IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Restauracja przyszpitalna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Restauracja przyszpitalna   Pią 20 Sty 2012 - 0:58

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Restauracja przyszpitalna   Wto 31 Lip 2012 - 21:10

Aiden ostatnimi zbyt często czuł się jak młodszy brat, którego trzeba wyciągnąć skądś za rączkę, podciągnąć mu spodnie (gdy na przykład rozbiera się na urodzinowej zabawie małego Dorianka Ahstona z naprzeciwka), nakleić plasterek na zranione miejsce, ucałować w czółko czy też dać pstryczka w ucho, gdy coś nabroi albo stłucze.
Niekoniecznie mu się to podobało, ale dawało jakąś nadzieję. Na to, że jest komuś potrzebny i że komuś na nim zależy. Nie tylko przez więzy krwi - znał dużo przypadków, gdy hejting w rodzinie przewyższał każdy inny - ale i przez prawdziwe, braterskie połączenie. Na które przez wiele lat obydwaj pracowali.
By skończyć (a właściwie znaleźć się w 1/3 swoich żyć) w schludnej restauracji przyszpitalnej, dość zapełnionej o tej porze dnia.
Minęli w ciszy płaczące kobiety (ich ojciec zmarł przed godziną na sali operacyjnej), rozwrzeszczane trzylatki pod opieką rozkojarzonego ojca (właśnie na świat przychodziło najmłodsze dziecię) oraz pięć sióstr zakonnych (martwiących się zdrowiem swojego opata) i zajęli miejsce przy najbardziej wysuniętym w bok stoliku, stojącym za wielkim kwiatem. Trochę mniej pachniało tu szpitalnym jedzeniem i środkami dezynfekującymi a kawa (którą w międzyczasie porwali z automatu) nie wydawała się zatruta arszenikiem. Chyba.
Dlatego Aiden ostrożnie upił łyk, krzywiąc się i odstawiając ją na bok. Zupełnie zapomniał, że nie lubi kawy.
- Budzi się. Dzięki mnie - powiedział, wspominając o dziwnym migotaniu aparatury, gdy wychodzili z sali Mer, mijając wbiegające tam pielęgniarki i doktora. Lecz zamiast wielkiej dumy, która powinna zabrzmieć w collierskim głosie, ton Aidena był zaledwie...zadowolony. Jakby nic go nie cieszyło i po dość chamskiej akcji w sali wrócił do normalnego siebie - przybitego, nieogarniętego i wyalienowatego.
- Pru ze mną zerwała. Na dobre - kontynuował, siląc się na rzeczowy ton, jednak mocniej ścisnął kubek z kawą i spojrzeniem uciekł gdzieś w bok. Przeklinając własną emocjonalność (!!!!!!!!!!), która ni stąd ni zowąd zawładnęła jego potężnym jestestwem. - Nie chce mnie widzieć na oczy. - dodał, chcąc być zupełnie szczerym w swoich opowieściach. Rad, że pewnie Blaise będzie na tyle otumaniony całą sprawą z Mer (wracającą przecież do żywych własnie teraz, kilka pięter nad nimi), że nie zauważy dość mocnej aidenowskiej rozsypki.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Restauracja przyszpitalna   Wto 31 Lip 2012 - 22:24

Tak też się trochę czuł, jak starszy brat. Nie na miejscu zupełnie, bo przywykł, że to on jest po prstu tym drugim. Co mu jednak nigdy nie wadziło szczególnie, nie spierał się, pasowała mu taka rola, pasowała mu taka relacja, pasowała mu taka ostoja w osobie Aidena. Mógł na niego liczyć, był pewny, prawie zawsze, że nie powierzył swego zupełnie bezgranicznego zaufania byle komu.
Cieszył się zatem, że to on teraz może pomóc, wyprowadzając go z sali 55 gdziekolwiek, a padło na przyszpitalną restaurację.
Zupełnie nie zwrócił uwagi na biadolące społeczeństwo, które gęsto pomieszczenie zapełniło i wraz ze swoją kawą udał się na jak największą osobność, by spokojnie porozmawiać z bratem, ktorego coś bardzo mocno trapiło, co było widać i co zauważył, mimo sikowatej w smaku kawy.
I dla dobra własnego i prawdziwej chęci wysłuchania Aidena, wolał teraz nie mącić sobie w głowie myślami o Mer, która pewnie budziła się do życia parę metrów nad nim. No właśnie, nie chciał myśleć, bo spowoduje lawinę. A wystarczającą brat mu akurat zapełnił, aż poczuł jak ściska się jego żołądek.
- Co? - zapytał cicho, średnio wierząc w to, co słyszy. Czego jak czego, ale związku Prudence i Aidena był pewny, już powoli szykował się prawieże na wujostwo rychłe, acz szczęśliwe. Konkretnie prudkowo-ajdowe, pomijając inne ciążowo-dziecięce dramy.
Słuchał jednak dalej, doskonale dostrzegając cały wachlarz emocji, który przetoczył się po twarzy brata, wyglądającej teraz na zmęczoną i zdołowaną. I gdyby był dziewczyną, pewnie chwyciłby go teraz za rąsię i obiecał, że wszystko będzie dobrze, jednak w tym świecie nic nie mogło dziać się normalnie.
Zamiast tego podrapał się po głowie i z niedowierzaiem wymalowanym na twarzy wyteżał umysł w poszukiewniu jakiegokolwiek argumentu podnoszącego na duchu.
- I co, nie będziesz walczył? Pozwolisz jej tak odejść? - spytal cicho, nie potrzebując głośno wypowiedzianego powodu rozstania. Bo domyślał się, co mu wystarczało, a nie chciał sobie zanadto wybrażać... niczego.

_________________
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Restauracja przyszpitalna   Sro 1 Sie 2012 - 5:13

Obserwował niedowierzanie, rysujące się (ach, ten artyzm w każdym aspekcie) na twarzy Blaise'a z...niedowierzaniem też, a jakże, w końcu pokrewieństwo. Nie wiedział, czy jest ono szczere czy po prostu Młodszy gra kochanego braciszka czy po prostu dalej jest zakręcony - w każdym razie nieco to Aidena podbudowało. Że chociaż Blaise święcie wierzy w to, że są z Pru sobie pisani i że ich ZERWANIE jest nienormalne. Bo zapewne większość narodu ostro kibicowała Wright w próbach zerwania z nałogiem jakim był Starszy, destrukcyjnie wpływający na jej całe, mądre jestestwo.
Kretyni. Nic nie wiedzieli o życiu.
- Powiedziała, że wolałaby, żebym nie istniał. Czy coś w tym stylu - zaczął powoli, mozolnie starając sobie przypomnieć dokładną treść nocnego spotkania. Które chciał bardzo wyrzucić z umysłu i zastąpić jakąś iluzją. Że to się nie wydarzyło i może teraz spokojnie do Wright podejść, utulić, ucałować, kochać się z nią na jej trzeszczącym łóżku i snuć plany na przyszłość.
Która rysowała się (again) bardzo tragicznie, kubistycznie i w raczej czarnych barwach.
Podniósł wzrok na Blaise'a, szukając w prawie-identycznie brązowych tęczówkach i odbitych rysach twarzy jakiejś złotej rady. W stylu nie bądź skurwysynem, przeproś, to wszystko. Ale Aiden dobrze wiedział, że tym razem już na zawsze pożegnał PŚZ i będzie trudniej.
Co nie znaczyło, że będzie płakać nad swoim nieszczęściem w nieskończoność, zachowując się jak Dorian Mimoza Ashton na łożu śmierci swojej dziewczyny. Not anymore.
- Mam ją przywiązać do łóżka? Zmusić? I z kim mam o nią walczyć? Ona kocha tylko mnie - odparł po chwili, bez żadnej dumy czy megalomaństwa, przejeżdżając dłonią po rozczochranych już włosach. - Jest mi kurewsko dziwnie bez niej. Wcale mi się ten stan nie podoba - dodał, po raz pierwszy od tryliona lat w jakiś sposób mówiąc o swoich uczuciach. Których większe pokłady miał sprytnie ukryte, jednak przy Młodszym mógł pozwolić sobie na to drrramatyczne uzewnętrznienie.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Restauracja przyszpitalna   Sro 1 Sie 2012 - 8:24

Owszem, Blaise wierzył całym serduszkiem swym artystycznym, że Prudence jest waśnie dla Aidena tą, przed którą kiedyś uklęknie, trzymając w dłoni aksamitne pudełeczko z pierścionkiem po praprapraprababce czy innej przodkini, która jakiś pierścionek swój cenny postanowiła spuścizną rodzinną uczynić. Dlatego kibicował im w duchu gorąco, samemu przyzwyczajając się już do Pru jako swej bratowej, miły był widok, gdy rano robiąc sobie śniadanie przychodzili do kuchni oboje, albo gdy ratował ją po któreś niefortunnej imprezie, gdzie określenie 'rzygała jak kot' było zaskakująco delikatne. W ogóle przywykł do takiej swojej roli nieformalnego szwagra, czegokolwiek ta definicja w sobie nie zawierała: od kompana w bezsenne wieczory, platonicznie oglądając gwiazdy, po ratownika żołądka przy perturbacjach wcześniej wspomnianych.
Nic dziwnego zatem, że szoknięty był, co pewnie na twarzy mu się malowało wyraźnie. Nawet kawy trochę upił, ignorując okropny smak (dis kaw z automatu), wysłuchując brata do końca.
- Była wściekła, pewnie dlatego to powiedziała - zaczął, próbując się jakkolwiek wczuć. Szkoda, że jako facet rozegrałby to inaczej, bez łzawo-telenowelowych "nie chcę Cię już więcej widzieć, zniknij z mojego życia", tudzież innych tekstów zaczerpniętych z fejsbukowych grup.
Rozsiadł się, plecami dotykając teraz oparcia krzesła. Zwrócił uwagę na to, że brat się zwierza, czyli rzeczywiście nie żartuje i sprawa musiała być poważna. Aż zachłysnął się tym doznaniem i kawą je zapił. Again, koszmarny smak i skrzywienie na twarzy. Odstawił kubek, żeby ani łyka więcej nie upić. Bo zwymiotuje prosto na ten stolik, albo na sporą panią w gigantycznym kapeluszu, która właśnie usiadła przy stoli ku obok.
- Nie dziwię się, kochacie się przecież... - powiedział, sekundę później orientując się jak chujowo to zabrzmiało. - Nie miałem na myśli, żeby walczyć z kimś. Tylko o nią. O to, by znów Ci zaufała. A seks z każdym, kto się nawinie to nie jest odpowiednia metoda - powiedział zaskakująco łagodnie. Zero profesorskiego tonu. Fakty, jak zawsze. - Kiedy to się w ogóle stało? - zapytał, by pełen obraz sytuacji mieć i móc się zastanowić co z tym zrobić.

_________________
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Restauracja przyszpitalna   Sro 1 Sie 2012 - 9:39

Żachnął się odrobinę, również się prostując na krześle, sekundę po Blaisie, przez co wyglądali jeszcze bardziej jak bliźnięta, kopiujące swoje ruchy i mimikę. Tu zdziwienie, tam zdziwienie, tu krzywienie się na aromatyczną kawę prosto z Cejlonu, tutaj krzywienie się na żywot, tutaj nerwowe poklepywanie kieszeni w poszukiwaniu fajek, tutaj nerwowe rozglądanie się w poszukiwaniu czujników dymu. Wypisz, wymaluj, perfekcyjnie dobrane rodzeństwo.
- Nie uprawiam seksu z każdym, kto się nawinie - zaoponował ostro, bo w końcu jakieś wysokie kryteria miał. Kryteria obecnie bezużyteczne, bo czuł się bez na dziej nie. Jak wrak. Zajebiście dobrze utrzymany wrak, rzecz jasna, z całym swoim przystojnym jestestwem, brązowymi oczętami i przyciągającą aurą. - I oczywiście, że nie dam jej odejść. To irracjonalne, jest przecież moja - kontynuował już spokojniej, kładąc łokcie na stoliku i podpierając brodę na złączonych dłoniach. By się uspokoić jeszcze bardziej, kontemplowaniem idealnych rysów idealnego mężczyzny czyli jego osobistycznego prawie-rodzonego brata. - Ale chcę jej dać ten tydzień na ogarnięcie się i poukładanie sobie tego w jej własnym, dziwacznym światku. To takie wspaniałomyślne z mojej strony, wiem - zakończył, bez grama ironii za to z lekkim samozadowoleniem, z którym było mu tak do twarzy. I zapewne kontynuowałby snucie planów, gdyby nie szybkie zerknięcie na zegarek. Jeśli chciał zdążyć na ostatni w tym roku trening szermierki, musiał się już dematerializować. Zmarszczył więc na chwilę czoło, po czym gwałtownie wstał, zasunął kulturalnie krzesło i posłał Blaise'owi uśmiech smutnego dziecka emo. - Napisz mi, jak się obudzi. I do zobaczenia w Alpach, E150 chce Cię wciągnąć w swoje szeregi na moje miejsce, take care - wypowiedział wszystkie ważne informacje i po poczochraniu mu włosów, wyszedł z pomieszczenia.

colliercziowie zt <3

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Restauracja przyszpitalna   

Powrót do góry Go down
 
Restauracja przyszpitalna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Restauracja Tamesis
» Apteka Przyszpitalna
» Restauracja „Pod skrzydłami”
» Aleksander Rogoziński
» Restauracja Helgi Hufflepuff

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Centrum
 :: Szpital św. Tomasza
-
Skocz do: