IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Taras

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
London Lewis
E150
Uczeń

avatar

Liczba postów : 150
Join date : 08/08/2012
Skąd : N.Y.

PisanieTemat: Taras   Czw 30 Sie 2012 - 13:03

Powrót do góry Go down
London Lewis
E150
Uczeń

avatar

Liczba postów : 150
Join date : 08/08/2012
Skąd : N.Y.

PisanieTemat: Re: Taras   Czw 30 Sie 2012 - 13:31

Piękna pogoda sprawiła, że London postanowił przygotować dla Peony późne śniadanie na tarasie. Przez całe wakacje jadał śniadania właśnie w tym miejscu. Taras był zadaszony co chroniło przed słońcem, dlatego był idealnym miejscem na spożywanie posiłków. Nawet deszcz nie utrudniał siedzenia tutaj. Chłopak cieszył się niesamowicie z tego, że wreszcie może spędzić trochę czasu z ukochaną, w ładnym otoczeniu i tak żeby nikt im nie przeszkadzał.
Z tej całej radości postanowił pobawić się trochę w kuchni. Dlatego też na stole czekały już na dziewczynę gofry z bitą śmietaną, truskawkami, bananami, orzechami i polewą czekoladową. Do tego świeżo wyciskany sok pomarańczowy. Stół wyglądał przepięknie, London nigdy nie podejrzewałby się o takie zdolności. Chociaż zrobienie gofrów niby nie jest taką trudną sprawą, no bo co trudnego może być we wlaniu ciasta do gofrownicy i czekaniu aż się upieką. Ale mimo to, chłopak był z siebie dumny.
Szarmancko odsunął dziewczynie krzesło uśmiechając się przy tym pod nosem. Pocałował ją przy okazji w szyję, mrucząc przy tym z zadowoleniem. Nie podobała mu się cała ta sytuacja z Chamberline’em. I tym razem nie chodziło już o jakąś rywalizacje między nimi, a o stan w jakim przez niego była Peony. Wcale nie podobało mu się to, że tak ją potraktował i, że dziewczyna była przez niego przygnębiona. I starał się jej poprawić nastrój jak tylko mógł.
W sumie chciał ją zabrać w jakieś fajne miejsce, między innymi dlatego żeby trzymać ją z dala od Jace’a i myśli o nim, oraz dlatego, że wakacje w Bawarii odbiegały od standardu. Ale w sumie zaproszenie jej po prostu do siebie było równie dobra opcją, zwłaszcza, że mieli cały dom dla siebie. Bo Brooklyn podziewał się nie wiadomo gdzie i bardzo wątpliwe, żeby w końcu zawitał do domu, a rodzice wybrali się na wakacje. A poza tym to miejsce było całkiem przyjemne. Lewis lubił swój dom. Stał na uboczu, było cicho i spokojnie, ale z drugiej strony, wystarczyło wsiąść na chwilę w samochód i już znajdował się w centrum NY, przez co nigdy się tu nie nudził.
Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: Taras   Czw 30 Sie 2012 - 23:49

Wyjazd do Stanów miał być tymi prawdziwymi wakacjami, sama z Londonem, żeby móc się sobą znów nacieszyć, po tej przerwie, po nieszczęsnych dwóch tygodniach w Krainie Kompostu i Jodłowania. I po części im się świetnie udawało, London naprawdę bardzo się starał, a jej na tych kilka chwil w ciągu dnia, w tym orgazm, udawało jej się zapominać. Że jakieś milion mil stąd, w Londynie jest taki jeden skurwiel Jace, który postanowił bawić się w psikusy i wpędzał tym osoby-niegdyś-sobie-bliższe, jedną konkretnie, do grobu ze zmartwienia.
Wtedy w parku, tuż przed wyjazdem, naprawdę myślała, że to nie był on. Miał przecież poziom, nie chciałby się afiszować, nawet jeśli w jego życiu pojawiłaby się ta jedyna dziewczyna, z którą chciał jeść kolacje i proponować za każdym razem śniadania. Z którą pójdzie na wieś party i której oświadczy się w żartach, oferując plastikowy pierścionek z automatu (który notabene byłby zapewne dobry na szczupłe, peonkowe palce).
Jednak teraz po naprawdę porządnym przygnębieniu była zwyczajnie zła, zła, że nie odzywał się, gdy wydzwaniała, wypisywała i nagrywała się na sekretarkę, martwiąc się, czy przypadkiem nie poniósł go melanż i nie trzeba po niego jechać na drugi koniec Wielkiej Brytanii, czy w ogóle żyje. A gdy wreszcie się odezwał, owszem, kilka sekund ulgi odczuła, szybciutko jednak zastąpił je aż bezdechem, bo zwyczajnie zaskoczył ją swoim skurwielstwem, ukazanym bez żadnego pardonu.
Wyłączyła zatem telefon, żaląc się Londonowi, który stawał na rzęsach, żeby tylko jej nastrój poprawić, bo rozmowa z Dżejsem, a raczej jej dołujący, smsowy odpowiednik, mocno jej popsuł nastrój. Chociaż w całym narzekaniu pominęła element, że była trochę zazdrosna, że tak szybko po zerwaniu ich przyjaźni znalazł sobie zamiennik. Brzydszy, bo jakaś postrzelona blond-miotła z odrostami, z brzydką cerą i niechlujnym lookiem, ale wciąż ją to uwierało.
Skutecznie jednak Lewisowi się udało wygrać ze smutkiem, bo gdy tylko wyprowadził ją na zalany słońcem taras (siedzenie w ubraniu dość skromnym było wręcz udogodnieniem) uśmiechnęła się szeroko, jeszcze trochę zaspanym wzrokiem patrząc na przygotowane idealne śniadanie, ochoczo zaczynając jeść, gdy tylko usiadła.
- Mniam, kochanie, to jest pyszne! - powiedziała, gdy zjadła pierwszy kęs, oblizując usta z bitej śmietany i czekoladowego sosu. Wstała ze swojego krzesła i usiadła naprzeciwko Londona, na stole i nachyliła gofra w jego stronę, żeby go nakarmić, po czym wzięła trochę śmietany na palec i zlizała ją. Gdzieś pomiędzy tymi czynnościami zupełnie zapominając o Dżejsie, Domi i innych kochankach, które pewnie co noc przewijały się przez Highsbury.
Powrót do góry Go down
London Lewis
E150
Uczeń

avatar

Liczba postów : 150
Join date : 08/08/2012
Skąd : N.Y.

PisanieTemat: Re: Taras   Pią 31 Sie 2012 - 10:02

London choć wcześniej ta strasznie zazdrosny, nagle okazał się być cudownym powiernikiem jeśli chodzi o sprawę z Jace’em. Słuchał, pocieszał i ogólnie dbał o Peony, poważnie zmartwiony jej gorszym samopoczuciem. Na szczęście potrafił poprawić jej nastrój, niekoniecznie gadaniem bez przerwy o Chamberline’ie. I wciąż powtarzał jej, że jest najwspanialsza kobietą na świecie, więc nie powinna się w ogóle przejmować takim kretynem, który do pięt jej nie dorasta. Jego skromnym zdaniem powinna go po prostu olać i zapomnieć o nim na amen, skoro zachował się właśnie tak, jak się zachował. I nie była to tym razem kwestia jego zazdrości, a zwyczajnej troski o dziewczynę. Jak widział ja przygnębiona przez niego, miał ochotę przejechać go walcem drogowym.
- Wiem. – Odparł nieskromnie, uśmiechając się przy tym słodko. Lewis nie lubił sztucznej skromności. A teraz wiedział, że zrobił przepyszne śniadanie, a zadowolenie Peony podnosiło go na duchu, jak zawsze zresztą. Chyba należał do tych facetów, którym wielką satysfakcję sprawiało zadowalanie ukochanej.
Obserwował dziewczynę, kiedy siada na stole, po czym odgryzł spory kawałek gofra, którym go karmiła, co było takie rozczulające. A potem, widząc jak oblizuje palce, nie mógł powtrzymać się od skojarzeń. Bardzo miłych skojarzeń. I pocałował Peony w kolano, głaszcząc ją przy tym po udzie. To było naprawdę miłe śniadanie w najlepszym towarzystwie. Uwielbiał budzić się koło Peony, zawsze był wtedy taki wyspany i zadowolony z życia. Poza tym spali w jego łóżku, które było duże i niesamowicie wygodne. Nie da się ukryć, że London był przyzwyczajony do pewnych drobnych luksusów, jak m. in. idealne łóżko i sauna w łazience i ciężko mu było się bez nich obejść i właśnie to znosił najgorzej w Bawarii. To i jedzenie. Bo jedzenie tam było koszmarem. Dlatego teraz odbijał sobie to wszystko. Zwiedzili już z Peony kilka najlepszych restauracji w NY i chłopak był przeszczęśliwy, że wreszcie je coś co smakuje normalnie, czyli dobrze, a nie jakieś dziwne, obrzydliwe rzeczy. Dlatego też teraz rozkoszował się tym pysznym śniadaniem. Bo dwa tygodnie w takiej dziczy mogą sprawić, że nagle docenia się normalne rzeczy, na które normalnie nie zwraca się aż takiej uwagi.
- Wyspałaś się w ogóle? – Zapytał troskliwie. Chociaż jak mogłaby się nie wyspać! London nie chrapał i nie rozpychał się w łóżku. A na pewno nie tak, że budzisz się z prawie wystawionym barkiem. I zdartym łokciem. I obolałym kręgosłupem. Poza tym w tym jego cudownym łóżku, nie można się nie wyspać, toteż pytanie zadane było ot tak, chociaż odpowiedź była mu już doskonale znana.
Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: Taras   Pią 31 Sie 2012 - 11:20

Peony to bardzo doceniała, bo prawdę mówiąc była bardzo w tej sytuacji zagubiona. Owszem, zdawała sobie sprawę, że tamtych kilka godzin w Bawarii zmieniło diametralnie jej najbliższą przyszłość, przynajmniej w kwestiach uczuciowych, bo parszywy los postanowił zabawić się jej kosztem. Gdyby przecież wiedziała, że gdyby następnego poranka, po pocałunku z Jacem przyjdzie konfrontację z Londonem, z takim a nie innym skutkiem, nigdy by się nie odważyła tego pierwszego pocałować. Czuła się z tym źle, bo już chyba z dwojga złego, to o wiele lepiej by wyszedł spontaniczny, nic nie znaczący seks, niż pocałunek. Przecież razem z tym w parze szły jakieś emocje, czyli generalnie w ciągu kilku godzin teoretycznie rozpieprzyła emocjonalnie trzy osoby, w tym siebie.
Teraz cieszyła się z podjętej decyzji, widząc na własne oczy, jakim skurwielem okazał się człowiek, którego uważała za jednego z najważniejszych w swoim życiu, gdzieś na równi z ukochanym wujem, bo z rodzicami nigdy nie miała superzażyłej więzi. Tysiące mil od domu, gdzie jedyną znajomą osobą był właśnie jej luby, idealnie zdał egzamin na przyjaciela, poza tym mieszkanie razem przez tydzień wcale nie okazało się próbą charakterów, czy potrafią ze sobą wytrzymać, a kooperowali ze sobą całkiem nieźle, nawet jeśli Peony z racji zbliżającego się pms robiła się marudna i nie miałą tu swojego fortepianu, żeby grywać jakieś wesołe melodie, adekwatne od permanentnego (z drobnymi wyjątkami) wspaniałego nastroju. Nie żałowała wyjazdu, cieszyła się ze wszystkich chwil spędzonych sam na sam z Londonem; wiedziała, że chłopak robi wszystko aby odetchnęła i zapomniała o przykrościach związanych z Chamberlainem. Który sprawiając te przykrości wcale nie ułatwiał dziewczynie akceptacji dziwnego stanu, gdy z dnia na dzień została pozbawiona tak istotnej osoby. Na rzecz tej okropnej DOMI, która z lubością wskoczyła sobie na jej miejsce, płacąc za to, jak Peony się domyślała, niską cenę, bo puszczanie się z Jacem przecież nie mogło być nieprzyjemne.
- Mój jakże skromny chłopiec - wymruczała, unosząc lekko jedną brew. Uśmiechnięta patrzyła jak chłopak odgryza gofra, a na jego twarzy też maluje się zadowolenie, jeszcze szerszym uśmiechem kwitując słodkiego całusa w kolano. Wzięła kolejny kęs, rozkoszując się pysznym śniadaniem, po czym odłożyła na chwilę gofra i podwinęła sobie rękawy sporo za dużej koszuli Londona, w pośpiechu porwaną gdzieś z podłogi, gdy wychodzili na taras. Jednak w samej bieliźnie, nawet jeśli ogród był zasłonięty krzewami, że nikt nie mógł jej zobaczyć, czułaby się nieswojo, nieprzyzwyczajona jeszcze do tej amerykańskiej swawolki.
Działającej jednak na dziewczynę korzystnie, że nawet wyłamywała się ze swoich ubraniowych schematów i nawet szalała z obcasami, choć zwykle preferowała płaskie buty. Zresztą nie widziała jeszcze nigdzie takich obcasów, żeby móc przewyższyć w nich Londona, zatem mogła sobie nosić buty tak wysokie, jak jej się tylko podobało.
- Oczywiście, że tak. Masz baaaaardzo wygodne i duże łóżko - powiedziała, w głowie mając tę powierzchnię, ze sporym potencjałem do nie-tylko-nocnych harców. Po których można wygodnie się wyspać, wtulając się w siebie nawzajem. - Przyzwyczaisz mnie i co zrobimy po powrocie do szkoły? - zapytała jeszcze, ciszej, kocio, przyciągając do siebie jego podbródek, żeby pozbawić go tej odrobiny czekolady, która została mu w kąciku ust, a potem pocałować go namiętnie. Idealne poranki, które, jak miała nadzieję, będą kontynuować też w Anglii. Ku zgorszeniu współlokatorów Londona.
Powrót do góry Go down
London Lewis
E150
Uczeń

avatar

Liczba postów : 150
Join date : 08/08/2012
Skąd : N.Y.

PisanieTemat: Re: Taras   Pią 31 Sie 2012 - 23:27

London starał się nie myśleć o tym, że jego ukochana całowała się z Jace’em. W głębi duszy był o to niesamowicie zazdrosny. Bo nawet teraz ciężko było zwalczyć tą zazdrość. Bo widział jak bardzo Peony się nim przejmuje, jak jej przykro i jak ważny dla niej był. Nie pamiętał żeby po rozstaniu z nim dziewczyna była aż tak przygnębiona. Z drugiej strony raczej jej wtedy unikał, a kiedy już ją spotkał, ograniczał się raczej do nienawistnych spojrzeń. Czy wtedy cierpiała tak bardzo jak teraz przez Chamberline’a? Czasem nawiedzały go właśnie takie myśli, ale były to krótkie epizody, rozpieszczonego chłopca. Bo w gruncie rzeczy nie chciał przecież żeby dziewczyna cierpiała, ani przez niego, ani przez nikogo innego. Bo London był dobrym chłopcem, rozpieszczonym do granic możliwości, ale tak naprawdę dobrym i bardzo mu na niej zależało. I na jej szczęściu. I chciał dać jej to szczęście. Dlatego też nie okazywał tej zazdrości. Słuchał jej tylko, wspierał ją jak tylko mógł i nieustannie zapewniał słowem i czynem o jej cudowności.
W ogóle to taka dziwna sytuacja. Bo kiedyś to Jace pocieszał Peony po rozstaniu z Londonem, a teraz było odwrotnie. Teraz to Lewis był pocieszycielem. Ale starał się być jak najlepszy. Zakochanemu Londonowi żaden pms nie straszny, wręcz przeciwnie czerpał wielką satysfakcję z tego, że mógł poprawiać dziewczynie humor i spełniać wszystkie jej zachcianki. Bo było coś niesamowitego w tym, że wystarczyło się postarać trochę, zamówić jej ulubioną kaczkę z brzoskwiniami [btw. Kocham kaczkę w pomarańczach mojej babci tak bardzo, że aż jutro do niej pójdę] i obejrzeć film, który wcale nie był taki zły, żeby na jej twarzy znów pojawił się uśmiech. Precz z emancypacją, feministki do kopalń, a London lubił czuć, że jest jej potrzebny. I, że dzięki niemu jej życie staje się lepsze, piękniejsze itd.
Kiedy patrzył na Peony w swojej koszuli nie mógł ukryć zadowolenia. Sam nie wiedział na jakiej zasadzie to działa, ale należał do tych facetów, którzy uwielbiają widok ukochanej w swoich rzeczach. To było trochę tak jakby sama podkreślała swoja przynależność do niego. I to było przesłodkie. I nie chodzi o jakieś przedmiotowe traktowanie, tylko po prostu… Była jego w ten cudowny sposób.
Chociaż jeśli chodzi o strój to równie dobrze mogłaby chodzić cały czas nago. W końcu byli sami na odludziu. A jemu by to wcale nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Dlatego też korzystał z każdej okazji, aby pozbawić ją ubrania i w końcu móc się nią nacieszyć.
Odpowiedział na pocałunek dziewczyny równie namiętnie, ściągając ją przy okazji ze stołu i sadzając sobie na kolanach. – Wywalimy moich współlokatorów do twojego pokoju i zamieszkamy razem. – Odparł żartobliwie. Chociaż to nie byłby taki głupi pomysł, przynajmniej dla niego. Ale z drugiej strony to przecież nie problem. Brooklyn bez przerwy gdzieś się szlaja, Abi podobnie. Oby tylko nie trafił w tym roku na Chamberline’a jako współlokatora, bo to mógłby być lekki przypał. W sumie nie zniósł by tego i jeden z nich wylądowałby za oknem już pierwszego dnia. Jakie to by było niezręczne! Ale w sumie jeśli spotkałby go taki pech od razu poprosiłby o przeniesienie do innego pokoju i pewnie osiągnąłby to bez większego problemu.
Ale teraz z cała pewnością nie zamierzał się przejmować takimi rzeczami. To był idealny poranek, z jego idealną kobietą, na jego idealnym tarasie. Toteż nie odrywając się od ust Peony, wsunął dłonie pod koszulę, którą miała na sobie i oplótł nimi jej talię. Idealną talię.
Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: Taras   Sob 1 Wrz 2012 - 12:57

Zazdrość była tym dziwnym uczuciem, które od jakiegoś czasu bezustannie towarzyszyło Peony, pośrednio i bezpośrednio. Widziała ten stłamszony, zazdrosny błysk w oczach Londona, kiedy musiał patrzeć, jak Peony kuli się przygnębiona na fotelu, coraz bardziej w nim zapadnięta wraz z kolejnymi smsami Jace'a. Musiało być mu przykro, zwłaszcza, że w przypływie szczerości dziewczyna postanowiła się podzielić informacją o pocałunku z Chamberlainem - nie chciała, aby Jace miał ewentualnego haka, o którym London mógł nie wiedzieć i który mógłby zostać wykorzystany w złej intencji. Jeszcze w Bawarii - widziała, że Jace był o Londona zazdrosny, że koniec końców Peony wybrała miłość, która w jej mniemaniu wydała jej się pewniejsza. Bo znała ją wcześniej i, z czasów kiedy układało im się tak dobrze, odpowiadał jej taki stan. Nie była w końcu idealna i wygrał z nią lęk przed czymś nowym, nieznanym i w sumie ryzykownym. Skąd mogła wiedzieć, czy w związku z Jacem będzie tak, jak w przyjaźni?
Sama też była zazdrosna. O to, że Jace puszcza się z tą Domi, czy tam, że ona puszcza się z nim, bo nawet jeśli Peony wiedziała o jego fwb'ach, to nie miało to aż tak permanentnego charakteru, jak najwyraźniej działo się to teraz. Była zazdrosna o to, jak inne dziewczyny patrzyły na Londona, nawet jeśli pokazywał jej niemalże cały czas, że nie ma do tego najmniejszych powodów. Chyba nigdy w swoim życiu nie usłyszała tylu komplementów, jak przez te dwa tygodnie. Z kumulacją, kiedy odwiedzili jakiś ekskluzywny sklep bieliźniarski, wychodząc z dwunastoma kompletami bielizny i zapowiedzią, że London sam będzie jej je zmieniał.
Teraz jeszcze miała Londona przy sobie przez cały czas, miała na telefonie dowód tego, jaki okropny Chamberlain okazał się w sytuacji, gdy, jako przyjaciel, powinien cieszyć się z jej szczęścia, a on wolał bawić się w skurwielstwo i seks bez uczuć, co totalnie nastawiało ją przeciw niemu, że nie miała chyba nawet ochoty go widzieć. Paradoksalnie, bo wciąż martwiła się, czy nie robi głupstw - durne przywiązanie.
Gdy jeszcze siedziała na stole, patrząc na swojego chłopaka trochę z góry (dominacja! osiem-de), zastanawiała się co by teraz robiła, gdyby wtedy, w Bawarii, nie skonfrontowali się z wiadomym, jak widać, efektem. Że siedzi przed Londonem w samej bieliźnie, dziewczęcej do oporu, bo różowej, odsłaniając uwypuklające się pod skórą obojczyki, ładny biust, płaski brzuch, szczupłe nogi, z przesiąkniętą jego zapachem koszulą na ramionach (zapach zapewne sama wybierała, again), całując się z nim namiętnie. I tak by do siebie wrócili? Siedziałaby teraz w Londynie, zgrzytając zębami na nieznośnego eks, którego znów widziała z jakąś potworną lafiryndą, która bez pardonu wkładała mu rękę w spodnie?
Szybko jednak pozbyła się tych myśli, a raczej szybko London pomógł jej się ich pozbyć, bo po chwili siedziała już na nim, bardzo blisko niego i zarzucając mu ręce na ramiona całowała go namiętnie.
- Dziewczyny powinny być zachwycone - wymruczała, mając na myśli oczywiście swoje współlokatorki. Niezaprzeczalnie zapatrzona w Londona nigdy się raczej nie przyjrzała się jego kuzynowi pod tym względem, no a Brooklynowi, z dość oczywistego powodu nie musiała, chociaż był on chyba od brata wyższy, nawet jeśli London wcale do niskich chłopaków nie należał. - Podoba mi się taka opcja - dodała dość dwuznacznie, czując jego ciepłe dłonie pod koszulą, też wkładając mu rękę pod t-shirt i nie przerywając pocałunków smyrała go paznokciami po plecach, oplatając wokół niego swoje nogi, tak w ramach bycia jak najbliżej, że gdyby teraz przycisnęła do siebie jego głowę, to wylądowałby nosem gdzieś w delikatnym rowku między jej piersiami.
Powrót do góry Go down
London Lewis
E150
Uczeń

avatar

Liczba postów : 150
Join date : 08/08/2012
Skąd : N.Y.

PisanieTemat: Re: Taras   Nie 2 Wrz 2012 - 12:00

W sumie to dobrze się stało, że Peony od razu przyznała mu się do pocałunku z Jace’em. Bo gdyby to zataiła, a on w końcu by się dowiedział od kogo innego, zniósłby to na pewno bardzo ciężko. A przecież kolejne awantury były im niepotrzebne, zwłaszcza, że nie wiadomo jak mogłaby się ona zakończyć.
London patrząc jak dziewczyna cierpi, zastanawiał się czasem co by było gdyby zamiast niego wybrała Chamberine’a. Pewnie jakoś by się z tym pogodził, ale nie można by tego nazwać pełnią szczęścia. Bo najprawdopodobniej, tak jak po rozstaniu z dziewczyną, dałby się całkowicie pochłonąć imprezom, chlaniu, krótkim, nic nie znaczącym przygodnym znajomością i innym używkom. Tylko ile tak można? Lewis nie należał do facetów, których niesamowicie jarają takie rzeczy i których życiowym celem jest zaliczyć jak najwięcej panienek. Owszem, lubił imprezować, ale raczej w gronie znajomych z którymi po prostu lubił spędzać czas. Lubił sobie czasem wypić, ale przecież nie codziennie. No i lubił kobiety, ale nie aż tak. Lubił z nimi rozmawiać i spędzać czas, ale nie ciągnąć do łóżka każdą napotkaną po drodze. Wolał mieć jedną partnerkę, którą szczerze kochał i która wiele dla niego znaczyła, a każde miłosne uniesienie było swego rodzaju miłosnym wyznaniem, a nie tylko wypraną z wszelkich emocji zabawą. Wypróbował tego i szczerze mówiąc bardzo szybko zaczęło go nudzić. O wiele większą satysfakcje czerpał z odrywania na nowo, tak dobrze znanego mu ciała swojej ukochanej.
A jeśli chodzi o cała sytuację z Jace’em, to London na pewno nie czuł się winny. No może przez krótką chwilę, ale bardzo szybko zdał sobie sprawę z tego, że to nie on zawinił. Bo on nie kazał jej wybierać. I pewnie gdyby sprawy potoczyły się inaczej, a Chamberline nadal byłby jej przyjacielem jakoś by to znosił z zaciśniętymi zębami i strzelaniem fochów co jakiś czas. Teoretycznie w zaistniałej sytuacji powinien się cieszyć, ale wcale tak nie było. Okazało się, że potrafił przejmować się Peony bardziej niż swoim samopoczuciem, co nieco go zdziwiło.
Powodów do zazdrości nie dawał, bo był zapatrzony w dziewczynę tak bardzo, że nie dostrzegał żadnych innych, poza nią. A nawet jeśli zdarzało mu się zwrócić na jakąś uwagę to tylko na kilka minut i zawsze wiedział, że ona nie dorówna jego ukochanej, dlatego totalną głupotą byłoby cokolwiek zaczynać. Sam bywał zazdrosny. Nie jakoś obsesyjnie i bez przerwy, ale kiedy sytuacja wyglądała nieco podejrzanie, kiedy dostrzegał jak ktoś rozbiera ją wzrokiem, zagryzał zęby ze złością. A i sceny zazdrości czasem się pojawiały, kiedy Peony pozwoliła sobie na zbytnią swawole wobec mężczyzny, który teoretycznie mógłby być jego rywalem. Ale były one bardzo rzadkie. I zawsze miały miejsce już później, kiedy byli sami. London nie należał do tych ludzi, którzy piorą swoje brudy publicznie.
- Tylko przez pierwszych kilka dni, potem już miałyby ich dość, gwarantuje. – Zaśmiał się. Wprawdzie zawsze dogadywał się bardzo dobrze ze swoim bratem, a z kuzynem jeszcze lepiej, ale to też kwestia tego, że był do nich przyzwyczajony i do wszystkich ich dziwactw. Bo każdy ma jakieś swoje dziwactwa. No, ale Lewisowie trzymali się zawsze razem, cokolwiek by się nie działo.
- Mnie też. – Zamruczał czując jej paznokcie na plecach. Jak można by tego nie lubić? A kiedy dziewczyna znalazła się tak blisko, pochylił głowę i ukrył twarz w jej piersiach, całując je powoli. Równocześnie przesunął dłonie do przodu, wprawnie, ale bez pospiechu rozpinając guziki koszuli zmierzając od samego dołu, coraz bardziej w górę. Dziewczęca, różowa bielizna bardzo mu się podobała. Dziewczyna wyglądała w niej tak niewinnie, co cudownie kontrastowało z jego myślami w tej właśnie chwili.
Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: Taras   Nie 2 Wrz 2012 - 22:10

Zepchnięcie myśli o Dżejsie gdzieś daleko w potylicę wcale nie było łatwe, jednakże nie było też niewykonalne. Jace powracał, regularnie, i mącił jej w głowie, zacierając linię oddzielającą to, co działo się, w jej mniemaniu, naprawdę, i to, co przedstawiały jej wspomnienia. Kontrast skurwielowatego Chaberlaine'a teraz był takim kontrastem dla tego Jace'a ze wspomnień, że z bólem kończyła takie dywagacje smutnym wnioskiem, że się zawiodła i rozczarowała. Starała się zatem myśleć o nim jak najrzadziej, żeby też nie zasmucać się coraz bardziej - London wystarczająco się starał, aby było lepiej, co wychodziło jej całkiem dobrze, kiedy była z Lewisem sam-na-sam.
Na przykład teraz Peony była najedzona, czuła w ustach słodki smak czekolady, bitej śmietany i owoców, NA ustach miała już smak swojego lubego, jego ręce powoli rozpinały jej i tak krzywo zapiętą, bo w pośpiechu, koszulę, więc miejsca na nieprzyjemne i przykre myśli nie było. Zdenerwowanie i przygnębienie wyparowało razem z głębszymi oddechami i wydechami, ustępując miejsca nieśmiałej ochocie. Przynajmniej tak mogło się wydawać, bo dziewczę niewysokie, w różowej bieliźnie z jakimiś wstążeczkami i kokardkami, w rozwianych, lekko falowanych włosach, z zarzuconymi ramionkami na szyi swego chłopaka.
A jak było naprawdę? Peony lubiła się bawić, dzisiaj chciała być słodką dziewczynką, wieczorem będzie zadziornym kotem z namalowanym na czarno noskiem i wąsikami, a w środku nocy stanie się wyuzdaną panią pielęgniarką. Cały wachlarz możliwości, które Peony, zapewne ku uciesze Londona, wykorzystywała, zachwycając go co chwilę czymś nowym.
Nie chciała mu się znudzić, nawet jeśli nie groziło jej to, z racji iż przez rok ich związku nie było tak, że kiedykolwiek było im ze sobą nudno. Nie wpadali w rutynę, ponieważ obydwoje byli specyficzni, co po zmiksowaniu dawało ciekawy koktajl osobowości, zachowań, słów, gestów i stosowanych gierek. Nieszkodliwych oczywiście. Poza tym doskonale widziała, że chłopak, od kiedy wrócili do siebie, był w nią tak zapatrzony jak ona w niego, i to chyba nawet ona czasem częściej zwracała uwagę na dziewczyny na ulicy niż on. Była pewna, że nie zdradziliby się nawzajem, bo jak widać oboje potrafili to drugie upierdolić skuteczniej, jak to miało miejsce po zerwaniu za pierwszym razem. Albo gdy zdarzało im się kłócić będąc w związku, co na szczęście było rzadkie i kończyło się... przyjemnie.
Myśli te jednak nie zaprzątały teraz jej głowy, bo całkiem przestawiła się już na odbiór bodźców, na pracę zmysłów, na instynkty. Zignorowała już zatem jakąś tam kontynuację tematu o pozostałych przedstawicielach Lewisów, kiedy poczuła na swoich piersiach jego usta i powolne odpinanie guzików koszuli. Miziała go teraz po bocznych liniach ciała, od biodra prawie pod pachę, po chwili zdejmując z niego zupełnie zbędną koszulkę i przylgnęła do niego całym ciałem, powracając do pocałunków i kręcąc bardzo powoli biodrami drapała go lekko po torsie, cały czas się całując.
Powrót do góry Go down
London Lewis
E150
Uczeń

avatar

Liczba postów : 150
Join date : 08/08/2012
Skąd : N.Y.

PisanieTemat: Re: Taras   Pon 3 Wrz 2012 - 17:21

Teraz London się starał i było bardzo dobrze. Ale w głębi duszy obawiał się trochę co się stanie, kiedy wrócą do szkoły i nie będzie już mógł być przy niej przez cały czas, a na horyzoncie pojawi się Jace. Nie było to jego obsesją, nie myślał o tym cały czas i nie bał się panicznie, bo był na tyle pewny siebie, że wiedział, że jest dla niej wystarczająco dobry, w przeciwieństwie do Chamberline’a. Ale jednak czasem o tym myślał i bał się, że kiedy dziewczyna go zobaczy, znów będzie tak jak po otrzymaniu tych paskudnych sms’ów, a on znowu będzie stawał na uszach, żeby tylko zrobiło jej się choć trochę lepiej.
W tej chwili jednak zupełnie nie myślał, ani o szkole, ani o Jace’ie, ani o niczym innym. Liczyła się teraz tylko Peony, siedząca na jego kolanach. Jej oddech, jej cudowny zapach. Jej oczy, usta, całe jej ciało. Jej słodka, różowa bielizna, jego koszula, prawie całkowicie już rozpięta. Nic nie miało prawa zepsuć tego idealnego poranka.
London uwielbiał zabawy z Peony. Zdążył się już przekonać, że urozmaicanie życia erotycznego z jedną partnerką jest o wiele bardziej ekscytujące, niż urozmaicanie go poprzez ciągłe zmienianie partnerek. A z Peony doskonale się dogadywali zarówno w życiu jak i w łóżku. Oczywiście było jeszcze to uczucie, które sprawiało, że chłopak nie potrafił myśleć o żadnej innej, że najszczęśliwszy był kiedy trzymał Peony w objęciach i widział uśmiech na jej twarzy.
To wszystko sprawiało, że nie było szans, aby dziewczyna mu się kiedykolwiek znudziła. A zabawy, które mu fundowała zawsze go zachwycały. On także starał się zawsze być dla niej jak najlepszy i spełniać wszelkie jej fantazje.
A ta lekka zazdrość, która się pojawiała, nie była chorobliwa. Wręcz przeciwnie. Zawsze w granicach zdrowego rozsądku, raczej podsycała ten ogień między nimi i pokazywała, że nadal im na sobie zależy. A Lewis głęboko wierzył w to, że tak będzie już zawsze.
Brak odpowiedzi na jego słowa wcale mu teraz nie przeszkadzał. Sam już nie pamiętał o czym rozmawiali, skupiony na innych czynnościach. W końcu odpiął wszystkie guziki i zdjął z dziewczyny koszulę, rzucając ją niedbale gdzieś na podłogę. Kiedy ta również pozbawiła go koszulki i przycisnęła się do niego mocniej zamruczał z zadowoleniem, czując jej prawie nagie ciało na swoim torsie. Całował ją teraz mocniej i bardziej zachłannie, zachwycony jej dotykiem. A kiedy poczuł ruchy jej bioder na swoich kolanach, wsunął język głębiej w jej usta, równocześnie zsuwając dłonie na dół i chwytając nimi pośladki dziewczyny. Przycisnął ją też mocniej do swoich bioder, po czym oderwał się od jej ust, aby całować szyję i obojczyki dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: Taras   Wto 4 Wrz 2012 - 16:37

Było jej teraz idealnie. Z daleka od wszelkich problemów, blisko ukochanego, na innym kontynencie fizycznie, w innym wymiarze umysłem, bo gdzieś już jednak wybiegała kilka minut w przyszłość i zapowiadał się kolejny miły poranek.
Chwilowo nie liczyły się jej ewentualne obawy przed powrotem do szkoły, przed ewentualną konfrontacją z Jacem, przed końcem wakacji, przed NIE spędzaniem z Londonem całego czasu, bo gdzieś zdążyła już przywyknąć do tego, że zawsze jest on w zasięgu wzroku, ramienia. Dlatego też chciała wycisnąć z tego wyjazdu jak najwięcej, gdy zachłannie ma go tylko dla siebie, gdy mogą pobyć sami i nacieszyć się sobą na zapas. Zupełnie zatem nie przejęła się, gdy los koszuli, którą miała ubraną podzielił (nie)dolę t-shirtu, który zdjęła z niego chwilę temu. Wręcz ucieszyła, uśmiechając się podczas kolejnego z namiętnych pocałunków.
Kochała go i wiedziała o tym, dlatego cieszyła się ze wszystkiego podwójnie. Poza tym lubiła czuć tą stabilność, wiedzieć na czym stoi, a London na każdym kroku pokazywał jej jak bardzo jest dla niego istotna. Pocieszał gdy trzeba było, godził się na kapryśne zachcianki, jeździli na wycieczki, chodzili po sklepach, robili sobie zdjęcia, spacerowali, oglądali wschody słońca i robili mnóstwo innych, romantycznych bardziej bądź mniej rzeczy. Dogadywali się, bo podczas gdy on chciał obejrzeć mecz, Peony siedziała obok na fotelu, będąc ewentualną towarzyszką radości, gdy drużyna której kibicował wygrała, ale miała w uchu jedną słuchawkę ze swojego iPoda (czyżby iGadżet od iGadżeciarza iJace'a?) i czytała sobie książkę. Po obiedzie on wstawiał naczynia do zmywarki, a ona je wyciągała, jeśli on zrobił śniadanie, ona robiła kolację (albo wspaniałomyślnie proponowała wyjść wieczorem na miasto). W każdym razie dogadywali się świetnie, co dodatkowo utwierdzało ją w tym przyjemnym przekonaniu o miłości. Takiej najwyraźniej sprawnej, że nie pożerali się, jak musieli spędzić ze sobą kilka dni bez przerwy. Idylla.
Odwzajemniała mu namiętne pocałunki, z zadowoleniem czując jak stają się coraz bardziej łapczywe, mocne i gorące, że nawet nie musiał jej do siebie jeszcze bardziej przysuwać, żeby i tak się przybliżyła. Nawet wydawała z siebie jakieś zadowolone odgłosy, czując jak jego dłonie masują jej pośladki, jak jego usta całują jej szyję i obojczyki, samej długimi paznokciami bez przerwy go lekko drapiąc. Po głowie, karku, plecach torsie. Sięgnęła teraz do zapięcia jego spodni, szybkim ruchem odpinając guzik i rozsuwając zamek, niczego jednak nie robiąc z własną bielizną. Nie po to przecież trenowali, żeby teraz nie popisał się umiejętnością rozpinania stanika jedną ręką!
Cały czas kręcąc lekko biodrami, odrzuciła włosy na jedną stronę i zaczęła całować go po linii szczęki, na chwilę dłużej pozostając przy szyi, żeby pozostawić tam po sobie różowy ślad, a potem powróciła do całowania do w usta, wsuwając mu dłoń pod materiał bokserek, czując pod palcami tak dobrze znany jej już kształt.
Powrót do góry Go down
London Lewis
E150
Uczeń

avatar

Liczba postów : 150
Join date : 08/08/2012
Skąd : N.Y.

PisanieTemat: Re: Taras   Sro 5 Wrz 2012 - 13:25

Kolejny miły poranek. Jak wszystkie, które spędzali wspólnie. Było mu z nią idealnie przez cały czas. I wcale się nie dziwił ludziom, którzy spoglądali na nich z taką zazdrością. Nie tylko wyglądali razem idealnie, ale też pod innymi względami byli parą idealną. Oczywiście, ideały nie istnieją i w każdym związku pojawiają się z czasem jakieś zgrzyty, ale na razie żaden nie miał miejsca, a jeśli już się pojawi, to bez problemu sobie z nim poradzą, bo przecież dobrze już wiedzą, jak ze sobą postępować.
London miał nadzieję, że w szkole nadal będą mogli ze sobą spędzać dużo czasu. Oczywiście to nie będzie aż tak intensywne jak teraz, nie każdą noc i poranek będą mogli spędzać razem, ale przecież przed rozstaniem jakoś sobie z tym radzili. Chociaż teraz Peony wydawała mu się jeszcze bliższa, jeszcze bardziej mu na niej zależało i jeszcze bardziej chciał ją mieć przy sobie.
Ale jakoś dadzą radę. Poza tym to tylko rok. A później , po ukończeniu szkoły, kto wie. Może kiedy pójdą na studia, zamieszkają razem i znów będzie tak idealnie jak w te wakacje. London wprawdzie nie wybiegał jeszcze tak bardzo w przyszłość, ale wiedział, że chcę być przy niej za rok, dwa, czy dziesięć. Był tego pewien jak niczego innego w swoim życiu.
Lubił spędzać czas z dziewczyną, lubił spełniać wszelkie jej zachcianki. Poza tym nigdy nie brakowało im pomysłów, co mogliby robić. Mimo, że nie wszystkie ich zainteresowania się pokrywały, zawsze potrafili znaleźć złoty środek. Lewis polubił wyprawy do filharmonii, tak lubiane przez Peony. Lubił, kiedy siedziała przy nim, podczas meczu i odwdzięczał się jej tym samym, kiedy dziewczyna miała ochotę na jakieś babskie filmy, które totalnie go nudziły. Nie udawał zainteresowania, ale siadywał wtedy przy niej z gazetą, albo jakąś ciekawą książką. Między innymi to, że tak doskonale się dogadywali sprawiało, że nie wyobrażał sobie w swojej przyszłości nikogo innego, poza nią.
Teraz London był zachwycony, jak zawsze, czując jej dotyk. Zadowolone odgłosy, które dziewczyna z siebie wydawała podniecały go. Zawsze jarało go, kiedy dziewczyna była bezwstydnie głośna, zupełnie nie przejmując się tym, że ktoś może ich usłyszeć. Chociaż w tym miejscu takie ryzyko w ogóle nie istniało. Kiedy dziewczyna zaczęła rozpinać jego rozporek, popatrzył na nią z uwielbieniem. Odpiął jej stanik, faktycznie tylko jedną ręką. Dzięki wielu treningom nie miał z tym już najmniejszego problemu.
Uśmiechnął się rozbawiony czując jak dziewczyna robi mu malinkę. W sumie wcale nie musiała go znakować, bo i tak był jej, ale wcale mu to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Czasem nawet lubił się afiszować z tą przynależnością. Tak jak lubił podkreślać, że Peony jest tylko jego. Ale teraz nie miał głowy do myślenia o czymkolwiek. Kiedy poczuł jej dłoń na swojej męskości, twardej i gotowej do działania jęknął zadowolony. A potem chwycił w dłonie jej piersi wyzwolone już spod materiału stanika i pochylił głowę, aby móc językiem bawić się jej sutkami.
Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: Taras   Sro 5 Wrz 2012 - 18:16

Poczucie pewności, bezpieczeństwo, stabilność, stateczność, choć w tej najbardziej podstawowej formie, była Peony potrzebna. Była zapewnieniem, podstawą do tego, by mogli sobie nawzajem urozmaicać życie i zaskakiwać się nawzajem, jednak to wszystko było stałe i pod jakąś bliżej nieokreśloną ochroną, kontrolą, czyli tak jak lubiła. Dopiero teraz rozumiała, dlaczego Nette radziła jej wybrać właśnie Londona - gdzieś chyba jednak znały się dobrze i wiedziała, czego Peony potrzebuje i w jakich sytuacjach czuje się dobrze. Bo choć z Jacem nigdy nie czuła się zagrożona, było to nieokiełznane i niemożliwe do zaplanowania. Wszystko z nim zmieniało się jak w kalejdoskopie i bez uprzedzenia. Miało to swój urok (przyjacielski, bo tak op tym wciąż myślała), ale chyba jednak bardziej odpowiadała jej idealność z Londonem.
Będzie musiała mu zaproponować, aby w ferie pojechali w austriackie Alpy do zimowej posiadłości von Laffertów, która i tak stoi pusta i ładowane są jakieś bajońskie sumy na utrzymanie tam porządku, bo matka Peony od pewnego ich narciarskiego wypadku, gdy złamała sobie nogę, gorąco odmawiała jakichkolwiek wypadów do Salzburga. Ojciec, jako dobry mąż nie nalegał, a siostra i tak nie miała wiele do gadania. No i Austria była bliżej niż Stany Zjednoczone. Jednak póki byli tutaj, warto było się całkiem skupić na aktualnie toczącej się akcji, co Peony przychodziło coraz z większym trudem, bo poddawała się już instynktom, oddychając głośniej, gdy usłyszała pstryknięcie odpinanego stanika, a potem jego dłonie na swoich piersiach i usta obejmujące sutek. Czując jak robi się twardszy (i jej sutek i jego męskość) spuściła nogi na ziemię i unosząc jego podbródek wstała, nie przerywając pocałunków wciągając chłopaka do środka. Coś jednak ją wciąż blokowała i nie widziało jej się uprawiać seksu na tarasie, nawet jeśli od sąsiadów oddziela ich potężna powierzchnia ogrodu wokół domu, ogrodzenie i rzędy wysokich krzaków.

zapraszam teraz nie tak daleko, bo tutaj
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Taras   

Powrót do góry Go down
 
Taras
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Przeszklony taras
» Taras [czwarte piętro]
» Taras

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: USA :: Nowy Jork :: Staten Island :: Lewis (Emerson Hill)-
Skocz do: