IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 18:01

Może zużyta guma nie była przesadnie inspirującym przedmiotem (chociaż gdyby zastanowić się bardziej, można by fajnie popracować światłem w zagłębieniach po zębach), ale Sofia BYŁĄ inspirująca i piękna i chuda i koniec o tym.
- Mogłabyś jakoś ograniczyć plądrowanie moich myśli? - burknął, odpalając papierosa między jej rozchylonymi wargami. Wilgotnymi. Pełnymi.
Tak żałował, że nie miał szkicownika! Dlatego nie powinien chodzić w takie miejsca, choćby ze względu na to ile rzeczy go napawało weną. Zdecydowanie powinien zająć się piciem/paleniem/ćpaniem/uprawianiem seksu, jak to przystało na TAKĄ imprezę.
Wyrwał z chudych rąk jakiegoś okularnika, który nie wyglądał na więcej niż czternaście lat butelkę jakiegoś trunku. Po szybkim otaksowaniu etykiety okazało się to być orzechową wódką. Odwrócił się do barku tyłem, opierając się pośladkami o brzegi blatu i wziął ochoczo kilka łyków. Z wielką ulgą stwierdzając, że smakuje bardzo dobrze, jak na wódkę oczywiście.
I stałby tak sobie spokojnie dalej, gdyby nie jakieś dziewczę, przypominające mikroskopijnego wzrostu Chinkę, która wyciągnąwszy ramiona w górę, pochyliła Colliera ku sobie, próbując przekrzyczeć muzykę ze słowami "zapalmy po studencku". Mało szarmancko i bardzo niedelikatnie oderwał jej gorące dłonie od swoich policzków i powrócił do Sofii, wysokiej. Na tyle, że mógł patrzeć na nią bez konieczności jakiegoś schylania się (ale też przecież żaden z niego gigant, no!).
- No chyba jak masz ciążę spożywczą, ewentualnie ważysz się mając przez ramie przerzuconą torbę z książkami - powiedział, już nie przybierając prześmiewczego tonu i skierował swoją butelkę w jej stronę, w oczywistym celu toastu. Chociaż moze powinien jakoś ograniczyć jej tempo, gdyż w jakieś piętnaście sekund wypiła pół butelki wina, duszkiem. Bardzo ciekawe zjawisko, w sensie taki hardy imprezowy zawodnik skitrany w ciałku kruchym jak źdźbło suchego zboża. Tylko ogarnianie takiej poskładanej chudziny byłoby potem problemem, ze względu na w pełni uzasadnioną obawę przed połamaniem jej kości.
Niezbyt zawstydził się wzmianką o blondynie pod ścianą, któremu rzekomo się podobał. Po pierwsze, raczej nigdy nie robiły na nim wrażenia takie opinie, miał lustro przecież! Chociaż bycie... tak przystojnym miało wady, mianowicie brak spokoju, wieczne zainteresowanie. Nie tylko bycie forever alone jest przykre.
- Wolałbym tego uniknąć. - powiedział, rozpoznając w blondynie pewną krnąbrną Pumę, która za bardzo perwersyjnie się na niego patrzyła, gdy mieli równocześnie zajęcia wuefu. Nie mówiąc o tym jak patrzył się teraz, gdyż wręcz wykrzykiwał wzrokiem, że ma ochotę na seks. Lecz teraz wzrok Colliera powędrował na chudy tyłek Seiler, wypięty w tej chwili mocno. I majtki było jej widać, że też nie było jej zimno, na dworze jest przecież mróz! Chociaż mróz był miłym zjawiskiem, zwłaszcza gdy przebywało się w towarzystwie pięknych dziewcząt, zdecydowanie bardziej spragnionych... czułości. Prawie tak bardzo jak latem w gorących wakacyjnych kurortach.
- Ładne majtki - powiedział rozbawiony, gasząc o blat baru dogorywającą fajkę.

_________________
Powrót do góry Go down
Ashton Hard
Uczeń
avatar

Liczba postów : 30
Join date : 25/02/2012

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 18:02

Ashton gdy tylko wszedł wyciągną zza swojej skórzanej kurtki flaszkę litrowej wódki i zaczął snuć się po salonie popijając co chwilę z gwinta, tak ubyło ćwierć butelki gdy dotarł do sofy na której siedziała Francesca i uśmiechnął się do niej.
-Co kombinujesz ?
Zapytał na przywitanie, Coco dalej była koło niego, wyglądając na wystraszoną na to co tu się dzieje i na to co może się może wydarzyć w towarzystwie Harda czyli wszystko.
-Napijesz się.
Potrząsnął butelką w której było z upływem czasu coraz mniej alkoholu za to stan Ashtona coraz bardziej wskazywał że pochłania to sam pochłania zawartość butelki.
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 18:04

To zadziwiające, jak Pru łatwo wprowadzała Aidena w stan idealnego mindfucka. Niezależnie, czy wyznawała mu uczucie gorące i dramatyczne w oparach środków czystości w łazience dla niepełnosprawnych, doprowadzając go do łez, czy też zarzucała jakimś zdaniem/pytaniem, które nieco go zbijało z tropu. I sam nie wiedział, czy jego mózg bawi się w zakochanego kumpla i pożera własne szare komórki, czy to Pru zamienia się w zakochaną (sukę, chciałoby się rzecz) kundlice, mówiącą od rzeczy.
W każdym razie Aiden zmrużył oczy, wypatrując pierwszych oznak szaleństwa u Pru. Lecz dekoncentrowało go pulsujące światło i oczojebna fluorescencja wszystkiego wokół. I dym. I zbytnie podniecenie stojącą przed nim Pippi Pończoszanką wszystkim wokół.
- Welon? - spytał z niepewnością. Bo głupi nie był: rządziła nim logika. Najpierw coś o dzieciach, potem welon i coś o miłości i Heath'u (jako drużba, zapewne). Chociaż te dzieci to na końcu powinny być, po zasadzeniu drzewa nawet.
Z tym lekkim niedosłyszeniem i nieogarnięciem Aidenowi do twarzy było. Ale po kilkunastu sekundach żarówa nad Jego Wysokością się zajarzyła i uśmiechnął się lewym kącikiem ust. No tak, plus pierdyliard do bystrości, panie Collier.
- Nie myślałem o dzieciach - sprostował z jawną urazą, jakby dzieci były zbyt słodkie, niemęskie i pieluszkowate, by taki cud natury jak Aiden mógł zaprzątać sobie tym głowę. Co było prawdą, poniekąd. - Jestem po prostu w stanie erotycznego napięcia - przez Ciebie - i wszystko co ma, nawet odległy, związek z czynnością leczącą ten stan, jest dla mnie oczywistą odpowiedzią. Na każde pytanie - tutaj pięknie Aiden popłynął sensownie, wysławiając się po azerbejdżańsku. A mówił szczerze.
Bo, szczerze, atmosfera wspaniałej wiksy w stylu E150 bardzo go otworzyła na kwestie erotyczne. Bez zbędnego pitolenia. Albo to Crown tak go uniemoralniło. W każdym razie: przedtem chuchał i dmuchał (bez podtekstów) na Pru, byle tylko jej nie sprowokować, byle tylko do jej uszu nie dotarły żadne wyzudaności i w ogóle och ach świętość psalmy i papamobile. Bo wiedział, że tak jej łatwiej. Ale jemu nie było. Po wielkiej kłótni wrócił rzecz jasna na stare śmiecie, więc teraz miał, co było egoistyczne, gorzej niż przedtem. Ale nie użalał się. Zniesie to z godnością.
Nawet, jeśli ten ton i to spojrzenie Pru doprowadzi go do choroby psychicznej, wyrywania włosów z głowy i własnoręcznego poradzenia sobie z problemem, kończącego się strzałem. W stopę. Swoją, oczywiście. Zaraz po tym jak w erotycznym szale wystrzela całą jadalnie.
I salon Bennettów. Tancerze przestali się trzymać wytyczonych granic i chcąc nie chcąc Praideni stali już nie na obrzeżach a w środku orgii. Czego Aiden chciał uniknąć. Więc pociągnął delikatnie Pru za sobą gdzieś na bok. Chociaż najchętniej by ją stąd zabrał. Chociaż nie. Bo skończy się gwałtem w taksówce. Musiał zapalić, cholera cholera.
Wyjął więc papierośnicę, papierosa, zapalniczkę, papieros do ust, ogień, nikotyna do płuc, wdech, wydech. I mógł już jako tako na pytania odpowiadać. Składnie. Ignorując wgapione w niego Lisice, oparte o ścianę obok.
- Nie zmieniaj tematu - powiedział groźnie. I nie mów nic o rozpuście, bo skończysz bez bielizny zanim powiesz 'przepraszam że zgubiłam Twoją koronę'. Ta myśl go olśniła - Zgubiłaś moją koronę. - bardziej stwierdził niż zapytał, cierpniętniczym tonem. Męczennik. W sprawie cnoty Wright. Której to cnoty Wright nie miała. O, właśnie, kolejna kwestia, którą się zaraz trzeba będzie zainteresować.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Nathan Clements
Uczeń
avatar

Age : 22
Liczba postów : 302
Join date : 21/02/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 18:27

Soł.. Nie zaczyna się niby zdania od więc, ale osobę Nejtana reguły nie obowiązują. Ciągnęła go koleżanka z innego domu, był nieco zmęczony tą całą posiadówą na balu, gdzie nie zasnął, gdzie udało mu się wybrnąć słodko z sytuacji podbramkowej, dotyczącej tańca, gdzie po raz pierwszy w sumie ujrzał masę nadzianych tak jak on dzieciaków i.. nic fajnego w tym nie było. Tak to liczył na jakiś występek, jakieś potknięcie po drodze na scenę, atu ni choia, same zdrady, romanse, normalnie jak w modzie na sukces. Tylko, że tam końca nie ma, a tutaj wyglądało dosyć przyzwoicie. Chłopak podążał za Franią do końca, aż z ciężkim westchnięciem, zmęczony noszeniem obcisłego garnituru, walnął się na kanapę i dopiero teraz rozejrzał się wokoło, wyszukując tyle znajomych, ile się dało. Obrzucił ostatecznie Lisicę wzrokiem 'ajhefnołajdija, nie patrz na mnie' po czym odchrząknął, wyciągając z kieszeni papierosy od Kaia, które kazał mu wziąć ze sobą w sytuacjach kryzysowych.
- Najpierw posiedzimy dla picu, żeby nie było, że jesteśmy niewychowani i wypalimy TO. - Gdzieś w drugiej keiszeni marynarki zaczął nieco wkurwiony szukać zapalniczki. Trzymając w buzi skręta, zauważył podchodzącego Ashtona i mruknąć coś niefajnego pod nosem, gdy ten go jeszcze olał, zwracając się jedynie do Francesci. What the fuck? Natychmiast znalazł zapalniczkę, nowof. - Tej, a ja to co? Nie pamiętam abyś jakoś okropnie cierpiał na dalekowzroczność.Ej nie, najpierw jaramy, potem tutu, no Hard! Psujesz efekt!
Powrót do góry Go down
Sofia Seiler
Uczennica
avatar

Liczba postów : 105
Join date : 01/02/2012

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 18:29

- Skoro tak bardzo chcesz malować na strychu jest święty spokój, kilkanaście zeszytów i nawet sztalugi. Ale zamiast płótna wisi na nim głowa jakiegoś dzika - odparła beztroskim tonem kogoś, kto wypił odrobinę za dużo, lecz jeszcze nie tak dużo, by zemrzeć śmiercią tragiczną na środku imprezy. Odparła ignorując równie radośnie jego prośbę o zaprzestanie gwałtu umysłowego. Który miał miliony zalet dla niego, jako dla twórcy.
Może to dlatego Sofia była tak idealną modelką? Blaise nie musiał wydawać swoimi seksownymi ustami żadnych instrukcji, nie musiał marnować siły na docinki i ustawianie jej. Wystarczy, że przez jego artystyczny mózg przebiegła szybka myśl o przesunięciu jej dwa milimetry w lewo/w stronę światła/broda w górę, a ona to spełniała. Więc mogli pracować bez słów - lecz jeśli Collier pozwalał jej na gadanie, to zarzucała go często opowieściami o rodzinie, o bezsensie życia i o kryzysie finansowym w krajach dawnej Jugosławii. I o tym co można zwiedzić w bułgarskiej Sofii i za ile. Pasjonujące. Ale coś za coś, deal with it, młodszy Collierze.
Zaciągając się z lubością papierosem - szkoda, że nie smakowym. Swoją wiśniową paczkę zostawiła w torebce, która właśnie ginęła pod stosem płaszczy i kurteczków różnego rodzaju i nie chciało się jej nurkować pod tym zwojem projektanckiego szitu. Jeszcze nie - obserwowała jakąś dziwną Japonkę rodem z taniego anime, która wyraźnie chciała coś-ten-teges z Blaise'm. Ale kto by nie chciał, niech pierwszy rzuci pogardliwym spojrzeniem!
Którym to też Sofka Colliera obrzuciła. Gdy już z klęczek niemalże powstała i poprawiła z dumą sukienkę. (Mogła wziąć tą białą suknię ze strychu. Byłaby po pierwsze bardziej hipsterska a po drugie cnotliwa. A co jak co, ale dzisiaj nie chciała stracić dziewictwa z jakimś przypadkowym przechodniem. ) I gdy on skomentował, niewybrednie, stan jej czarnej, skromnej bielizny. Żadne tam stringi (fu), żadne tam koronki. Casual, jak zwykle.
A czerwieńsza się już zrobić nie mogła.
Więc postanowiła i Blaise zaczerwienić, choć prędzej udałoby się jej pogodzić Demarchelier z Wright (tak, plotki z balu już się rozprzestrzeniły).
- Nie wolałbyś tego uniknąć - powiedziała bardzo składnie, szczerząc białe zęby w oszałamiającej szerokości uśmiechu. Którym NIGDY nie uśmiechnęłaby się żadna NORMALNA bernardowiczka, bo nie był to sexiflexiironic uśmiech tylko smajl od ucha do ucha. - Wiem to. Może nie akurat z tym-co-cię-gwałci-w-szatni wzrokiem ale...chciałbyś - dokończyła z nieziemskim triumfem, zaciągając się again and again and again i obserwując jak Japonka czy tam Chinka znów bawi się w Collierowską satelitę. Z myślami o ponowieniu ataku. Biedaczystko.
Powrót do góry Go down
Francesca Leistner
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 486
Join date : 04/02/2012
Skąd : Buckinghamshire

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 18:44

No więc siedziała sobie wygodnie nawet specjalnie zwracając uwagi kto ich mija, czy inne takie. Nachętniej oczywiście utopiłaby czy w ogóle zrobiła krzywdę połowie tej szkoły, więc średnio ją interesowało kto gdzie zmierza i w jakim stanie. No ale enie życzmy im najgorzej niech po strasznych trudach wreszcie do tej szkoły dotrą. Nie bądźmy okrutni. No więc kiedy ktoś wepchnął im się w rozmowę podniosła leniwie wrok. Zmierzyła wzrokiem towarzyszkę Ashtona, po czym przeniosła na niego spojrzenie. Nie miała ochoty n ajkieś grupowe zabawy, czy pijackie zabawy, przynajmniej nie dziś, więc pokręciła głową.
- Nie, na razie dziękuję - odpowiedziała grzecznie, przekręcając się tak, żeby yć przodem do Jelonka. Miała tym samym dać mu subtelnie do zrozumienia, że może szukać ofiar dalej, a fakt, że Francesca bywa sbtelna jak worek z cementem przemilczmy.
- Okej, potem zrobimy coś żeby mieli o czym plotkować, bo wątek Colliera znudził już chyba wszystkich - powiedziała uśmiechając się do niego szeroko. Teraz kiedy się przebrała i nie musiała biegać w kiecce ewentualne spanie pod stołem mogło być dobrym pomysłem. Poza tym miałą chęć na taką typową imprezę z pijackimi grami, czy inne takie. W sumie ma zamiar i tak większość z tego nie pamiętać. Tak więc liczyła, że jeszcze wpadnie na jakiś pomysł co by mogli zrobić. Ewentualnie wszyscy jutro poczytają o nich u Tittle-Tattle. (Nie)grzeczny jelonek i zła lisica.
Załóżmy, że Coco i Ashton już zniknęli, więc znów mogli swobodnie rozmawiać, czy coś. Jakoś dziewczyna średnio ufała tej dziwnej sokolicy. Wzięła od niego skręta i zapaliła. Nie żeby była niegrzeczna, no ale ma ochotę już się napić. Wychodzi na to, że była strasznie niecierpliwa. Pmińmy jednak ten fakt.
Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 19:27

- Jesteś pijany - rzuciła w przestrzeń taką bardzo blisko Colliera przestrzeń, nie mając oczywiście na myśli tego, co powiedziała. Bo pijany mógł być na milion sposób i okazji i generalnie chodziło raczej o pod wpływem. Był pijany nią - oczywiście. Nieskończenie - oczywiście. I Pru nie chciała mysleć, że sobie dodaje wartości w tej chwili, więc postarała się w akuratność owych tez nie wątpić.
No bo co innego mogło doprowadzić Aidena Colliera do stanu, w którym "pleciesz bzdury" brzmi jak zajebiście neutralizujący eufemizm. Podobnym myśleniem Prudence pragnęła się obronić przed napływem ekscytacji na wzmiankę o welonie, który powiewał jej przed oczami przesłaniając nieco rozmazany i zdecydowanie wyidealizowany obraz rodziny niekoniecznie wielodzietnej, z całym animuszem ciotek, babć, placka wiśniowego i puddingu świątecznego. A w tym wszystkim oni nieskończenie miłujący nawzajem się i świat i zgodnie z hippisowską ideą Heatha klepiący biedę na bosaka gdzieś w namiocie.
Wróć. Collier to dostatek. Collier to złota zastawa. Collier to łóżko z baldachimem i wanna z natryskiem. Masażowym. Jeju, masaż. Chyba Wrightówna zaraz pokusi się o nieszkodliwe symulacje zesztywniałego karku. A jak Collier to masaż tylko wiadomojaki. NIEZAPOMNIANY. I którego się na trzeźwo nie zniesie.
- Jesteś pijany a ja niekoniecznie - podniosła podbródek, starając się za wszelką cenę nie analizować spojrzenia Aidena. Do którego swoją drogą nigdy uwielbienia nie straci. - Ale to dobrze. W przeciwnym razie nie wiem czy zdołałabym wyjaśnić Ci, że nie warto owego stanu leczyć, skoro można go zaakceptować - patrz jak akceptuje! Patrz jak gładzi poły garnituru i kołnierzyk koszuli. Patrz jak bada opuszkami palców wiecznie-dwudniowy-zarost. - Tylko po prostu rozłożyłabym Cię na czynniki pierwsze. Tu i teraz - dodała z emfazą, umiejscawiając pożądliwe, acz na zdrowym (prawie że codziennym) poziomie, spojrzenie w jego twarzy. Calutkiej na raz i każdym jej elemencie z osobna.
Czyżby znów zmieniła temat? OJEJ, jaka szkoda. Honorowa jednak na tyle jest, że nie zignoruje kolejnej wzmianki. O nieuwagę oskarżającej ją wzmianki. A przecież wszystkiemu co z nim związane poświęca uwagę w porcjach kosmicznych, jak hipsterska nebula.
- Collierowskie przywiązanie do atrybutów władzy powinno być syndromem uleczalnym - jęknęła, odklejając się od niego i przeszła, wymijając zręcznie hulające i zataczające się parki i kwartety, do korytarza z machiną antykoncepcją nafaszerowaną, na której - o niebiosa - korona nadal tkwiła. Po czym pochwyciła ją w dwa palce i uniosła na wysokość oczu, opierając się o łukowatą framugę przejścia do salonu, po czym machnęła nią kilka razy, zwracając uwagę Aidena pięć metrów dalej konsumującego papierosa. Którym mógłby się swoja drogą podzielić. Dżentelmen.
- Nie zwątpisz już we mnie! - krzyknęła, pewnie nieco zagłuszona dźwiękami muzyki i pieśni godowych. Nie ruszyła się do środka, bo tak generalnie miała nadzieję, że Aidenowi ta chwila, którą spędził w salonie okaże się wystarczającym czasem demonstracji siły/osobowości/potęgi i zdecyduje się zademonstrować to jej. Może niekoniecznie tutaj, ale zdecydowanie teraz. I nawet nie do końca Pru owładnięta pragnieniem cielesnego udokumentowania związku była, tylko chciała rozmawiać. Bardzo bardzo, bo ostatnio świrowała konkretnie, a tak mało okazji miała do podzielenia się swą fiksacją z Aidenem.... Toż to karygodne!

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Nathan Clements
Uczeń
avatar

Age : 22
Liczba postów : 302
Join date : 21/02/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 19:31

Powiało Syberią!
U Nathana tematy dotyczące uczuć, osadzonych wyżej niż przyjaźń, stanowiły coś na miarę tabu, ale takiego od niechcenia. Wolał siedzieć w tym swoim zasranym, artystycznym świecie, gdzie nikt go nie krytykował i nie próbował wmówić swoich prawd życiowych i rozpowiadał, jaki to on biedny i sfrustrowany zderzeniem czołowym z rzeczywistością w szkole. Na prawdę, musiałby być chory albo okropnie skacowany/nachlany, aby pozwolić komuś się wyżalić na jego ramieniu znajomym. Wyjątkiem od tej reguły był Kai i reszta ufoludków wzajemnej zielonej adoracji, no przynajmniej chłopaczyska; z dziewczynami to zawsze jakoś inaczej mu szło i nie według ustalonego, zajebistego planu. Na przykład taka Frania, chociaż nie, tą to zupełnie porównać nie potrafił, smutny za specjalnie z tego faktu też nie był. Rozsiadł się porządnie na kanapie stwierdzając następnie, że nie ma na czym głowy oprzeć i czując niekontrolowany, nadchodzący przypływ radości spowodowany zapaleniem wynalazku kumpla, schował ją na moment w kolanach. Ohm tak, najlepszy sposób na zatrzymanie nagłego chichrania i dziwnych gestów, które mogłyby wywołać u niektórych kontrowersje, a zwłaszcza biednej Frani i nawet Ashtona. Właśnie, przez to całe małe zamieszanie zapomniał, że obok niego jakaś dziewczyna, a raczej za nim kuliła się ze strachu. Jej zdecydowanie przydałby się powiew zielska i ciastko z haszyszem. zajął się własnymi sprawami i tylko uśmiechnął się lekko głupkowato do Francesci, jakby chciał przeprosić za napad tęczowej wersji Nathana.
- Spokojnie, do usta-usta jeszcze dojdziemy. Ah, no i dobrze, że nie pijemy, to byłby dopiero armagedon - Zarechotał złośliwie, zaciągając się już normalnie, bez żadnych objaw debilizmu - Ehem, chociaż obawiam się, że nie będą mogli znieść tego psychicznie, junoł? Lisica i Jelonek to połączenie z piekła rodem. Nigdy nie pamiętam, co robiłem po schlaniu sie z Kaiem, więc.. - Jego wzrok obleciał pokój za szybko - Mam nadzieję, że żadna dzisiejszej nocy nie zaciąży. - Dodał żartobliwie i ponaglił ją, aby już kończyła, co już dawno powinna, bo on właśnie starał się ręką dotrzeć do popielniczki, która głupia, zajmowała miejsce dość daleko.
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 19:56

Zazwyczaj przemówienie kobiety, zaczynające się od dramatycznych słów jesteś pijany, kończy się w 99% przypadków śmiertelnie dla adresata tych słów. Bo są w tymże przemówieniu sprytnie zawoalowane wyrzuty sumienia, oskarżenia o impotencje, zdrady, płodzenie bękartów i inne telenowelskie rozrywki. Zwłaszcza, jeśli pijany osobnik płci lepszej, jest najebany do kwadratu i jedyne co może robić to cicho bełkotać.
Lecz Aiden nigdy tak pijany nie był i nie zamierzał. Bo abstynentem był. Aż do ostatnich-kilku-dni. Kiedy to i tak ogarniał widowiskowo. A dziś nie pił nic, co go nieco zasmuciło, w końcu impreza, wiksa, bania i inne wesołe neologizmy, a on zamiast spadać w otchłań plebsu w rytmie najebawszy-naćpawszy-poruchawszy, reprezentował biedę procentową. Ale i jednocześnie bogactwo umysłu, stylu, mądrości i ogólnie taki Salomonowy się stał.
Nie przyjął więc stwierdzenia Pru żadną dziką reakcją w stylu nie jestem pyaaaanyyy skarpieee hehe; nawet próba wyobrażenia sobie Aidena w takim stanie była orgazmistycznie śmieszna.
Zresztą, naprawdę, Aiden pijany był Prudence Wright. Co go zaskakiwało, zaczarowało i ogólnie rozbroiło. I stał taki bezbronny i nagi wobec jej dotyku i się jarał coraz bardziej. Aż pożar przechodził mu dreszczem wzdłuż kręgosłupa do karku i wpijał się w umysł. Pobudzając wyobrażenia, o których gdzieś tam erotycznie już wspominano.
Zanim jednak rzucił się w ogólno-wiksiarskim szale na usta Pru, zapewne ją przy tym przewracając, owa persona się zdematerializowała. Zamiast czego stanęła przed nim dziewoja rudawa, niskawa i ogólnie dziwna, chcąc go zapewne porwać na parkiet. Bożuchnu, sekunda bez swojej partnerki życiowej i już mu to nędzne pokusy ślą. Lecz mając do wyboru szybkie zaruchanie chudego rudzielca (i pozbycie się napięcia seksualnego, by móc dyskutować z Pru bez użycia rąk) oraz zdobycie w KOŃCU korony, świecącej złociście gdzieś przy automacie z prezerwatywami (Wright, REALLY?), Aiden zdecydowanie wybrał to drugie. Bo kochał, kochał, kochał, do bólu serca... błyskotki.
- Nie skomentuję miejsca, w którym to chciałaś zbezcześcić mój tytuł, ale... - wymruczał groźnie, odbierając jej koronę i wkładając sobie na głowę. Zapewne zwiększając swoją popularność/zauważalność w tym tłumie do miliona procent, ale co tam. - ale czy to była jakaś aluzja? - dokończył, dalej kocim tonem, tym razem wprost do jej ucha, bo się lekko pochylił. By ucałować jej szyję. Krótko. Ciepło. Przygryzając jej delikatną skórę. I doznając chwilowego porażenia mózgowego. I nie tylko mózgowego, ale do tych rejonów się na razie nie zniżajmy.
Odsunął się rzecz jasna, lecz nie tak szybko, jakby chciał, bo Pru pachniała. Miętą. Tak, że chciał ją wziąć do ust i mieć na języku i...
No tak, zero zniżania się do jakichkolwiek rejonów poniżej metra siedemdziesiąt.
Aiden pozwolił więc obrzucić sobie szybkim spojrzeniem baunsujący tłum. Po czym znów wrócił zbyt łakomym wzrokiem na twarzyczkę swojej nemesis.
- Chcesz zatańczyć z królem czy...? - zaszyć się gdzieś ze mną, książką, winem i czytaniem Ci na dobranoc Wichrowych? bo to miał w domyśle, oczywiście. I miał nadzieję, że Pru dobrze odczyta to wieloznaczne czyyy. Nawet wypowiedziane tak niskim tonem, tak erogennym, erotycznym i erowogóletakim.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Francesca Leistner
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 486
Join date : 04/02/2012
Skąd : Buckinghamshire

PisanieTemat: Re: salon   Pią 2 Mar 2012 - 12:32

Pewnie ku zadowoleniu Nathana nie miała najmneijszego zamiaru wciągać go w tematy jej uczuć, czy zacząć inny, również nie nadający się na imprezę temat. Chociaż można powiedzieć, że sam zaczął wypowiadając na głos imię jej brata. Skoro się przyjaźnią powinien wiedzieć, że nie jest to temat, który chciałaby ciągnąć z nim. Czy przypadkiem nie jest to kolejna osoba, która koleguje się z jej bratem i zaczyna temat tabu dla niej? No ale pomińmy to już, bo Francesca jakoś niespecjalnie miała zamiar rozmawiać na tamten temat, nie teraz, nie z nim. No chyba, że byłby jego wrogiem, wtedy byłaby to inna sprawa, no ale bez przesady. Nie jest głupia wiedziała, że od tego tematu z przyjaciółmi dziwaka należy trzymać się z dala. Wracając jednak do tego co powiedział wcześniej.
- Usta-usta? - zapytała jakby średnio orientując o co w ogóle mu chodzi. Uniosła więc jedynie brwi i dopaliła do końca skręta, tak jak jej kazal. Pomińmy fakt, że ją poganiał, choć nie powinien. Takie żelazne zasady, czy coś. W końcu jakieś pozor stworzyć musi.
- Wiem, powinnam w ogóle patrzeć na ciebie z góry i odwalić coś w stylu odejdź jeleni dziwaku - powiedziała patrząc na niego z przerażeniem i miną wyrażającą coś w stylu "o nie, co sobie o mnie ludzie pomyślą?". - Stawiam na Pru, ewentualnie Chloe.
Nie to żebym im tego życzyła, czy coś, pomyślała przez chwilę jednak wolała tego nie dodawać na głos. Nie róbmy z niej aż tak nudnie złej. Tak więc wolała milczeć i zachować pozory w miarę normalnej lisicy. Z drugiej strony możnaby się zastanawiać po co, przecież to tylko Jelonek, w dodatku kolega Kaia, no ale jakoś tak chyba polubiła go. Kolejny dowód na to, że nie jest taka zła jak sądzi jej brat.
Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: salon   Pią 2 Mar 2012 - 13:39

Jak Pru się spodziewała, chwila nieuwagi i pozostawienia Aidena w swym boskim osamotnieniu długo trwać nie ma prawa, jak spodziewała się, jej miejsce prędko zastąpiło dziewczę zdecydowanie drinkiem nie częstujące, acz mające w asortymencie wachlarz innych, uszczęśliwiających i w ogóle standing ovation usług. Jak spodziewała się, Ajda owo usłużne dziewczę zignorował i się przeparcelował. A zbliżającą się Królewską Mość Prudence witała z uśmiechem, acz małym... hmm, wyrzutem? Że śmiał poddawać wątpliwości jej troskę o cokolwiek jego.
Już otworzyła usta, już powzięła głęboki wdech, coby zasypać Aidena gradem uderzeń koroną i wyimaginowanych wyrzutów, które sprowokowałyby spór, który musieliby rozwiązać przemocą. W parterze. Nie zdążyła bo a) Collier głos z siebie wydobył jej jako pierwszy, po czym b) zabrał jej koronę, przywdziewając ją na swoją głowę, którą c) pochylił. Nagle, szybko, bez uprzedzenia. A Pru wygięła się jak kotka, łasząc się niemalże swym policzkiem do jego drapiącej żuchwy.
Rzadko unosiła się paniką, nieczęsto zależało jej na konkrecie na tyle, by porządkować sobie według tego plan dnia/tygodnia/życia, nigdy nie wpadła w szpony rozrywającego ją uzależnienia, które z reguły uważała za dowód słabości i baku silnej woli. Nie chciała być obezwładniona, wzbraniała się przed przywiązaniem permanentnym, ba, nawet obfitujący w pasję i poświęcenia obustronne związek z Aidenem.. ten pierwszy, ten kilka miesięcy temu zakończony, był zdecydowanie silny, na przywiązaniu i fascynacji oparty, ale mimo wszystko możliwy do sfinalizowania (z dramą, miesięcznym płaczem i dwutygodniowym stanie względnego obłędu) prędzej czy później. Prudence przyjmowała do siebie myśl, że nic nie trwa wiecznie, bawmy się póki możemy - ludzie tak szybko odchodzą plus miliard pozostały sentencji z listy aforyzmów ambitnie kolosalnych.
Rzadko nie znaczy nigdy. Rzadko nie wyklucza, nie daje upewnienia. Byt Wrightówny został zachwiany. Wrightówna nie potrafiła się poddać dotychczasowej egoistycznie indywidualnej egzystencji. Wrightówna kochała. Czego nie omieszkała wyznać w ramach ryzykancko-intuicyjnego skoku w głębie jej nieznane, bezdenne i bardzo osobliwe. Przy okazji niebezpieczne, o czym myślała od niedawna. Ani trochę nie panikowała z racji poskąpienia jej "jaciebieteżizmu", mimo że to podobno mężczyźni prędzej wiedzą czego chcą i co czują, załóżmy dla dobra ogółu, że Pru stereotypy łamać lubi i zwykła. Owszem, gdzieśtamgłęboko chciała usłyszeć/zobaczyć Aidena wypowiadającego te dwa wiążące słowa, ale w gruncie rzeczy nadzieję miała, że nie okaże się osobą, która mówi bądź robi cokolwiek w ramach uszczęśliwienia drugiej osoby, tak nie można, tak Collier nie robi, to się kupy nie trzyma.
To prędzej mnóstwo obaw i ciągłego zachłystywania się emocjami przynosiły jej owo zachwianie. Siła miłości do Aidena uderzyła w nią, zwalając z nóg i dając oparcie jedynie w nim samym. Pru bała się tego, Pru tego nie znała, nie potrafiła przezwyciężyć paraliżu bliżej nieokreślonych partii swego ciała. Miłość odczuwała bardzo fizycznie. Panicznie też, to było trudne, o tym się nie mówi, to wymagało jego obecności i trwania przy niej. Nawet jak uspokoić burzy myśli i uczuć Aiden nie zdoła, to przy nim łatwiej się wszystko poukłada, z całą pewnością.
Póki co, trwając w całościowej rozjebundzie, oddychała zaskakująco spokojnie, choć automatycznie głębiej, głośniej. I zapachem napawała się, i bliskością i dotykiem też. Troszeczkę, odrobinkę tak!
- A-aluzja - zająknęła się, przełykając ślinę - nie do końca. Raczej nadzieja na to, że Blaise lub inny zagubiony romantyk się tu przypadkowo znajdzie i - położyła dłoń na jego ramieniu, wczepiając się w nie palcami w chwili gdy traktował zębami jej białą szyję i automatycznie - jak na zębatki przystało - odwdzięczyła się pięknym za nadobne (kosmicznie), przygryzając pierwszelepsze aidenowe coś. Ucho? ucho, okej. Czternaście sekund. Może dalej mówić. - I ściągnie dla urozmaicenia chmary żądnych korony i bliskości praworządnego dziewcząt na siebie - wspięła się na palce, sięgając ust chłopaka i wpiła się w nie szybko i bezboleśnie. Zębów szczędząc. Języka niekoniecznie. Ale miało być szybko, więc ze smutnym niedosytem zakończyła pocałunek puentą w postaci muśnięcia powoooli jego warg - swoimi i nie otwierając oczu odchyliła głowę lekko w tył. - Czy - sposobności wspólnej lektury wszak przegapić nie mogła. Nie mówiąc już o kubku parującego kakaa i kanapkach z żółtym serem i dżemem truskawkowym.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: salon   Pią 2 Mar 2012 - 14:17

Więc Aiden opoką był i oparciem, pomocnym męskim ramieniem na ślizgawce i tarczą obronną w czasie hajskulmjusikalowej walki na jedzenie w szkolnej stołówce. Czyli czymś czym prawdziwy samiec w dwudziestym pierwszym wieku powinien być. Dziesieć na dziesięć, full wypas, fullcap i w ogóle wszystko z najwyższej półki.
Ba, nawet trochę romantykiem był, chociaż wrażliwość na piękno tego świata odziedziczył raczej Blaise. I mądrość życiową. I ładniejszą twarz. Bez blizny. Noale to już wina emo-Aidena a nie bękarckich genów. Swoją drogą dobrze, że nikt - naprawdę nikt - nie wiedział, skąd się ta urocza brzydota na twarzyczce Colliera Starszego wzięła. Może to i dobrze, bo wzięliby go za emocjonalnego niedołęgę. Lepiej było słuchać plotek o tym, jak to Aiden brał udział w walce na noże/ imprezie z potłuczonym szkłem/ został naznaczony przez bogów, zazdrosnych o jego urodę. To było bardziej literackie. I prawdopodobne.
Prawie tak prawdopodobne, jak fakt, że Blaise będzie dziś korzystał z wesołej antykoncepcji. Aiden szczerze powątpiewał. Jedyną gumką jaką Collier Młodszy użwał, była ta od ołówka, gdy coś mu nie wyszło z idealnym/perfekcyjnym szkicem jakiegoś krzaka/kwiatka/bratka/czegokolwiek. Aiden sztuki nie rozumiał, kochał tylko literaturę, bo był wyobrażeniowcem a nie wzrokowcem. A, nie kochał tylko literatury, fakt. Bo o pierwsze miejsce w jego sercu walczyła właśnie ta wyuzdana persona, gryząca go w ucho. I oddychająca za szybko. Co wywołało na twarzy Aidena szeeeeeroki uśmiech, acz nie bananowy. Taki uśmiech w stylu wiem-o-czym-myślisz-zbereźnico. Aż chciałoby się dodać i Ci tego nie dam, ha-haaa, ale silna wola Aidena łamała się jak cieniutka gałązka w podmuchach silnego wiatru namiętności...to tyle, jeśli chodzi o dramatyczne porównania.
Postanowił pocałunku na razie nie odwzajemniać, patrząc tylko na nią bezczelnie, jak się ładnie odchyla i eksponuje. Cudo architektury boskiej. W sensie, jej ciało. Nieodkryte jeszcze przez niego. Ale znów mógł się założyć, że mu się spodoba. Chociaż powinna trochę zwiększyć masę, coby go żebra w jego żebra nie kłuły.
- Wiedziałem, że dokonasz dobrego wyboru - pochwalił ją, jakby poleciła mu jakiś ambitny niszowy film Bergmana. Albo zamiast seksu z Alexem Turnerem wybrała spokojny wieczór z książką i z nim (na pewno było to możliwe).
Po czym schylił się po jakies płaszcze, mając nadzieję, że wyłapie jakiś koloru jej, bo na modzie się nie znał i ładnie ją w niego ubrał. Szukaniem swojego się raczej nie przejmował, od początku widział, że będzie spisany na straty. A jeśli przysłuży się przeżyciu jakiejś osoby zamarzniętej na śmierć przed domem, tym lepiej. Dobry uczynek będzie miał i do nieba pójdzie, nawet jeśli niebiosa na ziemi zaraz sobie skombinuje. Własnoręcznie, własnoustnie i własnocieleśnie.
A żeby to uczynić, musiał się zdematerializować z swojej własnej imprezy, rączka w rączkę z Pru. Ale zdecydowanie wiksa < własne łóżko. Platoniczne.

praiden awaaayy

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Nathan Clements
Uczeń
avatar

Age : 22
Liczba postów : 302
Join date : 21/02/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: salon   Pią 2 Mar 2012 - 16:47

I w tym tkwił cały jego urok. On bardzo dobrze wiedział, że Kai i Francesca to niczym niebo i piekiełko ze sobą, że nie za bardzo trawią siebie nawzajem, a najchętniej to każdy każdego by pozabijał i byłoby po kłopocie. Cóż, nejta zawsze to w pewien sposób bawiło i smuciło jednocześnie; nigdy nie dowie się, jak to jest mieć starsze/młodsze rodzeństwo, które zapewne traktowałby zupełnie inaczej. Mam tu na myśli obchodzenie się osobnika jak z jajkiem, bycie wszędzie tam, gdzie by go potrzebowało jego maleństwo i w ogóle najlepszy brat pod słońcem award. Uważał, że bez względu na to, jaki by był brat czy siostra, podołałby zadaniu i jak na prawdziwego Jelenia, obrońcę i dziecko słońca przystało, stworzyłby image godny naśladowania. A tak, to sami wszyscy mogli zobaczyć- ćpał na kanapie, jak taki stary menel i nie przejmował się żadną opinią w tym pokoju, bo nosorysoraya, ale na pewno komuś tutaj musiało się jego zachowanie nie podobać. Chyba, że rzeczywiście, taki z niego tęczowy i uśmiechnięty z niego jelonek. Aż na samo wspomnienie grupki dziewcząt, które zdawały się go prześladować i wołały MY SWEET UNICORN, jego ciało przeszedł niemiły dreszcz. Skup się Klemens, nie czas na panikę.
- No, to uśmiechnij się i kończ, jak tam chcesz. Ja nie zmuszam, z tym paleniem - Odpowiedział, biorąc przez moment tą poważną minę od niej i brzmiąc, jak jakiś ojciec chrzestny. Serio, zero narzucania! Po prostu, wyglądała jakby się wahała, albo miała zaraz rzygnąć tą okropną tęczą.
- I co, czujesz już te dopalacze, czy jeszcze nie? Bo jak ostatnio z kumplem próbowaliśmy, to skończyło się poważnym zgonem. Ja czuję się najarany, jak świnia! - W końcu udało mu się tą ręką dotrzeć do popielniczki, coby nie strzepywać, gdzie popadnie, po czym zerknął na Franię. Gdyby nie szybka reakcja z jego strony, leżałby na podłodze i jeszcze z tego się by kompletnie lał. - W ogóle, czemu mnie rusza wcześniej od ciebie? Te wynalazki są strasznie mocne, ej!- Zaprotestował, mrużąc oczy podejrzliwie.
Powrót do góry Go down
Francesca Leistner
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 486
Join date : 04/02/2012
Skąd : Buckinghamshire

PisanieTemat: Re: salon   Pią 2 Mar 2012 - 17:09

Tak więc rada na przyszłość dla tęczowego chłopca to wcale nie jest tak fajne jak mu się wydaje. Chodzi oczywiście o zaczynanie tematu Kaia w pobliżu Francesci. Mogło się to skończyć jakąs przemocą fizyczną, ewentualnie wymianą kilku nieprzyjemnych zdań. Po co więc zaczynać? Dziewczyna mimo swojego metr sześciedziąt ileś potrafi być na prawdę agresywna! Oczywiśce może podrapać paznokciami, nie tipsami, ugryźć, czy kopnąć. Tak więc jest na prawde straszna, trzeba to docenić.
To trochę tak jakby igrał z ogniem. No ale zostawmy ten temat w spokoju. Spojrzała na niego i wybuchnęła śmiechem. Przekręciła się na kanapie, żeby siedzieć wygodniej i położyła mu swoje nogi na kolanach. Miejmy nadzieję, że w onecnej chwili nie wciska tam swojej głowy.
- Jesteś cienki - powiedziała między wybuchami śmiechu. W sumie to bardziej wyjąkała te słowa, no ale pomińmy ten fakt. Tak na prawdę też czuła się już najarana, ale jeszcze nie tak by musieć siedzieć z głową mieðzy kolanami. Poza tym trudno jej było w obecnej chwili oznajmić mu to. Złożenie i wypowiedzenie zdania zawierającego więcej niż pięc słów uniemożliwiał jej w tym momencie śmiech, od którego powoli zaczynał boleć ją brzuch. W obecnej chwili miała wrażenie, że się z niej nabija, czy coś. Przypominamy więc Francesca bywa zdolna do przemocy fizycznej.
Powrót do góry Go down
Nathan Clements
Uczeń
avatar

Age : 22
Liczba postów : 302
Join date : 21/02/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: salon   Pią 2 Mar 2012 - 17:27

Ta jasne, Nejt i zgrywanie się z biednej Lisicy, która teraz, no nie wyglądała za dobrze, w sensie oczywiście zdrowotnym? Nie, to nie wchodziło w rachubę, poza tym ile tych dwoje się już znało, skoro chłopak wiele razy łaził na jakieś suche imprezy, gdzie właśnie tak samo jak na balu, ludzie sztywno tańczyli i utrzymywali pozory normalnego życia w elitarnym towarzystwie. Widywał Franię tu i ówdzie, więc w sumie po cholerę by mu było drażnienie jednej z najfajniejszych dziewczyn w szkole? FAIL. Zresztą, jakoś nie byłby uradowany faktem, gdyby jej paznokcie znalazłby się na JEGO TWARZY. Zawsze bał się jakiejkolwiek reakcji dziewuszek, które z pozoru wyglądały za delikatnie i krucho. Jeszcze nigdy się co do tego nie pomylił; może być nieważne jak malutka, ale swoje za uszami ma!
- Nie jestem cienki! Tylko po prostu.. wypiłem więcej szampana od ciebie, nawet nie wiesz jak nudno było zanim się dosiadłem - Odparł nieco oburzony z miną na wzór podkówki. Jednak natychmiast foch mu się wziął i zniknął, a kąciki ust ponownie powędrowały w górę, jakby nieobliczalny pomysł Nejta właśnie dał mu o sobie znać. No, w końcu. I na dodatek położyła swoje patyki na jego kolana, co spowodowało dziwne ożywienie w jego spojrzeniu. Boże. - Yah, nie za dobrze ci, hę? Innym też tak eksponujesz swoje nóżki? Czy jestem wybrańcem jak Neo?
Powrót do góry Go down
Francesca Leistner
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 486
Join date : 04/02/2012
Skąd : Buckinghamshire

PisanieTemat: Re: salon   Pią 2 Mar 2012 - 17:39

Ona jakoś nigdy nie zwracała specjalnej uwagi na to kto ją mija, czy kogo spotyka, także niech się biedny Nejtan nie gniewa, że ona jakoś średnio go kojarzy. No ale dobraokazało się, że nie jest taki zły jak mogłoby się wydawać. No ale bez zbędnego słodzenia. W każdym bądź razie nie chce aby wpadł w samouwielbienie. W tym towarzystwie to ona jest tym, kto kocha siebie ponad wszystko. W skrajnym przypadku pozwoli mu również obdarzyć się tą miłością. Musi jednak najpierw podanie złożyć, bez tego się nie obejdzie. Powiedzmy jednak, że Clements ma fory bo uratował ją na balu.
- Jasne, tak to sobie kochanie tłumacz - powiedziała i wstała na chwilę po czym udała się do pobiskiego stolika po wódkę i coś do przepicia. Wróciła do niego coby zbytnio nie ubolewał i z tęsknoty nie udychał i rozsiadła się w identycznej pozie co wcześniej. Podała mu grzecznie butelkę niech czyni przywileje i otwiera jako mężczyzna w końcu ona podobno nie ma na tyle siły.
- Czuj się wybrańcem - powiedziała unosząc brwi. Załóżmy, że już otworzył i oddał jej butelkę. Oczywiście Francesca nie pomyślałą o czymś tak oczywistym jak szklanki, kieliszki czy cokolwiek więc pozostawało im pić z gwinta. Nawet jej się ruszyć po nie chciało. Krzywiąc się niemiłosiernie odkręciła butelkę z jcolą i przepiła. Warto też w tym momencie podkreślić fakt, że biedna ma słabą głowę i ewentualnie to on będzie odprowadzał ją do domu.
Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: salon   Pią 2 Mar 2012 - 19:24

Myśl o strychu początkowo wydala mu się kusząca, bo taki niespokojny o swą wenę artysta powinien się gdzieś wyładować. I wcale nie miało to oznaczać przypadkowego seksu a stworzenie czegoś wyjątkowego.
- Sztaluga nie lubi tłoku. - mruknął przesadnie filozoficznym tonem, opróżniając powoli butelkę orzechówki. Nie pasowało mu to, że owa Chinka/Japonka/Koreanka/jakaś-inna-Azjatka wije się wokół jego kończyn. Skierował jej podbródek w swoją stronę i po kilku sekundach, dziewczyna lekko otumaniona, ze wzrokiem błędnym i nieco przerażającym odeszła. Nie lubił tak postępować z ludźmi, uważając to za nieco cholernie nie według ich osobistycznych chęci i zamiarów, ale miał pozwolić by to biedne małe dziecko mu się płaszczyło, żeby za kilka dni rozpoznał ją na korytarzu i uciął (jeszcze bardziej) wzrokiem?
Prychnął w duchu, pijąc kolejnych kilka łyków.
Zdecydowanie nie odpowiadał mu natłok WSZYSTKIEGO na tym afterze, więc zapragnął w tym momencie jedynie cichej dezercji, uprzednio schowawszy pod płatem czarnej kurtałki butelki łiskacza.
- Kto jeszcze mnie pragnie w tym pokoju? - zapytał rozbawiony. Skoro już natknął się na Sofkę, mógłby tego użyć ku własnej uciesze. Bo śmiać się z tego lubił, może w celu podsycenia własnego ego, czego tak bardzo na co dzień unikał?
Jego serducho ujął absolutnie bananowy uśmiech Seiler, z którego zapewne sobie sprawy nie zdawała. Brakowało jej jedynie dwóch słodkich warkoczy i spódnisi w grochy. I dwóch różnych skarpetek, lowli. Czy on w samym środku zaiste sążnej wixy myślał o takich rzeczach jak słodkie spódniczki, niczym stary fetyszysta?
Dopił resztą wódki z butelki, z brzękiem odstawiając ją na stół i porwał Sofię za jej chudą rękę na kawałek wolnego miejsca na parkiecie. Może jak sobie poskacze, to wiotkość całego jej ciałka nieco popuści. Mimo nakurwiającego bitu, obrócił Sofką lekko, na chwilę zatrzymując wzrok na jej pośladkach gdy była tyłem.
Oj tak, to dlatego faceci prowadzili w tańcu, dlatego szarmanckie było puszczanie kobiet przodem i otwieranie im drzwi. Spojrzenia z ukosa i całkowicie bezkarna możliwość nacieszenia oka była czynnikiem decydującym. I chociaż Sofia może boginią seksu nie była, miał nadzieję, że to ona teraz pobawi się w collierowską (czyli zajebistą ale bardziej) satelitę.

_________________
Powrót do góry Go down
Phillip McKinnon
Uczeń
avatar

Age : 22
Liczba postów : 64
Join date : 02/03/2012

PisanieTemat: Re: salon   Pią 2 Mar 2012 - 19:40

Phillip wolnym krokiem wmaszerował do wielkiej sali gdzie wszyscy bawili się już w najlepsze, jak tam trafił? podsłuchał rozmowy jakichś drugoklasistów którzy mieli zamiar się wkręcić na afterparty po balu semestralnym.
Pierwsze co od razu rzuciło mu się w oczy to hektolitry alkoholu które przelewały się przez cały pokój, jednak w powietrzu dało się wyczuć woń przyjacielskiej imprezy.
Chłopak poprawił trochę swoją białą koszulkę bo nieco się przekrzywiła, podciągnął spodnie bo zaczął odnosić wrażenie że zaraz zabije się na własnej nogawce i naciągnął kapelusz tak by tajemniczy cień padał na jego twarz.
Jak zwykle starał się być jak cień i nie rzucać nikomu w oczy, poza tym w tej sytuacji chyba i tak by nie zwrócił na niego uwagi, poza tym wyglądało na to że jest jedyną trzeźwą tam osobą.
-Ci to umieją się bawić - powiedział sam do siebie wolnym krokiem podchodząc do barku i o dziwo nie biorąc żadnego alkoholu, tylko nalewając sobie szklankę wody.
Po tym tylko oparł się o bar i rozglądając w koło czekał aż wydarzy się coś interesującego, od czasu do czasu spoglądając na jakichś wymiotujących na zewnątrz młodzików.
Powrót do góry Go down
Coco Blackyear
Dorosły
avatar

Age : 22
Liczba postów : 575
Join date : 25/12/2011
Skąd : Kuba, Satna Clara

PisanieTemat: Re: salon   Sob 3 Mar 2012 - 9:41

BOŻE! Tu jest Clements, matko dlaczego on musi być tam gdzie i ja, a gdzie i on ja. Dobra koniec, bo tracę logiczność, a to niedozwolone, nielegalne i złe, bardzo złe. Nie tak się zachowuje przyszła władczyni ogromnej korporacji. Nawet przestało mnie obchodzić, że Ashton miał przy sobie wódkę, WÓDKĘ, na kochaniutkiego Oscara Wilde, tu jest kraina alkoholem płynąca. Jeszcze bardziej się przeraziłam, no co?
Przecież wiele nasłuchałam się o tym co się robi na takich imprezach, narkotyki, seks oralny i MORDERSTWA. A jeżeli oni wszyscy są psycholami? To możliwe coraz więcej jeleni tu się zbiera, a jak wiadomo, to nie są normalni ludzie.
A ogłoszenie w szkole było takie przyzwoite i podpisał je własną ręką Aiden Collier.
Muszę być czujna, po prostu muszę być czujna. Pewnie wtedy nikt mnie, ani nie zabije, ani nie zgwałci.
Kiedy Ashton proponował WÓDKĘ, popatrzyłam na niego nieco oschle.
- Ja nie piję - Odparłam kryjąc swe nieco dziwne przerażenie.
Usiadłam na pobliskiej kanapie i obserwowałam, czujnie ludzi. Mimo, iż miałam spodnie, koszule zaciągnęłam prawie do kolan. Czułam się jak w jakimś dziwnym safari. W myślach, prosiłam tylko - Ashton nie schlej się, bo oni zaraz mnie pożrą!
Nie zauważyłam nawet, jak wstałam, że stoję przy barze i przy kolejnym jeleniu, matko! McKinnon, popatrzyłam na niego nieco z obłędem, ale nie zamierzałam nic mówić, on i tak podobno jest dziwny. Kiedyś ten dzieciak odprawiający koncerty codziennie rano podobno zjadł KOTA!
Ja wcale nie świruję, wcale nie! I jeszcze do tego tej głupi Clements na widoku! Grrrr...wpatrywałam się długo w niego z mroźnym wyrazem oczu.
- Jaka przyjemna atmosfera... - Odparłam z lekkim cynizmem ni to do siebie, ni to do Ashtona, czy podobnież zjadacza kotów przy barze.
Powrót do góry Go down
Cody McKlaster
Uczeń
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 14/02/2012
Skąd : Oksford, Anglia

PisanieTemat: Re: salon   Sob 3 Mar 2012 - 20:20

Soł, McKlaster, jak zwykle dotarł spóźniony. A co, ma przychodzić punktualnie? Nie, to nie w jego stylu. Wbija się na końcówki, by rozkręcić jak zwykle drętwe atmosfery. Jeszcze bezczelnie z fajkiem wparadował! Nie wspominając o butelce wódki skrytej za pazuchą płaszcza. Bez tego wszystkiego ani rusz. Zaciągnął się dymem. Przyszedł tu tylko dlatego, że w całej szkole trąbiono o tym. Inaczej, na pewno by się tu nie pojawił, na to nie ma co liczyć. Jeszcze na dodatek, jest kilka znanych twarzy, jedne bardziej lubiane, inne mniej, ale to nie ma znaczenia. Po alkoholu wszyscy staja się równi., choć nigdy nie wiadomo, co takiemu McKlasterowi wpadnie do łba, gdy za dużo wypije. No, ale nie zagłębiajmy się w głębsze aspekty życie Pumowskiego Imprezowicza, bo może się zrobić nudno.
- Witam szanowne grono oferm! - powiedział, na dzień dobry. No a jakże inaczej miałby się odezwać? Wszyscy wiedzą, jaki to Korek jest i wiedzą, czego można się po nim spodziewać. No i stanął tak centralnie na środku, paląc sobie spokojnie fajka i patrząc na wszystkich błękitnymi oczami.
Powrót do góry Go down
Ashton Hard
Uczeń
avatar

Liczba postów : 30
Join date : 25/02/2012

PisanieTemat: Re: salon   Sob 3 Mar 2012 - 20:45

-I kogo ja tu wiedzę.
Powiedział Ashton idąc chwiejnym krokiem w stronę Codyego, w flaszce było już tylko ćwiartka z litra wódki, po chłopaku było widać że wypił to sam nie dzieląc się z nikim, w ustach miał odpaloną szlugę którą palił i kiepował na ziemie albo do jakiegoś pustego albo pełnego kieliszka który mijał po drodze.
-A ty jak zwykle wejście ze spóźnieniem
Powiedział podając mu rękę na powitanie i strzelając spalonym papierosem gdzieś w tłum, ktoś zwróci mu uwagę. był nie dość że pumą to panem śmierci i raczej nikt tu z obecnych nie mógł czuć się bezpieczny jeśli do niego zacznie startować.
Powrót do góry Go down
Cody McKlaster
Uczeń
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 14/02/2012
Skąd : Oksford, Anglia

PisanieTemat: Re: salon   Sob 3 Mar 2012 - 20:57

Za to Korek nie przejmował się tym, jaka zdolność miał Ashon. Jakoś go to nie ruszało. Nie bał się śmierci, mógł umrzeć w każdej chwili, nawet czasami tego chciał.
- Witam szanownego pijaka. Widzę, że bawisz się beze mnie, no nie? - zamruczał, strzepując popiół gdzieś na ziemię. Gdzieś tu Aiden powinien się kręcić, ale nie miał co do tego pewności. Jednak, co go to obchodzi i tak pewnie, ten jego przyjaciel wpadnie.
- Spóźniłem się, bo i tak przewidziałem, że nie będzie nic ciekawego. Więc po co mam się wysilać i przychodzić na sam początek? - spytał, wrzucając papierosa do wazonu z wodą i wyjął swoja flaszkę z kieszeni płaszcza. Bezceremonialnie otworzył ją i upił solidny łyk, lekko się przy tym krzywiąc.
Powrót do góry Go down
Ashton Hard
Uczeń
avatar

Liczba postów : 30
Join date : 25/02/2012

PisanieTemat: Re: salon   Sob 3 Mar 2012 - 21:05

-Coco chciała bym z nią wpadł tu więc wiesz ...
Powiedział zerując zawartość butelki i rzucając na ziemię tak by wpadła komuś pod nogi, lał na zasady jakie tu panowały, chciał się tylko narąbać i zmyć z nie swoim alkoholem do siebie.
-Muszę znaleźć tu barek bo jeden został już opędzlowawszy.
Powiedział i wyciągnął zza kurtki dwie butelki paru nastoletniej szkockiej whiscky i uśmiechnął się paskudnie otwierając jedną butelkę i wznosząc ją na znak toastu.
-Twoje zdrowie.
Powiedział wypijając potężny łyk.
Powrót do góry Go down
Phillip McKinnon
Uczeń
avatar

Age : 22
Liczba postów : 64
Join date : 02/03/2012

PisanieTemat: Re: salon   Sob 3 Mar 2012 - 21:11

Phillip w końcu ruszył swoje szanowne cztery litery i przespacerował się po pokoju lustrując każdego dokładnie, jakoś niezbyt przejmował się tym co się dzieje dookoła, najwidoczniej czekał na coś lub kogoś.
Aż w końcu zobaczył dwóch kolesi z bractwa pum którzy nieźle się rozpanoszyli, musieli mieć o sobie wysokie mniemanie skoro wstawieni w trzy dupy mówili o tym że ta impreza to nic ciekawego, niezły mieli tupet w każdym bądź razie zero szacunku dla organizatora.
Po dłuższej chwili młody McKinnon w końcu ich rozpoznał, jednym z nich był Cody McKlaster, przewodnicząc Pum a drugi to Ashton Hard, który ze względu na swoją moc ma się za największego, najsilniejszego i nietykalnego pana śmierci... poniekąd trochę było w tym racji.
Phillip przeszedł się po pokoju by w końcu usiąść obok Personelli Blackyear, podobne niezbyt lubiła gdy ktoś mówił do niej jej pełnym imieniem tak więc po prostu na nią spojrzał i szybko rzucił
-Co tam Coco - i po tych słowach łyknął sobie wody ze szklanki z którą nie rozstawał się od kiedy zjawił się na afterparty
Powrót do góry Go down
Nathan Clements
Uczeń
avatar

Age : 22
Liczba postów : 302
Join date : 21/02/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: salon   Sob 3 Mar 2012 - 22:42

Tak, bo on na nic innego nie czekał jak na pozwolenie! Gdyby chciał, mógłby coś tam sam przynieść na imprezę, w końcu papierosy, a raczej okropny wynalazek jej ukochanego braciszka, a jego ukochanego kumpla ćpuna, udało mu się przemycić, nie? Chociaż z tą fajką to najwyraźniej musiał przesadzić, bo w jego głowie pokój powoli zaczynał tańczyć i wydawać dziwne dźwięki, które tylko drażniły jego słuch. Oho, żeby się nikomu nie wydawało, ze jest wystarczająco nawalony! To po prostu, jedna z faz, przez które młody Clements zawsze przechodzi, coby nie wywlec na światło dzienne/nocne swoich talentów w rzyganiu jak najdalej. Ilekroć przed jakimkolwiek klubem razem z kolegami jak w wojsku i rządku puszczali tęczę, tak Nejtan posiadał ogromnego pecha i puszczał na tego, co nie trzeba. Cóż, no każdemu zdarza się taki okres czasu, gdzie kolejna z imprez okazuje się karuzelą. Uśmiechnął się na koniec swoich jakże niezbyt mądrych przemyśleń, klaszcząc w dłonie na widok przyniesionej przez Francescę wódkę. Może wyglądał na chudego Jelenia, ale otworzyć butelkę jeszcze potrafił. Zresztą brawa dla niego, iż pod wpływem zielska Kaia zdołał cokolwiek zrobić.
- Phi, moja wersja jest lepsza. Uważaj, bo jeszcze cię tutaj zostawię i sama zaciążysz, a wtedy to ja się będę śmiać! - Pokazał jej złośliwie język i ponownie obleciał tym obłędem w oczach po pokoju, najlepiej zauważając towarzyszkę Ashtona, która zachowywała sie co najmniej, jakby przeżywała ten pierwszy raz. Na imprezie? Nje, hahahahaha. Przecież nikt tutaj nikogo NARAZIE nie gwałci ani nie morduje. Błagam. Tak w ogóle..
- Będziemy siedzieć we dwójkę, jak prawdziwe nołlajfy, kujony etc samoluby? Zróbmy afgan party i rozruszajmy co po niektórych, bo aż mi niedobrze się robi, jak tak siedzą i czekają na okazje do pasożytnictwa, hm? - Zaproponował, co i tak inteligentne raczej nie było, ale w końcu miało w sobie jakiś sens i przesłanie, więc nie paprał się ze ściszaniem głosu. Niech się ogarną, przyniosą prześcieradła i poduszki- będziemy naśladować żołnierzy w Afganistanie. Rozbrajać ładunki.
- Chyba, że ty, Leistner - Pierwszy raz zwrócił się do niej po nazwisku, co go chyba kręciło. - Masz coś lepszego do zaoferowania! - Chwycił za butelkę zanim zdążyła znowu coś łyknąć i wyszczerzył się po wszystkim bardzo ciekawy jej kreatywnego myślenia.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: salon   

Powrót do góry Go down
 
salon
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Soho :: Koniec świata :: Koniec końca świata i galaktyki :: Wycieraczka końca wszechświata :: Posiadłość Bennettów-
Skocz do: