IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 La Brasserie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: La Brasserie   Czw 19 Sty 2012 - 21:30

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Pią 9 Mar 2012 - 17:38

Aiden, wchodząc do największego i najbardziej sumptuous centrum handlowego Londynu czuł się jak człowiek sukcesu. Spełniony na każdym polu, które należało wypełnić, by dostać się do Mensy albo do innego Klubu Londyńskiego bądź Paryskiego. Dlaczegóż?
Był młody idealnie - nie młody smarkaty, a młody gniewny, z perspektywami, acz nie obciążony zmarszczkami, dziećmi, żoną (not for so long) i nowotworami płuc. Był geniuszem - jego ostatni esej na zajęcia z literatury został wychwalony pod niebiosa, a on sam urósł o kolejne dwa i pół centymetra z dumy. Był spełniony - i uczuciowo (pobudka przy Prudence Wright odebrała mu zdolność smutku na następne sto lat) i erotycznie (powtórki z najwspanialszej-nocy-ever odbywały się w ciągu tego tygodnia dość regularnie, przy jego coraz większym zachwycie). Był naładowany wiosennie - tą energią zieloną, cudowną, wspaniałą i oszałamiającą (a może to hormony?). Był szczęśliwy. Tak po prostu.
Wchodził więc na piętro gastronomiczne z gracją, roztaczając wokół siebie silną aurę zachwytu świata. Tak, że nie było osoby, która by się za nim nie obejrzała. Zaciekawione spojrzenia mężczyzn, zainteresowane mocnomocno kobiet.
Nic dziwnego, Aiden wyglądał dość tempting. Nawet w pełnym świetle dnia, wpadającego złotą łuną na sklepowe tarasy. Włoska marynarka, wąskie spodnie, złoty zegarek, rozczochrane brązowe włosy brak krawatu, brak okularów przeciwsłonecznych, mimo blasku słońca. Jednym określeniem - luzacki burżuj.
Bo Collier Starszy miał się spotkać z Collierem-Jeszcze-Starszym. Dziś. W ich (ojca) ulubionej restauracji.
Spotkania Collierów na lunch były swoistą tradycją od lat trzech. Raz na dwa tygodnie ojciec i pierworodny bękarcki syn spotykali się przy lampce wina, makaronach o dzikich nazwach i kosztujących miliony serach, tylko po to, by wymienić się poglądami na rynek, świat, szkołę i przyszłość.
Ale coś było dziś inaczej - o ile zawsze Aiden na widok smsa od nieznajomego numeru (bo William zmieniał numer zbyt często, więc syn nawet nie zapisywał go w swoim wypasionym telefonie jako OJCIEC) o treści brasserie dziś dwunasta W dostawał drgawek i burżujskich mdłości, to dzisiaj na spotkanie z tatuśkiem przyszedł z uśmiechem.
Którym obdarzył także stojącego przy drzwiach kelnera, znającego go dobrze. Aż za dobrze, bo Collier miał pewność, że młody Hiszpan (albo imigrant) od tych trzech lat się w nim podkochuje. Albo w jego ojcu. Nie wiedział co gorsze.
Ale dziś nawet na niego nie spojrzał i nie bawił się jego reakcjami, gdy muskał jego dłoń. Zajęty rozmyślaniami o Pru nie zauważył nawet, jak został zaprowadzony do innego stolika niż zwykle - bardziej na uboczu, za pięknym przepierzeniem - i zostawiony z kartą dań.
A że Aiden zawsze był punktualny zbyt (to znaczy za wcześnie się zjawiał WSZĘDZIE), to wiedział, że trochę czekania go paradoksalnie czeka. Spokojnie przejrzał więc menu. Z uśmiechem błąkającym się po jego przystojnej twarzy. Bo sobie przypominał. Jakie ładne Prudence Wright ma żebra. I kolana. I kostki.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Pią 9 Mar 2012 - 21:06

Gdy dzisiejszego poranka Chloe Demarchelier otworzyła oczy, wiedziała jaka czeka ją rozmowa. Nie miała pojęcia jak powinna do tego podejść, z jakiej strony to wszystko ugryźć. Odruchowo złapała się za brzuch, uspokajając własne emocje.
Oddała się wszelkim czynnościom porannym jak długi i zaskakująco czasochłonny prysznic, równie długie i czasochłonne namaszczanie ciała swoim ulubionym balsamem czekoladowo-pistacjowym, by na koniec wysłać smsa ze specjalnie kupionego do tego celu telefonu na kartę. Niestety zdawała sobie aż nazbyt dobrze sprawę, że gdyby tak o zaproponowałaby Aidenowi spotkanie, spotkałaby się w najlepszym wypadku z wyśmianiem jej na cały głos. Dlatego zdecydowała się na podstęp, doskonale wiedząc o tradycji wspólnych lunchów pana Collier Williama z panem Collierem Aidenem. Więc (nie zaczynamy zdania od 'więc'), uspokojona, będąc dla siebie samej najlepszym antydepresantem, wskoczyła w bardzo wiosenne ciuszki, by udać się do miejsca spotkania. Bo sądząc, że życie jej się załamało waz z kłótnią z Pru, była w jakże okrutnym błędzie, by los mógł się gorzko śmiać z jej nieszczęścia [?].
Gdy wraz ze swoim szoferem jechała do centrum Londynu, zastanawiała się co powie, gdy już ujrzy czekającego na nią (zapewne) bruneta. Jak ma mu do cholery przekazać to, czego dowód miała w torebce po wizycie u lekarza. Nadal do niej to nie docierało, szansa jedna na milion, a jednak. To się nazywa szczęście! Dalej mocno kontrolując własne emocje, na pewno nie tak zadowolona ze spełnienia życiowego, acz usatysfakcjonowana i zaspokojona, obserwowała jak krajobraz zmienia się za szybą samochodu, myśląc o przyszłości. Miała zero wzorców, jakichkolwiek, by sprostać zadaniu, które zostało jej rzucone bez możliwości odmowy.
Stres i zdenerwowanie osiągnęło apogeum, gdy patrzyła z perspektywy właściwego sobie metra sześćdziesiąt na kelnera, który sprawdzał rezerwację, po czym zaprowadził ją do stołu niemalże na końcu sali, w rogu, za ozdobnym parawanem, dokładnie tak jak prosiła stolik zamawiając. Maksymalna prywatność. Nie mogła pozwolić by ktokolwiek usłyszał ich rozmowę.
Serce zabiło jej mocniej, zapewne przebijając wszystkie wsierdzia, śródsierdzia, nasierdzia, w strzępach pozostawiając osierdzie, efektownie tryskając krwią tętniczą na boki, brudząc wszystko wokół. Usiada naprzeciw wpatrującego się w kartę Aidena z całkowicie obojętną miną. Ukrywając fakt, że cieszyło ją, że wreszcie ujrzała jego twarz po opadnięciu emocji, że miała ochotę się rozpłakać ze szczęścia, smutku, czułości i niedowierzania jednocześnie, że wyglądał na szczęśliwszego niż zwykle, a ona miała mu to zaraz zburzyć i jeszcze kilka innych rzeczy. Schowanych idealnie, w tym przecież była najlepsza.
- Tylko nie uciekaj, nie zajmę Ci dużo czasu - powiedziała miękko, po czym z uśmiechem podziękowała kelnerowi za menu. Prowizorycznie zaczęła je kartkować, faktycznie skupiając się na Collierze, próbując zebrać się w sobie do przeprowadzenia chyba najważniejszej rozmowy w jej życiu.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Sob 10 Mar 2012 - 9:38

Skoro serce Chloe biło tak mocno i jak oszalałe, rozbryzgując jej klatkę piersiową, Aiden mógł usłyszeć głuchy odgłos jego uderzeń i podnieść wzrok znad niezwykle ciekawej karty. Lecz nie podniósł i o obecności osoby tak dalece podobnej do jego ojca, że bardziej się nie dało, zorientował się dopiero, gdy przysunęła krzesło bliżej stołu. A może sekundę wcześniej - gdy owiał go delikatny zapach jej perfum i jej zapachu. I pistacji. Tak dobrze mu znanych. I ulubionych.
Gdyby też Chloe - jak zawsze - przybyła w niebotycznie wysokich obcasikach, na pewno usłyszałby ich kuszące stukanie już kilkadziesiąt metrów wcześniej, ale nie. Widocznie Demarchelier specjalnie dla niego zmieniła swoje upodobania i zaciągnęła się do Navy czy innych szpiegowsko-niewidzialnych sił. Nieuzbrojonych.
Zdziwił się. I odrobinę zbił z tropu jej obecnością, czego zupełnie nie było widać na jego twarzy, cały czas wpatrzonej gdzieś pomiędzy wina sprzed wieku a sprzed lat miliona. Chloe mogła jedynie zauważyć lekkie zaciśnięcie ust, równie dobrze mogące być oznaką zastanowienia nad wyborem trunku.
Bądź wyborem życiowym. Czy wstać od razu i wyjść z La Brasserie, zachowując się jednak bardzo chamsko (w jego stylu) i niekulturalnie (już nie w jego stylu)(ale czy to nie to samo? hm), czy wysłuchać Chloe bez słowa i również wyjść.
Wybrał opcję drugą, z racji tego, że z aury Demarchelier wyczuwał wielkie zdecydowanie. Pewnie prędzej przybiłaby jego dłoń złotym widelcem do stolika, niż pozwoliła na takie obojętne opuszczenie jej.
Po minucie ciszy odłożył więc kartę na stolik bezszelestnie - choć miał wielką i niezrozumiałą chęć uroczo pieprznąć drewnianą okładką o stolik z całej siły - i w końcu podniósł wzrok na Chloe. Wzrok chłodny, wyniosły, opanowany et cetera et cetera. Nie takim na nią patrzył do niedawna, zdecydowanie.
- Nie widzę sensu w zajmowaniu mi czasu czymkolwiek co Ciebie dotyczy, ale...słucham - powiedział spokojnie, zakładając ręce na piersi i nie spuszczając z Chloe wzroku.
To nie tak, że jej nienawidził. Nie. Po prostu zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo obydwoje, na równym poziomie, spieprzyli sprawę z najważniejszą osobą ich życia. Jak głęboko musieli zranić, jak bardzo musieli zawieść. Było to tak...ubliżające i nie do przyjęcia dla Aidena, że gdyby nie zrzucił całej swojej winy i wyrzutów sumienia na Demarchelier, nie mógłby Prudence patrzeć w oczy. Więc, po męsku bardzo!, wszystkie chore samobójcze rojenia w swojej głowie zrzucił na tą kusząca, potworną Chloe, która nie zasługuje na przyjaźń takiej wspaniałej istoty jak Prudence, która niegodna się nazywać jej siostrą. I czuł się...godniej. O święty paradoksie.
Jeśli nie kontaktował się z Chloe łatwiej mu było taki stan umysłu i rzeczy utrzymać. Bo gdy patrzył w jej oczy, czuł jej zapach, widział ją, dopadała go przerażająca świadomość, że spieprzył równie mocno. Albo i mocniej. I że z ich dwójki, to on powinien zapakować sobie kulkę w śliczną skroń, by odkupić swoje winy i móc być z Pru w następnym życiu.
Tru romantik!

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Sob 10 Mar 2012 - 13:59

Całkiem możliwe, że w tej chwili wszystko w oczach Chloe wydawało się o wiele większe. a) była na płaskim obuwiu, co sprawiało, że czuła się jak przedszkolak, b) jej osobistyczne rozdarcie wewnętrzne udzielało jej się na tyle i na tyle siadało na jej psychice, że była zastraszająco niezdolna do normalnego funkcjonowania na świecie, który w chwili obecnej przytłaczał ją niemiłosiernie i wreszcie c) gdy usiadła na dziwnie wysokim i ogólnie całkiem sporym krześle, dosłownie straciła grunt pod stopami, mogąc swobodnie majtać nogami w powietrzu. Zdecydowanie dobra pozycja dla osoby, która zaraz miała przejąć absolutną kontrolę nad sytuacją. Miała ochotę w ramach rozpaczy zrobić facepalm w reakcji na własne zachowanie/beznadziejną lokację w przestrzeni, czasie i stanie emocjonalnym.
Rzuciła wzrokiem na kartę alkoholi, bowiem na takiej właśnie zatrzymały się jej palce, z przykrością stwierdzając, że nawet nie może mieć na nic ochoty. A przydałaby jej się porządna szklanka szkockiej. Najlepiej cała butelka od razu. Westchnęła znacząco, przenosząc wzrok na oczy Colliera i w ich zwyczajowym miodowym kolorze dostrzegła płomienne plamki. Zapewne zastanawia się nad jak najszybszym opuszczeniem La Brasserie (prychnęła w duchu, ubolewając nad absolutną nieoryginalnością nazwy owego miejsca; nazwać restaurację "Knajpa" tylko po przełożeniu na potoczny francuski zawsze spoko), do czego dopuścić nie mogła. Przynajmniej nie zanim mu powie to, co zamierza.
Czy możliwe jest uzależnić się od samego siebie? Jeśli tak dalej pójdzie, czyt. będzie cały czas wpływać sama na własne emocje, szybciutko obróci się to w jakąś poważną psychozę, równoznaczną z dożywotnim pobycie w szpitalu dla osób umysłowo chorych. Niedobrze, zwłaszcza ze względu na stan, w którym się znajduje.
- Taaak... - powiedziała, zaskakująco niekonkretnie, gdyż słowa ugrzęzły jej w gardle. Dlaczego nie mógł być jakimś okropnym menelem z twarzą jak po zderzeniu z patelnią całą powierzchnią twarzy, dlaczego wyglądał jak filmowy amant i dlaczego do cholery zamiast się pozbierać i zwięźle przekazać istotną informację, po czym wyjść powstrzymując płacz, przed oczami miała obrazu z goła inne? Przygryzła niepewnie wargę, uciekając choć na chwilę od niego wzrokiem, lustrując kartę z makaronami. Jesteś Chloe Demarchelier! Zjedz go wzrokiem, spraw by poczuł się niepewnie, bądź królową do chuja pana!
- Chyba nie sądzisz, że marnowałabym własny czas, gdybym nie miała istotnego powodu - uśmiechnęła się całkiem przyjemnie, jednak zanim złapała kolejny oddech by wypowiedź kontynuować, do ich stołu podszedł kelner. Rzuciła okiem na sałatki (co wyglądało mniej więcej tak, że prawie całkiem zasłoniła się kartą menu, próbując opanować się choć w najmniejszym stopniu; jego zapach, wzrok, w ogóle cały on, to wszystko było jeszcze tak świeże, że nie umiała się zachowywać by chociaż udawać osobę pozornie normalną), wybierając pospiesznie jakąś z krewetkami, orzechami i sosem miodowo-śmietanowym, zestaw smaków raczej zaspokajający jej rozstrojone podniebienie.
Cisza przed burzą, typowo.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Sob 10 Mar 2012 - 14:29

Aiden dalej spokojnie przyglądał się dziewczynie złotymi oczami dziś, nie zmieniając ułożenia ciała ani mimiki - a raczej jej braku. Zero pseudouprzejmych uśmiechów, ale również nie pojawił się na jego twarzy jakiś niechętny grymas. Nawet nie warczał. Zupełna lodowa obojętność, może z lekką nutką ledwie wyczuwalnej agresji, nagle zrodzonej z wszystkiego.
Bo myślał podobnie do Chloe, o dziwo. W sensie tego wyglądania, nieadekwatnego do ich obecnych relacji. Bo powinni być teraz obrzydliwi, pokiereszowani, z pustymi oczodołami i zakrzepłymi ranami. A byli...tacy jak zwykle. Nic się nie zmieniło. No, może Chloe wyglądała dziś niespotykanie prawie- skromnie. Bez wyzywających bluzek, bez nieoczywistych, eleganckich prowokacji.
Wydawała się Aidenowi odrobinę zagubiona. Co potwierdzało tylko jej zachowanie.
Przekrzywił więc nieco głowę, obrzucając ją dokładniejszym spojrzeniem. Nie spała? Wypłakiwała oczy przez swoją głupotę? Chce go teraz błagać o przebaczenie i wstawiennictwo u Pru, by mogły dalej stanowić nierozłączne przyjaciółki? Chce by ona i Aiden zostali przyjaciółmi? Zażąda zwrotu swojej bielizny? Wybuchnie radosnym śmiechem i oznajmi mu, że całkiem zwariowała? Wszystko było możliwe.
Zanim jeszcze schowała się za kartą dań, dojrzał na jej szyi dość dwuznaczne erotyczne znaki. Z pewnością nie jego autorstwa. Ostatni raz byli ze sobą...kiedy, chyba w... mimowolnie przygryzł dolną wargę, czując się odrobinę winny, że o tym myśli i że przypomina sobie coś, co powinien wykląć i z pamięci wyrzucić. Na zawsze. Lecz przynajmniej nie poczuł uczucia zazdrości - albo przykrył je tak wspaniale tonami niechęci, oskarżeń i zrzucania odpowiedzialności na nią, że to uczucie wyższe-miłosne nie miało szansy się przebić i dotrzeć do jego świadomości.
- Montrachet Domaine de la Romanée Conti, rocznik obojętny, wątpię, czy posiadacie 1978 - powiedział krystalicznie znudzonym tonem, patrząc się tylko na idealnie pomalowane paznokcie Chloe, zaciśnięte na okładce menu. Naprawdę, musiała się przed nim chować? Łatwiej by jej było wzbudzić w nim dziką radość na jej widok. Czego się obawiał. Dawniej Demarchelier ufał bezgranicznie, lecz teraz z uwagą skupiał się na swoich emocjach, badając, na ile może rozpoznać te prawdziwe od tych teoretycznie zmienionych.
Lecz nie powinien się tym teraz przejmować. Wysłuchać co ma do powiedzenia, pożegnać się, wyjść. To plany na następne pięć minut. Potem zapali - w La Brasserie teoretycznie tego robić nie można było - kupi największy wór orzechów włoskich, zadzwoni do Pru i jego szczęście powróci na terytoria Collierowskie.
Z tą wspaniałą perspektywą spłynął na niego spokój. Jeszcze większy. Wyprostował się, by nie spinać ramion i spojrzał na Chloe wyczekująco. - Więc...słucham? - rzucił ponownie, mimowolnie przejeżdżając dłonią po nieuczesanych włosach.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Sob 10 Mar 2012 - 15:09

Uniosła brew, gdy usłyszała nazwę swojego ulubionego wina. Automatycznie. Nawet nie miała kiedy tego powstrzymać. Chwyciła się za brzuch i odprawiła barmana z uprzejmą prośbą o szklankę niegazowanej wody. Czy zrobił to celowo? Zapewne tak
Zarzuciła nogę na nogę i umieściła dłonie między udami. Uśmiechając się, tym razem pozbawiając go tego ironicznego tła, zastępując je klasycznie przyjaznym. Hmmm z pewnością postronny obserwator nawet nie mógł się domyślać, co zaraz padnie z ust Chloe Demarchelier. Bała się cholernie, ukrywając to gorliwie pod zdradliwym uśmiechem. Ciekawe co by robili, gdyby nie wydarzyła się cała sytuacja z Prudence? Czy jedliby wspólne spaghetti niczym Lady i Tramp, tylko że w tym wypadku Tramp byłby całkiem imponującym chartem? Czy też może byliby po lunchu u niego/niej, rozmawiając o rzeczach jakichkolwiek w przerwach między zajmowaniem się nawzajem swoimi ustami?
Skarciła się w duchu. nie powinna tak myśleć, zwłaszcza, że miała silne postanowienie utemperować w sobie słabość do tejże dwójki, z uwzględnieniem nawiązania z Pru ponownego kontaktu, choćby miała zaczynać od zera.
Zauważyła, że Aiden jej się przygląda, konkretniej jej szyi, konkretniej malinowej pamiątce po nocy, kiedy to widziała go ostatni raz. Pamiątce dość jednoznacznej, co nieco dało jej do myślenia. Jednak jej dowody były niepodważalne, after był sprawą całkiem świeżą, a oni Chloe i Aiden niezbyt.
Spojrzała na niego niepewnie. Dlaczego on nie umiał czytać w myślach? Dlaczego wspomnienia tego wszystkiego, co przeżyli razem nawracały do niej z prędkością zapewne przeczącą wszelkim prawom fizyki, uderzając w i tak zachwiane poczucie pewności? Dlaczego czesał palcami te swoje fantastyczne włosy i (zapewne nieświadomie) burzył jej cały jej plan, nawet samą swoją obecnością.
Nie chciała nawet próbować wyobrazić sobie jego reakcję. Wywróci stół? Zacznie krzyczeć na cały lokal z niedowierzaniem? Obrzuci ją winą za to, że antykoncepcja nie daje stuprocentowej pewności? Ucieszy się?
- Nie owijając w bawełnę... - zaczęła drżącym głosem - Jestem... - niepewna, boję się, pomocy, wariuję, umieram, to mnie przerasta, nie mogę być matką, nie teraz, nigdy - w ciąży. - dodała na wydechu, wbijając orzechowy wzrok w Aidena, jednocześnie błagając go w myślach, żeby nie zadawał zbyt wielu pytań. Chociaż patrząc na jej bardzo reprezentatywną malinkę, zapewne czekało ją coś zupełnie odwrotnego.
Opanowała szklące się oczy, gdy kelner przyszedł z winem i jej wodą, do której dorwała się łapczywie, wypijając na raz pół szklanki, czując orzeźwiający chłód w przełyku. Jednak nie uciekła tym razem wzrokiem, czując jak powoli opuszczają ją nerwy i stres, a na ich miejsce wskoczyła... troska. Troska o to, jak sprawy potoczą się w ciągu najbliższych sekund, troska o to, co zrobi, gdy brzuch zacznie być widoczny, co zrobi gdy dziecko przyjdzie na świat, w jaki cholerny sposób powie o tym Pru i jak to powie Cornelowi. Można by tak wymieniać i wymieniać, bo trosk jej zdecydowanie przybyło przez ostatnie dni, od kiedy to dowiedziała się, że jest w stanie błogosławionym. Ach to macierzyństwo!
Wzrokiem już nie przestraszonym, a ciekawym i wyrażającym gotowość do ewentualnej obrony lustrowała twarz Colliera Starszego. Czekała.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Sob 10 Mar 2012 - 15:54

Niepewne spojrzenie Chloe powinno go zastanowić. Dermachelier niepewna prawie nigdy nie była. Jasne cele, jasne priorytety, jasne życie, zapewne tak bajkowe, jak tylko można było sobie wyobrazić - takie do zazdroszczenia i gdybania gdyby mi się tak powiodło, to.... Perfekcjonizm stosowany. Stosowany przez osobę nieperfekcyjną. Przynajmniej charakterowo, bo jedyne co nieidealne w Chloe było wyglądowo to wzrost, przynajmniej według niej.
Siedział więc teraz wyprostowany, nie stukając w stół, nie kiwając nogą, nie rozglądając się po sali, nie sprawdzając co chwila godziny, nie prychając z nudów. Nie dawał jej jasno do zrozumienia, że to spotkanie go męczy i że nie powinni się spotykać w ogóle. Wysoka kultura z niego płynęła, naprawdę.
Przynajmniej aż do momentu, w którym Chloe nabrała powietrza - widział dokładnie delikatny ruch jej ramion, obojczyków i klatki piersiowej - i wypowiedziała dwie sylaby. Głosem drżącym. Drżącym. Co zapowiadało małą-wielką dramę. A drama dzisiejszego dnia była ostatnią rzeczą, jakiej Aiden się spodziewał i jakiej mógł wyczekiwać.
Wywracanie stolików? Such a cliche. Wrzaski w miejscach publicznych? Nie przystoi. Wyklinanie? Słabość chwilowa. Morderstwo? Seryjne i w afekcie.
Aiden właściwie słów Chloe nie słyszał. Jak w filmach dla głuchoniemych, jej pełne usta się ruszały, przebłyskiwały białe zęby, migał język, nic więcej. Fonia wyłączona, tak jak i serce i zdolność do reakcji.
Bo powinien zareagować mocno. Jak każdy człowiek. Co tylko potwierdzało, że z rodzajem ludzkim Collier ma niewiele wspólnego.
Bo nic się nie zmieniło. Z zewnątrz. Z pozoru. Zero krzyku, zero rozszerzonych źrenic, zero zaciskania dłoni na stoliku. Brak łzawienia oczu, brak przyspieszonego oddechu, brak otwarcia ust w wyrazie niedowierzania. Nawet mrugał w swoim zwyczajnym rytmie, oddychał też.
Tylko zabrakło w jego ciele krwi i serca, jakby mróz ściął wszystkie czerwone i białe krwinki i przed Chloe siedział człowiek perfekcyjny, którego zranić nie można, bo krwawienie kostkami lodu to raczej funkcja nowej wypasionej lodówki, niż rodzaju ludzkiego.
Cisza między nimi snuła się cienkimi nitkami babiego lata, zapewne zaplątując się kelnerowi w ciemne włosy. Aiden kiwnął machinalnie głową, gdy wlewano mu wino do kieliszka, także nie spuszczając wzroku z orzechowych oczu Chloe. I z jej twarzy. Jej usta wilgotne były od wody, którą przed chwilą wypiła, wydawała się mniej spięta, jakby wykonała jakiś karkołomny wyczyn i może już tylko czekać na rezultaty.
W przeciwieństwie do Aidena. Mistrza logiki, który właśnie z wyżyn szczęścia niebiańskiego został zrzucony gdzieś na sam dół drabiny jakubowej i przyciśnięty ciężką dłonią za twarz do szorstkiego asfaltu, raniącego mu skórę.
Lecz mimo tego całego dławiącego szaleństwa uczuć, nie pokazał tego po sobie zupełnie, nawet mrugnięciem. Nie musiał opanowywać swoich reakcji, musiał opanować swoje emocje.
Opanowywał je przez myślenie. Jeśli Chloe spodziewała się setek pytań i powątpiewań, to musiała się zawieść. Nie miał zamiaru oskarżać jej o nic, nie miał zamiaru podważać jej racji. Znał Demarchelier i wiedział, że kretynką nie jest - chociaż wolałby, żeby była. Wtedy mógłby powiedzieć gratuluję, kto jest ojcem?, uśmiechnąć się i wyjść. Ale był logiczny, był zbyt pragmatyczny, zbyt rozumowy. Nawet, jeśli dusił się z braku tlenu i miał wrażenie, że wyrwano mu właśnie spory kawałek serca, bez którego dalsza egzystencja jest niemożliwa.
Chwycił kieliszek i napił się powoli wina, nawet nie zauważając jego wspaniałego i wyszukanego smaku. Musiał po prostu zająć ręce, bo nie był stuprocentowo siebie pewny. Udusiłby ją? Trzasnąłby szkłem o ścianę? Wbił sobie widelec pod żebro?
Wszystko byłoby zbyt dramatyczne, zbyt behawiorystyczne.
Odstawił spokojnie kieliszek. Podniósł wzrok na Chloe. Nie uśmiechnął się.
- Prudence nie może się dowiedzieć
Jego głos był spokojny, acz twardy i...mocny. Nie koncentrował się na sobie, nie koncentrował się na Chloe, na nikim innym, oprócz Pru. Nie przeżyłby, gdyby się dowiedziała. I nie chodziło o to, że Wright go zabije. Raczej, że on sam to zrobi.
Ucieczka od odpowiedzialności? Może.
Wypowiedziawszy to zdanie jakby wyczerpał zdolność rozbudowy swojej wypowiedzi, bez nabierania sił. Zamknął więc oczy i oparł dłoń na skroni, jakby cierpiąc na potwornie bolesny napad migreny. Coraz trudniej było mu się opanowywać, coraz słabiej wychodziło mu racjonalizowanie swoich emocji.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Sob 10 Mar 2012 - 17:11

Patrzyła z tłumioną satysfakcją ulgą na jego reakcję. Najwyraźniej wybrał zło mniejsze, czyli przetrawienie wszystkiego w zawiłych procesach myślowych, które tak ślicznie ukrył pod chłodną maską obojętności. Zapewne czysto teoretycznej. W końcu nie każdego dnia dowiadujesz się, że za osiem miesięcy zostaniesz ojcem. Ojcem dziecka zapewne pięknego, jednak co z tego? Skoro takie dramy wokół tego maleństwa się tworzyły, zanim jeszcze zaczęło to choćby przypominać normalny organizm, a nie malutką kuleczkę związków organicznych.
Zdezorientowana patrzyła jak jego twarz zupełnie nie zmieniła wyrazu, jak jego ciało nie wykonało nawet najmniejszego ruchu. miała wręcz wrażenie, że przestał oddychać na tych kilka chwil i zatrzymał akcję serca.
Ale wyczuła coś, zmianę emocji, coś (ciekawe co?) targało nim mocno i zadziwiająco nie dał tego po sobie poznać. Zapisała sobie w pamięci kolorowym flamastrem, żeby ćwiczyć regularnie odczytywanie zmian emocji.
Tylko klops, bo nie wiedziała co tak naprawdę uległo w nim zmianie. Czy rozsadzała go dzika furia, nieopisane szczęście z powodu posiadania pięknego potomka, rozpaczliwa niepewność, jak to miało miejsce w głowie Demarchelier, czy może właśnie załamał się psychicznie? Pierwszą opcję odrzuciła, ze względu na wybitną nie-collierowskość takiej emocji, drugą z powodu całkiem logicznego, jasnego, który zaczynał się na 'P' a kończył na 'rudence'. Bezsensowne gdybanie, przecież nie dowie się niczego snując chore domysły. Równie dobrze mógł w następnej sekundzie ściągnąć brwi i wyjść, nawet nie płacąc za rachunek.
Gdy spojrzał na nią tak spokojnie, już chciała pomyśleć, że jakoś się ułoży, że wszystko będzie dobrze, że jest w jakiś sposób bezpieczna, że ma jego wsparcie. Bo chyba tego wsparcia teraz potrzebowała najbardziej. Siedemnastolatka, w przedostatniej klasie, z brzuchem. Żeby dramę pociągnąć dalej mogłoby się okazać, że jej ukochana macocha również zaszła w ciążę i jej brat/siostra będzie młodszy/a od jej własnego dziecka.
Otworzyła oczy nieco szerzej, widząc, że Aiden zamierza coś powiedzieć. Gdyby nie miała pewnego problemu z jasnym określeniem swojej duchowości i wyznawanej religii, zapewne złożyłaby dłonie, jak to widziała nieraz w telewizji, czy tam na jakiś obrazkach i zaczęła się modlić. Własnymi słowami, w końcu nie zna modlitw, a takowych zapewne jest wiele, nawet takie specjalistyczne jak za kobiety w ciąży. Był tak spokojny, że spodziewała się czegoś, co ją na duchu nieco podniesie, niemal widocznie, że aż się przeprostuje i zepnie pośladki by zyskać te kilka milimetrów.
Nic bardziej mylnego, jego słowa sprawiły, że poczuła się jakby dostała w policzek i została wepchnięta do basenu z rekinami ludojadami. Wyjątkowo głodnymi. A ona krwawi. Z ośmiu miejsc na raz. To tyle jeżeli chodzi o jej poczucie bezpieczeństwa.
- Co? - prychnęła jedynie, napierając rękami na stół. Nie mogła w to uwierzyć!
Jestem W CIĄŻY Aiden! Jak Ty zamierzasz TO ukryć?! krzyczała w myślach, jednak w rzeczywistości jedynie uchyliła usta w niedowierzaniu i wypuściła nerwowo powietrze z płuc. Nie była nawet w stanie chwycić szklanki z wodą, gdyż czuła że tak drży.
- Owszem, dowie się - mówiła powoli, hiperpoprawnie, szukając w dokładnym akcentowaniu każdej głoski zajęcia myśli czymkolwiek innym.
Czuła wstręt. Patrzyła na niego i miała ochotę zwymiotować, chociaż niewykluczone, że to typowe dla pierwszego trymestru mdłości. W każdym razie niezła wymówka dla obrzygania mu marynarki.
- Jadę do niej zaraz po tym, jak wyjdę stąd - dodała nieco hi(p)sterycznym tonem, powoli wstając. Jak on tak mógł? Czy tego chce czy nie, Chloe dalej Pru kochała, NAWET jeżeli kiedyś spała z jej eks eksem/aktualnym ukochanym, a teraz nosi w łonie jego dziecko. Gdyby miała wystarczająco siły, z pewnością uderzyłaby Colliera, jednak zapewne złapałby jej rękę, miażdżąc kości przedramienia.
Jej obrzydzenie narastało z każdą milisekundą. Nerwowo sięgnęła do torebki po wydruk z wynikami badań i potwierdzeniem ciąży, jak również z przybliżoną datą poczęcia, zaskakująco zgrywającą się z datą ich zbliżenia w spiżarni. Jej mina również nie zdradzała wiele, gdyż miała jedynie ściągnięte brwi, co niczym zaskakującym jeżeli chodzi o mimikę zwyczajowo przez nią stosowaną nie było.
Jednak wewnątrz klęła na zmianę po angielsku i francusku. Jak on mógł jej powiedzieć, że to ona jest niegodna Pru, kiedy on chce przed nią zataić takie coś TAKIEGO KOGOŚ? Nie tylko emocjonalnie Aiden spadł z firmamentu na beton, ale również w oczach Chloe stał się kimś... niegodnym. Bycia ojcem jej dziecka, but still. Co powie ojcu? No siema, jestem w ciąży, a ojcem jest nieodpowiedzialny dupek, który woli przelatywać moją oby-nie-byłą-najlepszą-przyjaciółkę i mając swoje właściwe, osobistyczne, pierworodne dziecko w poważaniu, snując marzenia o kolejnych?
W tej chwili zapragnęła znaleźć się u boku kogoś, z kim czuje się bezpiecznie, wymiennie z jak najdalej od Aidena Colliera. Już stojąc przy stole, wyjęła świstek z torebki i położyła go lekko na stole, mając bardzo skupioną minę, chowając całą emocjonalność do kieszeni. Zasuwanej na zamek. Podwójny.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Sob 10 Mar 2012 - 17:37

Gdyby w Aidenie nie rozgrywały się gwiezdne wojny, dramaty, rzezie jugosławiańskie i inne tragedie antyczne, zapewne zachwyciłby się reakcją Chloe. Tak czysto...hobbystycznie.
Najpierw na jej twarzy malowała się ulga, spokój, potem wręcz pochyliła się do przodu, czekając na jego słowa, jakby był jakąś wyrocznią, opoką; kimś, wartym uwagi, kto podtrzyma Cię gdy upadasz albo podaje rękę nad przepaścią - tak po amerykańsku, tak filmowo. Lecz w sekundzie następnej, gdy wypowiedział te najwłaściwsze dla niego słowa, zobaczył na jej twarzy nie zdegustowanie - zszokowane...obrzydzenie? Trochę zbyt dramatyczne - a przynajmniej tak by to ocenił, gdyby myślał trzeźwo.
A nie myślał. Tak zupełnie. Za dużo było teraz w nim chaosu. Zmieszania uczuć wszystkich. Zaskoczenia było tam, paradoksalnie, najmniej. Najwięcej - bólu. Psychicznego. Później - dziwnej czułej dorosłości, i to nie egoistycznie do samego siebie, raczej do Chloe. Lecz zostawała ona przygnieciona przez logikę. I rozumowanie dość chirurgiczne, ostre, cięte, powodujące krwawienie, ale takie, które ma leczyć i zapobiegać katastrofom, niż rozdzierać serca.
Nie spojrzał nawet na położone na stolik papiery. Nie obchodziły go one, równie dobrze mogłaby rozłożyć przed nim książki z matematyki albo skserowane rzędy liczb i wykresów. Nie oderwał od Chloe wzroku nawet na chwilę, nawet gdy się gwałtownie podnosiła, a na jej twarzy wykwitły rumieńce. Jakby wszystkie emocje collierowskie ona uzewnętrzniała i przeżywała. Za niego. Takie cierpienie podobno uszczęśliwia, ale Chloe zdecydowanie na szczęśliwą nie wyglądała. Raczej na osobę w stanie furii i bliska morderstwa.
- Uspokój się - powiedział cicho, łapiąc ją mocno za nadgarstek, a właściwie zakrywający go materiał marynarki, lecz nie boleśnie. Jego ton także nie był bezczelny jak zwykle. Nie syczał ironicznie, nie warczał agresywnie. Można by wręcz powiedzieć, że jego głos był proszący. Jak na Colliera oczywiście.
Przygryzł mocno dolną wargę, patrząc na nią wyczekująco. Nie mogła teraz wyjść. To nie był czas na wyjście, na wybiegnięcie z rozbuchanymi emocjami, na szloch za drzwiami.
Ona chyba też to zrozumiała, bo zaledwie w jednej sekundzie stała już przed nim zupełnie opanowana. Nie wiedział, czy to powrót jej rozsądku, czy sama się uspokoiła, dosłownie.
- Nie pojedziesz teraz do niej - kontynuował cicho, tonem dość podobnym do tego, którym posługiwali się treserzy lwów. Bał się, że od tego intensywnego i trwałego kontaktu wzrokowego, oczy zaczną mu łzawić. Albo od nadmiaru emocji, co gorsza. Bo przy zdrowych zmysłach trzymał go tylko racjonalizm. - To jest... - zaczął, delikatnie ciągnąc ją w dół, by usiadła - musimy porozmawiać. My. Najpierw - dokończył nieco niezrozumiale, puszczając ją w końcu.
Nie mógł jej do niczego zmusić, nie mógł jej zatrzymać siłą, nie mógł jej nawet błagać o rozmowę. Nie dlatego, że był słaby - bo był, w tej chwili nawet fizycznie - ale nie chciał.
W końcu odwrócił od niej wzrok, sięgając dłonią po kieliszek i pokazując pierwsze ludzkie zachwianie - niemal dosłownie. Ręka mu zadrżała, tak, ze uderzył kostkami palców w szkło. Zaraz jednak zacisnął je kurczowo na naczyniu i wziął trzy długie oddechy. Nieco spazmatyczne. Chociaż każdy głębszy oddech w dotychczas tak opanowanym zachowaniu Aidena, mógł wydawać się początkiem histerii.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Sob 10 Mar 2012 - 21:29

Sądzę, że ta scena mogłaby spokojnie zostać rozłożona na jakieś trzydzieści odcinków Mody Na Sukces, tudzież innego tasiemca, najlepiej argentyńskiego. I ogólnie cała ta zagmatwana relacja mogłaby być materiałem na niezły film "Życie dramami usłane". Bo ta scena była filmowa, bardzo. W momencie wstawania była skłonna rzeczywiście wyjść, jednak to, że ją przytrzymał, lekko, ze wzrokiem niemal zbitego (z tropu na pewno) psiaka, nie dominująco, nie rozkazująco, a właśnie prosząco, sprawiło, że usiadła z powrotem.
Westchnęła ciężko, stwierdzając, że jej dłonie nie latają objawiając postępującego Parkinsona (pregnant edition, może coś takiego istnieje, skoro jest cukrzyca ciążowa) i wzięła kolejny łyk wody. Wcale nie chciało jej się pić, raczej grała na zwłokę. Jednak moment, gdy musiała spojrzeć na Aidena ponownie zbliżał się nieubłaganie.
Więc typowo po swojemu, spojrzała, obojętnie i chłodno. Nawet nie dotykając stopami do ziemi można mieć jakąś dominację. Tak, wyczuła drżenie jego rąk, spojrzenie w stylu "właśnie załamał się mój świat", niespokojne oddechy, była Lisicą nie bez powodu, umiała to wyczuwać i wykorzystywać wedle potrzeb. Chociaż nie, to w sumie cecha must-have Herbacianych Dam.
Nie żeby Chloe była aż tak nieczułą suką, bo jeszcze aż tak źle z nią nie było. Po prostu czuła ulgę, że w końcu nie jest z tym sama, a jest z człowiekiem jak najbardziej odpowiednim, w tym momencie oczywiście. Ulgę niecałkowitą, ale na tą chwilę wystarczającą. Etap zanoszenia się płaczem nad wizją rujnującego się życia KAŻDEGO miała już wstępnie za sobą, smarkając w rumiankowe chusteczki od trzech dni, dlatego też rozumiała, że Aiden potrzebuje czasu. Najzwyczajniej w świecie.
- Uprzedzając temat, nie mam zamiaru poddać się aborcji - powiedziała cicho, patrząc Collierowi prosto w oczy. Przyzwyczaiła się już, że aktualnie nie zachwyca się nad pięknymi załamaniami na jego twarzy między blizną, a zwykłą skórą, że nie tonie w miodzie jego tęczówek, nie podziwia idealnych linii ust, a przyjmuje postawę pseudo-obronną (emocjonalnie), ograniczając osądy do słowa "niegodny".
Gdy kelner przyniósł jej talerz i kładąc go sapał coś o tym, że już myślał, że wychodzi nie zjadłszy sałatki, Chloe była duchem zupełnie gdzie indziej, mianowicie w swoim rodzinnym domu w Paryżu, wyobrażając sobie jej osobistyczny pokój przerobiony na dziecięcą sypialnię. Widok straszny, wyniesiono wszystkie jej rzeczy, ukochaną toaletkę, wielkie łóżko i całą garderobę, by zastąpić to kołyskami, misiami, łóżeczkami, przewijakami i komodami na ubranka.
Było w jej głowie tyle pytań! Czyje nazwisko dziecko będzie nosiło, ustalenie imion, czy Aiden w ogóle się go/jej nie wyprze, ewentualne dogadanie kwestii sprawowania opieki. Całe mnóstwo spraw czysto formalnych pomijając te stricte związane z tym maleństwem, które ugrzęzło gdzieś w jej podbrzuszu, by za osiem miesięcy wyjrzeć i namieszać tyle samym swoim istnieniem. Już zauważyła u siebie odruch chwytania się za brzuch, co zrobiła właśnie w tej chwili.
- Aiden, boję się - powiedziała dość... troskliwie, mając na myśli głównie dziecko. Zarodek jak to ciągle powtarzał ginekolog. Okropne określenie dla wytworu, zapewne, pięknego, choć nieoczekiwanego. Przynajmniej nie w najbliższej dekadzie. Czy tam dwóch.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Sob 10 Mar 2012 - 21:57

A Aiden czasu potrzebował niezmiernie. Bo aż tak genialny nie był, by ułożyć sobie wszystko w ciągu kwadransa, pomiędzy piciem wina, odganianiem namolnego kelnera a planowaniem rychłego samobójstwa. Ciekawy był też, czy Chloe wiedziała, w jak krytycznej sytuacji i miejscu go postawiła. Pod ścianą. Z skierowanym w niego karabinem maszynowym i stojącym przed nim indianinem, co specjalistą w rzucaniu noży nie jest, bo ślepy się stał. Chociaż przemocy fizycznej do zabicia Colliera i jego radości życia nie trzeba było - wystarczyła ta jedna, wesoła wiadomość. Rujnująca całe jego życie. Wspaniale.
Ale...rujnująca? Nie raczej budująca? W końcu destrukcja jest jedną z najpiękniejszych form kreacji. Aiden znał siebie doskonale - wiedział, że gdyby nie miłość do Pru, jego reakcja na tą informację byłaby zupełnie inna. Nie tak...zapadnięta w sobie, nie tak nerwowa, nie tak histeryczna w głębi ducha. Znał Chloe doskonale, była...jest? jedną z najważniejszych osób w jego życiu; nie przypadkowa dziewoja, nie ktoś, kogo zmuszał. Ciężko byłoby stwierdzić, że cieszyłby się z zostania ojcem, ale...byłoby inaczej. Lepiej. Dla niej, dla niego. Dla dziecka.
Na razie cała ta sytuacja wydawała się mu tak absurdalna i tak...nierzeczywista, że logika nakazywała mu chronienie osoby mu najbliższej obecnie. Czyli Prudence. Ale z każdym kolejnym słowem Chloe, w ich dziwnym trójkącie pojawiała się czwarta ważna osoba. A właściwie już się pojawiła. I, chociaż Aiden został postawiony przed faktem dokonanym, nie czuł się w tej kwestii...oszukany. Nie warto było teraz rozpoczynać greckiej tragedii, tylko na spokojnie zastanowić się, co zrobić by...
Nie patrzył na Chloe, wzrokiem błąkając się gdzieś po złotych żyrandolach, jakby zbierał myśli w ich połyskliwych zawieszeniach. Dopiero jej uprzedzenie tematu ściągnęło jego brązowe oczęta na jej. Dość gwałtownie. Gdyby się huśtał na krześle, zapewne spadłby kocio na cztery drewniane nogi i zaklął. Lecz teraz tylko spojrzał na nią zmrużonymi oczami z czymś w rodzaju...pogardy dla jej pogardy dla niego. Dokładnie tak.
- Za kogo Ty mnie masz? - spytał, przeciągłym tonem, spokojnym. Lecz jego oczy były dość agresywne i...prowokujące. Naprawdę uważała go za kogoś takiego? Kto dla własnej wygody mógłby zmusić albo proponować jej w ogóle taką opcję? Po raz pierwszy poczuł się naprawdę dotknięty. Mocno.
Co go paradoksalnie otrzeźwiło do końca.
Pochylił się do przodu, opierając łokcie na stoliku i łącząc dłonie przed sobą. Oparł na nich na sekundę czoło, biorąc kolejny głęboki oddech.
- Jest zdrowe? - spytał cicho, właściwie w stronę stolika, dopiero po chwili podnosząc wzrok na Chloe i zaciskając usta. Po czym je otworzył, tylko po to, by napić się kolejnych kilku łyków wina.
- Jesteś z kimś... Na stałe? Masz już lekarza? Czego ode mnie...oczekujesz? - zaczął swój wywiad tonem rzeczowym, ale wyrazu oczu opanować tak dokładnie nie mógł. Czyli spojrzenia zaniepokojonego i o zgrozo, z uczuciami wyższymi. Może nie najwyższymi ale od pogardy, zniechęcenia i obojętności przejść do czułości...dość widoczna różnica.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Sob 10 Mar 2012 - 22:40

Nie miała raczej na myśli Aidena dotknąć, jakoby mógłby on wymagać od niej usunięcia ciąży, zupełnie nie. Raczej powiedziała to sama dla siebie, utwierdzając się w tym, że zwyczajnie by nie umiała tego zrobić.
Spuściła wzrok na talerz z sałatką, na którą miała całkiem sporą ochotę. Wzięła widelec i nabiła na niego trochę rukoli i małą krewetkę. Przeżuwała powoli układając w głowie odpowiedzi. Bo na pytania Aidena odpowiedzieć umiała, w przeciwieństwie do tych, które kłębiły się pod jej mózgoczaszką, powodując migrenę, autentyczną. Gdy wreszcie przełknęła, a sos uzyskał jej aprobatę, powróciła do Colliera wzrokiem, ściskając sztuciec w drobnej dłoni.
- Jeszcze nie wiadomo, ma dopiero jakieś dwa milimetry długości - powiedziała ciężko, nawet nie chcąc dopuścić do siebie myśli, że mogłoby cierpieć na jakąś okropną chorobę. Oparła łokcie na stole i chwyciła się obiema dłońmi za kark, odczuwając nasilający się ból głowy. I nawet nie może sobie wziąć tabletki!
Podniosła głowę i ujrzała skupioną minę Aidena. Macierzyństwo, póki co hipopotetyczne i odłożone w przyszłość, ale dające o sobie znać już zmieniało jej myślenie. Jadła rozważniej, starała się ograniczyć huśtawki emocjonalne do minimum, myślała już nawet wstępnie o remoncie w domu tutaj, w Londynie.
- Nie, nie jestem - odpowiedziała siląc się na spokojny ton. Wahania nastrojów były JUŻ wyjątkowo uciążliwe, dlatego nawet nie chciała wiedzieć jakie będą za miesiąc, albo za pół roku - Mam lekarza, jeden z lepszych ginekologów w okolicy - widelcem zaczęła parcelować warzywa na talerzu, pochłaniając po drodze pomidora.
Uspokajał ją fakt, że Aiden podszedł do sprawy poważnie. Nie umiała sobie wyobrazić sytuacji, w której wyrzeka się on dziecka, zostawiając ją ze wszystkim samą. Ze wszystkim, czyt. wychowaniem i opieką, bo już miała postanowienie, że żadna niania w grę nie wchodzi. Chciała wychować to dziecko tak, by było silne i miało świadomość, że ma matkę, której ona sama nigdy nie miała. I żeby miało ojca z prawdziwego zdarzenia, który nauczy je kopać w piłkę, który będzie je kąpał codziennie wieczorem, który będzie dla niego wzorem.
- Na obecną chwilę potrzebuję zapewnienia, że nie wypierasz się tego dziecka - powiedziała skupiona, przygotowując siebie samą do faktu, że całe dalsze działanie jest zależne od jego decyzji - Jeśli nie, chciałabym, żebyś był na badaniach. Na porodzie niekoniecznie, chyba, że szalenie pragniesz to zobaczyć.... - dodała nieco rozbawiona. Nieco.
Z pewnością jest jakieś naukowe określenie dla syndromu niedopuszczania do siebie pewnych informacji i kompletny brak umiejętności pogodzenia się z nimi. Jakim cudem ona, Chloe Demarchelier, ma być przykładem normalnej matki, skoro ona sama nigdy takiej nie miała? Jak ma to powiedzieć swojej rodzinie? Jak on to powie własnej rodzinie? Nie rozumiała w tym momencie jak ludzie mogą się świadomie decydować na takie desperackie wyczyny jakim jest zakładanie rodziny.
- I żebyś był ojcem dla niego, dla niej... - zakręciła się - Dobrym ojcem - dodała wręcz nostalgicznie, porywając z widelca kostkę grillowanej cukinii. Ojcem dobrym, czyli być przeciwieństwem pana Demarchelier, oto definicja, która tkwiła w klołkowej głowie. A dobrą matką? Po prostu być?

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Nie 11 Mar 2012 - 9:29

Za dużo się stało w ciągu tych kilkunastu minut. Zdecydowanie za dużo. Nawet jak na człowieka tak spokojnego, rozważnego i logicznego jak Aiden Collier, który przyjmuje od życia wszystkie wyzwania i przeskakuje przez przeszkody z wyszukaną gracją, bez powstrzymywania swoich planów chociaż na chwilę.
Ale teraz... to było zbyt wiele. Genialny obserwator zapewne wypisałby setki różnic w dwóch obrazkach - Aidena wchodzącego do restauracji dwadzieścia minut temu (szczęście, spełnienie, sukces, wygrana, wyższość) a siedzącego teraz, przez Chloe, z dłońmi podpierającymi czoło. Jakby powstrzymywał wielki napad bólu albo bronił się przed całym zewnętrznym światem. Nie mówiąc już o tym, że Aiden się garbił. To, dla każdego kto Colliera znał dobrze, był niepokojący znak, bo brunet wyprostowany był zawsze i wszędzie. Taki znak rozpoznawczy, wyuczona musztrą niemalże rodowa postawa, teraz zbezczeszczona, jakby na ramiona spadło mu zbyt wiele dram i tragedii. I odpowiedzialności. W ciągu sekundy. Przygważdżając go bestialsko do krzesła. I pozbawiając życiowej ramy, utrzymującej go w wymiarach idealnych.
Bo jak można zareagować, dowiadując się, że osobą do której niechęć przybierała rozmiary monstrualne, nosi twoje dziecko? Histerią. A histerie to wyłącznie kobieca przypadłość. Tak jak ciąża, więc Collier swobodnie mógłby wstać, uśmiechnąć się, poklepać Chloe po głowie, zobowiązać się do płacenia alimentów i stąd wyjść, pogwizdując pod nosem. Mógłby. I cały instynkt samozachowawczy i charakter Colliera popychał go do takiego rozwiązania. Bezbolesnego dla niego, przynajmniej dopóki Prudence się o niczym nie dowie.
Ale Aiden nie był swoim ojcem, ani swoim dziadkiem, ani swoim protoplastą sprzed półwiecza. Był tak bardzo sobą, że aż tego nie chciał.
Podniósł więc głowę i przejechał palcem po wierzchu kieliszka kilkakrotnie. - Będę - powiedział po prostu, cicho. Odnosząc się do niewiadomokonkretnie czego. Będę przy Tobie? Będę dobrym ojcem? Będę blisko? Będę pomocny? Będę? Nie chciał składać jakichkolwiek głębszych deklaracji ani wybierać już imion dla dziecka. Ale podejrzewał, że Chloe zrozumie. Znała go. I na pewno wiedziała, że to będę jest w tej chwili najpewniejszą i najbardziej zdecydowaną reakcją.
Bo skąd mógł wiedzieć, jakim ojcem będzie? Wzorców miał miliony w całej swojej rodzinie. Nawet William ojcem okazał się (po tych kilkunastu latach) w miarę dobrym - dla Aidena. Bo dla Blaise'a był cudowny cały czas. Może więc nie warto spisywać swoich genów na straty?
Przygryzł dolną wargę, przymykając na sekundę oczy. To nie było ważne. Teraz. Mieli kilka miesięcy, by jakoś się przygotować. Nie powiedziałby tego Chloe, ale obecnie najważniejsza była dla niego Prudence, nikt inny. Która naprawdę nie mogła się dowiedzieć. Nie potrafił sobie wyobrazić jakby zareagowała. Bo świetnie potrafił sobie wyobrazić jak on by zareagował, gdyby to Wright znalazła się w takiej sytuacji.
Spojrzał więc na Chloe spokojnie, już przytomniej. - Kochasz Prudence? - zaczął, stwierdzając bardziej, niż pytając. - Nie mogę jej stracić - dodał dalej tym samym, wręcz znużonym tonem. Udawanie obojętności przychodziło mu łatwiej niż myślał. Dodał, lecz nie agresywnie, nie zakazująco. Wiedział, że nie będą mogli tego ukryć. Owszem, w głowie zrodziło mu się milion sprytnych pomysłów, ale były tak niegodne, że od razu je ze swojego umysłu wyrzucił.
Podniósł kieliszek i wypił wino do końca, oblizując mimowolnie wargi.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Nie 11 Mar 2012 - 13:07

W tym momencie pomyślała o tym dziecku jak o wpadce. Nie umiała pojąć, dlaczego tabletki zawiodły, dlaczego to się stało akurat im, dlaczego teraz?
On będzie. To jedno słowo podniosło ją na duchu, bo nie było deklaracją, ale było zapewnieniem, z którym poczuła się lepiej. Bo nie była pewna, czy umiałaby przebywać z nim codziennie, paplając sobie słodko o urokach zakładania rodziny i o tym, że trzeba dokupić jeszcze kilka śpioszków. Dlatego powiedział najlepsze, co tylko mógł.
- Tout bêtement - wyszeptała pod nosem, jakby uzewnętrzniała skrót (wielki) myślowy. Z raczej nieukrywaną troską patrzyła na zgarbionego (!) Aidena, tym bardziej pewna swojej decyzji. Gdyby zdecydowała się odwlec powiedzenie mu prawdy w czasie, mogłoby to mieć katastrofalne skutki, a w ten sposób mieli nadal dużo czasu żeby się przygotować do chwili rozwiązania. Z pełną świadomością, że będzie to bardzo trudne i wymagające poświęceń. I chyba to drugie będzie sprawiało Chloe najwięcej problemów.
Odwróciła głowę, żeby zerknąć ile gości jest na sali. Może z trzy stoły były zajęte, a między nimi kręcił się ten kelner-latynos. Odetchnęła głęboko, nikt ich rozmowy nie słyszał.
- Kocham, dlatego chcę, by wiedziała - powiedziała po chwili tonem, który bardziej przypominał "ojeju, widziałeś tą śliczną sukienkę?" niż fakt, że musi powiedzieć swojej przyjaciółce o tym, że jest w ciąży z jej bratnią duszą. To jest chyba gorsze niż telenowela.
Nie chce jej stracić... gdyby nie skupiła się teraz na pokonywaniu fali mdłości (bardzo irytująca ciążowa przypadłość), zapewne odpowiedziałaby coś nieprzyjemnego, coś godzącego w Collierowe ego sięgające gdzieś sufitu. Jednak ograniczyła się do dopicia własnej wody, mimowolnie obserwując jak i Aiden swój trunek dopija i oblizuje usta w tym samym momencie co ona.
Opuściła wzrok, przygryzając usta. Zrugała w myślach sama siebie. Nie może przecież tak sobie na niego patrzeć, nie może rozpamiętywać tego, co było, na rzecz tego, co będzie. Miała nadzieję, że on też tak do tego podchodzi, nie umiała spojrzeć na sprawę całkiem obiektywnie. Lub choćby pozorując obiektywizm. No dobra, chociażby zdawać sobie sprawę z subiektywizmu swojego postrzegania pakietu okoliczności i sytuacją i starać się to jakoś niwelować. Jednak z każdą sekundą topniała w niej ta początkowa butność, ustępując miejsca czemuś, czego nie umiała nazwać. Czemuś, co zdecydowanie występować nie powinno.
- Ymmm - wyjęła z torebki portfel, przyjmując minę całkiem obojętną. Koniec wewnętrznych rozterek, trzeba stłumić egoizm na rzecz maleństwa gdzieś w ściance jej macicy - Chcę jej powiedzieć, ale nie wiem czy całą prawdę... - dodała wyciągając banknot. Zastanawiała się już nad tym, żeby o ciąży się dowiedziała, ale żeby nie wiedziała, kto jest ojcem. Gorzej, jeśli urodzi się dziecko aż nazbyt Collierowskie, wypisz wymaluj Aiden II Collier. Ale to jest temat na poważniejsze kontemplacje, przy herbacie i z e-papierosem.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Nie 11 Mar 2012 - 14:19

A Aiden nie potrzebował. Raczej porządnego kopniaka z półobrotu, by huśtawka emocjonalna w nim się jakoś wyrównała. Albo żeby zaczął ją okazywać. W bardziej hipsterskim stopniu niż niezauważalne garbienie się czy zaciskanie szczęki.
I potrzebował wyjść z tego kiczowatego, ociekającego złotem i drewnem pomieszczenia i odetchnąć świeżą nikotyną. A potem wbiec pod double decker bus i dokończyć żywota twarzą w twarz ze studzienką kanalizacyjną, własną krwią się dławiąc i oglądając ciekawy film o swoim krótkim, acz bogatym w wspaniałe wspomnienia, życiu.
Kuszący był obraz, który się przed oczętami Aidena pojawił. Aż zbyt kuszący. Nie, żeby Collier emo był - błagam, wyobrazić go sobie z grzywką na pół twarzy niepodobnym było nigdy - ale odziedziczył po przodkach dużo klasy (Collier) oraz irracjonalnej dzikości (Yavuz), więc była to opcja możliwa.
Potrząsnął jednak lekko głową, odrywając się od wspaniałej perspektywy przed nim się krwią i rozbitą czaszką rysującej, na rzecz perspektywy bliższej. Mianowicie widoku Chloe z perspektywy bliskiej. Z miną obojętną grzebiącej gdzieś w okolicach torebki. Rzadko miewała ten bezuczuciowy wyraz twarz; przy nim prawie nigdy.
- Jeśli chcesz - stracić przyjaciółkę już na zawsze, stracić własną głowę, stracić życie, stracić zdrowe zmysły - to jej powiedz. Ale całą prawdę - odparł w końcu powoli ważąc słowa. Po czym gwałtownie podniósł rękę i złapał ją za dłoń, przysuwając ją z powrotem do jej torebki. Kontakt trwał sekundę, tak, jakby Aiden się panicznie bał kontaktu z nią - albo tego, że mocy swej nie opanuje, co skończy się dla obydwojga wielką traumą.
Nerwowo więc odwrócił głowę i sięgnął po portfel, prawie, że wyrzucając należność na stolik. Naprawdę jego opanowanie, które uzyskiwał na kilkadziesiąt sekund, dokonywało samospalenia, tylko pogarszając sytuację. Musiał stąd wyjść i Chloe na pewno widziała to w jego oczach. Chyba, że chciała wielkiej dramy, w której w ruch pójdą talerze, sztućce i obsługa z rozbitą głową.
- Wiesz, gdzie mnie znaleźć- powiedział w końcu dość irracjonalnie, zrywając się z krzesła i robiąc dwa kroki w kierunku wyjścia, zawijając się szczelniej w płaszcz. Po czym równie gwałtownie jak wstał, zawrócił i pochylił się nad Chloe. - Dbaj o siebie - powiedział chyba zbyt szybko, by było to zrozumiane przez osobę niewyszkoloną w czytaniu z ruchu warg, po czym pocałował ją w czubek głowy i ruszył w kierunku wyjścia, ignorując zdziwione spojrzenie kelnera i drżącymi dłońmi wyciągając z kieszeni paczkę papierosów.
Z których mógł skorzystać dopiero po wyjściu z centrum, gdzie - zgodnie ze swoimi przypuszczeniami - z papierosem w ustach i na skraju płaczu - ze złości, z zaskoczenia, z nienawiści, z miłości, z niepewności, ze strachu - prawie wpadł pod czarną taksówkę. Do której po chwili wsiadł, gasząc, a właściwie miażdżąc papierosa w zaciśniętej dłoni, parząc sobie boleśnie skórę, by odwrócić uwagę swojego umysłu od chaosu uczuć, boleśnie chcących się wydostać na szary świat w postaci wrzasku bądź płaczu.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Nie 11 Mar 2012 - 20:13

Położyła łokcie na stole i oparła głowę na dłoniach, wplatając palce we włosy. Całe jej życie było nieprzerwaną dramą, dlaczego? Oczywiście ktoś mógłby jej zazdrościć, teoretycznie ciekawego życia, w którym nie ma miejsca na powszechną (w życiu innych, jak przynajmniej było to w mniemaniu Chloe) rutynę, jednak ona sama wolałaby teraz siedzieć na obracanym fotelu przed komputerem, oglądając z małym zaciekawieniem jakieś z zamiaru śmieszne, ale w rezultacie nużące obrazki, popijając granulowaną herbatę. W sensie wolałaby być teraz jak najbardziej przeciętną obywatelką, niż powoli przyzwyczajać się do ekscesów którymi raczy ją los/którymi ona raczy potrzebujących sensacji przeciętniaków z St. Bernard.
Podniosła głowę i ujrzała jego z miną tak odmienną niż ta, do której zdążył ją przyzwyczaić, zatroskaną, niepewną, chociaż względnie ukrytą. Może zwyczajny przechodzień nie zauważyłby niczego podejrzanego, ale nie Chloe. Pomijając już nawet staż tej znajomości.
Zdecydowanie preferowała wydanie Aidena Colliera ze spiżarni, Aidena Colliera ze spontanicznego wypadu za miasto, Aidena Colliera jakiegokolwiek, wyłączając tego z balu, tylko nie tego teraz. To tak jakby nasz największy autorytet okazał się być tak naprawdę kłamliwym tchórzem, tak uosobienie pewności siebie i odpowiednio zbilansowanej rozwagi właśnie na jej oczach upadło na dno psychicznego samopoczucia, majtając się gdzieś w okolicach myśli samobójczych. Zapewne.
Schowała dłonie pod stół i uszczypnęła się dosyć boleśnie, żeby myśli odciągnąć od Aidena, w kierunku innym, bez specjalnych wymagań poza tym jednym.
I gdy już po dwóch spokojnych oddechach, była gotowa się wręcz uśmiechnąć, mimo egzystencjalnego bólu i wewnętrznego rozdarcia, jednym dotknięciem zburzył jej wszystko. Odzwyczaiła się od tego, więc poczuła jak zalewa ją fala ciepła, której nie zdążyła opanować. Na całe szczęście trwało to na tyle krótko, że nie doszło do czegoś, czego mogliby nawet chcieć, ale na pewno nie chcieliby powrotu do całego dramatu sprzed miesiąca. Ewentualnie powrotu do momentu sprzed pięciu tygodni, kiedy to rozpoczął się ich aktualny problem. Bo powrót do stanu sprzed sześciu tygodni byłby przyjemny i Chloe zamknij się już, nie myśl o tym, to koniec.
A z całej zawiłej kontemplacji kobiety ciężarnej wyrwało ją coś, co mogłoby być pocałunkiem w głowę, czego nie zarejestrowała. A raczej zarejestrowała, ale przeanalizowała z opóźnionym, za bardzo, zapłonem.
- Tak, będę - rzuciła w przestrzeń, gdyż Aiden już wyszedł, pozostawiając w powietrzu jedynie zapach swoich perfum.

zt

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Natasza Wondrikova
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 68
Join date : 17/09/2012
Skąd : Rosja, Sankt Petersburg

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Pią 12 Paź 2012 - 20:41

Idąc na umówione spotkanie wspominała ich poprzednią przypadkową rozmowę. Wtedy nie spodziewała się, że chłopak wysunie się z konkretną propozycją tak szybko. A jednak się myliła. Czyżby jednak plotki kłamały?
Weszła do restauracji ubrana w grube czarne rajstopy, czarną spódnicę z falbankami sięgającą przed kolana oraz elegancki opięty golf koloru białego. Granatowy płaszczyk wraz z szalem zostawiła na wieszaku przy wejściu. Rozpuszczone włosy opadały na jej ramiona.
Przyszła przed czasem. Jak zwykle. Powiesiła torebkę na krześle i zaczęła powoli przeglądać kartę dań. W oczekiwaniu na Sheyra zamówiła białą kawę, którą kelner po chwili przyniósł.
Powrót do góry Go down
Sheyr Balkan
Uczeń
avatar

Age : 22
Liczba postów : 140
Join date : 13/09/2012
Skąd : Newcastle

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Pią 12 Paź 2012 - 21:25

Wszedł do kawiarni odrobinę przed czasem licząc, że będzie czekał na Nataszę. Niestety, dziewczyna już na niego czekała. Podszedł zatem do niej i usiadł witając się z nią. Zazwyczaj kobiety się spóźniały na umówione spotkania toteż chłopak poczuł się dziwnie ze świadomością, że to ona czekała na niego, a nie na odwrót. Dziewczyna wyglądała pięknie w tym ubraniu, w które była ubrana.
- Cześć. Długo na mnie czekasz? Czyżbym się spóźnił? - zapytał. Przed spotkaniem wyłączył swój telefon, nie chcąc, by cokolwiek im przeszkodziło. A przeszkodziłoby, bo ta Claire nie dawała mu wciąż spokoju. Wziął kartkę menu i gdy kelner podszedł do niego to zamówił sobie czarną kawę. Słyszał, że tutaj serwują na prawdę pyszną kawę.
- Ładnie wyglądasz. - powiedział. To nie był komplement. Ot, zwykłe stwierdzenie faktu.
- Co tam u ciebie? - zapytał chcąc jakąś zacząć rozmowę. Z nią przychodziło mu to z pewnym trudem, bo postanowił nie flirtować z nią, a utrzymywać zwykłe stosunki na zasadzie kolega-koleżanka. Czuł się nieco...dziwnie w tej roli, bo jego kontakt z kobietami ograniczał się w zasadzie tylko do tego. Pomijając oczywiście mnogość kontaktów łóżkowych. Wyjątkiem była tylko pewna kobieta, ale ona już należała do smutnej przeszłości. Niestety.
Powrót do góry Go down
Natasza Wondrikova
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 68
Join date : 17/09/2012
Skąd : Rosja, Sankt Petersburg

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Pią 12 Paź 2012 - 21:32

Siedziała tyłem do drzwi także nie widziała kiedy przyszedł. Zaskoczył ją swoim nagłym dla niej pojawieniem się jakby znikąd.
- Oh! Cześć. Ależ nie, nie spóźniłeś się. Chyba. Zegarek mam cofnięty o pięć minut, żeby się nie spóźniać - uśmiechnęła się. To był naprawdę dobry sposób. Zrobiła to jej siostra bo gdyby sama Natasz to zrobiła to byłaby świadoma błędnego czasu. Siostra powiedziała jej o tym dopiero niedawno, ale i tak zdawało egzamin. Zarumieniła się delikatnie słysząc jego komplement.
- Dziękuję. Czemu ja zawsze tak reaguję na komplementy?
- U mnie dość nudno. Nic ciekawego się nie wydarzyło od naszego ostatniego spotkania. A u Ciebie? Poza rozmową z siostrą i wyciągnięciem od niej co się dzieje w domu. Rodzice się kłócili. Nigdy wcześniej się to nie zdarzało dlatego właśnie Natasza była nieco zmartwiona sytuacją jaka dzieje się w domu. Nie dała jednak nic po sobie poznać. Miała dobry humor bo wreszcie poznała kogoś z kim jej się dobrze rozmawiało i spędzało czas.
Powrót do góry Go down
Sheyr Balkan
Uczeń
avatar

Age : 22
Liczba postów : 140
Join date : 13/09/2012
Skąd : Newcastle

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Wto 16 Paź 2012 - 10:34

- U mnie też po staremu. Nudziłem się w zasadzie. - powiedział. Co do zegarka... całkiem ciekawe rozwiązanie, aczkolwiek Sheyrowi nie jest potrzebne, bowiem na ogół się nie spóźniał. Zawsze był w umówiony miejsce chwilę przed czasem. To była niewątpliwie jego zaleta.
- Czym się interesujesz? - zapytał dla podtrzymania rozmowy. Może dziewczyna powie coś o co będzie się mógł zaczepić? Na pewno coś takiego dziewczyna powie. Spojrzał zatem w jej oczy i postarał się odgadnąć z nich cokolwiek. Miał z tym spore problemy, zatem było to dla niego całkiem nowe doznanie. Upił łyk kawy. Dzisiaj był dosyć niewyspany, gdyż do późna grał na skrzypcach, a potem wcześnie wstał. Jednakże doprowadził się do takiego porządku, że w zasadzie nie było to widoczne. Chyba, że bardzo dobrze się ktoś przypatrzył. Chłopaki bardzo podobały się włosy Nataszy. Rozpuszczone wyglądały niezwykle zachęcająco. Praktycznie wołały, by wpleść w nie palce, odchylić dziewczynie nieco głowę do tyłu i zatopić się w jej ustach. Sheyr przyłapał się na tym o czym myślał, więc szybko skarcił się w myślach odpychając od siebie te myśli. Nie wiedział czemu, zazwyczaj teraz fantazjowałby na temat dziewczyny i tego co mogliby robić w łóżku, ale w przypadku Nataszy po prostu nie potrafił. To nie to, że mu się nie podobała. Wręcz przeciwnie, tylko z tą różnicą, że podobała mu się w ten bardziej wyjątkowy sposób. Nie chciał, by ich znajomość skończyła się na jednym spotkaniu, łóżku i czasem na korytarzach głupim "cześć". Chciał pielęgnować tę relację, niekoniecznie w łóżku. Czyżby Sheyr pierwszy raz od bardzo dawna chciał się starać o coś więcej niż tylko seks?
Powrót do góry Go down
Natasza Wondrikova
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 68
Join date : 17/09/2012
Skąd : Rosja, Sankt Petersburg

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Wto 16 Paź 2012 - 16:56

- Z niejakiej konieczności - uniosła nad blat stołu swoją lalkę umiem szyć, szydełkować i robić na drutach. Poza tym interesuję się tańcem i lubię słuchać muzyki. Przeważnie klasycznej, jednak lubię wszystko co wpadnie w ucho także na mojej playliście można znaleźć wszystko od klasyki poprzez rap czy elektro aż do metalu. Uniosła filiżankę ze swoją kawą, upiła i odstawiła stukając nią delikatnie o spodeczek. Przyłapała się na myśli o plotkach na temat Sheyra. Słyszała, że już po pierwszy spotkaniu lubi zaciągać dziewczyny do łóżka. Jednak mimo wszystko nie mogła oprzeć się dziwnemu przeczuciu, że tak nie jest. Plotek jednak było zbyt dużo. Zaczęła myśleć czy przypadkiem nie chce jej zaciągnąć dzisiaj do łóżka. Zastanowiła się czy by jej to przeszkadzało. Nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno nie czułaby się komfortowo. Z pewnością czułaby się jak zabawka. Jednak nie miała nic przeciwko spotykaniu się z nim. Z jednej strony bała się odrzucenia, ale z drugiej była ciekawa w jakim stopniu te plotki są prawdziwe.
- A czym ty się zajmujesz w czasie wolnym? - spytała uśmiechając się zachęcająco.
Powrót do góry Go down
Sheyr Balkan
Uczeń
avatar

Age : 22
Liczba postów : 140
Join date : 13/09/2012
Skąd : Newcastle

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Wto 16 Paź 2012 - 17:20

Przyjął do wiadomości odpowiedź Natasszy. Potem ona zadała pytanie, na temat którego mógłby odpowiadać do jutra. Postanowił zatem skrócić swoją odpowiedź do minimum, by dziewczyny nie zanudzić.
- Cóż. Podobnie jak ty, interesuję się muzyką. Przede wszystkim klasyczną, ale lubię sobie posłuchać rocka, electro, czasem nawet popu czy metalu. Wszystko co wpadnie w ucho. W chwilach wolnych komponuję, ponieważ gram na gitarze, skrzypcach, a gdy jestem również w domu to gram na fortepianie. Tutaj niestety tego instrumentu nie ma. Ponadto lubię zbierać dane do swojej późniejszej pracy jako genetyka toteż dużo czasu spędzam na nauce. Jednakże jestem kompletnym beztalenciem jeśli chodzi o śpiewanie, rysowanie, czy szycie. Lubię też spędzać mnóstwo czasu z kobietami. - powiedział, po czym uśmiechnął się nieznacznie. Oczywiście instrumenty, które wyżej wymienił i gra na nich była jego ulubionymi zajęciami, a kobiety dopiero na drugim. Przewaga instrumentów nad kobietami? One słuchają, rozumieją, pozwalają wyżyć się poprzez muzykę jaką grają. Kobiety były dużo bardziej problematyczne. Upił łyk kawy i wpatrzył się w dziewczynę. Lubił spekulować na temat tego, co dana osoba w danej chwili myśli i z zadowoleniem stwierdzał, że w większości przypadków miał rację.
- Mogłabyś mi opowiedzieć coś o sobie? Poza zainteresowaniami, które już wymieniłaś. - powiedział z delikatnym uśmiechem na twarzy, który tylko czasem z niej schodził. Zazwyczaj były to chwile, kiedy przypominało mu się o tym co się zdarzyło kilka lat temu, ale w to nie wnikajmy.
Powrót do góry Go down
Natasza Wondrikova
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 68
Join date : 17/09/2012
Skąd : Rosja, Sankt Petersburg

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Wto 16 Paź 2012 - 18:01

Słuchała go uważnie popijając kawę.
- A więc grasz... A dla mnie coś zagrasz? Czyżby Natasza zaczynała z nim flirtować? Zreflektowała się dopiero po wypowiedzeniu pytania, kiedy było już za późno, aby ugryźć się w język. No trudno. Wysłuchała go do końca. Lubi spędzać czas z kobietami? No to było łatwe do przewidzenia jednak nie spodziewała się, że będzie o tym mówił. O jego zamiłowaniu do genetyki już wiedziała z ich poprzedniej rozmowy.
- Coś o sobie... No cóż. Pochodzę z Rosji, moi rodzice są dość zamożnymi ludźmi. Jak już wiesz mam siostrę, ale również brata. Jestem jedyną osobą w rodzinie posiadającą jakąkolwiek zdolność. Znajomi uważali mnie zawsze za dziwaczkę więc przestałam mówić ludziom o tym co potrafię - zastanowiła się chwilę czy to wszystko upijając kolejny łyk kawy.
- A jak było z tobą? - zapytała.
Powrót do góry Go down
Sheyr Balkan
Uczeń
avatar

Age : 22
Liczba postów : 140
Join date : 13/09/2012
Skąd : Newcastle

PisanieTemat: Re: La Brasserie   Sro 17 Paź 2012 - 20:20

Chłopak roześmiał się cicho na jej pytanie. Czyżby z nim flirtowała?
- Cóż, jeśli tylko chcesz to mogę ci zagrać coś. Gitara czy skrzypce? Obecnie nie mam środków, by zagrać ci coś na fortepianie. - powiedział. Spojrzał jej w oczy. Zdawała się nie być zaskoczona jego odpowiedzią. Nietaktem byłoby, w mniemaniu chłopaka, zapytanie się o to, toteż postanowił sobie darować. Opowiedziała mu historię o tym, jak jej moc została odebrana. Tak bardzo była podobna do jego historii.
- Jak było ze mną? Swoją moc odkryłem...w zasadzie nie pamiętam dokładnie kiedy. Mam wrażenie, że ta moc była ze mną od zawsze toteż nie wiem jak to jest jej nie posiadać oraz nie używać. Najpierw chodziłem do zwykłej szkoły podstawowej, razem z tymi "normalnymi dziećmi", jednak zostałem z niej wyrzucony. Gdy dzieci dowiedziały się co potrafię, zaczęły się mnie bać, powiedziały o tym rodzicom. Rodzice napisali dziesiątki fikcyjnych skarg na mnie, uwzględniając, że jestem diabelnie niebezpieczny, że dzieci się mnie boją i wykorzystuję swoją moc przeciwko innym. - na wspomnienie o tym skrzywił się lekko. Nigdy wcześniej, ani później nie czuł się tak wyobcowany i samotny jak wtedy. Zawsze siedział sam na korytarzach, zawsze bawił się sam, nikt z nim nie rozmawiał. Zwyczajnie ludzie od niego stronili.Po chwili podjął swoją opowieść.
- Cóż...przeniosłem się do tej szkoły do drugiej klasy. Potem się dowiedziałem, że dyrektor nie zwracał uwagi na te skargi dopóki jedna kobieta, która była jego kochanką nie przespała się z nim, a potem zagroziła, że ujawni to wszystkim. I tak wyszło to na jaw. Niemniej jednak zostałem przeniesiony w miejsce, gdzie czuję się...normalny. - powiedział kończąc swoją opowieść.
- Z tamtej szkoły wyniosłem jednak coś czego nie zapomnę do końca życia. Poznałem pewną...a zresztą. - urwał. Nie chciał o tym mówić. Po prostu wcześniejsze dwa zdania wypowiedział nie myśląc nad tym co mówił. Nie chciał drążyć tego tematu. Nie potrzebnie wspominał. Wypił ostatni łyk swojej małej, czarnej kawy.
- Dużo w Rosji jest takich dzieci jak my? - zapytał. Nie miało to pytanie na celu zbieranie danych do swoich badań. Tym razem była to zwykła ciekawość.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: La Brasserie   

Powrót do góry Go down
 
La Brasserie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Centrum
-
Skocz do: