IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pokój Klołki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Pokój Klołki   Pią 24 Sie 2012 - 22:55




_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Pokój Klołki   Czw 27 Gru 2012 - 13:13

I jeszcze raz, od początku.
Nastoletnie miłości, przelotne trójkąty, ukryte pocałunki - może to właśnie ta przymusowa tajemniczość tak go wtedy przyciągnęła? Był młodszy, mniej uporządkowany i racjonalny, właściwie nie miałby oporów przed lekkim wzbogaceniem swojego życia o miły, sekretny romans, wbijający szpilę w sam środek idealnej relacji, której był świadkiem i niechcianą stroną.
A może po prostu im zazdrościł. Nigdy nie miał przyjaciół, braterska więź się nie liczyła, nie potrafił wyobrazić sobie nie kochania swojego brata, kogoś, w kim płynęła ta sama krew. U nich było inaczej, siostry syjamskie, mimo, że tak inne. Wyglądowo, charakterowo, poglądowo, łóżkowo. Niespotykana więź, tak silna, że w którymś momencie czuł się mniej ważny. Co się zmieniło, potem miał wrażenie, jakby był środkiem tego równobocznego trójkąta, środkiem, o który rozbijały się wszystkie dobre wole porozumienia, przeprosin, wyrzutów sumienia.
Ciągle miał na drzwiach szkolnej szafki ich wspólne zdjęcie, w trójkę, jego piąta klasa (bodajże), Chloe z wydętymi ustami pomalowanymi drogą szminką oparta o jego ramię w niebotycznych obcasach; on sam obejmujący Pru z warkoczykami w pasie, uśmiechając się lekko, jakby właśnie zjadł słoik nutelli i przeczytał ukochaną książkę. Zdjęcie podarte, obszarpane, oblane kawą i lakierem do paznokci (dlatego nie był w stanie odczytać konkretnej daty), ważne. Pokazujące, jak było kiedyś.
Nie miał porównania do chwili obecnej, przez swoją depresję wyleciał z obiegu, był jednak świadomy, że przyjaźń Demarchelier-Wright nigdy się nie odbudowała, pomimo wielu prób, które obserwował. Widział dystans, może już nie niechęć, ale jakąś pustą przestrzeń zdemilitaryzowaną, za którą czaiły się zastępy wyrzutów, obelg i krwawiących ran. Przestrzeń, w którą ponownie wchodził, dzień po rozmowie z Prudence, mając już dawno spakowaną walizkę na wyjazd z Blaise'm.
Czarne spodnie, czarna koszulka, skrócone (w końcu nie wyglądał jakby kopiował fryzurę brata) włosy, gdy przeglądał się rano w lustrze wyglądał jakby faktycznie odmłodniał, jakby decyzje, podjęte przez niego w bólu i łzach (dosłownie) zdjęły z jego ramion przynajmniej odrobinę ciężaru, zginającego go do ziemi.
Pchnął drzwi do pokoju Chloe nie zastanawiając się nad pukaniem - drzwi wejściowe otworzyła mu przemiła służąca, która od dziecka dawała mu dodatkowe słodycze - ani chrząkaniem; wiedziała, że przyjdzie, a przynajmniej miał taką nadzieję: przecież wysłał jej pięć minut temu enigmatycznego smsa, że za chwilę będzie.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Pokój Klołki   Czw 27 Gru 2012 - 13:52

Wyjazd był zwieńczeniem klołkowej terapii. Święta w Paryżu były idealne i żadne miejsce na świecie nie oferowało jej tego, co własny dom. Szalała jak nienormalna po sklepach, spotykała się z dziewczynami, które kiedyś rwała za warkocze/dzieliła się designerskimi ubrankami dla lalek, stwierdzając, że odnawianie tego typu relacji jest całkiem miłe. Nawet jeśli w wylewnych opowieściach po wypiciu kilku sporych lampek drogiego wina nie pojawiały się informacje o ciążach, poronieniach, zaręczynach i narkotykowych tragediach. Wróciła z Francji zadowolona, z całą walizką nowych ubrań, z poczuciem spełnienia swojej świątecznej misji (ostateczne poróżnienie ojca ze znienawidzoną macochą) i odświeżenia więzów rodzinnych (bankiet z babcią).
Zauważyła, że przez swoje wyobcowanie odsuwała się systematycznie od ludzi, których miała tutaj, w Londynie, pod nosem, i co z tego, że miała, jak na nią, bardzo dobre oceny, egzaminy wcale nie wydawały się takie groźne i okropne, jak jeszcze w depresyjnym wrześniu, no i nigdy nie miała tak posprzątanego pokoju, po decyzji (zainspirowanej zapewne pedanterią Prudence) zajęcia części swojego czasu i myśli utrzymaniem całego imperium garderobianego w stanie idealnym, godnym zawartości.
Aktualnie była zajęta czynnością, o którą jeszcze pół roku temu by siebie nie posądziła, bowiem z otwartym lanserskim laptopem z nadgryzionym jabłuszkiem, przeglądała oferty różnych uczelni, próbując obrać sobie jakikolwiek cel, by mieć do czego dążyć. Póki co, poszukiwania te były zupełnie pozbawione jakichkolwiek efektów, bo nie same progi były problemem - dzięki ostatnim staraniom naprawdę się podciągnęła i dostanie się nie stanowiło dla niej trudności - tylko sam wybór kierunku. Nie widziała siebie w żadnym zawodzie, chyba że istnieją specjalne instytucje skłócające małżonków, bo przed wyjazdem Brittany już nawet się nie malowała i chyba zaczynała pakować walizki, ku niepojętej uciesze właściwej Demarchelierówny. A i ojciec zdawał się czuć ulgę, pozbywając się napompowanej blond dziweczki, że Chloe było wręcz smutno, że nie zabrała się za tą sprawę jak należy wcześniej.
Nieszczęśliwie jej telefon zaginął gdzieś w czeluściach kaszmirowych pledów i satynowych poduszek, że nie odczytała smsa, całkiem pochłonięta intensywnym zapoznawaniem się z treściami studenckich stron nie usłyszała otwieranych wrót demarchelierowskiej hacjendy, więc podskoczyła wystraszona na łóżku jak dziecko, gdy ktoś nagle wparował do środka. Po dopiero po dobrej sekundzie rozpoznała, że bladym (!) facetem w czerni jest...
- Aiden - powiedziała jakby z ulgą, jednocześnie czując dystans, chociaż już dawno nie mieli okazję porozmawiać sam na sam, w pomieszczeniu, którego nie dzielili z setką innych osób. I nagle trybiki zaczęły działać i Chloe zaczęła kojarzyć; impreza, blada Sokolica-brunetka, jakieś podejrzani i... no właśnie. Co do tego wszystkiego miała ona sama?
- Coś się stało, czy przyszedłeś bo się za mną stęskniłeś? - uśmiechnęła się lekko, zsuwając się z wysokiego łóżka by stanąć na zdrętwiałych od niewygodnego siadu nogach.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Pokój Klołki   Czw 27 Gru 2012 - 14:16

Dobrze pamiętał, że kiedyś pokój Chloe go przerażał, za bardzo kojarzył mu się z ozdobną sypialnią ciotki Ethel, w której zawsze śmierdziało kocim żarciem i grzybami. Do tego ta przepastna garderoba, mnóstwo dziewczyńskich akcesoriów i dość daleka odległość o demarchelierowskiej kuchni - straszne. Oczywiście od dziecka przebywał w Collierskiej posiadłości, rozmach więc był mu nie obcy, jednak wolał swój zwykły dom w Hampstead, hipsterską sypialnię i meble w stylu wyższa-klasa-średnia niż te zabytkowe komody.
Po tylu latach przesiadywania (powiedzmy, że była to czynność, którą robił tutaj najczęściej) w pokoju Chloe przyzwyczaił się jednak do tego wnętrza, czując się tu swobodnie i dobrze, nawet w takiej chwili, kiedy przychodził tutaj po tylu dramach, których nie dało się odkupić za najtańszą kolię na świecie.
Uśmiechnął się lekko na wspomnienie nie-burżujskiego prezentu, dość drogiego, nawet jak na collierskie standardy. Nie wiedział, dlaczego podarował Demarchelier na urodziny coś tak kosztownego, Prudence racząc tylko zwierzęcym seksem, po którym wyszedł bez słowa z jej pokoju, ale może miało to coś wspólnego z wyrzutami sumienia. Albo z uczuciami.
- Oczywiście, że się za Tobą stęskniłem - powiedział po prostu, szczerze, ale MUSIAŁO to brzmieć jak sarkazm, bo Aiden Collier mówiący jasno o swoich prawdziwych uczuciach po prostu nie istniał. - Przecież nie muszę się z Tobą spotykać tylko dlatego, że mam ochotę na seks albo się ożeniłem - kontynuował lekkim tonem, podchodząc do niej i uśmiechając się po colliersku, trochę może tylko smutno, ale było to niezauważalne. - Swoją drogą, którą opcję byś wolała? - dodał szybko i niemalże teatralnie ironicznym tonem, poprawiając jej nieco rozczochrane włosy. Lewą ręką, nieco ciążącą przez to szlachetne złoto.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Pokój Klołki   Czw 27 Gru 2012 - 15:06

Chloe swój pokój lubiła, tak jak uwielbiała wszelkie burżujskie przestrzenie. Miała ochotę zwymiotować na sprowadzane, małe dywaniki, które miały w pokoju w akademiku, brzydziła ją wspólna łazienka, nie umiała się wyspać na zbyt miękkim i zbyt małym łóżku i w ogóle dzielenie przestrzeni PRZYMUSOWE, z osobami pokroju Leinster wywoływało u niej, o ile nie depresję, to dotkliwą drażliwość, trwającą tak długo, jak tylko musiała znosić znienawidzone towarzystwo. I nie, czas wcale nie zacierał wszystkiego i nie sprawiał, że pluskały się w coraz rzadszym roztworze dawnych konfliktów. Wręcz to odgórne zarządzenie sprawiało, że mimo braku świeżych kłótni (już chyba wykorzystały każdy możliwy szczegół, który mógł je poróżnić), niechęć rosła, dlatego Chloe marzyła o pozwoleniu na zamieszkanie w domu na ostatnią klasę. Albo może uznają, że nie będzie musiała zaliczać ostatniego roku, bo świetnie sobie radzi z mocą.
Chyba było jasne, dlaczego Klołka nie była optymistką.
Aiden stojąc teraz w tym pokoju był jednym, wysokim, przystojnym wspomnieniem. Skumulowanym w idealnej muskulaturze pod cienkim ubraniem, odbijającym się w jego oczach, wylewającym się uszami potokiem migawek i stopklatek wspólnych przeżyć, bądź tych osobnych, choć i tak ich wiążących. Jakby się rozejrzeć i zastanowić, to chyba każdy mebel i metr kwadratowy tej podłogi miałby swoją własną historię związaną z tą dwójką. Której nie wymazywała nawet jego ironia. Znała go długo by wiedzieć, że takie wyznania z jego ust nie mają prawa być szczere, zwłaszcza wypowiedziane tym zgrzytliwym tonem. Szczęście w nieszczęściu, że Chloe nie wyczuła ani grama wrogości bijącej od niego, bo w innym przypadku by się poważnie zasmuciła, że jej... jakkolwiek by nie nazwać tego, czym Aiden teraz dla niej był, zachowywał się w tak bezczelny sposób bez powodu.
- Urocze - skomentowała tylko, niepewna temu, czy ufać intuicji czy mocy, decydując się jednak po prostu ten element ominąć.
Pytanie jednak ją zaskoczyło. Na tyle, by na chwilę zamilkła, zagryzając usta, a jej lisie zmysły małej intrygantki pracowały teraz niezwykle intensywnie. - Podziwiałabym osobę, która wytrzymałaby z Tobą w małżeństwie do końca życia - odpowiedziała powoli. Ożenił się, nie z Pru. Impreza, znajomo-nieznajoma dziewczyna. - Już domyślam się kogo podziwiać. A na pytanie znasz odpowiedź - zakończyła z kwaśnym uśmiechem, uchylając się od jego dłoni w swoich włosach.
Naciągnęła rękaw swetra, by chwycić jego nadgarstek i przyjrzeć się obrączce.
- Szkoda, że nasze drogi się tak rozeszły. Pomogłabym Wam wybrać ładniejsze obrączki - powiedziała tylko, wypranym z emocji tonem, czując jak mindfuck nasila się w jej głowie, tworząc bardzo brzydki i dezorientujący miszmasz. Kurwa mać, on naprawdę wziął z kimś ślub. Nie wiedziała tylko, czy komuś współczuje (nowa pani Collier), czy zaczyna się troszczyć (psychika Pru, bo zapewne już się dziewczę dowiedziało), czy też jest na swój własny sposób trochę zazdrosna. Nie tak dawno temu przecież oswajała się z myślą, że będą, trochę dziwną, ale rodziną.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Pokój Klołki   Czw 27 Gru 2012 - 15:38

Rozmowa z Chloe była o wiele łatwiejsza, bo nie obawiał się, że ją zrani. Demarchelier pomimo swojej filigranowej budowy wydawała mu się cholernie silną osobą, wytrwałą, której nie złamie nawet największa tragedia - którą przeżyli przecież razem. Na pierwszy rzut oka to Prudence wydawała się kobietą ze stali, odporną na szalone koleje losu, ale było zupełnie inaczej. Chloe potrafiła zacisnąć zęby i po prostu dać sobie radę, nie potrzebowała też zbyt długiego czasu na rekonwalescencję, wstając z kolan już kilka chwil po burzy, otrzepując drogą sukienkę i z tym samym uśmiechem na ustach stawiając czoła nowym problemom.
Niezniszczalna. Z poziomem ironii oscylującym wokół tego aidenowskiego; to dlatego tak dobrze się dogadywali. Nie zależało mu na niej też aż tak mocno, przez co ich relacja zawsze była łatwiejsza, przyjemniejsza, sam cukier, miód i doskonały seks, zero rozterek. Przynajmniej do pewnego czasu, kiedy to wszystko się zawaliło.
Nie przypuszczał wtedy, że uda im się do siebie wrócić - na tej stopie przyjacielskiej; że będzie potrafił patrzyć jej prosto w oczy bez oskarżeń i pogardy, a z mimowolnym zadowoleniem, jakby ciągle był w niej odrobinę zauroczony; jak co drugi chłopak w szkole, tęsknie patrzący za jej krótką spódniczką i wysokimi obcasami.
Chloe kojarzyła mu się ze śmiechem, z nikim nie śmiał się tyle co z nią, jakby była uosobieniem beztroski i nietuczących słodyczy, którymi można się objadać bez obawy o linię. Zawsze była odskocznią, od szarego życia, od niepokoju o Prudence, od utartych schematów, od zmęczenia i przewidywalności. Seks z Chloe nie był próbą sił a zabawą, rozmowa z nią nie irytującą koniecznością a czystą frajdą, podczas której wzajemnie wbijali sobie przyjacielskie szpileczki. Kiedyś zastanawiał się, czy ma w ogóle prawdziwego przyjaciela i jedyną osobą, która mogła na to miano zasłużyć była właśnie Demarchelier.
Demarchelier w zwykłym swetrze i dżinsach, przyglądająca się jego dłoni - właściwie nie musiała się schylać, była tak niska - urocza i...tak inna od Prudence. Nie chciało mu się płakać, nie czuł się zdołowany, właściwie po raz pierwszy, odkąd wyszedł z domu Pru czuł się w miarę dobrze. Nie mógł zawrócić ani cofnąć czasu i nie zamierzał, popychając tylko do przodu decyzję, którą podjął: spędzi z Indianą resztę życia a Pru przez najbliższe miesiące będzie...obca. I na dystans. Dla ich wspólnego dobra.
Ale czy tak samo mógłby postąpić z Chloe? Przeżyli już razem jeden, bolesny upadek i pomimo tego, że kontaktowali się rzadziej, to nie uważał, żeby ich więź na tym ucierpiała. Może wręcz przeciwnie, stała się odrobinę dojrzalsza.
- Znam odpowiedź, ale jestem wierny swojej żonie, więc nie wylądujemy dzisiaj w łóżku - odparł tak bardzo po staremu, uśmiechając się ironicznie, po czym odsunął od niej rękę, siadając na łóżku po turecku, by chociaż zrównać się wzrostowo z Chloe.- I wszystkie obrączki są takie same, złote kółka, nie przesadzaj - dodał lekceważąco, przesuwając ręką po skołtunionej narzucie, zastanawiając się, czy Chloe mówiła serio z tym rozejściem dróg. On tego nie odczuwał.
- Chyba zabiłem Prudence - powiedział nagle zdawkowym tonem, w końcu nieco zdradzając dlaczego tutaj przyszedł. - Możesz się nią zaopiekować? - bardziej stwierdził niż zapytał, podnosząc czekoladowy wzrok na równie orzechowe oczy. Z nadzieją, że nie zostanie spoliczkowany ani wyrzucony z pokoju, zresztą, skończyłoby się to najwyżej na szybkim seksie. Na który, wyjątkowo, nie miał ostatnio ochoty.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Pokój Klołki   Czw 27 Gru 2012 - 16:04

Może dlatego, że znała go jeszcze sprzed epoki rozhulanego nazizmu, gdy usta się zaciskały, a uda działały odwrotnie proporcjonalnie, przynajmniej jej własne - wtedy, nie obawiała się go. Bo to był ten ironiczny, ten sarkastyczny, ten, który jak buldożer równał człowieka z ziemią jednym zdaniem. Co przecież i jej się zdarzało, na co była... odporna? Chyba rzeczywiście spędziła z nim dużo czasu, skoro nauczyła się być przyzwyczajoną do wszelkich niewygód relacji z Aidenem Collierem. Niewygód psychicznych, gdy bywał drażliwszy niż najbardziej rozregulowana hormonalnie nastolatka przed okresem, niewygód fizycznych, w postaci odrapanych pleców od szorstkiej ściany, albo odbitym uzębieniu na swoim brzuchu. W sumie aż dziwne, że o to nie dbała. Może nie była jednak taką egoistką, na jaką chciała się kreować?
Jej moc przecież też miała swego czasu ogromne znaczenie, umiała powstrzymywać (chociaż przez kilka pierwszych minut) to, czego on nie chciał widzieć, a czego ona nie chciała odczuwać. Lubiła się z nim bawić w uczucia, albo robić psikusy, wywołując płacz, histeryczny śmiech, albo nienormalną ekscytację - choć tym ostatnim nigdy nie poradziła sobie tak, jak chciała. Z drugiej jednak strony miało to swój plus, prawdopodobnie skaczący z radości Aiden zniszczyłby jego obraz w jej oczach. Przecież był raczej tym, który gdzieś nią kierował na logiczniejsze ścieżki życia, choć kosztem moralności.
Teraz, gdy była już PEŁNOLETNIA (duża i silna, ehe), jej moc była pod jej pełną kontrolą i ewoluowała sobie systematycznie, odgrywała równie poważną rolę co kiedyś. Tylko tak mogła rozumieć go, czując co nim kieruje, zanim wypowie dane słowa. Nadal słabo umiała te emocje przejmować i analizować, mimo wszystko jednak stanowiło to spore ułatwienie, a Aiden nie powstrzymywał się jakoś wewnętrznie przed emocjami, pozwalając im hulać po całym pokoju. Co Klołka odczuwała jako ciepło. Specyficzny, przytulny i miły jego rodzaj, uspokajający jej podejrzliwość.
- Szkoda - uśmiechnęła się szerzej. Choć nie musiała, na pewno wiedział, że tego by nie zrobiła. Nie teraz, kiedy wreszcie zaczynało jej się układać. W sumie nawet gdyby nie wiedział, to dowiedziałby się, na piętnaście smutnych sposobów. Dobrze więc, że nie musiała tego robić. Wcale nie chciała. - No właśnie - wyartykułowała, wywracając oczami, stojąc przed nim wyprostowana, całkiem zadowolona, że usiadł na łóżku i mogła patrzeć mu prosto w oczy, bez zadzierania głowy. Jakoś nie wpadła na to, by biegać po domu w jakiś niebotycznych obcasach, skoro nikogo się nie spodziewała. - Dziwi mnie to, lubisz zwracać uwagę na szczegóły - powiedziała, wsuwając dłonie do tylnych kieszeni spodni. Tego też nie przewidziała, może wyglądałaby jakoś bardziej... jak Chloe Demarchelier.
Gdy usłyszała jego ostatnie zdanie, miała wrażenie, że cała miła atmosfera sympatycznych, aidenowskich emocji, które wypełniły pokój i dały się odczuwać, prysła jak mydlana bańka. Potrzebowała całej połówki sekundy, by ogarnąć, że nie zabił jej dosłownie - bo nawet on w tym ich hejcie nie zrobiłby czegoś takiego - co nie uspokoiło jej jednak ani trochę. Musiało być naprawdę źle, skoro był tutaj, z nietypową prośbą na ustach.
- Oczywiście, że się zaopiekuję. Co jej powiedziałeś? - musiała wiedzieć, na co ma się przygotować, gdy pojedzie do Hampstead, i jak drobne wiórki będzie musiała zebrać w całą, prudkową całość.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Pokój Klołki   Czw 27 Gru 2012 - 16:27

- Szczegóły, które są ważne, nie jakieś modne drobnostki - wytłumaczył cierpliwie, właściwie po raz pierwszy przyglądając się swojej obrączce. Do tej pory traktował ten przedmiot trochę jak widmo, błyszczące w nieodpowiednich momentach i nieco pedalskie. Nigdy nie nosił rodzinnych sygnetów ani innych biżuterii, twierdząc, że to niemęskie, niepraktyczne i ogólnie nie. Nawet skromna, choć milionowokaratowa, obrączka nieco go denerwowała i ciągle czuł jej ciężar na palcu. Albo sobie wmawiał.
Chętnie westchnąłby ciężko na słowa Chloe, ale to także byłoby nie na miejscu, uśmiechnął się więc uspokajająco i tylko odrobinę smutno, starając się nie myśleć za wiele o Prudence i o jej (i swoim) stanie psychicznym z wczoraj, odsuwając to w jak najdalszy kąt i koncentrując się na informacjach.
- Powiedziałem, że wziąłem ślub - odparł powoli, jakby z trudem przypominał sobie o tych bolesnych chwilach, i zamilkł, pewien, że nie chce powracać myślami do tego oszałamiającego rozdarcia, które prawie go wczoraj rano zabiło.


dwulinijkowiec - można? MOŻNA.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Pokój Klołki   Czw 27 Gru 2012 - 16:37

Niewygodnie tak jej się stało, więc usiadła obok niego, przysiadając na piętach, biorąc na kolana jedną z miliona poduszek. Życie Klołki po części opierało się właśnie na takich szczegółach. Dokładnie tych, które on lekceważył, choć prawdopodobnie to był właśnie element, który ją wyróżniał z tłumu, nawet gdy wzrostem majtała gdzieś wśród drugoklasistów.
- Obrączka jest akurat ważna. Przecież to... no symbol przynależności. A na pewno nie jest takie zwyczajne, że akurat Ty do kogoś należysz - odpowiedziała cicho, samej sobie się dziwiąc, że potrafi z nim tak rozmawiać. Gdy tylko w jej pamięci błyskały krótkie flesze, rzucając przed oczy jej wyobraźni te najtragiczniejsze momenty, z rozmową sprzed jego wyjazdu szczególnie, w życiu nie powiedziałaby, że im się uda ogarnąć, bo chociaż zrobili to osobno, problem mieli bardzo podobny. Teraz zaczęli też dzielić śmierć ukochanej osoby, tylko jeszcze nie wiedziała, która śmierć była gorsza. Z tą biologiczną było się chyba, mimo wszystko, o wiele łatwiej pogodzić.
- Tego się akurat domyśliłam. Ale jak to powiedziałeś? - zapytała, patrząc na jego profil. Zmienił się, tak jak i ona, z czego w tym momencie była dumna. Na troski przyjdzie czas, gdy będzie jechała do Prudence. - Dziwi mnie, że tak to załatwiłeś. Kochasz ją przecież - miała wrażenie, jakby ostatnie słowo haratało jej gardło setkami drzazg, choć wybrzmiało to niemalże słodko. Nie chciała jednak wracać do koszmarnego uczucia bycia tylko obiektem, który odkłada się na złotą półkę, gdy zabawa już się znudzi.


/tak prywatnie to też jestem z nas dumna <3

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Pokój Klołki   Czw 27 Gru 2012 - 16:57

Wywrócił teatralnie oczami, słysząc jej dość filozoficzne zdanie o przynależności. Nawet się nad tym nie zastanawiał, nie czuł się związany, a jeśli już cokolwiek się zmieniło, to fakt, że to Indiana należała do niego. Nie rozpatrywał małżeństwa na inne sposoby, nawet przez myśl mu nie przeszło, że zrzeka się swojej suwerenności i że tak samo jak Lanvin była jego on był jej. Wydawało mu się to po prostu nierealne, zwłaszcza, że był świadomy swojego uporu, dumy i ślepego zapatrzenia w swoją niezależność. On mógł kazać i decydować o sobie i o Lanvin, ale w drugą stronę...nie, to zdecydowanie nie miało racji bytu.
- Nie należę do Indiany - odparł oschle, gładko opanowując prychnięcie, jakie mimowolnie chciało wydobyć się z jego nazistowskiego gardła. Usiadł wygodniej, patrząc na Chloe obłożoną tymi poduszkami i sprawiającą wrażenie księżniczki na ziarnku grochu. Albo Calineczki. Wzrostowo by się zgadzało.
Milczał chwilę, słuchając jej słów, po czym przeciągnął się lekko, jakby coś go zabolało - niestety, rana była zbyt świeża - i rozpoczął kiermasz informacyjny, monotonnym, obojętnym tonem. - Po prostu, powiedziałem jej, że się ożeniłem. Dwa tygodnie temu. I niby jak inaczej miałem to załatwić? - spytał oschle. - To też jej powiedziałem - wtrącił się jej jeszcze w słowo, gdy wspomniała o kochaniu - nieco mniej swobodnie.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Pokój Klołki   Czw 27 Gru 2012 - 17:10

Mogła teraz wodzić orzechowym wzrokiem za jego zaobrączkowaną dłonią, którą zapewne coś gestykulował, próbując właśnie ten aspekt ogarnąć. Ledwo pozwalał sobie wybrać koszulę, zasugerować, że ten krawat za cholerę nie pasuje, albo chociaż zamówić to samo dla dwojga. Chyba z tym się Klołce kojarzył najbardziej - z byciem do wkurwiającej upierdliwości niezależnym. I nieugiętym. Człowiek, który nie szedł na kompromisy, albo przynajmniej nie miała okazji jeszcze poznać osoby, którą tak by kochał, żeby się ugiąć i poświęcić. Najwyraźniej Prudence nie była przez niego wystarczająco kochana.
Tak czy inaczej, ona też nie umiała sobie wyobrazić Aidena z etykietką własnościową, no chyba, że to on posiadał, co akurat niczym nowym nie było.
- Wiesz, małżeństwo mniej więcej na tym po części polega - nie chciała jednak o tym myśleć. Automatycznie powiodła wzrokiem do drzwi garderoby, z noktowizorem w oczach widząc skórzane pudełko na biżuterię, a tam błękitne pudełko ze swoim zaręczynowym pierścionkiem. Cóż. Nadal zbyt bolesne by roztrząsać.
- Nie wiem, Aiden. Ciebie nikt nie umiał nauczyć delikatności - biorąc z niego przykład też usiadła po turecku, zbierając włosy w garść. - Ani wyczucia. Nie musiałeś jej tak bombardować na raz - nie pohamowała karcącego tonu, coraz bardziej martwiąc się, czy zastanie w ogóle cokolwiek, jak wybierze się na misję ratunkową.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Pokój Klołki   Czw 27 Gru 2012 - 17:20

Nie był rozkapryszonym dzieciakiem więc jej nie sparodiował, wykazując się niezwykłą delikatnością, której brak za chwilę miała mu wytknąć. Nie mógł jednak powstrzymać się od zaznaczenia swojego zdania i swojej odpowiedzi, co też uczynił, patrząc na nią piorunująco karcącym wzrokiem. Również.
- Wiem na czym polega małżeństwo - powiedział chłodno i nieco wyniośle, jakby tłumaczył dwunastolatce co to seks. - Będziemy płacić razem podatki, wspierać się w chorobach, razem planować przyszłość, mieć dzieci - zero załamanego głosu, naprawdę! - razem oszczędzać na ich studia, wykupywać wspólne polisy ubezpieczeniowe, mieć więcej ulg podatkowych - wymieniał na jednym wydechu, jednak urwał, mając jednak duuużo wytłumaczeń więcej, widząc minę Chloe. Nie do rozszyfrowania dla kogoś, kto nie zna się na uczuciach.
- Nie zbombardowałem jej, byłem szczery. - odparł, krzywiąc się lekko i siadając na przeciwko niej, tak, że zapewne wyglądali jak dwie najlepsze przyjaciółeczki na piżama party, zwierzające się ze swoich miłostek. Z taką różnicą, że jedna z dziewczynek była dość pokaźnym chłopcem.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Pokój Klołki   Czw 27 Gru 2012 - 17:30

Pierwotne uczucie dziwności minęło i zostawała teraz z krystalizującym się w niej odczuciem, jakby stąpała po nieznanym jej gruncie, jednocześnie w ogóle się go nie obawiając. Chwila na pomyślunek, zatrzymanie na kilka zbawiennych sekund. Siedzieli sobie w pościelowej atmosferze, dalekiej od jakichkolwiek niemoralnych czynów, rozmawiając z mniejszym lub większym skrępowaniem o poważnych rzeczach, ograniczając zwyczajowy egoizm, poszerzając horyzont o nieznajomą dotąd działalność. Albo przynajmniej taką, z której przynajmniej sama Klołka nie zdawała sobie sprawy, swoją księżniczkowatą osobą.
- Typowe małżeństwo z rozsądku - westchnęła, choć nie dramatycznie, a raczej... przyznając rację. W sumie uczucia były dla niego czymś tak destrukcyjnym, że w pokręcony sposób cieszyła się, że tak o siebie zadbał. Ich córkę kochał zbyt mocno i nie chciała pamiętać jaki rozpierdolnik to zostawiło, gdy Mała odeszła; akurat te obrazy pragnęła na zawsze wygumować, starannie zdmuchując resztki, zostawiając tylko białą kartkę, gotową do pomalowania na nowo.
- Ten jeden raz chyba mogłeś tą szczerość rozłożyć na jakieś raty - stwierdziła chłodno, bo wciąż chodziło o Pru, a to ona, a nie on, będzie zbierała to, co z jej przyjaciółki zostało. Nawet jeśli powinno im podobnie zależeć, by zostało jak najwięcej.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Pokój Klołki   Czw 27 Gru 2012 - 17:46

Wyjątkowo ochoczo jej przytaknął, nie rozumiejąc jednak tego westchnięcia. Dla niego małżeństwo zawsze wiązało się z rozsądkiem, nie rozumiał więc rozwodów, bo były zachwianiem ładu. Jednak od wczoraj coś mocniej go gryzło w miejscu, w którym posiadał serce, jednak starał się to zignorować. Dla wyższego dobra. Niedługo wsiądą z Blaise'm do samolotu i pojadą tam, gdzie jest ciepło, kawalersko i daleko od problemów. Nie była to jednak ucieczka, bo...właśnie, załatwiał wszystkie sprawy do końca, zostawiając to co najcenniejsze w odpowiedzialnych, francuskich rączkach.
Czuł, że przez najbliższe miesiące Chloe będzie musiała być pośrednikiem pomiędzy nim i Wright, co na pewno nie będzie komfortowe, ale nie przyjmował odmowy - pytania więc też nie zadał, pewien, że jakoś to rozwiążą.
- Nie można rozłożyć szczerości na raty. Nie mógłbym też skłamać, to nieodpowiedzialne - odparł wyrozumiale, spoglądając jednak na minę Demarchelier zastanowił się nieco. - Lepiej, gdybym skłamał? Mogę jeszcze do niej zadzwonić i powiedzieć, że kocham Lanvin całym sercem a Pru jest dla mnie zbędnym balastem - zaproponował śmiertelnie serio, zastanawiając się, czy nie byłaby to faktycznie lepsza opcja.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Pokój Klołki   Czw 27 Gru 2012 - 22:27

Chloe nie szanowała instytucji małżeństwa, nigdy nie mają ku temu właściwego przykładu. Z każdą kolejną żoną jej ojca było tylko coraz gorzej, a ona sama niegdyś zaręczyny przyjęła bardziej dla jego radości niż własnej chęci zamążpójścia. A nawet jeśli, to liczyło się tylko uczucie. Miała gdzieś sprawy formalne, urzędowe, bo od tego to ona będzie mieć ludzi, którzy za nią się zajmą sprawami BŁAHYMI. Tyle zdążyła się nauczyć - małżeństwo bez uczucia jest idiotyczne. Jest transakcją, a nie związkiem, co dla osoby, która ewentualnego ustawienia się z mężem nie potrzebowała, było zbędne i bezsensowne.
Czego nie zamierzała mu mówić, bo ani nie chciała go oceniać, zwłaszcza, że zdawała sobie sprawę, że ewentualne przekonywanie go do tego nie miało sensu. Skubała więc brzeg poduszki wymanikiurowanymi paluszkami, słuchając i analizując sobie to w głowie. Głównie to, jak ona sama powinna się w takiej sytuacji zachować, bo położenie neutralne tu nie istniało.
- Nie sugeruję, że powinieneś kłamać. To byłoby jeszcze gorsze. Tylko czasami częściowa prawda może... boleć mniej - mówiła powoli, próbując to sobie wyobrazić. Wydawało jej się to całkiem logiczne, wziął ślub z drugą, to nie wyznaje miłości pierwszej.
Zastanowiła się nad tą ostatnią ewentualnością dłuższą chwilę, przerywaną tylko cichym buczeniem laptopa. - Nie uwierzyłaby Ci - powiedziała wreszcie, bo w sumie ona sama też by nie uwierzyła. - Przynajmniej nie w szaleńczą miłość z Lanvin - zreflektowała się szybko, bo pojęcie mając o prudkowej samoocenie, to na temat tego drugiego to wolała się nie wypowiadać.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Pokój Klołki   Pią 28 Gru 2012 - 9:43

Aiden był niesamowicie inteligentny, bystry, śmiały i ogarnięty, potrafił zrozumieć najdziksze równanie bądź najbardziej rozbudowaną metaforę, ale za nic nie potrafił zrozumieć Chloe Demarchelier. Pomimo tego, że była jego uroczą przyjaciółką (już wiedział jak nazwać tę relację, co tylko dodatkowo świadczy o wielkości jego umysłu) i dogadywali się przeważnie bardzo dobrze, co było głównie wynikiem aidenowskim domyśleń i ucinania tematów, które go nie interesowały/przytłaczały swoją dziewczyńskością. Albo emocjonalnością, bo przecież Demarchelier jednak była uczuciem, nie potrafiła się od uczuć odciąć, panowała nad uczuciami i może dlatego nie rozumiał jej słów o częściowej prawdzie.
- Nie ma czegoś takiego - odparł, w dalszym ciągu jak cierpliwy anioł, postanawiając oszczędzić Chloe filozoficznometafizycznych wywodów o odrzuceniu częściowej prawdy jako aksjomatu, nawet religijnego.
Zdecydował więc także, że nie będzie słuchał czegoś-tam o Lanvin, bo jego wzrok wolał kontemplować Klołkę normalną. Z nieułożoną fryzurą, w poduchach, z tym specyficznie rozmymłanym lookiem, kiedy to nie spodziewa się gości. Wyglądała normalnie, jak każda nastolatka, nie jak Królowa Balu, trzęsąca szkołą ani nie jak jego sekretna kochanka. Uśmiechnął się lekko, po czym jego wzrok przypadkowo prześlizgnął się na lansiarskiego laptopa i na strony na nim otwarte.
- Cambridge - powiedział nagle, przerywając jej zapewne gdzieś w okolicach wspomnienia o miłości do Indiany. - Jeśli się zastanawiasz, wybierz Cambridge, może będziemy się mijać w kolegium King's albo Gonville and Caius - dodał, sięgając po laptopa i bez pytania przeglądając wszystkie strony.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Pokój Klołki   Pią 28 Gru 2012 - 15:34

Chloe zaczynała się martwić. Normalny Aiden już dawno powiedziałby coś zgryźliwego, uświadomiłby jej pięciokrotnie, że się myli, nie przebierając zbytnio w słowach i nie przejmując się niczym. On jednak był... na swój osobistyczny sposób miły. Odrobinę nienaturalnie przyjaźnie nastawiony i podejrzanie cierpliwy. Wystarczało, by wzbudzić czujność Klołki, jednocześnie też pozwalało odczuwać swego rodzaju ulgę. Wcale nie tak dawno jeszcze by nie przypuszczała, że będą w stanie tak spokojnie rozmawiać.
Może dlatego powstrzymała się przed brnięciem w temat prawdy, półprawdy, ukrytej prawdy (heh) i kłamstwa, nie chcąc niszczyć przełomowej chwili. Inaugurującej coś nowego, coś spokojnego, coś pozbawionego spazmatycznych oddechów i ciągnięcia za włosy, choć równie... ekscytującego. Bądź co bądź każda platoniczna relacja była dla Chloe wyzwaniem, a ona zawsze takowe podejmowała. Ta dodatkowo kusiła chęcią sprawdzenia siebie w takiej nowej konfiguracji.
- Szukam w sumie jakiegokolwiek punktu oparcia. Nie mam pojęcia co chciałabym robić w przyszłości - przysunęła się bliżej, nie sprzeciwiając się przewertowaniu swojego laptopa. Najgorsze na co mógł trafić to niektóre zdjęcia, które swoją drogą sam zrobił. Powodów do obaw zatem nie miała. - Wyobrażasz mnie sobie w jakimś zawodzie? - zaśmiała się, chociaż w głębi ducha gdzieś liczyła na pomocną opinię.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Pokój Klołki   Sob 29 Gru 2012 - 8:37

Subtelna grzeczność, z jaką odnosił się do Chloe, wcale go nie dziwiła. Zaplanował sobie, że to spotkanie ma być uspokajającym pożegnaniem przed wyjazdem, nakierowaniem ich relacji na platoniczne tory i...trochę poprawiaczem nastroju. Zawsze, do tego ostatniego, używał seksu i DALEJ był przekonany, że jest to najlepszy sposób na rozedrganie i dramaty, ale teraz tego sposobu postanowił nie używać. Podobnie jak Chloe; chciał zobaczyć, czy potrafi.
I jak na razie szło mu bardzo dobrze, może to dlatego, że ciągle czuł się otępiony po wczorajszej rozmowie z Pru, może dlatego, że Chloe wcale nie wyglądała prowokująco w swojej domowej wersji, może dlatego, że myślami był już w samolocie, czytając nową książkę Rowling (tam nikt go nie zobaczy z troszkę mniej ambitną literaturą) i spokojnie przezbywając się z Blaise'm. Ułoży się, tego był w tym momencie pewien, starając się zignorować niemiłe kołatanie serca, gdy jego myśli wracały do zasypanego śniegiem dom Wrightów.
Nie może o tym myśleć, nie może się martwić, k o n i e c.
- Nie wyobrażam sobie - odparł odruchowo i poważnie, zerkając na nią znad laptopa i przyglądając się, tak, jakby posiadał wewnętrzny rentgen, wykrywający predyspozycje zawodowe. Powinien pracować w administracji. - Żona bogatego męża, udzielająca się charytatywnie. Na modelkę jesteś już za stara i masz zbyt klasyczną urodę. Ale...zawsze możesz zostać blogerką. -dodał bezlitośnie, jednak uśmiechając się lekko (i zgryźliwie, żeby nie było tak słodko). Spojrzał jeszcze na stronę Oxfordu, po czym zamknął laptopa, decydując, że czas iść, jeśli ma jeszcze przed wyjazdem popodpisywać wszystkie papierki z banku, dające Indianie pełny dostęp do ich wspólnego konta. Poważna decyzja, poważniejsza niż ślub, ale Aiden niczego nie robił na pół gwizdka, i jak już miał żonę, to chciał też mieć powód, by ją po cichu zamordować za wydawanie milionów na kiecki. Czego się (niestety?) po Lanvin nie spodziewał.
Wstał więc z łóżka i rzucił ostatnie spojrzenie na poduszkowe królestwo Demarchelier, po czym uśmiechnął się do niej po colliersku. - Wyślę Ci kartkę z Grecji - powiedział w ramach pożegnania i zniknął za drzwiami, tak kulturalnie i niespodziewanie, jak się w nich zjawił.



_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój Klołki   

Powrót do góry Go down
 
Pokój Klołki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń
» Pokój Czterech Pór Roku
» Pokój Śmiechu
» Pokój Zakochanych

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Demarchelier (Notting Hill)-
Skocz do: