IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 miejsce za domem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
W. Wingfield-Demarchelier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/04/2012
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: miejsce za domem   Sro 15 Sie 2012 - 20:13

[You must be registered and logged in to see this image.]

Można to nazwać ogródkiem bądź tarasem, jak kto woli. Nieco dzikiej zieleni w tym wspaniałym miejscu, ale ona tylko pozornie rośnie samowolnie. Babka Wendy, Eleonore, od zawsze uwielbiała pielęgnowanie roślin i to tym zajmuje się tutaj, w kapeluszu, okularach i rękawiczkach. Od razu wygląda na milszą kobietę.
Prócz tego nazywa się to azylem dla spragnionych spokoju i ciszy.
Powrót do góry Go down
W. Wingfield-Demarchelier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/04/2012
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: miejsce za domem   Pon 22 Paź 2012 - 16:15

Jesień w Londynie nie była tak piękna jak w miejscu, gdzie umiejscowiony był jej ośrodek. Różnokolorowe liście, piękne zachody słońca i delikatny wiatr rozpieszczał delikatne zmysły chorej lisicy, która zmęczona była ciągłym biegiem za każdą życiową wartością. Nawet za taką, która tak naprawdę nie była w życiu niezbędna.
Odpoczęła. Dane jej było wypocząć w takim wspaniałym miejscu, a teraz wracała, zupełnie odmieniona, choć taka sama. Silniejsza, napełniona optymizmem i uspokojona. Odnowiona. WRACAŁA.
Wszystko wydawało jej się tutaj takie inne. Rozglądała się po wnętrzu domu, nie wierząc, że już do niego wróciła. Nic się nie zmieniło, chociaż patrzała już innymi oczami.
Zachód słońca przyćmiony był mgłą, która okalała Londyn, jednak Wendy i tak przypatrywała się mu, próbując odnaleźć ten sam blask, który dostrzegała jeszcze w tamtym miejscu. Napawała się ciszą i spokojem, opatulona w gruby sweter i popijająca gorące kakao.

chodź Ajda <33
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: miejsce za domem   Pon 22 Paź 2012 - 18:19

Czasami Aiden szczerze żałował, że nie potrafi zauważać rzeczy oczywistych, przypadkowych a zarazem pięknych. Nigdy nie kontemplował uroków pogodowych, nie zwracał uwagi na wyjątkowo urodziwą blondynkę, siedząca na przystanku, nie szedł w rytmie słuchanej muzyki, nie zachwycał się odbiciami świateł w kałużach, nie potrafił uśmiechać się do machającego do wszystkich dziecka, prowadzącego do przedszkola przez siwiutką babcię.
Tracił przez to naprawdę wiele doświadczeń, a przecież były one dla Aidena niesamowicie ważne. Nie potrafił się jednak na postrzeganie zjawisk - według niego - nieistotnych. Owszem, skupiał się na szczegółach, ale były to raczej numery rejestracyjne, źle zaparkowane samochody, ludzie łamiący przepisy ruchu drogowego i dokładna ilość kroków od bramy do drzwi akademika. Nie unosił głowy, nie rozglądał się zbytnio, po prostu...przemierzał podaną drogę w podanym czasie przy podanej prędkości.
Dzisiaj nie było inaczej, jechał skupiony na prowadzeniu, ignorując lekką mżawkę oraz kondukt weselny, mocno blokujący wyjazd z ścisłego centrum Londynu. Nie zwracał też uwagi na wibrujący telefon - widocznie ojciec po raz enty chciał skonsultować z nim kupno akcji japońskiej firmy - rzucony gdzieś na fotel. Jednak takie rutynowe pokonywanie drogi zakończyło się w chwili, w której wysiadł z auta na podjeździe, przed eleganckim domem i zamknął z cichym trzaskiem drzwiczki Chryslera. Może to ten dźwięk wyrwał go z automatycznego letargu, w jaki często popadał, a może po prostu, w jakimś dziwnym sensie, stanął na terenie bardziej wrażliwym.
Z każdym krokiem w kierunku drzwi wejściowych czuł się, o dziwności świata!, coraz młodziej, jakby przypominały mu się wszystkie chwilę z dzieciństwa spędzone w wingfieldowskiej, urodziwej, posiadłości. Na tych schodach stłukł kolano, próbując złapać za ogon ulubionego charta Eleonore, za tamtymi drzewami po raz pierwszy walczył do krwi z Blaise'm (pamięć litościwie nie pozwoliła mu sobie przypomnieć, że ową walkę przegrał), z tyłu domu urządzał pierwsze doświadczenia z zakresu flory i fauny...wszystko było takie niedawne, takie świeże, jakby dopiero przed sekundą z trzaskiem zamknęły się za nim drzwi nie auta ale domu.
Nie kłopotał się z dzwonieniem, po prostu nacisnął klamkę, pewien, że Wendy zostawiła drzwi otwarte. Nie mylił się i już po kilku krokach znalazł się przy wyjściu na tyły domu, nie przechodząc jednak przez ostatni próg a zatrzymując się na dłuższą chwilę przy drewnianej framudze.
Nie ze strachu: z pewnego rodzaju...przyjemnego zdziwienia. Wystarczyło kilka kroków po wypastowanej podłodze, by przesiąkł zapachem konwalii, wystarczyły nieliczne sekundy przebywania w tym domu, by poczuć się spokojnie, by nieco otworzyć sobie oczy na niektóre kwestie. Pogodowe? Owszem, zauważał przeświecające przez liście dużego dębu słońce, ale nie koncentrował się na cudownych kolorach a na promieniach, akcentujących barwę swetra o grubych splotach i biel kubka, na którym widział szczupłe palce. Nie mógł jeszcze zobaczyć twarzy Wendy, siedziała bokiem, ale właściwie nie przeszkadzało mu to - miał kolejne cenne sekundy tylko dla siebie.
Właściwie nie wiedział po co tutaj przyjechał - z tęsknoty? Z przyzwyczajenia? Z pobudek rodzinnych? Bo musiał? Wszystko było niejasno umotywowane, ale zupełnie się tym nie przejmował, skupiając się na jedynym rozsądnym wyznaczniku - sobie samym. Czuł się tutaj dobrze, spokojnie, a Wendy...była tylko dodatkiem.
A przynajmniej tak sobie wmawiał i tak sądził, dopóki nie wyjechała - prawie bez słowa, wysyłając mu lakoniczną wiadomość o jakiejś klinice czy też sanatorium. Gdzieś. Nieokreślone gdzieś, czyli nie chciała go tam ze sobą, co odebrał dość mocno. Czas jednak leczył rany i w chwili obecnej nie chował żadnej urazy, zastanawiając się jednak dlaczego...aż tak przeżywa jej powrót.
Nie mógł pozwolić sobie na roztkliwianie się ani natłok myśli, minął więc próg domu i podszedł do fotela, czując, że ma potworną chęć na papierosa. By ukoić skołatane... by dopełnić sielankę.
- Opowiadaj - polecił, stając za jej fotelem i kładąc jej ręce na ramionach - nawet przez sweter czuł, jak potwornie wystają jej kości - uśmiechając się. Bardzo...dziwnie, z mieszaniną radości - takiego dzikiego, chłopięcego podekscytowania powrotem chorej towarzyszki zabaw, która musiała wyjechać leczyć alergię - i politowania. Politowania dla samego siebie, bo zupełnie nie podobało mu się to, co powoli kiełkowało w czymś, co poeci nazywali sercem. Banały. Irytujące dyrdymały.
Zacisnął dłonie mocniej na jej ramionach, rad, że nie widzi jego twarzy. Miał świadomość swojej słabości, wolał więc pozostać odwrócony na wystarczająco długo. By się uspokoić, by przyzwyczaić się do wendowskiego zapachu tak blisko niego, by...się poukładać. Nie czuł wyrzutów sumienia, niczego sobie nie obiecywali; rozmowa w jej sypialni wydawała mu się dalekim echem przeszłości, czymś nieistotnym wobec faktu, że Wendy wróciła.

_________________

[You must be registered and logged in to see this link.] [You must be registered and logged in to see this link.] [You must be registered and logged in to see this link.] [You must be registered and logged in to see this link.]
[You must be registered and logged in to see this image.]
what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: miejsce za domem   

Powrót do góry Go down
 
miejsce za domem
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Tajemnicze miejsce w Zakazanym Lesie
» Miejsce na piknik
» Ogród przed domem
» Pole biwakowe
» Miejsce na ognisko i altana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Wingfield (Richmond)-
Skocz do: