IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 The Crown

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Audrey Miselton-Zakharova
Dorosły
avatar

Liczba postów : 84
Join date : 04/05/2012
Skąd : Moskwa

PisanieTemat: Re: The Crown   Czw 12 Lip 2012 - 13:07

Audrey także nie miał zbyt wielkich doświadczeń co do alkoholu. Zawsze wszystko pamiętała. Zero jakikolwiek dziur w głowie czy coś. Wszystko pamiętała znakomicie. Może czasem trochę słabiej, ale zawsze pamiętała. Tylko ostatnio jakoś tak nie hamowała się z alkoholem, choć jeszcze nie było tak źle, jeszcze, a raczej nadal wszystko pamiętała co robiła po pijaku. Ale w sumie przecież wszystko jest dla ludzi prawda? Więc nic a nic nie wykluczała w swoim życiu jeszcze. Zresztą sama nie wiedziała dlaczego ostatnio częściej przebywała na imprezach niż na milutkim spokojnym spotkaniu z przyjaciółmi w kawiarni. Bo przecież nawet Kennetha mogła zaprosić gdzieś do cichszego miejsca, ale nie ona musiała go zaprosić tu, gdzie mogła się napić wybawić i wszystko razem wzięte. Jakiś czas temu uświadomiła sobie, że tak na prawdę nie miała znajomych, bo przecież co? Telefon świecił pustkami dosłownie. Nikt nie potrafił napisać do niej głupiego smsa. Nawet od niby kochanego braciszka, który się tak zmartwił na tamtej imprezie kiedy przyłapał ją z Wendy, a teraz..? Nic. Cisza. Wiadomo mogła się ona do nich wszystkich odezwać, ale i tak tego nie zrobi, woli szukać w kimś innym winnych.
-Opowiadanie? - zapytała chcąc dowiedzieć się czegoś o tym więcej. Zawsze interesowała się tą bardziej pisarską naturą chłopaka. Po za tym dziś miała ochotę dowiedzieć się co u niego nowego. A właśnie kiedy się ostatnio widzieli? Miała wrażenie, że spory kawał czasu. Dziś miała wrażenie, że nie znała go, a przecież niby kiedyś wiedziała o nim niemal wszystko, pierwsza dowiadywała się od niego wszystkiego. A teraz? Musiała go ciągać jak jakaś idiotka po barach by móc się czegoś dowiedzieć, nie tak to kiedyś nie było, na pewno.
-Nie ważne kiedy się widzieliśmy, mów jak tam z rozdziewiczaniem kolejnych lasek? - zapytała bez ogródek przechodząc do bardziej męskiego świata. No tak czasami miała wrażenie, że powinna być facetem, który właśnie codziennie zadawał komuś takie pytanie. Dokładnie była takim kumplem dziś do piwa, choć Ken na pewno wiedział doskonale, że w głębi duszy była tam mała słodka dziewczynka czuła na wszystkie słowa, które zadawali jej inni. Przecież ją znał. Czasami po prostu ukrywała prawdziwą siebie gdzieś głęboko w głowie i nawet nie zamierzała tego wszystkiego ukazywać każdemu po kolei.
-Wiesz... wszyscy bardzo niby mnie kochają, ale jak potrzeba to nie ma nikogo. - powiedziała mu właśnie to zdanie, dość depresyjnym tonem, choć też z obojętnością. Tym samym też wypiła znów kolejny kieliszek jednym tchem alkoholu, whisky, który po raz kolejny dość szybko został zapełniony przez barmana, jak zawsze. Podświadomie wiedziała, że przesada z tym alkoholem, bo w końcu który to już był? Trzeci? Czwarty kieliszek? No proszę już straciła rachubę w tych kieliszkach, a jednak każdy z osobna był przez nią wypijany jednym tchem w dość małej odległości czasowej.
Powrót do góry Go down
Kenneth Reventlow
Uczeń
avatar

Age : 23
Liczba postów : 63
Join date : 15/06/2012
Skąd : Kopenhaga

PisanieTemat: Re: The Crown   Czw 12 Lip 2012 - 17:51

Jedynym, o czym wciąż potrafił rozmawiać - och, rozmowa w The Crown? abstrakcyjna myśl, a czynność jeszcze bardziej awykonalna; dlatego Kenneth krzyczał, chociaż nie do końca zdawał sobie z tego sprawę - był temat jego twórczości. Siedział w tym niemalże ciągle, wciąż wymyślając coraz to nowe elementy, ulepszając te już istniejące i raz po raz wpadając w samozachwyt. Był kurewsko zajebisty i nie było od tego odstępstwa. I dlatego uwielbiał opowiadać o wszystkim, co z tym związane, łaknąc pochwał, które karmiłyby jego dumę. Nie był jednym z tych ludzi, którzy przechwalali się, chociaż ich słowa zdecydowanie bardziej przewyższały umiejętności. Kenneth naprawdę miał talent do pisania i niezwykle bogatą wyobraźnię, ale za bardzo z tego powodu się puszył, uważając, że mało osób jest w stanie dorównać mu w tej dziedzinie. Chyba nigdy się tego nie pozbędzie, ale on nie miał z tym problemu - może tylko innych ludzi to denerwowało.
- Krasnoludy, elfy i smoki w Kopenhadze po apokalipsie, niektórzy przeżyli, ale zaczynają się mutować... Takie tam zajebiste bzdury - stwierdził, nie chcąc jej zbytnio zanudzać zagłębianiem się w szczegóły. Zresztą wolałby, żeby sama wszystko przeczytała, z elementem niespodzianki. - I wiesz, też tam jesteś, możesz się domyśleć w jakiej roli - dodał z lekkim uśmiechem. Tak, zadziwiające. Na co dzień miał dziwny świat pełen dziwolągów, a on tworzył opowiadania w tym temacie. Jednak miał skąd czerpać inspirację; niejednokrotnie zdarzało mu się ujrzeć działanie mocy jakiejś nieznanej osoby i na tej podstawie stworzyć kilka solidnych opowiadań. Ale dość o tym.
Słysząc jej smutne żale, zrzedła mu trochę mina. Nie umiał pocieszać ludzi, nie miał tego zmysłu współczucia i tym razem nie mógł jej zrozumieć. Jak można łaknąć towarzystwa? No to się dobrali, on samotnik z wyboru, ona z przymusu.
- Ja jestem, zawsze. No, jeśli tylko nie zamknę się w swoim świecie. Ale po co ci ktokolwiek? - spytał ze spokojną miną, dość zasadniczo, ze wzruszeniem ramion. On nie potrzebował nikogo i było świetnie. Ale zapomniał, że do tej pory brakowało mu rozrywki i to właśnie ona wyciągnęła go do klubu, gdzie sam raczej by się nie wybrał, bo to nie było w jego stylu.
Słysząc jej komentarz o rozdziewiczaniu lasek i roześmiał się, mając na języku idealny komentarz, ale w porę przypomniał sobie, że od sporego czasu nie mógł już tego robić (och, gdyby w ogóle kiedykolwiek to robił). Miał dziewczynę (och, jak słodko).
- Pożegnałem się ze stanem kawalera-rozdziewiczacza - zażartował, puszczając do niej oko. - Mam dziewczynę, nawet od dawna, ale fakt, tego jeszcze nie słyszałaś - stwierdził, myśląc o Tośce. Ładna była, prawie taka jak Audrey. Musi niedługo wykorzystać jej zmysł ubierania się i sfotografować jako piękną elfkę w lesie. Idealnie.
Powrót do góry Go down
Audrey Miselton-Zakharova
Dorosły
avatar

Liczba postów : 84
Join date : 04/05/2012
Skąd : Moskwa

PisanieTemat: Re: The Crown   Czw 12 Lip 2012 - 20:34

Oj się czepiał, że musiał tu krzyczeć. Grała muzyka i było bosko wszystkie problemy poszły w kat i niech lepiej nie wracają. Niezwykłe było to, że potrafili się przyjaźnić i to tak mocno, że aż miało się wrażenie, że na wieczności. Bo to z nim przecież robiła wszystko co jej się tylko żywnie podobało. Nigdy nie miała obawy, że czegoś jej odmówi, zawsze mogła na niego liczyć nawet jeśli nie umiał pocieszać.
-No tak.. wielki mutant mafiozo to właśnie ja, co nie? - dokładnie taką sobie rolę obrała w tym całym opowiadaniu Kena. Oczywiście nie zamierzała teraz wyciągać z niego każdej informacji na temat tego opowiadania, wiedziała, że niespodzianki były najlepsze a na pewno da jej kiedyś do przeczytania chociaż fragment tego dzieła w końcu zawsze tak robił prawda? A później ona mu wykreślała wszystkie zdania o niej samej! Ach jakie to urocze. Bo mimo wszystko może i lubiła, że pisał o niej, ale i tak musiała mu robić na złość ot tak dla samej zabawy, a on i tak na nowo wypisywał o niej te głupstwa w tych opowiadaniach.
- Właśnie w tym problem, ze nie wiem po co mi inni. Przecież samotność nie może być taka zła, prawda? - zapytała bardziej retorycznie niż na serio oczekiwała odpowiedzi. Ale kogo innego miałaby się o to zapytać? W końcu to był Kenneth, który często bywał sam i często z tego powodu się po prostu cieszył odkrywał wtedy swoje pasje i tak dalej, jednak ona tak nie potrafiła, już nie. Lgnęła aż tak bardzo do ludzi, że już czepiała się wszystkich czego tylko mogła. Pewnie potrafiłaby nawet spędzić ten wieczór z jakimś bezdomnym zamiast z Kenem. Jednocześnie obserwowała go uważnie tak jakby na prawdę oczekiwała odpowiedzi, ale nie, nie chciała jej znać, po prostu nie i koniec. Wsłuchiwała się dalej w jego wypowiedź i aż zatrzymała wszelkie swoje ruchy. Szklanka z alkoholem zatrzymała się w powietrzu, bo już chciała pochłonąć kolejną zawartość, ale to co usłyszała nie pozwoliło jej na to. Że co ten wielki samotnik Ken miał dziewczynę? Nie tego już było zbyt wiele, no bo proszę nawet on nie był sam! Tylko ona taka głupia była sama, zero przyjaciół, rodziny, bo Doriana jakoś jeszcze nie potrafiła nazwać bratem, zwłaszcza teraz. Hamując szok wypiła po chwili zawartość, musiała to zrobić po prostu musiała.
-Widzisz nawet ty już nie jesteś sam... -ledwo co zauważyła ten fakt jeszcze przytrzymując szklankę w powietrzu nie patrząc na niego, bo czuła jak łzy napływały jej do oczu. Nie wiedziała dlaczego i po co? Ale tak jakoś ogarnęła ją myśl, że i on mógłby ją teraz zostawić w końcu ma dziewczynę i hierarchie się zmieniają i już nie będzie go mogła przestawiać jako swojego chłopaka gdy ktoś będzie zbyt nachalny, już nie będzie tak słodko i przyjemnie. Nie będzie miał czasu dla niej tak często i zawsze gdy tylko będzie go potrzebowała nie będzie na jej zawołanie, bo wiedziała, że dziewczyna była ważniejsza od przyjaciółki i koniec kropka. Z tej silnej kobiety z przed minuty, dosłownie, stała się teraz małą drobną dziewczynką, której nikt nie chce. A może to po prostu alkohol na nią tak działał? Bo w końcu są jakieś tam elementy upojenia, prawda? I może to po prostu kolejny element układanki, który musiał być po wypiciu tyle szklanek z whisky jednym tchem? Nie wiedziała, ale wiedziała jedno, że teraz bezwładnie postawiła szklankę na blat baru, a drugą ręką oparła głowę, nie mogła pozwolić by zauważył jej łzy, które jak nigdy chciały wypłynąć i ukazać się na całe światło dzienne.
- Widzisz.. ty masz kogoś ważnego. - dopowiedziała po chwili, musiała coś powiedzieć inaczej by siała postrach, że coś jej się stało w końcu nagle atmosfera się zmieniła, nagle spuściła głowę w dół, nie patrzała na niego. Ale jednak mówiła łamiącym głosem, bliska płaczu. Była brzydka, stara i nikt jej nie chciał, a w dodatku była gruba(!) dokładnie takie myśli ją teraz ogarnęły. Skoro nawet ten wielki samotnik Kenneth potrafił znaleźć ukochaną to coś musiało być w niej nie tak, że jej nikt nie chciał nawet ten nieznajomy barman, który nie odwzajemniał jej wcześniejszego uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Kenneth Reventlow
Uczeń
avatar

Age : 23
Liczba postów : 63
Join date : 15/06/2012
Skąd : Kopenhaga

PisanieTemat: Re: The Crown   Czw 12 Lip 2012 - 23:19

Roześmiał się na jej komentarz, który opisem idealnie trafiał w tamtą postać, wzorowaną na osobowości Audrey. Była przecież taka silna, taka wygadana i na dodatek piękna - nie mogła nie stanowić dla niego inspiracji. I to nie tylko w pisaniu. Często fotografował ją, kojarzyła mu się z królową elfów, zwłaszcza gdy siedziała na drzewie. Och, pamiętał jeszcze to jej oburzenie, kiedy kazał jej usiąść na drzewie z sukienką spływającą niemalże do ziemi. Dyrygowanie nią nie było najlepszym sposobem na dojście do porozumienia i dobrą współpracę. Jej trzeba było dać wolną rękę. To co, że czasami on miał wizje, jej pomysły także stanowiły część jego twórczości. Aż dziw, że taka kreatywność marnuje się w sporcie. Chyba nigdy tego nie zrozumie.
Na jej retoryczne pytanie wzruszył tylko ramionami, upijając łyk whisky. Kulturalnie. Samotność była jego kompanem od lat, ale już dawno zdążył zdać sobie sprawę, że człowiek jest zwierzęciem stadnym. Większość ludzi i tak potrzebuje kogoś innego, aby nie czuć się samotnym - zarówno ci słabsi psychicznie, jak i ci silniejsi, samodzielni. Nikt nie potrafił przejść życia sam. Kenneth sądził, że nawet on tak miał. Chociaż zwykle wolał samotność, czasami przesadnie gardząc ludźmi, czasami marszcząc brwi na ich zachowanie albo irytujący sposób bycia, to na pewno nie odważyłby się na izolowanie się kompletne, jak pustelnik. On musiał mieć chociaż kogoś, kto mógłby go uwielbiać, chwalić, a przy tym nie być w niego zapatrzonym i nie wkurzać. Czasami chyba jednak miał zbyt duże wymagania i wiedział, że jeśli już ma kogoś przy sobie, jest to osoba bardzo wypróbowana, zaufana, człowiek, który przeszedł z Kennym przez wiele etapów jego osobowości.
Audrey była właśnie taką osobą. Do teraz pamiętał ich rozmowę na dachu o życiu, o relacjach międzyludzkich, o sobie. Już prawie był w stanie powiedzieć jej wiele - nie byłby jednak Kennethem, gdyby sporo także zostawił dla siebie. Jednak trzeba mu to wybaczyć.
Nie miał jednak pojęcia, że na wieść o jego związku dziewczyna zareaguje w taki sposób. Okej, rozumiał, że jest odludkiem z wyboru, ale żeby się dziwić, że kogoś znalazł? Nie był w końcu taki szpetny, głupi także nie, dziewczynami się nawet interesował, a więc to dość normalnie. Inną sprawą było to, że się nie zakochiwał. Nie potrafił, miał wewnętrzną blokadę, która nie pozwalała mu nawet o tym mówić. Nawet z Audrey.
Obserwował jednak zmiany na jej twarzy, w zachowaniu i w głosie. Czyżby załamała się tą wiadomością? Nie, nie mogło być. Nie chciał, żeby tak wyszło. Nie miał pojęcia, że dziewczyna tak zareaguje, chociaż to mógł przewidzieć. Ach, ten alkohol, to jego pieprzona wina. Przecież on nawet nie umiał pocieszać, co miał zrobić?
Wstał ze swojego miejsca, podszedł do niej i objął to wątłe ciało, opierając brodę o schyloną głowę i miękkie, czarne włosy, pachnące mieszanką szamponu i czegoś kwiatowego, słodkiego. Zmarszczył brwi. Trwali tak w chwilowym zawieszeniu, chociaż wokół panowały gorące rytmy, orgie na parkiecie i dużo ludzi niemających wpływu na swoje ruchy, roześmianych i ruchliwych.
- Też masz kogoś ważnego, nieprawdaż? - wyszeptał jej do ucha, nadal do niej przytulony. - Poza tym mafiozo nie ryczy, ma na wszystko wyjebane - dodał w tym samym tonie, lekko się uśmiechając. Naprawdę nie wiedział, co ma powiedzieć. Mimo swojej towarzyskiej intuicji nie potrafił obchodzić się z ludźmi, bo nie miał zmysłu współczucia.
Och, patrzcie, jaki to słodki widok. Kenny przytulający i pocieszający swoją przyjaciółkę.
Powrót do góry Go down
Audrey Miselton-Zakharova
Dorosły
avatar

Liczba postów : 84
Join date : 04/05/2012
Skąd : Moskwa

PisanieTemat: Re: The Crown   Pią 13 Lip 2012 - 7:39

A przecież wiedziała, że prędzej czy później jej drogi Kenneth znajdzie sobie dziewczynę, przecież wiedziała, że na nią zasługuje i mimo wszystko potrzebował tak jak każdy kogoś takiego bliskiego, ale jednak ta wiadomość nie była dla niej czymś fajnym. Nie była chyba jeszcze na to przygotowana. Zawsze to ona była u niego na pierwszym miejscu, a teraz? Teraz była tą drugą co najmniej albo i jeszcze dalej. Nie była już pierwszą osobą, do której by przyszedł, by porozmawiać i zniszczyć swoją samotność. Teraz miał kogoś innego. A ona..? Ona nadal była sama, bez nikogo, czuła się na prawdę takim mutantem, którego nikt nie chciał, nawet przyjaciele. Była beznadziejnie głupia myśląc, że on przy niej będzie zawsze, bo co niby była najlepsza na świecie? Nie, tak nie było i nigdy nie będzie.
Gdy ją objął uśmiechnęła się lekko, nawet niewidocznie, przez łzy, które już teraz kapały z większą prędkością niż przedtem. Właśnie tego potrzebowała, właśnie takiego głupiego objęcia, które nawet najlepszy mafiozo po prostu potrzebował. Nawet jeśli by starała się nie wiadomo jak bardzo nie ukazywać po sobie, że jest też małą zagubioną dziewczynką to i tak prędzej czy później to wyjdzie na światło dziennie. Tak jak dziś niby wesoła wszystko olewają i z dumą patrząca na świat kobieta, a tu takie coś, jedna wiadomość i już jej świat stał się beznadziejny, godny życiowego załamania się. Ale Kenneth był taki ciepły, cieplejszy niż ktokolwiek inny, no tak to przez tą jego moc. Zawsze lubiła się do niego przytulać, zawsze dodawało jej to otuchy nawet jeśli wiedziała doskonale, że nie potrafił pocieszać albo po prostu nie lubił tego robić, jednak przy Audrey jakoś mu się to udawało. Jakoś zawsze potrafił ją pocieszyć i co najważniejsze ona nie musiała przy nim udawać zawsze tej silnej kobiety, przy nim mogła sobie czasem popłakać.
-Beznadziejnie głupia dziewczyna i do tego brzydka nie zasługuje na kogoś ważnego. - zauważyła dokładnie takie coś teraz uważała za całkowitą prawdę, była głupia, brzydka i do tego gruba, nie zasługiwała nawet na kogoś takiego jak Kenneth. Zresztą czyżby on teraz mówił jej że ma kogoś ważnego? Niby kogo? Może tego jej ukochanego braciszka? Och jaka szkoda, że Ken nie wie wszystkiego, bo pewnie nie wie tego, że jej braciszek ma ją totalnie w dupie ostatnim czasie. A może sądzi, że rodzina dla niej to ktoś ważny? Ojciec, matka? Nie... przecież Kenneth doskonale wiedział, że dla niej pobyt w domu rodzinnym to czysta katorga. Nie mógł się on, właśnie najbardziej on, Kenneth tak się pomylić, by uznawać jej rodzinę za kogoś ważnego.
Gdy usłyszała jego zdanie o mafiozo roześmiała się cicho, krótko, ale jednak. Taki śmiech przez łzy był cudownym wynalazkiem, co do pocieszania się, bo znaczył on jedno, że nawet takie głupie zdanie wypowiedziane z ust Kennetha może poprawić jej nastrój już do końca. A niby nie umiał pocieszać, a jednak co do niej mu się to w jakiś sposób udawało. Może to przez tą więź jaką już między sobą wytworzyli? Tak to chyba to powodowało takie coś, że chłopak, który nie umiał pocieszać udawało mu się to doskonale. Bo przecież kto jej lepiej nie zrozumie oprócz Kena?
-Czy ty zawsze musisz mieć rację, co? - zapytała niby z pretensją, ale też z podziękowaniem, bo właśnie tego dzisiaj potrzebowała! Po prostu przytulenia zrozumienia i bez pytań, ale dlaczego jesteś smutna? On zawsze wiedział co jej potrzeba, nie zniosłaby tego gdyby nagle miałoby jego zabraknąć, po prostu nie i koniec. Jednak wiedziała, że nie może konkurować o jego względy z jego dziewczyną, przecież on też miał prawo do szczęścia. A ona była tylko przyjaciółką i równie dobrze mogłaby zniknąć z jego życia i tyle by po niej było. Po tym z kolei znów retorycznym pytaniu odsunęła się od niego nieco i spojrzała z zapłakaną twarzą, ale z uśmiechem na twarzy w jego stronę. Dopiero teraz przypomniała sobie, ze wcześniej miała makijaż na sobie! I odruchowo maznęła sobie oko dłonią chcąc wytrzeć te łzy, które teraz zatrzymały się nieco.
-Kurwa, wyglądam okropnie! - krzyknęła tak jakby w jego twarzy ujrzała swoje odbicie i tym samym zakryła twarz dłońmi, by tylko nie musiał jej oglądać! Przecież rozmazana twarz na pewno nie była zbyt przyjemna w widoku! Zresztą jak ona może tak się pokazywać ludziom? Wstała z swojego stołka.
-Idę poprawić makijaż o ile się da w ogóle - oznajmiła mu stojąc tuż przed nim i patrząc na niego z uśmiechem na twarzy. Dobrze, że zawsze w torebce nosiła cały zestaw do makijażu, który używała na dzisiejszy wieczór.
-Dziękuję. - szepnęła jeszcze mu to jedno pojedyncze słowo i pocałowała go w policzek po czym zniknęła w tym roztańczonym tłumie, by móc tylko dotrzeć do łazienki gdzie powinno znajdować się lustro. Szkoda tylko, że nie wiedziała, że to słowo dziękuję było ostatnim słowem jakie do niego wypowiedziała tego wieczoru i..może przez kolejne dni?
Dotarła do łazienki gdzie spojrzała na swoją twarz i rzeczywiście wyglądała dosłownie okropnie! Zaczęła powoli poprawiać makijaż i w tym momencie wszedł do środka, do damskiej toalety, ale tego oczywiście nie skojarzyła, jakiś dość przystojny wysoki facet. Na początku nie zwracała na niego większej uwagi do czasu gdy nie zagadnął do niej i nie zapytał się czy może ją zaprosić na drinka. W sumie bez żadnego większego przemyślenia gdy tylko skończyła makijaż z uśmiechem na twarzy zgodziła się. W końcu po jednym drinku nic jej się nie stanie prawda? Po za tym po tym jednym drinku wróci do Kena i tyle będzie. Po za tym niby co mogli by jej zrobić? Przecież z łatwością potrafiła się wybronić. Mogłaby mu wykręcić nogę, rękę albo też i zmiażdżyć, po prostu zabić dorosłego faceta używając swojej nadludzkiej siły. Tylko jaka szkoda była, że zapomniała, że gdy wypije zbyt dużo to nie kontroluje siły i nie potrafi jej używać w najbardziej potrzebnych chwilach. Wyszli razem z łazienki. Rozbawieni, bo już facet zaczął ją rozśmieszać, czarować.
...
Niestety tylko tyle zdołała zapamiętać. Co działo się z nią dalej? Nie wiadomo. Jedno było wiadome, że nie wróciła do Kennetha tak jak przypuszczała wcześniej.

Audr zt I love you I love you
Powrót do góry Go down
Kenneth Reventlow
Uczeń
avatar

Age : 23
Liczba postów : 63
Join date : 15/06/2012
Skąd : Kopenhaga

PisanieTemat: Re: The Crown   Pią 13 Lip 2012 - 10:54

Czy ona myślała, że jeśli Kenneth ma dziewczynę, z marszu zapomni o Audrey i wszystkich wspólnych chwilach, wspomnieniach, które malowały się ciepło w jego głowie? Trochę go to uraziło, kiedy o tym pomyślał. Nigdy nie byłby w stanie odsunąć kogoś definitywnie dla kogoś innego. A przecież Audrey znał chyba nawet dłużej niż Antoinette! Tm bardziej nie było o tym mowy. Ale może mógł zrozumieć, że się bała. Że nie była już tą najważniejszą - bo dziewczyna właściwie zawsze powinna być ważniejsza niż przyjaciółka, w innym wypadku zwykle dochodzi do rozpadu związku - oficjalnie, chociaż u Kennetha wyglądało to z grubsza inaczej. No bo kogo teraz przytulał? Ją. Z kim poszedł się pobawić? Z nią. Wcale nie spędzał każdej wolnej chwili z dziewczyną; głównie pokazywali się razem na różnych eventach i czasami ze sobą przebywali. A naprawdę ważna, jak siostra niemalże, była dla niego panna Miselton i nic nie było w stanie tego zmienić. Nie był tym kolejnym dupkiem, który zostawia kogoś dla swojego widzimisię - jeśli się z kimś przyjaźnił, nigdy o nim nie zapominał. A Audrey doskonale powinna o tym wiedzieć, że przyjacielem był fantastycznym; jak nikt inny.
Nigdy nie lubił, gdy płakała, ale zawsze był przy niej. Jak nikt inny znał ją z każdej strony i nie chciał, żeby była smutna. Chociaż nie miał na to wpływu, czuł się po części winny. W końcu jego słowa przyczyniły się do jej łez, więc jak najprędzej chciał to odkręcić. Audrey była taka silna, a jednocześnie słaba, bezbronna, zagubiona. Jak najszybciej chciał to w niej zniwelować, ugłaskać, pomóc jej. Nie mógł słuchać, kiedy mówiła podobne bzdury jak teraz. Głupia? Brzydka? To już zakrawało na użalanie się nad sobą i depresję. Nie chciał, żeby wpędziła się w nią przez jakiś cholerny brak towarzystwa.
Miała przecież ważną osobę. Miała jego. Musiała mieć jeszcze kogoś innego i to nie było tak, że nie zasługiwała na nic. Była przecież wspaniałym człowiekiem, w porównaniu do niego. Tak, cholera, kto jak nie ona właśnie powinna odnaleźć kogoś najważniejszego? Była taka wrażliwa i uśmiechnięta. Ale Kenneth uważał, że związek nie jest najważniejszy. Przypuszczał, że miłość w tak młodym wieku nie istnieje. I nie sądził, żeby bycie z kimś cokolwiek zmieniało.
Może dlatego, że nigdy tak naprawdę nie czułeś się samotny, Kenneth.
- Każdy na kogoś zasługuje - powiedział jej, będąc całkowicie świadomym tej prawdy. Bo nie było ważne, jaką ktoś miał aparycję, co miał w głowie ani jak się zachowywał. Wszystko stworzone było tak, żeby nikt nie był do końca sam. Poza tym pewnie istniało bardzo wiele osób, które czuły się podobnie do dziewczyny. On, choć potrafił to zrozumieć, tak naprawdę nigdy się w to nie wczuwał. Prawdziwe pragnienie towarzystwa zawsze było mu obce.
Prawie nie mógł uwierzyć, że tak szybko, zaledwie po kilku jego słowach, rozchmurzyła się i łzy przestały jej lecieć. Może tak naprawdę nie była to głęboka rozpacz? Tak, zapewne. Bo nie sądził, żeby teraz udawała. Przy nim tego nie robiła. Miał nadzieję, że porzuciła wszystkie złe myśli, jak to, że powinna zniknąć, usunąć mu się z drogi. Chyba by tego nie zniósł.
Wzruszył ramionami z lekkim uśmiechem i przymrużonymi lekko oczami. Tak, często miał rację. Do tego był przyzwyczajony i nie wiedział, skąd to się bierze. Po prostu był zajebisty - skoro udało mu się wywołać uśmiech na twarzy Audrey? Na pewno.
Przejechał wzrokiem po jej twarzy, nieco zaczerwienionej i z rozmazanym makijażem. Wyglądała słodko. Gdyby miał przy sobie aparat - cholera, dlaczego go nie wziął? - na pewno z chęcią by to uwiecznił. Dyskotekowe, przyciemnione, migające światła, rozedrgane ciała, opanowane szaleństwem muzyki, śmiejące się twarze, upojenie alkoholowe, a pośród tego wszystkiego zagubiona, ciemnowłosa dziewczynka z hipnotyzującym wzrokiem, z rozmazanym makijażem i smutnym uśmiechem, tak inna od całego tłumu. Przeżywająca własną tragedię.
I tak nagle opanowały go te wszystkie wizje. Uśmiechnął się do nich, po części też do Audrey, która chwilę później zdała sobie sprawę, jak okropnie wygląda. Nigdy tego nie rozumiał. Dziewczyny przejmowały się wyglądem wewnętrznym nawet kiedy były smutne, musiały poprawiać makijaż za każdym razem, jak choć jedna łza spłynęła im po policzku. Chłopak pokręcił lekko głową z dezaprobatą, słysząc jej słowa o tym, jak okropnie wygląda. Przejechał kciukiem po jej mokrym policzku, ścierając choć trochę rozmazany tusz. Nie było tak źle, naprawdę. Dla niego. Akurat na artystyczną wizję.
Opuściła go, chwiejąc się lekko, a on pozwolił na to skinieniem głowy. Odprowadzał ją chwilę wzrokiem, gdy w końcu całkowicie zniknęła pośród ciemności, dymu i gorących ciał. Odwrócił głowę do baru, sącząc whisky i patrząc przed siebie. Barman zagadnął go o jego koleżankę. Co się stało. Kenneth nie lubił takich osób. Zbył go krótkim nic i dalej uskuteczniał ignorowanie kolejnych prób nawiązania rozmowy. Samotnie siedzący przyjaciel. Audrey go opuściła, ale miał nadzieję, że nie na długo.
Jednak gdy minęło piętnaście minut, zaczął się niecierpliwić. Pił już trzecią szklankę whisky, miał za sobą dwie odrzucone propozycje rozmowy, milion podpitych, wyzywających spojrzeń, na które reagował lekkim uśmiechem, ale odwracał wzrok. Czekał. Zaczynał się jednak niecierpliwić. Ile może trwać poprawianie makijażu i siedzenie w łazience? Oczywiście wiedział, że kobiety mają swój specyficzny zegarek, mogą się zagadać albo gdzieś jeszcze pójść, coś sprawdzić, ale znikanie nie było w stylu Audrey.
A co, jeśli coś jej się stało?
Nie. Miała przecież moc, mogłaby sobie poradzić z pięcioma gostkami za jednym razem, czego nie zrobiłby nawet on. Ale co się z nią działo, kiedy była pijana? Czy jej moc nie wymykała się czasem spod kontroli? Jego tak, więc miał o nią realne obawy.
Wstał ze swojego miejsca, rejestrując przyjemne, lekkie szumienie w głowie, które nadawało jego krokom nieco ociężałości. Nie miał jednak czasu na rozbawienie i cieszenie się ze swojego stanu. Musiał przejść do toalet, żeby upewnić się, że tam była. Bezpieczna. Trudno było przepchnąć się przez tłum, ale nie patrząc na innych parł naprzód, wpadając na coraz to inne osoby ogarnięte alkoholowym szałem. Nie przepraszał. I tak nikt by go nie usłyszał.
Widząc drzwi łazienki, serce zaczęło mu bić w oszalałym tempie, a on przebył tę drogę niemal w sekundę. Ale jej tam nie było. Wyszła. Zszokowany, wcale nie wiedział, że idzie z zaciętą miną wśród oburzonych spojrzeń kobiet, w końcu był w łazience damskiej.
Ale musiał ją znaleźć. Znów wpadł w tłum, tym razem rozglądając się i bacznie obserwując każdego, kogo mijał. Każdego w zasięgu jego wzroku. W pewnej chwili stanął, lustrując tłum gorączkowym spojrzeniem. Może i nie powinien się obawiać? Może ona wróci do akademika? A on jutro zadzwoni do niej i przekona się, że wszystko jest okej? Może po prostu zapomniała, że on na nią czeka albo poszła do innej części baru, a widząc, że go nie ma, ulotniła się?
Zignorował dziewczynę,blondynkę z turkusowymi pasemkami, która właśnie się do niego przykleiła, skupiając się na myślach kłębiących mu się w głowie.
Może jeszcze zdąży złapać ją przed klubem?!
Z tymi wszystkimi może ulotnił się, wyleciał, dobry przyjaciel, który bał się o swoją przyjaciółkę, jednocześnie będąc na nią wściekły.


zt
Powrót do góry Go down
Dominica Ramone
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 75
Join date : 24/06/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: The Crown   Wto 21 Sie 2012 - 21:21

Generalnie nic się Domci nie chciało (jak zawsze). Ale z Sejdi to by nawet do Afryki, do głodnych dzieci pojechała, więc jak tylko dostała sms-a, zaraz pobiegła do centrum. Tak jak stała, to jest tak o. Włosy jak zawsze miała nieogarnięte i jej się nawet odrosty porobiły, jak smutno. A za stanikiem miała torebkę tabaki, mocnej i czeskiej. I trochę kasy w butach. Ogółem wyglądała jak kochana nieogarnięta ona.
Stanęła gdzieś na ulicy i postanowiła tam poczekać na przyjaciółkę, ale jak trzeci samochód na nią zatrąbił to zeszła. O co im do chuja chodzi, stać nie można? Więc na Sejdi poczekała pod latarnią, wyciągając nóżkę, a co.
W końcu przyszła jej piękna S i wesolutka Domi rzuciła jej się na szyję, ucałowała w policzek i za rączkę pociągnęła do The Crown z głośnym okrzykiem "TAM!". W środku było tłoczno i głośno i czuć było wszystko, od potu, przez wszelakie perfumy aż do alkoholu. Klimat akurat dla nich.
Domka stanęła przed Sadie i kiwając się lekko na boki zapytała
- Co teraz? - pytanie wcale nie było takie oczywiste, bo mogły zacząć od kilogramów tabaczki z Dominiczkowego stanika, od wódki, piwa, tańca, plotek etcetcetc.
Powrót do góry Go down
Sadie Mosshart
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 101
Join date : 22/06/2012
Skąd : London, UK

PisanieTemat: Re: The Crown   Wto 21 Sie 2012 - 21:44

Za to Sadie chciało się zawsze i chciało się jej wszystko. Nie potrafiła nic nie robić. Nie umiała usiedzieć dłużej niż w chwilę w jednym miejscu, a jej własne towarzystwo bardzo szybko się jej nudziło. Miała ochotę coś zrobić. Pójść tam, gdzie jest głośno i gdzie można o wszystkim zapomnieć. Zwłaszcza, że gdy zamykała oczy, nadal widziała przed sobą przeklęte marchewki. Po tym wyjeździe do Bawarii zaczęły ją nawiedzać. Nie chciały dać jej spokoju. Nie lubiła ich wcześniej, a teraz nie lubiła ich jeszcze bardziej, bo w jej snach były ogromne i miały ostre zęby i rzucały się na nią i dusiły swoimi mocnymi, zielonymi natkami. Fu.
Napisała do Dominicy, bo ta była jej ulubioną koleżanką od picia w zatłoczonych miejscach. Podobnie jak Ramone, nie miała ochoty na strojenie się tak i tego wieczoru jak nigdy. Niemal zawsze było jej wszystko jedno. I tak właśnie wyglądała. Tak jakby nie przywiązywała do porządnego wyglądu najmniejszej uwagi. Ubrana w podarte szorty, krzywo podciętą nożyczkami męską koszulkę z podobizną Bowiego i w butach, których czubki pozbawione już były skóry, która kiedyś je okrywała. Nie miała w zwyczaju chodzić szybko, ale tym razem dość pospiesznie maszerowała przed siebie, bo wiedziała, że Dominica czekać na nią nie lubiła (bo czy ktokolwiek lubił na kogokolwiek czekać?). Dlatego dość szybko znalazła się pod klubem, do którego po całusach w policzki pociągnęła ją blondynka. Nie protestowała. Rzadko kiedy narzekała na miejsca, w których się znajdowała. Zamiast marudzić i doszukiwać się negatywów, wolała rozglądać się za tym, co przyjemne i korzystać z tego, co te miejsca jej oferowały. Crown dawało jej głośną muzykę. Na pewno nie byli to Beatelsi, ale Sadie to osoba radosna i potrafiła się bawić do wszystkiego. A gdyby się jej nie podobało, ona zaopatrzyła się w to, co mogło sprawić, że spodobałoby się jej wszystko.
Rozejrzała się.
- Pijemy! - odkrzyknęła wesoło, a potem chwyciła blondynkę za rękę i pociągnęła ją w stronę baru, gdzie stał tuzin spragnionych osób, przez które się przecisnęła. - Na co masz ochotę? - zapytała, a żeby ta ją usłyszała, musiała nachylić się nad jej uchem i głośno się odezwać. Nic dziwnego, że coraz słabiej słyszała, skoro tyle czasu spędzała w takich miejscach.
Powrót do góry Go down
Dominica Ramone
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 75
Join date : 24/06/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: The Crown   Wto 21 Sie 2012 - 22:27

Po ohydnych marchewkach na błotnistych bawarskich polach, Domka nie lubiła już ani marchewek, ani herbaty bawarki, mimo iż ta druga nic jej nie zawiniła. Swoją drogą, jak bardzo dziewczę się stoczyło, żeby buntować się już tylko przeciw herbacie i warzywom!
Dlatego tego dnia, postanowiła wraz Sadie dać spokój tym wszystkim nudnym nakazom, zakazom, przykazom i w ogóle mieć wszystko w chudej dupie, a co!
Muzyka była głośna, bliżej nieokreślonego gatunku, choć to chyba podchodziło pod połączenie rocka z dubstepem, fuj. Prawdopodobnie obydwu Jelonkom marzył się wielki, piękny koncert, ale chyba musiały się zadowolić tym.
Pytanie Sejdi przypomniało Dominice ich pierwszą przygodę z alkoholem, kiedy obie były w domu jakiejś wspólnej znajomej ich rodziców, starej pannie z pierdyliardem kotów. Jako jedyne dzieci na uroczystości dwunastych urodzin kocura Pączka, zostały odesłane do osobnego pokoju, z którego uciekły do kuchni z barkiem. Ukucnęły przed nim i równocześnie szepnęły podekscytowane "Na co masz ochotę?". A potem zaczęło się ich wspólne pijaństwo! Ah te niewinne czasy kocich urodzin.
Ale wróćmy do rzeczywistości. Domcia jeszcze przytomnym spojrzeniem rozejrzała się po półkach i lodówkach i powiedziała
-Wszyystko!- po czym spojrzała w oczy przyjaciółki i wyszczerzyła ząbki w uśmiechu. jednak zaraz zrobiła poważna minkę i odpowiedziała -Piwo, albo dwa, na razie. A potem może sobie po drinie walniemy! A ty co byś chciała? - podniosła prawą nogę i oparła ją nonszalancko o stołek barowy, a dokładniej o czyjeś kolana na nim spoczywające. Próbowała dobrać się do kasy ukrytej pod wielkim buciorem, ale zrezygnowana wzruszyła ramionami i powiedziała - Potem się rozliczymy.
Już czuła, ze będzie leczyć gardło po takim darciu ryjka do Sadi.
Powrót do góry Go down
Sadie Mosshart
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 101
Join date : 22/06/2012
Skąd : London, UK

PisanieTemat: Re: The Crown   Wto 21 Sie 2012 - 22:48

Nie powinny narzekać. Jelonki to przecież nie ograniczone duszyczki, więc pobawią się w każdych okolicznościach. A przynajmniej Sadie, bo mimo tego, że taka muzyka normalnie wywiercała jej dziury w uszach, teraz sprawiała, że postukiwała sobie podeszwą buta o podłogę, w jej rytm.
Dobre wspomnienia. Szkoda tylko, że blondynka nie pamiętała całej reszty tamtego wieczoru, poza porankiem, kiedy wypowiedziała największe kłamstwo w swoim całym życiu, obiecując, że więcej nie tknie alkoholu. Jednak jej chęć do nowych doznań wygrała i już kilka dni później wraz z Ramonkiem próbowały nowych napojów.
Najwyraźniej pan stojący za podświetlonym barem miał bardzo dobry słuch, co zdawało się być dość dziwne dla kogoś, kto większość wieczorów spędzał w takim hałasie. Mimo wszystko, usłyszał pierwszą dominicową odpowiedź i spojrzał na nie marszcząc swoje oczy. Ale Sadie pewnie tego nie widziała. Ona nie zauważała takich rzeczy, bo uważnie przyglądała się tylko tym, którzy bardzo ją zainteresowali, a troszkę podstarzały pan interesujący dla niej nie był.
Mosshart wzruszyła ramionami, bo dla niej było wszystko jedno, tak długo jak miało to spowodować szumienie w głowie. Machnęła ręką na kwestię płacenia i sama wyjęła kilka papierków ze swojego stanika, bo to było dla nich najbezpieczniejsze miejsce.
Kilka minutek później na blacie stanęło kilka kieliszków wypełnionych mocnym, przezroczystym płynem i dwie butelki piwa. Mówią, że takich rzeczy nie powinno pić się razem, ale Sadie o tym nie pamiętała.
- Częstuj się! - odkrzyknęła wskazując dumnie na swój zakup i sama chwyciła za jedną z maleńkich szklaneczek i uniosła ją ku górze. Uśmiech nie znikał z jej twarzy, a teraz dołączyła do niego uniesiona brew.
Powrót do góry Go down
Dominica Ramone
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 75
Join date : 24/06/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: The Crown   Wto 21 Sie 2012 - 23:08

Takie dwie blond jelenice (?) potrafią dobrze się bawić w każdych warunkach, przy jakiejkolwiek muzyce, byleby mieć dobre towarzystwo. To ostatnie, dziewczyny już miały, tak jak i alkohol, wiec zabawę można było zaczynać.
Doma pokazała język facetowi za ladą, który jakoś dziwnie na nią spojrzał. Nie będzie się jej dziad czepiał. Denerwowali ją tacy jak tamten staruszkowie, którym nic nie pasuje. Jakby miał ze sobą wieczny problem, tak jak i z innymi ludźmi stojącymi dookoła. Co mu szkodziło jej ciche "wszyystko"? Nic, jeszcze by sobie zarobił. No ale tamtemu wsiurowi dajmy spokój.
Ramonka uszczęśliwiona widokiem procentowanych napojów otworzyła szerzej oczy i się uśmiechnęła. Rozpromieniona dygnęła w podziękowaniu i chwyciła butelkę piwa, którego barman nie był łaskaw otworzyć, więc sama to zrobiła, waląc szyjką butelki o kant barku. W prawdzie razem z kapslem, od piwa odpadła spora część szklanej szyjki, ale Domi to nie przeszkadzało, najwyżej będzie miała bardziej czerwone wargi, jak wampirek. Zdrowo pociągnęła bursztynowego napoju i otarła usta z piany. Potem jednak wesoła huknęła butlą o kieliszek Mosshart, prawdopodobnie na znak toastu.
- Za bunty, picie, dragi, fajki, seks, przyjaźń i za tych wszystkich chujków, którzy nas nie kochają i przez których umrzemy samotne! - zakrzyknęła, nieco chaotycznie, z resztą jak zwykle. Rozejrzała się po całym wnętrzu i ruchem blond główki wskazała miejsce koło parapetu, gdzie mogłyby ustawić swoje zakupy.
Powrót do góry Go down
Sadie Mosshart
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 101
Join date : 22/06/2012
Skąd : London, UK

PisanieTemat: Re: The Crown   Sro 22 Sie 2012 - 12:14

Jelenice brzmi dobrze!
Sadie wysłuchała toastu przyjaciółki i lekko uderzyła swoim kieliszkiem o jej butelkę, a potem przyłożyła go do ust, przechyliła i za jednym razem opróżniła. Skrzywiła się przy tym troszkę, ale ten grymas tylko na krótką chwilę zastąpił szeroki uśmiech. Swoją drogą, zrobiło się jej troszkę smutno, bo Dominica już zakładała, że umrą samotnie. Tego Sadie nie chciała. Bała się samotności, najbardziej dlatego, że miałą wrażenie, że gdyby miała spędzić dużo czasu sama ze sobą, zwariowałaby. A nie chciała zwariować, mimo tego, że niektórzy uważali, że już była niezrównoważona psychicznie.
- I za udany wieczór! - wykrzyknęła jeszcze dodając coś do dominicowe toastu, chociaż to pewnie się już nie liczyło, bo było wypowiedziane po tym jak opróżniła swoją szklaneczkę.
No dobrze, że Domi nie poprosiła Mosshart o pomoc z otwarciem butelki, bo ta pewnie nie dość, że by ją rozwaliła to jeszcze rozlała całą jej zawartość, a przecież żadna z nich nie chciała, żeby tak dużo tak cennego i tak smacznego przepadło. Pomogła jej za to przenieść to, w co się zaopatrzyły, a że parapet był spory to sama też na nim usiadła, bo chwilowo nie chciała się nigdzie ruszać. Wolała wypić to, co kupiła niż pozostawić to bez opieki. Jeszcze ktoś inny by się tym poczęstował. Albo czegoś jej dosypał. Ale na to nie wpadła.
- Jutro idziemy na koncert! - oznajmiła wesoło. Słyszała o tym zespole, który miał następnego dnia grać w jednym w klubów i którego Sadie bardzo chciała posłuchać.
Sięgnęła po kolejny kieliszek i jego też szybko opróżniła.
Powrót do góry Go down
Dominica Ramone
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 75
Join date : 24/06/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: The Crown   Sro 22 Sie 2012 - 12:54

Samotność nigdy nie wydawała się dobra perspektywą, choć Domi zawsze bała się, że dla niej jest jedyną możliwa opcją. Od zawsze brakowało jej takiej jednej osoby od wszystkiego i od niczego. Miała może z dwóch chłopaków, ale to były takie przelotne związki, na chwilę. Dziewczyna była zdania, ze lepiej chyba czekać na jedna jedyną osobę (co nie znaczy, ze po drodze nie można mieć kilku łóżkowych partnerów) niż wiązać się tylko po to, żeby się w ogóle związać.
Jednak póki co, dziewczyny mogły zabijać uczucie samotności wspólnymi imprezami, koncertami i wypadami gdziekolwiek, tak jak teraz.
Toasty według opinii Ramonki liczyły się zawsze, nawet, jeśli siedziałoby się na pustyni bez chociażby kropli w(ó)ody. Ale teraz na szczęście miały pod dostatkiem wszystkiego, więc i toastów nie zabraknie. Wiec Domi uniosła swoja już poobijaną butelkę i upiła z niej dużego łyka.
- O i jeszcze za miłość, chociaż to suka!- ponownie wyszczerzyła białe ząbki w uśmiechu i zdrowo pociągnęła piwa.
Spróbowała usadowić się na parapecie, co w końcu jej się udało, gdy przesunęła wszystkie kieliszki i butelki bliżej Sadie.
- Pewnie! Dawno nikogo nie poturbowałam w pogo, chyba wyszłam z wprawy. - powiedziała głośno, starając się jednak nie krzyczeć. Przy ich parapecie wydawało się być odrobinę ciszej.
Kilkoma kolejnymi łykami opróżniła pierwszą butelkę piwa i otworzyła następną, równie "wprawnie" jak tę poprzednią.
- Dawno nigdzie razem nie byłyśmy kochana! Musimy to teraz ostro nadrobić!
Powrót do góry Go down
Sadie Mosshart
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 101
Join date : 22/06/2012
Skąd : London, UK

PisanieTemat: Re: The Crown   Czw 23 Sie 2012 - 22:50

Sadie nie bała się nie mieć chłopaka. Nienienie. Ona kochała wszystkich i nie potrafiłaby całej swojej miłości ograniczyć do jednej osoby. Co z tymi pozostałymi? Ich też miała potrzebę kochać. Tak nie można. Ona jednak bała się bycia samej. Całkowicie samej. Pozbawionej przyjaciół. Zamknięcia w małym pokoju samej, bez osób, do których mogłaby zadzwonić. Ale o takich rzeczach nie myślała. Unikała tak okropnych myśli.
Chciała zaprzeczyć, bo uważała miłość za zjawisko cudowne, choć sama nigdy jej nie doświadczyła. Ale zamiast tego zajęła się zawartością kolejnego kieliszka.
- To wspaniale! - odkrzyknęła wesoło. Ona sama ostatnio zaniedbała swoją najlepszą przyjaciółkę muzykę i zdecydowanie musiała to nadrobić. Troszkę tak jak z Dominicą, ale z nią już nadrabiała stracony czas. A muzyki, która rozbrzmiewała w klubie nie można było zaliczyć do muzyki, którą Sadie kochała i dla której sprzedałaby swoją duszyczkę.
-Jak to dawno? Nie zaliczasz wspólnego siedzenia w bawarskim błocie za spotkanie? - poruszyła jedną z brwi w górę i potem z powrotem w dół. Przez chwilę blondynka zastanawiała się nad skonsumowaniem kolejnej porcyjki alkoholu, ale zdecydowała się poczekać krótką chwilę. A ta zaraz minęła, więc sięgnęła po kolejny kieliszek. Po co miałaby czekać dłużej?
sorry, że tak krótko, ale mi minęła znów wena na posty ;cccc
Powrót do góry Go down
Dominica Ramone
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 75
Join date : 24/06/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: The Crown   Sob 25 Sie 2012 - 9:57

Domi starała się wyłączyć fonię bolesnej dla uszu muzyki, rozbrzmiewającej w całym pomieszczeniu. Wolała się skupić na słowach płynących z ust Sadie. Starała się skupić tylko na tym, ca póki co było łatwe - w końcu wypiła dopiero jedno i pól piwa. A żeby później, w domowym zaciszu nie wkręcił jej się żaden z tych dupnych kawałków, cały czas nuciła sobie "Obla di obla da" Bitelsów.
Dziewczyna miała zamiar widywać się z Sejdi tak często, jak tylko się da. Więc właściwie powoli przestawała mieć czas dla siebie, gdyż między spotkaniami z Dżejsem a Sadie zostawało jej może z pół godzinki. Ale nie narzekała. Podobało jej się to. Lubiła z nimi wychodzić i po prostu być. Miała nadzieję, że dzięki temu poprawianiu relacji z Jelenicą (nowe słowo do słownika<3) uda im się nawiązać tak silną relację, jak za czasów młodości kiedy były właściwie nierozłączne.
- No co ty! To było tak wspaniałe jak spotkanie w gnojowniku. - skrzywiła się na samą myśl i pociągnęła z butelki. - Chociaż w sumie, z tobą mogłabym siedzieć nawet pod mostem a i tak byłoby fajnie!
Dwoma dużymi łykami opróżniła drugą butelkę i sięgnęła do prawego buta. Po chwili mocowania się z nim, z wyrazem dumy na twarzy, wyciągnęła zwitek banknotów i pokazała przyjaciółce gestem, by na nią zaczekała. Domi pobiegła szybciutko to barku i po chwili wróciła z tacką wypełnioną kieliszkami wódki i dwoma tequilami.
- Smacznego Mosshart! - wykrzyknęła z szerokim uśmiechem. poustawiała wszystkie zakupy na parapecie, a tackę rzuciła gdzieś pod nogi, robiąc przy tym straszny hałas. Wzruszyła ramionami i wspięła się na parapet, częstując się zawartością kieliszka.
Powrót do góry Go down
Aileen Callaghan
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 49
Join date : 19/12/2012
Skąd : Dublin, Irlandia

PisanieTemat: Re: The Crown   Sob 29 Gru 2012 - 21:33

Nie miałam przecież nic do stracenia. Kolejny dzień nie nakładał na mnie żadnych zobowiązań i mogłam czuć się wolna od codziennej szkolnej rutyny, do której tak ciężko było mi wrócić po krótkiej świątecznej przerwie. Szłam śmiało, zastanawiając się jedynie jak udało mi się wdrapać na Tower Bridge w tych obcasach, których dźwięk do tej pory zagłuszał charakterystyczny szum miasta i deszczu. Nie znosiłam brzydkiej pogody i najchętniej zaszyłabym się w ciepłym domu, z którego nie wychodziłabym aż do rozpoczęcia lata. Bo jedynie letnie wieczory w całości spędzałam poza domem, włócząc się po nieznanych uliczkach z przyjaciółmi lub przemierzając te same ścieżki od wielu lat z kimś, kto dopiero zaprosił mnie na kawę. Lubiłam poznawać nowych ludzi, a w wakacje ilość nowych kontaktów osiągnęła apogeum. No i ten płacz przy wyjeździe, kogoś kogo znałam zaledwie od kilku godzin, te obietnice utrzymywania kontaktu…wszystko spełzało na niczym, ale nie miałam o to żalu, bo przynajmniej nie musiałam ciągle żyć przeszłością i myśleć o pochopnych decyzjach, w których pod wpływem alkoholowego upojenia, byłam specjalistką.
- Mam nadzieję, że nie jesteś jednak głodny – powiedziałam wesoło, wskazując ręką na zapraszający do środka szyld dobrze znanego mi klubu. Nie za często zmieniałam zdanie – nigdy w kwestiach bardziej znaczących -, ale nie pamiętam, kiedy ostatnio wolałam jedzenie od tańca. Nie znosiłam gapić się beznamiętnie w talerz, jeżeli rozmowa się nie kleiła i pod byle jakim pretekstem uciekać z restauracji – klub dawał o wiele więcej możliwości; pozwalał ulotnić się w każdej chwili, nie skazywał tylko na jedną osobę i testował granice nie tylko umiejętności, ale też dobrego wychowania. Zrzuciłam płaszcz Alexa z ramion i pozwoliłam wejść do środka jakiejś obcojęzycznej parze.
- I że lubisz tańczyć – wzruszyłam ramionami, przeciągając przez głowę sweter, ukazując przy tym przylegającą do ciała czarną bluzkę bez pleców, za to idealnie udającą sukienkę, bo sięgała aż za kolana. Obejrzałam się do tyłu, nie licząc że ktokolwiek zauważy dwie nowe osoby.
Powrót do góry Go down
Alex Payne
Dorosły
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: The Crown   Sob 29 Gru 2012 - 22:04

Mężczyzna nie wiedział dokąd poniesie go Aileen, mogła go zabrać do pubu, do restauracji i innych ciekawych miejsc, a zabrała go do klubu. Alex niezbyt przepadał za muzyką klubową i ogólnie za atmosfera klubów, gdzie wszyscy spoceni wili się wokół siebie czekając tylko aby wsypać coś komuś do drinka albo okraść. O wiele bezpieczniej czuł się na koncertach jakiś kapel, mimo że było tam bardziej niebezpiecznie. Początkowo miał zawrócić dziewczynę i pójść gdzieś indziej, ale po ściągnięciu swetra zmienił zdanie. Odkryte plecki dziewczyny zdawały się być jak ze snu, aż zachciałoby się je dotknąć. Payne opanował się i wziął płaszcz oraz sweter od dziewczyny. Przed wejściem złapał ją za dłoń i zatrzymał na chwilę spoglądając jej głęboko w oczy.
- Mam nadzieje że lubisz pić i masz mocną głowę.
Puścił jej oczko i rękę. Wszedł za nią do środka i zostawił swój płaszcz i jej sweter w szatni, wziął numerek i ruszył za nią w głąb klubu. Czuł spojrzenia ludzi, dziwnie się czuł idąc tak pomiędzy ludźmi w glanach, bokserce i w czymś na rodzaj bojówek. Tak jakby stracił przez to odrobinę odwagi, zawsze był oceniany a idąc tu mógł chociaż podjechać do domu aby się przebrać, no ale dziewczyna wybrała taki typ spotkania, więc nie narzekał.
- Po proszę dwa razy Ruską Heroinę.
Krzyknął do barmana i rzucił pieniądz, dając spory napiwek. Za chwilę barman nalał do dwóch całkiem długich kieliszków owy shot i życzył parze smacznego. Zaczepił Aileen i gdy się odwróciła podał jej kieliszek.
- To tak na rozgrzewkę. Lepiej usiądź na chwilę po dosłownie zwala z nóg.
Czeka na ruch dziewczyny, aby stuknąć się kieliszkami i pije. Shot jest na tyle silny że mężczyzna oparł się lekko o bar, ale natychmiast łapie równowagę aby łapać dziewczynę w razie co. Payne poczuł w środku miłe ciepełko i było to świetne odczucie po wejściu z zimnego dworu.
Powrót do góry Go down
Aileen Callaghan
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 49
Join date : 19/12/2012
Skąd : Dublin, Irlandia

PisanieTemat: Re: The Crown   Nie 30 Gru 2012 - 9:06

Nawet nie protestowałam, kiedy złożył zamówienie i kiedy jeszcze sam za nie zapłacił. Nie byłam jedną z tych konserwatywnych dam, które uważają, że na kobietę trzeba wydawać, bo nie znosiłam, kiedy zniżano nas do przedmiotu, o który warto dbać, ale umiałam docenić szczery, naturalny gest od zwykłego szastania pieniędzmi. Wpisałam mały plusik na niewidzialną listę Alexa i szybkim ruchem przyciągnęłam do siebie alkohol, najpierw ostrożnie wdychając jego opary. Nazwa tego trunku brzmiała strasznie i w życiu bym, czegoś takiego nie zamówiła, ale na szczęście pachniał całkiem zachęcająco. Spojrzałam na niego niepewnie, nie zupełnie przekonana, czy powinnam pić w klubie z właściwie nieznanym sobie mężczyzną, ale tyle razy słyszałam o dosypywaniu czegoś do drinków nawzajem przez przyjaciół, że już było mi to kompletnie obojętne.
- Nie pamiętam, czy mam mocną głowę - odparłam beztrosko, wreszcie przechylając szklankę i szybkim ruchem wypijając całą jej zawartość. Przymknęłam oczy, czując że piecze mnie całe gardło, ale szok tak samo szybko minął, jak się pojawił. Nie miałam ani ochoty ani zamiaru siadać, chciałam tańczyć, wytańczyć wszystkie emocje, które się we mnie nagromadziły. Odgarnęłam włosy, zapomniawszy że teraz będzie widać moje czerwone zapięcie od stanika, ale pośród tylu barw i dźwięków ciężko było zauważyć taki szczegół. Podeszłam do Alexa i krzyknęłam mu do ucha, próbując przebić się przez panujący dookoła hałas:
- Chodź! - po czym chwyciłam go za rękę, gotowa uderzyć w stronę parkietu.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: The Crown   

Powrót do góry Go down
 
The Crown
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Centrum
-
Skocz do: