IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Brzeg jeziora Serpentine

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   Sro 22 Sie 2012 - 10:44

Wsunęła splecione dłonie między kolana, opuszczając lekko głowę, że patrzyła teraz na swój pedikiur, nie decydując się na przyjrzenie się Sokolicy. Była blisko, że Chloe czuła jej lekkie perfumy, a wbrew pozorom nie odzwyczaiła się jeszcze od stanu, że gdy takie bodźce odbierała, równało się to też z możliwością wtulenia się w wątłą sylwetkę i wplecenia nosa gdzieś pomiędzy złote pasma prudkowych włosów, jeśli nie celem czułego przywitania, to objęcia w przypadku nieogarniętej gafy, albo pocieszenia bo-coś-tam.
Bała się spojrzeć przez dłuższą chwilę, bo aż nazbyt boleśnie zdawała sobie sprawę jak bardzo teraz potrzebuje przyjaciółki, a nie bata nad sobą z elaboratami na tematy zdrad i innych wykroczeń przez jebaną nadnaturalność, której w takich momentach miała szczerze dość, nawet jeśli jej osobistyczna była często dość przydatna. Nie chciała nawet wylać na Pru całego wiadra żalów, jakie nękają jej duszyczkę, a zwyczajnie się przytulić, robiąc maślane oczy, bo przecież Pru by załapała - należy szybko zmienić temat na taki, żeby z kołkowej głowy wywiać złe myśli choć na chwilę, w ramach wyjątku zamiast The Notebook puszczając w odtwarzaczu jakiś film akcji albo inny Project X.
I odwrotnie chciała zrobić to samo, bo przecież wiedziała o końcu jej związku z Collierem, co na pewno też nie było dla Sokolicy łatwe. I niestety Chloe swoją osobą raczej pomóc w ogarnięciu się nie mogla, przez zaprzeszłe wydarzenia, o których zdążyła gdzieś tam już trochę zapomnieć.
- Zdążyłam się zorientować, że nie rozmawiamy - powiedziała smutno, dopiero teraz decydując się na krótkie spojrzenie na Wrightównę.
Niedobrze. Bo w przeciwieństwie do tego, z czego sprawę sobie Klołka zdawała (wewnętrzny syf i generalnie hipsterski kosmos, ogar needed) zmiażdżył ją przedziwny spokój od Prudence bijący. Jakby znów ją przytłaczała byciem tą ważniejszą, tą, która sytuację próbuje ambitnie ogarnąć, będąc głównodowodzącą w naprawie strat, a rolą Chloe było tylko, nieumyślne oczywiście, żeby też nie było, że jest AŻ TAK okropna (bo w swoim mnienaniu nie była, so demarchelier...), sukcesywne niszczenie tego, co Sokolica zdąży zrobić w kierunku "żeby było lepiej".
Co, nie owijając w bawełnę, sprawiło, że poczuła się jak wyjątkowo parszywy pasożyto-szkodnik.
- Dlaczego nie rozumiesz, Pru? Boże, czy to nie było wystarczająco jasne, że NIE CHCIAŁAM niczego robić. Szczegolnie z Aidenem, ani też z nikim innym poza... - nerwowe przełknięcie śliny - Kornelem? - mówiła cicho, jakby bała się wypowiadać głośno rzeczy istotne, przyzwyczajona do tego, ze od pewnego czasu wolała przemilczeć niektóre rzeczy, dla dobra kogoś innego.
Pru kochała Aidena, zatem z racji miłości do niej wolała, by żyła z nim w zgodzie i miłości, bez obarczania się winą, bo o wiele łatwiej było wszystko zrzucić na Klołkę. Że nie była wystarczająco silna w oparciu się ajdowej mocy, że postawa lichego kurczęcia nie pozwoliła jej szarpnąć drzwiami na tyle mocno, żeby zardzewiały skobel odskoczył, a ona mogla wyjść, zanim Aiden ją dotknął. Zacisnęła oczy, znów wracając głową do optymalnej pozycji, biorąc głęboki oddech.
- O wiele łatwiej byłoby Ci, gdybyś znów pomyślała o mnie, że chciałam Cię skrzywdzić, niż uwierzyć, że to on naginał Twoje zaufanie w najobrzydliwszy ze sposobów. Bo doskonale wiedział, że skoro Kornel był w szpitalu, nie robiłam niczego z nikim - mówiła już pewniej, mając znów otwarte oczy, jednak zakryte szklistą błoną, zdając sobie sprawę z tego, jak jest beznadziejna i wiarołomna. Przecież fakt puszczenia się z Aidenem byłby wręcz normalką, już to zrobiła wcześniej, no i na pewno on błagał, żeby ona przestała. Okropna, Okropna Chloe.
Zagryzła mocno dolną wargę, delikatnie wpływając na własny nastrój, żeby się nie rozpłakać, dopóki z nią rozmawia. Będzie mogla dać sobie upust emocji i komfort ich swobodnej hulanki jak już będzie sama.
- Co zamierzasz z tym zrobić? Ze mną zrobić? - zapytała wprost, nie mając siły na bawienie się w podteksty. W końcu bezpośredniość była taka sokolasta...

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   Sro 22 Sie 2012 - 11:37

Pytanie Chloe było na miejscu, oczywiście. Prudence nie zamierzała oskarżać, głucha na próby wykreowania jako-takiej konwersacji. Wiedziała, że tak samo jak ona, Chloe ma prawo do odpowiedzi. Dlatego zamierzała dać ją Lisicy. Doskonale wiedziała, że siedząca obok nie rozumie - to była przecież cała istota mindfucka, który nękał Sokolicę od chwili, w której dowiedziała się o pocałunku/czymkolwiek innym. De facto dowiedziała się od Kornela, który wpierw uświadomił ją drogą smsową, wkrótce po tym przyjeżdżając osobiście do Norwegii i spędzając z Prudensowską cały dzień, włócząc się po dzielnicach Tromso, rozmawiając, w pewnym sensie żaląc się i... jakby nie patrzeć wywołując u Pru te wszystkie nieznośne myśli, które skłoniły ją do ewakuacji z lotniska i szeregu kolejnych ucieczkowych przedsięwzięć. Pru podejrzewała, że o wizycie Corneliusa w Norwegii nie wie nikt, w każdym razie niewielu, w każdym razie NA PEWNO nie TT, nie zlekceważyłaby takiej nowinki z pewnością, znając jej ambicje dostanie się na piedestał wszechwiedzących.
- Nie mówię przecież, że to Twoje działania doprowadziły do tego - zaprzeczyła, obserwując uradowanego, beztrosko bawiącego się Mattiego. - Nie wiem kto kogo zaciągnął do tej cholernej łazienki w piwnicy, które z Was cierpiało bardziej z braku seksu - żachnęła się, nie dowierzając, że W TEN SPOSÓB Chloe argumentuje swoją niewinność. - Nie mogę być nawet pewna co konkretnie zaszło, ale Chloe, do kurwy nędzy - zniżyła tembr głosu, patrząc wyczekująco na Lisicę - jeśli to Aiden był prowokatorem, jak sugerujesz, dlaczego nie mogłaś zachować się jak on? Dlaczego też nie wykorzystałaś swojej mocy, nawet zanim on zdążył posłużyć się swoją, i znając jego emocje nie mogłaś ich zniwelować? Sprawić, żeby zawładnęło nim coś innego, coś co nie doprowadzi nas tutaj, teraz - poczuła jak z każdym zdaniem przyspiesza jej oddech, mimo to wciąż starała się mówić powoli, w miarę spokojnie i zdecydowanie.
To chyba właśnie to, czego nie rozumiała. Nie chciała godzić się z faktem, że Chloe stosuje taktykę przenoszenia winy, tak samo jak w czasie rozmowy z Aidenem uderzyło ją wrażenie, że kpi z niej, bagatelizując coś, co dla Pru okazało się precyzyjnym odcięciem zaufania.
- Nie musisz uświadamiać mnie, jak ślepa na to co robił byłam. I jak naiwna, bo serio liczyłam na to, że nic złego się nie stanie w czasie mojej nieobecności - mruknęła, bardziej do siebie niż Chloe, zastanawiając się czy istniała możliwość, by zapobiec temu wszystkiemu, żeby mogła wciąż cieszyć się przyjaźnią z Chloe, zapominając o przeszłości bogatej w jej wspólne przygody z Aidenem, z którym mogłaby aktualnie wykorzystywać ostatnie dni wakacji przed kolejnym rokiem szkolnym. R a z e m. - Nic nie zamierzam, Chloe. Chyba nie oczekujesz ode mnie wydania rozporządzenia - pokręciła głową, przerażona perspektywą konieczności zasugerowania jak powinny zachowywać się przez najbliższy tydzień, następnie miesiąc, może kolejnych kilka. Tak na zapas.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   Sro 22 Sie 2012 - 21:57

W normalnych okolicznościach może ucieszyłaby się, gdyby usłyszała, że ktoś ma jej moc za tak potężną. Może nawet podziękowałaby rumieniąc się delikatnie, cienkim ołóweczkiem notując sobie w głowie +10 do lepszego samopoczucia, bo komplement takowy był z rodzaju tych niebanalnych, których nie słyszała często, bo niemalże alergicznie reagowała na wszelkie "świetne buty!" i inne "musimy kiedyś pójść razem na zakupy, pomożesz mi dobrać coś najlepszego", dopatrując się w tym namiętnie znienawidzonego lizusostwa.
Jednak to nie były ani trochę normalne warunki, które miały przybrać jeszcze gorszy obrót, ale o tym jeszcze nie widziała, będąc na ten moment przekonaną, że nie może już czuć się gorzej. Bo tamten wieczór był jej osobistą porażką, bo okazała się być na tyle słaba, że jednak uległa, chociaż starała się z całych swoich sił.
Pamiętała dokładnie skręcające trzewia uczucie jednocześnie palącego, wyżerającego dziury i wypalającego tkanki pożądania, które odczuwała, wrzynające się uczucie, że absolutnie nie może ulec i słodką pokusę, którą skóra Aidena kipiała tamtego dnia, kusząca niecodzienną jak na ostatnie czasy bliskością, możliwością spełnienia na, dosłownie, wyciągnięcie ramienia. Nieobecność Pru, choroba Kornela, dręcząca samotność, skutkująca potęgowaniem się potrzeby, której i tak koniec końców nie zaspokoiła. Pocałunek był przecież niczym, a palce... no cóż. Po tym aspekcie całej sprawy pozostał jej tylko wstyd osoby odkrytej, która w nieodpowiednim czasie znalazła się w nieodpowiednim miejscu z bardzo nieodpowiednim człowiekiem.
Chloe zwiesiła ciężko głowę, biorąc głośno do płuc powietrze. Papieros. Chciała zapalić. Wyciągnęła toteż z torebki paczką wiśniowych fajek, wyciągnęła jedną i odpaliła umiejscowiwszy ją między ustami, odruchowo kładąc paczkę na udo Prudence, celem jasnej propozycji poczęstowania się. Zanim w sumie zorientowała się, że może ona niczego od Klołki nie chcieć, jednak za późno było teraz na zabranie paczki i ponowienie precedensu poprzedzając go wyartykułowanym pytaniem.
Wypuściła powoli powietrze z ust, skręcając się wewnątrz przed przyznaniem się do porażki.
- Moja moc była wtedy poważnie osłabiona, bo nadużywałam jej na samą siebie. Po wypadku i... tym wszystkim, co to za sobą pociągnęło - mówiła bardzo cicho, czując jak grad wspomnień, bolesnych cholernie, powraca do niej teraz, podniszczając to co zdążyła sobie już naprawić i zabliźnić. - Jego okazała się w konfrontacji o wiele silniejsza od mojej, w i tak nie najlepszej kondycji. Na tym polu nie mogłam niczego zrobić - zagryzła usta, powstrzymując się przed tym, co miała wielką ochotę zrobić. Potrząsnąć chudymi ramionami Pru i jej wykrzyczeć, że znów są we dwie.
Bo koniec końców okazało się, że została zdradzona na prawo i lewo, w przód i do tyłu, Klołka była poważnie niezrozumiana i znów skończyły razem, ramię w ramię, pozostawione sobie, potrzebne sobie nawzajem i Chloe nie umiała pojąć, dlaczego Pru tymi wszystkimi słowami chce całość utrudnić. Nie rozumiała - to była tylko moc i gdyby nie ona, nigdy do sytuacji by nie doszło. Platoniczny pocałunek - w tej chwili aż śmiała się gorzko w myślach, przypominając sobie, w jaki upokarzający sposób z tego wyszła, żeby - właśnie - nie zrobić Pru większego świństwa. Już nie chciała, przeszły przez to, a Chloe nie była aż tak opornym materiałem do nauki. Wyciągała wnioski z własnych błędów i wykorzystywała je, by sytuacji uniknąć, nawet jeżeli wymagało tego zniżenie się do poziomu zdecydowanie zbyt niskiego, jak na progi ometkowane jej nazwiskiem.
- Oczywiście, że nie chcę rozporządzeń. Nie chcę być imieniem w terminarzu i podpunktem planu dnia, z odpowiednim dopiskiem, co robimy dzisiaj, a co za tydzień - żachnęła się, zaciągając kolejny raz, patrząc na Pru wzrokiem niemalże przerażonym. - Ale chciałabym wiedzieć, czy chcesz nas ratować, czy się poddajesz?
Czy użyła tego słowa celowo, znając wygórowane prudensowskie ambicje, czy przypadkowo wykorzystała taki, a nie inny wyraz. Teraz nie wiedziała, chociaż może jej manipulacja przekroczyła jej własne wyobrażenia, wkraczając na podświadome rejony, z których już nie potrafiła jej paradoksalnie kontrolować.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   Czw 23 Sie 2012 - 12:27


Prudence obserwowała to, jak Chloe przedstawia sobą wszystko do czego nie przywykla wobec szerokiego odbiorcy. Byla osoba zupelnie inna przy Sokolicy, kiedy spotykały się, rozmawiały, kiedy Pru nie musiała obawiać się, że powie zbyt wiele, a Chloe daleko było od zachowań... Demarchelierowskich z definicji. Kiedy były zdane tylko na siebie, rozwiązując mniej bądź bardziej istotne problemy w cztery oczy, przestawal być istotny fakt klolkowej przynależności do SHD, prudensowskiego przewodnictwa nad sokołami (staare czasy!), takie głupoty jak stan majątkowy czy ocena z ostatniego testu z angielskiego nie znaczyly n i c nigdy pod zadnym pozorem.
Dziewczęta były ponad wszelkimi podziałami, mimo silnych różnic między nimi i mimo... Wszystko. Zawsze. Dlaczego wobec tego nagle 'wszystko' stało się dla Prudence tak istotne. A jeśli nie 'aż tak' to wystarczająco, by poddawała pod wątpliwość miłość Chloe, by mogła wątpić w nią i uznawać za prawdopodobne że nie starała się wystarczająco. Tak jakby zapomniała co powinno być najważniejsze.
Na przykład wiara, że przyjaciółka mówi prawdę. Że faktycznie szereg niefortunnych wypadków, przypadkowo nałożonych na siebie w czasie spowodował ten cały syf, którego roztrzasania Pru nie chciała zaprzestać. Gdzieś w przelocie zgubiła podstawowe elementy przyjaźni.
- Nie wiem dlaczego musi być nam tak ciężko - zaczęła cicho, uginajac lekko nogi w kolanach i opierajac na nich lokcie wyprostowanych ramion. Wcześniej odlozyla przysunieta paczkę papierosów do rak właścicielki, nie chcąc palić. Po prostu. I nie zastanawiając się czy Chloe pomyśli o odtraceniu czy odmawianiu czegokolwiek, co do niej należy. - Nie zdążylyśmy dobrze wyleczyć naszej przyjaźni po tym, jak przyznałas się że sypialas z Aidenem, a już mówiłas mi o... konsekwencji waszych bliskich kontaktów, co też nie pomagało na początku odbudowywać relacji spokojnie, a teraz... - przelknela śline świadoma, że nie musi powtarzać jeszcze raz tego, co okazuje się wiercic jej powolutku, stopniowo dziurę w brzuchu. Nieprzerwania od niecałych siedmiu tygodni (!).
Westchnela cicho, zastanawiając się czy tylko ona sama nie uważa tego, co się stało za nieistotny wybryk, platoniczny czy nie, pierwszy, czterdziesty ósmy, niewarty szopki, którą Pru odstawiala, nie mogąc pogodzić się kolejny raz z nieuwzglednieniem jej jako powód, dla którego taka sytuacja w ogóle nie powinna zaistnieć. Zastanawiała się nad tym, obserwując Chloe palaca papierosa, którego po chwili skonczyla, zostawiając peta w zwirze. Zanim jednak zdążyła dokończyć myśl, skarcic się za roztrzasanie tego, o czym PRZECIEZ nie chciała już myśleć, Mattie zaaferowany sukcesem, jakim było odkrycie przycisku turbodoladowania w pilocie żaglówki, odwrócił się chcąc podzielić nieopisanym szczęściem i dostrzegł Chloe. Nie darzył dziewczyny tak silnym uczuciem, którego zdołał dowieść w przypadku Aidena, Chloe była dziewczyna, Chloe nie lubiła się brudzić, nie wspinala się na drzewa i nierzadko mówiła do chłopca jak do dziecka, którym przecież nie był, miał już SZESC LAT, jednak wciąż była super i miała tak śmiesznie gładkie włosy. Bardziej niż Pru.
Która nie była zaskoczona widząc, jak chłopiec przybiega i, wciąż dzierżac w dłoni pilot sterujacy, rzuca się Lisicy na szyje. Chyba ktoś tu tesknil za Demarchelier. Tak cholernie tesknil za jej obecnością w małym domu w Hampstead, za jej bliskościa i tym, by móc bez zastanowienia, bez wątpliwości i przeszkód spotykać się, kiedy tylko zaistnieje taka potrzeba.
- Mówisz o poddawaniu sie, a ja nie wiem na czym ma polegać walka. Nawet nie wyobrazasz sobie jak boje się że znów stanie się to samo - pokrecila glowa, z emfaza wpatrujac się w Lisice, chciała być pewna że dziewczyna słucha jej uważnie mimo ataku młodego Wrighta. - Czym jest ratunek? Nagle mam zaprzeczyć wszystkim wnioskom? Aiden mocno uświadomił mi, jak naiwna jestem. Co mam zrobić, żeby tak nie było, jednocześnie próbując znów zaufać? - miała nadzieje, że jej drzacy szept niekoniecznie zostanie zarejestrowany przez Mattiego, który prawdopodobnie zdążył zauważyć zabawkę, przyniesiona przez Chloe. Teraz z kolei skupiła się wyłącznie na dziewczynie.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   Czw 23 Sie 2012 - 17:51

Szybki rachunek sumienia, retrospekcja, facebookowa oś czasu, gdzie jednym kliknięciem przeniosła się o rok wstecz. Wakacje? Trwało, kwitło w najlepsze spoufalanie się z, wtedy, największym wrogiem Pru. Wspólne weekendy przed nią ukrywane, pod pretekstem wizyt u chorej babci w Paryżu. Dogłębne poznawanie pewnej posiadłości w Kensington, gdy najstarsi Collierowie wyjechali na dwa tygodnie na Fuerteventurę. Co dalej? Czyżby do pierwszych przymrozków działo się to samo? Bo to wtedy nastąpił kryzys, gdy Chloe postanowiła się przyznać, niezbyt zdając sobie sprawę z tego, że generalnie znów popchnęła ich w swoje ramiona. Jak teraz widziała - nieszczęśliwie.
Potem wszystko potoczyło się jak lawina, Kornel, ciąża, jeszcze więcej dramatów z Pru, poronienie, wyjazd Aidena, trudna chwila goniąca następną, jeszcze gorszą, koniec związku, bo jeszcze na pewno nie koniec miłości. To zdecydowanie nie był dobry rok dla Demarchelier, z czego zdała sobie sprawę teraz, tutaj, w Hyde Parku.
Chociaż może nie "zdała sobie sprawę", a uświadomiła sobie, jak przepierdolone dwanaście miesięcy jej przepłynęło między palcami i innymi otworami ciała. Ostatecznie popychając ją w to samo miejsce, punkt wyjścia, słomianowłose światełko, stacja Wright. Właściwa stacja? Tak, wierzyła w to jak nigdy dotąd.
- Nie mogę powiedzieć, że się domyślam, bo nie umiem sobie wyobrazić tego, co Ci, umyślnie lub nie, zgotowałam - Chloe Antonine Demarchelier, córka Felixa Demarchelier i Helen Pearson przyznająca się do błęd(u/ów). Te słowa wypowiedziała zupełnie cicho, chociaż bardzo wyraźnie, jakby pieszcząc każdą zgłoskę zanim wypuściła ją dźwięcznie ze swojej krtani. Papierosa zgasiła odruchowo, na tą sekundę odciągając myśli od tej chwili, nie wiedząc gdzie popuściła moc, pozwalając sobie na to, by jej oczy znów się zaszkliły.
Nie wiedziała też, kiedy bardzo ściśle do niej przyległe ciałko się zmaterializowało, a okazało się być nikim innym a małym Mattim. Na widok którego wykrzesała z siebie całą możliwą radość, nie móc się powstrzymać, by nie podsycić tego samej dla lepszego efektu - w końcu nie chciała, by dzieciak zaczął się przejmować czy martwić, widząc rozedrganą, starszą siostrę i jej równie rozedrganą... przyjaciółkę, no.
- Jest i nasz solenizant! Niewiarygodne jakim już jesteś dużym chłopcem! - powiedziała maksymalnie wesoło, co poskutkowało zapewne tylko tym, że NIE brzmiała jak pracownica domu pogrzebowego i uszczypnęła lekko chłopca w bok. Bo był wtulony, jak mała małpeczka, jak skorupiaczek, który pachniał bardzo wrightowsko. Jak świeżo wyprana bluza Pru, którą wciąż przetrzymywała i jak cały jej pokój. - Mam coś dla Ciebie. Niedługo sam będziesz takim jeździł, zobaczysz - dodała, podając Mattiemu zawiniątko, otrzymawszy buziaka prosto w oko, by po chwili starabanił się z jej kolan i usiadł obok niej, rozrywając folię by dokopać się do właściwej części prezentu.
Westchnęła, gdy Mattie był już w innym świecie, umorusany czekoladą i zachwycony samochodem, swobodnie powracając do depresji. Ciekawe, czy Ophelie też lubiłaby samochody...
Westchnęła drugi raz, już nie umiejąc powstrzymać łez, które synchronicznie spłynęły po jej policzkach. Zjebała, tak bardzo zjebała, tak ją skrzywdziła, a ona wciąż była, nawet jeśli nie pewna tego, czy w ogóle jeszcze chce w tym bagnie tkwić. Bagnie do którego Chloe wciągnęła ją, gdy ta próbowała ją wydostać (lubię metafory ostatnio).
- Ja... - zaczęła, jednak jeszcze na chwile się zatrzymała. Koniec z egoizmem, przynajmniej jeśli chodziło o tę blondynkę z zamglonymi oczami. Myśleć o nich, myśleć o niej, tak w ramach odmiany. Bo do tej pory chyba jednak zwyciężała ona sama i dopiero teraz rozumiała, że tak być nie powinno. Dlatego zignorowała wibracje w torebce, kolejny raz próbował się do niej dodzwonić zastrzeżony numer, jednak nie chciała go odbierać, spodziewając się znów telemarketerów. A, że pierwszy telefon dostała w taksówce, przed spotkaniem z Wright, obawiała się, że zwyczajnie osoba ta i wszyscy w promieniu dziesięciu metrów wokół niej stracą pracę, jeśli odbierze i się wkurwi. Tym bardziej nie odebrałaby teraz, gdy na języku miała już słowa, które tylko musiała wypowiedzieć.
- Pozwól mi walczyć. Bo inaczej... po prostu to ja muszę się teraz postarać. Tylko musisz przymknąć oko, chyba jeszcze nigdy tego nie robiłam - zgięte ręce wbiła łokciami w biodra, opierając je o nie i przyłożyła sobie dłonie do skroni. - Nie wiem jak to się robi, ale chcę próbować. I niczego więcej chyba zapewnić nie mogę, bo nawet to jest może... niewystarczające - wypuściła powietrze z płuc, dając sobie sekundę, dosłownie, ulgi. Odpychając wszystkie emocje na calutką, pełną, jedną sekundę, żeby, po powrocie wszystkiego ponownie, pogłaskać Mattiego po głowie, wstać, by jeszcze na chwilę przy Prudence przykucnąć.
- Może naiwność wobec mojej osoby wreszcie Ci się opłaci. Chciałabym tego, nawet nie wiem czy nie bardziej niż Ty - dopowiedziała i pocałowała ją w głowę, po czym odeszła, kilkanaście metrów dalej z furią niemalże odbierając irytujący telefon. Będąc już za daleko o tych parę kroków i jedną, wielką obietnicę, żeby w tym momencie zawrócić.
Bądź dla niej, nie ona dla Ciebie.


Klołczi zt, ale byłoby cudnie, gdybyś dorzuciła jeszcze zdanko o uczuciach Pru : )

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   Pią 24 Sie 2012 - 15:51

Uczucia Pru? Nospoko.
Były różne. Tak, zmieniające się. Chociaż chyba głównie brak konkretniejszej reakcji na słowa Chloe wiązał się z tym, że Wright nie mogła więcej czuć się tak, jakby chciała. Jak próbowała i do czego przekonywała się przez czas hmm.. niezgody? Ignorancji? Czegoś, co zdecydowanie nie pomagało w zacieśnianiu więzi. Do tej pory Prudence chciała wierzyć, że przyjaciółka właściwie ją zlekceważyła. Dlaczego chciała? Przecież to idiotyczne (brshsdf, dlaczego jej myśl zabrzmiała, jak słowa wypowiedziane przez Aidena?), ale podsycające tendencję do użalania się nad sobą - co brzmi dość pejoratywnie, ale raczej nie odstępowało ostatnimi czasy Pru o krok.
Kiedy zdecydowała się na podjęcie kroków drastycznych tj. zerwanie z Aidenem, nie planowała odcinać się od niego zupełnie (a jak dotąd nie podjęli żadnej konstruktywnej konwersacji, jeśli obiektem w centrum nie była Dorith) ani tego, że w szeregu do przejebania i usypania uroczego kopczyka na trumience miłosnej ustawi się pierdyliard skutków ubocznych. Chciała, kończąc związek z nim, kategorycznie odbić się od od dramatów i... nie, wcale nie rozpoczynać nowego, bogatego w doświadczenia ekstremalne i naginanie wszelkich barier, dotychczas ją ograniczających, życia. Preferowałaby spokojnie skupić się na sobie i zbudować fundament asertywności (ODMÓWIŁA PAPIEROSÓW CÓŻ ZA SUKCES), może przyłożyć do funkcji Przewodniczącej więcej uwagi, coby naprawdę nie mieć sobie za złe niczego, nabyć doświadczenia, korzystać z możliwości bliskiego obcowania z ludźmi, jako ich przedstawicielka i przejściówka między Ludem a Władzą (not anymore). Okres porozstaniowego nieogarnięcia miał minąć, a ona miała być bardziej otwarta na ludzi - przecież o to chodziło, zamysł był taki: postawić się do pionu.
Wyszło na to, że sukcesywnie przestawała ufać, poddawała pod wątpliwość, była oporna i sceptyczna. A Chloe odchodziła, obdarowując ją nadziejowym nawenieniem i pocałunkiem.
What. The. Fuck.

ZAMAKAM TEMAT

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   Czw 9 Maj 2013 - 19:48

Była roztrzęsiona i rozdygotana. Spotkanie wszystkich dawnych znajomych było naprawdę miłe, rozmawiała i uśmiechała się do wszystkich, uszczęśliwiona tym wszystkim, atmosferą. Naprawdę cieszyła się z tego zlotu, z możliwości spotkania tylu osób. Nie sądziła jednak, że pojawią się nauczyciele - nie sądziła, że zobaczy Isaaca.
Widok Salingera w pierwszej chwili wywołał na jej twarzy uśmiech. Ucieszyła się, że będzie mogła porozmawiać ze starym przyjacielem - ale kilka spięć synaps później, uśmiech przerodził się w karykaturalny grymas. To, co do tej pory odpychała, uważając za nieistotne i nieważne, powróciło z całą mocą. Nieświadomie zacisnęła dłoń na rękawie Blaise'a, wbijając mu paznokcie w przedramię, i przygryzła wargę. Przypomniały jej się te dni tuż po skończeniu studiów, ta wściekłość i ogromny, przejmujący żal. Znów poczuła się zdradzona i niechciana, odczuwała całą tą miksację, od której jak widać nigdy się nie uwolniła. Nie rozumiała tylko dlaczego znów to wszystko przeżywa, ale jedno spojrzenie na męża wszystko jej wyjaśniło.
Nagle zapragnęła świeżego powietrza. Ze słabym uśmiechem przeprosiła wszystkich i w pośpiechu opuściła hotel, kierując się na oślep ku Hyde Parkowi. Cieszyła się teraz, że Will został u jej rodziców, zapewne rozpieszczany do granic możliwości przez nadopiekuńczą babcię i nieco bardziej surowego dziadka. Nie chciała, by synek widział ją w takim stanie, doprowadzoną do nieogarnialnego chaosu w głowie i duszy przede wszystkim. Bała się własnych odczuć, nie rozumiała ich przede wszystkim. Wolała uspokoić się, dla dobra Noah. Nie mogła przecież pozwolić, że jej dziecku coś się stanie przez... No właśnie, przez co?
Była zbyt roztrzęsiona i rozdygotana, stojąc tak nad samym brzegiem Serpentine.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   Czw 9 Maj 2013 - 20:42

Blaise był... nieswój. Zdarzenie w galerii na pewno nie było takie zwyczajne, jak cowieczorna kąpiel Willa, albo inne rutynowe czynności, które wykonywał jako ojciec, mąż czy współpracownik. Oczywiście gdy opuszczał gmach muzeum zapewne nikt by nie powiedział, że ta przygarbiona postać z dłońmi wciśniętymi głęboko w kieszenie przeciwdeszczowego płaszcza przed chwilą przeżyła swoje największe, życiowe rozdygotanie. Spotkanie z Ajzakiem było niespodziewane. Zarówno sam fakt, jak i to, co wydarzyło się później. Z nikim prócz Pietera nawet nie poruszył tego tematu i pewnie nie zrobiłby tego, gdyby nie wiedział, że jego przyjaciel szybko stał się rozwodnikiem przez zdradę właśnie. Nawet jeśli kochanką Vollenberga była długonoga, ruda studentka biologii. No anatomii na pewno.
W każdym razie wszystko co się wydarzyło cztery lata temu tłamsił w sobie, pozwalając zaledwie ułamkowi procenta się uzewnętrznić podczas raczej rzadkich zwierzeń z Pieterem. I co go przerosło; najpierw sam fakt nakrycia na zdradzie, szaleńczy pęd po autostradach, by dostać się do Prowansji zanim mer cokolwiek się stanie - bo nie wykluczał opcji zrobienia we wściekłości jakiegoś głupstwa. Hipnoza, której ciężar dźwigał do dnia dzisiejszego. I przemożna tęsknota za Ajzakiem, bolesna tym bardziej, że Meredith tematu nie poruszała, a tylko nieświadomie dziwiła się i martwiła samopoczuciem Blaise'a.
Hipnozę ponowił raz, gdy jego małżonka spała. I tak był przerażony, że wyjdzie to na jaw, gdy dzisiaj zobaczył to w jej oczach. To, co bywało w oczach ludzi, którzy się budzili. Gdy zobaczył Isaaca, przelotnie, tylko tę niesamowitą zieleń oczu wlepianą w kogoś innego, zrozumiał co się stało. Bodziec wywołał reakcję i Meredith się obudziła, dlatego od razu zaczął jej szukać, zmartwiony podwójnie, gdyż pamiętał, że pod jej sercem bije drugie, maleńkie, należące do ich małego synka.
Wybiegł z hotelu i zaczął się rozglądać, niezbyt wiedząc co takiego kieruje jego nogami, które prowadziły go w konkretne miejsce. Nie myliły się, Mer stała nad brzegiem jeziora, drżąca i zamyślona. Odruchowo zdjął marynarkę, którą na nią zarzucił, gdy podszedł bliżej. Milcząc, nie musiał pytać o co chodzi.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   Czw 9 Maj 2013 - 21:55

Była świadoma zdrady. Odkąd się dowiedziała, to zawsze jakoś w niej tkwiło, gdzieś w tyle świadomości, przysypane całą masą ważniejszych informacji, że nie zwracała na to uwagi. Nigdy jednak nie zastanawiała się, dlaczego nie czuje złości, nie widzi nieprawidłowości w schemacie. Po prostu ignorowała ten fakt. A raczej, coś jej kazało. Niezbyt pamiętała to, co się wydarzyło w Prowansji; Blaise przyjechał i prosił, by mu wybaczyła, a ona sama była wściekła, ale potem już nie. Trochę to było zamazane, niewyraźne. Nie przeszkadzało jej to nigdy, skupiała się na tym co przyjemniejsze.
Teraz to wszystko do niej wróciło. Cały gniew, całe wrażenie rozpadania się na kawałeczki, gdzie nie ma nikogo, by mógł te fragmenciki zebrać, cała rozpacz przede wszystkim. Tak, jakby tama w jej umyśle się zerwała i wszystko to, co było za nią trzymane, zalało Mer. Nigdy naturalnie nie zdołała się z tym pogodzić i teraz, kiedy nagle wszystkie uczucia się w niej skupiły, to ją przerosło.
Wzdrygnęła się, czując na sobie ciężar jego marynarki, ale otuliła się nią, nagle przemarznięta aż do szpiku kości. Dobrą chwilę nie wiedziała co powiedzieć, czynić mu wyrzuty, próbować się dowiedzieć dlaczego, pytać się, czy to trwa nadal. Bała się odpowiedzi na cokolwiek by nie powiedziała.
- Dlaczego? - spytała po kolejnych paru minutach, tak po prostu. Nadal z uporem wpatrywała się w wodę przepływającą w pobliżu jej stóp, szukając w niej ukojenia. Nie płakała, nie histeryzowała. Była bardziej otępiała niż zdenerwowana. Reakcja obronna?

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   Czw 9 Maj 2013 - 22:10

Zawsze był ze swoimi hipnozami ostrożny. Początkowo chyba trochę go przerósł fakt posiadania mocy, potem była mu potrzebna z rzadka, jeszcze później trzymany w ryzach rozsądku nie nadużywał jej, by aktualnie całkiem tego zaprzestać, z racji dziwnych zawieruszek. Trochę trwała aklimatyzacja w Holandii, zanim opanował względnie język i okolicę minęło trochę czasu, poza tym od pewnego czasu w grę wchodziło więcej osób niż ich dwójka, z możliwością szybkich przenosin w razie niebezpieczeństwa. Niemniej jednak rzadko mu się zdarzało stosować hipnozę tak silną, samemu będąc w takiej rozsypce. Pamiętał tę sytuację, jakby wydarzyła się wczoraj. pamiętał szaleńszy slalom autostradą, z karalną prędkością przemierzając kilometry, z przerażeniem myśląc o tym co zastanie i czy w ogóle zastanie. Przecież jak zawsze w kryzysie polegał tylko na intuicji, choć do tej pory jakoś działała tak, że go przed problemami broniła.
A teraz poprowadziła go prostu do epicentrum dramatu, który jednak dopiero miał się rozegrać.
Wieczór nie należał do najcieplejszych, jednak jedenaście lat małżeństwa robiło swoje. Nie wyobrażał sobie nawet, że ta pieprzona marynarka wciąż mogłaby wisieć na jego ramionach, a oczy nie byłby zwrócone na nią. Nie drżał jednak jak jakaś pedalska osika, choć było mu trochę głodno i czuł jak jego skóra pokrywa się gęsią skórką pod cienkim materiałem koszuli.
Wypuścił głośno powietrze z płuc, automatycznie próbując zlokalizować swoje papierosy. Szlag. W marynarce. - Byłaś tak wściekła. Spanikowałem - odparł, siląc się na spokój, wciskając ręce w kieszenie i zaciskając je tam w pięści. Patrzył w tą samą stronę co ona, kiedy wzdłuż jego kręgosłupa przepływały, choć niezbyt radośnie, silne dreszcze. Dojrzały Collier niewiele różnił się od tego osiemnastolatka, który pobijał własny rekord zaliczonych toalet w całym Londynie. Dojrzały po prostu nie szalał z pędzlami jak wariat, gdy coś było trudne i wymagające właśnie tej dojrzałości, której chyba cztery lata temu mu zabrakło.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   Pią 10 Maj 2013 - 10:42

Nigdy nie miała nic przeciwko temu, by ją hipnotyzował. Do tej pory miała dobre wspomnienia z jego mocą, przez możliwość sterowania swoimi snami, przelewanie na papier wyobrażeń, które gdzieś w jej podświadomości się ujawniały, powracanie do dzieciństwa. Zawsze też z uśmiechem wspominała Ermenegarde i ich drobny eksperyment pod wpływem hipnozy. Wiązało się to z zaufaniem, jakie miała do Blaise'a. Zawsze wierzyła, że nie wykorzysta swojej zdolności do czegoś, co by mogło ją zranić czy jej zaszkodzić. Teraz jednak nagle ta podstawa się zawaliła.
Po raz trzeci w życiu nie umiała zachować się Sokolsko. Pierwszy raz, gdy mówiła mu, że go kocha i uciekała do Nowego Jorku, nie chcąc rozpracować tego z nim na fragmenty, łatwe do złożenia, zrozumienia, uporządkowania. Wtedy pozwoliła sobie ponieść się emocjom, jeszcze z odrobiną świadomości. Drugi raz miał miejsce właśnie te cztery lata temu, kiedy jedyne, co się liczyło, to ta przerażająca prawda o zdradzie. Pędząc drogami Francji nie zwracała uwagi na żadne własne potrzeby, nie zatrzymywała się, nie jadła, nie piła. W domku pod Marsylią dostawała wręcz paranoi, leżąc skulona pod kocem, wpatrzona w płótno, które namalowała od razu po wejściu. I teraz znowu; uciekała przed rozwiązaniem sprawy, pozwalała emocjom w niej hasać, odbierać wszelkie opanowanie.
- Przecież cię kocham. Wybaczyłabym ci - Jej głos brzmiał niesamowicie pusto. W środku mogła trwać w niej w najlepsze dzika burza, na zewnątrz hamowała się przed gwałtowną reakcją. Chciała zachować spokój dla dziecka, dla Noah, który w tej chwili był najbardziej pokrzywdzoną osobą. - To trwało nadal? - spytała beznamiętnie, spoglądając w końcu na swojego męża.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   Pią 10 Maj 2013 - 17:51

Co czuł pędząc do Prowansji? Rozdarcie? Na pewno. Nieprzepisowe prędkości, niebezpieczne manewry, w sumie cud, że nikogo na tej trasie nie skrzywdził, zwłaszcza siebie. Czuł jak toczy wewnętrzną walkę między boleśnie równoważnymi uczuciami. Kochał Mer, byli małżeństwem, udanym; nieczęsto się kłócili, seks był spoko, spacery, bajery, randki, toalety też. Ale w tyle głowy czuł ćmiącą przypominajkę, taką beżową, pachnącą starą książką i wodą kolońską, ale nie odliczał nerwowo dni do wyjazdu Mer. Po prostu przez trzy lata prowadził satysfakcjonujące, podwójnie życie, kochając dwie osoby na raz i nie mając odwagi tego przerwać, zanim było za późno. Uczucia nigdy nie stały się dla niego czymś pewnym, co uznawał bez wątpliwości i bez chęci ucieczki, nawet jeśli jeden z dowodów miał na palcu już od dość dawna.
Niezbyt wiedział, kiedy Isaac stał się dla niego tak ważny, że był gotów zaryzykować by rzeczywiście dzielić się na dwoje, choć miłość razy dwoje mnożył. Nie wiedział tym samym co ma ze sobą zrobić, gdy z wyrwą w sercu chciał uratować cokolwiek i siłą rzeczy prawnej podążył do Francji, nawet jeśli przez długi jeszcze czas pustka po Salingerze nie dała się jakkolwiek wypełnić.
Muzeum tylko rozpaprało stare rany, o czym nie miał najmniejszego zamiaru mówić Mer, i tak mając na głowie zmartwienia typu wątła hipnoza, która w każdej chwili mogła się zerwać, co byłoby niebezpieczne. Z wielu względów. - Wtedy, widząc Ciebie i Twoją reakcję bardzo w to wątpiłem. Nie pamiętasz tego, ale ja pamiętam... - odparł ciężko, przenosząc na Mer wzrok, oczekując wybuchu właśnie. Chyba nawet by wolał, ale był świadom, że tak się nie stanie - myślała o dziecku, nie pozwoliłaby sobie na coś, co mogło mu zaszkodzić. - Nie, zakończyło się to cztery lata temu - westchnął, odwracając się na chwilę. Mogło nie wyglądać, ale to co się działo w jego wnętrz było nieznośne, a głucha cisza przerywana tylko szumem wody jeszcze bardziej potęgowała to uczucie. - Wierz mi lub nie, ale chciałem dobrze. Skrzywdziłem Cię i chciałem żeby Cię nie bolało - odparł racjonalnie, jakby przejął od niej przez lata trochę sokolskości.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   Sob 11 Maj 2013 - 14:52

Powoli sobie przypominała to wszystko, co działo się wtedy. Szok, wściekłość, ból, rozpacz. Pierwsze jednak, co jej się przypomniało, to to uczucie zawodu, z którym nie umiała sobie poradzić. Czuła, że zawiodła siebie, jego, cały świat. Jego też obwiniała, może jego przede wszystkim, ale pretensje miała do siebie. Nigdy nie była w stu procentach pewna, że on cały należy do niej. Nawet po tym spontanicznym ślubie, po tym, kiedy chciała go od siebie uwolnić, nawet kiedy powiedział jej, że ją kocha, zawsze gdzieś tkwił w niej ten strach, że ona nie jest wystarczająca. Że nie jest Indianą, Aidenem, jakąś Holenderką, która nie ma nic przeciwko paleniu trawki w mieszkaniu. I wtedy te wszystkie obawy się wypełniły, nie była wystarczająca, jemu czegoś brakowało. Więc obwiniała siebie, że nie dawała mu wystarczającej ilości przestrzeni, że jej nawyki mu przeszkadzały. Zapętlała się w złości na siebie, na niego, na Isaaca, cała taka miksacja ją przytłaczała i niszczyła.
Wracały do niej te uczucia, zamknięte za murem. Znów cisnęło jej się na usta pytanie, czy nie chcesz być z nim. Dlatego wtedy miała taki problem z poradzeniem sobie. Bycie lodową rzeźbą przez całe życie nie pomaga w rozpoznawaniu uczuć, nawet jeśli się jest racjonalnym Sokołem. A może zwłaszcza wtedy.
- A czego się spodziewałeś? Że rzucę ci się na szyję i nie będę o tym wspominać? Boże, Blaise, czego się spodziewałeś, kiedy nagle całe podstawy mojego życia się zawaliły? - zabrzmiała jadowicie, a na nienaturalnie bladych policzkach pojawiły się delikatne rumieńce. Starała się jednak zachowywać spokojnie, chociaż i tak, to co przeżywała, musiało być mocnym stresem dla Noah. Nieświadomie położyła obie ręce na brzuchu w typowo obronnym geście. - To jest jak cios w zaufanie, wiesz? Najpierw zawiodłeś moje, zdradziłeś mnie, a potem zwątpiłeś we mnie. Odebrałeś mi szansę pogodzenia się z tymi emocjami - Trudno jej było się z tym pogodzić. Jeśli w coś przez całe życie wierzyła, to było to zaufanie. Uważała je za podstawę podstaw, nawet gdy tylko się przyjaźnili.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   Sob 11 Maj 2013 - 21:00

Nigdy nie rozpatrywał swojej zdrady pod kątem szukania czegoś, czego mu brakowało w związku z Mer. Po prostu bliskość z Isaacem stała się czymś równie naturalnym, jak bliskość jego żony. On nie miał potrzeby oderwania się od rutyny, czy szukania jakiegokolwiek zamiennika, czy też uzupełnienia do swojego życia, które przecież nigdy nie było puste. To, że Isaac się pojawił nie było ani zaplanowane, ani przewidziane, ot budowanie relacji krok po kroku, by prowadzić równolegle dwa życia. To typowe: żona, praca, rocznice, porządki, rachunki i okazyjny seks w miejscach publicznych; a obok to nietypowe, bardziej męskie, choć też czułe, angażujące i...
Zdecydowanie pogubił się w miejscu, gdzie zbyt zależało mu na obojgu, by umieć z któregokolwiek zrezygnować. I z uporem masochisty tkwił w takim, do czasu wspaniałym stanie rzeczy - mając Meredith, wspólne mieszkanie, ciepło i zdeklarowaną miłość, oraz Isaaca, galerie sztuki, wernisaże, stare filmy, sorbety owocowe, mocną kawę i papierosy.
I zraził się, choć na własne życzenie. Tak pięknie rozwinięte uczucia, piękne jak obrazy Sisleya, albo czyjeś kolorowe tatuaże, smacznie zdobiące wyćwiczone ciało; piękne jak wschód słońca za miastem, tęcza po deszczu w pogodny dzień, wyjątkowo udany plakat filmowy, fresk na ścianie, idealnie wpasowany w przestrzeń mebel, ulotny zapach francuskich perfum. Blaise bardzo żałował, że uczucia są tak trudne, pod każdym ze względów - dla niego jako artysty w praktyce oznaczało to zwykłą ekspresję emocji w postaci rzekomo naturalnych zachowań, dorzucając do tego tylko umiejętność przelania tego wszystkiego na płótno. Drażniły go już porównania, gdy po latach pragnął znać już wydestylowane uczucia, przefiltrowane, pozbawione szumów i zanieczyszczeń, które dodają do tego ludzie, by stworzyć otoczkę, ramkę.
Tak jak teraz. Czuł frustrację, że musi dla samego siebie tworzyć w głowie domino porównań, bo nie potrafi określić jednoznacznie, czy bardziej jest mu przykro, czy jest zły, rozżalony czy poirytowany. Chociaż poirytowany był na pewno, że znów jego myśli ulatują nie tam gdzie trzeba i nie tam, gdzie leży problem, znów te cholerne ramki.
- Nie jestem idiotą, oczywiście, że nie - zanim się pohamował, jego głos wydostał się z gardła o pół tonu zbyt emocjonalny. Chwycił włosy w garści, ignorując chłód bijący od wody. I jego żony. - Wyobraź sobie, że mój świat też się zawahał. I kiedy Ty miałaś ten komfort, że o tym nie myślałaś, ja byłem świadom wszystkiego - odparł, już spokojniej. Musiał nad sobą panować i wiedział to. Zwłaszcza, gdy zapobiegawczo chwyciła się za brzuch. Podszedł bliżej że nie dzieliło ich więcej niż piętnaście centymetrów. - Pogodzenia się z emocjami - powtórzył, mając tylko nadzieję, że nie brzmi kpiąco, bo w całe nie chciał. Tylko wiedział, że cztery lata temu musiał coś zrobić, bo nie wytrzymałby utraty dwóch miłości na raz. - Zwątpiłem, to akurat prawda. Nie rozumiałem jak możesz mnie kochać na tyle, by mi to wybaczyć i musiałem coś zrobić. Wiesz jaki to był strach? O nas? - nie wiedział czy Mer nadąża za jego tokiem myślenia, bo sam nie był pewien czy nadąża za sobą.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   Nie 12 Maj 2013 - 12:21

Nie rozumiała, więc szukała czegoś, co mogło by to wydarzenie wyjaśnić. Rozpaczliwie tego potrzebowała, żeby móc zrobić tabelkę, wykresik, mapę myśli. Gdyby mogła to po sokolsku wyjaśnić, zracjonalizować, byłoby łatwiej. A tak, nie potrafiła. Sama wiązała sobie pętlę na szyi, zbyt rozchwiana, żeby ustać na nogach. Jeśli nie miała sensownego wytłumaczenia, wyszukiwała te najbardziej szalone, ale w jej mniemaniu prawdopodobne. W końcu była tylko zdradzoną, oszukaną kobietą, miała prawo do bycia nierozsądną.
Nigdy nie kwestionowała rozpierdolu, jakim były uczucia. Przyjmowała je takimi, jakimi były - jeśli stwierdzała, że kocha, nie rozwodziła się na tym, dlaczego. Szybko się nauczyła, że analizowanie ich nie przynosi oczekiwanego skutku, bo zawsze pojawi się jeszcze jakiś element, który nagle zmienia cały obraz. Wolała wyrażać je po prostu, tak, jak je czuje. Dlatego teraz nauczyła się tej spontaniczności, w której - póki mogła, rzecz jasna - porywała Willa na ręce i tańczyła z nim dookoła całego mieszkania, tudzież odrywała Blejsa od tego co robił, żeby go pocałować i powiedzieć, że tak po prostu go kocha.
- Może wolałabym myśleć, może sama chciałabym wybrać, czy chcieć, czy nie chcieć to przeżywać. Może mogłam to zrozumieć, nie wiem - zaczynało ją to powoli męczyć. Chciała się uspokoić, usiąść, być przytuloną czyimiś ciepłymi ramionami, chciała usłyszeć, że wszystko się ułoży i będzie dobrze, bo sama w tej chwili nic pozytywnego w przyszłości nie widziała. Zastanawiała się, jak może zaufać Blaise'owi na powrót i jak może wychowywać z nim dzieci. Wszystko w tej chwili rysowało się przed nią w czarnych barwach.
- Przez te trzy lata jakoś się nie bałeś - nie zdołała się powstrzymać przed wbiciem mu malutkiej szpili, ale zaraz się pohamowała. Oparła lekko głowę na jego piersi, cała drżąca, nie umiejąc doprowadzić się do jakiegoś akceptowalnego stanu psychicznego. - Zniszczyłam wszystkie ważne relacje tylko po to, żeby być z tobą, zawsze wybierałam ciebie - mówiła cicho, może nawet niesłyszalnie, nie podnosząc głowy. - Jak mogłeś we mnie nie wierzyć?

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   Nie 12 Maj 2013 - 13:45

Doskonale zdawał sobie sprawę, że małżeństwo, to takie trochę zerwanie z egoizmem. Całe życie był paskudnym egoistą i to jeszcze tym najniebezpieczniejszym rodzajem, bo przecież on tak bardzo nie dbał o większość rzeczy, pachniał terpentyną i nowymi perfumami Dolce&Gabanna, z papierosem w ustach krążył po Londynie, a gdy zaczynało padać zaszywał się w klimatycznych lokalach, poznając przypadkowych ludzi i słuchając ich historii, żeby potem w środku nocy...
No właśnie. Nawet za błogich czasów wyciągniętych t-shirtów i zniszczonych conversów Mer już była przy nim. Nie wiedział o tym, że kochała go już wtedy, gdy on był zbyt zajęty ignorowaniem rzeczywistości, na rzecz własnego świata, pachnącego słodką kawą i jej żelem pod prysznic.
Nie potrafił z tym zerwać, najwyraźniej egoizm był na tyle nieodłącznym elementem jego charakteru, że nawet z żoną i dwójką dzieci musiał uciekać do korzeni, do czasów, gdy bycie Piotrusiem Panem nie było stłamszoną esencją na nagłe wypadki, a stylem całego życia.
Przymknął oczy, gdy mówiła to wszystko. Miała rację i mogła to doskonale wydedukować patrząc na jego pokruszoną sylwetkę, nie będącą jak zwykle imponującym kształtem umięśnionych pleców, silnych nóg i ciepłych ramion, a czymś raczej zduszonym, ciężkim i obolałym. - Masz rację - wypalił. - Masz rację - powtórzył już spokojniej. - Nie bałem się, wolałem zaryzykować użycie mocy niż pozwolić ci umyślnie cierpieć - odparł, obejmując ją gdy oparła czoło o jego tors. Głaskał ją po plecach, mrucząc coś uciszającego i uspokajającego, by po chwili zacząć po cichu śpiewać Tender. Czekał z odpowiedzią, czując jak najważniejsze osoby jego życia drżą mu w ramionach. Dopiero po dłuższej chwili od ostatniego oh why, oh my uruchomił znów normalny głos. - Domyślam się, że to trudne. Ale kochamy się, musisz mi wybaczyć. Nie przeżyję, jeśli mi nie wybaczysz - wyznał trochę niepewnie, z całych sił powstrzymując czarne scenariusze, co by zrobił, gdyby nie wybaczyła.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   Nie 12 Maj 2013 - 14:46

Sposób, w jaki wzięli ślub, był z jego strony bardzo nieegoistyczny. Przecież obrączki z automatu i przewiązanie dłoni szalikiem było dla niej, dla jej pewności. Zresztą ona w tamtym momencie była egoistką, bo wchodziła w małżeństwo wiedząc, że on jej nie kocha. Potem to wszystko się pozmieniało, pewne rzeczy straciły znaczenie, inne zyskały na wartości. Ona też ciągle się zmieniała; na samym początku była lodową statuą, której tylko impresjonizm w głowie. Nie liczyła na nic i niczego nie oczekiwała, żadnych zobowiązań, egoistyczne przyjemności i korzyści. Ale w miarę upływu czasu się przywiązywała, topiła lód i uwalniała emocje. W tamtym świecie jeszcze nie wiedziała, że go kocha. To dopiero pokazał norweski dramat, wszystkie te zawirowania, z których teraz mogła się śmiać, a które wtedy były najgorszą katorgą.
Kochała go w dużej mierze takiego, jakim był, ze wszystkimi wadami, z uciekaniem do farb, gdy problemy go przerastały i z całym bagażem wiecznego nieogarniania. Kolokwialnie mówiąc, wiedziały gały, co brały, ale to prawda, nigdy na siłę nie żądała dorosłości, akceptowała wszystko, co się dało, czasem tylko wymagając czegoś więcej.
Teraz jednak brakowało jej już sił, nie umiała powstrzymać łez. Jej ciało wstrząsnął bezgłośny szloch, kiedy zaczął śpiewać ich piosenkę, jak świetnie teraz do sytuacji pasującą. Sama chciała spytać oh why. Milczała jeszcze dobrą chwilę, słysząc jego dramatyczne wyzwania.
- Nie wiem, czy umiem w tej chwili. Potrzebuję czasu - uniosła głowę, znowu blada i ze śladami łez na policzkach. - Przeniosę się do rodziców do końca zlotu, a potem... - urwała, nie wiedząc, co dalej będzie.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   Nie 12 Maj 2013 - 16:22

Trochę dojrzewał, zdawał sobie sprawę, że czegokolwiek by nie zrobił, wszystko ma jakieś odbicie w jego rodzinie. Nie mógł znikać, bagatelizować, machać ręką i oddawać się przyjemnościom osiągalnym tylko w samotności. Pozornej. W końcu samotność jest tylko złudzeniem. Myśli człowieka krążą zawsze koło innych i łączą go z ich (niekoniecznie) obcym losem, który na próżno starają się odepchnąć. Właśnie tak czuł się teraz. Uciekał, bo ktoś go sprowokował i wracał, bo miał do kogo. Przejmował się bo mógł kogoś zawieść i żałował, że kogoś zawiódł.
Trochę dojrzewał, bo choć teraz było trudno to chęć ucieczki była mała na tyle, że udało mu się ją stłamsić.
Trochę dojrzewał, bo myślał ciągle o niej i o dzieciach, a nie o Isaacu, z którym byłoby tak wygodnie i bez ryzyka wystąpienia takich problemów. Myśli o Indianie odpuścił już sobie dawno temu.
- Nie płacz - odparł cicho, dodając w myślach pokrzepienia dla samego siebie. Że im się uda, że on nie stchórzy, a ona od razu zrozumie. Mówiła, powtarzała często i wiernie, że go kocha; skoro kocha, powinna wybaczyć. Czuł wręcz jak wszystkie jego wnętrzności odprawiają obrzydliwy, wężowy taniec, sprawiając, że ma ochotę zwymiotować przez powagę sytuacji. Chyba jednak gdzieś w collierskim genotypie była jakaś drobna puryna outsiderstwa; wbrew pozorom ta rodzina nie należała do gromady społeczników.
- Chcesz się przenieść do rodziców? - spytał, mając nadzieję, że nie brzmi źle: pogardliwie, niedowierzająco, powątpiewająco. Do wyboru, choć zbiór przysłówków nie zamykał na tych trzech elementach. - Wziąć dzieci i mnie zostawić? - niedowierzanie, brak akceptacji. - Nie chciałbym ich w to mieszać... - przerażenie. Jej niezdrowo bladą twarzą, wypowiadanymi słowami. - Co Ty chcesz mi w ogóle wybaczyć? Zdradę czy hipnozę? - przyciszył głos, on z ich dwójki pamiętał, jak Londyn jest naszpikowany podejrzanymi donosicielami, ale tez niespecjalnie chciał dzielić się z otoczeniem swoimi małżeńskimi problemami.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   Pon 12 Maj 2014 - 22:18

Wszystko miało swoje odbicie gdzieś w świecie obok. Oczywiście, prościej było nie zauważać śladów po własnych błędach, prościej było ignorować wszystkie niepokojące sygnały. Taka ślepota była wygodna, Meredith to wiedziała. Przecież bywała ślepa przez te wszystkie lata - czy na studiach, kiedy mogła widzieć dwie szklanki w zlewie po powrocie z uczelni i nieużywaną pościel w sypialni, czy to później, kiedy łatwiej było nie spytać co się dzieje, a pocałować, zacząć masować napięte mięśnie i raczej kompletnie oderwać od myślenia. Ślepa była też teraz - nie patrzyła na Blaise'a, nie patrzyła na to, co on czuł, nie patrzyła na jego starania.
A może inaczej - nie chciała patrzeć.
Wybór cierpienia jako kary dla siebie dla niego dla całego świata, tylko nie dla dzieci, znów, wydawał się dobrym wyborem. Jakaś psychiczna nawiązka. Pokuta za niepopełnione grzechy. Coś, do czego można się przywiązać i nie myśleć, skończyć z tym brzemieniem, zrzucić je z siebie, bo będzie się czuło coś gorszego. Zbrodnia i kara, tylko co było czym?
- Nie wiem - Chrypka nie musiała zdradzać łez, szkło w oczach dowodziło tego za dobrze. - Kocham cię - powtórzyła po raz kolejny, nie dla siebie, dla n i e g o. Może miała złamane serce, może potrzebowała dystansu (organ główny narządu krwionośnego - bo czy to wciąż było serce czy tylko wspólnota tkanek? - bolał fizycznie na myśl o rozstaniu, nie znosiła samotności, a na to właśnie się skazywała), ale tego jednego była pewna. To nie było wątpliwe może, to była niezachwiana prawda. - Nie wiem - powtórzyła znowu, trochę otępiale.
Jeszcze raz oparła czoło o jego tors, taka mała i krucha, z jeszcze mniejszym człowieczkiem pod sercem. Mógł jej nie pozwolić odejść, mógł ją zmusić słowami i czynami, nie mocą, żeby została i stawiła czoło sobie i swoim lękom. Chciała, żeby to zrobił, potrzebowała tego, ale prośba nie umiała wydostać się z jej ust.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora Serpentine   

Powrót do góry Go down
 
Brzeg jeziora Serpentine
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Brzeg jeziora
» Zachodni brzeg jeziora
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Prawy brzeg rzeki
» Jezioro

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Centrum
 :: Hyde Park
-
Skocz do: