IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 jadalnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: jadalnia   Nie 28 Kwi 2013 - 7:23


bardzo lansiarska, obsługa kelnerska na najwyższym poziomie - oczywiście wszystko na wyłączność.
jeden stół służy integracji, oczywiście.


_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: jadalnia   Nie 12 Maj 2013 - 18:55

Prudence nie była pewna dlaczego zdecydowała się zamieszkać w hotelu. Mimo wszystko. Mimo, że powinna tylko przyjechać na samą kolację absolwentów i pomachać ze swojego rogu stołu kilku miłym osobom, po czym radośnie i beztrosko chwycić Polkę pod ramię i zaprowadzić do najlepszego lokalu pokerowego w mieście. A znała ich kilka. Te devońskie nie wystarczały jej, więc nawet gdy odwiedzała rodzinę gdzieś na wrzosowiskach ulokowaną, raczej urządzała sobie wycieczki do stolicy.
Uznała jednak iż to niewdzięczne mogłoby być posunięcie - głównie wobec samej Prudence. Gdyby opuściła hotel, nie zamieniając z nikim słowa czy dwóch, zaczęłaby ostro żałować już w następnej sekundzie. Tak naprawdę sama nie wiedziała czy nie wystarczyłby jej pochłonięty widok beztroskich żywotów st.bernardowiczów. Była mocno ich ciekawa. Zbyt mocno. Na tyle, że całą drogę z Paryża do Londynu przemęczyła niemiłosiernie - to zaglądając do przypadkowej książki, to wybudzając Hyde'a z półsnu i racząc go kolejną porcją wątpliwości, to przechadzając się na długości kilkunastu metrów po wagonie pochłoniętym w ciemności z telefonem przy uchu - Polly spóźniona na pociąg koczowała na lotnisku.
To, że zgotowała sobie i jemu tak niewdzięczną podróż pokutowała po swojemu - czyli pogłębieniem nieszczęścia. W praktyce oznaczało to ni mniej ni więcej co kontynuację bezsenności i trzecią filiżankę herbaty z rzędu przy burżujskim stole hotelowym. Obsługa najwidoczniej była na tyle god save the queen że nie posiadała kubków. A pfe, co za globalizacja przecież.
Nie wiedziała jak ale na pewno nie tak wyobrażała sobie powrót do szkolnych wspomnień. Zjazd trwał już dobry tydzień, a Prudence przed dwoma godzinami się stawiła - może ludzie się porozjeżdżali? Hmm, podzieli się kilkoma wątpliwościami z Hydem, kiedy tylko zdoła wybudzić go ze snu i wytargać z otoczenia czternastu haftowanych poduszek.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: jadalnia   Nie 12 Maj 2013 - 19:12

Aiden był zmęczony. Autentycznie.
Myślał, że to sprawa jet lagu, to roztrzęsienie, umęczenie. I kwestia stresu, że go zaaresztują już na lotnisku, skują i na oczach jego dzieci wsadzą do jakiejś ciężarówki. Nie bał się, że zniknie z powierzchni ziemi, był zbyt znany na nowojorskiej ziemi, żeby nikt się nim zainteresował, ale nie uśmiechało mu się bycie światową gwiazdą, jak ta zgwałcona w Indiach dziewczyna, dziesięć lat temu.
Chciał swojego uporządkowanego życia, wstawania o określonej porze, żeby zawieźć Francisa do przedszkola, przygotować dla Cornelii ulubione mleko, zadzwonić w trzydzieści miejsc, pojechać do pracy, biznesowe spotkania i...to był jego świat, szklanych wieżowców, brudnych chodników, tłumu turystów i znajomych twarzy.
Koledzy z St. Bernard się zmienili, postarzeli, wielu się nie zjawiło z przyczyn oczywistych - nie żyli. Większość była smutna, zdziwiona, jakim cudem ich młodzieńcze lata odeszły w niepamięć i z jaką łatwością bycie królem świata oznaczało izolację, tortury, zamknięcie.
Nie podobało mu się tutaj, z trudem utrzymywał na twarzy lekki uśmiech, odsuwając się kulturalnie o krok, gdy jakaś zmarszczona koleżaneczka z SHD próbowała go uściskać po latach. Nad mocą panował lepiej, ale nie idealnie.
Był więc zmęczony. I niewyspany. Od dwóch dni Luelle miała kolkę (sprawdził - pojechał na angielskie pogotowie!), więc na zmianę z Indianą spędzali wieczory przy małej. Tej nocy wypadła jego kolej, Indiana padła jak zabita na łóżko w drugim pokoju, a on zajmował się płaczącą z bólu Lu i płaczącą z empatii Cornelią.
O godzinie piątej rano był więc umęczony jak po maratońskim biegu, bez fajki od kilku godzin i w przepłakanym szarym dresie. Bardzo po angielsku.
Położył się na sofie na dosłownie chwilę, bo o piątej zero pięć do ich pokoju wpadł rozbudzony Francis, BARDZO GŁODNY. Aiden niewiele więc myśląc, na śpiąco, ubrał Francisa, zgarnął dziewczynki i zjechał na dół.
Francis pognał jako pierwszy, zatrzymując sie dopiero przy 24godzinnym szwedzkim stole.
- TATO czy to FOJE GRAS? - spytał bardzo podekscytowanym tonem, wskazując na coś, co z pewnością nie było foie gras. I co Aiden widział z daleka, mechanicznie kładąc rozbudzoną Cornelię na podłodze, by sobie pochodziła, na ramieniu trzymając półśpiącą Luelle. Odwrócił się, by synowi odpowiedzieć, gdy zobaczył kogoś przy stole.
Widowiskowe zatrzymanie w pół obrotu, pstryk kliszy, dopompowanie krwi do głowy i szerokie źrenice. Prudence.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: jadalnia   Nie 12 Maj 2013 - 19:47

Przez dziwnie śniętą głowę Prudence przemknęła myśl, że teoretyczni geniusze zbrodni herbacianej mogliby się sporo uczyć od fusowej magii, serwowanej przez Argentyńczyków. Uzmysłowiła sobie, że nigdy nie piła tak dobrej herbaty co - dla niej - jest odkryciem godnym spostrzeżenia ginącego gatunku motyla dla zapalonego biologa-pedała. A tutaj, na ziemiach jej ukochanych, herbacianych włościach, czuła że pije coś co bardziej wodę, której brzoskwinia się moczyła pije. Tak mało zajmującymi przemyśleniami swą głowę frasowała, nie odnajdując w tym poranku nic odkrywczego. Nic. No poza zaskakująco przyjemnym połączeniem żółtego sera i dżemu truskawkowego na bułce paryskiej.
Z chęcią skosztowania jakiegoś brytyjskiego specjału - dawno nie miała w ustach smaku gotowanej fasoli i smażonego bekonu - odwróciła głowę lekko w lewo, na tyle by w jej polu widzenia znalazła się jakaś mała istota. Płci męskiej. Na oko dziewięciolatek tudzież młodszy eksponat acz całkiem wysoki. Na pewno wygłodniały, co stwierdziła Prudence dostrzegając tylko czubek jego głowy, gdy wzrokiem pochłaniał zwartość stołu, wystawionego wzdłuż wysokich okien.
I wtedy się odwrócił z jakimś zapytaniem - Pru nie dosłyszała. Ale zobaczyła coś bardzo dziwnego. Coś, co wzbudziło w niej krztynę niepokoju nieznanego pochodzenia. Niepokoju i bólu, tęsknoty i podekscytowania, znów niepokoju i niepewności z krztyną ciekawości. Poczuła to, zanim zrozumiała. Uścisk w żołądku wiązał się z nielichym wrażeniem, jakie wywarło na niej dziecko. Nigdy nie pomyli tego uczucia. Było z nią, gdy po raz ostatni przed swą ucieczką za granice kraju wpadła do swojego starego pokoju, było z nią gdy to imię zawieruszyło się gdzieś pomiędzy potokiem słów z jednego ze starych klołkowych listów, było podczas jej i Polly debiutu na scenie paryskiej, gdy reżyser przesiąknięty zapachem papierosów ulokował między wargami Sobranie.
Nie mogła prosić o bardziej radykalne wprowadzenie w realia postbernardowskie niż ujrzenie potomstwa miłości swojego życia.
- To tak niezaskakujące, że jesteś pierwszą osobą, którą tutaj widzę - Prudence podniosła się z miejsca, zakładając niesforny kosmyk włosów za ucho i powoli podchodząc do zastawionego smakołykami stołu. Smakołykami, o których chwilowo przestała myśleć, nie mogąc oderwać spojrzenia od trójki małych istot. Nie zastanawiała się czy łomot jej serca jest tak słyszalny, jak bolesny. Tylko patrzyła. Chłonęła. Mimo, że jej słowa do dorosłego Aidena, nie jego kopii były skierowane.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: jadalnia   Nie 12 Maj 2013 - 20:01

Naprawdę zabrakło mu tchu. I to nie ze zmęczenia, nie ze stresu, nie ze zdenerwowania ciągłym płaczem Lu (jak dobrze, że zasnęła, w końcu!), tylko z...czegoś innego, czego nie doświadczał od dziesięciu lat.
Wtedy się odciął, zupełnie, tak jak chciała i tak, jak musiał, zapominając o każdym. Nawet o swoim bracie, z Pru też nie było przecież trudniej. Urwał się kontakt, wspomnienia zamknął gdzieś daleko, oznaczając fluorescencyjnym markerem jako NIEWAŻNE, NIE DOTYKAĆ i...żył z takim ograniczeniem idealnie.
W idealnym apartamencie, z Indianą u boku, z dziećmi, z pracą, z lunchami ze znajomymi na dachach wieżowców, z biletami na premiery, z elektronicznym papierosem w ustach i unikaniem lekarza. Moc mu przeszkadzała, ale nauczył się nie dotykać ludzi i ignorować wpychanie mu dłoni w spodnie - perfekcyjny, pragmatyczny życiorys.
Ale nie, nie mógł tego tak zostawić, przyjechał tutaj, w ferworze pakowania, dzieci i stresu nie rozmyślając nawet przez sekundę o tym, co będzie - i co poczuje - kiedy spotka dokładnie ją.
Szczupłą (bardziej niż wtedy), wysoką, o wielkich oczach, zapadniętych policzkach, z tą sama jednak aurą prudensowości. Dziesięć lat.
Zabolało go serce, poczuł się tak, jak w jej salonie eony temu, kiedy to chciało mu się płakać. Ale teraz nie był już zagubionym chłopcem. Był dojrzalszy, mądrzejszy więc...dlaczego to tak kłuło.
Patrzył na nią jak zahipnotyzowany, tylko kątem oka obserwując chodzącą Cornelię (instynkt ojcowski!) i ignorując Francisa. Chyba po raz pierwszy w życiu.
Co mu się nie spodobało.
- Nie chcę używać płaczu jako działania manepalunacyjnego, ale to zrobię. Chcę fojegras - powiedział Franc stanowczo, zerkając na kobietę przy stole, jakby chciał sprawdzić, jakie wrażenie zrobiło na niej użycie arcytrudnego słowa.
- Manipulacyjnego - sprostował od razu Aiden, odruchowo, szok pękł, znów był ojcem z dzieckiem na rękach. Wdech, wydech, lekki uśmiech, tylko przez sekundę bolesny.
- Prudence, jak...dobrze Cię widzieć - powiedział, drżące imię, a niech to. Poprawił śpiącą Lu na ramieniu, łapiąc Cornelię za rękę, żeby nie przewróciła się na dywanie. Dalej wpatrywał się w kobietę w lekkim uczuciowym chaosie. Żałował, że nie ma przy nim Indiany. - Dalej jesteś Wright? - spytał lekko, podchodząc do niej i nakładając na talerzyk Francisowi trochę jedzenia. Które Franc obwąchał i wtrącił się Aidenowi w słowo. - Ja dalej jestem Francis - przedstawił się kulturalnie, wyciągając do Pru małą rękę i obserwując ją z takim samym natężeniem wielkich oczu. Po Indianie, tylko to odziedziczył po matce.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: jadalnia   Nie 12 Maj 2013 - 20:28

Widok dzieci Aidena wywarł na Pru ogromne wrażenie. Na tyle ogromne, że chwilowo nie potrafiła wykrzesać z siebie siły, żeby swoją uwagę jeszcze ich ojcu (to słowo nawet ciężko przez myśl jej przechodziło) poświęcić. Chociaż nie. To chłopiec. Głównie on. Był oczarowujący sam w sobie i budził u Wright zbyt przytłaczającą mieszankę wspomnień, nadziei i marzeń do zdzierżenia, jednocześnie zbyt fascynującą, żeby zlekceważyć tę istotę. Zupełnie nieświadomą burzy myśli, jaką wywołała.
Prudence, odsunięta na tak długo od świata nadprzyrodzonych zdolności i niezwykłych zjawisk, poczuła się jakby zobaczyła ducha, jednoczącego w sobie wizję przeszłości i przyszłości.
- Pru... Prudence - wyjąkała cicho kiedy przykucnęła i z nienaturalnie błyszczącymi czyma obserwowała najdrobniejszy ruch chłopca. - Francis, jesteś nieprzyzwoicie zachwycający - wyznała, doskonale wiedząc jak niewychowawcze podobne wynurzenia wobec dziecka i to płci męskiej są, ale nie mogła się powstrzymać. Po chwili cichej adoracji szybko wyprostowała się, gotowa zmierzyć z wyzwaniem, jakim było przeniesienie uwagi na Aidena.
- Tak - odpowiedziała krótko na pytanie, oddychając głębiej i przyglądając się profilowi mężczyzny. Trochę inaczej chociaż wciąż klasycznie ściętemu, z krótszym niż zazwyczaj, tfu, niż dziesięc lat temu - zapewne wzgląd na dzieci - zarostem, z doświadczeniem wypisanym na twarzy, z jednym na ramieniu i okupującą jego nogi kolejną dwójką dzieci.
- Kto jest ich matką? - zapytała, nie pamiętając czy obrączka na palcu, którą dostrzegła przy ich ostatnim spotkaniu była tą samą, która połyskiwała na nim teraz. Stłumiła głośne westchnięcie, kręcąc niemrawo głową. - Jestem w autentycznym szoku, widząc, że w kwestii dzieci spełniły ci się nasze marzenia - stwierdziła bez ogródek, nie mogąc trzymać tego w sobie. Zgarnęła na talerz kilka plastrów sera, nałożyła dwie łyżki dżemu i dorzucając trzy kromki chleba ruszyła w kierunku stołu. - Gdzie mieszkasz?

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: jadalnia   Nie 12 Maj 2013 - 21:11

Francis od razu polubił tą szczuplutką i wysoką osobę o miłym, książkowym imieniu. Złapał jej rękę trochę nachalnie i potrząsnął nią kilkukrotnie, wręcz rosnąc w tym dziwnym zachwycie obcej kobieciny. Ale nie obcej dla taty, wyglądała zadbanie, więc nie włączył swojego instynktu przetrwania, zaszczepionego mu przed nadopiekuńczego Aidena i nie zaczął wzywać pomocy.
Grzecznie odebrał talerzyk i usiadł przy stole, mówiąc coś do Cornelii, orbitującej wokół nogi krzesła z cichym gulgotaniem. Radosnym. Jakby nie płakała przez ostatnie sześć godzin.
Aiden zerknął tylko kontrolnie na dzieci, czy Francis nie dławi się pasztecikiem i czy na Cornsa nie spada żyrandol i powrócił wzrokiem do Prudence. Nierealnie bliskiej, starszej, z maleńkimi zmarszczkami wokół oczu. Dalej eteryczna, dalej jakaś wiotka. I nad wyraz konkretna, uderzająca między oczy. A więc nie muszą bawić się w uprzejmości. Właściwie...to dobrze.
Przecież dalej byli Sokołami, bezpośrednimi, otwartymi, racjonalnymi. A Prudence dalej była nietkniętą Wright, którą rozdziewiczył w pamiętny wieczór i którą potem kochał. Emocjonalnie nawet bardziej niż fizycznie.
Zakręciło mu się nieco w głowie od wspomnień, pogłaskał więc Luelle po głowie. Uspokojenie totalne. Lekki uśmiech. Dziwne uczucie w sercu.
- Indiana - odparł po prostu. - Francis ma jej oczy. Cornelia jej charakter - wskazał na tuptającą dziewuszkę - A Luelle... jest cudowna - przedstawił pokrótce swoją wesołą familię, obserwując nakładającą sobie jedzenie Pru. Marzenia. I c h. Zaśmiał się krótko.
- Chcę mieć jeszcze dwójkę, ale Lanvin grymasi - wyjaśnił krótko, dalej mówił do niej po panieńskim nazwisku, to się nie zmieniło od lat. - Mieszkamy w Nowym Jorku, ja mam kancelarię, Indiana wygryza kolejnych szefów w firmie holdingowej...Chyba tak sobie wyobrażałem dobre życie - zakończył bardzo szczerze, nawet dla siebie. - A Ty? Nie każ mi wypytywać o każdy szczegół. Opowiedz - zażyczył sobie nieco kapryśnie, jak za starych czasów, wbijając w nią spojrzenie brązowych oczu.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: jadalnia   Nie 12 Maj 2013 - 21:59

Kiedy minęło pierwsze, przytłaczające wrażenie zetknięcia się z Aidenem i sporą częścią jego rodziny, Prudence mogła zacząć czerpać zwyczajną, prostą przyjemność z podobnego spotkania. Szybko oceniła swoją reakcję na zaskakująco spokojną - w końcu nie jedną i nie dwieście nocy spędziła rycząc w poduszkę, zanim do zabiegów uciszających nie przystąpiła nieoceniona w swoich zasługach Polly. Wright napsuła jej i sobie dużo krwi. Wystarczająco, żeby nie chcieć nigdy więcej Aidena ujrzeć na oczy - w obawie przed tym, jaki wpływ na nią wywrze.
W hasła o tym, jak bardzo czas leczy i odsyła daleko w niepamięć pogłębiane kilkakrotnie rany nie wierzyła bardzo długo. Wystarczająco, żeby stwierdziła pewnego zimowego dnia podczas przechadzki między drzewami Hyde Parku, że już właściwie nie ma czemu zaprzeczać. Że wszystko się stało i nie należy szarpać się z przeszłością.
Dzięki temu mogła tutaj, w tym momencie i tym towarzystwie z - już - prawie niezmąconym niczym spokojem wewnętrznym konsumować kanapkę ze strategicznie i chorobliwie centralnie ulokowaną paćką dżemu na plastrze sera.
- Brzmi tak uppereastside'owo. Nawet jak na ciebie - przyznała bez cienia krytyki, mówiąc do Ajdy ale raz po raz uciekając wzrokiem w kierunku jego syna. - Jednak wciąż prawo. Dość odważnie. Nie wiem jak w Stanach, ale tutaj roi się od ludzi, dla których Wielkie Łowy wciąż trwają i są zaprogramowani, żeby dorwać tych, których nazwiska widnieją na listach zbiegów - rzuciła z drwiącym uśmieszkiem, świadoma bezsensu działań Łowców. Przecież sama kilkanaście razy w roku bywa w centrum operacji jakim jest Londyn i nikt nie dobrał się jej do skóry.
- Wobec czego ja nieczęsto używam swojego nazwiska. Często zmieniam miejsce zamieszkania. Aktualnie Paryż, chociaż marzą mi się wędrówki na wschód - przyznała, mając w pamięci szczególnie urokliwą pocztówkę z Pragi, przesłaną przez jedną z wędrownych aktorek, poznaną w Lizbonie. Upiła łyk lodowatej już herbaty. - Myślę, że pamiętasz Polly Bexley? Pracujemy w duecie, wiesz, teatr - Prudence zerknęła przelotnie na filiżankę, dzierżoną w dłoni. - Niewiele się u mnie zmieniło, chociaż pierwszy raz od dłuższego czasu jest w moim życiu mężczyzna, na którym mi zależy - podniosła wzrok, nie mogąc ukryć niejako dumy z tego faktu. - Nazywa się Hyde i uważa że nasza - zaznaczyła, wiedząc, że Aiden doskonale rozumie o jakich "nas" chodzi - historia to doskonały materiał na film przestrzegający przeciw uzależnieniom.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: jadalnia   Pon 13 Maj 2013 - 10:27

Jednej, jedynej rzeczy nie znosił w posiadaniu dzieci - ciągłego zeza rozbieżnego, nie tylko fizycznego, ale i tematowego. Tutaj musiał bronić seryjnego mordercy przed zastrzykiem z trucizną a jednocześnie obserwować, czy Francis dobrze myje zęby. Lunch z seksowną sekretarką i kołysanie na rękach Cornelii. Telefon z Białego Domu w trakcie tarzania się po dywanie z bliźniaczkami. Lunch z nowojorskimi przyjaciółmi, poważne dyskusje i próba nakarmienia Luelle.
Ciągle był rozdarty na cztery części, a nawet więcej, jak wujek Voldemort. Próbował je jednak połączyć albo chociaż zminimalizować pole zainteresowań w danej sekundzie (oczy Pru, zmiana na twarzy Pru, inne włosy, wspomnienia z balu, z jej domu, ile lat może mieć teraz Mattie, urosły jej piersi, jest z facetem, aha, nie jestem zazdrosny VS czy Franc nie zadławi się pasztecikiem, czy Cornelia nie wybije sobie oka, czy nie potknie się o dywan, dlaczego Lu tak długo śpi, może umiera na bezdech senny w tej chwili I TAK DALEJ). Bezskutecznie.
Był jednak wdzięczny, że Francis zajął się jedzeniem, Cornelia siadaniem na dywanie a Luelle umieraniem na bezdech spaniem, bo mógł chociaż trochę ograniczyć ojcowskie niepokoje.
I zająć się tylko Wrightówną. Sokolą jak nigdy. Chociaż z wyraźną ignorancją odnośnie wydarzeń na świecie.
- USA jest najlepszym wyjściem dla zbiegów, jesteśmy tam na prawach azylu? Tam jest najbezpieczniej?- odparł z wyraźnym znakiem zapytania, taksując ją ciemnym spojrzeniem, jakby niewerbalnie przekazywał jej tradycyjne jesteś głupia. No, może nie powinien tak ostro się w nią wpatrywać, bo od razu przed oczami stanęła mu Indiana, wymagająca na nim obietnicę.
Na szczęście Pru wtrąciła coś o teatrze, co wywołało na jego twarzy szeroki uśmiech, tak pełen uroczej kpiny, jakby każdy biały ząb posiadał fiolkę z ironią i rozpryskiwał sarkazm dookoła. - Teatr. Przebieranki. Tańce, swawole, takie tam? - spytał z autentycznym podziwem, zawierając w swoich czekoladowych oczach chyba wszystko, co mogła wyczytać. Czy można za to wyżyć, Pru? Dlaczego nie poszłaś na studia ekonomiczne? Albo nie jesteś chociaż DYREKTOREM, Wright, na miłość boską.
Bardzo czytelne. Aiden dalej nie potrafił okazywać uczuć ani przekazywać pytań komuś bliskiemu (chyba, że miał mniej niż 15 lat) SŁOWNIE. Za to spojrzeniem robił cuda. Miała takie ładne oczy. Znów zmieniła kolor.
- Hyde nie jest kotem, prawda? - spytał ze śmiertelną powagą, poprawiając leżącej na jego ramieniu Luelle sukienkę. - Uzależnieniom? Jakim uzależnieniom? - teraz pytanie było z autentyczną ciekawością i błyskiem w aidenowych oczach, zerkających zbyt często na Francisa pomagającemu Cornelii wdrapać się na krzesło.
Wystarczyło tylko zerknięcie a Francis już podniósł głowę, wołając chronię jej mózg, tato, CHRONIĘ i łapką zakrył kant stołu, żeby Cornelia nie potrzebowała wizyty u neurochirurga. Aiden poczuł się autentycznie dumny i wzruszony. Kochał dzieci. Nawet, jeśli były trochę...dziwne.
O, własnie. - Mattie? Co robi? Ile ma lat? Pamięta mnie?

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: jadalnia   Pon 13 Maj 2013 - 11:17

To spotkanie i prowadzona rozmowa była tak zwyczajna, że aż dziwna. Pru nie potrafiła stwierdzić czy kiedykolwiek podobny uzdrawiający dystans między nią a Aidenem był i czy to miało miejsce na krótko przed zawiązaniem się ich związku czy na samym początku, u końca czy gdzieś pomiędzy pospiesznym lunchem w nutellerii (pamiętała) a pożegnaniowym szlochem salonowym (od tej pory nie ogląda Jarmuscha). I czy w ogóle. I jak na to wpłynęła obecność aidenowskiego potomstwa i dlaczego jej nie dziwi egzaltowany sposób wysławiania się najstarszego jego reprezentanta.
Właściwie chyba lepszej reakcji na Aidena nie mogła sobie wymarzyć. Wiązała pewne niepokoje z tym spotkaniem i bywało tak, że marzyła o posiadaniu w podobnej chwili Hyde'a u boku, ale tak dawno nie popadała w paniczne stany że prędko odsuwała od siebie podobne strachy. Odpowiednia doza tęsknoty, chęć chłonięcia jego i tego familijnego widoku non stop, lekka ekscytacja i autentyczna radość.
Plus wciąż obecne zasady funkcjonowania ich relacji, och, na przykład ta k p i n a.
- Azyl, naprawdę? - zainteresowała się żywo, czując przyspieszone bicie serca. - To tam pewnie jest większość z nas, co? - zastanowiła się, myśląc intensywniej o kilku mocno zażyłych znajomościach z czasów szkolnych, które jakoś, hmm, rozluźniły się. - Kto jeszcze przyjechał?
Prudence uzupełniła po raz czwarty filiżankę, przeklinając w duchu uszczerbki w asortymencie hotelowym tudzież lenistwie tych z poranną zmianą. Ciekawe jaki los spotkał st.bernardowiczów. Jak wielu żyje, jak wielu jest w rękach władz, który z jej dawnych znajomych aktualnie poluje na dawnych kolegów z akademika.
Z tych upiornych rozmyślań wyrwał ją głos Aidena.
- Tak - skwitowała krótko, nie chcąc wdawać się w dyskusję z mocno pragmatycznym, zbyt ignoranckim w tej kwestii Aidenem. Jak zawsze. - I nie, ostatni raz jak go widziałam nie przypominał kota ani trochę - sparodiowała przesadnie poważny ton Colliera, zabarwiając go nutą odkrywczą. - Naprawdę dziwi cię takie postrzeganie tego co między nami było? Moim zdaniem z zewnątrz musiało wyglądać mocno toksycznie - przyznała ze stoickim spokojem, zakładając nogę na nogę i przyglądając się z zaciekawieniem Adenowi znad krawędzi filiżanki. Którą trzymające dłonie nieco się zatrzęsły pod wpływem ostatniej dawki pytań.
- Mattie jest telepatą - mruknęła cicho, ściągając nieznacznie brwi. - Szesnaście lat. Jest z mamą i Jeremym w Devon, ale... te Stany - zastanowiła się, widząc wreszcie idealną opcję dla ukrywającego się jak dotąd brata. - Czy są tam szkoły dla uzdolnionych? Czy Francis wykazał jakieś... umiejętności? - zerknęła na żywo zainteresowanego konwersacją chłopca, nie chcąc by dotarły do niego nieodpowiednie sformułowania.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: jadalnia   Wto 14 Maj 2013 - 8:59

- Nie większość, Ci sprytniejsi. Większość zginęła - odparł spokojnie i dość sucho, dumając nad tym, jak ludzie mało się zmieniają. Pru dalej była odleciana, daleka od polityki; pewnie uciekała znów na wrzosowiska w chwilach kryzysu. Ale on też przecież uciekł, nie miał zamiaru być mięsem armatnim ani gwiazdą procesu pokazowego. I tak dziwne, że zaryzykował przyjazd tutaj, ale musiał, dla umierającego ojca, kiedyś najważniejszej osoby w jego życiu.
Teraz wszystko się przetasowało, najwazniejsze osoby miał koło siebie i kilka pięter wyżej (może i Indiana umiera teraz na bezdech?) i nie przejmował się za bardzo. Niedługo mieli znów wyjechać i zostawić za sobą Dicka B, wicepremiera od spraw wewnętrznych i tych śmiesznych ludzi w mundurach.
- Jest Blaise z Meredith. Widziałem Dicka. Wendy z Chloe. Grace też się pojawiła. Sporo osób - odparł, huśtając lekko Luelle, bo widział, że rozklejają się jej oczy, co stanowiło zapowiedź powtórki armagedonu.
Podobnie myślałby pewnie o rozważaniach na temat ich związku jeszcze kilka lat temu. Nie chciał do tego wracać, bojąc się, że gdy zacznie wspominać, coś rozpadnie się na części i nie będzie potrafił się sam poskładać, znów. Jednak teraz było lżej, był mocno zakotwiczony w nowojorskiej rzeczywistości, w swojej rodzinie. Nie było więc żadnego zawahania, łezki wzruszenia czy dziwnego ścisku w żołądku. Nawet przy bezpośrednim kontakcie z miłością swojego życia, mówiącego o toksyczności ich relacji.
- Wewnątrz też wyglądało to toksycznie - odparł prawie pogodnie, obcinając ją czekoladowym wzrokiem; rzadko kiedy bywał już stalowy i niebezpieczny. - Byłem popieprzony - przyznał, z lekkim uśmiechem nostalgii (!), ale nie chciałby wrócić do etapu seryjnego seksu z przypadkowymi osobami w przypadkowych konfiguracjach. - Ale Cię kochałem - dodał, dalej patrząc w jej te wodniste oczęta i szczupłą twarzyczkę, tym razem poważniej, bez ojcowskiej kpiny albo dystansu.
Z perspektywy czasu widział to dokładnie; gdyby wtedy się ogarnął, wszystko mogłoby potoczyć się inaczej. Ale pewnie niebezpieczniej. Z Indianą startowali od mocnych fundamentów: pieniędzy, nauki i ambicji. I udowadniania sobie wyższości, przez co wszystko się scementowało. Dopiero potem doszło uczucie, nieco dziwaczne, ale teraz mógł z pewnością powiedzieć, że ją kocha. Chociaż, nie nie, mógł p o w i e d z i e ć. Chociaż się do tego zbierał. W sam raz, po dziesięciu latach razem i trójce dzieci biegających pod nogami.
Chciałby jeszcze dwoje, ale...to był temat na dyskusję z kimś innym. Chociaż słysząc o Mattiem uśmiechnął się lekko. - Pomógłbym mu. Mógłby nawet u nas pomieszkać. Chodzą do normalnych szkół, nikt nie chce ich tam wcielać do armii albo do struktur szybkiego reagowania. Musiałabyś tylko załatwić mu wizę.
- kontynuował, włączając swój prawniczy ton i myśląc już kategoriami z kim porozmawiać, żeby się udało. I na pewno rzuciłby jej kilkoma pomysłami, gdyby Luelle nie otworzyła na dobre piwnych oczu, kopii aidenowych i gdyby za otwarciem oczu nie szło otwarcie usteczek. Głośne.
Znów Aidenowi kroiło się serce, Lu zaczęła histerycznie płakać, po sekundzie dołączyła do niej Cornelia, dobrze, że Francis był już większy, bo tylko spojrzał z śmiertelnym znudzeniem na płaczące siostry i przełknął resztę pasztecika, gładząc Corns po głowie z obojętną minką.
Collier nie pozwolił sobie nawet na westchnięcie, biorąc też Cornelię na ręce i rozpoczynając kołysanie. - Wybacz. 211. Przyjdź nas odwiedzić. Nigdzie się dzisiaj nie ruszymy - powiedział, rzucając ostatnie spojrzenie na Pru i całkowicie zaaferowany zniknął z dziewczynkami za drzwiami. Po chwili dołączył do nich Francis, rzucając Prudence głośne dowidzeniapszepani.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: jadalnia   

Powrót do góry Go down
 
jadalnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Jadalnia
» [P2] Jadalnia - Zebranie Kolczatki
» Jadalnia w zamku Bestii
» Jadalnia
» Jadalnia [Parter]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Chelsea :: Golden Hotel-
Skocz do: