IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Starbucks

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 277
Join date : 26/12/2011

PisanieTemat: Starbucks   Pon 27 Sie 2012 - 13:18





Starbucks - cóż trzeba więcej? Idealne miejsce na wpadnięcie po kawę, gdy biegniesz do pracy albo wracasz na zajęcia.

Powrót do góry Go down
Minerwa Fazer
Uczennica
avatar

Age : 21
Liczba postów : 24
Join date : 24/07/2012
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Starbucks   Wto 28 Sie 2012 - 20:25

Nareszcie ten piękny Londyn! Cudowna, wiecznie zmienna pogoda, która najczęściej zaskakuje cię deszczem gdy jesteś ubrana w krótkie spodenki od Ralpha Laurena i kaszmirowy sweterek z Prady. Najlepszy jest zapach napoju Bogów unoszący się po niektórych uliczkach tego pięknego miasteczka. Prowadzi cię do kawiarni na rogu, a ty spragniony dziennej dawki kofeiny stoisz posłusznie w kolejce.
Wszystko to ma swój własny urok, a ten urok wielbiła Mini, która właśnie siedziała wygodnie w jednym z foteli Starbucks. Popijała co jakiś czas Cafe Latte z odtłuszczonym mlekiem, syropem miętowym, cynamonem i sporą dawką cukru, co dawało tej blondyneczce niezłego kopa. Co chwile również gapiła się w swojego Iphone czekając na wiadomość od kogokolwiek aby zabić tą wszechogarniającą nudę wokół siebie.
Fazerówna spędziła dość udanie wakacje, pomimo, że od wspinania po jabłoniach bolały ją niemiłosiernie dłonie, a na jej stopach pojawiły się liczne odciski. Będzie musiała koniecznie coś z tym zrobić. Może zaprosi do siebie Liv w piątek na noc i oby dwie doprowadzą się do porządku. A może i Peony by się dołączyła. Byłoby wspaniale ale to tylko plany...
Powrót do góry Go down
Lively Grace
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 152
Join date : 20/03/2012
Skąd : London.

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pią 7 Wrz 2012 - 14:12

Czy Mini miała umiejętność przywoływania kogoś w myślach?
Liv wtargnęła w pochmurny dzień do Starbucksa. Można by było pomyśleć, że jest kolejnym pijakiem, który wchodzi do pierwszego, lepszego publicznego budynku. Wszystko przez ociekającą wodę z jej ubrań i rozmazany makijaż. Że też woda zawsze upierała się na nią!
Deszcz nie był wielką ulewą. Był wręcz spokojnym 'kapuśniaczkiem'. Ona wyglądała jakby wpadła do rzeki. Do tego rozmazany makijaż. Ale ona nawet w nim wyglądała świetnie.
Od razu jej wzrok spadł na jasne, opadające ładną falą na plecy, włosy.
Minerwa.
Lively przełożyła włosy na prawe ramię i poprosiła sprzedawce o jakiś ręcznik. Jasne, że nie odmówił. Wręcz uśmiechnął się lekko i pobiegł do kuchni, ignorując, że cała masa ludzi stoi w kolejce.
-Potrzebujesz towarzystwa?.-Usiadła bez pytania naprzeciwko Mini i ukradła z sąsiedniego stołu menu.
-Nie ma lepszego dnia na krótką pogawędkę i dobrą kawę.-Uśmiechnęła się w swój tajemniczy, rozkoszny sposób i oparła się łokciami na stole oczekując odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Minerwa Fazer
Uczennica
avatar

Age : 21
Liczba postów : 24
Join date : 24/07/2012
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pią 7 Wrz 2012 - 20:16

Blondynka spojrzała niechętnie lecz z lekkim, kpiącym uśmieszkiem na przybyłą przyjaciółkę. Pomimo, że była całkowicie mokra a jej ubrania nasiąknięte były wodą to wyglądała nawet i uroczo, jednak ten rozmazany makijaż wydawał się wręcz seksowny na bladej twarzyczce. Po chwili odłożyła niechętnie kubek z niesamowitą ambrozją i przyjrzała się dziewczynie. Tych cudownie miękkich i lekko falowanych włosów nie dało się pomylić a tym bardziej nie dało się pomylić tego jakże miłego uśmieszku jakim powitała ją Liv. Oczywiście panna Grace jak zwykle zjawiała się w porę gdy Mini potrzebowała jakiegokolwiek towarzystwa. Było wiadome, że czytają sobie w myślach ale z takiej odległości nie zdarzało im się to często.
- Bawiłaś się w chodzące bagno czy po prostu taki jest twój nowy styl? - spytała z zawadiackim uśmiechem Fazer. - Wiesz, że czytasz mi w myślach ty wredna pumo! - spojrzała w te oczęta, które mają w sobie wiele pytań. - Na kawę zawsze jest czas, a pogawędka to tylko zbędny dodatek do rozkoszowania się tym napojem. - stwierdziła krótko blondynka biorąc spory łyk napoju Bogów. - Jak ci się żyło rozkoszne dziewczę? - spytała z tajemniczym uśmieszkiem.
Na razie powstrzyma się przed oznajmieniem jej cudownego planu, którego była częścią bez względu na jej wolę.
Powrót do góry Go down
Lively Grace
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 152
Join date : 20/03/2012
Skąd : London.

PisanieTemat: Re: Starbucks   Sro 12 Wrz 2012 - 15:11

Kelner zwrócił na Lively uwagę. Podszedł szybkim krokiem do stoliczka i zapytał czy nie chciałaby czegoś zamówić.
-Miło byłoby gdyby dałbyś mi ręcznik, wyglądam przerażająco.-Przeczesała palcami mokry kosmyk włosów, z którego spływały krople.-. A co do zamówienia, może być Machcino z wódką, albo innym dobrym alkoholem.-Nie wiedziała nawet czy chociaż coś takiego sprzedają ale by zapewnić sobie oazę szczęścia najbardziej potrzebowała mocnego trunku. Oczywiście towarzystwo, a w najlepszym wypadku Mini, jest dołączone do tej listy. Nie wykluczając fajek, ale raczej nie miała ochoty zmoczyć całego opakowania, które leżało jeszcze na cieplutkim dnie torby.
Gdy kelner odszedł (już mniej spontanicznym krokiem), Lively ścisnęła włosy, z których wylał się wodospad. Przewróciła niecierpliwie oczyma ale przy tym napotkała spojrzenie Mini, której wizerunek przypomniał o misji 'znaleźć oazę szczęścia'.
-Raczej podchodzi to pod nowy styl. Od dzisiaj możesz nazywać mnie hipsterem.-Tak właściwie samo bycie ładną dziewczyną jest hipsterskie. Jest co raz mniej pięknych ludzi, co raz mniej odpowiedniego dla niej towarzystwa. Jakie szczęście ją spotkało, że w St. Bernard nie musi się już czuć osamotniona!
-Zdolności czytania w myślach nie mam...-Przez chwilę przez jej głowę przeszła myśl jakby to było. Znać wszystkie najgłupsze i najciekawsze sekreciki.-Ale nie wiem czy bym tego chciała!- Ze śmiechem wskazała na swoje przemoknięte ubranie. Za pewno czytanie w myślach też sprawiałoby problemy.
-Taaa, kawa to jedna z ważniejszych rzeczy. Ale nie zaprzeczysz chyba, że kawa z alkoholem jest jeszcze lepsza!-Klasnęła radośnie w dłonie kiedy kelner zarzucił na jej plecy różowiutki ręcznik ze słonikami i postawił na stole ciepły kubek, w którym od razu zanurzyła usta.
-To co zawsze. Sex, towarzystwo, szlugi, kawa. Wszystko czego potrzebuję! Na prawdę, żadna szkoła ani inne bzdety nie są mi potrzebne. Te cztery rzeczy pomagają mi ciągnąć jeszcze to życie.- Ponownie przełknęła kawę, która zostawiła na jej wardze piankę.
-Nie rozumiem samobójców, chyba nigdy nie byli w Starbucksie.- Żadna kafejka nie podchodziła do wyrafinowanego gustu Liv, który zawsze się zmieniał. Chyba Armani musi założyć cukiernię!
-A co u ciebie, skarbie?- Ostatnie słowo było totalnym sarkazmem. Mini oraz Liv i słodzenie sobie?
Powrót do góry Go down
Minerwa Fazer
Uczennica
avatar

Age : 21
Liczba postów : 24
Join date : 24/07/2012
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Starbucks   Nie 16 Wrz 2012 - 9:57

Mini najpierw spojrzała na dziewczynę powstrzymując się od śmiechu, lecz chwilę potem niestety nie wytrzymała i wybuchła głośnym śmiechem, który przypominał śpiew setek aniołów. Gdy tylko blondynka się lekko opanowała spojrzała ze rozbawiona na Liv. Czy ona sobie żartowała?
- To ma być twój nowy styl? - Fazer przyłożyła sobie dłoń do ust by powstrzymać kolejne spazmy śmiechu. - Wiesz, że hipsterzy ubierają się w lumpeksach? - spytała nadal rozbawiona Minerwa czekając na reakcje czarnowłosej. Przed oczami miała obraz Grace kradnącą ubrania z kosza dla potrzebujących. - Daj sobie spokój Liv - położyła rękę na ramieniu Pumy. Zaśmiała się cicho jeszcze raz i wzięła kolejnego łyka cudnego napoju.
- Czytanie w myślach? - dziewczyna zamyśliła się na chwilę, a po głowie chodziło jej jak to jest. Znać wszystkie słodkie i obleśne sekreciki wszystkich uczniów. Wtedy można by zostać prawdziwą Gossip Girl, ale Mini nie zamierzała bawić się w takie głupotki. Są ważniejsze rzeczy na tym świecie a do nich z pewnością nie należała Liv. Całe szczęście Grace nie posiada tej zdolności i nie usłyszała tej pięknej myśli.
- Oczywiście! A co ty sobie myślałaś! - spojrzała z udawanym oburzeniem piegowata. - Dobra, dobra przyznaje ale czasami jest dobrze po rozkoszować się najzwyklejszą kawą w świecie. - dodała patrząc jak kelner wiernie usługuje przyjaciółce. - Cudnie go sobie owinęłaś na mały paluszek. - uśmiechnęła się powtórnie i udała, że wiąże nitkę na mały paluszek.
- Ja bym jeszcze potrzebowała mojej szafy do szczęścia i karty płatniczej! - zaśmiała się Fazer. - Zresztą i tak dostanę się na jakiekolwiek studia, więc nie rozumiem oburzenia matki. - dodała kończąc kawę.
- Oh mój skarbeńku wszystko jest takie cudowne i po prostu słit! - mówiła cieńszym głosem niż zwykle naśladując puste laleczki z St. Bernard. - A tak na serio to prawie, że identycznie ale ostatnio matka mnie złapała na jednej z imprez gdzie akurat całowałam się z jednym gościem, w lewej ręce trzymałam szluga, a w prawej butelkę whiskey. - zaśmiała się - Kombo przypał! - zaśmiała się po czym na jej twarzy zamalowała się nieszczęsna podkówka.
Gdy tylko zauważyła kelnera uśmiechnęła się do niego a on posłusznie do niej podszedł. Ona też potrafi takie sztuczki jak Grace! Położyła rękę na ramieniu chłopczyny i spojrzała mu w oczy.
- Jedną cafe latte z syropem cynamonowym, odtłuszczonym mlekiem i kapką czegoś mocniejszego. - puściła do niego oko. Miał może dziewiętnaście lat, a i brzydki też nie był, może by dzisiaj można z nim poromansować. - No to co? - wyszczerzyła się Minerwa - Trójkącik? - zaśmiała się. Po czym kelner podał jej kolejny kubek, a poprzedni posłusznie zabrał. Jacy mężczyźni są naiwni.
Powrót do góry Go down
Lively Grace
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 152
Join date : 20/03/2012
Skąd : London.

PisanieTemat: Re: Starbucks   Wto 18 Wrz 2012 - 14:22

Nic nie przychodzi szybciutko. Trójkąciki również. Ależ naiwnym dzieciątkiem jest Mini! Mimo wszystkiego chłopacy nie lubią na pierwszych spotkaniach rozmów o seksie. NAPRAWDĘ!
-Dobra, wygrałaś. Nie potrafię być hipsterem. Wolę ubierać się u Vuitton'a. -Sztucznie westchnęła. Szczerze mówiąc nawet hipsterzy są już mainstreamowi!
-Nieźle sobie w tym radzę. Mógłby być na studiach kierunek 'uwodzenie chłopaków'. Nie przeczę, że byłabym jedną z mądrzejszych osób!-Zaśmiała się.
-Ale, ale. Weszłam tylko na chwilkę. Wybacz, ale na razie jestem w tym St. Bernardzie i nauka nadal istnieje.-Wzięła ciepły kubek do ręki i wyciągnęła dłoń do Minerwy.
-Idziesz ze mną?-Nie czekając na odpowiedź pognała przed siebie, byle ominąć deszcz.

(trzeba dokończyć, napisz na pw, skarbie :>) ZT.


Powrót do góry Go down
Minerwa Fazer
Uczennica
avatar

Age : 21
Liczba postów : 24
Join date : 24/07/2012
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Starbucks   Sob 22 Wrz 2012 - 23:10

Na twarzyczce blondyneczki zamalował się ten jej specyficzny uśmiech, który oznaczał tylko jedno. Zwycięstwo. Nie było ważne za jaką to głupotę, lecz zawsze się liczyło. Duma przepełniała teraz jej całe ciało. Szczerze kochała to uczucie i chciała je podtrzymywać tak długo jak tylko umiała. Odgarnęła włosy na bok i wyprostowała się znacznie, jakby zaraz miała pomachać dłonią, niczym Miss i powiedzieć "Tak to ja wygrałam!". To było naprawdę głupie i puste, lecz teraz dla niej nie miało to znaczenia. Samo to słowo niesamowicie ją napędzało i nawet nie wiedziała kiedy stawała się tą pustą laleczką.
Nie miała jednak wiele czasu by nacieszyć się tym uczuciem, gdyż Lively rzekła coś tym swoim melodyjnym głosikiem i dopiero po chwili do Fazer dotarło to co mówiła jej przyjaciółka. Rzeczywiście obydwie mogłyby być najlepsze gdyby takowy kierunek studiów istniał.
- Tak, jedną z najlepszych tuż zaraz po mnie! - zaśmiała się Mini, lecz jej mina później lekko spochmurniała. St Bernard. Szkoła do, której kiedyś wysłał ją ojciec, bo nie umiał wyznać prawdy jej matce. Było to żałosne i było też warte poświęcenia. - Może i istnieje... - ziewnęła przeciągle blondynka i przeciągnęła się niczym kot.
Patrzyła obojętnym wzrokiem na Grace, która dzielnie maszerowała do wyjścia z kawiarni. Dopiero po chwili wstała i zebrała swoją nową torbę. Ruszyła za dziewczyną niechętnie i gdy ją dogoniła to od razu wyrwała jej z rąk kubek napoju Bogów, po czym wzięła spory łyk.
- Tego kochanie nawet już nie dotykaj! - zaśmiała się Fazerówna kurczowo trzymając papierowy kubek, pomimo tego, że parzył ją w już i tak obolałe dłonie.


zt
Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pią 28 Gru 2012 - 16:33

Złamana noga była niewygodna. Zwłaszcza zimą. Zwłaszcza, gdy obejrzało się już wszystkie seriale, przejrzało całe youtube i przeczytało wszystkie ciekawe artykuły, bo właśnie tak wyglądało to w oczach Peony. Całe dnie spędzała w łóżku, z laptopem jako jedyną rozrywką - uziemiona przez przewrażliwioną mamusię, która wielce obrażona wymaszerowała z domu, gdy Peony oznajmiławychodzi.
Nieświadomie to Jace podsunął Peonce niejako rozwiązanie jednego z jej problemów. Wystarczyło coś w rodzaju "kto dzwonił, Jace?" "Mattie; pytała o funkcję wykładniczą". Bo w sumie von Laffert zapomniała o uroczym powodzie dla uczenia się Leinsterówny w St.Bernard. Naprawdę dziwiła się sobie, że nie wpadła na to wcześniej, gdy gorączkowo zastanawiała się jak pomóc Londonowi w tej cholernej chorobie nerek, skoro dumny i honorowy wciąż trwał przy nieprzyjmowaniu przeszczepu.
Spodziewała się w sumie większej niechęci co do spotkania, więc całkiem miło zaskoczona zmierzała do wylęgarni hipsterstwa i iPhonów, gdzie to umówiła się z Mathilde. A raczej była zawożona, ponieważ pani von Laffert nawet nie chciała słyszeć o innym dostaniu się na miejsce niż z własnym kierowcą, co jednak nie zmieniało faktu, że musiała o kulach dokuśtykać do lokalu, by po kilku minutach spocząć przy jednym ze stolików z zamówioną karmelową kawą.
Powrót do góry Go down
Mathilde Leistner
Dorosły
avatar

Age : 22
Liczba postów : 187
Join date : 15/07/2012

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pią 28 Gru 2012 - 16:48

Dwa śluby w perspektywie; nie żeby to Mathilde jakoś deprymowało czy coś, niemniej jednak zaangażowanie się w ich planowanie nie było aż tak alternatywne jak Leistner by chciała. Dawała jednak radę, latając od Marchesy w poszukiwaniu idealnej sukni dla siebie na ślub Nanesci przez Hugo Bossa, załatwiając szyty na miarę garnitur dla Nate'a, w międzyczasie kombinując nad odpowiednią kolorystyką zaproszeń dla Jeony. Swoje hipsterstwo zaakcentuje, kiedy włoży czarny garnitur z cylindrem, będąc świadkiem Jace'a.
Usatysfakcjonowana wynikami była zupełnie, acz niezupełnie na bieżąco z wszelkimi dramami się obchodziła i wieść o złamanej nodze Peony przyszła z opóźnieniem, a ze stanem Londona zaznajomiona nie byłą, podobnie jak o ostatnich ślubach nie wiedziała. Może to wina świąt, które przesiedziała w Buckinghamshire, wysłuchując jęków Kaia na temat ślubu Franki. W każdym razie, nie ogarniała.
W końcu jednak wróciła do Londynu, do niebotycznych obcasów i kolorowych futer, pełnego hipsterstwa z kubkami ze Starbucksa na czele. Propozycja spotkania z Peony spadła jej z nieba - w czasie świąt wpadła na genialny pomysł połączenia burgunda i starego złota jako motywu przewodniego ich ślubu, a wiedząc, jak Jace reaguje na wszelkie próby rozmowy o szczegółach, miała się porozumieć z Peonką. Z całą torbą zawaloną próbkami zjawiła się w Starbuniu, kupiła genialną kawę żurawinową i podążyła do stoliczka zajętego przez Peony, siedzącą z nogą w górze. Ups?
- Miło cię widzieć - powiedziała całkiem sympatycznie, ściągając fiołkowy komin z szyi i opadając na krzesełko naprzeciw.
Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pią 28 Gru 2012 - 17:06

Była szalenie powściągliwa jeżeli chodziło o kwestie weselne. jej osobiste konkretniej, chociaż intensywnie namawiana przez Jace'a wybrała suknię (taką), bo gdyby jakimś cudem zaciągnięto ją przed ołtarz zanim wyciągną jej nogę z gipsu to nie będzie niczego widać. No i spodobała się im obydwojgu, dlatego nie umiała się zbyt długo upierać. Zwłaszcza, że dosłownie nieczyste, bo narzeczeńskie, zagrywki Jace'a wygrywały z jakimikolwiek postanowieniami Peonki, która pragnęła odwlec ślub chociaż do czasu gdy, no właśnie, upora się ze swoim niejako drugim narzeczonym. Przecież London też jej się oświadczył.
Odgoniła od siebie te myśli, bo niekoniecznie dlatego tutaj była. Ułożyła się jakkolwiek wygodnie, wyciągając złamaną kończynę na sąsiednie krzesło i czekała, nie pijąc jednak swojej kawy. Pierwszym, zbyt pospiesznym łykiem wystarczająco dotkliwie podrażniła swój arystokratyczny język, co zniechęciło ją na tyle, by opanować chęć pochłonięcia karmelowego aromatu razem z tekturką kubka.
Nie musiała, dzięki Bogu, czekać na Mathilde długo, nie musiała też szczególnie wypatrywać jej w tłumie bowiem... no nie była zaskoczona intensywną barwnością jej ubranka, jednak gdzieś w głębi ducha podziwiała ją. Nawet jeśli nie zamieniłaby się w taką postrzeloną hipsterkę jak Matts właśnie.
- Ciebie też - odparła z lekkim uśmiechem, chociaż dalej Leinsterówna kojarzyła jej się z niemiłymi chwilami września, dziwne bulimiczne stany, dramaty, rozstania, powroty i inne pandy. Dobrze, że fioletowy sweter Mathilde zdobiło zgoła inne zwierzę.
- Jak po świętach? - zapytała neutralnie, nie chcąc tak trochę bezczelnie przechodzić do własnej sprawy. Sporej i wymagającej, na przykład odrobiny dobrego wychowania, przynajmniej ze strony Peonki.
Powrót do góry Go down
Mathilde Leistner
Dorosły
avatar

Age : 22
Liczba postów : 187
Join date : 15/07/2012

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pią 28 Gru 2012 - 17:21

I dlatego właśnie dobrze, że była Matts. Zdolna do wszystkiego, żeby osiągnąć swój cel - chwilowo w postaci perfekcyjnie urządzonego ślubu i wesela, z którego będzie mogła być dumna. Peony mogła spokojnie odpoczywać z nogą w górze, Jace mógł latać w tą i z powrotem na Harvard, Yale i inne Stanfordy, nie przejmując się zupełnie salami, sprawami urzędowymi i resztą tych wyjątkowo kretyńskich rzeczy, których, jak Mathilde się dowiedziała, było za dużo. No ale jej nie zależało na pośpiechu, tak jak Collierom, nie uruchamiała więc żadnych znajomości, pozwalając sprawom toczyć się powoli.
Tak jak powoli rozkoszowała się zapachem żurawiny, tak sympatycznie kojarzącym jej się z wiksami w Homebirds, gdzie dawali najlepszą żurawinówkę ever, żałując trochę, że dawno nigdzie się nie bawiła. No ale miała w perspektywie sylwestra i to generalnie dawało jej nadzieję na utratę pamięci i wyluzowanie się przed kolejnym semestrem w szkole.
Z futra - najnowszego nabytku - była niesamowicie dumna. Wszyscy oglądali się za nią, kiedy paradowała po ulicach Chelsea w intensywnie fuksjowym ciuszku, wzbudzając zainteresowanie. To sprawiało, że czuła się tak smfah, że nawet do jakichś bezdomnych się uśmiechała.
- Trzy dni wysłuchiwania jak mój brat jeździ po mojej siostrze za to, że bierze ślub z jego najlepszym przyjacielem to męczarnia, ale odkąd jestem w Londynie, nareszcie odpoczywam. Jak noga? - spytała kurtuazyjnie, stwierdzając, że o próbkach zacznie mówić zaraz, na razie posmakowała kawy.
Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pią 28 Gru 2012 - 17:37

Były plusy posiadania minimalnej ilości rodzeństwa. Oczywiście Peony kochała swoją młodszą siostrę, mimo jej licznych cech, które utrudniały komunikację z nią, no i była to jedyna osoba, z którą Peonka utrzymywała kontakt ściśle korespondencyjne, bowiem od kiedy tylko starsza von Laffertówna wyniosła się z Wiednia do Londynu zaczęły wymieniać listy. Początkowo Flora z pomocą ojca, lecz gdy opanowała już pisanie, kontaktowały się listownie niemal bez przerwy. No chyba, że widziały się na żywo.
Przerażałoby ją w sumie, gdyby nagle znalazła się w takiej dużej rodzinie jak leinsterska, bo przynajmniej taka się jej owa wydawała. Jakieś niewiarygodne ilości Leinsterów, które uczyły się w tej szkole dawały jej powód by przypuszczać, iż to tylko ułamek tego, co znoszą w każde święta i inne okazje do rodzinnych spędów. Z drugiej jednak strony mało ją to interesowało, bo jedynie z Mathilde utrzymywała jakikolwiek kontakt.
- Brzmi okropnie - podsumowała krótko, sięgając po swój kubek, nieświadoma niebezpieczeństw w podejrzanie wypełnionej torbie Matts.
- Cóż, nadal boli, bo chyba wszystko mi się wolno goi. Daję radę - wyjaśniła upijając małego łyczka. - Znaczy dajemy, Jace niemalże u mnie zamieszkał od kiedy jestem taka... uziemiona - uzupełniła z uśmiechem. Rzadki od wypadku widok.
Nie należała raczej do przesadnych wstydnisiów, jednak zdawała sobie sprawę, że chce poprosić Mathilde o wiele. Nie miała pojęcia, czy uzdrawianie jakoś odbija się na zdrowiu dziewczęcia (choć wyrosła duża i silna, więc Peonka śmiała wątpić), czy to dla niej samej bolesne, albo nieprzyjemne. Coś ją ścisnęło w dołku.
- Tak w sumie przechodząc do sedna sprawy... Jest konkretny powód, dla którego chciałam się spotkać - głęboki oddech. - Chodzi o Londona. Okazało się, że ma poważną dysfunkcję nerek, a nie chce on przyjąć przeszczepu. Bo póki co nie znaleziono innego, pasującego dawcy prócz mnie. No i właśnie chciałam Cię poprosić, czy nie spróbowałabyś mu pomóc? - mówiła przyciszonym głosem, niezbyt pewna reakcji ewentualnych postronnych. Specyficzna grupa nadnaturalnych ze szczególnymi zdolnościami była skrajnie różnie odbierana przez szarych Smithów/Kowalskich.
Powrót do góry Go down
Mathilde Leistner
Dorosły
avatar

Age : 22
Liczba postów : 187
Join date : 15/07/2012

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pią 28 Gru 2012 - 17:59

Leistnerówna nie znosiła swojej wielkiej rodziny, tolerowała przebywanie z jedną, maksymalnie dwiema osobami na raz. I tak najwięcej czasu spędzała w swoim niewielkim, absolutnie prywatnym pokoju, dookoła którego było tyle drzwi, że osoba postronna mogłaby się zgubić. I dobrze, Matts doceniała swoją prywatność bardziej niż cokolwiek. Znoszenie tłumu kuzyneczek, kuzynków, wszystkich pragnących pogadać z całą piątką, bo przecież Francesca niedługo bierze ślub, Kaia tyle nie było, Byron jest Byronem, a Valerie chodzi z bratem narzeczonego Fran, ooooch, Mathilde będzie druhną, jaką sukienkę będzie miała, przyjdzie w glanach, blablablablabla, cała ta czcza paplanina ją niszczyła. I tak szybko jak było to możliwe, wróciła do Londynu.
- To dobrze, wiadomo, kiedy zdejmą ci ten gips? I wiem, za każdym razem kiedy próbuję wyciągnąć gdzieś Jace'a, dostaję jedynie odpowiedź jestem z Peony, teraz nie mogę. Podejrzewam, że ma to zapisane w szablonach już - westchnęła rozbawiona, grzejąc dłonie o kubek (rękawiczek oczywiście nie miała i zmarzła, może nie było jakoś nie wiadomo jak zimno, ale to jednak koniec grudnia).
Może dobrze, że chwilowo nie piła, bo pytanie Peonki ją zaskoczyło. Nigdy nie wyrywała się ze swoją mocą, nie oferując nikomu pomocy. Bała się reakcji swojego ciała, pamiętając, co te nieliczne próby z nią wyprawiały. Była egoistką, jej zdrowie ważniejsze było dla niej niż czyjekolwiek.
- Jak poważna jest ta dysfunkcja? - spytała powoli, nie patrząc na von Laffert. Zastanawiała się, czy jest w stanie dla Londona, Peony i Jace'a zaryzykować sobą. Bo świetnie wiedziała, jak bardzo niszczące jest leczenie, nawet jeśli nie chodziło o przenoszenie choroby na nią. Niemniej jednak żeby pokonać chorobę, Mathilde poświęcała energię ze swojego ciała, a to mocno wyczerpywało.
Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pią 28 Gru 2012 - 19:00

Uśmiechnęła się nieśmiało (!) słysząc słowa Mattie.
- Wiesz jaki jest potwornie uparty. Nie dociera do niego, jak go wyganiam - powiedziała skubiąc brzeg plastikowej pokrywki kubeczka. Bo rzeczywiście tak było, a nawet jeśli wychodził z pokoju to siadał pod drzwiami, czego peonkowe serduszko nie umiało znieść, więc błędne koło zamykało się, że ilość spędzanego wspólnie czasu zakrawała już o nie godziny, a całe dnie - dosłownie.
Była tak wstrząśnięta swoją ostatnią rozmową z Celestą, że rzeczywiście zaczęła się poczuwać do odpowiedzialności za znalezienie rozwiązania londonowego problemu. Oczywiście jej decyzja o zgodzie na oddanie organu nie uległa zmianie i była gotowa nawet za kwadrans położyć się pod skalpel i oddać chłopakowi to, czego tak rozpaczliwie potrzebuje. Denerwowała ją w sumie ta jego duma i była nielogiczna. Powinien chcieć przyjąć nerkę, biorąc to, co mu się generalnie należało. No i co chciała mu oddać z własnej, nieprzymuszonej woli, co zrobiłaby nawet gdyby ta sytuacja wyszła na jaw nawet długo po rozpadzie ich związku. I może dlatego było jej głupio - sama mogłaby mu pomóc, ale przez to, że się nie zgadzał, to musiała szukać innego rozwiązania.
- Poważna na tyle, że potrzebuje przeszczepu, którego nie chce. Przynajmniej nie, kiedy ja miałabym być dawcą. Nikt z jego najbliższej rodziny nie może mu pomóc, ja bezpośrednio też nie, dlatego proszę Ciebie - wyjaśniła, rozpinając guzik marynarki.
Powrót do góry Go down
Mathilde Leistner
Dorosły
avatar

Age : 22
Liczba postów : 187
Join date : 15/07/2012

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pią 28 Gru 2012 - 19:41

Przewróciła oczami - tak, to bardzo w stylu Jace'a. Ale nie dziwiła się, zmarnował tyle czasu, jak idiota nie wiedząc, że kocha Peony, że musiał to teraz nadrobić. Co w gruncie rzeczy było urocze.
- Powiedz mi coś o tym - zaśmiała się, kręcąc głową z politowaniem. Jace był taaaaki uparty i generalnie zabawny w tym swoim wręcz oślim zaparciu. Jedyna droga żeby mu coś przetłumaczyć to ta łopatologiczna i to ciągłe nawijanie o jednym. Bo inaczej to nie dało rady.
Westchnęła, słysząc słowa Peony i zwiesiła głowę. Przygryzała mocno wargę, nie wiedząc, co odpowiedzieć dziewczynie. Nie chodziło o względy uczuciowe czy coś, zdanie Jace'a - na pewno negatywne - nie grało żadnej roli, wręcz przeciwnie, z chęcią zrobiłaby mu na złość, tyle że wahała się przez swoje obawy.
- Peony, prosisz mnie naprawdę o dużo - zaczęła powoli, spoglądając w końcu na Lisicę - Leczenie kogoś wymaga ode mnie mnóstwo energii, wyleczenie prostego przeziębienia męczy mnie na tyle, że potrzebuję kilku godzin snu, dlatego rzadko kiedy komukolwiek pomagam i nie afiszuję się z mocą - wyjaśniła na początek, biorąc łyk kawy. Żałowała w tym momencie, że nie jest ona gorąca i nie parzy jej ust, może tak byłoby łatwiej jej się opanować. - Ale dobrze, zrobię to - dodała po chwili, odstawiając kubek. W myślach już zaczęła zastanawiać się, gdzie najlepiej byłoby przeprowadzić tą operację, czego będzie potrzebować i na ile może wykorzystać lekarzy z tamtego szpitala.
Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: Starbucks   Sob 29 Gru 2012 - 2:18

Gdzieś tam, pomiędzy jednym kocham Cię, a drugim wymsknęło się mu, że Mattie, że wiedziała od początku, że był głupi, że zmarnował tyle czasu. Oczywiście, jak to Jace, trzeba było chyba czegoś znacznie więcej niż jej, peoknkowa, obecność, by się do tego wszystkiego otwarcie przyznać, jednak dostrzegała to i umiała poprawnie analizować. A przynajmniej tak jej się wydawało, że potrafi. Albo Jace pozwalał jej w to wierzyć. Co w sumie nie byłoby takie dziwne, gdyby tak przyjrzeć się obiektywnie jak beznadziejnie zapatrzony był w tą małą Lisicę przywódca pumiałków.
Nie po to jednak Peonka tu przyszła. Chciała uspokoić swoje sumienie, chciała umieć rzeczywiście zadecydować, jeśli chodziło o wybór, między dwoma pumiastymi przedstawicielami, żeby a) wyjść za mąż za Jace'a, b) umożliwić Londonowi pójście naprzód, z przynajmniej jedną nerką zdrową. I z dziewczyną, która będzie go wspierała i kochała bardziej niż ona - nawet jeśli w tym momencie zżerała ją zazdrość na myśl, że ktokolwiek inny mógłby dzielić łóżko, a co dopiero uczucia, z Londonem.
- Wiem... - przyznała bez bicia, spuszczając wzrok na swój kubek. Niełatwo wysłuchiwało się jej słów, bo miała wrażenie, jakby każde następne zbliżało ją do smutnej, choć szczerej odmowy pomocy. Aż jej serce szybciej zakołatało z puchnącej nadziei, gdy jednak usłyszała odpowiedź twierdzącą.
- Znaczy oczywiście zrobimy to w takiej formie, w jakiej będziesz chciała. Można to podzielić na części, można podać Wam jakieś leki znieczulając czy coś. Nie wiem... nie znam się - mówiła, uświadamiając sobie powoli, że udało jej się. Że wszyscy przeżyją bez szwanku i będą szczęśliwi, chociażby częściowo.
Powrót do góry Go down
Mathilde Leistner
Dorosły
avatar

Age : 22
Liczba postów : 187
Join date : 15/07/2012

PisanieTemat: Re: Starbucks   Sob 29 Gru 2012 - 9:59

To był dobry powód do nabijania się z Jace'a, to, jak bardzo pogrążył się w uczuciu do Peony, kiedy zdał już sobie z niego sprawę. Niby wielki pan telepata, a tu takie małe (khm..), rude, irytujące coś go przechytrzyło i cały czas upierało się, że kocha, że świata poza nią nie widzi itepe. I się sprawdziło, ha! W sumie Peonka mogłaby trzymać Dżejsa pod pantoflem cały czas, a ten wodziłby tylko za nią rozkochanym wzrokiem i nie narzekał. Do pewnego stopnia to było taaaaakie kochane!
Mathilde nie miała pojęcia o burzy uczuć dziejącej się w Peony. Gdyby jednak miała, zapewne nie wiedziałaby, co mogłaby zrobić - a raczej, wiedziała, co sama by zrobiła. Kategorycznie zerwała kontakt z jednym, rzucając się w związek z drugim zupełnie, bez żadnych oporów, wyczyniając najbardziej ekscentryczne cuda. Jednak to była Leistnerówna, dla której nic nie przedstawiało trwałej wartości, nawet miłość.
- Nie, leczenie nie jest bolesne, ani dla mnie, ani dla niego - zaprzeczyła, kręcąc powoli głową. Kręciła powoli kubkiem, nadal szukając odpowiedniego wyjścia i aranżacji sytuacji. - Przede wszystkim potrzebne będzie sporo przestrzeni, muszę móc dotykać ciała Londona, może przyda się drugie łóżko i koniecznie kroplówki z glukozą dla mnie i dla niego, bo to trochę potrwa, a żaden z nas nie może spać, absolutna prywatność... Jeden lekarz i jedna pielęgniarka, bez osób postronnych... - mówiła na głos, robiąc sobie jednocześnie mentalne notatki na temat rzeczy przydatnych, tak było wygodniej się jej skupić. Cóż. - A co z innymi obrażeniami? Czy coś poza tymi nerkami zagraża jego życiu? - zainteresowała się w sumie, odrywając od nefrologii. Wiedziała, że będzie tak wyczerpana po leczeniu nerek, że nie da rady niczego innego naprawić przez najbliższe miesiące, wolała się więc upewnić, że nic poza nimi nie będzie musiała naprawiać.
Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: Starbucks   Sob 29 Gru 2012 - 22:43

Serce Peonki niebezpiecznie spowolniło częstotliwość uderzeń, kiedy Mattie zaczęła mówić. Jakoś wydawało jej się, że Lisica nie brzmi wiarygodnie, że pewnie nie mówi jej całej prawdy, żeby jej nie denerwować (jaaaasne), i w ogóle coś jej tutaj nie grało zbyt harmonijnie. Chyba, że po prostu się martwiła, i o Londona i o Mathilde, bo przecież wystarczająco miała obciążone sumienie, żeby dorzucić do tego jeszcze wyrośniętego rudzielca w hipsterskim swetrze, bo to też jednocześnie oznaczałoby, że London nie został uratowany, więc podwójne najgorzej.
- Przestrzeń to żaden problem, bo można to nawet zrobić u mnie w domu. Raczej nie mogę narzekać na mały metraż - powiedziała, wpatrując się wielkimi oczami w twarz Mathilde, która widocznie intensywnie nad czymś myślała. Co Peonka odebrała jako dobry znak. Poza tym sam fakt, że się dziewczę zgodziło uważała za połowiczny sukces całej operacji.
- Wszystko załatwię, to jest akurat żaden problem. Po prostu on musi żyć, nawet gdyby to miało być ostatnie co zrobię, chociaż na tamten świat się jeszcze nie wybieram - skwitowała tonem wyciśniętym z jakiś głębszych emocji, ot komunikat, gdzieś w podszewce mający schowanego Jace'a. Wspaniałe oblicze miłości - jakoś nie uśmiechało jej się (ba, nawet nie umiała sobie tego jakkolwiek wyobrazić) rozstawać z nim tak drastycznie.
- Do naprawy ma tylko nerki. Jakoś będzie musiał sam się uporać ze złamanym piszczelem - zapewniła, biorąc łyka kawy. Już spokojniejszego.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Starbucks   

Powrót do góry Go down
 
Starbucks
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Chelsea-
Skocz do: