IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sypialnia Meredith

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Sypialnia Meredith   Czw 24 Sty 2013 - 21:48

Meredith nigdy nie była towarzyska. Bliskie znajomości ze zbyt wieloma ludzi ją męczyły, nie wspominając o jakiejkolwiek głębszej z nimi interakcji. Wolała mieć opinię lodowej królowej, która zadziera nosa niż być rozhasaną panieneczką, która do każdego się uśmiecha, z każdym pogada i kocha cały świat. Jej świat nie był potrzebny. Kiedy odnalazła tych kilka osób, którzy akceptowali ją taką, jaka była, razem z jej chłodem i perfekcjonizmem, dla nich mogła się otworzyć, mogła przy nich mogła się śmiać. Z tego grona jeszcze nieliczni awansowali wyżej - mogli widzieć jej łzy. Ale Blaise zawsze był szczególny, bo przy nim nic ją nie męczyło. Okazywanie emocji sprawiało ulgę, wyrzucała je z siebie, wiedząc, że nie zostanie wyśmiana, że on je przyjmie jako fakt i nie będzie próbował ich deprecjonować. Nie zbagatelizuje, ale nie narzuci chęci pomocy, troski, całego tego ciężaru, jakim nieświadomie ludzie nas obciążają.
Nie pamiętała pierwszego razu, kiedy pierwszy raz okazała przy nim głębsze emocje, abstrahujące od zaangażowania w dyskusję czy seks. To wynikło tak naturalnie, jak naturalne było oddychanie, a później ściana lodu już nie była potrzebna i tak się od niej odzwyczaiła, że teraz nie umiała nawet o niej pomyśleć.
Zresztą teraz nie musiała - panika opuściła ją zupełnie. Ściana przestała stanowić oparciem, a zaczęła być niewygodna dla wystających łopatek, już obolałych od kurczowego przyciskania się do zimnego tynku.
- Nie spodziewałam się tego, ale... - urwała, bo tak naprawdę nie było trzeba więcej słów. W zamian za to uśmiechnęła się, czując, jak napełnia ją spokój, nadmierne emocje się ulatniają. Nie było w niej nawet euforii, raczej poczucie właściwości. Wszystko się poukładało, milionowe puzzle zostały ułożone.
Chwila zdecydowanie warta zapamiętania i... uwiecznienia? Nagle w głowie jakby przesunął się przełącznik i kolejny element powrócił na swoje miejsce. Wiedziała już, jak przenieść ten dzień na płótno, jak zostawić trwały ślad w sztuce. Ale to tak mimochodem - całą swoją uwagę skupiała na Blejsie, odczytywaniu jego emocji, sprawdzaniu tego, co naprawdę w nim siedzi.
Nie rozumiała tych cieni, przebiegających przez jego twarz, nie sądząc, że może chodzić o wyrzuty sumienia. To było dla niej irracjonalne, przecież nie zrobił nic złego, wręcz przeciwnie. Dotknęła lekko dłonią drobnej zmarszczki na czole, najbardziej niepokojącego rysu w jego twarzy i wspinając się na palce, po prostu mocno się przytuliła. Nie umiała znaleźć właściwych związków składniowych, wszystko było zbyt patetyczne, zbyt tęczowe, przesadzone.
A tak, znowu było wspaniale.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Sypialnia Meredith   Pią 25 Sty 2013 - 20:28

Znów widzieć taki uśmiech na jej twarzy było cudownie. I to już nie była tylko płytka satysfakcja, tylko coś znacznie istotniejszego. Coś, co zostanie z nim jeszcze przez długi czas - poprawka: zostanie z nimi. W sumie dziwiło go to, od dłuższego czasu, dlaczego tak łatwo (mocno przymrużając oko) przyszło mu wyznanie miłości Indianie, a tyle czasu trwało to jeśli sprawa tyczyła się Meredith.
Może dlatego, że nie potrafił pozbyć się etykiety "partnerka" co wcale dla niego nie oznaczało miłości - czyli czegoś, o czym dotychczas czytał tylko w romantycznych książkach. Partnerstwo to było przywiązanie, zaufanie, uśmiech, szczególny rodzaj zażyłości i spoufalenia; coś, w czym dopatrywał się źródła siły, inwencji, ale też swoistego potwierdzenia, że skoro partnerstwo działa, to wszystko inne też się układa. Bardzo osobliwy miernik stanu rzeczywistości, jednak czy cokolwiek w życiu Blaise'a Colliera było nudne i zwyczajne? Kolejny smutny dowód na to, jak panicznie Młodszy boi się rutyny i przeciętności - unika tego nawet kosztem innych. Pomińmy fakt, że teraz działało to na korzyść tej drugiej osoby, jego żony, jego towarzyszki życia.
Najlepsze w tym wszystkim było to, że Blaise'owi koniec końców, jak już minęło tych kilka sekund konkretnego nieogarnięcia, cała ta sytuacja się... spodobała. Błysk w jej szarych oczach, niedowierzający, szczęśliwy uśmiech, jej ramiona oplatające ściśle jego pas - zaskakująco dobrze czuł się w wydaniu męża kochającego, męża dającego jeszcze większą radość, męża jeszcze lepszego. Bo generalnie taki był jego cel w tym wszystkim, być dla niej najlepszym, jak tylko będzie potrafił.
- Ja... ja w sumie też się tego nie spodziewałem - wyznał szczerze, uśmiechając się, czego zobaczyć nie mogła, bo też ją przytulał do siebie. I po raz pierwszy nie wydawała mu się równą z nim partnerką, tylko drobną istotką, kruchą i delikatną (ta masa...), a jego zadaniem było ją wspierać i chronić, jak to przystało robić każdemu dobremu mężowi. Nawet jeśli było mu jeszcze z tą świadomością... dziwnie. Niecodziennie. Przez dwa ostatnie lata jednak zwykł ją traktować nieco inaczej.
No i właśnie - kruchość nie oznaczała, że dużo się zmieni. Szybko puścił ją, wpadając do jej szafy, biorąc pierwszą bluzę (jego zapewne) z brzegu i wysokie wełniane skarpety (żeby nie zmarzła!). Prędko był przy niej z powrotem, samodzielnie ją ubierając w przyniesione łupy. - Chodźmy stąd - powiedział miękkim, mruczącym wręcz głosem, choć nieznoszącym sprzeciwu, mając w planach jak najszybsze przetransportowanie się do pustego (oby) domu w Hampstead. Ją poinformuje po drodze, bo już kilka sekund później ciągnął ją po schodach do wyjścia z domu Tremainów, rzucając w stronę zatroskanych teściów, że wrócą jutro oboje na śniadanie.

zt

_________________
[You must be registered and logged in to see this link.] | [You must be registered and logged in to see this link.] | [You must be registered and logged in to see this link.] | [You must be registered and logged in to see this link.]
[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
 
Sypialnia Meredith
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Sypialnia Gościnna
» Sypialnia Marco - piętro
» Sypialnia gościnna
» Sypialnia numer 4
» Meredith Walker

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Tremaine (Chelsea)-
Skocz do: