IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Lodowisko sezonowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Lodowisko sezonowe   Pią 20 Sty 2012 - 1:01

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Czw 16 Lut 2012 - 20:45

Prudence od samiutkiego poranka opływała w szampański nastrój. Wiedziała, że ten będzie z poranicza, a właściwie okolic samego środka supermegafoxyawesomehotskiej przestrzeni od momentu, gdy cała pachnąca bzem i porzeczka wypłynęła tanecznym krokiem z pokojowej łazienki. Owinięta jedynie w ręcznik dostrzegła na nocnej szafce kremową kopertę. Notka w niej pokrótce informowała o tym, że Mattie, młodszy brat Pru, generalnie umiera z rozpaczy i tęsknoty za uwielbianą siostrą i POTRZEBUJE kontaktu z nią na gwałt.
Tak więc Pru wciąż rozmyślając nad kilkoma ostatnimi niemal niecenzuralnymi wyrzutami w jej osobistym kierunku i czy generalnie były one na tyle konieczne, by zawrzeć je w formie tekstowej, wpadła w zawirowania fryzjersko-kosmetycznie-designerskie i w biegu zakładając czapkę na jeszcze ciepłe od strumienia suszarki włosy, szybkim krokiem opuściła teren szkoły, uruchamiając odtwarzacz muzyki.
***
- Liczyłam bardziej na gorącą czekoladę, wiesz? - jęknęła, błagalnym wzrokiem obrzucając Mattiego, rozradowanego jak nigdy i - przy okazji - wpatrzonego jak w obrazek w już pokrytą całunem śnieżnym Pru. Nawet na odpowiedź się nie wysilił, preferował przeszkadzać siostrze jak tylko się da w nakładaniu łyżew na stopy.
- Zachciało ci się kurde, lodowisko do jasnej.... - mamrotała pod nosem, zaciskając mocno sznurówki hokejowych łyżew, podczas gdy młode wcielone szatańskie dziecię już rwało się do wskoczenia na taflę.


rrrezerwacja :>

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Pią 17 Lut 2012 - 16:59

Jeżeli istniała na świecie osoba, którą Chloe darzyła najpiękniejszą odmianą uczucia sympatii, mógł być tą nią jedynie Mattie Wright. Otóż to przesłodkie dziecko najwyraźniej narodziło się by je adorować oraz, co sympatyczne, było to odwzajemnione. Przynajmniej Chloe tak się wydawało, gdyż z tą małą małpką mogła nawet dać się wrzucić w śnieg, czy zmienić obcasy na jakiekolwiek płaskie obuwie i wyruszyć na absolutnie dziką wyprawę, z kanapeczkami z kremem czekoladowo-bananowym ukrytym gdzieś w czeluściach plecaka (!).
Tak więc dnia dzisiejszego o pogodzie iście zimowej, bez szemrania zgodziła się na wspólne łyżwy z wyżej wymienionym chłopcem oraz jego starszą siostrą.
Jej ranek nie różnił się zapewne wiele od poranka Pru. Wstała, wzięła długi, ciepły prysznic, korzystając z samotności w pokoju pośpiewała sobie trochę, co chwilę wrzucając z szafy jakieś ubrania, w poszukiwaniu grubych gaci i obrzydliwych, acz ciepłych UGGów, by wreszcie wylądować w sukience i zwykłych kozakach do kolan, na płaskiej podeszwie. Dodatkowo przykleiła na drzwiach szafy karteczkę z nabazgrolonymi różowym flamastrem "KUPIĆ JEANSY!!!", gdyż stwierdziła przykry brak (co to jest?! mieć takowych zaledwie jedenaście?) jakiejkolwiek odpowiedniej pary, by wciągnąć ją na tyłek.
Gdy wreszcie dotarła do centrum zaśnieżonego Londynu, targając w ogromnej torbie łyżwy i parę ciepłych, wysokich skarpet, uśmiechała się od ucha do ucha. Dłońmi odzianymi w dwupalcowe rękawiczki poprawiła opadający na czoło beret.
- Nie jeździłam na łyżwach od dobrych kilku lat! - powiedziała wesoło i przywitała się z Wrightami. Jej myśli nieco zakrzątał fakt, że przespała się, znowu, ze znienawidzonym eksem Pru. Całkiem możliwe, że czuła się z tym źle, albo wręcz miała poczucie winy, jednak nie była w stanie tego stwierdzić, gdyż był to jej pierwszy raz z takim odczuciem. Iście chujowym.
Wyrzuty sumienia wyrzutami sumienia, ale teraz musiała stanąć twarzą w twarz z niebezpieczeństwem wylądowania całą powierzchnią twarzy na tafli. A zaatakowanie lodu mogło skończyć się wyjątkowo boleśnie, zwłaszcza gdy na lodowisku kręciło się tyle babć z małymi wnuczętami, par jeżdżących za rączkę i całych chmar pozerów, którzy tylko rozpędzali się do granic możliwości, przewracając co chwilę bogu-ducha-winnych poszukiwaczy wytchnienia w oddawaniu się sportom rekreacyjnym na mroźnych powietrzu.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Sob 18 Lut 2012 - 17:33

Skoro rozwiązałaś to fabularnie tak, że Pru na łyżwy Klołkę zaprosiła, to zakładam, że blondi właściwie oczekiwała i spodziewała się natarcia Lisicy. I pewnie w jej głowie kłebiły się jakieś zawoalowane pod kotarą akceptacji wątpliwości i niepokoje, ale nie na tyle dotkliwe i nurtujące by unikać przyjaciółki. Jacięgacię, przecież już tyle razy godziła się z arcywybitnie nierozsądnymi decyzjami Chloe, że pierdołą przejmować się nie należy. Z resztą podobnie działało to w drugą stronę. Na przykład wtedy, kiedy Pru zdecydowała się przefarbować włosy na niebiesko w ramach happeningu, którego ideą, było sięganie głową chmur. Albo Chloe, która z tej samej okazji postanowiła paradować po akademiku nago. Oczywiście w ramach uzmysłowienia niektórym osobnikiem obu płci, że szczyty niebiańskiego szczęścia właśnie osiągnęli.
Dlatego teraz nie było sensu podejmować działań krytykujących i oceniających zachowanie Królowej. Niemoralne i dowodzące braku szacunku, ale wciąż i wciąż niepotwierdzone u źródła. Tak więc Pru, dostrzegając na horyzoncie ubraną-zdecydowanie-nietypowo Chloe zasznurowała umoralniające i karcące usta, a do głosu dopuściła swą niewiarygodnie tolerancyjną stronę i uśmiechnęła się całkiem promiennie. W końcu nie są małymi dziewczynkami, żeby się sprzeczać o prawo do własności. I to faceta jeszcze.
- Od szkolnego wypadu w lecie na obiekt zamknięty dokładniej, bejbe. Tego po którym... - tu zasłoniła uszy bratu, chroniąc go od obłąkania i demoralizacji - ...miałaś mały incydent w szatni męskiej z kapitanem drużyny hokejowej - uniosła znacząco brwi, poprawiając czapkę Mattiemu.
Chwyciła go za rączkę i po dokonaniu krótkich oględzin stanu sznurowadeł i szalika przeszła przez bramkę i stanęła na śliskiej tafli.
- Swoją drogą, tak tematu się trzymając, muszę zadziałać w samorządzie odnośnie balu semestralnego - westchnęła, marszcząc czoło na sekund kilka. - Jak ja tego nie ruszę to nikt, a najgłówniejszym problemem jest temat przewodni - jęknęła, niemal wizualizując mimiką i mową ciała swoje uczucie beznadziei postawionego jej zadania.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Sob 18 Lut 2012 - 21:31

Wybacz mi to wcześniej nieskonsultowane dogranie w jakiż to sposób Demarchelier miałaby się znaleźć na lodowisku. Takie wyjście było o tyle dobre, że nawet ona mogła się tu pojawić, gdyż z własnej woli zapewne poszłaby na zakupy.
W każdym razie Chloe odniosła wrażenie, że zauważyła błysk niepewności w oczach przyjaciółki, gdy ją zobaczyła. To, że dotarły do niej plotki TT nie ulegało wątpliwości, jednak jak się do nich odnosiła? Gdyby chodziło o każdego innego, ale Collier był słabym punktem Pru, co dopiero teraz przejawiało się nieznacznym ściskiem żołądka, dwunastnicy, trzustki i kilku innych elementów jej układu pokarmowego. nawet nie chciała myśleć co by się wydarzyło, gdyby tak ziarno zasiane przez Tittle-Tattle by wykiełkowało. Oczywiście wyjściem szalenie wygodnym był ten collierowski dotyk, ale nie była pewna, czy miałaby na tyle tupetu, by to wykorzystać.
Na wspomnienie o incydencie podczas letniego wypadu na łyżwy nie mogła się nie uśmiechnąć. To była jedna z lepszych akcji w jej wykonaniu. Idealny cel, perfekcyjne rozegranie w czasie, przestrzeni, nie mówiąc o korzyściach płynących z dobrego poznania się z kapitanem drużyny. Miło było mieć dwudziestu jeden rosłych, młodych mężczyzn, gotowych rzucić ochronne kapoki na bok i zjawić się u jej boku na jeden telefon, gdy poczuła się w potrzebie na takie towarzystwo. Dwudziestu jeden, gdyż z całej przepisowej drużyny graczy jeden był gejem. A i tak została uprzejmie poinformowana o możliwości wybrania jego numeru w każdym czasie, gdy będzie potrzebowała przyjaciela do wypłakania się, ewentualnie porady dotyczącej odpowiedniej impregnacji obuwia.
I obiecała sobie, że o Aidenie nie będzie wspominać na tyle długo, na ile będzie się dało. Owszem, sympatycznie spędzało się z nim czas, jednak ważniejsza była dla niej przyjaźń z Sokolicą.
- No tak... mimo ubranych łyżew, nawet nie weszłam na taflę, cóż... - powiedziała, chwiejnie poruszając się na lodzie, jednak na tyle stabilnie, by nie stanowić zagrożenia dla Mattiego, który jechał z siostrą za rękę.
Bal semestralny... Chloe myślała o tym, jednak niewypał szkolnej imprezy halloweenowej zniechęcił ją na tyle, że nie miała zbytniej chęci do organizowania czegokolwiek. Herbaciane Damy wzięły się za owe wydarzenie, podczas gdy Demarchelier chorowała na wyjątkowo paskudną grypę, co MUSIAŁO skończyć się tragicznie Pomijając poncz wiśniowy na kremowej haute-couture Chanel, która przybyła do Chloe godzinę przed zabawą.
- Zdecydowanie bal królewski, moja droga! - powiedziała z zaangażowaniem, pilnie obserwując, czy nikt nie czyha na jej, póki co, idealnie zachowaną równowagę - Wszędzie złote dodatki, oksydowana zastawa, maski i kotyliony. - dodała, rozpływając się na myśl o najprawdziwszym balu, o którym marzyła od maleńkości. Piękna, szyfonowa suknia, diamentowe kolie i oczywiście, po północy, wybory na Króla i Królową. No a miejsce Chloe byłoby na scenie, w srebrnej tiarze i purpurowej szarfie, zaraz obok Króla...
- Co dziś robiliście ciekawego? - zapytała, siląc się na wesoły ton, próbując opanować opadanie tego cholernego beretu oraz myśli zwrócone w stronę pewnego Sokoła, którego ugryzienie zalej widniało na szyi Demarchelierki w postaci wyraźnych bruzd po jedynkach, dwójkach i kłach rzeczonego.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Nie 19 Lut 2012 - 12:53

Pru spiorunowała wzrokiem dziewczę, nie dowierzając do końca.
- Widzę, że nie doceniałam twych zdolności utrzymania równowagi na dwóch cienkich kawałach metalu w warunkach ekstremalnych - parsknęła, automatycznie rozumiejąc dlaczego przez kilka kolejnych dni lewa łydka Nate'a była zabandażowana. - Wybacz, ale teraz podobnej motywacji do ustabilizowania się na tafli ci nie zaoferuję - wywróciła oczyma, błyskawicznie chwytając nadgarstek Chloe na kilka sekund w celu postawienia jej do pionu.
Właściwie całkiem dobrze, że nie podjęło lisowe dziewczę niekomfortowego tematu rodem z brazylijskiej telenoweli, gdzie przyjaźń taka całkowita bffowska przechodzi nagłą transformację w enemies til the end z racji zbyt częstej i rozbieżnej działalności przyrodzenia osoby trzeciej. A osoba trzecia pewnie okazuje się być z takiego faktu wyjątkowo dumna i w ogóle wtedy osoba trzecia może sobie za dużo przypisać PFF. Więc nie damy satysfakcji osobie trzeciej.
Automatycznie łaskawość Prudence sięgnęła wyżyn i obdarzyła przyjaciółkę takim nieco bardziej zaufanym uśmiechem. Przy okazji zorientowała się iż Lisica ma nierówno założoną czapkę, lewe ucho wystaje odrobinę bardziej niż prawe, więc ze skupieniem i szaleńczą powagą na twarzy, jedną ręką asekurując brata, naprawiła mankament. Z uczuciem spełnionej misji mogła oddać się błogiej rozrywce, jaką jest hobbistyczna jazda na łyżwach, ostatnimi czasy uskuteczniana przez Wrightównę dość często.
- Dzisiaj.... Co my...?
- LODY LODY LODY - przerwał impertynencko siostrze Mattie, z zapałem podskakując, co PRAWIE wyszło mu na śliskiej tafli. Ujmując rzecz jaśniej - gdyby Pru jego ręki nie trzymała wylądowałby iscie zajebiście na tafli. Twarzą w dół.
- Matt! - syknęła Sokolica, rozważnie i w ogóle zdecydowanie hamując śmiech. - Przynajmniej mamie ogranicz dostęp do tej informacji. Przeciez zabiłaby mnie i zaserwowała na uroczysty obiad rodzinny w dzień moich urodzin - westchnęła, patrząc porozumiewawczo na Klołkę. - A co do balu to masz rację. Dawno nie było czegoś, co trzymało się w ryzach elitarności - a w jej głosie zabrzmiała nuta sarkastyczna, odrobinę zrezygnowana. - I wszyscy będą skakać z radości pewnie, dużo ponczu, dużo brylantów, brakuje ducha-rezydenta. Ale after musi być odskocznią.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Nie 19 Lut 2012 - 13:28

Czy w ogóle potrafisz sobie wyobrazić Pru i Chloe osadzone w scenerii namalowanej plakatówkami by odgrywać te niemalże dantejskie sceny, które są rozgrywane przez wysokiej klasy aktorów argentyńskich tasiemców? Przecież ewentualna kłótnia Demarchelier - Wright skończyłaby się CO NAJMNIEJ ogólnoświatowym kataklizmem, pomijając liczne straty w ludziach i infrastrukturze miejsca, w którym miałyby się znaleźć!
Dlatego o wiele bezpieczniej dla wszystkich byłoby, gdyby Lisica trzymała buzię na kłódkę w sprawie Aidena Colliera. A że czasem dotrzymywała słowa złożonego samej sobie, tak miało być i tym razem.
A faktem, który ją w tym utwierdził, było ot zwykłe poprawienie klołkowej czapki, z niemalże wymalowaną na twarzy siostrzaną miłością. Nie, zdecydowanie zbyt kochała Pru by zrobić jej takie świństwo i wyznać prawdę. Kochała ją tak, że wolała zapewnić jej maksymalnie jak najdłuższe życie w słodkiej nieświadomości, jednocześnie uznając tą miłość za ten typ, do którego nie trzeba przyznawać się głośno. Niebezpieczne byłoby publiczne wyznanie, że istnieje osoba, dla której Demarchelier jest w stanie poświęcić wszystko, istniało zbyt wiele osób, które chciałyby to wykorzystać.
Zaśmiała się na wzmiankę o lodach, poza tym, zażenowana mina Pru była absolutnie fantastycznym zwieńczeniem sytuacji. Spojrzała z rozbawieniem na chłopca i przeniosła wzrok na Pru, nadając mu ton nieco czulszy i pełen zrozumienia.
- After! - powiedziała, celowo wyraz przeciągając, jakby rozkoszując się wizją jego znaczenia w tym wypadku. Aż wyprostowała się i przyłożyła dłonie do policzków w celu demonstracji pełni szczęścia w jakim się aktualnie znalazła.
Wyobraziła sobie jak starannie dobrana część balowiczów już pół godziny po zakończeniu oficjalnej, szkolnej części, przewozi się limuzynami do wynajętego klubu, gdzie barmani aż rwą się do rozdawania alkoholu z pękających przez nadmiar butelek barków, gdzie densflor jest opanowany przez gorące ciała, a wszędzie unosi się słodki zapach zioła. Szlachta się bawi, ciąg dalszy.
- W organizacji odpowiedniego afteru chętnie pomogę. - powiedziała z miną nie kryjącą podziwu dla nieodkrytej dotąd umiejętności jazdy na łyżwach. Zrobili już jedno kółko, a ona nie dość, że się nie wywróciła, to jeździła wyprostowana i opanowała drżenie kolan - Już nie mogę się doczekać! - pisnęła, uśmiechając się szeroko, co niestety przypłaciła mocnym zachwianiem i zaatakowaniem lodu kością ogonową.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Nie 19 Lut 2012 - 21:06

No a Pru niby świadoma ale zdecydowanie zbyt ufna i pełna niezaprzeczalnej wiary w lud jej PRZYJAZNY, owej siostrzanej miłości zaburzyć zamiaru nie miała i postanowiła mieć wyjebane na plotki. Jebać tych co za plecami sieją ferment w końcu, jak to ideologicznie ujął jakiś Paulo Coelho czy inny Chada.
Aktualnie Sokolica nie miała na podobne dywagacje nastroju ani koncentracji, więc wolała spożytkować strzępy uwagi w celu roztoczenia odpowiedniej opieki nad młodszym bratem i przyjaciółki, przy której młody Wright to niemalże śmigał. Przepełniona po uszy dumą zdecydowała się oddać ekscytującej rozrywce, jaką z całą pewnością zapewniały okoliczności planowania grubej imprezy. A wiedziała, że i Klołka chętnie podyskutuje o kolorystyce czy rodzaju kaligrafii na zaproszeniach.
- After moja droga wpadł w ręce... E150 - wycedziła, niemal plując jadem i nienawiścią wobec wypowiedzianego miana stowarzyszenia, którym rządził i dyrektorował nieoficjalnie sam Collier. Mamusia byłaby dumna. Jej kochana córeczka - pełna taaaakiej nienawiści wobec grupy, której członek ją spłodził!
Przy okazji podnosiła z zarysowanej przez licznie zebranych tafli zgrabne dupsko przyjaciółki. - Nie mogę się tam mieszać, z resztą nie wysłuchaliby mnie. Wiesz, u nad to tak wygląda, że eks siostry jest nietykalny - kontynuowała wywód pozornie tuzinkowym tonem, teoretycznie kamuflując pod pobłażaniem faktyczne zaciekawienie reakcją Chloe - a oni raczej uznają byłą za coś co należy zdegradować społecznie, ubliżyć, takie tam - zwieńczyła wypowiedź jakże beztroskim wzruszeniem ramion, nawet nie patrząc z ukosa na Lisice. Wiedziała, że jakaś bardziej nerwowa niż normalnie reakcja dziewczyny poskutkuje natychmiastowych i zauważalnym zdublowaniem kontaktu z lodem, a wtedy Prudence będzie mogła ze smutną satysfakcją odstrzelić sobie skroń. Niemyśltak niemyśltak niemyśltak. Przecież nie zrobiłaby ci tego. Za bardzo cię kocha. - A co jak jego też? - Bicz pliz. Wiedziałabyś o tym pierwsza.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Nie 19 Lut 2012 - 22:33

Zaklęła kilka razy po francusku, rozcierając sobie tyłek i próbując schować malinowe rumieńce wywołane owym żenującym upadkiem. Kolejna rzecz, która będzie drażnić klołkowe ego! Już kiedyś odkryła jeden ze swoich antytalentów, którym okazały się jakiekolwiek prace związane z szyciem, haftowaniem, lub czymkolwiek, gdzie trzeba użyć igły i nici. Oj, do dziś czasem ją ściska serduszko, że wypracowany wizerunek osoby bez wad mógłby ucierpieć, gdyby taka wiadomość dostała się na usta st.bernardowiczów. Mamy kolejny mankament - nieumiejętność jazdy na łyżwach. Zdecydowanie musi dopisać do terminarza zajęć lekcje na lodowisku. Na szczęście takiej rzeczy można się nauczyć.
- Z jakiej paki E150? - zapytała z nieukrywanym oburzeniem, początkowo myśląc o tym, że odebrano Herbacianym Damom szansę na zorganizowanie orgii wódką płynącej miłego afteru w postaci grzecznego densingu w stylu lat 60' z bezalkoholowym ponczem. Doprawdy jawne znieważenie, czego nie omieszka poruszyć na kolejnym spotkaniu SHD.
Wyczuła niebezpieczny podtekst w wypowiedzi Pru, wstępowała na zajebiście grząski grunt. Na przykład: powierzchnia jeziora. Słyszała, że język polski jest wyjątkowo obfity w wulgaryzmy, bo w tym momencie dostrzegła jak ubogi jest w nie francuski czy angielski. Zaraz po zajęciach z jazdy na łyżwach, zapisze się na język polski.
- Collier znów coś odwalił? - zapytała ze znudzeniem - W sumie to Ty go zdegradowałaś do pozycji mniej więcej starej wycieraczki, publicznie go policzkując. - dodała z uznaniem uśmiechając się lekko. Tak, to mogło zabrzmieć wiarygodnie.
Całą sytuację uratował Mattie, który właśnie wywinął spektakularnego orła, lądując na brzuchu z wykręconą w tył ręką, którą nadal trzymała Pru. Chloe na miarę możliwości pomogła chłopcu z powrotem stanąć na nogach i otrzepała jego kurtkę.
Po chwili zorientowała się, że szalik jej się poluzował, ukazując jeszcze lekko różowy ślad ugryzienia. Poprawiła go powolnymi ruchami, jednak jej cierpliwość dla beretu zakończyła się wraz z momentem gdy opadł jej ponownie na oczy, więc zerwała go z głowy i wyrzuciła gdzieś za siebie.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Pon 20 Lut 2012 - 14:10

Pru westchnęła tego miłego całkiem słonecznego południa po raz kolejny,posyłając przyjaciółce "dobrze-wiesz-czemu" spojrzenie.
- Skoro chcę odskoczni - postanowiła mimo wszystko wyjaśnić w razie wątpliwości - od przykładnego balu, którego nie powstydziłaby się sama Królowa, to wiedziałam, że należy to włożyć w rączki nicponiów, wiesz - wywróciła oczyma, gwałtownie gestykulując. Jedną ręką, bo druga wciąż była miażdżona w Mattie'owym uścisku - i to jeszcze tak, by byli święcie przekonani, że to oni się łaskawie zaoferowali jako organ przejmujący stery gdzieś po dziesięciu tańcach po wstąpieniu przez ciebie na scenę w srebrnym diademie i świetle pięciu reflektorów - puściła perskie oko, z lekkim sercem przyjmując brak nerwowości po prudkowej sugestii.
Była tak wyjątkowo uradowana, że naszła ją ochota by westchnąć z ulgą. I ową zachciankę nawet spełniła, na sekund kilka zapominając o młodym, puściła go, zatrzymała się gwałtownie, wykazując się zgrabnym pół-piruetem, stanęła naprzeciw Chloe tak, że rzeczona dosłownie na nią wpadła i wykorzystując sytuację przymusowego zbliżenia ekstremalnego wyściskała Lisicę bardzo z emocjami.
- Wiedziałam, że TT pierdoli farmazony - wyrzuciła na jednym tchu melodyjnym głosem - i że to wszystko było próbą rozłamu, tylko że kompletnie nieudaną - prychnęła na koniec, kiwając z satysfakcją głową. Wpatrywała się przez chwilę w pewnie zdeka zaskoczeniem i nieogarem wymalowaną twarz Klołki, zanim wznowiła jazdę, tym razem jedynie na tyle, by dobrnąć do bramki nie omieszkując po drodze zgarnąć brata i zaciągnąć komplet do wyjścia.
- Dobra. Pierdolić łyżwy - żachnęła się Pru, nawet nie fatygując się by ponownie zasłonić uszy pięciolatka. - Ty młody czekasz tu na mamę, jest na zakupach o tam - wskazała palcem pobliskie centrum handlowe - a my... - idziemy się napierdolić na dachu wieżowca czekoladowym likierem i będziemy tańczyły, przy okazji robiąc aniołki we śniegu - poczekamy z tobą - dokończyła nieco zrezygnowana, kierując się do ławki, na której będzie mogła spocząć, pozbyć się uciskających łyżew i wykonać artystyczny taniec pokoju w duecie z Demarchelier.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Pon 20 Lut 2012 - 15:33

Była zdecydowanie zdezorientowana, gdy nagle została przyparta twarzą do miękkiego materiału prudkowego płaszczyka, a górna połowa jej ciała została opleciona z cztery i pól raza długimi ramionami Wrightówny. W ogóle ona cała była taka długa, nie dość, że ogólnie miała na nią sporą przewagę, to na tych pieprzonych łyżwach mogła składać na klołkowym czółku całusy, bo właśnie dotąd sięgała jej panna Demarchelier. Dzięki Bogu wymyślono wysokie obcasy, bo co to miałaby być za królowa, gdyby wszyscy byliby od niej wyżsi o głowę?
Objęła przyjaciółkę za talię, nawet jeżeli rzadko jej się zdarzały takie incydenty jak "przytulanie się" to wiedziała, że takowy uścisk odwzajemnić należy, szczególnie w tym wypadku.
- Trzeba czegoś zdecydowanie więcej niż TT, żeby nas rozdzielić, no ej! - na przykład Aidena Colliera. Zadarła głowę na tyle, że mogła cmoknąć prudkowe usta, nawet ignorując fakt, że zostanie jej ślad po tej jej nieśmiertelnej szminie.
Ze zdecydowaną radością przyjęła do wiadomości informację o zejściu z tafli, gdyż zmarła potwornie (adnotacja dla samej siebie, by następnym razem ubrać spodnie a nie sukienkę), poza tym już miała dość tej kompromitującej farsy.
Obserwowała jak Mattie ze smutkiem opuszcza taflę, jednak dostrzegła w oczach Pru ten błysk, doskonale wiedząc co on oznacza. Szybko uwinęły się z osprzętem łyżwiarskim i ulotniły się z obiektu.


zt.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Sro 5 Gru 2012 - 16:57

Było... romantycznie? W każdym razie jak na wczesnogrudniowy czas i położenie geograficzne w okolicy stolicy Wielkiej Brytanii, było wręcz ślicznie, bo temperatura oscylowała wokół akceptowalnych kilku stopni na minusie, co utrzymywało jakieś wybiórcze ilości śniegu na widoku, co mimo wszystko było widokiem dla londyńczyka wymarzonym w tej kategorii. Dlatego wszelkie lodowiska i inne dziwne miejsca pseudozimowej rekreacji zaczęły funkcjonować pełną parą, przy każdym sklepie stał przebrany Święty Mikołaj, a telewizja huczała od reklam świątecznych prezentów.
W każdym razie nawet Blaise Collier ugiął się pod tą christmas fever, planując wyprawę na łyżwy od dobrych kilku dni, a dzisiejsza wymiana smsów go tylko utwierdziła w fakcie, że warto upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Dlatego może pojawił się na tafli pół godziny przed wyznaczoną godziną, poruszając się po lodzie bardzo zgrabnie i umiejętnie, jak na osobę, która nigdy podobnego sportu nie trenowała. Ale to akurat chyba jeden z benefitów collierstwa, za które mógł dziękować niebiosom. Tak jak za fakt, że kiedy tak sobie szusował robiąc kółeczka po tafli, kompletnie zamyślony, nie przejechał nikogo, nie potrącił ani nie wyrządził żadnej innej krzywdy. Bo widok Meredith po miesiącu jej amerykańskiej absencji, jak podejrzewał, będzie dziwny. Zwłaszcza w obliczu ich pożegnania, zwłaszcza, gdy wiedział więcej o jej uczuciach niż ona. Cała scena, ten obraz był przed jego oczyma, no i znał ją nie od wczoraj, wiele rzeczy wnioskował zwyczajnie po mimice, a wniosek z jego obserwacji i analiz był prosty - Mer była w nim zakochana, lub przynajmniej tak jej się wydawało, a on tylko zmagał się z masą ambiwalentnych odczuć.
Sunął rytmicznie po lodzie, wsłuchany w dźwięki płynące z jego słuchawek, które wetknął w uszy, słuchając wystarczająco dziwnej muzyki, żeby, paradoksalnie, poczuć się lepiej, pozbyć się idiotycznego poczucia winy za jej złamane serce - obiecywał jej dużo rzeczy, lecz miłości nigdy. Oddychał równomiernie, było mu już cieplej od tej, niezbyt wyczerpującej ale zawsze, formy aktywności fizycznej, aż w pewnym momencie stanął i oparł się pośladkami o bandę, przeszukując biblioteki muzyczne w poszukiwaniu następnej playlisty, nie kontrolując godziny w swoim starym, blejsowskim zwyczaju.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Sro 5 Gru 2012 - 17:41

Meredith była mocno zdziwiona, że Blaise jej odpisał. Nie oczekiwała tego, nie oczekiwała chęci spotkania z jego strony. Nastawiła się raczej na spokojne mam nadzieję, że pobyt ci się udał, cieszę się, że wróciłaś, musimy się kiedyś spotkać. Ale to był przecież Blaise, on był nieprzewidywalny, tak wiele decyzji podejmując pod wpływem impulsu. I to ją rozbrajało, to w nim kochała, tę niestałość. Dlatego bezwiednie zgadzała się na wszystko, wiedząc, że teraz przecież nie pozwoli sobie na płacz i załamanie. Zresztą, to było zgodne z jej założeniami w Stanach poczynionymi, mającymi skutkować powolnym procesem zapominania, przyzwyczajania się do życia we własnym towarzystwie, stopniowym wykreślaniem Blaise'a z planów życiowych. Zdołała się pogodzić z tym, że ona go kocha, a on jej nie; nie mogła sprawić, by jego uczucia uległy zmianie, więc jakakolwiek walka z tym byłaby walką z wiatrakami.
Przyjaźń też przecież jest dobrą alternatywą. Pozwala na uśmiech, na wspólne spędzanie czasu i rozumienie się. Pacianie się farbami też wchodziło w rachubę, póki nie odstawiali tego nago. Także czemu nie poprzestać na przyjaźni i przyzwyczaić się do obecnej sytuacji życiowej, woląc mieć mniej niż nic. To lepszy układ, tak na zaś.
Lodowisko było propozycją dość... Interesującą. Bez wahania się na nią zgodziła, szykując się właściwie szybciutko. Wzięła ze sobą swoje łyżwy i pół godziny później siedziała na ławce, zapinając je na kostkach. Okłamała Blaise'a - jeździła świetnie. Będąc małą dziewczynką, marzyła o byciu zawodową łyżwiarką, koniec końców pozostając tylko przy niedramatycznych ewolucjach od czasu do czasu na miejskim lodowisku. Słabość do tej przyjemności pozostała zawsze i nim zauważyła Blaise'a, zdążyła kilka kółeczek i piruetów na lodzie wykręcić, w końcu Colliera zobaczywszy. Podjechała do niego i z lekkim uśmiechem oparła się o barierkę obok niego, obserwując jakąś drobną dziewczynkę, pomagającą wstać swojemu braciszkowi, póki co bez słowa.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Sro 5 Gru 2012 - 18:34

Jazda na łyżwach go jednocześnie uspokajała i... nakręcała. Jak nigdy, zapędził się w swoich meandrach myślowych w dotąd nieznane sobie tereny, jakimi było gdybanie. Z jednej strony niezbyt chciało mu się spotykać z Mer, przecież samotne jeżdżenie na łyżwach wyszłoby mu zdecydowanie lepiej na samopoczucie psychiczne, pod względami sumienia. Wróciłby do szkoły, naszkicował coś, obejrzał film, pouczyłby się, posłuchał muzyki i zadymił cały pokój, narażając współlokatorów na kolejną dawkę mutagennego dymu papierosowego. Z drugiej jednak strony zwyczajnie za nią t ę s k n i ł. Ten... koniec, pożegnanie, czymkolwiek nie było ich ostatnie spotkanie, było czymś dziwnym, nagłym odcięciem się od nabywanych stopniowo i przez długi czas przyzwyczajeń i nawyków. Malowanie samemu też miało swój urok, ale brakowało tego pierwiastka partnerstwa, specyficznego towarzystwa i całej reszty benefitów też, nawet, jeśli przeżywał jakieś seksualne otępienie, kompletnie nie czując tego rodzaju potrzeb i ciągotek.
Denerwująca była na dłuższą metę ta ambiwalencja, bo jedynym lekiem na to była ignorancja i jeszcze intensywniejszy mamwyjebanizm i całkowite poświęcenie się farbom, ekspresjonizmowi, i sporej ilości literatury, jak idealne na tę porę roku opowiadania Schultza, czytane over and over again, tylko wybierane pod porę roku.
Niedługo jednak stał sam, usiłując coś wybrać, z odwiecznym dylematem pomiędzy wykonawcami, bo coś chudego zmaterializowało się zaraz obok, razem z zapachem, jasnymi oczami i tą aurą, niezbyt możliwą do zdefiniowania, acz odczuwalną tak wyraźnie, że wręcz coś w Blaisie ścisnęło się boleśnie. Ach tak, poczucie winy.
Spokojnie wyszedł w odtwarzacza, ogarnął słuchawki, schował telefon i dopiero się do niej odwrócił, z lekką miną typową dla Blejsiątka. Skupiony, ale jednocześnie swobodny wzrok, usta wygięte w naturalnym półuśmiechu. - Cześć - zaczął naturalną koleją rzeczy, przyglądając się jej uważniej. Chyba była jedyną osobą na tej planecie, na którą amerykanizacja diety wpływała dobrze, bo zapadnięte policzki były zaróżowione od chłodu i pełne, zero worów pod oczami, brak zaciśniętych ust i spazmatycznie branych oddechów, bynajmniej nie przez miłosne uniesienie. Bo mniej więcej tak (opłakanie i źle) zapamiętał ją sprzed miesiąca, toteż nieco ucieszył go fakt, iż dziewczę jest całe i nawet jeśli zdrowie nie do końca jest, to przynajmniej na takie wygląda.
- Wyjazd Ci przysłużył, dobrze wyglądasz - przyznał bez większych ogródek, powstrzymując chęć przytulenia jej do siebie. Jakkolwiek przyjazne, w tej sytuacji byłoby niewłaściwe, jednak wziął ją za rękę i zaczął jechać umiarkowanym tempem, świadomy tego, że najprawdopodobniej brak umiejętności łyżwiarskich był uroczym kitem.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Sro 5 Gru 2012 - 18:51

Po raz kolejny odwracali role. To Mer była tą gdybającą, planującą na piętnaście lat wprzód. A tym razem nie - ona uciekała od myślenia. Lekko piekące uderzenia wiatru w twarz skutecznie usuwały wszelką konieczność zastanawiania się co by było gdyby Blaise odpowiedziałby jej tym samym kocham cię co jej. Nie chciała wiedzieć, po raz pierwszy w życiu nie miała czegoś zaplanowanego w każdym szczególe. Wiedziała, że przyjdzie spotkać się z nim, da mu prezent namalowany pewnego wieczoru podczas sesji z winem i muzyką klasyczną, a potem... Cóż, zobaczy się. Czy ich rozmowa będzie zdawkowa i sztuczna, czy też będą mogli rozmawiać tak jak zwykle... Właściwie Mer było to obojętne. Pierwsze wyjście oznaczało mocniejszą separację, bardziej gwałtowne odcięcie się od źródła uczuć. Drugie, które preferowałaby, miało zaletę powolnego oduzależniania się, ze stopniowo zmniejszanymi dawkami. Ale była gotowa przyjąć to, co los przyniesie.
Nie chciała, by się winił. W końcu po jego stronie żadnej winy nie było - po jej zresztą też nie. Tu nie było winnych, to po prostu się przydarzyło i należało się z tym pogodzić. Tak długo jak i on nie będzie w stanie ruszyć do przodu, napięcie między nimi nie zniknie.
- I tak się czuję - odparła, ciesząc się, że ma na dłoniach rękawiczki. Nie sądziła, żeby kontakt prosto z jego ciepłą skórą byłby właściwy na tym etapie detoksu. To prawie tak jak z Aidenem - bała się, że drobne muśnięcie sprawi, iż zapomni o wszelkich zasadach, które sama sobie narzucała. - Nowy Jork jest po prostu niesamowity, taki absorbujący i leczący - przyznała mimochodem, obracając się i zaczynając jechać tyłem, patrząc wprost na Młodszego.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Sro 5 Gru 2012 - 19:29

Całkowicie normalne zjawisko, jeśli chodziło o ten duet, chociaż nad tym z całą pewnością się Blaise nie rozwodził, nie teraz. Raczej nad ogarnianiem miksacji przedziwnych uczuć, skupiając się intensywnie (początkowo) by odepchnąć od siebie obrazy mniej lub bardziej przyjemne, żeby już chwilę później całkiem normalnie wszystko postrzegać, odczuwać, harmonię względną osiągając. I jego uwadze nie umknęło też, że zapach wrócił do normy, bo to ohydztwo, które zaserwowała mu miesiąc temu nadal jakby tkwiło w jego pokoju w akademiku, dusząc go od czasu do czasu ciężkością i gamą wspomnień szerszą, niż jego paleta farb do malowania.
- Tak, to jest jedna z tych rzeczy, które chciałem usłyszeć - przyznał otwarcie, będąc już prawie całkowicie przestawionym na odpowiednie myślenie. Czy wystarczała sama jej obecność, jej widok - Mer opanowanej, spokojnej, uśmiechniętej delikatnie i wyglądającej na zupełnie... pogodzoną ze swoim losem? I znowu te nikłe i wątłe fundamenty ogarnięcia się runęły, bo wyjście akceptacji i przyzwyczajania się do bólu spotykania go jako platonicznego przyjaciela też mu nie odpowiadało. Był tylko facetem, który tęsknił za dziewczyną, na której mu zależało, ale której (jeszcze) nie kochał, czego wciąż był pewien. Nawet, gdy waliły i paliły się wszelkie myśli i postanowienia, pieczołowicie wyciągane z dogłębnych analiz dotyczące tego, co tak naprawdę czuje do Meredith Tremaine.
- Owszem, łatwo można się zachłysnąć, wiem po sobie i mojej pierwszej wizycie w Nowym Jorku - uśmiechnął się do tej myśli, gdy nagle Mer zaczęła jechać tyłem, co ani trochę go nie zdziwiło. Wręcz jakoś upewniło i uspokoiło, że nic złego się z nią nie stało. Nadal ją zna na tyle dobrze, że wie kiedy blefuje nawet przez smsy. I na tym się skupił, bo było to o niebo wygodniejsze, niż dostrzeganie i reagowanie na aluzje dotyczące leczenia. - Oczywiście, pokrętna jak zawsze - skomentował tylko jej domniemane problemy z jazdą na łyżwach, nagle łapiąc ją mocno, bo prawie wpadła na jakieś dziecko. - To super, że umiesz tak wspaniale jeździć, ale komuś zaraz zrobisz krzywdę - skarcił ją tylko, szybko za biodra odwracając tak, by znów jechała przodem.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Sro 5 Gru 2012 - 20:03

Homeostaza była czymś głęboko pożądanym u Mer, nie mogła sobie pozwolić na jakiekolwiek jej zaburzenia po tym nieszczęsnym lipcu; dlatego też wolała nie ranić samej siebie rozpamiętywaniem nocy i dni z Blejsem, zakładając, że to przecież już nie wróci. Bezpieczniej było zacytować Fausta, chwilo trwaj, jesteś taka piękna i skupić się tylko na teraz. Przeszłość to przeszłość, przyszłość jest nieodgadniona, a jedyne co mamy, to teraźniejszość. Normalna, stała, spokojna. Aktualnie iskrząca się mrozem, zabarwiona granatem świateł i brzmiąca śmiechem dzieciaków dookoła. Wręcz idealna, co Meredith nadal doceniała - z czysto estetycznego punktu widzenia. Wolała nie pamiętać, że miesiąc temu mróz był stanem jej duszy, granat niebezpiecznie kojarzył się z już znienawidzonymi perfumami, które wylądowały w koszu chwilę po wejściu do pokoju, a jedyne dźwięki, jakie rejestrowała, to jej własny szloch.
- Kolejną jest pewnie 'przywiozłam ci tu wstaw dowolną nazwę prezentu'? - zapytała, śmiejąc się. Bezsensowne było utrzymywanie rozmowy na etapie zdecydowanie nie cieszącym ich obydwoje. Nawiązywanie do tego co było, mogło przynieść tylko destrukcję. Wolała stan przyjacielskiego tonu, śmiechu i udawania, że wcale nie ma między nimi kiedyś wypowiedzianych słów, które przekreśliły większą część jej istnienia. Tak było bezpieczniej, chociaż nieco mniej satysfakcjonująco. Ale przynajmniej mogła cieszyć się obecnością Blaise'a, korzystać z jego obecności i żyć, a nie tylko egzystować.
- Przecież nie powiedziałam, że nie umiem - wywróciła oczami, rozpraszając swoją uwagę, co zapewne spowodowało owo wpadnięcie na Bogu ducha winne dziecię - i nagle znalazła się w Blejsowych ramionach, co niemalże przyprawiało ją o hiperwentylację. Uciekała wzrokiem, modląc się o siłę i skupienie, by zachować równowagę na lodzie, móc jechać dalej prosto, bez zachwiania się pod napływem koniecznych w takiej chwili wspomnień. - Kontrolowałam sytuację! - dopowiedziała po chwili, drżenie w głosie maskując rozbawieniem.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Sro 5 Gru 2012 - 20:33

Platonizm między nimi był tak nienaturalny, że aż to Blaise'a raziło. Oczywiście nie tak wprost, bo to nie była jego stężona i trudna do przełknięcia forma, w żadnym wypadku. Ot po prostu patrzył na nią i wiedział, że nie może jej przytulić, dać buziaka w czoło, zapytać czy była na obłędnych naleśnikach w bistro na rogu Pięćdziesiątej Drugiej i Ósmej, albo czy była na Brodwayu, oglądać majstersztyki musicalowe, które były na tyle dobre pod względami od reżyserskich po stricte muzyczne, że Blaise był w stanie je oglądać. Nagrania częściej, lecz jak raz na jakiś czas bywał w Nowym Jorku, szczególnie odwiedzając ojca będącego w interesach, to szedł na taki spektakl i cieszył zmysły artystyczne gibkimi ciałami młodziutkich aktoreczek i ich niewiarygodnym talentem. W każdym razie daleko Blejsowi było do samopoczucia na poziomie dobrym, bo denerwował go fakt, że musiał się ograniczać, nawet, jeśli starał się motywować myślą, by nie być skończonym egoistą. Co było trudne dla człowieka, który przez większość życia no generalnie robił co chciał, nawet z błogosławieństwem rodziców i złotą kartą płatniczą na drogę.
Niewiele jednak chwilowo z tym robił, trzymając się empatycznych zapędów, bo nie miał zamiaru dokładać już Mer żadnego więcej ciężaru związanego z jego osobą. Przynajmniej nie w tym momencie.
- Oczywiście, że nie, głuptasie. Samych koszulek "I love New York" mam co najmniej ze cztery, bo ilekroć ciotka Priscilla tam jest, to wysyła mi i Aidenowi po jednej. Przynajmniej decyduje się na różnorodność kolorystyczną, dzięki jej za to - ciągnął swobodną pogawędkę, bo przecież to właśnie robią przyjaciele, chodzą na łyżwy, rozmawiają o pierdołach, przytaczają rodzinne anegdotki, podziwiają zgrabne ruchy bioder... nie, w sumie tego ostatniego nie powinni robić. Za co Blaise się w duchu skarcił (pewnie).
- Nie przypominam sobie, bym oślepł, przecież widzę jak jeździsz - odparł spokojnie, po czym gdzieś to jej, wciąż chuderlawe, jestestwo wpasowało się między jego ramiona, co Blaise natychmiast ukrócił, jako ten chyba jednak bardziej ogarnięty, dosłownie odstawiając ją obok siebie, żeby kontynuować jazdę i przeprosić purpurową ze złości mamusię popchniętego dziecka firmowym Collierskim uśmiechem (i delikatną hipnozą), nawet jeśli przydałaby jej się śnieżka w twarz. - Właśnie widziałem jak - podsumował profesorskim niemalże tonem, powoli przebierając noga za nogą w jednostajnej jeździe, trzymając ją za tę nieszczęsną rękę, dając im obojgu chwilę ciszy. Wystarczył mu fakt, jak mocniej ściskała jego rękę, żeby zdał sobie sprawę, że to nie ma najmniejszego prawa bytu. I w ten właśnie sposób runęło wszystko, co sobie starannie układał przez miesiąc: przyjaźń, powolne, delikatne próby rozluźniania kontaktu, separacja od emocji. Co w teorii brzmiało sensownie i bardzo rozsądnie,w praktyce okazało się być gówno warte.
- Mer, właśnie sobie pomyślałem... - zaczął o wiele szybciej, niż rzeczywiście się zastanowił. Pieprzona spontaniczność - To nie musi tak być. Znaczy... ja nie muszę taki być - ciągnął, jadąc odrobinę szybciej, ale ściskał jej rękę, nawet przez warstwę rękawiczek, wystarczająco mocno, by ją w ramach konieczności wlec za sobą, gdyby tak zaniemogła, a jej umiejętności łyżwiarskie dałyby ciała i spitoliły na Bahamy. Gdzie chciał znaleźć się teraz Blejs, świadomy stuprocentowo jak wieloznacznie zabrzmiało wypowiedziane przez niego zdanie, przybijając sobie w myślach piątkę za konkretność i wspaniały pragmatyzm.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Czw 6 Gru 2012 - 17:35

Wiedziała, że między nimi nigdy nie będzie form pośrednich. Nawet gdy próbowali, kiedy on wciąż był z Indianą, to nie działało. Mogli mieć wszystko albo nic, nawet jeśli łudziła się, że są w stanie używać ekwiwalentów. To nie działało. Nic nie mogło doprowadzić do stanu, kiedy będą umieć zachowywać się w swoim towarzystwie swobodnie, bez tego nieznośnego napięcia, a przytulenie się czy trzymanie za rękę będzie czymś mniej niż mocno erotycznym gestem. To było dobijające, ale dla jakiegoś wyższego, niezidentyfikowanego dobra mogła się poświęcić. Nieogarnialne? Chyba tak.
- Och, czyli nie chcesz prezentu? Dobrze, to powieszę go gdzieś na ścianie u siebie - odparowała, unosząc lekko jedną brew, zastanawiając się, co mogłaby zrobić, żeby zobaczyć Blaise'a zdejmującego jedną z tych koszulek w jednej z tych koszulek, nagi tors Colliera był przecież tematem tabu, sprowadzającym ją na zdecydowanie niewłaściwe tory myślenia. Przyjaciele przecież się nie rozbierali. To była rzecz zarezerwowana dla kochanków, a jakiś czas temu Meredith wyraźnie dała znać, że to dłużej nie wchodzi w grę. Że kiedy z jednej strony pojawia się miłość i brakuje jej odwzajemnienia, seks jest wykluczony, nawet jeśli do tej pory był tak wspaniały i satysfakcjonujący.
Nie była w stanie zainteresować się losem dziecka. Mogłoby tam nawet przymarznąć do lodu, zostać przejechane przez dwudziestu łyżwiarzy i mieć czaszkę przeciętą płozami jak ser camembert, a ona i tak drżałaby cała, czując, jak rytm serca podlega dzikiemu tańcowi, nie mającemu nic wspólnego z opanowaniem, jakie planowała zachować. Przez chwilę po prostu podlegała instynktowi, machinalnie przesuwając stopami, separując się od całego świata, jako jedyny punkt równowagi traktując ich połączone, zaciśnięte kurczowo dłonie. Dobrze, że ją trzymał, gdy zaczął mówić - prawdopodobnie widowiskowo rozpłaszczyłaby się na lodzie z trzęsącymi się jak galareta kolanami i łzami napływającymi do oczu. Powstrzymała się jednak, dając sobie mentalnego policzka. To, co osiągnęła w Nowym Jorku nie mogło być zaprzepaszczone przez jedno głupie lodowisko w Londynie.
- Chciałabym wierzyć, że masz na myśli to, co chciałabym usłyszeć, ale tak dobrze nie ma, co? - rzuciła, zaskoczona jak gorzko brzmi jej głos. Nie sądziła, że będzie umiała zachować aż taki spokój w głosie, zanim cokolwiek powiedziała, wydawało jej się, że gula w gardle nie pozwoli na żadną sensowną odpowiedź. - Nie mogę od ciebie wymagać, że mnie pokochasz, to byłoby tak cholernie nie fair, ale sama sobie nie pozwolę na powrót do tego co było, nie mogę, Blaise, nawet jeśli chcę - dodała, znacznie delikatniej, bardziej miękko. Uśmiechnęła się lekko, ze smutkiem, czekając aż on coś odpowie i pozwalając nogom jechać bez udziału świadomości.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Pią 7 Gru 2012 - 15:26

Jak widać, collierstwo miało jedną istotną wadę, mianowicie brak umiejętności otwartej rozmowy o uczuciach. Blaise nawet nie wiedział czego chce, gorzej niż jakieś rozregulowane hormonalnie dziewczę przed menstruacją, z paskudnym charakterem nawet bez tych dodatkowych niespodzianek biologiczno-dokrewnych. Chciał dalszej separacji, czy właśnie wręcz przeciwnie, zbliżenia teraz-zaraz, nawet jakby miał ją do tego zmusić i dokonać na tylnych siedzeniach swojego samochodu, ignorując raczej nieciekawe warunki atmosferyczne sponsorowane przed nadchodzącą wielkimi krokami zimę. Myślał o tej swojej... dysfunkcji, bo właśnie tak to postrzegał, zastanawiając się gdzie leży przyczyna tego, że nie umiał (albo przynajmniej do tej pory tak było) kochać. Żadnej z dziewcząt, z którymi spał, nie darzył większym uczuciem niż przewidywała to jego osobista miarka jednorazowych nocnych lub dziennych przygód; uwielbiał Mer, dzielenie się z nią swoją pasją i cały ten pakiecik związany z tą relacją, jednak nie wydawało mu się, że jest im pisane cokolwiek innego niż partnerstwo. Z Indie było jeszcze inaczej, choć na pewno bliżej do jakiejkolwiek formy miłości książkowo-filmowej, niż we wcześniejszym przypadku.
Na całe szczęście rozpierdol wewnętrzny nie wpływał aż tak silnie na zewnętrze, ponieważ nadal jechał tym samym tempem, mocno trzymając jej dłoń. Któreś z nich musiało wykazywać przecież jakiekolwiek ogarnięcie, szkoda tylko, że padło na niego. Ogarniał tę przedziwną grupę społeczną zwaną Jeleniami, a nie potrafił poradzić sobie z jedną Sokolicą, ujma na przywódczym honorze.
- Myślisz, że jest Ci trudno, ale jakbyś na przykład nie zauważyła, to też w tym jestem - odpowiedział jej, nie brzmiąc jednak tak gorzko jak ona, chociaż nie zdołał do reszty stłumić lekkiego wyrzutu. Zatrzymał się i przyparł ją do bandy, że znowu dzieliła ich niebezpiecznie mała odległość. Paradoksalnie trzeźwiąca i pomagająca się jakoś pozbierać. - Uwierz mi, od kiedy wyjechałaś nie daje mi spokoju to, że Cię krzywdzę, bo Cię nie kocham. Ale z drugiej strony nie umiem z tego zrezygnować - zaczął, lekko się jednak odsuwając, żeby chociaż wzięła swobodniejszy oddech, samemu żałując, że zostawił papierosy w samochodzie. - Ale z drugiej strony nigdy nie daliśmy sobie szansy, żeby to tak naprawdę sprawdzić - kontynuował niepewnie, na bieżąco w sumie zastanawiając się nad tym, co jej mówi. Wręcz analizując dopiero wypowiedziane słowa, zamiast przetrawić to wcześniej i udźwięcznić. Co skorygował i zasznurował teraz usta odrywając od niej wzrok i usilnie dopatrując się czegoś po drugiej stronie tafli.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Pią 7 Gru 2012 - 21:48

Całe szczęście, że Mer - abstrahując od założeń i mocnych postanowień - miała tą swoją idealną wizję, nadal. Wiedziała, że to o czym najgłębiej marzy, to ucieczka do wymarzonego domku gdzieś nad Adriatykiem, urządzonego w rustykalnym stylu, nawet nieco ubogiego - ale pełnego inspiracji i partnerstwa najgłębiej rozumianego, partnerstwa z Blaisem. Niczego nie chciałaby tak jak tego właśnie; nawet Paryż, Amsterdam czy właśnie pokochany Nowy Jork nie byłyby spełnieniem jej wszystkich marzeń. Nie przyznawała się do tego nawet przed sobą, wiedząc, że każda wizja, każda nadzieja, każdy sen będzie tylko kolejną raną, czynioną samą sobie. Stawiała sobie mur braku oczekiwań, nie poddając się chociaż odrobinie iluzji, która mogłaby wywołać w niej stan bliski katatonii, ten sprzed miesiąca. Podchodziła do tego uczucia - całej miksacji uczuć - Sokolsko, analizująco. Widziała wady i zalety, całe mapy myślowe tyczące się tylko tego jednego. I umiałaby to wyrazić, gdyby nie Blaise. Traciła przy nim głowę, zimną krew, jakiekolwiek postanowienia. On umiał wszystko złamać jednym gestem, spojrzeniem.
Zabawne. W chwilach wspólnych wszystko przyjmowało formę zupełnego rozpierdolu emocjonalnego, osobno mogli być trzeźwi, Mer nawet chłodna. Mogła unieść wysoko brodę i próbować flirtować z napotkanym w klubie kolesiem. Przy nim całe jej opanowanie trafiał szlag.
- Tego akurat jestem świadoma za dobrze - syknęła, szarpnięciem odsuwając się od niego, zaskoczona napięciem, jakie nagle powstało w jej ciele. A raczej nie, nie była nim zaskoczona, przecież to było oczywiste, że tak zareaguje na niepokojącą bliskość i ciepło, bijące od Colliera. - Boże, nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym tak po prostu zignorować, to że się boję, że coś pójdzie nie tak i kiedy tym razem się rozstaniemy, to to już będzie na zawsze, że przestaniemy dla siebie istnieć - urwała nerwowo, ściągając nauszniki i rękawiczki, by przeczesać włosy niemal histerycznym gestem. Odsłoniła się mocno, dla kogoś innego może za mocno - ale Blaise'owi przecież ufała. On nie byłby zdolny do zranienia jej wprost, nie mógłby tak po prostu jej zniszczyć. Nie mógłby, prawda?

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Pią 7 Gru 2012 - 22:43

Taki z Blejsa był mały hipokryta. Niby taki spontaniczny, niby wiecznie bez planów i wszystko na bieżąco, a tak naprawdę przecież zawsze było tak samo, schematycznie, w odmierzonej niemalże ilości. Cokolwiek by się przecież nie działo, co go drażniło, przerastało, co było n i e w y g o d n e i wymagające poświęcenia tego swojego, no nie ma co ukrywać, światka Piotrusia Pana, zawsze odwracał się do problemów plecami i pozwalał się wciągnąć wirowi sztuki. Wcale nie byle jakiego rodzaju, bo zawsze olejne, zawsze ekspresjonizm ze sporą dozą symbolizmu, hiperboli i paradoksalnie stonowanej przesady. A wszystko po to, żeby miesiąc później wydostać się z tych swoich bezpiecznych zakamarków terpentyną pachnących znowu do świata, który go przecież zawsze przyjmował z otwartymi ramionami, bo w końcu tacy już są ci artyści.
To był ten moment, kiedy doskonale widział to ich partnerstwo. Podkreślić, pogrubić, pokursywić. Nie patrzył na nią, chwilowo, jak na jakieś obrażone dziewczątko, które trzeba pogłaskać po główce i zaprosić na dobrą herbatę, a potem zagrać jej romantyczną piosenkę. Nie, patrząc na nią miał wrażenie, że nigdy nie byli równiejsi sobie. Właśnie dlatego po męsku nie chwycił jej kolejny raz, kiedy wyrwała mu się sprzed nosa, natomiast skrzywił się, cały już wewnątrz nabuzowany i skory do rozpętania kłótni, ignorując sprzeczne sygnały, które błyskały z jej oczu fontanną. Bo przecież to nie było normalne, pożądanie, wściekłość, rozgoryczenie. Zdecydowanie zbyt wiele na raz, i było to najwięcej, ile Blaise w swoim życiu do tej pory wytrzymał bez natychmiastowej ucieczki w swą bezpieczną, przytulną krainę.
- Nie, Meredith, nie wiesz. Tak mi cholernie na Tobie zależy, ale nie umiem być sobą i Ci wystarczać, a nie potrafię być kimś, kogo chcesz i potrzebujesz... - urwał, postanowiwszy zamilknąć, gdy zorientował się jak mocno brzmiał jego głos. Zbyt mocno, zdecydowanie, kiedy drżąca dłoń Mer zatopiła się w falach brązowych włosów, gdy oczy pokryły się szklistą błoną łez, ramiona zaczęły drżeć pod kurteczką ledwie, choć i tak widocznie.
I znów stało się źle, bo nie tak to powinno wyglądać. No a co mógł zrobić? W automatycznym odruchu przycisnął ją do siebie w uścisku i oplótł ją ciasno ramionami, głaszcząc jej włosy. - Czasami Cię naprawdę nie rozumiem - zaczął łagodnie, wręcz ze słyszalnym uśmiechem na ustach. - Ale ja bym spróbował, bo może to w tym tkwi problem, że nigdy tak naprawdę nie próbowałem traktować Cię inaczej - kontynuował, bujając się z nią lekko na boki, jakby lulał jakieś dzidzi do snu. Dzidzi metr siedemdziesiąt pięć wzrostu. - I nie sądzę by była opcja, abyśmy przestali dla siebie istnieć. Nawet śmierć chyba by nie dała rady - może i dobrze, że nie widziała teraz jego zszokowanej twarzy, bo chyba po raz pierwszy w życiu robił coś takiego, coś co nie było wygodne ani korzystne, przynajmniej nie teraz.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Pią 7 Gru 2012 - 23:15

Hipokryzja chyba jest czymś naturalnym, przynajmniej w dużym stopniu u większości społeczeństwa. Mer szczerze ją tępiła - a jednak u Blaise'a rzadko przeciw temu występowała. To zwykły odruch, zapędzający nas w błędne koło. Co z tego? Ona też przecież miała swoje winy. Uciekała, rezygnowała z odpowiedzialności, zwalała ją na innych, z drugiej strony z nikim się nią nie dzieląc. Odsuwała od siebie osoby najważniejsze, bo je raniła. Stawiała swoje dobro nad dobrem osób, za które w każdej innej sytuacji oddałaby życie. Nad rozmowę wolała szkicownik, węgle i czas poświęcony wyłącznie studiowaniu wykutych w pamięci twarzy. Wszystko dla niej stawało się chwilowe, uzależnione od uczuć, tak przeczące jej uprzednim poglądom.
Nawet w takiej chwili odczuwała wobec niego ogromny respekt. Wiedział, wyczuwał, whatever, że nie chce żadnych gestów. W tej chwili żądała słów, prawdy, szczerości. Nawet najgorsza prawda jest przecież lepsza niż najwspanialsze kłamstwo. Mogła go nienawidzić, mogła go kochać, mogła go pożądać, czuć to wszystko na raz i pojedynczo, ale i tak zawsze, gdzieś w tyle czaszki pozostawał stały, niezmienny podziw. Nie rozróżniała wartości bezwzględnej tych emocji - były zbyt przemieszane, chaotyczne, niepokojące w jej uporządkowanym świecie, ale świadomość ich istnienia była niewątpliwa. Za dużo, za szybko, zbyt intensywnie to wszystko się dookoła niej toczyło, nie dając czasu na analizę.
- Przecież nie chcę, żebyś był kimś, kim nie jesteś, nie o to mi chodzi! Nie kocham cię dlatego, jakim mógłbyś dla mnie być, tylko dlatego, jaki jesteś - wybuchnęła, nawet niezbyt głośno, przytłoczona ciężarem mindfucku do krańców możliwości. Zresztą, to wszystko było tak groteskowe - omawiali swoje życie uczuciowe w publicznym miejscu, wśród roześmianie rozkrzyczanych dzieci i ich matek, ciekawie przyglądających się im z udawaną dyskrecją. Nie było tego za wiele?
Opadła z sił, ukrywając twarz na jego ramieniu. Wdychała gorączkowo jego zapach, papierosy, whisky, terpentyna, nie mogąc powstrzymać natłoku wspomnień, który ją teraz zalał. Pozwoliła sobie się w nim zanurzyć, dać chwilę odpoczynku trzymanym na wodzy uczuciom. - Nie chcę, żebyś był ze mną z obowiązku, bo to nie wyjdzie, wiesz? Nie chcę, żebyś czuł się zmuszony. Bo to nie będzie prawdziwe - odparła po chwili, odsuwając się lekko od niego. Znowu stwardniała. Ten krótki moment słabości dał jej siłę, by chociaż na sekundę przestać zachowywać się jak rozciągnięta, rozmemłana kluska, której tylko kilku sekund brakuje do rozpadu na atomy.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Pią 7 Gru 2012 - 23:39

Znana śpiewka: to nie mnie potrzebujesz, tylko Cię zranię, kontra: nie chcę Cię zmieniać, i love you just the way you are, ale fajnie by było, jakbyś tak jednak się postarał. Wzajemne branie winy na siebie, jak głupio ją zrzucić na kogoś innego, albo zaakceptować, że nikt nie był w tej sytuacji winny. Teraz jednak znów wracali do swojego schematu, do swojej bajki w nieco skrajniejszej wersji niż zwykle. Blaise ze skrupułami odrzuconymi na bok, bez ograniczających ramek, i Mer jak zwykle niesokolsko zamotana w czymś, o ironio, całkiem sokolskim. Czyli powrót do początków (a raczej fantastycznie prosperującego wyśrodkowania), bo mając po osiemnaście lat znaleźli układ, nawet jeśli chwilowo wydający się nieodpowiedni, w rzeczywistości był tym, czego ludzie pragną dla siebie od zawsze, jako podstawy do tej jednej jedynej relacji, która potem nadaje egzystencji kierunek. Mieli po prostu problem z nazewnictwem i może trochę ze swoją krnąbrnością nawzajem. Trafił swój na swego (:*).
- To są bardzo mocne słowa, ale dobrze je słyszeć, muszę się przyzwyczajać - odpowiedział pewnie, bez najmniejszego wahania w głosie. Czyli tak, jak powinien to robić prawdziwy chłopak. Wspierać swoją dziewczynę, gdy traciła głowę. Jakkolwiek idiotycznie by to nie brzmiało, to samo znaczenie tych słów było jak najbardziej odpowiednie do tego, co się skrystalizowało w głowie Młodszego. Dokładnie w tej chwili.
Puścił ją całkiem i zdjął z szyi swój szalik, po czym wziął jej prawą rękę i niezbyt udolnie okręcił ich dłonie dzianiną.
- Moja rodzina jest niezbyt wierząca, ale czytałem o tym. Ślub jest nieważny, jeżeli któryś z małżonków jest do tego zmuszony - spojrzał jej prosto w oczy, choć niepewnie, jakby jeszcze nie będąc świadomym, co właśnie robi. - Ja nie jestem, chcę tego. Domyślam się, że Ty też. Ksiądz mówi formułkę, której nie znam, ale podejrzewam, że skoro Bóg ma być teoretycznie wszędzie i wie wszystko, to doskonale zna nasze intencje. Boże, brzmię jak jakiś chory fanatyk - pozwolił sobie na trochę drżący, cichy śmiech. - Nie proszę Cię o rękę. Zostań moją drugą połową już teraz. Mamy węzeł, mogę zaraz zorganizować wino. No i mamy świadków, jak tamtą panią, która myśli, że nie widać jak podsłuchuje - zerknął na sekundę w bok, zaraz jednak powrócił do Mer spojrzeniem, trzymając tą jej dłoń we własnej. - A formalności to dla Colliera są dwa telefony. Tylko wiesz, Twoja odpowiedź musi brzmieć 'tak' - czuł jak jelita zawijają mu się w efektowny węzeł marynarski, bo chyba niezbyt ogarnął, co właśnie zrobił. A raczej jak prawdopodobnie powiększył rodzinę Collierów o jedną osobę.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   Sob 8 Gru 2012 - 13:54

Mer problemów z nazewnictwm nie miała żadnych, świetnie wiedziała, że kocha Blaise'a. W zamian za to nie umiała się znaleźć w całej tej miksacji jego uczuć. Były zbyt nieogarnialne jak na jej Sokolski, analizujący umysł. Ona wolała na wszystko spoglądać racjonalnie, kierując się zdrowym rozsądkiem, rozplątując każdą zawikłaną nitkę. Dlatego tak lubiła schematy, Bernoulli, Horner czy inny Ponzi byli dla niej znajomi, sympatyczni - umiała to rozwiązać, rozpisać, przeanalizować i zsyntetyzować. A uczucia były zbyt chaotyczne, poplątane, niejasne, by móc spoglądać na nie od strony rozumu. Nie chodziło w nich o serotoninę czy endorfiny, a coś bardziej metafizycznego, w żadnym wypadku nie kierującego się racjami z dupy wziętego umysłu.
W pierwszej chwili nie zrozumiała słów Blaise'a, spoglądając na niego pytająco. Przyzwyczaić się? Naprawdę chciał spróbować? Nie przesłyszała się? Był w stanie dla niej aż tyle zrobić? Nie mogła nie otworzyć szerzej oczu, wpatrując się w Colliera z napięciem. Bezwiednie zacisnęła prawą dłoń na jego dłoni, mrugając z niedowierzaniem. To wszystko zakrawało o jeden wielki absurd, wręcz idiotyczny. W pewnym momencie nawet przestała go słuchać, czując tylko szum krwi w uszach.
- Blaise, zwariowałeś - odpowiedziała, uśmiechając się jednak niemal obłąkańczo szczęśliwie. - Zwariowałeś, ale tak, zgadzam się, tak - przygryzła wargę, żeby nie wybuchnąć histerycznym śmiechem. Wszystko to było jak w bajce, dziwnej, futurystycznej bajce, gdzie książę chodził wybrudzony farbami, a księżniczka nie czekała w wieży. Ale Mer nie mogła wyobrazić sobie czegoś bardziej perfekcyjnego.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Lodowisko sezonowe   

Powrót do góry Go down
 
Lodowisko sezonowe
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Centrum
-
Skocz do: