IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Deptak

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Nathan Clements
Uczeń
avatar

Age : 22
Liczba postów : 302
Join date : 21/02/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Deptak   Czw 7 Cze 2012 - 22:15

I bardzo dobrze, ze się nie zamartwiała, co by było gdyby jednak inaczej zareagował, bo teraz i on nie dbał o taką możliwość, a raczej wyjście ostateczne, ośmieszające. Wolał nawet nie wyobrażać sobie, jeśli na serio za moment Francesca nie zdecyduje się wstać i pójść w cholerę, z takim chytrym uśmieszkiem na twarzy i zostawiając go samego. To by było takie, takie.. dziwne. To ja zwykłem tak robić, nie na odwrót, kieruj się dalej tym tokiem myślenia. Poprawił się na miejscu, czując wbijaną się w jego plecy kurtkę. Cholera, ciepło mogłoby w końcu na dobre zagościć w Londynie, a nie marny deszcz i stale rozwalone włosy. Nie sądził, aby Kai aż tak okropnie zareagował na widok kumpla z jego siostrą, chociaż cały czas układał sobie szybkie, mądre odpowiedzi, odzywki, aby cudem ochłonął i porozmawiał spokojnie. Co tu dużo myśleć? Będzie co ma być. Gorzej z jego rodziną. I tym, co ciągle przypominało mu o sobie, gdy spoglądał na radosną Franię. Ale ty się zrobiłeś sentymentalny. Odkaszlnął.
- A ja na wszelki wypadek wymyślę sposób, aby go udobruchać. To co, idziemy na te lody? Głodny jestem.. albo najlepiej do jakiejś restauracji! To będzie taka pierwsza, nieoficjalna randka. Żebyś nie mówiła koleżankom, iż ten Clements żadnego romantyzmu w sobie nie ma. Jakkolwiek to brzmi - Zacmokał w powietrzu i odważył się odgarnąć jej włosy z czoła, zakładając za uszy. Tak, zdecydowanie lepiej. Zdecydowanie za dużo tych włosów.
Powrót do góry Go down
Francesca Leistner
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 486
Join date : 04/02/2012
Skąd : Buckinghamshire

PisanieTemat: Re: Deptak   Czw 7 Cze 2012 - 22:28

No ale w sumie nie miałby się czym przejmować. Wychodziło na to, że za bardzo go lubiła, inaczej tego określać nie chciała, aby po prostu wstać i odejść z chytrym uśmieszkiem, czy po zorientowaniu się, że raczej nie jest jak inni ulotnić się. Tak więc mógł zdusić w sobie wszelki niepokój i podarować sobie snucie w głowie najczarniejszych scenariuszy, szczególnie kiedy tu siedzi, prawda? Niech nie narzeka, według niej nawet teraz wyglądał uroczo. A ona mogłaby się założyć, że przez powykręcane przez deszcz włosy wcale nie wygląda uroczo. Z pewnością nie tak, jak wyglądają w filmach. Aż dziwne, ale jakoś nie bardzo się tym przejęła mimo iż siedziała sobie na ławce z chłopakiem. Jej chłopakiem jakby nie było.
Jeśli o to chodziło to wcale nie prosiła o błogosławieństwo brata, czy coś. Po prostu dobrze by było gdyby dał im spokój i tyle. Choć mogła się założyć, że na ich widok poruszy temat podobno niepewnej orientacji dziewczyny. W końcu jakby mógł z tego nie skorzystać, prawda?
- Okej, możemy iść - powiedziała wstając z ławki i zasuwając swoją kurtkę pod samą szyję. Bo ciepło i fajnie było dopóki siedziała sobie na ławce obejmowana przez Clementsa. Kiedy wstał złapała go za dłoń i splotła ich palce razem, uśmiechając się przy tym do niego. No a potem skierowali się w kierunku obiecanej przez niego restauracji, budki z lodami, czy innego miejsca gdzie planuje ją zabrać.

F i N zt.
Powrót do góry Go down
Brook Mitchell
Uczennica
avatar

Age : 21
Liczba postów : 58
Join date : 01/08/2012
Skąd : z koziej dupy

PisanieTemat: Re: Deptak   Pon 20 Sie 2012 - 21:03

Dobra leję wodę, bo nie wiem co napisać. Patrzcie jaki piękny dziś dzień. Jest słoneczko, żar leje się z nieba , bezchmurne niebo , w sam raz na spacerek po mieście. W szczególności dla Brook, bo kto jak nie inny wychodziły w taką pogodę na miasto. Na zajęcia nie chciało jej się iść, od co! Może sobie oczywiście dzień wolny zrobić. Trololoo chce lać wodę, ale nie umiem. Dobra spróbujmy od początku. Mam na biurku dobrą herbatkę i piszę posta. A zaraz to miało być co Brook teraz robi. SORY nie tak miało być. A więc: dziewczyna wstała z łóżka z nadzieją, że dziś jest sobota. Co jak co, ale w sobotnie poranki fajne seriale lecą. Niestety ten nieszczęsny czwartek. Zrobi sobie dzień wolny, a co! Wstała jakoś tak koło dwunastej, oblała się wodą z prysznica, ubrał się w jakieś ubrania sprzed trzech dni i ruszyła. Oczywiście ze swymi kochanymi komiksami, które nałogowo czyta (zapomniałam dopisać w kp, smuteczek). Szła, szła, aż nagle upuściła je. Jednakże zanim Mitchell zorientowała się, że sobie leżą w tym czasie jej święte czasopisma obsikał jakiś przesłodki kundel. Oburzona tym incydentem wzięła obsikane komiksy (fuuuj), owinęła je jakąś reklamówką z Tesco i ruszyła dalej. Chciała przecież w spokoju poczytać (omamo ona chciała w spokoju poczytać ŚWIĘTO MOI DRODZY!) i mieć gdzieś cały ten pieprzony świat. O dziwo zahaczyła o park. Mało rozrywkowe miejsce (oczywiście dla niej), przyznam szczerze, ale ile tu może być ławek no! To znaczy ogólnie w parkach są ławki, ale że to Hyde Park Mitchell musi się tym nacieszyć. Aż dziewczynka się uradowała na widok pięknej czerwonej ławeczki. Usiadła na niej, zaś komiksy które bezczelnie zostały obsikane przez psiaka próbowała wysuszyć. Eheh geniusz Bruk będzie suszyć zaszczane komiksy!

Dobra Pru wbijaj Czarlsem! wybacz za jakość tego posta, nie umiem lać wody, sorks:{
Powrót do góry Go down
Charles III Paddington
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 125
Join date : 02/02/2012
Skąd : London

PisanieTemat: Re: Deptak   Pon 20 Sie 2012 - 22:01

Charles był jednocześnie największym szczęściarzem i debilem na świecie. Leniwcem nieogarniętym, który nie potrafi spiąć zgrabniutkiej dupeczki i czasem pomyśleć przyszłościowo. Ale szczęściarzem też. Nie zdołał (a właściwie nie chciał) zahaczyć o dolny próg punktacji a-levelsów, coby chociaż najnormalniej zaliczyć rok, preferował pogrążyć się w otchłani zajebistości perspektywy pozostania w St.Bernard jeszcze jeden, ostatni (teoretycznie) rok. A okazuje się, że w pakieciku zafundowano mu PRZYNAJMNIEJ dwa. Bo tak jakby NIKT nie miał opuścić St.Bernard w tym roku. Informacja o obowiązkowej siódmej klasie obiegła całe uczniowskie społeczeństwo, powodując lawinę smutków, rozpaczy, samobójstw i poobgryzanych paznokci (czyli pozdzierany lakier mrrrrrrrgrrhrr) u większości, u Czarlsa radość. Ominie go to cale reformatorskie gówno, a przynajmniej tak uparcie twierdził, rozumiejąc że ta konieczność ogaru uzdolnień jedynie ostatnich, dodatkowych klas będzie dotyczyła.
Anyway - nie lubił diametralnych zmian, a obecność w zupełnie nowej klasie, z rocznikiem mu nieznanym nie mogła zostać uznana za normalną i typowaą, mimo że dla debila-czarlsa przewidywalną. Ale plusy były konkretne, plusy, których perspektywa zaistnienia sprawiła, że oblanie roku było praktycznie przez Paddingtona zaplanowane. Ludzie. Cudni, kochani, przyjaciule. Maiał jeszcze tyyyle czasu z Sofką. Z Kaiem, jak go w końcu znajdzie (to był kretyński pomysł, żeby z Bawarii wracać z buta). Miał możliwość wesołej, jeleniej (w sercu!) egzystencji z Ejmi. Z Bruk. Brukbrukbruk.
- Mitcheeeeeell! - zawołał entuzjastycznie, wywracając się widowiskowo na rolkach, w których sobie rekreacyjnie popitalał od czasu do czasu po Hyde Parku. Przyjebał polikiem i łokciem w chodnik głownie z racji takiej, iż zatrzymać się gwałtownie chciał. Bo dla Brook warto. Bo Brook była fajna. Mógł bez stresu teraz przemaszerować komicznie po trawie, by dostać się za ławkę, zrobić jej na główce łandy rozpierdol, czochrając mocno włosy i nie zostać oskarżonym o bezczelne rujnowanie misternego ufryzowania, wartego trzysta funtów. - Nie kłam że czytasz. Wyrywasz dupsony - stwierdził, dźgając dziewczę palcem wskazującym między łopatki, zanim zajął miejsce obok.
Powrót do góry Go down
Brook Mitchell
Uczennica
avatar

Age : 21
Liczba postów : 58
Join date : 01/08/2012
Skąd : z koziej dupy

PisanieTemat: Re: Deptak   Pon 20 Sie 2012 - 22:51

W tym czasie Brook starała się różnymi sposobami wysuszyć komiksy. A to machała innym przed nosem (tak, mądra Bruk chce aby wszyscy poczuli ten swojski zapach psiego moczu), wycierała chusteczką higieniczną obsikane strony (oczywiście nie przeszkadzało jej to, skądże!) czy też po prostu niechętnie wgapiała się w obszczane strony egzemplarzy. Dużo jej to da na pewno! Chociaż patrząc na to z lepszej strony Mitchell wreszcie będzie mogła odkryć swój ukryty talent? Może wreszcie jej dziecięce marzenia spełnią się? Czy Brook zacznie rysować komiksy? NIE! Za dużym leniem jest. Z resztą od czego ma swoje karty i kochaną grę w pokera. Właśnie! Dawno nie grała. To straszne. Kart znaleźć nie może. TO STRASZNE! Jej życie straciło sense, nie ma po co istnieć na tym świecie! NIE MA GRY W POKERA! A te karty były wyjątkowo cenne. To dzięki nim (a raczej przez nie) weszła (to znaczy uzależniła się) w hazard (dzieło szatana mweheheh). Znajdzie je! Już o to się postara, ale teraz trzeba wysuszyć te nieszczęsne komiksy!
Bansowała w rytmach jakiegoś gangsta rapu, które oczywiście od jakiegoś czasu nuciła sobie w myślach do czasu, kiedy ktoś zaczął wykrzykiwać jej nazwisko. Ach! No przecież to Czarls. Spoko ziomek ujeżdżający na tych cudeńkach na kółkach, których brunetka panicznie się boi (bo nie umie jeździć, oczywiście tak samo jak autorka tego posta). Na jej twarzy wyskoczył promienny uśmiech. Mając na myśli ,,promienny uśmiech" to wyszczerzanie swych żółciutkich ząbków oraz wzroku psychopaty.
- No chyba sobie ze mnie kpisz Paddington! - rzekła tym jakże 'artystycznym' akceptem do chłopaka po czym głośno się rozśmiała (wyobraź sobie śmiech konia czy innego osła). Hehe chce być fajna jak ten ziomek wiec może i przekona się do rolek.
Powrót do góry Go down
Charles III Paddington
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 125
Join date : 02/02/2012
Skąd : London

PisanieTemat: Re: Deptak   Wto 21 Sie 2012 - 14:45

Właściwie Czarls lubił kunpli bardzo. Lubił, bo byli mniej skomplikowani niż dziewczyny, mniej zapobiegliwi i ostrożni. Mieli brzydsze włosy i mogli sikać razem z Czarlsem na jakichś dzikich plenerskohipsterskich wypadach z Yennefer i pochodnymi, dwunocnymi przygodami. Konwersacyjnymi ofc - Charlie nie uprawiał seksu. Znaczy zdarzyło mu się raz czy dwa aleno. Też lubił od czasu do czasu wyrywać dupy, ale w gruncie rzeczy w celu jednym, światłym, szlachetnym - coby dobry fun był. Żadnego ero. Chyba, że już ogarnie Jednorożec jakie orientacje seksualne go pastwią najmocniej.
A kunpli miał takich, że mógł być pewien, że no matter what - nie opuści go żaden. Taki Brook Mitchell na przykład. Był zajebiście niesamowicie tolerancyjnym i supermegafoxyawesomehot ziomkiem.
- Po co Ci obszczany komiks? Awangarda, dude - wzruszył ramionami, wyciągając odziane w jakieś luźniejsze, kieszeniowe, przed kolano gacie. Pochylił się konkretniej nad dzierżonym przez Bruksika przedmiocie, upewniając się, że... taaak, to szczochy. - Na to na pewno nie wyrwiesz Clementsa - stwierdził ze współczuciem, kładąc w geście pełnej empatii dłoń na ramieniu dziewczyny. - Radziłbym prywatnie uczesać włosy... - taak, bywał masochistą. Bo wiedział, że Mitchell się wkurwi - niewielu wiedziało o jej przyczajonym pociągu do Luke'a, Pumy z szóstego roku. Niewielu, ale do Wszechwiedzącego Paddingtona też owa ploteczka dotarła. I musiał ją, korzystając z okazji, sprawdzić i przeanalizować poziom zaawansowania ów zauroczenia, coby zaspokoić głód st.bernardowskich nowinek. Prywatny. Bo nie dzielił się tak cennymi informacyjami z tymi popieprzonymi i egoizmem przesiąkniętymi burżujami. A pfe pieniądze!
Powrót do góry Go down
Brook Mitchell
Uczennica
avatar

Age : 21
Liczba postów : 58
Join date : 01/08/2012
Skąd : z koziej dupy

PisanieTemat: Re: Deptak   Sro 22 Sie 2012 - 21:24

Wybacz, ale muszę to zrobić. Po obejrzeniu jednego odcinka mojego ulubionego serialu naszła mnie ochota na lanie wody (chociaż pewnie i tak to się nie uda, bo ja nie umiem, smuteczek). No, ale jak nie będę próbowała to się nie nauczę. Jeju ale ze mnie kozak już z trzy linijki piszę o niczym, jakie to cudowne uczucie. Właśnie! Jak mogłaś zmienić avatar Czarlsowi! Dosłownie byłam dziką fanką tego obrazka. Ten wyraz twarzy, który wyrażał więcej niż tysiąc słów oraz te pocieszne kciuki. Błagam nie ciśnijcie mi żadnych ostrzeżeń. Już nie leję wody, koniec ogłoszenia, od teraz skupiamy się na Bruksie i Czarlsie.
- Niefortunne zdarzenie - mruknęła po czym odstawiła komiks na bok. Fuj ale jechało szczylami. Oczywiście Mitchell wcale taki smrodek nie przeszkadzał, SKĄDŻE! Może jednak przemyśli tą propozycję z przerysowywaniem obszczanych czasopism? Szybko jej zleci czas, nie będzie opierdalać się i namiętnie szukać swych kart do gry, które gdzieś schowała (chuj wie gdzie teraz są) i oczywiście wpierdalanie to co jej stanie na drodze (oczywiście to co jest zjadliwe. Nie jest przecież taka głupia żeby kosz na śmieć jeść. O zgrozo co ja pierdole?!).
- Ta wyrwę, prędzej gałęzie z tego drzewa - och bieda Bruks. Czy ona naprawdę nie jest tak pociągająca? No wiadomo, że jest (ach ta skromność). Tylko nie umie się z tym dobrze obchodzić? No bo cóż taki Brook Mitchell umie? Oczywiście poza pokerem, bo to jej gra życia, ale tak poza tym. Na harmonijce ustnej owszem, ale kto teraz taki talent doceni? Clements nie wiadomo. Ciekawe czy w ogóle wie o jej istnieniu. A gdyby wiedział toć by trochę brunetka ucieszyła. Dobrze, że ma takiego Charlesa. Ten ziomeczek umie poprawić nastrój Mitchell. Boże dzięki Ci za Paddingtona!
Powrót do góry Go down
Charles III Paddington
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 125
Join date : 02/02/2012
Skąd : London

PisanieTemat: Re: Deptak   Sro 22 Sie 2012 - 22:03

Nie można było zaprzeczyć, że wspomniane zdarzenie musiało być niesamowicie niefortunne. Czarls wolał sobie nie wyobrażać, że gazetę Bruk obszczała osobistycznie, just for fun. A przecież Mitchell miewała dziwne pomysły. Na przykład wtedy, gdy zdecydowała się zainaugurować małą domową hodowlę ślimaków w słoiku po dżemie truskawkowym. Właściwie ze spleśniałą resztką dżemu w środku, w postaci jakiejś ściółki czy innego runa leśnego - naturalne środowisko ślimaczane. Albo kiedy przysłała Charlesowi na ostatnie urodziny tort ulepiony z marshmallowsowych pianek z wisienką na wierzchu, uformowaną z gumy. Wyżutej.
Paddington miał głęboką nadzieje, że nie trafił na jeden z tych dni, kiedy kreatywności Bruksa nie ograniczała nawet perspektywa obszczania do niej należącego komiksu. Ani obawa o opinię Luke'a Clementsa.
- Jak chcesz możemy sprawdzić jak Ci pójdzie - wzruszył ramionami, szacując bystrym okiem grubość gałęzi drzewa nad nimi. - Ale słabe perspektywy. Mogę oszukać system i udać, że miałaś na myśli to - stwierdził z zapałem, podnosząc z trawy cienką gałązkę. Której Bruk powinna dać radę. - Jak Ci się nie uda, najwyżej na nią nasikasz i będzie wystarczająca destrukcja - dodał z wyszczerzem konkretnym, stwierdzając, że czyszczony namiętnie przez dziewczę komiks nie nadaje się do użytku. Chyba, że Mitchell odnalazła swoją kolejną pasję pt. wyczytywanie sensownej treści z pościeranych, wymiętolonych i śmierdzących mocznikiem stron prasy przeróżniastej.
- W ogóle brzmisz tak p e s y m i s t y c z n i e, po co? - zastanowił się, zakładając dłonie na kark i chillując konkretnie. Bruk zazwyczaj była zbyt "mam wyjebanek" coby smęcić czy żalić. A nawet nie zwróciła uwagi na to, że Czarls wie o czymś, o czym nie powinien, nooo. Chyba, że zdążyła się przyzwyczaić. Och, Charles Wszechwiedzący Paddington!
Powrót do góry Go down
Brook Mitchell
Uczennica
avatar

Age : 21
Liczba postów : 58
Join date : 01/08/2012
Skąd : z koziej dupy

PisanieTemat: Re: Deptak   Czw 23 Sie 2012 - 20:29

Gdyby nie ten przeuroczy kundelek i jego szczyle Brook mogłaby spokojnie (!) zachować swoje ukochane komiksy na dłuższy czas. A tak pewnie będzie musiała je wyrzucić bądź po prostu dobrze schować, aby uczniaki nie poczuli tego jakże przyjemnego odoru psich sików. Jeszcze by padli na zawał czy na inną groźną chorobę. Omijaliby biedną Mitchell, zaś jej byłoby baaardzo przykro, smuteczek. Na przykład taki Czarls. Co by zrobił? Ach, ale ja jesten głupia, przecież już wie, że na jej święte czasopisma załatwił się szczeniaczek. A był rzeczywiście słodki i w ogóle mogłaby go przygarnąć (oczywiście mowa tu o tym zwierzęciu), ale że ten niefortunny incydent zdarzył się niestety musiała zapomnieć o przygarnięciu pupila. Ma rybki i świnkę morską Witolda i to jej jak na razie wystarczy. Jeżeli będzie chciała zakładać jakąś farmę to tylko na jakiejś wsi zakutej dechami, bo przecież tak jest swojsko. Miałaby swoje krowy, kozy, przeróżnej maści kurniki, wychodki i inne wiejskie zwierzęta i gadżety. Codziennie rano by wstawała i doiła krowy, w południe kozaczyłaby na kombajnie, zaś w popołudnia byłby totalny chill na jakiś stosie siania z harmonijką ustną. Ach życie jak w Madrycie. Tfu to znaczy jak na cudownej wsi (zakutej dechami oczywiście).
Wzięła z rąk chłopaka i zbadała (tajemniczy) obiekt swoim ,,zniewalającym" (czytaj wzroku psychopaty) wzorkiem. Przez chwilę tak wgapiała się w ową zdobyć Paddingtona po czym przełamała ją. To znaczy, że rwać umie. Gałęzie, nie facetów, znowu smuteczek. A Brook podobno takie atrakcyjne stworzonko jest. Szczególnie z tym wymachiwaniem obszczanymi komiksami. Jak dobrze mieć takiego Czarlsika. Wiem wspominałam pewnie o tym w poprzednich postach, ale przecież wiadomo, że jest kul i w ogóle.
- Ojej Charles, bo mi smutno. I co ja z tym zrobię? - zasmucona pokazała czasopisma, które były zawinięte w torbę foliową. A może nie tylko o to chodzi? Ach jej, ależ ta Bruk zagadkowa jest.
Powrót do góry Go down
Charles III Paddington
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 125
Join date : 02/02/2012
Skąd : London

PisanieTemat: Re: Deptak   Czw 23 Sie 2012 - 23:10

Czarli przeraził się nie na żarty. Nie mógł znieść smutku, który nagle zaczął nękać zbolałą facjatę Bruk, podejrzewając że być może taka tragedia zaistniała, że niechcący jeszcze PRZYCZYNIŁ się do przygnębienia. Na przykład niesamowicie szydząc z jej zauroczenia w Clementsie, na przykład sugerując, że jej szczochy na gałązce (którą tak bohatersko przełamała, brawo!) to destrukcja jest. Albo to włosy. Taaaak, to na pewno ten przytyk, dotyczący nierozczesania i burdelu generalnego na głowie... Chociaż z drugiej strony... Bruks to ZIOMEK, a ZIOMKI nie przejmują się taką błahostką jak ufryzowanie. Mindfuckkk. Zaczął nawet odrobinę żałować, że nie potrafi jak Sofka w myślach czytać, coby zgrabnym przeglądem rozterek Mitchellowskich wyniuchać tę, której smuteczek FAKTYCZNIE dotyczył. Uznał jednak roztkliwianie się i panikę za zbędne, chcąc zachować się bardzo męsko i konkretnie - czyli tak, jak nigdy nie potrafił, bo podobne przysłówki mogły dotyczyć każdego, tylko nie Paddingtona.
Zdecydował się jednak na pełne ryzyko i podjęcie kroków koniecznych do poprawy nastroju dziewczęcia. Bardzo mądrze się do tego zabrał, przylizując dłońmi rozczochrane (przez niego samego) włosy, po czym poślinił palec, wyczyścił z namaszczeniem przybrudzony czekoladą/błotem/psią kupą (who knows) policzek i powstał jak siedział. Czad!
- Ogarnij się gnoju - rzucił słodko, ciągnąc Brks za rękę i po dzikich pląsach i przykucaniach, po czternastu sekundach jużjuz ulokowaną jej cała osóbkę na plecach miał. - Masz do mnie mówić o problemach wewnętrznych, duchowych i tych wszystkich skrzywieniach psychiki ciągle, bez endu. Pozwalam Ci przerwać, jak wypierdolimy się - dodał histerycznie nieco, ruszając chwiejnie przed siebie. Z górki.
Powrót do góry Go down
Brook Mitchell
Uczennica
avatar

Age : 21
Liczba postów : 58
Join date : 01/08/2012
Skąd : z koziej dupy

PisanieTemat: Re: Deptak   Pią 24 Sie 2012 - 16:19

I co ona biedaczka z nimi zrobi? Mowa oczywiście tu o jej świętych gazetach. Oczywiście w poprzednim poście co nieco wspominałam, aczkolwiek zrealizować tego nie będzie mogła. Są już do wyrzucenia, nic się nie da z nimi zrobić. Biedny Bruk zbierał je przez bite dwa lata. Dobrze, że chociaż zostały jej kilka egzemplarzy, tych nie obsikanych spokojnie spoczywających pod łóżkiem. Że też jej się chciało wynosić do Hyde Parku. Przecież wiadomo, że w takich miejscach aż roi się od psów. Po tym niefortunnym incydencie do końca życia znienawidzi te stworzenia (to znaczy na jakieś dwa, góra cztery dni). I dlatego na Brukowej twarzy taki smutek. Nie będzie miała co czytać. Cóż, najwyżej przejdzie na książki co będzie bardzo ciężkie. Dobrze, że w samą porę pojawił się Charles, bo któż jak nie inny poprawi jej humor.
Po chwili zamyślenia Mitchell obudziła się i doszła do wniosku, że nie będzie psuła dnia Paddnigtonowi. Musi się ogarnąć i już, zapomnieć o Clementsie, komiksach i innych duperelach. Dzień jest przecież taki piękny, po co go marnować przez obszczane komiksy. Najwyżej od nowa zacznie je zbierać, co jej szkodzi. Może za nową serię się weźmie, a nie cały czas trzyma te starocia pod łóżkiem.
Na początku nie wiedziała co w ogóle on odstawia. Troszkę się bała, ale jak ma jej to poprawić humor, czemu nie. I takim oto cudem znalazła się na plecach Czarlsa.
-Luzik, tylko błagam ostrożnie. Nie chcę mieć posiniaczonej dupy - odparła no i ruszyli. Po cichu coś tam mamrotała w stronę Niebios, żeby tylko nie doszło do poważnego wypadku. Brr od razu na myśl mi przyszła przygoda w parku z koszem na śmieci w roli głównej. Tak, bardzo mądra autorka tego posta chciała poszpanować jaka to ona wspaniała i uzdolniona kolarka, która (przez niefortunny przypadek) wjechała w kosz na śmieci. Brawo dla niej! Co nie oznacza, że im musi się tak samo stać jak i temu przypałowi co pisze totalne bzdury. Omamo miało być fajnie, a się bała. Powinna bardziej ufać chłopakowi. W sumie to jej dobry kumpel i powinna. Oczywiście komiksy zostały na ławce owinięte jakąś reklamówką.
Powrót do góry Go down
Charles III Paddington
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 125
Join date : 02/02/2012
Skąd : London

PisanieTemat: Re: Deptak   Sob 25 Sie 2012 - 14:34

Charlie naprawdę nie chciał. Za nic nie podjąłby się celowego uszkodzenia Brook, doskonale pamiętał o dlawiacych wyrzutach sumienia, które nie dawały mu spokoju po tym kiedy zgrabnym szacher-macher wsadzil Sofie Seiler do gipsu. Jej rękę znaczy. To koszmarne doświadczenie było. Gdyby nie kochal Jelonkowej zdecydowanie oburzylby się sposobem, w jaki go później traktowała.
Niestety i tym razem Czarls znalazł sposobność poprawienia humoru drugiej osobie poprzez beztroskie narażenie jej życia. Na rolkach. Na których nie radził sobie tak wysmienicie, jak na boisku baseballowym. Chociaż początkowo szło mu całkiem nieźle.
- Coś nie słyszę żadnych skarg! - zawołał upominajaco, kiedy manewrowal witkami swymi tak, coby nie rozpedzac się za bardzo i trzymać równowagę. Schody zaczęły się, kiedy na horyzoncie pojawił się paseczek kamykow, które sypaly się z rąk jakiegoś (na oko) dziesieciolatka, konstruującego w małej odległości od chodnika coś na kształt minifortu. Charlie spiął się w sobie, chcąc ominąć niespodziewana przeszkode.
- Widziałaaas?! - niebywały sukces przyjął na tyle entuzjastycznie, że kolejne rolkowe szusy były zdecydowanie przypadkowo poczynione. Zachwial się, zaciskajac dłonie mocniej pod kolanami Bruks i przetarabanil z calym Mitchellowskim jestestwem na równo przystrzyzony trawnik, na którym postawił kilka rozpaczliwych kroków, nim przewrócił się na bok, puszczając w locie Pumcie. Musieli mieć wyjątkowe szczęście, a przynajmniej sam Paddington, który żadnego promieniujacego bólu w przygniecionym ramieniu nie poczuł, żadnego otwartego złamania, a nawet potrafił przeturlać się na plecy, zanoszac śmiechem (czyżby lekki wstrząs mózgu?) nim rozejrzal się, coby zdiagnozowac stan Mitchell.
- Nic Ci nie uszkodzilem, prawda? - zachichotal, niesamowicie z siebie dumny. Bruks już nie wyglądała na smutna. Chyba. Nie miała prawa. Takie zajebiaszcze posuniecie Czarlsa no!
Powrót do góry Go down
Brook Mitchell
Uczennica
avatar

Age : 21
Liczba postów : 58
Join date : 01/08/2012
Skąd : z koziej dupy

PisanieTemat: Re: Deptak   Nie 26 Sie 2012 - 19:19

Jeżeli się wypierdolą na jakiś krzaczek, luzik Bruks przecież posiada dar władzy nad roślinami. Uratuje i siebie i Paddingtonową zgrabną dupcię. Ten cały pomysł z rolkami był po prostu świetny. Ten swymi chudymi nóżkami zapierdalał na tych rolka, zaś ona z bananem na twarzy ekscytowała się całą tą rozrywką. Wreszcie Mitchell nie będzie miała straconego dnia siedząc i ślęcząc nad obsikanymi komiksami, które pewnie spokojnie spoczywają na dnie publicznego śmietnika czasem obszczane przez tutejsze pieski. Pięknie no nie?
- Emmm no więc boli mnie palec - no bo jaka inna skarga przychodziła jej do głowy? Przy Czarlsie zupełnie o nich zapomniała, w końcu dobrze się bawiła. Oho zaczynały się schody. Nagle dziewczynę przeszył zimny dreszcz (hehe). No oczywiście, że zaczęła panikować, ale nie wymachując dziko rękoma tylko ponowne modlenie się do Niebios. Zamknęła oczy, aby nie patrzeć na ten przerażający wypadek, aczkolwiek nie musiała. Chłopakowi się udało! Zadowolona z wyczynu chłopaka złapała głęboki oddech po czym je wypuściła i dalej mogli spokojnie jechać. Raczej nic już się nie stanie, bo przecież Charles to taki dobry wrotkarz (przynajmniej tak Brook uważała). Ale zaraz, zaraz. Znowu jest coś nie tak. No pięknie będzie wypadek. W jakieś krzaki wpadli. Oczywiście brunetka starała się jakoś opanować sytuację używając swych mocy jednakże nic to nie dało. Znów! Jej się nic nie udaje. No nie tylko niech się znów nie smuci, bo spierdoli cały piękny dzionek swojemu ziomkowi. Leżała i leżała patrząc się w niebo. O widziała jakieś dwa ćwierkające ptaszki oraz reklamówkę, która wylądowała na jej twarzy. Zdjęła ją i spojrzała na Czarlsa.
- Nic, nic tylko palec mnie boli, ale on w sumie od rana tak. - odparła i tak sobie leżała gapiąc się w to błękitne niebo. - Charles powiedz mi czemu jestem taką pierdołą?! - no teraz wzięło ją na rozważaniu nad samą sobą. Ach ta Bruk i jej filozoficzne (czy tam inne) przemyślenia.
Powrót do góry Go down
Charles III Paddington
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 125
Join date : 02/02/2012
Skąd : London

PisanieTemat: Re: Deptak   Pon 27 Sie 2012 - 0:22

Ziomek bardzo lubił mieć spierdolony dzień. To, że był etatowym masochistą wiedział raczej każdy, styczność z Paddingtonem mający człowieczek. Składało się w jego życiu naprawdę cudnie, że cudze bolączki i dramaty raczej nie wpływały na niego wyjątkowo deprymujące, dając raczej sposobność popisania się kreatywnością w ramach odciągania uwagi tudzież poznęcania się nad ofiarą. Której Bruks wcale a wcale z siebie nie robiła - wg obiektywnego i niezaangażowanego Czarlsa. Bo szczerze wątpił w to, by mógł przyczynić się do pierdolactwa Mitchell, przecież nie widywał się z nią na tyle często, by doprowadzić ją do smuteczków, powodowanych jego osobą. W ogóle jakoś MAŁO osób było przy nim smutnych. Albo poważnych. Zazwyczaj się śmiali albo prychali, mając mózg rozjebany. CIEKAWE CZEMU.
Charles przeturlał się, przybliżając do Bruks i dźgnął ją hobbistycznie kilkakrotnie gdzieś między prawe żebra, zanim skomplikowanym manewrem wydobył z kieszeni krótkich spodni paczkę menelskich papierosów - jak przystało na burżujohejtera.
- Bo mnie nie kochasz wystarczająco - odparował błyskawicznie tonem, który dowodził jak oczywista oczywistość to jest. - W przeciwnym razie czułabyś się zbyt zajebiście szczęśliwa, żeby sobie jeszcze na bycie pierdołą pozwalać. Nie jesteś zachłanna - albo jedno albo drugie chociaż przyznam, niesamowicie przykro mi, że zdecydowałaś się na opcję nie-kochania-paddingtona - dodał smutno, zauważając, że z czternastu papierosów, które w wymiętolonej paczce sobie wesoło egzystowały przez cały dzień, ostało mu się osiem niezłamanych. BOMBA normalnie. Wzdychając sobie raz po raz odpalił zapalniczką (wciąż tą samą. z grawerem Monotajpp Korsiwą!) jednego, między półotwartymi ustami Bruks ulokował, po czym powtórzył czynność, tym razem racząc fajurem samego siebie. Tak, Charles III Paddington był bardzo kulturalny. W ramach udowadniania tego całemu światu począł radośnie rwać trawę i rozsypywać na brzuchu Pumci. Co było baaaardzo zajmującym zajęciem i gwarantowało jednorożcowy zaciesz na calutki słoneczny, szczochami zajeżdżający dzień.



zt <3
Powrót do góry Go down
Audrey Miselton-Zakharova
Dorosły
avatar

Liczba postów : 84
Join date : 04/05/2012
Skąd : Moskwa

PisanieTemat: Re: Deptak   Pią 3 Maj 2013 - 17:10

Pani Zakharova nie miała pojęcia po co tu przyjechała? Zarażać wszystkich wszechobecnym smutkiem z jej strony? Zawsze uważała, że nie zasłużyła na swoją rodzinę. Zawsze powtarzała, że Dymitr i Vicky mogli sobie znaleźć inną żonę i matkę, lepszą. Ona sama uznawała siebie za beznadziejną osobę nawet teraz gdy była już dorosła i już nie musiała nawet widzieć się z swoją matką, która tak w zasadzie doprowadziła do takiego stanu rzeczy. Ale jednak Audrey miała po co żyć i dla kogo. Miała swoje gniazdo rodzinne, które mimo wszystko nie zamieniłaby na żadne inne. Ale po co ona przyjechała tu? Do Londynu? Nie wiedziała. Tak właściwie przyjechała tylko po to, by spotkać się z Dorianem, z którym nie widziała się stosunkowo dawno. A w końcu to był jej ukochany brat, który mimo odległości potrafił rozśmieszyć ją w najgorszych chwilach. Jej mąż początkowo stosunkowo nie chciał jej tu puszczać. Bał się o nią, że władza ją w końcu dopadnie i zostanie sam. Nie chciał jej stracić. Tak dla ścisłości Dymitr i jej córeczka zostali w Moskwie. Nie miała na tyle odwagi, by móc narażać ich na jakiekolwiek niebezpieczeństwo tutaj. Choć tęskniła za nimi cholernie i to już po jednym dniu rozłąki! Tak Audrey przyjechała tutaj wczoraj, a dziś już rozmawia długo przez telefon z swoim mężem, o głupotach jak zawsze, ale jak zawsze dodawało jej to szczęście w życiu. Rozmawiali po rosyjsku. A to dlatego, że Dymitr był czystym Rosjaninem i nijak potrafił porozumieć się po angielsku, choć idzie mu to coraz lepiej. Audrey dla niego nauczyła się w ciągu tych dziesięciu lat mówić płynnie po rosyjsku tak płynnie, że teraz gdy mówi po angielsku ma ten charakterystyczny akcent rosyjski. Z telefonem przy uchu szła na przeciw siebie wdychając świeże powietrze, które rozpływało się wśród drzew nieopodal tejże deptaku.
Powrót do góry Go down
Kai Leistner
Dorosły
avatar

Age : 23
Liczba postów : 160
Join date : 02/02/2012

PisanieTemat: Re: Deptak   Pią 3 Maj 2013 - 18:16

O jak się śmiesznie złożyło! Kai, również przyleciał wczoraj. Dokładniej pięknym, szarym rankiem, który ogarnął swym jestestwem Londyn. Swą drogą Leistner, dawno nie był w tym obrzydliwym mieście, związanym z jego edukacją. Praktycznie rzecz biorąc, to odkąd jedenaście lat temu opuścił stary kontynent, nie witał na nim często. Czasem zdarzyło mu się odwiedzić słowiańskie strony, bo nawet sporo znajomych miał w tamtych stronach, a poza tym lubił kiełbasę i litr bimbru wieczorem. Tak ku zabiciu żołądka.
W gruncie rzeczy nie spieszyło mu się, na spotkanie całego stbernardowskiego towarzystwa. Pewnie pozmieniali się, jako to w życiu bywa. Pewno jedzą tylko warzywa na parze, wieczorami popijają szampana i harują, jak mechaniczne świnie nastawiane na własny biznes. Są ułożeni, ładni, zgrabni i wciąż powabni. Obrzydlistwo. No, ale tak przesłodkiej okazji nie mógł nawet on przegapić, poza tym Blaise mamrotał mu coś przez telefon już tydzień temu. Także co? A gówno. Chociaż sobie popatrzy, jak pięknie się wszyscy starzeją. BO wszyscy są już białymi kumplami, dziadka mroza, tylko nie on.
Spacerował sobie po deptaku gwiżdżąc jakąś melodyjkę z bajeczki, o mordowanym króliczku. ( ulubiona kreskówka Tobiasa) Dzieciaki porozsyłał w różne miejsca, bo no czasem musiał się od nich uwolnić i wbrew pozorom nie musiał ich wcale podrzucać do pierwszego lepszego lunaparku. Choć tam właśnie zawędrował Jude i mała Francesca zapewne z dużą Francescą, dziewczynka gdy tylko widziała ciotę wpadała w obłęd szczęścia i nie odstępowała jej na krok. Tobias koniecznie chciał pójść do zoo i rzucać z procy w małe tygryski, za co został wyrzucony wraz z Kaiem, więc szanowny PĄPĄ, zaciągnął go niemal siłą do lunaparku. Nawet do końca nie spojrzał czy trafił do rodzeństwa, czy nie. Oj tam w końcu dzieci zawsze się gubiły, a jednak i zawsze odnajdywały! Bliźniakami zajęła się niezawodna pani Goldes, śpiewając im jakieś żydowskie kołysanki. Anzelm bawił się gdzieś z Willem, bo odkąd się spotkali byli nierozłączni. A Desdemona była gdzieś...No nieważne.
Także melodyjka wygwizdywana leciała sobie tak na hop, hop, lalalallala. Bardzo wesoła i takie tam, brokułem gnam!
Nim jednak przeszedł na drugą stronę spostrzegł kontury atrakcyjnej, kobiecej sylwetki. Zdjął swe lenonki w żółtym odcieniu do połowy nosa i uśmiechnął się, zupełnie jakby podarowano mu kubeł z ulubionym ruskaczem.
Jednak wraz z regularnym ruchem nóżek, zarówno tych kajowych, jak i kobiecych zorientował się, że przecież zna tę poczwarę!
- AUDREY MISELTON! - Zdusił ją swym uściskiem tak, że telefon wypadł z jej delikatnej rączki i rozbił się o deptak. Jednak Kai, nie zwrócił na to większej uwagi.

//soreczka muszę się wczuć na nowo w Kajka, zbyt długo nie pisałam nim i wszyło takie picipici.
Powrót do góry Go down
Audrey Miselton-Zakharova
Dorosły
avatar

Liczba postów : 84
Join date : 04/05/2012
Skąd : Moskwa

PisanieTemat: Re: Deptak   Pią 3 Maj 2013 - 18:43

A własnie, co do ich kolegów ze szkoły Audrey na razie nie miała ochoty ich spotykać. I tak samo jak Kai była tu ostatnio dziesięć lat temu gdy to była w panice, bo przecież uciekała z rocznym dzieckiem. Gdy tylko wpadł na nią Kai przestraszyła się nie na żarty. Niemal tu nie zeszła na zawał! Co nie byłoby zbyt miłe. Jej gniew, co do przywitania Kaia podniósł się do maxa gdy tylko zauważył, że jej telefon rozsypał się i tym samym przerwane zostało połączenie, z Dymitrem! Już sobie wyobrażała jak ten dostaje szału gdy tak brutalnie zakończyła się rozmowa z nią. Była wręcz pewna, że już miał przed oczami najbardziej straszne scenariusze. Musiała jak najszybciej do niego napisać smsa i wyjaśnić, co się stało! W tej chwili spojrzała na Kaia z żądzą mordu w oczach.
-Oddawaj swój telefon! - krzyknęła na niego i wręcz wyrwała jego telefon z jego kieszeni i szybko napisała sma do swojego męża z wiadomością o tym co się przed chwilą stało i dlaczego przerwało im rozmowę. Oczywiście z łatwością to zrobiła, bo teraz nie świadomie użyczyła nieco swojej nieco szczątkowej już mocy. A szczątkowej, bo nie ćwiczyła nad nią już bardzo długi czas. Więc i była już bardzo osłabiona. Ale jednak jeszcze trochę jej było. Więc i Kai nie musi się martwić nie połamała go teraz przypadkiem czy coś. Po chwili gdy już sms został wysłany to nic, że naraziła go na koszta związane z zagranicznym smsem. Nie przejmowała się tym. Zresztą przecież Kai miał pieniądze, więc czym tu się przejmować? Oddała mu telefon z uśmiechem. I teraz jej już przeszła złość gdy tylko an niego spojrzała. Przecież to Leistner!
-LEISTNER! - krzyknęła w końcu radośnie i tym razem ona go uścisnęła tak jak to on wcześniej to zrobił.
- Wiesz jak dawno nie słyszałam tylko jednego członu mojego nazwiska? - zauważyła szybko odklejając się od niego. Jak zwykle przy nadmiarze emocji nie wiedziała, co gada. Nawet sama nie wiedziała, że była tak spragniona rozmów z osobami z swojej szkoły.
-Gdzie twoje dzieciaki? - zapytała rozglądając się wokół deptaka czy aby one czasem gdzieś tu się nie pałętają, ale żadny dzieciak nie przypominał jej z gromadki Kaia. Znała je praktycznie tylko ze zdjęć, ale jednak takie charakterystyczne dzieciaki da się rozpoznać.
Powrót do góry Go down
Kai Leistner
Dorosły
avatar

Age : 23
Liczba postów : 160
Join date : 02/02/2012

PisanieTemat: Re: Deptak   Sob 4 Maj 2013 - 10:09

Ta Odryjka, to była szczwana mszyca, bo na pewno nie lisica. Kai, nawet się nie zorientował, a już swymi zwinnymi łapkami wymacała jego wyczesną komórę. DOSŁOWNIE. To była komóra, wielka cegła, z którą nie umiał się rozstać od czasów szkoły. Przetrwała już tyle lat, nie ma co najlepszy telefon ewer. Choć gdy tylko pojawiał się w miejscu publicznym ze swą ukochaną cegłą i Francescą, to w gruncie rzeczy wychodziła ciekawa mieszanka. Biedne, pięcioletnie dziecko czuło wstyd dreptając blisko ojca z zażenowaną minką. W końcu nie wszyscy musieli widzieć jak bardzo są biedni. Szczególnie koleżanki z przedszkola. Właściwie, to o oblodzonych pieniążka leistnerowskich wiedziało multum ludzi, tak z pół stanu? Ciężko pozbyć się tych wszystkich inwestorów i innych natrętnych pospeluszy. Ale ciii ważne, że dzieciaki nie miały o niczym pojęcia i w tym przeświadczeniu zamierzał trzymać je dłuuugo. Tak do końca życia?
Wracając jednak do Audrey, Kai spoglądał na nią szczerząc ostre zęby. Tak jego siekacze były bardzobardzobardzo ostre, w końcu to ona parę lat temu w ostatniej edycji Nieustraszonych zjadał surowe wiewiórki. No. Także ząbki miał i ładne, i czyste, i ostre jak siekacze kos draculowskich.
Zaśmiał się, w swój specyficzny zdecydowanie za głośny sposób.
- Dla mnie zawsze będziesz Miselton - Puścił jej oczko i objął ramieniem. Zaczęli podążać sobie po deptaku tak we dwójkę. Szczypać po karku i puszczać sójki jak za dawnych, dobrych lat.
- Dzieciaki? Rozproszone po całym Londynie - Powiedział wesolutko, po czym dodał szybciutko - Ale bez obaw żyją, chyba... - Był bardzo zmartwionym rodzicielem <3
Jednak nie miał zamiaru dziś rozmawiać o swoich zgrajach. Choć jakoś tak instynktownie spytał o Vicky.
- A Viky jak się miewa? Kradnie już kluczyki do samochodu? Włóczy się po zakazanych moskiewskich klubach popijając wódkę ze słoika po dżemie? - Uniósł jedną brew wyczekując odpowiedzi, ach te dzieciaki, jak szybko dorastają. Już niedługo przyjdzie im zapewne zostać dziadkami. Choć miał nadzieję, że dzieci nie skończą tak jak ich matki. W szczególności Jude i Francesca, nie chciałby w końcu zeskrobywać ze ściany resztek swej córki. Oj biedna Poca, biedna Poca.
Gdy tak sobie spacerowali, nagle wyjął zza pazuchy sporawą butelkę najtańszego winiacza, zakupił go dziś rano w pierwszym lepszym sklepie.
- Ten dzień należy do nas kochana - A co niech się poczują znów jak siedemnastoletnie gnoje! Skaczą z wieży na golasa i lepią bałwana z trawy.
Powrót do góry Go down
Audrey Miselton-Zakharova
Dorosły
avatar

Liczba postów : 84
Join date : 04/05/2012
Skąd : Moskwa

PisanieTemat: Re: Deptak   Sob 4 Maj 2013 - 11:10

Swoją drogą nawet Audrey zadziwiła się w głowie, że ten telefon jeszcze istnieje? Koniecznie musi sobie sprawdzić takie cacko, bo już miała dość rozwalonych telefonów na deptakach taki chociażby jak ten co przed chwilą. Choć wiadomo też nie był nie wiadomo jak wypasiony. W końcu Audrey teraz nieco biedniej żyje niż tak jak była w szkole. Zmieniło się to u niej dość drastycznie. Została odcięta od majątku swojej matki, która według niej mogłaby się teraz smażyć w piekle z tymi swoimi pieniędzmi. Odkryła moc radości jaką sprawia życie bez większego majątku.
-Wiesz co.. stworzyłeś sobie klony! -0 zauważyła radośnie gdy usłyszała gdzie są jego dzieciaki. No tak mogłaby się tego domyśleć, że jego dzieciaki też będą szalały bez tatusia jak to ten Kai, który sobie teraz hasał po całym świecie płodząc kolejne to dzieciaczki. Te to miały z nim dobrze. Zresztą jak on sobie z nimi radził wszystkimi to nie miała pojęcia.
- Vicky na razie zwariowała na punkcie chłopaków, a co za tym się wiąże zaczyna nieco wagarować. - odpowiedziała na jego pytanie co do jej córki. Swoją drogą jak ten czas szybko leci. Jeszcze pamięta jakby to było wczoraj gdy Vicky się rodziła albo jeszcze gorzej jak jeszcze miała wątpliwości co do urodzenia jej. A teraz? Teraz jej mała dziewczynka che wyfrunąć z gniazda Audrey i chce odłączyć się od swojej niegdyś ukochanej matki. Owszem mają nadal dobry kontakt, ale to już nie to samo jak to było jeszcze z dwa lata temu. Jej córka dorasta do wieku nastoletniego w końcu. Swoją drogą czyżby Audrey miała najstarsze dziecko wśród tutaj dorosłych już uczniów szkoły? Ale nie przyszła tu po to by gadać o swojej rodzinie nie ma tak. Chociaż ten temat po prostu zawsze wymykał się spod jej warg.
-O winko! - i tutaj nastał ten okrzyk radości jak u jakieś nastolatki. Już na sam widok owego trunku swojej młodości.
-Dymitr mnie zabije jak się dowie, więc cicho sza o tym. - dopowiedziała po chwili już nieco uspokajana, a nie to co przed chwilą było ta radość szczeniacka. Niby wiedziała, że jej mąż wysłał ją tu tylko po to, by w końcu się zabawiła ale jednak wiedziała z drugiej strony, że nie o taką zabawę mu chodziło, ale co tam trudno.
Powrót do góry Go down
Kai Leistner
Dorosły
avatar

Age : 23
Liczba postów : 160
Join date : 02/02/2012

PisanieTemat: Re: Deptak   Nie 5 Maj 2013 - 11:26

Oj tak, cegiełka miała dobrych parę lat. BA! Toż to było starsze od samego Kaia, dziadostwo.
No. Kai, też nareszcie odkrywał jak to jest być biednym. Pożądał tego już od szkolnych lat i robił wszystko wyjść za żebraka, bądź bezdomnego mieszkańca dworca. Takie tam małe zboczenie. Bo gdy się posiada tylko podziurawiony plecak, z którego potrafi wylecieć nawet wełniany sweter, to jest dobrze. Nic więcej nie trzeba, a i szczęście po drodze złapie się do kieszeni ( ważne, żeby ta instancja nie była dziurawa)
Podróże kształciły jego dżedajowski charakter, choć początkowo zacierał w wiarę przychylności niebiańskiej. BA! Kiedyś nawet zwątpił w istnienie kosmitów i to dopiero był problem. Bo biedaczek wykupił sobie ubezpieczenie, przeciw porwaniu zielonomazistych, a wieczorem zorientował się, że nie ma na hamburgera. No i musiał pójść spać w starym pudlem z pustym brzuchem. A to peszek meszek.
Na słowa odryjkowej o klonach uśmiechnął się pod nosem. Mimo, że momentami gromada leistnerowska była irytująca, to kochał te potwory, swą czarną nerką, dwunastnicą i jakimś mięśniem blisko płuc. O!
- Tylko niech nie chodzi do klubów w klimacie lat siedemdziesiątych, bo szybciej zostaniesz babcią, niż zrobisz obiad w niedzielne popołudnie - O tak Kai dokładnie NIE-PAMIĘTAŁ, jak zostały spłodzone jego najmłodsze pociechy, bo do ich powstania przyczyniła się szesnastoletnia gwałcicielka. Nachylił się do uszka odryjkowego, nie mając kompletnie pojęcia, że zapewne wystraszy biedną mamusię do potęgi entej - Dużo tam starych gwałcicieli, wiesz lata siedemdziesiąte - A teraz Odryjko wykupuj najszybszy bilet do Moskwy i zamknij biedną Vicky w klasztorze, koniecznie sióstr marsylianek, ładnie to brzmi *.*
- Tak, tak, zachłanna istoto - Zwinnym ruchem wciągnął Audrey na plecy i stał się jej baranem. Hop sasasali sobie po deptaku, a Kai nóżkami szybko przebierał.
- Do boju!
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Deptak   

Powrót do góry Go down
 
Deptak
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Centrum
 :: Hyde Park
-
Skocz do: