IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 osobistyczna łazienka Pru

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: osobistyczna łazienka Pru   Pon 20 Lut 2012 - 14:32


_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: osobistyczna łazienka Pru   Sob 29 Gru 2012 - 22:23

Właściwie niewiele zmieniło się od wydarzeń mających miejsce dwa dni temu.
Sylwester, dzień kończący jeden rok i przynoszący zapowiedź kolejnego; w czasie którego zawierały się nowe rozejmy, miłości, przypadkowe romanse i pakty; czas postanowień, zajebiście głębokich refleksji i zakupów od samego rana. Wielkie zmiany. Wielkie decyzje. Wielkie nadzieje.
Jeden. Chuj. Dla Prudence nie znaczyło to praktycznie nic. Od chwili, w której Aiden opuścił jej dom (i życie?) jedyną interakcją była telefoniczna rozmowa z Jeremym, dla którego starała się brzmieć żywo. Nie wiedziała do końca czy to depresja czy zwyczajne wyczerpanie materiału. Podejrzewała samą siebie jedynie o niesłychanie (nawet jak a Pru) niską żywotność. Zwłaszcza wobec całego świątecznego okresu, który obfitował w przedsięwzięcia rodzinne, spontaniczne, godne pochwały i orderu Siostry Dekady.
Poczuła dreszcz zimna, rozchodzący się wzdłuż jej całego ciała.
- Nie mam d e p r e s j i - stwierdziła z pogardą po raz piąty w czasie tej trwającej już dobrą godzinę kąpieli, odzywając się do swojego odbicia w pozłacanym (sztucznie) kurku. Było jej strasznie niewygodnie - czuła, że za dużo czasu spędziła w jednej pozycji, ruszając się jedynie w celu uzupełnienia poziomu wody w wannie o kilka centymetrów wrzątku, coby nie zamarznąć na kość. Skupiała się podświadomie na zupełnie podstawowych czynnościach życiowych. Nie było już tak, jak wtedy kiedy (wciąż oddychała szybciej, przypominając sobie tę godzinę) Aiden był w salonie - nie wymuszała oddychanie or whatever. Najzwyczajniej radziła sobie jak sterowany elektronicznie ludzik - wytrzymując drugą dobę bez jedzenia, popijając gazowaną (tylko taka ostała się - dawno nie była na zakupach) wodę od czasu do czasu i odbębniając potrzeby fizjologiczne.
- ...but whyyyyy, whyyy can't it be mine... - zawyła okropnie, zagłuszając śpiew Eddiego Vennera i zanurzając się po samą brodę w pianie i dramacie sprzed dwóch dni.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: osobistyczna łazienka Pru   Sob 29 Gru 2012 - 23:01

Chloe miała poczucie misji. Coś w rodzaju znaku z niebios, wytknięcia boskim palcem i cichego głosiku w głowie, gdzieś pomiędzy między- a kresomózgowiem, szepczący, że teraz to jej kolej. Po wizycie Aidena mogła tylko przypuszczać co zastanie, kiedy wpadnie do konkretnego domostwa w Hampstead, zmarznięta, drżąca i pełna szalejących obaw. Skoro została nawet uprzedzona, że jest źle, poproszona o to, by się prudensowskim żywotem zaopiekować, to nic dziwnego, że porządnie okrzyczała kierowcę, zanim wreszcie wypadła z samochodu i wbiegła na posesję Wrightów, w rozpiętej kurtce i generalnie looku bardzo-nie-demarszelierowskim. Co nie było istotne, bo ważniejsze było, dlaczego do chuja będąc samej w domu ma niezamknięte drzwi wejściowe, dlaczego wszędzie walają się zabawki (prawie złamałaby kark spadając ze schodów, uskuteczniając uroczy drift na jakimś resoraku najmłodszego członka rodziny) (i w ogóle JAK TO, że Pru jako miłośniczka porządku pozwala czemukolwiek nie być na swoim miejscu) i dlaczego Sokolica wyje do księżyca w zimnej łazience.
Do której Klołka wlazła bez pytania, gdzieś w głębi ducha uradowana, że zastaje dziewczę żywe, nie zakrwawione, i oddające się tak potrzebnej czynności jak kąpiel, chociaż sądząc po stanie zaparowania pomieszczenia (a raczej fakcie braku takowego) to Pru musiala wleźć do wanny już dawno temu.
- Prudence - powiedziała ni to z ulgą, ni dalej opętana nienaturalną trochę jak na nią troską, klękając przy wannie. - Już jestem - brawa za błyskotliwość. To było tak w ramach ewentualnego zwrócenia uwagi Wrightówny na swoją obecność, choć wierzyła, że nie jest aż takim skrzatem, żeby jej w ogóle nie zauważyć. Czy tam chciała wybudzić Pru z dziwnego transu, w którym odgłosami przypominając wyrzuconego na brzeg walenia (tu: dość chudego okazu blond), nie umiejąc nadal ocenić konkretniej stanu przyjaciółki. No pewne było, że bywało już u nich lepiej.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: osobistyczna łazienka Pru   Sob 29 Gru 2012 - 23:21

Bywało lepiej. Tak prawdę bez ogródek mówiąc to wszystko mogło być lepiej niż teraz - szarawy poranek za oknem i takowa też dziwna, nieokiełznana szarość w głowie Prudence. Doskonale wiedziała dlaczego tak - baaardzo długo przecież starała się wyprzeć wspomnienie zapachu/widoku/głosu/uczucia/rozpierdolu wewnętrznego/TYCH słów/zapaści na godzin kilka, w czasie których dopiła do koca granatowe wino i wciskała głowę pod poduszkę, żeby uciszyć potworny szloch.
Dotarła w kocu do momentu, w którym odepchnęła na dalszy plan świadomości to, co nakręcało ją, to co w miarę prawdziwe i niezaprzeczalne (przykładowo fakt, że Aiden Collier ją kocha ale nigdy razem nie będą bo Aiden Collier ożenił się i tak jakby Prudence Wright jest w dupie i bez wyjścia totalnie) i żyła baaardzo nieuważnie.
Zdołałaby tak przetrwać, z pewnością. Nie sądziła, żeby była w stanie zagłodzić się a śmierć czy nafaszerować się piksami, których w domu aktywnej schozofreniczki było niemało. Zdesperowaa nie była w najmniejszym stopniu, tylko po prostu... nieuważ na. Może stąd ten syf na schodach, w salonie, nie wyciągnięta z odtwarzacza płyta z "nieustającymi wakacjami", której wejściówka wciąz rozbrzmiewała (Wrightowie nie mieli na tyle wypasionego telewizora, żeby wyłączył się po kilku godzinach ieużywania), stąd rozrzucone ubrania, zero chęci na poskładanie je do kupy czy przyjęcie do wiadomości faktu, iż za kilka dni stanie oko w oko z MAŁŻEŃSTWEM COLLIERÓW w salonie Sokołów.
To miało być proste - gdzieś w przebłyskach logiki i rozsądku obiecała sobie, że pozory normalności zachowa przy ludziach, pozwalając sobie na nieogar jedynie w swoim własym towarzystwie. Stąd stan, w którym odnalazła ją Chloe.
- Chloe... - mamrotnęła pod nosem, przełykając głośno chwilę, zawieszając się a trzy sekundy i wpatrując nieco psychodelicznie w oddychającą szybko przyjaciółkę, jak gdyby zastanawiała się czy nie jest ona jedną z tego ogółu, przed którym się pozornie ogarnia, Szybko dała za wygraną. Z nieco zarumienionymi ze wstydu policzkami odchrząknęła, wbijając spojrzenie w kucającą obok dziewczynę, bezwiednie wyciągając całą w pianie, pomarszczoną dłoń i podrapując nią brzeg wanny. Ciekawe czy wie...\
Wystarczyłoby jedno przelotne spojrzenie na twarz Demarchelier - gdyby tylko Prudence była w pełni władz intelektualnych. Teraz jedynie z małym zokiem i zakłopotaniem taksowała twarz Chloe, zastanawiając się czy telepatycznie zdołałaby wtajemniczyć ją we wszystko, gdyby tylko wysiliła się wystarczająco.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: osobistyczna łazienka Pru   Sob 29 Gru 2012 - 23:46

O ile można było w ogóle tak powiedzieć, to jeśli chodziło o momenty krytyczne w egzystencjach dwóch dziewczątek, Chloe zdążyła przywyknąć do czegoś intensywnego. Nie tylko wewnętrznie, ale i zewnętrznie. Płacz - czy może już nawet rozdzierający gardło i nadwyrężone płuca szloch, zgrzytanie zębów, zaciśnięte pięści bielejące na kostkach, warga zaciskana w klatce z zębów, drżący głos, urywany spazmatycznymi wdechami. Otępienie występowało, gdzieś pomiędzy kolejną serią konkretnie uzewnętrznionych objawów skrajnego załamania się osobistycznego świata. Już różnie bywało, ale przeważnie właśnie tak.
Dlatego właśnie Chloe miała ochotę się rozpłakać widząc wrak, który niegdyś zamieszkiwała Prudence Wright.
Dzielnie się jednak trzymała póki co, decydując się na ostrożny przysiad podparty, nie uwalniając Prudki od swego spojrzenia ani na chwileczkę. Było chyba nawet gorzej niż przypuszczała, a zakładała już wiele czarnych scenariuszy gdzieś pomiędzy ubieraniem kozaków a poganianiem kierowcy, żeby jechał chodnikami jak trzeba i jak dzięki temu szybciej dostanie się w miejsce docelowe.
Jakkolwiek nie byłaby zaskoczona wizytą Aidena u siebie, przebiegiem rozmowy i takimi tam szczególikami - w sensie mimo wszystko pozytywnym; naprawdę w życiu nie spodziewała się ta NORMALNEGO kontaktu z nim, po tym wszystkim co się wydarzyło przez ostatni rok - to wystarczająco wzniecił w niej niepokój o Pru. Najwyraźniej słusznie, bo choć spodziewała się Sokolicy zapłakanej, oślimtanej, w tłustych włosach i otoczonej milionem nieumytych kubków po herbacie, a zastała obrazek zgoła różniący się od pierwotnego wyobrażenia, to naprawdę wolałaby zetknąć się z pierwszą wersją wydarzeń.
Bo na pewno ledwie egzystująca Pru (z trudem?) nie była tym, co Chloe chciałaby zobaczyć. Odruchowo chwyciła jej pomarszczoną rękę, mocno ją ściskając, jakby w głupim czekaniu na reakcję - jakąkolwiek.
- Musisz wyjść z tej wanny, bo się odwodnisz i przeziębisz. Kiedy ostatni raz coś jadłaś? - szybki wywiad środowiskowy, żeby jakkolwiek móc sytuację ogarnąć, przynajmniej prowizorycznie, chociaż nadal nie umiała się ruszyć, trzymając tylko tę nieszczęsną rękę Prudence i patrząc na nią absolutnie zmartwionym wzrokiem.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: osobistyczna łazienka Pru   Nie 30 Gru 2012 - 0:05

Nie do końca wiadomo, czy Prudece podejrzewała czy wolała sobie wmawiać, że podejrzewa, że Chloe wie. Że to "już jestem" wydyszane w biegu, że ta troska emanująca z orzechowego spojrzenia nie jest ani wyolbrzymiona ani nie do końca podciągnięta pod sytuację. Z krótkim westchnieniem Prudence poczuła jak jej rozmoczona dłoń ląduje w uścisku miniaturowych dłoni Chloe i że - orety - nie chce się sama z niego uwalniać. Zachłysnęła się powietrzem, gdy przeniosła jak zwykle przesłonięty mgłą wzrok a realnie zmartwioną twarz Demarchelierówny.
- Wiem - wydusiła z siebie, czując, że musi stłumić w sobie niebezpiecznie prędko nadciągającą ochotę do wybuchnięcia spazmatycznym płaczem, jak noworoczne fajerwerki już za kilkanaście godzin. Nie chciała więcej płakać. Miała dość tego cholernego zmęczenia i osłabienia, które towarzyszyło jej bezustannie od dnia przedwczorajszego, a które przypisywała właśnie atakowi histerii, który miał miejsce. Raz i porządnie. Prudence przysięgła sobie, że do tego nie wróci. - Wiem, ale... daj mi jeszcze chwilę - dodała zachrypniętym od wycie wniebogłosy/niskiej temperatury, głosem w przerwie między kolejnymi piosenkami, puszczonymi bezpośrednio z telefonu.
Uspokajając nierówny oddech, również uścisnęła dłoń Lisicy, jak gdyby wysyłając krótki impuls o jej funkcjonowaniu świadczący. Bardzo chciała być wiarygodna - tak samo jak bardzo chciała się uporać z tym, z czym zostawił ją Aiden sama. Musiałą zrozumieć co to oznacza dla niej, dla jej udawanej wrogości i przyzwyczajenia do spontanicznego seksu, którego zdążyła nabrać od pamiętnej (mimo wszystko) imprezy halloweenowej. Nie chodziło o wymuszoną niezależność czy poczucie siły. Nie, nie miała w c a l e siły - raczej nie była pewna czy czyjakolwiek interwencja zrobi jej dobrze. Prawdopodobnie jeszcze nie miała wyrobionego zdania na temat kwestii jej dalszego funkcjonowania gdzieś obok żonatego Aidena (przed czym zjawiskowo skutecznie uciekała wciąż i bez endu) i obawiała się, że opinie ludzi, nawet jej najbliższych, mogą na to niekorzystnie wpłynąć.
- Godzinę temu. Makaron ze szpinakiem - skłamała z marszu, odwracając spojrzenie, któremu nie ufała za bardzo, i z ogromnym zainteresowaniem wpatrując się w zieloną gąbkę, dryfującą a powierzchni wody. - Zabrakło mi sera, ale i tak był dobry.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: osobistyczna łazienka Pru   Nie 30 Gru 2012 - 0:45

Klołka czuła się w tym momencie szalenie bezradnie. Patrząc na nieobecną bardziej niż zwykle (i bladobłękitną jak łazienkowe kafelki) twarz Pru czuła jak jej serce się ściska, jelita zaplątują się w jakieś marynarskie węzły i z jej własnej twarzy odpływa cała krew. Zwykle odczuwała fale obcych emocji, ucząc się je analizować, odczytywać, charakteryzować i ewentualnie wykorzystywać, to z czymś takim jeszcze się nie zetknęła. Nienaturalne wydrylowanie z czegokolwiek, co w ogóle byłoby wyczuwalne, ale jednocześnie tak gigantyczna porcja rozpaczy, że Klołka czuła się emocjonalnie wciśnięta w podłoże wielkim traperem, jak pet po fajce albo zmiażdżona jak mrówka. I było to o tyle niepokojące, że nawet nie myślała o jakimkolwiek ogarnianiu dziewczyny swoją mocą, zbyt zajęta własną złością. Na sprawcę zamieszania i źródło problemów. Cała przyjacielska mgiełka prysnęła, zostawiając niesmak i obrzydzenie niemalże. Skoro kochał, to jak mógł ją tak zniszczyć?
- Nie myśl sobie, że wyjdzie Ci to granie na zwłokę - ostrzegła, chociaż jej głos nie był jakiś wybitnie groźny, ani nie zapowiadał tego, do czego Chloe była zdolna, gdy włączał jej się tryb małego oficera.
Rozejrzała się wokół, dostrzegając na szafce stosik pastelowych ręczników, czyli dokładnie to, co chciała znaleźć. Nie zerwała się jednak jeszcze po żaden, trzymając rękę Pru, z pewną ulgą czując, że i Pru klołkową chwyta jakoś mocniej, odczuwalnie. Czyli naprawdę żyła, reagowała na bodźce, nawet jeśli jej mina sugerowała coś zgoła innego. Na przykład porządne zaćpanie się (ciśnienie klołkowe nieznacznie podskoczyło na myśl o takiej ewentualności), albo skrajne wygłodzenie, uniemożliwiając wykrzesanie energii na jakąkolwiek konkretniejszą reakcję. Martwiące w każdym razie, a Chloe miała dosyć bezczynności.
- Nie widziałam w kuchni jakichkolwiek oznak przygotowywanego jedzenia. Tylko puste kubki - skwitowała besztającym niemalże tonem, wstając i sięgając po dwa duże ręczniki, rozpościerając jeden trzymany za rogi, jak to zawsze robią mamusie, żeby opatulić swoje dzieci. No prawie by się zgadzało. - Chodź, brakuje jeszcze tylko tego, żebyś nabawiła się zapalenia płuc - głos sugerujący, że sprzeciw jest zbędny i będzie absolutnie bezskuteczny, więc tylko czekała aż Pru powstanie i da się zawinąć w pachnący płynem ręcznik.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: osobistyczna łazienka Pru   Nie 30 Gru 2012 - 11:27

Prudence nie była skłonna do otwartej rozpaczy przy Chloe. Doskonale zdawała sobie sprawę, że prędzej czy później Lisica pojawi się obok niej - jeszcze w domu, może w szkole, może gdzieś w pokoju akademickim, ale jak dotąd nie przygotowała się na to spotkanie. Myślała, że szczerość i wylew emocji będzie natychmiastowy i niekontrolowany - dlatego miała za sobą kilkakrotne podejście do wybierania numeru Demarchelier z listy szybkiego wybierania. Teraz jednak, zaskoczona trochę swoją postawą, czuła, że to zbędne, że już nie ma siły na płacz, histerię, analizowanie sprawy pojebania klasycznego, choć do tej pory nigdy nie aż tak potężnego w relacji z Aidenem czy akceptowanie prób przyjaciółki do poskładania jej w jeden kawałek.
Dlatego była tak... oporna. Dlatego siedziała jeszcze pół minuty ze ściągniętymi w wąską, prostą kreskę ustami w letniej wodzie i błaganiach wewnętrznych, wysuwanych pod swoim osobistym adresem, coby dała radę.
- Tak, w porządku... - oderwała wreszcie wzrok od gąbki, nawet nie próbując posyłać Chloe ani pół nerwowego, udawanego czy nie uśmiechu. Poczuła lekki niepokój o sprawność mięśni twarzy, skoro jedyne czym trudniła się w tej kwestii ostatnimi dniami to okrutny dla ucha najwytrwalszego słuchacza "śpiew" i oblizywanie raz po raz spierzchniętych - teraz nieco zsiniałych ust. Bez dalszego ociągania pozwoliła Chloe na opatulenie jej tułowia miękkim ręcznikiem i wygramoliła się z wanny, przysiadając od razu na miękkim dywaniku pod przeciwległą ścianą. - Nie idziemy stąd, okej? - rzuciła głucho, sięgając pokrętła grzejnika i ustawiając go na maksymalną temperaturę. Teraz, po wyjściu z wody poczuła przenikliwe zimno, zajebiście komponujące się z jej pustym wzrokiem i wydrylowanym z uniesień i ekscytacji ciałem. Wysychającą dłonią chwyciła telefon z baterią na wyczerpaniu, przeglądając w irracjonalnym pośpiechu listę utworów w poszukiwaniu czegoś łagodnego i kojącego, jak gdyby kładła maść na podrażnioną skórę. Na zbawienną moc muzyki nie liczyła, uznała jednak że nie zdoła znieść ani chwili ciszy, w której nie będzie mogła odwrócić uwagi od tego zdecydowanie przerażonego, bolesnego spojrzenia Chloe. Gdzieś w odmętach podświadomości podejrzewała, że przyjaciółka nie jest zachwycona jej prezencją i generalnie... stanem.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: osobistyczna łazienka Pru   Nie 30 Gru 2012 - 14:25

Od tego prudkowego otępienia nie mogło być wiele gorszych rzeczy. Chloe wolałaby właśnie histerię, rozpacz, płacz i nerwowe połykanie tabletek uspokajających z drżącej ręki, niż to. Właściwie Lisica była tak rozbita i nie wiedząca co tak naprawdę zrobić jako pierwsze, że aż ją to bolało. Może właśnie dlatego zdecydowała się na chwile przejąć sokolskie zapędy i właśnie od takich technicznych spraw rozpocząć, rozpierdolem wewnętrznym zajmując się dopiero jak zabezpieczy te najważniejsze funkcje życiowe Pru i zapobiegnie jakiemuś chorobowemu odchyleniu się od homeostazy, przynajmniej też czysto fizycznej. Mały, ale wciąż sukces.
Nie dałaby rady wywlec jej z tej wanny więc poczekała zaskakująco cierpliwie, żeby ją potem szczelnie zawinąć ręcznikiem, a gdy Pru już sobie klapnęła przy grzejniku, pochylając się nad nią trochę niezdarnie zrobiła jej turban i kolejnym ręcznikiem zakryła jej nogi. Wolała jednak nie wystawiać samej siebie na próbę przeszukania szafy Wright celem znalezienia jej czegoś do ubrania. Chciała jej przecież pomóc, a do tego potrzebowała samej być w jak najlepszym stanie psychicznym, a podejrzewała, że wszystkie kosmiczne legginsy, rozciągnięte, jakieś wygotowane swetry i spódnice niewiadomego pochodzenia jej w tym tylko przeszkodzą.
- Nie, nie pójdziemy - uspokoiła ją siadając naprzeciwko drżącej, skompresowanej i wtulonej w grzejnik Prudence, samej ściągając wreszcie kurtkę i kozaki. Obawa przed tym, że Pru może rzeczywiście jest zaćpana, rosła i rosła w jej umyśle, powoli przytłaczając drobną Klołkę. Przecież nie była głupia i nie zrobiłaby tego ani sobie, ani jej, zwłaszcza jej.
- Nie możesz tak robić, Pru. Bo krzywdzisz i siebie i mnie, a masz być silna, tak jak ja musiałam być - powiedziała cicho, pocierając dłońmi jej piszczele schowane pod ręcznikiem, żeby ją rzekomo ogrzać. Bo naprawdę nie wiedziała co ma robić i co innego poza samą obecnością może jej zaoferować, bo najwyraźniej nie ramienia do płaczu potrzebowała.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: osobistyczna łazienka Pru   Nie 30 Gru 2012 - 15:06

Należało skończyć z myśleniem wyłącznie o sobie - Wright była o tym przekonana choć z trudem przyswajała tę myśl. To było dla niej za dużo - oderwania się od marazmu i apatii, w które zjawiskowo zanurzyła się, na długo przed tą trwającą wieki kąpielą. W związku z którą też się zanurzyła; a wtedy... hmmm, owszem przemknęło jej to przez myśl. Była bardzo wycieńczona. Mocno samotna i zdecydowanie nie w pełni sił intelektualnych, dlatego z a s t a n o w i ł a się jakby to było, czy rozwiązałoby to cokolwiek i, przede wszystkim, czy dałaby radę.
Mocno wątpiła. W każdy aspekt po kolei. Dlatego prędko wynurzyła twarz spod wody, na długo nie otwierając oczu. Retrospekcja nie była czymś przyjemnym, teraz, przebiegając wzrokiem po kolejnych tytułach wyświetlanych w telefonie, nachodziły ją migawki wydarzeń sprzed kilkunastu godzin, kiedy prezentowała się totalnie koszmarnie. Pijana, zrozpaczona, wkurwiona, bezsilna, skurczona na dywanie i zagryzająca zęby na poduszce, kiedy musiała stłumić szloch, nie chcąc by usłyszał ją pukający ktoś. Listonosz - jak okazało się, kiedy usłyszała zgrzyt otwieranej skrzynki na listy przed domem.
Tłumiąc westchnięcie, jak gdyby miała to być zapowiedź traconej kontroli, przeniosła wzrok na Chloe, uruchamiając ze zrezygnowaniem funkcję shuffle. I tak niewiele piosenek mogło rozbrzmieć, zanim bateria nie padnie zupełnie.
- Przepraszam, że Cię okłamałam - rzuciła automatycznie, odnosząc się do słów Chloe i podejrzeń, że chodzi jej o wzmiankę o rzekomym posiłku. Chociaż nie. Pru doskonale wiedziała, o czym Lisica mówi, tylko... nie chciała pozwolić jej na zgłębianie tego tematu. Naprawdę nie czuła się jeszcze na siłach, by decydować co może, a czego nie powinna. - Nie powinnam... nie powinnam tak się zachowywać, ale krzywdy staram się robić najmniej. Komukolwiek - dodała z niespodziewanym drżeniem w głosie, przypominając sobie jak bardzo myślała o szczęściu Aidena, gdy on jej mówił, że...
- Chloe, Ty... rozumiem, że wiesz. Ale skąd? - zapytała bezbarwnym, zachrypniętym głosem, który mało miał wspólnego z seksownym gruchaniem. Prędzej wyczerpaniem materiału po roku wśród syberyjskich mrozów i topionego śniegu w ramach uzupełniania poziomu wody w organizmie.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: osobistyczna łazienka Pru   Pon 31 Gru 2012 - 10:51

To była jedyna znana jej, Klołce, metoda na ogarnianie Prudence Wright. Nie ważne jakby było źle, charakter się nie zmieniał. Pru nadal nie umiała być skończoną egoistką, tak jak ona, co ułatwiało sprawę, nawet jeśli nadal bezsilność Klołki przytłaczała ją i częściowo odbierała możliwość poprawnego reagowania na bodźce słuchowe i wzrokowe., bo Pru właśnie była takim jednym, wielkim bodźcem.
- To jest akurat mało istotne. Dobrze, że to tylko w kwestii jedzenia - skomentowała pospiesznie, nie przywiązując jednak do tych słów jakiejś większej wagi. Nie to było istotne, choć też Klołkę niepokoiło. Póki jednak Sokolica nie mdlała, nie było potrzeby wywlekania jej z łazienki do kuchni. Zresztą i tak Chloe podejrzewała, że w takim stanie to Pru niezbyt wiele by przełknęła, no i gastronomiczne umiejętności Demarchelier ograniczały się do naleśników i jajek po wiedeńsku.
- Siebie krzywdzisz najbardziej. I mnie, kiedy oglądam Ciebie taką - ostatnie słowo podszyte było nie tyle wstrętem czy niechęcią, a raczej troską w najczystszej, krystalicznej niemalże postaci. Dziwnie było móc teraz się odwdzięczyć za to wszystko, co Pru dla niej zrobiła, gdy było tak cholernie ciężko. Ona była tą sokolą częścią duetu, ona ogarniała, ona zawsze wiedziała, co trzeba zrobić, co powiedzieć, w które miejsce przykleić plasterek, żeby całość zaczęła się optymalnie goić. Chloe na takim niepewnym gruncie poruszała się niezdarnie, niemalże po omacku, nie mając zbyt wielkiego pojęcia, jak powinna się teraz zachować, bo poza tym, że absolutnie do sylwestra się stad nie rusza, to nie wiedziała kompletnie nic. Potrzeba jednak matką wynalazków, więc słysząc pipkanie rozładowanej baterii prudkowego telefonu wymamrotała coś w stylu "siedź tutaj, zaraz wracam", by po chwili wrócić z czarnym kabelkiem z wtyczką i podłączyć ich rozpraszacz ciszy do prądu.
Usiadła znów naprzeciw niej, niepewnie patrząc na bladą twarz przyjaciółki. - Był u mnie, dzisiaj. Przyjechałam jak tylko się dowiedziałam - nie dopowiedziała już, że Aiden ją uprzedził, że tak będzie i się nie mylił. Tak w ramach uskuteczniania tego, że on się zwykle nie myli, nawet jeśli tym razem Chloe wiele by oddala, by było inaczej.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: osobistyczna łazienka Pru   Wto 1 Sty 2013 - 22:07

Prudence miała to niepokojące i bardzo niekomfortowe uczucie, że wszystko ma prawo być, ale jedynie połowicznie. Mogła w tej chwili o sobie powiedzieć, że ma w s z y s t k o. Przyjaźń Chloe Demarchelier, dziewczyny, którą zna od lat niepamiętnych i wobec której zawsze była pozbawiona wszelkich zbędnych ograniczników, hamulców, środków łagodzących czy czegokolwiek, co kreuje obraz przyjaźni ociosanej. Miała miłość Aidena Colliera, za którym uganiała się (czasami bardzo d o s ł o w n i e; doskonale pamiętała ból upadku, kiedy jako zachwycona okazją trzynastolatka próbowała na swoich granatowych rolkach dogonić rozpędzonego na rowerze chłopca) jeszcze zanim przeczytała po raz pierwszy Wichrowe, a który przecież był jej jednym-jedynym i niezastąpionym i...
Wymagana adnotacja jednak nieco burzyła pozornie wyjątkową sielankowy - na pierwszy rzut oka i tylko przy pobieżnej ocenie - obraz.
Nigdy nie zdołała wyzbyć się drobnej rezerwy w stosunkach z Lisicą, po spięciach niesamowitych i dramatach, tygodniach unikania i desperacji, wtedy kiedy jej potrzebowała a duma sugerowała, że nie może. W sprawie Aidena również czuła się obdarowana zbyt... połowicznie. Jak gdyby nie była zdolna uchronić się od drugiej, niezaprzeczalnie katastrofalnej i cholernie przeklętej strony medalu. Jedno, drugie, trzecie "ale" podważało jej szczęście i wyżłobiło na trwałe urazę. Głównym zadaniem było dla niej to, by nie pozwoliła sobie samej na zamknięcie, separację, unikanie czegokolwiek z czystej obawy i instynktu przetrwania. W czym zdecydowanie mogła pomóc jej Chloe Demarchelier, do której - mimo wszystko - mogła apelować o pomoc zawsze i wszędzie i n a w e t gdy nie próbowała - pomoc zjawiała się sama. Inaczej - przez sugestię i... w tej chwili Prudence pojęła, jak bardzo ważne jest samo to, że zależy. Zależy Chloe, bo pojawiła się tu, w zasyfionym [*], praktycznie opustoszałym, depresją przesiąkniętym domostwie Wrightów, kiedy powinna od rana na pełnych obrotach przygotowywać się do jakiejś wyjebanej imprezy; zależało też Aidenowi, skoro przyczynił się do misji jej ogarnięcia. Musiała teraz postarać się udowodnić, że jej także zależy na utrzymanie w miarę ogarniętej równowagi. Nawet jeśli tylko na staraniach się skończy.
- Dzięki, Chloe.
Zagryzając w irracjonalnym odruchu żalu wargę oparła czoło na swoich podciągniętych wysoko kolanach, marząc tylko o tym, żeby nie ruszać się na krok z tego miejsca, tej łazienki, w której prawdopodobnie była w stanie umrzeć. Nawet jeśli tylko połowicznie.



zt

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: osobistyczna łazienka Pru   

Powrót do góry Go down
 
osobistyczna łazienka Pru
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Łazienka Chłopców
» Łazienka Prefektów
» Łazienka Jęczącej Marty
» Duża Łazienka
» Łazienki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Wright (Hampstead)-
Skocz do: