IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 drzwi wejściowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: drzwi wejściowe   Wto 28 Sie 2012 - 14:54





_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 277
Join date : 26/12/2011

PisanieTemat: Re: drzwi wejściowe   Wto 28 Sie 2012 - 15:31

To był ciężki dzień dla dzielnicowego Forway'a. Nieziemsko, Koszmarnie. Nawet jak na zapracowanego służbistę - bo takim się czuł, od samiuteńkiego poranka biegając od sklepu do kawiarni, od posterunku do ciastkarni. Po ptysie. Mnóstwo wysokokalorycznych, słodkich i podobno niezbędnych ptysiów. To, że nim pomiatano wiedział od dawna (a tak naprawdę od chwili, w której z ogromnym zapałem wypisał mandat własnemu przełożonemu, który na cowieczornym spacerku z rosłym owczarkiem nie sprzątnął kupci. what a shame), ale nie sądził, że istnieje perspektywa na zmianę takowego stanu rzeczy. Na zlecenie mu zadania bardziej znaczącego niż podrzucanie całej gromadzie posterunkowej brytyjskich odpowiedników donutów. Bo Brytole wpieprzały nałogowo ptysie.
Dlatego teraz, przemierzając równym krokiem niespełnionego piłkarza chodniczek, prowadzący do drzwi cudnego, utrzymanego w bardzo dworkowym stylu domu, czuł się jakby podejmował misję życiową. Bo to takie odpowiedzialne zadanie.
Dwukrotnie przycisnął guzik dzwonka, żałując, że nie może zastukać w jakąś misternie rzeźbioną, pozłacaną kołatkę i, oczekując na otwarcie drzwi, poprawił (dumny on!) mundur, nieco za luźny - co cieszyło, szóstka Weidera nie poszła na marne! - i zacisnął mocniej dłoń na czarnej torbie. Przestąpił z nogi na nogę, dociskając upominająco guzik. Powoli począł się obawiać, że i to zadanie nie zostanie wypełnione - mimo, że nie z jego winy - kiedy drzwi uchyliły się, a we framudze pojawiła się postać wyższego niż on, nieco zaskoczonego mężczyzny.
- Dzień dobry, policja stołeczna w Londynie. Czy mam przyjemność z panem Collierem...? - zerknął do notatnika, który trzymał w dłoni razem z przesyłką. - Aidenem Collierem?
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: drzwi wejściowe   Wto 28 Sie 2012 - 15:50

Ciężki dzień. Dla Aidena to nie był ciężki dzień, a ciężki poranek, bo dopiero przed kwadransem zwlókł się z łóżka, potykając się o kilka kubków z herbatą, poustawianych malowniczo na podłodze. Wyjątkowo zaliczyłby glebę przez porcelanę, a nie przez jakieś ludzkie ciała, grzejące się w promieniach słońca, wpadającego przez otwarte okno.
Ale takie swawole były już dawno za Collierem (ostatnio spał z kimś dwa tygodnie temu), co wcale mu nie przeszkadzało. Nie kipiał, nie czuł się rozproszony - bo zawczasu zaszantażował anglosaskiego Paddingtona, spotkanego w Hyde Parku (Paddingtona najebanego w jednorożca albo i w kucyka Pony, bo za bardzo nie kontaktował) i teraz mógł spokojnie obejść się bez mocy.
Właściwie ciągle nie ogarniał, po kij to zrobił, skoro za jakieś dwa, trzy tygodnie będzie musiał mierzyć się ze skutkami odstawienia i chodzić po St. Bernard z pianą na ustach, ale...chyba było warto. Bo chciał podczas kolejnej chemii Wendy móc ją przytulić (SOŁ ROMANTIK) albo chociaż poklepać po plecach, gdy zwymiotuje całe to ohydne jedzenie. I swój żołądek, przy okazji.
Och, dość słodkie myśli, jak na cudowny, sierpniowy poranek.
Właśnie robił sobie pożywne śniadanie (kawa+papierosy+nutella wyjadana łyżką ze stolika; odkąd rodzice wyjechali a Blaise się gdzieś włóczył, nie jadał nic innego), próbując przygotować sobie plan na dziś (zjem+zęby+prysznic+Wendy+kolacja+śpię), gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Niechętnie więc odstawił kawę i z nieodłączną fajką w zębach otworzył drzwi, spodziewając się Blaise'a. A nie...policjanta?
Zmarszczył brwi, uchylając wrota Collierskiego domu, jednak nie zapraszając władzy do środka. Co z tego, że się przeziębi, skoro w samych bawełnianych spodniach od piżamy paradował, nie zamierza wpuścić do domu jakiegoś oszusta. Pachnącego ptysiami.
- Tak, ma pan przyjemność - odparł znudzonym tonem, zaciągając się po raz ostatni i wyrzucając peta do doniczki z kwiatkiem. Alaia go zabije, ale to dopiero jak wróci. Czyli za pięć dni. O, właśnie...rodzice, wypadek? Obrzucił policjanta pytającym spojrzeniem. - O co chodzi? - spytał bardzo filmowo, na razie nie histeryzując z niepokoju, jednak przelatując w głowie całą listę Strasznych Rzeczy. Blaise'a zabili gdzieś w Soho. Samolot całej rodziny się rozbił. Któraś z...kilku partnerek jego życia oskarżyła go o gwałt?

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 277
Join date : 26/12/2011

PisanieTemat: Re: drzwi wejściowe   Wto 28 Sie 2012 - 16:06

Właściwie George miał przeczucie. Mężczyźnie, który otworzył mu drzwi, źle z oczu patrzyło. Tak jakby był wygłodniałym gwałcicielem-pedofilem o chorych fetyszowskich zapędach. Brr. No i ten papieros. I demonstracyjny rzut za doniczkę. To na pewno on.
PATRZCIE TELEPATA. Farway pokiwał w ciszy i smutku głową, gloryfikując tę chwilę geniuszu i sięgając do czarnej torby, z której wyciągnął drugą - przezroczystą, foliową już.
- Zostałem oddelegowany - podjął, jedynie siłą woli powstrzymując się przed celebracją kilkuminutową brzmienia podobnych słów. Farway w delegacji - w celu zwrócenia pana własności. Spis właścicieli broni, rozumie pan - skinął głową, zakładając kciuk lewej dłoni za skórzany pasek. - Stwierdzono, że - kolejny zwrot w stronę notatnika - Kenneth Reventlow, bo przy jego ciele rewolwer został znaleziony, nie użył go. Brak prochu ani, rozumie pan, ran postrzałowych w ciele - kontynuował, wyciągając dłoń w kierunku mężczyzny - wobec czego oskarżenia wysunięte nie zostaną. To zwyczajny wypadek, rozumie pan.
George nieco wyraźniej wyciągnął dłoń z rewolwerem w kierunku Aidena Colliera, spostrzegając zerową reakcję.
- Panie Collier...? - rzucił bez emocji po chwili ciszy, ściągając w głębokim zastanowieniu brwi. Mógłby się ruszyć. A nuż zlecona zostanie dzielnicowemu Farway kolejna misja? Premia za szybkie wypełnienie zadania? Zwolnienie od ptysiowych obowiązków?
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: drzwi wejściowe   Wto 28 Sie 2012 - 17:45

Przeczucia. Dobre dla jakichś wróżek, czarodziejów, magików i fanów tarota. Dla ludzi nierealnych, niekompatybilnych z rzeczywistością, wierzących w posiadanie szóstego zmysłu. I którym brakowało piątej klepki.
A do grona takich ludzi Aiden z pewnością się nie zaliczał. Nie wstał rano ze zdrętwiałym ciałem, od kilku dni nie śniły mu się koszmary, nie czuł duszności; zero jakichkolwiek myśli o nim. Owszem, zastanawiał się, dlaczego nie odbiera jego telefonów - przecież mieli rozpocząć przyjaźń na nowo, aż do ś m i e r c i - jednak te rozkminy gdzieś się rozpływały, w całym morzu mniejszych lub większych problemów. Wyjazd całej rodziny, dopilnowanie, by mieli paszport (jak z dziećmi) oraz narkotyki (nadpobudliwa babcia), cały ten powrót z Bawarii, zepsute marzenia, Prudence Wright z całą swoją chudą wkurwiającością (jest takie słowo!), Wendy, Wendy, Wendy, Blaise. Blaise i Wendy, cały aidenowski światek toczył się ostatnio wokół tych dwóch osób, zakleszczając się pomiędzy opiekuńczością, niepokojem a pożądaniem.
Co nie było zdrowe.
Ale właściwie zupełnie zapomniał o słowach, o tym, co oznacza zdrowo; zdrowo się odżywiać, prowadzić, zdrowo żyć, bo z ust policjanta padły jakieś niesamowicie konkretne słowa, zarazem głupie, irytujące i pachnące ptysiami.
Groteska.
Ciało Kennetha, nie on, nie osoba a ciało. Ciała zalegające na aidenowskiej podłodze bądź w aidenowskim łóżku, ciała mijane w klubach, ciała w prosektoriach, ciała w książkach od biologi. Bezosobowe, dostarczające przyjemności, informacji, wrażeń. Bezduszne? Tak bardzo realne.
Nie zakręciło mu się w głowie, nie pociemniało przed oczami; nie ugięły się pod nim kolana, nie złapał się dramatycznie za włosy, wpatrując się w mężczyznę bez mrugnięcia okiem. Jakby po prostu przyjął tą jednoznaczną wypowiedź do wiadomości, ale nie potrafił przetrawić jej dalej i przemienić w MYŚL. Jakąkolwiek.
Dlaczego? Jak? Kiedy? Co zrobił? Jaki wypadek? Dlaczego dopiero teraz dostaje...
Broń, rewolwer w przeźroczystej foliowej torebce - ciała są chyba w czarnej, tak, chyba, tak powinno być - jak świadectwo zgonu i chwilowy kaprys losu. Ile dni minęło od ich nocnej rozmowy w pokoju, z wymykającymi się z sypialni ciałami? Obiecał, że odda mu rewolwer przed rozpoczęciem roku. Zawsze dotrzymywał słowa.
Odebrał pakunek, dalej w zupełnym milczeniu; jednak już bez żadnego nazistowskiego spojrzenia, raczej z zupełną...premedytacją. Jakby skupiał się na najprostszych rzeczach. Zgięcie łokcia, zgięcie nadgarstka, zaciśnięcie palców, chłodna folia, ponowne zginanie ręki. Przecież wiedział, do czego Kennethowi jest potrzebny rewolwer, dlaczego go nie powst...w y p a d e k. Oskarżenia nie zostaną wysunięte. Ironia losu? Chaos.
Zacisnął wargi, luźno opuszczając dłoń z ciężkim rewolwerem, zastanawiając się, czy spust jest jeszcze ciepły, czy próbował wsuwać sobie lufę do ust i o czym myślał, gdy postanawiał rewolwer oddać. Nie używając go.
Czyli w niedawną, czwartkową noc wcale się nie pomylił, zauważając w Reventlowie - pod tymi wszystkimi pokładami zdecydowania, depresji i p o ż e g n a n i a - żywe ogniki uczucia. Którym zaufał, dając mu do ręki broń, wiedząc, że do niego wróci. Bez krwi, bez strzępów ciała; podawana mu przez Kena. Któremu pomógł, okazując mu zaufanie i przyjaźń; który wróci do niego po głębszych przemyśleniach, samemu ironizując i kpiąc na temat swoich samobójczych skłonności.
Bo nie tak miało być. I nie tak miało się to skończyć; w aidenowskiej głowie scenariusz był zupełnie inny a Ken wszystko s p i e p r z y ł. Zepsuł tak perfekcyjny wykres zależności, dzięki któremu miał odzyskać przyjaciela; jak śmiał tak zginąć, nie doprowadzając wszystkiego do końca; jak w ogóle się odważył na złamanie ich przyjacielskiego paktu w taki ostateczny sposób.
Gniew, pierwszy grzech śmiertelny, jak akuratnie.
Ścisnął w dłoni foliową torebkę po czym cofnął się krok w głąb domu i trzasnął drzwiami, prawie czując wibracje futryny i swojego umysłu, nagle przeciążonego odczuciami.

zt.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: drzwi wejściowe   

Powrót do góry Go down
 
drzwi wejściowe
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pandora Rouse & Matthew Turner
» Sala Wejściowa
» Piwnice (z ukrytymi, starymi zapasami win)
» Wejście do podziemi
» Zatrzaśnięte drzwi

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Collier (Hampstead)-
Skocz do: