IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 McDonald's

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 277
Join date : 26/12/2011

PisanieTemat: McDonald's   Czw 19 Sty 2012 - 15:25



Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Sro 11 Lip 2012 - 22:09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
W. Wingfield-Demarchelier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/04/2012
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: McDonald's   Sro 11 Lip 2012 - 15:21

McDonald's? Are you serious?
Nie to, żeby nigdy w tym miejscu nie była. Zdarzało jej się przybywać tutaj z niektórymi znajomymi, którzy mieli ochotę na coś niezdrowego, chociaż ona wolała nie tykać serwowanego tu jedzenia. Ociekające tłuszczem, słone, totalnie niezdrowe, nie wiadomo z czego zrobione, miksacja smaków i zapachów. Niedobrze mi.
Nie to jednak było odrzutem, gdy tylko o wszystkim pomyślała. Jak Alan - bo była pewna, że to on, chociaż trudno było uwierzyć, że tak nagle zmienił zdanie; być może jeszcze nie powinna nastawiać się pozytywnie - mógł zaaranżować to spotkanie tutaj, gdzie nie było mowy o intymności? Rozwrzeszczane pociechy, bawiące się zabawkami z Happy Meal, z których tak zadowoleni byli rodzice wsuwający kolejną porcję frytek, na pewno nie sprzyjały skupieniu się na problemie, a raczej wprawiały ją w irytację. Nie wiedziała, jak zdoła mówić spokojnie i racjonalnie. Nie chciała jednak negocjować w jakikolwiek sposób miejsca spotkania, aby przez przypadek nie pociągnąć za jakiś sznurek mocno, przez co wszystko zdąży się rozsypać, zanim się spostrzeże. Aiden miał rację. Powinna być nieco milsza, jeśli nie chciała trafić do najokropniejszego miejsca, gdzie robiliby jej najokropniejsze rzeczy.
Nadal uparcie obstawiała przy swoim, chociaż presja otoczenia sprawiała, że była zagubiona. Wydawało jej się, że z oczu każdego z przechodnia wyziera niemy, silny rozkaz: IDŹ NA CHEMIOTERAPIĘ. Uciekała od ludzi. Uciekała od odpowiedzialności i problemów, chcąc rozwiązać wszystko jak najbardziej bezboleśnie, a w tym swoim postanowieniu nie miała wsparcia. Fakt faktem, było to głupie przedsięwzięcie, ale cóż poradzić na jej chory, czepiający się brzytwy umysł.
Dotarła tutaj z niejakim ociąganiem, pragnąc nie być pierwsza, zwłaszcza że w sms-ie Alan rozkazał jej czekać. Nie lubiła robić tego, co proponowali jej inni. Wielkie było jednak jej rozczarowanie, że nie zastała chłopaka. Dzierżąc w dłoni diagnozę, która składała się na całą historię jej choroby (nie uwzględniając wszystkich jej uczuć, emocji i relacji z ludźmi), usiadła w najodleglejszym kącie, przy lepiącym się stoliku przy oknie. Wzrok miała smutny, choć ubranie dopasowane i śliczne.
Powrót do góry Go down
Alan Żółtkiewicz
Uczeń
avatar

Age : 23
Liczba postów : 165
Join date : 07/06/2012
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: McDonald's   Sro 11 Lip 2012 - 15:53

Specjalnie wybrał to miejsce sprawdzając tym samym jej desperację jaka to ją ogarniała, wiedział o niej doskonale, a raczej czuł dlatego postanowił ją trochę podenerwować i zaprosić ją do takiego miejsca, a nie innego. Nie spieszył się z przyjściem tu, a niech sobie poczeka, dokładnie tak tu znów była próba na jaką narażał cierpliwość Wendy, ale i tak podświadomie wręcz czuł, że i tak poczeka nawet jeśli miałaby czekać tak tu z godzinę w dość nieprzyjemnym miejscu jak dla niej. Ale teraz nie było czasu na widzi mi się. Nie mogła teraz przy nim gwiazdorzyć, bo to i tak jak zdążyła zauważyć po przednim spotkaniu na nic się nie zda, a tylko pogorszy jej sytuację w jego oczach. Zresztą na ucieczka też nie była zbyt dobrym plusem w jego oczach. To wszystko było bardziej wielkim minusem niż plusem. Skoro ucieka to jej nie zależy. Nie obchodziło to, że chciała ukryć przed nim płacz! Bo co to Alan nie mógł widzieć jej łez? Bo co jest na nie zbyt dumna? Nie, nie, nie i jeszcze raz nie.. musiał wiedzieć, że nie jest tą zimną suką jaką są zazwyczaj dzieciaki bogaczy. Dokładnie tak jej urodzenie i zachowanie było wielkim minusem, które tylko potęgowało w nim to, że powinien jej odmówić. Ale jednak postanowił, że spróbuje coś z tym zrobić, a raczej z jej chorobą, ale nie jest to też całkowicie postanowione. Zobaczy jakie zachowania w niej zobaczy dziś, podczas tego spotkania. Widział ją kątem oka gdzieś przy oknie, siedzącą, ale nie podszedł do niej jeszcze jak na razie podszedł sobie do kas i kupił sobie przepyszne frytki. Zachowywał się normalnie jakby to na prawdę była dla niego obcą osobą, co w sumie było prawdą. Ale jego zachowanie na razie było takie, że nawet nie wiedział kim jest. Po tym jakże drogim zakupie już zaprzestał męczenie jej tym czekaniem na jego osobę. Podszedł do jej stolika i od niechcenia jakby nigdy nic usiadł na przeciwko niej zajadając się frytkami. Usiadł tam bez przywitania, bez niczego tak jakby na prawdę nie wiedział o jej chorobie, tak jakby była zdrowiutka jak rybka, a on po prostu był jej kumplem, a przecież tak nie było. Obserwował ją bardzo uważnie cały czas raz po raz jedząc swoje frytki.
-Frytkę? - zapytał nagle nadal pożerają ją wzrokiem, wręcz nie odrywał od jej twarzy wzroku. A tym samym gdy to zaproponował podsunął paczkę frytek w jej stronę. Wiedział, a raczej czuł, że nie będzie chciała zjeść od niego jakiegokolwiek jedzenia z tego miejsca, ale grzecznym trzeba było być i musiał jej to zaoferować, żeby później nie było, że nie dość, że biedak to jeszcze gbur.
Powrót do góry Go down
W. Wingfield-Demarchelier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/04/2012
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: McDonald's   Sro 11 Lip 2012 - 17:21

Jej cierpliwość została wystawiona na ogromną próbę, ale musiała zrobić wszystko, żeby osiągnąć swój cel. Nawet przechodząc samą siebie, co w tym momencie było bardzo, bardzo trudne. Rzuciłaby krzesłem o szybę, wykonując w tym sielankowym wnętrzu totalną, wendsowo-rozpaczliwą rozjebkę, krzyknęłaby głośno do tych wszystkich roześmianych twarzy dlaczego ona, porozrzucałaby wszystko frytki i kotlety do hamburgerów, a na koniec stanęłaby na ladzie, obwieszczając, że ma to wszystko głęboko gdzieś.
Ale nie miała. Dlatego siedziała spokojnie, wciąż na swoim miejscu, odliczając minuty i walcząc z samą sobą, kiedy wszystko toczyło się swoim idealnym torem. Czyżby?
Nawet nie zauważyła wejścia chłopaka, zapatrzona w okno, wyniosła, jakby była ponad tym wszystkim, chociaż tak naprawdę tkwiła głęboko w środku, stłamszona, przestraszona, ale nie poddająca się. Wcale nie będąca w centrum wszechświata.
Spojrzała na niego z niezmienionym wyrazem twarzy i skonstatowała z obrzydzeniem, skrzętnie skrywanym, że jadł frytki. I się jej przyglądał, jakby z wyzwaniem w oczach, jakby wyśmiewając ją bezgłośnie.
Nie, stop. Nie powinna już analizować każdego spojrzenia, każdego uśmiechu ani najmniejszego grymasu, bo w końcu ucieknie. A tego zrobić nie mogła, już nie. Nawet jeśli jej gruczoły łzowe postanowią wydzielić łzy. Zabawne, wtedy widownia byłby tylko i wyłącznie Alan, teraz już ludzi było więcej, włącznie z nijakim chłopakiem stojącym za kasą.
A kiedy zaproponował jej frytkę, myślała, że nie może być nikogo bardziej znęcającego się nad biedną Wendy. Już nie.
- Nie, dziękuję - odpowiedziała uprzejmie, zdobywając się nawet na lekki i tchnący spokojem uśmiech, akcentując wszystko lekkim pokręceniem głowy. Nie chciała wyjść na niemiłą, wszystko było zbyt kruche, żeby można było sobie pogrywać. - Nie preferuję jedzenia z tego typu lokali - dodała, sama nie wiedząc dlaczego. Jakby chciała się usprawiedliwić, że wcale nie robiła tego z niechęci do niego. To akurat było prawdą - miała odruch wymiotny na sam zapach hamburgera.
Jednak wcale nie spotkali się tutaj, żeby prowadzić bezsensowne pogawędki. Tak, i Wendy idealnie zdawała sobie z tego sprawę, a nie chciała wszystkiego przedłużać. I tak zachowanie Alana było co najmniej dziwne, chcąc więc zniwelować to przykre odczucie, wyjęła plik kartek (dwie? trzy?) i położyła je delikatnie na stole, jak najbliżej krawędzi i okna, żeby wzrok innych nie sięgnął ich treści.
- Przyniosłam to, o co prosiłeś - stwierdziła, chociaż był to fakt oczywisty, ale chciała zachować jakieś pozory normalności w tym ich spotkaniu. Omawianie jej choroby w McDonald'sie, po prostu idealnie; jeśli w końcu cała farsa dobiegnie końca, napisze o tym książkę. - Nie jest tego dużo, ale sporo się można dowiedzieć - dodała nieco ciszej, przypominając sobie wszystko, co jest tam napisane. Znała to niemalże na pamięć.
Powrót do góry Go down
Alan Żółtkiewicz
Uczeń
avatar

Age : 23
Liczba postów : 165
Join date : 07/06/2012
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: McDonald's   Sro 11 Lip 2012 - 18:10

Gdyby w taki sposób wybuchła by dziś musiałaby się liczyć z tym, że trzeci raz Alan nie próbowałby nawet z nią porozmawiać. Po prostu nie potrafisz opanować swoich emocji i tego, że sądzisz, że jesteś pępkiem świata tak też nie zasługujesz na jego uwagę, proste prawda? I lepiej dla dobra Wendy by było to aby zrozumiała to jak najszybciej się dało. Tak to na pewno mu i jej w sumie też pomoże. Zresztą niech ona sobie nie myśli, że teraz rzuci on wszystko i pobiegnie j je pomagać, bo tak nie było i być nie powinno. Ten spokój, który ich oboje ogarniał był niewiarygodny i zadziwiłby niejednego gdyby wiedział po co oni tu się spotkali, choć w sumie niby po co się spotkali? Przecież Alan nie da jej teraz nic do zrozumienia, że jej pomoże. Bo on sam nie wiedział co o tym sądzi. I do tego te smsy Aidena, nie przypuszczał, że mu na komukolwiek zależy! To było dla niego nie wiarygodne, ale nie wiedział czy to na tyle wystarczy by mógł pomóc samej Wendy. Był to spory plus tego, że był to Aiden który według niego nie liczyło się nic tylko jego zasrany tyłek, a tu proszę jednak się troszeczkę pomylił, choć raz. Mimo wszystko lubił się mylić, że jednak te bogate dzieciaki miały coś we łbach.
-Nie to nie. - wzruszył ramionami ot tak z znudzenia gdy ta odmówiła jego propozycji co do frytek i tym samym wrócił on sam do spożywania ich odwracając teraz całkowicie pojemnik z frytkami w swoją stronę, bo cóż nie zamierzał ich jej wpychać na siłę i tak już był wielki krok pewnie dla niej, że w ogóle tu się znalazła! Oj tak to było coś pewnie widzieć samą Wendy w takim miejscu i to z kim! Z Alanem, polakiem, biedakiem, który nie obchodził nikogo. Gdy położyła przy oknie te kartki z jej chorobą zwrócił na nie swoje oczy bez zbędnych słów i wytarł palce o serwetkę, bo co jak co ale te frytki jadł dłońmi, bo jakby inaczej można frytki jeść? A jednak miał trochę kultury w sobie i wcześniej wytarł ręce, by tuż chwilę później złapać te kartki i zaczął z zainteresowań czytać po kolei każde zdanie lustrując je uważnie wzrokiem, analizując każde słowo tam zapisane i znów miał wrażenie, że pojawiały mu się w głowie setki tysiące literek, słów, liczb, co wszystko na zawsze rejestrowało się w jego głowie i łączyło się w jedną całość. Mimo wszystko nie lubił czytać o chorobach, bo co się z tym wiąże to dziwny stan jego umysłu tak jakby wiedział, że gdy przyjmuje tyle wiadomości o chorobie to i musi się przygotować na użycie swojego talentu, a wtedy nie czuł się zbyt dobrze z swoim organizmem.
-Wingfield... 18 lat... - czytał na głos niektóre wyrażenia tak jakby to w czymś miało mu pomóc, ale w sumie pomagało, lepiej wtedy przyswajał te wiadomości albo i nie inaczej lepiej jego mózg wtedy się czuł, nie bolał go tak szybko gdyby miał czytać to tylko w myślach.
- I co najważniejsze... - i w tym momencie przerzucił kartkę na drugą stronę gdzie to według wszystkich danych z badań miała się pojawić diagnoza tak bardzo ważna dla niego i dla niej i którą postanowił zapamiętać co do każdego słowa, dokładnie.
- Nowotwór prawej piersi. - ku jej na pewno uciesze wypowiedział to calutkie zdanie na głos. Nie robił tego jakoś wybitnie głośno, więc nie ma się o co Wendy martwić nikt tego nie dosłyszał, a nawet jeśli to co obchodzi tych ludzi co jej dolega? Nie jest to żadna choroba zakaźna, nic wielkiego im się nie stanie wiedząc o jej chorobie. Ale jednak to była tylko Wendy, która pewnie już w swojej główce aż cała huczy z tego powodu, że wypowiada to za głośno. I w tym momencie też i zlustrował ją dogłębnie tak jakby dopiero teraz zobaczył ją w tym miejscu, przed sobą. Oczywiście patrzył na nią w ten sam sposób co wtedy, kompletnie to spojrzenie się nie zmieniło po tym jak dowiedział się dosłownie wszystko o jej chorobie. Przecież nadal była tą samą dziewczyną, nieco zapatrzoną w siebie, ale jednak tą samą. W tym momencie też zauważył pewną dziewczynkę biegnącą wprost w ich stronę, radosną, pełną życia dziewczynkę i aż sam Alan odwzajemnił jej radosny uśmiech odkładając kartki na stolik, tuż przed nim. Niestety jednak owej dziewczynce przeszkodził ktoś z dorosłych w tym biegu i już została złapana i doprowadzona do właściwego stolika.
-Ach.. te dzieci.. są takie urocze, czyż nie? - powiedział ni z pietruszki, ni z niczego. Zmieniając temat kompletnie. Tak go rozczuliła ta mała dziewczynka, że musiał to zauważyć, po prostu musiał. Zresztą w ten sposób też pokazał jej po raz kolejny dość nieświadomie ale jednak, że nie była pępkiem świata i istniały też inne elementy tego świata.
Powrót do góry Go down
W. Wingfield-Demarchelier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/04/2012
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: McDonald's   Sro 11 Lip 2012 - 22:07

Czekanie było najgorsze. Niemal słyszała tykanie zegara w swojej głowie, gdy chłopak robił wszystko z takim ociąganiem. Jakby mieli wieczność.
Wendy miała ochotę krzyczeć, żeby się, kretyn, pospieszył, ale znów zdała sobie sprawę, że byłoby to niemile i bardzo niedelikatne. Och, jakże ona musiała się powstrzymywać, kontrolować, pracować nad sobą, żeby wszystko poszło po jej myśli. A i tak jeszcze nic nie było wiadomo. Znajomość - jeśli tak można to było nazwać - z Alanem była chyba dla niej przełomowa i wymagająca wiele wysiłku psychicznego. Gdyby tylko nie wiązało ją tu coś, co być może uratuje jej życie, już dawno by zwiała.
Wends uciekinierka.
Przywiązana była okowami strachu, mogąc jedynie obserwować poczynania Alana, który - NA SZCZĘŚCIE, bo miałby u niej przegrane - wytarł tłuste od frytek ręce, zanim złapał jej kartkę, cenny dokument, który jednocześnie chciała spalić, ale także schować, ukryć i zaglądać codziennie, czy jeszcze tam był. Słuchała, jak wolno wypowiadał strzępki informacji, dorabiając w myślach dalsze słowa, jednocześnie bojąc się, że dojdzie do najważniejszego i wypowie to NA GŁOS. Wierzyła, że nie krzyknie na całą salę, ściągając na nich uwagę objadającego się tłumu, w końcu był jelonkiem, który chyba - jak podejrzewała, ale w życiu i w biznesie niczego nie można być pewnym; tego nauczyła się od babki - nie mógłby zrobić jej na złość.
Ale gdy w końcu wypowiedział te słowa brutalnie, wyraźnie, nowotwór piersi, miała wrażenie, jakby ktoś bez ostrzeżenia wrzucił ją do lodowatej wody, kiedy jej ciało było maksymalnie rozgrzane. W każdym razie nic przyjemnego.
Nie mogła powstrzymać całej gamy uczuć, jaka odmalowała się na jej twarzy. Od lekkiego szoku, poprzez grymas bólu, skończywszy na minie rozpaczliwie smutnej. I akurat w tej chwili Alan musiał się jej przyglądać. Już nie miała pojęcia, o co mu mogło chodzić. Patrzył się na nią, jakby chciał wyczytać coś o niej lub o jej chorobie tylko poprzez samo wpatrywanie się. Jakby miał prześwietlający wzrok, mogący ujrzeć osobowość i uczucia innych. A to było niemożliwe, przynajmniej o tyle dobrze.
Nawet nie wiedziała, czy ma zamiar coś powiedzieć, chociaż nabrała powietrza w płuca i już powoli zaczynała otwierać buzię, kiedy wzrok chłopaka powędrował na coś, co znajdowało się dalej. Na dziecko, roześmianą dziewczynkę. I wtedy Wendy wyobraziła sobie siebie, w domu, z mamą, bezpieczną i nieświadomą przyszłości. Mającą przed sobą dużo smutków, ale i także chwile szczęścia.
Słowami Alana została wyrwana z rozmyślań, zamrugała więc kilkakrotnie oczami, odprowadzając spojrzeniem rodzica z dzieckiem. To wszystko spotęgowało jej smutek.
- Chciałabym wrócić do czasu, kiedy miałam tyle lat - stwierdziła z westchnieniem i zauważalnym smutkiem, opierając brodę na dłoni i wpatrując się w stolik.
Nadal była w takim stopniu egocentryczna, że aż głupia, nie zauważając aluzji Alana, nie chcąc ich nawet roztrząsać, widząc tylko jedno skojarzenie, jedną symbolikę.
Obawiam się, że uświadomienie jej musi przebiec bardziej dosadnie.
Powrót do góry Go down
Alan Żółtkiewicz
Uczeń
avatar

Age : 23
Liczba postów : 165
Join date : 07/06/2012
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: McDonald's   Czw 12 Lip 2012 - 9:44

Według teorii Alanowej człowiek uczy się siebie każdego dnia. Też i on sam się siebie uczył. Codziennie robił coś co w życiu nie przyszło by nu na myśl. Też i codziennie trzeba nad sobą pracować by być bardziej idealnym niż poprzedniego dnia. Choć nikt i nigdy nie będzie idealnym, ale zawsze trzeba było do tego dążyć. Zawsze to jakiś sensowny cel w życiu, a nie tylko nauka, nauka. Czuł podświadomie jakoś, że jeszcze nikt jej nie wypowiedział tego na głoś, oprócz lekarza oczywiście, nawet ona sama nie wypowiedziała sobie na głos jaka to choroba na nią trafiła. A jednak mimo wszystko sądził, że tak trzeba po prostu trzeba sobie na głos to wszystko powiedzieć. Zresztą on sam miał też swój osobisty powód dlaczego to akurat na głos musiał przeczytać, by bardziej się w jej osobowość wczuć i tylko tyle. Cóż za dziwne filozofie wyznawał ten nasz Alanek, ale trudno każdy ma swoje dziwne zachcianki i tego trzeba było się trzymać. Zachowywał się najbardziej normalnie jak tylko potrafił się zachowywać. Tak jakby na prawdę nie było to nic znaczącego dla niego albo i dla niej też. Po prostu przeglądał jakieś tam kartki i tylko tyle. Tym samym gdy ona już zdążyła się rozczulić także nad tą małą dziewczynką zwinął sobie kolejną frytkę, którą pochłonął. Ale tym razem wracając dłonią znów do kartek już jej nie wycierał, bo przecież to tylko jedna była, nie zdążył się ubrudzić, o. No i też nie pobrudził, żeby nie było. Nie wiedział, co by mógł teraz powiedzieć..? Ale mimo wszystko musiał coś powiedzieć, nie mógł tego tak zostawić ot tak i wyjść z tego pomieszczenia, tak jak to ona zrobiła wcześniej, przy pierwszym spotkaniu.
-Posłuchaj... - spróbował jakoś zacząć kolejną rozmowę znów wracając do jej twarzy z tym swoim przenikliwym wzrokiem, tak jakby dosłownie przenikał ją całą, tak jakby to wzrok był jego najlepszym atutem, a nie dotyk, przez który zatrzymywał chorobę. Oczywiście zaprzestał temat o tej małej dziewczynce tak szybko tak samo jak i z dziwną szybkością go zaczął tak i go zakończył, to nie było mimo wszystko istotne. Tak czasem i Alan miał zaczynał jakiś durny temat, a później go nie kończył i tylko tyle.
-..z tego wszystkiego wynika, że masz czas... bym mógł.. - po raz kolejny zaczął zdanie, nie kończąc go właściwie. Sam nie wiedział do czego teraz dążył z tymi zdaniami, ale prawdą było, że kartki znów leżały samotnie na stoliku, ot tak jakby tylko czekały aż je wiatr zwinie, ale już ona się o to nie martwi Alan miał dość szybki refleks, więc w porę złapie kartki nie ułatwiając im polecenie do jakiś nie powołanych rąk. Mimo wszystko wiedział, ze to delikatna sprawa i na pewno nie chce o tym mówić całemu światu.
-Oprócz kiepskiego stanu psychicznego czujesz się.. dobrze? -zapytał w końcu. Jego wyrazy były tak wyważone, przemyślane i tym samym wypowiadane tak powoli, że aż tępo ślimacze tu u niego nastało. Wydawało mu się, że siedzą już tu wieczność, dosłownie wieczność. A co dopiero Wendy? Ta to pewnie już czuje, że umarła, że nie zdążył nawet przemyśleć dobrze tej całej sprawy.
Powrót do góry Go down
W. Wingfield-Demarchelier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/04/2012
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: McDonald's   Czw 12 Lip 2012 - 15:24

Dzieciństwo, beztroska, idealne życie i szczęście. Coś, co już nie wróci, ale właśnie za tym Wends tęskniła. Nie mogła wybaczyć czasowi, że płynął tak szybko. Była zła, że życie pozwoliło jej dorosnąć, nie zatrzymując jej w czasie, takie kochanej, rozpieszczanej i wesołej. Roniącej łezkę tylko wtedy, gdy upadnie, zbiegając ze wzgórza. Rozgoryczenie nieubłaganiem tkwiło w niej właśnie w tej chwili, zmuszając do łzy, która potoczyła się po jej policzku, skapując na macowy stolik.
Może powinna znaleźć osobę cofającą czas? Och, pewnie, idealnie.
Po chwili ocknęła się z dziwnej apatii, mrugając gwałtownie oczami i zdając sobie sprawę, że Alan nadal tam siedział, wpatrując się w nią uważnie. Przejechała palcem po policzku, żeby wytrzeć mokry ślad, ścieżkę jej rozpaczy, tak małą, ale odzwierciedlającą chociaż trochę jej wnętrze.
Chciała konkretów. Nie chciała już czekać, zwłaszcza że Alan słowa wypowiadał bardzo wolno, jakby nad każdym długo myślał, jakby się wahał. Wiedziała zresztą doskonale, że w takiej sytuacji chyba nie potrafiłaby mówić szybko, być konkretna i chętna do działania. Pomyślała tak dopiero po wyłączeniu się, nabrała jakiegoś spokoju wewnętrznego, który pozwalał jej myśleć czysto i odpowiadać bez zbytniego drżenia w głosie. Jeśli tylko rosnąca gula w gardle jej na to pozwoli, a tutaj już mogły być problemy.
Słysząc jego słowa, serce zabiło jej mocniej. Może... jeśli to powiedział, jeszcze nic nie było stracone. Może i tylko mówił hipotetycznie, ale w niej już zrodziła się nadzieja. I pokrzepiło ją to, że miała jeszcze czas. Oczywiście, dziwne, gdyby nie miała. Ale... Ile?
- Hm... czasem mnie boli - stwierdziła cicho, spuszczając wzrok, jakby wstydziła się bólu. Jakby się wstydziła, że ona może czuć coś tak przyziemnego.
Wydawało jej się, że nic w jej organizmie nie było już takie, jak powinno. Wyobrażała sobie, że te wszystkie komórki rozprzestrzeniły się, tworząc przerzut... Tylko jeszcze o nim nie wiedziała. Z jednej strony gonił ją czas, z drugiej wcale nie chciała iść do lekarza. To było przerażające. Może zdoła umrzeć spokojnie w swoim łóżku, wśród najbliższych? Bez tego upokarzającego procesu, którego unikała? Oby tylko Alan zdołał zatrzymać jej chorobę. Zneutralizować, dać trochę więcej czasu. Dać całe życie. Dać wieczność.
- A... wiesz ile mam czasu? - spytała z nadzieją. Z jednej strony chciała wiedzieć, z drugiej jednak nadal uciekała i miała ochotę zatkać sobie uszy, żeby tylko tego nie słyszeć. Chcąc żyć wiecznie.
Powrót do góry Go down
Alan Żółtkiewicz
Uczeń
avatar

Age : 23
Liczba postów : 165
Join date : 07/06/2012
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: McDonald's   Czw 12 Lip 2012 - 16:13

Znaleźć osobę cofającą czas? Tak to by do niej pasowało jak nic. Wysługując się osobami po kolei pozbywając się z nich jakiejkolwiek energii, dokładnie tak to by było to. Księżniczka wykorzystująca wszystkich po kolei tylko dla swojej pieprzonej zachcianki dokładnie to by była cała Wendy! Już nawet Alan o tym wiedział, ale jednak na prawdę czuł, że musi jej pomóc, tak jakby po tym wszystkim jak kiedyś spotka Wendy i zobaczy w niej całkiem inną osobę? Tak, miał te swoje złudne nadzieje co do niej, że jednak coś w życiu mu się uda, cokolwiek, ale jednak.
Wiedział, że chciała konkretnej od niego wiadomości, informacji o jej stanu zdrowia o wszystkim, a przede wszystkim o tym czy jej pomoże czy nie? Bo w sumie i tego jeszcze nie wiedziała, on sam nie był co do tego do końca pewny. Niby na prawdę chciał jej pomóc, a z drugiej strony chciał od niej uciekać gdzie pieprz rośnie i nigdy więcej nie zobaczyć. Dla niego samego to wszystko było zbyt trudne, a co dopiero dla niej.
Zmarszczył czoło gdy usłyszał od niej te słowa, że czasami ją boli. To nie znaczyło zbyt dobrego. Ból nigdy nie znaczył zbyt dobrego i co niby miał jej to zatrzymać gdzie ją pobolewało? A co jeśli trafi na moment, że ją będzie to boleć i przez jego moc cały czas będzie to odczuwała? Przecież on sam aż tak dobrze nie znał swojej mocy. Nie wie jakie konsekwencje jego mogą się jej przydarzyć gdy tylko trafi na zły moment w jej organizmie. Ale jednak oprócz tego typowego zmarszczenia czoła nie powiedział jej nic. Nie mówił jej o swoich wątpliwościach, nie chciał jej wystraszyć jeszcze bardziej niż to już była wystraszona. Nie mógł jej jeszcze bardziej pogorszyć stanu psychicznego, bo to mogłoby i na niego źle wpłynąć, a raczej na jego moc. Musiała być spokojna, bez zbędnych myśli o tej chorobie, nic. Inaczej może to po prostu nie wyjść tak jak powinno.
Zignorował jej pytanie. Nie teraz i nie mu było to określać. Wiadomo on wiedział ile czasu jej pozostało zawsze te parę cyferek w jego głowie ukazywało realny czas życia "pacjenta" zawsze tak miał nawet po przeczytaniu historii choroby. Tak bardzo tego nie lubił! Po prostu nie lubił tego uczucia wiedząc wszystko o danej chorobie, a to tylko poprzez przeczytanie paru zdań i widok osoby chorej. Może i dlatego też nawet nie chce zostać lekarzem, co z jego mocą byłoby wręcz idealne, ale jednak byłoby to dla niego zbyt męczące i tylko tyle.
-To zostaje u mnie. - zwrócił się do niej trzymając już wszystkie te papierzyska ściśle w dłoni i znów spojrzał na nią i czyżby się trochę rozczulił? Widział, że była bliska płaczu, widział to doskonale nawet jeśli próbowała to ukryć za każdym razem gdy na nią patrzył. I wtedy znów sobie przypomniał jej pytanie o to ile jej czasu zostało. Zacisnął zęby, by tylko nie puścić pary z ust, nie może jej na to pytanie odpowiedzieć po prostu nie może. Czasu miała dość sporo na prawdę, ale jednak tak go przydusił go ten termin, że nie potrafił tego jej powiedzieć. Nie potrafił i koniec.
-Jeśli chcesz bym Ci pomógł to... musisz się zdecydować na leczenie. - powiedział w końcu już szykując się do wyjścia. Już siedział do niej bokiem gotowy do wstania i szybkiego odejścia od tego stolika. Ale jednak zadecydował jej to powiedzieć, musiał jej to powiedzieć. Nie mógł jej dać jakichkolwiek nadziei, że pomoże jej przeżyć tak wieczność. Bez leczenia się nie obejdzie nigdy. I niech sobie to lepiej uświadomi prędzej czy później. Ale jednak był już coraz bardziej skory do jej pomocy, bo wiedział, że po tych cyferkach w jego głowie, wiedział jedno, że jeśli jej nie pomoże to chemioterapia może być bardzo tragiczna w skutkach. Chyba, że poszłaby na nią już dziś, teraz, wtedy byłoby lepiej, ale wiedział, że nie zrobi tego. Dlatego dał jej ten jeden, jedyny warunek. Ale z drugiej strony nie chciał jej dawać do zrozumienia, że wtedy na pewno jej pomoże, bo przecież nie wiedział jeszcze co ma z tym fantem zrobić.
-Jeśli nawet nie myślisz o leczeniu daj mi spokój. - dopowiedział jeszcze tymi słowami. Które powinny jej już wszystko określić jasno, że bez jej zgody na leczenie nie ruszy nawet palcem, a papiery o jej chorobie po prostu spali i tyle z tego będzie, nie zrobi nic kompletnie nic, nawet się nie będzie nad tym zastanawiał. Tym samym wstał z swojego miejsca i jeszcze podszedł do niej. Już on wiedział po co dokładnie, bo musiał zdobyć od niej jakiś kontakt skóry, by móc przygotować organizm do użycia mocy, inaczej to też nie podziałało by to wszystko i poszło by tylko na marne. Musiał zdobyć jakąś więź między nim a nią.
-Musimy się obydwoje nad tym zastanowić. - szepnął jej do ucha to zdanie i tym samym pocałował ja policzek zdobywając kontakt jej skóry ze swoją skórą, co było na prawdę konieczne do jego przygotowań. Po tym wszystkim odsunął się od niej, wyprostował swoje ciało i uśmiechnął się do niej krótko, przyjaźnie, a po chwili odwrócił się na pięcie i odszedł zostawiając ją samą z resztą jego frytek.

zt I love you
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: McDonald's   

Powrót do góry Go down
 
McDonald's
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Centrum
-
Skocz do: