IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Basen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 277
Join date : 26/12/2011

PisanieTemat: Basen   Nie 15 Kwi 2012 - 16:15

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Basen   Nie 15 Kwi 2012 - 17:14

Nagle poczuł się, że musi wypełnić swój obowiązek, jako chłopaka i przyjaciela. Nie mógł jej mówić słów pocieszenia. Otóż, stało się, będzie miała dziecko, którego to Aiden jest ojcem, a Lancaster będzie musiał walczyć o swoje prawa. Nie czuł się skrzywdzony, absolutnie. Wiedział, że teraz nastał trudny okres. Szczególnie dla jego erekcji, która nie będzie dawała spokoju. Ale… czy było to takie ważne? Dobro dziecko nagle stało na piedestale.
Ten obowiązek tak naprawdę był bardzo skomplikowany. Jak wówczas pomóc rozpalonej dziewczynie? Jak miał odciąć jej myśli? Nagle zerwał się na równe nogi i sięgnął po jej rzeczy. Bardzo trudno mu się chodziło i liczył na to, że jak zamieni się w zwierzę, to nie będzie miał erekcji. Podał Chloe bieliznę. Wiedział, że ona teraz oczekiwała jakiegoś przytulenia, zapachu jego perfum. Jednak nie teraz! Zaraz rzucił obok niej kolejne ubrania. Wpadł na pomysł i miał nadzieję, że sprosta wymaganiom jako przyjaciel.
- Ubierz się – zakomunikował lekko oschle, chociaż nie zdawał sobie sprawy. Rzeczywiście mógł wyglądać jakby był obrażony i nabrał niedobrego humorku. Sam odnalazł swoje rzeczy i prędko je ubrał. Od swojej czarnej koszulki oderwał fragment materiału tak, aby móc zawiązać oczy Chloe. Zaśmiał się po chwili i ucałował jej szyję.
- Spokojnie, chodź ze mną – szepnął, prowadząc ją za rękę przed szkolne wyjście. Jeszcze nie miała zasłoniętych oczu, więc mogła wiele widzieć. Zaczął z nią biec, czasem nawet zatrzymał się, aby pocałować ją. Ogarnęło go szaleństwo, pewien obłęd, którego nie potrafił zdefiniować. Dopiero teraz zawiązał jej oczy i zabronił je odsłaniać. Gdy już znaleźli się przed drzwiami wyjściowymi, znalazł krzaki, w których się rozebrał. Ubraniami rzucił w kierunku Chloe.
- Trzymaj je i nie waż mi się czegoś zgubić! – pogroził jej palcem, skupiając teraz swoje myśli na jednym zwierzęciu, które mogło służyć za transport. Wziął głęboki oddech i zacisnął mocno pięści. Już czuł jak wydłużają się mu kości. Krzyknął więc, chwytając się za głowę, która też zaczęła już zmieniać swoje rozmiary. Wpierw pojawiły się na jego twarzy duże chrapy. Gdy chciał je dotknąć dłońmi, te nagle stały się kopytami. Cornelius upadł z głuchym trzaskiem na zimną ziemię i zaczął się wić. Na szczęście działo się to wszystko w krzakach, więc Chloe nie była dosłownym świadkiem jego cierpienia. Tak naprawdę jego przemiana nigdy nie odbywała się przy kimś. Czy chciał jej tym pokazać, kim naprawdę jest? Zwierzakiem.
Zaraz wstał na własnych – o dziwo – kopytach. Zarżał przed nią kasztanowy koń rasy holenderskiej. Zgiął się lekko na nogach, aby mogła spokojnie wsiąść. Jazda na oklep nie była może przyjemna, ale zawsze mogła usiąść na jego ciuchach. To właśnie w ten sposób dotarli do zamkniętego już przez późną porę basenu. Lancaster znów się zniżył na nogach i w dosłownie kilka sekund znów się stał człowiekiem. Chloe mogła dość boleśnie odczuć tę zmianę wysokości, bowiem siedziała na nim okrakiem. I erekcja przeszła! Zbawienny spacer! Uniósł brew ku górze, lokując dłoń na jej udzie.
- To co, dasz mi ciuchy i idziemy trochę popływać?
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Basen   Nie 15 Kwi 2012 - 18:31

Wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie! Jeszcze chwilę temu leżała w samych majtkach na dywanie w obserwatorium, wewnętrznie rozdarta między rozpaczą absolutną, a rozśmieszeniem zupełnym (wszystko się hiperbolizuje jak szaleją przez maleństwo hormony), a teraz była ciągnięta poza szkołę zupełnie, po mało zachęcającym poleceniu "ubierz się". Które też nie wyjaśniało, dlaczego musiała biec jak maratończyk przez szkolny parking, niemalże łamiąc sobie kończyny na wysokich koturnach. I wcale jej nie uspokoiło jego pozorne uspokojenie. Wręcz przeciwnie.
Chociaż była podekscytowana. Za czasów ich wzorowej, niełóżkowej przyjaźni często robili jakieś szalone rzeczy. I z tym Kornel jej się kojarzył najbardziej, z prawdziwą spontanicznością, działaniem pod impulsem chwili. Jak zimą, byli na imprezie i w grze wyzwanie albo wyzwanie musieli wskoczyć w bieliźnie w śnieg. Albo jak przyszedł do niej w środku nocy, niemal wywlekając ją w piżamce pewnie bardzo wyjściowej, żeby się przespacerować w deszczu. Było tego dużo, dlatego była ciekawa co też mu się w głowie za misterny plan ułożył i czemu obejmuje to sprint w obcasach.
Splotła ręce na piersi, gdy kazał jej zawiązać oczy i poczekać przy krzakach, bo nie odpowiadał na żadne z miliona jej pytań, no i kompletnie nie podobało jej się to, że nie będzie mogła patrzeć gdzie ją zabiera. Ale, że sam jej oczy zawiązał i ubrań pilnować kazał, przygwoździł ją do gruntu zupełnie. I co, zamierza teraz jej robić na złość hasając sobie nago w krzakach? Szybko jednak jej wątpliwości zostały rozwiane, gdy dotarły do niej dźwięki, pojękiwania, trzaski, a na końcu świszczące oddechy, które do człowieka należeć nie mogły. Zrozumiała co się stało i aż mocniej ścisnęła jego ubrania w ramionach. Nigdy go nie widziała w takiej odsłonie, nigdy nie widziała jego przemiany, chociaż po odgłosach wydedukowała, że jest to bolesne. Aż ją w osierdziu ścisnęło.
Na te jednak bardzo matczyne odczucia ("przecież go to bolało, co on do cholery wyprawia?") nie miała zbyt wiele czasu, bo poczuła już przy sobie jego obecność, tak odmienną od tej, do której się przyzwyczaiła. Czuła się jeszcze mniejsza, bo wyciągnąwszy rękę dotknęła jego twarzy i usłyszała jak rży. Nieco przerażona usiadła na nim, lokując sobie między nogami jego kurtkę i mocno objęła go za szyję. Mimo opaski, zacisnęła oczy, ale po kilku(nastu?) minutach kłusu bardzo szybkiego, że poobijała sobie krok i ogólnie cała się trzęsła, zatrzymali się i mogła, dzięki bogom, postawić stopę na gruncie. Chociaż stało się to inaczej niż planowała, bo zsunęła się z jego pleców, już ludzkich. Jak to się stało?!
Zerwała z oczu opaskę i jużjuż chciała na niego zacząć krzyczeć, że skutecznie ją do seksu zniechęcił, bo będzie jej kobiecość będzie cierpiała poobijana dosłownie, przez najbliższy rok, jednak jedynie parsknęła śmiechem widząc go przed sobą nagusieńskiego. Pocałowała go w policzek, ubrania oddając, po czym rozejrzała się, gdzie to w ogóle ją przywleczono.
Nie była na basenie od dawien dawna, z zajęć na tym szkolnym wymigała się podrobionym zaświadczeniem o alergii na chlor (fuj, z plebsem/Jeleniami w jednej wodzie dupę moczyć, to nie działa), jednak nie miałą nic przeciwko pływaniu. Chociaż przyzwyczaiła się do kąpieli w egzotycznych wodach podczas rejsów prywatnym jachtem w wakacje.
- No to chodźmy! - powiedziała, gdy już się ubrał, niepewnie patrząc na ciemnicę wewnątrz.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Basen   Pon 16 Kwi 2012 - 18:21

Jednak czy nie o to chodziło w związku? Trzeba było żyć chwilą, poddawać się emocjom i co więcej – robić wszystko, aby ta druga strona nie była smutna. Cornelius bał się, że Chloe się popłaczę, a to jest niczym cios poniżej pasa. Mogła ogarnąć ją bezsilność, którym jedynym pocieszeniem byłoby „chociaż może był to dobry seks”. Tak naprawdę od środka zalewała go wrząca lawa, że spała z Aidenem. Bo dlaczego akurat z nim? NIM?! Bo przecież mogła znaleźć sobie kogoś o wiele lepszego. O, takiego Corneliusa na przykład.
Bieg maratończyka w szpilkach. Dlaczego kobiety ciągle na to narzekały? Jeśli chce się być szalonym, nie ma czasu na żadne louboutiny. Trzeba być gotowym w każdej chwili! W końcu chyba nie najgorzej wspomina taniec w deszczu, robienie bardzo prowizorycznej waty cukrowej na kuchence gazowej czy wchodzenie do ogrodów gwiazd. O tak, zawsze je nazywał „tajemniczymi” i mówił, że może poczuć się jak Alicja w Krainie Czarów, ponieważ gdy nie zostaną złapani, spełni się jej jedno marzenie. Może Cornelius właśnie chciał nadać życiu swojego rodzaju magię, której brakowało mu na co dzień.
Zaczął się prędko ubierać, nie czując w ogóle jakiegokolwiek dyskomfortu przy niej. Spojrzał prosto w jej oczy z wielkim uśmiechem. Czy uda się mu niespodzianka? Gdy już był całkowicie ubrany, chwycił ją za rękę i ruszyli razem w stronę drzwi. Zostawił ją na bezpieczne j odległości, a sam naparł na nie z wielką siłą. Te jednak nie chciały drgnąć. Już miał plan zamieniania się w jakiegoś niedźwiedzia, kiedy przez przypadek dotknął klamki i drzwi same odskoczyły. Otworzył je na oścież i zaraz znów znalazł się przy Chloe. Ucałował ją radośnie w usta.
- Jak bardzo mi ufasz? – spytał, patrząc prowokacyjne w oczy. Opuszkami palców zaczął wodzić po skórze jej dłoni, czekając na odpowiedź. Jak można było ufać ćpunowi? Czy można się w tym zatracić? Stwierdzić, że w jego rękach spoczywa całe życie? Aby jeszcze bardziej ją rozproszyć, delikatnie zaczął muskać jej usta.
- No jak bardzo? – ciągnął dalej, przygryzając lekko wargę dziewczyny. Dopiero później gdy uniósł wzrok, zmarszczył lekko brwi i znów wpadł na kolejny pomysł. Po ułamku sekundy Chloe znalazła się już na jego rękach niczym panna młoda, która wchodzi wraz ze swoim świeżo upieczonym mężem do ich mieszkania. Tak właśnie przekroczyli próg pływalni, kierując się prosto do basenu.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Basen   Pon 16 Kwi 2012 - 20:24

To z pewnością nie był moment na płacz, ewentualnie na bardzo stanowcze postawienie się. Co on w ogóle wyprawia i jak to tak, że ona mu nic a nic w emocjonalności nie miesza, a on nie dość, że w zwierzaka się zmienia, co wywołuje u niej falę bólu na same dźwięki, to jeszcze ją dosłownie na grzbiecie (!) wywozi gdzieś daleko. Że czuła się trochę jak szejker, bo wszystkie płyny ustrojowe były idealnie przygotowane pod drinka, wstrząśnięte, zmieszane, wszycho.
Ale jak miała się gniewać, gdy bohatersko rozprawił się z drzwiami i już sekundę później wpasował własne usta w jej i uśmiechał się szczęśliwy jak pięcioletnie dziecko z wielką tabliczką czekolady. Toffi. Którą mógł zjeść radośnie na huśtawce ze starej opony w piękny, lipcowy dzień, rozkoszując się każdą kostką, z twarzą na miodowe słońce wystawioną. W tym momencie właśnie z tym skojarzyła sobie szczęście, chociaż ona bujała się na jedwabnych hamakach, zawieszonych na mahoniowych stelażach, z milionem szwajcarskich bombonierek u małych stóp, w rozległych ogrodach domu Demarchelierów w Paryżu. Gdzie wszystko pachniało różami, a ona nosiła różowe kokardki we włosach i uśmiechała się z czekoladą w kącikach ust. Szkoda, że w jej dzieciństwie zabrakło takiej swojskości i w tym też momencie postanowiła, że jej dziecku tego nie zabraknie, a Kornel jej w tym pomoże. Bo nie sądziła, że Aiden z metra na przykład korzystać potrafi, a ona sama obawiałaby się kupić na jakimś skwerku gotowaną kukurydzę z budki.
Wbiła w niego spojrzenie ufne, bo o ile mogła mu powtórzyć razy milion, że go kocha, nie wiedziała, czy umie na głos powiedzieć, że mu ufa. Bezgranicznie i skończenie. Ze świadomością, że jest to główna składowa miłości, nie umiała tego udźwięcznić. Więc podziękowała po raz kolejny Bogu (jutro idzie się zapisać po prostu na jakieś katechezy!), że pocałował ją znów i dal kilka zbawiennych sekund. No, powiedzmy, że spożytkowała je właśnie tak. Problem nie leżał w nim, bo mimo tego, że swoich problemów miał mnóstwo, a los poważnie nadszarpnął karty jego historii, bezlitośnie pokrywając je czarnym atramentem wylewanym prosto z kałamarza na każdą stronę, nigdy nie pozwolił, by czuła się przy nim niepewnie. To Chloe miała dysfunkcję ośrodka zaufania, sama spektakularnie umiała pogrzebać je kilometry pod powierzchnią ziemi, jak to zrobiła w przypadku, no nazywajmy sytuacje po imieniu, zdrady Pru, ale również nie umiała wykrztusić z siebie krótkiej deklaracji, chociaż Kornel na to całkiem zasługiwał.
Pisnęła gdy nagle znalazła się, znów, nad ziemią, tym razem jednak obejmując jego szyję czuła się znacznie bezpieczniej, no i obejmowała człowieka. Sam fakt robił swoje, jak już miała okazję z własnych doświadczeń się dowiedzieć. Wtuliła się jakoś w niego, mocno i ściśle, gdy przekraczali próg basenu. Wzięła głęboki oddech, otępiając sobie zmysły jego zapachem, dotykiem, samą obecnością, nie tylko tą fizyczną, ale psychiczną też, dodatkowo odczuwając zawirowania, bo emocje w Kornelu buzowały, co odczuwała w postaci ćmiącego rozpraszacza myśli. To był ten moment, gdy moc brała górę, a ona mogła jedynie patrzeć na świat spod przymrużonych powiek, czekając, aż połączenie się zerwie.
- Ufam - wyszeptała i wypuściła z siebie głośno powietrze, bo w tym jednym słowie użyła chyba całe pokłady emocji, jakie tylko mogła upchnąć w tych czterech literach. Czując się z tym słowem nie tyle niepewnie, co zwyczajnie dziwnie. Nigdy nikomu nie musiała mówić, że mu ufa, bo zwykle było to jasne. Jeśli widziałeś Chloe Demarchelier w swetrze w planety i w pomarańczowych skarpetach ręcznej roboty, nago - wielokrotnie, albo płaczącą, był to jednoznaczny sygnał, na równi z takim właśnie wyznaniem. A żeby myśli odciągnąć od takich ciężkich tematów znów zaczęła go całować, siląc się na jakikolwiek spokój. Jeśli tak czuła się osoba szczęśliwa, zadowolona, z perspektywą spełnienia, to mogli nawet na tej pływalni zamieszkać, a ona będzie chodzić w płaskim obuwiu.
Z każdą sekundą była pewna tego słowa. Wiedziała, że jej teraz z impetem do wody nie wrzuci, tylko ewentualnie poczeka aż się rozbierze i wtedy ją wepchnie, wpadając do wody zaraz za nią, była pewna, że na pewno nie zostawi jej tu i nie ucieknie, zamykając za sobą drzwi, czy tam blokując je jakkolwiek. Dlatego szczęśliwa niezmiernie, gdy znów stanęła na ziemi, spojrzała na niego wyczekująco i przygryzła wargę.
Basen wyglądał nieziemsko, był oświetlony tylko w kilkunastu punktach błękitnym światłem, a ciszę przerywała nieustanna praca filtrów, jednak nie był to dźwięk irytujący. Muzyki jej brakowało, o! Chociaż muzykę stworzą sobie sami w ramach potrzeby, a teraz ściągnęła z niego koszulkę i pocałowała ponownie w usta.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Basen   Sob 21 Kwi 2012 - 12:09

if only I could see
You turn myself to me
and recognise the poison in my heart
there is no other place
no one else I face
remedy, we’ll agree, is how I feel

Dlaczego w zasadzie na jego półce z książkami nigdy nie znalazła się gruba księga pod tytułem: jak zrozumieć kobiety? Potrafiłby wtedy wszystko. Wiedziałby, jak rozmawiać z Chloe i co z nią robić. W zasadzie to jego pierwsza dziewczyna, co może być doprawdy niewiarygodne. Rola dziecka w związku została już obstawiona, kryła się ona w brzuszku Chloe, więc jaki miał być? Lancaster odpowiedzialny? Już czuł jak wszystko schrzani i co gorsze, widział to w jej oczach. Ten lęk momentalnie też go wypełnił. Co jeśli on naprawdę nie jest jej wart? Collier może mieć rację. Poczucie winy zaczęło go zżerać od środka. Przecież on nie jest zupełnie dojrzały, a tymczasem ofiarował jej całego siebie w najgorszej dla niej chwili. Już nawet nie chodziło o narkotyki czy samo uzależnienie od przygody, lecz o niego samego. Włączyła mu się egoistyczna strona, która kpiła mu prosto do ucha. Opiekowanie się ciężarną, kompletnie mu nie wychodziło. Nie chciał, aby skończyła jak Rebeka. Nie mógł na to pozwolić. Samym sobą nie reprezentował zbyt wiele. Każda myśl drążyła go od środka. Próbował sobie przypomnieć słowa jakiejkolwiek wesołej piosenki, która w dosłownie pięć taktów sprawi, że ten się uśmiechnie.
here in my reflecting
What more can I say?
for I am guilty
for the voice that I obey
too scared to sacrifice a choice
chosen for me

Jak miał jej obiecać, żeby walczyć do końca? W zasadzie już to zrobił. Jak miał pozbyć się własnych uzależnień, o których bał się w ogóle mówić? Czuł jak tkwi w jakimś szaleństwie. Ufne spojrzenie wydawało mu się pełne wrogości i morza zobowiązań. Głosy, te kpiące i zupełnie nie po jego stronie, w jego głowie podpowiadały mu, że jest pewnego rodzaju ofiarą, którą musi poświęcić. Koniec z heroiną, koniec z szaleństwami. Jak walczyć, jak żyć?
Te słowa były dla niego serią z karabinu maszynowego. Czuł jak odłamki naboju rozrywają jego serce na kawałki, a on tonął w szeroko pojętnym kłamstwie. Nawet nie wiedział, kiedy używa na nim swojej mocy. Tak czy siak czuł jak wszystko wiruje mu w głowie, jak ciało domaga się kolejnej dawki narkotyku, jak on musi się w tym wszystkim zatracić. Uśmiechnął się, przynajmniej miał to na celu. Opuszkami palców przejechał po jej talii, próbując wyrzucić z siebie te wszystkie okropne myśli. Dlaczego obok bezgranicznego szczęścia zawsze życie ustawia beznadziejny rozsądek?
Odwzajemnił prędko pocałunek, aby nie musieć się z niczego tłumaczyć. I tak by nie potrafił. W zamian za to, złapał za koniec koszulki Chloe i uniósł brew ku górze. Znów ją rozbiera, znów nie będzie mógł zrobić niczego więcej, znów staną obok siebie nadzy bądź też w bieliźnie i ona jako przyszła mama będzie musiała zadbać o swojego s y n a. Nawet w myślach nie potrafił nazwać siebie rodzicem. Stał się marnym pionkiem, który uratuje dupę Aidenowi, gdy on będzie akurat chodził na panienki. Odrzucił koszulkę na bok, przygryzając lekko ucho Chloe.
- Te szpilki, to beznadziejny pomysł, kiedy się nauczysz, że ze mną nie powinnaś chodzić w czymś takim? Okropnie mi je wbijałaś w żebra – poskarżył się, pokazując ze smutną miną siniaki w owych miejscach. Czyż to nie dziwne? Mężczyzna opowiada, jak to kobieta jeździła na koniu… I jeszcze go skaleczyła!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Basen   Nie 22 Kwi 2012 - 10:46

Mentalny policzek. Wystarczyło, że dostrzegła w jego oczach cień niepewności i wyczuła zmianę emocji, bo jeszcze chwilę temu były one pozytywne, a zmianę odczuła niemalże boleśnie. Nie wiedziała przecież o czym on myśli, czy się martwi, czy jest zły, zawiedziony, smutny, przygnębiony, czy też rozpamiętuje coś i sam sobie rany rozdrapuje. Bazowała jedynie na tym, co docierało do niej jako fale jego emocjonalności i jedyne co mogła twierdzić to to, że zdecydowanie nie czuł się teraz komfortowo ani dobrze. Dlatego oczy otworzyła szerzej i usta uchyliła, jakby w niedowierzaniu.
Gdyby wiedziała, wszystko wyglądałoby inaczej, ale z jej perspektywy on tak zareagował na jej deklarację zaufania, co wcale przecież, w jej mniemaniu, nie oznaczało zobowiązań dla niego, a wręcz dla niej. Bo skoro mu ufa, to jest gotowa poświęcić się dla niego, pomagać mu, trwać przy nim, by nie sięgnął po kolejną strzykawkę, przytulać mocno do siebie, gdy tylko coś pójdzie nie tak, jak powinno. Ufała, że jej nie zdradzi, nie zostawi z porodowymi skurczami na kanapie, bo musi iść na wódkę z kumplami, że zaakceptuje całą poronioną sytuację i osoby w to zamieszane. Jedną konkretną w sumie, ale stanowiącą przeszkodę dużą. I nawet nie chodziło o wzrost. I ufała, że po prostu będzie, nawet nie w jej objęciach, ale przynajmniej gdzieś w zasięgu smsa.
- Jesteś niepewny? - stwierdziła bardziej niż spytała, stopniowo dozując sobie samej spokój. - Czuję to. I widzę - starała się mówić spokojnie, lecz jej głos podniósł się o jeden ton, a już całkiem niedużo dzieliło ją od tych drżących rejestrów, których tak bardzo chciała uniknąć. Przymknęła oczy i oparła czoło o jego ramię. Policzyła powoli do dziesięciu, dając sobie chwilę na relaks (pięknie ujęte).
Bo myśli w jej głowie buzowały, jak wstrząśnięte piwo, znowu czuła się wymiętolona jak papierek po batoniku, wyrzucony w stronę kosza, ale który odbił się od brzegu i upadł na podłogę. I nikt nawet nie interesuje się faktem zaśmiecania środowiska. To wszystko działo się tak szybko i było tak piękne, że nie umiała już myśleć, że mogłoby być inaczej. Dziecinnie bardzo, bo to oczywiste, że, zapewne, te nieprzyjemne chwile będą się równać częstotliwością występowania z tymi miłymi.
Podniosła jednak wzrok i uśmiechnęła się. Trochę na siłę, ale chciała pokazać mu, że jest silna i że może na nią liczyć. A fakt bycia w ciąży wcale nie sprowadza jej do roli jedynie bycia podpieraną, a umożliwiał też bycie podporą.
- Pozostały mi jakieś trzy tygodnie śmigania w obcasach, więc jakoś wytrzymasz - powiedziała, z uśmiechem zdecydowanie szerszym/szczerszym i przejechała dłonią po szramach od obcasów. Które w tym momencie zdjęła, by gdy powróciła do niego wzrokiem, podnieść brew. Mógł spokojnie oprzeć brodę na jej głowie.
Splotła swoje palce z jego i obróciła się, ustawiając się po tym piruecie w pozie tanecznej. Rejestrując swoją biedną koszulkę dryfującą w odmętach chlorowanej wody.
- Umiesz tańczyć? - zapytała, po czym wspięła się na palce i przelotnie pocałowała go w usta, dłoń na jego ramieniu umiejscawiając, jak to przy odpowiedniej ramie wymagane było.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Basen   Nie 22 Kwi 2012 - 18:52

Mentalny policzek jest niczym w porównaniu z mentalną kastracją. A mężczyznę można podobno wykastrować tylko jednym zdaniem. Może ona po prostu przekazała mu te wszystkie wątpliwości za pomocą swojej mocy? On czuł jak jego mózg po prostu szalenie, dosłownie jakby był na huśtawce. Raz jest dobrze, raz jest źle. Przytulił ją mocno do siebie, aby mogła poczuć jak szybko bije mu serce. Bo tylko ono tak naprawdę nie dało się zwariować wszystkim emocjom. Wiedziało przecież, co czuje i gdzie tak naprawdę chce być. Ułożył głowę na jej ramieniu, opuszkami palców wodząc po dłoni Chloe. Może chciał się rozkoszować tą chwilą? Raz zatracić! Parsknął śmiechem, gdy odczytała wszystkie jego emocje. Czy tak to będzie teraz wyglądało? Młoda para kłócąca się o rzecz ważną, która wykorzystuje własne moce, aby osiągnąć pewną wyższość w związku. Cornelius zawsze może stać się słodkim kociaczkiem, żeby złość minęła. Ucałował płatek jej ucha.
- Jestem po prostu szalony, to inny rodzaj niepewności – odpowiedział, posłusznie splatając ich dłonie razem. Trudno było mu ocenić czy tak naprawdę potrafił tańczyć. Jasne, że chodził na lekcje, bardzo nudne godziny z resztą, podczas których jego matka z wielkim uśmiechem komplementowała jego kroki i doskonale wykrojony garnitur. Z resztą, Lancaster zawsze przy niej musiał chodzić w koszulach, aby pozakrywać swoje tatuaże, które rodzina uznawała za krzywdzące. Dłoń, zupełnie niepewnie jakby dziewiczo, przesunął na jej talię. Dlaczego nigdy ze sobą nie tańczyli? Czuł się jak pieprzony prawiczek, który wierzył, że od całowania się zajdzie w ciążę. Lewa stopa czy prawda jest pierwsza? Dlaczego chciał tak pieruńsko dobrze wypaść? Tak, to była prawa stopa, w walcu wiedeńskim na pewno. A może jednak nie? Chrząknął cicho, czując jak pocą mu się ręce. Pięknie, tańczy z herbacianą damą, która takie przyjęcia, chociażby jednoosobowe, ma w małym palcu. Jednak uznał, że musi coś wpierw zrobić. Wiedział, że go zabije prawdopodobnie za to, ale… Ruszył do walca pewnym krokiem. Głowa wysoko, spojrzenie w oczy, lekki uśmiech. Zaczęli wirować we własnej miłości, zaufaniu, a może i nawet tej niepewności i tajemnicy – co też będzie dalej. Cornelius „przypadkowo” strącił buty Chloe do wody, a sam wykonał z nią obrót. Nie mógł się powstrzymać, aby nie przechylić jej ciała prosto na swoje udo i w takiej pozycji, ucałować jej szyję.
- Jaka ze mnie gapa! Cóż, chyba jednak w ciąży przydadzą Ci się trampki – odpowiedział cicho, robiąc słodkie oczka. Zaraz znalazła się na jej szyi malinka, a dłoń chłopaka powędrowała nieco niżej, łamiąc wszystkie zasady walca wiedeńskiego.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Basen   Nie 22 Kwi 2012 - 21:51

Mentalnej kastracji uskutecznić nie chciała, chociaż owszem, słyszała o takich mongolskich teoriach. Jednak wszystko czego teraz słuchała ograniczało się do mięśnia schowanego pod kurtyną żeber, jego szalenie szybkie, choć miarowe bicie, a wszystkie doznania, które jej mózg odbierał jako szczęście nieopisywalne potęgował jego zapach i świst jego oddechów. Które jakoś tak były też trochę jej, bo automatycznie dostosowała swoje tempo do jego, że gdy on oddech brał, ona akurat powietrze wypuszczała. Tak tą harmonię, choćby chwilową, dopełniając.
Spojrzała na niego, uśmiechnięta i szczęśliwa, zaciskając palce w ich splocie - Będę się musiała przyzwyczaić do tego Twojego szaleństwa! - powiedziała, jego twarz w dłonie ujmując i nos swój z jego stykając, by na koniec czule go pocałować (Kornela, w sensie jego usta, a nie nos). Ramę przyjmując, gdy Kornel dłoń swoją jej ostrożnie na talii położył i ramię wyciągnął. I cały się wyprostował, jakiś dwóch centymetrów sobie dodając i tańczyć zaczęli. Nie trwało to długo, bo zakończyło się dwoma pełnymi elementami i piruetem później, gdy jej ulubione botki, jej Giuseppe Zanotti, które miała najpierwsiejsza w szkole, wylądowały w basenie i teraz unosiły się wpól zanurzone pod spokojną taflą wody. Jęknęła, bardzo dziewiczo, jeszcze bardziej dziewiczość [?] okazując, niż Kornel w swoich bezpiecznych gestach.
Lecz zanim zdążyła go wzrokiem spiorunować, okrzyczeć go co on w ogóle robi, przecież chyba ma prawo go pocałować NIE stojąc na krześle, a przytulanie się do jego brzucha za czwartym razem stanie się oznaką jej bierności, a ona, Chloe Demarchelier przecież jest, ogniwem łańcucha czynnym, istotnym, mocnym i niezbędnym, już plecy wygięte w łuk miała i to wcale nie z podniecenia, bo ani się obejrzała, Cornelius-miotacz w tej dziwnej pozie już jej malinkę na szyi robił. I rękę przeniósł, cnotliwości i dziewiczości mówiąc mało uprzejme 'do widzenia'. Nawet jęknięcie Chloe było lepsze, bo bardziej przypominało rozkoszne westchnienie, które chwilowo odpędziło od niej wizję chodzenia w TRAMPKACH, czyli obuwiu SPORTOWYM.
Spłynęła wręcz z jego nogi, na chłodnych kafelkach siadając, po czym celowo szybko w jego głowie miszmasz uskuteczniła, że wiotki się zrobił i po sekundzie już na podłodze leżał, z emocjami wszystkimi na miejscu właściwym, a Chloe pochylała się nad nim ze wzrokiem lisim, bardzo. Którego już dawno nie stosowała. Który pobudzony został jego dłonią. Z którym to czuła się dobrze.
- A co, nie podobam Ci się w obcasach? - zapytała, paznokciami przejeżdżając po jego boku i torsie, na zmianę. Usta przygryzając, jakby była właśnie w swoim żywiole. Bo była, wreszcie.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Basen   Pon 23 Kwi 2012 - 4:46

Cóż, dzięki Bogu, że nic jej takiego nie przychodziło do głowy. W zasadzie gdy czytałem Twój odpis, to uznałem, że masz bardzo pożyteczną moc! Kłótnia małżeńska i kto jest górą? Oczywiście Chloe, a mężczyzna wije się w poczuciu winy. Jakież to było… niesamowite. On jedynie mógł na nią warknąć lub na puszyć się, głośno prychając! Ich kłótnie mogą być doprawdy zabawne.
-A co, nie chcesz do niego dołączyć? – spytał z czarującym uśmiechem. Będę się zapewne powtarzał, ale czyż nie wariaci są tylko czegoś warci? Szaleńcowi nie brakowało odwagi do spełniania swoich marzeń, mówienia swojego zdania, a nawet włamania się do basenu publicznego. Lekko przygryzł wargę Chloe podczas tego pocałunku. Czy i ją teraz opuściły wątpliwości? Nie czuł słynnego mindfucka i było mu po prostu tak d o s k o n a l e. Jakiż to z niego niedobry zbrodniarz! Aż spuścił wzrok, a następnie podniósł go, robiąc maślane oczy. Gdzież on mógł być temu winny? Przecież Cornelius może się doń nachylić, strasznie dramatyzowała dla własnej wygody. Jak ona miała w czymś takim przechodzić przez płot, pływać, biegać?
Wpierw nie rozumiał, co się dzieje. Trzymał ją mocno, a ta jakby dosłownie sturlała się z jego nogi. Nagle poczuł jak wszystkie jego mięśnie ulegają rozluźnieniu, a głowa staje się niesamowicie ciężka. Niczym echem zaczęły odbijać się wątpliwości, rady, chwile szczęścia i te ich marzenia o podróżach do Paryża i Dover. Zaraz znalazł się tuż przy niej, czując jak opatula go chłód kafelek. Nie mógł nawet unieś ręki, takie ciężkie, obarczone myślami miał to ciało! Spojrzał na nią nieco zdziwiony, zaskoczony.
- Kocham Cię w obcasach, na bankietach, tu jesteś mi potrzebna bez nich, a najlepiej by było bez ni… – urwał właśnie swoje wielkie przemówienie o pożądaniu jej ciała, bo oczywiście chciał je dokończyć „niczego”. Jednakże ona mu paskudnie przerwała! Wciągnął brzuch, czując jak władza nad JEGO ciałem zaczyna powoli wracać. Jakże było to dziwne uczucie! Spojrzenie wbił prosto w jej tęczówki, a następnie - z czystej przyjemności – aż przymknął oczy. Jak taka delikatna pieszczota może aż tak doprowadzać człowieka do szaleństwa? Wciąż jednak nie mógł podnieść żadnej z kończyn. Uniósł więc brew.
- Kochanie, mogłabyś przestać? – spytał, chociaż jego pytanie mogło być dwuznacznie odebrane. Oczywiście chodziło mu o moc, która wręcz przygwoździła ciężarem myśli i emocji do podłogi! Czy to było aż tak dziwne, że chciał też móc ją dotknąć? Prędko podnieść się do pół piony, ucałować jej malinowe usta, wplatając przy tym palce w długie włosy? Zwłaszcza, gdy ta – lisia – istota przygryzła te wargi, w prowokacyjnym, bardzo prowokacyjnym geście!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Basen   Pon 23 Kwi 2012 - 15:30

/jesteś szalonym człowiekiem, post o szóstej rano? <3

Oddech jej powoli przyspieszał, serce biło mocniej a puls szybszy się stawał z każdą minutą. W sumie już się kochali gdy była w ciąży, jeszcze wtedy o tym nie wiedząc, ale jednak, więc chyba teraz też nic by się nie stało. Bo skoro teraz jej maleństwo troszkę większe jest i silniejsze zapewne też, bo z takim zestawem genów żaden słabeusz narodzić się nie mógł, to byłoby wręcz szczęśliwe, że mamusia z ... wujkiem szczęśliwa jest i zadowolona i spełniona i no-chociaż-raz-niech-to-zrobią-no.
I całą tą swoją chęć, w oczach zapewne wymalowaną, stłumić chciała, naprawdę. Ponieważ nie chciała, żeby jakakolwiek krzywda się jej dziecku stała, w kościach czuła, że Aiden też by tego nie chciał (bo w sumie my w przeszłości, przed Karaibami nawet jeszcze jesteśmy! dzikie rzeczy!), już uporała się z wszystkimi trudnymi rozmowami, stan rzeczy zaakceptowała i pokochała. Mocno dość. I taka właśnie ambiwalencja nią targała od środka, miłość matczyna vs. miłość partnerska/kobiety do mężczyzny/nie wiem jak ją nazwać. Obie wygrane i przegrane jednocześnie.
Swoim wyznaniem szalę tej drugiej przechylił mocno, Chloe wygięła usta w uśmiechu promiennym, jeszcze tylko, skoro już przy takich dziewiczych odruchach jesteśmy, brakowało jej szkarłatnego rumieńca oblewającego jej poliki i dwóch blond warkoczy i powiek oczy zasłaniających, odruchem małego wstydnisia, ale ograniczyła się do pocałowania go w usta. Zdecydowana niemalże, że dziecku Z PEWNOŚCIĄ mamina przyjemność, hipopotetyczna, nie zagraża i jużjuż miała się zacząć rozprawiać, again, z jego zamkiem od spodni, cudownie naprawionym (powiedzmy) po incydencie w obserwatorium, gdy jego brew w górę powędrowała i przestać jej kazał.
Co ją trochę przestraszyło, przecież on w zwierzaki się zmieniać potrafi, a nie bawi się we Wróżbitę Macieja, z tą różnicą że WIEDZIAŁ co się w jej główce układało. Więc zamarła na chwilę, brwi ściągając i spojrzała na niego szczerze zdziwiona. Jaktotak? Właśnie Chloe uosobieniem kobiety idealnej się stała, seks zainicjować w planach miała i nawet w niedalekiej przyszłości pozwoli się ubrać w buty bez obcasa i nawet na piwo (bezalkoholowe, no ona przynajmniej) z nim pójdzie, a on jej KAŻE PRZESTAĆ? "No rozkaz noszenia habitu i babcinej bielizny niemalże wydał, niech mu będzie, kupi sobie wibrator!". I w ogóle już opracowywała kontr-działanie, że się do ładu przez tydzień nie doprowadzi jak mu raz a porządnie namiesza w emocjonalności.
I całe to jej myślowe zakałapućkanie trwało jedną, calutką sekundę, kiedy pojęła o co mu chodzi. Po dogłębnej analizie, że w sumie nie tak się patrzy z oczu chłopakowi, który właśnie cnotliwie jej seksu odmawia (:C), ponieważ tęczówki jego iskrzyły się dalej, tak jak lubiła najbardziej, i w ogóle nieruchomo leży jakby go coś trzymało.
Aż miała ochotę śródręcze do czoła przyłożyć, czaszkę przebijając i natychmiast go zwolniła, od tej dziwnej ciężkości go uwalniając. Bo rozpracowała, że mieszanka skrajnych emocji jest dla osoby objętej działaniem mocy klołkowej do podłoża przytwierdzająca, niestety z powodów bliżej jej nieznanych. Tylko, że teraz wcale nie bawiła się w szalonego naukowca, a zwyczajnie zapomniała połączenie z nim zerwać.
- Przepraszam - powiedziała głosem słodkim, parodiując jego maślany wzrok sprzed minuty. Zapewne nie tak dobrze, bo to on, dosłownie, małym kociakiem mógł się stać.
Z ulgą obserwowała, jak jego ciało do normalności powraca, więc za zamek jego spodni szarpnęła, doszczętnie mechanizm psując - Ups - wyszeptała mu do ucha, po czym delikatnymi pocałunkami zjechała wzdłuż żuchwy do szyi i zostawiła po sobie malinowy ślad.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Basen   Pon 23 Kwi 2012 - 16:03

wszystko dla Ciebie <3
Jemu wszystko wariowało! A co dopiero jej. Nagle poczuł na nią niesamowitą ochotę, a jedyne czym mógł ruszyć to ledwie powiekami. Wszystko odbywało się bez jakiekolwiek kontroli z jego strony. Nie mógł ani jej pocałować ani dotknąć, a tylko jego myśli grzeszyły niewyobrażalnie. W zasadzie czyż to nie było podłe ze strony Aidena? Zapłodnił se, aby Cornelius musiał żyć w celibacie!
Jak on chciał ją móc uszczęśliwiać jednym uśmiechem czy też spojrzeniem! Te oczy zawsze powinny tak błyszczeć. Wtedy była najpiękniejsza. Chciał unieść dłoń, aby pogłaskać ją po policzku, ale nic z tego. Tylko szarpnął się jak ryba wyciągnięta z wody i zaczęło go to poważnie denerwować. Spojrzał na nią wyczekująco, czując jak szybko bije mu serce. A po chwili jakby kajdany zwolniły uścisk. Nagle jego kończyny nie były przytwierdzone do podłogi, a w głowie nie roiło się mnóstwo emocji.
I dlatego po raz drugi się zdenerwował, że tak zrozumiała jego prośbę. Cornelius Lancaster odmawia pieszczot? Przecież to było niedorzeczne! On chciał zawsze, wszędzie i już teraz tylko z Chloe. Nawet był zdziwiony, że wyznanie miłości przyszło mu tak łatwo. Może po prostu zaczął być pewny swego? Wziął głęboki oddech, ciesząc się, że zniknął i ten ciężar z klatki piersiowej. Bo powiedział to. Powiedział! Powinien teraz z radości wskoczyć do owej chlorowanej wody, ale przecież przy nim siedziała jego kobieta bez bluzki! Aż szybciej zabiło mu serducho, a na twarzy pojawił się szerszy uśmiech. Czy może być coś wspanialszego od takiej sytuacji? Zaśmiał się, wodząc dłonią po ramionach i obojczyku dziewczyny.
- Te, mam prawa autorskie do tego spojrzenia! – rzekł nieco agresywnie, uśmiechając się szeroko. Bo ona była pchełką, a nie kotem. Owszem mruczała czasem, wiła się, słodko przytulała i bardzo pragnęła bliskości, ale przy takim jej spojrzeniu totalnie załamywały się pod nim kolana (dzięki bogu że obydwoje leżeli!).
- Czy Ty się czymś denerwujesz? – spytał wprost, nawiązując jeszcze raz do tego wypadku z mocą. Przecież on tak chciał, aby czuła się przy nim wyluzowana, spokojna, bezpieczna! Zapragnął być dla niej ostoją. Dlatego też wlepił w nią ciekawe spojrzenie, czule gładząc jej policzek. Nawet założył kosmyk jej włosów za ucho!
Jednakże jej odpowiedź była zupełnie inna. W ogóle się tego nie spodziewał, zwłaszcza, że uznajmy, iż pogodził się z celibatem, który nie był mu zupełnie na rękę. Kochał właśnie taką Chloe, z jednej strony delikatną niewiastę, a z drugiej drapieżną kocicę (!). Zaśmiał się, kręcąc głową. Czyż nie mówili niedawno o bezpieczeństwie dziecka? Czyż kąpiąc się w ciepłej wodzie i mocząc tyłek w dziwnych masażerach nie mieli zapomnieć o pragnieniu własnego ciała?
- Brutal! – krzyknął, udając przerażonego. Bo w sumie taki był. Zniszczyła mu ostatnie spodnie, do których nie dobrał się Kai. Będzie musiał iść na zakupy, ze swoją dziewczyną. Gdy tylko poczuł na swojej żuchwie pocałunki, przymknął oczy i zamruczał głośno. Już wcale nie była brutalna! Opuszkami palców delikatnie przejechał po paciorkach jej kręgosłupa, zatrzymując się na chwilę przy zapięciu stanika. Zaczął się z nią drażnić, bowiem zastanawiał się, czy go rozpiąć bądź też nie. Raz złapał za niego pewnie, lekko pociągnął, a potem odpuścił, wzruszył ramionami i złączył ich usta razem. Wtedy postanowił zostawić owy biustonosz za deser, a dłońmi przeszedł na lędźwie, masując je. Przyciągnął do siebie Chloe, a następnie ugryzł jej płatek ucha. Nie mógł się również powstrzymać, aby swoje wścibskie dłonie nie wsunąć pod materiał spodni, lekko ściskając ją za pośladki.
- Niezdara wielka z Ciebie i jak ja teraz wrócę? – spytał z niewinnym (!) uśmiechem, zaczepnie pocierając swoim nosem o jej nos.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Basen   Pon 23 Kwi 2012 - 21:01

Na jego oburzenie tą niewinną parodią zareagowała jedynie uśmiechem i rękę mu na policzku położyła, kciukiem zarysowując mu usta. Czy była zdenerwowana? Na początku owszem, znaczy te dwie minuty temu, gdy patrzył, on sam, na nią niepewnie, fale emocji rozprzestrzeniając wokół siebie tak, że nawet zwykła persona mocy pozbawiona by wyczuła, że coś nie tak się działo. A teraz była wyluzowana całkiem, że nad swoją mocą panowanie straciła całkowicie o swojej mocy zapomniała, że w ogóle jakieś działanie uskuteczniła, a odkręcić je trzeba było, bo to Kornel, jej osobistyczny, styczny do niej cokolwiek miałoby to oznaczać (bo w momencie gdy oboje są w połowicznym negliżu zajeżdża to jakąś kamasutrą), a nie jakiś wkurwiający Jelonek.
Bo w tym momencie odpłynęła gdzieś daleko, myślami oczywiście, pozostawiając etykietkę 'Chloe Demarchelier' i ogólnie wszystko, co materialne, namacalne i fizyczne, jakby liczyć się przestało. Bowiem, szalenie w czas, błyskotliwie i w ogóle tak sokolsko niemalże, zorientowała się, co on w ogóle do niej powiedział. Zanim zarzucił jej plagiat, brutalność i niezdarność. Ze wzrokiem zapewne nieobecnym, bo emocjonalnie, bez jakiejkolwiek ingerencji własnej, wzniosła się gdzieś w okolice innej galaktyki, Galaktyki Zajebistości, uściślając. Debilko, on Ci właśnie wyznał miłość!
Wypuściła z siebie powietrze, ostrość wreszcie na jego twarzy skupiając, z tego chwilowego letargu do świata żywych powracając. Dlaczego nie wyłapała tego od razu? Może dlatego, że otoczył to komplementem, dopasowując w sumie odpowiedź do jej pytania, na które nie spodziewała się takiej odpowiedzi.
Wszystko działo się w slowmotion. Jego palce przejeżdżające wzdłuż jej pleców, siłujące się z zapięciem stanika, na jej lędźwiach, dłonie na pośladkach i zęby na płatku ucha. Trwało to około bardzo długo, bo była przyćmiona. Jakby zjarała całego jointa sama, z chilloutową muzyką w tle, absolutnym luzem, brakiem jakichkolwiek trosk i problemów i głową opartą o silne, pewne ramię. Nie miała pojęcia ile trwał ten stan, od którego zdążyła się odzwyczaić (zakałapućkanie marichuaeneowe) i które było dla niej nowe całkiem (lovelovelove), ale gdy patrzyła na niego już świadomie, jego nos o jej się ocierał.
I nawet nie wiedziała kiedy oczy jej się zaszkliły - Kocham Cię, Kornel. Serio - powiedziała radośnie, co plebs by porównał do tonu oznajmiającego wygranie miliona funtów na loterii. Ale czymże jest milion funtów, gdy jesteś ZAKOCHANĄ Chloe Demarchelier? Niczym!
Nie wiem w sumie jak byli ułożeni, ale powiedzmy, że teraz siedzieli, Chloe wokół jego bioder nózie splecione mieć mogła, czółkiem się o jego czoło oparła i palcami mogła teraz po jego torsie błądzić, czując delikatne zgrubienia na tatuażach i bruzdy na bliznach, była bezpieczna, szczęśliwa, spełniona-prawie, przyćmiona chwilowo wszystkim co się wokół niej działo, w pakiecie z fajerwerkami, konfetti, spadającymi z nieba błyszczącymi gwiazdami i płatkami kwiatów, i nawet na chwilę o swoim palącym pożądaniu zapomniała. By teraz przenieść na niego spojrzenie, które nawet ciężko jest opisać, bo było miksacją tego wszystkiego, całościowego szczęścia, euforii, zaufania i miliona innych odczuć; która koktajlem czekoladowym była, kolor jej tęczówkom dająca. Co, paradoksalnie, ją pobudziło do działania. Ale nie napalonego, tylko z miłością.
Wyplątała się ze splotu ich kończyn i ściągnęła z niego spodnie, powoli, bez przerwy patrząc mu w oczy, po czym pocałowała go, przeciągle i namiętnie, paznokcie mu w pośladek, przez materiał bokserek, wbijając. Rozpięła spodnie, swoje, i spojrzała na niego wyczekująco - Chodźmy się wykąpać - wyszeptała nieco drżąco, ścieżkę paznokciem znacząc od jego podbrzusza, przez pępek, mostek, szyję, aż do brody. Uśmiechając się lisio znowu. Ale już bardziej... kontrolowanie.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Basen   Wto 24 Kwi 2012 - 16:18

Ta parodia była niestety bardzo udana, jednakże on po prostu lubił się z kimś tak ważnym drażnić. W końcu urozmaicał ich pożycie, uśmiechał się cwaniacko, a czasem – gdy miał powody – mruczał ochoczo. Czy trzeba było jeszcze raz mówić jak bardzo szczęśliwy czuł się przy niej?
Bo nagle stał się bardzo prosty fakt: Chloe była jego i po prostu przy nim będzie już tkwić. Na dobre i na złe. Czyż to nie brzmi dość naiwnie w tak młodym związku? Dlaczego młodzi zawsze mieli takie ambitne plany? Czy tylko Ci „niedorośli” mieli marzenia i mocno w nie wierzyli? Automatycznie przytulił ją mocniej do siebie, kręcąc się z nią w kółko. Pewnie taki ruch widział na filmach i wierzył, że jest on praktyczny. Jednakże po chwili poczuł okropny zawrót głowy, więc zatrzymał się nagle, zaczynając chodzić krzywo. Cały basen wirował mu, a z jednej ukochanej pchełki zrobiły się właśnie trzy. Uniósł rękę przed siebie, pokazując przed własnymi oczyma kilka palców, i one były po trojone. Zamknął oczy, tupiąc wściekle nogą.
Czy on naprawdę tak wyznał miłość? Dlaczego przyszło mu to tak łatwo? Zawsze sobie wyobrażał, jak krztusi się winem, traci głos, drży mu ręka, powieka, noga. A on po prostu patrząc jej prosto w oczy, powiedział, co czuje. Znów odzyskał własną wolność. Kiedy zaczęło wszystko wracać do normy z jego widzeniem, ujrzał małe łzy znajdujące się w kącikach oczu. Ujął jej twarz w dłonie i uśmiechnął się.
- Wariatko, czego beczysz? - spytał ze śmiechem, kompletnie nie rozumiejąc w tym momencie kobiet. Dlaczego marnowało się łzy na szczęście? Ucałował głośno i soczyście jej czoło. Załóżmy, że wtedy już stali, przepraszam, ostro przeskoczyłem.
Odrzucił gdzieś na bok spodnie, a sam przyciągnął Chloe za pasek do siebie. W zasadzie co ich obchodziło pożądanie jak mają po prostu siebie? Schował jej kosmyki włosów za ucho, całując lekkimi, jakże licznymi, muśnięciami jej usta. Nagle po prostu od niej odskoczył i kręcąc palcem zabronił jej do siebie podejść.
- Złap mnie, jeśli potrafisz – odpowiedział specjalnie stosując wobec niej te wyzwanie. W końcu ona była jeszcze ubrana, a on… prędko wskoczył do wody, nurkując w jej głębi. Była idealnie ciepła, idealnie czysta.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Basen   Wto 24 Kwi 2012 - 22:53

Rozpromieniła się, taki tyci smuteczek w jego oczach dostrzegając, bo wiedziała, że o minkę kota mu chodzi. Co oznaczało, że jej wychodziła i że skuteczna jest. Więc może nawet mu przegada z tymi obcasami. Ale uzewnętrznić niczego nie mogła, nawet pocałować go nie zdążyła, bo nie wiadomo kiedy już stali i kręcili się w kółko. Niedobrze.
Gdyż Chloe momentalnie poczuła jak jej żołądek robi jakieś szacher-macher, ściska się ból powodując i ogólnie słabo jej się zrobiło, żeby nie powiedzieć, że jej się aż na wymiotki wziąć chciało. Ale na całe szczęście ten ich kręciołek długo nie trwał, nie na tyle, żeby rzeczywiście na posadzkę obiad zwróciła, ale na tyle, że w główce jej się bez alkoholu zakręciło.
Nawet nie zarejestrowała dziwnych odruchów Kornela, który ostrość na palcach próbował łapać, błędnik i w ogóle jakieś ośrodki lokacji i orientacji w terenie, choćby góra-dół prawo-lewo, usiłując naprawiać. Bo ogarniała własne, dodatkowo torsje hamując. Skutecznie, dzięki bogom. Że już całkiem o nich zapomniała, gdy jej twarz w jego dłoniach się znalazła. A jej czółko mocno ucałowane zostało, że szczęście jej się uszami wylewało. I jeszcze ją do siebie przyciągnął, że już prawie szyję wyciągnęła żeby choć kilka pocałunków mu oddać, ALE NIE. Bo odskoczył i paluszkiem pogroził, a już chwilę później w basenie nurkował, lustro wody dość efektownie swoim skokiem przebijając. Że Chloe obserwowała go bez ruchu, dopóki czubek jego głowy się nie wynurzył. I ocknęła się, bo rzucono jej wyzwanie. A skoro przyjaźni się z Prudence Wright, która chodzącą ambicją jest, nie mogła gry nie podjąć.
Dlatego podeszła do krawędzi basenu i poczekała aż się jej potencjalna ofiara w jej stronę obróci i spodnie poczęła z siebie zsuwać. Dość szybko zorientowawszy się, że za koronkę majtek pociągnęła również, co je niebezpiecznie opuściło. Bawiąc się przy tym całkiem nieźle, serio, bo jak to z każdą dziewczynką było i ona aktorką kiedyś chciała zostać, minę zrobiła słodkiej idiotki i dłoń do ust przyłożyła, niewerbalnie robiąc 'ups'. Znów. Po czym bieliznę na miejsce przywróciła, kontynuując krótki, niepełny, prywatny striptiz, z miną już inną. Bo uśmiechnięta była nieco przebiegle.
Odrzuciła spodnie gdzieś za siebie i wskoczyła do wody stylowym tygrysem. Kornel chyba nie doceniał jej zdolności pływackich. Błąd, bo Chloe pływała dobrze i szybko, więc nawet w podrygu ucieczki z łatwością go dogoniła, na plecach mu się wieszając. Na krótko, bo szybko znalazła się przed nim, patrząc na niego lisio. Lisio-chytrze, a nie lisio-perwersyjnie.
- Złapałam, jaka jest moja nagroda? - spytała kapryśnie, ręce mu na ramiona zarzucając i jego usta w pocałunku miażdżąc.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Basen   Sro 25 Kwi 2012 - 7:14

A w zasadzie jak mogło się czuć dziecko, które ciągle czuło dziwną walkę emocji, starcie, którego pojąć jeszcze nie potrafiło? Wszystko zależało teraz od nich, co więcej od Aidena i Pru też. Cornelius tak cholernie nienawidził być uzależniony od kogoś. Bo chciał tylko żyć dla niej i z nią, a nie dodatkowymi plusowymi-minusami. Dziś liczyła się tylko Chloe!
Tylko jej oddech, zapach i niesamowicie zniewalające spojrzenie. Przez to właśnie biło mu jak oszalałe serce. Właśnie dlatego czuł niesamowitą chęć do życia. To dla NIEJ rzuci w cholerę narkotyki i stanie się kimś, kogo będzie kochała bez żadnych wątpliwości. I nikt nie zarzuci Chloe, że zadaje się z kimś, kto nie jest jej wart. Kiedy był już w wodzie, wynurzył się, zaczesując długą grzywkę do tyłu. Jego spokój i przekonanie, że da radę wytrzymać bez seksu, nagle zostało w niesamowicie subtelny, namiętny sposób rozerwane na kawałki. Otworzył szeroko buzie, nie wierząc w to co widzi. Bo on tak naprawdę nigdy nie widział, darmowego, striptizu na żywo. Oparł stopy o dno basenu i po prostu obserwował, nawet nie miał siły, a raczej ochoty, uciekać, jak miał to zamierzone. Bo była cudowna. Każdy nowo odkryty, dziewiczy, fragment skóry, sprawiał, że kolejny raz fala ciepła musnęła jego kark, okolice uszu i po kolei każdy paciorek kręgosłupa. Wziął głęboki oddech, chcąc opanować samego siebie, bo on przecież zaraz się na nią rzuci i złamie wszystkie zasady ciążowe. Zwłaszcza gdy drugi raz zobaczył, materiał bielizny i naprawdę czuł jakby poznawał jej ciało na nowo. Z jękiem skomentował to jak wskoczyła do wody.
Czy powinien uciekać? Znów go rozpaliła! Nie miał ochoty. Chciał, aby go dopadła, objęła czule i znów pocałowała. Nie zakładał, że jest marna w pływaniu. Nie myślał już o niczym. Czekał, posłusznie czekał, obserwując każdy jej ruch. Zaraz już była przy nim, podsadził ją, aby objęła jego biodra. Mogła poczuć jak gwałtownie unosi i opada jego klatka piersiowa. Czubkiem języka dotknął jej warg, chcąc ją po prostu ochrzanić za to co zrobiła.
- Za striptiz, złapanie czy… – spytał, sam gubiąc się w swoich myślach. Zamrugał, patrząc w jej oczy i chrząknął, próbując się sprowadzić na ziemię. – Striptiz czy złapanie? – powtórzył jeszcze raz, w końcu rozpinając jej stanik. Odwzajemnił kolejny pocałunek, odrzucając gdzieś na bok materiał, może nawet już zaczął dryfować koło butów. Ujął w dłoń jeszcze raz podczas dzisiejszego dnia jej pierś, kciukiem lekko drażniąc sutek.
- A co sobie panienka życzy? – dodał zaraz, lekko się drażniąc. Bo gdy mówiła takim głosem przypominała małą, jego księżniczkę. Wskazał palcem na miejsce, gdzie wcześniej robiła striptiz i uśmiechnął się cwaniacko - Bo wiesz, tamto było niefair.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Basen   Sro 25 Kwi 2012 - 15:13

Takie dziecko będzie po prostu zahartowane psychicznie, że uniknie takich sinusoid w swoim życiu na płaszczyźnie emocjonalnej. Chociaż aktualnie Chloe miała parabolę, która strzeliście mknęła gdzieś w okolice nieba, z dość pozytywnym zapatrywaniem, że nigdy nie będzie tak, żeby nie mogło być lepiej, więc ogólnie ich wspólna egzystencja idyllą być powinna. I będzie. Nawet jeśli na zjeździe rodzinnym przy stole zasiądą z nimi, Demarchelierami i Lancasterami, Prudence i Aiden. Dadzą sobie radę ze wszystkim!
A w takich pozycjach podbijanie świata będzie dziecinną igraszką, zaczyna się przyzwyczajać do tego, że ciągle ją Kornel na rękach nosi, a ona już automatycznie mu nogi wokół bioder oplata i usta do pocałunku składa. Podobały jej się takie przyzwyczajenia, bo chociaż już była w związkach różnych, to ten był inny, bo kochała i była kochana. Jej własna, osobistyczna bajka, gdzie ona jest królewną, on wytatuowanym księciem, który konia nie potrzebuje, a w drodze jest prawie-ich książątko, mogą sobie żyć szczęśliwie w dwóch pałacach na zmianę, trzech nawet, robić zakupy w Paryżu, pikniki na klifach w Dover i zdjęcia z budkami telefonicznymi, nieruchomymi strażnikami i Big Benem w Londynie, udając naćpanych brytyjskością turystów.
Jednak te plany, choć piękne, Kornel przerwał jej dość gwałtownie, choć przyjemnie. Językiem swoim na jej ustach. I wzrokiem błędnym, rozmarzonym i jakby myślami był gdzie indziej. Nawet sam palcem wskazał gdzie, co u Chloe uśmiech wywołało.
- Chcę dwie nagrody w takim razie - wyszeptała mu gdzieś w zagłębienie między szyją i obojczykiem (jezu, nie wiem jak to miejsce nazwać konkretniej!) i przejechała językiem wzdłuż jego szyi, oddychając bardzie nierówno, czując jego palec na swoim sutku. Który zapewne szybko twardszy się zrobił, aż lekko uniosła się pod wpływem dreszczy, które ogarnęły jej ciało. Kiedy on jej w ogóle ten stanik ściągnął?! Musi zdecydowanie się opanować, tak jak to musiała robić z...
Nienienienie, odpędziła od siebie obraz Tego-Którego-Imienia-Nawet-Pomyśleć-W-Tej-Chwili-Nie-Chciała i pocałowała go prędko. Kilkakrotnie. Ostatni pocałunek przeciągając, żeby wargę przygryźć, gdy już opanowana odpowiednio w oczy bardziej błękitne od tych kafelek spojrzała.
- No nie wiem... - przejechała paznokciami od jego pośladka, wzdłuż calutkich pleców, by na koniec jego bark swoją rączką objąć, drugą rękę na tego torsie trzymając - Zależy co mi zaproponujesz - wymruczała mu w usta, dolną wargą o jego zahaczając.
Jak to niefair? To on sobie od niej uciekł perfidnie i ordynarnie, gdy ona wspólne pływanie zaproponowała i jeszcze się gonić kazał! To było niefair! A ona tylko swojej kobiecości użyła, żeby uwagę jego na siebie zwrócić, nikogo innego, nawet gdyby stało tu milion innych młodych mężczyzn, to patrzyłaby TYLKO na niego.
- Odwet za buty - odpowiedziała jedynie, usta wyginając w uśmieszku przebiegłym i mocniej zacisnęła nogi, znacząc jego szyję pocałunkami.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Basen   Czw 26 Kwi 2012 - 7:39

To dziecko będzie mistrzem w odróżnianiu polopiryny od lsd. Ba! Doskonały pirat, wspinacz drzewowy, budowlaniec domków na drzewie, a do tego wielki gentelman! Czyż nie każda matka chciałaby mieć takiego syna? Od małego do przedstawicieli męskiego stada są nakładane informację o dobroci dla kobiet, waleczności i obronie słabszych jednostek. I nie sprawdza się tu zasada „jak dają, to bierz, jak biją to uciekaj”. Każde dziecko nie powinno się bać życia, a odważnie chwytać każdy dzień i spełniać swoje marzenia. Tego właśnie będzie chciał go nauczyć Cornelius III Lancaster.
Czy oni naprawdę nadal muszą podbijać świat? Przecież już nim rządzą! W zasadzie idealnie nadają się na parę królewską. Skandal za skandalem, drama za dramą. Zaraz zaczęłoby rządzić bezkrólewie, bo król… Nie, skończmy z tą metaforą! Świat należał tylko do nich, na tym się zatrzymajmy. Jeśli mają siebie, na dobre i na złe, to co może stanąć im na drodze? Miłość podobno zabija wszystko co złe. Tylko trzeba ją odnaleźć w sobie, czyż nie? Poddać się jej?
W głębi duszy chciał, aby ktoś z ich bliskich kiedyś dla utulenia małego dziecka opowiedział historię ich miłości, która nie była idealna, wcale nudna nie była. W zasadzie nie powinna też być opowieścią dla małego dziecka, ale czyż nie powinni się skupić na tym, że wbrew wielu przeciwnościom, zostali parą?
- Jakaś zachłanna! – skomentował ze śmiechem, zaczynając myśleć jaka może to być nagroda dla niej. Jednak każdy jego pomysł został zatopiony w morzu przyjemności. Dlaczego ona to tak robiła? Aż poczuła jak kręci mu się w głowie. Już miał coś powiedzieć, kiedy po prostu się na niego rzuciła, obydwoje spadli w wir pocałunków. Cornelius aż od tej siły, a raczej przypływu natychmiastowej namiętności, poślizgnął się na śliskim dnie i na chwilę ją puścił, opadając w tył pod wodę. Nawet nie zdążył wziął głębszego oddechy, aby na ten ułamek sekundy tuż po pocałunkach mieć jakiś tlen. Wynurzył się, głośno łapiąc powietrze. Wolnym krokiem zaczął do niej iść, badając czy na pewno znowu się nie poślizgnie.
Znów ją objął, tym razem nie pozwalając sobie, aby cały ciężar ich znajdował się na nim. W końcu mogłoby się też jej coś stać. Kiedy znów go dotknęła, uniósł brew, a jego źrenice się momentalnie poszerzyły. Czy ona naprawdę chciała, aby się po prostu na nią rzucił? Chyba właśnie do tego dążyła! Jej kobiecość była ciosem poniżej pasa, bardzo pobudzającym. Czubkiem nosa przejechał od jej ucha po szyi aż do obojczyka. Tę właśnie kość musnął ustami, lekko przy okazji przy tym ssąc. Językiem przejechał po nim aż do zagłębienia.
- Dover, wspólny tatuaż. – odpowiedział prosto w jej szyję, którą zaczął namiętnie całować. Jego ręce prędko odnalazły piersi Chloe. Sama chciała, sama chciała do cholery!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Basen   Pią 27 Kwi 2012 - 14:28

Chloe z każdą, pojedynczą sekundą utwierdzała się w fakcie, że jest zakochana. Wiedziała to, bo czuła jak mocno bije jej serce, jak niebezpiecznie zwalnia gdy tylko nie czuje go obok siebie, nie musiała nawet mówić zbyt wiele - rozumiał ją bez słów. Wszystko, w jej mniemaniu, było piękne, idealnie, takie tylko ich. Jedyne, czego była niepewna to to, że nie będzie umiała mu tego należycie pokazać, jak teraz. Zaślepiona (nieco) pożądaniem "ach te buzujące hormony!", i przyćmiona, jakby zaćpana wysokim stężeniem endorfin, niesłabnącym, co upajało ją jeszcze bardziej. Przynajmniej do takiego właśnie stanu, w tej przyjemnej, fajnej i w ogóle odsłonie, porównywała miksację przeróżnych emocji, które targały nią od środka. Albo robiły jej mentalny, odprężający masaż, bo tak spokojna i obaw pozbawiona już dawno nie była. Jak teraz, w jego ramionach, otoczona pocałunkami i pieszczotami.
Nawet, gdy wylądowała w wodzie, wodą basenową się zachłystając i nawet jej umiejętność pływania niewiele pomogła. Co natychmiast salwę kaszlnięć wywołało i ogólnie miała wrażenie, że zaraz w basenie, prócz jej butów, koszulki i biustonosza, będą sobie dryfować jej różowe płuca. Jednak zanim w ogóle zorientowała się, że na głębszej części basenu się znalazła (gdyż gruntu pod nogami nie czuła, nawet paluszki obciągnięte mając), z powrotem na kornelowej szyi wisiała, tym razem mocniej ją ściskając, oddech do jako takiego porządku przywracając, resztką wody z dziwnych zakamarków oskrzeli jeszcze kaszląc.
Po chwili jednak i klołkowe oczy zasłoniły się powiekami, a jej głowa wygięła się nieco w tył, gdy Kornel artylerię najcięższą wysunął i językiem jej obojczyki muskał, z finiszem w zagłębieni między nimi. Jęknęła cicho, chociaż gdzieś w zepchniętej na krańce umysłu świadomości nie dawało jej spokoju palące pragnienie tej bliskości maksymalnej. Nie, nie wstydziła się, przecież nie miała czego, a nawet gdyby miała (pfff) to przy nim każdy ewentualny defekt stałby się nieważny.
Oddychała głęboko i głośno, gdy cała jej szyja obcałowana, a piersi zostały ściśnięte w przyjemnym uścisku. I dla tego właśnie warto zachodzić w ciążę, w dwa miesiące jej biust zaokrąglił się apetycznie i urósł o calutki rozmiar. Aż chciało się stać półnago przed lustrem i podziwiać własne cycki. Chociaż w tym momencie wewnętrznie była rozdarta między rosnącym pożądaniem, które niemalże boleśnie dawało o sobie znać, a tym, że może jednak nie powinni, że ona nie powinna go kusić, a on nie powinien jej ulegać. Chyba w bycie Chloe Demarchelier wpisane były takie ambiwalentne odczucia, jak również umiarkowany (!) egoizm. Dlatego obróciła ich tak, by chociaż końcami palców grunt czuła i odwzajemniając jeden z miliona namiętnych pocałunków, palcami wskazującymi równocześnie przejechała od kręgosłupa wzdłuż linii bokserek, by je z jego bioder zsunąć i stopą je gdzieś w okolice dna sprowadzić. I przywarła do niego prawie całym ciałem, jego twarz w dłoniach już trzymając, oddając się cała w kolejnym pocałunku.
- Jedźmy do Dover - wyszeptała, owiewając własnym, gorącym oddechem jego miękkie usta - Zrobimy tatuaż - językiem przejechała po płatku jego ucha, palcem robiąc ścieżkę od brody, przez szyję, zagłębienie między obojczykami, mostek, pępek, aż do podbrzusza - TY mi zrobisz. Zaraz po porodzie - dodała cicho, z uśmiechem na ustach, po czym zaczęła całować jego szyję i tors, na kilkanaście sekund nurkując pod wodą, by objąć ustami jego sutek i go possać. A po wynurzeniu się zarzuciła mu ręce na ramiona i kolejny raz połączyła ich usta w pocałunku.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Basen   Sob 28 Kwi 2012 - 6:19

+ 18
Jeśli tylko przy nim ma się czuć zakochana, to chyba będzie coś nie tak. Mam na myśli, że jego zapach powinien stać się dla niej obłędem. On już to czuł. Gdy budził się rano bez niej, na poduszce tak czy siak znajdowały się perfumy Chloe. Od razu czuł jak się taka kruszyna przytulona, jak wspina na jego klatkę piersiową, całując na dzień dobry. Tak właśnie powinny wyglądać idealne poranki. Wszystko będzie się ciągle zmieniać wraz z coraz bardziej zaawansowanym stadium ciąży, ale poradzą sobie z tym. Nie wiedział dlaczego, ale przez te hormony, walkę endorfiny, oksytocyny i kortyzonu, czuł się jeszcze bardziej nią zafascynowany. Bo jak można w jednym ułamku sekundy, całować się ze szczęścia, czuł niesamowite ciepło na sercu, a potem nagle wpaść w depresję? Jemu wcale nie były potrzebne inne rozrywki takie jak kino czy teatr, on mógł patrzeć na Chloe!
Gdy zaczęła okropnie kasłać, wręcz podbiegł do niej i zatroskanym wzrokiem lekko poklepał po plecach. Czuł jak jego serce właśnie w tym ułamku sekundy zaczyna się rozrywać. Jak mógł być taką gapą i się poślizgnąć z nią na biodrach? Jeśli to Korek działał na ich nie korzyść, to radzę się przypatrzyć zachowaniu Demarchelier. Ponieważ to ona doprowadzała do go takiego stanu, w którym znów nie mógł nic zrobić. Znów jest napalony i znów Chloe jest za blisko. Aż zaczął się sam w myślach przekonywać, że to przecież nic złego. Skoro kochali się jak była w ciąży, to teraz… teraz też mogą! Korzystając z okazji, robiąc nieco na złość, powtórzył tą samą pieszczotę jeszcze raz tylko z drugiej strony. Wolno, wpierw muskał ustami, otulając wystającą kość, aby na sam koniec znów czubkiem języka ją trącić, doprowadzając Chloe do obłędu. I wtem dotarł do zagłębienia, które jeszcze raz namiętnie pocałował, dodatkowo robiąc właśnie tam lekką malinkę. (W zasadzie jestem ciekawy, czy tam można zrobić malinkę, ale dobra, skupmy się na Korku, sprawdzę potem xD)
Aż niesamowite było to, że to Chloe myślała, że przybyło jej w piersiach, a Cornelius po prostu się tym delektował! Małe czy duże, ważne, że j e j. Co nie zmieniało faktu, że nadal przyjemnie się je pieściło, ściskało, trącało, a nawet lekko ssało sutek. Jeśli chodzi o chodzenie półnago, to możemy do odpisać do jej obowiązków w ich przyszłym domu. O tak, zdecydowanie tak. Nagle znów poczuł jej dotyk, jakże mściwy za te obojczyki! Kręgosłup i linia bokserek była linią zdradziecką. On się nie powstrzyma, jak Diabła kocham. Spojrzał na nią nieco zbity z tropu, a w dodatku wysilił się na ten oskarżycielski wyraz twarzy. Jeśli ma zamiar znów go rozpalić i zostawić, to czeka ją słona za to zapłata! Zaczął zdecydowanie szybciej oddychać, wodząc podczas pocałunku dłońmi po plecach Chloe.
- Tak, poznasz mamusię, tatusia, wspaniałą całą chorą rodzinkę Lancasterów, o ile będziemy tak w ogóle spę… – urwał, czując już język na swoim płatku ucha. Psia krew jego mać, Demarchelier! Właśnie w tym momencie ścisnął jej pośladki, czując jak nie będzie siebie już kontrolował. Podczas dzisiejszego dnia, drugi raz, owładnęło go pożądanie, którego nie będzie w stanie zagłuszyć. Otworzył szeroko usta, gdy z językiem dotarła do brzucha i podbrzusza. O rany, chyba ją nienawidził w tym momencie. Wiedział, że nie powinni! Już nie obchodził go żaden tatuaż. Przecież i tak wiedziała, że jeśli będzie chciała, on nie miał nic przeciwko temu. Wystarczyło się wpasować w wolny termin et voila! Będzie miała pamiątkę od swojego chłopaka.
- Demarchelier, sama tego chciałaś! – rzekł gardłowo zanim jednak pocałowała go ponownie, znów pieszcząc szyję i tors. A gdy tylko ustami objęła jego sutek, wplótł palce we włosy Chloe, lekko jęcząc. Dlaczego, dlaczego, dlaczego jesteś taka pociągająca?! Aż na chwilę odsunął ją od siebie, biorąc głęboki wdech. Rany, Lancaster próbował się powstrzymać, co to za dziwne rzeczy się dzieją! Nawet ujął jej talię i zaczął lekko prowadzić na płytszą stronę basenu. Jednak nie wytrzymał długo bez niej. Prędko naparł na nią, aby znów móc połączyć ich usta razem. Stęsknił się, zdecydowanie się stęsknił. Dalej w drodze do ścianki basenu, zaczął całować jej usta, jak na złość schodząc pocałunkami coraz niżej. Ledwie dotykając czubkiem języka, spotkał się z zagłębieniem między obojczykami, żeby potem soczyście ucałować lewą pierś Chloe. Tak jak i z lekkim uśmiechem, tym lisim, spojrzał w jej oczy, a następnie językiem obtoczył brodawkę, żeby na sam koniec przyssać sutkę. Jak będą wyglądały pieszczoty, gdy ona będzie już miała mleko? Może być to zabawne! Gdy poczuł opór ściany, lekko ją podsadził, aby usiadła na brzegu basenu. Wbrew pozorom miał nadzieję, że nie otuli ją zimny wiatr, skoro tylko łydkami znajdowała się w wodzie. I wtedy rozpoczął prawdziwe jej tortury! Pocałunkami obtoczył miejsce między piersiami, aby przez brzuch dojść do podbrzusza. Lekko przyssał jej pępek, aby na koniec pieszczoty tego miejsca znów otoczył go językiem. Zaraz jednak, od czasu do czasu gładząc jej brzuch i piersi, przeszedł do pocałunków jej wewnętrznej strony uda, bardzo złośliwie omijając strategiczne miejsce. Nawet był skory do takiego ruchu, aby już wyciągnąć język w stronę jej kobiecości, pokręcić z tym uśmiechem głową i z pieszczotami przejść po prostu na drugie udo. O tak, chciał ją troszeczkę pomęczyć za to, do jakiego stanu go doprowadziła podwójnie. Już prawdę mówiąc ogarnął go niesamowity egoizm, bo skoro za tamtym razem nic się nie stało, to dlaczego za tym się stanie? I wtedy, dopiero wtedy, dotarł z pocałunkami do jej kobiecości, zaciskając dłoń na jednej z piersi. Teraz nie było ważne której!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Basen   Sob 28 Kwi 2012 - 11:27

+18 or something

(Nie mam jak dziś sprawdzić z tą malinką między obojczykami, ale śmiem sądzić, iż dla chcącego nic trudnego <3)
W jaki cholerny sposób w tym momencie istotne było wyłożenie jej planu dnia podczas ich pobytu w Dover i jak do (WęgielWodórUranJod)a pana ona miała w ogóle rejestrować, a co dopiero analizować jego słowa i układać odpowiedzi, gdy całował ją po obojczykach, piersiach i do szeroko pojętego szaleństwa JUŻ ją doprowadzał. No jak? I opcji o odsunięciu go od siebie ze słowami "nie, kochanie, nie możemy. poczekaj tu, a ja pójdę wziąć prysznic" i tonem maminym bardzo, nawet nie wchodziło w grę.
Czuła się dość... dziewiczo. W tym momencie. Bo reagowała inaczej, myślała inaczej, patrzyła inaczej, a jej skóra uzbroiła się w tryliardy nowych komórek nerwowych specjalnie na tą okazję. Żeby najmniejszą pieszczotę odczuwała tysiąc razy mocniej. Tak właśnie dziewiczo, jakby na tym właśnie basenie, o porze zdecydowanie zakazanej przez regulamin dokonać czynu jeszcze bardziej przez regulamin zakazanego, po raz pierwszy, najpierwsiejszy. Bo chyba seks nie powinien być praktyką dozwoloną w miejscu jakim jest publiczna (fuj) pływalnia.
Było to uczucie niesamowite, przeżywać to znów od początku, jakby cofnęła się w czasie i mogła zamienić swojego pierwszego chłopaka na Kornela właśnie. Pamiętała jak mocno czuła każdy dreszcz, jak gęsia skórka pokrywała jej ciało falą, od stóp po czubek głowy, mieszając się z uczuciem nieopisanego gorąca, w rezultacie podniecając ją jeszcze bardziej. Ponownie czuła to podekscytowanie, oczy szeroko otwierane w momentach uniesienia i zaciskane kurtyną powiek w momencie, gdy całe jej ciało wstrząsnęło się tym dziewiczym bólem. I wszystko to zmiksowane, wstrząśnięte w shakerze i udekorowane listkiem mięty, jak jej ulubiony drink dostało jej wtedy podane, jakby się zdawać mogło jeden jedyny raz w życiu tak słodko, smacznie i niepowtarzalnie, a tu okazuje się, jak życie potrafi być przewrotne. Chloe Demarchelier czuła to wszystko od początku, tylko lepiej, mocniej, dojrzalej, pewniej i paradoksalnie bardziej świadomie, chociaż w występowanie takowej świadomości w tym momencie bym mocno wątpiła. Nie, kiedy napierał na nią, w stronę brzegu basenu ją prowadząc. Nie, kiedy odrywając od niego ręce tylko po to, by włosy do tyłu palcami zaczesać, już tęskniła jak szalona.
I jeśli myślała, że kompilacja hormonów i tych, dotychczas łagodnych pieszczot ją w obłęd wpędzała, to zdecydowanie jej układ nerwowy rozstroił zupełnie, kiedy tylko na brzegu basenu ją, trochę jak laleczkę na półce, posadzono. Niestety, laleczka na półce życie ma parszywe bardzo, w porównaniu do tego co działo się z Chloe, kiedy to jego usta błądziły po jej ciele. Chociaż w sumie nie błądziły, a układały misternie zaplanowaną trasę, z każdym pojedynczym pocałunkiem wznosząc ją (Klołkę, nie trasę, bo brzmiało to trochę dziwnie jak to przeczytałam później) na emocjonalne wyżyny co najmniej himalajskie ośmiotysięczniki, żeby nie powiedzieć, że uchylono jej bramy niebios, tych grzesznych.
Tylko jego usta i język na jej pępku spowodowały, że plecy wygięła w łuk, mocno podpierając się na ramionach, już kompletnie od rzeczywistości ją odcinając, gdy zaczął całować jej uda. Złośliwie bardzo! Chloe, ogarnięta jednocześnie chłodem, bo połączenie temperatury późnowieczornej i mokrej skóry wcale nie daje komfortu termicznego, i rozpalona do białości, westchnęła głośno, co mogło gdzieś zagubić się między jej spazmatycznymi oddechami, hiperwentylacja mode on, gdy ominął TO miejsce. Oderwała jedną rękę od kafelek, by umiejscowić ją gdzieś na kornelowym karku i wbić tam paznokcie, a głowę oparła sobie o drugie ramię, tej ręki, o którą jeszcze się podpierała.
Jeszcze ponieważ wraz z momentem gdy poczuła jego usta na swojej kobiecości, powoli osunęła się, że już chwilę później czuła chłód podłoża na łopatkach (bo reszta pleców dalej wygięta), a ręce zarzuciła do góry. Z każdym ruchem jego języka wydobywał się z niej jęk, dlatego doceniła teraz to zimno, które atakowało jej skórę, która poza wodą się znajdowała, bo tylko to ją jeszcze przy surogatach zmysłów trzymało. Nie miała pojęcia ile to trwało, tak jak wtedy, za pierwszym razem, zupełne odcięcie się od rzeczywistości i zatracenie się totalne w wirze namiętności i rozregulowanych rytmach ich serc. Może trwało to minutę, może kwadrans, Chloe nie wiedziała. Jedynie w pewnym momencie zdołała się unieść do siadu i pociągnąć Kornela na siebie.
- No chodź do mnie - wyszeptała drżąco, ledwo synchronizując pracę aparatów mowy, a gdy już leżał na niej, automatycznie oplotła go swoimi nogami, czując go na sobie. Jej osobistyczny, drugi pierwszy raz. Like a virgin..., o paradoksie!, dziewica w ciąży, prawie-niepokalane poczęcie.

/to tak w ramach rozwiniętej konwersacji w długich postach, osiem-de

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Basen   Sob 28 Kwi 2012 - 19:16

+18
(podzielimy sie potem wrazeniami)
Och, jaka Chloe byla biedna! Wila sie przeciez w torturach pod wplywem jego dotyku. Z reszta, nie powinna w zasadzie sie z tego cieszyc? Wiele kobiet narzekalo na brak przyjemnosci w zwiazku i leniwy stosunek mezczyzn do kazdej nieco bardziej skomplikowanej pieszczoty ciala kobiecego. A on musial, po prostu musial, wiedziec, co lubi i ze jest jej z nim dobrze. Po co istnialaby cala instytucja seksu gdyby nie bylo orgazmu? Rownie dobrze mogliby na siebie tylko patrzec i wmawiac sobie, ze jest to masakrycznie przyjemne. A on juz znal mape jej ciala. Wciaz zastanawial sie, gdzie ma przytulic, pocalowac w zaleznosc od jej humoru, aby po prostu bylo Chloe z nim dobrze. Aby nigdy nie narzekala Pru na kiepskie noce! 
Dziewiczosc i ta niepewnosc, co bedzie dalej, rowniez wypelniala go od srodka. Pierwszy raz bedzie mogl legalnie ujac jej piers i posluchac, jak bije jej serce. Bo byla jego d z i e w c z y n a. Mial prawo, bo kochal. Pragal ja calym swoim sercem i cialem. To bylo naprawde niesamowite, bo nie dosc, ze czul niesamowite cieplo w okolicy klatki piersiowej i wiedzial, ze juz nie potrafi bez niej zyc. To ona, zamiast tej tokscznej mieszanki chemikaliow, stala sie jego heroina! Czul sie ponownie jak trzynastolatek, ktory po raz pierwszy sie calowal i z przerazeniem cofnal sie, gdy zrozumial na czym polega wspolczesny francuski. Ale Kornel tego sie juz nie bal. Plywal w morzu przyjemnosci! I nagle tak po prostu nieco przystopowal. Lekko, niewinnie, jak podczas porannego powitania, musnal jej usta i z tym charakterystcznyn blyskiem zakochanego czlowieka spojrzal w jej oczy. 
Reakcja ciala Chloe wywolala u niego niesamowity usmiech i zachecila do dalszych dzialan. Calowal ja coraz namietniej, czasem znow powracajac do wewnetrzej strony ud, warg sromowych czy wzgorka lonowego. I dopiero po tej krotkiej przerwie znow wrocil do pieszczot lechtaczki, czujac jej palce na swoim karku. Az mogla zauwazyc, jak zadrzal pod wplywen jej paznokci. Nagle zrozumial, ze chce jej codziennie sprawiac jakas doze przyjemnosci i wcale nie myslal tu tylko o seksie! Moze sprobuje jej cos ugotowac? A gdy tylko przypali jajecznice, wyskoczy predko do chinczyka i nie zapomni wziac ciasteczka z wrozba. 
Zaraz poczul jak lekko za wlosy ciagnie go do siebie, ale przeciez to nie bylo takie latwe! Cornelius wciaz znajdowal sie w wodzie. Zaprzestal ja calowac i usmiechal sie szeroko, wspinajac sie na rekach, aby zaraz znalezc sie przy niej. Korzystajac z okazji, jeszcze raz ucalowal jej podbrzusze, w ktorym kryl sie maly skorupiaczek, oraz te piersi, obojczyki! Jakze ja kochal, jakze pragnal! Przygryzl jej platek ucha, aby po chwili znalezc sie na niej i lekko rozchylic nogi Chloe. Patrzac jej prosto w oczy, sprawil, ze stali sie jednoscia. 
- Jestesmy grzesznikami, kocham, kocham Cie - rzekl szeptem prosto w jej usta, probujac odnalezc ich wspolny rytm. Egoisci, rodzice, egoisci, zapewniajacy doze przyjemnosci malemu dziecku, lub sobie, jak kto woli. 
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Basen   Sob 28 Kwi 2012 - 21:29

+18

Wiła się z przyjemności, niecierpliwiąc się, a i owszem, tylko było to zwyczajnie tłumione innymi doznaniami. Ale jeszcze chwila czy dwie takich pieszczot i zdecydowanie oddychałaby ciężko, ze złością, ale też durnym uczuciem bezsilności. Nie mogłaby nic zrobić, poza oczywiście śmiertelnym obrażeniem się i opuszczeniem tego miejsca, uprzednio porywając jedynie jakiekolwiek ubranie, albo ręcznik, cokolwiek, żeby miejscami intymnymi publicznie nie świecić i na koniec rzucając na odchodne czymś, co można scharakteryzować jako próba emocjonalnego szantażu.
Naprawdę, chyba użyłaby całej, zawrotnej, a jakże!, siły jaką dysponuje i zabiłaby go, gdyby w tym momencie odsunął się od niej na metr i patrzył z radością, jak to łatwo dziewczynę rozłożyć można i podziwiał swoje dzieło, leżące na kafelkach, oddychające niebezpiecznie niemiarowo i w ogóle od zmysłów odwiedzione, gdzieś w tereny obejmowane przez granice Azerbejdżanu albo innej Nibylandii. I tego czynu dokonałaby w stroju Adamowym, bo jeszcze nie daj Boże furia by jej przeszła, a z nią to wiadomo, kobieta góry przenosić może, jedną ręką, drugą tuląc dziecko do snu i jeszcze książkę sobie czytając, w tym wypadku mógłby być to podręcznik do magii żywiołów albo fizyki. Pozostałaby jej jedynie słodka decyzja czym zamachu, skutecznego, na jego życie dokonać.
Ale na szczęście dla ich... trójki i reszty nieistotnego Wszechświata, Kornel nie wydawał się wybierać gdziekolwiek na odległość dłuższą niż ramienia. W zamian, a jak wiadomo wymienianie się jest fajne, wedle jej życzenia wyłonił się z wody, co zarejestrowała swoimi mocno przytępionymi uprzednią przyjemnością zmysłami i ponawiając ścieżkę, tym razem w drugą stronę, poczuła jego ciężar na sobie i westchnęła rozkosznie. Choć więcej było w tym szczęścia niż perwersji. Wszystko pięknie, doprowadzamy Chloe prawieprawie na miejsce, na pewno nasza młoda mama to wszystko docenia, uzewnętrzniając wszystko pojękiwaniami, splecionymi z westchnieniami, nawet z raz czy dwa mogła wyszeptać jego imię. Ale choć taki francuski jej się bardzo podobał, wolała go mieć już przy sobie, jakkolwiek. Czuć jego zapach, choćby stłumiony przez chlor, chciała móc go objąć, wbić mu paznokcie w pośladek, chciała, żeby zrobili to tu i teraz, w trybie now, chciała żeby ją całował i odwzajemniać mu wszystko ze zdwojoną siłą i namiętnością.
Chloe nie była jakimś mistrzem gastronomii, więc w jej kwestii są tylko naleśniki z czekoladą i bananami i makaron ze szpinakiem. Wolała te wątpliwe przyjemności, wliczając stanie w upale nad garami z wrzącymi substancjami, odmierzanie wszystkiego, pilnowanie ognia i słoności/pieprzności/innej przyprawości potraw, zostawić firmie cateringowej, albo sztabowi kucharzy w ich domu w Paryżu. ICH, bo teraz wszystko już było wspólne. Nie w wymuszony sposób, tylko całkiem naturalnie. Chloe wręcz nie chciała, żeby dzielili rzeczy na te z etykietką 'Demarchelier' i 'Lancaster'. No chyba, że chodziło o jej buty, bo nie sądziła, że wcisnąłby się w brytyjskie 3,5. A nawet jeśli jakimś cudem by ustał na nogach, to szybko połamałby obcas i adios ukochane szpilki.
Pomijając, że zniszczenie jednych z jej ulubionych koturn, przez brutalny kontakt z chlorowaną wodą zasmucało Chloe bardzo, to i tak nie byłaby w stanie teraz w nich nawet stać, co dopiero iść, i nawet sądzę, że nie będzie umiała się w nich poruszać nawet za godzinę. Więc finalnie mogła mu wybaczyć ten wybryk, zwłaszcza, że tak ładnie ją przeprosił. A teraz pocałunkami tchu ją pozbawiał, a kapiąca z jego ciała woda cały precedens czyniła ciekawszym. Jeszcze fantastyczniejszym. Godnym zapamiętania i opowiedzenia w bardzo odległej przyszłości dorosłym wnukom, żeby perwersji wśród młodzieży nie rozprzestrzeniać. Babcia Chloe będzie cnoty pilnować!
Łapczywie spijała z jego ust pocałunki i gdyby umiała, to modliłaby się aby to wszystko trwało wiecznie. Te skrajności, które ich otaczały i te skrajności, którymi sami byli. Skrajności, które tak pięknie spotkać się potrafią, dogadać i połączyć.
Jęk, głośniejszy i dobitniejszy wywołując. I ruchy bioder, płynne i miarowe, w przeciwieństwie do jej rozszalałego serca, które uderzało o jej żebra, grając swój pokręcony rodzaj muzyki, i płuc, które już w obserwatorium zapomniały jak to jest pracować regularnie i spełniać swoją funkcję jak należy. Jednak nie odchyliła głowy w tył, dając się rozkoszy ponieść, a otworzyła oczy szeroko, nienaturalną ilość powietrza w płuca biorąc, z miłością patrząc na Kornela. Na ten ułamek sekundy chyba zatrzymały się wszystkie czynności życiowe w jej organizmie. Nie była w tym momencie wydobyć z siebie innego dźwięku niż te, które od zarania ludzkości zapewne pozostały te same, a w dzisiejszych czasach stałe, niezależnie od kraju i miejscowego dialektu. Dlatego pocałowała go, mocno, łapczywie, zaborczo i chciwie.
Z każdą sekundą miała wrażenie, że zyskuje na sile, jakby rosła i teraz oscylowała gdzieś nawet w okolicy wzrostu przeciętnej fotomodelki. I czuła się silna na tyle, by go przewrócić na plecy, a własne ruchy nieco spowolnić i pogłębić. I z uśmiechem nieprzerwanie go całując, gdzie tylko jej usta miały ochotę zabłądzić.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Basen   Nie 29 Kwi 2012 - 18:39

(nigdy już nie pisze postow na komórce, never ever)
Dobrze, że się wiła, przynajmniej wiedział, że sprawia jej przyjemność i nie jest tak zwaną kłodą w łóżku. Jej oddech, ten nierówny, władczy jakby chciała zabrać całe powietrze z basenu, był dla niego nie lada komplementem. Bo on się po prostu starał. Pragnął, aby z nim, w intymnej bądź codziennej sytuacji , czuła się wyjątkowo i nie miała prawa narzekać. Gdy tylko w miejscach publicznych albo nawet podczas robienia tatuażu, słyszał wypowiedzi niektórych kobiet… Dlaczego nigdy nie powiedziały tego, co leży im na duszy? W końcu nikt nie jest jasnowidzem, chyba że posiada taką moc, żeby czytać w umyśle swojej dziewczyny, kochanki, narzeczonej. Chyba kpiła sobie, że mogłaby go teraz zostawić tu samego! Ależ absolutnie nigdzie by jej nie puścił. Przytuliłby ja mocno do siebie i uśmiechnąłby się lisio.
Zabiłaby? On tu świadomie bądź też nie zaprowadza ją do bram Nibylandii, a ta śmie narzekać? Przecież Cornelius znajdował się w tym samym stanie, co ona. Znaczy się był na skraju wytrzymania. Już chciał ją mieć, być w niej, stać się jednym ciałem. To było wręcz abstrakcyjne, w końcu nie powinni. Ona jako przyszła matka – Cornelius bał się nawet myśleć o sobie jako „tatusiu”, bowiem nie chciał się prędko zawieść – jakąś godzinę temu powiedziała, że żegna się z egoizmem, bo dziecko, c h ł o p c z y k, jest najważniejszy.
O, nie, nie, nie. Cornelius III Lancaster nie chciał gdziekolwiek uciekać. Pragnął czuć jej ciepło, słyszeć jak bije jej serce i ten nierównomierny oddech. Zdecydowanie nigdzie się nie wybierał. Musiał coś skończyć, co nie dawałoby mu spać co najmniej przez kilka nocy. W końcu chcica to niesamowicie nieznośne uczucie. Na pewno powinni zaliczyć ją do potrzeb fizjologicznych, której jak się nie zaspokoi prędko, to wzrasta na nią chęć. I tak w kółko! A on przecież już raz został rozpalony…
Już mogła czuć jego zapach, ciepło i każdy pocałunek z pomnożoną przez jakiś współczynnik fizyczno – chemiczny. Już był całkowicie jej i mógł się zatracić bez pamięci. Zwłaszcza gdy wbiła mu te paznokcie w pośladek, aż zadowolony zamruczał cicho w jej szyję, aby potem lekko ją przygryźć. Dlaczego ciągle potrafiła wyczuć chlor? Pewnie to przez ciąże, bowiem ten zapach już dawno dla niego zginął. Istniała tylko ona, tylko. Jego wspaniała Chloe Lancaster. O tak, pierwszy raz w myślach dopuścił tę opcję, że nagle może zmienić nazwisko i co dziwne ; było mu z tym jeszcze lepiej!
Naleśniki z czekoladą i bitą śmietaną niniejszym zostają u pani zamówione. Należy je dostarczy pierwszego poranka, ich wspólnego poranka jako pary, prosto do łóżka. Inaczej oskarży się panią o niesubordynację! Powinna wziąć pod uwagę, że podczas gotowania można również się kochać i pieścić, więc obydwoje będą musieli chociaż raz to spróbować! Ustami ponownie ucałował zarys jej szczęki i ucha. Zdecydowanie Corneliusowi nie przyjdzie na myśl, aby katować się chodząc w tak małych s z p i l k a c h. On rozumiał, że czasem przychodziło mu różne szaleństwa do głowy po narkotykach, a potem te zdjęcia trafiały do sieci (nawiązuję do sesji zdjęciowych w których cole gra kobiety). A to rankiem pojawiało się na ff. I dziura w pamięci też i kac morderca…
Kochał ją taką łapczywą, która nie ograniczała się i nie kryła ze swoimi uczuciami. Nawet pomiędzy tymi pocałunkami zdążył się uśmiechnąć i z dumą na nią popatrzeć. Co by było gdyby właśnie teraz do basenu wszedł jeden z ochroniarzy? Zdążył jeszcze raz przejechać językiem po je podniebieniu i zakręcić kółko biodrami, zanim poczuł się w lepszym niebie niż był dotychczas. Jego plecy z lekkim hukiem uderzyły o mokrą posadzkę. Nawet przez ten ból, skrzywił się nieznacznie. Gdy jednak znów mógł poczuć jej ruchy, odchylił głowę w tył, na ten ułamek sekundy, rozkoszując się każdą pieszczotą, ruchem, skurczem mięśni. Nawet sam nie wiedział, gdzie teraz ma położyć jej dłonie. Wpierw gdy była wyprostowana i jeszcze nie odnalazła jego ust, prędko znów zaczął kolistymi ruchami pieścić jej piersi, które były doskonałą poduszeczką do snu. Zaraz jednak już odwzajemniał pocałunki, zatracając się w nich całkowicie. Dłonie przeniósł na pośladki, które mocno ścisnął. Taka zmiana pozycja, a tyle nowego wnosi! Czuł jak przyjemne ciepło roznosiło się po jego ciele. Przestał już dawno miarowo oddychać, ale teraz był już na skraju wytrzymania. Na chwilę przestał ją całować, przymykając oczy. Jak ludzie potrafili żyć bez orgazmu, bez tej bliskości? Kompletnie tego nie rozumiał! Zaraz przeniósł dłonie z pośladków, aby wpleść palce w jej włosy i znów namiętnie pocałować.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Basen   Pon 30 Kwi 2012 - 16:15

Zabiłaby gdyby poszedł, jednak na całe szczęście żadne z nich się nigdzie nie wybierało. Ponieważ było NAJLEPIEJ, pod tyloma względami! Była cudownie świadoma każdego jego ruchu języka, każdego jego dotyku na jej skórze, całe pożądanie narastało tempem naturalnym, nie była niczym odurzona, nie była niedoświadczona, nie bała się, była zakochana. W jej mniemaniu lepiej być nie mogło. I nawet o ciążę martwić się nie musiała, bo w drugą przecież nie zajdzie.
I sam fakt, że mogła spod wpółopuszczonych ciężarem przyjemnego podniecenia powiek patrzeć na niego i napawać się wszystkim co się wokół nich działo, był dla niej niesamowity. Bo patrzyła na swoją drugą połowę, która ją tak dopełniała. Która sprawiała, że już wcale nie chce być nigdzie indziej tylko w jego ramionach. Która samą swoją obecnością każdą sekundę czyniła szczęśliwszą, piękniejszą i pełną. I która w tym momencie zbawicielem była, ponieważ zaspokoiła jej łaknące doznań erotycznych ciało. Chloe aż zatrzymała się na kilka sekund, wyciągnęła głowę i oczami zapewne całkiem zasłoniętymi rozszerzonymi źrenicami spojrzała prosto na niego. Mieszanką uczuć przeróżną, od podziękowania, przez nieskończone szczęście, po spokój, wreszcie. Wyrażając to tym ułamkiem tęczówek, które na ten moment jej pozostały.
Leniwie pokręciła jeszcze kilka razy biodrami, by po chwili czy tam dwóch oddychając jak po przebiegniętym maratonie, głowę na jego torsie ułożyć. W stanie 'po-seks' bardzo. Zadowolona, szczęśliwa i opanowana mimo dreszczy, które wciąż nią delikatnie wstrząsały. I mimo zmęczenia.
Zarzuciła własną nogę na jego i palcem wodziła po jego torsie, słuchając bicia jego serca i próbując własne do podobnego doprowadzić. I oddechy uspokoić. Jednak emocjonalnie nic a nic nie zmieniając, wręcz pozwolić wszystkiemu tam hulać wedle osobistycznej woli, co zapewne i Kornel odczuć mógł. Pocałowała go gdzieś w jakieś przypadkowe miejsce, do którego nie musiała szyi wyciągać, żeby sobie tej pięknej homeostazy nie niszczyć. Nawet chłód jej nie dokuczał, nic a nic.
- Jesteś... - niesamowity, pociągający, wspaniały, kochany, najlepszy, MÓJ. - Kocham Cię - wyszeptała tylko i splotła własne palce z jego. Przynajmniej na to jeszcze siły jej starczyło. Chociaż, gdyby musiała, pobiegłaby teraz do Moskwy i z powrotem. Przez Sydney. Zostawiając w basenie ulubione obcasy, koszulę i bieliznę, a na kafelkach spodnie i emocjonalne dziewictwo. W ramach nieskończonego szczęścia, które szczelnie wypełniało każdą komórkę jej wątłego ciała.
- To było nieprawdopodobnie cudowne - dodała, mówiąc bardzo powoli i uśmiechając się lekko. - Jakbym robiła to pierwszy raz - jednak nie zachichotała, jak na dziewicę by przystało (not anymore), a ponownie ucałowała go gdzieś w tors, z ulgą czując, jak jej mięśnie wreszcie się rozluźniają z żelaznych skurczy, a tętno powoli łapie się w górne rejony normy dla nadciśnienia. Chociaż tyle.

/porozmawiali jeszcze chwilę, zebrali się i poszli ubrani w ręczniki albo szlafroki; zt

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Basen   

Powrót do góry Go down
 
Basen
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Basen i leżaki
» Basen
» Basen [SW]
» Basen "Tanoshi"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Centrum
-
Skocz do: