IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Lodowisko sezonowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Sob 8 Gru 2012 - 20:32

To wcale nie był moment, w którym czuł najniebezpieczniejszą mieszankę emocji ze wszystkich, jakie kiedykolwiek zostały opisane lub opowiedziane. Wcale nie szkliły mu się oczy, ani też nie gapił się na nią wyczekująco jak sroka w gnat. Wypowiedział to wszystko i to było jak jego oczyszczenie, osobistyczna spowiedź i przebaczenie win w jednym, że już po kilku sekundach tylko patrzył na nią, ciepło i spokojne, a w jego głowie panował spokój i cisza. Żadnych obaw, żadnego stresu, nic, co mogłoby znów naruszyć jego wspaniały świat. Bo nawet gdyby odmówiła, to miałby najwyraźniejszy ze wszystkich znaków, że mimo wzniosłych słów, idei, planów i partnerskiej szopki, tak naprawdę nie byli dla siebie stworzeni. A on jako facet sobie to prędzej czy później by wyperswadował, skoro okazało się, że jest pewny uczuć na tyle silnych, że właśnie ją poślubił. Nawet jeśli nie można było tego jeszcze nazwać miłością, tą opisywaną w romansidłach i nakręcaną namiętnie przez komercyjnych, zachłannych reżyserków, którzy wiedzą jak zadziałać na psychiki tysięcy nadwrażliwych nastolatek i kazać im niemalże czekać na księcia w białym koniu. Blaise może nie był księciem, nawet jeśli gdzieś w jego żyłach była domieszka szlacheckości, i zamiast rycerskiego osprzętu miał puchową kurtkę i łyżwy.
- No przecież nie możesz się ze mną nudzić, skoro mamy przed sobą całe życie - powiedział nasz mały, narwany bystrzacha, rozwijając ich ręce. Rozejrzał się wokół, rozpaczliwie ślizgając się wzrokiem po obiektach postawionych wokół lodowiska aż ujrzał to, co chciał.
- Chodź - niezbyt wiele tłumacząc podjechał jeszcze kawałek i przeskoczył przez bandę, żeby wygrzebawszy drobne z kieszeni kupić dwa pierścionki z automatu. Dobra prowizorka nie była przecież zła.
Wrócił do niej szybko i dał jedną, otwieraną, plastikową kuleczkę, taką dwukolorową, jak to zawsze wygląda jeśli chodzi o plastikową biżuterię na bilon. Otworzył swoją, jednak z przykrością ujrzał jakieś mikroskopijne kółeczko, którego nie umiał ubrać nawet na najmniejszy palec, pomijając już fakt, że miało równie ponętną, brokatowo-różową naklejkę imitującą oczko.
- Nie trafił Ci się może większy? - zapytał z nadzieją, nie umiejąc powstrzymać śmiechu, którym już chwilę potem wybuchnął, patrząc na nią już z niemałą satysfakcją. Jego żona.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Sob 8 Gru 2012 - 23:55

Przez chwilę Meredith miała wrażenie, że to sen. Że nadal jest w Nowym Jorku i po prostu zaćpała się na jednej imprezie, a skutkiem tego są tak długofalowe halucynacje, zwykła projekcja podświadomych pragnień mózgu. Ale w tej samej minucie stwierdziła, że jej psychika nie umiałaby wytworzyć czegoś tak abstrakcyjnego, więc nie może śnić. Powoli, bardzo powoli wszystko do niej docierało - to, że właśnie wyszła za Blaise'a, na środku lodowiska, bez chwili zastanowienia - bez planowania, bez szczegółów i pełnej listy rzeczny 'must do before'. Groteskowość tego momentu nie pozwalała jej na gesty w stylu oczu pełnych łez, ogólnego wzruszenia i rozklejenia, determinizm. To wynikło tak naturalnie, tak... oczywiście, że nie było miejsca na przesadę. A każde drżenie głosu, każda uroniona łza byłaby tą przesadą.
Szok powoli opadał, histeria przeradzała się w euforię. Jej mąż mógł w tej chwili być w grubej kurtce i ledwo utrzymywać się na łyżwach, kiedy przełaził przez tą idiotyczną bandę i pomagał jej przejść, ale Mer nie oddałaby takiego ślubu za nic w świecie, nawet jeśli wiedziała, że miał on znaczenie tylko dla nich i wszystkie formalności czekają ich pewnie jutro. Wszystko było przed nimi, dobre i złe, ale mieli przejść przez to razem, nie jako kunple, nie jako friendsi od malowania, nawet nie jako partnerzy - mieli przez to przechodzić jako małżeństwo. Powtarzanie sobie tego w myślach, kiedy on buszował przy automatach, wywoływało u niej szeroki, głupkowaty uśmiech, połączony z wodzeniem za nim wzrokiem. Zastanawiała się, o co mu chodzi, by w końcu wybuchnąć śmiechem, gdy wrócił i próbował wcisnąć pierścionek z różowiuśkim oczkiem na palec.
- Czekaj, zaraz zobaczę, mężu - nie umiała się powstrzymać przed wypowiedzeniem tego na głos. Teraz stało się to jeszcze bardziej prawdziwe, jeszcze bardziej rzeczywiste.
W międzyczasie faktycznie otwierała pudełeczko i wyciągała pierścionek. Oczywiście nie pasował na żaden jej palec, spadając nawet z kciuka. Bez wahania więc sięgnęła po jego prawą rękę, wsunęła na palec serdeczny (no jasne, że był dobry) i z zadowoleniem lekko się odsunęła. - Teraz już nikt nie będzie mógł zaprzeczyć prawdziwości naszego ślubu, skoro mamy obrączki - zauważyła, nie puszczając jednak jego ręki.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Nie 9 Gru 2012 - 0:18

Gdyby ostro się zaćpał, na pewno nie wpadłby na to, żeby brać z nią ślub. "Porwać" i polecieć na tydzień na Przylądek Horn, kupić jej cały sklep z farbami, biegać w ten mroźny dzionek po Londynie w samych bokserkach - owszem. Wszystko było możliwe, i nie było takiego scenariusza, z kategorii tych zazwyczaj nierealnych, który nie miałby okazji się spełnić w takiej sytuacji. Było jednak inaczej, obydwoje byli zupełnie trzeźwi i świadomi tego, co się dzieje, a brali ślub. Nawet, jeśli postronnym wyglądało to na jakże uroczą scenkę dwójki zakochanych ludzi i generalnie wspaniały żart, to Blaise, pomimo całkowicie niekonwencjonalnej ceremonii, zupełnie poważnie o wszystkim myślał.
Oczywiście to jeszcze nie był ten moment, gdy martwił się o to, co powie rodzina, czy przypadkiem ciocia Rose nie umrze z euforii, a wuj Quentin nie uniesie brwi i nie pójdzie dalej opłakiwać tragicznie zmarłej przed laty żony. Miał to absolutnie w dupie, bo jedyne co się liczyło to fakt, że obrzydliwy pierścionek z tą koszmarną naklejką był na jej serdeczny palec tylko trochę za duży. Na co uśmiechnął się szeroko i nie umiał powstrzymać pobłażliwego pokręcenia głową, gdy powiedziała go niego mężu. Do tego akurat najciężej będzie się chyba przyzwyczaić.
Pozwolił sobie wsunąć drugi pierścionek na palec - również za duży, dla odmiany naklejki, mające być oczkami były trzy, większe zielone i dwa żółte po bokach. Co to za geniusze robią takie gigantyczne pierścionki do automatu dla dzieci, które przecież mają duże mniejsze dłonie od Blejsa.
- No i teraz rozbrzmiewa, że mogę pocałować pannę młodą - powiedział, jawnie parodiując kościelny ton, po czym poczynił swą powinność, choć może odrobinę zbyt namiętnie, niż powinno to wyglądać w tej grzecznej wersji ślubnej. Ale skoro małżeństwo już tak ładnie zaczęli, to Blaise nie mógł się doczekać nocy tygodnia miesiąca poślubnego, kiedy to elegancko sobie nadrobią nowojorską absencję Mer i oczywiście porozmawiają o życiowych priorytetach, bo to właśnie robią dorośli ludzie w zalegalizowanych związkach, prawda?
- Urząd Stanu Cywilnego jest jeszcze otwarty, czy mam załatwiać audiencję u Elżbiety, żeby sama nas sobie poślubiła? - zapytał, gdy wreszcie pozwolił im na chwilę wytchnienia od pierwszego, małżeńskiego pocałunku, będąc wciąż narkotycznie zaślepionym nieopisywalną euforią, która teraz ładnie wypełniała go całego i tęczą (kolorów z pewnością lepszych, niż paleta tych artystycznych niedorozwojów, którzy projektowali te cholerne pierścionki z automatu) wylewała się mu uszami.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Nie 9 Gru 2012 - 14:59

Zaćpaną Mer na pewno bardziej ucieszyłby sklep z farbami i wielkie płótno, żeby tych farb użyć niż ślub. W dużej mierze i to porwanie, i bieganie w samych bokserkach też byłoby znacznie bardziej satysfakcjonujące w kategoriach estetyczno-fizycznych, kategorię uczuciową porzuciwszy. Dla niej właśnie stan obecny był korzystniejszy, przeżywanie tego naprawdę, na trzeźwo, świadomy w tym udział - nikt nie będzie mógł odebrać jej tak żywych wspomnień, kiedy za siedemdziesiąt lat będzie opowiadała swoim wnukom o tym, jak to ona i dziadek Blaise pobrali się na lodowisku. I że chociaż to było tak spontaniczne i nieprzewidywalne, to ona nie mogłaby wymarzyć i zaplanować czegoś bardziej perfekcyjnego. A wnuczęta będą siedzieć dookoła niej i wzdychać, zwłaszcza wnuczki, mrucząc coś w stylu 'jeju, babciu, ale to romantyczneee', a chłopcy będą się krzywić, bo to strasznie obciachowe. Niemniej jednak taka wizja zdecydowanie jej się podobała.
Reakcja rodziny miała być czymś drugoplanowym, jej Mer obawiać się nie będzie, kiedy już zacznie o tym myśleć. Rodziny Blaise'a także się nie obawiała, no może poza Aidenem - ale on był wyjątkiem od każdej reguły, jaka tylko mogła być, więc przejmowanie się nim za każdym razem było nonsensowne - bo sympatię Williama miała zawsze. Najbardziej przerażająca dla niej miała być plotka, która niewątpliwie pojawi się w szkole - a przede wszystkim Indiana. Krucho odbudowana przyjaźń mogła po raz kolejny się rozsypać. Ale to miało dopiero nadejść, w tej chwili obchodziło ją tylko to, jak nie zgubić pierścionka, nawet jeśli mieliby wymienić je na prawdziwe.
- Mhm, też na to... - zaczęła mówić, roześmiana, prawdziwie euforyczna i rzygająca tęczą, kiedy poczuła jego usta na swoich i żywo nań odpowiedziała. Przesadą nie będzie, kiedy napiszę, że całe poprzednie dwa lata były niczym w porównaniu z tą chwilą. Przeżywała ją znacznie bardziej niż najbardziej romantyczne sytuacje, jakie wcześniej im się zdarzały, wtedy biorąc je za objaw partnerstwa, w tym pocałunku czując miłość, której nigdy wcześniej nie zdarzyło się doświadczać, nawet jeśli on nie powiedział jej tego. I niekoniecznie chciała skończyć tą scenę, nie chciała kończyć tej nocy - czemu ograniczać się do miesiąca poślubnego? Przed nimi było całe życie. - czekałam - dopowiedziała w końcu, niechętnie się od niego odsuwając. - Elżunia pewnie zajęta jest Kate i Williamem, możemy poszukać najbliższego urzędu, chociaż wolałabym to przełożyć na jutro - wymruczała, wspinając się na palce i kontynuując przerwany pocałunek.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Nie 9 Gru 2012 - 20:31

No tak, typowo kobiece myślenie. Chwila jest fajna, bo wnuczęta będą się wzruszać, koleżanki zazdrościć i cholera wie co jeszcze. Na całe szczęście, z rozdygotanego i zestresowanego SWOIM ŚLUBEM nieogaru, Blaise całkowicie już się opanował, aktualnie po prostu się ciesząc. Bo to było, koniec końców, wyjście najlepsze i pomimo elementu zaskoczenia i generalnego pośpiechu, było najbardziej optymalne. W życiu przecież by nie podjął się trudu organizowania wielkiego wesela na pięćset osób, wybierania kwiatków na stoły, wszystkie te problemy z menu, kapelą, i - o zgrozo - ubraniami, dla państwa młodych i 56290375645 druhen i świadków. Bo chociaż był totalnie wessany w ten cały artystyczny światek, to akurat ślub był już zbyt ekscentryczną jej odmianą, by jego biedny, męski umysł mógł to jakkolwiek przetrawić i znieść.
Dlatego, jednocześnie bardzo w swoim stylu (spontanicznie i z dupy) i totalnie nieblejsowo (w ogóle ŚLUB, toż do tej pory to neva-eva) sprawa została załatwiona. Mógł tylko się modlić, by jego świeżo upieczonej małżonce nie zachciało się rzeczywiście organizować wielkiego przyjęcia, z którego, o ile już by się odbyło, uciekłby jak tylko miałby okazję.
Blaise'a ucieszyło to, z jaką gorliwością go pocałowała, bo chociaż nie mógł jej odpowiedzieć tym samym, już ku temu zrobił kolejny, mały kroczek. Niemniej jednak świadomość tego, że jest taki zwyczajnie kochany, wręcz go ujmowała, nawet jeśli niezbyt długo się nad tym roztkliwiał, po męsku - bez podzielności uwagi - zajęty całowaniem swojej żony. On tez czul tę zmianę, bo nigdy tak nie było. Pożądanie, namiętność, całe to zestawienie erotyzmu ze sztuką już przeżyli, wypróbowali i mieli za sobą, jednak to był jego pierwszy pocałunek z takimi emocjami (pierwszy z nią oczywiście). - Nie wiedziałem, ale ja chyba też - przyznał, zastanawiając się, czy rzeczywiście byłby w stanie zorganizować audiencję, żeby było jeszcze bardziej oryginalnie, no i żeby wynagrodzić jej ten brak rozmachu, blichtru i wszystkiego co związane z tradycyjnym, glamour ślubem. Bo raczej plastikowe pierścionki nie były szczytem z rodzaju tych, które Collierom się osiąga bardzo łatwo, mając w portfelu iskrzącą się platyną kartę.
- Domyślam się, że wiem o co Ci chodzi - dodał, pozwalając jej na kontynuowanie pocałunku, unosząc ją i sadzając na bandzie. No właśnie, problem w konsumpcji ich, już oficjalnego, związku było to, że nadal tkwili na pieprzonym lodowisku, pełnym dzieci, ich mamuś, babć, cioć, wujaszków-pedofili i innych osób.
- Może... chodźmy stąd - zaproponował jej cicho do ucha, po czym zerknął baaaaaardzo znacząco, ciekawy, czy pod dziwną kurteczką ma coś ciekawszego na sobie do zdjęcia.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Pon 10 Gru 2012 - 19:39

Od razu typowo kobiece myślenie - Mer po prostu rozpatrywała czystą wspaniałość tej sytuacji z dziesięciu różnych punktów widzenia. Wnuczęta były dość istotnym fragmentem euforii, koleżanki może nieco mniej, ale zawsze chodziło i tak o tą jedną, szczerą radość, która przenosiła się na wszystko inne dookoła, przysłaniając świat różową szybką. W końcu była już mężatką - co prawda dopiero od piętnastu minut i tak niestereotypowo - i mogła korzystać z przyjemności życia w zmienionym stanie cywilnym.
Aczkolwiek o wesele Blaise nie musiałby się wcale martwić - Mer zdołałaby zaplanować je w ciągu tygodnia, podsuwając mu gotowe projekty do zaakceptowania, tudzież w celu dokonania drobnych poprawek kolorystycznych. Nic więcej nie musiałby robić poza stawieniem się na miejscu w wyznaczonym miejscu i porze, ale... Nie, nie chciałaby robić czegoś, na co on nie ma ochoty. Respektowała jego preferencje, o to przecież w dobrym związku także chodziło, czyż nie?
O ile wcześniej każdy pocałunek, nawet jeśli w różnych sytuacjach i stanach psychicznych, był dla niej taki sam, budził te same znajome emocje, niezmiennie rozpalające pożądanie, jednak... powtarzalne. A teraz pojawiały się odczucia, o których wcześniej nawet nie wiedziała, i szczerze mówiąc, z tego punktu widzenia jeszcze bardziej doceniała ich małżeństwo. Skoro mieli odkrywać nowe pokłady erotycznych doznań, należało jak najszybciej rozpocząć kształcenie się w tej dziedzinie.
- Jestem jak najbardziej za - odpowiedziała, zeskakując z bandy. Skierowali się ku wyjściu z lodowiska do samochodu Blaise'a, a potem odjechali w kierunku jakiegoś zapewne hotelu - to w końcu miała być ich pierwsza noc poślubna.

zt <3

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   

Powrót do góry Go down
 
Lodowisko sezonowe
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Centrum
-
Skocz do: