IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: salon   Sob 25 Lut 2012 - 13:19



To tutaj wszystko się dzieje. Jest to też najbardziej urządzone pomieszczenie w starym pałacyku. Światła, światełka, stare obrazy na ścianach, szafki, miejsce z muzyką. Głośniki są porozstawiane po kątach tak, że nie przeszkadzają w tańcu. Pomieszczenie jest bardzo zadymione i zatłoczone. Ci, którzy akurat nie pląsają wesoło w rytm hipsterskiej muzyki, odpoczywają na eklektycznych stylowo kanapach wzdłuż ścian.
Pod ścianą stoi wspaniale wyposażony BAR.




_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Nia Lawson
SHD
Uczennica

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 27/02/2012
Skąd : Los Angeles, US

PisanieTemat: Re: salon   Wto 28 Lut 2012 - 20:39

Przybyła na ten cały after party, chociaż nie miała pojęcia jakim cudem. Generalnie trafic tutaj to gorzej niż znaleźć jednorożca. Jednak była drobna różnica, jednorożca nie chciała znaleźć a to miejsce bardzo. Ubrana w krótkie czarne spodenki, rajstopy typu kabaretki, czarne szpilki oraz ciemny gorset weszla do salonu. Oczywiście miała jeszcze na sobie płaszczyk, ale zostawiła go gdzies po drodze w domu. skrzywiła się widzac ile jest osób.
- w ogóle nie maja wyczucia czasu. - mrukneła ignorując kilkoro młodszych od niej dzieciaków którzy jakimś cudem się tutaj wkrecili. Oj, bedzie musiała poważnie porozmawiać z Collierem o jego listach gości. Niektóre rzeczy będą musiały się zmienić.
Pewnym i spokojnym krokiem podeszła do barku i zrobiła sobie jakiegoś kolorowego drinka. Jak? Ano, jak sie łazi po barach to pewnych rzeczy można się nauczyć i takim sposobem Nia nauczyła się robić różnego rodzaju drinki. Trzymając szklankę w dłoni podeszła do kanapy wzrokiem wrecz usuwając nieszczęsne ofiary losu. Usiadła z gracją i patrzyła wyczekująco na drzwi. Jeszcze chwila i pójdzie sobie na after do jakiegoś klubu, zamiast kisić się na tej dennej zabawie. Czego jednak innego spodziewać sie po tej całej męskiej niby elicie. Zapewne będzie dużo alkoholu, dużo nastoletnich dziwek i innych tego typu rzeczy. Cóż, żałosne.

_________________
Take me on the floor
I can't take it any more
I want you, I want you, I want you to show me love




Nia~~*~~Friends~~*~~Internet~~*~~Phone
Powrót do góry Go down
Sofia Seiler
Uczennica
avatar

Liczba postów : 105
Join date : 01/02/2012

PisanieTemat: Re: salon   Sro 29 Lut 2012 - 15:51

Po ukończeniu szalonego befora aftera aftera befora Sofia Seiler była trzeźwiutka jak szczypiorek na wiosnę i także też chudziutka. Bo schudła.
Bowiem w ciągu kwadransa spędzonego w łazience, po opuszczeniu Pokoju Arystokracji Charliekracji, zmieniła się nie do poznania. Długie za łopatki tlenione blond włosy odeszły w niepamięć, szlochając i zatykając odpływ umywalki. Trudno, ktoś się tym zajmie. Może Marcheline. Oby. Bo ona się w seksownego hydraulika bawić nie będzie.
Postanowiła swoja nieco pijacką metamorfozę podkreślić jeszcze ubiorem. Więc wdziała na siebie krótką ogniście czerwoną kieckę. Za krótką. Cholernie za krótką. Gdyż kiedyś, w przypływie uczuć dobroci i miłości do świata, Chloe Demarchelier jej ją podarowała. A że najwyższa królowa z wysokości nie słynęła, to teraz kieca ledwie zasłaniała chude pośladki dziewczyny.
O których przez całą drogą na ten pieprzony kraniec świata fantazjował taksówkarz. Przez co pierwszą rzeczą, którą zrobiła Sofia po opuszczeniu taksówki było zgięcie się w pół i chęć zwymiotowania. Czego nie uczyniła. Bo znalazła się w obliczu jeszcze większego zagrożenia i słabości fizycznej, mianowicie w jakimś STRASZNYM DOMU. A Sofia Seiler horrorów bała się do śmierci klinicznej. Co pomogło jej zapanować nad mdłościami wywołanymi wizją siebie gwałconej w okolicznych krzakach.
Gdy więc znalazła się już w środku, pokonawszy rozsypujące się schody, zaniemówiła z wrażenia. Pałacyk był PEŁEN ludzi. W każdym stanie upojenia alkoholowego oraz naćpania narkotykowego. Oraz negliżu. Właśnie minęła ją lasia bez stanika, chichocząc w niebogłosy i pijąc wódkę prosto z czerwonego kubeczka - czyżby Abimael maczał w tym palce? Albo ten idiota Collier zaprzedał swe anglosaskie ideały? Chociaż kto tam wie, on raczej na chytrego Turka z bazaru wyglądał. Przynajmniej dla niej.
W salonie wszystko huczało i dudniło, ścisk był niesamowity, dym papierosowy wsiąkał w jej nowo zafarbowane i króciutkie włosy (dłuższe jednak niż kiecka, sukces), podobnież jak myśli ludzi wokół. Głównie ograniczające się do seksu, wspominania balu, seksu, picia, ćpania oraz dobrej zabawy.
Sofia przecisnęła się pomiędzy tłumem ludzi i ruszyła do barku. Wychodząc z założenia, że co jak co, ale Sofia Seiler się w piciu nie pitoli, wyciągnęła z wiaderka stojącego obok (dziurawego, co za plebs) wódkę i nie bawiąc się w żadne tam kubeczki czy popijania, pociągnęła sporego łyka. Po czym się zakrztusiła. Po czym wyrwała stojącemu obok facetowi sok z dłoni. Który zachwycony nie był. Ale zaraz kilka osób porwało go na parkiet. Naprawdę SZOK, że ten nawiedzony dom się jeszcze nie zawalił pod tyloma osobami.
Miała nadzieję, że Charlie pojawi się. I że ją rozpozna. Bo na razie nikt nie spojrzał na nią z pogardą czy zdziwieniem - co oznaczało, że jest tu ZUPEŁNIE incognito. Co za ulga. Widocznie krótka kiecka spod której wystaje bielizna czyni Cię BOGIEM tej szkoły. Zaraz, zaraz, czy ona jakąkolwiek bieliznę dzisiaj założyła...?
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: salon   Sro 29 Lut 2012 - 17:41

Aiden powinien na afterze pojawić się wcześniej i wszystko sprawdzić oraz dopracować, ale oczywiście lud króla nie posłuchał i stawił się na imprezie sporo wcześniej. Dużo wcześniej. Podejrzewał, że niektórzy przybyli do Bennettów jeszcze przed balem. Dlaczegóż wysnuwał takież logiczne wnioski? Bo nawet najtwardsi bernardowicze nie mogli się tak napitolić w tak krótkim czasie. Plus, gdy Collier wchodził już do salonu, impreza trwała w najlepsze. Bez żadnego podpierania ścian i różnych innych wesołości początkowych. Pewnie ludzie po tak drętwym bali bawiliby się świetnie nawet na wiejskich dożynkach. Zresztą - whatever.
Bo Aiden Collier aka Król St. Bernard (bez korony, którą sprytnie podpierniczyła mu Pru, przypadkowo nie zdejmując jej z główki przy akademikach) miał zamiar bawić się dziś wyśmienicie.
Zgrabnie przeskoczył nad liżącą się na schodach parką, potem prawie zderzył się czołowo z zbiegającą z góry grupą ludzi skandujących coś o bitwie na śnieżki, następnie udało mu się nie rozbić głowy o niski sufit i już był w salonie. Zrzucił płaszcz byle gdzie - na jednej z kanap leżał stos ciuchów; od najlepszych projektanckich wyczynów po jakieś dziwne koce? czyżby Seiler? - po czym, w całym swym majestacie obrzucił wzrokiem cała imprezę. Przez opary dymu nie widział za dużo. Ale wystarczająco, by stwierdzić, że jego grono ćpa w najlepsze w łazience bądź jest już w dziwnych zakamarkach, oddając się romansom.
Całe grono oprócz młodszej siostry, najlepszej z najlepszych, czyli Nii. Która znudzona siedziała na kanapie. Prawie, że się rozczulił. Była wiecznie niezadowolona. O ile nie uprawiała seksu.
Ruszył przez tłum ku niej, uśmiechając się czarująco. I radośnie. Bo obecnie jego nastrój w niczym nie przypominał wkurwienia czy tragedii antyckiej. Raczej...spokój ducha. Nawet w obliczu Nii, z którą robił rzeczy, o którym nie śniło się wychowankom Akademii Fizycznych. - Powitaj króla jak należy - zaanonsował przesadnie dumnym tonem, stając na przeciwko niej i czochrając jej włosy. Czego nie lubiła. Ale nie mógł się powstrzymać. Naprawdę dziewczę uważał za swą duszę bratnią. Chociaż ich stosunki odkąd jego serce posiadało jedną królową, nieco się...rozluźniły. Ale przywitać się oczywiście musiał. Obcinając ją wzrokiem. Ładna była. I niepotrzebnie znudzona. Dziś każdy zarucha trafi na miłość swego życia. O tak.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: salon   Sro 29 Lut 2012 - 18:12

Prudence wiele nie potrzebowała. Szybki marsz w akademickie strony po szybkim pożegnaniu z obietnicą rychłej okazji do przywitania, szybki rechange outfitu i szybka, zdecydowanie pobieżna lustracja stanu rzeczy, jaki prezentowała ONA. Sukienkę odrzuciła na łóżko, pozostawione kilka godzin temu w przebudzeniowym nieładzie, dorzuciła na szczyt pościelowo-odzieżowo-kosmetyczno-słuchawkowej kupy aidenowską koronę, by pozwolić sobie na swobodny zwis głową w dół w celu spryskania luźno spływającej kaskady miętową mgiełką. Tak dla odświeżenia ciała i ducha i może myśli - przydałoby się, takie zadymione i potłuczone demonstracja siły/klołkowego roztkliwienia/aidenowego orgazmistyzmu, nie były materiałem odpowiednim na harce i swawole w Sodomie i Gomorze. Musiała je jakoś zwilżyć.
Wymaszerowywując (!) z przesiąkniętego miętą i gorączką sobotniej nocy pokoju, wystukiwała na klawiaturze telefonu numer taskówkowy, przewieszając przez przedramię koronę. Do której po siedmiu minutach wskoczyła (co było zdecydowanie możliwe w obuwiu już-nie-balowym = już-nie-szpilkowym), zaskakując kierowcę docelowym adresem. Który swoją drogą ona sama pierwszy raz na oczy widziała, czytając zwitek papieru z pobieżnymi informacjami ds. organizacji, który Aiden wcisnął jej przelotem w dłoń podczas jednej z ich przypadkowej schadzki w murach St. Bernard po Crown. I którego była niemiłosiernie ciekawa.
Dlatego raz po raz przecierała rękawem kurtałki zaparowaną od przesadzonego ogrzewania szybę. Było ciemno i gorąco, a po czasie wypełnionym życiowymi historiami taksówkarza i mało towarzyskich odburknięć Pru - ciemno i pizgało. Na tyle, że Wrightówna wpakowała brodę, zuchwe i generalnie po oczy się wkomponowała w wełniany fuksjowy szalik, stawiając pierwsze kroki w kierunku budynku, który wyglądął wypisz-wymaluj jak malowane impresjonizmem dworki. Po lekkiej dewastacji, bez zbędnego odrestaurowania ALEALE, czego innego można się było spodziewać po wypaczonej moralnie umoralniającej każdego po kolei ekipie z E150. I Collierze. Czyli jakiś sexroom z pewnością uskuteczniony i... wykorzystywany aktualnie jest.
Neony, lasery, dziwki, chlanie. Dubstepów napierdalanie. To to tak sodomowe było. Ach, tak inne, różne i alternatywne! Prudkę niemal natchnęło do zapuszczenia jakichś libertines'ów czy innych kooksów, skok w podarte rajtki i zespołowy t-shirt (pod cardiganem obowiązkowo) i uskutecznianie indie. HE-HE.
Miast tego, po kilkunastu sekundach, tj. gdy ogarniała się pierwsza podjara, została wniesiona niemalże (z całą swoją miętow0-pończochową egzystencją) przez dziką hordę krwiożerczo-napaleńczą, zwaną st.bernardowiczami na afterku. Miłym, kulturalnym, abstynenckim i odwykowym afterku. Za co Pru wzniosła z jakimś nafuranym obywatelem pumiastym toast. Czymś co zalatywało spirolem rozcieńczanym wodą. W proporcjach dziesięć do jednego.
Ajda ją znajdzie. W końcu nie bez przyczyny ułożyła na równym stosiku swej wierzchniej odzieży jego dajdym. W miejscu, które ktoś zdecydowanie prędko odwiedzi. Przeca przenośny automat asortymentu antykoncepcyjnego w takich miejscach, przy takich ludziach NEEDED. I jak Collier koronę znajdzie, tudzież ujrzy na czubku głowy napaleńca z truskawkową prezerwatywą, zmierzającego do ustronniejszego kąta - dorwie ją. I zamorduje za lekceważące traktowanie insygnium jego władzy.
Tanytany mode on.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Nia Lawson
SHD
Uczennica

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 27/02/2012
Skąd : Los Angeles, US

PisanieTemat: Re: salon   Sro 29 Lut 2012 - 18:14

Faktycznie towarzystwo na tej imprezie już się nieźle rozkręciło. Skoro Aiden tak bardzo chciał wszystko do końca przygotować mógł po prostu nie iść na bal, albo przyjść przed balem. Ale oczywiście dla naszego króla to byłby zbyt wielki wysiłek. Musiałby jeździć w jedną i drugą. W końcu lepiej to zrobić tuż przed impreza. Zresztą to była logika Colliera i Nia nie miała zamiaru nawet próbować jej rozumieć. Bo i po co? Jeszcze jej psychika zacznie być w takim stanie, że tylko samobójstwo ją uratuje przed nią samą.
Siedziała więc znudzona na tej kanapie popijając drinka i zastanawiając się co ona tutaj tak naprawdę robi. Przecież nawet na razie nie było nikogo ciekawego, wybór miejsca też nie zachwycał. Nawiedzony stary dwór? Może nie nawiedzony, ale stary dwór? No naprawdę nie lepiej już było wynająć pokój w hotelu, albo cale piętro. Przynajmniej byłoby z klasą i o wiele bardziej luksusowo. Za to w tej posiadłości kiedy tylko zrobiło się krok, kurz wzniosił sie ku górze. Oczywiście mówimy o tym kurzu co jeszcze pozostał, bo wiekszość znajdowała się na pewnych parach które tarzały się w jedną i w drugą stronę. Dobrze, lubiła seks i nie miała nic przeciwko temu. Jednak jeszcze nigdy nie była tak nawalona, żeby robić to przy koleżankach i kolegach ze szkoły. Mimo całego swojego podejścia do życia, jakoś nie kręciło ją żeby nagle wszyscy widzieli ją w takiej sytuacji intymnej.
Nia już miała się zbierać i iść na jakaś normalną imprezę kiedy zobaczyła syna marnotrawnego. Usmiechnęła się pod nosem i nie spuszczając go z oczu kopnęła dzieciaka który padł tuż przy jej stopach. Wiadomo była piękna i cudowna, ale nie będzie jakiś szmatławiec zabierał jej przestrzeni osobistej. Na coś takiego sobie nie pozwoli.
- Króla powitam jak się pojawi. - odparła złośliwym tonem, jednak na jej twarzy cały czas byl uśmiech zarezerowany dla osób które były w jej bliższym kręgu. Lawson cały czas, od dobrego roku chodziła wściekła na Colliera, co nie przeszkadzało jej go cały czas kochać. Oczywiście ne w takim sensie jak on kocha Pru, Nia bardziej kochała go na zasadzie przyjaciela. A chodziła na niego zła własnie ze względu na Pru. Zostawił ją dla tej dziwnej dziewicy, na którą Lisica zwalała całą winę o zmianę Aidena.
Skrzywiła się kiedy jej włosy zostały poczochrane i jednym pchnięciem reki zwaliła z kanapy dziewczynę która siedziała obok niej. - Siadaj póki ci ręki nie złamałam za to czochranie włosów. Nie widzisz ile w nie pracy włożyłam? - zapytała zupełnie nie przejmując się jakimiś sykami czy krzykami ze strony poszkodowanej dziewczyny. No ej, Collier był istotniejszy niż gówniara który miała pierwszy raz w ustach alkohol.

_________________
Take me on the floor
I can't take it any more
I want you, I want you, I want you to show me love




Nia~~*~~Friends~~*~~Internet~~*~~Phone
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: salon   Sro 29 Lut 2012 - 18:29

Aiden ze współczuciem przyglądał się dziewczynie, lądującej na podłodze. Która, za chwile, głośno klnąc, oddaliła się w niewiadomym kierunku. Biedaczka. Widocznie nie znała Nii z tej złej strony.
A on znał - z każdej strony: i tej dobrej, którą pokazywała przy nielicznych, i tej nieco gorszej. Którą też lubił. Naprawdę. Może i nazwanie Lawson swoją siostrą było wielkim, kazirodczym nieporozumieniem, ale to określenie było najbliższe jego uczuć. Obroniłby ją przed każdym, gdyby sama sobie nie radziła oraz miał nadzieję być świadkiem na jej ślubie. Który zapewne nie dojdzie do skutku, dopóki nie wprowadzą w Anglii wielożeństwa, ale liczą się pure intenszyns!
- Króla wita się na klęczkach - podpowiedział jej teatralnym szeptem, siadając obok niej, na lekki dystans, co by nie prowokować jej do działań lubieżnych. Ale podroczyć się z nią dalej uwielbiał. Bo wspomnienia z Lawson miał wyłącznie dobre. Ba, była jedyną osobą, co do której był zupełnie pewien, że chce się z nim kochać, bo chce, a nie musi. Co bardzo mu pomogło w emo momencie życia. Wyleczyła go dobrym dotykiem, na całe życie!
- I tak ktoś Ci je niedługo zepsuje - powiedział, obrzucając fryzurę Nii zaciekawionym wzrokiem. Nigdy nie orientował się w wyglądowych zawirowaniach dziewcząt. To znaczy, gdy były w ubraniach. Bo nago się nimi rozkoszował i rozpoznawał w ciemności po kształcie obojczyków i kości biodrowych. Nawet teraz mógłby bez trudu przypomnieć sobie ciało Nii. Ze szczegółami. Ale był po słowie - przed samym sobą - i w jego mózgu realizowały się tylko wizje z Prudence Wright. Której Lawson szczerze nie trawiła.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Nia Lawson
SHD
Uczennica

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 27/02/2012
Skąd : Los Angeles, US

PisanieTemat: Re: salon   Sro 29 Lut 2012 - 20:47


Aż dziwne, że jeszcze są osoby które jej nie znają z tej złej strony. Przecież kiedy tylko robiła krok za próg pokoju zaczynała się wojna pomiędzy nią a resztą świata. Niektórzy widać byli mało domyślni, albo sadzili że to tylko w szkole a poza szkołą już będzie milutka. Cóż, to nie Lawson. Swoją lepsiejszą stronę pokazywała Collierowi i... w sumie tylko on jej przychodził do głowy. On był że tak powiem ostatnim stałym jej partnerem jakkolwiek dziwnie to brzmi w jej ustach. A do małżeństwa w jej przypadku zapewne nigdy nie dojdzie. Jeszcze nie znalazl się taki który by z nią tyle wytrzymał i równoczesnie żeby udało mu się ja chociaż trochę naprostować. Raz w życiu była zakochana i po tamtym razie powiedziała sobie, że nigdy więcej nie pozwoli na to uczucie. Została zraniona po prostu, może to dziwne przy jej charakterze, ale jednemu frajerowi się udało. A później wyjechał...
- Naprawdę wierzysz, ze padnę przed tobą na kolana? - zapytała unoszac brwi. - Te czasy minęły, kochanie. - powiedziała ze slodkim i uroczym uśmiechem. Faktycznie, były dni gdzie kiedy robiło się mniej tłoczno Nia padała przed nim, albo jakies inne pozy wymyślali. Jednak jak to mówią wszystko co dobre się dobrze kończy. Choć jak dla Lawson to nie było szczególnie szczęśliwe zakończe, ale jak kto woli. Collier był szczęśliwy i chocby nie wiadomo jak chciała nie potrafiła się nie cieszyć z jego szczęścia. Ale jego wybranki dalej nie trawiła i to się nie zmieni.
- Na razie sami tu frajerzy i się nudzę. Nie zaprosiłeś nikogo ciekawego? - zapytala przez chwile prawie że wątpiąc w Aidena. Prawie, bo gdzies tam kątem oka zauważyła dobrego znajomego do łózka. Ah, czyli jednak nie jest tak źle. Nadal jednak moglo być lepiej.
Troche kazirodcze nazywanie ich rodzeństwem, jednak inaczej się nie dało. Pary nawet nie przypominali, a dogadywali się zupelnie jak bliźniaki. To, że czasem lądowali w łóżku razem to już zupelnie inna, mniej istotna sprawa.

_________________
Take me on the floor
I can't take it any more
I want you, I want you, I want you to show me love




Nia~~*~~Friends~~*~~Internet~~*~~Phone
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: salon   Sro 29 Lut 2012 - 20:57

- Nie chodziło mi o to, zbereźnico - żachnął się teatralnym tonem, machając równie dramatycznie ręką, przez co wytrącił kubek jakiemuś chłoptasiowi. Lat mniej więcej osiem. Którego zdecydowanie nie powinno tu być. Aiden zmarszczył brwi, ale zanim zdążył zareagować jak na króla przystało i zesłać go do lochów chłopaczyna się ulotnił. Może to i dobrze. Dla niego.
Collier zapisał sobie w głowie, żeby na następną imprezę wprowadzić ochronę. Może postawi nawet w niej kolegów z E150, żeby sobie podotykali piękne dziewoje. Nie ma to jak spryt - i wilk syty i owca cala, ale nieco zmacana erotycznie. Lecz też zadowolona. Jak podejrzewał.
Bo jedyną niezadowoloną wydawała się Nia, choć odrobinę już mniej. - Zaprosiłem wszystkich, jestem człowiekiem komunistycznym i wspaniałomyślnym - powiedział z lekkim uśmiechem, podążąjąc wzrokiem za spojrzeniem dziewczyny. Nie kojarzył zupełnie jej partnerów do łóżka (swoich też nie, ale na to należy spuścić zasłonę milczenia) ani partnerek. Bo dobrze pamiętał jeden z pierwszych wspólnych wieczorów spędzonych w trójkę. Po raz pierwszy wtedy był autentycznie zmęczony po łóżkowych sprawach. Zadziwiające przeżycie. Przywróciło mu ono wiarę w swoją ludzkość, a nie zupełną boskość. Czyli kolejna rzecz, za którą Lawson trzeba do nóżek padać.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Heath Shakesheave
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 88
Join date : 24/02/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: salon   Sro 29 Lut 2012 - 21:20

Jak na Heatha przystało, on miał na wszystko czas. Nie widział powodu dla którego miałby się gdziekolwiek spieszyć, a już na pewno nie na imprezę. Przecież nie będzie stał razem z tym pożal się Boże tłumem wygłodniałych uczniaków, czekających tylko aż będą mogli pić, seksić, rabować i mordować. Zwykle wpadał w połowie, kiedy towarzystwo było już pod wpływem środków przeróżnych, nie ogarniało sytuacji i aż prosiło się żeby robić zdjęcia, a potem zacząć okrutne szantaże. Szkoda tylko, że Shakesheave nie był tego typu człowiekiem i wolał patrzeć na to wszystko z miną świadczącą o tym, że jest ponad plebsem nie znającym umiaru w piciu przy wypalaniu kolejnej paczki papierosów. A to był zdecydowanie niezbędny element jego egzystencji: fajki na imprezie. Zawsze był zaangażowany w organizację tego typu imprez i dbał o niezły klimat - dym był w końcu bardzo potrzebny i klimatyczny, dawał aurę tajemniczości i hipsterstwa. A bycie hipsterem było tutaj najważniejsze, bez wątpienia.
W końcu jednak Heath musiał wsiąść w taksówkę, nie chcąc narażać się na złość Amelie i Pru, które z pewnością oczekiwały na jego pojawienie się z ogromnym utęsknieniem. W końcu kto inny był na tyle trzeźwy żeby stawać się osobistą ochroną wszystkich kobiet, które były dla Shakesheave nietykalne. Czyli jego siostra z wyboru i przyjaciółka. Ktoś w końcu musiał je pilnować, a one były kobietami, co za tym idzie - w mniemaniu Heatha osobami, które same się nigdy nie ogarną. Jednak lepiej będzie jeśli zachowa tę teorię dla siebie.
Do Bennettów wszedł ubrany w to, co przyodział dzisiejszego ranka: szary t-shirt, czarne jeansy, czarne buty, skórzana kurtka. Typowy look Shakesheave, bo on wydawał się nie mieć w szafie innych kolorów niż odcienie szarości. Już z daleka słyszał głośno grającą muzykę (jednak nie Rihanna!), a gdy tylko przekroczył próg domu był naprawdę zaskoczony, że może on pomieścić tyle ludzi. Nierealne wręcz, tak samo jak nierealne były puste butelki walające się po podłodze, puste paczki po fajkach, znalazł się nawet jeden stanik w rozmiarze tak małym, że noszony był chyba tylko do ozdoby i ogrzania klatki piersiowej, aż w końcu w całym tym syfie stała niekoronowana królowa balu. W mniemaniu Heatha, oczywiście, wszak jego siostra zasługiwała na to, co najlepsze, nawet jeśli owym najlepszym czymś w tej chwili miała być głupia, złota korona.
- Pięknie wyglądasz, Pru - oznajmił tak, jak było ustalone, przekrzykując przy tym muzykę, a później ucałował swą siostrę w czółko, sprawiając tym samym, że jakiś cwany Lis zdecydował się jednak do niej nie podchodzić mimo wyraźnych chęci malujących się na jego twarzy. I pewnie nie tylko twarzy. - Gdzie twoja brzydsza i głupsza połówka? Przy okazji, nie wyłapałaś gdzieś w tłumie Amelie?
Rozejrzał się dookoła jednak nie dostrzegł nigdzie znajomej dziewczyny. Zabije go, zabije go jak nic, za to, że jeszcze się przy niej nie pojawił.
Powrót do góry Go down
Nia Lawson
SHD
Uczennica

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 27/02/2012
Skąd : Los Angeles, US

PisanieTemat: Re: salon   Sro 29 Lut 2012 - 21:23

Pokiwała głową klepiąc go po ramieniu.
- Ja wiem, ze ci tego brakuje, bo twoja dziewica orleańska ci nie daje. - powiedziała udając współczucie. A nie, nawet nie udawała. W jej glosie było tylko odrzucenie do Pru i jej dziwnych przekonań. - Jakbys potrzebował pomocy wiesz do kogo się zgłosic. - powiedziała przegciągając się z kocią gracją. Zauwazyła, ze jakiś trzynastolatek zagapil się na nią z otwartą buzią. Przywołała go z wrecz uroczym uśmiechem.
- Zalatw nam butelkę wódki i popitę. - wymruczała mu do ucha delikatnie muskając je językiem. Dzieciak od razu poleciał, a wybrzuszenie w spodniach bylo bardzo wyraźnie. Nia zachichotała złosliwie pod nosem widzac to. Chlopak po kilku sekundach był z tym co prosiła. Nawet kubeczki załatwil i znowu stanął gdzies pod ścianą. Nalała sobie i Aidenowi.
- Dobrze, wiec za twoją wygraną oraz tą denną imprezę, kroliczku. - stuknęła jego szklankę swoja szklanką i wypiła na czysto. Zaraz potem szybko odkręciła butelki z sokiem i zapiła gorzki smak wódki. Nadal się krzywiąc otarła krople które zostaly na jej wargach. - a królową została Pru czy Chloe? - zapytała kiedy już przestała mieć ten nieprzyjemny posmak w ustach. Odpaliła sobie papierosa ignorując otoczenie i skupiając się na Collierze.

_________________
Take me on the floor
I can't take it any more
I want you, I want you, I want you to show me love




Nia~~*~~Friends~~*~~Internet~~*~~Phone
Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: salon   Sro 29 Lut 2012 - 21:43

Heath obietnice spełniał. W ogóle Pru miała ogromne nadzieje na to, że wszyscy mężczyźni jej życia obietnice spełnią. Aiden znaczy. Czyli prawie wszyscy.
W dobrym momencie Heath z oparów dymu i seksiarskich syntez się wyłonił, bo Pru czuła się źle. Nie tak, xle jak w Crown, kiedy uwagi, niemej adoracji i równie bezsłownego towarzyszenia duchem i ciałem (zwłaszcza) potrzebowała. Jeszcze przed spiknięciem z Aidenem znaczy, kiedy to chciała hedonistycznie egzystować przez chwil kilka i upajać się zawrotami głowy u siebie i innych.
Ale nie tu i nie teraz, kiedy a) nie była w stanie wystarczająco wskazującym na spożycie, pieprzony sikoponcz na balu nie był dobrym fundamentem do napierdolu ostatecznego b) ie miała podstaw do ubiegania się o (taneczne) względy nikogo, poza Aidenem, z którym c) była. Nie tu i nie teraz (again), ale liczyła na to, że posiadłość Bennettów pozwoli im nawzajem się odnaleźć.
I nawet łowiła Colliera wzrokiem i nawet nie przeszkodziło jej to w rozpaczliwym wołaniu o towarzystwo Heatha i nawet zjawił się zaskakująco szybko!
- Heathcliff! - krzyknęła, cała rozpromieniona, niemal brutalnie rzucając się mu na szyję po tym, kiedy usłyszała to co powinna, o. A buziak w czoło jeszcze spotęgował jej nieme uwielbienie do brata. Prawieżenieme. - Dobrze, że jesteś, bardzo. Łudziłam się, że Ty mi powiesz. Też bardzo. Tak samo jak mi przykro bardzo, że Amelie nie widziałam - a kojarzyła, tyle dobrze.
Zaprzestała okupować jego osobę, wyciągając go gdzieś na nieco bardziej uboczny kawałek parkietu z dala od łaknącego negliżu i rozmnażania tłumu biseksualistów i singli. Wiadomo, że wszystkie normalne pary już się... skompletowały. I sobą zajmowały. - Generalnie... Twoje towarzystwo jest przemiłe. Dawno Cię nie widziałam. Nie rozmawiałam. Napijmy się - dodała, przyoblekając oblicze szelmowskim uśmiechem i skorzystała z bliskości baru. Wyposażonego mniej więcej jak alpinista w Himalajach. Czyli konkretnie. Tequila... nie, tequilę to sobie zostawi na później, takie zaraz po zlizaniu kreski soli z Aidenowego brzucha później. - Chcę kosmicznego drina, wiesz? Ale to zaraz po tym jak mi powiesz co z ta Amelką i ten.... JEZU czy to nie jakieś kosmiczne jest? - przytuliła się do ramienia chłopaka, radując się jego obecnością. I Aidenem. I nie wiedziała czemu miała ochotę eksplodować jarańskiem właśnie przy Bogu ducha winnym bracie.
Zaskakujące, jak szybko obecność Heatha wpłynęła na dobre samopoczucie Pru. Oczywiście tę część niej, która nie wiązała się stricte z Aidenem, bo jakiś gigantyczny odsetek dziewczęcia wierzgał z radości. Po prostu... nie czuła się już tak spięta jak godzinę temu na balu, na parkiecie, na stanowisku biernego słuchacza dramy Chloe.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Heath Shakesheave
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 88
Join date : 24/02/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: salon   Sro 29 Lut 2012 - 22:17

Może dlatego, że Heath to ogólnie była taka wróżka-zębuszka, wierny uczestnik akcji podaruj dzieciom słońce i ogólnie człowiek niezwykle prawy. A jako iż Prudence siostrą jego była, czuł się podwójnie zobowiązany do dotrzymywania wszelkich obietnic i bycia wzorem cnót wszelkich. I taki właśnie był, ot co!
Nie podejrzewał mimo to, że jego siostrzyczka będzie się czuła źle po oficjalnym oznajmieniu światu (czyt. jemu), że zmieniła status z wolna na w związku. Shakesheave się na tym nie znał, ale to chyba uszczęśliwiało dziewczyny. Kiedyś na szkolnym korytarzu słyszał coś o motylkach w brzuchu i po dziś dzień zastanawiał się o co tak właściwie chodziło - opis objawów choroby czy też objaw zakochania. Chociaż, jakby na to nie patrzeć, na jedno wychodziło. Tak czy siak, on nie był zbyt wielkim znawcą w kwestii związków, wszak sam nie doświadczył ich zbyt wielu na własnej skórze, bo uważał je za zniewolenie, które powinno być nagłośnione w mediach. I stanowczo zakazane.
Uniósł kąciki ust w odpowiedzi na szaleńczo miłe i siostrzane powitanie, które zaserwowała mu Pru, oczywiście obejmując ją przy tym w pasie gdy postanowiła uwiesić się na jego szyi.
- Może są gdzieś razem - zasugerował dobrotliwie, celowo i tonem do którego brakowało tylko zacmokania dla spotęgowania efektu. - Bardzo razem - dodał jeszcze, bo widocznie hasło dobrze było słówkiem hipsterskiego dnia. Wiedział oczywiście, że Amelie pewnie siedzi gdzieś w odosobnieniu, prawdę mówiąc, był bardzo zaskoczony, że wybrała się zarówno na bal jak i na imprezę. Biorąc pod uwagę jej przeżycia, podejrzewał raczej zaszycie się w pokoju, ale cóż. Nie był to temat, o którym chciał w tej chwili rozmawiać z Pru. Posłusznie ruszył za nią, po ledwie kilku sekundach wymijając dziewczynę i idąc przodem żeby ładnie utorować jej drogę swym męskim ciałem.
- Źle się komponuję ze słowem przemiłe. Nie psuj mi reputacji, Pru, w razie czego jestem najbardziej gburowatym, opryskliwym i beznadziejnym człowiekiem jakiego znasz. I rozmawiasz ze mną, bo ci mnie żal - poinstruował pannę Wright nie chcąc żeby opinia outsidera uległa zmianie na milusiego Heatha, który tuli do siebie dziewczęta. Jakby był ich przytulanko-przyjacielo-gejem. - Nic nie jest z Amelką, a miało coś być? I, matko, sądziłem, że skoro już jesteś z Aidenem to twoja potrzeba bliskości znacząco zmaleje. Przynajmniej jeśli chodzi o innych facetów.
Sięgnął po jakimś cudem zachowaną butelkę o bliżej nieokreślonej zawartości z powodu braku przyklejonej etykietki. Na szczęście, alkohol niewiadomego pochodzenia był mu niestraszny.
- Swoją drogą, brałaś coś? Dziwnie cię nosi - oznajmił zdobywając się na uśmiech w czasie kiedy siłował się z butelką, która stawiała wyraźny opór i była tylko do podziwiania jej idealnych kształtów i kuszącego płynu w środku. Ostatecznie jednak wynik walki wynosił 1:0 dla Heatha.
Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: salon   Sro 29 Lut 2012 - 22:53

Motylki w brzuchu.
Dobry eufemizm, mocne niedopowiedzenie, gigantyczny fail. No chyba, że tu Pru była skrzywiona emocjonalnie i duchowo. Sama gdzieś w środku czuła byt ciała obcego, ale to wspólnego więcej miało z wysoko łatwopalnym środkiem wybuchowym, które raz po raz eksplodował, z pyłu składając się w pierwotną, ponownie dymiącą z nadmiaru emocji formę, gotową do kolejnego wybuchu ku chwale (nieszczęściu?) Pru, zmiażdżonej ogromem pierdolnięcia. Chciałabym to w ładne słowa obrać, ale pierdolnięcie brzmi adekwatnie.
Poza dynamitem czy inną nitrogliceryną rozsadzało ją wewnętrznie coś innego, tak odrobinę znajomego, ale w wersji skromnej jak dotąd, okrojonej i w starym wydaniu. A teraz kboom - pure happiness. Osiągnięte w ramach niekoniecznie dojrzewania do pewnych decyzji, niekoniecznie wyboru tego co dla człowieka dobre. Przeca spontanicznie wyznała Aidenowi miłość, przeca nie wyobrażała sobie innej opcji i przepisu na zycie jak koegzystencja collierowska, przeca to wszystko stało się tym bardziej perfekcyjne, im bardziej pokręcone i nie do końca pojęte. Bo w gruncie rzeczy Pru nie rozumiała do końca wielopłaszczyznowego uczucia, które wiązało jej nadgarstki i niejednokrotnie urywało głęboki oddech, po prostu...
Kosmos. Właśnie poczuła jak silna potrzeby rozmowy z Aidenem w niej tkwi. Jak bardzo potrzebuje podzielić się z nim pewnymi kwestiami, pewnymi wyznaniami natury bardzo intymnej i jednocześnie bardzo duchowej. Dlatego w sekundzie uniosła przejęty lekkim nieogarem wzrok na twarz Heatha, czując się... nie do końca oświecona (to tam w Crown miejsce miało, powtórki z rozrywki w grę nie wchodziły), a nieco oszołomiona. Nadmiarem wszystkiego.
- Bardzo prawdopodobne - przyznała, uśmiechając się jakoś.... skromniej. - Ostatnimi czasy Aiden z wieloma ludźmi dzieli się swoim permanentnym szczęściem - zasugerowała, ignorując aluzje. A właściwie nie ignorując, a przekształcając na swoje. Tak w ramach subtelnego odbicia piłeczki.
Pru z lekką konsternacją zerknęła na dzierżoną przez Heatha butelkę, wciąż zerkając z niepewnością na sążniście wyposażony bar, rozciągający się właściwie na połowie długości ściany salonu, ale jak dotąd zawsze akceptowała hipsterstwo brata, dlaczego tym razem miałoby być inaczej?
- Biedny brat. Nazwany przymiotnikiem ani trochę pejoratywnym i tak cholernie oklepanym! - jęknęła, dodając całej scenie dramaturgii przez zasłonięcie maźniętych czerwoną szminką ust, dłonią. I zaraz wywróciła oczami rujnując szopkę. - Co miało być to nie wiem, Ty jej szukasz, rozglądając się non stop i mimo wszystko rejestrując mój dość niebotycznie chaotyczny stan. W każdym aspekcie lichej egzystencji - kiwnęła głową, wpatrując się perswazyjnie w butelkę, zanim zdecydowała, że miast obserwować zwycięskie boje między szkłem a Shakesheavem, po prostu wyjmie ją z bratowych rąk po skończonej walce i upije łyk, uprzednio kontrolując zapach. Nie do końca odpychający. I nie sikoponczowy. Czemu nie?
- I ja, biorąc przykład z mężczyzny mojego życia pragnę się dzielić uczuciem w ramach walki z ogólnie przyjętym egoizmem dostatku przeżyć dobrych - skwitowała ze stosowną powagą i stosownie nie-egoistycznie ściskając w dłoni butelkę. Którą w niezwykle altruistycznym odruchu oddała Heathowi. - Nic dziwnego. Jestem całkiem pewna że ojciec chrzestny przyszłego collierowsko-wrightowego dziecięcia, jednego z wielu, powinien być na bieżąco od początku - drugiego, but still. Odrobinę zniesmaczona gryzącą nutą alkoholu, ściągnęła brwi, krzywiąc się nieznacznie.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 14:29

Dobrze, że Aiden nie wiedział nic o planowanym w tym samym pomieszczeniu dziecięciu oraz jakimś jego cudownym, bezseksowym, poczęciu, bo pewnie by się lekko zakrztusił z wrażenia i ojcowskiego ciężaru na swych mocarnych barkach. Bo Aiden dzieci uwielbiał, naprawdę (może dlatego, że nie działała na nie jego moc i mógł bezkarnie rzucać je po trawniku, podnosić, wywracać i robić wszystko to, co mali chłopcy/dziewczynki lubią najbardziej; bez dwuznaczności!), ale obce. Bo na razie siebie w roli ojczulka nie widział przez najbliższe trzydzieści dwadzieścia piętnaście lat. Dla dobra ogółu. I matki i pociech i rzecz jasna dobra swojego.
Ale nieważne, Aiden w myślach nie czytał - całe jego cholerne szczęście - za to między wierszami się mu to udawało i jasno złapał aluzję Nii. Dość subtelną. Jak na nią.
- Rzecz jasna zgłoszę się, gdy tylko napadnie mnie taka potrzeba - odparł z godnością królewską. Chociaż to słowo dziewica dziwnie zabrzmiało w jej ustach. Tak...nieprzyzwoicie. Nigdy jakoś nie rozmawiali na ten bardzo poważny temat z Pru, ale należało tą kwestię uporządkować. Chociaż Aiden dałby sobie odrąbać prawą rękę i zabrać ostatnią paczkę papierosów za fakt, że Wrightówna rozwiązła była (jak na bernardowiczkę przystało) i że wianuszka dla niego nie dochowała. Nie miał jej tego za złe, oczywiście. Cnotę uważał za coś przereklamowanego i nierzeczywistego. Nawet on miał tą przyjemność bycia pierwszym-mężczyzną-w-życiu zaledwie kilku dziewcząt z tak licznej szkoły. Smutek.
Również i Aiden obserwował przeciągającą się jak kotka w rui Lawson. Niezwykle seksowna. Nic więc dziwnego, że ten chłoptaś patrzył na nią jak w obrazek - obrazek z jakiegoś pornograficznego pisemka. I że tak łatwo dał się wykorzystać.
Aiden odebrał hipsterski kubek wznosząc również toast, lecz przed tym wywrócił oczętami na lubieżno-uszny gest dziewoi. Naprawdę, była nieobliczalna. W sumie, mogliby się założyć, kto przespał się z większą ilością populacji ludzkiej i z PEWNOŚCIĄ wygrałaby ona. Gratulacje i tak dalej.
Na dźwięk znienawidzonego-ukochanego imienia, a właściwie ich sensownej kombinacji, uśmiechnął się. Zagadkowo-ironicznie-źle-dobrze za jednym zamachem. - Demarchelier, rzecz jasna - westchnął, nie wiadomo dlaczego, odrywając wzrok od Lawson. I przenosząc go na zatłoczony parkiet, a właściwie środek salonu. Bo wcześniej był zbyt zajęty Nią, żeby ogarniać cokolwiek poza jej blond wyuzdanością i mniej lub bardziej tkliwymi wspomnieniami z nią w roli głównej.
Nie szukał wzrokiem Pru - był wyrozumiały i obstawiał, że dama będzie potrzebowała przynajmniej dwóch godzin na zmianę outfitu i inne damskie zabiegi, bez sensu było więc sobie robić nadzieję na ujrzenie jej tutaj teraz nago zaraz.
Bo Nia miała śmiertelną, poważną i terrorystyczną wręcz rację - w związku z pewnymi brakami w życiu Aidena. Łóżkowymi. Które boleśnie znosił - acz bohatersko - i był w stanie znosić je na tyle długo, na ile będzie trzeba. Czyli do momentu, w którym jakimś-cudem jego moc odejdzie hen daleko a on sam będzie mógł pomiziać Pru po rączce bez rozpoczynania aktu seksualnego.
Tja.
Już miał zacząć myśleć ZNÓW o Corneliusie i o tym, że on nie reaguje i jak to można ogarnąć i w ogóle wtf, gdy zamajaczyła mu gdzieś znajoma czupryna największego hipstera St. Bernard. A zaraz obok niego jeszcze-bardziej-znajoma głowa Pru. Co zupełnie wybiło mu z głowy wszystkie sensowne rozmyślania o życiu i o śmierci.
Widząc, że obok Nii zaczyna kręcić się jakiś brązowowłosy Pumiak z chęcią potańczenia sobie za rąsie wolnego, wstał z kanapy.
- Baw się dobrze i pamiętaj o bezpiecznym seksie - powiedział do niej, na pożegnanie czochrając jej włosy i ulatniając się w trybie natychmiastowym, by nie zostać odwiezionym na pogotowie ze złamaniem obydwu rąk. Po czym ruszył w kierunku pijącej elegancko pary.
Pru była odwrócona tyłem, więc też potraktował ją z zaskoczenia objęciem w talii i przytuleniem oraz wbiciem podbródka w czubek blond głowy. Taki dość...zaborczy uścisk. Coś jak wyraźne danie do zrozumienia wszystkim zainteresowanym, że ona jest moja, won. W sumie, samej zainteresowanej też to powinno dać sporo do myślenia. Miejmy nadzieję, że przy okazji nic nie wylał na jej ubiór. Chociaż, tym szybciej by go zdjęła. Ale okej, stop złym myślom.
Za to Heath'a nie potraktował aż tak intymnie. Owszem, Shakesheave ładnym chłopcem był, ale o jakiejkolwiek collierowskiej słabości do greckich tradycji nie wiedział nikt (Zachary się nie liczył, toż to jest brat nie-rodzony). Plus, mężczyznę owego, brata Prudence również nierodzonego, traktował platonicznie i z uwielbieniem czysto przyjacielskim. Więc uśmiechnął się do niego sympatycznie, przyciskając Prudence mocniej do siebie.
- Nie wiedziałem, że mainhipster przychodzi na tak hipstreamową imprezę - powiedział w nabożnym zdumieniu, obczajając ruch butelki. O, kubek z alkoholem zostawił przy Nii. Czyli nawet się nie napił. Może to i dobrze. Inaczej Prudence pod nim byłaby już teraz na klęczkach. Czego bardzo chciał. Ale masochizm zobowiązuje.
- Gdzie masz koronę, Damo Mojego Serca? - spytał Pru, wyszeptując jej te średniowieczne frazesy prosto do ucha. Ciepłym oddechem. I wilgotnymi ustami muskającymi je także. Na nic więcej nie mógł sobie pozwolić, bo uważał, iż wymiana płynów ustrojowych przy publice jest czymś passe. Nawet, jeśli ekshibicjonizm stosowany lubił.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 15:11

/Prudka: kurtałka i sexroom PANI WIE O CZYM JA MÓWIĘ <3


Blaise nie pojmował zbytnio ruchu hipsterskiego. Gdy ogłoszono bal, otoczonym woalką iście mario-antoninowskiej aury, wszyscy rzucili się zasapani na zapisy, stwierdzają, że pojawienie się tam będzie szalenie hipsterskie. Jednak gdy okazało się jak potężna fala wybiera się na ów uroczystość, całe towarzystwo zarzucając bardzo hipsterskim fochem, równie hipstersko uznała, że będzie mieć bal w poważaniu. Jednak gdy bal okazał się mainstreamowy, automatycznie stał się hipsterski jeszcze bardziej, tak więc pojawiło się tam jeszcze więcej osób niż się uprzednio zadeklarowało.
Co ostatecznie pozostawia w głowie niezły mindfuck, przynajmniej pod mózgoczaszką młodego Colliera, który na bal owszem, wybierał się, ale nie dotarł tam z powodu raczej oczywisstego - natchnienie.
Bowiem przez niemal trzy godziny zawzięcie szkicował pewien krzew, oprószony śniegiem, w fantastycznym, fioletowo-pomarańczowym świetle tegoż wieczora. Wypalając fajkę za fajką. Ale MUSIAŁ to zrobić, innej opcji nie było, a przecież tego typu piękno jest zbyt ulotne, żeby porzucić chęć jego uwiecznienia dla zaprzestania oddychania na godzin cztery z powodu sztywnego garnituru.
Dlatego, gdy jego dłonie przypominały książkowy przykład odmrożenia stopnia osiemdziesiątego czwartego, gdy skończyły się mu papierosy i gdy wreszcie swój szkic ukończył, powrócił do akademika dumny, choć nieco zmarznięty. Stwierdzając aż nazbyt beznamiętnie, że pijana młodzież w ogromnych sukniach i jeszcze większych perukach wraca chwiejnie do swych pokoi, odprowadzana przez swych partnerów.
Niewiele myśląc, po wzięciu gorącego prysznica, wciągnął na grzbiet coś bardzo-nie-afterowego, bardzo-codziennego, czyli zwykłą koszulę i czarne spodnie i wybył z akademika, uprzednio zamawiając sobie taksówkę.
Po niekończącej się podróży do Pałacu Bennettów, przekroczył próg owej posiadłości, uświadamiając sobie, że to jest to, czego dzisiaj potrzebuje, harda impreza. Z Crystal Castles w tle. Widząc zadowolony tłum zaopatrzony obficie w alkohol, wychodzący z pobliskiego pokoju, skierował tam swe kroki, by na wejściu powitała go mleczna, gęsta mgła papierosowego dymu. Przez który przebijała się czerwona plama przy barze, a tą plamą okazała się być sukienka (bardzo krótka) która wisiała na Sofii Seiler (w wydaniu kasztanowo-miodowym [?]).
- Tyle plebsu, a nie masz kompana do picia? - zapytał podnosząc brew, wyrywając z jej chudej ręki butelkę wódki. Zlustrował ją niezbyt dyskretnym spojrzeniem, próbując tłumić w sobie tego nieokiełznanego artystę. Gdyż najchętniej zatrzymałby czas, dokładnie w tym momencie i naszkicował Seiler z tymi jej nóziami jak patyczki, w za krótkiej czerwonej sukience, z milionem wijących się wokół siebie nawzajem młodych ludzi w tle. Biorąc głęboki oddech, pociągnął z butelki dwa spore łyki, nawet zbytnio się nie krzywiąc. Bywało o wiele gorsze trunki od tego.

_________________
Powrót do góry Go down
Heath Shakesheave
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 88
Join date : 24/02/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 15:29

Heath chętnie podyskutowałby z Pru na temat motylków w brzuchu, środków wybuchowych i innych dziwnych określeń opisujących zakochanie, jednak nie danemu było doświadczyć ani ogromu pierdolnięcia ani nawet żadnych nieszczęsnych owadów uskrzydlonych. I bardzo się z tego powodu cieszył, bo należało to do doświadczeń, których nie miał na swojej liście before I die. Zresztą, Shakesheave zawsze podchodził z lekką kpiną do miłości i zauroczeń, a wszystkie wzdychające, beznadziejnie zakochane nastolatki raczył mało taktownie obśmiewać, ukazując tym samym jakim jest okrutnikiem i sadystą. Nie zapominając oczywiście o określeniu go słowem "bezuczuciowy".
- Dlatego też, na wszelki wypadek, postanowiłem go nie szukać dzisiejszego dnia - odpowiedział dobrotliwym tonem, obserwując przy tym zataczającego się w ich stronę chłopaka, który zgarnął tylko do połowy pustą butelkę z alkoholem, która stała przy barze, a potem pokopytkował w tylko sobie znanym kierunku i celu. Zadziwiające, że dla Heatha ludzie stawali się od razu sto razy bardziej interesujący, kiedy byli już pod wpływem procentów. Dopóki oczywiście trafiał na człeki, którym włącza się dobry humor zamiast agresji.
- Cieszę się, że rozumiesz mój ból, siostrzyczko. I nie martw się, twój chaotyczny stan tłumaczę sobie moim pojawieniem się w tym ekskluzywnym miejscu. Nie oszukuj się, dobrze wiesz, że dopóki się nie pojawiłem zachowywałaś spokój - oświadczył z miną znawcy, bo w końcu Wright jego siostrą była, cóż z tego, że nie zostało to nigdzie odnotowane. Dlatego też znał ją jak nikt inny i był mistrzem w tłumaczeniu jej zachowań, reakcji a także uczuć. Zdecydowanie, powinien się z tym talentem wybrać na jakieś sensowne studia psychologiczne.
Pozwolił sobie odebrać butelkę, bacznie przy tym obserwując Pru, kiedy to upijała pierwszy łyk. Skoro kobieta się nie krzywi, to znaczy, że nic nie stracił i nie ma co walczyć o trunek - niebywale to zasmuciło Heatha, ale co począć.
- Zamieniacie się w hipisów, martwi mnie to - pokręcił głową z dezaprobatą, odbierając ostatecznie marnej jakości alkohol, który to postanowił sam przetestować, przecież nie pozwoli żeby się zmarnował. Za plecami Pru dostrzegł przebijającego się przez tłum Aidena, ale postanowił zachować tę informację dla siebie, wbijając w niego spojrzenie ledwie przez kilka sekund żeby zaraz powrócić do panny Wright.
- Nie wiedziałem, że już planujecie powiększenie waszej rodzinki. Pru mnie właśnie wtajemniczyła - odezwał się dopiero gdy Collier dotarł na miejsce, a Heath oderwał od ust butelkę starając się zachować kamienną twarz i ograniczenie złośliwostek na widok Aidena obejmującego Pru. Tak, dzisiaj Heath miał zamiar być miły. I było to jego największe życiowe wyznanie, ponieważ urodził się jako członek loży szyderców, kpiarz i cynik. Jedyne na co sobie pozwolił to wywrócenie oczami, gdy zakochana parka zaczęła między sobą szeptać. Korzystając z chwili dla siebie, wysłał krótkiego smsa do Amelie żeby zlokalizować jej położenie, a potem wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, zaraz zapalając jednego. Czuł, że nadchodził czas opuszczenia jego ulubionej parki i zostawienia ich samych sobie. Miał tylko nadzieję, że nie będzie musiał zostawać ojcem chrzestnym jeszcze w tym roku.
Powrót do góry Go down
Sofia Seiler
Uczennica
avatar

Liczba postów : 105
Join date : 01/02/2012

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 15:31

Była właśnie w trakcie opróżniania butelki numer trzy (gdyż butelkę numer jeden wyrwał jej z rąk jakiś wysoki blondyn, namiętnie myślący o dyrektorze szkoły, co przyczyniło się do rozjebania o podłogę butelki numer dwa trzymanej przez nią w rąsiach; na szczęście rozjebania jej o podłogę a nie o czyjąś czaszkę w celu przywrócenia heteronormatywności na tym świecie), gdy i ona została jej brutalnie wyrwana, przez czyjąś męską dłoń. A męskie dłonie na tym pedalskim świecie mieli tylko Collierzy.
Podniosła więc wzrok na jakieś dwa metry w górę (prawie, że twarz Blaise'a przesłaniał jej dym) i obdarzyła mężczyznę spojrzeniem dość morderczym. O ile osoba ważąca około czterdziestu kilogramów może takie spojrzenie-grożące-przemocą-fizyczną-wysłać.
O dziwo, Blaise jej wrogiem nie był. Obydwoje umiłowali sobie Jelenie życie i sztukę: z tym, że ona sztukę twórczo-kreatywno-faszionistyczną a on Sztukę z Wielkej Litery i Wielkich Muzeum Światowych. Za co go nieco szanowała. I kochała. W skrytości serca, w dzikości dusz - że tak cytując klasyki harlequinów.
- Tyle alkoholu, a Ty nie możesz sobie znaleźć wolnej butelki? - spytała z szczerym, bo pijanym, zaciekawieniem. Albo Blaise zupełnie nie miał do kogo podejść albo może ją nawet lubił. Czego do myśli nie chciała dopuścić.
A propos myśli - ograniczała je dziś do minimum. Czyli: nie słyszała wszystkich, bo by umarła natychmiast. Czyli względna cisza z setkami przebłysków. Co kilka sekund jakieś wyraźniejsze hasło z umysłów pobliskich imprezowiczów wbijało się jej w głowę, przez co upić się musiała natychmiast, by i te przebłyski uciszyć.
A blaiseowskie oczywiście słyszała. Chude nogi, szkice. Automatycznie, nie dbając o pozory spojrzała w dół, marszcząc brwi.
- Jak mnie poznałeś? Jestem przecież zupełnie inną osobą - spytała po sekundzie, obciągając sukienkę w dół. Co spowodowało, że zsunęła się jej z biustu niemalże do linii pępka (stanik posiadała, uprzedzam). Co spowodowało, że ponownie podciągnęła ją do góry. Syzyfowe prace, cholerajasna, i to przy tym-lepszym-collierze.
Postanowiła więc nie ingerować w swój wygląd, obserwując jak szyja Blaise'a ładnie się rusza podczas przełykania. Każdy ma jakieś fetysze, prawda? Miała jedynie nadzieję, że nie jest na tyle napruta, żeby w jej spojrzeniu można było wyczytać jakieś serca i inne tego typu różowości. I że rumieniec, który wykwitł jej przy walce z sukienką można zwalić na gorąc tu panujący.
Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 16:21

Napierdalająca zewsząd muzyka nieco ograniczała, lub przynajmniej spowalniała jego myślenie. Jednak nie tłumiła smaku wódki, chociaż do takich rzeczy zwykle miał swoją szwagierkę, która chyba nawet gdzieś mu się tu zamajaczyła. Mlaskając ze zniesmaczeniem sięgnął po jakiegoś wściekle smerfowego (kolorem) drinka i zapił, by pozbyć się uporczywej gorzkości, wybitnie nie dającej się ujarzmić czymkolwiek innym.
Z uśmiechem obserwował mordercze nieco już błędne spojrzenie Seiler, jednak większym niż zwykle, bo zazwyczaj spotykali się w stanie trzeźwości, przynajmniej względnej, a widok upitej Sofii był czymś... uroczym. Jak i cała ona w mniemaniu Blaise'a, ale czy miało to jakiekolwiek znaczenie, tego nie wiedział. W końcu w przeróżnych rzeczach widział piękno, jakkolwiek by się go nie zdefiniowało.
- Uznałem, że mogę być miły. - odparł, wtykając między wygięte w lekki uśmiech wargi papierosa, dłoń z paczką wyciągając w stronę Sofki.
Interesowała go ona całą swoją postrzeloną osobowością, w sposób bardzo pozytywny. Miał setki rysunków z nią, bo chcąc nie chcąc, lubił ją szkicować. Była cierpliwa, oryginalna, ale w tym wszystkim nigdy się z nią nie nudził. Bo nawet historie o przerobieniu starych dżinsów na szorty, ze szczególnym uwzględnieniem każdego wbitego cekina/ćwieka/koralika/whatever była w pewien sposób interesująca. Dlatego nie był pewien kiedy zatarła się między nimi granica między artystą a modelką, całkowicie już nie wiedząc jak ma ją traktować.
Pstryknął zapalniczką i odpalił fajkę, mrużąc oczy przy pierwszym buchu.
- Najgrubsza w tłumie, ciężka Cię nie zauważyć. - powiedział tłumiąc śmiech i podał jej butelkę, wraz ze zgarniętym wcześniej drinkiem.
Rozejrzał się po tłumie, dostrzegając gdzieś wybijającego się ponad tłum o pół głowy brata, już ściśle połączonego z Pru, całe hordy znajomych z innych bractw i jeszcze większe tłumy osób całkowicie mu nieznanych. Takie osoby chodzą z nim do szkoły? Lecz powrócił wzrokiem do Sofii, która z wyjątkowo opłakanymi skutkami poprawiała tę nieszczęsną sukienkę. Zezwalając całej obecnej w salonie społeczności na oglądanie jej stanika, małego niestety, choć całkiem ładnego.
- Jeszcze nie czas na rozbieranie, daj imprezie się bardziej rozkręcić. - zaśmiał się, tym razem już nie tłumiąc niczego i strzepnął w przestrzeń bliżej niezidentyfikowaną popiół z papierosa.
Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 16:37

Jakby już Aiden rzeczywiście telepatycznie miał wychwycić jakotakie myśli Pru, to by się zorientował, że słowa wypowiedziane na głos są nieprecyzyjne i dość ogólnikowe. Przecież to Wright, to jej świetlana przyszłość, to jej pisane objazdowe amerykańskie wakacje rączka w rączkę (i ciało do ciała i usta do ust) z Collierem, podręcznym bagażem i kosmosem w głowie. To najlepszy okres życia, i wcale zbędna jest w nim osoba trzecia. NARAZIE ofc, bo w Pru - jak przystało na dobrą starsza siostrę (miłosierdzia) - instynkty macierzyńskie kipiały a i te rodzicielskie nawet w Aidenie odzywały się, co obserwowała nie raz - nie dwa podczas odwiedzin młodego Wrighta podczas ich wspólnych how romantic how dramatic schadzek w jej pokoju.
Ale to przyszłość, spokojnie, odwleczona w czasie i taka, o której się miło myśli i dowcipkuje. Bo jeszcze można.
Nawet Heath.
I już miała się odgryźć, sugerując, że ona i on (czyt rodzeństwo) tworzą całkiem hippisterski duet i że mogą w ramach walki ze schematem/systemem/totalitaryzmem skonstruować i zapoczątkować nowy lajfstajl. Za który zgarną kokosy jako propagatorzy i geniusze. I dzięki temu umiejętnie wpakują się na arcticowy backstage, co by wyściskać się mocno z bożyszczami narodów.
A nie zdążyła, bo ściskać zaczął ją kto inny. Przez którego straciła wiarę w ludzi, bo wszyscy okazali się tacy..... niekompletni przy nim. Smutne rzeczy, prawie jak to, że obsesyjnie perfekcjonistyczna Pru z lekka paniką obawiała się, że ulepszyć Aidena nie zdoła. DRAMA!
Uśmiechnęła się bardzo.. swojo, czując oplatające ją ramiona, zapach ich posiadacza i przyjemne wibracje. Bo w związku z tym, że podbródek na jej głowie umieścił, automatycznie odczuwała wydobywający się z niego głos. Baryton. Seksowny i uwodzicielski. Nawet jak do Prudkowego brata się zwracał.
- Miał tu misję. Przypomnienia, że powinnam zapewnić Ci koszmarne tortury. Nie pozwoliłeś mi zaskoczyć własnego brata - poskarżyła się, czując wzbierającą falę gorąca. STOPSTOPSTOPSTOP. I łamiąc sobie kark tylko po to, by musnąć wargami jego skórę na żuchwowej kości w ramach przywitania. A właściwie afterowego biforu przed właściwym hi darling.Wyżej nie sięgła, przygnieciona nim i potężną falą emocji hard. Przy okazji spiorunowała wzrokiem Heatha, dając mu jasno do zrozumienia jak zbędny był ów komentarz. Przez który parsknęła śmiechem. Odrobinę nerwowym i takim generalnie awkward.
Acz szybko go ogarnęła. Go i się.
- Faceci też poczucie humoru mają - ucięła temat ciążowo-rodzicielski, nie chcąc dokładać do znokautowanej główki Aidena kolejnego bagażu, z gatunku tych dalekosiężnych zaraz po wyznaniu miłosnym i dość jednoznacznym pokładaniu w nim ciągłej nadziei na trwania przy boku Prudence przez resztę życia. Jako darczyńca nazwiska i życia rajskiego.
Z przyszłościowych wizji wyrwało ją lekkie, szpikulcowe ukłucie sumienia. I zakłopotania. Spowodowanego upomnieniem się o namacalne insygnium władzy, które - na jej osobistyczne szczęście - mogła stąd dostrzec mimo oparów nikotynowo-marichuaninowych w przejściowym korytarzyku po drugiej stronie, gdzie ustawiała się mała kolejka w ramach zaopatrzenia się o antykoncepcję. Och ci niewyposażeni ryzykanci.
- Cicho Collier - mruknęła, ciesząc się bardzo, że położenie ich ciał nie po bożemu umożliwia jej przesłonięcie zakłopotania, rysującego się na twarzy, zdawkowym tonem. - Po cywilu jesteś przecież - zasugerowała, przy okazji pokazując CZEGO nie zdołałaby uczynić, gdyby mu się korony przywdziewać zachciało. No nie zdołałaby przeca tak jak teraz swobodnie wyciągnąć ręki gdzieś w okolice niebotycznie himalajskie i przeczesać palcam wooooooolno jego włosy, przejeżdżając ręką przez ich calutką długość.
- Heath, teraz jest ten czas, kiedy przyznajesz jak zdruzgotany emocjonalnie byłeś, widząc nas nie-w-duecie.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Sofia Seiler
Uczennica
avatar

Liczba postów : 105
Join date : 01/02/2012

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 16:46

Sofia bała się określenia piękna i uroku, zwłaszcza ze strony artystycznej, która to coś wspaniałego widziała w wyżutej do cna gumie do żucia albo zwiniętej chusteczce higienicznej w koszu na śmieci. A do takich wspaniałych przedmiotów nie chciała być porównywana, o nie. Wolała coś banalniejszego i bardziej przyrodniczego: kwiatki na wiosnę, róża w rozkwicie, gwiazdy na niebie i inne bzdety. Bo Sofia Seiler pod grubą warstwą popieprzenia i porycia była romantyczką. Przez wielkie R.
Co właśnie okazywała. A właściwie chciała okazać - jakimś ponętnym uśmiechem, zamruganiem oczętami, ustami w dziubek czy czymś, czym posługują się przeciętne dziewczęta - ale jakiś Lis, nie bacząc na złości międzydomowe, wręczył jej butelkę słodkiego wina, poklepał po plecach, ucałował w czubek głowy i poleciał gdzieś, cały owinięty serpentynami. Przez co wybiła się z rytmu. I chętnie łyknęła, świadoma tego, że mieszanie alkoholi skończy się zgonem totalnym szybciej, niż zdąży wyznać wielkie uczucie swojemu Mistrzowi Sztuki. Co miało WIELE dobrych stron.
Spojrzała na niego z istnym jelenim wyrazem twarzyczki. Czy on kpił z jej tuszy? Założyłaby obronnie dłonie na dziewiczej piersi, ale trzymała w nich butelkę, więc jedynie prychnęła, nie wiedząc, czy ma być obrażona.
- Przytyłam trzy kilogramy - wyznała mu szeptem, co pewnie mógł odczytać tylko z ruchu jej warg, bo właśnie Alice Glass wyła coś o Alice Practice w tle, co wywoływało w ludziach orgazmistyczną enerdżi. A najbardziej orgazmistyczną w wysokim anonimowym blondynie stojącym gdzieś pod ścianą. Którego natrętnych myśli nie mogła zignorować, bo były szalenie natrętne.
I to nie o niej! Prawie, że zapadła się w sobie. Przyjmując papierosa od Blaise'a. Którego włożyła między wargi i czekała na zbawienie - bo w tej kiecy zapalniczki żywcem nie miała gdzie nosić, no.
- Tamten facet mówi, że masz niezły tyłek - powiedziała po chwili dość głośno, dziękując Bogu za zmianę tematu. Jakiekolwiek podteksty o rozbieraniu się z ust Colliera Młodszego były dla niej zbyt mocnym tematem na pijackie rozkminy. Mózg jej się wtedy rozjeżdżał, nie mówiąc już o nogach. Kontynuowała więc wesołe przeglądanie pornograficznej książki z obrazkami w głowie nieznajomego, otwierając coraz szerzej oczy. Postanawiając jednak oszczędzić Blaise'owi szczegółów. - I chętnie by przed Tobą uklęknął. Czy w tej szkole są sami geje? - spytała nieco histerycznym tonem, kończąc wino (niepełne było, seriously) i kładąc je na podłodze. Przez co się schylić musiała. Przez co znów zaświeciła chudym negliżem. Chwała pijaństwu, w innym wypadku rozpłakałaby się z nieszczęścia i zawstydzenia.
Powrót do góry Go down
Coco Blackyear
Dorosły
avatar

Age : 23
Liczba postów : 575
Join date : 25/12/2011
Skąd : Kuba, Satna Clara

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 17:01

Ilu jeszcze osobom muszę udowadniać, że nie jestem aspołeczna?
Nie, nie, nie i jeszcze raz nie, po prostu miły wieczór z książką jest bezpieczniejszy.
No, ale co tu mówić o bezpieczeństwie przy Ashtonie? Nigdy nie wiadomo co się z stanie w jego towarzystwie. Na pewno raczej nie przeciągnę go na swoją stronę, oglądania filmów z Jane Harlow i wzajemne płakanie do haftowanych chusteczek.
Trochę zagubiona weszłam do salonu tuż przy panu Hard.
Nie zdążyłam się nawet przebrać! Miałam wciąż wyrzut w spojrzeniu i lekko oburzona minę. Choć w sumie chłopak miał rację, nim bym się przebrała minęłoby trochę...
Szturchnęłam lekko pumę i spojrzałam na niego.
- Chcesz, żebyśmy wyglądali tu jak para zagubionych żabich udek? - Spytałam, nieco nieswoja atmosfera, ale mimo wszystko sporo znajomych. Przeleciałam wzrokiem wszystkich, których udało mi się zbadać. Przez pewien czas kurczowo trzymałam się Ashtona. No co? To MOJA PIERWSZA IMPREZA.
- Ech...miałeś coś na rękawie - Wcale się nie boję i wcale nie jestem aspołeczna.
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 17:04

Aiden bardzo lubił od tyłu. Przytulać się. A właściwie przytulać ją. Bo z nikim innym się przytulać za bardzo nie lubił, to było zbyt babskie i zbyt intymne. I zbyt działające. Bo on chciał zwykłej tru-Pru bliskości, a nie szału ciał od razu. Może nie do końca to prawda była, ale naprawdę Aiden tęsknił za dobrą, długą grą wstępną. A nie że muśnięcie paluszka i wszystko było już gotowe.
Zresztą cóż to za łóżkowe rozważania - na razie tylko ją trzymał w swoim mocarnym uścisku, czując jak oddycha i czując jej dziwne ruchy w celu dotknięcia jego szyi i włosów. A gdy po nich ręką przejechała, prawie, że zamruczał. Kolejny plus takiejże pozycji - nie mogła widzieć jego twarzy, więc i czystej kociej przyjemności na niej malującej się. Chociaż wszystko co kocie to pffff - ale o tym jeszcze Aiden nie wiedział. A poza tym jego mocarne ciało, ha, ratowało ją od popychania tłumu, tańcującego w rytm zespołu, którego nazwy Aiden nie mógł nawet wymówić.
- Dzieci? Jak? Z kim? O czymś nie wiem? - spytał słodko, łapiąc Pru za dłoń i sprowadzając ją ze swoich włosów. Żebytylkokarkuniedotknęła. Jeszcze nie teraz.
Lecz zanim zdążył rozwinąć ilość pytań, Heath uroczo się z nimi pożegnał i zniknął gdzieś w tłumie. Szukając pewnie tej dziwnej Lisicy z którą ostatnimi czasy Aiden go widywał. A której Collier jakoś nie trawił - bez racjonalnego powodu. Zresztą, miał ważniejsze sprawy na głowie ( a właściwie ich NIE MIAŁ i to był PROBLEM) - koronę. Którą jego luba gdzieś zawieruszyła bądź przepiła. Haniebnie.
Odwrócił ją więc do siebie przodem, coby wyczytać w ukochanych oczętach wstyd i chęć przeprosin. Ale zamiast skupić się na górnych rejonach dziewczęcia, zlustrował raczej jej niziny, odziane w pończochy. Spostrzeżenie to nie było pomysłem dobrym, zwłaszcza, że Aiden ostro cierpiał na cnotyzm. Gorejący cnotyzm i wyobrażenizm. Erotowyobrażenizm.
- Korona. Gdzie ona przebywa? - spytał nieco niegramatycznie, acz zmysłowo, jakby pytał o kolor bielizny, jaki posiada na sobie to niegrzeczne dziewczę. O ile jakąś posiada.
Może i zachowywał się jak materialista, ale naprawdę swoją ostatnią koronę w St.Bernard chciał bestialsko ukraść. Bo już nigdy więcej nie zabaluje tak ze swoją Królową. To jest z Demarchelier. Którą po sekundzie wyrzucił ze swojego umysłu.
Rozejrzał się nieco, jakby korona miała mu z nieba zlecieć prosto na skroń, ale oprócz tego, zobaczył swoją młodszą fotokopię w postaci Blaise'a, gadającego z jakąś anorektyczką. Biedak. Aiden musiał mu załatwić jakąś wspaniałą dziewczynę, żeby nie musiał się z plebsem zadawać.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Francesca Leistner
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 486
Join date : 04/02/2012
Skąd : Buckinghamshire

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 17:32

No więc po szybkiej wizycie w pokoju i w ogóle po prawie odpoczynku mogła ruszać dalej. Była nieco obolała, zmęczona i gdyby nie umówiła się z Nathanem być może darowałaby sobie cały ten kiepski after. Będzie tak samo nudno zapewne jak na balu, zero rozrywki i tylko ta cała dziwna trójka zrobi wokół siebie szum. No ale pomijając już to wszystko może w jakimś stopniu nie będzie tak źle. Oczywiście jeśli ktoś lubi tego typu rzeczy i nie nudzą go już a początku jakna przykład Francesce.
No ale dobra nie ważne jak się tutaj dostali. W każdym razie ich taksówka nieco błądziła, ale w końcu trafili. Tak więc pojawili się z Nejtanem nieco spóźnieni, bo większość była już raczej nawalona, zaś druga część zbyt trzeźwo też nie wyglądała. Oczywiście ciągnąc za sobą Nathana (swoją drogą biedny chłopak, bo lisica ciągnie go za soą krok w krok nie dając mu nawet okazji zaprzeczyć) ominęła szerokim łukiem całą tą dziwną gromadkę, za którą nie specjalnie przepadała. Raczej jej nastrój nie był an tyle wspaniały by wdawać się z nimi w jakieś dyskusje.
- To co robimy? Pijemy nawalamy się w piętnaście minut i śpimy gdzieś w piwnicy, czy masz ciekawszy pomysł? - w tym oto momencie czekała na jego propozycję. Jej nie była zbyt zachęcająca, no ale w sumie nie wiedziała jak on to sobie wyobraża. Jak zwykle czekała na czyjś inny, ciekawszy pomysł podczas gdy ona miała tylko zatwierdzać, czy się na to pisze czy nie. Manewrując między pijanymi dzieciakami wreszcie dotarli do kanapy, więc padła na nią, jakby była niewiadomo jak zmęczona.
Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: salon   Czw 1 Mar 2012 - 17:38

Pru zwątpiła w siebie i zdolności dekoncentracyjno-ignoranckie. Mogła się bardziej postarać, jak podłapania tematu przez Aidena nie chciała. Na przykład złapać go za rękę w celu lekkiego, subtelnego pomiziania. Kóre przeniesie wyżej, dalej, aż do samej szyi i jej tyłu, czyli TABU karku. O którym się nie mówi, tylko wykorzystuje. Ale to zaraz.
- Dzieci? Jakie dzieci? - spytała z niewinnym wyrazem twarzy (już musiała, aktualnie obracana w kierunku Ajdy była), który właśnie ulegał transformacji w triumf wymalowany czerwonym markerem. - Rozmawiałam z Heathem o potrzebie zaopatrzenia się w welonka w ramach próby rozłożenia potęgi miłości na inne byty - skoro Chloe już nie mam - skoro ludzie odpadają - odprowadziła wzrokiem Shakesheave'a, zapisując sobie w pamięci by upomnieć go przy okazji za zignorowanie jej perswazyjnej prośby o gloryfikację ich związku. Po czym odwróciła się wciąż z tym złośliwo-uroczym uśmieszkiem w stronę Colliera, łapiąc go już nie za rękę, a za słówka. - Dlaczego pomyślałeś o dzieciach? - położyła dłonie nad jego biodrami, właściwie bliżej żeber i lustrując jego garniturowy obraz. Taki wypisz-wymaluj na okładkę pisemka, takiego playgirla. Coby się kobieciny jarać mogły, a za okładką go pozbawionego stroju formalnego i jakiegokolwiek innego widziały. Znaczy Pru tylko.
Czylijednak. On też tam sobie przemyślowywuje to i owo od czasu do czasu. Nie jest Aidenem wypaczonym, jest Aidenem, który się bawił ładnie z Mattie'm to z innymi da radę. Szczęśliwe dzieciuszki odporne na moc!
I to dużo bardziej niż ona, która bardzobardzo chciała się dziś kontrolować, a zaraz potem chcieć przestawała i dać się gorączce ponieść pragnęła. Co byłoby za proste. Prudence wyzwania lubi. Prudence wyzwania przyjmuje.
Zadanym pytaniem przy okazji chciała w czasie odwlec chwilę, w której będzie musiała przyznać się do haniebnego, choć z zamysłem, czynu i pewnie odkupić swe winy, pokutować i uświęcenie roztaczać na prawo i lewo. Wpatrywała się jak urzeczona w Aidena, który jak urzeczony analizował jej strój casual. Zbędny, ostatecznie i definitywnie.
Tak jak ich obecność tutaj - w tłumie. Publika zbędna, choć zapewne ucieszona byłaby aktem namiętności wszelakich. Właściwie ich marne i skąpe części miały miejsce w kątach czy tam na środku "parkietu". Well done, St. Bernard.
- Stworzyłeś wylęgarnię rozpusty... - przyznała, odwracając na jego tęczówki wzrok z powrotem, zaraz po krótkiej analizie plątaniny kończyn niemalże pod ich stopami. - Czyżby wizualizacja wzniosłych idei i perspektyw E150?

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: salon   

Powrót do góry Go down
 
salon
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Soho :: Koniec świata :: Koniec końca świata i galaktyki :: Wycieraczka końca wszechświata :: Posiadłość Bennettów-
Skocz do: