczuciem i idealną oprawą głównej postaci wystawy. Londyńska Jesień Impresjonistów nie cieszyła się dotychczas zbytnim zainteresowaniem, gdyż Blaise nigdy na takowej nie był, choć coś o jego uszy się na ten temat obiło. A teraz żałował, że jego zainteresowanie nigdy nie zostało na tyle pobudzone, by rzeczywiście na rokroczną wystawę pójść, bo, jak się przekonał, było jak najbardziej warto.
Chociaż może nie był obiektywny, ponieważ perspektywa spędzenia tego czasu właśnie z Isaakiem napawała go pewnym podekscytowaniem - nie mylić z krejzi trzynastkami, które podekscytowane są najnowszym numerem Cosmo (matka Mer czytała - stąd kojarzył). W jakiś bardzo artystyczny, i emocjonalny zapewne też, sposób pragnął poznać nowe oblicza impresjonizmu w towarzystwie osoby, która znała się na rzeczy. Która była męsko konkretna, która nie uzewnętrzniała kobieco swoich zachwytów. Która byłą po prostu Salingerem.
Blaise się w sumie zastanawiał jak to będzie, co będzie echem krótkiej sekundy słabości [?] w gabinecie i czy w ogóle cokolwiek się zmieni. Oczywiście wiedział i bez przekonywania się, że na lekcjach nic a nic zmianie nie uległo, żadnych pedalskich przypadkowych-ale-celowych spojrzeń, czy unoszenia brwi w znaczący sposób - co Młodszego cieszyło. Przede wszystkim Isaac miał być dla niego profesorem historii sztuki i tą jego stronę Blaise bardzo cenił w ich relacji, jakkolwiek nie nazwanej. Jednak kiedy opuszczali mury szkoły mogli być... przyjaciółmi, bliskimi. I byli, bo nawet niezbyt ogarniający (zwykle) Blaise zauważył nagromadzenie drobnych gestów. Coraz wyraźniejszych, paradoksalnie, z każdą lampką wina - swoją drogą idealnie dobranego, lekkiego i świeżego, ale też z tym jesiennym, ciepłym klimatem.
Wystawa zrobiła na obydwóch takie wrażenie, że temat nie miał końca, ciągnął się z nimi od baru do baru, z lokalu do lokalu, i taki przesiąknięty aromatami grzanego wina, świec, papierosów, sztuki i własnych perfum wszedł do mieszkania Salingerów przez otwarte przez Isaaca drzwi. Zupełnie w poważaniu mając czy nadobna małżonka profesora jest w domu - bo śmiał twierdzić iż nie, skoro pozwolił sobie na zaproszenie Blaise'a do domu.
Zsunął z ramion kurtkę khaki, zostając w koszuli w kratkę - zupełnie nie narzekał na zimno, dostetecznie ogrzany wypitym już alkoholem - i wszedł do kuchni. Przytulnej, małej, drewnianej. A kroki swe skierował do lodówki, dość bezceremonialnie, so Blaise.
- To jest zwykła głupota i irracjonalny strach, uprzedzenia - zaczął z emfazą, wyjmując z drzwiczek lodówki butelkę z jakimś alkoholem, jak się okazało po rzuceniu okiem na etykietę, ze szkocką. - W ogóle tak mało prac innych niż brytyjskie i francuskie. Sierow, Gierymski... Leistikow! Tego mi zabrakło, chociaż i tak jestem pod wrażeniem. Gdzie masz szklanki? - zapytał, otwierając jakąś szafkę na oścież, znalazłszy jednak tylko talerze, a wyżej całe stosy herbat i kaw. Zastanawiając się mocno nad tym, dlaczego jest w tej kuchni tak ciepło, kierując swoje spojrzenie z zastawy w szafce na Isaaca, obejmując jego sylwetkę, wyglądającą jakoś lepiej, kiedy brak mu nauczycielskiej sztywności, utraconej na rzecz swobody, sugerującej Blaise'owi, że Salinger musi się w jego towarzystwie czuć dobrze. Jak on sam się czuł, po prostu fantastycznie.

_________________
[Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link]
[Only admins are allowed to see this image]
Powrót do góry Go down
Isaac Salinger
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 32
Join date : 19/07/2012
Skąd : Londyn, UK

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Pią 5 Paź 2012 - 11:38

Isaac nie do końca rozumiał swoje reakcje na obecność u c z n i a. Zawsze traktował swoich podopiecznych platonicznie, z sporą dozą mistrzowskiej opiekuńczości i z bonusami w postaci złotych rad osoby doświadczonej życiowo. Nigdy nie przypatrywał się studentom w sposób fizyczny, nie zauważał koloru oczu, długości włosów, interesującego uśmiechu. Owszem, potrafił dostrzec piękno, ale raczej w kwestiach emocjonalnych: ujmujący sposób wypowiedzi, bogate słownictwo, zapał w działaniu. To zawsze procentowało w salingerowskich oczach. Nigdy nikogo nie faworyzował, nigdy nikogo nie tępił - idealnie wpisywał się w nauczycielski perfekcjonizm, nie skażony nawet najmniejszą skazą.
Która w końcu musiała się pojawić. W najmniej spodziewanym wydaniu i najbardziej przystojnej postaci. Początkowa fascynacja niezwykle utalentowanym chłopakiem przerodziła się w coś silniejszego, co zmuszało Isaaca do wciskania sobie paznokci we wnętrze dłoni i długie dysputy ze sobą samym o moralności. Której z całej siły starał się trzymać, odsuwając pocałunek z gabinetu do jakiejś zamkniętej przegrody. Nie chciał traktować tego jako błędu, nie chciał o tym zapominać, ale musiał - a przynajmniej tak sobie wmawiał. Że się odetnie, że to było tylko jakimś dziwnym nastoletnim odpałem szalonego, młodego artysty.
Był zaskoczony. Nie podejrzewał Blaise'a o takie skłonności. Salinger nie był na bieżąco z zmianami psychospołecznymi; wychowany w tradycyjnej żydowskiej rodzinie odebrał dość konserwatywne wychowanie i ciągle nie mógł się pozbyć pewnych schematów, dość rygorystycznych, jeśli chodzi o dobro i zło. Dziwił go liberalizm i rozwiązłość dzisiejszych nastolatków; nie miał zamiaru tego krytykować, ba, wręcz zazdrościł tej wolności, w każdej kwestii. Nawet w tak drażliwej jak rozpoczynanie romansu z nauczycielem.
Właśnie, romansu? Przecież nic takiego się nie działo, przecież do niczego takiego nie dążył, ot, przyjacielskie pogawędki przy herbacie, zajęcia nadobowiązkowe, wspólne podziwianie sztuki. Czy nie to samo robił z wszystkimi swoimi studentami na zajęciach? Zmieniała się liczba osób, zmieniało się miejsce, ale cel pozostawał taki sam. I takiej - kłamliwej - wizji kontaktów z Blaisem Isaac kurczowo się trzymał.
- Uprzedzenia bardziej widziałem w braku jakichkolwiek prac kobiet. Owszem, są mniej znane, ale to zupełnie inne postrzeganie świata - odparł automatycznie, zsuwając z ramion marynarkę i wieszając ją na drewnianym krześle. Dość zagracającym małą kuchnię. Odwrócił się do szafki, czując na plecach spojrzenie Blaise'a. Dość dekoncentrujące, na tyle, że szklanki w jego rękach zadrżały, uderzając o siebie z głośnym brzdękiem. Którego zdawał się nie słyszeć. - Szkoda, że następna Jesień będzie dopiero za rok - dodał trochę bez sensu, nieco spokojniejszym tonem, kładąc szklanki na wąskim stole, koncentrując wzrok na dłoniach Blaise'a trzymających butelkę. Odrobinę za długo; zacisnął wargi i odwrócił się, robiąc kilka kroków w kierunku półek z książkami, stojących pomiędzy kuchnią a korytarzem. Przypomniał sobie już, co miał Blaise'owi podaro...pożyczyć. Jak nauczyciel uczniowi, pomoc w rozwijaniu swoich zainteresowań i tak dalej i tak dalej. Do kuchni powrócił z grubym albumem dzieł Sisleya, który położył obok Blaise'a, starając się na niego nie patrzeć. - Wszystkie reprodukcje. Naprawdę, wszystkie, nawet te z prywatnych zbiorów. Każda z moim...komentarzem. Myślę, że...może Ci się przydać. Wiesz, spojrzeć na Twoje ulubione obrazy z innej - mojej - perspektywy - powiedział trochę za szybko, by brzmiało to swobodnie, podnosząc szklankę z napojem i pijąc go w niezwykłym skupieniu, przejeżdżając bladymi dłońmi po kancie szafki w wręcz pieszczotliwym geście.
Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Sob 6 Paź 2012 - 21:58

Blaise'owi tylko mogło się wydawać, że nie pozostawał Ajzakowi obojętny, bo żadne słowo nie padło. Coś innego się stało, również z użyciem ust, jednak było to poczynione przez Blejsa, nie Salingera, aczkolwiek Młodszy zbytnich obaw nie miał. Zważywszy na swoje dotychczasowe sukcesy w relacjach międzyludzkich, bywał raczej pewny tego co robi, chciał pocałować - pocałował. Kolejna odsłona collierstwa, ta ogólna zapewne. Nie śmiał nawet wątpić, że pozostali współposiadacze podobnych genów tak nie robili, bo oczywistą, rodzinną cechą była czasem zgubna pewność siebie, u Blaise'a jednak zmodyfikowana do najprzyjemniejszej jej formy.
Połączonej gdzieś też chwiejnym mostem z brakiem egoizmu (zazwyczaj), bo pomiędzy cierpko-słodkim wspomnieniem smaku ajzakowych ust i uczuciem przyjemnej ulgi, którą czuł na pocałunek się decydując, myślał też o tym, czy aby nie postawił Salingera pod ścianą, WYMAGAJĄC ustosunkowania się. Cieszył się zatem, że zmiany zdawały się obejmować tylko błysk w jego jasnych oczach na widok Młodszego (co mu pewnie porządnie schlebiało) i wystarczało mu to, przynajmniej w sferze szkolno-oficjalnej. Bo, jak widać, najmniejszych oporów przed położeniem mu ręki na ramieniu, albo przed czymkolwiek innym, czego nie robi normalny uczeń w stosunku do nauczyciela, nie miał, śmiało stając z nim, dosłownie, ramię w ramię, wdając się w dyskusje, przerywane chwilami, kiedy wpatrywał się w obrazy, czując wokół siebie zapach jego wody kolońskiej.
- Racja... o tym w sumie nie pomyślałem - powiedział, popadając w chwilowe zamyślenie, bo rzeczywiście, prócz bodajże jednej pracy z serii "debiut", namalowanej przez kobietę, nie zauważył żadnej. A przynajmniej żadnej wyróżniającej się aż tak, jak właśnie tamta. Coś jednak było w twierdzeniu, że kobiety postrzegają inaczej, o czym przekonał się nawet osobiście, głównie przez zażyłość z Mer. O której teraz nie myślał, choć jego podświadomość pewnie robiła fikołki, że Młodszy ustawił się w całym tym swoim światku na idealnej pozycji. Z ludźmi bliskimi, acz niepowiązanymi z nim żadnymi sztywnymi więzami.
Wziął szklanki, nalewając bursztynowego (pięknie iskrzącego się w tym świetle), odprowadzając Isaaca spojrzeniem. Bo wyszedł tak bez słowa, umożliwiając swoją drogą Blaise'owi i jego trochę swobodniejszemu dzięki alkoholowi umysłowi obserwację. Ciekawej, strzelistej jak wieża i choć bez zwyczajowego spięcia, i tak majestatycznej sylwetki, kiedy wychodził z kuchni.
Usiadł sobie na krześle, rozwalając się na nim, czując się wręcz wspaniale w tym miejscu, nie zważając, że jest mu zupełnie obce, zaczynając sączyć płyn ze szklanki. którym prawie się śmiertelnie zakrztusił widząc jaki album został przed nim położony. Zmarszczył brwi i niemalże bojaźliwie przejechał dłonią po gładkiej okładce, z wytłoczonym nazwiskiem ulubionego malarza, wysłuchując Salingera do końca.
- Ja pierdolę... - powiedział najpierw, otwierając w przypadkowym miejscu, akurat na obrazie, który oglądali w galerii, wtedy gdy spotkali się przypadkiem. Z przyklejoną karteczką, bladożółtą, zapisaną drobnym i chaotycznym, trochę nieczytelnym. Podwójne wyzwanie. Pomijając fakt, że chyba gdzieś w gąszczu zlanych ze sobą słów dostrzegł swoje imię. - Isaac, to jest świetne! No i akurat Sisley, z Twoimi zapiskami - ciągnął niemalże szeptem, przewracając ostrożnie strony i dopiero przewertowawszy kilka zdecydował się na spojrzenie na Salingera. Wzruszone, ale w żaden ckliwy sposób, choć możliwe, że ujmujące. Dopijając swoją szklankę praktycznie na raz. - Stresujesz się, czy mi się podoba? - zapytał, mając wrażenie, że powraca do ciała Ajzaka uprzednie spięcie. Wstał więc, niezbyt wiedząc co dopowiedzieć, nadal w szoknięciu, że tak wyjątkowy album sobie ot tak leżał w przedpokoju owego mieszkanka, podchodząc do Isaaca od tyłu. Położył mu ręce na barkach i zaciskał je, co w pedalskim słowniku nazywałoby się "masażem". Było to jednak tak instynktowne, że Blaise w ogóle się nad tym nie zastanawiał.
- Nie wiem skąd go masz, ale jest idealny - dodał tylko przymykając oczy, żeby wreszcie oderwać spojrzenie od otwartej książki.

_________________
[Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link]
[Only admins are allowed to see this image]
Powrót do góry Go down
Isaac Salinger
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 32
Join date : 19/07/2012
Skąd : Londyn, UK

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Nie 7 Paź 2012 - 11:35

Generalnie reakcja ja pierdolę nie była zbyt odpowiednia na podarunek dość artystyczny. Isaac już bardziej spodziewałby się wiersza, poematu albo jakiejś budującej metafory, zahaczającej o gorące bicie serca i wzruszenia. Nie skrzywił się jednak ani nie wypowiedział odruchowej nagany (proszę uważać na język, panie Collier, skupiając się bardziej na reakcji Blaise'a. Bardziej wyczuwalnej w aurze, otaczającej chłopaka, niż wyrażającej się w jakichkolwiek słowa. Były one zbędne, bo Isaac wszystko widział. Delikatne przekartkowywanie stron, przesuwanie palcami po kolejnych obrazach, szybkie i wybiórcze odczytywanie jego zapisków. Zapisków, które tworzył przez ostatni miesiąc (?), nie z przymusu a z własnej chęci. Doktorskiej wręcz. Bo miał zamiar skupić się w owych notatkach na czymś...konkretnym.
Na istotnych szczegółach obrazów, technice ich wykonania, anegdotach o artyście i przyczynach stworzenia tego konkretnego dzieła w takim a nie innym stylu. Z początku trzymał się tych profesorskich wymogów, ale z każdym kolejnym wieczorem, który spędzał nad albumem, jego pisanina stawała się coraz bardziej prywatna, momentami intymna, jakby nie przelewał na papier swojego doświadczenia zawodowego a emocje.
Zabarwione artystycznie, tak jak ten deszczowy wieczór. Ciepła kuchnia, przytłumione światło, dębowe drzwiczki szafek, whisky paląca przełyk, Blaise, pachnący farbami, kroplami deszczu, świeżo wydrukowaną gazetą i magnetycznym przyciąganiem - tak, ono też miało zapach.
Isaac uśmiechnął się szeroko, co tylko uwidoczniło kurze łapki wokół jasnych oczu i odstawił pustą szklankę, czując jeszcze smak whisky na języku. I potrzebę odwrócenia się, tak, jakby szczęśliwa? zadowolona? twarz Blaise'a miała w sobie zbyt wiele światła i zbyt wiele uczuć, by mógł patrzeć na nią bez drżenia rąk. Ciągle walczyły w nim przyzwoitość i chęć i z każdą sekundą przebywania przy Collierze szala zwycięstwa przechylała się na stronę kiełkującego w zastraszająco szybkim tempie pożądania. Przed którym Salinger bronił się jak tylko mógł, kontemplując teraz przez okno bernardowskie ogrody, skąpane w ulewnym deszczu.
- Nie denerwuję się tym, czy Ci się spodoba... - odparł szybko i odruchowo, zdejmując okulary i kładąc je na krawędzi parapetu akurat w tym momencie, w którym poczuł dłonie Blaise'a - parzące go przez materiał koszuli - zaciskające się na jego ramionach. Mocno, pewnie, wręcz magicznie, bo poczuł, jak po jego ciele roznosi się fala dreszczy. Złapał się krawędzi szafki, widząc w szybie niewyraźne odbicie twarzy Blaise'a, poprzetykanej refleksami kuchennego światła i strumieniami kropel deszczu. Artyzm, to na pewno przez artyzm, za dużo pięknych bodźców i dlatego...
- To chyba nie jest odpowiednie, Blaise - powiedział nagle, niepewnym tonem, odwracając się, by przerwać bezpośredni kontakt fizyczny, ale nie było to zbyt mądre posunięcie, bo teraz stali niemalże nos w nos i usta w usta, jak wtedy, w gabinecie. Isaac wziął nieco zbyt szybki oddech. - Jesteś moim uczniem, nie mogę przekraczać pewnych granic, które i tak nadwyrężyliśmy. Bardzo się cieszę, że jesteś moim...przyjacielem. Tak powinno zostać - dodał, wcale nie spiętym tonem, raczej zupełnie...bezsensownym, bo patrzył się prosto w piwne oczy Blaise'a jak zahipnotyzowany, dłonie dalej zaciskając za swoimi plecami na szafce, by nie dotknąć chłopaka, by nie wsunąć mu ręki pod koszulę, by nie wbić mu paznokci w ramię i nie przyciągnąć do siebie, łamiąc nie tyle granice ale swoje wszystkie postanowienia.
Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Nie 7 Paź 2012 - 13:10

Nie myślał jaka reakcja byłaby odpowiednia, w ogóle w swoim życiu postępując bardziej według osobistycznych poglądów i przekonań, niż bazując na wytyczonych przez nieznających go ludzi ścieżkach, którymi podobno powinien kroczyć. Ramię w ramię z innymi, moralnymi ludźmi, praworządnymi obywatelami, którzy nie potrafią hipnotyzować, nie odczytują myśli, nie mają panowania nad ogniem, którzy trzymają się zasad dyktowanych przez Przykazania, albo podarowanych im przez Latającego Potwora Spaghetti.
Nie robił tak, samemu sobie wyznaczając cele i drogi, którymi będzie chciał to zdobywać, od drobnych, codziennych wyzwań, po marzenie mieszkania kiedyś w Amsterdamie.
Chociaż w tym momencie nie chciałby się znajdować nigdzie indziej niż właśnie w tej kuchni, na tym krześle, z tym albumem pod palcami. Oczywiście na dłuższą metę, którą uskuteczniłby, gdyby zwyczajnie nieco innych perspektyw nie miał, pozostałby w takim szoknięcio-cudownym wrażeniu, jakby czas zatrzymał się. Zagłębiłby się w obrazach, bo przeglądając zaskakiwało go, że niektórych nigdy nie widział; wczytałby się w notatki, uśmiechając się jak dziwnie wygląda pisana przez niego litera 'y'. Chyba jednak uważał, że o wiele lepiej będzie to robić w samotności, przy czarnej, słodkiej kawie, we własnym pokoju pachnącym terpentyną i innymi mieszankami emalii i perfum Moschino. Zresztą i tak jakimś odruchem kierowany wstał, podchodząc do Ajzaka i chwytając za ramiona, w żadnym wypadku nie, jakby chciał nim szarpnąć, choć był to raczej pewny chwyt. Czuł pod palcami miękką bawełnę jego koszuli, stojąc jakieś dziesięć centymetrów od niego łaskotał go w nos ten zapach, ciepły, bardzo przyjemny. Szybciej mieszanka składników ciasta, skropiona kroplami soku z cytryny, niż gotowa, bezpłciowa miksacja kupiona w drogerii.
Kiedy jednak Isaac odwrócił się, będąc znów niebezpiecznie blisko, w Blaise eksplodowały wspomnienia, liczne stopklatki popołudnia wtedy, w gabinecie. Miodowe, sączące się przez okna światło, padające trapezami na drewno podłogi, zapach kurzu i pierników, herbata z rumem. Aż czuł jak ciepło tamtego dnia szczelnie wypełnia całe jego wnętrze, jak rozpuszczają się resztki, ewentualnie występujących, hamulców; tej bariery nauczyciel-uczeń, istniejącej chyba tylko na papierze.
Widział rozproszone spojrzenie, płochliwe i zrezygnowane jednocześnie, samemu zupełnie nie zmieniając swojego wyrazu twarzy. Może wpływ zmieszania piwa, z winem i whisky, może w dalszym ciągu nieuzewnętrzniona przesadnie euforia związana z prezentem (pożyczką?)? Nie wiedział. Po prostu patrzył, dając ponosić się myślom wedle własnego widzimisię.
- Chyba, nie można, powinno. Nie lubię tych słów, nie interesują mnie - zaczął, nie odsuwając się nawet o milimetr. Mówił jednak tak łagodnie, jak tylko mogło to wyglądać w wykonaniu Młodszego. - Powiedz tylko, że nie chcesz, a zostanie bez zmian - czuł, że zupełnie nie ma potrzeby by dodał, że ma jego słowo. Nie targało nim płonące pożądanie, nie spędzał całych godzin na rwaniu włosów z głowy jakby tu się do niego zbliżyć na satysfakcjonującą, zapewne zerową, odległość. Raczej patrząc w te jasne oczy zwyczajnie uznawał za naturalne. że z tym człowiekiem jest pisana mu bliskość, nie nagląca, acz kusząca. Pachnąca słodkimi gruszkami i papierem starych książek, że aż czuł jak drętwieją mu opuszki palców, domagające się prześledzenia gładkiej skóry jego szyi, albo, w razie odmowy, zaciśnięcia się na czymś, co mogło być przykładowo klamką od drzwi, trzymając tylko pod pachą album.

_________________
[Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link]
[Only admins are allowed to see this image]
Powrót do góry Go down
Isaac Salinger
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 32
Join date : 19/07/2012
Skąd : Londyn, UK

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Nie 7 Paź 2012 - 14:02

Podejmowanie decyzji nigdy nie przychodziło Isaacowi łatwo. Niezależnie, czy chodziło o końcową ocenę dla wybitnego ucznia (dać wyższą, by poczuł się dumny, czy niższą, by jeszcze ciężej pracował na swoje sukcesy?) czy też o coś zupełnie innego, co własnie rozgrywało się w jego osobistycznej kuchni, na jego osobistycznych kafelkach, przy jego osobistycznej whisky krążącej w krwiobiegach i na jego osobistycznej strefie intymnej, której zdecydowanie nie powinien przekraczać żaden uczeń.
Nawet wyjątkowo utalentowany, nieziemsko przystojny, ze spokojnym, melodyjnym głosem i niezwykle wrażliwym spojrzeniem na świat.
Wziął kolejny, powolny oddech, mimowolnie wdychając collierski zapach, po czym puścił (trzymane nieco zbyt kurczowo) drzwi szafki, tak, że jego blade dłonie wisiały teraz swobodnie po obu stronach ciała, nie zaciśnięte w pięści, ale...przygotowane do kartkowania albumu? Do nalania kolejnej porcji alkoholu? Do przejechania po trzydniowym zaroście Blaise'a?
Isaac naprawdę nie mógł i nie chciał się zdecydować, nie chciał przyznawać, że naprawdę tego chce, że wszystko wyrywa się w kierunku młodszego chłopaka, że oddałby wszystko, by być o te kilkanaście lat młodszym, niezwiązanym żadnymi obietnicami i nieskrępowanym narzuconą moralnością.
Powinien teraz po prostu obdarzyć Blaise'a ciepłym uśmiechem, nalać mu kolejką szklankę, poprowadzić artystyczną rozmowę na bezpieczniejsze tony i zamknąć za nim drzwi za jakieś czterdzieści pięć minut, wracając do łóżka i...myśląc o swojej żonie? Czy raczej masturbując się wręcz histerycznie, przywołując jednocześnie z pamięci smak blejsowskich ust?
Nie chciał podejmować decyzji, więc zamknął usta, wpatrując się w wyjątkowym milczeniu w pulsującą żyłę na szyi chłopaka, jakby odliczał kolejne sekundy i kolejne uderzenia jego serca. Nie naprowadziło go to na żadną sensowną odpowiedź, ale tylko wzmogło reakcje jego ciała, rządzącym się już własnymi prawami.
Nie odpowiedział więc tak, jak zamierzał, spokojnie i dystansująco się. Zamiast tego złapał Blaise'a mocno za koszulkę i przyciągnął do siebie, całując go, po raz pierwszy, po raz pierwszy tak głęboko, tak gorąco, tak intensywnie, z takim doświadczeniem, z milionem fajerwerków i zupełnym brakiem tchu, jakby znowu był na studiach i naprawdę sięgał po to, co naprawdę czyniło go szczęśliwym.
Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Wto 9 Paź 2012 - 14:32

Zwykle rzucając wyzwanie, czy tam, w łagodniejszej wersji, dając wybór, oczekujemy raczej, że decyzja wpłynie na naszą korzyść. W ogóle czegoś oczekujemy. Blaise jednak różnił się, bo dając Isaacowi taką a nie inną możliwość, w osobistycznym mniemaniu uważając, że to właśnie on powinien ją mieć, zdawał sobie sprawę, że żadna decyzja mu nie szkodzi. On będzie umiał się przyjaźnić, on nie jest zobligowany do małżeńskiej wierności, i choć platoniczny wymiar pozostawiały niedosyt, dałoby się z tym żyć. Poza tym nienawidził być do czegoś zmuszanym, toteż nigdy od ludzi niczego nie wymuszał, a Isaaca zbyt cenił, żeby ryzykować pierwszy drugi krok, oczywiście poważniejszy. Przyjacielskie buziaczki były poza rankingiem.
W każdym razie nie byłby urażony, gdyby został wyminięty i poczęstowany jeszcze jedną szklaneczką, w akompaniamencie jakiejś przekąski, albo uraczony kontynuacją wymiany opinii na temat Jesieni Impresjonistów. Choć samo małżeństwo uważał za głupotę, szanował przecież obydwoje Salingerów, dzięki Bogu nie mając okazji do styczności z żoną Isaaca, przynajmniej do tej pory. Dziwnie byłoby patrzeć na kobietę, która wpłynęła na ajzakowy smak, pozostawiając tam własny, na kobietę nieświadomą, że usta jej męża poznały jakieś inne poza jej własnymi.
Pozwolił sobie jednak założyć, patrząc na Isaaca z tak bliska, doskonale widząc najdrobniejsze zmiany w jego mimice, wędrówki błysków jasnych oczu po powierzchni tęczówki, słysząc głębsze oddechy, że swoimi słowami poruszył domino. Zaczynając falę kostek kurczowym zaciśnięciem się dłoni Ajzaka na blejsowej koszuli i zgnieceniem jego ust pod swoimi. Mocno, intensywnie, męsko, gorąco, po raz pierwszy tak emocjonalnie w życiu Blaise'a, choć zdarzały mu się, wprawdzie nieliczne ale wciąż, epizody z mężczyznami. A robić coś po raz pierwszy było... ciekawie. Natychmiast wypełniając go euforią i podekscytowaniem. Jak podczas pierwszego, nieśmiałego buziaczki, skradzionego blondynce Claire w pierwszego klasie. Jak pierwsze artystyczne wyróżnienie w konkursie na pejzaż, jak podczas pierwszego spaceru amsterdamskimi ulicami. Tak też teraz, niezwykła radość, podsycana tym, jak chętne były usta Salingera, jak nimi obydwoma wstrząsały dreszcze, znacząc serią elektrycznych impulsów każdy fragment kręgosłupa.
Nie stracił równowagi, ale zaszumiało mu w głowie, jakby nagle stracił orientację we wszystkich kierunkach. Ciepło promieniowało z ust na całe ciało, a on upajał się równością, tą prawdziwą, a nie sporadycznie teoretyczną z Mer. Ponad metr dziewięćdziesiąt, że stojąc tak blisko czuł owe dwa centymetry różnicy, męskie ramiona, w które wbiłby paznokcie, gdyby nie zbrojach z cienkiej bawełny. Przygryzł jego dolną wargę, oddychając mocno w jego usta, przylegając do niego całym ciałem. Myśląc już tylko o tym jak świetnie Isaac wyglądałaby bez ubrań.

_________________
[Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link]
[Only admins are allowed to see this image]
Powrót do góry Go down
Isaac Salinger
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 32
Join date : 19/07/2012
Skąd : Londyn, UK

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Wto 9 Paź 2012 - 18:49

Oczekiwania Isaaca nigdy nie były wygórowane. Nie chciał sukcesów zawodowych, nie pragnął sławy, chwały, miliona kochanek i bogactwa; nie kusiły go pierwsze nagrody w jakichkolwiek konkursach, loteriach czy innych ogłupiających programach, dających losowe szczęście. Jedyne, czego potrzebował to spokój i dużo, duuużo sztuki. W jakiejkolwiek formie.
Jednak od dłuższego czasu jego potrzeby się zmieniały, przechodząc sporą metamorfozę w coś bardziej fizycznego i konkretnego, o brązowych oczach i wyjątkowo charakterystycznej kresce, którą mógł rozpoznać w każdej jego pracy. To nie była obsesja, raczej...pewien rodzaj gloryfikacji.
Blaise kojarzył mu się z młodością, z zielenią, z własną przeszłością; tą szczęśliwą, nieskażoną żadnymi smutnymi naleciałościami, bez nieprzekraczalnych granic, bez zobowiązań na całe życie. Z czystą radością egzystencji, z uśmiechem każdego poranka, z niezobowiązującymi przyjemnościami. Czasy studenckie, młode, żywe, wręcz wibrujące śmiechem i tym wyjątkowym poczuciem władzy nad światem.
Wszystko to widział w Blaisie, wszystko to przebijało się na pierwszy plan w niemal każdej jego pracy - świeżej, nowatorskiej, pachnącej wiosną - wszystko to wręcz czuł na każdym milimetrze swoich warg, gdy ich usta się zetknęły.
Mógł to porównać z jakimś objawieniem, kiedy widzisz perfekcyjnie trafiający do Twoich zmysłów obraz i zupełnie się w nim zatapiasz - może nie były to zawroty głowy, ale dzikie eksplozje szczęścia, wędrujące drżącą linią wzdłuż jego kręgosłupa, rozprzestrzeniając się na wszystkie nerwy jego skóry. Czegoś takiego nie czuł od bardzo dawna - od kiedy? od dobrych czasów z Gertrude? od studenckich przygód? - i wydawało mu się, że nigdy nie będzie już aż tak, ale widocznie się mylił.
Gdy Blaise przylgnął do jego ciała, poczuł nagłe uderzenie gorąca, jakby grunt palił mu się pod stopami; jednak nie był to ogień nieprzyjemny i przerażający, a wręcz przeciwnie: rozprzestrzeniał się na całkiem nowe rejony jego odczuwania i wzmacniał bodźce. Czuł podwójnie każdy ruch jego gorącego języka, ciężar jego dłoni na swoich ramionach, szafkę, wbijającą mu się w uda, szorstki materiał jego koszuli na swoich rękach.
Isaac nigdy nie myślał racjonalnie, ale w tej chwili zupełnie odciął się od jakichkolwiek refleksji, zdając się tylko na instynkty. Wplótł (nieco drżące, trzeba przyznać, nie codziennie uprawia się making-out ze swoim uczniem w swojej przytulnej kuchni) dłonie w jego włosy, przyciągając go jeszcze bliżej i pogłębiając pocałunek, drugą dłonią dalej kurczowo mnąc jego koszulę, jakby trzymał się ostatniej deski ratunku. Przed totalnym szaleństwem.
Które nakazało mu zrobić kilka kroków w tył (także chwiejnych i wręcz marynarskich), popychając wręcz Blaise'a na ścianę, dość delikatnie i z wyczuciem, nie przerywając pocałunku. Bo czuł się tak, jakby całował się po raz pierwszy - co zapewne nie było zauważalne, lata praktyki robiły swoje - do bólu ust i drętwienia języka. Palce, zaciśnięte na koszuli także zaczęły odmawiać mu posłuszeństwa, przeniósł więc dłoń na ścianę za plecami chłopaka, nieopatrznie zsuwając z niej jakiejś zdjęcie. Ślubne? Możliwe.
Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Pią 12 Paź 2012 - 14:45

To wszystko było jak film. Z bardzo dobrą reżyserką, wysublimowanym gustem scenarzystów, no i idealnie dobraną obsadą. Film też był sztuką, zatem Blaise chcąc-nie-chcąc upajał się też tym odrobinę innym aspektem dość symbolicznego zbliżenia. Bo o ile zbyt wielu zasad w swym życiu nie miał (części wyrzekając się całkiem, bo po co uznawać istnienie którejkolwiek, ze świadomością niemożliwości jej przestrzegania?), to w tym momencie z premedytacją łamał jedną z istotniejszych. Taka bliskość z jego nauczycielem była przecież niemoralna, właśnie świadomie pozbawili ją uświęconego obiektywnością platonizmu, niezbędnego przy relacji w której tkwili dotychczas. Isaac miał żonę, dwuosobową, ale wciąż, rodzinę. Blaise na nazwisko Collier, zatem nie powinien też robić niektórych rzeczy, niewskazanych, jeśli Twój ojciec jest ogólnoświatowym biznesmanem i działaczem giełdowym. Nikomu nie są wtedy potrzebne nadwyrężenia przy ukrywaniu wstydliwych tajemnic, a jedną z nich miałby być ten wieczór, te chwile, kiedy złączeni ustami nie zważali (już) na niebezpieczeństwa i ryzyko.
Znów, Blaise czuł się jakby osiągał swój mały sukces. Lubił, gdy ludzie byli przy nim swobodni, mówili prawdę, bez skrupułów wyrażali myśli, dali się ponosić i sprawiali, że i on ulegał robiąc coś szalonego. Oczy Isaaca, kiedy widział je ostatni raz, zanim zamknęły się, uchylając natomiast usta, już nie były pokryte szklistą błoną obaw. Płonęły miękką szarością, w której widział swoje odbicie. Robiąc znacznie większy krok niż Młodszy. Może nawet ryzykował skokiem nad przepaścią. Czy jednak uda mu się, miało się dopiero okazać.
Zachłannie spijając pocałunki z ajzakowych ust, nie przeciwstawiał się ewentualnej zmianie miejsc, robiąc głośny wydech prosto w rozchylone, dla niego, profesorskie wargi, czując przez materiał koszuli chłód ściany. Wraz z dźwiękiem trzasku szkła ramki zaciskając mocno rękę na jego pasie, wbijając weń paznokcie, mocno i wyczuwalnie, nawet z filtrującą doznania bawełną. Nie było to jednak nic zwierzęcego, nic gwałtownego, a zwyczajnie moc doznań, adekwatna zresztą do obrazka, jak powinny wyglądać pocałunki w takiej konfiguracji. Pocałunki zdrowe, równe, choć może nieco łapczywe. Z całą pewnością ciekawe, gdyby mieli obiektywnego obserwatora. Blondyn i brunet, nauczyciel i uczeń, artystyczny nieład i twórcza, delikatna harmonia, niezbyt krzykliwa.
To, że kiedyś ludzkość zgubi ich własny niedosyt, zapewne wywnioskuje, gdy już ta kuchnię opuści, z zamiarem oczywiście powrotu do pokoju, a nie zmiany lokacji, z Isaakiem na swoich ustach. Teraz jednak nabrawszy kilka niezbędnych oddechów, oderwawszy się od pocałunków na tych kilka chwil (ale też zerknięcia, czy potłuczone szkło jest niebezpieczne w wystarczająco małym stopniu), zaczął rozpinać guziki koszuli Salingera, przy trzecim unosząc wzrok, oddychając ciężko i całując go ponownie, tym razem odrobinę mniej intensywnie, a bardziej namiętnie, przeciągle. Że gorąc jego ciała utrzymywał się na tym samym, niezmiennym, nakręcającym do dalszych działań poziomie, a nie wzrastał, prowadząc do ścięcia się białek i innych niekoniecznie bezpiecznych reakcji blejsowego jestestwa na tak... wyjątkowe bodźce. Skończywszy walkę z guzikami nie zdarł koszuli z torsu Isaaca, jakby to zrobił jeszcze paręnaście sekund temu, przed zbawiennymi, ogarniającymi dawkami tlenu (bez nikotyny niestety, smuteczki). Zamiast tego przejechał palcami nieznośnie powoli po ciepłej skórze, czując jej miękkość i grudki gęsiej skórki, tworzącej się wzdłuż ścieżki, jakby wiedział wprzód jak będzie wodzić opuszkami w ciągu następnych sekund, pogłębiając pocałunki, bawiąc się z jego językiem własnym, na koniec tylko pozwalając sobie na ponownym zaciśnięciu jednej ręki na jego ramieniu i umiejscowieniu drugiej przy jego twarzy tak, że między palcami mógł ścisnąć jego ucho, pozwalając tętnu i oddechowi rozpędzać się do maratońskich notowań. Już dawno umysłem będąc poza małą kuchnią, a w jakimś zupełnie innym, obcym, ale dziwnie znanym mu świecie.

_________________
[Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link]
[Only admins are allowed to see this image]
Powrót do góry Go down
Isaac Salinger
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 32
Join date : 19/07/2012
Skąd : Londyn, UK

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Sob 20 Paź 2012 - 10:34

Isaac nigdy nie wyobrażał sobie takiej sytuacji. Tak nieznośnie nieodpowiedniej, niemoralnej, krzywdzącej, wręcz upodlającej. Nigdy nie mógł zrozumieć tego chorego popędu do swoich podopiecznych, nigdy nie czuł się tak zafascynowany swoim uczniem, nigdy nie dopuszczał myśli, że kiedykolwiek mu się to przydarzy. Nie chodziło o zwalczanie własnych słabości, raczej o szacunek dla swojego zawodu. Który i tak był mocno nadwyrężony.
Ciężko zliczyć, iluż to historii nasłuchał się Salinger w pokojach nauczycielskich, niezależnie od rodzaju placówki: prywatna, publiczna, dla osób z chorobą psychiczną czy też z nadprogramową mocą, wszędzie było tak samo. Jeden kieliszek wina za dużo i - chcąc nie chcąc - dowiadywał się o osobliwościach fizycznych swoich uczennic. Tylko i wyłącznie. Tamta mała, bystra z dużymi oczami, za rok Cambridge, wtedy będziemy mogli się spotykać oficjalnie. Żona mi się znudziła, nieźle czasem pofantazjować o tym, jak bierzesz tą przewodniczącą szkoły na swoim biurku, prawda? Mógłbym z tą czarnulką podyskutować zajadle o literaturze, jeśli wiesz co mam na m y ś l i.
A Isaac nigdy nie miał tego typu rzeczy na myśli, czując raczej, że jest mu po prostu niedobrze. Nie wdawał się w takie dyskusje ale i też ich nie ucinał - objaw eleganckiego tchórzostwa? - śmiejąc się na pokaz z niezbyt odpowiednich żartów i wciskając ręce głębiej w kieszenie marynarki; ewentualnie: szybko zmieniając grupkę nauczycielską, woląc podyskutować z starszą profesorką fizyki, która zawsze podsuwała mu najlepsze przepisy.
W St. Bernard nie było inaczej; owszem, może więcej uwagi poświęcało się tym całym supermocom, ale Isaac jako typowy mugol w czarodziejskim świecie, wcale nie narzekał, ciągle będąc pod wpływem fascynacji. Umiejętnościami swoich podopiecznych, oczywiście, innego rodzaju fascynacje wyklarowały się dopiero...rok temu?
Czy rok temu myślał, że kiedyś będzie całował Blaise'a w swojej kuchni? Czy mógł podejrzewać, że jego wszystkie nieco chore sny się skrystalizują w rzeczywistej postaci? Czy tak wyobrażał sobie smak blaise'owskich ust, dotyk jego dłoni? Czy marzenia zamieniające się w realność ujmowały uroku czy tylko wzmacniały doznania?
Nie był w stanie racjonalnie pomyśleć o tej przestrzeni czasowej, całkowicie zamknięty w klatce bodźców, z gorącym oddechem chłopaka na swojej skórze i szkłem pod stopami. Nie przeszkadzało mu ono zupełnie, chciał być tylko bliżej, intensywniej, bardziej...doświadczalnie, dopiero gdzieś na końcu umysłu mając względy estetyczne. Bo wyglądaliby zapewne...harmonijnie, właśnie. Jakby galopujące bicie serca wyznaczało sprinterski rytm i całe gamy chęci.
Ręce wcale mu nie drżały, gdy szybko i nawet sprawnie, rozpinał guziki jego kraciastej koszuli, która za chwilę przykryła rozbite szkło; właściwie powinien ją ładnie rozwiesić i nawet wyprasować, ale nie myślał racjonalnie, całując Blaise'a jeszcze mocniej. Wplótł jedną rękę w jego włosy, odginając delikatnie jego szyję do tyłu, by po sekundzie całować ją, powoli, bez pośpiechu, jakby specjalnie leniwie, by wszystko było odczuwalne trzy razy mocniej - jakby tego potrzebował. I tak czuł się wręcz przysypany całą lawiną odczuć, niemalże czuł jak włosy na jego karku stają dęba i jak ścieżki dreszczy rysują mu na przedramionach gęsią skórkę.
Lekko przygryzł jego szyję, oddychając nieco spazmatycznie - odrobinę, naprawdę - i wręcz wciskając Blaise'a w ścianę, tak, że czuł najmniejszy ruch jego ciała. Kilka warstw ciuchów, jakiejś bawełny czy innego materiału, przez którą czuł wyraźnie szaleńcze bicie blaise'owskiego serca. Albo swojego własnego, które postanowiło mu wyskoczyć z piersi przez gardło. Zacisnął więc usta mocniej na jego szyi, drugą dłonią przejeżdżając po jego nagim boku, ledwie czując pod palcami linię żeber.
Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Pon 22 Paź 2012 - 16:11

Serce Blaise'a przyspieszało obijając się o żebra, wygrywając jakieś niestworzone melodie niezrównoważonego psychicznie kompozytora będąc jakimś żywym ksylofonem, reagującym na każdy pocałunek, każdy spazmatycznie ofiarowywany oddech z własnych płuc. Ogrom doznań, zupełnie nowych, świeżych, wydających się być tymi pierwszymi prawdziwymi - bo dopiero teraz dostrzegał jak inaczej jest, kiedy alkohol tylko tańczy w żyłach, a nie blokuje niczego, nie tłumi, nie osłabia, a ewentualnie jest jedną składową częścią aparatu nakręcającego. Kiedy jest on tylko ewentualną iskrą, a nie głównym powodem, dla którego chce się z kimś, ujmijmy ładnie, zbliżyć.
Nigdy chyba nie słyszał o tym, by ktokolwiek z jego znajomych miał podobną przygodę, chociaż i do jego uszu dobiły plotki o rzekomym związku jakieś czwartoklasistki z którymś z nauczycieli. Nigdy jednak nie pokusił się o ocenianie takiego postępowania, bo nie miał ku temu wyraźnego powodu. Jakoś nie przypuszczał, że kiedykolwiek ona sam będzie w takiej, dość ekstatycznej sytuacji, kiedy gorące i chętne ciało profesora będzie wciskać go w ścianę, że mógł on czuć każdy jego najmniejszy ruch, skóra przy skórze, gdy jego koszula została z niego wprawnie (podejrzewam, że Blaise w tym momencie zupełnie w to nie wnikał) zdjęta i rzucona w jakiś nieistotny punkt w przestrzeni, zupełnie teraz przez Młodszego nieogarnianej. On był teraz w jakimś innym wymiarze, kiedy robił to samo z koszulą Isaaca, o ile to możliwe, przyciągając go do siebie jeszcze bliżej za szlufki spodni, gryząc jego dolną wargę.
Zastygł na kilka chwil, zupełnie otumaniony dziwnie niezwykłym doznaniem, jakim były zwykłe pocałunki na jego szyi, nieznośnie przeciągłe, że niemalże czuł jak płonie w miejscach, gdzie akurat usta Isaaca zostawiały swoje odbicie, wypuszczając z siebie głośno powietrze, jednocześnie pozwalając wydobyć się z jego gardła zachrypniętemu jękowi, kiedy zęby zamknęły między sobą kawałek jego skóry. Chłodne palce badające jego tors i boki, żar, który zalewał go od środka z każdym pocałunkiem, zimna ściana za plecami, gorący, dosłownie, Isaac przed nim, niemalże maksymalnie blisko, a to wszystko skumulowane zupełnie odebrało Blejsowi wszelkie ścinki racjonalnego myślenia, które tak po prawdzie zostawił chyba już gdzieś pomiędzy jednym grzanym winem, a kolejką shotów z tequili w barach, których gośćmi dziś byli.
Nie był jednak w stanie znieść zbyt wiele, będąc tym pieszczonym, pragnąc w naturalnej kolei rzeczy się... odwdzięczyć? To nie jest dobre słowo, jednak zanim taka myśl całkiem wyklarowała się w jego głowie, szarpnął nimi, że to teraz Isaac był całkiem przyparty do ściany, a Blaise naparł na niego w setnym/tysięcznym/milionowym pocałunku, tym razem o wiele bardziej gwałtownym, sykiem biorąc oddech powietrzem prosto z jego ust. Był tak blisko, że ich biodra niemalże stykały się i czuł go przy sobie, tak jak rozgrzany tors zmiażdżony jego własnym, aż ciężko było mu złapać w tym wszystkim dech. Szarpnął jednak za zamek jego spodni, nie myśląc czy go zepsuje czy nie, wolną ręką wciskając jego bark w ścianę jeszcze mocniej, zwracając w tym szale jeszcze uwagę na takie szczegóły jak to, że pod jego śródręczem pulsowała wręcz nieludzko szybko ajzakowa tętnica.

_________________
[Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link]
[Only admins are allowed to see this image]
Powrót do góry Go down
Isaac Salinger
Nauczyciel
avatar

Liczba postów : 32
Join date : 19/07/2012
Skąd : Londyn, UK

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Nie 28 Paź 2012 - 12:33

Bliskość była ważna, bliskość była priorytetem, bliskość była s z t u k ą. O której Isaac zapomniał i którą - w tej chwili, w powietrzu przesyconym zapachem Blaise'a i aromatem wanilinowym - sobie przypominał, nie mogąc wyjść z podziwu, jak bardzo było to intensywne. Nie chciał myśleć o Gertrude, nie chciał porównywać, nie chciał, żeby nawet przez sekundę przed jego oczami zmaterializowała się jego żona, ale były to pragnienia bezskuteczne, porównania nasuwały się same, wręcz gloryfikując tą krótką chwilę namiętności, wyrywającą z jego piersi ostatnie - jedno z pierwszych? - głośniejszych westchnień.
Nawet nie poczuł, kiedy uderzył plecami w ścianę, nie usłyszał chrzęszczącego szkła pod stopami; odbiór zmysłów nastawił się, jakoś samodzielnie, tylko na bodźce płynące od Blaise'a, nie od reszty świata. Jakby ktoś założył mu wyjątkowe klapki na oczy, których wcale nie chciał zdejmować, czując, jak zalewa go (nie)znajoma fala gorąca, malująca mu na bladych policzkach i szyi czerwone plamy.
Odgiął głowę do tyłu, jakby chciał zaczerpnąć chłodnego powietrza dla ukojenia skołatanych (bardzo) nerwów, jednak po chwili jęknął głośniej, czując jego usta na swoich; usta spragnione, chętne, namiętne, gorące. Już dawno nie czuł się tak chciany, tak pożądany: było to niemalże szokujące. I dość...zastanawiające. Co prawda nigdy nie oceniał siebie w kwestiach jakiejkolwiek fizyczności, było mu to bardzo obce, jednak nigdy nie uważał się za kogoś szalenie przystojnego, za kogoś, kto może wzbudzać tak intensywne uczucia. Strój służbisty, okulary w grubych oprawkach, nieco za długa sylwetka, blada, wręcz prześwitująca skóra, coraz wyraźniejsze zmarszczki - czym tu się zachwycać, co tu można chcieć, co może fascynować? Obiektywnie: nic, Isaac był tego świadomy, jednak w żaden sposób nie sprawiało mu to jakiejkolwiek przykrości czy ujmy. Lata świetności miał za sobą, obserwował młodych i pięknych ludzi i...to mu wystarczało.
Nie spodziewał się jednak, że spotka się z tak mocną...reakcją Blaise'a. Posługując się literackim językiem: zaparło mu dech w piersiach, dosłownie, jakby z każdym bardziej namiętnym pocałunkiem i odważniejszą pieszczotą chłopak całkowicie wyłączał mu jakiekolwiek zahamowania i ostatki świadomości.
Wziął głęboki i nieco histeryczny wdech, gdy poczuł jak silnie Collier wbija jego bark w ścianę, lecz nie mógł pozwolić sobie na zaczerpnięcie kolejnej dawki tlenu, bo usłyszał - wyjątkowo głośny, czyżby miał już przeczulony słuch? - dźwięk odpinanego zamka. Automatycznie wbił paznokcie w blejsowe ramię, przyciągając go bliżej siebie, jeszcze bliżej, i nie mogąc powstrzymać odruchowych ruchów bioder, zupełnie ignorując nie tylko wszystkie konwenanse ale i moralności; o zalewającej go fale ciepła nie wspominając.
Ciągle jednak pozostała świadomość, że to ostatnia chwila. I ostatnia szansa, żeby się wycofać, żeby powiedzieć stop, żeby wszystko...powróciło do normalności? Było to jednak złudne i hedonistyczna część jego artystycznej duszy, pragnąca harmonii między tym, czego pożądał a tym, co było odpowiednie, pchała go na ślepo do przodu, do mocniejszych pocałunków i delikatnego przygryzienia jego dolnej wargi.
Może gdyby serce nie biło mu tak głośno, popłynąłby razem z prądem, totalnie się zatracając, jednak rytm, który wybijały jego własne organy, pohamował go w ostatnim momencie: nagłe, bolesne, zimne oświecenie, zapoczątkowane kolejnym wdechem, tym razem o mocnych znamionach jęku.
- Blaise, proszę - wydyszał w jego usta, wieloznacznie; mógł błagać o więcej i wszystko kazało mu błagać własnie o takie szczęśliwe zakończenie, jednak ciągle gdzieś z tyłu głowy uderzało go coraz wyraźniejsza powinność. Która nagle pokierowała jego dłonie na nadgarstki chłopaka, tak, że powrócili, jakże płynnie!, do pozycji wyjściowej. Z rękami Blaise'a skrzyżowanymi nad jego głową na zdjęciu Gertrude z szkoły średniej.
- Nie możemy tego robić - wyskrzypiał wręcz - potworne zaschnięcie gardła w chwilach zbytniego rozpasania emocjonalnego było takie ajzakowskie - czując, że autentycznie pali go każdy centymetr kwadratowy skóry. I że nie może oderwać wzroku od wyjątkowo rozszerzonych źrenic Blaise'a, jakby tylko czekał na ewentualną hipnozę. Albo odepchnięcie, by tak cholernie go do niego nie ciągnęło.
Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: kuchnia.   Pią 2 Lis 2012 - 14:36

Blaise wiedział, że on już decyzję podjął. Prawdopodobnie stało się to niespodziewanie i naturalnie, gdzieś pomiędzy oglądaniem albumu Sisleya a następnym łykiem whisky. Doskonale był świadomy, w całym tym emocjonalnym szale, że jest pewny i gotowy na to, co jak przypuszczał, miało już za chwilę nastąpić. Urwać na chwilę pocałunek, na rzecz przyjemności wyższej, na rzecz spełnienia tak innego od tego, które zwykł przeżywać podczas tej maksymalnej bliskości. Isaac mógł nawet już to czuć, nie tylko przez intensywniejsze pocałunki.
Tłukące się w klatce żeber serce było doskonale słyszalne, kiedy miejsca znów się zmieniły, bo Blaise aż wstrzymał oddech, kiedy stał tak półnagi, z rękami skrzyżowanymi nad głową, trzymanymi przez te ajzakowe. Początkowo zupełnie nie wiedział co się stało, jakby został obudzony z głębokiego snu nagle i bez najmniejszego pardonu. Wreszcie jednak nawet mocno przytępiony doznaniami umysł Blejsa zrozumiał, że nie tylko on był tu od podejmowania decyzji. Mógł się tylko domyślać, że tafla szkła ramki zdjęcia, do której przyparte były jego nadgarstki, chroniła zapewne zdjęcie ślubne Salingerów, wakacje w Szkocji, studniówka, urodziny stryja, cokolwiek. Uderzył go własny egoizm, choć nie na tyle, by całkiem się uspokoić.
Wyswobodził ręce, że opadły wzdłuż jego ciała i dopiero teraz odważył się wziąć pierwszy oddech, bardziej świadomy i spokojniejszy. Błąd, bo poczuł teraz arię smaków w swoich ustach, ujrzał slajdy obrazków przypominających mu wszystko to, co zdarzyło się w ciągu ostatnich kilku minut. I znów w jego życiu nie chodziło o fizjonomię, a o te szeregi reakcji chemicznych wewnątrz. Był... zły? nie, to złe słowo; zawiedziony? może. Nie takiego zakończenia wieczoru pragnął, jednak to był jeden z tych licznych momentów, kiedy zwyczajnie nie umiał używać swojej mocy, by zaspokajać swoje potrzeby. Czuł się tak rozdarty między tym, co chciał zrobić, a tym co powinien, szanując wolę Isaaca, że sprawiało mu to wręcz ból. Że pewnie trwali w tej elektryzującej ciszy stanowczo zbyt długo, jednak w mniemaniu Blaise'a i tak zbyt krótko, by dokładnie rozważyć wszelkie opcje Aż nazbyt jasne było jak wiele teraz od niego zależy.
- Dlaczego mówisz to teraz, a nie kiedy Cię zapytałem? - czuł się paskudnie, jednak odsunął od siebie myśl, by profesora zahipnotyzować i dla jego dobra kazać mu zapomnieć o wydarzeniu z kuchni. Nie zamierzał być z takim bagażem sam. Z drugiej jednak strony nakłanianie go do czegokolwiek nie dawało mu żadnej radości. Dlatego właśnie w 90 procentach przypadków nienawidził swojej mocy. Zbyt nie pasowała do jego charakteru.
Odchrząknął, czując jak głos grzęźnie mu w gardle. - Wiesz, że zatrzymanie się tutaj i tak zmienia wszystko? - powiedział cicho, patrząc na niego wciąż śmiało, acz z pewną dozą onieśmielenia i dziwnej świadomości, że gdy już się ubiorą i Blaise opuści progi mieszkania, nigdy do tego momentu nie wrócą. Nie, bez zmieniania czyjejkolwiek woli. Zwinął dłoń w pięść i delikatnie przyłożył do miejsca pod mostkiem Isaaca, czując jak pędzi pod skórą pulsujący warkocz najważniejszych naczyń krwionośnych, zbyt rozdarty i zbyt dotknięty w dumę rozżarzonym prętem odrzucenia. Zagryzł więc wargę ze świadomością, że mimo zażenowania powinien wycofać się całkiem, zaczął się zatem rozglądać za swoją koszulą. Zrezygnował jednak, bo wcale nie chciało mu się zbierać jej z drugiego końca kuchni, gdzie wylądowała, mając bliżej krzesło ze swoją kurtką. Dlatego obdarzył tylko Salingera autentycznie zbolałym spojrzeniem, ubrał ją i bez słowa wyszedł, zgarniając tylko ten album. Chociaż taka korzyść z tego wszystkiego.

zt

_________________
[Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link] | [Only admins are allowed to see this link]
[Only admins are allowed to see this image]
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: kuchnia.   

Powrót do góry Go down
 
kuchnia.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia
» Kuchnia
» Kuchnia z jadalnią na parterze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: prof. Gertrude & Isaac Salinger-
Skocz do: