IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Nagrobki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 277
Join date : 26/12/2011

PisanieTemat: Nagrobki   Sro 29 Sie 2012 - 7:22



Za splątaną ścianą drzew, po obu stronach głównej alejki cmentarza znajduje się rozległa przestrzeń pełna zupełnie przypadkowo rozlokowanych pomników. Do poszczególnych nie prowadzą chodniczki, wydeptane ścieżki. Trawniki są zadbane, te nowe, niedawno postawione nagrobki zaraz obok zupełnie starych, zniszczonych, zapomnianych.
Powrót do góry Go down
Antoinette Demarchelier
Przywódca Lisów
Uczennica
avatar

Liczba postów : 164
Join date : 04/07/2012
Skąd : Paryż

PisanieTemat: Re: Nagrobki   Sro 29 Sie 2012 - 11:16

/przepraszam za jakość i długość tego posta, ale nie jestem dzisiaj w stanie naskrobać niczego lepszego :c


Spójrz, Demarchelier, to Twoja wina. Przestań już się tak mazać i pogódź z tym. Gdyby nie Twoja zraniona duma, Kenneth nie zostałby właśnie zamknięty w drewnianym pudle i przysypany kilkumetrową warstwą ziemi. To będzie Cię prześladować do końca Twojego marnego życia, nie łudź się, że kiedykolwiek sobie to wybaczysz. Myślisz, że ten rewolwer był mu potrzebny do zabawy? Co za różnica, czy skończyłby z kulką w głowie, czy wykrwawiając się na środku ulicy, finał byłby taki sam, a Ty mu w tym skutecznie pomogłaś. Kochał Cię, a Ty mu tak odpłaciłaś. Na pewno chciałaś, żeby zemsta za zdradę tak właśnie wyglądała? Tego oczekiwałaś?
Tośka stała nieruchomo, wbijając wzrok w palące się znicze i górę kwiatów. Zimny wiatr hulał wokół, a z nieba spadały pierwsze krople deszczu. Niebo płakało, tak jak większość ludzi, którzy uczestniczyli w pogrzebie Kennetha. Teraz, kiedy ceremonia dobiegła już końca, powoli rozchodzili się, uciekając przed nadchodzącą burzą. Tylko Demarchelier nie ruszyła się z miejsca, chcąc pozostać tutaj jak najdłużej, jakby to miało sprawić, że Reventlow za chwilę wynurzy się spod ziemi i odtąd będą żyli długo i szczęśliwie. Pomimo czasu, który minął od jego śmierci, dalej nie mogła się z tym pogodzić. Nie chciała dopuścić do siebie myśli, że to naprawdę koniec. Ścisnęła mocniej pęk jego kluczy, który otrzymała z rąk policjanta dwa dni temu. Była to jedyna rzecz, jaka jej po nim została. Pomijając oczywiście list, który sprawił, że Antoinette cierpiała jeszcze bardziej, o ile było to w ogóle możliwe. Kenny ją kochał. Kenny nie wyobrażał sobie, że może mu nie wybaczyć. Kenny CHCIAŁ się zabić. Przez nią. Gdyby wiedziała, że planował samobójstwo… Teraz niestety było już za późno, żeby zastanawiać się nad tym, co by było „gdyby”.
Tośka chwiejnym krokiem podeszła do grobu, przyklękając na mokrej ziemi. Pomiędzy dwoma zniczami położyła dzierżony w rękach sznurek z kluczami, wcześniej jeden z nich chowając do kieszeni płaszcza. Kiedy przyjdzie tutaj za kilka dni, te wszystkie kwiaty i świeczki znikną, zostanie tylko smutny, granitowy nagrobek, jakich dookoła pełno. Na płycie wykują imię i nazwisko, datę zgonu, jakiś ckliwy cytat… To wszystko zdawało się być tak nierealne.

_________________


tutaj powinien znajdować się jakiś chwytający za serce cytat,
ewentualnie linki do karty/relacji/telefonu,
ale ich nie ma, bo jestem leniwa I love you
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Nagrobki   Sro 29 Sie 2012 - 18:41

Wszechobecna czerń, zachmurzone niebo, rozpaczające postacie, żałobne stroje. Wszystko to układało się w stereotypowy obrazek pogrzebu; słońce nie świeciło, wiał chłodny wiatr; wszystko było smętne, dołujące, płaczliwe, ziemiste, nieprzyjemne.
I dość mocno kontrastowało z Aidenowym nastrojem. Bo po pierwszym szoku - tym pod drzwiami wejściowymi, z rewolwerem w sterylnym worku i zaciśniętymi z niedowierzania powiekami - przyszedł...drugi szok, potem trzeci, potem złość i dopiero po totalnym wkurwieniu - jak cholernie chciał do Kennetha zadzwonić i wyzwać go od najgorszych tępaków - ostateczny spokój. Który chyba podzielił z Reventlowe'm, ładnie zintegrowanym z drewnianą skrzynką albo urną, nie wiedział nawet, czy został spalony; mało interesowało go to, co działo się z pustym pojemnikiem na umysł jego przyjaciela.
Właściwie, nie wiedział też dlaczego na ten przeklęty pogrzeb przyszedł. Na pewno nie dlatego, żeby się pokazać - całą ceremonię spędził pod dalekim drzewem, ledwie panując nad napadem histerycznego i gorzkiego śmiechu.
Bo bardzo chciał nim parsknąć Kennethowi w twarz, potrząsnąć go za te chude ramiona i odwrócić w stronę tych przerysowanych czarnych postaci. Spójrz, co zrobiłeś, czy to nie jest ż a ł o s n e ? Jak mogłeś zrobić coś takiego? Nie obejrzeć się na przejeżdżający samochód? Och, mam nadzieję, że wieźli nim książki Yeatsa do spalenia, kto w dzisiejszych czasach czyta takie bzdury. Widział zbulwersowaną twarz Kena, słyszał dyskusje, argumenty, jego zirytowany głos i zezłoszczony uśmiech na wąskich ustach. Ta cała sytuacja, wykreowana w jego głowie, była bardziej realna niż grupa ciemnych postaci, zbierających się jak sępy nad czyjąś rozpaczą.
Nie zauważył nawet, gdy widowisko się skończyło i praktycznie wszyscy niknęli w drodze do bramy, zostawiając nagrobek samotny. Prawie.
Dopiero, gdy znalazł się dosłownie kilka kroków do głupiego kamienia - z których to Ken tak często się wyśmiewał - zauważył klęczącą przed nim Antoinette. Małą, głupią, blond dziewczynkę. Od której aż buchało rozemocjowaniem, histerią, płaczem. Nie zamierzał przeszkadzać jej w prywatnej dramie; chciał tylko zobaczyć na własne oczy ciężki kamień, kończący... przyjaźń? Życie? Wszystko wydawało mu się tak nierealne i niedorzeczne, że nie był w stanie się smucić czy rozpaczać. Ani jedna łza nie spłynęła z aidenowskiego policzka po uświadomieniu sobie, ze Kena już nie ma; nie spędził ani jednej bezsennej nocy, czując dławiące wyrzuty sumienia. Nic. Zupełna obojętność pomieszana z szczątkami pierwszego odruchu, gniewu. Chętnie by teraz Reventlowowi nakopał a nie rosił jego gnijące ciało potokiem łez. Co zapewne, klęcząca Demarchelier uskuteczniała. Przez chwilę zastanowił się, czy to o to chodziło Chloe w jej nieogarniętych smsach - Ken też był dla niej ważny? ach, zapomniał, że po śmierci każdy staje się kochany i popularny - jednak szybko odrzucił tę myśl, widząc, że Tośka wstaje i odwraca się do niego przodem.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Antoinette Demarchelier
Przywódca Lisów
Uczennica
avatar

Liczba postów : 164
Join date : 04/07/2012
Skąd : Paryż

PisanieTemat: Re: Nagrobki   Czw 30 Sie 2012 - 11:42

Klęczącej na mokrej ziemi Tosi w końcu zrobiło się zimno. Deszcz siąpił coraz mocniej, spłukując z twarzy dziewczyny łzy. Nadeszła pora powrotu do pustego, cichego domu i zaszycia się w nim na kolejne dni, z przerwą na odwiedzanie cmentarza. Francuzka nie wyobrażała sobie powrotu do szkoły, a rozpoczęcie roku zbliżało się niestety nieubłaganie. Wiedziała, że po ostatnich wydarzeniach, związanych ze śmiercią nie tylko Kennetha, atmosfera w tym miejscu już nie będzie taka sama. Stanie się bardziej przytłaczająca i przygnębiająca. Nic więc dalej nie motywowało jej do wyjścia z czterech ścian i spotykania się z ludźmi.
Zdecydowana do opuszczenia cmentarza wstała z ziemi w milczeniu i przeżegnawszy się ostatni raz odwróciła się w stronę ścieżki, prowadzącej do bramy, za którą miała czekać na nią taksówka. Ledwie zdążyła zrobić maleńki krok, gdy nagle wyrósł przed nią Aiden Collier we własnej osobie. Otarła twarz z łez i kropel deszczu, by upewnić się, że wzrok jej nie myli. Nie mylił. Czego on tu szuka? Demarchelier bez chwili zawahania miała ochotę rzucić się na niego z pięściami, jednak resztki zdrowego rozsądku powstrzymały ją przed jakąkolwiek gwałtowną reakcją. Na razie. Spojrzała na niego wzrokiem, który z powodzeniem mógłby zostać zaliczony do grupy tych, które zabijają; jego szczęście, że jednak tego nie robiły. Nie mogła uwierzyć, że ten impertynent ośmielił się pojawić w tym miejscu. Kierowana nienawiścią do jego bucowatej osoby wysyczała więc przez zęby, na chwilę zapominając o tym, że dama taka jak ona nie powinna używać niecenzuralnych słów (prościej mówiąc miała to w dupie w tym momencie): – Collier, Ty zimny skurwysynie, jak po tym wszystkim, co zrobiłeś, masz czelność tu przychodzić? Wynoś się stąd! – w trakcie awantury z Alanem Demarchelier nie zamierzała używać siły do rozwiązywania konfliktów; nie chciała uderzyć go w twarz, mimo tego, że sam się o to prosił. W przypadku Aidena w normalnych warunkach Tośka nie cofnęłaby się przed niczym, ale z racji tego, że znajdowali się akurat w takim miejscu, powstrzymała się przed odepchnięciem go, uderzeniem pięścią (! 8 D), czy sprzedaniem liścia. Jaki ten człowiek musiał mieć tupet, że po tym, jak dał Kennethowi broń, pomimo tego, że domyślał się, co zamierza zrobić, pojawił się na cmentarzu. Teraz przypomniało mu się o przyjacielu? Trochę za późno.

_________________


tutaj powinien znajdować się jakiś chwytający za serce cytat,
ewentualnie linki do karty/relacji/telefonu,
ale ich nie ma, bo jestem leniwa I love you
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Nagrobki   Czw 30 Sie 2012 - 12:02

Niezrozumiała, przypadkowa drama. Dziewczę w rozsypce. Wulgarne słowa, niechęć (nienawiść? pejoratywnie bardzo) błyskająca w oczach. Niewiarygodna chęć na papierosa.
Przyzwyczaił się już do takiego obrotu sprawy, do bycia tym jedynym materiałem do obwiniania, wylewania wszystkich żali i agresji; czymś w rodzaju kozła ofiarnego, na którego zrzuca się wszystkie nieprzyjemności świata.
Nigdy się tym nie przejmował, nie miał zamiaru i teraz się rozpłakać, patrząc na twarz Demarchelier. W zupełnej rozsypce, pomimo tych cierpkich i nieprzyjemnych słów, które prawie wycharczała. Taki głos mają osoby po kilku dniach histerii, płaczu, niejedzenia i totalnej rozpaczy. Przez chwilę nawet jej współczuł - dosłownie jedna sekunda ludzkiego spojrzenia i empatycznego odruchu - jednak nie straty, nie samotności, a tego, że była tak niewiedząca.
Bo był pewien, że wydawało się jej, że to wszystko jest takie dramatyczne, romantyczne, ckliwe; że gra w jakimś chorym melodramacie. A Lisice lubiły główne role. Może dlatego Kenneth jej takową zapewnił? To było bardzo w jego stylu; szarpanie się z wyrzutami sumienia, nagnanie prawdy dla dobra innych osób, zupełne odwracanie znaczeń.
Zupełnie do siebie nie pasowali z Antoinette. Kojarzyła mu się tylko z blichtrem, ładnymi sukienkami i irytującym charakterem; zero dóbr psychicznych, tylko te materialne. Ciekawe, czy nie szkoda jej było tak drogich butów na cmentarne błoto.
Nie zamierzał tego jednak komentować, postanawiając (jak zawsze) być tym mądrzejszym. Co w towarzystwie Lisicy nie byłoby dla nikogo trudne.
- Po tym wszystkim co zrobiłem? Co przez to rozumiesz? - powtórzył obojętnym tonem, sięgając do kieszeni i zapalając papierosa. Dalej wpatrując się w nagrobek za plecami dziewczyny a nie w jej wykrzywioną złością twarz. - Albo nie, nieważne - dodał szybko, zaciągając się dymem. - Idź do domu, popłacz, pohisteryzuj, zadzwoń po przyjaciółki, whatever. Mam takie samo prawo tu być jak ty - zakończył treściwie, acz tonem nieprzytomnym, jakby zupełnie nie zauważał chuderlawej Antoinette, jakby była jakimś irytującym owadem, przeszkadzającym mu w skupieniu.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Antoinette Demarchelier
Przywódca Lisów
Uczennica
avatar

Liczba postów : 164
Join date : 04/07/2012
Skąd : Paryż

PisanieTemat: Re: Nagrobki   Czw 30 Sie 2012 - 13:06

Wystarczyło jedno spojrzenie Colliera, parę wypowiedzianych przez niego słów, żeby resztki zdrowego rozsądku, który Tośce pozostał, odpłynęły w siną dal, pozostawiając po sobie jedynie zupełnie nieogarnięte pokłady furii, w której zanurzała się powoli od samego początku, teraz w pełni gotowa na ostateczne utonięcie w niej. Zawsze wiedziała, że jest tylko aroganckim i bezczelnym arystokratą z samouwielbieniem, który wzrokiem nie sięga dalej, niż do czubka własnego nosa, ale za każdym razem nie potrafiła być spokojna w jego towarzystwie, nawet teraz, jak się okazuje. Co przez to rozumiem? Jak zwykle musisz udawać półgłówka? – na razie jeszcze nie krzyczała, nie podnosiła głosu, dalej sycząc jadowicie przez zaciśnięte zęby i akcentując wyraźnie każde słowo – – Tak sądzisz? Obawiam się, że bardzo się mylisz. Nie masz prawa przebywać ani tutaj, ani gdziekolwiek indziej. Takim, jak Ty, zwyczajnie powinno odbierać się wszystkie prawa, włączając w to również to do życia – negatywne emocje, ogarniające tośkowy umysł, sprawiały, że z każdą chwilą ton jej głosu podnosił się, ostatecznie zakrawając o krzyk – To Ty powinieneś być na jego miejscu i już dawno gnić pięć metrów pod ziemią. Jesteś nikim, rozumiesz? Poza pieprzeniem wszystkiego, co się rusza, nie nadajesz się do niczego innego – Demarchelier przypomniała sobie wyraz twarzy i słowa policjanta, oznajmiającego jej, że wbrew słowom zawartym w liście, Kenneth wcale nie popełnił samobójstwa, tego feralnego dnia na moście. Rozważał to, o czym świadczy znaleziony przy nim rewolwer jego przyjaciela, ale finalnie go nie użył. Nie zdążył. Ale przecież z jakiej okazji Collier miałby się przejąć zamiarami Reventlowa? Nic dla siebie nie znaczyli, więc czemu miałby go nie wesprzeć i nie dać tej broni? W końcu sumienia nie posiadał, innych ludzi miał w głębokim poważaniu, toteż czemu się dziwić, że tak właśnie postąpił. - Tak więc czego tutaj szukasz? Chciałeś zrobić dobre wrażenie, udowodnić wszystkim, jaki był z Ciebie wspaniały przyjaciel? Żeby inni mieli tylko pojęcie, że też odpowiadasz za to, co się stało, nie pomyślałbyś nawet o tym, żeby pojawiać się na pogrzebie. Ale skoro jesteś czysty, to niech patrzą, jaki zaszczyt spotkał Kennetha, że zasłużył sobie na przyjaźń tak wielkodusznej i cudownej persony - pierwszy raz na wspomnienie o Kenn'ym Tośka nie rozpłakała się jak bóbr, bowiem złość, jaką żywiła do Colliera, wyparła na parę chwil cały smutek i cierpienie.

_________________


tutaj powinien znajdować się jakiś chwytający za serce cytat,
ewentualnie linki do karty/relacji/telefonu,
ale ich nie ma, bo jestem leniwa I love you
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Nagrobki   Czw 30 Sie 2012 - 14:08

Wcale nie miał na celu doprowadzenie Antoinette do ostateczności, wręcz przeciwnie. Życzył jej szybkiego powrotu do domu i do...zdrowia psychicznego, które widocznie trafiła, plując jadem, agresją i jakąś zwierzęcą wręcz niechęcią. Jakby zmuszając go, do zwrócenia na siebie uwagi, do odpowiedzenia jej, do starcia. Na którego nie miał najmniejszej ochoty, czując się tak, jakby Demarchelier na siłę wciągała go w swoją dramę. Przeznaczając dla niego rolę tego złego, przestępcy i mordercy, którego wyczekuje się na każdym pogrzebie. Kto wie, może zaraz zza drzewa wyskoczy całe londyńskie CSI i za chwile on sam wyląduje twarzą w błocie, z rękami skutymi na plecach i kajdankami wżynającymi się w skórę.
Ach, jak on lubił perwersję. Prawie tak samo jak rozszalałe Lisice, sprawiające wrażenie, jakby miały mu rozszarpać gardło.
Bo przecież - z tego co rozumiał; ciężko mu było ogarnąć ten drżący, dramatyczny ton Tośki - życzyła mu jak najgorzej, traktowała go jak jakiegoś śmiecia albo kogoś winnego śmierci Kennetha. Winnego. Zaśmiałby się, gdyby nie przeszkadzał mu w tym papieros tkwiący pomiędzy wąskimi ustami. Patrzył więc tylko na Demarchelier, pilnie słuchając jej groźnych słów. Które dwa lata temu wpędziłyby go w depresję i kto wie, może faktycznie obecnie gniłby gdzieś pod ziemią. Ale nie teraz, nie w tych aroganckich czasach. I logicznych, bo sumienie miał całkowicie czyste. Wiedział, że Reventlow nie popełni(łby) nigdy samobójstwa; był na to zbyt racjonalny i zbyt przywiązany do życia. Nawet tak groteskowego, zsyłającego mu kilkutonową ciężarówkę jako prywatnego anioła śmierci. Wybawiającego go ze szponów tak rozemocjonowanych Lisic. Biedny Ken.
- Masz coś jeszcze do dodania? - spytał, gdy Antoinette nabrała tchu, by zapewne zacząć kolejne wyzwiska i pełne jadu oraz nienawiści słowotoki. Zaciągnął się ostatni raz papierosem i wyrzucił niedopałek gdzieś na ziemię, bezczeszcząc pewnie jakichś angielskich przodków. Trudno. - Naprawdę doceniam chęć potowarzyszenia mi przy grobie Twojego niewiernego kochanka, ale jesteś odrobinę zbyt napastliwa - dodał pseudosympatycznym tonem, wymijając dziewczynę, by podejść bliżej nagrobka. Ładnego, skromnego, całkowicie nieoddającego charakter Kena; nieodgadnionego, niejednoznacznego, m a r t w e g o.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Antoinette Demarchelier
Przywódca Lisów
Uczennica
avatar

Liczba postów : 164
Join date : 04/07/2012
Skąd : Paryż

PisanieTemat: Re: Nagrobki   Nie 2 Wrz 2012 - 21:17

Owszem, traktowała go jak śmiecia, bo był śmieciem. Zresztą nie tylko w jej przekonaniu, ale i wielu innych osób; etykiety męskiej dziwki, skurwiela z przerośniętym ego, bufona, nazywaj-jak-chcesz, na stałe już przylgnęły do jego osoby, nie bez przyczyny. W końcu zapracował sobie na taką opinię jakże ciężką pracą, więc nie powinno być to powodem do zdziwienia. W tym momencie, czegokolwiek by nie powiedział, Antoinette dalej naiwnie wierzyła, że Aiden wiedział o wszystkim, że mógł coś zrobić, porozmawiać z Kennethem, a może do tragedii by nie doszło. Na nic zdały się jego rozbawiony wyraz twarzy, kpiące słowa, czy próby zlekceważenia Demarchelier, bo ona nie zamierzała zaprzestać obrzucania go błotem i obarczania winą. – Myślę, że parę rzeczy jeszcze się znajdzie – Collier mógł mieć Tośkę na niepoczytalną wariatkę, furiatkę, desperatkę, albo po prostu głupią dziewuchę, ale jego zdanie obchodziło ją tak bardzo, jak zeszłoroczny śnieg. Miała ochotę krzyczeć, miała ochotę płakać, przeklinać, więc robiła to bez żadnych zahamowań, bez względu na to, co mówił jej fantastyczny rozmówca. Podobnie, jak on, przejęłaby się tym może trzy, cztery lata temu, kiedy Aiden wydawał jej się ucieleśnieniem męskiego ideału, był obiektem jej westchnień, na nim skupiały się wszystkie jej myśli; teraz jednak sytuacja była kompletnie inna.
Kiedy chłopak zechciał podejść bliżej nagrobka, mijając Tośkę, ta zacisnęła mocniej pięści, na wspomnienie o niewiernym kochanku. Łzy znów napłynęły do jej oczu, będąc następstwem kotłującej się w dziewczynie złości i żalu. Collier zawsze dobrze wiedział, jak jej dogryźć, żeby chociaż na chwilę zamknęła swoją jadaczkę. Nigdy w ich kulturalnych pogawędkach nie uciekał się do wysublimowanych ironii, bezczelnych obelg, wystarczyło jedynie parę prostych słów, trafiających wprost do tośkowego serca (ewentualnie uderzających w jej dumę) i dotkliwie je krzywdzących. Odwróciwszy się gwałtownie wyciągnęła ręce przed siebie i popchnęła Aidena, jednak nie na tyle mocno, by chociaż stracił równowagę. Pomijając fakt, że wyglądała przy nim jak chucherko, to po tych kilku dniach niejedzenia i ciągłego leżenia, zwyczajnie nie miała siły na taki wyczyn. Nabrała powietrza w płuca, by rozpocząć kolejny nudny monolog, oskarżając Colliera o bycie Puszką Pandory, ostatecznie jednak przez zaciśnięte żeby (again) rzuciła krótko, w pięknie brzmiącym języku ojczystym – Tu es un fils de pute – po czym sprezentowała pseudosympatycznemu koledze porządne uderzenie w policzek. W końcu! Ale cóż to dla niego za nowość, przecież takich nagród za swoje wyczyny zarobił już setki, więc niewątpliwie nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Za to Antoinette poczuła maleńką ulgę. Najchętniej uciekłaby teraz z cmentarza, rezygnując tym samym z przebywania w zacnym towarzystwie Aidena, ale zdecydowanie wolała, by on pierwszy opuścił to miejsce, najlepiej w trybie natychmiastowym.


edit: Odprowadziwszy wzrokiem Aidena, Tośka rzuciła ostatnie spojrzenie na nagrobek, po czym miotana sprzecznymi emocjami również skierowała się do bramy, za którą, jak miała nadzieję, czekała na nią taksówka.

zt

_________________


tutaj powinien znajdować się jakiś chwytający za serce cytat,
ewentualnie linki do karty/relacji/telefonu,
ale ich nie ma, bo jestem leniwa I love you


Ostatnio zmieniony przez Antoinette Demarchelier dnia Czw 6 Wrz 2012 - 10:58, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Nagrobki   Pon 3 Wrz 2012 - 12:21

To było groteskowe, karykaturalne, niepasujące. Antoinette irytowała go coraz bardziej. Niska, rozczochrana, z czerwonymi oczami i podpuchniętą od płaczu twarzą; z tymi spierzchniętymi ustami w podkówkę, z obłędem w tęczówkach, z zaciśniętymi piąstkami, z całą tą furią, widocznie nie mieszczącą się w tak małym ciałku. Aiden miał zawsze świętą cierpliwość, jednak nawet ona miała jakieś granice, a Demarchelier zbliżała się do niej w zastraszającym tempie. Atakując go.
Owszem, popchnięcia nawet nie odczuł ani się nie zachwiał, padając w błoto, tak jak przypuszczał, jednak zdecydowanie ogarnął, że ktoś naruszył jego przestrzeń prywatną. I to nie w sposób, do którego się przyzwyczaił i który lubił, a dość...agresywnie.
Jednak zanim zdążył spytać się dziewczyny co też jej odpierdala i czy, z czystej uprzejmości, nie może jej to odpierdalać gdzieś indziej, został spoliczkowany. Piekący ból plus zaskoczenie. Bo naprawdę spodziewał się dram, gdy tylko ujrzał Antoinette na klęczkach przed grobem, ale.. naprawdę, według siebie samego nie zrobił nic, co mogłoby sprowokować dziewczynę do takiego czynu. Widocznie była psychicznie chora. Bo nawet zaczęła mówić jakimiś dzikimi językami.
Spojrzał na nią zdziwiony, odruchowo przykładając dłoń do bolącego miejsca. Siniaka mu nie zrobiła, nosa też nie tknęła, ale dyskomfort pozostał. I to nie tylko fizyczny ale i ten psychiczny. Jakaś forma...zdegustowania jej zachowaniem? Jak Ken mógł z nią wytrzymać?
Zmarszczył brwi i rzucił jej ostatnie, nie rozumiejące spojrzenie, po czym - wykazują się wielką mądrością - ruszył w stronę cmentarnej bramy, postanawiając, że w szczeniackich rozrywkach nie będzie brał udziału. Chyba.

zt <3

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Nagrobki   

Powrót do góry Go down
 
Nagrobki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Centrum
 :: Highgate Cemetery
-
Skocz do: