IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Pon 20 Lut 2012 - 14:39


_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!


Ostatnio zmieniony przez Prudence Wright dnia Sro 20 Cze 2012 - 15:43, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Pon 20 Lut 2012 - 16:10

Dobrze się składało ostatnio. Na przykład tak, że okazywało się iż zarówno Prudence jak i Chloe mają jednego dnia w tygodniu wolne od wszelkich mniej bądź bardziej absorbujących zajęć popołudnie. Które należy wykorzystać w stopniu maksymalnym, pogłębić relację, malować sobie nawzajem paznokcie, czytać pisma kobiece i rozmawiać o chłopakach przy "Casablance" czy innym "Śniadaniu u Tiffany'ego", konsumując lody czekoladowe łyżkami z pudełka.
Nie.
Bo tak na serio to właściwie już w chwili zajmowania przez Pru miejsca w samochodzie mamy rysował się w jej główce diabelski plan. Po krótkiej przejażdżce obfitej w dość chaotyczne gadki pani Wright i nieco sarkastyczno-ironiczne reakcje Pru, dziewczęta przestąpiły próg domostwa Sokolicy, która rzuciła jedynie przez ramię krótką komendę "do mnie" w kierunku przyjaciółki i w marszu ściągając z ramion kurtkę podążyła do kuchni, z której po chwili wyniosła jakąś prowizoryczną żywność pierwszej potrzeby w postaci złóż pralinek, mandarynek i pochodnych. Oraz soku kaktusowego tak asekuracyjnie (!). Progi swego pokoju przekroczyła uśmiechnięta od ucha do ucha i ciskając prowiantem w stronę Chloe już wygrzebywała z podręcznej szafki butelki, pewno kiedyś porzucone w tym miejscu przez Złego Eksa, brr. Może w końcu przyda się coś z nim związane.
- Wolisz przezroczyste czy krwistoczerwone? - wyszczerzyła się wdzięcznie, chowając za plecami wciąż nierozdziewiczone butelki.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Pon 20 Lut 2012 - 17:21

Lubiła przebywać w domostwie Pru, zwłaszcza na herbacie z mlekiem, gdyż to właśnie w tym miejscu smakowała ona tak iście brytyjsko. Cóż, z racji francuskiego pochodzenia była od małego przekonywana, że kanonem jest czerwone wino, pleśniowe sery i bagietki, wpierdalane w obowiązkowym berecie z antenką i bluzce w poziome paski. Dlatego też Wrightówna wtajemniczała ją w tutejsze zwyczaje, z których wybitnie upodobała sobie ową herbatę z mlekiem (pod żadnym pozorem nie bawarkę, co automatycznie wywoływało przed oczami obraz kosmicznie owłosionych ryżych grubasów w skórzanych szortach na szelkach).
Wraz z momentem przekroczenia progu pokoju zdjęła z siebie wszystko, pozostając jedynie w komplecie czarnej bielizny i wyciągnęła z szafy Pru jakiś sweter i skarpety.
Kolejny plus przebywania w tym miejscu był taki, że kompletnie nie musiała martwić się o swój strój, gdyż czuła się tu absolutnie swobodnie. A świadczył o tym choćby fakt, że wyglądała tak, jak zapewne wygląda 99% nastolatek, gdy spędzają czas w domowym zaciszu.
Potraktowała przyjaciółkę wybitnie rozkosznym uśmiechem, gdy ta wkroczyła z impetem dzierżąc w ramionach ich prowiant, a na jej twarzy wymalowało się czyste szczęście na wydźwięk prudkowego pytania.
- Przezroczysteeeeeeeeeeee - powiedziała tonem, jakby było to co najmniej oczywiste i zabrała się za złote pudełko szwajcarskich pralinek.
Stoczyła bój ze szkarłatną wstążką, która niezwykle zacięcie broniła zawartości opakowania. Studiując obrazki czekoladek na dołączonej planszy, wybrała karmelową z polewą z gorzkiej czekolady, która już po sekundzie została przepołowiona klołkowymi siekaczami.
- Pacz Płu, są tłuskawkowe. - całkiem zadowolona z wizji dzisiejszego wieczoru wyciągnęła rękę po butelkę, oczekując, że będą pić z gwinta, w ramach burżuazji ze szklanek, a samą gospodynię obdarzyła uśmiechem, ukazując całe swe uzębienie.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Pon 20 Lut 2012 - 17:42

Żywa reakcja przez Sokolicę przyjęta została z wyraźnie dziękczynnym i aprobującym spojrzeniem, rzuconym spod szelmowsko ściągniętych brwi. Wyciągnęła zza pleców butelkę raczej znośnej, raczej czystej absolutnie wódki (trzymajmy się sentymentów <3), wino obiecała sobie wykorzystać przy kolejnej, pewnie nieco kulturalniejszej okazji. Bo dziś kulturalnie być nie miało. Świadczyło o tym mocne uderzenie prudkowego łokcia w dno szklanej zero-siódemki jak i roboczy strój Chloe.
- Nie wiem skąd wytrzasnęłaś ten sweter - parsknęła zdezorientowana, przyglądając się zilustrowanym tam podobiznom planet, ze szczególną niepewnością wpatrując się w bezkształtny pierścień Saturna. - Ale zakładam, że to jakiś twór zeschizofrenizowanej Annabeth z jej dość marnego okresu - utwierdziła w przekonaniu zarówno siebie jak i pannę Demarchelier, wyciągając w jej kierunku wódkę i - uznajmy - wyczarowując gdzieś z kosmosu dwie literatki. Co jak co, ale symboliczne stuknięcie się szkłem mieć miejsce musiało. Gwint wykluczamy.
- Wymyśl nam jakiś ambitny toast - zakomenderowała, błagalnie przeciągając samogłoski i wyciągając z rozłożonego na klołkowych kolanach pudełka czekoladkę na chybił trafił, której konsumpcje rozpoczęła na swój własny sposób, mianowicie wpierw "obierając" z czekolady, by wreszcie dobrnąć po pojedynku z nugatowym kremem do laskowego orzecha. Miażdżąc owego, podniosła się z klęczek i biorąc przykład z Lisicy dokonała krótkiej metamorfozy odzieżowej, przywdziewając krótkie bawełniane spodenki i ciemnogranatową bluzę z czerwonym wnętrzem kaptura, uwielbioną przez nią, dlatego nigdy nie zwróconą pewnemu osobnikowi płci męskiej. Takiemu całkiem jej bliskiemu jeszcze do niedawna i którego personalia są w chwili obecnej kompletnie zbędne.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Pon 20 Lut 2012 - 19:52

Przyjrzała się wnikliwiej szalonemu nadrukowi na swetrze, który miała okazję na siebie przyodziać, ściągając z konsternacją brwi, po czym uniosła jedną prawie nie ironicznie.
- Annabeth się tak nosiła? - nie mogła powstrzymać mało królewskiego parsknięcia. Niestety była pozbawiona takowego wzorca, jakim była typowa matka z siarskimi zdjęciami z jej młodości, z tekstami w stylu "powoli schodź po schodach po sobie zaszportasz nózie" i inne "głód najlepszą przyprawą". Niestety rzewne historie o jej przyrodnich matkach nie bawią już samej poszkodowanej, dlatego z pewnością nie będzie ich wywlekać w tym momencie. A miała takich aż cztery i wszystko wskazuje na to, że to nie koniec.
- Mam niestety wrażenie, że gdybyś chciała znaleźć coś starego w mojej szafie, byłaby to zabytkowa suknia Diora Gertrude, w której była na swoim debiucie. - zaśmiała się gorzko i naciągnęła tkaninę swetra palcami - Zdecydowanie cierpię na deficyt takich relikwii. - dodała głosem z pewnością przyjemniejszym, przechwytując literatkę z wódką.
Obserwowała jak przyjaciółka się przebiera, zwracając uwagę na granatową bluzę, która wydawała jej się dziwnie znajoma. Jednak jej myśli zaprzątnęło rozmyślanie nad odpowiednim toastem, chociaż chyba dzisiaj będą miały wiele okazji by je wygłaszać.
- Ambitny toast... - machnęła ręką w górę by strzepnąć dużo za długi rękaw i podrapała się po głowie - Za udany wieczór. - powiedziała dobitnie, podnosząc szklaneczkę.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Pon 20 Lut 2012 - 20:29

- Wstydź się Chloe Demarchelier - syknęła z niezadowoleniem, trącając palcem wychodzone lisie ramię. - A czy w latach obecnie nam przyświecających Herbaciane Damy pozwalają sobie na podobne obrazoburcze akty, jakim jest na przykład przyodzianie tego - chwyciła między dwa palce materiał na ciele klołkowym, unosząc znacząco kąt ust - w towarzystwie?
I nie czekając na odpowiedź dodała głosem pełnym pozorowanej chluby i poczucia zajebistości graniczącego z tym Klołkowym (:*):
- Więc wyobraź sobie, że dwadzieścia lat wstecz również nie było mowy o podobnym publicznym upokorzeniu. Chyba, że się chciało zostać zrównanym z Jeleniem pod względem niepoczytalności umysłowej - wyjaśniła tonem, który wyraźnie wskazywał na ubliżenie jakim podobna kwestia się okazywała. Sama w takich kategoriach nie myślała, stereotypy zawsze uważała za krzywdzące ale niezbędne w takim bernardowskim kontrolowanym syfie. Jakkolwiek ona sama również musiała unikać publicznych faux pas, które jednak w przypadku Prudence objawiały się raczej pod postacią bezpodstawnej krytyki czy dowodu nietolerancyjności a nie założenia na siebie szpilek, których kolor był kompatybilny z barwa torebki.
W towarzystwie zaufanym, czyli między innymi - a niewieloma - Chloe, mogła sobie pozwolić na dużo bzdur i bajdurzeń, odwdzięczając się milczącą akceptacją wobec stanu ufryzowania Francuzki czy jej zadartego lakieru na paznokciach. Drama!
Jednak entuzjazm ds. sposobności popełniania gaf i braku konieczności tłumaczenia się z tego nieco osłabł, zdegenerowany przez toast Klołkowy.
- Kurczę ziom - westchnęła, zagryzła wargę, przejechała palcem po krawędzi literatki. - Ambitny... srsly? Mogłaś powiedzieć wszystko, a wybrałaś rzecz tak oczywistą i odgórnie planowaną jak "udany wieczór"? - zwątpiła, kręcąc dezaprobatą głową. Wzruszyła na koniec ramionami, podnosząc swoje szkło na wysokość demarchelierowskiego i dodała z emfazą:
- Ja osobiście piję dziś za szczęście permanentne.
Oszacowała ilość wódki w szklance na znośną i możliwą do przełknięcia za jednym zamachem, więc stuknąwszy lekko w dzierżone przez Chloe naczynie, przytknęła usta do krawędzi i pozwoliła sobie na szybką konsumpcję, popijając alkohol kaktusem prościutko z kartonu. Bo to takie niehigieniczne i nieetyczne, że aż serduszko się raduje.
- Właśnie, co cię tak generalnie uszczęśliwia? - rzuciła niby w przestrzeń jednak zaciekawiona odpowiedzią przyjaciółki, sięgając krańcami wyciągniętych palców po laptopa, w celu uruchomienia jakiejś losowej bądź mniej playlisty.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Wto 21 Lut 2012 - 13:51

Wbiła w Pru obrażony, ciskający piorunami wzrok.
- POJEBAŁO CIĘ moja droga? - zapytała i zerwała się z łóżka. Podbiegła do drzwi i przybierając wybiegową pozę przespacerowała się po pokoju, zdecydowanie ironicznie wprawiając biodra w zbyt intensywne ruchy - To jest najnowszy wrzask mody domu... - zamyśliła się na chwilę - Big Mac. Eee właśnie. - sapnęła, przypominając sobie znienawidzoną kanapkę. Ze szczerze nienawidziła fastfoodów, a McDonald's był przez nią uważany za zło wcielone, przez jakość podawanego jedzenia. Ogólnie rzecz ujmując jedynie ich kawa była w miarę zdatna do spożycia w klołkowym mniemaniu.
Stanęła teraz jak rasowy ziom z wysokim skillem lansiarstwa i taki też ton przybrała.
- W przyszłym sezonie będą się o to zabijać. - roześmiała się. Zdecydowanie miała ochotę się dziś rozerwać, co wcale nie miało w definicji słowa "ekskluzywny klub", czy "Blue Label". Zdecydowanie lubiła takie wieczorki z Pru i tylko z nią, bo taka wixa zdecydowanie nie łapie się w domniemane imprezy, na jakie powinna uczęszczać szanująca się przedstawicielka Lisów. ZWŁASZCZA, że była w swetrze, który groził zdegradowaniem do pozycji niższej niż Jelenie, o ile takowa opcja w ogóle istniała.
- No ej, życzyłam tego głównie Tobie, bo zważywszy na ilość posiadanego przez Ciebie alkoholu nie chcę skończyć odą nad porcelaną. - powiedziała kwaśno, stukając szklaneczkę Pru swoją własną. Literatka była prawie w połowie zapełniona, więc dzieląc zawartość na dwa, nie szczędząc okropnych min, wlała w siebie gorzki trunek. Zionąc ogniem sięgnęła po sok, gasząc pożar w swym przełyku.
Pytanie Wrightówny ją zastanowiło. Zastanowiło na tyle, że spojrzała za okno, wpatrując się w martwy punkt, bliżej niesprecyzowany. Cieszył ją fakt, że przygotowania do balu trwają, że będzie mogła wydać krocie na fantastyczną sukienkę, jednak były to radości błahe. Chociaż powinno się cieszyć z małych rzeczy...
- Generalnie... uszczęśliwia mnie fakt, że mamy w szkole tyle kozłów ofiarnych, bo zbliża mi się NPM. - powiedziała, gdy wreszcie odessała się od soku i przysunęła się do siedzącej obok Pru - Więc w sumie rzecz całkowicie normalna, a jednak tak radosna i wywołująca szczęście. Bo pomijam konieczność wybrania się na ekstremalne zakupy, w celu zaopatrzenia się w ubrania na nasz baaaaaaaal. - przeciągnęła ostatnie słowo i oparła głowę o prudkowe, chude ramię.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Wto 21 Lut 2012 - 14:40

"Ironiczne ruchy bioder" były tak jakby wisienką na torcie komizmu sytuacji zaraz po pozornie pretensjonalnym tonie Chloe i jej równie udawanie trwożącym spojrzeniu. Więc miast przerazić się nie na żarty Pru postawiła na głęboka aprobatę i głośny aplauz na pół-leżąco. Wydała z siebie przeciągłe "łuuuu-huuu", układając jedną z pierdyliarda różnokolorowych poduszek, rozsiadając się wygodnie.
- Ten wrzask ogłusza. Niezaprzeczalnie - przyznała, gorliwie kiwając głową, mając szyderę wypisaną na twarzy niemal czerwonym flamastrem przez caaalutką szerokość. I to w trójwymiarze. - Dlatego i tym razem kwestę fashionistyczną zostawię Tobie, weź sobie sweter ten i kilka innych ale chcę cię widzieć w nim jutro w szkole.
Przygarnęła Lisicę pod swoje opatulone bluzą, która zmieściłaby pewnie jej osobę w ilości dwóch i pół, ramię, drugą ręką lawirując tak, by uzupełnić szklanki. Właśnie, szkoła... Mają jutro jak co dzień świecić przykład uwagi, rozwagi i promienności, a jeśli Klołka tak jak Pru ma zamiar dobrnąć dzisiejszego popołudnia/wieczora/nocy do dna butelki to jedynie świecąca okaże się pustka po dwóch skacowanych dziewczętach. Prudence westchnęła pod nosem, wkładając naczynie w otwartą i oczekująca dłoń przyjaciółki, wpadając na pewien pomysł. A właściwie naszła ją owa ochota czy nawet obowiązek gdy obserwowała pokrzywioną, jak funkcję składaną, buźkę Demarchelier.
- Masz, trzymaj i.... rozkoszuj się - uśmiechnęła się tajemniczo, jużjuż organizując w głowie iluzję. Nie wymagała od Pru tyle wysiłku co, nie szukając daleko, doprowadzenie Colliera do stanu względnej rozpaczy i chwilowego letargu emocjonalnego, bo przecież nieporównywalnie łatwiejszym niż destrukcja osoby okazuje się małe zamieszanie w kubkach smakowych tak, by nieznośna wódka przypominała raczej koktajl ze świeżo zmiksowanych truskawek środkiem lata. Sobie owej dogodności również nie oszczędziła i wypity duszkiem trunek nawet nie miał prawa być zapijany. No kto to widział - kaktus i truskawki?
- Zginiemy marnie - kiwnęła z przekonaniem głową, unosząc wyczekującą na spektakularną pionę dłoń. Wypełniała się uczuciem błogiego spokoju i właściwie gubiła fakt, czy jest to iluzja czy spowodowane wyjaśnieniem nieporozumienia - dość okrężną drogą but still - między nimi. BYŁO JEJ DOBRZE i miało tak zostać, choć ciągłe myślenie o balu nieco burzyło harmonię.
- Ciuchy... pff, ty sie powinnaś przejąć z kim tam cię sparują! - jęknęła zdruzgotana, przygryzając policzek od środka. - Wiesz co wymyśliła Rada? - efektowna chwila ciszy - LO-SO-WA-NIE - wydukała, stukając się w środek czoła w ramach zaprezentowania bezsensu podobnego pomysłu. - I co. Na kogo przyjdzie tym razem czas, po ostatnio towarzyszącym mi Ai... Aidenie - przełknęła ślinę, nie chcąc splunąć z odrazą. - Jeszcze wcześniej był Rufus.... Równie reprezentacyjny. A teraz nie wiemy na czym stoimy. ANI TROCHĘ do chuja pana nie wiemy - przypieczętowała niezadowolenie subtelnym prychnięciem.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Wto 21 Lut 2012 - 15:41

Wtuliła się w Prudkę i zarzuciła na nią nogę, skupionym wzrokiem lustrując zawartości muzycznych katalogów, zbyt licznych by przejrzeć wszystkie.
- Włącz COKOLWIEK byle dało się tańczyć - zerknęła na przyjaciółkę, doszukując się w jej oczach tytułu "Hey Mama" - I nie sądzisz, że jutro pokażę się w szkole w innym outficie niż TEN - starała się ukryć obrzydzenie, naciągając skarpetę, najwyraźniej jakiś hendmejd z pomarańczowej wełny, jednak zdobyła się na wystosowanie uśmiechu z rodzaju 'tych sztucznych', ukazujących wszyściuchne zęby - A swetra nawet nie wrzucę do pralki, tylko ubiorę taki ponętnie podwędzony zapachami gorzelni. - przejęła kolejną szklaneczkę, tym razem mając wrażenie, że pije świeży mus truskawkowy, tak więc jej twarz nie wykrzywił najmniejszy grymas.
Więc musiała jutro rano znaleźć chociaż jedną parę okularów przeciwsłonecznych, skrzętnie poukrywanych z powodu głębokiej zimy, by zakryć jutrzejsze fioletowe jak śliwki wory pod oczami i przekrwione białka. Bo jeżeli Pru dalej będzie im maszkecić w odbieraniu bodźców zmysłu smaku/zapachu, a Chloe wznieci ochotę na tańce do upadłego, albo hasanie po dachu w samej bieliźnie, będą wyglądały jutro wyjątkowo blado, o ile w ogóle będą jakoś wyglądały.
Lekko się wyciągając, przybiła Pru piątkę, która klapnęła absolutnie soczyście, zapewne zadowalając owym siadnięciem [?] je obie. Następnie, uprawiając co najmniej gimnastykę artystyczną, balet i zapasy jednocześnie, sięgnęła po butelkę, tym razem przejmując ważną rolę polewacza na siebie.
- Och proszę Cię! - machnęła ręką teatralnie, nieomalże wylewając wódkę ze swojej literatki - Felix kupi kilka nowych komputerów, czy tam zasponsoruje zakup nowych map do sali geograficznej i Ty wylądujesz z tym przystojnym Lisem z szóstej klasy, ja z jakimś innym Bogiem Seksu, a tego nieszczęsnego Colliera sparujemy z jakąś... - zawahała się, żeby nie palnąć głupoty, ani też przyjaciółki nie urazić. W końcu nie mogła rzucić żadnym konkretnym przykładem z Aidenowej przeszłości, szczególnie tym, który oznaczał zdradę Pru, tudzież demaskował, że już od jakiegoś czasu Chloe... utrzymuje z nim kontakt.
- Może w tej pojebanej szkole znajdzie się jakaś przedstawicielka Pussy Teamu z trzeciej, lub nawet drugiej klasy, która ma jakąś moc tarczy, czy coś... - powiedziała z charakterystycznym dla siebie oskarżycielskim tonem, przesyconym pogardą dla... No właśnie, do wyboru: bezsensowna, totalnie niepotrzebna frustracja Pru, osoba Colliera, lub też przytoczony przykład, whatever.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Wto 21 Lut 2012 - 16:25

Wyplątawszy się z kończyn i natłoku emocji Chloe, blondynka uruchomiła jakąś totalnie odjechaną listę, kreowaną z nabożną czcią i wizjami przyszłych wixonów z tym na głośnikach. I mimo, że wszystkie oldskuly BEP z Hey Mama na czele tam zawarte były, to pierwszy wybór po uruchomieniu trybu shuffle padł na patriotyczne "Get Wild" autorstwa niejakiego Kano, którego Pru przesadnie zapętliła sobie mniej więcej w okresie fazy jarańska fullcapami i najnowszymi Air Maxami.
- Udam, że podobnych rzeczy nie słyszałam. Ja tu walczę z nepotyzmem i pochodnymi korupcjami świeżymi donutami, a TY, właśnie tyy mi sugerujesz takie straszne działania - zacmokała z dezaprobatą, rzucając Klołce pełne wyrzutu i w ogóle takie "sobiekurważartowaćmusisz" spojrzenie znad wznoszonej szklanki. Kolejnej już. Trzymamy tempo!
- Ladies like me, I'm so icey. Pull it TO THE CLUB - zawtórowała mudżinowi, nie kontrolując automatycznych baunsów ramion i odchylając głowę z przymkniętymi oczyma w tył. Z racji takiej iż więcej tekstu owej zwrotki nie znała, pomruczała jeszcze co niego pod nosem, uruchamiając nieznaczne ruchy bioder na półleżaka i dla lepszego efektu zarzucając kaptur na pół głowy. Wystawiła wyczekująco szklankę przed siebie, trafiając przy okazji gdzieś w okolice skroni Chloe, zachłysnęła się powietrzem i przepraszająco przygarnęła jej brązową czuprynę do siebie wyjątkowo opiekuńczym gestem.
Na takowych czułościach jednak się zakończyło iż aż gdyż do głosu doszedł refren, potem kolejne partie witane sporym entuzjazmem Pru i kolejnymi łykami wódkoktajlu.
- Ojacię - westchnęła, czując, że gdyby miała swoje słowa spisywać to aktualnie byłyby bez spacji. - Chyba kocham wódkę, tak zdecydowałam - wydęła dolną wargę, kiwając w zamyśleniu głową i nakręcając na swój wskazujący palec kosmyk włosów Demarchelier. - Przecież tak miło się wtedy myśli i człowiek czuje - argumentacja wzorowa, podobnie logiczna jak składna. - A dałabyś radę... - podjęła nieco innym, jakby zaintrygowanym tonem, lustrując poczynania Chloe - ...coś pofiksować teraz z moimi emocjami? Podrasować odrobinę, albo chociaż... odczytać je - usiadła prosto, naprzeciw Francuzki, uśmiechając się w ten zdecydowanie podchmielony, niczym Klołkowy sweter dnia jutrzejszego, sposób.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Wto 21 Lut 2012 - 17:07

Westchnęła, całkowicie ignorując Prudkowe śmiercionośne spojrzenia, mając przed oczami ich listę, którą tworzyły na jedną z ich wspólnych imprez. Oczywiście "Hey Mama" należała do kanonu, ale oczywiście była regularnie uzupełniana o znane bardziej lub mniej utwory gatunku Dzika Wixa. Niestety utworu, którego melodia zaczęła sączyć się z komputera nie poznała od razu, jednak rozpoznała owego Kano, którego Pru ostatnio jakoś lubiła mocniej.
Wykaraskała się z ramion przyjaciółki, które wykonywały jakieś lekkie ruchy, jednak Klołkowa głowa odczuwała to jako jakiś szalony szejking. Poza tym zjadłaby dobrego pączka, ale takiego domowego, dużo cukru pudru, dużo różanej marmolady, dużo miłości.
- Uważam, że nie doceniasz swoich ukośnik moich możliwości. Poza tym, widok Colliera z zaślimtaną mizerotą, której okulary są cięższe od niej samej w po brzegi zapakowanym tornistrze byłby zdecydowanie warty zobaczenia, uwiecznienia i wykorzystania w przyszłości do tortur i takich tam. - powiedziała wywracając oczami. Naprawdę chciałaby coś takiego zobaczyć! Oczywiście jest więcej osób, które by zobaczyła w sytuacjach dla nich krępujących, czy oznaczających społeczną degradację, jednak i na to przyjdzie kiedyś czas.
Z rozbawieniem oglądała "śpiewającą" Pru, gdyż tekst jej wersji owej piosenki przypominał bardziej refren makareny, a nie oryginał. Zaśmiała się perliście, w ostatniej chwili ratując wódkę przed niebezpiecznym uronieniem choćby kropli (znowu), tylko że tym razem wypiła zawartość, czując dumę ze swojej koordynacji ruchowej i refleksu. Niestety z kontemplacji na temat usafysfakcjonowania własnym względnym ogarem wyrwała ją literatka, która zamiast stuknąć drugą, wylądowała na łuku brwiowym Demarchelier. Rzeczona nawet nie wiedziała kiedy wylądowała w przepraszającym uścisku, z którego wypadła równie szybko i niespodziewanie.
Chloe powróciła do pozy poprzedniej, gdy już wiotkie ciało Pru się uspokoiło i wzrokiem jakby ciekawym obserwowała świat przez szkło szklaneczki.
- Ja też. - powiedziała jakby nieprzytomnie, z rozmarzeniem. Jednak Prudence Wright najwyraźniej nie miała dzisiaj ochoty, czy tam w tym momencie takowej nie miała, na chwilę błogiego relaksu, by za minut pięć lub dwadzieścia zakurwić hardego densa na tuptającego konika. Jej prośba jednak okazała się intrygująca, do tego stopnia, że Chloe pociągnęła łyk wódki z gwinta i wróciła wzrokiem do Sokolicy. Niestety, już sekundę później oczy miała zaciśnięte, a usta rozwarte, oddychając ciężko.
- Kurwa! - krzyknęła szukając soku, iluzja przestała działać. Jednakże po kilkunastu sekundach była gotowa, by przetestować swą moc. Zresztą jak mogła odmówić, gdy Pru przybrała ten budyniowy uśmiech, patrząc na Chloe absolutnie beztrosko i czule.
- Z odczytaniem może być trudniej... - mówiła przeciągając wyrazy - Ale mogę coś się pobawić z emocjami, tylko co byś chciała poczuć? - zapytała, nie zwracając uwagi na zanikanie dykcji i zgarbione plecy.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Wto 21 Lut 2012 - 18:40

Zanim Pru wykrztusiła z siebie coś logicznego i choć odrobinę przypominającego zdanie złożone z orzeczenia, już nie wymagajmy rozbudowy podmiotem, wydała z siebie jakąś zlepkę nieartykułowanych jęków i mruknięć.
- Nie chcę go tam - beze mnie - bo jego widok zepsuje mi wieczór - sapnęła kapryśnym tonem, zagryzając suwak bluzy. Czemu to cholerne ubranie nadal nim pachniało nie miała pojęcia, ale zamierzała w najbliższej przyszłości wypadającej powiedzmy... hmm, jutro, uświadomić Annabeth jak marnych środków piorących używa. Że się smród aż panoszyć musi po jej nieskalanym aidenowskim brudem ciele! - I ty też nie powinnaś, jak przystało na lojalną bff - zasugerowała perswazyjnie-nie-perwersyjnie, siadając po turecku.
Co za rzeczy się wyczyniały! Jakieś około w chuj lat temu ostatnio tak sobie niezobowiązująco przesiadywały w wyłożonym grubą warstwą zeszytów, notatek i dywanów pokoju Pru z mało ambitną muzyką i bardzo zbliżającą wódką. Ostatnio musiały się zadowalać mniej intymnym światem przedstawionym w postaci wnętrza akademika, towarzystwa osób niechcianych i trunków, które - jak się w konsekwencji okazuje - dzielone z owymi osobami zazwyczaj być muszą. Dlatego dzień dzisiejszy, skoro już tak duuużo dobrego się działo, należało uczynić i sprawić by okazał się niezapomnianym, a w dalszym biegu zdarzeń i niezapamiętany. Toteż Pru polała ponownie, obiecując sobie nie stracić koncentracji i iluzję smaku zachować.
- Nie kurwuj mi tu proszę - zachichotała. ONIE. Ona serio zachichotała. Tak, właśnie w sposób, w jaki czynią to pijane nastolatki, kryjące się z alkoholami wysokoprocentowymi przez mamą za ścianą, będące w towarzystwie swoich równie rozchichotanych i zdemoralizowanych co one koleżanek. - Bo cię Bethie wykopie na próg i potraktuje najpogardliwszym z pogardliwych spojrzeń. I co do emocji - podjęła temat, czując wzrastającą ekscytację i miłe miksacje w żołądku spowodowane.... nie, nie wódką zdecydowanie, tylko oczekiwaniem na nowe doświadczenie. Bo Chloe na niej swojej mocy nie używała. Przynajmniej tak twierdziła, a Pru raczej podstaw do wątpienia w jej prawdomówność podstaw nie miała. PRAWDA? - ...weź mnie zaskocz. Jakbyś nie wiedziała co lubię! - przymknęła oczy, wystawiając buźkę, jakby oczekiwała jakiegoś namacalnego dowodu działania Chloe, dłoni na skroniach czy palca na środku czoła.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Wto 21 Lut 2012 - 19:58

Chloe w myślach nie czyta, gdyż słyszała, że to specjalność jakieś Pumiastej albo jelonkowatej, jednakże absolutnie wyczuła Prudkowe "beze mnie" w przerwie jej wypowiedzi. Ukłuło ją gdzieś po lewej stronie klatki piersiowej, aczkolwiek jakakolwiek oznaka zawahania w TYM momencie byłaby szalenie dramatycznym pierdolnięciem, od którego zaczęłaby się trzecia wojna światowa.
Tak więc pozostała przy uśmiechu w stylu "jeszcze pytasz?", udając przed samą sobą że jej uwadze umyka fakt zaciągania się zapachem owej granatowej bluzy w którą Wrightówna się ubrała. Mogła jedynie sobie wyobrażać jak fantastycznie pachnie, pozwalając wspomnieniom wypłynąć na ekran wyobraźni, niemalże czując ten jego zapach naprawdę. Bez Prudkowej pomocy.
- Kochanie, obie wiemy, że zemsta jest o wiele fajniejsza niż luzerskie ignorowanie. - przechyliła znacząco głowę i uniosła brew.
Niepewnie zerknęła na absolutnie pochłoniętą polewaniem Pru, która z precyzją niemal niemiecką (i niemal hiszpańskim temperamentem He He) odmierzyła im identyczne ilości trunku w szklaneczkach. Pomińmy mało istotny fakt, że wódki było niemal po brzegi każdej.
Upiła dwa małe łyki, tym razem Pru postarała się bardziej, gdyż czuła swoje ulubione żółte gruszki, hał lowli. W stanie w którym już była, postanowiła nie forsować swojego myślenia na formułowanie uwagi na temat Bethie, gdyż już zaczęła skupiać się na ewentualnej emocji, którą miałaby wywołać u Sokolicy.
Przymknęła oczy, próbując sobie wyobrazić reakcję zupełnie pospolitej osoby, która wygrywa na loterii sporą sumę pieniędzy. Konkretniej emocje, które mogłyby taką osobę ogarnąć, niewysławione szczęście. Otworzyła orzechowe oczy, patrząc przyjaźnie na Pru, skupiając się na jej oczach.
Patrzyła, jak jej mina ulega zmianie, uśmiech robił się szerszy, oczy bardziej się otwierały i szkliły z ogarniającego ją szczęścia, oddech zwalniał. Pozwoliła jej na dłuższą chwilę trwania w tym stanie, mniemając, że jest to przyjemne. Chloe musiała jedynie umieścić zalążek, krótką myśl, która samoistnie się rozprzestrzeniała. Inaczej było z silniejszymi emocjami.
Teraz, skupiając się już bardziej, roznieciła w niej pożądanie, które całkiem kontrolowała, stopniowo je zwiększając, dozując też podniecenie. Jednak z tak mocnymi odczuciami był problem, że chwilę trwało, zanim rozhulały się na dobre, tak więc czekała na odpowiednią reakcję, adekwatną do oczekiwań samej Demarchelier.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Sro 22 Lut 2012 - 10:04

Pru zastanowiła się chwilkę nad słowami Chloe. Zemsta... czy generalnie miała do tego powód? Pewka, wszystkie rozhisteryzowane, rozgoryczone i rozkapryszone dziewczęta na jej miejscu mogłyby założyć, iż sam fakt ograniczeń kontaktu fizycznego w związku i to jeszcze przez mężczyznę i to JESZCZE przez TAKIEGO mężczyznę i to jeszcze nie raz nie dwa (!) okazuje się świetnym powodem ogólnoświatowego focha i konsekwencji w postaci zemsty narodów. A jak nie to, kryteria z pewnością spełnia ostatni zbieg wypadków na korytarzu.
Tylko że.... hmm, Prudence Wright tak nie może, no. Zawsze była zbyt prawa i sprawiedliwa, więc bycie "luzerem" jak się okazuje może być jej przeznaczone. A zemsta odbiłaby się na niej samej, bo wcale a wcale nie cieszyłaby się z widoku obślimtanych własnym rozpaleniem, rzężących w podnieceniu trzynastek, z których Aiden, jak to Aiden, ma bekę. DLATEGO wolała nie widzieć go wcale. Dla własnego spokoju kardiologicznego.
- Odpada - wzruszyła ramionami, ku nieświadomemu szczęściu Chloe ograniczając jej swych wywodów filozoficznych na temat całej machiny (bez)przyczynowo-skutkowej. - Przecież Mistrza Ignorancji Panicza Colliera nie ruszyłoby nawet gdybym na jego oczach dokonywała aktu defloracji z... z.. - TAK to właśnie był ten moment, kiedy w głowie zapala się efektownie żarówka, kiełkować zaczyna szatańska myśl et cetera - z jego najlepszym przyjacielem....? - ostatnie słowa przeszły niemal w świergotliwy pisk, podczas gdy zaczęła zastanawiać się jak nisko jest w stanie upaść, by byłego wkurwić. Wolała myśleć "wkurwić" niż "wzbudzić zazdrość". Bo to luzerskie.
Dużo czasu jednak na podobne krzyżówki myślowe nie miała z racji działań podjętych przez Chloe. Początkowo jedynie wpatrywała się w nią z wyczekiwaniem i rosnącym podekscytowaniem, wciąż myśląc, że to raczej efekt jej własnego stanu uczuć, a nie wpływu Lisicy. Ale zaraz potem spomiędzy wszystkich miłych, acz delikatnie zarysowanych, pozytywnych emocji wypłynęły na wierzch silniejsze, raczej te które uruchamiały tryb tańców ze szczęścia i histerii w ramach ekscytacji. Tylko, że nie wiedziała czemu! I to bł chyba mankament mocy Klołki. Dawała emocję bez przyczyny. A Pru na odwrót! Mogła zaserwować jedynie coś, co owe uczucie wywoływało mając nadzieję, że ofiara/szczęśliwiec zareaguje właśnie tak jak się po nim tego spodziewać można. Och, byłoby całkiem nieziemsko, gdyby ich moce mogły współdziałać.
Bo na przykład teraz chciałaby wiedzieć, czemu czuje jak oddech dopiero co wyrównany wewnętrznym spokojem niebezpiecznie przyspiesza, warga zagryza się sama, a myśli stają się.... tylko grzeszne. Na tyle, że gdyby jej heteroseksualizm nie był tak oczywisty, pewnie rzuciłaby się z pazurami na Demarchelierównę, bo....
- Robisz ze mną to co on - szepnęła, coby nie sapnąć, zamknęła oczy i w ramach dzikiej tęsknoty za tym uczuciem pozwoliła, by obiegło ją całą, przeszyło do szpiku kości i poskutkowało całym pakietem galopującego oddechu, nerwowych, urywanych ruchów i chwilową utratą świadomości miejsca i czasu.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Sro 22 Lut 2012 - 15:22

O Zacharym myśleć zdecydowanie nie chciała, gdyż może nawet zrobiłoby się miło, sympatycznie i mainstreamowo. To jest Chloe Demarchelier i Prudence Wright, zdecydowanie poniżej godności byłoby siedzenie naprzeciw siebie, wokół stert kolorowych czasopism typu "Aplauz", kosmetyków w kolorach z palety oczojebnych i świergotać o chłopcach, którzy im się aktualnie podobają i robić rankingi.
W każdym razie wzmianka o Aidenowym BFFie wywołała nieznaczny (zewnętrznie) jednak wykraczający poza wszelkie klołkowe normy radości (wewnętrznie) uśmiech, gdyż był to jeden z niewielu uczniów St. Bernard, którzy byli zdecydowanie interesujący, nie pod względem prawdopodobieństwa spotkania w negliżu. Gdyby zastanowić się bardziej, ogólnie to Sokoły jakoś mąciły jej względnie poukładany żywot.
Jednak miała nadzieję, że prawdę Prudce wyznając nie wywróci swego życia do góry nogami, przed samą sobą przyznając się do stresu. W końcu kto wie jak Wright zareaguje? Przynajmniej pozbyła się już wyrzutów sumienia, które dręczyły ją od... pewnego czasu. Przysięgła siebie, że w razie wybuchu gniewu, choćby miała zemdleć z wyczerpania, opanuje emocje Pru na tyle, żeby ta cmoknęła ją w czółko, mówiąc półprzytomnie "Ech, to pryszcz!".
Podczas, gdy Pru gięła się, zagryzając czerwone usta, Chloe myślała nad czymś zupełnie innym niż dalsza kontrola tego, co ogarniało umysł Sokolicy (uprzednio stwierdzając, że oddała się wszystkiemu na tyle, że sama sobie taki stan podtrzymuje). To, że Pru nadal była in love, było bardziej niż pewne. Jednak sposób w jaki się zapierała był interesujący, a Klołi z wrodzoną lubością do krytycznej oceny zaszufladkowała to jako "zaprzeczenie najlepszym potwierdzeniem", dlatego sekret musiała ujawnić zanim się zejdą z powrotem. Ewentualnie, żeby mogła się z nim pokłócić na dobre, whatever.
- Spałam z nim. - powiedziała chłodno, średnio wiedząc jak Pru ma w tym momencie z odbieraniem jakichkolwiek informacji. Sięgnęła po niemalże pełną literatkę i wypiła całość, dzieląc to na dwa duże hausty. Błąd, rozerotyzowana Wright znów nawaliła, a sok się skończył.
Wzdychając ciężko sięgnęła po pralinkę, łudząc się, że to cokolwiek pomoże, odwlekając moment spojrzenia w stronę przyjaciółki. Jeszcze przyjaciółki.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Sro 22 Lut 2012 - 21:21

Jasne. Pewnie. Posunięcie godne mistrza wyczucia sytuacji, empatii i w ogóle proelo altruistycznego. R.I.P. racjonalizm. Kto normalny po tak intymnym i sugestywnym zwróceniu uwagi Prudki na fakt, że skoro jest jej dobrze i myśli o nim to jednak coś czuje, decyduje się na spierdolenie wszystkiego a arcywybitnie dotkliwy sposób? Nikt.
Pru było dooobrze, tak mogła się pomiziać po odsłoniętym kawałku brzucha, myśląc, że mizia ją on, bo podniecenie czuła przecież i to bez żadnych konsekwencji. I proszę - działać poczęła Chloe, decydując się na samobójczy krok. Z reguły potężna i niemożliwa do zneutralizowania moc panowania nad emocjami miała około zero do gadania przy całym wachlarzu uczuć, które pierdolnęły w Pru z siłą planetoidy wtranżalającej się w środek Tokio. Najpierw lekkie ogłuszenie. Coś jak patelnia prosto w skroń, dająca chwilowe uczucie odrębności od ludzkiego gatunku. Zaraz potem niepewność i - paradoksalnie - głęboka wiara w to, iż zdarzyło się jej przesłyszeć. Chwila oczywistej wątpliwości w funkcjonalność narządu słuchu, potem szeroko rozwarte oczy w celu upewnienia się, że rzeczywiście usłyszała źle.
Ale nie. Chloe mimo swego ogólnego opanowania i zdolności przybierania masek nie potrafiła do końca panować nad twarzą w chwilach ekstremalnej szczerości. Czyli - jak się ku Prudkowej zagładzie okazuje - teraz. Zwątpienie poszło już dawno w zapomnienie, robiąc miejsce niedowierzaniu i dzikiej furii związanej z tym, że przyjaciółka wzrokiem od niej ucieka. W ramach próby opanowania przyspieszonego oddechu chwyciła chyba odrobinę za mało delikatnie brodę Chloe w swoją dłoń i zmusiła do uchwycenia wzrokowego kontaktu.
- Po... - przełknęła ślinę, licząc w myśli do siedmiu. - Powtórz to - poprawiła się tonem... hmm, zdecydowanie mało przyjaznym, czując jak resztki ekscytacji spowodowanej emocjonalna iluzja Demarchelierówny ulatują, ochoczo zastępowane... pustką. Gdyby prędko nie uraczyła siebie samą iluzją dobrego samopoczucia fizycznego, jaki spotyka człowieka po sycącym posiłku we włoskiej restauracji, zapewne haftnęłaby tu na miejscu, czując jak żołądek (w duecie z sercem) opada jej na dno. Zanim jednak do podobnych ekscesów dojdzie wolała się upewnić, że Chloe sobie żartów nie stroi. Co byłoby dość okrutne i niewiarygodne, ale.... cóż, jednak jakieś wątpliwości po zaznajomieniu się z plotką TT miała, prawda?

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Sro 22 Lut 2012 - 21:46

Cóż, użycie mocy było w tym momencie ponad klołkowe siły, gdyż i ona poczuła pierdolnięcie, tylko że gorąca. Poczuła strach.
S t r a c h.
Zdecydowanie ciężko jej się było przyznać, około w chuj razy ciężej niż w ogóle mogła to sobie wyobrazić. Pewnie, aktem miłosierdzia to to może nie było, ale zdecydowanie lepiej postąpiła mówiąc prawdę i wyznając jej to osobiście, niż jakby miała zobaczyć zdjęcie wykonane przez zaślimtaną przedstawicielkę szkolnego plebsu, gdzie Chloe w erotycznym uniesieniu wygina plecy w łuk, a Aiden w mało dyskretny sposób bada to, co Demarchelier ma pod spódniczką.
Nie wiedziała, kiedy ostatni raz płakała, ale jej oczy, teraz patrzące na Prudence, były pełne łez. Czuła jak jej serce nawet nie bije, tylko zapierdala, nieomalże wyskakując z tego cholernego, kosmicznego swetra. Zaciskając powieki wyrwała podbródek z żelaznego uścisku, mając ułamek sekundy na kontemplacje. Harmonia na świecie została zachwiana, przecież każde miejsce, w którym się pojawią, zamieni się w istne pobojowisko, pomijając taki tam szczególik w postaci totalnie zmiażdżonego zaufania, którego już wcale zapewne nie było.
Zdobywając się na powstrzymanie spazmatycznego płaczu jeszcze na kilka chwil, wróciła do niej wzrokiem. Wystarczy, że raz to powiedziała. Zresztą była teraz tak sparaliżowana, że nie była w stanie wykrztusić z siebie jakiegokolwiek słowa. Miała ochotę umrzeć, co w sumie było prawdopodobne, zwłaszcza, że Pru robiła się cała czerwona na twarzy, niczym postać z kreskówki. Brakowało jedynie pary z uszu.
Jednak, co było ciekawe, nie żałowała podjętej decyzji. W końcu kłamstwo ma krótkie nogi, a takie, szczególnie w środowisku, w jakim przyszło im się obracać, nie mogło pozostać sekretem na wieki. Co zapewne uradowałoby Colliera, który w dalszym ciągu mógłby zachować ciągłość życia erotycznego, bez potrzeby rozdziewiczania czwartoklasistek, czy tam obracania panienek w niszowych klubach na obrzeżach Londynu. Wzięła kilka głębokich wdechów, próbując opanować rozszalały organizm, który całkiem buntował się przeciw klołkowym zamiarom.
- Plotka TT jest prawdziwa. - powiedziała złamanym głosem, czując, że to kwestia sekund, gdy wybuchnie płaczem. Nie chciała się nawet zastanawiać, co się stanie, gdy ich przyjaźń nie przetrwa tej próby. Będzie musiała na wszelki wypadek przekopać Google w poszukiwaniu szybkich i skutecznych sposobów na samobójstwo. Rzecz niemożliwa się właśnie działa, była całkiem uległa wobec woli kogoś innego i nie miała na to najmniejszego wpływu.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Sro 22 Lut 2012 - 22:21

Podczas gdy Chloe doświadczała niezaprzeczalnego dramatyzmu i tragizmu w towarzystwie wszelkiej odmiany tortur emocjonalnych, Pru która - nie zapominajmy - czuła się podobnie, dokonywała małej analizy w głowie, zastanawiając się kto spierdolił bardziej. Bo co do szczerości przyjaciółki wątpliwości nie miała.
Po pierwsze wódka. Zazwyczaj rozplątywała języki, nawet jeśli smakowała jak truskawkowy koktajl i uruchamiała tryb prawdy. Po drugie wspomniane wcześniej zawahania Prudence, które zdołały na sekund kilka zaburzyć wiarę w ludzi, gdy tak sobie siedziała w wyciągniętym swetrze i puszka coli, czytając brednie (jeszcze wtedy) autorstwa Tittle-Tattle. I wreszcie po trzecie właśnie to teraz, czyli dość bezpośrednie i nie opatulone żadnymi neutralizującymi uderzenie materiałami i podtekstami wyznanie.
Aiden, jak to Aiden, często robił rzeczy nielogiczne i niezrozumiałe, nawet jak na sokolską kreatywność. Objawiało się to różnie, zależnie od stopnia zażyłości miedzy nim a Pru. Zdarzało się, że poświęcał się na tyle, by podjąć się wspólnej lektury klasyki dramatu i to Z PODZIAŁEM NA ROLE, ale to jak było dobrze. Gdy rozeszli się w ogólnoświatowej histerii, irracjonalność jego posunięć objawiała się po prostu tendencją do częstszych niemoralnych aktów defloracji i destabilizacji społecznej, więc mogła uznać epizod seksualny z Chloe za bardzo w jego stylu. Powiedzmy na złość, taaaaak, to pasuje do collierowskiego usposobienia perfekcyjnie. Dobrze się raczej składa, że o wielokrotności owych schadzek nie miała pojęcia.
O ile z jego strony było to po prostu oburzające i boleśnie wiercące dziurę w osierdziu = o tyle to samo od Klołki potęgowała ból czterdziestokrotnie i było po prosto nie-do-przy-ję-cia. Dlatego słowo, które padło z ust Prudence było raczej przewidywalne i w ogóle dodawało dramaturgii, cnie?
- Wyjdź.
Zerwała się na nogi, z jawną odrazą wymalowaną na twarzy. A może za ostro? A może jednak nie? Dziewczyno! Ona cię zdradziła, tak najnormalniej w świecie. Seksiła się po kątach właśnie z nim!
- Wyjdź... proszę. Musisz iść, uwierz mi - w miarę wypowiadania słów, stawały się coraz mniej zrozumiałe przez poczucie bezsensu egzystencji, które Wrightównę ogarniało. Co to ma kurwa być?! Uczyniła kilka kroków w tył, wpadając na kanapę i zgrabnie na niej lądując. Zamknęła oczy, a właściwie niezdrowo je zacisnęła do granic możliwość, modląc się, by gdy otworzy je za kilkadziesiąt miesięcy niemej bezsilności, Chloe już nie będzie. I żeby, zanim wyjdzie, nie domyśliła się, że pod cała masą żalu i ogólnych pretensji, powodów dość oczywistych, kłębi się nić.... zazdrości.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Czw 23 Lut 2012 - 14:35

Pozwoliła sobie na jedną łzę, która spłynęła po jej prawym policzku, pozostawiając słony ślad. Utkwiła wzrok w suficie przygryzając wargi. Zdecydowanie to był moment, w którym totalnie i nieodwracalnie żałowała podjętego tematu. Jednak czy żałowała samego faktu rzekomej zbrodni? Teoretycznie Pru nigdy, przenigdy nie przyznała że do Colliera w dalszym ciągu coś czuje, nie mówiąc już o miłości, w zamian mówiąc o nim nie pozostawiając na nim suchej nitki. Oczywiście wytłumaczenie było to kiepskie, zwłaszcza jak na Chloe Demarchelier, dlatego też odrzucała je podchodząc do sprawy bardziej ambicjonalnie.
W sumie pierdolić ambicje, bo właśnie pokłóciła się ze swoją przyjaciółką BRATNIĄ DUSZĄ do chuja pana! Patrzyła na Pru żałośnie, nawet nie próbując się opanowywać (błąd, może przynajmniej jej twarz nie przybrałaby buraczanych plamek przez powstrzymywanie płaczu). Pru, błagam, nie możesz mnie opuścić! wrzeszczała w myślach, jednak teraz te charakterystycznie wykrojone usta ściągnęła w linijkę, mając wrażenie, jakby dostała właśnie kulką w tył głowy.
I tak zrobi, jeśli Pru jej nie wybaczy.
Wstała, ściskając w kieszeni tego cholernego swetra w planety swój telefon. Pękało jej serce, jednak jej mina była chłodna i opanowana, niestety tylko przez działanie własnej mocy. Na spazmatyczny płacz przyjdzie pora, gdy wróci do akademika. Cała sytuacja była do granic możliwości rozpaczliwa, że ten nadmiar wydawał jej się komiczny. Tragicznie komiczny.
- Pardonne-moi, je ne voulais pas que cela soit comme ça! - wyszeptała, gdy była już przy framudze drzwi, posyłając w stronę Pru ostatnie spojrzenie. Rzadko mówiła tu po francusku, ale nie umiała tego wykrztusić z siebie po angielsku.
Wyszła z pokoju i porywając przy wyjściu jakieś prudkowe buty, za duże mimo tych cholernych, pomarańczowych skarpet z wełny, wybiegła z mieszkania płacząc rzewnie, mając gorącą nadzieję, że szybko złapie taksówkę do szkoły, gdyż stanie w mróz w takim outficie groziło nie tylko społeczną degradacją (sweter+skarpety+beżowe oksfordy).


zt

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Wto 19 Cze 2012 - 9:45

Upalny weekend w domu. Upalne rozmowy (kłótnie) z ojcem. Upalne miksacje uczuciowo-rozkminowe. Upalny koniec egzaminów. Wszystko powyżej normy.
Podczas, gdy większość szóstoklasistów z ulgą wyskakiwała z swoich eleganckich mundurków, lądując w basenach/łóżkach dziewcząt/na izbie wytrzeźwień, Aiden swoją względną wolność wykorzystywał bardzo przeciętnie. Gdy wyszedł z ostatniego egzaminu, z uczuciami bardzo mieszanymi i twarzyczką raczej niezbyt zadowoloną, elegancko odmówił przyjaciołom (hm) z E150 wybrania się na dziką wiksę (w którą wkomponowany był lot prywatnym odrzutowcem do LA na pięć dni) w ramach odreagowania stresów. Bo akurat naukowo dość załamany był, ale nie to największym niepokojem napełniało jego duszę.
Ciężko było określić co dokładnie go uwiera. Blaise? Przecież są ponad to. Prudence? Przecież z nim nie zerwała. Lecz logika wskazywała na dość dramatyczne ochłodzenie kontaktów. Od dnia powrotu do St. Bernard i niezbyt przyjemnych pogadanek z obydwojgiem, nie odzywali się do siebie, nie mówiąc już o spotykaniu się. Nawet na korytarzach ich nie widywał, kursując zapamiętale pomiędzy biblioteką a swoim pokojem, próbując metodycznie nadrobić spieprzony intelektualnie miesiąc. Bo gdy wszyscy robili powtórki i latali na korepetycję, Aiden bawił się w seks, jedzenie i podróżowanie. Co dość mocno mogło zaważyć na jego przyszłości.
Ale - pragmatyzm - już o tym nie myślał, zostawiając za sobą zarówno przyszłość jak i przeszłość. I koncentrując się na chwili obecnej. Czyli na staniu przed drzwiami do pokoju Prudence, wpatrując się dość inteligentnie w drewnianą framugę na wysokości swoich oczu.
Wpuszczony został, owszem. Miał szczęście, że na podwórku dopadł go Mattie, z wrzaskiem oplatując się mu koło nogi i wyciągając rękę po orzechową czekoladę. Którą Aiden miał, acz w formie płynnej. Musieli się więc udać do kuchni, uruchomić zamrażarkę i podyskutować o nowych komiksach. Oraz zjawisku fragmentacji plechy, zaobserwowanym wczoraj przez chłopca pod mikroskopem. Co interesujące było, więc czas długi pobył w kuchni, w sumie ciesząc się, że na Annabeth jeszcze nie wpadł.
Bo czuł się tutaj bardzo domowo. I chłopięco. W Mattie'm odnajdując kompana do dyskusji, zabaw i wpieprzania orzechów.
Acz nie na to czas był. Dlatego polecił chłopcu udać się na huśtawkę na chwileczkę, a on tam zaraz dobiegnie, tylko z siostrunią porozmawia, również chwileczkę.
Bo takie zamiary miał.
Przynajmniej na dole, bo teraz, z zmarszczonymi brwiami, słuchając pod drzwiami (rymy <3) głosu Alexa Turnera (może słuch mu się jeszcze nie zepsuł), poczuł, że rozmawiać nie będzie wcale.
Zapukał więc głośno (zapisać w annałach MILION, bo Aiden nigdy nie pukał, a już zwłaszcza nie do prudensowskich wejść), wciskając dłonie do kieszeni czarnych spodni (chyba innych nie ma) i przywołując spokój ducha. Już odzyskany. Przez co znów powrócił na łono collierstwa stosowanego, bez żadnych innych domieszek.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Wto 19 Cze 2012 - 15:19

Prudence całą sobą odczuwała zbliżający się deadline. Z przeważającym wyparciem, do ostatniej chwili odkładała konieczność czynnej akceptacji faktu wyjazdu do Norwegii, nawet nie próbując myśleć o, zazwyczaj tak istotnych, koniecznych i podstawowych kwestiach, jak dogłębne zapoznanie się z notką informacyjną w celu wyczytania szczegółowego planu wyjazdu, warunków sanitarnych i wszelkich udogodnień, którymi podczas wyjazdu dysponować będą, czy to zabita dechami dziura jest czy wi-fi się ogarnie, czy meteo.uk przepowiada ulewy i burze czy raczej słoneczko i generalny chillout na powietrzu.
Chciała mieć tu Chloe. Chciała teraz móc zająć sobie myśli i rączki jakąś ratunkową misją/bolońskim sosem/tą fantastyczną, urokliwą trasą, którą odkryła kilka dni temu, przypadkiem; a którą obiecała sobie przemierzyć z Demarchelier w duecie, dobierając może jakieś korzenne piwo do trójkąta, jeszcze przed Norwegią.. Odkąd Cornelius wrócił do świata żywych znów wszystko, jakby sugerując się nim, wróciło do normy. W sensie - stanu przed wypadkiem. Bo mimo przewalających się po caaaalutkim pokoju gościnnym rzeczy Chloe, kilkunastu materiałowych wieszaków na ubrania, oznaczonych metkami przeróżniastych chanelów (więc nie prudkowych), Lisica całe dnie i pół nocy spędzała w szpitalu - od czasu do czasu w towarzystwie Prudence. I powoli wyprowadzała się tam - zostawiając pokój Prudence opustoszały. Czyli kompatybilny z jej nastrojem.
Z ciężkim sercem zebrała się w sobie i wykrzesała entuzjazm pozorny, którego wystarczyło na... pół godziny na oko. Wykorzystała porządnie te trzydzieści minut, z każdą kolejną czując jak jej ruchy stają się bardziej mechaniczne, intuicyjne, nieomal nieświadome. Wyłączyła się, oddając zupełnie abstrakcyjnym imaginacjom i muzyce, której łagodne tony wydobywały się ze stojącego na podłodze w rogu pokoju odtwarzacza. Gdyby była ogarnięta, pewnie inaczej zabrałaby się do pierwszego podejścia do pakowania walizki - na przykład wybierając zwyczajne ubrania zamiast mundurków czy decydując się na Wichrowe, niekoniecznie słownik. Który dzierżyła w dłoni w chwili, gdy coś zakłóciło jej wojaże wyobraźni. Kilkakrotnie. Nie natrętnie, acz upominająco się.
Prudence ściągnęła brwi zdezorientowana, ogarnąwszy po dziesięciu sekundach, że ktoś do jej drzwi puka najwyraźniej - co nie zdarzało się często. Wobec czego Mattie czegoś chcieć usilnie musiał i było to na tyle ją angażujące, że uznał kulturę za godną wykorzystania. Albo rodzicielce zdaje się, że jest nieproszonym gościem w jej pokoju. Albo...
Wzruszyła niepewnie ramionami, wykrzykując krótkie, dźwięczne "proszę" za siebie, uśmiechając się pod nosem i oczy przymykając z ogromnym zadowoleniem, gdy pierwsze nuty uwielbianego przez nią "cornerstone" z głośników popłynęły. I Prudence też, bujając się zgrabnie i powabnie, ze słownikiem w ręku i... zupełnym osłupieniu? Tj na twarzy wymalowanym. Bo odwróciła w końcu się przypadkowo (zapomniała, że do jej drzwi pukano) i powoli zbliżającą się personę ujrzała.
- Cześć...? - rzuciła niepewnie (niezręcznie?), zauważając jak w pytanko nieomal zabrnęła, zamierając ze swym-nieodłącznym-atrybutem aka książką jakąkolwiek (nawet słownikiem) ściskanym oburącz. Bo nie był to Mattie, mamusia też nie. Tylko ktoś z zupełnie innej przestrzeni, jak dla niej. - Nie spodziewałam się - dodała, odkładając wreszcie słownik na swoje miejsce tylko po to, by Aiden mieszanki reakcji odbijających się na obliczu Pru nie dostrzegł.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Wto 19 Cze 2012 - 20:05

Od rozmowy z Alanem wszystko się ładnie poukładało. W końcu. Widocznie Aiden nie potrzebował ostrego pierdolnięcia emocjonalnego ani dramatów ani sytuacji podbramkowych - wystarczyła spokojna, szczera rozmowa z osobnikiem obiektywnym, by wszystko ogarnąć. Od A do B zahaczając też o fińskie głoski nosowe i dziwne literki z ogonkiem. Żółtkiewiczowe bardzo.
Bo postawiwszy się w sytuacji odwrotnej, w której to Prudence Wright jest suczą/puszczalską istotą/skurwysynką (?) bez serca, Aiden nagle zrozumiał jej reakcje.
Wcześniej też jakoś je sytuował w czasoprzestrzeni, ale w chwili obecnej, dalej w stanie objawienia świątobliwego, czuł się niezwykle mądry. I dojrzały. I ponad wszystko, co mu rzucało kłody pod nogi i zapewniało przykrości.
Cóż, gwałtowna zmiana jak na kogoś, komu kilka(naście) dni temu ktoś prawie obciągał przy dwudziestu świadkach.
Ale to było tylko niechlubną przyszłością, którą, z wrodzonym wdziękiem, sobie z pamięci wymazał. Koncentrując się na przerywającej w pół pląsu taniec Prudence. I na grubym, niepotrzebnym słowniku. I na tym, że wcale nie chce mu się płakać. Ani przeklinać. Ani wkurwiać. A tylko - kochać. I to nie na zasadzie pieprzenia ani nawet seksu. Tylko sfera uczuć, jednakże spokojnych, ułożonych, bezpiecznych.
Chociaż - dość niepewnych, co z reakcji Wright wyczytał. A właściwie z jej pleców, bo na półkę coś odkładała, żeby na niego nie patrzeć. Na przykład. Co dość smutnym bodźcem by było, gdyby nie aidenowska pewność. Uruchomiona again. Popychająca go do czynów. Nie słów - not anymore.
Podszedł więc do niej, łapiąc ładnie za przedramiona (odziane ofc) i odwracając buzią w swoją sympatyczną stronę. I patrząc na nią. Raczej bez śmichów-chichów, bez ironicznie uniesionych kącików, lecz bardzo przejrzyście. Dziewiczo wręcz. Po czym pocałował ją delikatnie w usta, tak delikatnie jak jeszcze nigdy (!), tak delikatnie, że aż kobieco (!!) i tak delikatnie, że aż czule (!!!). Tak maks. Co dość mocno odstawało od ich normalnych pocałunków i zachowania aidenowskiego w ogóle.
Do którego celebrowanie jednak zaraz powrócił, odwracając się w kierunku walizki i swoim sokolim wzrokiem ogarniając cały pokój. Niezmienny (prawie) od tylu lat. I przesiąknięty prudensowskim zapachem tak bardzo, że czuł się jak w nowoczesnym muzeum. Którego nie chciał opuszczać, nawet, gdyby go Prudence wykopała siłą. Co ciekawym zjawiskiem by było.
- Weź aparat. Musisz udokumentować zorze polarne - powiedział powoli, przejeżdżając dłonią po komodzie i patrząc się przez okno. Spokojnie radząc sobie z wewnętrznym które będziesz oglądać sama albo z koleżanką albo non stop ze mną rozmawiając telefonicznie - I Most Trolli. Mam nadzieję, że zrobią Wam wycieczki fakultatywne - zastanowił się na głos, odwracając się powoli i znów patrząc na Prudence czekoladowym spojrzeniem. Ciepłym. Już nie bibliotekowym, nie ze stali, nie... zawiedzionym. - Dlaczego nie jesteś jeszcze spakowana? - dodał po sekundzie lekko karcąco - tak zwyczajnie, tak przeszłościowo! - bo przecież musiał jeszcze swoim racjonalnym spojrzeniem ocenić jej ekwipunek. By zyskać na czasie, żeby...a, właściwie, czemu miał wszystko odkładać w nieskończoność? - Wariuję bez Ciebie. Zwariuję bez Ciebie - dodał dalej tonem spokojno-przedwyjazdowym, wystukując na szafce turnerowy rytm. I szczerą prawdę mówiąc. Bez szantażu, bez wyrzutów, po prostu...dzieląc się doświadczeniem.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Wto 19 Cze 2012 - 21:36

Umiejętność skutecznego odwracania uwagi musi być bardzo przydatna.
Takie słowa niejednokrotnie powtarzała Prudence sobie, w lustrze, w myśli, przed snem i po. Podczas zajęć, obiadu i rysowania cycadeli dla Mattiego, ogarniającego być może plechę ale poprawne wysławianie się nie do końca. Obawiała się, że nie było chwili ani jednej, kiedy zupełnie o możliwych, według Aidena pewnych i nieuchronnie zbliżających się, konsekwencjach bibliotekarskiej konwersacji nie myślała wcale. Zarówno podczas wyjątkowo, grzesznie niemal prozaicznych czynności jak i tych zajmujących intelektualnie i fizycznie (Mayers przegina. Przecież szermierka nie jest obowiązkowa) cały czas poszturchiwano ją obawami o przyszłość.
Właściwie pełne zdecydowanie i spokój, poczucie godności wykluczającej histerie i rękoczyny kolejne nie zdawały się blaknąć, przytłaczane perspektywą klęski, najzwyczajniej za bardzo do siebie ostatnie słowa aidenowskie wzięła. Naiwnie wierząc, że zdystansowanie pomoże jej osiągnąć szczyty Nowej Pruderii, wykluczając wpływy PŚZ.
Dlatego, seryjnie, nie spodziewała się, bo zakładała, że Aiden na jej krok czeka. Krok definitywny i informację o tym, że "ej koteczku zostaję jednak i rzucam St.Bernard". Wymazując resztki pomieszania z poplątaniem i ogólnego mindfucka z twarzy, odwrócona została zdecydowanie, acz nie brutalnie. Co było dziwne dla nich bo zawsze tak się zaczynało, a kończyło... no. Potraktowana hipnotyzującą siłą spojrzenia (że te braterskie więzy-prawie-krwi coś znaczą podejrzewała mocno) nie zdążyła się nawet zachłysnąć zachwytem/strachem, kiedy potrząśnięto jej gruntem, skrupulatnie i dokładnie formowanym od sekundy-po-uderzeniu-w-nos-Ajdy, aż do teraz. W sumie - jakie teraz? Teraz spierdoliło jej gdzieś, wobec czystości jaką została obdarzona. Czystości, jakiej ze strony Aidena Colliera nie doświadczyła nigdy. W sumie w ogóle nigdy, na chujki trafiała zawsze. Ale do Aidena wróćmy - bo nawet ich najpierwsiejszy pocałunek nie był taki jak ten - podczas którego eureka jej rozdarła mózgowie, że to jest chyba definicja pierwszego razu. W sensie - pocałunku, o którym kaaaażdy marzy, ale pierdolta się, to Prudce przypadł w udziale.
Nie miała czasu rozpiąć mu rozporka. Srsly. Ani żadne inne "bierzmnietuiteraz". I zastanowiła się czy ogólne szoknięcie jest receptą na moc Ajdy, którego obserwowała z niekulturalnie rozchylonymi wargami i dłonią uniesioną nienaturalnie - bo przed chwilą ulokowaną ją na aidenowskim (imponującym CO WIEMY) bicu miała, a ten wysmyknął się zwinnie i sprytnie. A Prudence bardzo sprytnie pojęła, że to jest ten moment w (po)życiu Aidena Colliera i Prudence Wright, którego NIE NALEŻY komentować pod żadnym pozorem i w żadnej formie (Ajdziiiik, zuch chłopak! / Misiuuuu, zrozumiałeś. / Opowiedz mi jak to się stało. / I jak się z tym czujesz. / Seks na nagrodzonko?). Tylko sugerować się. I uczyć. Bo jak go poobserwuje - będzie wiedziała jak pomóc. W sensie, że reakcją adekwatną do akcji.
- W czer-czerwcu spektakularnych zorzy nie mogę oczekiwać - sprostowała łagodnie, zająknąwszy się tylko raz (dumaduma!) i... kamuflując to swobodnym odchrząknięciem. Pozornie swobodnym bo w duszyczce wytyfy się działo i asekuracyjne zdystansowanie z hurraoptymizmem bój prowadziło. Na śmierć i życie, po gladiatorsku i z regułą im również przyświecającą. Jak zorza w październiku w Tromsø (badumtss/8d) - Bo nie potrafię - przyznała bez ogródek, przypominając jedynie o tym Aidenowi. W sensie, że nie potrafi się tak normalistycznie pakować - ani wrzucać ubrań na chybił-trafił co brrrrr przeraża nieco maniakalnie znerwicowaną Pru. Że nieład. A pakować się późną nocą uwielbiała, dlatego dodała jedynie: - A później będę - po czym mowę odjęło jej. Bo ZNÓW nie spodziewała się - tym razem bezgranicznej szczerości. Którą sobie przecie obiecali i uskutecznili i przypieczętowali; takietam.
- Aiden... - w pół sekundy zmaterializowała się przy nim, zgrabnie przechodząc nad uporządkowanym alfabetycznie stosem literatury różnorakiej. Położyła dłoń na jego policzku, syknąwszy z (nie)zadowolenia i prędko, zanim palpitacje serca w seks oralny się przerodzą, objęła nimi jakoś zręcznie chyba barki Colliera. Tak, że mogła wtulić się w jego podobojczykową przestrzeń. Ale to za chwilę, wpierw prosto w oczy jego spojrzała. - Nie możesz - bo co? Bo wtedy ja też? Bo jesteś Aidenem Collierem? - Muszę mieć obiektywnego i ułożonego Ciebie na szybkim wybieraniu, kiedy coś mnie zaniepokoi albo użądli mnie jakiś okołobiegunowy owad - wyrzuciła z siebie, bezmyślnie nieco, z pełną powagą na twarzy. - I nie zorganizujesz nam odpowiednich wakacji, jeśli zwariujesz. A tego nie wybaczyłabym - dodała, zakończeniowo tak i - wreszcie! - przycisnęła swój lewy policzek do jego prawej piersi, zaciskając mocno palce na obejmowanych przez nie ramionach czy tam barkach i niwelując wszelki dystans. Naprawdę wszelki.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Sro 20 Cze 2012 - 6:21

Gdyby Prudence zareagowała w jakikolwiek z powyższych przerażających sposobów, Aiden...dalej zachowałby spokój. Bo jakimś dziwnym sposobem znalazł się w krainie lotosu i wiecznej nirwany. Może za dużo przeżył w zbyt krótkim czasie. Może upadek moralnościowy po powrocie do St. Bernard mocno potłukł mu (nietakbardzo) arystokratyczne pośladki. Może uczył się na błędach - niestety swoich. A może po prostu ustawił sobie całkiem niezrozumiale wyglądającą piramidkę, W KOŃCU, ustawiając ją normalnie, a nie na głowie, przecząc prawom fizyki, które tak wielbił.
Co raczej trudne było. Bo owszem, Prudence najważniejsza była od dłuższego czasu, ale na szczycie razem z nią biesiadowały tak niezaprzeczalnie szanowane wartości jak seks, dobry seks, wolność, zły seks, papierosy, jeszcze trochę wyuzdanego seksu. Co nie zmniejszało wagi Pru w jego życiu, tylko ją...dokreślało. Że spomiędzy wielkich, ona najwyższy laur nosi! Chociaż mało kto ucieszyłby się z takiego towarzystwa. No, może jedna z niewielu dziewcząt-na-dochodne Colliera.
Ale not anymore, ścieżka cnoty została przetarta i Aiden miał zamiar nią podążać bez względu na wszystko. Nawet, gdyby Prudence w jednej sekundzie stała się durną kretynką. Przyjąłby to na klatę, spokojnie tłumacząc jej zawiłości świata i cierpliwością się odznaczając. Jak pradawny ojciec mądrości.
- Przecież nie będziecie cały czas siedzieć w tej szkole - odparł przeciągle, nawet nie używając tak niemilutkich słów jak pieprzonej/durnej/kretyńskiej - Będą chcieli się pochwalić całym krajem. I może Szwecją. I Finlandią. I Rosją. Europejskie tendencje mocarstwowe są dalej silne. Weź ciepłe rzeczy. I termosy z herbatą. - ciągnął moralizatorsko odrobinę, zastanawiając się, jak sobie ta krucha istota, nie potrafiąca bezpiecznie przejść przez pasy (smutne historie sprzed miesięcy) poradzi sobie w kraju Wiecznej Zawiei Śnieżnej. I wkurwiających Eskimosów. To znaczy Naszych przyjaciół Norwegów.
Lecz zanim zdążył wyrazić swoje negatywne zaskoczenie niemożnością zapakowania się i wątpliwy zachwyt nad wspaniałością krajów Północy, Pru opanowała zdolność teleportacji i już-już była tuż-tuż obok niego. Z oczętami barwy przejrzystego nieba (i think?). I aurą bardzo... nie potrafił, teraz on, tego określić. Łaknącą, ale raczej nie wpierdolu totalnego na swym ukochanym. Drżącą. Uspokojoną. I wszystko na raz. Dzięki czemu (i swoim mocnym postanowieniom poprawy) możliwe było niewzburzenie się, słysząc o rozkazach. Jakichkolwiek.
Acz nawet brwi nie zmarszczył, mile wsłuchany (jakże to komfortowe było, bez własnej napierdalanki słownej o uczuciach!; ulżyło mu bardzo, że wraca do siebie) w racjonalne przedstawienie sytuacji przez Prudence. Dłońmi przejeżdżając jej po plecach i zatrzymując je (MORALNIE) na linii talii. I przyciągając do siebie w przytuleniu (MORALNIE2), brodę opierając na jej biednej, zmęczonej życiem i kontaktowaniem się z istotami jego pokroju, główce. Rozkminiając, że właściwie nie czuje już jej zapachu - że stał się on niejako wspólny. I do którego już przywykł.
Tak jak do wymagań. Dość interesownych, na wspomnienie których uśmiechnął się lekko. Ech, te burżujskie nastolatki. Do których grona się kiedyś zaliczał. Może ciągle.
Milczał więc sobie chwilę dłuższą, bardziej koncentrując się na odczuciach spokojnych, wyważonych i bliskich niż na podtrzymywaniu konwersacji i dbaniu o nie-zapadanie długich minut ciszy. Co naturalne było. Czasem.
W końcu westchnął sobie nieco przyszłościowo, odsuwając ją od siebie na odległość ramienia, dalej ją jednak w pasie trzymając. Przez co się jej koszulka wymięła, ojej.
- Będziesz mieć Blaise'a. Blisko. Nic się nie stanie - odparł spokojnie, nie wspominając, że jedyne owady jakie znajdzie, to takie z wiecznej zmarzliny, mające w sobie krew dinozaurów. I że gdy takie cudo odkryje, ma je natychmiast zabezpieczyć i mu dowieźć, coby dokonał odkrycia wiekopomnego, dzięki któremu Oxford przyjmie go z otwartymi ramionami/otwartą kieszenią na badania doktorskie. Mimo ujebania alevelsów na poziomie osoby, której życie się rozpierdoliło. Tak przykładowo. - Na rozmowy nie będziesz mieć czasu - dodał racjonalnie, nieco się smucąc wewnętrznie. Niezauważalnie ofc.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   Sro 20 Cze 2012 - 9:51

Właściwie nie wiedziała, czy istnieje szansa na podjęcie dyskusji konstruktywnej, dotyczącej tego gdzie będą przesiadywać i co zobaczą, z kim, ile razy dziennie i czy w ogóle. To, że nie wiedziała nic zdawało się ją wkurwiać mniej niż powinno, z racji całego balastu emocjonalnego i mnóstwa obaw, które miała ze sobą przytargać do Norwegii w metaforycznej walizie. Czyli w calutkiej swojej osobie. Zagryzła wobec tego jedynie policzek od środka, nie chcąc odpowiadać w formie gdybania i płonnych nadziei na urozmaicenie wyjazdu interesującym czymś i w sumie to nawet zbędne było, bo rozlewające się w niej ciepło, spowodowane bliskością Aidena (nie przerwaną, nie odpychaną, nie zastąpioną dotykiem) jakoś tak jej mowę odbierało. I gulę wzruszenia w gardle formowało. Którą przełknęła natychmiast.
- Spakuj mnie - zaproponowała entuzjastycznie, zaciągając się nim do osiągnięcia poziomu zawrotów głowy. - Znaczy - pomóż, zostań tu - sprostowała spokojnym, choć nadziejowym lekko tonem, kiedy już odsunięta odrobinę została. Dzięki czemu mogła przyjrzeć się rysom twarzy Aidena dobrze i łapczywie chłonąć jego obraz, tak coby zapamiętać mocno, bo mimo powstrzymywanej przez nią samej ekscytacji, że może rzeczywiście przetrwają to zajebiście bez szwanku, liczyła na pozytywy. Chuj z tym, jeśli naiwnie.
- Blaise? - parsknęła, nie mogąc się powstrzymać przed oczywistym dla niej w tej kwestii rozbawieniem. - Przecież on zajęty odkrywaniem różnic etnicznych w cielesności kobiet będzie... dla dobra sztuki oczywiście - dodała bagatelizującym tonem, wywracając oczyma. W sumie to po cichu liczyła na mocną obecność Colliera Młodszego, chociaż zdecydowanie świadoma jeleniowatej abstrakcji zachowań i wyborów jego była. W przeciwieństwie do tego, że z Indianą Lanvin jest - Pru daleka od towarzyskich zapętleń ostatnio była. Blaise natomiast sam - drogą smsową i face to face też, kiedy kilkakrotnie spotkali się przypadkiem gdzieś w murach st.bernardowskich między zajęciami - sugerował, że zajebisty czas razem ich czeka. I Pru wierzyła głęboko w to, że z tej niepozornej przepowiedni chociaż "razem" się spełni.
Zmrużyła niebezpiecznie oczy, słysząc ostatnie zdanie Aidena, wypowiedziane takim... upewnionym tonem, tak jakby rzeczywiście sądził, że Prudence zrezygnuje z cogodzinnych telefonów do niego z tak błahych przyczyn jak brak czasu. - Przyjmuję wyzwanie - mruknęła, unosząc się wysoko na palce stóp i szybko zbliżyła się do Ajdy, muskając swoimi wargami jego. Co było niefajne dla niej, bo... to tak, jakby usłyszała zajebiste trzydzieści sekund z przecieku do sieci kawałka Arktycznych, podczas gdy na premierę płyty oczekiwać musi długo. Miesiąc na przykład. Tłumiąc westchnięcie wyswobodziła się z objęć chłopaka i bawiąc się sznurkiem krótkich spodenek dresowych, usiadła na podłodze po turecku ( 8d) i przeglądu kosmetyczki dokonywać poczęła. Najpierw obowiązki należy wypełnić, zanim pożegnać się z Ajdą zechce.
- Co dziś zdałeś? - spytała, zerkając spomiędzy rozpuszczonych włosów na niego i uświadamiając sobie, że w ramach kontynuacji dekadentyzmu mógłby właśnie z e150 na jakieś international wojaże wybywać, z perpektywą tygodniowego wyniszczania, zamiast... no, niejakiej akceptacji wyjazdu Pru. - Zakładam, że E150 zamierza zaprezentować się z jak najlepszej strony w czasie wizyty Norwegów...? - uśmiechnęła się, nerwowo odrobinę, zastanawiając się jak duży udział w podobnym przedsięwzięciu będzie miał Aiden Collier. Który zawsze inicjatorem najbardziej kreatywnych sposobów na świętowanie czegokolwiek był. Przynajmniej tak słyszała.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru   

Powrót do góry Go down
 
sypialnia z nie-widokiem-na-morze Pru
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Sypialnia Gościnna
» Sypialnia Marco - piętro
» Sypialnia gościnna
» Sypialnia numer 4
» Dzikie seksy w krzakach i zakopywanie trupów w piachu, czyli wypad nad morze.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Wright (Hampstead)-
Skocz do: