IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 sypialnia Jace'a

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mathilde Leistner
Dorosły
avatar

Age : 22
Liczba postów : 187
Join date : 15/07/2012

PisanieTemat: sypialnia Jace'a   Czw 30 Sie 2012 - 0:41

Powrót do góry Go down
Mathilde Leistner
Dorosły
avatar

Age : 22
Liczba postów : 187
Join date : 15/07/2012

PisanieTemat: Re: sypialnia Jace'a   Czw 30 Sie 2012 - 0:59

To będą krótkie posty bo telefon i w ogóle.
Mathilde się nudzila, jak zawsze zresztą. Nie miała z kim się kłócić o bzdury, telefon Jacea ciągle był zajęty, a reszta bff nie wiadomo gdzie. Z tej okazji postanowiła odwiedzić brata marnotrawnego chociaż tylko przyszywanego, ale brata tak czy siak. Pokojowa czy też inna służąca wprowadziła ją do pokoju chłopaka, oznajmiając iź bierze on prysznic i za chwilę się zjawi. Mattie jako osoba dość ciekawska i znudzona, telefon chłopaka zauważywszy od razu się do niego dobrała, przyczynę ciągłej zajętości chcąc poznać.
Nie sądziła tylko że zobaczy setkę połączeń nieodebranych i nieodczytane smsy od Peony, a potem odczytane, jeszcze gorsze. krew ją zalała, bo głupota Jacea była przytłaczająca. Nie sądziła że można aż tak się zaślepić idiotyzmem. Stała sobie przy fotelu czekajac aź idiota/kretyn/skurwiel sie pojawi
.
Powrót do góry Go down
Jace Chamberlain
Przywódca Pum
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 427
Join date : 31/07/2012
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: sypialnia Jace'a   Czw 30 Sie 2012 - 1:10

No taaak, bo było już ciemno, było po dziesiątej, Dżejs obejrzał wieczorynkę już dawno i z tej okazji postanowił że umyje ząbki, licząc w myślach do dwustu pięćdziesięciu, że się wykąpie żeby ładnie pachnieć... oczywiście zestawem kosmetyków który dostał od Peony na święta. Żel do kąpieli, balsam po goleniu, wszelkie śmery bajery, nie mówiąc o tym że wszystko co jego pachniało perfumami, które to ona mu przecież wybrała.
Zdarzyło się pewnego dnia tak, że sobie całował po szyi Domę, a tu zobaczył jak idzie sobie Peony. Zdenerwował się, no! Zaraz mu przeszła ochota na seks i tak dalej. A ona potem taka głuupia, taka naiwna na tą sekretarkę, że widziała kogoś podobnego, ale obściskiwał się z blondynką, więc to na pewno nie on... Nie wiedzieć czemu zaczął myśleć, dlaczego Peony zakłada, że on ni emógłby się miziać z żadną laską w miejscu publicznym. Był dla niej za dobry. O tyle lepszy niż dla innych ludzi, że nie zdawała osbie nawet sprawy, jak w rzeczywistości potrafi być skurwielem. Cóż. Nie były to może i miłe esemesy, ale nie spodziewał się tego, co miało nastąpić...
Wyszedł z łazienki połączonej z pokojem taki pachnący, ciepły, w jakichś seksi bokserkach i szarym podkoszulku, eksponując sobie swoje tatuaże i w ogóle. A tu kto? No Mattie stoi przy fotelu z wkurwioną miną i trzyma jego telefon. Well...
- Mattie! Cześć. Mogłaś uprzedzić że wpadniesz, nie grzebałbym się z tym tak długo. - rzucił pogodnie, jak gdyby nigdy nic i wzruszył ramionami, po czym rzucił się na plecy na swoje dwuosobowe łoże, opierając tył głowy na dłoniach.

_________________

he whose face gives no light
shall never become a star

~ William Blake
Powrót do góry Go down
http://www.weheartit.com/Pinia
Mathilde Leistner
Dorosły
avatar

Age : 22
Liczba postów : 187
Join date : 15/07/2012

PisanieTemat: Re: sypialnia Jace'a   Czw 30 Sie 2012 - 1:34

- CIEBIE JUŻ DO RESZTY POJEBAŁO, CHAMBERLAIN - zaczęła, kompletnie ignorując jakiekolwiek przywitanie, uśmiechy, miłe pleple. Nie rozumiała, jak bardzo Jace nie jest świadomy skurwielstwa swoich zachowań. Wiedziała, że potrzebuje czasu i spokoju, że spotyka się z Domi, że sądzi, że życie jest piękne i tak jest lepiej. Ona jednak swoje wiedziała, a ten Jace z lasu w Bawarii nie był tym samym chłopakiem co ten tutaj skurwiel/kretyn/idiota stojący. Reagować na ból można różnie ale to co on wyprawiał ludzkie i Matyldziowe przed wszystkim pojęcie przechodziło.
- JAK MOŻESZ BYĆ TAK PUSTY ŻEBY NIE WIDZIEĆ, ŻE RANISZ JĄ I SIEBIE PRZEDE WSZYSTKIM? - rzuciła tym telefonem o ścianę, obiecując sobie, że kupi Jaceowi nowy jeszcze jutro. teraz była zbyt wściekła by myśleć o jakichś tam skutkach. Nie miała nawet zamiast w inny niż wrzask sporo chłopaka się zwracać.
- WYGLĄDASZ JAK WRAK SAMEGO SIEBIE, SNUJSZ SIĘ JAK JAKIEŚ PIERDOLONE ZOMBIE, I JESZCZE NA DOKŁADKĘ TO! NAPRAWDĘ SPODZIEWAŁAM SIĘ ŻE ROZŁĄKA Z PEONY SPRAWI ŻE SIĘ OGARNIESZ, ŹE JĄ KOCHASZ, ALE NIE, TY WOLISZ GRAĆ ZRANIONEGO DURNIA I SIĘ NAD SOBĄ UŻALAĆ ZAMIAST WZIĄĆ DUPĘ W TROKI I ZWALCZYĆ O PEONY - Mathilde Leistner ma pojemne płuca.
Powrót do góry Go down
Jace Chamberlain
Przywódca Pum
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 427
Join date : 31/07/2012
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: sypialnia Jace'a   Czw 30 Sie 2012 - 1:56

No coooz. Wiedział ze tak bedzie jak Mattie sie dowie, ale z drugiej strony która przyjaciółka nie wkurwilaby sie o to ze jej bff rujnuje sobie życie i zabija każda szanse na szczescie? Choć trzeba było przyznać ze Domi umiała sie nim zając, pocieszyc. I nie mam tu na myśli seksu, po prostu, szalona była i och przyjaźń fajnie maskowala nieszczęście. To, ze Domi nie było teraz u Jace'a to wręcz cud, bo spędzali ze sobą 23/24h od powrotu z Bawarii. Pewnie miała wpaść koło północy albo coś, albo nie wiem, ale raczej mattie udało sie fartem.
Wiedział, ze ona ma racje. Ze zachował sie jak ostatni chuj i skurwiel, ze krzywdzi Peony i siebie zarazem. Już tego nawet nie ukrywał. Westchniecie i ciężki oddech zmyly mu usmieszek z twarzy i pokrecil lekko głowa, wpatrujac sie w przyjaciółkę z łóżka.
- ja to wszystko wiem. - przyznał cicho.  - ale musi do ciebie dotrzeć, ze nie zamierzam o nic walczyć. Nie zakochałem sie w niej a przyjaciółka, która nie ufa przyjacielowi nie jest nic warta, po co miałbym o nią walczyć? I co miałbym chcieć osiągnąć? Rozejdzie sie z Londonem kiedy bedzie chciała, nie mam na to najmniejszego wpływu wiec nie ma sensu sie w to pchac. Lepiej żeby mnie znienawidzila i wyklinala niż żyła ze świadomością ze przez nią cierpię. Tak bedzie nam obojgu łatwiej. Po co sie tak denerwujesz? Mam Domi, nie jest wcale tak zle. - otrzasnal sie, kiedy usiadł po turecku. Serio wierzył ze nie zniesie uczestniczenia w związku Peony z Londonem wiec musi sie usunąć i wierzył tez ze Peony bedzie łatwiej mając go za nic nie wartego chuja niż z martwieniem sie ze Jace przez nią cierpi.

_________________

he whose face gives no light
shall never become a star

~ William Blake
Powrót do góry Go down
http://www.weheartit.com/Pinia
Mathilde Leistner
Dorosły
avatar

Age : 22
Liczba postów : 187
Join date : 15/07/2012

PisanieTemat: Re: sypialnia Jace'a   Czw 30 Sie 2012 - 18:01

Tu już nawet nie chodziło o zwykłe wkurwienie. Pal licho, gdyby Jace ranił samą Peony, może i Mathilde ją lubiła, Londona zresztą też, ale lojalność wobec Chamberlaina by zwyciężyła. Pogadałaby z nią, poprosiła, żeby zapomniała i olała Jace'a, co dla nich wszystkich wyszło by na zdrowie. Tyle że wszystko się jebało w miejscu, gdzie okazywało się, że Jace bardziej rozpierdala siebie i swoje życie niż zapomina. Przecież nawet cały jego pokój był przesycony zapachem perfum od Peony, bardzo ładnych zresztą, ale przypominających o dziewczynie. Próbował zapomnieć, spędzając czas z Domi? No to zapominanie mu nie wychodziło, a jeśli nawet, to nie leczenie się. Aussie ślepa nie była.
- No to skoro wiesz, to mógłbyś coś ze sobą zrobić - opadła na poręcz fotela, dość bezradnie wzdychając. - Jakoś nie widzę, żeby 'nie było wcale tak źle' - poderwała się z oparcia, wzięła go za łokieć i przyciągnęła do jakiegoś lustra, wiszącego w łazience. Spoglądała w lustro, widząc nieco poszarzał twarz z podkrążonymi oczami. Tak nie wyglądał jej bardzo wkurwiający i irytujący starszy braciszek.
- Gdyby nie było wcale tak źle, gdyby ci na niej nie zależało, nie zamęczałbyś się tak, Jace. Spójrz na siebie, naprawdę nie jest wcale tak źle? - spytała cicho, odwracając się od lustra i wpatrując się prosto w oczy braciszka. Rozluźniła ucisk i po prostu złapała go za dłoń w ciepłym, nieco pocieszającym geście. Złość jej już przeszła, teraz tylko musiała sprawić, żeby Dżejsi sam wszystko zrozumiał.
Powrót do góry Go down
Jace Chamberlain
Przywódca Pum
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 427
Join date : 31/07/2012
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: sypialnia Jace'a   Czw 30 Sie 2012 - 19:30

To fakt, ze Jace pozbył sie wszystkiego poza perfumami. To było dla niego tak naturalne, ze je nosi... Wydawało sie ze zostały stworzone specjalnie dla niego, ze Peony wybrała je idealnie... I choć tak bardzo chciał zapomnieć o wszystkim cóż nią związane, pewnych rzeczy ze swojego życia nie mógł wykluczyć. Perfumy, jej numer, choć ostrzegawczo nazwany... Kilka dni po zajściu na pomoscie pózniej nadal miał ich wspólne zdjęcie, na ktorym Peony calowala go soczyscie w policzek. Nie potrafił sie całkiem pożegnać, marzył o tym, próbował, ale nie wychodziło. Z Domi miał bardzo jasny układ; byli przyjaciółmi, uprawiali dobry seks, wyglądali i zachowywali sie jak para, ale wiedzieli ze nie ma miedzy nimi miejsc na żadne lofstory. Zwłaszcza, ze Domi chciała pomoc Jaceowi wyleczyć złamane serduszko po ostatniej dziewczynie, nie chciała wskakiwac na jej miejsce.
Grzecznie dał sie pociągnąć do lustra, w które spojrzał obiektynym wzrokiem, zdając sobie sprawę ze Mattie ma racje, ze wyglada gorzej, o ile w ogóle nie zle. Policzki ma zapadniete, oczy podkrazone, włosy mniej błyszczące... Po chwili trzymając lekko dłoń siostrzyczki podniósł na nią wzrok, nieodgadniony, ale zarazem smutny.
- zależy mi na niej, Mattie. Nie muszę cię oszukiwać, nie ma tu co ukrywać. Zależy bardzo, tak jak na wszystkich moich przyjaciolach. Ale w tym wypadku nie mam innego wyjścia. Może i nie jest wszystko dobrze, może dobrze widzisz, ale tak jest lepiej. Ona myśli ze udawalem, ze nie byłem szczery wobec niej, znienawidzi mnie i zapomni. Ja to inna sprawa, poradzę sobie. - przyznał. Egoistycznie nie potrafił być przy Peony kiedy ona była z Londonem, wiec pomyślał ze lepiej żeby ona wymazała go z pamięci, niż cały czas tęskniła. A żeby go wymazała potrzebowała myśleć o nim jak najgorzej. Chociaż wcale nie było mu z tym łatwo.

_________________

he whose face gives no light
shall never become a star

~ William Blake
Powrót do góry Go down
http://www.weheartit.com/Pinia
Mathilde Leistner
Dorosły
avatar

Age : 22
Liczba postów : 187
Join date : 15/07/2012

PisanieTemat: Re: sypialnia Jace'a   Pią 31 Sie 2012 - 12:07

Wykreślenie części swojego życia jest niemożliwe. Nie da się z dnia na dzień pozbawić wszystkiego, co ważne, ukochane. Nawet jeśli tak bardzo się chce, zawsze coś zostanie, chociażby zapomniany gdzieś liścik czy bilet z koncertu, na który razem się poszło. Obiektu uczuć nie da się wyrzucić ze swojego życia, siebie usunąć także nie można.
W gruncie rzeczy, przejebane.
Jedną ręką nadal trzymając łapkę Dżejsa, drugą zrobiła facepalma, dość krytycznego szczerze mówiąc.
- Już raz ci to tłumaczyłam, ale mogę jeszcze raz - przysiadła tym razem na brzegu wanny, kręcąc powoli głową. Nie wierzyła, że Chamberlain może być aż tak uparty i ślepy na swoje uczucia. Że oni w ogóle siebie nie ogarniają. - Budzisz się i pierwszą rzeczą, którą chcesz zrobić, jest wysłanie smsa do Peony? Kiedy idziesz do baru, odruchowo bierzesz słomkę, bo Peony zawsze pije piwo przez nią? Jace, nie ma sensu się dłużej oszukiwać i mydlić sobie oczu - westchnęła. Nie chciała wmówić tego Jace'owi, chciała, żeby sam przed sobą się przyznał, że Peony to ktoś więcej niż przeciętna przyjaciółka. - A nienawiść nie sprawi, że szybciej zapomni. Nienawiść to też uczucie, znacznie lepsze od obojętności - starała się, starała się jak mogła, chcąc pomóc braciszkowi. On od tego musiał zacząć - zrozumienia, że takie zachowanie nie ma sensu.
Powrót do góry Go down
Jace Chamberlain
Przywódca Pum
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 427
Join date : 31/07/2012
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: sypialnia Jace'a   Pią 31 Sie 2012 - 14:04

Ja to wszystko wiem. Jace niby też, ale jest uparty jak osioł i jak coś sobie wmówi, to już nie jest tak łatwo mu to wyperswadować. Mattie i tak miała większe szanse niż osoby, że tak to ujmę, postronne. Niegdyś do tej grupy uprzywilejowanych należała także Peony. W sumie to odizolowanie się Jace'a miało pewne luki. Nadal skoczyłby za nią w ogień, dał sobie odciąć przyrodzenie, głowę, czy wszystkie kończyny. Oddałby swoją moc i wszystko, co posiada, gdyby miało to Peony przed czymś przez nią niepożądanym uratować. Gdyby jej się coś stało, byłby w szpitalu zanim jeszcze ją dowiozłaby karetka. I wreszcie siedziałby przy łóżku jak zombie 24/7, dopóki jej nie wypiszą. Latałby po batoniki i gazety, książki, jej rzeczy: ubrania, komórkę, laptopa z mobilnym internetem. Nękałby doktora prowadzącego o najświeższe informacje dotyczące stanu, w jakim by się znjdowała. Byłby na tyle przejęty, żeby przynieść jej jej własną pościel, pachnącą domem, żeby nie była skazana na ten depresyjny, szpitalny nastrój pachnący mieszanką śmierci i chemii. Po prostu... Izolował się, ale zdawał sobie sprawę, że w pewnych sytuacjach nie wytrzyma i ugnie się w postanowieniu.
- Peony nie lubi piwa. - wtrącił jej się od razu, zanim skończyła nawijać o mydleniu sobie oczu. Dotarło do niego, jak dobrze ją zna. Jak bardzo musiało (musi?) mu na niej zależeć, skoro zapamiętał wszystkie związane z nią pierdoły? każdy szczegół? każdy nic nieznaczący bzdet, acz wryty w jego pamięć tak silnie, że mimo swojej chwilowej urazy do Peony nie był w stanie się tego wyzbyć? Zacisnął usta w wąską kreskę, zdając sobie sprawę, że tym zachowaniem tylko przyznaje Mathilde rację. A to przecież nie mogła być miłość. Nie mógł kochać dziewczyny, dla której zawsze był tylko kimś na poziomie brata. Kimś kto się o nią troszczył, kto się nią opiekował i przejmował. Nie mógł kochać dziewczyny, która zupełnie się nim nie przejmując zrobiła krok w stronę swojego amerykańskiego snu, zaczepiwszy o wątek amerykańskiego księcia z bajki, który tak naprawdę jest księciem destrukcji i Jace to wiedział, ale Peony mu nie wierzyła. Z drugiej strony, była z nim szczęśliwa, a to szczęście Jace egoistycznie rozpierdalał. Cóż, musiała się z tym liczyć. I wreszcie, nie mógł kochać dziewczyny, która nie była tak podobna do niego jak Domi chociażby. Bo właśnie, obie panie strasznie się różniły, i jednak to Domi go uszczęśliwia, a Peony dobija. Kto by pomyślał.

_________________

he whose face gives no light
shall never become a star

~ William Blake
Powrót do góry Go down
http://www.weheartit.com/Pinia
Mathilde Leistner
Dorosły
avatar

Age : 22
Liczba postów : 187
Join date : 15/07/2012

PisanieTemat: Re: sypialnia Jace'a   Pią 31 Sie 2012 - 14:57

No wiem, że ty wiesz. I wiem, że Jace też powinien wiedzieć, a przynajmniej dać jakiś znak, że chociaż odrobinę pojmuje, bo Mattie jest na skraju wytrzymałości i zaraz przestanie być miła, trzymać za rączkę i tylko trochę wrzeszczeć. Ona do cierpliwych osób nie należy, a w skrajnych momentach może zacząć bić i nie wiem co jeszcze, w każdym razie - robić krzywdę.
Nie spodziewała się, że Jace w swoim uporze będzie w stanie zignorować nadchodzące imieniny von Laffert, zbliżające się Halloween, gdzie zawsze przebierali się synchronicznie, mikołajki, gwiazdkę, sylwestra, rocznicę poznania się i setki innych okazji, które we dwójkę obchodzili. Aussie wiedziała, że mimo iż się Jace do tego nie przyznaje, to sentymentalny jest niesamowicie.
- No widzisz - przewróciła oczami. Miała nadzieję, że teraz w końcu Jace zrozumie, dlaczego to wszystko właśnie tak się dzieje. Dlaczego wygląda jak upiór, dlaczego zachowuje się jak nie on, dlaczego stara się na siłę wyrwać wszystko, co z Peony związane, a mu nie wychodzi. Teoretykiem Mathilde była całkiem niezłym, każdy element postawy Chamberlaina krzyczał do niej JESTEM ZAKOCHANY, KOCHAM JĄ, chociaż pozory temu przeczyły. Sama nie sądziła, że będzie kiedyś coś takiego czuła, że będzie nieświadomie pamiętać każdy szczegół o danej osobie, że będzie wyglądać przez kogoś, tak jak Jace. Dlatego chciała, żeby on pogodził się z tym całym uczuciowym mindfuckiem w głowie i doszedł do prostych wniosków, Peonce pozwalając na zrobienie tego samego. Bez wbijania sobie szpil, niszczenia siebie nawzajem, całego tego skurwysyństwa, które tak uroczo z uporem udawał.
A przecież miłość nie jest racjonalna, miłość nie wybiera. Miłość nie patrzy na podobieństwa i różnice. Ona po prostu się przytrafia i trzeba się z tym pogodzić.
Powrót do góry Go down
Jace Chamberlain
Przywódca Pum
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 427
Join date : 31/07/2012
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: sypialnia Jace'a   Pią 31 Sie 2012 - 15:30

Znak. Znak. Czuję się w tej chwili jak Clary, w tej scenie w której mówiła "a kiedy myślę 'zabij Valentinea' nie widzę nic". No doobra, będzie znak. Choć półsłowo już było, że mu na niej zależy! Ale w porządku. Wszystko, byle Mattie z tym swoim metr osiemdziesiąt (dobrze pamiętam?) nie zaczęła się rzucać bo Jace musiałby ją unieszkodliwić i byłoby kiepsko. Choć ręki na kobietę by nie podniósł. Nigdy. Nawet, gdyby ta kobieta była mistrzynią świata w boksie.
I Jace uważał, że bycie sentymentalnym jest pedalskie. Tak jak picie przez słomkę. W sensie... Dziewczyna - spoko, ale facet już gorzej. Dlatego mniej więcej nie przyznawał się że dla niego takie pierdoły jak imieniny kogoś bliskiego mają większe znaczenie. Zazwyczaj tylko spotykał się z osobą której to "święto" dotyczyło i odkrywał na chwilę maskę ironicznego dupka, było fajnie, ale przed wszystkimi spoza grona jego przyjaciół udawał, że ma to w dupie.
Teraz usiadł na tej wannie, bo stanie nagle wydało mu się strasznie przykrym obowiązkiem i puścił jej dłoń, by po chwili objąć ją za ramię. Dobrze było mieć taką małą siostrzyczkę, która potrafi doprowadzić braciszka do pionu.
- masz rację. - powiedział niespodziewanie, szczerym i może odrobinę zdziwionym tonem, jakby sam nie był pewien, czy chciał to powiedzieć. - nie jest mi z tym hejtowaniem łatwo, oczywiście wolałbym teraz siedzieć z nią i nawet oglądać to jebane śniadanie u tiffany'ego którego nie cierpię, byle była gdzieś obok. Tylko wiesz co? Nie ma na to najmniejszych szans, bo właśnie siedzi z z tym swoim amerykańskim pedałem-manipulatorem w Nowym Jorku i prawdopodobnie bzykają się jak króliki, pomijając to że łyka każde puste wyznanie, których jest pełno. Ale kto powiedział, że życie jest fair? - powiedział tonem zafascynowanym, jakby opowiadał jej czyjąś historię, w której wcale nie był stroną. Ostatnie pytanie dodał już cicho, tonem który wcale nie miał być podłamany, a jednak przebrzmiewał w nim kres depresji. Poniekąd przyznał, że niczego tak nie potrzebuje do szczęścia i egzystencji jak Peony, jednocześnie typowo dla siebie całe to piękne wyznanie przekreślił, co by się na nim nie skupiła cała uwaga.
Teraz wstał, pod ciężarem wizji Peony u boku Londona i przemaszerował do sypialni, gdzie przysiadł na brzegu miękkiego łóżka. Wygodniejszego niż wanna, trzeba rzec. Westchnął ciężko i w przypływie impulsu wstał, podszedł do okna i pierdolnął w nie z całej siły pięścią. Szkło się posypało, pojawiła krew, a jemu wreszcie ulżyło. W minimalnym stopniu, ale jednak.

_________________

he whose face gives no light
shall never become a star

~ William Blake
Powrót do góry Go down
http://www.weheartit.com/Pinia
Mathilde Leistner
Dorosły
avatar

Age : 22
Liczba postów : 187
Join date : 15/07/2012

PisanieTemat: Re: sypialnia Jace'a   Pią 31 Sie 2012 - 18:25

WIEM to było straszne. Ale później to jak wymyśliła Sojusz, tak nagle, to widzisz, to było takie natchnienie~! Matts trochę mniej miała, niby Laura 175 ma, ale Matyldzi te dwa więcej dajmy. W każdym razie, ona oporów by nie miała, żeby się na Dżejsa rzucić z biciem. Może nie miała na sobie swoich ukochanych glanów, podbitych metalem, które najwięcej krzywdy zdolne zrobić by były, ale i bez tego mogła sobie jakoś poradzić. W sumie zabawnie by było, gdyby faktycznie do wojny aż takiej między nimi doszło.
Aussie sentymentalna nie była. Urodziny, podobnie jak inne ważniejsze daty, zanotowane w swoim kalendarzu, starannie co rano sprawdzanym. Nie lubiła płaczu na filmie, nie wzdychała do zdjęć w albumie ułożonych. Wolała raczej żyć chwilą obecną, zawsze pozytywną, obojętnie czy w towarzystwie, czy samotną.
- No wreszcie - wtrąciła, kiedy przyznał jej rację, oczekując z napięciem na ciąg dalszy. Wyjątkowo już się zamknęła, w żaden sposób jego słów nie komentując. Akceptowała je tak po prostu, zadowolona z tego, co osiągnęła. Nie sądziła, że Jace niemal faktycznie przyzna się, że kocha Peony. Poświęcenie się do obejrzenia Śniadania u Tiffany'ego byłoby z jego strony ogromnym wysiłkiem, to najbardziej sentymentalny i dziewczęcy film ever, nawet Matts go nie znosiła.
- Och, Jace - westchnęła, kiedy głos mu się na koniec załamał. Nie udało mu się przekreślenie sensu wypowiedzi, nie zaburzył jej pierdoleniem o seksie Peony i Londona, pesymizmem, wkurwem, depresją. Aussie wyciągnęła to, co miała wyciągnąć z jego wypowiedzi i była z tego szczerze zadowolona. Nawet dała mu chwilę samotności, zrywając się z wanny dopiero, kiedy usłyszała kruszące się szkło.
Wróciła do Jace'a i złapała go za krwawiącą dłoń. Nie była pewna, czy leczyć mu ją - w końcu to miało być odreagowanie, a czasem ból jest dobry. Rozprostowała delikatnie pięść, szukając ewentualnych okruchów szyby w ranie, ale nie zauważyła nic niebezpiecznego.
- Chcesz, żebym ją wyleczyła? - spytała, zostawiając już sprawę Peony. Jeśli będzie chciał kontynuować temat, sam coś powie.
Powrót do góry Go down
Jace Chamberlain
Przywódca Pum
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 427
Join date : 31/07/2012
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: sypialnia Jace'a   Pią 31 Sie 2012 - 19:47

Wystarczy że Jace złapałby ją za ten śliczny boczek, przełożył sobie, położył na łóżku i na w pół usiadł na niej okrakiem. I już by się nie ruszyła. Pozwoliłby jej wiercić się na tyle żeby wyładowała złość uderzając go pięściami w klatę (bo od tego właśnie męskie klaty są, żeby się na nich wyżyć w trudnej chwili) a potem ewentualnie zasnąć albo przytulić się i płakać mu w ramiona. Już przywykł do takich sytuacji. Przywykł nawet do tego cholernego romansidła, które tak namiętnie raz po raz mogła oglądać Peony, wtulona w niego jak dziecko w mamę. Jak tak teraz patrzył w przeszłość, to... Na co on liczył? że co, że Peony wybierze brata zamiast jakiejś pseudomiłości? Coraz częściej dochodził do wniosku że sytuacja jest w opór beznadziejna i że nic się z nią nie da zrobić. Że nawet, jak już Peony rozejdzie się z Londonem, i będzie cierpieć, to będzie się bała zaufać Jace'owi. Z drugiej strony nie mógł się z nią normalnie przyjaźnić kiedy ona byłaby w tym związku, więc... Sytuacja bez wyjścia. A szkoda, bo Jace chciał z niej uciec jak najszybciej.
Jace zapatrzył się na ogród posiadłości, i nawet nie zwrócił uwagi kiedy Mathilde rozkładała jego pięść tak lekko i delikatnie, po chwili wyrzucając zdanie aksamitnej troski. Mrugnął kilka razy i dopiero odwrócił głowę w jej stronę, spoglądając to na krew na swojej dłoni, pocharatanej aż po nadgarstek, to na jej twarz. Nie wahał się długo przed odpowiedzią.
- nie, dziękuję. - odparł jak zwykle kulturalnie. Chciał, żeby rana goiła się powoli i paskudnie, żeby go bolało. Jakby ból psychiczny nie był dostateczny, ale chciał czuć się jeszcze gorzej niż Peony. Chciał wymierzać sobie coraz to nowsze kary za to, że tak ją traktuje, za swój egoizm. Wyplątał dłoń z dłoni dziewczyny i podszedł do biurka. Z którejś z szuflad wyciągnął apteczkę i poszedł z nią na łóżko. Oczyścił sobie ranę, ale z opatrunkiem mógł być problem. Spojrzał na Mattie z cieniem uśmiechu, niemą prośbą.
- podpisałabyś mi się na bandażu?

_________________

he whose face gives no light
shall never become a star

~ William Blake
Powrót do góry Go down
http://www.weheartit.com/Pinia
Jace Chamberlain
Przywódca Pum
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 427
Join date : 31/07/2012
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: sypialnia Jace'a   Nie 16 Wrz 2012 - 21:05

Jace zaciągnął Prudence do swojej sypialni bo wiedział, że na dole po domu kręcą się wszyscy domownicy. Mamusia, tatuś i... Babcia Daisy, do której zaraz przejdziemy.
- czuj się jak u siebie, skoro już postanowiłaś mnie namierzyć - mruknął z cieniem rozbawienia w głosie, acz wciąż utrzymując spokojną, choć pochmurną postawę. Bo czy miał powody do radości? Nie. Miał powody do ulgi, więc i tak było widać że z nim lepiej, ale nie był to jeszcze ten moment, żeby tańczył KANKANA śpiewając wesołe pioseni rodem z "hobbita".
- no, o co chodzi? nie ogarniasz czegoś na matmę, ekonomię, biznes...? - spytał, szczerze zaciekawiony, kiedy ignorancko klapnął sobie na łóżku. Chciał jej pomóc, o ile było to możliwe, ale gdzieś tam w środku przeczuwał, że nie chodzi jej o pomoc z lekcjami.
Już chciał zacząc jakąkolwiek głębszą rozmowę kiedy okazało się, że po krótkim "puk, puk" do pokoju wtoczyła się wręcz sędziwego wieku, siwa, trzęsąca się babcia Daisy.
- Wnusiu, wreszcie przyprowadziłeś Piwonię! Och, dziewczynko, jak ja bardzo za tobą tęskniłam! Jak się układa w waszym związku? - zaczęła skrzypieć bardzo melodyjnie i z entuzjazmem, jak za każdym razem, kiedy przychodził z Laffert. No, wzrok już nie ten sam, nawet nie dostrzegła, że to inna kobieta tu jest, ojej.
- Babciu, to jest Prudence Wright. Nie wiem, kiedy przyjdę z Peony. - powiedział cicho. - Pru, to moja babcia, Daisy. Zawsze widziała we mnie i w Peony parę. - wyjaśnił.
- rozumiem, że chcecie pobyć sami. Zrobiłam ciasteczka, zostawię wam... - niewzruszona postawiła na komodzie tacę z ciasteczkami, prawdopodobnie najlepszymi na świecie i posyłając dłonią całuski, opuściła pomieszczenie.

_________________

he whose face gives no light
shall never become a star

~ William Blake
Powrót do góry Go down
http://www.weheartit.com/Pinia
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: sypialnia Jace'a   Nie 16 Wrz 2012 - 21:44

Właściwie niepokój Prudence nie zdążył się zredukować w najmniejszym stopniu, prawdopodobnie podsycany jeszcze słowami taty Jace'a, które sugerowały że syna nie widział i prawdopodobnie świętuje, że urodziny i niech chłopak zaszaleje - co wypowiedziane było z nieco zbyt kamienną jak na grającego swobodnego ojczulka Williama. Na co Pru prawdopodobnie zwróciłaby uwagę, utwierdzając się w przekonaniu, że najwyraźniej wciąż stosunki męskich reprezentantów familii nie są zachwycająco intensywne, gdyby nie obawa, związana z tym, co urodzinowe szaleństwo może naprawdę oznaczać. I czyj biały proszek rozsypany był w pokoju, który przecież nie należał tylko do Jace'a.
Za to facjata, która pojawiła się w otwartych drzwiach salonu już zdecydowanie tak, na co prudensowska zareagowała zbyt entuzjastycznie upijając łyk herbaty, który zdążył poparzyć jej pół gardzieli, nim została porwana przez ŻYWEGO I W EWIDENTNIE DOBRYM NASTROJU Chamberlaina. Na którego chciała się wydrzeć i prawdopodobnie uczyniłaby to bez zbędnych ceregieli, gdyby nie nagłe, chwilowe towarzystwo osoby trzeciej. Której cała fizjognomia, słowa i zachowanie powodowały raczej chęć wtulenia się w lekko przygarbioną osobę niż hejcenie lekkomyślności jej wnuka. Z nerwowym uśmiechem potwierdziła sprostowanie Jace'a, powtarzając swoje imię, kiedy ściskała drżącą dłoń babci Daisy, po czym - gdy tylko cichy odgłos stawianych w kapciach kroków oddalił się zupełnie - spiorunowała bruneta spojrzeniem.
- To nie Twój asortyment w pokoju w akademiku był, nie? - syknęła, podchodząc bliżej i groźniej i spięcie, wciąż ściskając pod pachą butelkę karaibskiego rumu. - I to, że nie odpisałeś na wiadomość nie powinno sprowokować mnie do obsrania się ze strachu w rychłej konsekwencji założenia, że postanowiłeś potraktować się radosnym złotym strzałem? - dodała z pełną trwogą, obawiając się, że Jace powagi sytuacji nie dostrzeże. Że prawdopodobnie nigdy nie doświadczył przerażenia, które uderzyło Pru, gdy dowiedziała się jak umarł Cornelius. Przerażenia, które ewoluowało wciąż, wzbogacane jedynie o złość, zawód i pochodne tragizmy. Pru nie widziała w Dżejsiczim n i c z kornelskiego usposobienia, zakładała jednak, że chory wstręt do wszelkiego rodzaju narkotyków zostanie z nią na zawsze.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Jace Chamberlain
Przywódca Pum
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 427
Join date : 31/07/2012
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: sypialnia Jace'a   Pon 17 Wrz 2012 - 19:21

- dzięki, babciu! - zawołał jeszcze, kiedy ta opuszczała pomieszczenie, zaraz entuzjastycznie mknąc przez pokój w stronę jej wypieków, które należały do najlepszych na świecie. Jak to babcia, piekła, gotowała i inne wyroby kuchenne wykonywała na poziomie ponadhabilitowanym wręcz, a dodać do tego jeszcze to że jako jego babcia wiedziała najlepiej, co on lubi... No bajka! Zaraz wziął srebrną tacę i postawił na łóżku, w połowie, co by i Pru się poczętować mogła.
- Śmiało. Lepszych nie jadłaś. - stwierdził oczywiście w stu procentach obiektywnie, kiedy w jego palcach znajdował się jeden ze smakołyków.
- jaki asortyment? jaka złota strzała? boże, możesz nie mówić do mnie pseudoburżujskim slangiem elity sokołów, co? - wywrócił oczami i zaczął kręcić się po pokoju. Bo tyle myśli kłębiło się w jego głowie! Choć na szczęście, dzięki Peony były to tylko jego, wyłączne personal thoughts i inne duperele.
- a! o koks ci chodzi? wciągnąłem sobie działkę, i wciągnąłbym drugą, ale Peony ją zdmuchnęła. - wzruszył ramionami, jak gdyby nigdy nic. Ot, temat o pogodzie na jutro, o grze w golfa, o pracy domowej z angielskiego. - właśnie! Bo ty nie wiesz! Peony przyszła, na moje urodziny! Siedziałem sobie z Domi a ona nagle stanęła w drzwiach z pudełkiem, a ubrała się... - ciągnął podekscytowany, krążąc po pomieszczeniu. - potem było trochę dramatycznie, bo wyrzuciłem jej to wszystko, ale potem już było dobrze, i rozryczała się na ten mój nowy tatuaż. A bo ty nie wiesz! nowy tatuaż mam, "together we can shine" jej charakterem pisma. Ale potem sobie poszła, bo dałem koszulkę Domi, czy nie wiem dlaczego... Ale jest wszystko na dobrej drodze. - odetchnął, niemal z ulgą.

_________________

he whose face gives no light
shall never become a star

~ William Blake
Powrót do góry Go down
http://www.weheartit.com/Pinia
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: sypialnia Jace'a   Wto 18 Wrz 2012 - 13:31

Prudence naprawdę dawno nie czuła się tak wkurwiona - pomijając sam fakt tego, że Jace postanowił sobie radośnie kreskę wciągnąć, co doprowadziło Sokolicę do stanu przedzawałowego, gdy tylko zorientowała się, to co podsycało złość i dorzucało kolejne łatwopalne przedmioty do gotującego się kociołka, jakim była Prudence, to prawdopodobnie głównie jego postawa. Bo chyba rzeczywiście nie miał pojęcia, że ponarkotykowe widoki akademickie wywołały przebiegający wzdłuż jej pleców dreszcz strachu, który wiązał się z lekką paniką i automatycznym paraliżem. Dlatego nie chciała klasycznie opierdolić go od stóp do głów, potrząsając przy okazji i chcąc wzbudzić choćby krztynę ogaru. Nie chciała, bo przecież była świadoma ewentualnie że Chamberlain może nie zdawać sobie sprawy z reakcji Pru.
A mimo tego że tak bardzo nie chciała, argumentując potencjalny spokój koniecznością pragmatycznego, stoickiego podejścia do sprawy, nie była w stanie zgodzić się z pobłażliwymi słowami Jace'a. Podbijając do niego z ugryzioną połową ciastka między zębami.
- Okej, poem wpłost - żachnęła się, zatrzymując rozemocjonowanego Jace'a w biegu uściskiem dłoni na jego barku. Czyli że stała na palcach prawie, mimo że do niziołków nie należała. - Wciągnąłeś. Kreskę, dwie, czterdzieści, nieważne ile, wciąż tak samo c h u j o w o! - podkreśliła, stając naprzeciw Pumiastego i przeżuwając resztę ciasteczka. Była prawdopodobnie na tyle wściekła, że postanowiła sprawę comebacku Jeony zostawić na później. Są ważniejsze kwestie. - Ale dlaczego?! Co Ty sobie myślałeś? Przecież to.. to wszystko to najgorsze gówno jest, Chamberlain! Przestraszyłam się że... Nie, nie wiem co myślałam, ale.... Jace, człowieku - syknęła, uważając by zbytnio nie podnosić głosu - niewiadomo jakie tempo babcia Daisy przybiera na zakrętach. - Nie pobłyszczysz sobie za długo, jak bez, kurwa, zdrowego pomyślunku zaczniesz sobie beztrosko ćpać - jęknęła, zaciskując mocniej dłoń na barku Jace'a, zanim go nie puściła, kręcąc ze smutnym niedowierzaniem głową. Miała nadzieję, że bagatelizujący istotę sprawy ton Dżejsowy był tylko... wybrykiem. Który się nie powtórzy, gdy pojmie wagę sytuacji - hope so!

Dlatego moralizowała i filozowała sobie tak jeszcze trochę, póki tchu i ciasteczek babcinowych starczyło. Generalnie w miłą, gawędziarską noc ów późny wieczór się zamienił w chwili, w której Jace Chamberlain ogarnął, że Pru jest mocno przerażona i należy nieco załagodzić cały beef.



Tyle <3 zr

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: sypialnia Jace'a   

Powrót do góry Go down
 
sypialnia Jace'a
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sypialnia Gościnna
» Sypialnia Marco - piętro
» Sypialnia gościnna
» Sypialnia numer 4
» Sypialnia numer 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Chamberlain (Highbury)-
Skocz do: