IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Tower Bridge

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Tower Bridge   Czw 23 Sie 2012 - 18:24





Czyli najsłynniejszy londyński most, przez który przechodzi codziennie setki turystów, rodowitych Anglików a czasem nawet księżna Middleton!


_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Kenneth Reventlow
Uczeń
avatar

Age : 23
Liczba postów : 63
Join date : 15/06/2012
Skąd : Kopenhaga

PisanieTemat: Re: Tower Bridge   Pią 24 Sie 2012 - 12:32

Kilka dni minęło, odkąd Kenneth wyszedł z domu Aidena, pożegnawszy się uprzednio. Kilka dni samotności i przemyśleń w zaciszu motelowego pokoju. Znał już na pamięć każdą plamkę na białych ścianach, każde wgniecenie materaca czy rysę na drewnianej szafie. Układał sobie wtedy wszystko w głowie. Był już zdecydowany na to, co miało nadejść i nie widział odwrotu. Nie istniała żadna ścieżka powrotna, droga ewakuacyjna; wszystko było zapięte na ostatni guzik, czyli tak, jak powinno być. Kenneth przywiązał się sam do tej myśli grubymi sznurami zdecydowania, samozaparcia i rozpaczy, które były trudne do przerwania, nawet jeśli nagle by zwątpił w to, co planował. A wahanie nie przychodziło, więc mógł spokojnie napawać się myślą pociągającą. Nie mógł się doczekać.
Wieczór i noc rysowały się niezwykle spokojnie. Bezszelestnie obserwowały postać ciemnowłosego chłopaka, który nie mógł zasnąć i bez przerwy wpatrywał się szeroko otwartymi oczami w rewolwer leżący na szafce nocnej. Właśnie w ten przedmiot, który miał być sprawcą całego zajścia; dzięki któremu wszystko stanie się prostsze, lęki i cienie odejdą, a on pogrąży się w niebycie i zostanie zapomniany przez wszystkich. Wcale nie wyobrażał sobie czasu po. Był wolny od takich myśli, zbyt zaabsorbowany tym, co działo się właśnie w tej chwili i miało zdarzyć się następnego dnia. Dnia, który miał być jego ostatnim. Wszystko wydawało się teraz takie klarowne i bezpieczne; wraz z każdą sekundą odmierzaną przez staromodny zegar czuł się coraz bardziej szczęśliwy i spokojny. W końcu dane mu będzie opuścić wszystkich, przed którymi uciekał. Nie będzie musiał zastanawiać się, co powinien powiedzieć. Nie będzie już czuł tego rozdzierającego uczucia w sercu, którego jednocześnie nienawidził, ale które także pielęgnował. Nie będzie musiał walczyć z życzliwością i troską innych ludzi, które wydawały mu się sztuczne. Zasnął o trzeciej w nocy, uśpiony kołysanką samobójców.

Zegar wybijał dziewiątą. Jedna minuta. Druga. Trzecia. Przeciągły oddech, jeden z ostatnich. I otwarte powieki. Pożegnanie ze snem, codziennym przyjacielem przynoszącym ukojenie w smutku. Myśl. Całkiem inna niż sześć godzin temu, zaskakująca i zbijająca z pantałyku.
Wszystko było zaplanowane. Nawet podniesienie się z łóżka i postawienie bosych stóp na ziemi wydawało się tak bardzo precyzyjne i mechaniczne. Serce jednak biło swoim własnym rytmem, jednocześnie przerażonym i podnieconym. Ruchy nadal pozostawały wypracowane, wyćwiczone i pewne, kiedy chłopak wkroczył do malutkiej łazienki ze spuszczoną głową. Wzrok podniósł dopiero po chwili. Ujrzał wtedy dojrzałego chłopaka z rozczochranymi ciemnymi włosami, wąskie zaspane oczy i odrobinę spuchnięte wargi od traktowania ich zębami. Róża na piersi wbijała swoje okrutne kolce w miejsce, które chronione było zaciekle i desperacko. W miejsce, które pragnęło mieć głos w tej ogromnej, nierównej walce, jednak było zbyt słabe, żeby jakkolwiek zareagować i mocno dać do zrozumienia o swoich potrzebach. Dało jednak znak niewyczuwalny i hańbiący dla postawy chłopaka. Mokre ślady na policzkach; wyraźne ścieżki bólu pozostawione w miejscu najbardziej odpowiednim. Widok przerażający rozum, dający do myślenia i ścinający z nóg. Chłopak nie miał już tyle siły, żeby z tym walczyć, jednak przemył twarz wodą, pozbywając się dowodów wrażliwego serca.
Nawet nie zauważył, kiedy umył zęby, mając wciąż w głowie myśl o zwątpieniu. O tym, że nie musi się to tak skończyć. Nie wiedział, dlaczego przyszły do niego wszystkie wspomnienia z pola ziemniaków, gdzie ostatni raz widział dziewczynę, która namieszała mu w głowie i przewróciła jego życie do góry nogami. Odkąd pomyślał, że wypełnia jej wolę, porzucił rozmyślania o Antoinette, każdego dnia spychając ją w mroczne czeluści swojej świadomości. Dlaczego przyszła do niego właśnie teraz? Tak żywa, namacalna i kusząca jak nigdy przedtem. Uosabiała życie, które Kenneth miał zamiar utracić na rzecz… czego? Chociaż wmawiał sobie, że wszystko wiedział i przewidział, nie było tak. Nic nie wiedział i niczego nie mógł być pewny. Nie mógł być pewny tego, co chciała dziewczyna, gdyż ich burzliwa i krótka rozmowa niczego nie rozwiązywała; nie mógł być pewny tego, co stanie się po tym wszystkim. W tej chwili ogromną falą naszły go wątpliwości, których nie potrafił od siebie odrzucić. Wrażenie niedokończonej sprawy rzuciło mu się w oczy, a on rozpaczliwie starał się pochwycić ostatniej deski ratunku jak tonący na własne życzenie. Wyobrażenie Antoinette nie dawało mu spokoju.

So drown me and if you can or we could just have conversation.
And I fall, I fall, I falter but I'll find you before I drift away.


Napisał do niej instynktownie, zupełnie nie wiedząc, jak dalej się to potoczy. Chociaż chciał zobaczyć ją jeszcze raz, nie miał pojęcia, czy będzie tym ostatnim. Czy uda mu się zrealizować niedawne plany? Pragnienia, które przestały już być takie palące? Pragnienia, które zostały zastąpione autentyczną chęcią życia jeszcze jeden dzień? I kolejny? I następny? Niczego już nie był pewny. Nie wiedział nawet, czy dziewczyna odczyta tę wiadomość w odpowiednim momencie i będzie chciała przyjść do niego. Jednego był pewny. Wszystko może się zdarzyć. A on miał zamiar być na to wszystko przygotowany.
Powoli ubrał czarne jeansy, które standardowo zsuwały mu się z bioder, szary cienki sweter i skórzaną kurtkę, która miała naprawdę duże wewnętrzne kieszenie, a tego było mu potrzeba. Stojąc na środku niewielkiego pokoju, targany niepewnością, myślał tylko o jednym. O dziewczynie. Nic innego nie mogło już zawładnąć jego myślami. Sięgając po rewolwer z namaszczeniem, ale także z nowo nabytą ostrożnością i wahaniem, strącił przez przypadek duży zeszyt, który z niewielkim hukiem znalazł się na podłodze. Kenneth spojrzał na jego granatowa okładkę, a w jego głowie zaczęły się formować myśli, które, jako człowiek posługujący się głównie słowem pisanym, musiał przelać na papier. Szybko więc, na kolanie i piórem, które zawsze miał przy sobie, skreślił parę pospiesznych słów, goniąc literami biegnące frazesy i emocje. Nie był to list pożegnalny. To wyznanie, spowiedź grzesznika, dzięki czemu poczuł się lżejszy i bardziej gotowy na spotkanie z Antoinette.
Dzień był naprawę przyjemny. Słońce zdawało się uśmiechać do chłopaka od samego początku, głaskając go po policzkach promieniami, a wiatr popychał go lekko na miejsce jego przeznaczenia. Mijający go ludzie też byli radośni, co dodało Kennethowi skrzydeł, gdy zmierzał w kierunku Tower Bridge. Nic nie mogło przeszkodzić mu w życiu, a jego sercu w oszalałym biciu i wywijaniu koziołków, jeszcze drżących i niezbyt energicznych, gdyż nie odzyskało kondycji i wprawy po rozległych ranach. Chłopak nie czuł ciężaru broni, która spoczywała mu w wewnętrznej kieszeni kurtki wraz z zapisaną kartką. Ciemny zaułek odszedł w zapomnienie i stał się tylko niedoszłym miejscem czegoś przerażającego.

See I'm no king, I wear no crown but desperate times seem over now
but still I weaken somehow, it tears me apart… It tears me apart…


Most o tej porze tętnił życiem. Wszystko wydawało się mieć swoje miejsce w biegnącym gdzieś świecie. Pośpiech naznaczył egzystencję ludzi, stał się domeną przemijających dni i nie znał litości w trudach i dramatach. Kenneth wydawał się odłączony od tego wszystkiego; odmienny i przypatrujący się wszystkiemu z dystansem. Wcale nie stracił chęci odejścia z tego świata, ale była ona teraz jak słaba iskierka, ledwo tląca się pośród niegasnącej światłości życia. Wszystko jakby nagle miało sens, wszystko okraszone było nadzieją i niepewnością; ulotnym drżeniem rąk i powiek w wiecznym istnieniu.

I hope to learn as time goes by, that I should trust what's deep inside
Burning bright, oh burning bright my sensible heart.


Stanął na chodniku przy barierce i oparł się o nią, spoglądając na spokojne wody Tamizy. Chociaż wokół toczyło się życie, on zatopiony był we własnych myślach, które biegły wraz z nurtem rzeki, uspokojone i pewne. Nie miał pojęcia, ile będzie czekał. Może dziewczyna dzisiaj w ogóle nie przyjdzie. Postanowił sobie, że będzie tu przychodził codziennie i stał tak aż do zapadnięcia zmroku. Nic nie mogło mu w tym przeszkodzić, nawet rewolwer ocierający się czasami o jego bok. Przyjaciel niebezpieczny i odległy, chociaż do niedawna tak bardzo pomocny. Nie miał ochoty go używać, ale nie miał pojęcia, jak przebiegnie rozmowa z dziewczyną. Wszystko zależało od niej. Od niej, jej woli i uczuć, ponieważ Kenneth już wybrał, co tak naprawdę chciałby w życiu mieć i do czego dążyć.
Nie miał pojęcia, ile czasu spędził tak bez ruchu, co jakiś czas tylko spoglądając w obydwie strony. Może minęła godzina, może całe popołudnie. Czas nie dawał się zidentyfikować, kiedy myśli chłopaka naznaczone były oczekiwaniem. I oto ona. Widział ją właśnie z daleka, widział jej kasztanowe włosy i charakterystyczne ruchy. Ale czy to na pewno była ona? Zmysły mieszały mu się, tworząc całą gamę odczuć błędnych i niepewnych. Nic już nie było pewne prócz wiatru, który smagał mu twarz, ale on zdawał się tego nie zauważać.
Niewiele myśląc przeskoczył barierkę dzielącą chodnik od jezdni, aby przejść na drugą stronę, do niej. Aby przebiec ten odcinek, nie mogąc wytrzymać minuty, chociaż przeżył bez niej wiele dni. Zamiast jej śmiechu i stukotu jej obcasów usłyszał coś innego. Przeraźliwie głośny dźwięk klaksonu, pisk opon i ból. Wcale nie psychiczny, nie łagodny i dający się zachować. To był ból krzyczący, rozdzierający od środka i nie dający się wytrzymać. Kłucie w płucach uniemożliwiało mu właściwe funkcjonowanie, wszystko otępiało prócz przeraźliwego pulsowania. Nie mógł zarejestrować niczego poza tym, co czuł. Ale jeszcze był zdolny do myślenia. Drżące w agonii i zakrwawione usta pozostawały uchylone, utrzymując jeszcze kropelki słodkich, błagalnych słów. Krople liter składających się na imię Antoinette. Cale jego życie wcale nie ukazało mu się przed oczami. Panowało tylko ogłuszające uczucie i ta myśl, która nie dała się okiełznać. A później nastała jasność i błogość.

Doświadczony gnom po wielu przygodach rozwiązał zagadkę i dotarł w końcu do pozornie zaginionej krainy, której szukał. Tam odnalazł wszystkich ze swojej rasy, którzy jednak nie przyjęli go z entuzjazmem, nieufni i zamknięci na resztę świata. On był już całkiem inny. Zamieszkał więc w jaskini otoczonej lasem, za towarzyski mając nimfy do końca swoich dni.
Nic już nie wiem. Niczego nie jestem pewien. Nie mam pojęcia, jak potoczy się rozmowa z Tośką. Czy ona w ogóle przyjdzie? Mam nadzieję na coś lepszego, niż planowałem, ponieważ to nie wydaje mi się już takie pociągające.
Trochę zrozumiałem. Robiłem źle, odsuwając od siebie kogoś, na kim powinno mi zależeć. To wszystko było tylko poruszaniem się po omacku z instynktem godnym pożałowania, którym wyrządziłem wiele krzywdy. Wiem, że nie da się cofnąć przeszłości. Nie zmienię już innych ani tego, co im pozostawiłem. Ale wiem jedno – chciałbym się zmienić i znaleźć w końcu szczęście. Zrozumiałem, że wpadłem w sidła zastawione przez samego siebie. Uważałem, że nie zasługuję na jakiekolwiek ciepłe uczucia, więc uciekałem, czując coś podobnego. Uciekałem przed samym sobą. Wolałem umrzeć i sprawić jej ból, niż zmierzyć się z tym jak dorosły człowiek. Przeszłość naznaczyła mnie ranami, z którymi nie potrafiłem sobie poradzić. Odkąd sobie to uświadomiłem, nie jest tak, jak kiedyś. Chcę się zmienić i choć wiem, że nie będzie to łatwe, jestem gotowy na spróbowanie. Nie zrobię tego jednak sam. Potrzebna mi pomoc kogoś, kto…
Wszystko zależy od rozmowy z Antoinette. Jeśli odrzuci mnie raz na zawsze, już mnie tu nie będzie i na pewno ktoś to przeczyta. Jednak jeśli objawi chociaż cząstkę wahania, której bałem się wykorzystać wtedy, w Bawarii, to NIC JESZCZE NIE JEST STRACONE. Bo ja się już nie boję. Boję się tego jak cholera, ale czyż życie nie jest dla tych, którzy mają odwagę wyjść mu naprzeciw?
Nie chcę być już tym dzieckiem, które odsuwa się od wszystkich. Czy będę potrafił się zmienić? Chciałbym to zrobić dla Antoinette Demarchelier, która ma prawo mi nie wybaczyć. Wtedy jednak nie będę już mógł z tym żyć. Wszystko przepadnie.
Ta kartka to odpowiednie miejsce do napisania tego, co siedzi mi w głowie. Wiem, że jeszcze nie jestem gotowy na powiedzenie jej tego w twarz. W razie czego dam jej to do przeczytania.
Myślę, że ją kocham.
Powrót do góry Go down
Antoinette Demarchelier
Przywódca Lisów
Uczennica
avatar

Liczba postów : 164
Join date : 04/07/2012
Skąd : Paryż

PisanieTemat: Re: Tower Bridge   Sob 25 Sie 2012 - 14:43

Po powrocie z Bawarii Tośka nawet nie pomyślała przez chwilę o tym, aby na tę parę ostatnich tygodni wrócić w rodzinne strony i odpocząć od tego wszystkiego, co wydarzyło się w jej życiu. Chciała zostać całkiem sama, w swoim londyńskim gniazdku, uciekając od rzeczywistości. Całe dnie spędzała w łóżku, ewentualnie przed ekranem laptopa i oglądaniem odmóżdżających seriali. Nie miała nawet siły, by wybrać się na szalone zakupy w towarzystwie Chloe, bo wizja zakupienia nowej pary butów wcale nie wpływała pozytywnie na jej podły nastrój. Odcięła się od świata zewnętrznego, gnijąc w czterech ścianach mieszkania.
Dzień, który miał być dla Kennetha tym ostatnim, w przypadku Tosi nie różnił się niczym szczególnym od poprzednich. W godzinach przedpołudniowych, kiedy Londyn tętnił już dawno życiem, ona jeszcze smacznie spała. Z objęć Morfeusza wyrwał ją dopiero dźwięk smsa. Niechętnie wzięła więc telefon do ręki, odblokowując ekran, by zapewne za chwilę dowiedzieć się pięćsetny raz o tym, że wygrała sto tysięcy funtów na waciki, ewentualnie zapoznać się z nową ofertą operatora, specjalnie dla niej przygotowaną. Nadawcą wiadomości okazał się jednak zupełnie ktoś inny. Ktoś, kogo absolutnie nie posądziłaby o to, że jeszcze kiedykolwiek się do niej odezwie. Kenny. Jego numeru miała pozbyć się już wcześniej, ale cały czas coś ją przed tym powstrzymywało. Chciała przecież na zawsze wyrzucić go ze swojego życia, a tymczasem nie potrafiła zrobić nawet tak maleńkiego kroczku w tym kierunku. Po raz kolejny na myśl o chłopaku pojawiły się mieszane uczucia. W przypływie nagłego impulsu Antoinette już szykowała się do usunięcia wiadomości, bez uprzedniego zapoznania się z jej treścią, ale ciekawość wzięła górę. Bo czego Kenneth mógłby od niej chcieć? Wszystko, co miała mu do powiedzenia, zostało wypowiedziane w Bawarii, wiedział więc, że nie chce mieć z nim więcej do czynienia. Powinien to uszanować, by jeszcze więcej nie namącić w tośkowym życiu, które i tak było wystarczająco pokręcone.
Demarchelier, wpatrując się zaspanym wzrokiem w ekran, obiecała sobie, że nieważne, co napisał Reventlow, po prostu zignoruje jego wiadomość, dając mu ponownie do zrozumienia, iż to naprawdę definitywny koniec ich znajomości.
Tak jak się spodziewała, Kenny chciał się spotkać.
Nie zrobiło to na Tośce większego wrażenia. Przemyślał sobie wszystko, zatęsknił, może chciał przeprosić? Zresztą, nie miało to dla niej żadnego znaczenia. Zgodnie z postanowieniem nie odpisała nic, usuwając wiadomość i odkładając telefon z powrotem na bok. Zlekceważyła również prośbę o odsłuchanie jakiejś tam piosenki, sądząc, że to niewątpliwie łzawa ballada o nieszczęśliwej miłości, która miałaby wzbudzić w niej pozytywne uczucia. Jeżeli Kenneth naprawdę myślał, że jej przesłucha, a potem pobiegnie pędem na spotkanie z nim, od razu rzucając mu się w ramiona, to się grubo pomylił. Bo Demarchelier, odwracając się na drugi bok, zamknęła swoje szare oczy, gotowa, by ponownie wejść do krainy Morfeusza, w której odnaleźć mogła trochę wytchnienia.
Kiedy jednak usiłowała zasnąć, w jej głowie nieustannie przewijały się wspomnienia. Te złe i te dobre, które dawno miały zostać wymazane z pamięci. Obraz Kenny’ego, kiedy pierwszy raz się spotkali, kiedy pierwszy raz złożył czuły pocałunek na jej ustach… Albo jego minę, kiedy oznajmiła mu, że ma za chwilę wskakiwać w koszulę i garnitur, bo inaczej nie ma najmniejszych szans na kolejną randkę. Uśmiech sam cisnął się na usta. Tośka przypomniała sobie także słowa, które skierowała do swojej kuzynki w centrum handlowym, gdy oznajmiała jej, że ten związek ma szansę się rozwinąć. A niedługo potem wszystko runęło jak domek z kart. Dlaczego to zepsułeś?
Wojna z myślami i wspomnieniami, toczona w głowie Tośki, potrwała kilkanaście minut, w ciągu których zdążyłaby wstać i przygotować się do wyjścia na spotkanie z Kennym. Jednocześnie chciała pojawić się na moście i zostać w łóżku. Przecież obiecała sobie, że nic nie zrobi sobie z jego wiadomości, oleje zupełnie sprawę, która była skończona. A może jednak do końca nie była?
Nie, nie pójdę, nie dam mu tej satysfakcji! Jak to nie? Pójdziesz, on tam na Ciebie czeka, na pewno ma Ci coś ważnego do powiedzenia. Nie pójdę, bo nie rzucam słów na wiatr. Wie, że nie chcę go więcej widzieć, zrozumie. Nie bądź śmieszna, Demarchelier, schowaj swoją chorą dumę i nie udawaj, że Ci nie zależy! Zupełnie mi nie zależy! Wcale, a wcale. Nigdy nie zależało! Nie widzisz, głupia, że sama siebie oszukujesz? Miałaś nadzieję na co? Że Twoje uczucia kiedyś się zmienią? Że zamykając się w czterech ścianach uciekniesz od wszystkiego? Rzeczywistość jest nieco inna, niż myślisz.
Do wojny z myślami i wspomnieniami włączyły się dodatkowo sumienie i serce i mimo usilnych chęci Tośka nie była w stanie wygrać z nimi tej bitwy. Zdecydowała więc wyjść naprzeciw Kennethowi i porozmawiać z nim w cztery oczy ten ostatni raz. Podniosła się bowiem z łóżka z założeniem, że czegokolwiek by jej nie powiedział, nie wybaczy mu zdrady. Na co serce znów skwitowało jej postanowienie słowami, że jest głupią dziewuchą i robi wszystko wbrew sobie, bo w głębi duszy przecież chce mu wybaczyć ten wybryk.
Z domu wyszła po kilkunastu minutach, nie spędzając przed lustrem dwóch godzin – obóz koncentracyjny w Bawarii czegoś ją chociaż nauczył. Nauczył ją także tego, że nie wszędzie należy wozić cztery litery samochodem, od czegoś są również nóżki, toteż królewna Demarchelier pierwszy raz w życiu skorzystała z metra, do którego i od którego dojść musiała na piechotę. Z włosem rozwianym i torbą pod pachą, opuściwszy wagonik, skierowała się w kierunku mostu. Kamienna mina nie zdradzała żadnych emocji, jej serce jednak waliło jak oszalałe. Co mu powie, jak go zobaczy? Jak potoczy się ich rozmowa? Niczego nie mogła być pewna. Może powinna była posłuchać tej piosenki, o której wspomniał? Może to nie była chwytająca za serce ballada? Może z jej tekstu udałoby się coś wywnioskować?
Tośka przeciskała się przez tłum ludzi, nie zwracając na nic uwagi. Gnała przed siebie, jakby miała klapki na oczach, w razie potrzeby używając łokci do odepchnięcia kotłujących się turystów.
Aż wreszcie zauważyła JEGO.
Stał po drugiej stronie ulicy, oparty o barierkę. Nie widział jej, patrzył akurat w drugą stronę. Mogła jeszcze zawrócić, wmieszać się w grupę urlopowiczów i udawać, że jej tu nie było. Ale zamiast tego stała w miejscu, nieruchomo, jak wbita w ziemię. Obserwowała go, czując zarazem, jak jej serce niemal błaga o pozwolenie, by mogło wyskoczyć z klatki piersiowej, a nieprzyjemny ścisk w żołądku staje się coraz silniejszy.
Odwrócił się, spojrzał na nią. Nie ma już odwrotu.
Czy on właśnie przeskoczył przez barierkę? Ale chwila, moment, z tamtej strony zbliża się pędzący samochód! Kenny, co Ty robisz? Zaczekaj! Stój! To tylko niemy krzyk.
Pisk opon, zapach palonej gumy, dźwięk łamanych kości. Wrzask kierowcy, wrzawa przerażonego tłumu, płacz dzieci. I nagle głucha cisza. Antoinette nie słyszała nic, poza własnymi myślami.
Przecież to nie mógł być Kenny. Nie, to na pewno nie był Kenny. To nie jego ciało wzbiło się w powietrze i tak bezwładnie opadło na asfalt. Prawda?
On tam dalej stoi, przy barierce, i czeka, uśmiechając się delikatnie. Tak jak zawsze się uśmiechał – delikatnie, nieśmiało, jakby bał się przy niej pokazać więcej uczuć. I ma na sobie tę skórzaną kurtkę, która jest tak znoszona, że dawno powinien ją wyrzucić, o co tyle razy go prosiła. Może pójdą w końcu razem na zakupy? Może nawet jutro? Mają jeszcze tyle czasu. Och i kupią mu jeszcze nowe spodnie, które nie będą zjeżdżać z jego wąskiego tyłka, bo przecież nie lubi pasków. A trampki? Te trampki tez się do niczego nie nadają, więc wychodzi na to, że będą musieli odwiedzić także sklep obuwniczy. Kenny pewnie będzie się rzucał, ale czego nie zrobi dla swojej księżniczki. O, i znów na szyi ma zawieszony pęk kluczy. Po co są mu potrzebne? Przecież wyglądają okropnie.
Ale chwila, dlaczego na kluczach jest krew? Coś się stało? Zrobił sobie krzywdę? Chyba się przewrócił. Dlaczego więc ci wszyscy ludzie tak się na niego patrzą, szepcąc między sobą? Kilka osób nawet płacze, odwracając wzrok. To dziwne, dlaczego to robią? Przecież on żyje, to był mały wypadek, kiedy nieudolnie przeskakiwał przez barierkę.
Dwóch rosłych mężczyzn podbiega do trzeciego, łapiącego się za głowę. Chyba panikuje. Odciągają go na bok. To chyba kierowca samochodu, stojącego obok. Jeden z nich wyciąga telefon, gdzieś dzwoni. Ciekawe gdzie. Czyżby po policję? Przecież Kenny nie chciał zarysować jego zderzaka, więc po co to robi? Po co to całe zamieszanie?
Antoinette, kogo chcesz oszukać? Znów siebie?
Kenneth leży parę metrów przed Tobą, w nienaturalnej pozycji. Krwawi. Spieszył się, żeby wreszcie spotkać się z Tobą. Z tego powodu nie zauważył samochodu, został potrącony. Śmiertelnie. Pewnie tak wyjaśnią przyczyny wypadku w wiadomościach, dla dziennikarzy to tylko kolejny dobry materiał do wieczornego pasma. Nie łudź się, on nie żyje. Nie podniesie się za chwilę i nie przyjdzie do Ciebie. Przecież NIGDY więcej nie chciałaś go widzieć. Masz co chcesz, jak zwykle. Nic nowego. Co tak stoisz? Podejdź bliżej, zobacz, co zrobiłaś. Przecież to Twoja wina. Spójrz ostatni raz w te smutne oczy – są otwarte. Ale wiesz, dlaczego dostrzeżesz w nich jedynie pustkę? Bo Kenny’ego już tu z nami nie ma.
Minęło parę minut, zanim Demarchelier zrozumiała, co się przed chwilą wydarzyło. Nie chciała w to wierzyć, ale czasu nie da się cofnąć. Naiwnie myśląc, że chłopak na pewno żyje, że wyjdzie z tego, nie dopuszczała do siebie myśli, że ciągu paru sekund straciła Kennetha. Na zawsze.
Przeciskając się przez ciągle powiększający się tłum, stanęła tuż nad ciałem. Ktoś coś do niej mówił, ktoś odpychał łokciem, ona jednak stała niewzruszona, wpatrując się w niego z nadzieją, że na nią spojrzy, że się poruszy. Ale nie zrobił tego. Uklęknęła więc tuż obok, kładąc dłonie na jego policzkach, nie zważając na to, że są całe zakrwawione. Pochyliwszy się nad ciałem, szepnęła cicho, ze łzami w oczach: - Kenny, odezwij się, proszę. Wiem, że mnie słyszysz. Wybaczam Ci, rozumiesz? Tylko powiedz coś, cokolwiek… – ale on już tego nie słyszał. Słyszeli za to ludzie, stojący najbliżej. Jakaś kobieta chwyciła Antoinette za rękę, chcąc odciągnąć ją od ciała. Ta tylko odwróciła się w jej stronę, odpychając od siebie z całej siły. Do tośkowych uszu docierały słowa gapiów, którym chyba przyjemność sprawiało wlepianie wzroku w martwego człowieka. Taki młody chłopak…Całe życie było przed nim. Och, straszna tragedia, naprawdę, chwila nieuwagi…Trup, jak nic, od razu widać. Ale Demarchelierówna udawała, że nie słyszy. Miała ochotę krzyknąć coś, żeby stulili psyki, wypieprzali stąd, zajęli się własnym życiem, ale nie miała siły wydać z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Wpadła w histerię, z totalnej bezsilności. Chciała przytulić Kenny’ego, ale bała się go ruszyć, żeby tylko nie zrobić mu krzywdy. Chwyciła jedynie jego bezwładną rękę, opierając czoło o jego policzek. Jej włosy spływały po jego twarzy, lądując na zakrwawionym asfalcie. – Powiedz coś, powiedz… – Tośka nie mogła wciąż dopuścić do siebie myśli, że to może być koniec. W szpitalu na pewno coś zdziałają, uratują go! Ale cuda się niestety nie zdarzają.
Kiedy usłyszała sygnał zbliżającej się karetki, podniosła głowę, ukazując czerwoną, zapłakaną i brudną od krwi Kennetha twarz. Spojrzała na ludzi, rozchodzących się na boki i robiących miejsce zbliżającemu się ambulansowi. Nie wypuszczała z uścisku dłoni chłopaka, chcąc być cały czas przy nim. Uśmiechnąwszy się przez łzy, z nadzieją, że lekarze zaraz coś zrobią, znów na niego spojrzała, odgarniając jego grzywkę z twarzy: – Zaraz wszystko będzie dobrze, zobaczysz…

_________________


tutaj powinien znajdować się jakiś chwytający za serce cytat,
ewentualnie linki do karty/relacji/telefonu,
ale ich nie ma, bo jestem leniwa I love you
Powrót do góry Go down
Alex Payne
Dorosły
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Tower Bridge   Sro 26 Gru 2012 - 21:03

Londyn był strasznie nudnym choć pełnym ludzi miastem z reguły jeśli znało się tam tłumy ludzi to nie nudziło Ci się, jednakże gdy byłeś samotnikiem i na dodatek miałeś super moce to raczej ludzie starali się Ciebie unikać. Z jednej strony było to na rękę bo Alex raczej nie przepadał za tłumami, jednakże czasami taka mała jedna duszyczka do konwersacji wiele by zmieniła. Troszkę szkoda mu było jego dawnego życia, no ale jak wiadomo nigdy już do tego nie wróci. Z nudów postanowił dostać się na dach wieży na moście Tower Bridge. Po krótkiej drodze przez schody, wyszedł przez jedno z okienek i kucnął sobie na gzymsie obserwując ludzi spacerujących na dole. Z nudów zapalił sobie papierosa i czekał aż coś się wydarzy, miał w sobie jakiś pierwiastek super bohatera, chociaż nim nie był. Czytając komiksy w dzieciństwie marzył o takim losie, ale życie przygotowało mu inny scenariusz. Na górze było trochę zimno, ale nie przeszkadzało to mężczyźnie. Dodatkowo robiło się ciemno więc nie musiał się martwić iż jakiś tłum gapiów zacznie się drzeć że samobójca siedzi na gzymsie. Zwykli ludzie byli dla niego tacy mało ciekawi i irytujący, ale gdyby nie oni nie byłoby równowagi we wszechświecie, bo przecież różnorodność jest potrzebna. Siedząc na wieży ubrany jest w glany, ciemne luźne spodnie, czarna bokserkę i płaszcz z kapturem, oczywiście kaptur zaciągnięty na głowę, przez te ubranie ciężej było go zobaczyć w nocy. Po jakimś pół godziny odpalił drugiego papierosa i nadal się nic nie działo. Postanowił iż jeśli do północy nic się nie stanie to idzie spać.
Powrót do góry Go down
Aileen Callaghan
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 49
Join date : 19/12/2012
Skąd : Dublin, Irlandia

PisanieTemat: Re: Tower Bridge   Sro 26 Gru 2012 - 22:04

Ostry dzióbek jastrzębia przysunął się do mojej twarzy, szepcząc mi do ucha, że już nie jesteśmy tutaj sami. Potem po raz ostatni delikatnie przycisnął pazurkami moje udo i odleciał, zostawiając mnie z nieznanym. Na Tower Bridge nie pojawiałam się często, ale nie łączyły się z tym żadne konkretne powody - no chyba, że lęk wysokości można uznać za porządną przyczynę - jednak tego dzisiejszego wieczora musiałam spełnić obietnicę daną kilka dni temu. Ludzie reagowali na odwoływanie spotkań o wiele mniej rozsądnie od zwierząt, jednak tylko zwierzęta później potrzebowały czasu na odbudowanie zaufania. Wolałam nie ryzykować. Do moich nozdrzy dotarł charakterystyczny zapach papierosów - na szczęście nie jakiś tanich - i ciche chrząknięcia. Kilkakrotnie już pojawiałam się w nieodpowiednich miejscach o nieodpowiednim czasie i ponosiłam tego konsekwencje, jednak najwyraźniej nie tak poważne, żeby wreszcie nie wychodzić samej o tak późnej porze. Nigdy się nie nauczę. Sylwetka, którą zauważyłam na pewno należała do mężczyzny, nie wiem, czy mnie zauważył, ale postanowiłam mu to ułatwić. Czy tak bardzo przeszkadzało mi życie w spokoju? Stałam za nim, więc pewnie nim zdążyłam się odezwać, to wyczuł moje intensywne perfumy.
Irlandzkie.
Powrót do góry Go down
Alex Payne
Dorosły
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Tower Bridge   Sro 26 Gru 2012 - 22:33

Było coraz później i Payne zrobił się nieco senny, nagle ni z gruchy ni z pietruchy usłyszał stukot butów o ziemie. Starał się zignorować to, bo w końcu kto o tej porze przychodzi na dach Tower Brigde, chociaż może to znowu Ci beznadziejni ochroniarze, już nie chciało mu się ich obezwładniać, byli tacy głupi. Na dodatek przychodzili równo co trzy dni, Ci sami, to w sumie jak spotkanie z bliskimi znajomymi, którzy trochę go nie lubili, w sumie większość osób za nim nie przepadała. Z czasem kroki ustały i nagle chmurka kobiecych perfum poleciała w stronę Alexa. Było to proste że stoi za nim kobieta, więc właściwie nie miał się czego bać, ale różnie to bywa, może zabójcy go znaleźli. Czas zmierzyć się z przeznaczeniem.
- Witam Nieznajoma, co Cie tu sprowadza o tejże późnej godzinie ?
Siedział dalej nie zmieniając pozycji w której siedział, dopóki odwrócony był tyłem był anonimowy i w razie czego o wiele łatwiej o obronę.
- Mam nadzieje że nie przybyłaś tutaj aby zabrać moja szarą egzystencje ?
Powiedział z lekką nutka śmiechu w swoich głosie, chociaż właściwie nie bał się śmierci. Dość nietypowy początek rozmowy, ale nigdy nie był dobry w konwersacjach z kobietami, ogólnie z ludźmi. Czekał spokojnie na odpowiedź i wyrzucił wypaloną końcówkę papierosa.
- Jeśli jednak nie jesteś zabójcą to siadaj obok.
Jego ciepły męski niski głos poleciał prosto do uszu kobiety, gdyż leciutko przekręcił głowę i uśmiechnął się do siebie. Mężczyzna również używał perfum właściwie nie miał dla kogo, ale nie wiedział kiedy nadejdzie okazja, więc wolał być przygotowany. Niestety przez długie siedzenie na gzymsie nieco wywietrzały i kobieta mogłaby je dopiero poczuć podchodząc do niego bardzo blisko.
Powrót do góry Go down
Aileen Callaghan
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 49
Join date : 19/12/2012
Skąd : Dublin, Irlandia

PisanieTemat: Re: Tower Bridge   Sro 26 Gru 2012 - 23:17

Uśmiechnęłam się sama do siebie. Nigdy nie chciałam nikogo zabijać, ale doskonale wiedziałam, jak zabrałabym się do czegoś takiego. To takie typowe dla kobiet - żadnej krwi, żadnej brutalności, a ja byłam tak samo delikatna jak pozostałe, tylko że nie brzydziłam się morderstwem ze względów estetycznych. Nie wiem, czy myślałabym o konsekwencjach, ale jako artystka nie bałam się krwi, nie bałam się noży czy ostrych narzędzi. Mimo tego wybrałabym truciznę, tylko że na pewno nie teraz, nie dzisiaj, nie tutaj.
- Podobno nawet samotna kobieta bywa o wiele bardziej niebezpieczna od mężczyzny - odparłam, nadal nie ruszając się z miejsca i czując, jak dziwnym sposobem rozmowa schodzi na najbardziej niespodziewany tor - Ale to chyba dotyczy tylko zdradzonych kobiet - wzruszyłam ramionami, a po chwili faktycznie usiadłam obok. Nie czułam zagrożenia,ani strachu. Być może byłam w błędzie i powinnam uważać, ale coś mówiło mi, że wszystko będzie dobrze. Wrodzona intuicja. Założyłam nogę na nogę, ignorując fakt, że siedzimy strasznie ściśnięci i że jakoś mi to nie przeszkadza, mimo że w ogóle nie znałam tego mężczyzny.
Jeszcze.
- Jestem Aileen - rzuciłam, nie podając mu ręki - zbędne przyzwyczajenia -, natomiast z ciekawością spoglądając w jego stronę, chcąc chociaż domyślić się kim mógłby być, albo zastanowić się, czy kogoś mi nie przypominał.
Powrót do góry Go down
Alex Payne
Dorosły
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Tower Bridge   Czw 27 Gru 2012 - 0:09

Alex dobrze znał kobiety morderczynie, były o wiele bardziej wyrafinowane i nieprzewidywalne niż mężczyźni, były bardziej opanowane, ale niestety istniało u nich coś takiego jak wrodzone sumienie, przez co nie były idealne. Bądź co bądź żadna z nich raczej nie zrobiła większej krzywdy Payne'owi, a nawet przysporzyły sporo przyjemności. Wiele z nich było stanowczych podczas zadań, lecz w łóżku uległe jak nigdy. Kobiety były dziwnymi mechanizmami których nawet nie próbował zrozumieć.
- Podobno.
Głos dziewczyny niezwykle mu się spodobał miała ten, piękny akcent, gdy tylko przemawiała lekka chrypka drażniła jego uszy, było to niezwykle przyjemne. Chwilę potem dziewczyna usiadła obok, jeszcze bardziej czuł jej perfumy, chyba wylała na siebie pół butelki, chociaż nie w sumie cała. Nie przeszkadzało mu to, ładny akcent, piękne perfumy, chwile potem ukazały mu się nogi, które bardzo przyciągnęły uwagę oczu. Osoba o takich nogach na sto procent musi być genialna towarzyszka rozmów, dlatego też Ryan postanowił zrzucić z siebie tą lodową osłonę i ściągnął kaptur ukazując swoją twarz.
- Witam, jestem Alex. Niezwykle miło mi Cie poznać. Dodatkowo mam strasznie dziwne wrażenie że Cie znam...ale może to tylko takie wrażenie.
Brunet po ściągnięciu kaptura, zobaczył w końcu dobrze twarz dziewczyny i jej oczy. Te oczy siedziały w jego głowie od czasu gdy uratował pewna osobę, jej omdlałe spojrzenie było pewne i silne, to samo zobaczył w jej oczach. Nagle tysiące wspomnień z tymi oczami przeleciało mu przez głowę, on jednak tylko nią potrząsnął by wypadły i doszedł do wniosku że to nie możliwe, iż spotkał tamtą dziewczynę, akurat tutaj i jeszcze w takich okolicznościach. Mimo wszystko na wspomnienie swojego dobrego uczynku w mężczyźnie coś się ociepliło a na twarzy pojawił się uśmiech.
- Nadal nie powiedziałaś, co Cie tutaj sprowadza Aileen ? Może chcesz płaszcz, robi się trochę zimno a on jest duży, więc właściwie może zamknąć się w nim jak w namiocie.
Pomyślał że tekst który własnie rzucił był beznadziejny, ale chociaż starał się być zabawny i trochę zaopiekować dopiero co poznaną dziewczyną. Czuł jakąś wewnętrzną chęć pomocy tej zbłąkanej duszyczce, a jeśli chcieli tutaj posiedzieć i porozmawiać to głupio aby się przeziębiła.
- Popatrz na tych ludzi na dole zbliża się jedenasta, a oni nadal pędzą...zupełnie nieświadomi. Jak armia robotów codziennie robią to samo, żyjąc w schemacie bez żadnej przyszłości. Nie mają pojęcia że niedługo ich świat legnie w gruzach. Pomyśl że właśnie przez takich ludzi, nie przez wysoko postawionych ludzi czy wojsko, właśnie przez nich. Trochę ich szkoda...no ale nie chcę Cie zanudzać opowieściami ekscentrycznego człowieka.
Doszedł do wniosku że jego monolog stał się nieco za długi i właściwie niepotrzebny bo co ją to interesuje. Było za późno aby cofnąć słowa, więc postanowił zmienić temat.
- Także może opowiedz coś o sobie, skąd jesteś ? Co robisz ? Czy masz jakieś plany na dziś wieczór prócz siedzenia na szczycie Tower Brigde ze starszym panem ?? Jeśli będę Cie nudził to powiedz...wiesz raczej nie przebywam dużo między ludźmi.
Zakłopotany popatrzył na dziewczynę i zaraz znowu się uśmiechał, dziwnie się czuł bowiem dawno nie widział tak uroczej młodej damy, miała coś w sobie co go pociągało, sam nie wiedział co, nie chodziło o samą cielesność. Opanowany wpatrywał się w jej oczy próbując rozwikłać zagadkę jej osoby.
- Możesz przejąć pałeczkę i zadawać pytania. Wydajesz sie bardziej wygadana niż ja. Ale najpierw powiedz coś o sobie jeśli możesz.
Powrót do góry Go down
Aileen Callaghan
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 49
Join date : 19/12/2012
Skąd : Dublin, Irlandia

PisanieTemat: Re: Tower Bridge   Czw 27 Gru 2012 - 0:47

Nie wiedziałam ani jaką morderczynią bym była, ani jaka jestem w łóżku. Zdarzało mi się wielokrotnie wracać do domu nad ranem przesączona męskim zapachem, a noce spędzać z nic nieznaczącym chłopcem u boku, ale tylko raz i to zbyt pochopnie zdecydowałam się przekroczyć tą granicę, zza której nie było już powrotu. Raz i to jeszcze w wieku piętnastu lat, co wcale nie było ani odpowiedzialne ani warte zachodu. Nie wspominałam tego dobrze, chociaż kolejne kontakty z mężczyznami ograniczone do innych czynności mimo wszystko sprawiały mi jakąś przyjemność. Teraz nie czułam zdenerwowania, tak często pojawiającego się kiedy rozmawiałam z kimś sam na sam, i kompletnie przez to nie wiedziałam, co się dzieje. Słuchałam go w milczeniu, nie odwracając wzroku od jego twarzy, i zmuszając się do powrotu do wspomnień. Miałam gorsze i lepsze wspomnienia, poszarpane chwile i te warte zapamiętania. Rysy jego twarzy były tak znajome, tak oczywiście znajome. Nie wiedziałam skąd wzięły się te dziury w pamięci, dlatego zdecydowałam się oddać się w całości czasowi, który podobno najlepiej działał na wyobraźnię.
- A pytałeś? - powiedziałam, czując jak moje kąciki ust wędrują ku górze, a oczy delikatnie się zwężają, dając do zrozumienia, że jestem dość spostrzegawcza. Spojrzałam przed siebie, wypuszczając z ust chmurę zimnego powietrza. Moja zdolność nie służyła do obrony i nie wykorzystywałam nigdy zwierząt do pomocy, a jeżeli zdradzę temu nieznajomemu całą prawdę, to jego uprzejmość może tak szybko się skończyć jak się zaczęła. Zbyt wiele trzeba by tłumaczyć, pokazywać, znowu czuć się jak dziwadło. Odgarnęłam włosy,zastanawiając się, czy brnąć w zawiłość tej rozmowy - z drugiej strony jej koniec bardzo mnie intrygował.
- Ty też nie powiedziałeś, co tu robisz, ale czy to ważne? Jeżeli czekałeś tu na jakąś ofiarę,to nie mów mi tego. - zaśmiałam się, odbijając piłeczkę i próbując sobie odpowiedzieć na pytanie: jak bardzo jesteś ode mnie starszy, Alex? Rzuciłam krótkie spojrzenie w jego stronę. Płaszcz. Już widzę minę mojej matki, gdyby tylko zobaczyła, jak godzę się na przykrycie płaszczem obcego faceta. Mamo, wiesz że nic byś na to nie poradziła.
- Jeszcze nie jest mi zimno, ale jeżeli będzie, to zastanowimy się co robić - nie byłam już małą dziewczynką, mogłam stąd zejść kiedy tylko naszłaby mnie ochota. A jednak, czułam, że Alex nie chciał, aby to wszystko zabrzmiało tak, jak mogłabym to odebrać. Nie łatwo było mnie przestraszyć. Nawet takim monologiem, nawet takimi słowami. Spojrzałam w dół, chyba za mało wzruszona poruszającymi się tam istotami, na które teraz spoglądaliśmy niczym królowie. Odchrząknęłam.
- Każdy świat kiedyś legnie w gruzach, ale to tylko od ludzi zależy, jak szybko to się stanie - nie chciałam go zapewniać, że mnie nie nudzi, lub też przyznawać, że tak jest. Sama nie wiedziałam, za bardzo skupiona na jego spojrzeniu, wyjątkowo męskich dłoniach i uśmiechu, który wydał mi się wyjątkowo znajomy.
Gdzieś nad nami zaskrzeczał mój jastrząb. Nie mogłam mu odpowiedzieć, ale dotarło do mnie, że ciągle tutaj jest i żebym się nie bała. Tylko raz ma się okazję do takiej rozmowy.
- Jestem z Irlandii, a plany dopiero...czekaj - przetarłam oczy wierzchem dłoni - Czy byłeś kiedyś w Dublinie? Bo...to ty - dopiero teraz do mnie dotarło. Park. Grupa pijanych chłopaków z mojej dawnej szkoły,a w tym ten kretyn - Joseph z ostatniej klasy, dla którego najbardziej romantyczna chwila naszego związku była, kiedy zapytał, czy długo jeszcze będę udawać niedostępną bo założył się, że mnie przeleci. Chyba pierwszy raz wtedy kogoś uderzyłam. Zaraz, Alex. Było dużo wody, jakieś spięcia, szpital, wulgarne teksty, sama już nie wiem. Widziałam go w parku, w Dublinie, latem.
Nie wiedziałam tylko, czy atakował, czy bronił.
Powrót do góry Go down
Alex Payne
Dorosły
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Tower Bridge   Czw 27 Gru 2012 - 11:49

Zdecydowanie Aileen nie wyglądała i nie zachowywała się na morderczynie. Była z pewnością zbyt tajemnicza aby być kimś takim. Alex po kolejnej minucie rozkminy o zabójczyniach pomyślał że ma dość tego tematu i postanowił zamknąć go w swojej głowie i na przykład podziwiać piękno osoby, która przed chwila je ukazała. Widać że dziewczyna nie była spięta rozmawiając ze starszym od siebie mężczyzna, podobało mu się to, gdyż nie czuł tak staro, jednak oczy ją zdradziły, próbowała sobie o czymś przypomnieć wpatrując się dokładnie w twarz Alexa. Przez chwilę nawet poczuł się troszkę zawstydzony, bo nikt mu się nigdy nie przyglądał z takiego bliska. W końcu dziewczyna przerwała milczenie i odpowiedziała pytaniem na pytanie, żadna to nagrodą dla niego, ale rekompensatą za to było ujrzenie jej przepięknego uśmiechu, który spowodował iż kolejny raz Payne poczuł jakieś ciepło w sobie. Po dłużej rozmowie z tą kobieta, wcale nie dziwiło go unikanie odpowiedzi na pytania i chowanie się za zagadkami, bowiem sam to robił gdy miał tylko okazje, jednak właśnie przy niej ta potrzeba znikała, tak jakby nie musiał kryć przed nią żadnych informacji, jednak starał się aby nic z niego nie wyszło.
- Ja obserwuje ludzi, gdyż czasami, niektórzy z nich potrzebują pomocy, jakaś matka zostawi dziecko w wózku a ono zacznie jechać ku ulicy, bo nie zapięła hamulców. Ewentualnie jakaś banda rzezimieszków będzie miała ochotę pobić faceta, albo zgwałcić koleżankę która nie będzie mogła się bronić. Albo nawet tak banalne jak atak jakiś nadprzyrodzonych ludzi z mocami, którzy nagle wpadają na pomysł że jednak fajnie byłoby zniszczyć czy i zostać Panem tego że miasta. Można to nazwać tak, iż zmniejszam ilość głupoty w mieście.....i...no wiesz Ty jesteś moja ofiarą...
Znowu poszedł w monolog, chyba będzie musiał tego zaprzestać bo dziewczyna rzuca krótkie zdania a on po prostu się otwiera przed nią, na szczęście nic nie powiedział o tym że ma jakieś nadprzyrodzone zdolności bo jeszcze by uciekła, albo spadła w dół. Dzisiejszy dzień był strasznie dziwny dla niego, czuł się jak inny człowiek, a przez oczy jak przez pryzmat sam wracał wspomnieniami, nie był pewien czy jej twarz to ta sama twarz, ten element układanki pozostawał nieodkryty. Po monologu postanowił zażartować i gdy zrobił się bardzo poważny mówiąc że ona jest jego ofiara to po paru sekundach zaśmiał się, bo Aileen zrobiła fajna minkę. Mógł w sumie nie mówić tej zwrotki o tym że jest starszy, bo ona nie wygląda na więcej niż osiemnaście - dwadzieścia lat. No ale w sumie miała o czym myśleć, chociaż nie chciał aby poznała prawdę, bo prócz specjalnych zdolności to właśnie wiek odstraszał kobiety od niego.
- Dobrze w razie chłodu mów, a spróbujemy coś poradzić.
Odpowiedz na to iż nie chce płaszcza, była stanowcza lecz nie do końca. Połowiczne prawdy to chyba atut tej kobiety, więc Payne przestał się przejmować i traktować jakby było to zupełnie naturalne. Samo podanie jej płaszcza nie miało w sobie żadnych podtekstów ale należało uszanować jej decyzje. W końcu pewnie jest dorosła i potrafi o siebie zadbać.
- Nie Moja Droga, to ludzie zniszczą świat i to od matki natury zależy jak szybko się podniesie. Może zdarzyć się też tak iż nigdy to nie nastąpi i wtedy przeżyją najsilniejsi. To przykre ale prawdziwe.
W pewnym momencie przypomniał sobie że obserwując szkołę kiedyś na jej terenie widział tą uroczą osóbkę. I już miał zapytać czy nie chodzi do szkoły dla utalentowanej młodzieży gdy dziewczyna niespodziewanie mu przerwała. Pytając o Dublin. Swoją drogą odpowiedź iż jest z Irlandii była całkiem logiczna, gdyż zachowywała się jak typowa Irlandka i jeszcze ten przesłodki akcent. Po chwili wszystko prawie ułożyło się w jego głowie.
- Tak, byłem...i to nie raz.
Tym razem to on rzucił wymijającą odpowiedź, czemu ona miała dostawać wszystko na tacy nie mógł sobie pozwolić na to by wszystko tak łatwo z niego wyciągała. Tym razem to jednak on miał przewagę, wiedział kim jest dziewczyna, jak się poznali i czemu wydała się taka dziwnie znajoma. Zrozumiał też że między ludźmi istnieją połączenia które powodują iż ktoś na kogoś trafia.
- Czy Ty nie chodzisz przypadkiem do St. Bernard ?
Szybko zmienił temat, aby nie zbudzać podejrzeń chociaż jego twarz trochę go zdradziła, gdyż wyszło na niej zdenerwowanie. Jeśli udzieli mu odpowiedź na to pytanie to będzie wiedział iż jest miedzy swoimi. Papieros który palił gdy stała za nim dziewczyna, bowiem tego dnia również był w podobnym stroju i palił papierosa. Następnie po rozprawieniu się z gówniarzerią musiał zając się przerażona Aileen, która ze strachu przed wybawcą wpadła do rury ściekowej i poleciała długo w dół i usłyszał huknięcie na szczęście straciła przytomność za nim uderzyła o podłoże. Mężczyzna zeskoczył za nią szybko bowiem do płuc nabierała się jej woda a tego dnia pechowo następowało czyszczenie sieci kanalizacyjnej, gdzie leciała woda o takim ciśnieniu, które łamało kości. Nie raz można było usłyszeć o bezdomnych którzy zginęli bo usnęli w kanałach. Payne niestety nie dał rady wyciągnąć jej tak szybko wielkie ciśnienie wody już zbliżało się w jego kierunku. Stworzył więc wokół siebie energetyczne pole siłowe i próbował wynieść dziewczynę z tego miejsca. Wziął ją pod rękę i wchodził po drabince, gdy był już prawie na górze czuł iż kończy mu się moc. Wyrzucił więc do góry ciało dziewczyny, które wypadło obok włazu, a sam opadł z sił spadając do wody. A jak wiadomo elektryczność i woda źle działają. Na szczęście czyszczenie kończyło się i woda nagle odeszła. Obolały i osłabiony lecz przepełniony wiara w pomoc tej dziewczynie, wyszedł z kanału i zrobił jej sztuczne oddychanie, gdy odzyskała częściową przytomność, wziął ją na ręce i zaniósł do najbliższej szpitala. Po czym zniknął, ale na zawsze zapamiętał jej oczy, te oczy które walczyły o życie. Nagle wrócić ze wspomnień i uśmiechnął się miło do dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Aileen Callaghan
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 49
Join date : 19/12/2012
Skąd : Dublin, Irlandia

PisanieTemat: Re: Tower Bridge   Czw 27 Gru 2012 - 20:25

Ostrożnie przegryzłam dolną wargę, tak jak robiłam zawsze, kiedy się nad czymś bardzo intensywnie zastanawiałam. Bywały takie dni, kiedy nie pozwalałam zagoić się ranom i nieustannie czułam krew na języku, ale zamiast wtedy potulnie przestać, robiłam sobie na przekór. Tak po złości, aby jeszcze dokładniej przetrawić coś, co akurat wtedy nie dawało mi spokoju. Teraz jednak nie myślałam o niczym konkretnym i dawałam ponieść się wspomnieniom, chociaż obiecywałam sobie, że nie wrócę już myślami do tamtego wieczora. W przeciwieństwie do większości kobiet nie byłam w stanie tak długo analizować przeszłości i nie doszukiwałam się drugiego dna w każdym niezrozumiałym dla mnie słowie, czy geście, chociaż te zostawały w mej pamięci o wiele dłużej. Nieodpowiedzialnie wciąż traktowałam Dublin, jako moją bezpieczną przystań. Nie umiałam uciekać.
- W takim razie jesteś bohaterem - powiedziałam cicho, czując jak gęsia skórka atakuje moja ramiona, a uszy wsłuchują się uważnie w kolejne słowa. Nie raz w życiu spotykałam ludzi, do których nie pasowało żadne nasuwające się od razu określenie: nienormalnych? Nie, bo zupełnie inaczej wyznaczałam normę, niż pozostali. Dziwnych? Zdecydowanie byłby to błąd, bo tak ciężko było teraz kogoś czymś zadziwić. Bezpośrednich? Na szczęście, bo standardowe początki znajomości nużyły mnie niebywale. Nie musiałam się z nim zgadzać, nie musiałam nawet bezsensownie potakiwać: już mnie urzekł, chociaż jeszcze nawet nie spędziliśmy razem piętnastu minut. Jego kłos, tak często przerywający ciszę, wcale nie rozrywał jej na kawałki, lecz dojrzale dopieszczał, mówiąc coś, co innym być może wstyd byłoby przyznać - i nie był jednym z tych przechwalających się facetów, których ma się dość po jednej rozmowie, a jeżeli był, to dał radę mnie oszukać. - Wierzącym, że ludzki umysł może kontrolować, to co nazywane jest zwykłą czasoprzestrzenią - upewnianie się było pewną formą obrony, którą niczym pancerz nałożyłam na siebie te kilka lat temu. Nie lubiłam znajdywać się w centrum zainteresowania, a właśnie tam stawiano tych, którzy, kiedy już strach opuścił ich słuchaczy, równie dobrze mogli zostać wystawieni w jakiejś słynnej galerii, niczym wyjątkowe eksponaty. Myślę, że po prostu łatwo było mi tego słuchać, bo wiedziałam, że to, co wydaje się nienaturalne w rzeczywistości istnieje, a przez wielogodzinne ćwiczenia, powtarzające się niemal codziennie, z większą swobodą rozmawiałam z tymi, dla których mówienie o czymś niezwykłym było prawie jak zmierzenie się ze smokiem. Przeskakiwanie trudności nie było już takie trudne.
Odetchnęłam głębiej, wczuwając się w zapach naszych perfum, już i tak pomieszanych, już i tak zdradzających, że każde z nas nie spędziło samotnie tego początku ataku zmierzchu na Londyn. Nie przeszkadzało mi to i nie wiem dlaczego, ale chciałam jeszcze długo cieszyć się tą wonią. Gdybym mogła swoją odwagę, która tak często towarzyszyła mi wśród dobrze już znanych osób, wykorzystać teraz i chwycić jego dłoń, to nawet jeżeli popełniłabym błąd, to przynajmniej przez moment wróciłabym do życia. Zbyt długo patrzyłam już na jego profil, milcząc. Odchrząknęłam.
- W takim razie chcę umrzeć jako pierwsza - odparłam, znudzona ciągłą walką o przetrwanie. Wolałam wykorzystać swój czas jak najlepiej, ale dla samej siebie, a nie po to, aby dawać komuś coś, co mogłoby zabrać cenne minuty piasku z mojej osobistej klepsydry. Egoizm? Niekiedy się go nie wstydziłam.
Ponowne drgnięcie, bo Dublin w jego ustach brzmiał o wiele lepiej, niż kiedy dotychczas słyszałam o nim z ust innych. Kochałam się namiętnie w Irlandii, w jej zwyczajach i języku. Poczułam chłód, tak bardzo charakterystyczny dla angielskiej zimy.
- Widziałam cię w parku, chyba, tak sądzę, w Dublinie, nieopodal niezbyt pochlebnego pubu... - wsunęłam dłoń pomiędzy uda, aby było mi cieplej, ale kiedy wspomniał o mojej szkole, postawiłam już wszystko na jedną kartę.
Wcześniej oczywiście zagryzając wargę.
Przymknęłam oczy, nie zaciskając powiek. Nie mógł mnie przestraszyć.
- Chodzę - spojrzałam na niego pewnie, z zaróżowionymi policzkami.
Powrót do góry Go down
Alex Payne
Dorosły
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Tower Bridge   Czw 27 Gru 2012 - 22:09

Kobiece usta bardzo go pociągały te jednak były nieco poranione, aż nawet zrobiło mu się szkoda jej osoby. Widać było iż nie tylko Alex pojechał w podróż do krainy wyobraźni by wrócić do tamtych czasów. Nagle z ust dziewczyny wydobyły się słowa, które bardzo zdziwiły i można by powiedzieć nieco zawstydziły bruneta. Słyszał podziękowania gdy uratował komuś życie, ale nigdy nawet w najbardziej nierealnych snach nie nazwano go bohaterem.
- Nie, po prostu pojawiłem się w odpowiednim miejscu o właściwej porze. Każdy by zrobił to samo dla Ciebie...to nic wielkiego. Nie byłem pewien czy to Ciebie uratowałem, ale teraz już wszystko sobie przypomniałem. Widać wyrosłaś i nadal masz tą charyzmę w oczach...nie warto z Tobą zadzierać...
Nie czuł się jak bohater, bo to nie była jego rola, nie był też tym złym, może po prostu znalazł się gdzieś po środku taki mroczny anioł stróż. Sam nie wiedział kim jest...to trochę go bolało, ale po swoich słowach zaśmiał się bo wyobraził sobie Aileen z wałkiem w ręku gdyby zagonić ją na przykład do robienia pierogów. Było to tak beznadziejne wyobrażenie że aż pomyśliwszy o tym co pomyślał załamał się.
- Oczywiście ludzki umysł można kontrolować, ale duszy nie. Władza nad ludźmi to drugie a władza nad ich sercami to zupełnie co innego. Ale masz racje można zdziałać wiele trzymając w garściach ludzki umysł.
W tak wielu rzeczach się zgadzali, lecz wielu innych nie, to sprawiało iż dyskusja z Aileen mogła trwać godzinami i nie nudziła się, była tajemnicza, ale zarazem szczera i wygadana, strasznie podobało mu się że taka osoba akurat trafiła na niego. I jeszcze łączy ich wspólna przeszłość, to wszystko robiło się coraz bardziej ciekawe, nie mógł się doczekać jak rozwinie się ta znajomość i czego się jeszcze dowie.
- Niestety nie od nas zależy kiedy przyjdzie nam odejść.
Uśmiechnął się miło i przysunął się nieco do uczennicy, zdecydowanie lepiej czuł jej zapach, odurzał go trochę, ale było to niezwykle przyjemne. Zdecydowanie Dublin był lubianym przez niego miastem, zapachu irlandzkiego piwa lub smaku prawdziwego absyntu nie można było porównać z niczym innym. W dodatku piękne kobiety i spokój dookoła, było tam prawie idealnie gdyby nie to że widziano go tam podczas używania mocy do ratowania dziewczyny. Od tamtego czasu już nie wrócił do tamtego miasta, może gdy zmieni trochę wizerunek wróci tam.
- Widziałem Cie w szpitalu w Dublinie. W niezbyt ciekawym wyrazie twarzy na łóżku szpitalnym.
Wypowiedział te słowa lekko w formie żartu ale jego głos był nad wyraz poważny, gdyż tego dnia bardzo martwił się oto czy dziewczyna wybudzi się i czy odzyska przytomność. Jak widać udało się i teraz z nią rozmawia. To takie ekscytujące. Widząc że dziewczynie jest już zimno dotknął swoją ciepłą ręką jej zimnego policzka.
- Twoja skóra nadal jest jak jedwab...
Zamyślił się, by po chwili odzyskać kontrole nad ciałem i zabrał rękę. W tym momencie uzyskał odpowiedź od Aileen. Zaimponowała mu tym, bo nie każdy przyznaje się do takich rzeczy, w sumie ludzie różnie mogą na to reagować, postanowił jednak że nie zostanie jej dłużny.
- No wiesz, tak się składa że ja nigdy nie chodziłem do tej szkoły, ale też coś tam potrafię.
W tym momencie jakby w oczach Payne'a pojawiło się kilka małych piorunów, dostrzegalnych dla wprawionego oka. Mężczyzna mógł oczywiście zrobić wielką burzę i tak dalej, ale nie był typem szpanera, poza tym nigdy nie używał jej dla zabawy, bowiem po części było to dla niego przekleństwo. Ludzie mieli go za demona, dziwoląga, odmieńca, wyrzutka, dlatego przez większość życia Ryan był sam. Rumieniec na policzkach dziewczyny był taki słodki i dziewczęcy, prawie do końca roztopił serce Alexa.
- Nie, no tak nie może być. Wejdźmy do środka bo zmarzniesz. Ale zamknij oczy.
Odział Aileen w swój płaszcz. Alex razem z uczennica wszedł z powrotem i zjechali winda na dół. Będąc już na samym dole poczuli że jest im trochę cieplej. Przeciągnął się i popatrzył miło na nią, dopiero teraz stojąc przed nią zauważył że jest sporo wyższy powiem miał metr dziewięćdziesiąt osiem.
- W takim razie gdzie chciałabyś iść ? Albo możemy posiedzieć jeszcze tutaj i porozmawiać. Ja osobiście zjadłbym coś, ale oczywiście to może poczekać.
Ton słów Alexa nie zmienił się, mimo że trochę jej nie ufał, starał się być dla niej nieco milszy. W końcu jeśli z jakiegoś powodu się spotkali i ma to jakiś głębszy sens, więc taką znajomość należy pielęgnować. Oparł się o ramę przed oknem i patrzył na zewnątrz na usypiający powoli Londyn, był to melancholijny obraz, ale pasował mu on. Dodatkowo zaczął padać deszcz i krople deszczu spływające po szybie oznajmiły mu iż ktoś zmarł. Widział to jego znajoma o podobnych zdolnościach właśnie stała się deszczem, chmurami i gromem, jednak niebo było spokojne prócz deszczu nic się nie działo, tak jakby nie chciała aby coś złego się działo z jej powodu. Payne zamyślił się i czekał na odpowiedź Aileen.
Powrót do góry Go down
Aileen Callaghan
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 49
Join date : 19/12/2012
Skąd : Dublin, Irlandia

PisanieTemat: Re: Tower Bridge   Pią 28 Gru 2012 - 12:29

Na szczęście nie przejmowałam się swoim wyglądem na tyle, aby czekać, aż z mojego ciała znikną jakieś niedoskonałości. Miałam tu i ówdzie kilka blizn, pochodzenia niektórych z nich zupełnie nie znałam, ale raz na jakiś czas pojawiał się w moim życiu ktoś, kto przy okazji luźnej rozmowy nieświadomie wytłumaczy mi skąd wzięło się to ogromne rozcięcie na udzie, czy cokolwiek, czego wcześniej u siebie nie zauważyłam.
- Teraz przynajmniej wiem, skąd cię kojarzę – odparłam, lekko zdziwiona tak szybką analizą mojej osoby. Przecież w rzeczywistości naprawdę nie byłam aż tak waleczna i agresywna, ale gdybym nie wypiła tamtego wieczoru tak dużej ilości alkoholu, którą ciągle stawiał mi szef za każde słowo pochwały, które usłyszał od klientów na mój temat, to może nie rzuciłabym się na Josepha – z pewnością nieźle zaćpanego, bo słyszałam wtedy, że nie radzi sobie z używkami – i jego kumpli, myśląc, że tak świetnie poradzę sobie sama. Tylko, że kiedy obudziłam się w szpitalu następnego dnia, to pierwszą myślą, jaka wpadła mi do głowy, wcale nie było: jak się tutaj znalazłam, tylko dosłownie ‘dlaczego nikt nie pozwolił mi skopać im wszystkim tyłków’. Bywałam zmienna, co mogło być denerwujące, ale zmieniałam się pod wpływem uczuć, które podpowiadały mi, czego mogłabym w danej chwili chcieć najbardziej. Czy powinnam mu teraz podziękować, czy tego oczekiwał? To było zbyt dawno temu, a to spotkanie było zbyt absurdalne. Z pewnością kiedyś wyduszę z siebie te słowa, na które być może właśnie czekał, ale nie byłam w stanie zrobić tego teraz. Jak zwykle – na przekór wszystkiemu.
- Nie miałam na myśli kontroli umysłu przez drugi umysł, tylko siłę kontroli któregokolwiek z nich nad tym, co nas otacza – powiedziałam powoli, wpatrując się w gwiazdy i zastanawiając się, jakby to było mieć inną moc. Jaką chciałabym mieć moc, gdybym mogła o tym zadecydować. Lubiłam to, co potrafiłam robić i nie zamieniłabym tego na nic innego, jednak tak wielokrotnie łapałam się na tym, jak to dobrze byłoby umieć to i tamto w odpowiednich chwilach. Cofać czas, kontrolować czyjeś emocje i odczytywać myśli. Ja umiałam przekonać zwierzę do nie zaatakowania, albo porozmawiać z nim o pogodzie, filmach, życiu i śmierci. One to wyczuwały i bardzo często wystawiały mnie na próbę, odzywając się w najmniej oczekiwanych momentach, kiedy nie mogłam z różnych powodów im odpowiedzieć. Już potrafiłam się gubić i nie wiedziałam, kto tak naprawdę, nad kim ma władzę.
Odgarnęłam włosy, kiedy nagle poczułam jego palce na swojej skórze. Wzdrygnęłam się i nie wiedząc, dlaczego, w ogóle nie zareagowałam. Nie przeszkadzało mi to, ba – przecież myślałam o zrobieniu tego samego, jeszcze kilka minut wcześniej -, było mi to całkowicie obojętne, bo przecież to było aż nie możliwe, abym mogła spotkać go kiedykolwiek ponownie. Mężczyźni bywali tak dziecinnie uroczy.
- Bywa podobna do brzytwy – uprzedziłam, patrząc mu prosto w oczy i czekając, aż odsunie się ode mnie. Nie przeszkadzał mi jego wiek, był przystojny i na pewno powinnam czuć się przy nim bezpiecznie, ale miałam swoje zasady, których granic nie przekraczałam i raczej wolałam, aby inni też tego nie robili. Nie powiem, to było ciekawe doświadczenie i gdzieś tam w środku poczułam, że mogłabym dzisiaj zaszaleć, nie myśląc o konsekwencjach. To takie typowe dla mnie, iść na żywioł, jednocześnie wymagając od siebie i całego świata, aby kurczowo trzymać się reguł. Ale tylko ja mogłam łamać swój własny pakt.
Nie protestowałam, ale zawahałam się lekko, zanim przyjęłam jego płaszcz. Nie było sensu dyskutować i udawać, że jest w porządku. Usłyszałam oczywiście jego odpowiedź i dostrzegłam to, co mogłoby wydawać się niedostrzegalne, ale nie ukrywam, że pierwszy raz trochę się przestraszyłam siedząc obok człowieka, który, mimo że uratował mi życie, sprawił, że i tak znalazłam się w szpitalu. Pokręciłam głową, próbując przestać tak wszystkim się martwić. Podziwiałam tych, którzy panowali nad żywiołami.
- Możemy iść coś zjeść – odpowiedziałam, przypominając sobie, że dzisiaj faktycznie nic nie jadłam i że rozsądnie byłoby coś z tym zrobić.
Możemy iść poznawać się dalej, pomyślałam.

Powrót do góry Go down
Alex Payne
Dorosły
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Tower Bridge   Sob 29 Gru 2012 - 20:24

Widać że dziewczyna była zainteresowana tym jak potoczy się dalsza część ich rozmowy, spotkania i ogólnie tej znajomości. Alex który na chwilę popadł w melancholie, momentalnie z niej wyszedł i wrócił do rzeczywistości. Po tym jak dziewczyna powiedziała mu o tym że mogliby przejść się gdzieś aby coś zjeść, od razu do głowy wpadł mu pomysł żeby pojechać do jego rezydencji, lecz nie wiedział czy ta propozycja nie byłaby przypadkiem zbyt śmiała, więc postanowił iż to dziewczyna wybierze, szczerze nie znał dobrze Londynu bo mieszkał na obrzeżach Anglii i rzadko bywał w centrum, chociaż ostatnio coraz częściej, to znajomość budynków ograniczyła się do tych najsławniejszych części architektury Londynu, reszta raczej nie była mu potrzeba, bo nikogo prawie nie znał w tym deszczowym mieście, które teraz zrobiło się bardziej śnieżne.
- To pomóż mi coś wybrać, ja nie przybywam tutaj często i słabo znam miasto, poddam się tym razem twoim gustom....tylko wiesz...nie zawiedź mnie.
Uśmiechnął się miło do dziewczyny i jakby rozpogodził się, ta myśl o wyjściu gdzieś z kimś przepełniła go pozytywna energia i smutek się gdzieś schował, gdzieś głęboko w sercu Payne'a. W tej chwili to było najrozsądniejsze rozwiązanie, aby nie zepsuć spotkania, gdyż wyciek jego depresji mógłby przytłoczyć dziewczynę. Na dworze już się rozpogodziło i deszcz przestał padać. Po szybach spływały jeszcze tylko małe kropelki robiące smugi, które pod wpływem temperatury zamarzały.
- Jeśli chcesz możesz zatrzymać mój płaszcz na czas podróży do tego miejsca gdzie mamy się udać. W sumie jest ciepły i dobrze Cie ogrzeje. A wiesz, źle by było gdybyś się przeziębiła.
Puścił jej oczko i kiwnął jej głową aby ruszyła ku niemu. Otworzył drzwi i puścił ją przodem jako dżentelmen. Nie wiedział gdzie pójdą, ale ufał jej i właściwie chciał żeby przejęła pałeczkę, dawno nie spotykał się z kobieta, która potrafiła decydować, wiedziała czego chce i własne zdanie. Był to pewnego rodzaju test jaką jest osobą, w końcu musiała ściągnąć tą opończę tajemnicy z siebie. Alex należał do cierpliwych więc nie nalegał, ani nie naciskał, pomyślał że sama się otworzy gdy uzna to za stosowne. Ruszyli razem w nieznanym kierunku, następnie zniknęli za mgłą.

z/t oboje
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Tower Bridge   

Powrót do góry Go down
 
Tower Bridge
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Tower Bridge
» Battle Tower - Nikotynka
» Williamsburg Bridge

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Centrum
-
Skocz do: