IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sypialnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Sypialnia   Sob 14 Lip 2012 - 13:29

***

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Sypialnia   Sob 14 Lip 2012 - 14:18

//z dziennego//

Spoiler:
 

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Sypialnia   Pon 16 Lip 2012 - 14:57

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Sypialnia   Pon 16 Lip 2012 - 23:07

Spoiler:
 

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Sypialnia   Wto 17 Lip 2012 - 13:09

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Sypialnia   Sro 18 Lip 2012 - 0:02

Spoiler:
 

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Sypialnia   Pią 27 Lip 2012 - 15:56

Można być typowym materialista, jeśli kocha się dostawać prezenty. Nieważne, ile się ma zer na koncie czy bogatego tatusia, czasem po prostu CHCE i koniec. Oczywiście Cornelius o nią o bycie egoistyczną nie podejrzewał. Chloe była taką dziewczyną, której potrafiłby dać swoją złotą kartę kredytową i nie przejmować się, że stanie się nagle bankrutem. W ich związku najbardziej kochał to, iż liczyły się same drobne gesty. Nie musiał łazić po sklepach, bo jego dziewczyna to uwielbia, i szukać prezentu przeznaczonego tylko dla niej. A potem podlizywać się projektantom, aby Chloe dostała torebkę przed jej premierą. Tu liczył się rozwalony tort na stole, który teraz przykrywała sukienka.
Jego rodzina kpiła z niego, że tak szybko chce założyć kajdany małżeństwa. „Głupi jesteś i tyle”. A on tylko powtarzał, już znudzonym głosem: to ona, zamknijcie się, to ona, ta której mi życzyliście na święta, sylwestra i urodziny. Nawet nie pomyślałby o jakimkolwiek aktorstwie ze strony narzeczonej. Żadna z kobiet nie dawała mu tyle szczęścia, ile ona. Pierwszy raz tak wykurwiście (!) zależało mu na jednej osobie. Był zdolny nawet wybaczyć ten podły wargowy skok w bok. Nie liczyło się już nic. A miało w ogóle?
Obydwoje wkrótce osiągnęli spełnienie, przynajmniej mam taką nadzieję (xD). Wkrótce zapewne nastąpiła powtórka, w której jeszcze raz „świętowali” stan narzeczeństwa. Dlatego rankiem, gdy tylko Cornelius otworzył oczy, rozejrzał się po pokoju. Nie wierzył, do czego tak naprawdę doszło. To było dość abstrakcyjne. Ich porozrzucane ubrania, pierścionek błyszczący w promieniach wschodzącego słońca, kruche ciało ułożone na boku. Zaraz ją do siebie mocno przytulił, wtulając twarz w jej włosy, lekko całując policzek.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Sypialnia   Pon 30 Lip 2012 - 21:08

Z pewnością spełniona, każdą kolejną powtórką i tak dalej, zasnęła spokojna, czując jak wszystko pachnie nim. Jak pachnie nim biała pościel, jej rozsypane na poduszce włosy, rozgrzana skóra i jak w ogóle całe powietrze wypełnione jest jego pierwiastkiem. Jego czyli już jej.
Nie zasnęła jednak od razu, aczkolwiek miło jej tak leżało, czując na swojej szyi jego ciepły oddech i obejmujące ją szczupłe ramiona. Jej narzeczonego. I w... przyswojeniu sobie tego faktu zupełnie nie pomagała błyskotka na serdecznym palcu. Nie patrzyła nawet na nią, próbując powtarzać sobie jak mantrę w głowie swoje imię skompilowane z jego nazwiskiem. Dziwnie brzmiące - to oczywiste, do własnego zdążyła się przyzwyczaić i się z nim utożsamić. Nie miała przecież jeszcze okazji poznać jaką tak naprawdę moc ma nazwisko Lancaster i czy jest tak silne jak Demarchelier. Jakie są między nimi różnice, czy mają podobny wydźwięk.
Zastanawiała się nad różnymi rzeczami, jednak nie było to nic smutnego, ani przygnębiającego. Wręcz przeciwnie, kręciło ją to, że teraz będzie musiała się odnaleźć w nowej roli, czuła rosnącą nadzieję na to, że dramaty małżeńskie będą sympatyczniejsze niż te do tej pory. Poznawanie swoich rodzin, siebie nawzajem - wciąż, swoich marzeń, pragnień, potrzeb i zwyczajów. Myślała nawet o dzieciach, choć z pewnym trudem, ze strachem i obawami. Miłą wizją jednak był obrazek trojga roześmianych maluszków, miksacji ich dwójki, biegających z nimi po parku.
I mniej więcej dopiero wtedy zasnęła, ale nic jej się nie śniło. Po prostu spała, zmęczona i szczęśliwa, snem głębokim i bezpiecznym. Dlatego też jęknęła niezadowolona, gdy przerwano jej ten słodki stan, zmuszając do powrotu do rzeczywistości. Nie tak jednak strasznej, bo ulepszonej pocałunkiem.
- Dzień dobry - powiedziała cicho, lekko zachrypniętym głosem, wciąż trochę zaspanym i odwróciła się do niego twarzą - mój narzeczony - dodała z uśmiechem, nieprzyzwyczajona by takie określenia były na poważnie. Będzie musiała przywyknąć, chociaż nie myślała o tym teraz wodząc palcami po jego twarzy. - Jak się spało? - zapytała, ciekawa jak długo już nie śpi. I czy takie pytania teraz będą normalnością. I w ogóle ciekawa... wszystkiego, co ulegnie od dziś zmianie.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Sypialnia   Sro 1 Sie 2012 - 12:10

Jak bardzo czlowiek czuje sie spelniony, gdy wie, ze teraz bedzie wszystko dobrze? Ich zycie nabralo innego sensu. Juz nie chodzilo o dalsze mowienie o tym, jak miedzy nimi bylo wspaniale. Wszak wszystko zalezalo od humoru, rozmow i wszystko, co ich otaczalo. Najwazniejsze jest to, ze teraz moga liczyc na siebie i zadne z nich podczas byle klotni nie pokaze srodkowy palec, rzuci glosne "spierdalaj" i po prostu wyjdzie. W narzeczenstwie nie zrywa sie ze soba poprzez status na portalu spolecznosciowym czy zrzucenie z lozka. Zawsze chcial stworzyc zwiazek, w ktorym klotnia bedzie polegala na powiedzeniu normalnym tonem "Kocie, chyba przesadzasz" nizli krzykach i awanturach. Dlatego zapewne tyle wytrzymali ze soba. Podniesienie glosu bylo tak rzadkie, no chyba ze w nocy w sypialni (ale ci), ze to dodawalo ich zwiazkowi odpowiednia wartosc. Cornelius nigdy nie potrafilby nazwac ja idiotka, wariatka, a co dopiero mowic o czyms gorszym. Zwykle byla gluptasem, gdy juz sie wsciekal. Dlatego nie trudno bylo wyobrazic sie, jak bedzie wygladalo to zycie wraz z obraczka. Dokladnie tak samo jak teraz.
On jak na kazdego faceta przystalo wystarczyl ze sie przytulil, dlon polozyl w strategicznym miejscu - troche na piersi troche na zebrach - i predko zasnal.
Chloe Demarchelier
Chloe Lancaster
Chloe Demarchelier - Lancaster

Kornel nie wracal nigdy uwagii na tak zwana moc nazwiska. Przeciez to byl tylko dodatek. Wszystko zalezalo od nich, jak bardzo inicjaly stana sie wazne i szanowane. Swoja droga, jak dziewczyna z takim pochodzeniem mogla zakochac sie w tatuazyscie? Na pewno nikt z paryskiej rodziny nie bedzie zadowolony. Czy beda musieli komukolwiek powtarzac, ze sie kochaja i tak po prostu jest? Przytulil sie do niej od tylu, glaszczac jej ramie, ktore nie schowalo sie pod cienka koldra w letni poranek.
- Witam, pani Lancaster. - rzekl, probujac udawac francuski akcent. Jednak wiadome bylo, ze Cornelius nie znal ani jednego slowa w tym jezyku, a jedyne co kojarzyl to slynne "voulez vous coucher avec moi". Dlatego tez ta proba byla raczej mieszanka arabskiego i francuskiego niz erotycznym sposobem powiedzenia swojej narzeczonej o zmianie nazwiska. Coz, Korku, nikt nie jest idealny! Gdy zaczela sie przekrecac, jeknal cicho. Az wbila mu sie jedna z kosci Chloe dopoki sie nie ulozyla. Zmarszczyl nos, patrzac na nia.
- Strasznie sie wiercisz i rzucasz w nocy, wiesz? Obudzilas mnie, krzyczac cos o nowej bezowej torebce. - rzekl, gladzac jej wlosy. Nawet lekko ucalowal te palce, muskajace jego skore i przymknal oczy. Jak tak beda wygladaly poranki, to on moze sie spokojnie zenic. - A Ty jak spalas? - dodal, zaczepiajac kciukiem o wargi dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Sypialnia   Pią 3 Sie 2012 - 15:48

Patrząc tak na niego, głaszcząc jego policzek i tonąc w jego oczach (tak dla odmiany, przecież w ogóle nie robiła tego przy każdym ich spotkaniu, nigdy w życiu!) czuła się trochę jak wtedy w obserwatorium gdzie zaczęli się. Gdy przyszła roztrzęsiona, z poczuciem, że zawalił się cały jej świat, przerażona skorupiaczkiem, który wtedy rozwijał się w jej brzuchu, a wyszła przerażona, bo pierwszy raz Kornela ujeżdżała… dosłownie całkiem, bez siodła, ale szczęśliwa i zakochana. A raczej wreszcie ów zakochania świadoma. Taki trochę nowy początek, oznaczający coś więcej, niż tylko przeglądanie katalogów z biżuterią ślubną i tygodnie spędzone nad brulionem układając przysięgę.
Bo swoją drogą nigdy nie miała jako takiego przykładu jak małżeństwo wyglądać powinno, bo ogólnie większości istotnych autorytetów i wzorców była pozbawiona, że aż dziw, że nie wyrosła (metaforycznie, bo praktycznie to nie urosła zbyt wiele) na coś o wiele gorszego niż wredna Lisica ze słabością do pieszczot obojczyków. Chciała widzieć związek po sakramentalnym TAK, jako po prostu kolejny, fascynujący etap, chociaż cicho myślała, że ten moment nastanie dopiero, gdy będzie balansowała gdzieś w połowie drogi między dwudziestką, a trzydziestką, a nie przed słit osiemnastką.
Zaśmiała się na jego marne próby działania francuskim akcentem. Był wyjątkowo topornym materiałem do uczenia się francuskiego, co Chloe przyjmowała zawsze z pobłażliwym uśmiechem i przerywaniem lekcji na rzecz czegoś innego. Akurat pomyślała o jedzeniu, bo w końcu z kolacji Kornela nie zjadła niczego, co oznaczałoby ładnych kilkanaście godzin od ostatniego posiłku. Ale czymże był głód, gdy narzeczony marudzić zaczyna i herezje opowiada. Oczywiście w klołkowym mniemaniu, bo jedyną gorszą rzeczą, jaką mógłby zasugerować, poza tą, którą przytoczył - gadanie przez sen, byłoby oskarżenie o chrapanie.
- Spało mi się fantastycznie - rzuciła ze skrzywioną miną i poderwała się, szybko chwytając poduszkę. - Wcale nie krzyczę przez sen! - powiedziała obronnie, z figlarnym uśmiechem na ustach i przyłożyła Kornelowi poduszką w głowę, odsuwając się trochę, czekając na reakcję.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Sypialnia   Sro 8 Sie 2012 - 0:27

To byla ta chwila, w ktorych myslal jak bardzo potrzebuje cos wziac "mocniejszego". Pomimo tego ze dopiero byl ranek, ze byl z nia, ze caly koszmar upojenia narkotykowego jest za nim, to wlasnie byla idealna pora na poznanianie na nowo juz zapomnianego dostojnego, iscie szlacheckiego szczescia. Tylko jedna tabletka pod jezyk, tylko jeden zastrzyk, wybierz, dam Ci wybrac, w koncu jestem juz Twoj, oddaje Ci sie calkowicie. Mowi sie, ze tylko w pierunskim nieszczesciu czlowiek ma ochote. To byla totalna glupota. Wlasnie aby uczcic ich "sukces" pragnal wziac telefon i wystukac krotka, tresciowa wiadomosc - co, na kiedy, ile, gdzie.
Nigdy sentymentalnie nie wracal do ich pierwszego spotkania. Mezczyzni maja taka cholerna wade, ze malo pamietaja z niego! Cornelius myslal, ze zamienil sie w konia zdecydowanie pozniej niz na pierwszym "ich" egzystowaniu. Moze on sie po prostu spieszyl? Chyba powinien posluchac rodzicow. Dopiero co skonczyl szkole, dlaczego tak predko chcial sie oswiadczyc? Czy zwykle wyznanie milosci nie wystarczylo? Zaczesal jej kosmyki wlosow do tylu, przygryzajac na chwile warge. Jego rodzice nie byli wybitnym przykladem jak malzenstwo winno wygladac. On mial pieniadze, ona jego dziecko w brzuchu. A potem udawali, grali jak profesjonalni aktorzy, majac nadzieje, ze nie dorwa ich szpony rzeczywistosci i monotonia dnia codziennego. Cornelius bal sie tego, ze skoncza tak samo jak oni. Spali ze soba raptem dwa razy i maja dwojke dzieci, z ktora i tak maja kiepskie kontakty.
A jak mozna bylo tego sie wyrzec - tego pieprzonego przeznaczenia "bedziesz taki sam jak Twoj ojciec". Wszyscy to powtarzali, a jemu nie spieszylo sie ani do giel ani do wielkiej fortuny. Moze Chloe miala mu to za zle? Cornelius odnajdywal sie tylko w swoich bohomazach. Sam nawet wielokrotnie w swoim rysowniku umieszczal portrety narzeczonej. Zawsze uciekal w ten rodzaj otepienia, gdy czul naplyw tak zwanej weny. Wbrew pozorom Chloe byla jego muza, nie potrafilby bez niej sie rozwijac i tworzyc. Skonczylby jako architekt, ktorego budynki zostalyby sprzedane na gieldzie za smieszne pieniadze.
A czy Cornelius byl malo oporny na jakakolwiek nauke? Francuski nie mial podstaw logicznych, wymyslamy wyrazy, na ktorych lamiemy sobie jezyk, ale zeby bylo bardziej elegancko to nie czytamy jednej trzeciej wyrazow. Taki francuski zart. Ludzie mowia, ze to angielski humor jest kiepski, a co dopiero w jezyku "namietnosci"? Tu nawet "skurwysyn" brzmi jak "mega - seksowne - ciacho - ktore - kazda - kobieta - schrupie". Wszystkie lecialy na francuskie pochodzenie, dlaczego i on nie mogl byc kims takim?
- Oui, Oui, na pewno bylo fąntastik! - rzekl, specjalnie brnac w dalej swoja tandete i cala francuska elegancje. Nawet siegnal po papierosa, czujac lekka ulge, ze w koncu moze przy niej palic. Az napial wszystkie miesnie plecow, jakze obolale po nocy i wyciagnal reke po paczke, lecz za nim ja siegnal, oberwal poduszka. Usiadl nagle na lozku, spogladajac na Chloe zdezorientowany.
- Za co? No za co? - spytal, wciaz sie zastanawiajac, czy przypadkiem jej nie obrazil, a moze zrobil cos niekontrolowanego? - Pardą mła mładmułazel ale por ke? - dodał, jeszcze raz sięgając po papierosy. Telefon zabrzeczal wesolo, a Cornelius katem oka probowal dostrzec, kto tez napisal do jego narzeczonej. Dobrze, ze nie zobaczyl wiadomosci od Aidena. Znowu oberwal poduszka. Zasmial sie. Odwrocil sie gwaltownie do Chloe, zaczynajac jak laskotac. Niestety poduszka byla (na razie) za daleko, aby mogl uzyc ja jako broni.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Sypialnia   Sro 8 Sie 2012 - 9:40

Chloe nie wiedziała jak to jest, nie rozumiała fenomenu narkotyków, nauczona, że nałogi są dla ludzi słabych. Jej ojciec pił bardzo rzadko i nigdy w domu, swym żonom/partnerkom nie pozwalał, ostatnim tchnieniem ojcostwa nie chcąc dawać córce złego przykładu. Nie palił też papierosów, ceniąc siebie za bardzo, by się niszczyć za własne pieniądze, nawet jeśli takiemu mężczyźnie jak Felix Demarchelier papieros pasowałby niesamowicie.
Jedynie jej babcia miała kilka swoich małych miłostek, głównie do koniaku, choć lubiła czasem chlapnąć sobie coś mocniejszego, zwłaszcza, gdy przyjeżdżała do niej rodzina z Rosji.
Zatem, znów, pozbawiona przykładu, miała spory problem ze zrozumieniem sytuacji, gdy Kornel trafił na odwyk. Martwiła się i bała, obejrzawszy chyba wszystkie dostępne filmy o uzależnieniach, nie wiedząc kompletnie jak mu pomóc, co robić, czy robić cokolwiek, czy stanowić tylko bierną podporę. Była przerażona statystykami, jak rzadko udaje się wyjść z tego syfu, wyznaniami byłych ćpunów, jak ciężki jest to wyczyn. Dlatego na całe szczęście nie czytała w myślach, bo przeraziłaby się, gdyby usłyszała, że znów chce brać, tym razem wymówkę znajdując w szczęściu.
Jeszcze jak leżała, zerknęła na swój serdeczny, przyozdobiony palec przelotnie, przypominając sobie jak to było z jej ojcem. W końcu czterokrotnie żonaty, jednak nigdy nie widziała jakieś zmiany w zachowaniu i relacjach przed i po otrzymaniu pierścionka, chociaż wyraźnie Kornel miał lepszy gust jeśli o biżuterię chodzi niż jej ojciec. Jej matka była młoda gdy urodziła Chloe i wyszła za jej ojca i jak widać nie najlepiej jej się to opłaciło, choć pewnie finansowo do dziś żyje w dostatku. Pośpiech nie zawsze był dobrym doradcą, zatem całkiem jasne, że trochę się przejęła prędką decyzją. Ile byli razem? Kilka miesięcy. Czymże to było wobec całego życia, które mieli razem spędzić szczęśliwie?
Nie był to jednak najlepszy czas na dołujące myśli i rozkminy z rodzaju tych kończących świat, stawiających na wszystkim grubą kreskę i każące zupełnie odmienić swoje życie. Śmiała się z jego francuskiego, bo nikt tak śmiesznie go nie parodiował jak on.
- Powinieneś inaczej zaakcentować - rzuciła z rozbawieniem, chociaż babcia Demarchelier byłaby pewnie urażona, jako osoba skrajnie mocno poczuwająca się do swojej narodowości.
Z jej gardła wydobył się perlisty śmiech, widząc jego zdezorientowaną minę, gdy go uderzyła poduszką, że prawie spadła z łóżka. Zarejestrowała brzęczenie telefonu (skąd się tu wziął, nie był na dole? lunatykowała? skoro tak, to nic dziwnego, że przez sen rozprawia o torebkach...), jednak całkiem je zignorowała, broniąc się teraz przed Kornelem, gnąc się i śmiejąc głośno przy każdej łaskotce.
- Hahahahaha, przestań! - powtarzała, wciąż okładając go poduszką, aż wreszcie ta wypadła jej gdzieś i była bezbronna. Dobrze, że mieli dużo ich jeszcze w zanadrzu.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Sypialnia   Pią 10 Sie 2012 - 9:20

Trudno jest mowic "rozumiem", gdy czlowiek nie przeszedl tego samego. Gdy wydal swoje ostatnie pieniadze na mala dawke heroiny, a wiedzial, ze nic nie zje i rachunki (boze jakie rachunki, Corneliusie, na litosc boska, mieszkales wtedy w ruderze - w tym opuszczonym domu, do ktorego dzieci boja sie wejsc, bo straszy) sa niepoplacone. Gubi sie czlowiek we wlasnym klamstwie, musi reklamowac portfel, bo w magiczny sposob znikaja pieniadze, a nie pomnazaja sie jak bylo przeciez napisane w promocji! Klamstwo, klamstwo, wszystko klamstwo - tylko to nas otacza. Pamietal, ze kupowal wtedy z Nia, swietej pamieci Nia, bezimienna Nia, ten portfel. Spedzil tyle nocy, aby zapomniec te pieprzone imie. Ten widok, gdy wbila sztylet w brzuch, zabijajac siebie i dziecko. Ostrze podraznilo, w tym uscisku smierci, narzady i ugodzilo serduszko malego. Nie da sie powiedziec jakiemukolwiek czlowiekowi "rozumiem Twa niedole, stary, ale wez sie w garsc, bo kurwa zalosny jestes". Kazdy jest do kitu w swoj wlasny sposob. Ty kradles i wpadles. Ty zaszlas w ciaze z kolesiem, ktory obiecywal gruszki na wierzbie. Ty cpales, biedny kolego! A Ty, co Tobie dolega? Gniew, chciwosc, nieumiarkowanosc w jedzeniu i piciu? Smieszny jestes.
Idealna rodzina, taka bez skazy - to Twoja slaba cecha. Zawsze ulozona fryzura matki, nigdy nie mogliscie jej zobaczyc bez makijazu. Chcialas byc taka sama. Zylabys we wlasnej bajce, w tej ktorej maz Cie kocha i nigdy nie watpi. Kocha Twoja urode, ceni za inteligencje, ktora i tak gardzi przy wplywowych ludziach - jak kobieta moze byc oczytana? Mialas byc ksiezniczka, w objeciach szlachcica, najlepiej z samej eleganckiej Francji, wszak to ksenofobi. Chloe trafila na tatuazyste, ktorego wrogiem sa zasady, Ale prawda byla jedna: kochal ja szalenie, w kazdej chwili - o glodzie, poranku, w pracy, w durnej szkole, palac papierosa, umierajac sam w samotnosci wsrod swoich problemow, dzwoniac do ojca i mowiac, jakim to bedzie swietnym architektem, wszak dostal sie na studia. Och, zapomnial jej to powiedziec! To bedzie nasza slodka tajemnica.
Filmy, najlepsze ukazanie piekla, w jakim znajduje sie czlowiek - ten tonacy, chwytajacy sie brzytwy, ktora bolesnie rani jego dlonie i wcale nie ratuje. A on czeka, czeka na te pomocna dlon sekund kilka, a potem sie zatraca.W czym tak naprawde dusila sie Chloe? Co dawalo jej tyle sil, takiego kopa? Co bylo jej uzaleznieniem? Jak bardzo pragnela dotyku zlotej karty kredytowej i szalonych zakupow?
- Jak, ma maldmulazel? - spytal, szczerze nienawidzac francuskiego. Wszak on kochal twarde jezyki! Holenderski, niemiecki - to bylo cos! Widac bylo ich moc, wielkosc narodu, ich odwage. A Francja... Byla dumna. Kupic tu pieczywo bylo misja, ktora powinien zlecac ONZ. Mowi sie wyraznie, slownikowo wrecz, a Ci ze nie rozumieja i gadana sie powtarza. Pieczywo. Chciec. Kupic. Ni cholere, prychna pod nosem i pojda czytac gazete. A Cornelius szlag trafi. Tak kochal Francje, dokladnie tak. - a moze fataSIK - dodal zaraz, zastanawiajac sie, czy wszystkie przymiotniki we francuskim konczac sie na "sik", ktore nie wymawia sie w prawdzie jak "sik", bo to bardziej "si" z koncowka k, ktora jest niema, ale jednak jest, bo francuz musi ja slyszec, poniewaz inaczej nie zrozumie calego przymiotnika.
Gdy zaczela sie smiac, jego serce rowniez jakby usmiechnelo sie. Zdecydowanie jeszcze raz na nowo ozylo, tak jak wtedy, gdy bylo reanimowane, a jedyna nadzieja jaka byla to slynne powiedzenie lekarzy "robimy to co w naszej mocy". Ich la puissance byla inna. Chloe puissance nakazywala mu zyc i walczyc ze swoim glodem. Az nachylil sie, przestajac ja laskotac na ten moment, aby pocalowac jej usta. Jeszcze raz ich posmakowac. Zamiast sniadania, bo cholernie burczalo mu w brzuchu. I telefon znowu zabrzeczal. Dlaczego Demarchelier, jeszcze panna, nie nauczy sie, ze Cornel musi przed zasnieciem ulozyc wszystkie telefony, nawet nie jego, na stoliku nocnym. A co jesli jego siostra, ktorej szczerze nienawidzi, bedzie potrzebowala pomocy? Sam moglby ja udusic, gdy swiat sie skonczyl, bo rzucil trzynastolatke chlopak. A to tragedia. Zrezygnowany wywrocil oczami i siegnal dlonia po iphone, ktorego zaraz wypuscil z rak na ciemnego koloru panele. Spojrzal na Chloe, zaprzestajac calowac jej zarys zuchwy. Zakulo go serce. Aiden, dwie wiadomosci. Zszedl z niej, nie laskoczac jej wiecej. Czul sie jak duren - w koncu ilez awantur mozna robic o jednego czlowieka. Przygryzl warge, odwracajac sie do szafy, stojacej obok. Wzial czyste bokserki, ktore zalozyl gdzies po drodze, idac do kuchni. Milczenie i krzywda - jak szybko uda mu sie po prostu znikac z tego jebanego trojkata?
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Sypialnia   Czw 16 Sie 2012 - 11:41

Nie miała przesadnej cierpliwości do tej jego francuszczyzny, porzucając wszelkie próby nauczenia go poprawnej wymowy choćby podstawowych zwrotów, w razie gdyby postanowili odwiedzić Paryż, a co za tym idzie rodzinę Chloe. Zaskakujące, jak z tępym oporem wciskał w każde słowo niemiecko-holenderski, twardy akcent, czytał całe wyrazy, ze wszystkimi końcówkami, niemalże artykułując każdą literę i absolutnie nie dał sobie powiedzieć, że 'r' czyta się gardłowo, a nie zwyczajnie, jak to czynił mimo miliona uwag.
Postanowiła po prostu, że wizytę u Demarchelierów można odwlec, choć nie uciecze, a do tego czasu może wymówi poprawie chociaż "Bonjour!". Będą nad tym pracować, z pewnością.
Oplotła go ramionami wokół szyi gdy ją pocałował, przedłużając cały przyjemny precedens, kiedy jej telefon zabrzęczał znowu. Chloe przyzwyczajona była do tego, że telefon się bardzo często ignoruje, zwłaszcza, gdy z narzeczonym swym akurat się całuje, dlatego wywróciła oczami, ręce wyciągając nad głową, gdy Kornel postanowił wziąć telefon. Nie zaprotestowała, no bo czemuż? Nie zdradzała go permanentnie, nie miała przed nim tajemnic, poza tym o poranku spodziewałaby się jedynie smsów od któreś koleżanki na tematy ograniczające się do zakupów i czynności im towarzyszących.
Wystraszyła się na dźwięk uderzenia telefonu o ziemię, aż uniosła się podpierając się na łokciach.
- Co się stało? - atmosfera natychmiast zrobiła się gęsta i chłodna, zwłaszcza gdy ot po prostu wstał bez słowa i wyszedł z pokoju.
Schyliła się po telefon, dostrzegając dwa nowe smsy od Aidena (jezu, granie w tak odległej już przeszłości robi mindfuck), zmartwione, pytające o Prudence. Zamknęła na chwilę oczy, słysząc powolne kroki Kornela na schodach, przykładając sobie dłoń do skroni. Miała teraz ochotę zostawić tą zazdrość i wyjść z domu, w którym w tym momencie czuła się obco, nawet z tym romantycznym napisem na ścianie.
Rzuciła telefon na łóżko i chwyciła szybko koszulkę Kornela i zeszła na dół. Przecież problemów w narzeczeństwie nie rozwiązuje się przez ucieczkę, tak?
Weszła do kuchni, sytuacji nie rozumiejąc. Przyjęła oświadczyny, była już jego, a poza sobą nie mogła dać mu nic więcej. Żadnym zapewnieniem poza tym już nie dysponowała. Westchnęła przeciągle. Tchórzostwo, niemoc, nazywać można różnie, lecz ona już nie miała do tego głowy.
- Chyba się pospieszyliśmy - powiedziała nie patrząc w jego stronę. Po czym spuściła wzrok całkiem, poszła do przedpokoju i ubrawszy się w cokolwiek wyszła, zamykając cicho za sobą drzwi.

zt

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Sypialnia   Sro 22 Sie 2012 - 13:49

"To tylko krok, by granice przekroczyć
Spuścić wzrok, nie patrzeć w oczy
Przeszłość oddzielić grubą kreską
Lecz może zdążę ułożyć jeszcze wszystko przed śmiercią
To tylko krok, by pomyśleć i się cofnąć
Zatrzymać w gardle słowo, które może kogoś dotknąć
Czasem nie wolno odpuścić i stanąć z boku
Bo w życiu są sprawy dużo ważniejsze, niż spokój"


Klotnia, placz, lzy i krzyk. Wieczne "kocham Cie", "gowno wiesz". Patrzyl, jak odchodzi. Chcial pobiec za Chloe, chwycic ja za reke, jeszcze raz mowiac "nie badz glupia, jestesmy dla siebie stworzeni". Zostal przy blacie, widzial jak faluja jej wlosy. Dziwne cieplo zapieklo go w okolicy serca. Wszystko krzyczalo, ze nie powinien podejmowac decyzji tak gwaltownie. Dlaczego dramat musial istniec na dramacie? Czy w tym takcie nie przewidzial kompozytor pauzy na te historie? "Tylko Ty i ja", powtarzali wczoraj.
Klamala.
Tak sobie wmawial, zeby nie widziec w tym swojej winy. Ten dom az tonal w jej cieple. Wszedzie odbijal sie echem jej glos, ciche "skarbie", "kocie". Dzwieki krokow piescily sciany w kremowym kolorze. Idzie? Wraca? Az stracil oddech, przylozyl dlon do obojczyka, czujac jak szybko i mocno pulsuja mu zyly oraz tetnice. Nadzieja, nadzieja pomogla mu wyprodukowac troche gramow odwagi. Scisnal lekko jablko, ktore trzymal w dloniach. Jak dlugo mozna oddychac marzeniami?
- Chloe, przepraszam, szalenie przepraszam, po prostu... - urwal w polowie zdania, widzac, ze chyba juz ma przewidzenia. Opuscila go na dobre, a nic nie powiedzial. Nie mogl otworzyc ust, czul ciezar na wysokosci krtani. Ilez razy mialby powtarzac slowa tak oczywiste? "Bo jestesmy dla siebie stworzeni". Pieprzone przeznaczenie uknulo spisek. Ona i on, liczyl sekundy i czas pomiedzy nimi. Raz, dwa, wrocisz teraz, cztery piec, otworzysz zamek. Wariatko, nie przekrecalas klucza, nie musisz go szukac. Szesc, siedem, chodz juz do mnie. Osiem, dziewiec, wroc, dziesiec, kochajmy sie nadal. Tonal we wlasnej nadziei, wariat i naiwniak. Moze miala racje? Rzucil jablkiem w sciane, przestajac slyszec kroki. Juz nawet wyobraznia go opuszcza. Co mial teraz zrobic?
Kazdy normalny facet chwycilby swoj telefon i zaczal zaliczac dupeczki, z ktorymi nie mogl sie spotkac bo "ta jedyna, wiesz, ale i tak daj mi swoj numer". Poszedlby sie napic, napisalby do kumpli, do ktorych nie dzwonil, bo interesowal sie tylko wlasna miloscia. Miloscia, jakze sie on ludzil. Zatracilby sie w alkoholu, seksie dostepnym w kazdym kiblu w klubie, zatracajac swoja nature "moja Ty Chloe kochana, kocham Cie". Zapomnialby, na pewno. Moglby spakowac walizki, wyruszyc w podroz do Krainy Medytacji i poznac prawdziwe ja. A on wlaczyl muzyke. Niewazne jaka, niewazne po co. Jeszcze raz zerknal na swoje dlonie, na nowy tatuaz Jej imienia. Dal glos na maksa, probujac na chwile odetchnac od tego wszystkiego.
Pierwszy oddech.
Czul sie winny. Powinien chwycic telefon, zaczac przepraszac, nie pozwolic dojsc jej do glosu, chcial byc egoista, bo nie potrafil mieszkac sam. Bal sie chorej samotnosci, ktora zezre dobra dusze i kilka slow. Stanie sie zgorzknialy, a potem jeszcze bardziej wycofany i cichy. Uczyli go walczyc, gdzie jest ten telefon?
Drugi oddech.
Glod, dziki, niebezpieczny scisk w okolicy zoladka. Kolejny pod watroba, trzeci ten ostatni. Mysli o Chloe odeszly na bok. Skoro nie sa razem to chyba moze? Tylko chwile, tylko zobaczy, tylko poczuje pierwsze poczucie ciepla, potem zimna, a nastepnie drugie i trzecie, odplynie tylko na chwile, sam sobie to obiecal.
Trzeci oddech.
Tyle walczyles z glodem, teraz tez wygrasz. Nie lubil tego uczucia. Stal jakby na rozdrozu drog, ktore decyduje o jego zyciu. Be good, be bad - slyszal w myslach i zaczynal czuc sie jak wariat. Wykonal krok. Mogl sie cofnac, mogl pomyslec, zadzwonic do kogokolwiek. Poszedl do sypialni, ogladajac sie co i raz za siebie, czy na pewno nikogo nie ma, czy na pewno nie wrocila. Wzial telefon, piszac krotkiego sms. Do jednej osoby, nikt wiecej wiedziec nie musli, przeciez tylko sprobuje! To nic zlego. Jest silny, przeciez dawno nie mial randki z Nia. Wytrzymal, wiec da rade potem. Teraz to tylko na odprezenia, dla nowego zycia.
Czwarty oddech, pierwsze siegniecie do szulfady.
Oklamal ja, ze wszystko wyrzucil. Ale czasem wieczorami lubil patrzec na bialy proszek, ktory lekko szelesci, gdy dotyka go palcami. Zrobil tajny schowek, wiedzac, ze na pewno, nigdy tam nie zajrzy po strzykawke. Heroina przeciez lezala na samym dnie szuflady, to igly chowal po katach.
Piaty oddech, szybka decyzja.
Kilka ruchow, tak mechanicznych. Przeciez robil to tyle razy. Raz dwa wlozyl igle do strzykawki, nie zastanawiajac sie, czy jest czysta czy juz uzywana. Kiedys zawsze o to dbal. Wykupywal igly w aptekach, trzymajac je w sterylnych opakowaniach. Zoltaczka przerazala go, tak samo to jak szybka smierc, wirusowane zapalenie watroby. Teraz nie bylo to wazne, przeciez zobaczy tylko jak kropla blyszczy w swietle dnia i predko schowa wszystko na miejsce.
Szosty oddech i nawet nie zauwazyl, kiedy przygotowana heroina powoli wplywa do jego zyly. Cieplo, niewyobrazalny gorac predko zdewastowal krwioobieg Corneliusa. Powtarzal sobie, ze tylko spojrzy, ze to juz za nim, ze nie jest tym samym czlowiekiem, ktorym kiedys byl. A wszystko dzieki niej. Zobaczyl jej twarz, rozesmiana. Byli w Paryzu, pod sama wieza, probowala go uczyc slow po francusku, a on palac papierosa, poprawil kapelusz, gardzac tym jezykiem. Gwalcil jego lekkosc i eterycznosc swoim twardym akcentem.
Ik hou van jou
Siodmego oddechu nie bylo.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sypialnia   

Powrót do góry Go down
 
Sypialnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sypialnia Gościnna
» Sypialnia Marco - piętro
» Sypialnia gościnna
» Sypialnia numer 4
» Sypialnia numer 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Lancaster (Surrey)-
Skocz do: