IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Tea and Tattle

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Tea and Tattle   Czw 19 Sty 2012 - 23:35



Maleńka, urokliwa kawiarenka pełna rodzinnej atmosfery i aromatu świeżej kawy.
Powrót do góry Go down
Francesca Leistner
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 486
Join date : 04/02/2012
Skąd : Buckinghamshire

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Sro 22 Lut 2012 - 14:13

Trochę czasu minęło nim Francesca wreszcie zdobyła chęć i powiedzmy odwagę opuścić szkołę. Nie chodziło tu o to, że bała się własnego cienia, kiedy robiłosię ciemno, czy miała wrażenie, że ktoś za nią łazi. Chodziło po prostu o to, że było za zimno na to by tak po prostu gdziekolwiek iść. Siedzenie w szkole jednak było tak samo interesujące co odrabianie prac domowych. Tak więc kiedy wreszcie temperatura wzrosła na tyle, że opatulona płaszczem była w stanie przeżyć drogę ze szkoły do centrum zebrałą się w sobie i zadzwoniła do Rochelle. Kiedy wreszcie dojechała na miejsce taksówką, bo stwierdziła, że mimo iż jazda metrem jest sama w sobie strasznie zachęcająca postanowiła jednak spasować. Dojechała więc do centrum i skierowała swe kroki w kierunku kawiarenki. W sumie to czuła straszne zapotrzebowanie na kawę, więc miejsce to było w obecnej chwili spełnieniem jej marzeń. Usiadła przy jednym z pustych stolików i zajęła się pisaniem smsa do panny O'Nille. W obecnej chwili wszystko było lepsze od słuchania kłótni koleżanek przy sąsiednim stoliku.
Mimo, iż niegrzeczne z jej strony było nie poczekanie na przyjaciółkę i zamówienie sobie kawy zanim się pojawiła stwierdziła jednak, że ostatecznie jej wybaczy. Kiedy wreszcie dostała filiżankę i napiła się łyka parującego napoju jej humor natychmiast się polepszył.
- No pospiesz się - mruknęła sama do siebie patrząc nieco nerwowo na zegarek. Nie cierpiała, gdy ktoś się spóźniał, choć jakby nie było jej samej zdarzało się to nieco za często.
Powrót do góry Go down
Rochelle O'Nille
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 145
Join date : 05/02/2012
Skąd : Birmingham

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Sro 22 Lut 2012 - 14:45

Zima, zima, zima... Po co komukolwiek ta pora roku? Czerwony od zimna nos i wysuszona skóra były mocno niefajne, ale Rochelle, jak to Rochelle i na to potrafiła znaleźć jakieś rozwiązanie. Przynajmniej nie panikowała, niczym skończona histeryczka, że śnieg na dworze, jak to miała w zwyczaju Francessa, z którą właśnie miała się spotkać.
Ubrana w czerwony płaszcz zarzucony na obciśniętą, krótką kieckę w czarnym kolorze i botki na wysokim obcasie przybyła do kawiarenki i zmarszczyła brwi rozglądając się za swoją przyjaciółką. Po chwili dostrzegła ją siedzącą samotnie, przy jednym ze stoliku. Rochelle podniosła brwi patrząc ze zirytowaniem na jakieś dwie kłócące się debilki przy sąsiednim stoliku. Czy myślały, że przez to zwrócą na siebie uwagę? Niektórzy ludzie naprawdę potrafili zirytować samym swoim istnieniem.
- Cześć brzydalu - uśmiechnęła się do Frani i cmoknęła ją w policzek na przywitanie, po czym zajęła krzesło naprzeciwko przyjaciółki. Zerknęła na kawę, którą piła i pokręciła głową - nie poczekałaś na mnie, suczo - wypomniała jej i zamówiła kawę dla siebie. Upiła łyk, żeby się rozgrzać i odgarnęła za ucho swoje blond włosy. Zerknęła z powrotem na koleżankę, ciekawa co ta ma jej zapewne mało ciekawego do powiedzenia.
Powrót do góry Go down
Francesca Leistner
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 486
Join date : 04/02/2012
Skąd : Buckinghamshire

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Sro 22 Lut 2012 - 15:01

Bez przesady, ona wcale nie panikowała. Po prostu nie lubiła gdy palca miała zamarznięte, a buty przemoczone. Nikt chyba nie lubił tego uczucia, więc bez przesady. Francesca również potrafiła znaleźć rozwiązanie, a jakże! Zawsze kiedy temperatura powietrza spadała poniżej dziesięciu stopni albo nigdzie nie wychodziła, albo po prostu narzucała na siebie jak najwięcej ubrań i próbowała jakoś przeżyć. Ogólnie rzecz biorąc zimą St. Bernard stawał się jakby ciekawszy i w ogóle. W każdym bądź razie pluła sobie teraz w brodę, że nie poprosiła Rochelle, aby jednak spotkały się w szkole. Oczywiście jeśli jednak sobie coś postanowi trudne jej było ten pomysł wyperswadować. Szczególnie jeśli chodzi o zakupy. Tak więc nieco niechętnie zrzuciła z siebie swój granatowy płaszcz i zerknęła w kierunku wejścia.
Kiedy wreszcie się pojawiła uśmiech rozjaśnił twarz Leistner.
- Cześć blondyno - powiedziała z uśmiechem upijając łyk swojej kawy. Niech się cieszy, że w ogóle pojawiła się w taką pogodę gdzieś poza murami szkoły, a nie. Zero wdzięczności. Poza tym główną fukncją filiżanki było ogrzewanie jej zmarzniętych dłoni. Francesca nawet w lato przy strasznym upale miała lodowate dłonie, a kiedy przychodziła zima to stawało się wręcz nie do zniesienia.
- Zmarzłam przez ciebie. Czuj się za to odpowiedzialna - powiedziała marszcząc nos. Oczywiście można to było uznać, że z winy Rochelle będzie, no chyba, że się poszczęści, umierać jutro z powodu przeziębienia, czy coś.
- Co planujesz na dziś? - zapytała upijając duży łyk gorącej jeszcze kawy. Miała ochotę zrobić coś ciekawego, a przynajmniej ciekawszego niż siedzenie bez sensu i gadanie. Miała więc głęboką nadzieję, że Rochelle zaproponuje coś na tyle ciekawego, by Francesca choć ten jeden jedyny raz nie narzekała, a był to nie lada wyczyn, bo Leistnerówna ma w swoim zwyczaju ciągłe narzekanie.
Powrót do góry Go down
Rochelle O'Nille
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 145
Join date : 05/02/2012
Skąd : Birmingham

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Sro 22 Lut 2012 - 15:17

Miała się czuć odpowiedzialna za to, że ona zmarzła? BICZ PLEASE. Jak się jest takim zmarźluchem to zakłada się więcej ubrań, a nie narzeka. Chociaż znając pannę Leistner to pewnie i tak założyła na siebie całą zawartość swojej szafy. Szczerze jej współczuła, że zawsze było jej zimno. Normalni ludzie, tacy jak Rochelle tylko w zimie je odczuwali, w lecie zaś cierpieli na nadmiar gorąca. I weź tu zrozum taką Franię.
- Mam Cię rozgrzać? - uniosła w górę brwi, patrząc na nią z rozbawieniem - to może z takimi lesbijskimi numerkami przeniesiemy się w bardziej ustronne miejsce, co? - zaśmiała się, pijąc swoją kawę. Rozejrzała się po kafejce i utkwiła dłużej wzrok na kłócących się koleżankach. Jeszcze nie skończyły? No ileż można..
- Hej, mam pomysł - uśmiechnęła się do niech słodko - może zabierzecie stąd swoje zacne dupska i pójdziecie się kłócić gdzie indziej? Dziękuję - nie czekając na odpowiedź odwróciła od nich głowę, ale i tak usłyszała jak prychnęły pod nosem i zamilkły.
- Wracając do nas, mordeczko - odwróciła głowę w stronę Frani - to nic nie planuję na dzisiaj. Ale jak zapodasz jakiś fajny pomysł to z chęcią go przyjmę. O ile nie jest to wspólne zakuwanie w bibliotece! - zastrzegła. Z przyzwyczajenia poprawiła sobie włosy i oparła się wygodniej na krześle, krótko ziewając i czekając na to co Frania może jej zaproponować. Miała nadzieję, że coś godnego uwagi, w przeciwnym razie okrutnie by ją wyśmiała.
Powrót do góry Go down
Francesca Leistner
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 486
Join date : 04/02/2012
Skąd : Buckinghamshire

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Sro 22 Lut 2012 - 17:31

Fizycznie niemożliwym było nałożenie wszystkiego, co Frania miała w szafie. W końcu jako jej przyjaciółka powinna wiedzieć. Tak więć bez przesady. Chodziło tutaj tylko o fakt, że jako uczennice szkoły St. Bernard mogły równie dobrze spotkać się w jadalni wypić kawę. Proste, logiczne, a jakie wygodne! Tak więc oczywiste było, że to jak najbardziej z jej winy biedna Francesca teraz starała się ogrzać nieco skostniałe ręce filiżanką kawy. Jedyny plus, jaki dostrzegała to fakt, że nigdzie indziej nie dostanie się tak dobrej kawy.
Spojrzała na nią nieco niepewnie, jakby tracąc rozeznanie kiedy mówi prawdę, a kiedy jeszcze żartuje. Wywróciła tylko oczami słysząc popozycję przyjaciółki. No właśnie przyjaciółki.
- Coś ty zrobiła? - zapytała odprowadzając dziewczyny z sąsiedniego stolika wzrokiem. Na prawdę fajne było słuchanie o ich kłopotach, przynajmniej mogła się dowiedzieć jakie to przeżywają rozterki. A tak na poważnie strasznie denerwowały ją sceny w miejscach publicznych, to było takie dziecinne. - To było bardzo niemiłe z twojej strony, Rochelle
W sumie to sama chciałaby wiedzieć jakie są możliwości spędzenia wieczoru. Ku nieszczęściu Rochelle lesbijskie numerki odpadają. Spojrzała na nią marszcząc czoło.
- Miałam nadzieję, że to ty cos zaproponujesz. Wysil się, ja poczekam - uśmiechnęła się do niej rozsiadając wygodniej na krześle. Miała nadzieję na usłyszenie czegoś ciekawszego niż pomysł schlania się w najbliższym barze, a potem wzajemne podtrzymywanie się w drodze do domu. W każdym razie fajnie by było. A jak każdy, a już na pewno Rochelle dobrze wie Francesca nie jest typem człowieka, który zadowala się byle czym, więc prosimy o trochę kreatywności panno O'Nille!
Powrót do góry Go down
Rochelle O'Nille
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 145
Join date : 05/02/2012
Skąd : Birmingham

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Sro 22 Lut 2012 - 18:06

Z tym założeniem wszystkiego z szafy to taka przenośnia. No ale mało ważne. Tak czy inaczej Francessa wkładała na siebie dużo więcej rzeczy, niżeli normalny człowiek.
- Ach, tak. Wkurzały mnie. I czy ja kiedykolwiek byłam miła? - wzruszyła ramionami. Po co być miłym? Ludzie to potem wykorzystują. Lepiej od razu być wrednym i kryć się z emocjami i innymi tymi bzdetami.
Ona ma coś wymyślić? Czy ona zawsze musi coś wymyślać? Chyba nigdy nie usłyszała z jej ust żadnej propozycji. No może raz, czy dwa. Fakt faktem, że z Francessą przeżyła najwięcej głupich, ale i najlepszych chwil w swoim życiu. Chociaż w swoim życiu nie dopuszczała przyjaźni, dla niej była w sumie w stanie zrobić wyjątek. Była dla niej trochę tak jak siostra, ale wolała się nad tym zbytnio nie rozczulać.
- Ja tam nadal jestem za lesbijskimi numerkami - wyszczerzyła zęby - bo paczaj, w życiu trzeba spróbować wszystkiego! - niemal wykrzyknęła, a widząc minę dziewczyny wybuchnęła śmiechem - nie no, innym razem, jak będziemy wstawione czy coś - mrugnęła, przypatrując się przez chwilę swoim równiutko wypiłowanym paznokciom - chodź się gdzieś rozerwać. Do jakiegoś klubu, czy coś- zaproponowała. Dawno nigdzie nie była i miała szaloną ochotę gdzieś się zabawić. W końcu są młode i piękne, nie? Kiedy będzie czas, żeby szaleć jak nie teraz?
Powrót do góry Go down
Francesca Leistner
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 486
Join date : 04/02/2012
Skąd : Buckinghamshire

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Sro 22 Lut 2012 - 18:25

Francesca uważała nieco inaczej. Takie bycie stereotypową lisicą, która dla wszystkich jest wredna i w ogóle, jest po prostu nudne. Jakby nie było Franka też do nich należała, ale bez przesady. Bez wglębiania się w szczegóły chodzi tu tylko o to, że robienie z siebie na siłę kogoś, bo bycie wrednym jest fajniejsze było dziecinne. Tak więc uważała niekiedy, że Rochelle przesadzała. Oczywiście wiedziała, że ona tak na prawdę na siłę nie robiła z siebie takiej, chodziło tu po prostu o fakt, że chwilami przesadzała to wszystko.
Wracając jednak do tego co mbardziej istotne. Nazywanie ich relacji przyjaźnią było lekką przesadą. Zależy jednak jak się do tego podchodziło. Jeśli mówiąc przyjaźń mamy na myśli wspólne nocowanie, wzdychanie do chłopaków przez całą noc, czy mierzenie ciuchów mamy to raczej im nie można nadać miano przyjaźńi. Miały one nieco specyficzną definicję polegającą na tym, że nie wolno zrobić nic pannie O'Nille, bo Frania pobije i w ogóle. Tak więc podsumowując zwierzania się, wspólnych płaczów i innych pierdół w tym przypadku nie ma.
- Odpada - powiedziała. Nie miała dziś humoru na picie, czy jakieś flirty z nawalonymi kolesiami przy barze. Poza tym fakt, że ma potem wracać pewnie pijana do szkoły był już wystraczającym uzasadnieniem czemu nie ma na to ochoty. Jak już mają pić to już lepiej udać się do szkoły. Takie kluby ją ani trochę nie kręciły.
- Nie licz na to, że spełnie twoje lesbijskie fantazje - dodała, jakby przypominając sobie, że coś wcześniej na ten temat jej napomknęła. Kolejny z jakże fantastycznych pomysłów Rochelle. Mogła się tego spodziewać prosząc ją o wymyślenie jakiegokolwiek zajęcia. - Chodź wracamy do szkoły, najwyżej schlamy się w pokoju, czy coś
Wstała i zaczęła ubierać na siebie kolejne warstwy, oczywiście nie obeszło się również bez szalika, rękawiczek i czapki, więc kiedy wreszcie była ubrana i wyglądała jakby ważyła z dwadzieścia kilo więcej spojrzała na przyjaciółkę wyczekująco. Oczywiście Rochelle nie spieszyło się ani trochę, ale Francesca, jak to na tego dziwaka przystało chciała już mieć podróż do szkoły za sobą i tkwić w ciepłej, przytulnej sypialni.

F i R zt.
Powrót do góry Go down
W. Wingfield-Demarchelier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/04/2012
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Nie 6 Maj 2012 - 15:57

Londynie mój, Londynie! Tak piękny jesteś pod nisko zawieszonymi kłębiastymi chmurami, ubrany w płaszcz mlecznobiałej mgły...
Nie. Nic tu nie wydawało się Wendy choć trochę emanujące urokiem. To miasto było dla niej jak zwykle szare, brudne i nie warte ani jednego spojrzenia. Nigdy nie przepadała za nim, nie tylko ze względu na pogodę, ale także na ludzi. Jej weekendowym marzeniem wciąż był Meksyk, ukochany całym jej ognistym wingfieldowskim sercem. Nawet mieszkańcy byli jacyś bardziej uśmiechnięci, mili, aż chciało się żyć. Żadnych wrednych twarzy, żadnych twarzy z... bliznami.
Westchnęła, ciągnąc wymianę sms-ów z nie kim innym, jak tym zapatrzonym w czubek własnego nosa Collierem, który zawsze martwił się tylko o swój tyłek. I to wszystko przez jedną głupią notkę Tittle-Tattle, która tym razem - według Wendy - przegięła. Nigdy nawet przez myśl jej nie przeszło coś tak absurdalnego jak trwała więź między nimi. Never ever. Sam stek bzdur, od którego ona zaczęła się już gotować, chociaż zupełnie nie okazywała tego przy pisaniu. Zaczną się plotki, oj zaczną.
A tak ładnie chciała dzisiaj uciec od tego szkolnego gwaru i atmosfery dość napiętej przez te wszystkie próbne egzaminy. Do tej pory jakoś jej się to udawało. Po dość owocnych zakupach należał jej się relaks w domu w centrum miasta, który o tej porze był całkowicie opustoszały. Puste ściany wzmogły jednak u niej uczucie przygnębienia i chociaż pogoda była mniej niż niezadowalająca, postanowiła wyjść.
Naprawdę nigdzie nie mogła sobie znaleźć miejsca. Najchętniej po prostu uciekłaby od świata, od życia. Wysiadła na chwilę z tej kręcącej się kuli, pobyła w nicości i porozkoszowała się niebytem i niemyśleniem. Szkoda, że to tak nie działało. Zmuszona była stawić czoła światu i wszystkiemu, co sprawiało, że była przygnębiona.
Chciała wyprostować chociaż jedno. Nie dawał jej spokoju konflikt z Lauren, jej ukochaną siostrzyczką. Przecież nie były na tyle głupie, żeby nie odzywać się przez błahostkę - tyle razem przeszły. Dlatego więc umówiła się z nią tutaj, będąc w przekonaniu, że ona także znajdowała się poza terenem szkoły. Znając jej energię w lataniu po wszelkich najnowszych wernisażach i operach... To nie na nerwy Wendy.
Czekając, zastanawiała się, co chce jej powiedzieć. Nie miała ochoty zdradzać obaw na temat guza, który znalazła, a który stał się przyczyną jej niedawnego rozdrażnienia. Wpatrując się w ciepłe cappuccino z pianką, kawałkami czekolady i malinami doszła do wniosku, że jakoś to będzie. Na wszystkich płaszczyznach.
Powrót do góry Go down
Lauren Wingfield
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 88
Join date : 11/04/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Nie 6 Maj 2012 - 17:03

Deszcz jest cudownym zjawiskiem, ale nie gdy pada kilka dni pod rząd! Lauren denerwowało to ciągle mokre powietrze, które na wsi sprawiało, że aż chciało się oddychać znacznie częściej niż to w ogóle konieczne. Jednak tu, w Londynie zapach deszczu mieszał się ze spalinami, które niestety dominowały w tej niezbyt trafnej mieszance. Wyglądało (a właściwie czuło) to jakby jakiś szalony chemik, próbując stworzyć nowe perfumy, pomylił probówki. Nie lubiła tego chemika.
Pogada do dupy, ale jakże Lauren by mogła odpuścić sobie codzienne zakupy?! Jej kalendarz (w sensie metaforycznym, bo takiegoż nie prowadziła) wypełniony był już prawie całkowicie różnymi spotkaniami, imprezami. Musiałą powiększyć swoją, dość imponującą, kolekcję sukienek. Nie lubiła pokazywać się w tym samym stroju w krótkim odstępie czasu, dlatego jej szafa wymagała coraz to nowych ubrań. Lauren często starała się choć trochę ukryć swój status społeczny, co niestety nie wychodziło przez jej zakupoholizm.
Właśnie kupiła najpiękniejszą sukienkę jaką kiedykolwiek widziała, co wprawiło ją w wielki zachwyt, który nie trwał długo, gdyż Wendy poprosiła o spotkanie. Nie chodziło o to, że nie chciała zobaczyć siostry, ale nie była jeszcze gotowa na tą rozmowę. Zdawała sobie sprawę, że to milczenie między nimi trwa zbyt długo. Lauren nie pamiętała, aby kiedykolwiek nie odzywały się do siebie tak długo. To było wręcz nieprawdopodobne, bo od zawsze wiele ze sobą rozmawiały. Ostatnimi czasy każda z nich wiodła swoje życie, jednak zawsze znajdowała czas dla siostry. Czasem po prostu wychodziły na lody, kawę, a czasami spędzały godziny na rozmowach. Brakowało jej tego wszystkiego. Tęskniła za radami siostry, za jej dotykiem, uśmiechem, za WSZYSTKIM. Liczyła na to, że Wendy ma dobrą wymówkę, na to, co zrobiła, bo przecież to co, Lauren sama powiedział, było tylko ripostą. Brutalną, ale nadal tylko zwykła ripostą.
- Nie mogę tego odwlekać. Miejmy to już za sobą. - powiedziała głośno, co przyciągnęło spojrzenia ludzi, mówiące "uciekłaś z psychiatryka czy co?!", które spowodowały nagły wybuch śmiechu i chęć rozmowy z samą sobą, tak dla żartu. Jednak perspektywa czekającej ją trudnej rozmowy sprowadziła ją na ziemię i Lauren pewnym krokiem ruszyła do kawiarni, której każdy kąt znała na pamięć.
Powrót do góry Go down
W. Wingfield-Demarchelier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/04/2012
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Nie 6 Maj 2012 - 17:49

W ten całkiem melancholijny stan Wendy, która rozkoszowała się cichym gwarem wokół niej i ciepłem w przełyku, który spowodowany był tym napojem bogów, nagle wdarła się energicznie jej druga połówka. Niemal bliźniacza, można by rzec.
Jej wtargnięcie do kawiarni - inaczej tego nazwać się nie dało, gdyż Wingfield Młodsza nigdy nie poruszała się zbyt wolno i bez zapału - przyniosło ze sobą chwile chłodnego powietrza, orzeźwienia i tej aury optymizmu. Wendy aż uśmiechnęła się lekko, widząc ślady śmiechu na twarzy Lauren, która jednak wydawała się już w tej chwili dość poważna. Nie wiedziała, co miało to oznaczać. Czy była w stanie zakopać topór wojenny - zupełnie niedorzeczny, choć istniejący z niewiadomych przyczyn? Wierzyła, że tak. Na szczęście żadna z nich nie była aż tak zaborcza i zawzięta, żeby obstawiać przy swoim.
Chociaż Lauren sprawiła, że na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech - ten charakterystycznie czuły, który można było rozpoznać niemal za każdym razem, gdy patrzyła na siostrę - nadal pozostało przygnębienie powodujące brak chęci do czegokolwiek. A przecież powinna być chociaż zadowolona. Siedziała w ulubionej kawiarni, miała przed sobą cappuccino i bratnią dusze. Czego jej więcej do szczęścia potrzeba. Oj, niestety wiele więcej...
- Dzięki, że przyszłaś - powiedziała, tuż po tym, jak dziewczyna usadowiła się przy stoliku. - Nie dawało mi to spokoju od dłuższego czasu, zwłaszcza gdy pogoda się popsuła. Nie mogłam nawet spytać, jak to wpłynęło na twój niezmiennie dobry nastrój, żeby nie wyszło dość dziwacznie.
Rozgadała się. Tak się działo, gdy się spotykały, potrafiła mówić jej o każdej błahostce, która przyszła jej do głowy i wypowiadać wszelkie myśli, które ją trapiły. Szkoda, że teraz musiała coś ukrywać. Już nie wszystko mogła jej powiedzieć. Była święcie przekonana, że robi to dla dobra Lauren. Żeby nie musiała się o nią niepotrzebnie martwić. Przecież to jeszcze nie było takie pewne, Wendy jest przecież omylna jak każdy człowiek. Niezmiennym faktem było jednak to, że właśnie przez guzek wyrzuciła całą swoją frustrację na siostrę, która znalazła się wtedy przy niej - w niewłaściwym miejscu i czasie. No nic, trzeba przejść do rzeczy i zacząć zrzucać choć część ciężaru. Od czegoś zacząć.
- Wtedy, na Karaibach... - zawiesiła się na chwilę, zastanawiając się dokładnie, co chce powiedzieć. Dobierając słowa bardzo ostrożnie. - Byłam po prostu bardzo rozdrażniona. Tuż po tym dostałam okres, więc już wiadomo, czym to było spowodowane. - Uśmiechnęła się, choć kłamała. Wcale nie miała PMS, ale uważała, że to idealnie tłumaczyłoby jej zachowanie. Miała nadzieję, że dziewczyna nie zorientuje się. - Musisz mi wybaczyć - dodała, patrząc dość niepewnie w jej twarz. Przejechała wypielęgnowanymi, smukłymi rękami po długich włosach opadających jej gładko na ramiona otulone czarnym sweterkiem. Zupełnie jak jej humor.
Wendy już dawno puściła w niepamięć wszelkie słowa Lauren, która ta wtedy wypowiedziała. Wiedziała, że były reakcją obronna. Były wypowiadane pod wpływem impulsu. Z takich reakcji nie trzeba się spowiadać, ponieważ były całkowicie wytłumaczalne.
Powrót do góry Go down
Lauren Wingfield
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 88
Join date : 11/04/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Nie 6 Maj 2012 - 18:18

Gdy weszła do kawiarni, Wendy już piła jeden ze swoich ulubionych trunków (niewyskokowych rzecz jasna). Jak zwykle wyglądała pięknie, choć Lauren dostrzegła w jej twarzy nutkę melancholii, co zupełnie nie pasowało do oblicza jej siostry. Miała wielką ochotę rzucić się siostrze na szyję, ale chciała, żeby ta najpierw się wytłumaczyła. Nigdy wcześniej się jej nie zdarzył taki wybuch.
Napięcie przedmiesiączkowe?! Przecież to niedorzeczne!
- Naprawdę myślisz, że uwierzę w tę bajkę? Nie jestem głupia i powiedzmy sobie szczerze, nie pierwszy raz byłaś przed okresem. Wcześniej też zdarzało ci się mieć humorki, ale ostatnim razem po prostu wybuchłaś. Dawniej byłaś wulkanem, który tylko groził wybuchem,a teraz naprawdę wybuchłaś! Nawet nie wiesz jak się wtedy poczułam. Wiem, a przynajmniej tak mi się zdaje, że to wszystko nie było prawdziwe. KOCHAM CIĘ! Tak cholernie cię kocham, ale twoje słowa raniły. Wybaczę ci, właściwie już ci wybaczyłam, ale żeby było tak jak dawniej musisz mi powiedzieć prawdę. Nigdy niczego przed sobą nie ukrywałyśmy i chciałabym, żeby było tak jak dawniej. - słowotok podczas stresowych sytuacji był chyba rodzinny. Niepotrzebnie unosiła głos, bo zwróciła tym uwagę wszystkich obecnych, choć nie było ich wielu. Rozejrzała się i dostrzegła niepewną kelnerkę. Lauren skinęła na nią głową.
- Gorącą czekoladę poproszę. - powiedziała miłym tonem i się uśmiechnęła. Przecież nikt nie był tutaj winny - ta myśl cudem powstrzymała ją przed wyżyciem się na biednej dziewczynie.
Spojrzała w oczy swojej najbliższej przyjaciółki i dostrzegła w nich miłość, zawsze ją tam wiedziała. Uśmiechnęła się do Wendy i delikatnie chwyciła dłoń siostry leżącą na stoliku. Gdy dostała już czekoladę, wypiła łyk i ciepły płyn rozpłynął się po całym ciele, kontynuowała swój wywód.
- Zaufaj mi. Przecież wiesz, że możesz. Ale jeżeli nie jesteś gotowa, mogę dać ci trochę czasu, ale obawiam się, że wtedy może nie być już tak, jak dawniej. - ze łzami w oczach spojrzała na kobietę, za którą mogłaby oddać życie, mimo wszystko.
Powrót do góry Go down
W. Wingfield-Demarchelier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/04/2012
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Pon 7 Maj 2012 - 19:00

No przecież. Wiedziała, była pewna od samego początku, że owe dość racjonalne wytłumaczenie nie podziała na Lauren. Dlaczego ta dziewczyna tak cholernie dobrze musiała ją znać?! Zwykle jej to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie - oszczędzało nawet zbędnego tłumaczenia przy bardzo zawiłych sytuacjach życiowych, które wpędzały Wendy w jeszcze większą zawiłość emocjonalną - ale w tym przypadku nie było to tak bardzo pożądane. Szczerość szczerością, zaufanie swoją drogą, ale nic nie równało się ze strachem o reakcję bliskiej osoby. Nawet nie chodziło o zwykłą zdradę, o te raniące słowa zawiodłam się na tobie, kochanie. Wendy tak maniakalnie chciała chronić Lauren przed całym złem tego świata. Powoli zaczynało jej się to wymykać spod kontroli, a Wendy wiedziała, co odblokowało całą falę przykrości. Incydent z nauczycielem Lauren został na szczęście wymazany z jej pamięci... Tak przynajmniej jej się wydawało, gdyż wtedy była jeszcze bardzo młoda i zbyt niedoświadczona - za nauczyciela miała jedynie matkę. Teraz już niestety wszystko przepadło, gdyż nie chciała opowiadać o tym siostrze od nowa, a nie miała zamiaru robić coś w jej wspomnieniach za jej plecami.
Od początku słów wypowiadanych przez Lauren wiedziała, że nie będzie to takie łatwe. Ich rozmowa należała teraz do tych trudnych, kiedy Wendy pokonywać musiała wielkie góry swojego strachu, a miała wrażenie, że porusza się małymi kroczkami. Nie była jeszcze dość gotowa na wyjawienie wszystkiego. Dlaczego więc umówiła się z nią na spotkanie? Myślała, że będzie inaczej. Nie jak zwykle. A wszystko wskazywało na to, że skończy się typowo, bowiem do jej oczu zaczynały napływać łzy, które histerycznie starała się powstrzymać ze świadomością przebywania w miejscu publicznym. Nikt nie mógł wiedzieć, że taka jest.
Milczała. Uparcie trzymała język za zębami, bijąc się z myślami i spoglądając w zmartwione oczy Lauren. Ona była taka wesoła, beztroska, nieświadoma... Jeszcze dziecko. Wendy miała przed oczami obraz małej siostrzyczki, którą powinna się opiekować za wszelką cenę. Już takie miała odruchy, których chyba ta druga nie aprobowała w pełni.
Zaufaj mi, zaufaj mi... Te słowa odbijały się echem w głowie Wendy, która coraz bardziej gorączkowo staczała wewnętrzny bój.
- Ufam ci, wiesz przecież. Ale muszę się nad tym zastanowić, bo tu nie chodzi o jakąś moją blokadę czy egoizm... Boję się zmartwić ciebie niepotrzebnie i w ogóle. - Jednym krótkim spojrzeniem wiedziała, że Lauren będzie chciała protestować. Zwykle tak bywało. - Nie, nie. Wiem, że jak się kocha, przetrzyma się wiele, ale nawet ja nie mogę... Boję się tego. Ale najpierw muszę się uspokoić... Jak... jak poukładam sobie w głowie, jak ma to brzmieć, to ci powiem. Tylko proszę, nie zmuszaj mnie. - TAK! Spojrzała na nią z błaganiem w oczach. Tak cholernie jej teraz na tym zależało. Została zaskoczona całą falą emocji, ufności i domagania się prawdy. Chyba ją to przerosło.
Błądząc wzrokiem zerknęła na telefon i teraz przypomniała sobie o niedorzecznych plotkach, które tkwią teraz w Internecie. Musiała porozmawiać o tym z Lauren natychmiast, ponieważ uznała, że jest to mniejszy ciężar, który być może ułatwi jej wszystko. Byle pozbyć się tego... Miała tylko nadzieję, że siostra nie zignoruje tego sądząc, że to tylko zmiana tematu. Zależało jej na tym.
- Teraz inna sprawa. Czytałaś może Tittle-Tattle? - spytała niepewnie, a jej głos drżał. Zapewne spowodowane to było emocjami. Proszę, mamy tutaj dramat sióstr, brakuje jeszcze tylko łez jak grochy - które pewnie zaraz się pojawią - i białych chusteczek. Je także da się załatwić.
Powrót do góry Go down
Lauren Wingfield
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 88
Join date : 11/04/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Pon 7 Maj 2012 - 21:34

Dlaczego takie rozmowy zawsze są trudne? I w ogóle dlaczego musi do takich rozmów dochodzić? Mogą się odbywać, ale nie przy udziale tych oto dwóch istotek, które, na zewnątrz twarde, w środku są tylko kruchymi, bezbronnymi kobietkami.
Lauren widząc w oczach siostry łzy, znowu powstrzymała chęć objęcia Wendy. Nie pamiętała kiedy jej siostra ostatnio płakała, co było tym trudniejsze do zniesienia. Nie chciała, żeby doszło do rozlewu łez, bo w takim wypadku sama by je pewnie uroniła, a przecież tego nie lubiła.
- Czy ja cię kiedykolwiek do czegokolwiek zmusiłam?! Przecież POWIEDZIAŁAM, że nie musisz mówić, ale najwidoczniej w ogóle mnie nie słuchasz. Chcę ci pomóc. Chcę uczestniczyć w TYM, cokolwiek to jest. Stałaś się inna, a ja pragnę dawną Wendy, przez olbrzymie 'W'. - powiedziała donośnym głosem, który po wypowiadaniu kolejnych słów stopniowo się zniżał aż wreszcie przekształcił się w szept.
Miała w tej chwili ochotę stamtąd wyjść. Wyjść i iść przed siebie, nie oglądając się wstecz. Chciała ukarać siostrę, zostawić ją samą z tym problemem, ale nie mogła. Po prostu nie mogła, zbyt dużo razem przeszły, żeby teraz zniszczyć to wszystko.
- Kotku, możemy skończyć jeden temat i dopiero zacząć drugi? No chyba że już skończyłyśmy. - powiedziała i uświadomiła sobie, że ich rozmowy zawsze były chaotyczne. Co chwila zmieniały tematy, wcale się w tym nie gubiąc, ale teraz tak nie mogły. Zbyt ważny temat, który może wiele wnieść do ich dalszego wspólnego życia.
WSPÓLNE ŻYCIE. Tak, nie mogły żyć oddzielnie. Były jak siostry syjamskie rozdzielane na krótko by potem móc znów prowadzić wspólną egzystencję, do której przecież przywykły.
- Wywieram na tobie zbyt dużą presję. Zdaję sobie z tego sprawę, dlatego może naprawdę będzie lepiej jak przełożymy tę rozmowę. - nie chciała wypowiedzieć tych słów, jednak serce jej mówiło, że tak właśnie powinna była zrobić. Lauren lubiła słuchać głosu swojego serca, które biło tym samym rytmem, co serce Wendy - przynajmniej tak jej się wydawało.
Za szybą kawiarni widać było promyki słońca, nieśmiało przebijające przez grubą warstwę smogu. Pogoda chyba dopasowywała się do emocji Lauren, która znów czuła się sobą, taką prawdziwą SOBĄ.
Powrót do góry Go down
W. Wingfield-Demarchelier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/04/2012
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Czw 10 Maj 2012 - 16:58

Ta rozmowa całkowicie wymknęła się Wendy spod kontroli. Stawała się uciążliwością, coraz większym ciężarem przy wypowiadaniu kolejnych słów. Nie potrafiła wszystkich myśli jasno określić w słowa, przez co na twarzy Lauren widoczne było to lekkie zdenerwowanie, charakterystyczne w podobnych sytuacjach. W podobnych, choć nie takich samych. Nigdy jeszcze czegoś podobnego nie przeżywały, a Wendy miała nadzieję, że jednocześnie nigdy więcej nie będą musiały się z tym mierzyć. O ile coś... co tkwiło teraz w jej głowie, nie sprawi, że będą odczuwały konsekwencje do końca życia. A raczej Lauren będzie.
Co za okropne, pesymistyczne myśli ją nachodziły! Ale nie mogła inaczej. Nie dość, że to coś prawdopodobnie tkwiło tam, gdzie nie powinno - była o tym niemalże przekonana - to jeszcze nie mogła powiedzieć o tym siostrze. Nie mogła, nie chciała. Ale w końcu zrozumiała, że może gdy uniosą ten ciężar razem, będzie jej łatwiej się z tym wszystkim uporać. Wierzyła tylko, że jej młodsza siostra nie będzie panikować bardziej niż ona. Najgorsze było przecież to, że jeszcze nic nie było wiadome. A każdy dzień mógł być tym, który przesądzi o...
- NIE! - wypowiedziała szybko, unosząc głos. Dopiero po chwili zauważyła, jak gwałtownie zareagowała na propozycję przełożenia rozmowy. Wiedziała jednak, że nie może się to stać w innym terminie. - Nie, nie możemy przełożyć rozmowy, bo czuję, że następnym razem będzie jeszcze gorzej. Nie zbiorę się, zacznę o tym myśleć i w końcu zamknę się w sobie. - Kręciła głową, wpatrując się w swoje ręce. Nie była w stanie unieść wzroku na twarz Lauren, słowa układały jej się lepiej, gdy nie patrzała w jej oczy. A zebranie myśli było jej teraz bardzo potrzebne.
- To fakt, nie jestem tą samą Wendy i już chyba nigdy nie będę. Nigdy już nie będzie tak, jak dawniej, no... Nie chcę już tego w sobie dusić, przynajmniej na tę chwilę. Nie wiadomo, ile jeszcze czasu... - Przełknęła ślinę, biorąc głęboki, spazmatyczny oddech. - Nie chcę skończyć tak, jak nasza matka. Rozumiesz? - spojrzała na siostrę ze strachem w oczach. Tak, bała się, tak cholernie się tego wszystkiego bała. Błądziła i nie chciała, żeby Lauren miała do niej pretensje, a nawet te o nie słuchaniu puściła mimo uszu. Jakąż egocentryczką się ostatnią stawała... To także stanowiło jej przemianę, której sobie jednak nie uświadamiała.
- To dlatego taka nerwowa byłam na Karaibach. To dlatego na ciebie nakrzyczałam. Nie chcę się usprawiedliwiać, chcę wyjaśnić. - Wzruszyła ramionami, starając się umniejszyć swój wkład emocjonalny w tę wiadomość. Chciała zapewnić Lauren, że to nic takiego. Że nie ma tragedii, że nie powinna się przejmować. Ale tym samym zaprzeczała sama sobie, gdyż sama zachowywała się, jakby był to koniec świata. Westchnęła.
- Nikt o tym nie wie, prócz ciebie, i... chyba nie będę nikomu mówić - powiedziała już spokojniej, opierając czoło na dłoni. Nie chciała, żeby wokół niej wytworzyło się jakieś godne pożałowania przedstawienie. Wolała poradzić sobie z tym wszystkim sama - prawie sama, bo z osobą, która była jej najbliższa.
Powrót do góry Go down
Lauren Wingfield
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 88
Join date : 11/04/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Wto 15 Maj 2012 - 17:15

Radość z decyzji siostry o nieprzekładaniu rozmowy szybko minęła, gdy Lauren wysłuchała do końca jej słów. Wendy była chora, mogła umrzeć, a ona nic nie mogła zrobić oprócz okazania siostrze wsparcia. Nie chciała tego przeżywać znowu. Doskonale pamiętała, jak ich matka cierpiała, a potem je zostawiła. Wciąż czuła ból po stracie rodzicielki. Wiedziała, że sobie nie poradzi, jeżeli dojdzie do najgorszego, bo Wendy była narkotykiem, który dawał jej radość, a gdyby jego zabrakło, Lauren przestałaby istnieć. Nie zapomniała o swoim najlepszym przyjacielu - Blaisie, który bardzo jej pomógł po śmierci jej matki, ale TO nie było to samo. Przed oczami zaczęły się jej przewijać wszystkie wspomnienia związane z siostrą, było ich mnóstwo. Każda rozmowa, kłótnia, wspólne wycieczki, nauka gotowania i wiele innych. Lauren starała się wyprzeć ze swojej głowy czarne myśli, ale one wciąż wracały. Jedynym powodem, dla którego powstrzymywała łzy, była Wendy. Chciała dać siostrze siłę, pokazać, że razem to przezwyciężą. Nie chciała jej obarczać dodatkowo swoim smutkiem, który na pewno by ją przytłoczył w tych trudnych chwilach. Nie za bardzo wiedziała, co powiedzieć.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo bym chciała, żebyś w tej chwili żartowała... I nie skończysz, jak nasza matka! Jestem tego pewna. Razem damy sobie radę. Zrobimy badania, duużo badań, może to jakiś błąd, a jeśli nie, to znajdziemy złoty środek na TO. - plątała się we własnych słowach, ale przecież nie mogła siedzieć i się nie odzywać. - Ii...powinnaś powiedzieć ojcu. Myślę, że na to zasłużył.
Lauren wstała podeszła do siostry i mocno ją uściskała, przelewając w uścisk całą swoją miłość.
- Kocham cię i cię nie zostawię. - szepnęła Wendy do ucha i wróciła na swoje miejsce. Czuła, że będzie dobrze. Przecież nie była aż taką grzesznicą, żeby Bóg chciał ją ukarać, dlatego nie zabierze jej jedynej siostry i najlepszej przyjaciółki. Może zabrać ją, ale nie Wendy, która zasługiwała na coś więcej, NA SZCZĘŚLIWE ŻYCIE i Lauren nie pozwoli, aby jej to zabrano. Będzie walczyć, zabije wszystkich pieprzonych żołnierzy o ile tylko, to coś zmieni.
Powrót do góry Go down
W. Wingfield-Demarchelier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/04/2012
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Sro 16 Maj 2012 - 16:50

Wielki kamień spadł jej z serca, gdy obserwowała reakcję swojej siostry. Była zadowolona z tego, że w końcu zdołała powiedzieć o tym komuś, chociaż była to marna uciecha w porównaniu z tak wielkim problemem. Z jednej strony oczekiwała, że Lauren wybuchnie płaczem, zacznie histeryzować, co pozwoli także jej pogrążyć się w rozpaczy i użalaniu nad sobą. Młodsza jednak okazała się zadziwiająco silna, co zmusiło Wendy do podźwignięcia się, choć łzy cisnęły jej się do krawędzi oczu.
Myśl o matce i ojcu, który tak rozpaczał po jej śmierci przywiodła jej na myśl sceny z przyszłości, kiedy to ona będzie się z nim żegnać. Jej myśli pędziły z zawrotną prędkością i już któryś raz tego dnia wyobrażała sobie swój pogrzeb i reakcje rodziny, dalekich ciotek, babki i ludzi ze szkoły na wieść o jej śmierci. Wtedy wróciła wzrokiem do Lauren, która mówiła coś o daniu sobie rady, o badaniach. Momentalnie pożałowała, że jej fantazja zaprowadziła ją w tak dalekie rejony, z których trudno jej było powrócić, choć starała się o tym nie myśleć.
- Ojciec... ojcu powiem w ostateczności - stwierdziła z wahaniem. Nie chciała przysparzać mu kolejnych kłopotów, zdawał się ostatnio taki szczęśliwy. - Bo masz rację, trzeba się najpierw upewnić... Niedługo muszę iść... Pójdziesz ze mną do kliniki? - spytała, chociaż wiedziała, jaką otrzyma odpowiedź. Czuła, że będzie potrzebować wtedy wsparcia Lauren jak nigdy wcześniej.
Balsamem na jej duszę stał się uścisk siostry, który przyjęła z wdzięcznością, chociaż trwał zbyt krótko, żeby przywrócić jej poczucie bezpieczeństwa. Sielankowa i ułożona atmosfera kawiarni zaczęła jej przeszkadzać i przytłaczać, tak bardzo zapragnęła w końcu rozpłakać się w swoim pokoju, w ramionach siostry. Tutaj za bardzo trzeba było dbać o pozory.
- Chcę do domu - stwierdziła krótko, dziecinnie, chociaż nie miała w tej chwili siły, żeby podnieść się z miejsca.
Powrót do góry Go down
Lauren Wingfield
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 88
Join date : 11/04/2012
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Pią 18 Maj 2012 - 17:02

Lauren po przemyśleniu sprawy, stwierdziła, że siostra ma rację nie mówiąc na razie ojcu, bo już dość miał na głowie. Praca, a przede wszystkim one zaprzątały mu w tej chwili myśli. Bardzo chciał, aby ukończyły szkołę i miały szczęśliwe życie. Na pewno nie przeżyłby wiadomości o chorobie córki i zapewne nie chciał stracić kolejnej kobiety, którą kochał. To było trudne. Lauren czuła na swoich barkach pewien ciężar, ale w końcu Wendy to jej siostra i musi być z nią na dobre i na złe.
- Oczywiście, że pójdę! Przecież wiesz. - młodsza Wingfield nie była pewna czy da sobie radę w klinice. Nie lubiła tego typu miejsc, choć wiedziała, że są one bardzo pomocne.
Znowu zaczęły napływać do jej umysłu czarne myśli, ale je odegnała. Powinna teraz skupić się na tym, aby Wendy nie myślała zbyt dużo o tym, co gdzieś tam w niej siedzi. Pragnęła, aby siostra, jeżeli stanie się najgorsze, przeżywała teraz piękne chwile. W głowie Lauren już pojawiły się pomysły, co mogłyby zrobić. Miały jeszcze tyle wspólnych planów, marzeń. Lauren jednak zdawała sobie sprawę, że jeśli zacznie je teraz realizować, to siostra pomyśli, że już ją pochowała. Nie mogła tego zrobić, dlatego postanowiła zachowywać się normalnie.
- Więc chodźmy. - rzuciła i poszła uregulować rachunek. Wracając, poczuła wszechogarniający smutek emanujący od Wendy. - Gotowa?
W domu na pewno będzie lepiej. Będą mogły powspominać dzieciństwo, co bardzo lubiły robić wieczorami przy lampce dobrego wina. Może nawet je kupią i będzie tak jak zawsze. Bardzo na to liczyła.

zt.
Powrót do góry Go down
Coco Blackyear
Dorosły
avatar

Age : 23
Liczba postów : 575
Join date : 25/12/2011
Skąd : Kuba, Satna Clara

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Pią 29 Cze 2012 - 18:53

Byłam jakoś tak podekscytowana...Że niemal skakałam z radości. Gdyby istniały takie duuuuże kwiaty jak w "Alicji z Krainy Czarów" Przechadzałabym się między nimi w podskokach.
Zwisałabym z tych długich łodyg i wąchała kielichy ogromnych, kolorowych kwiatów.
Co to za głupi stan? Co to za miły stan?
COCO BLACKYEAR czy ty się czasem nie zakochałaś?
Czy ty czasem nie odnalazłaś tego swojego boskiego pana Darcy'ego? Wyrafinowanego, miłego, dżentelmena? Koko jesteś aż tak naiwna, że wierzysz, że to akurat boski pan Dracy? Albo, ze w ogóle on. Ajajajajajajajaj...
Ach głupiutka, głupiutka koko.
Ale ważne, że wesoła, a dawno mi się to nie zdarzało, naprawdę to cudowne. Nie wiedziałam, że można się od tak uśmiechać. Że moje usta w ogóle potrafią wyginać się w tą śmieszną łódeczkę.
Hihihihihi.
Jesteś żałosna koko blakjer
No i co złego w byciu żałosnym od czasu do czasu? Każdemu należą się wakacje.
Choć u mnie trwają one już tydzień, matko jak ja wrócę do książek...Ach w sumie to już tęsknię za historią starożytnego Egiptu i opowiadaniami Dostojewskiego.
Chlip, chlip.
Bo w ogóle sama się nie poznaje.
Tak Coco nie może sama siebie poznać. Czy jestem tą samą Coco? Ostatnio taka wyluzowana, umówiłam się na randkę i w ogóle wyszłam do kawiarni. Masakra za dużo atrakcji naraz.
Zresztą z tą randką to się wiązały też pewne powikłania. Bo ja nie potrafię nic. No, ale może ON mi pomoże.
Wysłałam szybko smsa do Aidena, czekając niespokojnie na jego przybycie.
Aiden - jedyny mój ratunek.
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Pią 29 Cze 2012 - 19:38

Aiden - jedyny ratunek.
Really?
W obecnej sytuacji to Aiden takowego potrzebował. Szybkiej reanimacji moralności, nastawienia złamanej kości, pogłaskania po policzku, delikatnego ucałowania spuchniętej wargi, potrzymania za rękę, buziaka w czoło. I innych romantycznych, czułych, obrzydzających gestów.
Te kilka dni od krwawego i rozkosznego pojedynku szermierczego spędził w dziwnym stanie, gdzieś pomiędzy kosmicznym relaksem a chęcią zwymiotowania przy każdym spojrzeniu w lustro. Nie dlatego, że ciało miał dosłownie zniszczone, ale... czuł się tak, jakby Habiel jednym pchnięciem zburzył coś, co Collier z takim mozołem budował przez ostatni rok.
A Aiden nie lubił destrukcji. Nawet jako najpiękniejszej z form kreacji.

Do T&T wszedł punktualnie, bardzo niszcząc przytulny nastrój wnętrza swoją aurą. Już nie promieniował pożądaniem, nie rozdawał przypadkowych orgazmów, został okiełznany, ale... bardzo nie pasował do tej całej kochanej atmosfery. Tak bardzo pasującej do Coco B, jednej z jego ulubionych Sokolic.
Nigdy nie łączyły ich stosunki łóżkowe, traktował ją raczej jako zdziwaczałą i nieszkodliwą dziewuszkę, z którą zawsze mógł podzielić się wiedzą. Ewentualnie doświadczeniami. Ewentualnie ostatnią filiżanką herbaty, gdyby zaszła taka tragiczna potrzeba.
Podszedł do stolika bez słowa, siadając na przeciwko niej i próbując się uśmiechnąć. Tak jak za starych dawnych czasów.
Mogło wyglądać to dość...nieuprzejmie. Nie podał ręki, nie posłał całusa, nie pogłaskał po włosach, ale z jego mocą było to zrozumiałe.
- Coś się stało? Zadanie domowe? Seminarium naukowe? Posłuchać Twojej prezentacji? - spytał szybko, patrząc jej prosto w oczy i opierając się o oparcie krzesła. Błąd, syknął automatycznie. Zupełnie zapominał o ranie na lewym boku, ranie ciągle się jątrzącej, pomimo opatrunków. - Jesteś jakaś inna - dodał na tym samym wdechu, poprawiając automatycznie rękawy długiej bluzki. Wyglądał jak dziwadło ubrane na jesienne chłody, ale robił to z czystej troski. Siniaki już zieleniały i widok nagiej skóry Aidena wzbudzałby raczej obrzydzenie niż zachwyt.
Nawet u Coco, która wydawała się...irracjonalnie naćpana. Szczęśliwa? Zdany egzamin? Stypendium? Nowe historyczne odkrycie? Wydanie książki? Przyglądał się jej uważnie, wdzięczny, że może oderwać myśli od tej jednej, małej, wielkiej, dręczącej go mary sennej.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Coco Blackyear
Dorosły
avatar

Age : 23
Liczba postów : 575
Join date : 25/12/2011
Skąd : Kuba, Satna Clara

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Pią 29 Cze 2012 - 20:07

"Biedroneczki są w kropeczki
i to chwalą sobie
u motylka plamek kilka
służy ku ozdobie...
...
Ty mój grzybku też masz
łatki i śliczny kapelusik"


Tak nawet ja nie jestem gorsza. Wreszcie mój czas. Nigdy się nie zastanawiałam nad tym czy jestem ładna. Zawsze ubierałam się w te zwyczajne sukienki, dresy, czy spódniczki i białe bluzeczki.
A teraz czuje się tak jakoś...miło...kobieco?
Nawet włożyłam taką lekką, króciutką ( bo aż PRZED kolano) sukienkę. Naprawdę ja już wariuję...Ale to takie miłe.
Przyjemnie od czasu do czasu być irracjonalnym.
Atmosfera w kawiarni była rzeczywiście, jakaś taka ciepła. Ludzie tylko się uśmiechają, cieszą, z boku dwoje bliźniaczek przegląda lalki.
No i ja. Ja wśród tej całej cukrowej, mdłej atmosfery.
Aż żyć się chce.
Kiedy Aiden wszedł poczułam ulgę, uśmiechałam się do niego tak szeroko, że aż mnie bolały policzki.
Jednak był jakiś taki...Przymglony i obolały. O Matko co mu się stało.
Zmarszczyłam brwi i poczułam się tak jakoś...Och gdybym tylko dorwała tego co wprowadził go w taką melancholię!
Zabiłabym.
Oblały mnie jakieś takie matczyno-siostrzano-opiekuńcze uczucia.
- Aiden... - Zaczęłam kompletnie ignorując jego wypytywanie, aż drgała mi warga.
On był takim biedactwem...
- Co się stało? Powiedz proszę...Zakopię żywcem tego kto cię wprowadza w taki stan. Przysięgam uroczyście. - Tak jak muszkieterka zdolna byłam dzielnie wymachiwać szabelką i ratować naszą sokolą ostoję. Bo sokoły trzymają się razem i w ogóle są najlepszym bractwem.
- A jeżeli chodzi o mnie to wiesz, umówiłam się na randkę i no wiesz ja nigdy nie byłam na randkach - Przełknęłam głośno ślinę. To było jakoś tak krępujące.
- I nie wiem co tam się robi, i nie umiem się no wiesz... - Zaczęłam patrząc w blat stołu cała zawstydzona ze zeszklonymi oczyma. - Nie znam się na pocałunkach...
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Pią 29 Cze 2012 - 20:26

Szybka obserwacja zachowania i ubioru Coco - czy mu się wydawało, czy po raz pierwszy zobaczył u niej odkrytą szyję? dobry boże, może jutro zacznie chodzić w dekoltach - potwierdziły jego wcześniejsze przypuszczenia. Była inna. Fizycznie. Bardziej otwarta, mowa ciała nie kłamała. Uniesiona broda, zrelaksowane bujanie nogą; już nie siedziała jakby połknęła kij a na głowie miała ustawiony milion książek. Wydawała mu się po raz pierwszy...dziewczęca.
Zwłaszcza, gdy w jej oczętach zaszkliły się...łzy?
Zmarszczył czoło, zakładając ostrożnie ręce na piersi i wyczuwając pod czarnym materiałem koszuli gruby bandaż. Ile minęło od ostatniej zmiany? Krew i ropa już spływała mu po żebrach czy jeszcze nie? I dlaczego Coco jest jedyną osobą, która się nad nim użala?
To było bardzo zaskakujące. Była zbyt spostrzegawcza.
- Nic się nie stało - odparł beznamiętnie, kiwając na kelnerkę i zamawiając herbaty. Dwie. Tak jak dla siebie i Prudence, Prudence, kiedy ostatnio o niej myślał? Szybko odrzucił pomysł odpisania na jej smsa, nie był w stanie kłamać nawet w dziwnych wiadomościach tekstowych. Zresztą, żył w błogim wręcz letargu, bez jakichkolwiek zaczepień w czasoprzestrzeni. - Tylko tęsknię za Wright - dodał po sekundzie. Zgodnie z prawdą? Kłamiąc? Poczuł gorzki posmak krwi - nie swojej - na języku, zastanawiając się, czy to właśnie nie jest jego ostateczny upadek. Przykrywanie własnego upodlenia uczuciem najwyższym i najczystszym.
Uśmiechnął się tylko przelotnie, słysząc obietnicę Coco. Zamordować żywcem? Dziewczyna chyba nie zdawała sobie sprawy z tego, jak genialnie trafiła ze słowami.
Już miał ponowić pytania, rozumując, że Coco ich nie usłyszała, gdy...zaczęła się mu zwierzać. Był do tego przyzwyczajony, często długo rozmawiali, ale zazwyczaj były to urocze pogawędki o nauce, a nie tak intymne szczegóły. Wywlekane na światło dzienne. Z dziewiczym rumieńcem i rozognionym wzrokiem.
Gdyby nie był sobą, zapewne zbiłaby go z tropu. Właściwie, bardzo mu to pochlebiało. Że to akurat jego uznała za dobrego kandydata na udzielanie porad. Odnośnie randek. Nie pieprzenia się, nie kamasutry, nie antykoncepcji, nie fetyszy, nie cen za noc z jedną z londyńskich dziwek. A randek.
Aiden nigdy w życiu nie był na randce. Chyba, że do tej kategorii można było zaliczyć ostatnie jego sympatyczne spotkanie z Habielem.
Uśmiechnął się szerzej, drapieżniej, ironicznie. Co dla naiwnej Coco mogło wyglądać jak...zachwycony wyraz twarzy. - Pocałunki nie są trudne. - zaczął spokojnie. Nie miał zamiaru wypytywać z kim owa randka się odbędzie, szanował ludzką prywatność. Może dlatego tak wspaniale dogadywał się z Blackyear, zero plotek, zero podtekstów, czysta komunikacja. - Po prostu musisz się wczuć. Wiedzieć, co druga osoba lubi. Pokazać jej swoje uczucia. To...wiesz, nie da się mówić o pocałunkach - dokończył pewnie, zastanawiając się nad całym swoim bagażem doświadczeń. Dość nieprzydatnych w kwestii randek. Ale naprawdę chciał pomóc. Było to coś zupełnie innego, słodkiego, łagodnego, całkowicie innego niż świat, w którym ostatnio się obracał.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Coco Blackyear
Dorosły
avatar

Age : 23
Liczba postów : 575
Join date : 25/12/2011
Skąd : Kuba, Satna Clara

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Sob 30 Cze 2012 - 12:53

Miła atmosfera, ale jakoś tak...Czy możliwym jest żeby to szczęście mogło ciążyć?
Mimo, że nie byłam w stanie przełknąć dziś cokolwiek. Z dwóch przyczyn, po ostatnim wybryku mojego żołądka wolałam głodować. A zresztą kto myśli o jedzeniu w tak parny, ciepły dzień? Z tak kolosalnym szczęściem na głowie jak ja?
Nie da się, po prostu nie da. A co do tych motylków brzuchu, to ludzie kłamią. To nie są wcale motyle, tylko jakiś taki obrzydliwy strach. Strach przed tym, że można coś zepsuć, źle się uśmiechnąć, potknąć, powiedzieć coś nietaktownego.
A najgorszym co mogłoby się przytrafić to nuda. Tego nikt by poza mną chyba nie przetrwał. Bo ja w sumie...Lubię ciszę, spokój, próżnię.
A tu takie roztrzęsienie, piękna pogoda, zielono, zwiewne sukieneczki i znów coraz więcej piegów na moim nosie.

Aiden...Nie mogłam uwierzyć w to, że jest taki tylko dlatego, że brak mu Prudence. Oczywiście to też pewnie na niego oddziaływało. Ale to nie,to. To czuć na kilometr. Przecież nie raz spoglądałam na niego, rozmawialiśmy, obserwowałam. Fakt faktem, że on i Prudence to moja idealna para. Aż tak fajnie na nich popatrzeć. No, ale on wygląda jakby nie spał z miesiąc. Twarz taka zbolała...To nie mogło być dlatego.
- Już niedługo wróci - Uśmiechnęłam się do niego promieniście. - A wtedy zabronię jej opuszczać cię choćby na jeden dzień - Nie będę drążyć tego, pewnie dla niego to jakiś obrzydliwy temat. Ale przysięgam, na Szekspira, na pana Dracy'ego, dowiem się kto doprowadził go do tego stanu! I zamorduje. Tak żywcem <3
Tak właściwie to w związku z tą sprawą to mogłam się tylko Aidenowi zwierzyć. Bo no, wszystkie dziewczyny razem chichoczą, dopingują sobie, robią jakieś głupie testy, chodzą na zakupy, upijają się winem i pożerają hektolitry lodów.
No, ale ja nie miałam dobrego kontaktu z nimi, w sumie nawet tego nie żałuje. One były takie głupie, puste i nawet nie wiedziały czyją kochanką była Anna Karenina. MASAKRA.
Zawsze wolałam jakoś inne towarzystwo mimo, że słowa o randce i pocałunku były takie krępujące. Dziewczynom nie ufałam, jedynymi osobami, którym mogłam zaufać to właśnie Aiden i Rufus.
Najgorsze miałam za sobą, a Aiden mnie nie wyśmiał.
- No, ale jak to się robi? - Bo to chyba się jakoś język wpycha? Nie wpycha? A może to tak tylko wygląda, jakby całujący się połykali swe śliny?
- I w ogóle Aiden wiesz jak zlikwidować te piegi? - Spytałam pokazując paluchem na nos. Bo chyba można, nie? Nie miała pojęcia o sztuce makijażu. - Jak się ubrać? - To takie stresujące, może coś lekkiego? Albo pod szyję, bo tak nie można się zwykle afiszować, prawda? Nie miałam pojęcia o takich rzeczach. A z racji tego, że Aiden zawsze tak bosko wygląda. Aż uszy odpadają od słuchania tego od małolat. No, ale ma też mega modną dziewczynę, także coś musi wiedzieć.
- Co on lubi? Hm... - Zastanowiłam się na chwilę - W sumie to on jest taki dość tajemniczy, ale bardzo miły i no... Nie wiem! Łączy nas w sumie historia Ale może ty wiesz co lubi Habiel? Bo znasz go prawda? Może mógłbyś się zorientować, albo podpytać? - Coraz bardziej zaczęłam się ekscytować.

Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Sob 30 Cze 2012 - 13:13

Pytanie o pocałunki było głupie.
Takimi rozkminami dzieliły się między sobą rozćwierkotane przyjaciółeczki, robiąc alfabetyczne listy chłopców z wyższych klas oraz wymieniając się instruktażami z durnych gazet dla małolat. Było to dla Colliera zawsze irytujące, zwłaszcza, że niektóre dziewczynki uważały całowanie za genialny pomysł na podryw. Coś w stylu Aiden, genialnie wyglądałbyś z moją szminką na Twoich ustach, jeśli wiesz o co chodzi. Doskonale wiedział o co chodzi, dlatego ignorował takie głębokie flirty. Czasem odpowiadając w podobnym stylu. Że naprawdę genialnie jej szminka to wyglądałaby na jego podbrzuszu. I niżej.
Ciekawe dlaczego wszyscy mieli go za ostatniego chama.
Jednak o dziwo rozpaczliwe pytanie Coco wcale go nie zdenerwowało, a przywróciło ład w niemoralnym świecie. Bo się martwiła o jego związek, bo bardzo kibicowała pruidenowi, bo była szczera. Skoro istnieją osoby tak niewinne, cnotliwe i rozkochane jak Blackyear, to jednak Wielka Brytania nie stała na skraju chaosu i nie była taka zła.
- Jak to się robi? Mogę Ci pokazać - zaoferował spokojnie, popijając gorącą herbatę, przyniesioną im przed chwilą przez kelnerkę. Nie mógł się powstrzymać od delikatnego uśmiechu, Coco była taka urocza. Nie podniecała go, nie działała na niego, była jak...młodsza siostra. Albo przyjaciółka. Jedyna, która mu się ostała. Dlatego jej problem potraktował poważnie, starając się spojrzeć na nią jak mężczyzna.
Nie była brzydka. Piękna też nie, ale... ta niewinność mogła kogoś kręcić. Gdyby Aiden nie był fanem zdegenerowanych rozrywek i dziewcząt wyuzdanych w łóżku, mógłby chcieć ją mieć. Ale... czysta platonika. Także w jego propozycji.
- Piegi są modne, naprawdę, widziałem w czasopismach Pru - zaczął pewnie (chociaż oglądał raczej demarchelierowskie magazyny porozwalane po wrightowskim pokoju). - Ubrać...sukienka. Nie za krótka. Biała. Ładnie będzie kontrastować z włosami. Bez rękawów najlepiej - kontynuował wręcz z matematycznym zacięciem, przedstawiając swoją stylistyczną wizję. I odprężając się zupełnie.
Bo dzięki Bogu, albo innemu ważnemu mężczyźnie w jego życiu, pozbył się napięcia. Zyskując wyrzuty sumienia, które teraz odpłynęły gdzieś daleko, przyćmione wesołą, zakochaną chmurką w postaci Coco Blackyear.
I już miał kontynuować wyliczanie ubioru dziewczyny, gdy usłyszał najbardziej znienawidzone, najmocniej pożądane imię. Spojrzał na nią szybko, marząc o nagłych problemach ze słuchem. Przesłyszał się. Musiał się przesłyszeć. W innym wypadku właśnie doradzałby Coco w co się ubrać na swój własny pogrzeb.
- Co lubi Boyle? - powtórzył powoli, przejeżdżając wzrokiem po rozkochanej twarzy Blackyear. Czuł się postawiony pod ścianą i mocno sprowadzony na ziemię. Prawie tak boleśnie, jak w sali szermierczej.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Coco Blackyear
Dorosły
avatar

Age : 23
Liczba postów : 575
Join date : 25/12/2011
Skąd : Kuba, Satna Clara

PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   Sob 30 Cze 2012 - 13:56

To wszystko było takie durne. Zawsze śmiałam się z tych podnieconych trzynastolatek, a tu proszę sama traktuję to jak sprawę wagi państwowej. Nawet nie przejmowałam się tak ostatnim konkursem historycznym. A co jeśli się zaniedbam? Nie, nie to nie możliwe, zresztą Habiel wie tyle o historii, że przy jego orężu jestem w stanie wygrać olimpiadę o historii nawet plemienia Dżindża pindża.
On był cudowny...Jakby cała ludzkość była w nim zaklęta. Wszystko co interesujące i pociągające.
Czy ja byłam zakochana? Byłam to już pewne.
Ale czułam się tak jakoś głupio obciążona tym szczęściem. Tak bardzo zawsze się starałam, więc chyba mi się należy, prawda?
Jesteś idiotką Coco
Nawet jeśli, nikt o tym nie musi wiedzieć. Mój idiotyzm, moja głupota, moje SZALEŃSTWO. Wszystko w moich czterech ścianach umysłu. Podświadomości. Nic nie wyjdzie poza ich granicę. Chyba, że zacznę paplać o tym Aidenowi. Ale to by była już przesada, kto by chciał słuchać o tym jak to teraz cudownie się nie czuję, jaki to cudowny nie jest Habiel.
- Pokazać? - Spytałam cicho oplatając palce wokół filiżanki.
To takie, hm...intymne. No, ale Aiden to prawie jak brat, także czy to by nie było z lekka patologiczne? To tak jakby całować się z najlepszą przyjaciółką
To tylko dla nauki, dla praktyki. Nie ma w tym ani uczucia, ani nic dziwnego.
Prawda?
Ogarnij się Coco Blackyear! Przecież on ci tylko pokaże. To oczywiste. Nie ma w tym żadnej patologii, chcesz się nauczyć czy nie?
Chce, oczywiście, że chce.
A jaki wstyd będzie jak nie będziesz potrafiła? Wieeeelki.
- Pokaż - Odparłam twardo, prostując się. To przecież nic nadzwyczajnego, a chyba lepsze niż ćwiczenie z łyżką, od której nabawiłam się odcisków na języku...Zresztą w czym łyżka przypomina język?
Z ogromnym zainteresowaniem słuchałam Aidena. Piegi modne? Coś podobnego...A zawsze się ze mnie wszyscy śmiali. Piegus, marchewa!
A tu proszę niegdyś wyśmiewana przez wszystkie dzieciaki w dzielnicy, a teraz to COŚ jest modne? To coś, co mi przyprawiło tyle cierpień? Aż nie mogłam uwierzyć.
Wszystko szybko notowałam w swym umyśle. Biała sukienka, zero rękawów, nie za krótka? Myślę, że do połowy łydki to idealna długość...<3
Popatrzyłam uważnie na Aidena.
- No tak Boyle. Mógł ci się pewnie wydać dziwny, bo wiesz on jest taki tajemniczy, nieco zuchwały. Ale może wydawać się taki no wiesz...nieśmiały - Ach...Habiel....
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Tea and Tattle   

Powrót do góry Go down
 
Tea and Tattle
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Centrum
-
Skocz do: