IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 wypasiony salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: wypasiony salon    Sob 27 Kwi 2013 - 15:14

z widokiem na park, wieżowce, ogólnie pełen wypas, okna od podłogi do sufitu, panele z kanadyjskich sekwoi i cięte lilie w wazonie z diamentów.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: wypasiony salon    Sob 27 Kwi 2013 - 15:25

Chaos.
Aiden nienawidził chaosu. To się zmieniło, bo przedtem nie przeszkadzał mu burdel i niepoukładanie; teraz, po tych kilku latach wszystko musiało być trzykrotnie sprawdzone, oklejone i odmierzone od linijki, żeby mógł zasnąć spokojnie.
Dlatego tego pięknego, majowego poranka czuł się poddenerwowany, po raz pierwszy od dobrego roku. Ostatnio był spięty, kiedy na świat przychodziły bliźniaczki, przedtem przy narodzinach Francisa, dlatego ten stan niepokoju wybijał go z rytmu. Czyli błędne koło.
W którym jednak całkiem nieźle funkcjonował, jednocześnie pakując do walizki swoje koszule, bukując bilety na rozłożonym laptopie, nogą kołysząc nosidełko z Cornelią i nieco zezując na siedzącą wśród zabawek Lu, wywracającą raz po raz wieżę z klocków.
Dobrze, że zdecydowali się pakować w salonie, bo krzyczenie na siebie przez trzysta metrów kwadratowych apartamentu byłoby bardzo nieefektywne.
- Na pewno wzięłaś apteczkę z lekami przeciwalergicznymi dla Francisa? - spytał po raz pięćdziesiąty, zamykając w końcu laptopa i skreślając jeden punkt z listy zrobić, zanim wsiądziemy do samolotu do wrogiego kraju, gdzie nas zatrzymają, zabiją, będą torturować nasze dzieci i potem spalą zwłoki.
Może przesadzał, ale odkąd stał się ojcem, zmienił się w lekkiego panikarza. Oczywiście nie biegał z obłędem w oczach i nie płakał nad wszystkim, ale wewnętrznie...no cóż, wewnętrznie tak właśnie robił, nie okazując tego na zewnątrz, bo Indiana by go śmiertelnie wyśmiała. Nawet po tylu latach wspólnego życia, płacenia rachunków, kłótni w pięciogwiazdkowych restauracjach, namiętnego seksu, czytania sobie dobrej poezji na dobranoc, niańczenia dzieci, jazdżenia na pogotowie w środku nocy z katarem i dziecinnych zabaw w zamianę mózgów znajomych.


_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Indiana Lanvin-Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 610
Join date : 24/02/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: wypasiony salon    Sob 27 Kwi 2013 - 15:49

Indiana natomiast nigdy nie była panikarą ani też nigdy się nią nie stała, chociażby nie wiem jak martwił ją od czasu do czasu Aiden. Na przykład kiedy zabronił pielęgniarkom przewijania jego dzieci w szpitalu, zaledwie dzień po porodzie, bo chciał to robić sam. Albo jak faktycznie zabierał Francisa do pracy, bo nie ufał nowej niańce. Nawet teraz, kiedy kołysał Cornelię robił to trochę zbyt gwałtownie, a jednak delikatnie, o co nikt z osób znających go w szkole by go raczej nie posądził. Bo nawet Lanvin (już od jakichś dziesięciu lat Collier) w życiu ni odkryłaby w sobie takich pokładów macierzyństwa, jakie miał w sobie Aiden. Myślałby kto, że wszystkie ich trzy pociechy spłodził i urodził sam, trzymając Indianę tylko dla niepoznaki.
Co jej osobiście pasowało, bo mogła robić to, o czym marzyła całe życie, odcinając się niemal całkowicie od Europy, zapominając, że spędza o wiele za dużo czasu w pracy, by później wrócić jednak do miejsca, które z całą pewnością mogłaby nazwać domem, czasami przez nią zaniedbanym, ale o wiele bardziej przytulnym i ciepłym, niż sam początek jej małżeństwa by na to wskazywał.
Spojrzała jednak z wyrzutem na swojego m ę ż a. Mimo wszystko kochała swoją rodzinę i nadal miała się za o wiele lepiej zorganizowaną, niż jakakolwiek inna osoba na całym Manhattanie.
- Wczoraj. W razie czego twój ojciec dzwonił i pytał, co dokładnie mały potrzebuje, żeby mieli u siebie jakby coś się miało dziać – powiedziała spokojnie. Czy by go wyśmiała, gdyby zaczął latać i panikować jeszcze bardziej, właściwie nie wiedziała, ale poza jej stosunkiem do Aidena Colliera właściwie mało co się zmieniła. Może jej twarz nabrała odrobiny powagi i skupienia, a cała postawa błyszczała triumfem, bo w końcu dobijała trzydziestki a miała już być z czego dumna. Gdyby tylko nie przerywniki związane z dzieciakami, których Aiden tak bardzo chciał, ale nie żałowała. Jej spojrzenie również padło na Luelle, ciemnowłosą i absolutnie uroczą do tego stopnia, że musiała się uśmiechnąć i podnieść dziecko z ziemi, sadzając je na kolanach i wyjmując jakąś zabawkę z buzi na tyle szybko, żeby Aiden nie uznał kontaktu dziecka z przedmiotem za zagrażającego życiu i nie wpakował całej rodziny do samochodu, żeby po raz kolejny w tym miesiącu odwiedzić pogotowie.

_________________
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: wypasiony salon    Sob 27 Kwi 2013 - 15:59

- Mój ojciec ma początki Alzheimera, na pewno zapomni, a nie możemy pojawić się na angielskim pogotowiu, dobrze wiesz dlaczego - odparł od razu, oczywiście spokojnie i z powagą, ale na pewno Indiana dośpiewała sobie nutki histerii w jego niskim głosie. Ale to nie było tak, po prostu...cholernie nie uśmiechała mu się podróż do UK. Wcześniej, pięć lat temu, bez problemu mógłby tam polecieć, miałby gdzieś ewentualne konsekwencje w postaci aresztowania albo nie wpuszczenia na teren Zjednoczonego Królestwa.
Ale teraz nie był sam, dzielnie dźwigał odpowiedzialność za cztery istoty najbliższe jemu sercu i wieczorami snuł dość przerażające wizje, w których wszyscy gnili w więzieniu albo ginęli w katastrofie lotniczej a on nawet nie zdąży powiedzieć Indianie, że ją kocha. Do czego się szykował już od...hm, dwóch lat, ale odkładał to na jakieś bliżej niepojęte jutro.
Dziwne małżeństwo bez wyznawania miłości, ale wydawało mu się to tak ckliwe, romantyczne i banalne, że był pewien, że Indiana umarłaby ze śmiechu. On sam zresztą też. Wolał swoja zachowawczość, opiekuńczość i stanowczość, która stawiała sprawy na ostrzu noża. Przez tyle lat nie nauczyli się rozwiązywać konfliktów ustępując, Lanvin była zbyt uparta i krnąbrna. Tak jak w szkole.
Do dziś czuł uderzenie buta. Ach, wspomnienia.
- W ogóle przypomnij mi, dlaczego tam lecimy - mruknął nazistowsko, zamykając z trzaskiem swoją walizkę (NAJMNIEJSZĄ). Oczywiście znał odpowiedź na to retoryczne pytanie, ale wolał się upewnić u najbardziej racjonalnej osoby na tym świecie (wygryzła go z pierwszego miejsca). Jego ojciec już chylił się ku grobowi, babcia zmarła miesiąc temu, wypadałoby po dziesięciu latach pokazać dziadkom wnuczęta. Piękne jak mamusia, zwłaszcza dziewczynki, które wyglądały identycznie, z przylizanymi czarnymi włosami i wielkimi oczami.
- FRANCIS, spakuj swój zestaw małego chemika. I flet - powiedział DONOŚNIE (nigdy nie krzyczał) w kierunku otwartych drzwi do pokoju syna i schylił się po nosidełko z Corns, nie dającą się uśpić. Cudownie, bliźniaczki czekał pierwszy lot w życiu i podejrzewał, że współpasażerowie podróży wyślą ich do diabła prędzej niż zrobiłby to angielski rząd.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Indiana Lanvin-Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 610
Join date : 24/02/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: wypasiony salon    Sob 27 Kwi 2013 - 16:51

Tak naprawdę to i India wolałaby pozostać w domu, pójść do pracy i żyć tak, jak żyła do tej pory, bez babrania się w z całą pewnością toksyczne towarzystwo, jakim – była przekonana – nadal jest Anglia. I to nawet nie dla niej, bo wszystkie romanse i kłótnie już dawno miała za sobą, po prostu się od nich odcinając, ściślej od Meredith i Blaise’a i mówiąc szczerze była skrycie zadowolona, że Aiden zrobił to samo. Szczerze mówiąc głównie dzięki temu według niej ich małżeństwo potoczyło się takim a nie innym torem, bez tych kilku osób, które wyzwalały w Indianie, a już przede wszystkim Aidenie, wszystko co najgorsze. Przez dziesięć lat zdążyła uwierzyć w to, że założenie z jakim weszła w ten związek mija się z rzeczywistością, jako że praktycznie przez cały dzień dokładnie wiedziała co robi jej mąż, nie zachowywał się dziwniej niż zwykle i przede wszystkim uwielbiał swoje dzieci, co raczej nie pozostawiało miejsca na żadne randomowe kontakty, o których mogłaby plotkować płytka społeczność Manhattanu.
- No chociażby dlatego, że twojemu ojcu wiele nie zostało i przydałoby się pokazać w końcu swoje dzieci w szerokim świecie – stwierdziła z przekąsem. Jej szalona matka była wniebowzięta usłyszawszy o wnukach, toteż gościli ją w tamtym tygodniu już drugi raz (pierwszy był chwile po urodzeniu Francisa) przez… Miesiąc. Czy pomagała czy raczej sprawiała zagrożenie, ciężko stwierdzić, ale na pewno dzieciaki miały dużo radochy, szczególnie pierworodny, który w dziwacznej babci odnalazł idealnego kompana zabaw, pełnego różnych osobliwych teorii, które zaspokajały jego ciekawość. – Tylko Aiden… - zaczęła trochę niepewnie, przytulając Lu, która mrużyła oczęta wpatrując się w mamę dość sennie. – To jest Anglia, cały Londyn i cała szkoła… I ludzie. Obiecaj mi proszę, że nie zrobisz nic, co mogłoby postawić nasze małżeństwo w niekomfortowej sytuacji, chociażby nie wiem jak cię korciło, dobrze? – Innymi słowy klasyczne nie puszczaj się byłoby tu na miejscu, ale po dziesięciu latach byli już z kilka etapów wyżej.
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: wypasiony salon    Sob 27 Kwi 2013 - 17:13

Pokiwał głową na jej sensowną odpowiedzią, próbując wykrzesać z siebie chociaż trochę smutku z powodu choroby ojca, ale...już nie potrafił. Właściwie było mu cholernie wstyd, kiedy przypominał swoje próby przypodobania się ojcu, spełniania jego planu na życie, wślizgiwania się w jego łaski i biegania na zawołanie, żeby tylko przez dwa lata poczuć się tym lepszym synem.
To było głupie i zawstydzające, dlatego teraz odcinał się grubą kreską, mając całkiem nową rodziną, swoją, lepszą, kochaną i powrót do posiadłości Collierów jawił mu się jako totalny koszmar. Na szczęście do tego czasu miał jeszcze godzinę czasu lokalnego i kilka godzin lotu w pierwszej klasie, który spędzi bacznie obserwując Francisa, który uwielbiał w czasie lotu denerwować wszystkich wokół swoimi przemądrzałymi wywodami o sile nośnej skrzydeł i filmografii z katastrof w przestworzach.
Dobrze, że zarezerwował miejsca w środkowej części, gdzie istnieje największa szansa na przeżycie katastrofy.
Pokręcił głową, chcąc wyrzucić jakieś chore wyobrażenia o zwłokach Indii, dryfujących na hawajskim oceanie i przeciągnął ostatnie walizki pod drzwi, sprawdzając, czy są wszystkie.
Przerwał jednak swoje antyterrorystyczne zapędy i popatrzył na Indię przez ramię z wzrokiem dość...podirytowanym. Jeśli nie gniewnym. I ciętym.
- Czy powinienem wymóc na Tobie podobną obietnicę...osiem lat temu? - powiedział nieprzyjemnie i hitlerowsko (stare nawyki nigdy się nie zmienią), zasuwając walizkę z dziecięcymi zabawkami.
Zapewne kontynuowałby niezbyt sympatyczny temat, gdyby w drzwiach swojego pokoju nie pojawiła się jego dużo młodsza kopia, piszcząc na flecie i ciągnąc za sobą zgrabną biznesową walizeczkę. Z podobizną Obamy z pierwszej kampanii wyborczej.
- Mogę wziąć zwierzę? - spytał egzaltowanym tonem, przestając piszczeć i wlepiając w Indianę wielkie, szare oczy. Subtelnie zasłaniając walizeczką klatkę z szynszylą, bezimienną, odkąd Francis zaczął zachwycać się łaciną i próbował nauczyć się Chinchilla lanigera. Prośbę zaakcentował kolejnym zapiszczeniem w flet, tak, że zasypiająca Lu ocknęła się z nieprzyjemnym kwileniem.
To będzie cudowna podróż.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Indiana Lanvin-Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 610
Join date : 24/02/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: wypasiony salon    Nie 28 Kwi 2013 - 11:18

Naturalnie, po jego odpowiedzi Indianie natychmiast podskoczyło ciśnienie, ale ani myślała odpowiadać mu coś w podobnym tonie dopóki po salonie kręciły się dzieciaki. Odpowiedziała mu tylko kosym spojrzeniem i przewróciła oczami, przytulając Lu i starając się ją znów uśpić.
- Nie Francis, zmykaj do Constance żeby sprawdziła, czy spakowałeś wszystko na podróż. I daj jej szynszylę, na pewno dobrze się nią zajmie – podyktowała trochę, nie zważając na smutne spojrzenie syna, czy raczej zacięte? Sugerujące, że jeszcze kilka razy przed wylotem będą musieli się borykać z problemem szynszyla, chomika czy szczura, z czego dwa ostatnie o wiele łatwiej zmieszczą się w kieszeni… Westchnęła. Nigdy nie sądziła, że była denerwującym dzieckiem, ale Francis, jeszcze ze sporą dozą zwykłego rozpieszczenia, na pewno odziedziczył to po niej. I zmysł do kombinowania po tacie, czyli możliwie najgorsza mieszanka dla potencjalnego, niedoświadczonego rodzica.
Constance, pokojówka, niańka, wszystko w jednym, wpadła natychmiast do pokoju biorąc ze sobą niezadowolonego Francisa, podczas gdy India łagodnym głosem próbowała przekonać swoją najmłodszą, że to jednak JEST czas na spanie. W przeciwieństwie do brata bliźniaczki można było zaliczyć do dzieci raczej ułożonych i spokojnych, dlatego obyło się bez krzyków (ze strony dzieci, analogicznie jak jedna zaczynała, to druga oczywiście też). – Weź Cornelię – poleciła trochę sucho, ale spokojniej, bo co jak co, ale dzieci uspokajaczem były nieziemskim, takim katalizatorem relacji indianowo-ajdowej, która od czasu do czasu przy sprzyjających wiatrach pozwalała im rozwiązać konflikt prawie że bez podnoszenia głosu.
Kilka minut później znów znaleźli się sami w salonie, dość zagraconym przez cały ten wyjazd w tym momencie, jedynie z donośnym głosem Francisa, który najwyraźniej tłumaczył coś swojej niańce, a ta, standardowo, nie bardzo chciała przyjąć do wiadomości rewelacji serwowanych jej przez kilkulatka.
- Przestań się obrażać – warknęła na niego, co bardzo kontrastowało z czułą i kochającą Indią, która dopiero co kładła swoje dzieci spać. – Wiesz o co mi chodzi.

_________________
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: wypasiony salon    Nie 28 Kwi 2013 - 12:13

- Sądzę, że powinien wziąć szynszylę. Pomoże mu zwalczyć stres, wiesz, przelot, rodzina, nowi ludzie - odparł, gdy przenosili dziewczynki, oczywiście rodzicielskim szeptem, bo nie zamierzał podważać decyzji matki w obecności dziecka. Gdzieś o tym wyczytał. Zresztą, nigdy nie robili awantur w obecności dzieci, stawiając je całkowicie poza swoimi wpływami wzajemnych oskarżeń i kłótni.
Chociaż ostatnio było naprawdę nieźle, ale Aiden byłby ostatnim kretynem, gdyby sądził, że to się utrzyma. Podejrzewał, że coś zaraz łupnie z energią bomby atomowej i sądził, że odbędzie się to w przeklętym Londynie.
Nie demonizował jednak niczego na głos, układając później w salonie potrzebne dokumenty (swoje elegancko sfałszowane, przy aprobacie rządu) i włączając elektronicznego papierosa o maksymalnej dawce nikotyny. Dzięki Ci, siło wyższa, za nowoczesną technikę.
I za wyrozumiałe, kochające i czułe żony, włączające u siebie tryb warkotu w najbardziej stresujących chwilach.
Jeszcze raz sprawdził, czy wszyscy mają paszporty, aktualne wyniki zdrowotne i dopiero wtedy odwrócił się do Indiany, zakładając ręce na piersi (już nie ten bic co kiedyś) i obrzucając ją niechętnym spojrzeniem.
Lanvin zapewniała mu wieczną młodość; przy każdej ostrzejszej wymianie zdań czuł się jak w St. Bernard, z tym, że teraz nie mogła mu niczym przywalić, bo plotki rozeszłyby się natychmiastowo po ich idealnym, nowojorskim światku.
- Nie obrażam się - odparł chłodno, zaciągając się raz po raz, jakby było mu mało nadnaturalnej dawki rakotwórczych substancji. - Po prostu uważam, że jesteś nieracjonalna. Nie zdradziłem Cię od d z i e s i ę c i u lat. Żyję w Nowym Jorku, dotykam ludzi i zawsze im odmawiam. Dlaczego w Londynie ma być inaczej? - kontynuował bardzo racjonalnie, luzując sobie kołnierzyk, bo nie zdążył się nawet przebrać po pracy.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Indiana Lanvin-Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 610
Join date : 24/02/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: wypasiony salon    Nie 28 Kwi 2013 - 13:29

W ramach wyjazdu India miała wolne już od dzisiaj, czego mówiąc szczerze nie znosiła. Była zwolennikiem siedzenia w firmie do pierwszych skurczów porodowych i powrocie w kilka tygodni po samym porodzie, minimalizując czas, szumnie zwany urlopem macierzyńskim, korzystając przy tym z takiej ilości pomocy, jakiej tylko oczekiwała, żeby nikt w międzyczasie jej nie wygryzł ze stanowiska, jak to korporacjach bywa. Dlatego dość mieszane uczucia miała oba razy, kiedy z drżącymi rękami przyznawała się Aidenowi do tego, że jest w ciąży i taka chodziła przez kilka następnych miesięcy, by nabrać matczynej pewności, kiedy było już po wszystkim.
Cała wyprawa do Londynu była jednak trochę inna, wymagała przygotowania psychicznego i stawienia czoła świadomości, że sporo osób, w tym jej własny brat César, już nie żyli, a ona nawet nie pofatygowała się na żaden pogrzeb czy chociaż głupi telefon z kondolencjami do matki.
Dla niej Londyn był wszystkim co najgorsze, miejscem, w którym zostawiła wszystkie ciemne strony swojej osobowości, wszystkie problemy i niedopowiedzenia, przez co była o krok od poproszenia Aidena, żeby jechał sam i zostawił z nią dzieci, bo szkoła, bo znajomi, bo firma i wszystkie te nowojorskie sprawy. Z drugiej jednak strony nie chciała puścić go samego, bez rodziny, żeby przypadkowo nie poczuł się zbyt wolny.
- Bo to Londyn – odparła beznamiętnie. – A w przeciwieństwie do ciebie ja n i e mam tam do czego wracać. – dodała akcentując odpowiednie słowa. Ich małżeństwo o kruchych podstawach w jej mniemaniu bardzo łatwo mogłoby się tam rozsypać. – Ja wiem i doceniam, wszystko – powiedziała, podchodząc do niego, nawet z delikatnym uśmiechem, i poprawiając mu kołnierzyk. Poluzowany czy nie, zawsze mógł wyglądać porządnie, nie? – I myślę, że jesteśmy na tyle dojrzałymi osobami, żeby dać spokój histerii, dlatego po prostu mi obiecaj, dobrze? – zdjęła dłonie z jego ramion, nie odsuwając się i przewiercającym, szarym spojrzeniem, które dzieliła teraz z Francisem, próbowała mentalnie zmusić Aidena do zgodzenia się z nią.

_________________
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: wypasiony salon    Nie 28 Kwi 2013 - 14:11

Obrzucił Indianę krytycznym spojrzeniem spod pół przymkniętych oczu, dając jej wyraźnie do zrozumienia, że to nie on jest tutaj osobą, która rozpoczyna czcze histerie. Nigdy nie kazał się jej pilnować, nawet w najbardziej subtelny sposób, mimo, że to on miał wyraźny powód do obaw.
Przecież się zmienił, od puszczalskiego etapu szkoły zmieniło się praktycznie wszystko. Ustalił pewne priorytety i nie dawał się prowokować, co było naprawdę TRUDNE. Zwłaszcza na studiach, kiedy mógł korzystać z życia ile chciał, rozchwytywany przez dziewczyny (i facetów także). Zawsze jednak się wycofywał, nigdy nie zdejmując obrączki i z szacunkiem traktując instytucję małżeństwa.
Którą to nie on...nadwyrężył. O czym bardzo chętnie teraz by wspomniał, ale na samą myśl o tym, co się wydarzyło tych kilka lat temu, szczęka mu się zaciskała i miał ochotę rozwalić chińska wazę z trzynastego wieku, stojącą na komodzie, wolał więc wziąć kilka uspokajających oddechów. Niezauważalnych.
- Też nie mam tam do czego wracać. - odparł od razu, czując się dość idiotycznie, jak gdyby byli w przedszkolu i się przezbywali. A mówił przecież szczerą prawdę, z rodziną kontaktował się tylko sporadycznie, ze znajomymi nie utrzymywał kontaktu wcale, czego nie żałował, odsuwając myśli o Prudence jak najdalej. Teraz nawet nie musiał się starać, wyblakły, pożółkły i wydawały się reliktem prehistorii. Do której nie chciał wracać.
O czym najbystrzejsza żona Nowego Jorku powinna doskonale wiedzieć. Zaciągnął się ostatni raz, odkładając papierosa i popatrzył na nią z góry, już nie niechętnie, ale z lekką irytacją, jakby po raz dziesiąty tłumaczył coś prostego Francisowi. Te podobne oczy były przekleństwem; wcześniej tylko go wkurzały, ale teraz także je kochał, co całkowicie rozbrajało cały jego nazistowski asortyment. - Obiecuję. Zadowolona? - powiedział ze zrezygnowaniem, łapiąc ją za ręce i przyciągając do siebie. Do krótkiego pocałunku, małżeńskiego, ale nie z konieczności (przynajmniej nie ze strony Aidena), bardziej czułego i uspokajającego niż zapowiadającego morderstwo z premedytacją.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Indiana Lanvin-Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 610
Join date : 24/02/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: wypasiony salon    Nie 28 Kwi 2013 - 17:48

Nie byli słodką parką, nie trzymali się raczej za rączki, nie spacerowali wtuleni w siebie i nie spędzali długich zimowych wieczorków przy kominku, wpatrując się sobie w oczy i wyznając miłość. Ich relacja przeszła z małżeństwa z rozsądku, poprzez burzliwe kłótnie do akceptacji, a w momencie pojawienia się dzieci nawet czułości, która nie była na tyle nagląca, by okazywać ją na każdym kroku. W pewnym momencie w małżeństwie bez miłości pojawił się pierworodny, wprowadzając definitywne ocieplenie atmosfery, gdyż i jego ojciec i matka przelali wszystkie swoje uczucia – każde na swój sposób – na małego Francisa. To nauczyło ich wspólnej koegzystencji, także teraz mogli się nazwać udanym małżeństwem. Jakkolwiek zaskakująco by to nie brzmiało.
Aczkolwiek wracając do sytuacji, na twarzy Indii nie pojawiło się wielce uwielbienie do męża, bezbrzeżna miłość czy równe ckliwości, a zadowolony koci uśmiech, faktycznie triumfalny, ale nie w taki irytujący sposób, jak kiedyś. Bo faktycznie się uspokoiła, spokojnie oddała pocałunek.
- Zadowolona – powiedziała zgodnie z prawdą, puszczając go jednak za momencik. – Chodź spać, mamy lot nad ranem – dodała jeszcze, odwracając się i wychodząc z pokoju, pozwalając mu interpretować słowa w jakikolwiek sposób chciał. W końcu, po dziesięciu latach, wciąż daleko im było do braku akcji w związku, także żadne na nudę nie narzekało.


zt oboje
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: wypasiony salon    

Powrót do góry Go down
 
wypasiony salon
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: USA :: Nowy Jork :: Upper East Side :: APARTAMENT COLLIERÓW-
Skocz do: