IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zaułek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Zaułek   Czw 19 Sty 2012 - 22:00

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: Zaułek   Sob 25 Sie 2012 - 18:32

Nie minęło wiele czasu od chwili, w której Prudence odczytała wiadomość Chloe. Kwadrans może, dwa, ewentualnie trzy godziny. I naprawdę nie pamiętała, jak znalazła się tutaj, kiedy osunęła się bez sił po obdrapanej, potraktowanej wielowarstwowym graffiti ścianie czegoś w rodzaju kamienicy, której wszystkie okna - z racji niepokojąco gwałtownej fali upałów - były otwarte na oścież. Kakofonia dźwięków telewizorów, uruchomionego radia, kłótnia kobiety i mężczyzny, płaczące dziecko i mikser. Mieszanka wybuchowa, porównywalna z zestawem emocji, których doświadczyła, stercząc w pół kroku gdzieś-w-centrum-Londynu i wpatrując się ze średnio inteligentnym wyrazem twarzy w wyświetlacz telefonu. Oczywiste zaprzeczenie, mnóstwo pytań, chęć prośby o powtórzenie, niechęć i obawa przed usłyszeniem tego z ust Chloe, tym bardziej kogokolwiek innego. Zaskoczenie i nagły impuls, który przypomniał jej o wiadomości od niego, którą automatycznie odczytała ponownie. Przecież pisał do niej. O co chodzi. Chloe nie ma racji. Negacjanegacjanegacja, lekka panika i powoli rozchodzące się wzdłuż kręgosłupa, a następnie wszystkich członków uczucie paraliżowania. To wszystko działo się w jej głowie. Przez kilka sekund najzwyczajniej stała w bezruchu, potrącana przez mijających ją przechodniów, nie doświadczając przyspieszonego oddechu, bólu skręcającego trzewia, chęci rozryczenia się na głos przed tłumem przypadkowych osób. Nie wierzyła. A w chwili, w której to sobie uświadomiła, postawiła krok pierwszy i kilkanaście kolejnych, wpatrując się na zmianę w dwie wiadomości - Chloe i Corneliusa - i zmierzając... gdzieś, gdziekolwiek, bez konkretniejszego celu. I bezmyślnie.
Umknęła jej chwila, w której zapuściła się aż wgłąb dzielnicy, której zazwyczaj unikała. Zwłaszcza o tak późnej porze. Musiała być późna. W końcu było ciemno. A tam, gdzie ciemność i perspektywa postawienia swoich kroków gdzieś wśród alejek, przecinających Soho wzdłuż i wszerz, zawsze jej ktoś towarzyszył. Ostatni raz prawdopodobnie Aiden, przejęty perspektywą przedstawienia Pru jego ulubionego lokalu w caaaalutkim Londynie. Tym razem jednak minęła The Dubliner, nawet nie rejestrując tego, i uświadamiając sobie gdzie jest praktycznie dopiero teraz - kiedy odjęła dłonie od twarzy i powiodła spojrzeniem wokół siebie. Z perspektywy kucającej, pogiętej kreaturki przy ścianie kamienicy zaułek podobny sprawiał wrażenie jeszcze bardziej upiornego, niż był zazwyczaj. Nikt nie kręcił się obok niej, ale maksymalnie dziesięć metrów dalej wesoła grupka nastolatków umilała sobie sobotni wieczór własnym towarzystwem, paskudnie skręconym blantem i butelką wina. Taniego - zdecydowanie.
Wright odkleiła od nich taksujące spojrzenie, za bardzo kojarzyli mu się z wizerunkiem Kornela. Właśnie, Kornel. Przecież Prudence nie może tak siedzieć bezczynnie. Nie może też u w i e r z y ć. Ani zadzwonić do Chloe. Za bardzo chyba obawiała się co i - przede wszystkim jak jej powie. I czy nie zostanie uświadomiona prędzej niż myśli, słysząc jedynie spazmatyczny szloch.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Mathilde Leistner
Dorosły
avatar

Age : 22
Liczba postów : 187
Join date : 15/07/2012

PisanieTemat: Re: Zaułek   Sob 25 Sie 2012 - 18:53

Mathilde była zbyt wściekła i zbyt spragniona cywilizacji, by dać się zamknąć na dwa tygodnie w swoim superduper luksusowym domu w Buckinghamshire. Może i był ogromny, wygodny, wspaniały, ale znajdywał się na zupełnym odludziu, daleko od swobody, imprez, Starbucksów, znajomych, Londynu. A Aussie była wybitnie londyńskim dzieckiem, uwielbiała nocne światła Soho, ekscentryczną atmosferę Covent Garden, nawet mainstreamowo turystyczny Westminster był przez nią ukochany, całe miasto było jej. Po dwóch dniach spędzonych w Aylesbury wróciła do Londynu, szastając platynową kartą kredytową. Zakupy na Oxford Street, w Harrodsie, wieczorami wejścia do klubów 21+ na podrobione ID, zresztą - ona jest córką tego Bradleya Leistnera, nazwisko samo w sobie krzyczało, że może wszystko.
Tego wieczoru była w jakimś klubie, nie zwróciła uwagę na nazwę - a może powinna, wpuścili ją bez sprawadzania tożsamości i wieku - ale poznany właśnie chłopak wyciągnął ją na papierosa, kawałek w głąb zaułka. Nie protestowała, roześmiana, swobodna, wyluzowana. Pozwalała, by trzymał dłoń na jej pośladkach, dzielił się z nią papierosem, nawet sama w pewnym momencie popchnęła go na ścianę, przyciągają jego usta do swoich. I kiedy odchyliła głowę, pozwalając, by całował jej szyję, zauważyła znajomą chyba postać, skuloną przy ścianie. Odepchnęła chłopaka, robiąc parę kroków ku dziewczynie i zatrzymała się zdziwiona, z drugiej strony z dziwną przyjemnością oglądając porażkę i upadek Prudence Wright.
Miód na jej serce.
- Aż do tego stopnia byłaś zależna od Colliera, żeby załamywać się w takich miejscach, Wright? Myślałam, że jednak masz więcej klasy - westchnęła, stając nad nią z założonymi na piersiach rękami.
Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: Zaułek   Sob 25 Sie 2012 - 19:37

Prudence wciąż opornie wiodła spojrzeniem wokół siebie. Tj. widziała wszystko. Całkiem wyraźnie i raczej tak, jak powinno w rzeczywistości wyglądać, ale obrazy bolały ją w oczy. Odrzucały ją krzykliwe plakaty naprzeciwko, wobec tego starała się skupić wzrok na zdezelowanym, podziurawionym asfalcie, po którym walały się puste plastikowe kubki, zmięte chusteczki, pewnie pierdyliard strzykawek i.... n i e. Przymknęła oczy.
Otworzyła je ponownie prawdopodobnie tylko dlatego, że zaniepokoiła ją ciemność nieco głębsza. Tak jakby ktoś zasłonił padające na nią ostre światło jasnej latarni. Co mogła zlekceważyć, gdyby trwało to ułamek sekundy, sugerujący zwyczajne mijanie, jednak uciążliwa obecność i silna woń papierosów zmieszanych z kobiecymi perfumami zaniepokoiła Pru odrobinę. W końcu to Soho. Niemądrze jest w takich warunkach pozwalać sobie na zamknięte oczy. Nie dziwota, że - sugerując się niechlubną opinią sławetnej dzielnicy - miała w głowie raczej wyobrażenie wyuzdanej prostytutki, całej w potarganych pończochach i rozmazanej karmazynowej szmince, z przepisową trwałą tudzież dziką blond peruką na głowie, sterczącą nad nią z tlącym się papierosem i spojrzeniem pełnym politowania. Prostytutki nie szukały klienteli wśród innych kobiet, prawda?
Eobec tak odważnego wyobrażenia, faktyczny obraz przed oczyma zaskoczył Prudence raczej pozytywnie. Przecież nigdy nic nie miała do najmłodszej Leistnerówny, a już na pewno nie poświęcała jej uwagi porównywalnej do Franceski - która wręcz się o nią domagała. Mathilde była młodsza, była nieco bardziej... niezawisła, traktowana przez Prudence raczej jako mały, nieopierzony krzykacz, konkretnie zadurzony przy okazji w jej facecie. O ile zdarzyło się jej niejednokrotnie być zazdrosną o poszczególne wybryki Aidena - hmm, Chloe? Wendy? o faciach raczej nie wiedziała. albo WOLAŁA nie wiedzieć - tych jedynie potencjalnych rywaliek się nie obawiała. Nigdy. W przeciwnym razie raczej zmuszona byłaby do wypatroszenia 70% społeczności st.bernardowskiej. Kilkoro reprezentantów grona nauczycielskiego włączając.
Tertaz też - patrzyła na Mathilde bez cienia urazy, bez kpiącego uśmieszku, bez pobłażania. Patrzyła prędzej jak na obiektu ufo, którego nie rozumiała i który przemawiał do niej z innej galaktyki.
- Taak, zależna. Mhm, byłam - wymamrotała nieco zachrypniętym, obcym głosem, nie zdobywając się na wysiłek, który pozwoliłby jej wstać na nogi. Leistner była górą i prawdopodobnie chciała uświadomić to Wright, mówiąc z pogardą i prześmiewczą nutą. Na którą nie zdobyła się Pru. - A w tej chwili akurat nie wiesz o czym mówisz, Mathilde. W ogóle - westchnęła, zbierając włosy w garść na czzubku głowy, którą oparła gwałtownie o ścianę za nią. Pewnie przy okazji roztrzaskując sobie czaszkę - za dużo mówisz. Wracaj do kolegów - wskazała podbródkiem grupę spizganych już i powolutku w stan najebania się wprowadzających osób, pewna, że to od nich odłączyła się Mathilde. Która mogłaby już zostawić ją w spokoju. Dużo lepiej jej się niemyślało w samotności.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Mathilde Leistner
Dorosły
avatar

Age : 22
Liczba postów : 187
Join date : 15/07/2012

PisanieTemat: Re: Zaułek   Sob 25 Sie 2012 - 20:13

Lubiła Soho, a Soho lubiło ją. To nie było miejsce, gdzie ktoś pytał się ciebie o poglądy, gdzie wszystko jest takie same, liczą się zera na koncie czy miejsce w drabince społecznej. Nikogo nie obchodziło to, czy Mathilde ma wyjebane na rodzeństwo, czy przejmuje się nimi. Nikogo nie obchodziło to, czy uważała połowę populacji za ograniczoną umysłowo i nie warto marnować na nich cenny czas. Nikogo nie obchodziło nic, tylko dobra zabawa. Definiowana przez samego siebie. Alkohol? Wszędzie. Narkotyki? O, tam jest diler, wystarczy podejść, zasugerować. Przygodny seks? Parę minut w klubie i już masz setki chętnych. Aussie jednak nie była desperatką, ściśle sobie wytyczyła hipsterskie granice odmawiania wszystkiego, na co ochoty nie miała, czasem zamiast drinka prosząc o zwykły soczek. I odrzucania, kiedy znalazła coś znacznie bardziej uwagę przyciągającego niż były już obecny partner.
Aussie obciągnęła lekko niebieską sukienkę, oczekując na przebudzenie się Pru. Wright była dla niej zbyt idealną Sokolicą, zbyt rozemocjonowaną i mimozowatą, przyklejoną do faceta, najpierw Jace'a, a potem Aidena. Miała wrażenie, że Prudence nie jest w stanie sobie sama poradzić, nie mając gdzieś obok męskiego ramienia do ratunku, niezależnie od sytuacji, miejsca i czasu. W gruncie rzeczy nie odczuwała do Wright nic oprócz pogardy i czasem nieco - żeby być szczerą - dziecinnej chęci pokazania jej słabości.
Teraz jednak mimowolnie podążyła wzrokiem za ruchem Pru. Przez chwilę wpatrywała się w młodszych od niej kretynów, próbujących pozować na dorosłych i doświadczonych, kiedy nie wiedzieli nawet jak właściwie skręca się blanta. Roześmiała się i spojrzała na dziewczynę z wyraźnym rozbawieniem.
- Nie, młodsi mnie nie kręcą, wolę starszych i nieco dojrzalszych - przewróciła oczami. - A dzisiaj jestem sama, Aiden nie chciał dać się wyciągnąć - westchnęła, niby bezmyślnie, spoglądając raz jeszcze na grupkę małolatów. Przez chwilę chciała nawet do nich podejść i zjechać od góry do dołu za wybranie najgorszego rodzaju maryśki, zmieszanego z nie wiadomo czym, dość nieświadomie nie chciała pozwalać na niszczenie zdrowia w żaden sposób, nawet jeśli chodziło o obcych ludzi. - Jeśli chcesz, mogę zaprowadzić cię na główną ulicę i nawet złapać ci taksówkę - zaoferowała nagle z dość przyjaznym jak na nią uśmieszkiem, jednak podły stan Pru zauważając. I rozważając w myślach, czy naprawdę tak źle na nią zerwanie podziałało, czy może coś się faktycznie stało.
Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: Zaułek   Sob 25 Sie 2012 - 20:48

Naprawdę niełatwo było doprowadzić się do porządku przy Leistner. Pru podejrzewała nawet że to dziedziczne jest i w krwi leistnerowskiej wraz z chromosomami płynie, omijając igreki szerokim łukiem - bo Kai to może normalny nie był, ale rozpraszał w inny, raczej abstrakcyjny sposób, niż Mathilde, która zdecydowanie za punkt honoru przyjęła sobie wygonić Wright z Soho, operując werbalnymi środkami przekazu. Bo wyglądała nawet miło, kiedy nie unosiła wysoko brwi, układając je w wyjątkowo drwiący łuk, kiedy nie cmokała ze zniecierpliwieniem, oglądając swoje, połyskujące galaktycznym gwiazdozbiorem hipstaznokcie. Mimo, że w kąciku jej umalowanych ust krył się wredny, zadowolenia dowodzący uśmieszek, wyglądała raczej jak przeciętny obserwator - nie hejter. I nawet mówiąc skupiała się już bardziej na autopropsach niż dissach. Co oznaczało, że Prudence nie musi podejmować się żadnej formy samoobrony, a jedynie niemrawo przytakiwać. Pewnie to usatysfakcjonuje żądną chwały Mathilde. Oby. Powinno jej już tu nie być.
A jeśli już skazana Wright była na jej obecność, to niemą przyjęłaby dużo cieplej.
- Nadal nie potrafisz mówić o nikim innym, tylko o nim? Nawet ja z tym skończyłam - zerknęła na dziewczynę, przy okazji zastanawiając się gdzie leży granica niedowierzania. I czy nie powinna serio skontaktować się z Chloe, w drodze wyjątku obdzwonić wszystkie londyńskie szpitale. Chociaż podejrzewała, że jeśli... jeśli to prawda z tym strzałem i wszystkim to właśnie tutaj otrzymałaby najbardziej wiarygodną odpowiedź. Bo Soho. Kornel w Soho? Złoty strzał?!
Prudence zaczerpnęła głośno powietrza, ściskając głowę między ramionami. Dzięki całokształtowi swojej prezencji w tej chwili pewnie sama przedstawiała osobę dość konkretnie powiązaną z wszelkimi dostępnymi używkami.
- Mathilde - syknęła, pakując w nią emanujące przerażeniem spojrzenie. - Czy złoty strzał jest zawsze tym samym? Czy nie może oznaczać czegokolwiek innego...? - zerwała się na nogi, ignorując zsuwające się z ramion cienkie ramiączka bluzki. Najmniej istotnymi były teraz doczepki Leistner, aparycja Pru, potencjalni świadkowie zajścia - nagle najważniejsza stała się odpowiedź Mathilde. Były nieomal równego wzrostu. Tylko te popieprzone obcasy. (Pru podejrzewała, że jedynie ona sama w całym St.Bernard nie potrafi ich przywdziać na czas dłuższy niż piętnaście minut. Stojąc.) Póki co mogła jednak bez zbędnego wykręcania szyi wpatrywać się z napięciem w twarz Lisicy, sprawiając wrażenie dość poschizowanej pierdolniętej gwałcicielki i gubiąc po drodze kulturalną propozycję dziewczyny.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Mathilde Leistner
Dorosły
avatar

Age : 22
Liczba postów : 187
Join date : 15/07/2012

PisanieTemat: Re: Zaułek   Nie 26 Sie 2012 - 19:21

Leistnerowie familią dziwną są z zasady, ogarnięcie ich - i siebie w ich towarzystwie przy okazji też - sztuką jest nie lada. Sami indywidualiści, nawet nieco surrealistyczni, wyrwani zupełnie z jakiejkolwiek wspólnoty, niepodobni, ekscentryczni, nawet dziwaczni. I tak podziwiała Clementsów, że z jej siostrami wytrzymują i chcą z nimi być. Niemniej jednak, triumf nad Prudence miał być szybki i słodki, nie zamierzała stać nad nią cały wieczór i się rozwodzić nad bzdurami. Takie było założenie, szybko posłać Sokoliczkę do łóżeczka, pomachać na pożegnanie i wrócić do zabawy.
Trochę tylko jej nie wychodziło.
Zignorowała w sumie pierwsze zdanie wypowiedziane przez Wright, za nieistotne i niewarte uwagi, a przede wszystkim odpowiedzi je uznając, skupiając się raczej na dziwacznym, nienormalnym i wybitnie psychicznym zachowaniu Prudence.
- Czy ty naprawdę pytasz się mnie, co to jest złoty strzał? - pokręciła głową z niedowierzaniem, mrugając parę razy gwałtownie. Wright wyglądała na porządnie zeschizowaną, jakby faktycznie coś jej się stało, nie do końca ogarniała tylko jeszcze co. Przez chwilę przemknęło jej przez myśl, że może Pru coś wzięła, ktoś powiedział jej, ze to złoty strzał i Sokolica się obawiała, że zaraz zejdzie na środku ponurego zaułka w Soho z przedawkowana heroiny. Ale to oznaczałoby, że Prudence przekracza wszelkie normy naiwności, głupoty i braku jakiegokolwiek obeznania w świecie. - Złoty strzał to zawsze złoty strzał, kończy się na cmentarzu, tyle - przewróciła oczami, tłumacząc jej spokojnie jak dziecku. Patrzyła na nią nieco z góry (bogom bądźmy wdzięczni za obcasy, chociaż Mattie i tak należała raczej do osób wysokich), rozmyślając nad dramatycznym stanem Wright. I w sumie, ponieważ ostatnio miała dobry humor - thanks to London! - postanowiła nad Pru się zlitować.
- Ale skoro zaczynasz gadać o złotym strzale, Wright, to znaczy, że jest z tobą źle, a mi cię w sumie szkoda. Pokażę ci, jak w tym mieście zapomina się o problemach, nie uciekając się do narkotyków - stwierdziła bezceremonialnie, wsuwając dłoń pod chude ramię Pru i pociągnęła ją w kierunku wyjścia z zaułka.

/tu w sumie zt, napisz w jakimś klubie, co? <3
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zaułek   

Powrót do góry Go down
 
Zaułek
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Zaułek przy barze "Kin"
» Ciemny zaułek za klubem "Inferno"
» Zaułek
» Zaułek na obrzeżach

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Soho :: Ciemna strona mocy-
Skocz do: