IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 White Hart

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: White Hart   Pią 20 Sty 2012 - 0:29

Powrót do góry Go down
Rufus Brightlight
Uczeń
avatar

Liczba postów : 55
Join date : 26/01/2012

PisanieTemat: Re: White Hart   Pią 17 Lut 2012 - 22:15

Robiło się już późno i ciemno, jednak dla większości tutejszych ludzi nie miało to znaczenia. Szczególnie dla tych, którzy planowali wykorzystać noc na wielkie zniszczenie się i cierpienia, mające skutkiem tego nadejść następnego dnia. Jedną z takich osób był elegancki jasnowłosy młodzieniec o nieco rozwianej fryzurze dzierżący tlącego się papierosa między wskazującym i środkowym palcem. W drugiej dłoni trzymał szklankę pełną whisky.
Jakby się nie zastanawiać, dzisiejszy dzień wydawał się Rufusowi dniem „chujowym”. Rano czarny kot przebiegł mu drogę, później przez pół godziny szukał kluczyków do samochodu, które koniec końców odnalazły się wreszcie w jego kieszeni. Jak na złość skończyły mu się również bibułki do skrętów. Jedynym plusem było to, że zniknęła opuchlizna z rozciętej wargi. Dzień wcześniej miał okazję pobić się z pewnym typem. O co? Już nie pamiętał. Faktem było, że najwyraźniej oboje mieli problemy z agresją.
- Kurwa…- mruknął pod nosem a następnie zaciągnął się głęboko papierosowym dymem, który powoli, ale skutecznie rozszedł się po płucach. Systematycznie się niszczył nie tylko tytoniem. Tytoń byłby w tym wypadku najmniejszym zmartwieniem lekarzy. Rufus zamknął oczy pozwalając sobie na chwilę niemyślenia. Wyraźnie słyszał dobiegającą z głośników skoczną muzykę ska, czuł zapach papierosów palonych przez innych i lejącego się piwa. Gwar rozmów, śmiechy, żarty. I on powoli się temu oddawał.
Powrót do góry Go down
Coco Blackyear
Dorosły
avatar

Age : 22
Liczba postów : 575
Join date : 25/12/2011
Skąd : Kuba, Satna Clara

PisanieTemat: Re: White Hart   Pon 20 Lut 2012 - 6:30

To na pewno nie w moim stylu wałęsać się po nocy i to jeszcze po barach! Aghr...Czy on nie mógł napisać dokładniej gdzie jest ta jego knajpa. Litości nim znalazłam to pomieszczenie pełne ludzi w różnym wieku, minęło sporo czasu, przepychając się przez grupkę jakiś biznesmenów wreszcie go ujrzałam, a me oczy niemal napełniły się łzami. Jak dobrze! Przecież ja przemierzałam całą tą nieznaną dzielnicę, całkiem samiutka! Oczywiście się nie popłakałam, nie żeby coś...
Zaszłam Lisiątko od tyłu, targając jego blond czuprynę. Nie da się ukryć, że niezłą palarnie sobie zrobił, zaczęłam odganiać od siebie dym, z niezadowoleniem na twarzy.
- Już myślałam, że zniknąłeś i omal nie uwierzyłam w plotki! - Zaczęłam energicznie, przyłączając się do chłopaka.
Udałam, że nie zwróciłam uwagi na jakże wulgarne słówko, jakie wymsknęło się Rufusowi, zapewne to jednorazowy raz. On jest idealny, tak jak z tych wszystkich moich marzeń sennych o idealnym przyjacielu, facecie.
Może głupim było z mojej strony od razu mu ufać, ale czy może go stać na coś złego?
Na pewno nie.
Powrót do góry Go down
Rufus Brightlight
Uczeń
avatar

Liczba postów : 55
Join date : 26/01/2012

PisanieTemat: Re: White Hart   Pon 20 Lut 2012 - 13:39

Już miał po raz kolejny potężnie się zaciągnąć, kiedy ktoś zaczął tarmosić jego jasne włosy. Odwrócił się unosząc brwi i szykując jakieś pogardliwo zaczepne spojrzenie i dopiero po chwili na jego twarzy zagościł uśmiech.
- Coco- kiwnął głową i zgasił papierosa w popielniczce. Wiedział, że dziewczyna nie lubi zapachu dymu. – Już myślałem, że cię ktoś porwał i omal nie wyruszyłem na poszukiwania.
Przesunął się nieco, by łatwiej było dziewczynie wejść na barowe krzesełko a następnie skinął w stronę barmana, by mogła złożyć sobie zamówienie. Jej śliczne rude włosy zaraz poprawiły nastrój Rufusa. Jej sposób postrzegania świata był dla Brigthlighta zadziwiający. Przeciwna najprostszym pokusom zdawała się być kimś, kto spadł właśnie z księżyca i nie mógł odnaleźć się w dzisiejszym prostackim świecie.
- Mówią, że zniknąłem? Czasem tak mam – uśmiechnął się i upił łyk swojej whisky. Nie było to dla nikogo sekretem, że łaził własnymi ścieżkami.
Powrót do góry Go down
Coco Blackyear
Dorosły
avatar

Age : 22
Liczba postów : 575
Join date : 25/12/2011
Skąd : Kuba, Satna Clara

PisanieTemat: Re: White Hart   Pon 20 Lut 2012 - 15:48

Rufus zawsze był taki uprzejmy, różnił się od tej całej hołoty na ulicach, albo chociażby rozpieszczonych bachorów ze St.Bernard. Maniery, które przetrwały tyle czasu, był niczym gentleman z dwudziestolecia między wojennego.
Za zgaszenie papierosa oczywiście odwdzięczyłam się uśmiechem.
Fakt ostatnio ukrywałam się w bibliotece tłumacząc dzieła Cycerona, no i co najważniejsze musiałam się gdzieś schować, bo mój nos przypominał krzywą wieżę w Pizie. Na chwilę odwróciłam wzrok by pomacać kieliszek, cóż czy moja moc tak właściwie może być przydatna? Wiem o tym szklanym wyrobie, że powstał rok temu w Bristolu. Zwykła historia, lekki piasek i maszyny. Choć może czasem lepsze są przedmioty od ludzi?
Uśmiechnęłam się nieobliczalnie pod nosem.
- No i to dość często gdybyś wiedział, jakie rzeczy już wymyślali... - Zaśmiałam się po czym zaczęłam rozglądać się po barze, nawet w tłumie tylu ludzi można by go odróżnić. Czy to nie dziwne?
- Może tak naprawdę jesteś kotem! - W końcu to takie niewdzięczne, ale urocze i samotnicze stworzenie.
- Jako kot chciałbyś mieć buty? - Zapytałam nagle.
Powrót do góry Go down
Rufus Brightlight
Uczeń
avatar

Liczba postów : 55
Join date : 26/01/2012

PisanieTemat: Re: White Hart   Pią 24 Lut 2012 - 16:22

Uprzejmy, porządny, uroczy… co tylko chciała, gdyż przebywając z nią starał się naginać i dostosowywać do jej oczekiwań. W mniej lub bardziej udany sposób. Aż dziwne, że takie zachowania jeszcze mu się nie znudziły. Może to właśnie dlatego, że mimo swej całej prostackości paradoksalnie był naprawdę dobrze wychowany i równie dobrze wiedział, kiedy z tego korzystać.
- Co za pytanie. Oczywiście, że tak. Jeśli miałbym być kotem, to tylko takim w butach. Takich, z wysokimi cholewami i klamrą. Jak muszkieter, albo pirat – pokiwał głową. Nigdy nie myślał o tym, że mógłby być jakimkolwiek zwierzęciem. Z resztą, po co miałby być zwierzęciem? Bycie człowiekiem dostarczało zawsze tylu wrażeń. – A ty, czym byś była? Myszką? Lisem? Jaskółką?
Oparł się łokciami o blat baru i spojrzał na nią tymi swoimi niebieskimi oczami przekrzywiając lekko głowę.
Powrót do góry Go down
Coco Blackyear
Dorosły
avatar

Age : 22
Liczba postów : 575
Join date : 25/12/2011
Skąd : Kuba, Satna Clara

PisanieTemat: Re: White Hart   Pią 24 Lut 2012 - 18:12

Właściwie to chyba jestem w barze pierwszy raz. O matko! Przez całe moje młode życie ślęczę przed książkami i uczestniczę w wyścigu szczurów, tylko po to by skończyć Oxford.
HAHAHAHAHA!
I wcale tego nie żałuję, to miejsce jest mi kompletnie obce. Jakbym wpadła do obcego wymiaru, nie ma tu ciepłej atmosfery i przyjemnego zapachu książek.
Nie, nie, nie wcale, nie jestem aspołeczna. Czasem po prostu tylko wolałabym zamieszkać na Bermudach, doglądać swój ogródek i marzyć o Achillesie.
Tfu! Gdzież! Nie mogę staczać się do poziomu ludzi koczowniczych, skończę Oxford, założę swoją firmę i zdechnę otoczona trzydziestką kotów, którym przepisze cały mój majątek.
O i cudowne rozwiązanie. Co? Przynajmniej modnie.
Popatrzyłam na chłopaka rozbawiona, gdy tylko wspomniał o butach z cholewą.
Nie wiem dlaczego, ale był jedyną osobą w której towarzystwie czułam się tak dobrze. Przy nim nawet milczenie było, takie miłe i fascynujące.
Jakby mnie hipnotyzował.
Tfu!
Ogarnij się Coco!
Wyrwana z zamyślenia, spojrzałam na chłopaka, ale kompletnie nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
- Myślę, że wiewiórką... - Wymsknęło mi się, a kompletnie nie wiedziałam, dlaczego to zwierze. Tylko proszę mi tu bez sugestii co do włosów!
- Idziesz na ten bal, co ma być organizowany? - Spytałam nagle, no cóż w końcu, kogo nie ciekawi, czy Rufus - Kot się nie skusił?
Szczerze? To mnie lekko przerażały, te losowane pary.
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: White Hart   Sob 7 Lip 2012 - 14:38

Zbiegi okoliczności są niesamowite, ewentualnie po prostu życie sobie z niej zakpiło - kiedy zaczęła myśleć, co powiedzieć dyrektorce w Tromso, żeby móc wyskoczyć na weekend do Londynu, ojciec wysłał do niej maila o chorobie ukochanej babci. Okoliczność co prawda dosyć przykra, ale Meredith ucieszyła się, że może chociaż na chwilę wrócić do domu i móc spotkać się z Dorianem. Po wysłuchaniu całej litanii narzekań i napomnień dyrektorki, że nikt nie może się dowiedzieć i pod żadnym pozorem nie ma prawa zjawić się w szkole, pozwolono jej wreszcie jechać na lotnisko.
W Londynie wylądowała bladym świtem. Na Heathrow czekał na nią samochód ojca, wsiadła więc do niego i pojechała do babci, mieszkającej na drugim końcu miasta. Spędziła z nią całe przedpołudnie, opowiadając, jak wspaniale jest w Norwegii, że wcale nie jest zimno i tak dalej, i tak dalej. Potem zjadła z rodzicami i Julianą obiad, im także opowiadając bajeczki o wspaniałości pobytu w Skandynawii. Świetnie jej szło udawanie, że bawi się tam super i w ogóle, na drobne przytyki siostry nie reagowała, uznając, że szkoda marnować sobie zdrowia na przejmowanie się siostrą.
Kiedy wreszcie była wolna - a do samolotu wciąż miała całe popołudnie i dużą część wieczoru, bez zastanawiania znalazła małą, przytulną knajpkę, gdzie niemal na pewno nie mogło być Tittle-Tattle, a potem napisała smsa do Doriana. Popijając różowe wino, spoglądała w okno, oczekując na swojego chłopaka.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Dorian Ashton
Dorosły
avatar

Liczba postów : 297
Join date : 29/03/2012
Skąd : bezkres oceanów

PisanieTemat: Re: White Hart   Sob 7 Lip 2012 - 17:33

Humor Doriana przez ostatni czas nie był ani trochę podobny do tego, który utrzymywał się w nim zwykle, jeszcze przed wydarzeniami z jego osiemnastki. Bo choć dużo się od tamtego czasu zmieniło - trochę na lepsze (w końcu chodził z Merrie, to było coś), trochę na gorsze - wolałby, aby wszystko wróciło do stanu z tamtego czasu. Nie lubił smucić się, smęcić ludziom i siedzieć bezczynnie, a tymczasem właśnie to robił. Wcześniej sądził, że nic nie uszczęśliwiłoby go prócz powrotu Mer oraz pogodzenia się z Indie, ale po rozmowie z Lexie było mu lepiej. Oczywiście nie zniwelowało to wszystkich ponurych myśli, ale miał chociaż okazję się pośmiać i zapomnieć na chwilę o większości spraw. Od tamtego czasu minęły dwa dni, a on usychał z tęsknoty, nudy oraz nie był w stanie rozmawiać po ludzku z innymi - czasami wtrącał tylko jakieś półsłówka, odpowiadał na pytania i to było na tyle - czym sprawił, że niektórzy machali na niego ręką, inni go pocieszali, a jeszcze inni, nie zważając wcale na zły humor, ciągali gdzieś, gdzie chodzić nie chciał. Nie wiedział, ile jeszcze tak będzie się ze sobą męczył.
Dzisiaj także kontynuował tę niedawno rozpoczętą tradycję, włącznie z chodzeniem na wszystkie zajęcia (serio?), więc po jakimś czasie był już rozdrażniony i milczący. Wciąż nie mógł złapać Indie, od Merrie także nie dostawał znaku życia. Po prostu chujowo. Jakie więc było jego zdziwienie, gdy przeczytał w sms-ie te słowa. Jestem w Londynie. JESTEM W LONDYNIE. Myślał, że mu się przewidziało i kilka minut sprawdzał, czy na pewno się nie pomylił. Zaraz jednak wystrzelił, tak jak stał, prosto do centrum, zapominając całkowicie o zamiarze spędzenia popołudnia z kumplami, żeby się w końcu napierdolić. Nie myślał o niczym, byle tylko dotrzeć do White Hart, tak jak napisała.
Trochę czasu minęło do chwili, w której przekroczył próg pubu, a on przez całą drogę bał się, że przyjdzie za późno. Meredith mogła zniecierpliwić się czekaniem albo nie miała już czasu... Różne scenariusze przychodziły mu do głowy, ale wszystko rozwiało się w chwili, gdy na nią spojrzał.
White Hart miało swój klimat, a Merrie komponowała się w ten obrazek dość dziwacznie, elegancka i wyprostowana, jak zawsze. Zdecydowanie bardziej pasowała jej sala balowa i wszystko, co z tym związane. Jednak to było nieważne, gdyż cieszył się, że ją widzi. Przynajmniej część jego zmartwień odeszła na razie w zapomnienie, a resztą miał się z kim podzielić.
Podszedł do niej od tyłu i obejmując, pocałował w policzek, wdychając jej miły i znajomy zapach. Nigdy jednak nie czuł go z takiego bliska, co przyprawiło go o lekki zawrót głowy. Oho, może jeszcze motylki w brzuchu? Nie, chyba aż tak babski na razie nie był. Stęsknił się jednak za nią w takim stopniu, że nie chciał wypuszczać jej z objęć, ale po chwili z ociąganiem się od niej oderwał i usiadł obok, zamawiając piwo. Mimo wszystko wolał to od wina i nic nie mogło wpłynąć na zmianę jego zdania.
- Jak ci się udało wyrwać? - spytał z niedowierzaniem, patrząc na nią z tym swoim półuśmiechem, którego dawno na jego twarzy nikt nie uświadczył. Po prostu nie mógł uwierzyć, że widzi ją tutaj, w Londynie, tchnącą jeszcze spokojem i chłodem Norwegii. Wydawała mu się taka ulotna; bał się, że zaraz rozpłynie się w powietrzu.

PRZEPRASZAM że tak późno :*
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: White Hart   Nie 8 Lip 2012 - 17:27

Meredith w sumie nie chciała powrotu do stanu sprzed osiemnastki Doriana. Niewiedza, tajemnice, niepewność, to wszystko w gruncie rzeczy było przytłaczające, nawet jeśli nieświadomie. Teraz sytuacja była jasna, Indiana i Blaise byli parą, ona miała Doriana. Więzy przyjaźni były mocno nadszarpnięte, być może nawet nieodwracalnie. Nauczkę miała jedną, tajemnice szkodzą. Wiedziała, że więcej na coś takiego sobie nie pozwoli, skończyły się dla niej czasy ukrywania czegokolwiek, niedomówień, przekłamań. Miała zamiar być szczera z Indianą, miała zamiar mówić jej wszystko, o ile tylko Lanvin da jej szansę naprawienia tego wszystkiego.
Jednak nie zamierzała zaprzątać sobie tym głowy w tym momencie. Wolała czerpać radość z drobnych rzeczy, doceniać ulotne chwile. To miało dużo więcej zalet niż uzależnianie swojego szczęścia od rzeczy być może niemożliwych, nieprzewidywalnych. Może i nadal w Tromso było niezupełnie tak, jak sobie początkowo wyobrażała, ale zrozumiała, że nie ma co narzekać. Cieszyła się z piękna, cieszyła się z tego, że dość normalnie mogła porozmawiać z Blaisem, że mogła znów z nim współtworzyć coś wyjątkowego. Krok po kroku wracała do równowagi emocjonalnej, uśmiech znów sięgał jej szarych oczu.
Miała zdecydowane problemy z cierpliwością. Udawała, że wcale nie ma dość rozmowy z babcią i powolnego obiadu z rodziną. Mimowolnie ciągle zerkała na zegarek, patrząc, kiedy będzie mogła napisać do Doriana i wreszcie móc spędzić z nim parę godzin przed powrotem do Norwegii. Niecierpliwiła się, a jednak spędziła dobre trzy kwadranse, zastanawiając się, w co się ubrać. To na dobrą sprawę miała być ich pierwsza randka, chciała wyglądać dla niego pięknie. W pubie wyczekiwała go dość nerwowo. Nie to, że mogła mieć jakieś wątpliwości co do jego obecności, była stuprocentowo pewna, że przyjdzie. Chciała po prostu jak najszybciej być z nim, móc się przytulić, ogrzać od jego wewnętrznego ciepła, które zawsze było w stanie rozproszyć jej uczuciowy chłód.
- Dorian! - rozjaśniła się, czując jego obecność przy swoim boku. Kiedy usiadł przy niej, wtuliła się w niego, zamykając na chwilę oczy. Czuła się bezpieczna, szczęśliwa, na właściwym miejscu. Zdecydowanie też w jej brzuchu latało stado motylków, ciesząc się z obecności chłopaka, przyznawała się do tego przed samą sobą nawet z rodzajem dumy.
- Babcia się rozchorowała, a my zawsze miałyśmy dobry kontakt, chciała mojej obecności i ojciec napisał maila do dyrektorki tamtej szkoły - wyjaśniła, automatycznie odpowiadając na jego uśmiech takim samym, nieco niedowierzającym. To nadal było dla niej nieco nieprawdopodobne, że Dorian chciał z nią być. Tyle czasu była przekonana, że on ma w głowie tylko Indię, a teraz to ona, Meredith, była z nim. - Pewnie trochę podkoloryzował, grunt, że pozwoliła mi przyjechać. Pod warunkiem, że nie pójdę do szkoły i jutro znów będę w Tromso. Ale lepiej ty opowiadaj, co się dzieje w szkole, jak się czujesz, na pewno nic ci nie jest? - chciała zasypać go gradem pytań, nie wiedząc, co dla niej ważniejsze, czy to, jak się czuje po niefortunnej imprezie, co z Lanvin i ogólną resztą szkoły. Uważnie też mu się przyglądała, czy nigdzie nie ma jakichś blizn, siniaków czy innych znaków, mogących ją zaniepokoić.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Dorian Ashton
Dorosły
avatar

Liczba postów : 297
Join date : 29/03/2012
Skąd : bezkres oceanów

PisanieTemat: Re: White Hart   Pon 9 Lip 2012 - 0:19

Nie było nic lepszego, niż widok dziewczyny w swoich objęciach, uśmiechniętej od ucha do ucha. Dorian jakoś nigdy nie pomyślał, że w Norwegii kręci się zapewne spora ilość chłopaków, którzy mogą być dla Meredith piękni jak sam kraj, a z którymi mogłaby zwiedzać wszystkie wzgórza, fiordy i pokoje, gdyż ich związek był dość świeży, a poza tym sama pisała wciąż, że tęskni, a on przyjaźnił się z nią na tyle długo, żeby ufać jej w pełni. I dla niego takie coś było właśnie na miejscu - związek połączony z wcześniejszą przyjaźnią i z niej wychodzący - gdyż wszystko zdawało się układać idealnie, każdy kawałek puzzle'a miał swoje odpowiednie miejsce, na które wskakiwał sam, bez starań kogokolwiek. Wzajemne zaufanie i mówienie prawdy było w tym wszystkim najważniejsze.
Chociaż Dorian znał Merrie od dobrego roku, to prawie tak, jakby odkrywał i poznawał ją na nowo. Chociaż zawsze słuchał jej uważnie i lubił jej towarzystwo, teraz wręcz przyglądał się, w jaki sposób kładzie ręce, je albo mówi. Nie chciał, aby cokolwiek mogło umknąć jego uwadze, żeby później - znów w czasie tych samotnych wieczorów - mógł sobie wszystko przypominać i tworzyć w głowie jej obraz, czasami trochę wypaczony. Tęsknił za tym, aby mieć kogoś przy sobie, gdy leżał na łóżku w pokoju lub na hamaku; aby mieć kogoś przy sobie, żeby znów nie musieć spędzać wieczoru na imprezie z kumplami, wracając w nocy zalany - raz nawet spadł z wysokości zamkniętej bramy, gdy przez nią przechodził; to dopiero były obrażenia! - tęsknił nawet za jakimś trzymaniem się za rękę, która była tym materialnym łącznikiem z drugim człowiekiem.
Na tę chwilę miał całą tęsknotę przed sobą, uosobioną w jednym smukłym ciele i ciemnych, długich włosach, a także w słodkim uśmiechu, który zdecydowanie był jej atutem. Smucił się tym, że niedługo już ją straci na kolejne tygodnie, ale obecnie wszystko wydawało mu się łatwiejsze.
- Nie to, że się cieszę z nieszczęścia twojej babci, ale... jak dobrze, że jesteś - odetchnął powietrzem czystym, wcale nie przesyconym negatywnymi emocjami, do którego ostatnio się przyzwyczaił i złapał jej samotne usta w płytkim, ale odzwierciedlającym jej braki w dorianowym życiu pocałunkiem.
Teraz zapomniał o wszystkim innym - o szkole, o Indie, o sobie, skupiając się bardziej na jej osobie, przez co na jego twarzy malował się uśmiech. Po chwili jednak wróciło to ze zdwojoną siłą, gdy zapytała. Wiedział, że ten moment musi nastąpić, ale nie sądził, że tak szybko. Mógł jednak się domyślić, kobieca ciekawość w końcu zbyt długo wytrzymać nie może. Postarał się skupić, żeby wyłuszczyć najważniejsze informacje dla Merrie w gąszczu jego kłębiących się uczuć i nieznacznie się skrzywił.
- NA PEWNO wszystko ze mną w porządku, widzisz? Ani zadrapnięcia - pochwalił się, naprężając się lekko i unosząc ręce, aby pokazać jej wszystkie widoczne części ciała. Czyste jak łza. Później westchnął. - I ostatnio nie jest fajnie, bo Indie jest na mnie obrażona za niewiadomoco, a wiesz, jak ja nie lubię, gdy ktoś jest na mnie zły czy coś. W ogóle nie mogę się z nią dogadać - stwierdził zrezygnowany, pragnąc słów pocieszenia, ale wiedząc, że puste słowa i tak nic mu nie dadzą. Nie miał pojęcia, jaki stosunek Merrie miała do Indiany, ale tamta chyba nienajlepszy. W każdym razie on chciał, żeby wszystko było w końcu w porządku. - A... jak tam Blaise? - spytał, bo to był chyba jedyny facet, o którego choć trochę martwić się powinien Dorian ze względu na relację z Mer, możliwe, że niezakończoną. Ale się nie martwił, jeszcze nie, nie był skłonny do tak chorobliwej zazdrości; na razie pragnął zwykłego pokoju i najświętszego spokoju.
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: White Hart   Pon 9 Lip 2012 - 21:08

Nie, to nie było w jej stylu. Od jakiegoś czasu inni faceci nie mieli twarzy, nie działali na Meredith. Mogła się z nimi śmiać, mogła rozmawiać, ale automatycznie przyjmowała ich na dystans, porównując do swojego chłopaka. Ten nie był w stanie jej rozbawić, tamten miał dziwne spojrzenie, a ten nie umiał opisywać z pełną powagą wyglądu Meredith całej w farbach. Nie nadawali się nawet na przyjaciół, a Tremaine była tego pewna, nie związałaby się z nikim, kto nie umiałby być jej przyjacielem. A Dorian był w tym najlepszy, ze wszystkimi wspólnymi wygłupami, niewymuszonymi rozmowami, pełnym, bezwarunkowym zaufaniem bez odrobiny podejrzenia, że jakakolwiek nieszczerość mogłaby wchodzić w grę.
Meredith miała utrwalony w głowie wizerunek Doriana, nauczyła się go na pamięć już dawno. Czasem łapała się na tym, że bez zastanowienia bazgrząc po kartce, szkicowała jego twarz. Świadomie też to często robiła, zwłaszcza przesiadując samotnie na skałach, kiedy najbardziej odczuwała jego brak, brak osoby, z którą mogłaby się cieszyć z piękna tego wszystkiego. Niemal zamarzała, będąc oderwaną od źródła ciepła, jakiego on jej zazwyczaj dostarczał, zawsze się śmiejąc, przede wszystkim oczami. Teraz widziała w nich radość i tajała, lód wewnątrz niej magicznie się rozpuszczał.
- Babci nic nie będzie, to tylko lekkie zapalenie płuc, ale skoro mnie tutaj potrzebowała... - stwierdziła z pogodnym uśmiechem. Po rozmowie z babcią i rodzicami nie przejmowała się aż tak, żeby nie móc swobodnie cieszyć się wizytą w Londynie. - Ach - szepnęła krótko, kiedy ją pocałował i zrobiła dość śmiesznie smutną minę, kiedy jej zdaniem przedwcześnie usta oderwał. - Też się z tego cieszę, cholernie za tobą tęskniłam - dodała, sama po chwili go krótko całując.
Nie ucieszyła się, widząc powracający na twarz Doriana smutek. Chciała go jak najszybciej zmazać, zastąpić radością, ale czuła, że powinna wiedzieć jak najwięcej o jego życiu w Londynie, mimo wszystko dzieląc z nim przykrości, ale i radości, których przez te tygodnie doświadczał. Ciekawość, nie ciekawości, potrzeba wiedzy - była pewna, że Dorian te najbardziej interesujące ją kwestie poruszy.
- No, mają szczęście, w innym wypadku dorwałabym każdego z tych durnych osiłków i zemściła się na nich - stwierdziła buńczucznie, łapiąc jego dłoń i splatając swoje palce z jego. Uścisnęła ją w ciepłym, właśnie nieco pocieszającym geście, słowa uznając za niepotrzebne. - Na mnie też jest zła, nie odebrała ani jednego telefonu, a dzwoniłam do niej setki razy. Tak jakbyśmy w jakikolwiek sposób zawinili - Sama też stała się nieco markotna, ale nie na długo. Mocniej ścisnęła jego dłoń, uśmiechając się do Doriana ciepło. - Ale jak wrócę na stałe, natychmiast z nią pogadam. Ta idiotyczna sytuacja musi się skończyć, a nie chcę, żeby przez głupstwa rozpadła się nasza przyjaźń. Jakoś się to naprawi - westchnęła. Nie uśmiechało jej się użeranie z Indią, zwłaszcza, że wiedziała, że to nie będzie kłótnia z wrzeszczeniem na siebie i złością. Obie były takie podobne w takich kwestiach, pozorna uprzejmość i atmosfera godna Antaraktydy zimą. Zapowiadał się trudny czas, ale Meredith nie należała do osób, które łatwo się poddają. Była przecież perfekcjonistką, a napięte stosunki z Indią psuły obraz jej świata.
- Blaise? Przez cały wyjazd rozmawialiśmy dosłownie dwa razy, z czego za pierwszym nasza przyjaźń się chyba rozpadła, a drugi był taki dziwny... Więc tak naprawdę nie wiem - wzruszyła lekko ramionami. Nie była pewna, na czym stoi, szczerze nie ogarniała tej sytuacji. Z jednej strony za nim tęskniła, wydawało jej się, że on chyba też, a zwłaszcza za artystycznie pokrewną duszą, ale nie miała pojęcia, czy tak jest naprawdę.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Dorian Ashton
Dorosły
avatar

Liczba postów : 297
Join date : 29/03/2012
Skąd : bezkres oceanów

PisanieTemat: Re: White Hart   Wto 10 Lip 2012 - 20:13

Trudno było uwierzyć, że Merrie siedziała przed nim, za mało bowiem rozmawiali, odkąd stali się parą. Kiedyś myślał, że to dobrze, że wymiana ich rozdzieliła. Zdąży się stęsknić i zda sobie sprawę, że to Meredith w pełni jest obiektem jego zainteresowania, a wcale nie Indiana (która, nawiasem mówiąc, siedziała w jego głowie nawet w tym momencie, tylko z trochę innych powodów). Teraz jednak zdał sobie sprawę, że dość szczeniackie, wygodne i naiwne to były myśli (z każdym dniem stawał się coraz mądrzejszy, no popatrzcie tylko). Nic nie zrobi się samo. Potrzebował jej, żeby mogła szeptać mu na ucho swoje tajemnice, żeby mógł obejmować ją tak po prostu. Czuł potrzebę rozwijania tej zażyłości i jej brak wcale nie był pomocny. Bo Dorian musiał nad tym popracować, widząc ją przed sobą. Z drugiej strony trochę wdzięczny był za ten czas bez Tremaine - chociaż wszystko wtedy wydawało mu się beznadziejne - gdyż nauczył się teraz doceniać chwilę z nią spędzone.
Tylko wiedział, że więcej już by nie wytrzymał. Był tonący, a ona wyciągała go na brzeg, chociaż jeszcze pozostawał nieprzytomny, walcząc z tym, zachłystując się Indie. Ale już niedługo.
Wpatrywał się w Merrie, komentując zabawnym uśmiechem wszystkie jej minki i nienaturalne porywy odwagi, nadal nie dowierzając temu, że była w nim zakochana, uważając to za nieprawdopodobne i śmieszne. Przez tak długi kawał czasu uważał ją tylko za świetną przyjaciółkę, a tu nagle wszystko wyszło na jaw. I wszystko się zmieniło. Naprawdę, przez tyle dni, kiedy miał czas na myślenie, powinien już wyjść ze zdumienia, ale nie mógł.
Zwłaszcza nie teraz, kiedy jego głowę zaprzątały inne myśli, niezwiązane z tym, co było ani co będzie, ani nawet co jest teraz miedzy nim a Mer, skupiajac sie raczej na raniących wspomnieniach dotyczących Indie. Bo to było niesprawiedliwe. Dlaczego osoba, której najbardziej zależy i która to pokazuje, musi być zawsze najbardziej poszkodowana? Wiedział, ze nie powinien az tak uzewnetrzniac sie przy dziewczynie, a teraz tego żałował.
- Nie rozumiem jej i ciągle sobie powtarzam, ze nie powinienem się przejmować, ale wychodzi inaczej. Chce, żebyś tu była - pożalił sie jak malutkie dziecko pragnące opieki i niewyrosłe jeszcze z kaprysów. Nie myślał, jak tym mógł spotęgować smutek dziewczyny - w końcu był tylko facetem, mimo częstych wymagań i tak z niektórymi cechami trzeba sie pogodzić.
- Ale koniec - stwierdził, zdając sobie sprawę, ze psuje ich spotkanie niepotrzebnymi na te chwile rozważaniami, w związku z którymi nic się nie dało zrobić od tak, od razu. I nie wszystko od nich zależało. Dlatego strząsnął z siebie resztki, okruchy ponurego Doriana jeszcze z rana i uśmiechnął się. - Wyobraź sobie, ze moja podopieczna zniknęła mi sprzed nosa jeszcze w dniu przyjazdu i tyle ja widziałem. Nie chce mi się jej szukać - pokręcił głową, zastanawiając się nad powodem takiego zachowania Bogny. Byc może powinien czuć się za nią odpowiedzialny, ale to jeszcze nie teraz. Dopóki nie rozniesie się informacja, jakoby utopiła się w jeziorze czy odnaleziono jej rozkładające się ciało w labiryncie. Brr.
- I stworzyłem hamak w lesie! Obczaiłem idealne miejsce, tylko na ciebie czeka - stwierdził z dość przebiegłym uśmiechem.
Gdyby to od niego zależało, już dawno porwałby ja w kierunku szkoły, najchętniej na stale, żeby mogła razem z nim spędzać czas w jego ulubionych miejscówkach, których jej jeszcze nie pokazywał. Byle tylko nie siedzieć w jakimś pubie, co wyglądało jak dość konwencjonalna randka. Juz on jej prawdziwa randkę pokaze.
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: White Hart   Czw 12 Lip 2012 - 16:33

Początkowo Meredith także cieszyła się z wymiany. Uważała, że kontakt wyłącznie telefoniczny czy przez internet pozwoli jej przywyknąć do myśli o Dorianie jako o chłopaku, uświadomi jej, że jej marzenia się spełniły. W gruncie rzeczy cel ten został osiągnięty, najmocniej dotarło to do niej, kiedy zacytował jej tekst piosenki Bryana Adamsa - to tak do niego nie pasowało, że aż musiało być prawdziwe. Nie przewidziała jednak tego, że będzie tęsknić aż tak, myślała, że mając doświadczenie w cieszeniu się wyłącznie drobiazgami związanymi z Ashtonem, jego brak fizyczny nie będzie aż tak odczuwalny.
Myliła się jednak z tym dość znacząco, przerosło ją to wszystko. Okoliczności tylko pogarszały tęsknotę, wywoływały kolejny powód do zamykania się w skorupie lodowej księżniczki. Zawsze się do tego uciekała, kiedy było jej źle, jednak w Londynie zawsze miała właśnie Doriana, Luke'a, Blaise'a czy Indię, żeby tą ścianę z lodu roztopić. Tam nie miała nikogo, odkąd wszystko to wyszło na jaw i tylko obrastała w szron.
Uśmiechnęła się krzywo. Jej też trudno było wyzbyć się stale dręczących ją myśli o Blaisie i Indianie, zwłaszcza, że wszystko było między nimi cholernie skomplikowane i zazębiające się. Mimo wszystko jednak rozumiała i Lanvin, i Colliera, niekoniecznie jednak akceptując to, co przychodziło jej do głowy.
- Przecież jestem - starała się, żeby w jej głosie brzmiał optymizm - i tak naprawdę zostało już niewiele tej wymiany, wytrzymamy jakoś. A jak już wrócę na stałe, zajmiemy się tym wszystkim[/b] - obiecała, obdarzając go lekkim całusem w nos. Nie było sensu roztkliwiać się nad Indianą właśnie teraz, skoro sytuacja wyglądała na stałą i raczej niezmienną. Jeśli tak miało być za tydzień i za dwa, to mogli przełożyć myślenie w czasie, skoro teraz mieli chwilę tylko dla siebie. - Daj spokój, oni wszyscy jacyś dziwni tam są. Mieli sobowtóra Wright i jeszcze jakąś Prudence, która dla odmiany nie wyglądała jak nasza. W ogóle jacyś tacy niezainteresowani nami są, a wy się przynajmniej postaraliście, z tego co słyszałam - odparła. Patrząc z dystansu, wolałaby, żeby jej zgłoszenia jednak nie przyjęto. Zostałaby w Londynie, nie przejmowałaby się sprawą z Blaisem, jeden powód Lanvin do złości na nią też by był z głowy, miałaby Doriana dla siebie przez cały czas.
- Hamak? Bogowie, nie huśtałam się na hamaku dobre pięć lat, chodźmy tam teraz! Zdążymy, mam lot za... - ucieszyła się jak dziecko. W idealnym ogrodzie, pielęgnowanym przez ogrodnika, nie było miejsca na hamak. Jeden za to był rozwieszony w ogrodzie u ciotki, znacznie mniej restrykcyjnej, u której Meredith swego czasu uwielbiała spędzać wakacje. - Sześć godzin, wyrobię się - zdecydowała, zerkając raz jeszcze na ekran swojego wysłużonego iPhone'a. Dopiero teraz zauważyła powiadomienie o mailu czekającym na nią w skrzynce. Przebiegła wzrokiem po treści wiadomości i roześmiała się na głos, zapewne wywołując zdziwienie gości, ale nie przejęła się tym.
- Spójrz, zakończyli wymianę całe dziesięć dni wcześniej! - przystawiła chłopakowi ekran do twarzy, zabierając go dość szybko, żeby na głos raz jeszcze przeczytać wiadomość od dyrektorki tamtego ośrodka. - Z uwagi na blablabla, wymiana międzyszkolna zostaje zakończona z dniem dziesiąty lipca... Pańskie bagaże pozostawione w Tromso zostaną wysłane razem z pozostałymi uczniami, nie istnieje konieczność powrotu pani do Norwegii, z poważaniem... - czytała szybko, ciesząc się obłędnie. To oznaczało tylko jedno, może spędzić cały wieczór z Dorianem, obojętnie gdzie, obojętnie jak, ale z nim, nadrabiając zabójczo długie trzy tygodnie.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Dorian Ashton
Dorosły
avatar

Liczba postów : 297
Join date : 29/03/2012
Skąd : bezkres oceanów

PisanieTemat: Re: White Hart   Czw 12 Lip 2012 - 18:32

Odgonił od siebie pesymistyczne myśli - SERIO?! Dorczi i pesymistyczne myśli?! dlaczego ja musiałam to napisać?! - skupiając się teraz tylko i wyłącznie na miłej obecności Meredith obok siebie. Był głupi, skoro od samego wejścia dał się zawładnąć ponurym nastrojem z powodu Indie, ale już wrócił do pionu. Wrócił do siebie, można by powiedzieć.
Przez ten okres czasu wiele zaniedbał, nie odzywał się do nikogo, ponieważ nie miał ochoty. Pisał i rozmawiał tylko z Merrie, która była w stanie go zrozumieć i znała od wewnątrz ten cały niedawny konflikt, którym zaprzątał sobie głowę jeszcze do niedawna. Jeszcze do tej chwili. Ale w końcu przyszedł czas na myślenie pozytywne, przyszłościowe i ze swoją dziewczyną, która się do niego uśmiechała. I nie, wcale nie wypił na tyle dużo, żeby humor poprawił mu się za sprawą alkoholu. To był tylko i wyłącznie zbawienny wpływ panny Tremaine.
Słuchał z niejakim zdziwieniem opisu ludzi z Tromso i ogólnie wymiany, po czym wzruszył ramionami. W sumie sam nie wiedział, czym ta wymiana miała przysłużyć, ale wtedy tak bardzo pozytywnie był na nią nastawiony. Naprawdę, aż nienaturalne to było teraz, gdy już zdał sobie sprawę, jakim złem ona była. Brak Merrie, a nawet brak podopiecznej, która wypełniłaby mu czas, zajebiście się ciągnący z powodu wielu rozterek i złego humoru. No, ale w końcu było inaczej. Na razie wolał nie wybiegać myślami w przyszłość i nie zastanawiać się co będzie, gdy ten okropny potwór zabierze ją z powrotem, znów do tego zimnego miejsca, z dala od Doriana, gdzie nie będzie mógł patrzeć z bliska na jej uśmiech. Taki materialny, a nie elektroniczny. Pomyślał tylko, ile jeszcze mają czasu, żeby wykorzystać go w pełni.
Odpowiedź dostał niemal natychmiast, nie pytając jeszcze. Gdy powiedziała o hamaku, uśmiechnął się szeroko (w końcu, w końcu!) i już miał się zrywać z miejsca, ciągnąc za sobą Merrie jak wariat, nie zważając nawet na to, czy miała obcasy czy płaskie buty - wziąłby ja na barana, co to dla niego - kiedy do siedzenia przyszpilił go śmiech dziewczyny, spowodowany niewiadomoczym.
Do czasu, kiedy się odezwała. A słowa te były zbawienne, niewiarygodne i nie wiedział, czy w pełni do niego dotarły. Jak szybko podetknęła mu telefon pod nos, żeby się upewnił, żeby sam mógł spojrzeć na tę nieprawdopodobność, tak samo szybko ją zabrała, nie dając mu zobaczyć nic więcej, jak kilka linijek czarnego tekstu.
Czy to nie był żart? Dorian pomyślał tak tylko przez chwilę, nie będąc nieostrożnym i nieufnym, a zostawił miejsce na roześmianie się na głos, tak jak zrobiła to przed chwilą dziewczyna.
- No co ty?! - wykrzyknął, jeszcze z niedowierzaniem w głosie, ale już z determinacją do opuszczenia tego miejsca. Gdzie jakieś gwałtowniejsze ruchy od razu były zauważalne, zważywszy na spokój panujący tutaj o tej porze. - Zajebista niespodzianka, teraz już mamy w cholerę czasu dla siebie - stwierdził, wstając podobnie jak ona i zanim wyszli, pocałował ją jeszcze w tej radości. Tak dla uczczenia tego, że tu była. Że mógł się już nią napawać w spokoju, że nikt już mu jej nie zabierze. Nigdy.
I tak, zauważył, że wymiana była mu potrzebna. Dzięki niej cennym stało się dla niego towarzystwo Meredith, a przez jakiś czas pewnie nie będzie chciał wypuszczać jej z objęć. Oby tylko po jakimś czasie nie przerodziło się to w zaborczą zazdrość.
- Tylko na hamak będziesz musiała zrzucić te piękne ciuszki, chyba że chcesz je upieprzyć - dodał z przebiegłym uśmiechem, prześlizgując wzrokiem po jej sylwetce.
A po chwili już ich w tym miejscu nie było. Goodbye White Hart.

zt
Powrót do góry Go down
Aileen Callaghan
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 49
Join date : 19/12/2012
Skąd : Dublin, Irlandia

PisanieTemat: Re: White Hart   Nie 23 Gru 2012 - 16:04

White Hart nie było typową speluną. Niemniej jednak, kto to widział, żeby bogowie opuszczali swoje przytulne gniazdka i wędrowali po oblodzonych alejkach Londynu, tylko po to, aby swoją ambrozję zastąpić jakimś tanim trunkiem? Na szczęście nie miałam aż tak wiele wspólnego z Olimpem, a w takich miejscach jeszcze bardziej się z tego cieszyłam,w dodatku, kiedy po tej nic nie znaczącej aluzji do słów pozlepianych kroplami boskiego napoju przyjemnie było iść i udawać, że jest się tworzywem z prawdziwego złota. Właśnie, właśnie! Trzeba było się czymś zająć, aby zapomnieć o tym bezczelnym chłodzie.
- Właśnie sobie wyobrażam, jak to cudownie byłoby być nieśmiertelną! - szepnęłam, jak gdyby był to największy sekret, kiedy naszym oczom ukazał się rozświetlony neon zapraszający do baru. Ulice, chociaż nie tak znowu puste, nie przyciągały swoimi zabytkami zbyt wielu spojrzeń, ale kiedy z Liamem szliśmy wyprostowani, trochę tak jak gdyby ktoś wsunął nam potężny kij w gardziel, czułam na sobie spojrzenia pojedynczych osób. Na pewno wyglądaliśmy dostojnie i bardzo dojrzale, niemal gotowi na zamówienie najdroższego obiadu w równie drogim pokoju hotelowym - Z drugiej strony takie wieczne życie musiałoby być potwornie nudne - wzruszyłam ramionami, aby już po chwili wyciągnąć zmarzniętą dłoń z kieszeni i pchnąć drzwi do White Hart. Niemal od razu uderzyła mnie przyjemna fala ciepła. Ściągnęłam płaszcz i przejrzałam się w pierwszym lepszym lustrze. No nie! Kompletnie zapomniałam, że przed wyjściem Liam poczochrał mi włosy, przez co teraz część z nich zwrócona była w zupełnie inną stronę. Bardzo dobrze, że nie miał zamiaru zatrudniać mnie jako swojej menadżerki, bo zrobiłabym mu od razu listę czynności, których pod żadnym pozorem nie wolno mu wykonywać. Dotykanie mojej głowy powtarzałoby się co najmniej co dwa punkty.
- Nie wiem, czy pamiętasz, ale z naszej dwójki, to ty upijasz się szybciej! - przypomniałam, bezceremonialnie wskazując na niego palcem. No dobra, może prawda leżała gdzieś po środku. Ostatnio udało mi się nawiązać z alkoholem trochę zbyt dobre stosunki, ale o tym nikt nie musiał wiedzieć. Im było go więcej, tym z zasady powinien szybciej znikać, abym po chwili mogła wylądować pod stołem krzycząc 'uwolnić orangutany', ale niestety naprawdę potrzebowałam sporej ilości etanolu, aby w ogóle coś poczuć. A dzisiaj chciałam coś poczuć i szczerze mówiąc miałam nadzieję, że nie będzie to napierające na mnie ciało pijanego Liama, którego trzeba będzie odprowadzić bezpiecznie do wyrka ( chociaż gdybym wiedziała o tej kołdrze w misiaki, to może bym się skusiła na przedłużenie naszego dzisiejszego wypadu? Nie, pewnie chciałabym tylko zwinąć mu tą kołderkę i szczelnie w nią owinięta uciekłabym do siebie).
Znalazłam nam wolny stolik, gdzieś tam w kącie, coby nikt nam nie przeszkadzał i żebyśmy w razie czego mogli niezauważeni przez nikogo, czołgając się po ziemi, opuścić lokal.
- Proszę, zdaję się na ciebie - powiedziałam, kładąc na stoliku całkiem sporą sumkę, no bo mimo wszystko jeszcze chciałam sama za siebie płacić.
Jeszcze, a to może bardzo szybko się zmienić.

Powrót do góry Go down
Liam Gallagher
Uczeń
avatar

Liczba postów : 63
Join date : 30/08/2012
Skąd : nie

PisanieTemat: Re: White Hart   Nie 23 Gru 2012 - 16:34

Było zimno to fakt, ale Liam na chwilę przeniósł się do dziewiętnastowiecznej Anglii i śnieg mu nie przeszkadzał. Szkoda, że nie miał na sobie wykwintnego garnituru i cylindra. Musiał mu wystarczyć burżujski płaszcz wybrany przez mamusię. No bo bez przesady, gdzie on by się pchał na jakieś zakupy? Chodził więc na nie z mamą, która znała się na takich pierdołach i mu doradzała, skutecznie jak widać, bo reprezentował się przy swojej towarzyszce całkiem przyzwoicie. Teraz już nie był jednym z bogów. Teraz był dostojnym milordem. Zmieniał swoje oblicze z minuty na minutę i nawet nie przeszkadzały mu te maślane spojrzenia kobiet, nie potrzebował już innego towarzystwa, teraz skupi się na Aileen. W końcu dotarli do celu, jaki byłby z niego facet, gdyby nie przytrzymał jej drzwi i nie pomógł się rozebrać? No oczywiście, że żaden. Mama wpoiła mu wszystkie zasady, związane z odpowiednim traktowaniem kobiet, dlatego teraz darzył je ogromnym szacunkiem i nie potrafił niewiasty zostawić na pastwę losy, w tym przypadku - drzwi. Czułby się niezwykle źle, gdyby nagle uderzyły dziewczynę! No nieważne. Weszli do środka bez większych komplikacji i mogli usiąść przy stoliku. Odcięci od całej reszty zapijaczonych twarzy.
- Nieśmiertelność to zdradliwy dar, wszyscy dookoła umierają, a ty trwasz tylko po to, żeby chodzić na kolejne pogrzeby. - Odparł tonem niezwykle patetycznym, jak prawdziwy znawca. Szybko mu jednak przeszło i stał się standardowym Gallagherem. - Nie byłbym taki pewny na twoim miejscu! - Że niby takie chuchro ma mocniejszą głowę niż on? No urocza była wierząc w takie rzeczy. Chwilę zastanowił się, co powinni wypić na starcie, toniki z limonką nie wchodziły w grę, wykwintne wina tym bardziej więc postawił na tradycyjne piwo i wódkę. Dobrze będzie, jeśli po kilku głębszych ich stąd nie wywalą, ale póki są jeszcze trzeźwi, nie będzie o tym myślał. Zaraz zaraz, czy tu przypadkiem alkoholu nie sprzedają tylko ludziom, którzy ukończyli dwadzieścia jeden lat? Nieważne, jakoś to obejdą, zresztą, urok Liama zadziała na barmankę i będzie po sprawie. - Schowaj te pieniądze niewiasto. - Bezczelna! Gallagher nie pozwoli jej urżnąć się za własne pieniądze przecież! To byłoby wysoce nieodpowiednie, niegrzeczne wręcz. Zostawił więc pieniądze Callaghan i udał się na polowanie. Wrócił bardzo szybko, pewnie nawet nie zauważyła, że zniknął. Postawił przed dziewczyną kufel z piwem i kieliszek wódki. Pojadą po klasycznym motywie i zabawią się jak w 'Chirurgach'. No bo niby skąd mu taki pomysł przyszedł go głowy? Oczywiście, że z serialu. Tyle ich w swoim życiu widział, że teraz chyba egzystuje w innej rzeczywistości. Nie czekając na reakcję Aileen, wrzucił jej kieliszek do kufla, to samo zrobił u siebie i wypił. Jednym tchem. - Skoro jesteśmy już po rozgrzewce to chyba teraz możemy jak te stare dziady zacząć rozczulać się nad rządem i innymi pierdołami. - Stwierdził, ponownie zalewając kieliszki transparentną cieczą i znowu rozczochrał małemu sokołowi włosy. A co! Jego żadne zakazy co do tykania jej głowy nie obowiązywały! Nawet jakby groziła mu policją, to chyba i tak uznałby to za urocze i zrobiłby jej kiteczki, koniecznie z kokardkami.
Powrót do góry Go down
Aileen Callaghan
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 49
Join date : 19/12/2012
Skąd : Dublin, Irlandia

PisanieTemat: Re: White Hart   Nie 23 Gru 2012 - 19:20

Trzeba było przyznać, że matka Liama odwaliła kawał dobrej i pożytecznej roboty. Będę musiała jej kiedyś pogratulować, no bo kto by pomyślał, że przez tą skorupkę samouwielbienia przebije się taki uroczy dżentelmen! Prawdziwy cud świąteczny! Kiedy malutki Gallagher uczył się różnic między metaforyczną różą, a zwykłym i chamskim kaktusem, ja słuchałam mojej rodzicielki z nieukrywaną ciekawością i coraz szerzej otwartymi oczami. Najwyraźniej mama obrała sobie za najważniejszy cel przekazać mi, że - jak to mawiała - 'z mężczyznami nie ma co się bawić i jak trzeba to i z prawej i z lewej boli ich tak samo, a najbardziej to już z przodu' -. Nie do końca wiem skąd wzięło się u niej takie podejście ( być może greccy chłopcy maczali w tym swoje paluchy), ale przeczyła sama sobie, kiedy spojrzeniem pełnym miłości odprowadzała mojego tatę do drzwi, kiedy wychodził do pracy. Matki bywają naprawdę dziwne, ale umiały działać skutecznie, nawet kiedy wydawało się, że ma się nad nimi przewagę. Niesamowite istoty! Zdecydowałam się jednak zostawić dla siebie te parę słów podziękowania za pomoc w zdjęciu płaszcza i zajęciu miejsca przy stoliku - Liam i tak powinien wyczuć, że poziom mojego stresu powoli zaczynał sięgać zenitu. Całkowicie bezsensu!
- A potem trafiasz na jakiegoś przygłupa, który też jest nieśmiertelny i musisz z nim spędzić resztę życia, czy tego chcesz, czy nie - westchnęłam, opierając brodę na dłoni i owijając długi kosmyk wokół palca. To naprawdę niesamowite, że potrafiliśmy rozmawiać na tak dziwaczne tematy i że tak szybko się w nie wkręcaliśmy. To dobrze, bo brakowało mi czegoś takiego i z chęcią cofnęłabym swoje poprzednie słowa - i zrobię to! -: jak dobrze, że jednak Liam znowu na mnie wpadł.
- Skoro nalegasz - rzuciłam luźno. Zaczęłam bawić się monetami, kiedy odszedł w stronę lady. Przez myśl nie przeszłoby mi nawet, że powinniśmy pamiętać o limicie wiekowym, ale kiedy zaczęłam rozglądać się po lokalu zdałam sobie sprawę, że hej...coś tu jest nie tak; na tle tych wszystkich już dość podpitych twarzyczek nadal wyglądaliśmy bardzo młodo. Ostrożnie zerknęłam na Liama, ale widząc jak świetnie się bawi czarując barmankę, skupiłam się na przystojnych kelnerach kręcących się tu i ówdzie i zbierających puste butelki po niepanujących już nad niczym klientach. - Na zdrowie - dotknęłam ustami krawędzi kieliszka i za jednym zamachem wypiłam całą jego zawartość. Zaraz się okaże ( albo nie tak zaraz, albo zależy dla kogo), kto zostanie królem potłuczonego szkła! Kolejna kolejka poszła w ruch, a ja całkowicie zapomniałam o panującym na dworze zimnie.
- Chyba żartujesz! Wydaje mi się, że są...ej, ej, słuchaj, stąpasz po cienkim lodzie! - syknęłam, starając się nie dopuścić do kolejnego ataku, ale jak zwykle na próżno. No, proszę. Ciekawe, czy w drugą stronę wszystko działa tak samo? - Porozmawiajmy o interesach - odchrząknęłam, splatając dłonie, wbijając w niego iście sokole spojrzenie. No, całkowita powaga; do momentu, w którym nie rzuciłam się na niego, aby nie poczochrać mu tej jego znowu nie tak nienagannie uczesanej czuprynki.
Powrót do góry Go down
Liam Gallagher
Uczeń
avatar

Liczba postów : 63
Join date : 30/08/2012
Skąd : nie

PisanieTemat: Re: White Hart   Nie 23 Gru 2012 - 19:57

Gallagher do łatwych dzieci nie należał, ale trzeba przyznać, że swoją mamę mimo wszystko wielbił. Może była to trochę szalona kobieta, wymyślała mu różne zajęcia dodatkowe i miała za duże wymagania, planowała życie Liama, kiedy miał dopiero pięć lat, ale to jednak mama. Zdecydowanie potrafił być mamisynkiem, ale tylko jak nikt nie patrzył, żeby sobie przypadkiem wizerunku nie zepsuć.
A tego stresu nie wiem, czy nie zauważał, czy był po prostu tolerancyjny i mu nie przeszkadzał. Chyba przyzwyczaił się do tego, że jego szaleństwo niejedną niewiastę wycisza i każe się jej schować w jakimś ciepłym i bezpiecznym miejscu, do którego chłopak nie będzie w stanie dotrzeć. Zdecydowanie za dużo takich niewiast znał, ale zwalał wszystko na ich nieśmiałość i swoją idealność. Przecież z Callaghan był w pierwszej klasie, był jeszcze dzieciakiem i nie miał pojęcia, co to prawdziwa miłość. Był tylko szpan, że się go dziewczyna nie brzydzi, że ma komu kwiatki przynosić i rysować laurki, zapisane miłosnymi wyznaniami. Wszystko było wtedy takie dla niego proste! Teraz uważał ją za przyjaciółkę. Nie mógł odczytać, czy dziewczyna odwzajemniała jego sympatię pozbawioną seksualnych podtekstów...no dobra, czasem było ich pełno, ale chyba rozumiemy o co chodzi. Może gdyby zaczął jej przynosić kwiatki dopiero rok temu, wyszłoby z tego coś ciekawszego, głębszego i poważniejszego, ale chyba nie ma co gdybać. Mleko się wylało, piwo naważyło, a skoro już jesteśmy przy piwie to Liam zgubił rachubę i nie wiedział, która to już kolejka, ale obydwoje upodobnili się do pozostałych gości tej knajpy. Idealnie szło im wtapianie się w tłum i mieli czerwone nosy, co dodawało im punktów, teraz jeszcze tylko rogi i będą znakomitymi reniferami.
- Wiesz, z tobą mógłbym maszerować nawet wieczność, ale na me nieszczęście, trafiłbym pewnie na jakiegoś przygłupa. - W stronę Aileen poleciał kolejny łobuzerski uśmiech, tym razem jednak powstrzymał się od dźgania, trącania łokciem i nawet jej włosy zostawił w spokoju! Progres. Widocznie dziewczynie udzieliło się to czochranie i teraz jego włosy przechodziły tortury. - Ale kochanie, naprawdę? Naprawdę używasz mojej własnej broni? - Chwila dramatycznej ciszy. - Na mnie, Rudolfie jeden, NA MNIE?! - Jego oburzenie sięgało zenitu, bo przecież jak tak można?! Jego piękne blond kłaki były teraz tak bezczeszczone przez jakiegoś tam sokoła. I tak, nazwał ją Rudolfem. Ona była numerem jeden, a on poświęcił się i został dwójką. Tak naprawdę chciał być numerem cztery, ale aby ten plan zrealizować potrzebowałby jeszcze dwójki ogarniętych ludzi. Po wstępnym rozeznaniu z przykrością stwierdził, że jednak nikogo takiego nie znajdzie, trzeba było brać co dają, a i przypomniało mu się, że któraś z babć powiedziała kiedyś 'ostatni będą pierwszymi', więc może zadziała. Zbliżył się trochę bardziej, właściwie, zbliżył się bardzo, bo prawie dotykał jej nosa i uśmiechając się rzekł:
- Chcesz się bić maluszku? Nie wiem czy to dobry pomysł zaczepiać większych. - No i pac. Lisia łapka ponownie spoczęła na głowie niewiasty, dokładnie w tym samym momencie, w którym już się od niej odsuwał. Nie chciał przecież żeby się udusiła i dostała zawału. Wypijając kolejny kieliszek mimochodem pomyślał o jej pragnieniach, później o obawach. Dobrą chwilę przeskakiwał z jednego na drugie, nie zdając sobie nawet sprawy, że może ją w ten sposób prowokować. Przecież jeszcze nie do końca to wszystko ogarniał. Może i brzmi łatwo, ale w praktyce było mega trudno.
Powrót do góry Go down
Aileen Callaghan
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 49
Join date : 19/12/2012
Skąd : Dublin, Irlandia

PisanieTemat: Re: White Hart   Pon 24 Gru 2012 - 15:38

Od dawna wydaje mi się, że zamiast Aileen Callaghan powinnam przedstawiać się jako "Aileen córeczka-tatusia Callaghan" To zabawne, bo wcale nie byliśmy aż tak ze sobą zżyci, ale zdarzało się, że trzymaliśmy silny front przeciwko mamie, której nietuzinkowe pomysły czasami spędzały nam sen z powiek. Poza tym oboje tylko w swoim towarzystwie pozwalaliśmy sobie na więcej i nie raz zdarzało nam się do rana przesiadywać na kuchennej podłodze ze szklanką piwa z sokiem w ręku. Nikt mi nie planował życia, ale wiem że ojcu bardzo zależałoby, abym jednak nie osiadła na laurach i mimo wszystko porządnie wzięła się do jakiejś konstruktywnej roboty i wreszcie przestała żyć chwilą, tak jak gdyby jutra miało nie być.
- Przygłup nie zawsze musi być najgorszą opcją! - zauważyłam nagle, czując jak na moje policzki wstępują pierwsze tej zimy rumieńce, absolutnie nie mające związku z obecnością Liama, lecz ilością alkoholu krążącego już w moich żyłach. Już nawet straciłam rachubę, nalewając sobie kolejny kieliszek - Można nim co prawda manipulować, ale nigdy nie wiesz, czy nie kryje się za tym nic większego...a może jego głupota to tylko przykrywka? - uniosłam brew, niczym wielka znawczyni, bo przecież już nie jednokrotnie zdarzyło mi się zbyt pochopnie oceniać książkę po okładce, człowieka po spojrzeniu, truskawkę po barwie. Chwila - jaką znowu truskawkę? Objęłam kieliszek dłońmi, chwilę wpatrując się w jego zawartość. Czas tak pędził, zupełnie jak moje myśli, których teraz absolutnie nie kontrolowałam. W sumie rzadko kiedy miałam stuprocentową kontrolę nad tym, co działo się w moim umyśle, ale to głównie dlatego, że po prostu myślałam o zbyt wielu rzeczach naraz. Zerknęłam na dłonie Liama, wiedząc że gdyby nie był tym kim był, to pewnie już dawno musnęłabym ją palcami. Ale nie, na szczęście mój stres nie był związany z nie wiadomo jak głęboko skrywanym uczuciem, ale z problemem, którego nie mogłam się pozbyć. Obawa pierwsza: nie za często wychodziłam gdzieś z mężczyznami i teraz mam za swoje. Tak samo jak Liam - miałam dużo możliwości i chyba mogłabym sobie kogoś znaleźć, ale bałam się. Cholernie się bałam, bo nie umiałam odnaleźć w sobie tej kobiecości, którą tak emanowały różne moje znajome. Obawa druga: byłam w niezłej dupie w takim razie. Super.
- To dopiero początek, krasnoludku! - zawołałam w odwecie, automatycznie dotykając palcem nosa, aby sprawdzić czy nie mam na nim niczego czerwonego, co nasunęło Liamowi tak dziwaczne porównanie. Krasnoludku? Potrząsnęłam głową, nie wiedząc zupełnie dlaczego wyobraziłam sobie tak szybko siedem malutkich czapeczek i królewnę śnieżkę. Może dlatego, że kiedyś chciałam być księżniczką, a zazwyczaj kończyłam jako zła wróżka? To smutne. - Dobra, dobra, jak założę obcasy to nie będziesz już taki mądry - mrugnęłam do niego, jednocześnie zachowując resztki powagi. Niech wie, że mam o wiele więcej rodzajów broni, niż może sobie nawet wyobrazić! Broń. To niebezpieczne słowo i często wywołuje we mnie uczucie niepewności. A teraz nagle zaczęłam myśleć o niepewności o tym stresie, który zazwyczaj wraca, kiedy otaczają mnie mężczyźni. Mieszało mi się już w głowie od alkoholu i gonitwy haseł, która nagle wpadła do mojej głowy. Chciałabym być szczęśliwa i nie myśleć o tym tak często. Wzdrygnęłam się, wreszcie zmuszając się do tego, aby na niego spojrzeć.
- Komu teraz łamiesz serduszko? - zaśmiałam się, podsuwając w jego stronę pełny kieliszek. A pytanie? Wymsknęło mi się, chociaż wcale tego nie chciałam.
Powrót do góry Go down
Liam Gallagher
Uczeń
avatar

Liczba postów : 63
Join date : 30/08/2012
Skąd : nie

PisanieTemat: Re: White Hart   Wto 25 Gru 2012 - 17:06

to nie jest post mojego życia

O tych wszystkich profitach Liam jakoś nie pomyślał. Oczywiście, że świetnie byłoby mieć swoją własną kukiełkę, która towarzyszy ci do końca świata i spełnia każdą zachciankę, a czasami może nawet dostarcza niezłej rozrywki, ale to przecież takie nieetyczne i niemoralne. Gallagher jako strażnik tych wartości nie mógł sobie przecież pozwolić na splamienie munduru, to byłoby poniżej człowieczeństwa, zachowanie czysto zwierzęce, może nawet pasożytnicze.
- Dlatego zostanę przy bezpiecznym umieraniu. Nie będzie mi jakiś cwaniak później całą wieczność robił spin i odwalał dziwnych akcji. - Mogli ten daw wychwalać jak tylko chcieli on i tak by go nie chciał. Wolał się zestarzeć i skończyć w bordowej trumnie, którą następnie spalą w krematorium, a prochy jego wnuki rozsypią w Indiach. Chciał spłodzić potomka, najlepiej dwóch, chciał żeby jego dzieci spłodziły swoje dzieci i aby on mógł bawić się z wnukami, taki siwy i pomarszczony. W jego głowie powstawały nawet wizje siebie i szczęśliwej niewiasty, która przejdzie rekrutację, na ganku jakiegoś mega starego domu. Siedzą tam sobie na bujanych krzesłach i czekają na finalny zawał, który uwolni ich od reumatyzmu. Musiał jednak wrócić do teraźniejszości, bo przypomniał sobie, że to nieładnie tak zostawiać towarzyszkę na pastwę lodu i bez jakiegoś konkretnego towarzystwa. Nie chciał przecież, żeby podczas jego podróży w przyszłość przykolegował się do Aileen jakiś brodaty, pijany menel, składający propozycje do natychmiastowego odrzucenia. Gallagher naprawdę nie lubił się bić. Był tak bardzo chujowy w walce wręcz, ale może gdyby przyszło mu bronić taką Aimee, albo Callaghan to dałby z siebie wszystko i trafił na ostry dyżur ze zmiażdżoną czaszką. Nie mógłby przecież wyjść na jakiegoś mięczaka, który w od niebezpiecznych sytuacji ucieka i którego bronić muszą baby.
- Nie boję się twoich szpilek kochana. - Zaśmiał się na samą sugestię, że w szpikach mogłaby go pokonać. Przecież w szpilkach się trudno biega. Zanim powaliłaby go na ziemię, on już dawno uciekłby do kościoła i prosił o azyl. Istniała też możliwość, że ubrałaby do szpilek jakiś seksowny strój reniferka i wtedy testosteron uderzyłby do jego lisiej głowy. Stałby wtedy jak taka sierota i gapił się na biedną Aileen z otwartą gębą, a ona mogłaby nawet przejechać go koparką. Pewnie by tego nie zauważył. Przeklęte męskie instynkty, zboczone zwierzę! Ale przecież nie będzie sobie takich rzeczy teraz publicznie wyobrażał, to zmusiłoby go do myślenia o dziewczynie, jako przedmiocie, a za to grozi przecież biczowanie. Nie oszukujmy się jednak, to żaden aniołek, czy tam ksiądz, gdyby łączyły go z sokolicą jakieś bardziej namiętne stosunki, już dawno by ich tutaj nie było. Wracając jednak...dostać taką szpilą po twarzy to chyba nic fajnego, a jeszcze jakby stanęła mu na jajach to już w ogóle, śmierć natychmiastowa i miejsce w chórze chłopięcym gwarantowane. Zanim zebrał się na odpowiedź opróżnił kieliszek i z przykrością stwierdził, że wszystko zniknęło za szybko, będą musieli robić kolejną rundę i tak aż do momentu, w którym jedno z nich polegnie, albo wywalą ich stąd argumentując swój haniebny czyn późną godziną i koniecznością zamknięcia lokalu. Jeszcze trochę przeciągał, wyciągnął z kieszeni paczkę fajek i nie zwracając uwagi na ewentualny zakaz palenia, spokojnie ją sobie odpalił.
- No nie wiem złotko, może tobie? - Zaśmiał się krótko i bujając na krześle uśmiechał dalej. Jak tak chwilę pomyślał, to chyba nikomu nie łamał serca, przecież on był taki wspaniały i cudowny, że by nie mógł. Tak czy siak, ostatnio jakoś bliższych kontaktów w napalonymi niewiastami nie miał, co oznaczało tylko jedno, TRACIŁ POPULARNOŚĆ. A przecież to najgorsza rzecz, jaka go mogła spotkać, karma uderzyła z potrójną siłą. Zaciągną się raz i drugi, prawie wyjebał na tym krześle, ale w ostatniej chwili opanował sytuację i już mu się odechciało takich zabaw, nie był przecież typem człowieka żyjącego na krawędzi.
Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: White Hart   Czw 30 Maj 2013 - 10:40

Bardzo trudno przychodziła mu ocena tego, jak się w tym momencie czuł. Dokładnie teraz, wchodząc do White Harta, które z pewnością już dawno temu przebrzmiało własną sławą i było teraz raczej lokalem w ósmej kategorii wyboru z miejsc, w których można... odprężyć się, nazwijmy to ładnie. Wypełniała go od wewnątrz tak przedziwna mieszanka uczuć, że dosłownie zgłupiał od samej próby wyłuskania ich kolejno, żeby móc ogarnąć dziwną rozsypkę, koniec końców czując się jeszcze gorzej niż przedtem.
Najgorsze jednak było to, że w tym wszystkim była obecna ulga. Sekret przestał być sekretem, już nie wygryzał go od środka, wiedziała o hipnozie i dlaczego nie była wściekła o kilkuletnią zdradę, która (wtedy) prawie zakończyła ich małżeństwo. Ulgę, bo zdawał sobie sprawę, że gdyby nie to, najprawdopodobniej nie byliby już parą - podejrzewał że nie kochała go na tyle, by wybaczyć całkiem intensywny, pełnometrażowy związek biegnący równolegle z ich własnym. W ich własnym domu, łóżku (kanapie, nieważne), tuż pod jej nosem. A on w tym wszystkim, wtedy, był w stanie odczuwać tylko spełnienie, ten najbardziej próżny i egoistyczny rodzaj, kiedy zdawał sobie sprawę, że w popieprzony sposób jest w najlepszym momencie swojego życia; z Salingerem w weekendy, z Meredith w tygodniu, mając świetną pracę, niebanalnych znajomych i ciesząc się miłą reputacją sympatycznego artysty, któremu ułożyło się w życiu.
I nadal tak myślał siadając na barowym stołku w opustoszałym, zadymionym wnętrzu pubu, machając ręką na wiekową kelnerkę i zamawiając sobie piwo. Obracając na palcu obrączkę, dając się znów ponieść w otchłań wspomnień. Wybieranie ich, spontaniczny ślub, pierwsze mieszkanie, obiadki u teściów, przeprowadzka do Amsterdamu. Nie chciał o tym zapomnieć, ale potrzebował te myśli w głowie wyciszyć, chociaż na kilka godzin.

_________________
Powrót do góry Go down
Indiana Lanvin-Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 610
Join date : 24/02/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: White Hart   Czw 30 Maj 2013 - 11:03

Indiana i pub, pub i Indiana.
Tak naprawdę nie pasowała tu, co było widoczne gołym okiem od samego momentu, w którym przekroczyła próg. Za dobrze ubrana, zbyt porządnie wymalowana, za mało wyluzowana a jednak ciekawa. Bo właściwie chociaż Londyn nie był centrum świata, wręcz przeciwnie, pod względem estetycznym był chyba jednym z brzydszych widoków Wielkiej Brytanii, oczywiście pełnym pięknych rzeczy, ale co z tego. To jednak, jednak! Nawet tu, pośród gnoju zaległego w stolicy Anglii, puby zachowywały swój naturalny, ciasny i swojski urok. Urok miejsca, w którym wszyscy się znają i spotykają regularnie o tej samej godziny od dwudziestu lat. Swojskość, która sprawiała, że była tu intruzem i chociaż miejsce od zawsze było ciasno oblegane uczniami St Bernards to chociaż tu mogła trochę uwolnić się od rodzinnej atmosferki, którą próbowała roztaczać dosłownie k a ż d a osoba, która przyjechała na zjazd.
Aiden zawsze brylował w towarzystwie, toteż teraz ani na moment nie rozstawał się ze swoimi uwielbianymi córeczkami i synkiem, pokazując ich każdemu, zasypując ich bezsensownymi informacjami, które tak naprawdę nikogo nie interesowały, ale to był teraz nowy konkurs popularności: kiedyś chodziło o to, kto był najładniejszy, najdzikszy i najbardziej wyuzdany, a teraz wszystko skupiło się na tym, komu udało się z tego bagna wybrnąć. India coraz częściej słyszała napokmnienia, mimochodem, jakby to cudownie było powiększyć rodzinę, przez co zareagowała obronnie, jak zwykle, unikając swojego męża i mając nadzieję, że zainteresuje się czymś innym.
Co nie zmieniło faktu, że właściwie od zawsze lubiła mieć wolną rękę.
- Zgubiłeś gdzieś swoją trzódkę? – zapytała z lekkim przekąsem, dosiadając się.
Tak oto zaczęła się rozmowa z jej szkolną miłością, wobec której miała bardzo mieszane uczucia: już nie tak psio oddane, jak kiedyś. Urzekła ją jego historia z Mer, ciąża, dzieci, ciąża, miłość do życia poczętego i do wszystkiego. Urzekło ją to, jak bardzo się do siebie upodobnili z Aidenem, przez co czuła się trochę, jakby cofnęła się kilka kroków do momentu, w którym Collierów nie lubiła, uważała ich za niewartych uwagi, toteż spokojnie egzystowała w bliskim sąsiedztwie, nie wchodząc w korelację. Szkoda tylko teraz, że była jedną z nich. Uśmiechnęła się krótko do barmana, w sposób poprawnie brytyjski i sympatyczny zamawiając ciemne piwo.

_________________
Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: White Hart   Czw 30 Maj 2013 - 12:25

Z pewnością nie zastanawiał się czy pasuje w jakieś miejsce, czy nie. Miał chyba to szczęście, że nosząc od dawna look a'la artystyczny nieład, mógł brylować na każdej przestrzeni, dobrze się komponując i w obskurnym pubie, i na jakimś bankiecie z figlarnie (łohoho) rozpiętym górnym guzikiem koszuli pod dobrze skrojoną marynarką. W ogóle w tym momencie nie interesowały go takie zagadnienia, oddając się tylko przyjemnemu uczuciu samotności. Z daleka od rodzinki, od znajomych, którzy po cichych latach nadal udawali jego najlepszych przyjaciół.
Tak, zgiełk zjazdu był jednak przytłaczający, stare mury uwalniały spod bezpiecznego kurzu niebezpieczne wspomnienia, a widok niektórych osób zwyczajnie go bolał, chyba, że spotkanie brata po raz pierwszy od dziesięciu lat zrobiło na nim takie wrażenie, że przyćmiło to wszystko inne. Nawet spotkanie z Ajzakiem. I pocałunek z Ajzakiem. Może jednak samotność (pozorna) nie była taka najlepsza w jego przypadku, skoro uruchamiał u siebie niekoniecznie zdrowy tryb retrospekcji. I myśli z rodzaju, czy teściowa, która zwykła jednak go lubić, nie podjudza przypadkiem teraz jego syna przeciwko niemu.
Nie odwrócił się usłyszawszy dźwięk sztampowego dzwoneczka potrącanego przez otwierane drzwi, nawet nie przypuszczając, że mógłby wejść tu ktokolwiek, kogo by znał i POZNAŁ po tylu latach stłumionych kontaktów z garstką znajomych, którzy postanowili pozostać w Londynie. Dopiero po chwili, gdy ktoś usiadł obok niego, poczuł znajome perfumy i odwrócił wzrok. Pewne rzeczy się nie zmieniają.
- Chyba tak - odparł, marszcząc brwi w lekkim zdziwieniu. Podczas zjazdu jeszcze jej nie widział. Jej, swojej bratowej, miłości sprzed dziesięciu lat? Pierwsze co mu się rzuciło w oczy, to fakt, że nie wyglądała na nieszczęśliwą. Może sprawa sukienki, płaszczyka czy eleganckich butów, przez które pewnie niejedna kobieta zaczęłaby sikać tęczą (żona projektantka, coś musiał skubnąć). A jednak czegoś brakowało. Chyba tego co widział (widywał?) u Mer, gdy patrzyła na niego.
- Co Cię sprowadza w takie miejsce? - zapytał, ignorując szpileczkę w jej głosie, biorąc łyk swojego piwa i wyciągając papierosy z kieszeni.

_________________
Powrót do góry Go down
Indiana Lanvin-Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 610
Join date : 24/02/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: White Hart   Czw 30 Maj 2013 - 13:31

Co innego było impulsywnie sobie podejść i coś zagadać, a inaczej faktycznie podtrzymywać konwersację. Naprawdę. Indiana, odzwyczajona od brytyjskości business woman z Manhattanu, zapomniała już, że ktoś może na nią wpłynąć. Tam dała się poznać jako solidna i zawsze skupiona na celu, dwieście, nawet trzysta procent normy, a przy tym nie robol, a ambitna i sprytna, przez co pięła się do celu tak, jak to sobie ustaliła na samym początku. Tam zdarzało się skurwysyństwo o wiele, wiele częściej niż kiedykolwiek w st Bernard, bo nie dotyczyło głupich romansów czy kurwienia się na lewo i prawo. Tam zwykle w grę wchodził poziom życia, momentami nawet samo życie i tam India się odnajdywała, bo wolę walki miała niezgorszą.
Natomiast Blaise jednym krótkim zdaniem przypomniał jej, że jest w stanie wpędzić ją w infantylność, tak że bardzo ją korciło, żeby coś mu teraz niemiłego odpowiedzieć na temat wolności słowa czy innych na tym poziomie, w ogóle zachować się bardzo nie tak, jak miała w zwyczaju od przeszło dziesięciu lat.
Wzruszyła zatem lekko ramionami.
- Aiden świetnie się bawi z dzieciakami, to korzystam trochę z tego, że nic nie muszę – powiedziała chyba zbyt obojętnie, jak na szczęśliwą żonę z szczęśliwą bandą bachorków. – A że kontaktów specjalnie nie utrzymywałam, to kręcę się po ulubionych miejscach.
Ot i miała, zamiast bardzo nie na miejscu odzywki, zaczęła się tłumaczyć. Co było dość dziwne, bo siedząc tak teraz ramię w ramię tylko potwierdziła to, że właściwie o żadnym afekcie trudno już było mówić. Dawno doszła do wniosku, że swego czasu wpadła w sidła głupiutkiej, nastoletniej miłostki, którą pielęgnowała grubo za dużo. Mimo to bardzo trudno było jej teraz sprecyzować ten brak relacji, który sobą przedstawiali: uczucia ani ciepłe, ani zimne, zupełnie jakby widziała go po raz pierwszy w życiu i zupełnie by jej nie zainteresował.

_________________
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: White Hart   

Powrót do góry Go down
 
White Hart
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Wzór Karty Postaci
» Nabrzeże w pobliżu Hart Island

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Centrum
-
Skocz do: