IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Gabinet ginekologiczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Gabinet ginekologiczny   Sro 2 Maj 2012 - 12:48

Gabinet jasny, przestronny i dość przyjemnie urządzony, pomimo groźnie wyglądającego krzesła ginekologicznego i aparatury do USG.
Biurko stoi przy oknie, z wiecznie zaciągniętymi roletami, w pobliżu kozetki. Sprzęt do badań jest w rogu pomieszczenia.





Już od rana była poddenerwowana czekającą ją wizytą. Tą, kiedy dowie się, czy w jej brzuszku rośnie sobie chłopiec, czy dziewczynka, czy w ogóle to jest tylko jedno dziecko, czy jest zdrowe. Była autentycznie zdenerwowana, jak nigdy. Bo zwykle w definicję jej nazwiska wpisany był również chłód i względne opanowanie, no w każdym razie na pewno nie stres. Od którego jednak się nie uwolni, bo brzuszek, jak to na czwarty miesiąc, już zaokrąglony i trochę wystający się robił, kręgosłup zaczynał boleć, więc obcasy też już poszły w odstawkę, i cała jej aparycja i zachowanie już wskazywały na stan… zaburzony jej egzystencji.
Jednak zebrać się musiała, nie mogła się zaszyć w bluzie Kornela z książką w pokoju, bo wizytę umówioną miała, Aidena powiadomiła, więc musiała się zmierzyć ze światem. Tak więc kończąc oględziny swojego ciała przed łazienkowym lustrem, nieco przybita faktem iż biodra ma już nieco szersze niż wcześniej, ponieważ wczoraj w ulubione spodnie nie weszła, i brzuch wystający, ładny, lecz uniemożliwiający ubranie oszałamiającej, bandażowej Herve Leger, podjęła decyzję o ubraniu się w coś odpowiedniejszego. No na pewno NIEopinającego jej ciążowych krągłości, jak również zawierającego kurtkę, bo ulewa nad Londynem i butami płaskimi, bo bolące plecy. I wyszła ze szkoły, niemal wskakując tygrysem do czekającej na nią taksówki, która na do szpitala zawieźć ją miała.
A całą drogę, calutkie dziewiętnaście minut, które w czarnej taksie spędziła, biła się z myślami, mocno rozważając ewentualną opcję zawrócenia i pojechania gdzieś daleko-że-ja-pierdolę. Bo do tej pory myślała o tym maleństwie, tu trzymała dłonie na brzuchu, jako o malutkiej fasolce, stopniowo stającej się większą, ale wciąż fasolką, tylko ze słodkimi oczkami, płci niezdradzającymi. Ale na dezercję było już za późno, gdy samochód ze zgrzytem zatrzymał się na żwirowym podjeździe szpitala, a ona już zdążyła taksówkarzowi banknot ze sporym nominałem rzucić, mamrocząc "reszty nie trzeba". Po czym jak najprędzej znalazła się w budynku szpitala i skierowała drobne kroki ku recepcji (<3), żeby gruba pielęgniarka poinstruowała, gdzie jest gabinet ginekologiczny.
Niepotrzebnie w sumie, bo już w windzie wyczuła znajomą zmiksowaną woń perfum i papierosów, by jeszcze zanim otworzyły się drzwi wiedzieć, że jest w odpowiednim miejscu. I już piętnaście sekund później w całkiem przyjaznym, ale bardzo uważnym i kontrolowanym splocie ramion, klatkę piersiową osobnika ten zapach roztaczającego umieścić.
- Cześć - wymamrotała, odsuwając się na bezpieczne pół kroku, ponieważ ten zapach w takim stężeniu mógł być zagrażać życiu lub zdrowiu (psychicznemu) - Gotowy? - na jej twarz wpłynął nieco niepewny uśmiech, jednak przestała się już denerwować, widząc spokój jego orzechowych tęczówek. Z perspektywy niecodziennej, bo jakieś piętnaście centymetrów w dół.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Gabinet ginekologiczny   Sro 2 Maj 2012 - 13:04

Generalnie Aiden ostatnio reprezentował całym swoim metrem dziewięćdziesiąt dwa czysty spokój. Nic go nie mogło wzruszyć, nic go nie denerwowało, nic nie wypędzało z nastroju wręcz salomonowego. Kroczył przez życie jak na końskiej dawce środków uspokajających, dzieląc czas, pozostały mu do końca roku na naukę i Prudence - równiutko, by ani wybranka serca się nie gniewała ani jego oxfordzka kariera nie wisiała na włosku, bestialsko zamordowana przez lenistwo (a fe) i nieuctwo (a fe).
Jednak zmuszony był zrezygnować z randki z Prudence (!!!), gdyż otrzymał wiadomość od Chloe. Że lekarz. Że ginekolog. Że wizyta.
Co najpierw wywołało w jego sercu gwałtowny smutek (dzień bez seksu, chyba, że...NIE), po chwili jednak zastąpiony przez lekkie...podekscytowanie. Perspektywą zobaczenia swojego potomka w łonie Chloe. Właściwie potomkini, bo odnośnie płci dziecka żadnych innych opcji do wiadomości nie przyjmował. Znał się na takich rzeczach, ot co.
Dlatego też przybył przed gabinet sporo wcześnie, w nastroju sielankowym pomimo smutnych wydarzeń. Bo palił sobie ładnie w budynku, lecz został przez strażnika wyproszony przed, więc proszę bardzo, nie ma sprawy. Problem w tym, że ledwie zapalił papierosa przed szpitalnym drzewkiem, kiedy to niebo nad Londynem postanowiło spaść mu na głowę w postaci jednej z tych gwałtownych, wiosennych ulew. Wielkie krople, prawie, że grad i zanim zdążył zrobić te 10 kroków do środka, był cały mokry.
W takim więc stanie, że spokojnie można było go wyżąć i powiesić do wyschnięcia, oczekiwał na Chloe. Dalej w stanie świętego spokoju. Pomimo spodni klejących się mu do nóg, koszuli, klejącej mu się do ciała i strumyczka londyńskiego deszczu, spływającego mu wzdłuż karku. Cudo. Zapewne zostawił po sobie piękną kałużę, ale...niech mają za swoje, skoro go wyprosili.
I już już miał wychodzić na kolejnego papierosa, gdy na piętrze pojawiła się Chloe, przytulając się do niego delikatnie. I łapkami oplatając go gdzieś w okolicach lędźwi, bo dziewczę bez obcasów sięgało mu gdzieś w okolicach kolan zapewne. Bez przesady.
- To retoryczne pytanie. Nie lubię retorycznych pytań, są zbyt poetyckie - przywitał ją bardzo po Collierowsku i po policzku ręką jej przejechał. W pełnym spokoju. Bo moc Paddingtona działała dalej i Aiden już prawie zapomniał jak to jest być przez kogoś napastowanym. Ofc pomijając Pru, ale w tym przypadku było to...akceptowalne, jak najbardziej. - Chyba się nie boisz? - spytał po sekundzie z lekką ironią, widząc jej delikatne...spięcie nerwowe. No błagam, dzielna musiała być! I odważna. I rodzić powinna sama, w środku lasu, bez akuszerki, jak na matkę Collierów przystało.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Gabinet ginekologiczny   Sro 2 Maj 2012 - 15:14

Stała przed nim i czuła się dziwnie starokumpelsko. Tak jakby byli sobie o przyjaciółmi, lat 30+, spotykają się raz w miesiącu na ploty, parami, a że jej wybranek serca być tu nie mógł, to zagarnęła przyjaciela pod pachę, żeby jej na badaniu towarzyszył. Przyjaciel, kumpel, nie ojciec ich dziecka, a już na pewno nie eks-kochanek.
Czy to było dziwne, że nie czuła skrępowania? Że normalny człowiek wrzucony do takiego kotła, w jakim kisili się oni i wiele innych osób z nimi powiązanych, w najlepszym przypadku wylądowałby w szpitalu psychiatrycznym, a ona, jakkolwiek zwyczajnie (bo oni i zwyczajność to zdecydowane antonimy) by to nie brzmiało, przyzwyczaiła się do aktualnego stanu sytuacji?
Tak, to było dziwne. Prawie tak dziwne jak fakt, że nie sięgała mu nawet do brody, do czego mimo wszystko przyzwyczajona nie była, bo przyzwyczajona to była do butów na wysokich platformach i brak potrzeby noszenia ze sobą drabiny, żeby mu w oczy spojrzeć głowy w niebo nie zadzierając. Ale do dziwności tego, co wydarzyło się chwilę później, zupełnie nie można było tego porównać. Bowiem zamarła, gdy tylko podniósł dłoń, z wyraźnym zamiarem pogłaskania ją w policzek, a jej oczy wręcz krzyczały 'co Ty kurwa robisz?! przecież żadne z nas wie, że nie chce ponownej akcji dłoń-skóra, dłoń-krok!". Już zdążyła nawet się spiąć, by jakkolwiek przed falą znajomego gorąca się obronić, gdy O BOŻE nic się nie stało.
- Zepsułeś się? - symboliczny pytajnik, bo zdecydowanie było to zdanie twierdzące, a nie pytanie, z tonem jednocześnie podekscytowanym (potrzyma za rękę, bo mimo wszystko trochę się denerwuję), zaciekawionym (czemu nie mogłeś się zepsuć jakiś rok temu?), mocno zdziwionym (ALE JAK TO?!), zadowolonym (wreszcie nie będę się obawiać powtórki akcji sprzed tygodnia [?]) i klołkowym (wyjaśnij mi to tu i teraz). Z oczami błyszczącymi, jak to bywa u kobiet, którymi jakaś emocja wstrząsa.
- Jestem... ciekawa - dodała po dość drrrrrramatycznej pauzie, czując drżenie w torebce. Więc sprawcę owego drżenia wyciągnęła, a odczytawszy smsa delikatnie się zmieszała, jednak odpisała szybko i telefon ponownie schowała. - A Ty nie? - podniosła wzrok again, dodając jeszcze lekko uniesioną brew - Ktoś jest w środku? - dodała szybko, jednak ciągle myślami była przy tym aidenowym dotyku, który orgazmu nie wywoływał. Dlatego jej dłoń spoczęła gdzieś na jego kości żuchwowej, a żadnej zmiany w stanie swojego ośrodka podniecenia nie czując, uśmiechnęła się szeroko. I jego twarz ujęła w dłonie, obie i aż na jego policzku, po lekkim pociągnięciu jego głowy i wspięciu się na palce, złożyła mocny pocałunek. Po czym aż podskoczyła, jak dziewica uszczypnięta w tyłek i aż ZACHICHOTAŁA. Chloe Demarchelier zachichotała, koniec świata.
- To jest szalone! Powiedz, że tak będzie przez lat najbliższych osiem... naście. - powiedziała, śmiech tłumiąc.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Gabinet ginekologiczny   Sro 2 Maj 2012 - 15:49

Aiden ledwie powstrzymał się od teatralnego wywrócenia oczami. Wszyscy, gdy o braku jego mocy się dowiedzieli, drętwieli i pytali się, czy coś się stało. Czy może to chemioterapia, czy choroba umysłowa czy to może z Blaisem mają do czynienia (dalej ich niektóre tępaki myliły, z czego wcześniej Collier Starszy profity czerpał, bo jeleniowe modelki chętnie do niego przychodziły, nieświadome niebezpieczeństw). Co było nieco wnerwiające, jakby całe jego jestestwo jedynie z mocy się składało.
Ale nie narzekał, przynajmniej na razie. Mógł ociekać spokojem niemalże dosłownie, co potrzebne było, jeśli się widowiskowo wplątało w trójkąt - który ostatnio dziwnie się przetransformował w pięciokąt niemalże.
- Nigdy się nie psuję. W tej kwestii - odparł trochę teatralnie urażonym tonem, jakby Chloe wątpiła w jego męskość. Mógł oczywiście historię trochę rozwinąć, zwłaszcza, że Demarchelier patrzyła tym swoim władczo-lisim-wyczekującym wzrokiem, ale... zdecydowanie wolał się skoncentrować na jej luźnej sukience. Pod którą widać było już wypukły brzuszek. Dość..dziwny, bo Chloe zawsze chudzielcem była totalnym. Przejechał więc dłonią po jasnej sukience, uśmiechając się lekko i zapewne wywołując u siedzącej obok kobiety uczucia roztkliwione. Młoda, ale jakże kochająca się mamusia z tatusiem, obydwoje piękni, cudo!
- Nie jestem ciekawy, bo wiem, że to dziewczynka, zobaczysz - powiedział z lekkim, acz miłym zniecierpliwieniem, sadzając ją ładnie na krześle i siadając samemu obok niej, by nie musieć się schylać do rozmowy. Chociaż dotyk jej dłoni na jego wilgotnej skórze był...przyjemny. Kojący. I taki bardzo nie w stylu Demarchelier.
I już miał odpowiedzieć, że muszą chwilę poczekać, gdy z gabinetu wyszła kolejna radosna, okrąglutka kobieta, za rączkę ze swoim statecznym mężem. Z wąsem. Co oznaczało (w sensie, wyjście pacjentki, nie wąsy męża), że teraz ich kolej.
Wstał więc od razu, otwierając Chloe drzwi i uśmiechając się do niej po collierowsku. - Zmartwię Cię, to chwilowe. Ale i tak wiem, że na Ciebie działam cały czas - powiedział cicho, gdy przechodziła obok niego, by wejść do gabinetu.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Gabinet ginekologiczny   Sro 2 Maj 2012 - 20:19

Teraz to ona miała ochotę oczami wywrócić, rozumiejąc jasną aluzję w jego oburzeniu. I jużjuż miała powiedzieć coś w stylu "no nie wiem jak teraz, ale osobiście RĘCZYMY, że cztery miesiące temu nie byłeś zepsuty". I położyć sobie rękę na brzuch, coby wydźwięk całości podkreślić, pogrubić i pokursywić, kiedy to inna dłoń na jej brzuchu się znalazła. Aidenowa. Gładząca brzuch przez materiał sukienki, tworząc scenę jak z dobrego, ckliwego ściskacza kanalików łzowych. Chociaż nie ściskacza, a właśnie... rozkurczacza, bo wszystkie te niestabilne emocjonalnie singielki-z-wyboru zwykle na takich produkcjach ryczały rzewnie, no bo zakończenie było takie piękne, jest w ciąży a on brzusio jej głaszcze, och i ach!
A Chloe automatycznie spojrzała na wyraz jego twarzy, czuły, delikatny, niecollierowski z całą pewnością. Czyli dziwny, jakby mało dziwów tego dnia się stało. Dalej będę przeżywać, że zachichotała z radości, że moc mu się wyłączyła. Jednak nie zdążyła ani skomentować niczego z elementami podtekstu, ani rozczulić się nad jego uroczym gestem, nie grożącym natychmiastowym orgazmem, ponieważ została posadzona na drewnianym krzesełku.
- Ophelié. Podoba mi się to imię - powiedziała, obejmując siedzącą naprzeciwko blondyneczkę spojrzeniem całkiem przyjemnym. Przyjaznym. Tak dla odmiany. Ale nie posiedzieli sobie długo, ponieważ z gabinetu wyłoniła się pewna parka, a zerwanie się Aidena oznaczało zapewne, że teraz jest ich kolej.
I dlatego weszła oddychając głęboko, dopiero próg przekroczywszy rejestrując jego słowa. Aż odwróciła się do niego twarzą i spojrzała prosto w oczy. Trochę ze strachem, z zaskoczeniem, niepewnością, albo jeszcze czymś innym. A ona się powstrzymała od średnio miłego komentarza!
- Działasz - wyszeptała jedynie, westchnąwszy przed tym teatralnie, po czym z lekkim zrezygnowaniem odwróciła się do lekarki i powitała ją nieco wymuszonym uśmiechem - Dzień dobry - powiedziała nieco załamanym głosem, jednak pięć sekund później, kiedy siadała na krześle przed biurkiem, opanowała się całkiem, niepewności i tego ogólnie dziwnego stanu nie potrafiąc zniwelować, ale umiejętnie przykryła je grubą warstwą uprzejmości stosowanej. Obejmującej NIE patrzenie się na Aidena przez najbliższych piętnaście sekund, żeby przeanalizować sobie swoje zachowanie. Dziwną reakcję. Ale chociaż było jej z tym ciężko i ogólnie źle, nie umiała tego ukryć. Bo działał, tylko inaczej.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Gabinet ginekologiczny   Nie 6 Maj 2012 - 18:31

Nie chciał tym prostym stwierdzeniem jej sprowokować, nie chciał jej zrobić uroczego mindfucka, raczej logicznie i z całym collierowskim pragmatyzmem podkreślić...fakt. Że wie, że zauważa, że zdaje sobie sprawę - z zagrożenia? z niedogodności? - które ciągle elektryzowało się między ich ciałami, tworząc sympatyczne pole magnetyczne. Albo pole minowe, na które musieli wchodzić bez żadnych zabezpieczeń. O paradoksie słowny i znaczeniowy.
Drzwi jej uchylił ładnie i wszedł posłusznie, hamując odruch zawrócenia na pięcie i wyjścia na korytarz. Bo gabinet był owszem, jasny, przytulny i optymistyczny, ale ściany miały kolor majtkowego różu, który Aidena przyprawił o ostre problemy ze wzrokiem, zmuszając do szybszego mrugania. Nie miał jakichkolwiek oporów i uprzedzeń do pedalskich barw, ale jednak...co za dużo to nie zdrowo.
A propo pedalskości. Collier po zajęciu miejsca na krześle oprzytomniał na tyle, by usłyszeć końcowe słowa powitania przez spokojnego lekarze ginekologa, uśmiechającego się uspokajająco do Chloe i podającego jej jakieś karty. Znad których zerkał na Aidena. Z niejakim niepokojem, zmarszczonymi brwiami, jakby sobie coś próbował przypomnieć. Co Aidena wewnętrznie zbiło z tropu. Może to ojciec jednej z jego wielu romansowych koleżanek? Nie, za młody. Mąż? Kochanek? W sensie, jego?
Niejakie zdezorientowanie, jakie Collier sobą reprezentował nie trwało dłużej niż pięć sekund, aczkolwiek dość mocno zaburzyło mu psychologiczne fengshui. Nie uspokoił go też niezwykle biały uśmiech mężczyzny i pytanie padające z jego wąskich ust.
- Pan to osoba bliska, prawda? Przyjaciel...? Bo przy badaniu powinny być tylko osoby spokrewnione albo... - spytał, prawie, że wykonując doskonałego zeza, próbując patrzeć i na Chloe i na Aidena i na papierzyska leżące na biurku.
- Ojciec - odparł natychmiast, krzyżując nogi w kostkach i uśmiechając się do Chloe nieco..uspokajająco. Bo wydawała się mu zdenerwowana. Nie było tego zupełnie widać - opanowanie stuprocentowe w wykonaniu Demarchelier, jak zawsze - ale potrafił niektóre jej emocje wyczuć. Albo to ona mimowolnie jakoś je w powietrzu rozpylała i przekazywała.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Gabinet ginekologiczny   Pon 7 Maj 2012 - 10:17

Wytrzymała uprzednio zaplanowane piętnaście sekund, obdarzając lekarza spojrzeniem przyjaznym. Swoją drogą wyglądał on dziwnie i miał uśmiech godny hollywoodzkiego aktora, szeroki i bielszy niż śnieg. Nienaturalny. Przynajmniej blond pasemek nie miał, ani muszelki na rzemyku majtajacej się gdzieś przy szyi, ponieważ z pewnością czułaby się źle w towarzystwie lekarza wyglądającego nieprofesjonalnie. No a kto jak kto, ale Chloe Demarchelier nie po to spędziła całe godziny wisząc na komputerze, żeby wreszcie znajdując osobę z odpowiednimi rekomendacjami, okazała się ona być surferem krok przed czterdziestką.
Jednak sam uśmiech zaakceptować mogła, mimo, że był mniej naturalny niż biust jej macochy i uprzejmie odpowiadała na pytania, oglądała podawane jej karty, składając w dwóch miejscach wyrobiony podpis. I podała to Aidenowi by to samo uczynił, dostrzegając jego minę. Skoncentrowaną, jak widać mózgowe zwoje pracowały z wysokim zaangażowaniem, nad osobą lekarza, jak wywnioskowała po jego wnikliwym, sokolskim spojrzeniu.
- Aiden - powiedziała chrząkając, starając się go delikatnie z tej otchłani myśli wyciągnąć - Podpisz - dodała, patrząc się na niego pytająco, bo jego mimika jak kalejdoskop, już na jego twarz wpłynął spokój, czyli collierowska wizytówka. Na którą nie umiała odpowiedzieć niczym innym, niż uśmiechem podobnym, tylko we własnym wydaniu, nieco stresem podszytym. Przez słowa lekarza. Że aż odruchowo wyciągnęła dłoń własną do jego dłoni i ścisnęła ją lekko, w samego lekarza wbijając spojrzenie p r z e r a ż o n e. Zaraz zobaczą swoje dziecko.
- Zapraszam na leżankę. Proszę podwinąć sukienkę i obniżyć majtki - odparł, zezując między ich dwójką a plikiem dokumentów, które leżały przed nim, jedną ręką wskazując kozetkę obok aparatury USG.
Wstała powoli, zsuwając z ramion czerwony płaszczyk, który na krzesełku obok torebki zostawiła i posłusznie wykonała polecenie, jednak bez skrępowania. Myślami była już pięć minut w przód i widziała na ekranie swoje maleństwo. Śliczne, malutkie. Z bijącym serduszkiem i przykurczonymi nóziami. Aż uśmiechnęła się, widocznie całkiem i zerknęła na Aidena, aktualnie ostoję spokoju i opokę, od której opanowanie i siła promieniowała na cały budynek.
Podwinęła sukienkę i nisko na biodra zsunęła materiał koronkowej bielizny i położyła się, gdyż lekarz już przy niej był, z żelem w dłoni i czekał na rozpoczęcie badania. A Chloe jedynie łapkę (tą, którą sukienki nie trzymała) wyciągnęła w kierunku ojca ich dziecka i oczekiwała na nieprzyjemne spotkanie lodowatego żelu z jej ciepłą skórą.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield



Ostatnio zmieniony przez Chloe Demarchelier dnia Wto 8 Maj 2012 - 11:07, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Gabinet ginekologiczny   Wto 8 Maj 2012 - 10:53

Aiden lekarzy nie lubił. I nie rozumiał, w zupełności. Cóż, nie było to nic dziwnego - uprzedzenia zupełnie normalne w wykonaniu kogoś, kto w specjalistycznym gabinecie był w życiu razy zaledwie jeden - to znaczy w okresie, w którym już sam mógł formułować myśli.
Owszem, jako dziecię młode i nieogarniające świata często u doktorów bywał, pod czujnym okiem tatusia, który obawiał się nagłej pedofilii przed jego oczętami. Na próżno, aidenowska moc - tak przeszkadzająca w przeprowadzaniu kuracji i leczeniu, nawet homeopatycznym - ujawniała się skokami dopiero około czternastego roku życia. I dopiero wtedy Aiden doświadczył na własnej skórze przerażającego działania swojej mocy. Dość mgliście pamiętał, że zapalenie płuc, że luksusowa przychodnia, że w dość statecznym wieku lekarka, że stetoskop i zanim się zorientował William za włosy wyszarpywał go z jej objęć. Żenująca sytuacja. Która się nigdy nie powtórzyła, bo Collier po prostu choroby przechodził w zaciszu domowym - szukając objawów w internecie i połykając tony tabletek.
Dlatego też wszelakie gabinety lekarskie były czymś...dziwnym. Do tego ten doktor, do tego zdenerwowanie Chloe. Nic dziwnego, że był nieco roztrzepany - oczywiście wewnętrznie, bo zewnętrznie spokój wytworzył wokół niego świetlistą aurę i pozwolił mu podpisać jakieś cyrografy - czytelnie, dokładnie, wyraziście.
Lecz zanim zdążył w jakikolwiek sposób podpytać - aluzyjnie - lekarza, oznajmił on, że nadchodzi ta chwila. Ważna. Podczas której w tle powinny odezwać się smyczki, bębny i piszczałki, nie mówiąc już o występach czirliderek.
Aiden spokojnie wstał za Chloe i zanim się spostrzegł już mógł podziwiać jej koronkową bieliznę - wypukły już odrobinę brzuch. Zupełnie inaczej wyglądający niż zawsze - a przynajmniej niż wtedy, kiedy miał możliwość oglądania Demarchelier w negliżu. I coś go w tej nagości - tak różnej od nagości zmysłowej, erotycznej, pociągającej - rozczuliło. Maksymalnie. Tak, że gdyby był słabszy, toby łzami się zalał i zaczął całować pępek Chloe, mając nadzieję, że w jakiś sposób pocałunki trafiają i do dziecka.
Ich dziecka. Które za chwile miało się na ekranie pokazać.
- Spokojnie, Chloe - powiedział nieco karcąco, ale bardzo...opiekuńczo, łapiąc ją za tą wyciągniętą dłoń. I znów, dziwnie się mu Demarchelier skojarzyła z ...dzieckiem właśnie. Wyciągającym ręce do kogoś bardziej odpowiedzialnego, doroślejszego, mądrzejszego, spokojniejszego. Z nadzieją, z ufnością. Co znów mu rytm serca wybiło, jednak szybko go uspokoił, ściskając mocniej szczupłą dłoń Chloe i czując pod palcami jej kruche kości.
- ...dziecko jest całkowicie zdrowe...wiadomo, niektórych wad jeszcze nie widać, ale... płód rozwija się bardzo dobrze... - gdzieś tam z daleka dobiegał do niego głos lekarza, na którym powinien się skupić, ale wolał patrzeć na Chloe. Intensywnie. Generalnie olewając monitor, brzęczący po drugiej stronie kozetki, na którym rysowały się jakieś esy floresy. Bo Aiden dobrze wiedział, że to będzie...
- D z i e w c z y n k a. Na siedemdziesiąt procent, może płód źle się ułożył, ale... Gratuluję, będą mieli państwo córeczkę - dodał lekarz i dopiero to banalne, dość filmowe zdanie oderwało wzrok Aidena od twarzy Chloe, przenosząc go na dziwne czarno-zielono-białe bohomazy, rysujące się na ekranie. Bijące serce, niezrozumiałe fale, zarys małego ciała. Nie mógł przestać patrzeć na ten obrazek rodem z Matrixa, czując, że coś mu w głowie się zapada i buduje na nowo. Wiadomo, destrukcja to najbardziej wyszukana forma kreacji, a w głowie Aidena działy się właśnie...zmiany. Wielkie. Powodujące rozszerzenie źrenic, uśmiech - niespotykanie-nienormalnie- szczęśliwy oraz mocniejsze zaciśnięcie, wręcz zmiażdżenie w swojej dłoni palców Chloe.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Gabinet ginekologiczny   Wto 8 Maj 2012 - 11:40

Podczas gdy lekarz uzupełniał jeszcze jakieś druczki, błyskając srebrnym, grawerowanym piórem, Chloe coś innego myśli zaprzątać zaczęło. Jak to wyczytała w wiarygodnej literaturze dotyczącej tematyki rodzicielstwa wczesnego, ciąży znaczy się, nie powinno się uprawiać seksu przez pierwszy trymestr ciąży. I choć czwarty miesiąc już im leciał, przecież pod koniec czasu teoretycznie niedozwolonego, jej związek z Kornelem zainaugurowany został właśnie konsumpcją, zapieczętowany kolejnymi. Oczywiście w częstotliwości zdecydowanie mniejszej, niż by to wyglądało, gdyby maleństwa nie było, ale jednak. Obydwoje się starali przez ten niebezpieczny czas dystans kreować, sztuczny bo sztuczny, ale stanowiący ochronę. Wątpliwą, ale zawsze.
Dlatego właśnie poczuła jak serce bijące jak młot staje jej w gardle. Co jeśli przez tych kilka chwil nieuwagi spowodowanej zwyczajnie orgazmem, w tym jeden ekspresowy, ale całe dnie wyrzutów sumienia powodujący, odbił się na rozwoju dziecka? Nie chciała sobie nawet tego wyobrażać, ponieważ to już czwarty miesiąc, a ona zdążyła się już do stanu błogosławionego nie tylko przyzwyczaić, ale pokochać go i benefity dostrzegać. W postaci większego biustu chociażby. Co korzyścią było nie tylko w jej osobistym mniemaniu, ale wiadomo kto z tego cieszył się równie mocno, o ile nie mocniej nawet.
Jednak gdy już leżała z odsłoniętym brzuchem i majtkami ściągniętymi prawie całkowicie i przeżyła nieprzyjemny kontakt żel-skóra, zacisnęła palce na aidenowej dłoni i czekała. Nie patrząc na ekran aparatury a na właściciela ręki właśnie. Z uśmiechem błogim, jednak nie takim, jaki jeszcze pół roku temu dostrzegalny na jej twarzy by był. Subtelna różnica dla osoby trzeciej, jednak tak wyraźna dla ich... trojga.
Dziecko jest zdrowe odbijało się w jej głowie echem. Płód rozwija się bardzo dobrze nerwowo zerknęła na monitor, nie dostrzegając nic poza wesołą twórczością ultrasonografu, wyglądającą jak dzieło niedorobionego abstrakcjonisty.
- Dziewczynka? - pisnęła, uśmiechnięta od ucha do ucha, ukazując rządki białych zębów, wzrok na ekran przenosząc w tym samym momencie co Aiden. I dopiero po chwili trwania w tej euforii, poczuła ból, który zlokalizowała gdzieś w dłoni, ściskanej Aidena osobistyczną.
- Ała! - krzyknęła nagle, dłoń próbując z uścisku żelaznego wyszarpać, ale już po chwili zupełne zmiażdżenie kości jej ręki przestało być istotne, bo po jej twarzy zaczęły ściskać duże, słone łzy, a ona sama usiadła na kozetce i oczy zapewne mając maślane jak dziecko widzące pierdyliard prezentów pod choinką w Boże Narodzenie. I wzrok od obrazu ich CÓRECZKI oderwała, by taki zaszklony właśnie na Aidena przenieść, ponownie na leżance się kładąc. Czując się porównywalnie do stanu zadowolenia po seksie. Najlepszym. Że nawet oczy lekko przymrużyła.
- Dostaniemy zdjęcie, prawda? - zapytała miękko, w dłoni dzierżąc już podany jej ręcznik do wytarcia brzucha, obserwując lekarza zmagającego się z guzikami na osprzęcie.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Gabinet ginekologiczny   Wto 8 Maj 2012 - 12:27

Zapewne gdyby Aiden wiedział jakie niemoralności - niebezpieczne dla dziecka! - wyczynia Chloe, zamordowałby z premedytacją Lancastera a bezecną mamusię uwięziłby gdzieś aż do szczęśliwego rozwiązania. Na szczęście informacje o erotycznej sferze pożycia lisiego duetu zostałby mu oszczędzone, więc mógł powstrzymać swoje mordercze zapędy. Przynajmniej chwilowo.
Bo cały testosteron został mu przestawiony na tory chemicznie ojcowskie. Tak, jakby cała ta chęć walki, bicia się, chłeptania krwi i zaliczania dziewic nagle została zamieniona na funkcje opiekuńcze mocno. Zbudowania gniazda i bronienia swojego dziedzictwa oraz niwelowania wszystkich niebezpieczeństw.
Dlatego ała dziewczyny przyjął z wielkim niepokojem, zerkając od razu na brzuch dziewczęcia, oczekując jakiegoś żebra przebijającego gładką skórę, ale, na całe szczęście, nic takiego się nie stało. Nie zdążył jednak zaobserwować innych przykrości fizycznych, gdy Chloe zalała się łzami (dobrze, że wodoodpornych maskar używała), zalewając także i Aidena masą hormonów. Estrogenów. Czy innych tam związków chemicznych. Tłamszących doszczętnie jego chęć mordu na kimkolwiek, przeistaczając ją w czułość.
Czułość, która Aidena od środka podgryzała, przepalając mu wszystkie (ledwo trzymające się) bezpieczniki. Bo najchętniej wziąłby Chloe w ramiona i całował ją po twarzy jak jakiś wariat, wyznając jej miłość. Tak, miłość, to ckliwe, banalne, durnowate uczucie, które przez nagromadzenie hormonów odebrało mu mózg. Bo widział swoje dziecko. Co także było n i e r z e c z y w i s t e.
A jednak - zanim się spostrzegł w jednej dłoni trzymał czarno-biały wydruk, drugą zaś dalej ściskał palce Chloe, już delikatniej, bo uwagę skupiał na esach floresach, będących jego córką.
Tylko dwukrotnie obrócił wydruk, w końcu znajdując właściwą pozycję do zobaczenia. Widać było zarys główki i Aiden - irracjonalnie! tak, on! Sokoły zdradzał właśnie! - był pewien, że widzi zaciśniętą piąstkę. I dumne collierowskie czoło. I loki. Tak, zdecydowanie Ophelié będzie mieć loki, w kolorze mlecznej czekolady.
Był tak pochłonięty analizą wydruku, że nie zorientował się, kiedy Chloe delikatnie go za koszulę pociągnęła - ciągle w stanie tak ekstatycznym, że chwycił ją mocniej za ramię, by nie fiknęły mu obie na podłogę ze szczęścia - trzymając przy sobie plik jakichś dokumentów, wydruk również i dla siebie (pewnie Aiden, nieświadom zupełnie, nie pozwolił sobie osobistycznego wyrwać) oraz karteczkę z datą kolejnego badania. Pociągnęła w kierunku drzwi, delikatniej już, zapewne widząc collierowskie lico - może nie płakał, może się nie rumienił, może nie czerwieniał ze szczęścia, ale oczy miał teraz w odcieniu miodu tak płynnego, że nigdy wcześniej świat nie widział takiego aidenowskiego spojrzenia. Szczęśliwego. Maks. I spełnionego.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Gabinet ginekologiczny   Wto 8 Maj 2012 - 14:47

Czuła dziwny, ćmiący ból w pulsującej dłoni, już z uścisku tego żelaznego wyswobodzonej, zamiast tego delikatnie trzymanej w tym zdrowym. No przynajmniej nie łamiącym śródręcza. Co było w tej chwili sprawą poboczną zupełnie, bo w momencie, gdy starła już z brzucha błękitny żel i doprowadziła swe odzienie wierzchnie do stanu prawidłowego umiejscowienia na jej ciele, i w jej łapkach wydruk się znalazł. Że majtała teraz nóziami jeszcze na kozetce tyłek usadowiony mając i patrzyła. Tak specyficznie, po swojemu, tylko wydanie matczyne. Czyli kłócące się z byciem Chloe Demarchelier. Jednak to było NIC w porównaniu z tym, jak wyglądał Aiden.
Aż poderwała się, co w jej wykonaniu wyglądało raczej bardziej jak zsunięcie się z kozetki, przydreptała do niego i zawisła na jego szyi, ze łzami w oczach. Czując gdzieś pod swoją klatką piersiową jego własną, poruszaną bijącym szybko i mocno sercem.
Sam lekarz kończył coś wypisywać i wręczył Chloe jakieś dwie kartki, błyskając śnieżną bielą swego uśmiechu na pożegnanie. Nawet nie wiedziała kiedy już była poza gabinetem, ściskając w rączkach, jednej zdrętwiałej, drugiej normalnej fotografię, doszukując się podobieństwa jakiegokolwiek. Miała wrażenie, że kształt główki nieco Aidenową przypominał, ale cała reszta wyglądała demarchelierowsko bardzo.
Na porównanie tejże główki, własną zadarła, lecz to co ujrzała, rozpuściło w niej wszystko i zalało miodem płynącym z jego spojrzenia. Kreskówkowego bardzo, jakby dosłownie złoty, lepki płyn z jego oczu się lał, podtapiając już wszystko na wysokość kostek. A że sama jakby w transie była, stanęła przed nim, niemalże brzuchem go w jego podbrzusze tyrpiąc i uśmiechnęła się... rodzicielsko. Tak, jak będzie się uśmiechać, gdy mała nauczy się robić sama siku, albo ubierze pierwszą Marchesę.
- Nigdy nic nie było piękniejsze - wyszeptała, parcelując jego rękę na swym brzuchu, samej opierając skroń gdzieś na jego barku, po dobrej połowie minuty wpatrywania się w jego rozpromienioną, anielską niemal twarz. Tak, bo Aiden Collier swą aparycją aktualnie anioła przypominał, z bliznami na twarzy, ciemnym zarostem i w casual ubranku, ale wciąż.
Było to o tyle... magnetyczne, że nigdy nie widziała takiego szczęścia, no już na pewno nie w jego wykonaniu. Bo widywała już ludzi szczęśliwych. Ba, nawet na siebie w lustrze patrząc widziała uosobienie szczęścia skumulowanego z powiązaniem z najważniejszą trójką (*czwórką) ludzi w jej życiu, jednak TO było dla niej nowe i piękne. Jego brat powinien to uchwycić na tysiąc sposobów, żeby nie uleciało niezauważone w eter. W dodatku cała ta boska euforia, wyrażana jedynie blaskiem z ich ciał bijącym, opanowująca cały hol, wydała się być jej nierealna. Nic tylko czekać na pstryknięcie i zerwanie się we własnym łóżku lisiego akademika w jedwabnej koszulce. Albo podwędzonej Kornelowi jakieś bliżej niesprecyzowanej, za dużej po prostu.
Z tą przefantastyczną różnicą, że to się nie stanie i trwać będzie póki dziecko w wiek okropnego dojrzewania nie wkroczy.
Odkleiła się od jego ramienia i dłoń mu do twarzy przyłożyła, kciukiem po bliznach przejeżdżając, ze wzrokiem... nieskończenie szczęśliwym. I w policzek go cmoknęła.
- Chodźmy. Musisz mi zamówić taksówkę, bo rozładował mi się telefon - powiedziała przyciszonym głosem, nie przerywając kontaktu wzrokowego włożyła papiery do torebki.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Gabinet ginekologiczny   Wto 8 Maj 2012 - 16:21

Będąc śmiertelnie szczerym - Aiden dramy nie lubił. Wolał wieść żywot człowieka poczciwego, niż brać udział w teatralnych przedstawieniach bez reżysera i suflera, które zazwyczaj kończyły się dla głównych bohaterów tragicznie. To nie był jego żywioł. Spokój, logika, racjonalizm, nuda - to zdecydowanie bardziej mu pasowało. Tęsknił za czasem (którego nigdy nie było, ale cii), kiedy to mógł leżeć godzinami w łóżku, po prostu nic nie robiąc. Pewnie umarłby wtedy z nudów, ale... w obecnej sytuacji wręcz tęsknił za jakąś formą stagnacji. Takiej bez większych porywów serca, bez bólu osierdzia, bez łamania karku i kręgosłupa, bez ciężaru na mocarnych barkach.
Lecz obecnie trzymał w dłoni, magicznie zrobione, zdjęcie swojego dziecka i nie mógł powstrzymać egzaltacji uczuciowej. Z którą tak niewidowiskowo walczył, zagryzając wargi, żeby nie powiedzieć banału właśnie. Trzymał też Chloe za rękę mocno, żeby nie zauważyła, że drżą mu dłonie. Nawet kroki - w kierunku wyjścia - stawiał mocne, odmierzone wręcz idealnie, by się nie pomylić i nie potknąć o własny cień.
Bo przeżywał to mocno, jakby coś wyżerało mu wnętrzności, w zamian wpychając mu do gardła wszystkie słodkości i cudowności tego świata, zmieszane z najlepszym kubańskim tytoniem. Nie czuł się jak po dobrym seksie - czuł się jak po prywatnej audiencji u papieża, na której doznał ośmiu objawień, całkowicie zmieniających jego życie.
Dlatego nie mówił nic, świadom, że cokolwiek teraz z siebie wydobędzie, będzie żałosne, płytkie i nieodpowiednie. Właściwie Chloe ujęła to najdosadniej - z nutką dramatyzmu ofc, jakżeby inaczej - nie czuł się więc w obowiązku przerwania ciszy. Która nerwowa i napięta nie była. Raczej spokojna. I to nic, że ledwie do barku mu sięgała - w końcu postrzegał ją inaczej, jak równą sobie. Nie jako wspaniałe ciało + interesujące poczucie humoru, nie jako przyjaciółka + Pru, nie jako piękna kobieta +dobrze takie przy sobie mieć + idealne wcięcie w talii. Jako...towarzyszkę, kompana, jakkolwiek. Kogoś ważnego w ten najbardziej oszałamiający sposób.
Nie był w stanie nawet jej pocałować - platonicznie - świadom, że chociaż jeden czuły gest z jego strony przełamie tą wypracowaną w trudach barierę ochronną i zaraz zacznie zachowywać się jak naćpany szczeniak, ze szczęścia skaczący po ludziach i wrzeszczący w niebogłosy.
Wziął więc Chloe za rękę - niewygodnie mu było, bo strasznym niziołkiem się stała - i przekazując jej spojrzenie pod tytułem 'wiem, w s z y s t k o wiem' ruszył w kierunku wyjścia z szpitala, by zamówić taksówkę i wrócić do St. Bernard. Albo zabrać Chloe na wielką sałatkę, popijaną kwasem foliowym. Tak dla zdrowia.

zt I love you

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gabinet ginekologiczny   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet ginekologiczny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Gabinet Pielęgniarski
» Gabinet Ministra Magii
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Centrum
 :: Szpital św. Tomasza
-
Skocz do: