IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Fluid Style London

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Indiana Lanvin-Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 610
Join date : 24/02/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Fluid Style London   Pon 16 Lip 2012 - 18:41



Oversized sofas, subtle lighting and outdoor heating make this London’s most glamorous smoking room. The Lanesborough has always been renowned for its impressive cigar offering and The Garden Room now offers the only walk-in humidor housed in a London hotel. The Garden Room at The Lanesborough is London’s most glamorous smoking area: a true ‘hidden gem’ in the heart of Knightsbridge. A discreet outdoor space for just 35 guests, The Garden Room is unique, offering guests a luxurious location to smoke in the surrounds of the world’s finest cigars and cognacs.

The Garden Room is a destination in its own right for those after “the best smoke in town” and it attracts a sophisticated crowd. The lamp-lit, heated outdoor area is the perfect place to savour a range of premium vintage cognacs and whiskeys with cigar in hand. The revamp includes a walk-in humidor: the first ever to be installed in a London hotel which will house an impressive 1000 cigars and 30 private lockers for clients’ personal cigar collections.
(nie zna sie angielskiego, to sorewicz Very Happy)[/center]

_________________
Powrót do góry Go down
Indiana Lanvin-Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 610
Join date : 24/02/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Fluid Style London   Pon 16 Lip 2012 - 19:33

Ściemniało się, kiedy po tym masakrycznie dziwnym dniu Indiana dotarła do ogródków pubu, restauracji, czy czymkolwiek Fluid Style by nie było ze swoją dziwną nazwą. Nie była tu nigdy wcześniej, toteż rozglądała się zaciekawiona i trochę błądziła, zanim jeden z kelnerów swoją nienaganną, pretensjonalną angielszczyzną wskazał jej palarnię, w której to mogła spodziewać się Blaise’a. Cieszyła się w duchu, że nie ubrała się tak luźno, jak zamierzała, a zainwestowała trochę czasu w dobranie w miarę reprezentatywnych ubrań, skoro mieli się spotkać na mieście. Chociaż to dość wyrafinowane miejsce sprawiało, że zapragnęła jeszcze kilku minut przed lustrem.
Długo jeszcze zamarudziła, jeżdżąc po St. Bernardowskich terenach i wyżywając się w galopie; z czym poniekąd znalazła wspólny język z narowistym fryzyjczykiem. W każdym razie zadowolona była i chociaż nogi dosłownie jej odpadały, cała była jakaś obolała jeszcze od czasu nocy z Blaise’m, to zastała go tu zadowolona z życia, zakochana i bardzo słoneczna, chociaż nieco bardziej uważna, niż zwykle.
Smsy były odrobinę niepokojące i dziwne, toteż podchodząc bardzo uważnie obserwowała jego twarz zastanawiając się, czy do tego nawiąże. Nie spodziewała się, że Mer kabluje mu o wszystkim i pluła sobie w brodę, że nie była bardziej uważna. Jak z Aidenem. On przynajmniej mówił jej tyle niemiłych słów, że nie miał prawa na nią kablować, bo ona wtedy odpłaciłaby się tym samym, a że oboje mieli tyle samo do stracenia, to swoje waśnie zostawiali jedynie dla prywatnego wglądu. I India musiała przyznać po dzisiejszych ekscesach w stajni, że odpowiadało jej to, nawet powoli zaczynała to lubić, od kiedy był tylko burakiem, a nie kopał w jej najczulsze punkty i na odwrót.
Dlatego po jej twarzy przemknął delikatny, ledwo dostrzegalny cień, kiedy podeszła do niego i pocałowała przeciągle, by chwilę później usiąść na fotelu zaraz obok, ale nadal zbyt daleko jak na jej gust i upodobania.
Miejsce było jednak przytulne, przyjemnie ciepłe w zestawieniu z iście angielską pogodą, panującą od kilku dni w Londynie i praktycznie puste, nie licząc dwóch kobiet w szykownych sukienkach, palących papierosy osadzone na długich cygaretkach, wzorem Audrey Hepburn, i rozmawiających nad filiżankami kawy. Chyba jedno z niewielu, w którym (do tej pory) brak było rozwydrzonego tłumu irytującej brytyjskiej młodzieży i ich głośnego sposobu bycia. A niech oblegają plebejskie starbucksy i coffee heaven.

_________________
Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Fluid Style London   Pon 16 Lip 2012 - 20:00

Lubił to miejsce od pewnego czasu, toteż zdarzało mu się tu bywać, ilekroć chciał ucieczki. Nie było tutaj hordy gorących czternastek, mających wieczne kacze dziobki zamiast normalnych ust, nie było prężących się amatorów siłowni, nie było krzykliwych biznesmanów ani matek z płaczącymi dziećmi. W ogóle było tu mało ludzi, co sprawiało iż miejsce to wydawało mu się jeszcze lepsze, pomijając świetny smak dekoratora wnętrz i osoby dobierającej asortyment, dzięki czemu siedział sobie w rozłożystym fotelu zaspokojony.
Artystycznie - bo świetne światło i dobór kolorów i umeblowanie i atmosfera, nikotynowo - bo palił sobie naprawdę genialne kubańskie cygaro, kremowe, ale wyraziste, smakowo - ponieważ sączył słodki rum; i generalnie był w stanie żyć nie umierać.
Aczkolwiek czas spędzony na mozolnym zaciąganiu się i podziwianiu smaku/kłębów nieco błękitnawego dymu spędził na intensywnym myśleniu, że gdyby nie okoliczności, już dawno wpadłby w depresję.
Bo cała ta sytuacja byłą dziwna i Młodszego - do dram nieprzyzwyczajonego - przerastała. I miał cichą nadzieję, że Indiana przychodząc tutaj nie zaleje go falą żalu o jeszcze-się-dowie-co, co będzie miało związek z Meredith i dziwną sytuacją z kontaktowaniem się ze sobą, zakazami, ofertami i innymi wymysłami, które stworzyć się mogły tylko w umyśle kobiety. Albo zaborczej albo artystki, dobrały się, aż chciało się im przyklasnąć i pogratulować, a Blejsowi życzyć powodzenia i delikatnie spytać o ulubione kwiaty do pożegnalnego wieńca.
A jego nadzieje, przynajmniej początkowo, nie okazały się być płonne, ponieważ jej twarz nie wyrażała chęci mordu (jeden plusik nad główką, jak w Simsach) i przywitała się również normalnie, a że zdążył się za jej ustami stęsknić, pocałunek odwzajemnił i uśmiechnął się lekko zza wypuszczonej z ust chmury dymu.
- Długo jeździłaś? Zmęczona? - spytał lekko, postanowiwszy nie poruszać na razie żadnego kłopotliwego tematu.

_________________
Powrót do góry Go down
Indiana Lanvin-Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 610
Join date : 24/02/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Fluid Style London   Pon 16 Lip 2012 - 20:24

Kolejny unikający rozmów. Piękne. A o ile mniej depresji byłoby, gdyby poświęcić ten jeden moment na trochę nieprzyjemności, żeby później było już okej. Dobra, w przypadku Doriana i Meredith dolny limit to z dziesięć szczególnie, że teraz jeszcze dodatkowo miała jej to kablowanie za złe. Wszystko jej miała za złe. Marudna się strasznie zrobiła ostatnio, nie ma co ukrywać. Jeszcze pech chciał, że jedyna osoba, która mogła na nią wpłynąć i trochę potrząsnąć jakoś nie bardzo się do tego kwapiła.
Ale klimat i spokojna jazzowa muzyka działały na nią rozluźniająco, także rozsiadła się wygodnie, (ale nie jak menel) idąc śladem Blaise’a, trącając go lekko nogą i biorąc do ręki kartę, żeby w strategicznym momencie rzucić pretensjonalnemu kelnerowi spojrzenie przywołujące i coś zamówić. Darowała sobie jednak alkohol, który momentalnie wpadło jej do głowy na widok jego szklanki, tak a propos wcale nie tak dawnych, collierowskich urodzin, wzgardziła high fashion Cosmopolitanem i zdecydowała się na najzwyczajniejszy, świeżo wyciskany sok pomarańczowy.
- Całe popołudnie, jeśli włączyć w to całą tą akcje ratunkową i… wszystko – stwierdziła dość lakonicznie, z wątpliwą subtelnością od razu zahaczając o oba tematy, których tak intensywnie do tej pory unikała. Tylko że dzisiaj była rozwydrzona tym wszystkim, poirytowana niezliczoną ilość razy, potem uspokojona naprawdę długą i intensywną jazdą, a teraz znów na nowo nakręcająca się smsami i całym tym wspominaniem. Naprawdę trudno jej było się powstrzymać od opieprzającego smsa do Meredith, ale na szczęście zwyciężyła jej duma i to, że przecież nadal są pokłócone, także nie będzie się pierwsza odzywała. W ogóle odzywała, już i tak nie lubiła komunikowania się przez komórki, także delikatny, blejsowy opierdol trochę zbił ją z tropu i ugodził, bo o wiele bardziej wolałaby coś takiego usłyszeć normalnie, w cztery oczy. A nie czytać trzy razy smsa, jeszcze w stajni, wielkodusznie zajmując się i aide nowym koniem, który zdążył zjeść sporą część wodzy i odgryźć strzemię od siodła, zostawiony samemu sobie, dodatkowo zastanawiając się, co napisać, żeby na tym (znów) nie stracić.

_________________
Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Fluid Style London   Pon 16 Lip 2012 - 21:03

Aż chciało mu się westchnąć i zrobiłby to, gdyby to cokolwiek dało. Ale byłoby to marnowanie ekskluzywnego cygara, które teraz obracał powoli w palcach, uciekając od niej na kilka sekund wzrokiem.
- Długo. W sumie sam dawno nie jeździłem... - zaczął, jednak sam czuł bezsens ciągnięcia takiej rozmowy o niczym, dlatego spojrzał na nią ponownie, próbując cokolwiek z jej twarzy wyczytać.
Nie bał się tematu Mer, ale sam nie chciał raczej słuchać, jak świetnie Dorian się całował, dlatego wolałby oszczędzić Indianie tej części opowieści, a wycinając element seksu to niewiele zostawało, bo sama sztuka, szeroko pojęta, piękna i absorbująca, ale wciąż tylko sztuka. Chociaż też niekoniecznie, przecież aż sztuka, co poczuł wtedy na skałach.
Pocałunek, jak z młodszą siostrą, ale piękne zdjęcie miał i Mer farb lepsze kolory, dopełniali się na tym polu, na którym Indiana go uzupełnić nie była w stanie. Czego też nie miał jej za złe, byłby głupcem, gdyby miał. Po prostu, z szacunkiem do tej ich dziwnej przyjaźni, ale on sam, egoistycznie, a jakże, nie widział problemu w chodzeniu, kochaniu się i kochaniu Indiany, a obok zwykłego kumpelstwa z Mery, artystycznego, platonicznego.
- Powiedz mi prosto i jasno o co chodzi z tą całą akcją z Mer - odstawił szklankę, odłożył cygaro i nachylił się ku niej. - Bo nawet niezbyt wiem co tak naprawdę Ci odpowiada, a co nie. I nie wiem co mam zrobić i jak Ci wyłożyć, że to przeszłość - mocno podkreślił ostatnie słowo, kładąc jej dłoń na kolanie i patrząc na nią wyczekująco.
Czasem miewał wrażenie, że kobiety nie są jednak tak skomplikowane, jak to się utarło w opinii publicznej. Lubił rozmawiać z ludźmi ogólnie i imponowało mu wręcz to, jak natura potrafi być niesamowita, że w obrębie jednego (teoretycznie) gatunku jest takie zróżnicowanie. Każdy myśli i rozumuje przecież inaczej, a płeć też miała w tam swoją rolę.
Jednak teraz patrzył na nią i nie rozumiał. A naprawdę chciał, dlatego czekał, co odpowie. Próbując mieć godną zaufania minę, żeby nie bała się mówić. Bo nawet nie wiedział, jak jej w główce wszystko poustawiać, skoro nawet nie wiedział, co tak w sumie po poustawiania ma.

_________________
Powrót do góry Go down
Indiana Lanvin-Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 610
Join date : 24/02/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Fluid Style London   Pon 16 Lip 2012 - 21:34

Nic nie miała poustawiane, prędzej chaotycznie napieprzone. Bo chyba nieco inne podejście do sprawy miała w towarzystwie Blaise’a. Bez fukania, bez wyprychiwania go i całej artylerii wyrażania sprzeciwu. I bez złości, czego nie chciała względem niego znów uskuteczniać. Właściwie od czasu, kiedy się zeszli nie była problematyczna i to był chyba pierwszy raz, kiedy miała czemukolwiek cokolwiek przeciwko (co prawda ostatni raz chodziło o to samo, ale to chyba znaczy, że mało problematyczna z niej osoba…?). Cofnęła teraz jedynie nogę, odruchowo przyjmując pozycję przeciwnika, coby się wyzbyć uczucia płaczliwej dziuni robiącej problemy swojemu chłopakowi o brak ubrań w jej rozmiarze w jakimś podrzędnym, londyńskim butiku. Jak już, India miała zamiar być niezależną dziunią.
- Właściwie nigdy nie powiedziałeś, że to już przeszłość – stwierdziła bystro, trochę mu rzucając w twarz to zaniedbanie. – Bo nigdy o niej nie rozmawialiśmy – sprecyzowała, nadal tonem normalnym, lekko informującym, ale nie chłodnym. Bardziej lekko zdystansowanym. – Ale Meredith powiedziała mi dzisiaj o tym, jak to wygląda…ło – poprawiła się szybko na widok jego miny. – Właściwie to nie chodzi tylko o ciebie, to też trochę sprawa między nami – dodała, marszcząc lekko brwi i nie wiedząc właściwie po co. Przecież c h c i a ł a go w końcu przeciągnąć przez ten temat, trochę zmaltretować, żeby mogła potem wedle własnej inwencji poprawić mu humor, bo że go popsuje było bardzo prawdopodobne. Tylko że nawet w tej wersji nie mogła nigdzie umościć Meredith i do tej pory jakoś trwała w przekonaniu, że nigdy nie będą przebywać we trójkę w jednym pomieszczeniu. Dziwne, bo nigdy nie była typem dziewczyny zazdrosnej o inną, tym bardziej o wszystkie inne, miała chyba zbyt wiele własnej (pieprzonej, naprawdę) dumy i pewności siebie, którą paradoksalnie tylko Tremaine potrafiła w niej złamać. Ona w kombinacji z młodszym Collierem.
I naprawdę miała szczerą nadzieję, że Mer wzięła sobie do serca to jej buńczuczne „chcę”, którym to India wyraziła życzenie odczepienia się od Blaise’a.
- Powiedziała ci wszystko od razu po naszej rozmowie? – zapytała jeszcze w celu upewnienia się, a także wybadania, czy poleciała do niego osobiście, czy napisała smsa. Właściwie już złamała tą obietnicę, co Indie przyjęła z prawdziwie babsko-wredną satysfakcją. Naprawdę powoli przestawało chodzić o Colliera, a bardziej o udowodnienie tego, jak bardzo Merrie skopała sprawę.

_________________
Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Fluid Style London   Pon 16 Lip 2012 - 22:09

Dlaczego miał wrażenie, jakby wszyscy wokół niego nagle dziecinnieli, a on znalazł się w centrum tego zamieszania wypadających mleczaków jako niedorobiona przedszkolanka. I nieumiejętna, bo nigdy w życiu nawet nie miał małego dziecka na rękach, pomijając synka kuzynki Nathalie, który ilekroć odwiedzał Collierów, a akurat Blaise był w domu, bez przerwy kazał bawić się ze sobą w samolot, co oznaczało bieganie z nim po całym domu. A przecież mieli bardzo duży dom i nawet dziesięciokilowe dziecko masą przypomina fortepian, jak tak się potrenuje przez półtora godziny.
Aiden zachowywał się jak rozwydrzona gówniara, co jeszcze dzisiaj spróbuje ukrócić osobiście - tak postanowił właśnie w tej chwili. Mer zdawała się żałować zajścia na skałkach, oficjalnego, pięknego i filmowego pożegnania w towarzystwie tego od czego zaczęli i na czym będą musieli skończyć - sztuki. A Indie... w życiu nie czuł się tak subiektywny. Bo z jednej strony miał ochotę chwycić w ręce wątłe ramiona i zacząć nią trząść jak lalką, ale z drugiej pociągnąłby ją za rękę sobie na kolana i przekonałby, znów, że przeszłość jest przeszłością. A zaraz potem by wychylił rum na raz i wyprowadził ich stąd, gdziekolwiek.
Był jednak ciekawy co stanie się dalej i co jeszcze usłyszy, więc usiadł znów normalnie, nieco zrażony jej odsunięciem się.
- Nie zachowuj się, jakbym był twoim wrogiem - powiedział chłodno, powracając do palenia, hamując chęć wyjścia stąd już teraz, na pożegnanie racząc ją tylko rozczarowanym spojrzeniem, gdy tylko ureguluje rachunek - aż takim skurwielem i niewychowanym dupkiem nie był, żeby miała zapłacić za jego teatralne opuszczanie lokalu. Dosłownie zapłacić.
- To przeszłość, kochanie. Bo jakbyś nie zauważyła, to Twoim chłopakiem jestem, a nie jej, co tak jakby automatycznie kończy... każdy niewłaściwy z punktu widzenia osoby zajętej aspekt takiej relacji. Co czyni ją właśnie przeszłością - mówił powoli, głosem generalnie z emocji wyżutym, ale dało się wyczuć, iż był nieco zdenerwowany.
Dlaczego wątpiła i dlaczego nie chciała mu zaufać? To było proste, a ona, jak mniemał, chciała to wszystko skomplikować niepotrzebnie, jak dziecko, które lubi jak się dużo dzieje.
- Co między nami, Indie? Sprawę przyjaźni załatwiasz z nią sama, a sprawę naszego... - zawahał się na pół sekundy. Czy romans to dobre słowo? - ...naszej relacji już z nią załatwiłem, wcześniej. Wyjaśniliśmy, zrozumieliśmy. Tak jak masz sentyment do Doriana, tak ja będę miał do niej - spokojnie Blaise, nie unoś się.
Wziął głęboki oddech wspomagany cygarem. Kremowy aromat rozlał się po jego płucach, a on sam niemalże czuł jak drobinki kubańskiego tytoniu tańczą mu w żyłach walca wiedeńskiego. Co go uspokoiło, oderwanie na chwilę myśli od dziwnych spraw tutaj, w rzeczywistym świecie, z którym to przyszło mu się zmagać.
- Dobrze, że mi powiedziała, bo ja chcę wiedzieć o takich rzeczach - wypuścił dym, dając sobie kilka sekund na ułożenie kolejnego zdania. - Nawet bym nie wiedział, że ta sprawa wciąż Cię tak... irytuje, boli, nie wiem. A ja nie chcę teraz Ci szczegółowo opisywać tego co mnie z nią łączyło. Bo już nie łączy nic poza tym, że oboje kochamy sztukę. Więc już skończ - dodał, sięgając po szklankę, ciągle na nią patrząc. Trochę jak na niegrzeczne dziecko właśnie.

_________________
Powrót do góry Go down
Indiana Lanvin-Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 610
Join date : 24/02/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Fluid Style London   Pon 16 Lip 2012 - 23:04

Najwyraźniej była już trochę zniszczona tymi problemami, bo India też nie bardzo lubiła dramy, wręcz powoli zaczynała mieć do nich awersję. I nienawidziła się coraz mocniej za wyszukiwanie tych wszystkich problemów, ale to nie było takie łatwe do przełknięcia, jak Blaise sobie myślał. Spięła się nieco w odpowiedzi na jego chłodny ton, ale do głowy jej nie przyszło, żeby wstać i wyjść, to już nie był ten etap. Z drugiej strony przemknęło jej przez myśl, żeby się potulnie wycofać, bo nie było nic zabawnego w byciu w konflikcie z całym światem szczególnie, że to by dobitnie wskazywało na to, kto tu jest problemem. A dziewczyna cały czas wierzyła, że to nie ona, a że długo się gniewała, to od razu się rozdmuchiwało, tworzyło nowe problemy, a za nimi kolejne i chyba tylko jakiś poważny wstrząs mógłby to powstrzymać.
Na przykład kłótnia z Blaisem, której widmo zawisło nad Indianą niczym gradowa chmura, trochę ją przerażając swoją dostępnością.
- A ty nie traktuj mnie jak przewrażliwionego dziecka, wymyślającego problemy – odparowała, mimo wszystko decydując się na bronienie swoich racji. Tylko może nie w tak nieugięty i uparty sposób, jak do tej pory. – Chyba nie myślałeś, że na wiadomość, że sypiasz z najbliższą mi wtedy osobą zareaguje jakimś tam „aha” i wzruszeniem ramion? Wiem, że przeszłość to przeszłość, ale moje i jej wzajemne zaufanie po części przez tą sprawę posypało się zupełnie i to jest… problematyczne – zakończyła kulawo, chociaż miała ochotę użyć słowa zgoła odmiennego. Ale gdzież tam będzie się przyznawać do własnych słabości, jeszcze w tak publicznym miejscu, (chociaż o atmosferce dość intymnej), jak to. Jej głos jednak posmutniał trochę, jakby dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, co właśnie powiedziała. – I nie chcę jej w twoim otoczeniu, bo nie chce jej w swoim, a że jesteś w moim to się trochę pokrywa, nie? I już zupełnie nie podoba mi się zakładanie jakichś koalicji w stylu „poczekamy aż jej przejdzie”, bo to nie jest takie proste – położyła nacisk na ostatnie słowa. – Albo żebyś ją pocieszał, szczególnie przy tej waszej znajomości z frustrująco plastycznymi granicami. I nie przyrównuj to Doriana, bo to inna sprawa. My skończyliśmy się już kilka miesięcy temu sami z siebie, a wam przerwano dość drastycznie, a to różnica.
To było to, dramatyczny słowotok, Indiana aż nie mogła uwierzyć, że w końcu to z siebie wyrzuciła. Przesunęła dłonią po włosach w zrezygnowanym geście, po czym niemal porwała ze stolika szklankę z zamówionym sokiem. Nie patrzyła już na niego, a starym zwyczajem w jakiś piękny element wystroju wnętrza, który nawet ona potrafiła docenić.
- Nie mam problemu z tobą, a z nią i po prostu chciałabym… żebyś po prostu był po mojej stronie – zwróciła się znów do niego, niepewnie i z lekko ściśniętym gardłem, przez co nadal nietknięty sok mogła jedynie ściskać kurczowo w dłoni. Nie oczekiwała od Blaise’a jakichś dissów względem Mer, a po prostu tego, żeby się nie mieszał, kompletnie. I akceptował jej wybory, nawet jeśli zdecyduje zrezygnować z Meredith na dobre.

_________________
Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Fluid Style London   Wto 17 Lip 2012 - 0:00

Znowu czuł, jak wszystkie siły z niego umykają. Powinien chyba zacząć inwestować w te wszystkie ziołowe wcierki dla starców, które rzekomo poprawiają samopoczucie i dodają witalności zużytemu już ciału. Bo właśnie tak teraz się czuł, zużyty i zmęczony, a ochotę miał tylko na papierosy i muzykę, w swoim rozkopanym łóżku, leżąc w samych bokserkach.
Na pewno nie na Indianę ready to fight, bo osobiście to złapałby ją za nadgarstki i zamknął jej usta swoimi, nie chcąc już słuchać o tym, jak w bardzo okrężny sposób pokazuje mu, że mu nie ufa (poza łóżkiem?).
- Tak się zachowujesz, no błagam Cię - aż przyłożył palce do czoła w teatralnym geście, połowicznie chowając się za dłonią, obrazując subtelny facepalm.
I dostrzegając, jak się ładnie dobrali pod względem własnego egocentryzmu. Bo India widziała siebie w centrum całej machiny i spirali wyparcia, a Blaise siebie. Sypiał z Mer, zszedł się z jej przyjaciółką, niszcząc im cokolwiek między nimi było, jednocześnie w związek z osobą gorąco przez brata hejtowaną wchodząc. Blejs zjebał raniąc Mer, niszcząc jej relację z Indianą, sobie samemu nadszarpując relację z Aidenem.
Ona widziała inaczej, siebie stawiając w centrum, co paradoksalnie się Młodszemu spodobało, gdy teraz to dostrzegł i mógł porównać, wreszcie jakiś punkt zaczepienia mając. Poza niezbyt możliwą do wytłumaczenia sprawą, że mu na niej zależało, po prostu. I nie spodobało mu się, że zamiast pocałunkami, darzy go tnącymi jak tasaki spojrzeniami pełnymi wyrzutu.
- Jak sama błyskotliwie zauważyłaś, przerwano, drastycznie. Dlatego trudno jest mi ją od siebie całkowicie odciąć, bo jesteś o mnie zazdrosna. Poza tym, to ja będąc w takiej a nie innej relacji z nią postanowiłem zacząć być z Tobą, co o czymś świadczy, prawda? - już nie irytował się, już mówił całkowicie spokojnie, marząc by ten spokój udzielił się i jej. Chociaż gdzieś po kościach miał wrażenie, że i ona miała tego dość, tylko już raz zaplątana porządnie nie umiała się wyswobodzić. A że niecierpliwa, to nie chciało jej się czekać, dlatego brnęła mocniej. Chcąc nie chcąc, ciągnąc i Blaise'a ze sobą. I innych powiązanych z nimi ludzi.
- I już ją za to przeprosiłem, wyjaśniliśmy sobie wszystko w świetle tych wszystkich naszych, już nie wspólnych, zawirowań związkowych i z mojej strony to tyle. Nikt nie zakłada koalicji, a po prostu sprawa gaśnie własnym tempem, co też musisz zrozumieć - w sumie to była jedyna rzecz, której od Indiany wymagał w sprawie Mer. Żeby zrozumiała, że nie da się ważnej dla siebie osoby zostawić w jeden dzień, odcinając się od niej całkowicie i bezpowrotnie.
Tylko i aż tyle.
Spojrzał na nią już o wiele łagodniej niż wcześniej, widząc jak trzęsą jej się dłonie i jak nerwowo próbuje zaczepić na czymś wzrok; na czymś, co nie było nim. I jak wróciła, że znów ujrzał jej jasne tęczówki, ściskając w ręku szklankę z sokiem.
Wyciągnął do niej rękę, poprawiając się na fotelu, udostępniając swoje kolana. - Chodź do mnie - już nie podobała mu się ta odległość, a jak inaczej miał ją przekonać, że nawet jak mają na jakiś temat inne zdanie, to wciąż on będzie? Nie widział innej opcji pokazania jej tego i nawet nie chciał tego robić inaczej. Chciał już zamknąć temat przeszłości i skupić się na tym, co działo się teraz, zanim padnie całkiem od nadmiaru dramatów w swoim spokojnym dotąd życiu.

_________________
Powrót do góry Go down
Indiana Lanvin-Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 610
Join date : 24/02/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Fluid Style London   Wto 17 Lip 2012 - 8:21

Oj, egocentryzm tu był w dość znacznej ilości z tą różnicą, że Blaise był w stanie postawić się na miejscu Indie, ona na jego nie bardzo. Bo też nie wiedziała za dużo, jeśli w ogóle cokolwiek, o jego nadwątlonej relacji z Aidenem, wyobrażając to sobie z braku informacji w trochę inny sposób. Że na przykład starszy brat się do niego łasił i gorąco mu Indianę odradzał, co właściwie było prawdą poza tą pierwszą częścią. Z drugiej strony przecież takie podejście tworzyło te wszystkie dramaty, co żadnemu z nich nie było na rękę.
Dziewczyna nie lubiła być strofowana przez nikogo, a już tym bardziej nie zaakceptowałaby tego przez byle osobę, dlatego szczęście, że to był Blaise, przed którym potrafiła i chciała się powstrzymać. Z drugiej strony jak miała nie wydziwiać, skoro wszyscy wokół zachowywali się tak, jakby byli winni; poniekąd skacząc wokół niej i robiąc jej mindfuck w głowie, zachowując się w bardzo winny sposób. To znaczy i Dorian i Meredith. Nie wiedziała, czy wymusza to na nich swoją bezwzględną postawą już na samym początku, czy faktycznie czuli, że są jej winni, ale zgodnie z naturalnym odruchem, wykorzystywała to, póki mogła; ściślej, póki jej na to pozwalali.
- Może o tym, że trochę tego nie przemyślałeś – wtrąciła. Nie oceniająco, nie osądzająco, bo nie potrzebowała kolejnego kozła ofiarnego. Było to jednak luźne spostrzeżenie po dość zagmatwanej sytuacji, z której szczerze mówiąc nie było prostej sytuacji. Nawet, gdyby Blaise opracowywał taktyczny plan działania przez cały miesiąc, zanim doszłoby do sytuacji w (i po) jadalni. Zeszli się jednak na tyle niespodziewanie, że akurat rozumiała, iż w lekkim oszołomieniu biegiem wydarzeń nie poleciał do Meredith i nie powiedział jej wszystkiego. Tak jak ona nie poleciała do Doriana, bo przypadkowo coś innego zaprzątało jej głowę.
Ale trochę jej do głowy trafiło, kilka upartych problemów się rozwiało i miała naprawdę szczery zamiar trochę odpuścić. Uśmiechnęła się więc blado i wstała z fotela, żeby za moment wylądować na blaisowych kolanach i całować go lekko, przepraszająco, w kąciki ust, policzka i na co tylko tam jej usta trafiły.
- Jakbym wiedziała wcześniej to byś mi nawet do głowy nie wpadł, Blaisebyłoby trochę inaczejstokroć gorzej, jeśli w końcu byś wpadł. Powiedziała to raczej gwoli takiego przemyślenia, dziwnej puenty zamykającej całość, a nie potencjalnego zalążka kolejnej dyskusji.

_________________
Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Fluid Style London   Wto 17 Lip 2012 - 23:34

Chciał spiorunować ją wzrokiem na jej uwagę i nie zdążył się powstrzymać, bo zrobił to szybciej niż rzeczywiście przemyślał. Ale tyczyło się to tej sytuacji teraz, a nie tamtej z Mer i nią, dlatego poczuł się dotknięty. I gdyby był impulsywny i w gorącej wodzie kąpany, tak in general, to z pewnością powiedziałby kilka gorzkich słów, że nikt jej z nim przecież nie trzyma i że ona też sobie ładnie spitoliła sprawę, upierając się przy dziewczyńskich fochach jak obrażone dziecko.
Nie był jednak na tyle opryskliwy i bezczelny, by (zniżać się do jej poziomu) odgryźć się jej, chociaż jeszcze jedno słowo, a poważniej zastanowiłby się, co do cholery jeszcze tu robi i czemu nie jest w drodze do domu. Z telefonem przy uchu i tą sympatyczną czwartoklasistką ze szkolnej orkiestry na wybieraniu.
Przygryzł usta. To było trudniejsze, niż początkowo mu się wydało, bo egoistycznie - znowu - myślał tylko o tym, że musi się pożegnać z Mer, by potem szczęśliwie hasać sobie z Indie w stronę końca tęczy za rączkę. I naprawdę był przekonany, że tych kilka norweskich sytuacji problem niejako rozwiązywało, a on mógł wrócić do swojego idyllicznego żywota, pachnącego farbami i perfumami swej dziewczyny, by taką oto słodką egzystencję sobie prowadzić. Zapominając o Mer, malując sobie Indię całymi dniami. Umknął mu element przyjaźni Tremaine-Lanvin (która też wątpliwa mu się wydawała, gdy już sobie o niej szczęśliwie bądź nie przypomniał; głównie dlatego, że zanim jeszcze poznał Indianę, to Mer jakoś nie rozpływała się nigdy na temat jakieś swojej super-duper-bff), ale też nie myślał, że to aż taka wielka sprawa była.
Doprawdy, nie rozumiał instytucji kobiecej przyjaźni.
I swojej z bratem, ale to też ewenementy były, spowodowane niejako babskim zachowaniem Ajdy.

Gdy już siedziała mu na kolanach, czuł się lepiej, bo nawet jej twarz rozjaśniła się nieco, jakby rzeczywiście ta rozmowa jej pomogła. Sam Blaise nie dostrzegał większej różnicy, bo zasadniczo niczego nowego to się nie dowiedział. Poza tym, że jego dziewczyna ma tendencje do zachowywania się jak rozwydrzona pięciolatka.
Sięgnął po swoją szklankę, w której zostało jeszcze rumu ma małego łyka, co też wypił, gasząc potem resztę cygara w mosiężnej popielnicy.
- Chodźmy stąd - powiedział patrząc jej prosto w oczy, po czym pocałował ją przeciągle i ostrożnie zestawił znów na podłogę, by już po chwili przekraczać próg lokalu, wystawiając się na sterczenie na mżawce. Akurat dzisiaj jakieś takiej zbawiennej.

zt

_________________
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Fluid Style London   

Powrót do góry Go down
 
Fluid Style London
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» London Eye
» London Lunapark
» Peron 9 i 3/4
» Bar i stoliki w Dziurawym Kotle

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Centrum
-
Skocz do: