IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pokój dzienny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Pokój dzienny   Pią 29 Cze 2012 - 10:23

***

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Pią 29 Cze 2012 - 10:41

Czuła się źle, nawet bardzo. Nie fizycznie, wszystko już wróciło z jej organizmem do normy, o ile kiedykolwiek takową osiągnęła, huśtawki hormonów skończyły się, wreszcie, no i formę też już zdążyła nadrobić.
Jednak dyskomfort psychiczny, który towarzyszył jej od zajścia w piwnicy, uwierając wciąż i nie dając o sobie zapomnieć, maksimum osiągając w takich momentach jak ten przed chwilą.
Chciał, żebym przyjechała, podstawił taksówkę, czeka i kocha. Jesteś największą egoistką na świecie.
Było jej niemalże wstyd, że tak się ugięła, że nie dała rady, chociaż tak długo udało jej się wzbraniać. To było silne, mocne i beznadziejnie (dla niej) skuteczne. Przed popadnięciem w obłęd ratowało ją tylko to, że to on pierwszy jej dotknął, że zrobił to z premedytacją, widząc doskonale w jakim Chloe była stanie po przebywaniu z buchającym-erotyczną-gorączką-nim w jednym, małym pomieszczeniu i czym to grozi.
Nie była do końca przekonana, czy jest na tyle dobrą aktorką, żeby to zatuszować i zapomnieć, ponieważ TT siedziała cicho = tajemnica teoretycznie została zachowana, aczkolwiek nigdy jeszcze nie okłamała Kornela, a perspektywa takiego pierwszego razu była przygnębiająca.
Wieczór był bardzo ciepły, ponieważ wysokie temperatury utrzymywały się nadal, jednak było przyjemniej niż w poprzednie dni. Upał nie wysuszał już biednych londyńczyków i noszenie ubrań już nie było ciążącym, gorącym obowiązkiem.
Ostrożnie wsiadła do taksówki, a zimne, klimatyzowane powietrze wewnątrz od razu wywołało gęsią skórkę, co chwilowo przeszkadzało jej najmniej. I zapewne narzekałaby na zbyt niską temperaturę, gdyby taka właśnie nie była optymalna do otrzeźwienia umysłu. Bo już sama próba kłamstwa byłaby czymś okropnym, a gdyby nie daj Boże łyknął haczyk, chyba plułaby sobie w brodę do końca świata. Chociaż była niemalże pewna, że zauważy plamy. Na nadgarstkach zostały już tylko przebarwienia, jednak wyraźnie wyglądające na odbite palce, ale na szyi, ścieżką tętnicy dalej mienił się różem podłużny ślad. Kochała go, nie chciała być w stosunku do niego nie fair i taka właśnie zwarta i gotowa do przyznania się była do końca drogi, była płacąc taksówkarzowi i zostawiając spory napiwek, była otwierając sobie drzwi, ale wszystko prysło jak mydlana bańka, gdy echo jej pierwszego kroku na posadzce holu rozległo się po całym domu.
- Korneeeeeeeeeeel? - zawołała, zostawiając torebkę na stoliku - Kochanieeeeee! Jestem! - dokrzyknęła i skierowała się do pokoju dziennego, chyba jej ulubionego w całym domu.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Sob 30 Cze 2012 - 8:38

(hm… ta xd)
A dlaczego miałby ktokolwiek czuć się źle? Przecież to był najpiękniejszy dzień jego życia. W końcu doszedł do formy, nie chodzi już na rehabilitację. Dziś po raz pierwszy wykonał pełny skłon tułowia. To… było jakby powrócił do życia. Jakby nie mogło się dla niego nic już piękniejszego stać. Wiesz, jeśli pojawia się taka wewnętrzna siła, ma się ochotę robić rzeczy, które są nietuzinkowe. Takie, które zaważą na naszym życiu.
Nie potrafił zostawić tę wiadomość tylko na siebie. Od pewnego czasu nie istniało takie pojęcia jak „ja”. Pojawiło się to takie malutkie ciepło w środku, mówiące, że żyje się już dla kogoś. Każdy poranek był piękny, bo budził się tuż obok niej, drapał zarostem i krzyczał do budzika, że zamiast tak podle jęczeć (wszak to nie były jęki rozkoszy) powinien chwycić swoje nibynóżki i udać się po papierosa oraz kawę. Dzień tak naprawdę winny być nasączony przyjemnościami. W końcu liczą się małe gesty: uśmiech o poranku, lekkie dotknięcie ramienia, przyniesienie herbaty czy termoforu lub wycieczka do sklepu po lody potrójnie czekoladowe.
Dzisiejszy wieczór miał być doprawdy wyjątkowy. Te wartość nadały mu nie tylko poranek i rehabilitacja, w której usłyszał „więcej nie będę Cię widział, chyba, że wyciągniesz mnie na piwo”. Rozpierała go niesamowita radość. Prędko wrócił do ich wspólnego domu, aby odpowiednio przygotować pokój dzienny. Jedyne oświetlenie w tym pomieszczeniu stanowiły świeczki zapachowe oraz kominek, który tak cudownie syczał. Uznajmy, że w ich domu na ścianie znajdywało się wielkie akwarium z kolorowymi rybami i stąd w nagraniu jest dźwięk wody. Specjalnie całe popołudnie spędził w kuchni, aby przygotować uroczyste dania. Niestety krewetki za mocno przypiekł, zapiekanka warzywa mu się totalnie spaliła, a do pizzy nie wychodziło mu ciasto. Sypał składniki tak jak było napisane w przepisie! No dobrze, może dał jakiś litr wody… ale to miała być duża pizza! W końcu jeszcze raz otworzył lodówkę i spojrzał na składniki. Czyż nie lepiej było zrobić coś, co kojarzyło mu się z dzieciństwem? Tort bezowy z malinami i poziomkami! Piękne danie na wybitną kolację. Warto jednak zaznaczyć, że wtedy pomagała mu mama lub opiekunka. Dzisiejszy tort wcale nie trzymał się poziomu. Poszczególne warstwy rozchodziły się na boki, krem się wylewał. Jedyne co potrafił doskonale, doprawy doskonale , to układanie owoców na wierzchu i wplatanie ich w poszczególne warstwy. Właśnie, może za dużo ich dał? Nieważne, nieważne! Teraz usłyszał głos Chloe i czekał aż odnajdzie drogę do pokoju dziennego. Sam jeszcze raz sprawdził, czy wszystko jest na miejsc, czy o niczym nie zapomniał, czy aby na pewno coś znajduje się w jego kieszeni.
- Witam? – spytał z lekkim uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Sob 30 Cze 2012 - 9:43

Wciąż targały nią obawy. O Kornela oczywiście, chociaż irracjonalne były na tyle, że widziała jak rehabilitacja mu pomaga i jak on sam się stara powrócić do normalnego życia. Bez połamanych żeber, bez krwiaków, bez codziennych wizyt lekarzy i innych specjalistów, których Chloe ściągała z całej Anglii. I Francji.
I jeszcze o jego psychikę, ponieważ zdążyła już swój występek przeanalizować pod kilkoma znaczącymi kątami i wysnuła smutny wniosek, że nie dość, że załamie się ona sama jego reakcją, nie ważne czy wpadnie w furię, czy rozżalony wyjdzie kończąc ich związek, ale też zrani go niewyobrażalnie, już nie samym faktem pocałunku, a osoby, której pocałunek odwzajemniła.
Biorąc ciężki oddech przeszła do pokoju dziennego, wzrok mając utkwiony w czubkach butów, a gdy przeniosła go na wnętrze pokoju, ujrzała nie jasne i przestrzenne jak zawsze, a z miękkim światłem ognia przecinającym wieczorny zmierzch. Stół był zastawiony jakimiś kulinariami, wyglądającymi nieciekawie, ale widziała w tym zdecydowaną rękę Kornela, który z jakiś dziwnych powodów wziął się za kucharzenie. Dlaczego? Czemu wszędzie paliły się świece, czemu kominek trzaskał wesoło, jak w dobrym, romantycznym filmie z akcją osadzoną w Aspen podczas ferii?
Stanęła jak wryta, uchylając usta w zaskoczeniu, ślizgając się wzrokiem po każdym nowym elemencie wystroju, który Kornel przygotował. Ze sporą jak na siebie precyzją, dlatego oszacowała czas przygotowań na kilka ładnych godzin, wliczając gotowanie.
No tak, od razu łatwiej.
- Ojej, Kornel - powiedziała wreszcie po długiej pauzie, coraz bardziej niepewna wszystkiego, co zdążyła sobie ustalić w sprawie jestem szczera z moim chłopakiem, bo go kocham. Czy ma mu pokiereszować serdusio, kiedy on najwyraźniej uczcić coś chciał? Koniec rehabilitacji? Przewertowała nawet w głowie szybko kalendarz, czy czasem nie ma on urodzin, jednakże on Walentynkowy, ona Mikołajkowa, czyli no nijak to obchodzić w czerwcu. Imieniny? Przyjazd teściowej, który chce jej delikatnie oznajmić?
Za dużo myśli w jej głowie się narodziło, dlatego spojrzała na niego, starając się uśmiechnąć promiennie.
- Czy w naszym związku to ja okazuję się ta straszna - taktaktak zdradliwa Lisico - i nie pamiętam o jakiś ważnych rocznicach i uroczystościach? - zapytała i zarzuciwszy mu ręce na ramiona pocałowała go przeciągle. Odciągnąć swoje myśli od nieodpowiednich rzeczy musiała natychmiast. Czy kłamstwo dla ogólnego dobra było... dobre?

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Nie 1 Lip 2012 - 9:34

W życiu mężczyzny pojawia się taki dzień, w którym się czuje coś innego. Zamiast rozmyślać na temat porannej pozycji, wystarczającej dawki kawy i czy aby na pewno nie jest się głodnym, pojawia się obawa. Jest to uczucie, którego nie można się wyzbyć. Czasem da się je zagłuszyć wódką, uśpić whisky i zapić rumem. Potem jedynie poranek jest ciężki, nie dość, że kac to jeszcze obawa. Jest to ciężar na początku zupełnie nieznany. Pojawia się w takich chwila, gdy Jej nie ma przy Tobie. Nagle nieświadomie człowiek zdaje sobie sprawę, że Ona jest ważniejsza od wszystkiego, co wówczas było istotne. Czy aby na pewno jest bezpieczna? – to pytanie odbija się jak echem w Twojej głowie. W pełni ufasz, nie wątpisz, z kim spędza czas i czy w ogóle powinna go tak spędzać. Jej dobro staje się Twoim priorytetem. Pierwszy raz czujesz niewyobrażalną pewność, że Cię nie skrzywdzi. Wiesz, że to jest właśnie ten dzień.
Nigdy nie czuł się dobry w codziennych czynnościach. Niezbyt potrafił zmywać naczynia, nie zalewając w tym samym czasie całej kuchni. Gdy robił kanapki jej do łóżka, cały blat był udekorowany małymi okruszkami. Jednak chciał pokazać, że potrafi przemóc się w swoich słabościach i postarać się, tak jak należy. Zrobić coś dla Niej, tej która, trwała przy nim cały czas. Nieważny dla niego był stan tortu bezowego. Przecież „on z natury ma się rozwalać”. I tak przecież jedliby rękami, nie fatygując się do kuchni ( w której panował istny rozgardiasz) . Dla stoliku również stały kubki z mrożoną kawą i lodami czekoladowymi. Cornelius aby nie uniknąć niepotrzebnego zamieszania (wszak jeden kubek miał coś bardzo ważnego i lepiej aby nie pomyliły mu się tak jak to było w kilerze „lewa jego lewa jego kurwa mać”), podszedł i chwycił naczynia. Sam również w głowie powtarzał, który jest tym znaczącym. W końcu na jego dnie krył się napis. Sam go wykonał, sam dekorował! Cornelius tylko to potrafił, robić tatuaże, rysować i dekorować. Całe życie komuś udekoruje, we hope so…
- Wiem, miałem zadzwonić w ciągu dnia, wieeeem – jęknął, widząc jej przestraszone, wystraszone i jedynie bóg wie co jeszcze spojrzenie. Czy to było za dużo? W końcu poczuł, że to ten dzień, ten dokładnie ten. Nie może być inaczej, trudno. Podał jej kubek z kawą, całując w policzek. Od razu się do niej przytulił, czubkiem nosa wodząc po policzku, przechodząc na uszy, a potem szyję. Och, wolał naprawdę jak nie miała tak wysokich butów! Lecz co miał powiedzieć jej w ciągu dnia? Jak odebrać telefon? „Cześć, skończyłem rehabilitację i ogólnie mam mega chcicę i ogólnie kurczę chyba Cię jeszcze bardziej kocham i dziękuję, że jesteś, a tak w ogóle to co za 20 minut w domu?”. Przecież to było niedorzeczne i sprzeczne z jego aktualnymi uczuciami. Chciał być swego rodzaju niespodzianką i początkiem czegoś nietuzinkowego.
Obydwojgu (?!) na raz zabrzęczały telefony. Cornelius wodząc czubkiem nosa po szyi, zdjął z ramienia torebkę Chloe i wyrzucił ją na kanapę. I niech lepiej nie krzyczy, że perfumy się zbiją! Podobnie zrobił ze swoim telefonem. Wyjął go z tylnej kieszeni spodni, odkładając gdzieś tam na najbliższy regał. Dobrze, że bym wyciszony. W końcu TT nie musi mu przeszkadzać. Rozsunął lekko wargi, zaczynając całować jej szyję. Lekkimi muśnięciami zaznaczał ścieżkę aż do ucha.
- Dziś obiecuję Ci, że nie było w kalendarzu, ale być może. – szepnął, otulając ciepłym oddechem płatek. Gorzej, że ona naprawdę musiała wypić tę kawę, bo inaczej czar cały pryśnie. Dlatego jeszcze raz uniósł jej kubek, w którym oczywiście znajdywała się słomka, podstawiając do ust – Twoja ulubiona. Przynajmniej od dziś, albo skłam, że to Twoja ulubiona i więcej nie zrobię, ale tak czy siak. – zaczynał się miotać. Jakże być niezdenerwowanym trzymając swoją przyszłość w dłoniach?
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Nie 1 Lip 2012 - 17:49

/mam malutko czasu, soł będzie krótki Azerbejdżan. albo gorzej.

Rozglądała się po wnętrzu, starając się ukryć przerażenie. I miliardy pytań, które kłębiły się pod czaszką, małymi kropeczkami, gęsto i skrupulatnie zasłaniając jej pole wyobraźni przez zlanie się w wielką całość. Co on kombinował? Dlaczego tak odświętnie? I dlaczego akurat d z i s i a j? Poczuła jak skręcają się w węzeł, którego nie powstydziłby się najlepszy marynarz, wszystkie jej wnętrzności, jak niewidzialne ręce ściskają jej płuca do rozmiarów przeciętnej moreli i jak wokół strun głosowych owijają jej się małe jaszczurki, kąsające ją raz po raz uniemożliwiając wyduszenie z siebie jakiegokolwiek słowa.
Kawa, lody, tort, zapiekanki, kwiaty (frezje? jaśmin?), świece, wszystko to mieniło jej się przed oczami, błyszcząc rosą zaangażowania, starań i miłości. Która po raz drugi w życiu ją przytłaczała, po raz pierwszy negatywnie.
Wzięła w dłonie kubek i automatycznie objęła słomkę ustami, zaczynając powoli pić. Żeby uniknąć zaciśnięcia ich w zażenowaniu i strachu. Coś było w powietrzu i to coś właśnie wypalało jej dziurę w osierdziu, będąc niebezpiecznie coraz bliżej serca, jakby ktoś przykładał tam syczący, rozgrzany do białości metalowy pręt.
- Co Ty kombinujesz, kochanie? - zapytała drżąco, gdy wodził nosem po jej szyi, gdy całował uszy. Wiedział co lubi, wiedział, czego nie. Ona też, a mimo wszystko udało jej się, z pomocą czyichś parzących palców i ust, elegancko całość widowiskowo spierdolić. Przynajmniej w swojej głowie.
Bo z fajerwerkami, serpentynami, laserami i dziwkami. Dziwką. Nie wiedziała tylko, czy myślała tak o sobie, czy o nim.
Nie zareagowała nawet na wyrzucenie jej torebki gdzieś daleko w niezidentyfikowaną i niemożliwą do ogarnięcia (aktualnie) przez jej umysł przestrzeń. Zareagowała natomiast na jego pocałunki. Gęsią skórka, która drobnym piaskiem pokryła calutkie jej ciało, jednocześnie wreszcie rozumiejąc, dlaczego jej uprzednie zaspokojenie było tak ulotne i chwilowe. To nie Aidena kochała, to nie z nim chciała być, mieć dzieci, dom z jaśminowymi krzewami i kolekcję czerwonych trampków.
Spojrzała na niego pytająco, wciąż czekoladę tęczówek podszywając sporym lękiem, jednak powróciła do picia kawy, oczy zakrywszy powiekami. Musi mu powiedzieć. Musimusimusi.
- Aiden mnie pocałował, a ja jego, przez ten... dotyk - wyszeptała, kiedy usłyszała charakterystyczny syk sygnalizujący spożycie już całego napoju, mając zaciśnięte oczy. Które otworzyła dopiero po zakończeniu wypowiadania jednych z najgorszych słów, jakie przyszło jej w życiu użyć. Bo nie było wystarczająco wulgarnych, dosadnych, kipiących wrzącymi emocjami słów wyrażających to, co chciałaby powiedzieć, zobaczywszy dno kubka.
Let me die now.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Pon 2 Lip 2012 - 17:16

Jak to jest, że najcudowniejszy dzień życia może stać się największym koszmarem? Rozumiał przerażenie Chloe, w końcu sam czuł się dziwnie. On wielki playboy nagle miał przyklęknąć na kolano? Takimi małymi kroczkami doszli to pewnego stadium związku. Corneliusa nawet nie interesowały inne kobiety na ulicy! Przecież nie dorastały jej do pięt. Pogłaskał jej włosy, delektując się ich zapachem. Jej, czy możliwe jest, żeby być uzależnionym od szamponu własnej dziewczyny?
Wszystko będzie dobrze.
Tak sobie powtarzał zawsze, zwłaszcza, gdy po raz drugi ich dziecko żyje w cukierkowym świecie. A tam przecież ma zjeżdżalnie z żelek, chmury z tęczy słodkiej lekkiej pianki, a do tego śpi na łożu z truskawek i poziomek. Chciał sprawić, aby Chloe miała raj tu na ziemi. Z nim i tylko z nim.
Dlaczego kobiety są tak dziwne? Wpierw narzekają, że mężczyzna spoczywa na laurach, a potem gdy dochodzi do czegoś innego, nagle się dziwią i wyczuwają dziwny przekręt. Dlaczego nikt nie potrafi nam zaufać? Trudno jest codziennie zdobywać kobietę i nie stać się patetycznym. W końcu jakby się czuła, gdyby Cornelius zaczął nazwać ją boginią i księżniczką, który on zacny jegomość przyjechał na karym rumaku na złotym siodle i o niewasto wyrusz ze mną w podróż swojego życia – weź me serce, zostań jego wybranką, moją żoną.
- Ja? Nic. Po prostu przygotowałem dla nas miły wieczór. Nie uważasz, że w końcu nam się należy? - spytał, układając dłonie na jej talii. Po prostu już chciał wiedzieć! Ileż można czekać na wypicie kawy? Czy świat musi tak wolno gonić wokół tego słońca? Otulił jej wargi swoimi.
Czy dzień może być piękniejszy?
Lekko wsunął dłonie pod jej koszulkę, aby móc dotykać jej nagich pleców. – Nie muszę już chodzić na rehabilitację, wiesz? Ten dzień… – urwał, całując ją w policzek. Na chwilę się od niej odsunął, czując jak mu już drżą dłonie. Jak można się tak stresować? Kochali się, ta bajka nadal istniała. Mieli w końcu już swój wymarzony domek mieli. Teraz kupić konia! Podszedł do stolika, chwytając talerz dla Chloe. Wziął nóż, chcąc ukroić kawałek. Jednak dłonie ciągle mu drżały. Nie potrafił już wytrzymać sam ze sobą. Po co się denerwował? W końcu udało mu się ukroić kawałek i nałożył go na talerzyk. To właśnie z nim zaczął iść w stronę Chloe. Nawet nie zauważył, kiedy wypiła już całą kawę. Słyszał jej wypowiedź w swojej głowie, która odbijała się jak echo. Na dnie kubka mogła zobaczyć napis „will u marry me?” Pierścionek pulsował mu w kieszeni. Wypuścił talerz z ciastem na podłogę, czując jak jego świat legł właśnie w gruzach. Wszyscy tylko nie on. Poczuł się zupełnie nagi, zupełnie bezbronny.
- Dlaczego pozwoliłaś, aby Cię dotknął? – spytał chłodnym głosem.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Pon 2 Lip 2012 - 18:04

Jak długo człowiek może żyć po zatrzymaniu się akcji serca? Minutę? Dwie? Chloe chwilowo liczyła na to, że nie dłużej niż pięć sekund, że nie starczy jej czasu aby podnieść wzrok na, wciąż, ukochanego i zobaczyć jego reakcję na słowa raniące jak ciężki miecz, przebijający z premedytacją takie miejsca, by bolało najmocniej, ale nie zabijało.
Niestety, akcja serca powróciła, choć Chloe miała wrażenie, jakby uderzenia serca były tak mocne, że z każdym skurczem i rozkurczem łamały jej się żebra i już wolała stan sprzed sekundy, gdy to na chwilę utraciła wszelkie funkcje życiowe. Zablokowały jej się myśli, uczucia, dostęp do mózgu, a co za tym idzie - umiejętność sensownej reakcji. Bo jedynie ścisnęła w dłoniach kubek, wpatrując się w malowane denko, oddychając płytko, niemiarowo, spazmatycznie, niewydajnie.
Nigdy w życiu nie czuła się tak zawiedziona samą sobą. Nawet, jak swego czasu z pasją rozdrapywała sobie strupy ran, w kółko powtarzając sobie argumenty, świadczące o jej domniemanej winie za wypadek. Albo obwiniając się za niewystarczającą siłę i moc skumulowaną w jej małym ciałku, by uratować mniejsze, gdzieś w jej podbrzuszu ulokowane.
Do względnej świadomości przywrócił ją dźwięk tłukącej się porcelany i ból w palcach, już zbielałych od zaciskania ich wokół kubka. Który miała ochotę mu oddać, urwać kawałek nitki wiszącej przy rękawku, zrobić pętelkę i samej go o pozostanie jej mężem poprosić. Zapewnić, że to nic nie znaczyło, to tylko moc, zbyt potężna by się przed nią obronić, pozbawiająca świadomości, hamulców, odbierająca zdolność do ruchu innego niż wygięcie pleców w łuk i rozchylenia ust, wyjątkowo nie nóg, tępiąca wszystko inne, zmuszająca tym samym do skupienia się na pożądaniu, i tylko na aspektach z nim związanych. Zrobiłaby cokolwiek, by tylko wymazać z jego twarzy grymas bólu, jednak wiedziała, że już za późno.
I chociaż łzy to tandetny chwyt, mimowolnie zaszkliły jej się oczy.
- Nie pozwoliłam. Chwycił mnie za nadgarstki - zerknęła na nie i na wciąż widoczne, pastelowe pręgi od parzących, wtedy, jego palców. - Nie umiałam tego odeprzeć - zakończyła drżąco, jednak podbródek uniosła już nieco wyżej i podeszła do niego. Nie za blisko, zbyt bała się ewentualnego odepchnięcia i dostrzeżenia przemiany szoknięcia maksymalnego w furię, również maksymalną.
Patrzyła na niego wnikliwie, opuszczając jedną rękę wzdłuż ciała, w drugiej wciąż trzymając kubek, jednak gdzieś po drodze wypadła z niego rurka. - Nic poza pocałunkiem się nie stało. Nie... - chciała dobrać odpowiednie słowo. Bo miała poważne wątpliwości, czy kiedykolwiek kochała się z Aidenem, raczej był to tylko seks, do czasu bez zobowiązań - ... nie uprawialiśmy seksu - sprostowała, po czym zagryzła dość boleśnie różowe usta. Jakby chciała je schować, zamknąć za karę w więzieniu za szczelną zasłoną białych zębów.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Wto 3 Lip 2012 - 8:18

Nie żyć można całe życie… Tak właśnie się poczuł Cornelius. Walczył dla niej, chciał, aby zobaczyła, ile jest warta. Chloe nagle stała się najważniejsza. Nie liczyło się to, że Cornelius czuje, że nie ma siły. Nie wierzył lekarzom, że jak ma problem z poruszaniem ręką, to może w ogóle mógł nią poruszać. Będzie. Dla niej, dla nich. Mógł się poddać. Pójść strzelić sobie w łeb lub wziąć działkę prosto w żyłę szyjną i napisać krótki list „kocham Cię, kochałem Was, lecz… nie dam rady”. Tak łatwo było o tym pomyśleć. Poczuć się jak tchórz, zamknąć się w szczelnych kratach życia i prosić Boga, aby nikt go nie uratował. Raz to zrobili niedawno, drugi już nie muszą. Czy lekarze nie powinni mieć jakiegoś ustępu w przepisie na ratowanie życia? W końcu jeśli ktoś naprawdę próbuje ze sobą skończyć i robi to kilka razy, czy nie warto usłuchać jego woli?
Cornelius właśnie w tej chwili chciał umrzeć po raz drugi. Nawet nie miał siły powiedzieć nic, co pogorszy lub polepszy sprawę. Ani zadzwonić do Aidena, ani do Pru, ani do nikogo. Czuł, że świat się z niego naśmiewa, że jest już sam i nic ani nikt nie jest w stanie mu pomóc.
Dlaczego akurat on, Chloe? Czy z pośród tylu facetów w całej szkole, musiał być to on? Wiem, że to tylko pocałunek, wiem, że to jego moc, wiem, że nie mogłaś nic zrobić, ale… on? Manipulujesz emocjami, nie mogłaś sprawić, że umrze z bólu? Mi to potrafiłaś zrobić… Szkoda, że nie umarłem.
Mówili przyjmuj leki, bo serce w chwilach radości i smutku może się Ciebie nie słuchać. Mówił do serca, żeby zwolniło, prosił, żeby cały świat przestał tak szybko biegnąć. Jego dłonie wciąż drżały, a serce podpowiadało, że ma do niej podejść i po prostu przytulić. Nie potrafił, wypełniało go obrzydzenie. Dlaczego Aiden tak bardzo chce mu zabrać coś co jest/było (niepotrzebne skreślić) jego? Słowa Chloe odbijały się echem w głowie.
- W czym on jest lepszy ode mnie, co? Mam również trzymać Cię siłą? Mogłaś użyć przeciwko niemu swojej mocy, Chloe. Nie chciałaś. – odpowiedział, unosząc dłonie do twarzy i odwracając się od niej. Nie potrafił już na nią patrzeć. Skąd miał wierzyć, że powstrzymali się, że go nie zdradziła? Tak jej ufał! Czuł, że są pieprzoną jednością, gotowi na ślub, gotowi na dziecko. Do cholery mieli mieć dziecko!
- Potrafisz mnie powalić na ziemię, bo tak, a kiedy on nagle rozpala Cię do czerwoności to stajesz się milutka i potulna? Czy masz mnie za takiego idiotę, abym w to wszystko uwierzył? – spytał po raz kolejny, nie przebierając w słowach. Już nie był niczego pewien.
I po co walczyłeś idioto?.
Stanął przodem do ściany, próbując się uspokoić. Nie rozumiał, może żył w jakimś pieprzonym koszmarze? Walnął pięściami o mur, zastanawiając się, w jaki sposób można się pozbyć tego bólu emocjonalnego. W końcu gdy rozwala nam głowie od środka, lepiej jest uderzyć się w nogę i skupić na czym innym mózg. Mózgu, dasz mi się dziś oszukać? Jeszcze raz walnął w ścianę, czując jak knykcie zaczynają go piec.
Podszedł do niej gwałtownie, chwytając twarz w zakrwawione dłonie. Spojrzał jej prosto w oczy, myśląc, że to jakaś abstrakcja. Od kiedy te hebanowe tęczówki nie są jego? Widział jak zagryza usta i wiedział jak bardzo chce w nie pocałować. Chciał sprawić jej ból, skoro tak go lubiła, jednak nie potrafił. Zbyt mocno ją kochał.
- Zawiodłem się na Tobie. – rzekł krótko, sięgając jedną dłonią do kieszeni, aby wyjąć pierścionek do tiffany’ego. Ten z brylantem, chociaż wiedział, że brylanty i diamenty pasują kobietom po czterdziestce, wiedział, droga Hepburn. Nie liczyła się jednak cena, miała zostać jego żoną. Wziął jej rękę i siłą wepchnął pierścionek.
- Weź go, kubek i swoje rzeczy, Chloe. Obawiam się, że w pokoju Prudence trzeba podlać kwiatki. – rzekł z ironią w głosie, odchodząc od niej i siadając na łóżku. To która dziś będzie moją kochanką, która da mi złoty strzał? Kokaina, heroina?
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Wto 3 Lip 2012 - 18:17

Może nie uważała tego za suchą formalność, "całowałam się z Aidenem" "no trudno kochanie, chodźmy coś zjeść, generalnie to wyjdź za mnie", ale nie spodziewała się, że tym jednym... incydentem uruchomi całe destrukcyjne domino. Które teraz waliło się jak w jej najgorszym koszmarze, a ona próbowała uciec przed klockami, obawiając się, że największy ją przygniecie. Była przerażona, że czuła jak nogi jej miękną, a ona ma tylko ochotę upaść na ziemię, zacisnąć oczy, wezbrawszy włosy w garści i obudzić się za miesiąc. Najlepiej, żeby wszystko już opadło, żeby emocje się wyciszyły, bo teraz rozsadzały jej czaszkę podwójnie. Nie dość, że od jej własnych robiło jej się słabo, to jeszcze czuła jak Kornela zalewa cała Niagara szalejącego bólu, smutku i żalu. Zrzuciła ze stóp buty, w obawie o chwiejność, jaka nagle zaczęła nią dziwnie miotać.
- Nie mogłam, to tak nie działa - zaczęła ciężko. Co ma powiedzieć? Że to jest tak, że wystarczy aby dotknął ją przelotnie, a ochota już panuje nad niemalże całym umysłem, a gdy dotyk trwa dłużej i gdy regulator jest maksymalnie, nie, pewnie nie celowo, rozkręcony, to nie da się nic zrobić. Zapomina się o własnej mocy, o własnych zobowiązaniach, o praktycznie wszystkim, poza nią i nim.
Patrzyła jak podchodzi o ścianę i uderza w nią, że całym jej ciałem wstrząsały dreszcze. Niczym były horrory namiętnie oglądane przez nią i jej kunpelki w trzeciej klasie, na ich spotkankach co wtorek. Widziała jak emocje w nim wrą, czuła to, tak samo jak teraz krew na swoich policzkach.
- Powiedziałam Ci, bo chcę być z Tobą szczera. Opanowały mi się hormony, to i nie mam problemów z niekontrolowanym użyciem mocy, jak wtedy - nie chciała zamykać oczu, nie chciała, aby te obrazy powróciły do niej ponownie. Gdy go przygwoździła niechcący do podłogi, boleśnie, z miksacją emocji napierającą pod kosmicznym ciśnieniem na czaszkę. Wiedziała, bo czasem zdarzało jej się potraktować tak samą siebie.
Nie zdążyła nic więcej powiedzieć, bo lepkie dłonie oderwały się od jej twarzy, a chwilę później w jej pięści zostało zaciśnięte chłodne maleństwo. Piękne, majstersztyk, widoczny nawet okiem amatora niezwykły kunszt. Pierścionek. Taki, jaki wyobrażała sobie jako mała dziewczynka, na etapie w przyszłości chcę być księżniczką. Jakby doskonale wiedział, co jej się spodoba najbardziej, nieprzesadzona elegancja, cud natury osadzony na delikatnej obrączce.
Opuściła głowę oddychając ciężko. Odszedł, tylko na łóżko, jednak poczuła się niemalże jak wtedy, gdy lekarz oznajmił jej w jakim stanie Kornel "przeżył" wypadek i całkiem prawdopodobne, że ten stan może szybko zniknąć całkiem, usypiając go już na zawsze. Jakby go traciła kolejny raz. Jakby znowu nadzieja miała być szmatą, ale tylko to jej pozostało. Nie mogła, nie przeżyłaby gdyby musiała znowu przez to przejść. Nie, gdy się tyle naczekała, żeby mieć go z powrotem.
Podeszła i kucnęła naprzeciw niego, patrząc w jego stalowe oczy.
- To dla mnie nic nie znaczy, to był tylko pocałunek i nie popchnęło mnie do tego nic naturalnego. Proszę Cię, ja... - urwała, obawiając się, że może zaraz wybuchnąć płaczem i uciec stąd jak ostatni tchórz. Boso w dodatku. Z zaschniętą krwią na twarzy, aż spojrzała niepewnie i troskliwie na jego rozwalone dłonie - ...zrobię wszystko, żebyś mi to wybaczył. Wszystko. Nie mogę Cię znowu stracić - dodała cicho, dostrzegając jak mocno się od niego uzależniła.
Patrzyła na niego, oczekując jakiejkolwiek reakcji na jego stężałej twarzy. Rozpaczliwie w jej głowie tykał zegar, nieznośnie ciągnąć każdą milisekundę, złośliwie wydłużając te chwile w nieskończoność.

/azerbejdżan musisz wybaczyć : *

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Nie 8 Lip 2012 - 14:09

Od kiedy w związku powinna panować „sucha formalność”? Ten stan „przed – prawie narzeczeński” jest najważniejszy. Nie ma tu czasu na sceny zazdrości. Mamy pewnego rodzaju pewność co do drugiego człowieka. Ufamy mu bardziej niż sobie. Przecież te osoby nie zawodzą. Kochamy się – to każdy powtarza sobie przed ślubem, wierząc, że to prawda. Ta miłość dodaje nam skrzydeł, uczy latać i lądować. Jest swojego rodzaju narkotykiem, olejem napędzający silnik życia.
Nic nie miało prawa się zjebać.
Miał pewność, niesamowita pewność, że będzie z nią do końca życia. Każdego poranka będzie szedł do cukierni po croissanty, bo sam nigdy nie naucz się ich piec. Wszystko było w swojego rodzaju planie, który ze słowami „całowałam się z Aidenem” rozpadł się na miliony kawałków. Tak samo jak jego serce. Chciał wychować dziecko Aidena. Chciał żyć bez Aidena. Aiden wszędzie jest w jego egzystencji. Nawet gdy zapyta przyjaciółki „co słychać?” usłyszy tylko jeden imię: A i d e n. Cornelius czuł, że zaraz zwariuje. Tkwił w jakimś głupim żarcie psychopaty. Uniósł głowę, spoglądając na Chloe. Czy to musiało aż tak boleć?
- Chloe, chciałem wychować jego dziecko, bo to był wypadek, nic Cię z nim nie łączyło, kaput, kochasz mnie i inne blablabla. A teraz mam Ci uwierzyć, naprawdę mam Ci do kurwy nędzy uwierzyć, że to nie działa? Chciałaś go pocałować i chuj mnie obchodzi jego moc. – mówił cicho, ciężkim zmęczonym głosem. Miał ochotę jej wszystko wykrzyczeć, złapać ją mocno i pokazać jak bardzo jest silny, że powinna się go bać, uciec od niego, zostawić go samego. Przecież idealnie jej to idzie. Rano pojechała, wróciła naznaczona przez Aidena. Lancaster nigdy nie zrozumie, na czym polega ta cała moc. Przecież wybuchnął śmiechem prosto w twarz, gdy usłyszał od tego Lalusia, czy zrobi mu laskę. Pędzi.
Spuścił wzrok. Nie potrafił dłużej na nią patrzeć. Pierwszy raz miał ochotę zamknąć się w ciemnym pokoju, walić w ściany, krzyczeć i zrobić komuś krzywdę.
- Ach, więc bez hormonów się nie potrafisz obronić – żachnął chamsko. Aż miał ochotę do niej podejść, podnieść i powiedzieć, że w takim razie zaraz odnowią tę burzę związków chemicznych w organizmie. Skoro tak woli. W końcu lubiła siłę czy fizyczną czy mocy. On też jakoś tam użyje jej. W końcu był paskudnym zwierzakiem. Nie musiał używać swoich umiejętności, aby znaleźć się między nogami kobiety.
Siedział cały czas na kanapie, zastanawiając się, co może teraz zrobić. Miał ochotę bardzo dobrze i porządnie zaćpać, ale wiedział, że nie może. Paliły go przeguby dłoni i pulsowały żyły. Cały organizm jego tego bardzo pragnął. Wyszedł z tego, a mimo wszystko pragnął znowu wrócił za te kraty, do swojej niewoli i tak żyć. Dryfować w swoim niebycie, wiecznej Nibylandii. Dlaczego nie?
Chloe Demarchelier dlaczego nie chcesz być moją Nibylandią?
Pragnął pokazać jej drzwi. Powiedzieć raz na zawsze, że ma go zostawić i iść do pierdolonego Aidena. Skończyć tę farsę. Wstał gwałtownie. Wzbierał się w nim niewyobrażalny gorąc tak jak tuż przed przemianą. Nie mogę Cię znowu stracić – dudniło mu w głowie. Miała rację. Trwała przy nim podczas pobytu w szpitalu. Kochali się. Schował jej kosmyk włosów za ucho, oddychając ciężko. Zostaw mnie Chloe, to koniec – nie potrafił tego powiedzieć. Patrzył w jej orzechowe oczy i czuł dziwny ucisk w klatce piersiowej. Nie mieszaj mi w głowie. Idź do niego. Miałaś mieć z nim dziecko, nie ze mną. Byłem tylko Twoim pionkiem.. Dłonie nadal krwawiły, jednak Cornelius zupełnie o tym nie myślał. Znów gwałtownie złapał ją w talii i po prostu pocałował. Nie chciał nic więcej mówić. Miał dosyć. Każde słowo na temat Aidena mogło go tylko bardziej zranić. Wiedziała, co ma zrobić, wiedziała, że jeszcze jeden kontakt z nim sprawi, że straci Corneliusa. To właśnie było zawarte w tym pocałunku, pełnym gwałtowności i namiętności. Czuł jakby znów może oddychać, jak wraca do niego ta wolność jakby przechodził przez bramy własnej Nibylandii.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Nie 8 Lip 2012 - 15:43

Wiara w karmę byłaby dobra w takich chwilach. Co złego zrobi komuś, to wraca, uderzając w emocjonalność i psychikę bombami największego rażenia. Byłaś wredna dla tej drugoklasistki w warkoczach - złam obcas na ulicy. Namieszałaś nieostrożnie ojcu w emocjach podczas kłótni - strać złotą kartę kredytową. Nie bądź wystarczająco silna w próbach opanowania szalejącej chcicy przy nieodpowiednim facecie - trać tego odpowiedniego. Sprawa dość prosta, tylko szkoda, że Chloe nigdy nie była przyzwyczajona do wiary w jakąkolwiek ingerencję bóstwa wyższego. Może lepiej by przeżyła tych kilka nieznośnych minut?
Może w ogóle by je przeżyła, bo była niemalże stuprocentowo pewna, że umarła gdzieś pomiędzy jedną falą jego emocji, a drugą. Czuła wszystko tak wyraźnie, tak mocno, jakby to ona sama odczuwała, a nie tylko odbierała to, czym on promieniuje na kilometr.
Wezbrały jej się łzy w oczach, kalejdoskop tego wszystkiego zatruwał i umartwiał ją całą, że miała wrażenie, że nie potrafi nawet mrugnąć, bo z najmniejszym ruchem cała się rozsypie i umrze szybciej niż planuje i niechybnie jeszcze to wykorzysta.
Wiedziała jedno - że nie może stąd wyjść, a nawet gdyby ją dosłownie wyniósł, zrobiłaby wszystko, włącznie z wynajęciem ekipy komandosów, żeby go nie wypuścić poza dom. Żeby nie zniszczył przypadkiem swojej ciężkiej pracy, którą włożył w odwyk narkotykowy, żeby znów nie zaczął sobie rujnować tym życia. Wolała egoistycznie robić to samej, niż pozwolić mu na powrót do tych świństw, choćby to miała być ostatnia rzecz, jaką dla niego zrobi. I z takim nastawieniem trwała jeszcze przy względnie zdrowych zmysłach, roztrzęsiona emocjami, a nie strachem. Co zapewne odczuwałaby każda inna osoba widząc płomień buchający z jego oczu, wrzeszczący "nie zbliżaj się, jestem groźny i wkurwiony". Ona się nie bała, i choć on już może nie ufał jej, ona jemu owszem, bezwarunkowo i mocno.
Oddychała głośno, niemal świszcząco, hiperwentylując się niebezpiecznie, że aż kręciło jej się w głowie. Co tylko spotęgowało jego gwałtowne wstanie i pocałunek, silny, gorący i bardzo wymowny. Zrozumiała, wiedziała jaki stawia warunek. Objęła go mocno w pasie, wciąż w pięści ściskając pierścionek, wspięła się na palce i odwzajemniła. Wszystko. Bo to nie był tylko pocałunek dwojga kochających się ludzi, uzależnionych od siebie. Aż miała wrażenie, że na chwilę straciła kontakt ze światem, skoncentrowana tylko na rozprzestrzeniającej się uldze. Która teraz wycisnęła z jej oczu łzy, że wtuliła się w jego ramię i pozwoliła im cieknąć po jej twarzy i jego koszulce.
- Kocham Cię. Tylko Ciebie - wyszeptała, czując się jak ślepy, który nagle odzyskuje wzrok, jak zgubiony na pustyni człowiek, który znajduje oazę. Ostatnia szansa, której nie może zmarnować.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield



Ostatnio zmieniony przez Chloe Demarchelier dnia Nie 8 Lip 2012 - 23:59, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Nie 8 Lip 2012 - 23:49

A tam karma. Karma to była dla psów. Myślenie, że do kogoś, kto zrobił Ci krzywdę dotrze kiedyś „zło” było okropnie naiwne i godne dziecka. Deheroizacja tego społeczeństwa zaczęła się dawno. Nikt nie wymierza prawdziwej sprawiedliwości. Patetyzm przejawiał się jedynie w dramatach i użalaniu się nad sobą, a potem dopiero z litości ktoś komuś przyłożył w mordę. Gdzie karma? Chcicę już pewnie Cornelius czuł.
Niewątpliwą to on miał pewność, że złapię ją w talii i wyniesie, gdy tylko wygra ze swoim pragnieniem. Czy ktoś napisał książkę, jak uwolnić się od osoby, którą się kocha? Nie potrafił ot tak sobie odejść na pięcie i zimno zakomunikować „zbieraj swoje rzeczy i wypierdalaj”. Był pewny, że nie mógł zerwać z nią na stałe kontaktu. Wszak i tak by się z nią widział w szkole, jednak nie potrafiłby znieść przy niej innej osoby. Innego mężczyzny. Zapewne grono psychologów, popijających drogą herbatkę, powiedziałoby, że jest paskudnie zakochany i przyda mu się solidna terapia, że to Chloe stała się jego uzależnieniem, z którego nie potrafił, bądź też po prostu nie chciał wyjść.
Nie byłoby sensu go zatrzymywać. Jej łzy spotęgowałby tylko jego gniew, który topił się w każdym kolejnym pocałunku. Nie mógł powiedzieć Chloe jeszcze raz wszystkiego na nowo – spytać się, czy za niego wyjdzie, czy go na pewno kocha i czy nie wróci przypadkiem do Aidena i jego piekielnej mocy. Czy coś więcej się teraz liczyło? Przyciągnął ją mocno do siebie, nie zauważając, że krwią ubrudził jej sukienkę. Nie chciał, aby cokolwiek mówiła i mu obiecywała. Bał się, iż go zawiedzie. Bo to był tylko pocałunek… Wyrwał się z dziwnego obłędu, gdy odsunęła się od ust Cornela. Przytulił ją do siebie, całując w czoło.
- Nie płacz, głupku. Sam się z nim rozliczę. – odpowiedział z lekkim śmiechem, wymyślając zemstę. Jak bardzo można być podłym? Czy człowiek jest w stanie zamienić się w psychopatę dla swojej miłości? Czuł, jak w dłoni cały czas trzyma pierścionek. Aż pokręcił głową! Podniósł jej podbródek, patrząc w te załzawione oczy.
- Nie uważasz, że on ma swoje miejsce? – spytał, unosząc delikatnie brew do góry. Bądź do cholery moją Nibylandią!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Pon 9 Lip 2012 - 0:53

Taka ulga powinna być zakazana, uczucie tak ciepłe i miodowe, że zalewając ją od środka, miała wrażenie jakby dostała zbyt wiele. A to wszystko było dla niej jak cudownie stworzona, dopracowana w najdrobniejszych szczegółach, przywołana do prawdziwego bytu iluzja, bez ingerencji Prudence. Prawdziwa, najprawdziwsza, aż uszczypnęłaby się, gdyby on sam tego nie zrobił swoje usta komponując w jej. Ćpanie szczęścia w czystej formie, skręconego w idealnie szczupłego skręta, opalone, równe, pod wielkim stężeniem i działające lepiej niż cokolwiek innego. Bez filtra.
Bała się tej rozmowy rozmowy niesamowicie, tworząc najdziwniejsze, scenarzystów Mody Na Sukces godne scenariusze, z bardzo szczegółowym i zastraszająco drobiazgowym opisem przeżyć wewnętrznych bohaterów z perspektywy pochwyconego w macki "tej drugiej strony" swojej mocy umysłu Chloe Demarchelier, Francuzki, lat siedemnaście, jeszcze. Skąd mogła wiedzieć, że przez tych kilka minut będzie on w stanie wyprać jej mózg całkowicie, wyciąć chirurgicznymi, śliskimi cięciami (siekierą) wszystko, co wycięte być powinno, a w powstałe zagłębienia zaaplikować siebie samego, już na zawsze związanego tam w różowej tkance blizny, ale potrzebnej i wbrew pozorom zdobiącej?
Ona przy nim nie była tak w sumie Chloe Demarchelier. Nie była osobą, o której opisy można znaleźć na szkolnej Plotkarze - nie będąc po prostu osobą tam opisywaną, przeważnie. Nie była ucieleśnieniem cech, na temat których w majtach zakompleksionych trzecioklasistek pojawiał się kisiel i ogólna fala ochów i achow. Była zakochaną osobą, która zdawała sobie sprawę ze swojego błędu i była skora poświęcić naprawdę dużo by go naprawić. Z tą różnicą, że tym razem ta próba musi zakończyć się sukcesem, dla jej własnego dobra psychicznego. Przecież nawet ona, pozbawiona etykiety nazwiska - zakochana, miała swoje granice.
W tym momencie wyznaczane przez jego ramiona wokół niej i jego usta przyłożone do jej czoła. Wiedziała, że to jest misja, wyzwanie, które musi zdać, zaliczyć (to akurat nie brzmi zbyt dobrze) i któremu musi podołać bezbłędnie. Bo to, że w ogóle pozwoliła się zamknąć w tamtej łazience było właśnie błędem. Że pozwoliła się tam trzymać, że pozwoliła na siebie wpływać. To wszystko były błędy, magicznie nieistotne, gdy mogła słyszeć niespokojne bicie jego serca i jego emocje, już łagodniejsze, niż jeszcze półtora minuty temu.
Teraz były jak delikatne fale ciepłego Morza Śródziemnego, ze zdradliwym, szybko opadającym dnem. Tak łatwo można było się w tym zatracić, że Chloe miała wrażenie, jakby już dawno straciła grunt pod stopami, jednak dzięki sporemu szczęściu wystarczająco szybko znalazła swoje koło ratunkowe. Przecież zdążyła zapomnieć jak się pływa. I nie była pewna czy chce się uczyć.
- Po co? To nieistotne - odparła, wsuwając mu dłonie pod koszulkę na plecy. Mając na myśli, a jakże, ponowne rozrachunki z Aidenem. Skoro ma się odciąć, to z pewnością nie ułatwi tego świadomość, że pozwoliła mu zmarnować żywot, który już raz mu w końcu uratowała, wciąż za to dług u niego mając.
A wszystko to stało się już kompletnym zeszłorocznym śniegiem, gdy usłyszała jego kolejne słowa, aż ją, niezbyt wytłumaczalnie, zapiekł ściskany w drobnej dłoni pierścionek.
Puściła go, tutaj: umożliwiła mu wzięcie, wreszcie, normalnego oddechu, patrząc na niego... pytająco. Czy jednak był pewien? Czy na pewno chciał? Jednak znała go - skoro mówił na głos. nie miał wątpliwości. Czegoś jednak zdążyła się na jego temat nauczyć.
Wciąż mając wlepiony w niego wzrok, otworzyła dłoń, prostując brudne od jego już zakrzepłej krwi, ale wciąż ładne i smukłe, palce, pozwalając się maleństwu roziskrzyć w ciepłym świetle wciąż żarzących się kominków i świec. I upewniwszy się spojrzeniem, wsunęła sobie pierścionek na palec serdeczny i dopiero teraz pozwoliła sobie na niego dłużej spojrzeć. Próbując uwierzyć temu co widzi i temu co dyktował jej mózg. I próbowała to wreszcie ze sobą połączyć, w dopełniającą się całość, Ów błyszczący przedmiot na jej palcu oznaczał to, że się komuś ofiarowuje, całkiem. Że od teraz do swojego własnego nazwiska (szlacheckie, zostawić trzeba), po myślniczku dopisuje w momentach dziwnej rozkminy przyszłościowej czyjeś inne. Że tak całkowicie się poświęca i łączy się z kimś w idealne puzzle. Że będzie czyjąś żoną.
- Tak tu wygląda milion razy lepiej - zarzuciła mu ręce na szyję i pocałowała ponownie, mocno i namiętnie, angażując w to calutką siebie, każdą najmniejszą cząstkę, każdy element budulcowy. Oczami mówiąc tak, chcę!, co zapewne nie tyczyło się tylko przyjęcia zaręczyn.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Sro 11 Lip 2012 - 7:11

/Azerbejdżan i to straszny. Ale to przez Twój post :p

Kto czuł ulgę, ten czuł ulgę. Corneliusa dalej wypełniała złość. Musiał coś zrobić temu Aidenowi, aby się nauczył, na ile może sobie pozwolić. Nie wiadomo dlaczego, czuł, że to przyjęcie oświadczył, miało miejsce tylko po to, aby on przestał się denerwować i odpuścił. Momentalnie chciał zostać sam. Już go nic nie interesowało. Wyjechać do Prudence, zachlać się, zaćpać (!) i po prostu… egzystować.
Rozmowa, biorąc pod uwagę, to co chciałem zrobić, wcale nie była taka straszna. Równie dobrze mógł ją po prostu wynieść z tego domu, wyrzucać rzeczy przez okno i nazajutrz zmienić zamki. Albo po prostu wyjść, a potem więcej się nie odezwać. Ignorować ją nawet w szkole. Piękna, zraniona miłość. Czy w zasadzie Cornelius mógłby się posunąć do zbrodni? Ależ oczywiście. On sam był nieco jak Roskolnikow. Jednak na razie dał jej kredyt zaufania. W końcu kochał Chloe, chciał, aby została jego żoną. Była z nim na dobre i złe, w zdrowiu i chorobie. Razem, na zawsze, do końca ich dni. Było to cholernie romantyczne. Patrząc na starsze pary, cały czas zazdrościł im. Pragnął, aby nawet po czterdziestu latach związku potrafił ją zaskoczyć o na przykład biorąc sok porzeczkowy zamiast pomarańczowego. Corneliusie, Ty żartownisiu!
Plotkara, tak to jest chyba to, o co się wszyscy denerwowali, a Cornelius tego nie czytał. Dopiero potem gdy łaskawie któryś z jego kumpli powiedział mu, że Lancaster wystąpił w TT, leniwie czytał posta i wzruszał ramionami. Ta dziewczyna naprawdę nie ma życia. Co ją interesuje życie miłosne, seksualne? Jeśli ktoś przejmowałby się jej wpisami, już dawno powinien znaleźć się w szpitalu psychiatrycznym. Poza tym TT tak fatalnie strzela z prawdziwością wpisów, że niektórym po prostu robi renomę. Dzięki niej niektórzy stają się amantami.
- Jest jak najbardziej istotne, Chloe. I nawet to co robisz teraz, nie przekona mnie, aby Ci powiedzieć, że zobaczę, że masz z nim jakikolwiek kontakt… – urwał na chwilę. Czy Cornelius jej właśnie chciał grozić? W pewnym sensie obiecać. Kochał ją szalenie i dał drugą szansę Chloe, ale bał się, że znów Aiden wykorzysta swoją moc i będzie tak jak był. – Nie zawiedź mnie, dobrze? – dodał już potulniej. Cornelius tak naprawdę pragnął, aby się im w końcu udało, już bez dramatów.
Tak jak teraz. Jednakże, aby tradycji chociaż troszkę stało się za dość, wziął od niej pierścionek, rozwiewając wtedy wszystkie wątpliwości, które były utkwione w jej spojrzeniu. Może nie wyglądało to idealne – zdecydowanie początek był lepszy. Teraz Cornelius, drżącą zakrwawioną dłonią, musiał dokonać swojego rodzaju ceremonii. Był piekielnie zestresowany. Serce waliło mu z niewyobrażalną prędkością, a on nie potrafił nawet opanować swojego drżenia dłoni.
- Panno Demarchelier, czy zechcesz zmienić swoje szlacheckie nazwisko i zostać moją żoną? – spytał formalnie, wszak odpowiedź była już znana i wsunął pierścionek na serdeczny palec lewej ręki (ee tak to jest w Anglii?) Nawet nie zdążył się spytać, czy nie chce może deserku (przecież taki doooobry) albo czegoś innego do jedzenia, kiedy po prostu rzuciła się w jego ramiona. Nawet nie miał tyle siły, wszak jego ciało wciąż drżało, aby utrzymać ten ciężar i razem z nią poleciał na ścianę. Nie zarejestrował lekkiego bólu, nic już nie było ważne. Dłońmi wędrując po plecach, dotarł do pośladków, które nadal zakrywała sukienka. Oczywiście pragnął odnaleźć jej koniec, aby już móc badać jej nagie ciało, ale…. Nie mógł. Po prostu złapał ją mocno za talię i uniósł, żeby oplotła jego biodra nogami. Całował ją bez opamiętania. Tak do cholery powinien wyglądać ten związek, bez Aidena.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Sro 11 Lip 2012 - 15:19

Było bardzo romantyczne i gdyby Chloe nie spitoliła prawie-całości, to nic tylko nakręcić to jako jakiś piękny happy end, odrobinę zmodyfikować niektóre elementy, jak zakrwawione ręce, zamiast rozlewającego się tortu dać truskawki i czekoladę no i wypisz wymaluj hollywoodzka, romantyczna komedia. No i jacy piękni aktorzy! Bez ról pobocznych - wedle życzenia.
Niezbyt wyobrażała sobie teraz spotkanie z Aidenem, nawet przypadkowe, wszak los uwielbia płatać takie figle. Nie daj Boże jeszcze widziałaby na jego twarzy ingerencję swojego narzeczonego - znów trzeba będzie się nauczyć myśleć o tym i traktować naturalnie - albo gorzej, bo ingerencję Aidena na twarzy Kornela. Aż wstrząsnęła nią taka wizja, zwłaszcza, że już taka sytuacja miejsce miała, mindfucki i dziwne rzeczy fundując Klołce gratis.
Spuściła wzrok, patrząc na pomalowane paznokcie swoich stóp. Tak strasznie chciała mu obiecać, że nie zawiedzie, że kocha, że będzie już na zawsze, jego panią Lancaster. Bez względu na to, jak przedziwnie jej to brzmiało. Była samego Kornela tak pewna, że gdy tylko znów uniosła głowę, by mu w oczy spojrzeć, z podobną ufnością, jak wtedy w obserwatorium, gdzie to wszystko się zaczęło, wszystkie wątpliwości rozpłynęły się i znikły. I wiedziała, że będzie tak, ilekroć będzie przy nim, wkomponowana w jego ramiona, otaczając go w pasie własnymi.
- Nie zawiodę - odparła cicho, lekko się uśmiechając, przejeżdżając dłonią po jego gładkim policzku.
Zatrzymała oddech, gdy drżącą ręką wziął pierścionek i wsunął go na jej palec. Najdziwniejszy moment w życiu, zważywszy na okoliczności. Nie wiedziała nawet kiedy przestała się gapić na szlif diamentu, a już miała nogi oplecione wokół niego i pochłonął ją wir pocałunków, namiętnych, gorących, łapczywych i... tęsknych. Wypadek, rehabilitacja, minęło trochę czasu. O którym świadomość odpływała z każdym pocałunkiem, dotykiem, oddechem nabieranym pazernie z jego ust.
Pociągnęła mocno jego koszulkę w górę, by po kilku modyfikacjach pozycji i podtrzymywania pozbyć się jej, przecież nie jest ona nikomu potrzebna. Poza tym, tak już całkiem pobocznie, za każdym razem, gdy miała okazję go widzieć, zachwycała się jego tatuażami. Podobały się jej, lubiła wodzić po nich palcami. Tak jak teraz, rozpoczynając od tego na szyi, który obdarzyła kilkoma pocałunkami, jednak niezbyt umiała się wygiąć, by zrobić to samo z miesiącami pod obojczykami, a byłoby sporo do obcałowania, dlatego wpiła się znów w jego usta, przejeżdżając paznokciami po jego ramieniu.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Cornelius Lancaster
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 358
Join date : 22/02/2012
Skąd : Dover

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Sob 14 Lip 2012 - 9:28

Jednak... Kazde zareczyny musza miec jakis swoj czar - dla wspomnien i potomnych. Czy zapamietalaby zwykle, nudne klekniecie na kolano i wypowiedzenie formulki: zostaniesz moja zona? Oczywiscie mogl zorganizowac flashmoba, wynajac samolot, zeby latal z plachta "Demarchelier na moja zone! Say I do!!". Tylko z drugiej strony po co? Wolal zaskoczyc ja brakiem szalenstwa - w koncu z Corneliusem nudno raczej nie miala. Zwlaszcza gdy wracal ze szkoly do domu i pokazujac jej "prace domowa" z matematyki, widziala swoj olowkowy portret. W jego przypadku ta zwyczajnosc podczas oswiadczyn byla nadzwyczajna. Z reszta, nie mowmy hop tak predko!
Dobrze ze nie wyobrazala sobie spotkania z Aidenem. W koncu Cornelius jako pelnoprawny przyszly maz nie tylko by mu przywalil (teraz juz na trzezwo wiec na pewno byloby mocniej!). Nie wiedzial dlaczego, ale przeciez juz od dawna czul, ze ta osoba bedzie tylko mieszac. Cholernie przykro mu bylo, ze Pru i Chloe musialy tak cierpiec z jego powodu. Zwlaszcza Pru. Tak bardzo pragnal, aby zmienila partnera. Przynajmniej nie bedzie glupich akcji pod tytulem: Chloe, nie mozesz isc do Pru, bo mieszka z Aidenem i lepiej ze mna nie dyskutuj. Dlaczego sytuaja musiala sie az tak bardzo rozwinac? Przeciez oni byli w stanie sie zaprzyjaznic, dopoki Aiden po raz kolejny nie wpakowal jezyka do ust jego n a r z e c z o n e j. Ten kto wymyslil ten status byl genialny. Wszak jest juz czyjas, nosi odstraszajacy pierscionek na serdecznym palcu i po prostu miala zostac czyjas zona. Nie moga juz istniec wymowki "za duzo alkoholu, ladne nogi i puf poszlo. Przepraszam nie chcialem Cie zdradzic". Tak naprawde Chloe byla jedyna dziewczyna, ktorej Cornelius byl wierny. Po prostu - sam chcial i sam tego pilnowal, bo liczyla sie tylko Ona.
"Nie zawiode".
Dlaczego te slowa ucieszyly go bardziej niz oswiadczenie, ze zostanie jego zona? Myslal, iz dzisiejszy dzien beda swietowac bez seksu. Ot tak pomarza o slubie, omowia detale, zawiadomia rodzicow. Naprawde gdy w jego glowie snul plan nie bylo tam seksu. Ani grama. Pojawil sie dopiero wtedy gdy znow czul sie jak za "starych czasow". Zwlaszcza kiedy zdjela z Korka koszulke i na nowo poznawala tatuaze. Czy... moglo byc piekniej? Nawet nie zauwazyl gdy zaczal rozmyslac, gdzie powinni pojsc - w koncu tu bylo pelno szkla, porcelany. Dlonmi przejechal po nagich udach, zatrzymujac sie na chwile na posladkach, aby je scisnac i przez ulamek sekundy pobawil sie materialem majtek. Chwycil za sukienke, podciagajac ja ku gorze i wrzucajac prosto do plynnego ciasta bezowego. Ups! Miala byc walka na jedzenie, wyszlo jak zwykle. Zaczal isc, choc bylo to troszke trudne, z Chloe na gore. Bardzo chcial, aby zobaczyla jego dzisiejsza prace. Moze rzeczywiscie jest nieco zbyt pewny siebie. Ale czyz nie mozna tego potem po prostu zamalowac? Cornelius nad lozkiem narysowal strzalki, podpisujac mrs mr wraz z stosownymi koronami a na srodku bylo napisane "lancaster". Watpil w to, ze teraz skupia sie na scianie, ale jednak warto to bylo napisac! Opadl razem z nia na lozko, dziekujac bogu ze nic na nim nie lezalo. W koncu nie chcial sie na nic nadziac! Zaczal obejmowac jej obojczyki ustami i piescic je jezykiem. Dlonmi wodzil po jej ciele, delektujac sie ta chwila. Scisnal nieco piers Chloe, znajdujaca sie w biustonoszu i zaraz ja tez pocalowal.

//
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   

Powrót do góry Go down
 
Pokój dzienny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Droga do Hogsmeade
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Pokój dzienny
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Lancaster (Surrey)-
Skocz do: