IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 taras

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: taras   Sob 25 Lut 2012 - 13:44



Największym plusem tarasu jest widok z niego - istna bajka. Stojąc na zaśnieżonych płytkach można zobaczyć niedaleki las oraz rzekę, lśniącą w blasku księżyca. Jednym słowem - coś p i ę k n e g o. Jednak minusów jest więcej - barierki są zniszczone, łatwo więc można przez nie zlecieć trzy piętra w dół. Nie polecamy takich rozrywek osobom bez mocy "nieśmiertelność".

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Amelie Levittoux
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 43
Join date : 23/02/2012
Skąd : Paryż, Francja

PisanieTemat: Re: taras   Sro 29 Lut 2012 - 16:35

Amelia zwinęła się całkiem szybko z balu, co by to troszkę pobyć w samotności. Miała dość tych wszystkich panienek i księżniczek, które tylko gadają o ciuchach, albo z kim ostatnio spały, no i na odwrót jeśli chodzi o facetów. Poszła na dach szkoły zapalić, ale gdy stwierdziła, że zaczęło być zimno poszła do akademika się przebrać z eleganckiego stroju, na coś bardziej.. hm, normalnego. W końcu after miał być całkiem przyjemny. Chlanie, ćpanie i palenie. Nie no, aż taka nie była, żeby zaćpać się na amen i nic nie ogarniać już na samym początku, ale była znana z ostrych imprez. Przez to też wylądowała tam, gdzie musiała.
Przebrała się, ogarnęła włosy i wyszła z pokoju, kierując się na after. Oczywiście musiała zamówić taksówkę i jakoś znaleźć się w posiadłości, gdzie odbywała się impreza, ale dała radę. Weszła, przywitała się z niektórymi i skierowała swoje kroki na taras. Wyciągnęła fajki z kieszeni spodenek i odpaliła jedną, zaciągając się i po chwili wypuszczając dym, kątem ust. Uśmiechnęła się do siebie. Czekała na jedną osobę, na Heatha, który obiecał, że się pojawi. A jak nie, to dostanie tak w dupę, że nie usiądzie przez następny tydzień. Napisała mu jednak wiadomość, że już jest i żeby się pospieszył, bo może nie przeżyć w piciu, w samotności.
A tak w ogóle a propos picia, przydałoby się, by coś miała ze sobą. Zabrała szybko z salonu jakąś butelkę whisky, bo nienawidziła wręcz czystej i wróciła z jakimś kocem na taras. Usiadła sobie i pociągnęła z gwinta, od razu cieplej, co nie? Uśmiechnęła się do siebie, paląc ciągle tego samego papierosa. Czekała i czekała, choć wcale jej się to nie uśmiechało, ale sama w salonie też nie chciała siedzieć, tak mogła przynajmniej w spokoju pomyśleć, a niekoniecznie gapić się na liżące się parki.
Powrót do góry Go down
Heath Shakesheave
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 88
Join date : 24/02/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: taras   Czw 1 Mar 2012 - 16:46

Ostatecznie Shakesheave uznał, że pora znaleźć Amelie, która pewnie gdzieś na niego czekała usychając z tęsknoty. Pożegnał się grzecznie z królem i niekoronowaną królową balu, całując ją oczywiście w czoło tak samo, jak się przywitał, a następnie począł przeciskać się przez tłum ludzi. Jedni z nich postanowili właśnie urządzić sobie dziwnego rodzaju pogo, do którego to został nieumyślnie wciągnięty i spędził w nim kilka minut, ostatecznie jednak wyrywając się z ciasnego kręgu odbijających i przewracających się o siebie ludzi. Wtedy też skroił ze stolika dwie butelki alkoholu i przepląsał między parkami obściskującymi się pod ścianą, kopnął niechcący męską koszulkę, zapewne zdartą przez kobiece dłonie w przypływie dzikich żądzy, a następnie znalazł się na tarasie. I był z siebie niesamowicie dumny - przedarł się przez dziki tłum całej mieszanki towarzyskiej z St. Bernard i wrócił w jednym kawałku. Zresztą, on to naprawdę pół biedy: alkohol! Ktoś mógł mu wytrącić z rąk butelki, a to byłaby smutna strata. Teoretycznie, jako dziecko alkoholika, powinien był czuć wstręt do wszystkich napoi procentowych jednak Heath nie był już małym chłopcem. Wiedział, że to wcale nie jest takie zło, jeśli tylko zna się umiar i jest odpowiednią osobą, bo alkohol - mimo wszystko - dla wszystkich przeznaczony zdecydowanie nie był.
- W końcu - mruknął, lokalizując samotnie siedzącą Amelie, a następnie podszedł do niej. Nie przywitał się w żaden konkretny sposób, jedynie uśmiechem. Wiedział jak reaguje na dotyk dlatego wstrzymywał się z wszelkimi, nawet najdrobniejszymi kontaktami fizycznymi. Jeśli chodzi o pannę Levittoux, rzecz jasna.
- Jak tam, imprezowiczko? - zapytał swoim naturalnym, kpiącym tonem, nawiązując do tego, że kiedy wszyscy bawili się w środku, ona siedziała tutaj. Chciała powrotu do normalności, więc Heath uznał, że należy się zachowywać jak gdyby nigdy nic (nie licząc dotyku, rzecz jasna), dlatego też nie był milszy niż zwykle. Usiadł koło dziewczyny, stawiając na ziemię butelkę piwa i zostawiając w dłoni tą z wódką, dla siebie. - Długo tu siedzisz?
A później się rozeszli, Heath wrócił do swoich bardziej rozmownych znajomych płci męskiej i pił z nimi jeszcze przez jakiś czas. Z kolei, co się działo z Amelie - who knows, faktem jest iż Shakesheave się od jej towarzystwa uwolnił, bo jego pani, władczyni i stwórczyni nienawidzi być blokowana bez bliżej określonego powodu przez więcej niż dobę.

zt
Powrót do góry Go down
Nathan Clements
Uczeń
avatar

Age : 22
Liczba postów : 302
Join date : 21/02/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: taras   Sob 10 Mar 2012 - 16:36

//zaczynamy od postów średnich XD

Dobra, Nejtan znalazł odpowiednie miejsce do poprawienia sobie i Frani humoru. Nie twierdził, że imprezie towarzyszył jakiś smętny nastrój, ale mogłoby być lepiej, poza zwyczajnym nawaleniem się w trupa i zabawianiu się z niegrzecznymi dziewczynkami, których jak widać było nieco więcej niż przypuszczał. Owszem, narzekanie było jedną z jego wspaniałych cech charakteru, ale tutaj to akurat zgodziłaby się każda napotkana przez niego duszyczka. Mniejsza!
Odgarnął spadające na czoło część długiej grzywki, którą wcześniej obcinał mu jak głupi Sebastian i spojrzał się to na karton, to na Franię. No i na co czekała? Raz, raz niech zorganizuje ogień, skoro światło znaleźć umiała w tym ciemnym i brzydkim pomieszczeniu, do którego nie marzył zbytnio wracać.
- Oj nie strój fochów i proszę, odwołaj tą ilość zachmurzenia na bużce, bo ci na serio nie pasuje. No już, smajl bejbe! - Odpowiedział na ten cały.. całe coś, co teraz burzyło atmosferę ekscytacji na nadchodzący wybuch fajerwerków. Nie chciał, aby tak stała i co chwilę się gniewała, nie przystoi damie z dobrymi manierami. Bóg kazał wybaczać, nawet takim kretynom, jak Nathan.
- Dam ci misję, skombinuj ogień, bo ja.. - Zaczął się jeszcze raz macać wszędzie, zatrzymując łapki w tylnych kieszeniach swoich jeansowych spodni. I choi. Uniósł brwi wielce zszokowany. - Zgubiłem zapalniczkę, chyba, ze masz zawsze jakąś zapasową.. Japierdziele, nooo. - Dodał przeciągając ostatnie słowo. Nosz cholera by to wzięła.
Powrót do góry Go down
Francesca Leistner
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 486
Join date : 04/02/2012
Skąd : Buckinghamshire

PisanieTemat: Re: taras   Nie 11 Mar 2012 - 13:51

Poczuła wielką ulgę, kiedy wreszcie opuściła piwnicę. Dała się grzecznie poprowadzić na taras, bo swoją drogą ona nie bardzo się orientowała co gdzie jest, a tym bardziej nie miała pojęcia gdzie on chce puszczać te fajerwerki, skoro piwnica mu przeszkadzała. Skrzyżowała ręce na piersi i patrzyła na niego spod przymrżuonych powiek. Skoro to on był tutaj tym trzeźwo myślącym i w ogóle odpowiedzialnym, to on powinien zorganizować ogień. Czyżby minęła mu już nadmierna opieka nad jej osobą? W końcu mogłaby się oparzyć, czy coś.
Uśmiechnęła się słysząc jego słowa. No więc dobra, koniec z fochami. No ale skąd ona mogła mieć zapalniczkę, skoro nie paliła? Wsadziła jednak ręce do kieszeni poszukując zapalniczki. Ku jej zdziwieniu znajdowała się w jej lewej kieszeni spodni. Musiała zapomnieć mu jej oddać.
- Ja nie palę, więc raczej nie noszę sobie w torebce całego tuzina - powiedziała z uśmiechem. Miał na prawdę wielkie szczęście, że był tutaj z nią, a nie kimkolwiek innym. Tak Francesca Lestner wielki wybawca, czy coś. - Masz szczęście, że ja jestem tak zorganizowana, że wzięłam zapalniczkę, gdy ty o niej zapomniałeś.
Podała mu ją nie wspominając nawet o tym, że tak na prawdę, to prawie, że mu ją ukradła. Prawie, bo zamierzała zwrócić. O teraz, kiedy uświadomiła sobie, że ma ją w spodniach. Mógłby już wreszcie odpalić te fajerwerki, zaczynała się strasznie niecierpliwić.
Powrót do góry Go down
Nathan Clements
Uczeń
avatar

Age : 22
Liczba postów : 302
Join date : 21/02/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: taras   Pon 12 Mar 2012 - 12:44

Tak, a on miał zakodowany kompas we łbie. Oczywiscie, że też nie miał pojęcia, co gdzie jak w tej posiadłości; każda rzecz była bardzo stara i rozwalała się, gdy tylko z ciekawości chciał dotknąć. Znalazł taras dzięki prostemu faktowi: świeciło się tam więcej lampek bożonarodzeniowych niż w środku domu. Z daleka tak podekscytowany fajerwerkami nie przypuszczał, iż cały tarasik jest jakby to powiedzieć... rozwalonyw trzy dupy. Ledwo udało mu się nie przekroczyć granicy przy barierkach, które jeszcze jako tako istniały, cofnął się zatem, aby móc wreszcie zając się tym, co wnieśli w kartonie. Poszperał w nim przez chwilę, wyciągając najpierw te mniej fajne, a najlepsze zostawiając na sam koniec. Ułożył na ziemi z błyskiem szaleństwa w oku, po czym wziął od Francesci zapalniczkę. TĄ WŁASNĄ, którą myślał, że zgubił.
- No to co? Na zajebiste zakończenie tej imprezy? Taaaak, opalamy, bo zaczynam ziewać - Przykucnął, zapalając je po kolei i tak szybko, jak tylko mógł. W sumie, nic im się prawa stać nie mogło. Najwyżej pomrozi trochę, to nie jest żaden problem.
Gdy fajerwerki wystrzeliły w górę- pełno białych, połączonych z zielonymi, westchnął i nieco wystraszył się kolejnej niedaleko siebie. Jeszcze moment, a sam by wybuchł przerażony! Dobrze, że Frania była obok i swoim jestestwem neutralizowała wszelakie obawy o nagłej, młodej śmierci. Serio, tu nawet koń by się uśmiał, a ona wyglądała jak zawsze, jakby nic by się jej nie podobało. Nejtan podrapał się po głowie i podał jej z powrotem zapalniczkę.
- Odpal sobie, tylko niech adrenalina cię nie zeżre i.. uważaj, nah? Ruchy! - Zawołał ochoczo, wkładając ręce do kieszeni spodni. I jak tu go nie lubić? Troszczy się o koleżankę przecież!
Powrót do góry Go down
Francesca Leistner
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 486
Join date : 04/02/2012
Skąd : Buckinghamshire

PisanieTemat: Re: taras   Pon 12 Mar 2012 - 17:45

Chociaż tyle, że on był aż tak spostrzegawczy. Ona nie trafiłaby tutaj nawet za dnia, tym bardziej nie było o czym mówić, kiedy jeszcze była lekko wstawiona. Dobrze wiedzieć, że jest w tym towarzystwie jeszcze jedna osoba trzeźwo myśląca. Była już trochę zmęczona, więc nawet nie zwróciła szczególnej uwagi na to w jakim stanie jest taras. W ogóle cała ta riuna średnio jej się podobało. Skoro to była taka elitarna szkoła, na pewno znalazłby się ktoś, kto mógłby urządzić imprezę u siebie. Takie ruiny to nie miejse dla niej. Mimo ogólnego dość dobrego nastroju nie była na tyle dobra, czy tam wspaniałomyślna, żeby pomóc mu wnosić to pudło. Tak w ogóle powinien być jej wdzięczny, miał oakzję do zaprezentowania swoich mięsni, czy coś. Tak więc mógł się przed nią popisać.
Stanęła w bezpiecznej odległości, nie ufała pijanym ludziom, a już samo wyobrażenie palącej się dowolnej części garberoby było średnio fajne. Tak więc wybacz Nathan, ale zwątpiła w ciebie i w to czy zdołasz odpalić fajerwerki bez poważniejszych konsekwencji.
- No odpalaj, a potem się zmywamy - powiedziała krzyżując ręce na piersi. Tak jak obiecał odwiezie ją do szkoły, zaprowadzi po pokoju i w ogóle. W sumie nie wiem czy obiecał, ale ona już sobie tak postanowiła, no bo przecież Kai by go zabił, gdyby się nią odpowiednio nie zaopiekował. Zerknęła w górę podziwiając, bo przecież one zawsze wzbuszają zachwyt, nawet u kogoś takiego jak Frania (kogoś kto się ciągle złości, prawda?). Niechętnie podeszłą do pudełka i wyciągnęła z niego pierwszą lepszą fajerwerkę, kiedy ją odpaliła wróciła na swoje miejsce poprawiając swój swetr. Oczywiście kto wpadłby na pomysł, aby uprzednio wziąc ze sobą płaszcz. No ale koniec końców odpaliła i nie zrobiła sobie krzywdy.
- Jakie to romantyczne, prawda? - uśmiechnęła się nieco ironicznie do chłopaka, kiedy ostatnie ślady po fajerwerkach zniknęły. No oczywiście - zła ona, dobry on, fajerwerki, ciemna noc. Scena wyjęta z łzawego melodramatu. Mimo wszystko niespecjalnie jej to przeszkadzało. Przynajmniej miała towarzystwo przez cały wieczór.
Powrót do góry Go down
Nathan Clements
Uczeń
avatar

Age : 22
Liczba postów : 302
Join date : 21/02/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: taras   Pon 12 Mar 2012 - 18:07

Hahahahah, popatrzyli sobie. Tak, zdecydowanie Nejtan i jego wlepiające się gały w fajerwerki na niebie, jak jakieś spływające lody czekoladowe z polewą truskawkową, jego ulubione. Dziwne wyobrażenie, ale jarało młodego Jelenia, ze ani się nie zorientował, a było już po całym show. Jedyne co zrobił, to podsumował to głośnym westchnięciem i rozwalił sobie włosy ręką. Zachciało mu się seryjnie spać, także zerknął uśmiechnięty, naćpano-szczerze-schlany, mówiąc tym chyba, iż nie zamierza tutaj zasnąć. Bo jeszcze jakiś spity gnojek zwali go z balkonu i te trzy metry zadziałają na biedaka złamanymi kończynami, bardzo orzeźwiająco.
- Zwijamy się, zanim ktokolwiek zauważy te śmiecie - Poprawił swoją marynarkę i ruszył przodem, znajdując wyjście z tego całego zrujnowanego domu. - Ja nie jestem romantyczny, ale to coś, było zajebiste. Idziemy bo zmarzniesz, nie jest już tak ciepło, jak w chacie- Dodał, idąc stanowczym krokiem i przekraczając bramkę. I tak oto, poszli sobie z imprezy.
zt: Franka i Nejt
Powrót do góry Go down
Phillip McKinnon
Uczeń
avatar

Age : 22
Liczba postów : 64
Join date : 02/03/2012

PisanieTemat: Re: taras   Nie 18 Mar 2012 - 8:25

Phillip wolnym krokiem wmaszerował na taras, od razu dało się zauważyć że coś nazbyt tam pusto, może to dla tego że zaczęło się już robić chłodno, a może nie, mniejsza z tym, może to nawet lepiej że nikogo tam nie ma, w końcu będą mogli spokojnie porozmawiać bez obaw że jakiś wścibski drugoklasista czający się za kanapą będzie wszystko podsłuchiwać.
Gdy już byli z Coco na miejscu chłopak przeszedł cały taras, tylko po to by podejść do poręczy i się o nią oprzeć, przymknął oczy i wziął głęboki oddech, w tym momencie wyglądało to jak scena z jakiegoś filmu, kiedy to niczego nieświadomy facet nagle się odwraca i widzi za swoimi plecami kobietę która kilka scen wcześniej miała odlecieć samolotem na inny kontynent w poszukiwaniu nieznanych gatunków zwierząt i bóg wie co jeszcze!
Gdy chłopak w końcu oswoił się z atmosferą panującą na tarasie odwrócił się w stronę Coco i wlepił wzrok w jej jakże przecudowne oczy, sam nie wiedział czemu, ot tak sobie poczuł taką naglącą potrzebę i niemal natychmiast ją zaspokoił.
Gdy w końcu przestał się na nią gapić, Bóg jeden wie co wtedy mógł mieć na myśli, jednak w końcu przełamał ciszę i mimowolnie powiedział
-Wiesz Coco, pomimo że jesteś jaka jesteś, to chyba jesteś moją najlepszą przyjaciółką - ach te Jelenie i ich niezrozumiałe wybuchy sentymentalności, chłopak sam nie wiedział czemu to powiedział, po prostu coś mu kazało powiedzieć prawdę.
Powrót do góry Go down
Coco Blackyear
Dorosły
avatar

Age : 23
Liczba postów : 575
Join date : 25/12/2011
Skąd : Kuba, Satna Clara

PisanieTemat: Re: taras   Sro 21 Mar 2012 - 12:42

Przemierzałam taras dziwnie spokojna, jakby żyła w transie a jakiś dziwna siła prowadziła mną niczym kukiełką. Brakowało tylko papierowego teatru, lukrowych misiów bez oczów, porcelanowych laleczek i malinowych masek.
Dobrze, że było tu tak zimno, lekki wiatr orzeźwia.
Oparłam się o bramkę i również spojrzałam na Philipa. Ile jeszcze o nim nie wiem?
Kim tak naprawdę jest? Pewnie nie tylko tym samym zapozytywnym chłopcem co zwykle. Tylko jakie jeszcze ekstrakty wchodzą w mieszankę jego umysłu.
Dlaczego w ogóle tak myślę o nim?
Zadziwia mnie intryguje, ale przecież nie będę bawić w detektywa. Nie i to wcale nie chodzi o to, że brak mi takiej ładnej teczuszki, okularków i lupy.

Te filmy są tak znane, takie oklepane, ale mimo wszystko zawsze oglądam "Pożegnanie z Afryką"
Mimo woli dotknęłam znów barierki i skupiłam się na swojej mocy, owy kawałek metalu wyrobiły maszyny pod dowództwem jakieś starego dziadka ze srogą miną.
Szkoda, że nie mogę stosować swej mocy na ludziach.
Wiedziałabym już wszystko.
Po chwili jednak słowa Philipa mnie zamurowały. Ja? Ten wredny rudzielec, donosiciel, niszczyciel wszystkich imprez, starucha w ciele nastolatki? Ja?
Otworzyłam usta by coś powiedzieć, ale jakoś zatkało mnie.
- Naprawdę? - Odparłam z niedowierzaniem, poprawiłam włosy i po chwili dodałam - Co ci się tak na czułość zebrało?
Powrót do góry Go down
Phillip McKinnon
Uczeń
avatar

Age : 22
Liczba postów : 64
Join date : 02/03/2012

PisanieTemat: Re: taras   Sro 21 Mar 2012 - 14:13

Phillip tylko uśmiechnął się pod nosem słysząc słowa panny Blacyear, po tym wbił swój wzrok w przestrzeń za posiadłością Bennetów i tak patrzył, wiatr raz po raz zamiatał jego włosami który w tym momencie mogły przedstawiać już tylko i wyłącznie artystyczny nieład.
Chłopak dosyć długo się zastanawiał nad tym co ma odpowiedzieć Coco, pomimo że zawsze miał przygotowaną odpowiedź na tego typu pytania tym razem czuł że dzieje się coś innego, chciał jej powiedzieć coś więcej, ale co takiego...
A co tak na prawdę łączyło jego i Coco... czy to przyjaźń... czy to najzwyklejsza i nieszkodliwa znajomość... a może coś jeszcze całkiem innego...
Po dosyć długim milczeniu chłopak nieco nieprzytomnym wzrokiem spojrzał na Coco i otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale nic nie powiedział, zachowywał się jakoś dziwnie, i tak też się czuł.
Nie miał pojęcia co się z nim dzieje, przeróżne myśli zaczęły się kłębić w jego umyśle, co chwilę zerkał na Coco, chciał to ukryć ale ona i tak pewnie dostrzegała jego zachowanie.
"Ciekawe o czym ona teraz myśli, ciekawe co ona o mnie myśli" - przeszło chłopakowi po głowie, teraz sam zaczynał rozumieć że nie chce by jego znajomość z Coco zakończyła się tylko na przyjaźni, przy nikim nie czuł się tak swobodnie jak przy niej, chciałby jej to wszystko wyznać, ale bał się, bał się odrzucenia, bał się bólu który temu towarzyszy, pamiętał jak długo zbierał się po rozstaniu z jego pierwszą wielką miłością... wtedy ten ból zdusił w sobie i nie dał po sobie nic poznać, ale czy tym razem też będzie w stanie po prostu przełknąć ślinę i odebrać cios?
Tym razem strach zwyciężył, chłopak zrezygnowany postanowił że nie powie Coco co tak na prawdę o niej myśli, i co czuje, ale z pewnością jego zachowanie było wystarczająco wymowne, ona na pewno już wiedziała o co mu chodzi, przynajmniej tak mu się wydawało.
Kiedy w końcu zebrał się w sobie to powiedział dosyć niepewnym głosem
-A wiesz jak to jest, skoro już się powygłupialiśmy tam na sali to teraz gdy jesteśmy tutaj sami można sobie pozwolić na sentyment - i w tym momencie go to trafiło, no tak są sami, nie wiadomo kiedy znów dojdzie do takiej sytuacji, jeśli tego nie wykorzysta to oficjalnie uzna siebie za skończonego pacana, ale co jeśli ona kogoś ma ?!
Ale przecież są przyjaciółmi czyli nic się nie stanie jeśli spróbuje ją OGRZAĆ!!! Tak to było genialne jest jej pewnie zimno, a skoro nie ma kurtki to ją przytuli by było jej cieplej !
Po chwili Phillip do niej podszedł i przytulił do siebie jeżdżąc jej ręką po ramieniu, w tym samym momencie dosyć głośno przełknął ślinę i powiedział
-Musi ci być chłodno, pozwól że służę pomocą - po tych słowach uśmiechnął się do niej lekko i czekał na dalszy rozwój sytuacji, noc jeszcze młoda, nie wiadomo co się wydarzy przed świtem !
Powrót do góry Go down
Coco Blackyear
Dorosły
avatar

Age : 23
Liczba postów : 575
Join date : 25/12/2011
Skąd : Kuba, Satna Clara

PisanieTemat: Re: taras   Czw 22 Mar 2012 - 8:18

Wpatrywałam się w jakiś odległy lasek i ulicę nieopodal. Ruch był coraz mniejszy, obok przejeżdżały jakieś stare samochody robiąc sporo hałasu.
Przechodzili jacyś upici skinheadzi i chyba ktoś jeszcze, zresztą nie ważne. Noc, noc ta okropna noc dawała się we znaki. zachmurzone niebo na którym nie można niczego się dopatrzeć. Brzydkie, tylko ten wiatr jakoś no, dobrze był.
Spojrzałam po raz kolejny na niego i zmarszczyłam brwi.
Co tu w ogóle się dzieje? Stoimy na stałym gruncie, przy posiadłości Bennetów, a wydaje się jakbym spacerowała po księżycu.
Wszystko jest takie stałe, grawitacja, która jest, by za chwilę zniknąć?
Znane obskurne budynki, które mają przemienić się w pustą przestrzeń? To wszystko jest takie dziwne, nawet nie mam pojęcia skąd we mnie rodzą się takie myśli.
Czuje się jak zahipnotyzowany królik w kapeluszu magika. Czyżby on mnie hipnotyzowała? Czy ta dziwna pogoda? A może jedno i drugie?
Dlaczego pierw myślę trzeźwo, by potem w nagromadzeniu wizji gubić się?
To nienormalne! Odwróciłam się od Philipa by nabrać duże ilości powietrza, przytrzymać je i wypuścić.
Jednak nic się nie zmieniło, a jakbym tak go dotknęła? Może dowiedziałabym się czegokolwiek o nim? Jakbym się skupiła. Może moja moc nie jest aż tak beznadziejna i da się ją wykorzystywać na ludziach?
Jakbym chciała wiedzieć co on myśli, jakbym chciała...
Sentyment?
- Zastanów się czy tego chcesz, bo jestem bardzo sentymentalna - Popatrzyłam na niego wymuszając uśmiech, po prostu jakoś straciłam panowania nad sobą, nad ciałem.
Matko o co chodzi? Do licha o co chodzi? Co to wszystko znaczy? Ta durna mieszanka, wstydu, zainteresowania, dziwnego pociągu i jeszcze czegoś, czego nie jestem pewna do końca.
Kiedy jelonek przytulił mnie, nie powiedziałam nic, tylko lekko się zarumieniłam. Przez chwilę stałam jak manekin, zupełnie pozbawiona świadomości. Potem dotknęłam jego ręki, spróbowałam się skupić. Nic, moc nie działa. Ale może to i lepiej? Jak ma mnie za idiotkę, albo zwyczajnie chce...chce...chce mnie ośmieszyć?
Nie, nie, nie to nie możliwe.
Powrót do góry Go down
Phillip McKinnon
Uczeń
avatar

Age : 22
Liczba postów : 64
Join date : 02/03/2012

PisanieTemat: Re: taras   Czw 22 Mar 2012 - 12:54

Gdy Coco nie odepchnęła go w momencie gdy ją przytulił poczuł że wszystko staje się możliwe, cały świat wokoło niego zaczął zanikać, rozpływać się, tracić na znaczeniu.
Phillip stał tak i tulił ją do siebie, rozmyślał przez chwilę, przyszło do niego takie dziwne uczucie, wcześniej czuł je tylko jeden jedyny raz, w końcu dotarło do niego co się zaczyna dziać, nawet jeśli próbowałby to zatrzymać to teraz już i tak jest za późno, ale gdyby spróbował to zatrzymać musiałby być skończonym durniem, lub bezmózgim idiotą.
Jego oddech stał się cięższy, momentami myślał że zaraz dostanie jakiegoś ataku astmy czy coś w tym rodzaju, nogi miał jak z waty, tak się denerwował, ale nie dał tego po sobie poznać, cały czas sprawiał wrażenie opanowanego faceta który wie co robi, nieważne że w środku cały się trzepał i nie umiał pozbierać myśli do kupy.
Phillip przełknął ślinę spojrzał na Coco i przytulił ją mocniej do siebie, chwilę później przycisnął swoją twarz do jej czerwonych włosów, awww yeah bycie wyższym ma swoje plusy, a jej włosy tak ładnie pachniały, chłopakowi już nic innego nie było potrzebne do szczęścia, gdy tak stali to po dłuższym momencie powiedział do niej
-Coco... co o mnie myślisz... kim ja dla ciebie jestem... - może to pytanie było trochę dziwne jak na zaistniałą sytuację ale Phillip zwykle robił rzeczy które ciężko wyjaśnić i podpiąć pod jakąkolwiek kategorię, jednak po chwili szybko dodał
-Jeśli nie chcesz to nie odpowiadaj... po prostu pozwól mi tak jeszcze trochę z tobą postać... - po tych słowach lekko się zarumienił ale to nic w końcu tulił ją do swojej klatki piersiowej więc i tak by nie zauważyła jego twarzy.
Potem już tylko stał i czekał.
Powrót do góry Go down
Coco Blackyear
Dorosły
avatar

Age : 23
Liczba postów : 575
Join date : 25/12/2011
Skąd : Kuba, Satna Clara

PisanieTemat: Re: taras   Sob 24 Mar 2012 - 11:47

Kim jest dla mnie? Nie mam pojęcia jeszcze jakiś czas temu był tylko zwykłym, głupim dzieciakiem. Niepozornym jelonkiem, który umiał działać mi tylko na nerwy, przemądrzałym knypkiem...Ach...no nie wiem.
Potem dowiaduje się, że nie jest takim idiotą za jakiego miałam, ale lubię w nim też głupotę. On jest dziwny, ja chyba nie inna.
Wrr...
To denerwujące, ale fajne. Matko ja używam takiego słownictwa "fajne" naprawdę coś złego się ze mną dzieje.
Wszystko przez to zaczyna mnie boleć, całe ciało, najbardziej umysł, którego nie potrafię uporządkować.
STOP!
A może to nie ból, tylko jakaś dziwna siła magnetyczna, ironiczna, wesoła, melancholijna?
Gdzie te podłe motylki w brzuchu? Pewnie zjadły je małe diabełki, które teraz wiercą mi tam przy nerkach śrubokrętami dół.
Kompletnie nie wiedziałam co odpowiedzieć. Dobrze, że nie chciał odpowiedzi.
Mimo, że czasem brakło mi tchu, bo poczułam jak nagle wszelkie powietrze, zimno ginie, to było miłe. Tak bardzo miłe, dobrze że tak mogłam dłużej się w niego wtulać.
Kiedy staliśmy już osobno, odwróciłam się, lekko zaczęłam wbijać paznokcie w ramię.
Czekam? Czekam, tylko na co?
- Nie wiem - Odparłam nagle ni stąd ni zowąd
Powrót do góry Go down
Phillip McKinnon
Uczeń
avatar

Age : 22
Liczba postów : 64
Join date : 02/03/2012

PisanieTemat: Re: taras   Pon 26 Mar 2012 - 17:15

/Przepraszam za zwłokę i brak aktywności ale ostatnio trochę mi się życie skomplikowało i brak mi czasu/

Minuty mijały a Phillip cały czas bez słowa wbijał wzrok w dziewczynę, czuł się z każdą chwilą coraz dziwniej, coś wierciło mu dziurę w brzuchu, pewnie te diabełki już zdążyły opuścić brzuch Coco, i z lepszą technologią wedrzeć do brzucha chłopaka.
Phillip wiedział co chce zrobić, ale nie wiedział jak się do tego zabrać, za to się nie lubił, za ten brak ogłady jeśli chodzi o kontakt z dziewczynami.
Postanowił pójść na żywioł, całkowicie dać się ponieść emocjom, i zatracić się w tym co robi bez reszty, po prostu nie myśleć o konsekwencjach i o tym co będzie, jak pomyślał tak zrobił, w nagłym porywie znów przytulił do siebie Coco i pocałował ją w usta zatracając się w tym co się stało, całował ją tak przez chwilę, moment po tym w końcu się od niej oderwał i nadal ją obejmując, patrzył jej w oczy i czekał na jej reakcję nawet trochę się bał, w końcu mógł zostać nagle spoliczkowany i zwyzywany od najgorszych, ale no jak to mówią raz kozie śmierć.
Powrót do góry Go down
Coco Blackyear
Dorosły
avatar

Age : 23
Liczba postów : 575
Join date : 25/12/2011
Skąd : Kuba, Satna Clara

PisanieTemat: Re: taras   Sro 28 Mar 2012 - 17:15

/ spoko, nie ma sprawy Very Happy

Czasem chwile lecą zbyt szybko, zdecydowanie za szybko. Nie zdążyłam nawet połapać myśli, zaczerpnąć powietrza, gdy on się zbliżył. Nagle stałam się posągiem, pozbawionym ruchu, ale wciąż ciepłym.
ON SKRADŁ MI PIERWSZY POCAŁUNEK!
Ejże, to nie tak miało być, gdzie lekka muzyka skrzypiec, dziewiętnasty wiek, bal i pan Darcy i pocałunek na balkonie.
Potem niewinne pogawędki i cytaty Oscara Wilde'a.
Zdecydowanie zimno, stary, skrzypiący taras, przygnębiająca pogoda, zachmurzone niego. Ja w starej flanelowej koszuli i posklejanych, nieuczesanych włosach.
I no jak on śmiał skraść mi pierwszy pocałunek!
Patrzyłam na niego piorunując go wzrokiem. Choć gdy to wszystko trwało, chciałam, żeby ciągnęła się ta chwila i ciągnęła.
Pieprzyć tą całą osłonkę i to, że Phillipowi daleko do pana Darcy ( może to i dobrze, bo w sumie mi daleko do Elisabeth)
Chwila kiedy zapomina się o grawitacji, całe ciało z posągu przemienia się w giętką formę i jego usta są tak przyjemnie niecierpliwe.
Obyło się bez podnoszenia nóżki, przymykania oczu. Z jednej strony burzyła się we mnie złość, ejże przecież ja zawsze muszę wszystko wyreżyserować.
A tu nagle przychodzi taki Jelonek i burzy wszystko, nikczemnie kradnie pierwszy pocałunek, pierw doprowadzając mnie do skrajności psychiczno-emocjonalnych, a potem do szału.
Chyba go kocham, tylko właściwie to brzmi zbyt oklepanie i czy w ogóle ja mogę wiedzieć coś o tym?
Błagam, niech to przestanie być ważne.
Miał przyjemnie ciepłe policzki i miękkie usta, język bawiący się z podniebieniem w berka, czy może coś innego. Tak, tak to zdecydowanie prawda, że podczas pocałunku, przez ciało przechodzą endorfiny jak prąd po Jowiszu.
Kiedy się odsunął wpatrywałam się w niego błyszczącymi oczami, miała wrażenie, że właśnie zaatakowała mnie gorączka. Przez dłuższą chwilę byłam zdezorientowana, machinalnie ściągnęłam brwi i prawą rękę trzymałam na ustach.
Tak o to kiedy inni po prostu, zwyczajnie bez żadnego przywiązania załatwiają swe potrzeby seksualne niczym kupę czy siusiu. Ja Coco Blackyear przeżywałam zwykły pocałunek jak bohaterka pierwszej lepsze disneyowskiej bajki dla dzieci.
Minęła spora chwila zanim się ocknęłam.
- Jesteś taki nachalny - Odparłam przechodząc obok niego, zatrzymałam się na chwilę i popatrzyłam na niego nie mogąc się opanować. Jego nachalność była cudowna, pociągająca, pożądałam jej i chciałam wręcz wymusić na nim jeszcze jeden pocałunek.
Jednak musiałam się pohamować, ja Coco Blackyear dla której powinno liczyć się co innego. Niestety nie potrafiło liczyć się nic innego poza osobą Phillipa, ale on nie mógł o tym wiedzieć. W końcu nawet nie miał pojęcia w co się może wciągnąć i tak narobiłam sobie zbytnio nadziei. Z czasem przecież zaczęłam wierzyć w to, że jestem zimna, oschła, ale inteligentna, a jedyne co powinnam robić to zadowalać swe ambicje.
Co tak naprawdę mogę mu dać? Przechodząc obok nie go już chciałam powiedzieć "nie rób tego więcej", ale powstrzymałam się, bo na samą myśl już łzy mi naleciały do oczu, więc lepiej zaoszczędzić piskliwego tonu.
Po prostu dobrze, że już nie widział mojej twarzy.
- Powinnam już wracać, tobie radzę to samo - Odparłam zachrypniętym tonem, wciąż poważnym, jakaś ogromna gula podeszła mi do gardła.
Zaczęłam iść przed siebie, tak zła, tak bardzo zła. Dlaczego musiałam tak zareagować? Tak będzie lepiej, nikt nie będzie się z niego wyśmiewał, że się ze mną spotyka, a mu zaoszczędzę mego chorego świata.
Co zrobię jak już wrócę do akademika?
Będę rzygać, długo, tak długo, aż w końcu zapomnę. Choć wiem, że nie zapomnę.

zt.

/ Jak będziesz miał jeszcze kiedyś czas daj znać to pogramy Very Happy
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: taras   

Powrót do góry Go down
 
taras
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Przeszklony taras
» Taras [czwarte piętro]
» Taras

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Soho :: Koniec świata :: Koniec końca świata i galaktyki :: Wycieraczka końca wszechświata :: Posiadłość Bennettów-
Skocz do: