IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Cafe Smyrna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 277
Join date : 26/12/2011

PisanieTemat: Cafe Smyrna   Pon 27 Sie 2012 - 13:16





Czy mała kafejka założona przez rumuńskiego imigranta może stać się najdroższym miejscem w mieście? W Londynie nic nie jest niemożliwe, dlatego Cafe Smyrna jest miejscem niezwykle luksusowym i przeznaczonym dla posiadaczy pokaźnych portfel. To nie Starbucks, tu nie ma nic na wynos, szybko i masowo - każdy napój jest przygotowywany z mistrzowską precyzją.
Perfekcyjne miejsce dla zmęczonych zakupami miliarderek albo ludzi z wyższych sfer.

Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Cafe Smyrna   Pią 19 Paź 2012 - 12:33

Smyrna była miejscem błogim, bo wolnym od tego typowego dla ludzi w ich wieku popłochu, paplaniny i całego tego zgiełku, którego Chloe Demarchelier namiętnie unikała ostatnimi czasy. Nie byłoby pewnie przesadą stwierdzić, że w ogóle unikała ludzi, ograniczając kontakty międzyludzkie do niezbędnych, celem zachowania odzyskiwanej pozycji na społecznej drabince St. Bernard, preferując powolne rozpoczynając powtórek do egzaminów, albo nadrabianie zaległości kinematograficzno-literackich.
Poza tym w spotykaniu się ze znajomymi w czasie każdej luki w terminarzu zaczęła uznając za zbyt męczące, bo wtedy musiałaby pożytkować energię na udawanie fantastycznego samopoczucia, na urocze miny i inne fałszywości. Była zdołowaną prawie-osiemnastką, która teraz, podczas tego nieprzyjemnego, jesiennego popołudnia nie popadała w skrajną depresję tylko dzięki perspektywy spotkania z Nette.
Była tak pochłonięta najpierw wszelkimi formalnymi sprawami z Kornelem, potem własnym załamaniem, a wreszcie szkołą i całą tą sytuacją z Collierem, na której myśl robiło jej się jednocześnie niedobrze i ckliwie, w ramach uskuteczniania destrukcyjnej ambiwalencji, że plan pozostawienia kuzynki na pewien czas samej z jej własnymi problemami (z autopsji wiedząc, że to opcja jedyna, dająca możliwość uporania się z całym żałobnym syfem) sam się zrealizował. Jednak teraz Chloe odczuwała przemożną potrzebę posiadania osoby bliskiej, której nie wstydziło się spojrzeć w twarz, że powrót trosk z Nette w roli głównej był bardziej niż oczywisty. W końcu rodzina, bliska i wierna, nawet mimo pewnej przerwy na ogarnięcie rozpierdolu wewnętrznego.
Niestety na własne życzenie pozbawiła się chwilowo Prudence, starając się kontaktować z nią tak rzadko, na ile pozwalała jej konieczność zachowania pozorów, bo chyba jednak wszyscy dojrzeli - nawet Chloe - która teraz niejako zmiażdżona zdradą, której znów się w sumie dopuściła, nie potrafiła przejść z nią do porządku dziennego, jak miało to miejsce za pierwszym razem. Nie trzymała się jednak tak znów najgorzej, powracając do starodemarchelierowskich norm ubioru, ładując w swoją garderobę jeszcze więcej niż do tej pory.
Że przez próg luksusowego kafelki przekroczyła ubrana TAK (tu będzie link jak zrobię stylóweczkę :3), składając swój superburżujski parasol, który pozostawiła w specjalnym stojaku i przeszła do jednego ze stolików, na krześle obok zostawiając trzy torby z ubraniami które kupiła tu w drodze z domu - z Notting Hill na King's Road był rzut beretem, a po drodze mijało się wiele ciekawych miejsc, w których znów zostawiła niepoprawną ilość pieniędzy. I zabrała się za czytanie menu, bowiem każdy zamawiany tu napój był małym dziełem sztuki i musiała dokonać niemozliwego decydując się tylko na jedną kawę.


/przybywaj, Tosia! <3

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Antoinette Demarchelier
Przywódca Lisów
Uczennica
avatar

Liczba postów : 164
Join date : 04/07/2012
Skąd : Paryż

PisanieTemat: Re: Cafe Smyrna   Pią 19 Paź 2012 - 19:20

Tośka na szczęście swój rozpierdol wewnętrzny ogarnęła, dół głęboki jak Rów Mariański również skutecznie zażegnała, więc ogólnie rzecz ujmując można rzec, że miała się już całkiem dobrze i powoli powracała do bycia starą panną Demarchelier, działającą wszystkim na nerwy. Pomimo długotrwałego kryzysu psychicznego, morza, a wręcz oceanu wylanych łez, aktualnie nie przypominała tej osoby sprzed kilkunastu tygodni, która nie była nawet na granicy załamania nerwowego, a po prostu ją przekroczyła. W każdym razie zostańmy przy tym, że teraz wszystko wracało do normy, włączając w to także zostawianie obrzydliwie wielkich sum pieniędzy w różnych sklepach, co przecież było niemal zawsze nieodłącznym elementem życia Antoinette, wyłączając te końcowowakacyjne zakłócenia. Jej garderoba rozrosła się już do przerażającej wielkości, a wszelkie żakieciki, spódniczki, sukieneczki, wręcz błagały o wyjście z szaf, w których się już zwyczajnie nie mieściły. Bo generalnie Demarchlierówna nie miała w zwyczaju pozbywania się starych ubrań (chociaż w jej przypadku określenie „stare” oznaczało niejednokrotnie „nowe”), bo czuła się do nich wyjątkowo przywiązana i nie wyobrażała sobie, by mogły wylądować w cudzej szafie. Teraz, kiedy przyszedł nowy rok szkolny, który przyniósł ze sobą niespodziankę w postaci nominacji na Przywódcę Bractwa, którym zresztą Tośka, jakimś cudnym cudem, została, musiała znów zaopatrzyć się w masę nowych ubrań, by standardowo błyszczeć na szkolnych korytarzach i przyćmiewać tym samym inne dziewczątka, wtapiające się w szary tłum. Cóż, nie można powiedzieć, że jej się to nie udało. Oczywiście należy wspomnieć o tym, że w czasie zajęć grzecznie nosiła upiększony mundurek, by świecić przykładem, żeby nie było, że była z niej jakaś straszna buntowniczka, co to, to nie.
Nic więc dziwnego, że zanim trafiła do Cafe Smyrna, gdzie o godzinie 17:00 umówiona była z Chloe, nieświadomie poszła w jej ślady, zaopatrując się po drodze w parę modnych szmatek, co jeszcze bardziej poprawiło jej humor. Bo wszak sama wizja spotkania z kuzynką, z którą tyle czasu nie miała okazji porozmawiać w cztery oczy, napawała ją radością. To przykre, że zamieszkiwały pokoje, oddalone od siebie kilka metrów, bywały na tych samych zajęciach, a od czasu śmierci Kennetha i Cornela (o ironio, again; wciąż niesamowity pozostaje fakt, jak to się stało, że obaj kopnęli w kalendarz w tym samym czasie), nie zdecydowały się spotkać i porozmawiać na spokojnie, bez histerii, czy chociażby wyskoczyć razem do galerii handlowej, by znów nadszarpnąć wspólnie majątek Demarchelierów. W każdym razie w tym momencie, kiedy wszystko układało się po myśli Tosi i świat znów nabierał piękniejszych barw, rezygnując z mieszanki czerni i bieli, dziewczyna miała nadzieję, że jej relacja z Chloe z powrotem wróci do poprzedniego stanu, przypominając tę siostrzaną.
Kiedy Nette dotarła w końcu do celu, uśmiechnęła się sama do siebie i rozejrzała dookoła, w poszukiwaniu drugiej Demarchelier. Biorąc pod uwagę, że lokal nie był specjalnie zatłoczony i wciąż pozostawało wiele wolnych stolików, wypatrzenie Chloe nie było jakimś wielkim problemem. Tosia skierowała więc ku niej swoje kroki i stając przy krześle, na którym leżały torby z klołkowymi zakupami, rzekła wesoło: – Widzę, że jakaś pudrowa piękność zajęła moje miejsce. – rzecz jasna miał być to jakże trafny komentarz do uśmiechającej się z jednej z toreb prawdopodobnie sukienki (a może i bluzki?). Po chwili dziewczyna ucałowała kuzynkę w policzek, w ramach przywitania i zajęła krzesło naprzeciw niej. Starała się w ogóle nie wracać myślami do tych wszystkich smuteczków i dołeczków, chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że i tak się to prędzej czy później stanie. Mimo wszystko skupiła się w tym momencie na menu i nie pozwalała na to, by uśmiech zniknął z jej twarzy. W ogóle to dość dziwne, ale Antoinette stała się w tej swojej całej zajebistości, przyćmiewającej pół wszechświata, jakaś taka… weselsza?

_________________


tutaj powinien znajdować się jakiś chwytający za serce cytat,
ewentualnie linki do karty/relacji/telefonu,
ale ich nie ma, bo jestem leniwa I love you
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Cafe Smyrna   Pią 19 Paź 2012 - 20:43

Chloe wreszcie zaczynała akceptować fakt odejścia Kornela, co przez długi okres czasu przychodziło jej z wielkim trudem. Teraz po prostu... tęskniła, pozwalając sobie jednak na ckliwe wzdychanie do wspólnych zdjęć dopiero upewniając się że jest poza zasięgiem ludzkiego wzroku i telefonów wyznawców TT. Czego tak czy inaczej starała się nie robić, wiedząc, że tylko rozdrapuje tym świeżo zabliźnione rany, wciąż podatne na ponowne rozjątrzenie się. Skupiała się na tym, by przemierzać korytarze na jak najwyższych obcasach, codziennie z inną torebką przewieszoną przez łokieć, skupiała się na, o dziwo, nauce, postanowiwszy chociaż raz uczciwie zapracować na własne stopnie, skoro istniała mała szansa na przekupienie całej komisji egzaminacyjnej, a też Chloe nie była tak beznadziejnym przypadkiem. Po prostu leniwym w sprawach zakuwania, którego już im się zdążyło nazbierać tyle, że dnia bez sprawdzianu nie miewała, przy okazji czego ujawniały się cechy nabrane podczas przyjaźni z Wright, mianowicie wyostrzona ambicja.
Ot chęć do imponowania samej sobie osiągniętymi wynikami sprawiała, że Demarchelier chodziła na lekcje przygotowana, prowadziła zdecydowaną większość zeszytów regularnie i nie brakowało jej żadnych notatek, wagary w ilości śladowej - choć powinno się to nazywać kawą pitą z przymusu uniknięcia oceny niesatysfakcjonującej, zachowując twarz i klasę. Testując przy okazji nowo otwarty lokal niedaleko szkoły.
Była w Smyrnie chwilę przed czasem, jednak niczemu to nie wadziło. Nowe doświadczenia są potrzebne, a bycie przed czasem takowym z pewnością było, gdy jest się wiecznie wszędzie spóźnioną. Tosia jednak była osobą, na którą czekanie zupełnie nie przeszkadzało Klołce, która zrzuciwszy z ramion swój trencz (stylówka, wreszcie) rozpoczęła powolne studiowanie karty podawanych tu napojów, dostając oczopląsu od ilości opcji. Że zaczytana nie zauważyła, kiedy znajoma sylwetka zamajaczyła u wejścia kawiarni i zmaterializowała się swoimi ustami przy klołkowym policzku, że mogła ona poczuć znajome perfumy, usłyszeć głos, za którym zdążyła zatęsknić. Uniosła orzechowy wzrok, odwzajemniając pocałunek witający i obdarzyła kuzynkę szerokim uśmiechem, gdy ta zajmowała miejsce naprzeciwko.
Jednak co innego było widzieć się przelotem w szkole, a co innego rzeczywiście się spotykać, rozmawiać, zacieśniać więzi, nawet jeśli miałyby po raz setny oglądać razem Śniadanie u Tiffany'ego i pochłaniać kubełki lodów podczas całonocnych rozmów w towarzystwie drogich pościeli i piżamek Victoria's Secret. Ot zwyczaje nastolatek, level 'platynowa karta płatnicza'. Przecież z nikim innym zakupy nie były tak przyjemne jak z Tosią, gdy ilość wydawanych pieniędzy miała najmniejsze znaczenie, bo liczyła się tylko dobra zabawa, nawet jeśli w ramach żartu kupiła coś, czego nigdy nie ubierze. Nawet na przebieraną kicz-party.
- Och tak, nie umiałam się powstrzymać - odpowiedziała z uśmiechem, wyciągając ostrożnie z torby pudrowo-błękitną sukienkę, widząc aprobatę w jej oczach chowając ją z powrotem. Odłożyła otwartą kartę, opierając brodę na splecionych palcach dłoni, ułożywszy łokcie na stole. - Wyglądasz świetnie, jesień Ci służy. Ale opowiadaj, jak mija Ci życie! To wręcz karygodne, że w tym wszystkim nie miałyśmy dla siebie ostatnio czasu - powiedziała, po czym usiadła znów normalnie, ujmując w pięknie zadbane dłonie tę nieszczęsną kartę, decydując się wreszcie na bananowe macchiato. Z nieukrywaną radością wpatrując się w kuzynkę, tak odmienną od obrazka, który notabene obydwie przedstawiały pod koniec sierpnia.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Antoinette Demarchelier
Przywódca Lisów
Uczennica
avatar

Liczba postów : 164
Join date : 04/07/2012
Skąd : Paryż

PisanieTemat: Re: Cafe Smyrna   Sob 20 Paź 2012 - 9:04

Tośka, lustrując uważnie menu, ostatecznie zdecydowała się na kawę z dodatkiem karmelu i posypki, w postaci białej czekolady. Mimo tego, że przeciętny człowiek niewątpliwie po takiej solidnej porcji słodkości umarłby na przecukrzenie, Demarchelier dodatkowo zamówiła jeszcze kawałek ciasta bezowego z malinami. W końcu jak szaleć, to szaleć. A biorąc pod uwagę fakt, ile kilogramów uciekło z tośkowego ciała pod koniec wakacji, mogła sobie pozwolić na opychanie się takimi kalorycznymi bombami, nie zważając na to, ile centymetrów przybędzie jej niedługo w biodrach. Odłożywszy kartę z powrotem na stolik, również oparła ręce na jego blacie i wpatrując się w Chloe jak w obrazek, odpowiedziała: – Dziękuję, kochana. A co tyczy się mojego życia, to właściwie sama nie wiem, od czego zacząć… – słowa Demarchelier zabrzmiały tak, jakby faktycznie miała za moment rozpocząć długą, pełną rozmaitych zwrotów akcji historię i zanudzić nią swoją rozmówczynię. Tymczasem jednak, wbrew wszelkim pozorom, Tośka nie bardzo miała się czym chwalić, bo ostatnimi czasy w jej życiu nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Mogłoby się wydawać, że skoro dziewczyna trzyma się tak dobrze, jej kondycja psychiczna ma się całkiem nieźle, to znaczy, że jej życie towarzyskie kwitnie, nie ma w nim czasu na monotonię, a jednak wprost przeciwnie. Nette stroniła od spotkań z ludźmi, zaszywając się w czterech ścianach i poświęcając oglądaniu nowych odcinków seriali, czytaniu kryminalnych bestsellerów, a gdy postanawiała wreszcie opuścić swój pokój, organizowała sobie samotne wędrówki do centrów handlowych. Tryb samotnika wciąż był w jej przypadku uruchomiony, ale właśnie chyba dzięki temu mogła w końcu pozbierać się do kupy. – Tak prawdę mówiąc, chociaż to w sumie przykre, nie mam zbyt wiele do opowiadania. Generalnie staram się funkcjonować normalnie, uporządkować swoje życie i w tym wszystkim nie mam na co narzekać. – pomijając już nawet fakt, że Antoinette tak rzadko widywała się ostatnio z Chloe, ten sam los spotkał jej relację z Indianą, czy nawet panną von Laffert. Demarchelier zdawała sobie sprawę, że jeżeli nie chce zostać sama, to całkowite odcinanie się od ludzi nie ma już najmniejszego sensu i pora opuścić swój własny świat, ale niezwykle ciężko było jej się do tego zebrać. – I bardzo się cieszę, że Cię widzę. Nie wiem, jak to się stało, że tyle czasu minęło od ostatniego spotkania, a my nie znalazłyśmy chwili na choćby i zwyczajne ploteczki. – Tośka pokręciła głową z niedowierzaniem, dochodząc do wniosku, że bardzo brakowało jej obecności Klołki. Jasne, świetnie czuła się w swoim własnym towarzystwie, twierdząc, że taka przerwa od kontaktów z innymi, w tym między innymi z kuzynką, dobrze jej zrobi, ale teraz wyszło na to, że była w wielkim błędzie. – Ale mów, co u Ciebie? Jak mniemam, dzieje się na pewno dużo więcej, niż w moim marnym żywocie. – Demarchelierównie przez chwilę zaświtało w głowie, że gdyby cokolwiek godnego uwagi, superciekawego wydarzyło się w życiu Chloe, na pewno TT by o tym wspomniała. Tę myśl dziewczyna skwitować chciała ugryzieniem się w język i zrobieniem klasycznego facepalma, bo wstyd jej było za siebie, że w ogóle mogło jej przyjść coś takiego do głowy. Bo żeby takie wnioski, dotyczące tak bliskich osób, wyciągać na podstawie chorych wymysłów jakiejś internetowej plotkary? Straszne!

_________________


tutaj powinien znajdować się jakiś chwytający za serce cytat,
ewentualnie linki do karty/relacji/telefonu,
ale ich nie ma, bo jestem leniwa I love you
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Cafe Smyrna   Sob 20 Paź 2012 - 10:51

Klołki już ogólnie było mało na tym świecie, i wzrostowo i wagowo, jednak w sierpniu osiągnęła jakieś swoje minimum. Zdążyła jednak, pod czujnym okiem Prudence i swojej gosposi, przybrać na wadze i ważyć teraz tyle, ile przed wszystkimi pogrzebowymi dramatami, chociaż nie było to łatwe zadanie, zważywszy na zupełny brak apetytu przez praktycznie cały wrzesień, gdzie tylko logika zmuszała ją do jedzenia, które było jej potrzebne do przeżycia. Trudne, zwłaszcza dla osoby, która swego czasu wątpiła, czy w ogóle chce jeszcze żyć.
Jak się jednak okazało, samotność była zbawienna. Terapia, którą obrała sama dla siebie okazała się skuteczna, bo separacja od chociażby Nette umożliwiła jej odcięcie się również od przykrych powiązań. Bo kuzynka była dla niej przez pewien czas bolesną przypominajką tego, o czym przecież pragnęła zapomnieć. Nie chciała w swojej głowie obrazów jak pogrążona w skrajnej goryczy biegła z Notting Hill do Knightsbrigde, jak wpadła do rezydencji kuzynki, jak brudna i mokra zasypiała na kanapie jej salonu, budząc się ze strachem z koszmarów, które dręczyły ją jeszcze długo po całym tym dramacie. Chciała zostawić za sobą całą procedurę załatwiania przewozu Kornela do rodzinnego over, chciała zapomnieć wyraz twarzy jego matki, upiorne wręcz przedpołudnie pogrzebu.
Teraz jednak, widząc Antoinette w stanie wręcz dobrym, widziała po prostu swoją kuzynkę, zero bolesnych korelacji. Raczej chęć odświeżenia niezbędnego kontaktu, po niezbędnej przerwie. I takie właśnie popołudnia w Smyrnie były pierwszym kroczkiem stawianym pewnie w markowych butach na obcasie, ku powrotowi do normalności.
Po jej słowach dodatkowo spodziewała się (a może nawet skrycie liczyła na to), że usłyszy o towarzyskim rozkwicie, o mnóstwie nowych koneksji, może nawet o jakimś poznanym na zeszłotygodniowej imprezie w największym klubie w Camden, albo na koncercie na stadionie Wembley wysokim, przystojnym blondynie z australijskim akcentem i uśmiechem jak z reklamy Blend-A-Med. Tak, z całą pewnością chciała to usłyszeć, bo wtedy wiedziałaby, że Nette jest już sobą. Czego Chloe (jeszcze) nie umiała powiedzieć o sobie, choć głęboko wierzyła, że wszystko jest na dobrej drodze.
- No nie powiem, że nie, ale liczyłam na coś bardziej spektakularnego, wiesz? Ale nie dziwię Ci się zupełnie, że nie masz na nic ochoty, przeżywam to samo. Z plusów mogę powiedzieć, że nie wiem, czy kiedykolwiek w moim życiu byłam tak zapoznana z absolutnymi filmowymi must-know. Częściej bywam w teatrze, ale to nic dziwnego raczej, zawsze lubiłam chodzić na spektakle - zaczęła, jednak przyszedł kelner, zatem złożyła zamówienie na swoją bananową kawę i ciasto czekoladowo-migdałowe, które dobrała w ostatniej chwili zerkając na desery.
Poczekała aż Tosia zamówi coś i sobie, żeby kontynuować średnio pasjonującą wypowiedź.
- Tak więc u mnie również nie ma zbyt wiele do opowiadania, ale mam się na pewno lepiej niż tych kilka tygodni temu... - dokończyła, jednocześnie też nie kończąc. Jasne aluzje były bezpieczniejsze niż wypowiadanie niektórych rzeczy na głos, co z całą pewnością wiedziały obydwie. Teraz jednak Chloe nie chciała odpływać myślami w te płaczliwe rejony, zatem założyła nogę na nogę pod stołem i chwiejąc się na wysokiej koturnie zaczęła bawić się cienką bransoletką, która zdobiła jej wątły nadgarstek. - Zmieńmy temat. Gratuluję przywództwa! - podjęła z szerokim, szczerym uśmiechem, kiwając głową z uznaniem i udając klaskanie. Nie wydając oczywiście tego dźwięku, jednak była po prostu z Nette dumna. - Już całe SHD nie może się doczekać Waszej imprezy halloweenowej. Będziesz, prawda? - liczyła oczywiście na odpowiedź twierdzącą, bo sama Chloe planowała oczywiście się zjawić, tylko jeszcze nie miała zbytnio pomysłu na przebranie.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Antoinette Demarchelier
Przywódca Lisów
Uczennica
avatar

Liczba postów : 164
Join date : 04/07/2012
Skąd : Paryż

PisanieTemat: Re: Cafe Smyrna   Nie 21 Paź 2012 - 10:36

Bez wątpienia w życiu Antoinette przydałby się taki przystojny blondyn, rzecz jasna z milionami na koncie, który przewróciłby je do góry nogami. Po stracie Kennetha, aż do tej pory, żaden chłopak nie przyciągał jej uwagi, bo przez długi czas przecież nie wyobrażała sobie, by mogła się z kimkolwiek związać. Dlatego też biorąc pod uwagę jej jakże aktywne życie towarzyskie i chęć spotykania się z ludźmi, można by z powodzeniem stwierdzić, że czeka ją świetlana przyszłość starej panny z dziesięcioma kotami. Cóż, pozostawało wierzyć, że mimo wszystko aż tak źle nie będzie i w najbliższym czasie Tośka się, najprościej mówiąc, ogarnie. – Przykro mi, że Cię zawiodłam. Chciałabym powiedzieć, że w moim życiu naprawdę dużo się dzieje, że mogłabym napisać autobiografię, która posiadałby tysiąc stron, a każdy jej rozdział zaskakiwałby czytelnika, ale to tylko moja wina, w sumie też chyba własny wybór, że tak nie jest. – teraz, kiedy wszystko względnie wracało do normy i Demarchlier była w stanie funkcjonować jak normalny człowiek, pojawiał się jakiś maleńki cień nadziei, że niedługo będzie mogła całymi nocami przesiadywać u Chloe i dzielić się z nią nawet najdrobniejszymi szczegółami dotyczącymi jej egzystencji, a i tak zabraknie im czasu, by omówić dokładnie wszystko.
Na słowa kuzynki, odnośnie filmów, Tośka zareagowała śmiechem, bo skądś już świetnie znała tę historię; czyżby z autopsji? – Ja za to zdążyłam nadrobić opuszczone przeze mnie wcześniej sezony najrozmaitszych seriali, przy okazji też zaznajomiłam się z najnowszymi hitami i skłonna jestem stwierdzić, że z tego względu byłby ze mnie świetny krytyk. Tylko nie byłabym taka pewna, czy to na pewno plus. – nie od dziś wiadomo, że Nette wprost uwielbiała spędzać całe dnie przed laptopem, ewentualnie w sali kinowej i zanurzać się w świecie amerykańskich i brytyjskich tasiemców, ale w ciągu minionego miesiąca pobiła chyba swoje wszystkie rekordy, w kwestii ilości godzin zmarnowanych na wlepianiu wzroku w ekran.
– Cieszę się. – Chloe ewidentnie nie miała ochoty rozwijać konwersacji na swój temat, więc Tosia nie miała zamiaru niczego z niej wyciągać. Ufała, że skoro druga Demarchelier twierdzi, że jest już dużo lepiej, niż było, toteż odpuściła sobie zadawanie jakichkolwiek zbędnych pytań. – A, tak… dziękuję. W końcu odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu, prawda? – dziewczyna do tej pory była zaskoczona, że udało jej się zostać przywódcą bractwa. Nigdy nie paliła się do zajęcia takiego odpowiedzialnego stanowiska, mimo tego, że jako osoba o takim, a nie innym charakterku wprost idealnie się do tego nadawała. – Oczywiście, że będę. Jak mogłoby mnie tam zabraknąć? – impreza halloweenowa była świetną okazją do zakończenia procesu wracania do normalności przez Tośkę. Wreszcie miała możliwość opuszczenia swojego małego świata i wyjścia do ludzi. – Problem tylko w tym, że nie mam czego na siebie założyć. W związku z tym chyba będziemy musiały wybrać się za wspólne zakupy, co Ty na to? – co tego, że szafa Antoinette wprost pękała w szwach, skoro trudno byłoby w niej znaleźć coś, co nadawałoby się na przebranie. A panna Demarchelier przecież nie mogła w żadnym wypadku wystąpić w jakimś banalnym stroju czarownicy, czy innego ducha. To musiało być coś wyjątkowego.
Rozmowę w pewnym momencie przerwał kelner, który zmaterializował się nagle przy ich stoliku ze złożonym wcześniej zamówieniem. Po krótkiej chwili Tośka zanurzyła w cieście widelczyk, zaraz potem rozkoszując się smakiem bezowej słodkości. Nie dała nawet dojść Chloe do słowa, bo rozpoczęła kontynuowanie myśli, a propos imprezowego stroju: - Chyba, że w żadnym sklepie nie znajdzie się nic ciekawego, wtedy trzeba będzie rozważyć wizytę u jakiejś zdolnej krawcowej, która stworzy cudeńko w dzień, albo dwa. - w sumie bardzo prawdopodobnym było, że Tośka nie znajdzie wymarzonego stroju w zwykłym butiku, bo przecież nie wyobrażała sobie, że może kupić byle co. Poza tym w centrach handlowych zaopatrzą się też niewątpliwie inne dziewczątka, chcące zaprezentować się jak najlepiej na zabawie, a co by się stało, gdyby nie daj Boże miały na sobie to samo, co Demarchelierówna?

_________________


tutaj powinien znajdować się jakiś chwytający za serce cytat,
ewentualnie linki do karty/relacji/telefonu,
ale ich nie ma, bo jestem leniwa I love you
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Cafe Smyrna   Pon 22 Paź 2012 - 14:36

Luźna atmosfera kawiarni, lekka muzyka w tle, pyszna kawa, obłędne ciasto, wszystko to wpływało na ogół aktualnego samopoczucia Chloe, które oscylowało obecnie gdzieś w okolicach sufitu, czyli rekordowo wysoko, biorąc pod uwagę ostatni czas. Podgryzana wyrzutami sumienia średnio chciała nawet bawić się w małą aktorkę, patrząc w blade oczy Prudence i mówić jej, że wszystko jest w porządku, skoro nie było. A nie było przez jej własną głupotę i niezaspokojone potrzeby seksualne, które niezaspokojone pozostały. Przegrała więc, a Chloe Demarchelier odnosząca porażkę była towarzystwem wręcz niebezpiecznym.
Teraz jednak jej myśli skupiły się na chwili obecnej, na kojącej obecności Nette, na jej łagodnym głosie, na luźnej pogawędce, która, najwyraźniej, była jej bardzo potrzebna. Wyrywała z wpędzającego w obłęd natłoku myśli, z którymi - jak miała wrażenie - została wepchnięta do bębna pralki i nastawiona na najszybsze wirowanie. Zbawienie, a jeszcze kuzynka była jej osobą tak bliską, osobą, która widziała ją w chwilach największej glorii i największego życiowego dna, że wręcz za sztuczne uważałaby wstydzenie się zażyłości. Może mało skromnie, ale była pewna, że ona jest dla niej tym samym, oparciem, przyjaciółką, siostrą, z funkcją dopasowaną do potrzeb: od dietetyka, przez organizatora czasu, po stylistkę paznokci.
- Co w rodzinie serio nie ginie - mruknęła sobie pod nosem słuchając Nette, dopasowując każdy element jej wypowiedzi do własnego przykładu. który malował się identycznie, te same sprzeczne emocje, chęci do całkowitego wyzdrowienia, do powrotu do dawnego trybu, ale jednoczesne zaprzeczanie temu, poprzez zamykanie się w pokoju z kubełkiem lodów i ciepłą herbatą. - To po prostu wręcz inspirujące. Jakiś psycholog powinien zbadać nasz przypadek pod względem szczególnej więzi - zreflektowała się, zachwycając kuzynką zaraz potem, jak oblizała kącik ust z czekolady, bardzo przyjemnym uśmiechem.
Temat jednak szczęśliwie uległ zmianie, ponieważ powrót do tej niezbyt dalekiej przeszłości był wciąż cholernie bolesny, dlatego ograniczała wywlekanie tego do minimum. Impreza halloweenowa, ubrania, zakupy, filmy, muzyka, to było łatwiejsze, i jednocześnie w towarzystwie Tosi nie musiała się martwić, czy aktualnie poruszany temat rozmowy/rozważań nie jest zbyt błahy. Nie był to ten typ naginającej kark relacji, w którą trzeba było, poza oczywistym zaangażowaniem emocjonalnym, ładować słownik poprawnej angielszczyzny i stosy publikacji popularnonaukowych żeby mieć o czym rozmawiać. Chloe nie utrzymywała takowych, kojarzyły jej się z sytuacją, gdy stara się o jakieś korzyści u osoby wyżej postawionej. Kolejny gigantyczny plus siostrzanej-prawie-że miłości.
- Zdecydowanie, nie bez powodu dostałyśmy taki a nie inny zestaw genów - zaśmiała się, przychylając filiżankę do ust i upijając łyka. Była, akurat z tego aspektu przywództwa, z Tosi bardzo dumna. Dochodziły do tego wszelkie osobiste akcenty, typu zadowolenia, że ze stołka spadła durna Przewodnicząca-Barbie-Leinster. I niezbyt obchodziło ją, że w sumie ten ich hejt jest dość irracjonalny. Nie lubiły się, dla Chloe był to wystarczający argument by cieszyć się z jej upadku, jednocześnie podwójnie winszując Nette. - W sumie wątpię, że w normalnych sklepach dostaniemy odpowiednie przebrania. Zostaje, jak mówiłaś, albo prywatna krawcowa, albo wylęgarnia poliestru zwana chińskim marketem, gdzie jednak pojawić się nie zamierzam. To, że jestem trochę wycofana z życia publicznego nie oznacza od razu, że mam zamiar popełnić towarzyskie samobójstwo - uśmiechnęła się, a jej myśli zaczęły wertować kartki jej zestawienia numerów telefonów w głowie, bo zajmowanie się bezsensownych usiłowaniem wyobrażenia siebie w markecie z odzieżą prościutko z Chin było zupełnie bezcelowe. O wiele łatwiej było znaleźć w Londynie porządnego krawca, nawet jeśli odbiłoby się to na przygotowaniach do najnowszej kolekcji Burberry, bo zaciągnie do pomocy głównego projektanta.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Antoinette Demarchelier
Przywódca Lisów
Uczennica
avatar

Liczba postów : 164
Join date : 04/07/2012
Skąd : Paryż

PisanieTemat: Re: Cafe Smyrna   Pią 26 Paź 2012 - 20:32

Gdyby głównym tematem rozmowy, zamiast imprezy halloweenowej, stało się na przykład omawianie wpływu alkaloidów na życie i rozwój pantofelków, ewentualnie dyskusja dotycząca kwestii istnienia bozonu Higgsa, Tosia zapewne miała by dużo do powiedzenia, ale łączyłoby się to z tym, że czułaby się totalnie nieswojo, jak przymuszana do elokwentnych rozpraw nad całkiem obojętnymi jej sprawami. Oczywiście nie było to równoznaczne z tym, że za każdym razem, kiedy Demrachelierówny spotykały się na pogaduchach, omawiały tylko kwestie najnowszych kolekcji ciuchów, linii kosmetyków, czy świeżo otwartych butików; tematy filozoficzno – egzystencjalne również miały swoje stałe miejsce w ich rozmowach. W każdym razie w tym akurat momencie rozważania odnośnie nadchodzącej imprezy, czy przywództwa Tośki, były bardzo wygodne, bo nie wiązały się z żadnymi smutkami, łzami i innymi końcowowakacyjnymi standardami, które miały zostać tym razem pominięte. – Oczywiście! Geny idealne. Myślę, że tym przypadkiem też powinien zająć się jakiś specjalista, bo to wprost niemożliwe, żeby taka doskonałość skumulowała się w pojedynczych jednostkach. – Antoinette zawtórowała kuzynce śmiechem, teoretycznie traktując te słowa jako żart, ale wiadome było przecież, że wcale nie mijał się on specjalnie z prawdą. Po wyczyszczeniu talerzyka z nawet najdrobniejszych okruszków ciasta dziewczyna ujęła w dłonie filiżankę z kawą, by upić kolejny łyk i zaraz potem powrócić do tematu demarchelierowskiego blasku i zajebistości genów, ale coś nie pozwoliło jej nawet zebrać myśli. Bowiem w momencie, kiedy przybliżyła do ust filiżankę, wędrując wzrokiem gdzieś w okolice okna, spostrzegła za nim całkiem interesującego osobnika płci przeciwnej, zmierzającego w sobie tylko znanym kierunku. Nie ukrywajmy, że biedna, mała Tosia była ostatnio bardzo samotna i pomimo tego, że nie wyleczyła się jeszcze na tyle, żeby móc się z kimkolwiek związać, jej serce coraz częściej informowało rozum, że warto by było w końcu ogarnąć życie emocjonalne. W każdym razie… – przerwała na moment, bowiem jej uwagę znów przykuł przystojny jegomość, kierujący się tym razem w drugą stronę. Po chwili jednak z powrotem przeniosła wzrok na Chloe i ciągnęła dalej swój krótki monolog: – … nie, nie, nie. Żadne chińskie markety. Moja delikatna skóra nie zniosłaby kontaktu z jakimś tandetnym materiałem, rodem z obskurnego kontenera. – Antoinette właściwie była pewna, że Chloe za żadne skarby nie skorzystałaby z oferty sąsiadów z dalekiego wschodu, ale przerażona samą wizją pojawienia się w takiej wylęgarni, jak to uroczo określiła miejsce tego typu druga panna Demarchelier, postanowiła zaprotestować i ewentualnie wybić z to z klołkowej głowy, gdyby mimo wszystko zaświtała w niej nagle taka myśl. – Zdecydowanie wolałabym jakiś bajkowy bal, któremu towarzyszyłby przepych i blichtr, a nie okropne przebieranki, rodem z seriali o zombie. Ale cóż poradzić, ludzie wolą teraz takie właśnie bzdury i pewnie w przypadku tej pierwszej opcji na zabawie pojawiłoby się raptem parę osób. A szkoda. – Tosia westchnęła zrezygnowana, przenosząc się na chwilę myślami gdzieś daleko, do sali balowej, której ściany ozdobione były między innymi wielkimi lustrami, w srebrnych ramach. Widziała w nich siebie, w pięknej sukni, która sprawiała, że wyglądała jak prawdziwa królewna. Ach, marzenia. Po krótkiej chwili nieobecności powróciła z powrotem do szarej rzeczywistości i kontynuowała temat zbliżającego halloweenowego szaleństwa: – Zupełnie nie mam pomysłu, co mogłabym na siebie założyć. Nie bardzo uśmiecha mi się wystąpienie w roli królewny zombie, ani tym bardziej żądnego krwi wampira. - wiedza Demarchelierówny na temat tego, jak ma wyglądać jej strój, kończyła się mniej więcej na tym, że ma być on wyjątkowy. Poza tym liczyła po prostu na inwencję krawcowej, która będzie miała motywację do stworzenia czegoś niepowtarzalnego, w postaci sporej sumy, jaką zaoferuje jej wybredna klientka Antoinette.

/Nie biorę odpowiedzialności za nieogar tego posta, bo po całym tygodniu już ciężko mi się myśli. Obiecuję poprawę. : D

_________________


tutaj powinien znajdować się jakiś chwytający za serce cytat,
ewentualnie linki do karty/relacji/telefonu,
ale ich nie ma, bo jestem leniwa I love you
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Cafe Smyrna   Sob 27 Paź 2012 - 14:15

O ile różne, naprawdę różne tragedie dotknęły Chloe w ciągu zaledwie osiemnastu lat jej życia, to nigdy nie upadła (ani nie upadnie) tak nisko, by postawić stopę za progiem chińskiego marketu. Owszem, zdarzało się, że Pru się ekscytowała tym wspaniałym plecaczkiem w kwiatki albo takim takim neonowo-pomarańczowym lakierem do paznokci, jednak to akurat Demarchelier była w stanie przeżyć, znając dziwactwa swojej przyjaciółki. Plus tkwił w tym, że bez szemrania pozwalała się wciskać w sukienki Marchesy na ważniejsze i bardziej odświętne okazje, pożyczyć sobie jedną z miliona klołkowych torebek i zaproponować buty, bo akurat tutaj już Chloe swoich użyczyć by nie mogła, jako kurczak mając stopy zwyczajnie małe.
Antoinette jednak była tą modną ostoją, z którą mogła jednocześnie plotkować o najnowszej kolekcji Givenchy, by chwilę później zmienić temat na samochody, filmy Woody'ego Allena, tegorocznych Noblistów, kończąc na wspomnieniach ze wspólnych wakacji w Prowansji, gdy miały po sześć lat.
- Hahahahahaha, tak! - zaśmiała się, jednak nie na tyle, by jej śmiech rozniósł się po całym lokalu. Bądź co bądź, w takim miejscu nie wypadało. Bardzo jej się spodobał tekst Tosi, mimo wszystko, bo to była przecież prawda. A Chloe nigdy nie była uczona tego fałszywego rodzaju skromności, teraz osobiście takową gardząc. Mało było rzeczy gorszych od sztucznych cnotek, które narzekały tylko po to, by dostawać komplementy.
Słowa Nette na temat balu niemalże automatycznie pobudziły klołkowe serce do szybszej pracy, bowiem uwielbiała ona każdą taką imprezę, gdzie mogła pokazać swoją szkolną królewskość, wygrywaną rokrocznie na Balu Semestralnym, jednak nie uskuteczniając żałosnej retrospekcji dotyczącego tego ostatniego. Wielka kłótnia z Pru, koniec romansu z Aidenem - tak dużo było w jej życiu sytuacji akurat z tą dwójką, że było to wręcz nieznośne, szczególnie z tym drugim wymienionym z pary, bo obiekcji przed wspomnieniami związanymi z Wright nie miała żadnych. Przykre, bardzo wręcz. - Ach, Bal Semestralny. Jestem ciekawa kto to organizuje w tym roku... SHD tym razem nie zostało do tego przypisane. Mam nadzieję, że ktoś rozgarnięty, to nasz ostatni prawdziwy Bal... - zamyśliła się, nie umiejąc jednak ukryć rozmarzonego wyrazu twarzy na myśl o pięknych sukniach, kryształowych kieliszkach najlepszego szampana, no i oczywiście potwierdzającym każdy poprzedni rok koronowaniem na królową balu, w ostatniej właściwej klasie, pomijając tą niedorobioną instytucję ostatniego roku, poniekąd kształtującego moc.
Demarchelierówna zauważyła jednak zawiechę Nette, o tyle ciekawą, że jej usta delikatnie się rozchyliły, oczy rozbłysły jakimś glamour blaskiem, a klatka piersiowa automatycznie się uniosła. Rozbawiło ją to, serio, że nie omieszkała się uśmiechnąć lisio biorąc kolejny łyk kawy, zagryzając go potem kawałeczkiem ciasta.
- Yhm, stop wykorzystywaniu azjatyckich sierot w hurtowniach masowego gówna... - zaczęła wręcz znużona, by po chwili przemówić znacznie inaczej wymodulowanym głosem, przebiegłym i "i tak wiem o co chodzi". - Jak wyglądał? - spytała wprost, gdy kuzynka już na nią spojrzała, najwyraźniej myślami gdzieś pomiędzy zdzieraniem z niego koszulki, a kąsaniem jego szyi.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Antoinette Demarchelier
Przywódca Lisów
Uczennica
avatar

Liczba postów : 164
Join date : 04/07/2012
Skąd : Paryż

PisanieTemat: Re: Cafe Smyrna   Pon 29 Paź 2012 - 17:53

Generalnie Tosia bardzo chętnie zajęłaby się organizacją takiego balu, bo skoro już piastowała tak ważne stanowisko, to dobrze by było, gdyby się do czegoś konkretnego przydała, a nie tylko, kolokwialnie mówiąc, grzała stołek, ale niestety w tym wypadku niespecjalnie się do tego paliła. Ba, oczywiście, gdyby mogła wszystko zaplanować, każdy najmniejszy szczegół, zrobić z tej imprezy bal z prawdziwego zdarzenia, niewątpliwie byłaby pierwsza, niestety biorąc pod uwagę, że, nie ukrywajmy, coś takiego było niemożliwe, Demarchelier nie miała ochoty się tego podejmować. Zdawała sobie sprawę z tego, że oprócz niej, Chloe, może innych paru dziewczyn, które uwielbiały pseudo królewskie przebieranki, mało kto byłby chętny na tego typu melanż, a jeśli już względnie dużo chętnych by się znalazło, to zamiast kulturalnego spożywania francuskich win i szampanów, bajkowego walca i innych takich takich, mielibyśmy zgonujących gdzieś w schowkach na miotły biedaków, którzy przesadzili z ilością spożywanych procentów, rozpaczające po kątach przedstawicielki płci pięknej, rzucone przez ukochanych i tego typu patologie. Więc skoro rzeczywistość tak znacznie różniła się od oczekiwań Tosi, póki co dziewczyna nie zamierzała skupiać myśli na balu semestralnym. Fakt, ostatni, najważniejszy, najpiękniejszy, ale co będzie, czas pokaże, na pewno znajdą się jacyś chętni do organizacji. – Pożyjemy, zobaczymy. – Demarchelierówna skwitowała krótko słowa kuzynki, podsumowując je cichym westchnięciem. Powiedzmy, że myślami mimo wszystko wciąż była gdzieś daleko, kursując pomiędzy jegomościem zza okienka, a na jakiś czas powracając też do wnętrza cudownej sali balowej, ze względu na co nawet nie ogarnęła w stu procentach stwierdzenia Chloe na temat biednych, małych Chińczyków, których, rzecz jasna, było jej szkoda, bardzo interesowała się ich losem, nad którym wylewała rzewne łzy… i tak dalej. W końcu jeszcze miała serce, prawda? Nie zmieniało to jednak faktu, że wspomnienie o ich wykorzystywaniu wpadło jej jednym uchem, wypadło drugim, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. Zarejestrowała, że z klołkowych ust wydobył się jakiś dźwięk, jednak biorąc pod uwagę ogólny nieogar, skwitowała to tylko kiwnięciem głowy. Podobnie zareagowała na jej kolejne pytanie, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że pytanie, postawione przez Chloe, wymagało odpowiedzi, a nie tylko aprobaty w postaci poruszenia główką. Cóż, nie trudno było zauważyć, że coś wybitnie interesującego wyraźnie przykuło jej wzrok i nie pozwoliło na zebranie myśli, nic więc nadzwyczajnego, że druga Demarchelier postanowiła poznać szczegóły. Mimo wszystko Tośka momentalnie zareagowała jak jakaś hot-trzynastka, ewentualnie sweet-szesnastka (bez urazy dla ewentualnych użytkowniczek w tym wieku osiem de) i robiąc minę w stylu ‘ale o co chodzi?’ odpowiedziała: – Ale kto, co? – ale już po chwili uśmiechnęła się względnie szeroko, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że na jej policzkach pojawił się delikatny rumieniec i dodała: – Na pierwszy rzut oka raczej niczego mu nie brakowało.

_________________


tutaj powinien znajdować się jakiś chwytający za serce cytat,
ewentualnie linki do karty/relacji/telefonu,
ale ich nie ma, bo jestem leniwa I love you
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Cafe Smyrna   Sro 31 Paź 2012 - 18:32

/sorewicz, że dopiero dziś, ale wariatkowo mam :C

Chloe była już zupełnie wyluzowana, bo choć niezbyt chciała przyznać się do tego, nawet przed samą sobą, to na samym początku trochę się obawiała. eksplozji uczuć, tych tragicznych, końcowosierpniowych. Nie, żeby kuzynka kojarzyła jej się wyłącznie z dramatami, zupełnie nie o to chodziło. Po prostu nawet tak osobliwa persona jak Chloe miała gdzieś ten krytyczny punkt, a zaufanie jakim darzyła Nette wcale nie sprzyjało trzymaniu się swoich bezpiecznych, sztywnych ram sukowatości, którą tak zgrabnie przykrywała swoje problemy, których świat widzieć nie powinien, niczym pachnącym drogimi perfumami pledem Hermésa.
Porzuciwszy daleko za sobą obawy te i podobne dopijając w spokoju swoją kawę, kończąc jeszcze wyśmienite ciastko i słuchała słów kuzynki z uśmiechem na twarzy i z daleka od tej całej depresji, oscylując raczej gdzieś w okolicy masowo produkowanej odzieży z poliestru i innych rzeczy, które śmieszyły osobę z szafą po brzegi wypełnioną projektami haute couture.
- No ja dla tych organizatorów mam nadzieję, że nie spieprzą tego. Chyba bym ich zabiła - powiedziała udając powagę, jednak podejrzewała, że w takiej sytuacji z całą pewnością uruchomiłaby wpływy. To przecież ostatnia taka impreza w ich szkolnej karierze!
Na ten jednak moment znacznie ciekawsza była rumieniąca się Nette, jakby znów miały po trzynaście lat i ekscytowały się tymi przystojniakami ze starszych klas.
- Nette, Ty się autentycznie zarumieniłaś - zaśmiała się i odwróciła, licząc, że może bożyszcze tam jeszcze stoi, jednak nie zobaczyła tam już nikogo godnego uwagi i tak rozkosznych rumieńców. Niemniej jednak Tosia była wyjątkowo zauroczona, że Chloe nawet nie umiała sobie przypomnieć kiedy ją taką widziała. Jak jednak sobie przypomniała, to odgoniła tą myśl tak szybko, jak ją przywołała - kwitła ona tak przy Kennym, nawet jeśli miał rozwalone trampki i nieuczesane włosy. Jakby Kornel inny był tak w sumie... Najwyraźniej dzieliły nie tylko gusta dotyczące ubrań.
- No i jak to kto? Ten, przez którego aż rozbłysły Ci oczy - dodała wyciągając się bardziej na swoim krześle, wlepiając w kuzynkę orzechowe ślepia, oczekując czegokolwiek. A najlepiej szczegółowego opisu z dodatkiem "chyba chodzi do naszej szkoły" oraz tym charakterystycznym uśmieszkiem uroczyście obiecującym knucie czegoś niedobrego. Taki so Demarchelier, oświadczający, że powrót do dawnej formy się zbliża i powinno się jedynie utrzymywać nadzieję, że stanie się to jak najszybciej.
Zerknęła na swój zegarek, analizując w głowie jeszcze swoje plany na resztę dnia, sięgając gdzieś w międzyczasie po torebkę, celem wzięcia portfela.
- Zbierajmy się, mam chyba wenę na szukanie tego kostiumu - powiedziała, mając już koncepcję z miejscami, gdzie powinno być coś ciekawego, odpowiedniego i nieuszytego z syntetycznych materiałów.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Antoinette Demarchelier
Przywódca Lisów
Uczennica
avatar

Liczba postów : 164
Join date : 04/07/2012
Skąd : Paryż

PisanieTemat: Re: Cafe Smyrna   Wto 13 Lis 2012 - 11:03

ja przepraszam tym bardziej, że przypomniało mi się o odpowiedzi po 2 tygodniach; na początku nie mogłam się zebrać, później nawał pracy, ale w końcu się udało. mam nadzieję, że mi wybaczysz, bo to i tak zt :c

Czując to przeszywające spojrzenie Chloe, Tosia prawdopodobnie ponownie się zarumieniła. Na całe szczęście nie należała do tych osób, które w najróżniejszych sytuacjach, począwszy od drobnych kłamstw, przez momenty zawstydzenia, aż po zdenerwowanie, natychmiastowo zamieniały się w buraczka; to byłoby dla niej wyjątkowo żenujące. Mimo wszystko jakieś tam nikłe kolorki pojawiały się od czasu do czasu na jej bladej buźce, nic więc dziwnego, że kuzynka bez problemu je właśnie dostrzegła. – Ach, no może… – odpowiedziała wymijająco, przykładając otwarte dłonie do policzków, w celu ukrycia zdradzających jej uczucia rumieńców. Od śmierci Kennetha właściwie żaden chłopak nie przykuł jej uwagi, bo ogólnie rzecz biorąc Tosia niespecjalnie zainteresowana była płcią przeciwną, nie potrafiąc sobie wyobrazić, że tak szybko ktokolwiek mógłby Reventlowa zastąpić. Ciężko stwierdzić, co takiego miał ten jegomość, który parę minut wcześniej przemknął dwa razy za oknem, ale musiało być to coś wyjątkowego. Niestety, Antoinette nie kojarzyła go wcale ze szkoły, istniała więc opcja, że widziała go pierwszy i zarazem ostatni raz w życiu. Ale kto wie – życie w końcu lubi zaskakiwać, Demarchelierówy przede wszystkim, więc jeszcze wszystko mogło się zdarzyć. Dziewczyna jednak nie rozważała ewentualności, że jeszcze kiedykolwiek ów przystojniaka zobaczy, nic więc dziwnego, że nie była specjalnie chętna do konwersacji na jego temat. Nie potrafiła jednak przemilczeć całkowicie tego demarchelierowskiego uśmiechu, widniejącego na twarzy Chloe, który niemalże zmuszał ją do zdradzenia większej ilości informacji. – Nie mam pojęcia, kto to był. Nigdy wcześniej go nie spotkałam i pewnie taka sytuacja nie będzie miała miejsca. – najpierw Tośka zaczęła od tych zdecydowanie mało optymistycznych wiadomości, które po krótkiej chwili skwitowała jeszcze krótkim – Niestety. – by zaraz później wrócić do opisywania tego przystojnego bruneta, który zawładnął przez chwilę jej sercem. – Ale wydawał się być ucieleśnieniem mojego ideału. Wysoki brunet, w czarnym, dwurzędowym płaszczu z nowej kolekcji Hugo Bossa, który bez wątpienia świadczy o jego dobrym guście. – to zwracanie uwagi na takie [i]szczegóły[/y], jak markowe buty, zegarki, generalnie – ubrania i dodatki, było takie… płytkie, ale to właśnie był cały urok Tosi. Pomimo tego, jak można się świetnie przekonać na przykładzie Kennetha, nie zawsze tylko to się liczyło. W każdym razie, wracając do emocji Tosi i jej krótkiej opowieści na temat nieznajomego – dziewczę westchnęło ciężko, jakby pozbyło się właśnie wielkiego ciężaru, leżącego na sercu. Miała jeszcze dodać, że chłopak był całkiem podobny do Kenny’ego, ale darowała sobie te słowa, by nie zepsuć radosnej atmosfery. Bawiąc się widelczykiem i zgarniając nim niewidzialne okruszki z talerzyka, powiedziała: – Biorąc pod uwagę moje szczęście, na pewno i tak był zajęty, albo był gejem, więc może to i żadna strata. – z jakiegoś względu po tych słowach Tosia nieco się rozchmurzyła, wracając już całkiem na ziemię i skupiając myśli na rzeczywistości. Faktycznie, trochę czasu już spędziły w Smyrnie, robiło się już stosunkowo późno, więc nadeszła najwyższa pora, by opuścić przytulny lokal i wyruszyć na poszukiwanie wymarzonych strojów na halloweenowe party. Antoinette przytaknęła więc kuzynce, mając już przed oczami wizję nadchodzącego zakupowego szału, bo przecież oprócz kostiumów zapewne znajdzie się milion innych, ciekawszych rzeczy do kupienia. Położywszy na stoliku banknot o dość sporym nominale, by kelner mógł cieszyć się napiwkiem, Demarchelierówny ruszyły w końcu swoje zacne cztery litery, po chwili opuścić lokal.

zt I love you

_________________


tutaj powinien znajdować się jakiś chwytający za serce cytat,
ewentualnie linki do karty/relacji/telefonu,
ale ich nie ma, bo jestem leniwa I love you
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Cafe Smyrna   

Powrót do góry Go down
 
Cafe Smyrna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Maid Cafe
» Cafe "Cambio Dolor"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Chelsea :: King's Road-
Skocz do: