IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 sypialnia Aidena

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: sypialnia Aidena   Wto 25 Gru 2012 - 10:21


...służąca właściwie za pokój gościnny, bo Aiden bywa tu rzadko, od święta (dosłownie), gdyż woli spać na swoim materacowym łóżku w Hampstead niż na tym królewskim czymś, pachnącym molami i perfumami babki. do tego jest tu za czysto, bo ciągle ich ulubiony lokaj wszystko układa, co doprowadza Colliera do białej gorączki.


_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: sypialnia Aidena   Wto 25 Gru 2012 - 10:57

Święta, święta i po świętach, przynajmniej w blejsowym mniemaniu. Nigdy nie przeżył tak wyczerpujących świąt, i fizycznie (mała Claire choć nie ważyła więcej niż dwadzieścia kilogramów, na dłuższą metę była wyjątkowo męcząca, no i ile razy można wbiegać i zbiegać z dzieckiem z licznych schodów collierskiego domu?) i psychicznie. Sam sobie się dziwił, że jeszcze tu był, bo stary-Blejs z całą pewnością tylko zobaczywszy jakąś niewygodną anomalię (czyt: Indianę i Aidena razem) spitoliłby z Kensington i zamknął w swoim ukochanym pokoju w Hampstead, z meksykańskim na wynos i butelką drogiego wina. Nawet jeśli ściskałby tym serce swojej bogu-ducha-winnej mamusi, która rokrocznie pragnęła idealnych świąt, co jeszcze nigdy się nie spełniło, nie przy tak temperamentnej rodzinie jak collierska. W ogóle jak tylko myślał o najnowszej parze w rodzinie dostawał autentycznych torsji, nie wiedział tylko czy z zazdrości (i o kogo), czy z bezsilności, albo z czegoś jeszcze inniejszego. Rozmowa z Indianą okazała się co najmniej klapą i jego życiową porażką (jakby w ogóle przykładał do tego większą wagę), z Aidenem nie rozmawiał w ogóle, wymieniając tylko, o ile w ogóle, lodowate spojrzenia aka mrożona czekolada, co go wystarczająco dobijało, by z bożonarodzeniowego obiadu zwiać po godzinie uprzejmości wobec wszystkich wyfiołkowanych ciotek w świątecznych garsonkach. I nawet fakt, że jego żona tak dobrze radziła sobie w odnajdywaniu się w nowej sytuacji jaką było spędzanie świąt z wszystkimi Collierami, nie pocieszało go wystarczająco ani nie dodawało mu siły na tyle, by wytrzymać ten sajgon bez swojej standardowej ucieczki.
Ucieczki do leżenia na plecach na łóżku, próbując zasnąć, bo Mer spała już twardo od dwóch godzin, a biedny Młodszy nadal obracał się wkurwiony z boku na bok, aż wreszcie wstał, ubrał dresowe spodnie i jakiś t-shirt, wziął szachy pod pachę i całą swoją dumę zostawiając pod łóżkiem wyszedł. I wcale nie przeżywał jakiś palpitacji serca, oddech wcale mu nie przyspieszył, ani nie oblał się zimnym potem. Wręcz przeciwnie, zrobiło mu się chłodno, wszystko w nim jakoś zwolniło, zatrzymując się w momencie gdy naciskał na klamkę ajdowego pokoju, gdzie wszedł jednym, zamaszystym krokiem. Mając ochotę ozdobić wymiotami perski dywanik, zobaczywszy spokojnie czytającego Ajdę i śpiącą obok niego Indianę. Przykrytą, lecz Blaise nie potrzebował noktowizora by wiedzieć (p a m i ę t a ć; tych kilka miesięcy w najprawdziwszym związku nie miało prawa zniknąć bez śladu), że dziewczę nie śpi w piżamie. Ścisnął mocniej trzymaną jeszcze klamkę, pokonując wewnętrznie jakieś koszmarne przestrogi, każące mu spierdalać jak najdalej i wszedł, bez słowa siadając naprzeciwko brata, starając się ze wszystkich sił nie zerkać na śpiącą Indię. Położył między nimi szachy i wbił w niego wzrok. Miksację wszystkiego, co się w nim kotłowało od dawna.
- Nie umiałem zasnąć. Zagrajmy - powiedział cicho, siadając po turecku.

_________________
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: sypialnia Aidena   Wto 25 Gru 2012 - 11:20

O ile wszyscy wokół niego zdawali się denerwować, smucić, dramatyzować i ogólnie uważać te święta za najgorsze, co mogło ich spotkać, to Aiden taplał się z rozkoszą w tej wigilijnej atmosferze, ciesząc się z każdego kontaktu z rodziną, z zachwytu ojca odnośnie Indiany (gdy tylko wspomniała o przyszłości w finansach/prawie Aiden był PEWIEN, że ojciec zatarł pod stołem ręce, już widząc młodą i urodziwą aplikantkę w swoim najlepszym biurze adwokackim) i z braku wolnego czasu. W szkole przytłaczały go niewykorzystane godziny, zajęć miał coraz mniej, czuł się miałki i rozwodniony, tak, że coraz bardziej przychylał się do opcji pogadania z dyrektorką i rozpoczęcia dorosłego życia. Także stara posiadłość poprawiała mu humor, tu zawsze było coś do zrobienia, ktoś, z kim można było podyskutować, pokpić, zażartować, ktoś, kim można było się opiekować (Claire) i bawić (reszta kuzynów). Czuł się potrzebny i pasujący - a mało kto wiedział, jak bardzo Aiden potrzebuje akceptacji ze strony rodziny, całej rodziny.
Chociaż tak naprawdę brakowało mu tylko jednej osoby i nie była to jego małżonka, dzielnie i pragmatycznie radząca sobie z przeciwieństwami familii, nieco tylko zestresowana. Po rozmowie z Meredith uświadomił sobie, że tak naprawdę nie będzie mógł zacząć nowego etapu życia bez brata - problem w tym, że ciągle collierska duma i chorobliwa zazdrość były silniejsze od zdrowego rozsądku. Przynajmniej w tej sprawie.
Nie rozmawiali o tym z Indianą, zgodnie uważając, że seks jest dobrym ukoronowaniem wspaniałego rodzinnego dnia (Aiden) i odreagowaniem stresów (India). Zatykając jej usta dłonią, by nie przywołała tutaj niechcący całego domostwa myślał tylko o niej i o przyjemności, zimne spojrzenie Blaise'a odsuwając gdzieś na dalsze skrawki świadomości. Tak było i dzisiaj, jednak gdy pocałował po raz ostatni gorące usta Collier na dobranoc, ciągle czując piekące szramy na ramieniu po jej paznokciach: było mu perfekcyjnie dobrze, na tyle, że mógł skupić się na książce, wsłuchując się w cichy i regularny oddech Indiany obok siebie.
Wpadł w niejaki trans, litery, słowa, przesłanie, Indiana przekręca się na drugi bok, przykrywa ją bardziej kołdrą, nie tyle z czułością (której musiał się ciągle przed samym sobą wypierać) a z naukowym przeświadczeniem, że kawałek nagich pleców może go oderwać od lektury. Tak, jak dźwięk otwieranych, skrzypiących drzwi (muszą je naprawić, co za wstyd, układają jego ciuchy a za zawiasy się nie wezmą!), ale na pewno w mniejszym stopniu niż smukła sylwetka w drzwiach, materializująca się po chwili na jego łóżku.
Widmo swoich nieprzyjemnych myśli? Raczej nie, wyraźnie czuł ugięcie się materaca pod artystycznym ciałem i widział przepełnione emocjami spojrzenie z odległości bliskiej niż ostatnimi czasy. Szachy zagruchotały cicho, jednak Indiana się nie obudziła, odwrócona plecami i całkowicie nie zdająca sobie sprawy, że jest w łóżku ze swoim przeszłym kochankiem i obecnym mężem.
Aiden nie dokończył czytania strony - co pokazało jak bardzo był zaskoczony - tylko zamknął książkę, odkładając ją na stolik, nie spuszczając spojrzenia z Blaise'a.
- Tremaine nie potrafi Cię zmęczyć do szybkiego snu? Widocznie wybrałeś złą Sokolicę - odparł cicho, spokojnie, dopiero po wypowiedzeniu słów nieco się bojąc ich oschłego i raniącego (?) brzmienia. Zacisnął usta, nie uciekając jednak wzrokiem ani na właściwą Sokolicę u swojego boku ani na pudełko z szachami.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: sypialnia Aidena   Wto 25 Gru 2012 - 11:50

Nawet najlepsze morelowe ciasto i wyjątkowo w tym roku udane prezenty (obawiał się o swoją tchawicę, gdy ciotka Evelyn rzuciła się na jego szyję, odpakowawszy wymarzony (jak dowiedział się od wuja Rodericka) zestaw książek kucharskich), nie tylko te ofiarowane, ale również mu podarowane (sztaluga z czereśniowego drewna, zestaw świetnych farb olejnych, aparat analogowy z kilkoma ciekawymi obiektywami - najwyraźniej rodzina była w pełni świadoma co uszczęśliwi Młodszego najbardziej), nie mogły odciągnął uwagi Blejsa od tych rzeczy niekupnych, które wwiercały się we wrażliwą świadomość, uzewnętrzniając się tylko nienaturalną odrobiną zgryźliwości. Dlatego cieszył się, że znienawidzony wuj George nie zostawał do końca świąt ze względu na pilne interesy na Barbadosie, ponieważ obawiał się, że nie wytrzyma jego skołatane serce i wymęczony umysł, no chyba że popełniłby wyjątkowo przykre przestępstwo.
Nie został poinformowany przez swoją żonę o fakcie rozmowy z Aidenem, więc przekonany był, że Mer średnio mu będzie umiała jakkolwiek pomóc w rozwiązaniu tego problemu. Poza tym nie był durny, doskonale wiedział, że i dla niej sytuacja ta musi być przykra, przecież przyjaźniły się kiedyś z Indianą, a cały ten czworokąt dobijał nawet zwykle niewzruszonego (zewnętrznie) Blejsa, więc nawet nie chciał myśleć, jaki syf w związku z tym może mieć w głowie Meredith. Pomijając nagromadzenie imion, nazwisk, historii i anegdotek, którymi była zasypywana ilekroć tylko zmieniali podczas wieczoru rozmówcę, a Blaise tylko pomagał jej przywołać odpowiednią informację z natłoku, gdy gubiła się w kolejnych mężach ciotki Sage, albo licznym kuzynostwie chrzestnej siostry żony kuzyna ojca ze strony babci.
Przechodził sam siebie w rozmyślaniach nad odpowiednim sposobem załatwienia przynajmniej tej sprawy, ze smutkiem jednak stwierdzając, że bez żenującego wstydu się nie obędzie. Więc zaryzykował, obiecawszy tylko w ramach zabezpieczenia sam sobie, że natychmiast wyjdzie, z trzaskiem zamykając drzwi, gdy zrobi się nieciekawie. I to właśnie mając w głowie siadał na łóżku i po omacku otwierając szachownicę, bo przecież oczy miał zwrócone na brata.
- O to samo mógłbym Ciebie zapytać. Chociaż jestem zaskoczony, przecież z Indianą źle nie było - odpowiedział równie spokojnie nawet nie przywołując przed oczy wyobraźni gorących scen. Zdecydowanie India była niepozorna, nawet jeśli nie powinien tak myśleć o ZONIE SWOJEGO BRATA. I właśnie dlatego zasznurował usta, żeby nie powiedzieć nic więcej z wachlarza uwag kąśliwych i kwaśnych; przecież nie po to się zbierał i łamał własne, wypracowane zasady, żeby się jeszcze bardziej pokłócić. Wysypał figury i odwrócił szachownicę, dopiero teraz na nią zerkając. To było dla niego, na tą sekundę, zbyt trudne. Ułożył więc część figur w milczeniu, z wręcz pedantyczną równością (dziwnedziwnedziwne), po wzięciu dwóch zdrowych oddechów dopiero unosząc znów wzrok.
- W ogóle spóźnione wesołych świąt - powiedział ponuro, bawiąc się gońcem palcami. - Dlaczego jest tak chujowo? - zapytał cicho, już zupełnie innym głosem. W żadnym wypadku nie łamiącym się, albo jakimś drżącym. Ot po prostu czymś na granicy normy i szeptu, choć z nutą rozczarowania. Bo właśnie to chyba go bolało najbardziej, był rozczarowany. Powinno być coś więcej niż dwie kobiety, żeby spieprzyć braterską miłość przecież.

_________________
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: sypialnia Aidena   Wto 25 Gru 2012 - 12:22

Zazwyczaj obydwaj z Blaise'm obdzielali się wzajemnym spokojem, chociaż to Młodszy był częściej rozedrgany, ale w ten artystyczny, jaskółczy sposób. Coś go zachwyciło, jakiś obraz, film, połączenie kolorów, cokolwiek. Aiden to tonował, zawsze będąc tak samo sztywnym i obojętnym, jednak zdecydowanie więcej działo się w środku, o paradoksie. I to nie tak, że przeżywał wszystko później, w swoim pokoju, histerycznie szlochając. Raczej: histerycznie się pieprząc z przypadkową osobą, ale to też była jakaś forma wyładowania się.
Której teraz nie uskuteczniał, bo wszystko się układało, oprócz tego jednego, małego elementu, wwiercającego się w serce jak drzazga, uprzykrzająca chodzenie i oddychanie.
Nie wiedział, czy kiedykolwiek kochał kogoś mocniej niż Blaise'a i właściwie skąd wzięła się tak silna więź. Zazwyczaj rodzeństwo się ciągle kłóciło, obgadywało, zwalało winę za stłuczone wazony na drugą osobę - wszystkie informacje, które Aiden zbierał od swoich kolegów/koleżanek sprowadzały się raczej do czułej niechęci wobec swoich sióstr i braci niż do faktycznej miłości, okazywanej tylko wtedy, kiedy któreś z nich lądowało w szpitalu albo na odwyku. U Collierów było inaczej, od zawsze wstawiali się za sobą i doskonale współgrali. Blaise nie czuł się zepchnięty na dalszy plan, mógł sobie być artystą, bo to Aiden wziął na siebie ciężar (i prestiż?) bycia szalonym dziedzicem i chłodnym przedłużeniem rodu. Wszystko się doskonale zazębiało, Blaise zawsze był dla niego ucieczką od głupoty świata i oazą radosnego spokoju, ale...wszystko się zmieniło. Aiden nawet przez sekundę nie pomyślał, że to przez kobiety. Brzmiało to brutalnie, ale nie obchodziła go Mer, Indiany wcześniej nie znosił: dumnie zwalał winę na Blaise'a, przekonany, że gdyby tak uparcie nie trzymał się Tremaine, wszystko ułożyłoby się inaczej. Chociaż, czy byłoby wtedy tak dobrze?
Zastukał palcami o pościel w jakimś nieregularnym rytmie, próbując przełknąć jad, którym chciał obdarzyć Blaise'a. Chciał mu wszystko wypomnieć, chciał prostacko uświadomić, że sypia z jego (byłą?) miłością, że wybrał kogoś gorszego, że jest na przegranej pozycji. Był tak zazdrosny, że zakrawało to o psychozę i chęć totalnej telenowelastej destrukcji: lepiej nie mieć nikogo, niż przez to wariować.
Ale jednak to Blaise przyszedł, siedział teraz i uważnie rozkładał ukochane przez Aidena szachy. Nie wydawał się w wojowniczym nastroju, raczej szczerym i spokojnym. Bardzo chciałby to odwzajemnić, ale wiedział, że za dużo jest w nim teraz niechęci, żeby po prostu rozegrać tradycyjną partyjkę i przytulić się na zgodę.
- Bo jesteś z najprzeciętniejszą osobą na kuli ziemskiej - odparł spokojnie, przez zaciśnięte wargi, ustawiając szybko i sprawnie swoje pionki, oczywiście czarne. - I za bardzo mi na Tobie zależy, co jest dość niezdrowe - dodał, coraz bardziej wpadając w ton swobodnej konwersacji, chociaż coś w środku wybitnie go gryzło.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: sypialnia Aidena   Wto 25 Gru 2012 - 13:16

Był skołowany i nie wiedział jak ma się zachować. Bardzo rzadko zdarzało mu się robić tego typu rzeczy, jakieś narwańcze gesty i odruchy w myśl oddania i innego ulepszania/odbudowywania więzi. Przecież zwykle tak dobrze mu szło, gdy robił to wszystko od niechcenia, po prostu będąc sobą, tym zwyczajowym, natchnionym, postrzelonym sobą. A wszystko paradoksalnie zaczęło się, gdy zaczynał się starać, gdy i jemu zależało, gdy odbiegał od blejsowej ramki (którą stanowił brak owej ramki w sumie) mamwyjebanizmu i innych wesołych przymiotów, które go definiowały. I na pewno wśród tego ciekawego zbioru nie było tego skołowania, tego drażniącego uczucia, że nie wie jak ma się zachować, co powiedzieć, a czego nie. Już w ogóle zastanawiające było, że działo się to w stosunku do Aidena, do brata, do kompana, do bratniej duszy [?]. No ostatnio Blaise zapewne mocno zwątpił w to ostatnie, co jednak nie przeszkodziło mu w szaleńczej niemalże próbie odbudowy chociaż części tego, by podczas rodzinnych obiadków myśleć o czymkolwiek innym, niż wydłubanie mu oczodołów srebrnym widelczykiem do sernika.
To zamieszanie go dobijało. Choć nienawidził nudnej, nijakiej rutyny, umierał powoli i boleśnie, kiedy jego życie opanowywała monotonia i otępienie, to z drugiej strony, mając porównanie z tym całym syfem, który teraz miał miejsce, to zdecydowanie preferował pierwszą opcję. Rozpierdol uczuciowo-sytuacyjny go wyjątkowo przytłaczał i odbierał jakąkolwiek umiejętność działania. Nawet malować mu się odechciało, gdy ze smutkiem odkrył, że w tym przypadku nie pomaga mu jego kolorowa terapia, bo kolejne płótna to coraz gorsze bohomazy, składające się na wykrzywioną grymasem czyjąś twarz.
- Czy Ty nie umiesz zrozumieć, że ona jako jedna z nielicznych mnie rozumie, we wszystkim? Nie ignoruje niczego, co ma ze mną jakikolwiek związek, jest tego wszystkiego już częścią. Poza tym chyba pominąłeś drobny szczegół, że to nie Ty mi wybierasz dziewczyny - odpowiedział, hamując na ten moment jakąkolwiek wzmiankę na temat Indiany.
Miał mu za złe, cholernie za złe ten cały "związek" z Indianą. On sam odbierał to jako wyjątkowo obrzydliwą prowokację, jakiś nieudany hepening, mający na celu tylko i wyłącznie zbombardowanie go i podcięcie mu nóg. Nie wierzył w to, że mogło ich połączyć cokolwiek, poza nim samym i poza niechęcią do Mer. A nawet jeśli, to na pewno nie miłość (plugawo brzmiąca w odniesieniu do tego duetu, nawet użyta tylko celem dodatkowego wyśmiania i podkreślenia absurdalnej irracjonalności), skoro pół roku temu byli gotowi poderżnąć sobie gardła. Ona mu przecież złamała nos, do diaska!
- Chyba rzeczywiście Ci szkodzi, bo dziwnie mi to okazujesz - odpowiedział z wyrzutem, którego nie udało mu się ukryć (i którego w sumie nie chciał ukrywać). Poruszył się pierwszym pionem z brzegu na jakieś bezpieczne pole, marząc by też się w takim miejscu znaleźć, bezpiecznym i spokojnym. Bezproblemowym, gdzie Twój własny brat nie pieprzy się z Twoją byłą dziewczyną i nie przedstawia jej obscenicznie jako swojej żony. - Jak to się stało, że się zeszliście z Indie? - zapytał, patrząc Aidenowi ostrożnie w oczy, szybko żałując zadanego pytania. Nie był pewien, czy chce to w sumie usłyszeć, przecież był tym typem człowieka, który wolał wesoło hasać w niewiedzy.

_________________
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: sypialnia Aidena   Wto 25 Gru 2012 - 13:43

Szeptane dyskusje w środku nocy kojarzyły mu się raczej z rozmowami między kochankami (raz przeczytał podłe romansidło, które zostawiła u niego jakaś koleżanka i do tej pory nie mógł się otrząsnąć z szoku, że większość dramatycznych przemyśleń ślepo zakochanej panny odnosiła się do jego osobistycznych rozkmin na temat brata) niż ze spokojnym rozwiązywaniem rodzinnych problemów, zwłaszcza, że obok niego leżał główny punkt zapalny, śniąc sobie o wyprasowanych kołnierzykach, finansach i pluszowych misiach.
Wcale nie zastanawiał się nad czym, czy ich związek nie jest czystą perfidią Indiany, chcącej się podle zemścić na Blaisie. Nie podejrzewał jej o to, była zbyt dumna i perfekcyjna, żeby bawić się w takie melodramatyczne zagrywki. Nie był jednak pewny, czy jednym z czynników, wpływających na zaakceptowanie takiego stanu rzeczy, małżeńskiej rzeczy, oprócz papierkowej roboty, prestiżu i wygody, nie było właśnie... pokazanie Blaise'owi, że też może zranić? I chociaż Młodszy robił to nieświadomie, z miłością i zapatrzeniem w Meredith, to Aiden potrafił być wręcz metodycznie złośliwy, raniąc tak, jak nikt inny.
Chociaż, gdyby faktycznie był taki podły, mógłby teraz rżnąć Indianę na oczach Blaise'a, ewentualnie, w wersji bardziej delikatnej, sprawić, by słyszał wszystko, co dzieje się w Sokolej sypialni noc w noc. Nie robił tego, więc jakiekolwiek wyrzuty sumienia uciekały gdzieś daleko, sprawiając, że jedynym motorem napędowym do pogodzenia się było czyste uczucie. Hamowane przez collierską dumę, chęć wyrafinowanej zemsty (którą mimowolnie dzielili z Indie) i odcięcia się od wszystkiego, co czyniło Aidena słabym.
Zignorował emocjonalne przemówienie o Mer, robiąc kolejny ruch, dość odważny, dający początek spektakularnej akcji. Tak jak zawsze, ile by dał, żeby było tak jak zawsze, żeby mógł wpaść do Blaise'a w środku nocy i po prostu poczytać przy jego śpiącym ciele albo zmusić do grania w szachy albo po prostu monotonnym głosem opowiadać swoją prezentację na angielski. Bez zgrywania się, bez wyrzutów, tak łatwych do odczytania w blejsowskim tonie. I w pytaniu, dość...racjonalnym.
- Jest idealnym materiałem na żonę - odparł powoli, zgodnie z prawdą, skupiając się na twarzy Blaise'a, oświetlonej tylko małą lampką. Wyglądał doroślej niż kiedyś i bardzo...daleko. Zdecydowanie wolał go obserwować roześmianego, ewentualnie z odległości kilku centymetrów, tak jak w collierskiej kuchni. Wydawało mu się, że całowali się całe eony temu. - W łóżku też nie jest taka zła, szybko się uczy, zresztą byłem już kiedyś w jej ciele, więc wiem, co jest przyjemne - dodał lekkim tonem, nawet nie zastanawiając się jak mindfuckowo to brzmi; bardziej (znów) zdając się na wspominki. Karaibskie. Nie mógł się nie uśmiechnąć, przez co po raz pierwszy jego twarz przybrała nieco bardziej ludzki wyraz.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: sypialnia Aidena   Wto 25 Gru 2012 - 14:33

Blejsowi wydawało się, że pobudki Indiany są oczywiste i dziwiło go, że Aiden, taki sokoli, taki bystry, mądry, oczytany i inteligentny, nie umie rozszyfrować tak prostego równania. Nie wiedział jak działa moc kochanego braciszka, chociaż jak zdarzyło mu się widzieć reakcję z całą pewnością była ona ciekawym urozmaiceniem pożycia, całował się dobrze, co już wiedział z autopsji, był bogaty i przystojny (bo skoro podobni z Blejsem, a Blejs był, to Ajda w takim razie też - z perspektywy prawie całkowicie hetero artysty), więc czemu by nie wykorzystać takiego materiału do zemsty. Bo po wczorajszej rozmowie z Indią, Blejs już wiedział, że to jedyne racjonalne wytłumaczenie, a skoro już wplątał się w poszukiwania celem znalezienia takowego, to nie ma opcji, by całkiem się mylił.
I nie chciało mu się wierzyć, że cały konflikt leżał właśnie w tej kwestii, z cyckami i krwawiącej co miesiąc, lecz teraz wiedział, że w dużej mierze tak jest. Zdawał sobie sprawę z tego, że Aidenowi na nim zależało, bo i Blejsowi brata brakowało jak cholera, jednak nie podejrzewał go o aż taką zazdrość, którą teraz widział, mimo przygaszonego światła.
Zerknął na planszę, analizując którym pionem powinien się ruszyć, jednak wypadł z wprawy. Czasy gdy Ajda regularnie wiercił mu dziurę w brzuchu by z nim grać, ciągle od nowa i od nowa, minęły, chociaż Blejs miał wrażenie, jakby Ajda celowo chciał dodać sprawie dramatyzmu, ponieważ on sam zupełnie nie widział ku dalszemu kultywowaniu braterskich tradycji żadnych przeciwwskazań. W ogóle on był taki bezproblemowy, że naprawdę zaczynało go irytować, że wszyscy dookoła zamiast się ogarnąć i spojrzeć na świat trzeźwo, woleli go sobie utrudniać, by potem narzekać na potworną ciężkość niewdzięcznego życia.
- Z czasem jest mniej... wyszczekana i robi się całkiem miła - wymsknęło mu się i dopiero po idiotycznej sekundzie się zorientował. Dziwnie to brzmiało, nawet w jego tolerancyjnym mniemaniu; takie porady na temat dziewczyn, wymienianie doświadczeń. To było takie... filmowe. Tylko że teraz w grę wchodzili prawdziwi ludzie, a nie scenariuszowe charaktery, więc znów zamilkł na chwilę, ruszając się kolejnym pionkiem.
I chyba przecenił dziwność własnego wypowiedzenia, bo słowa Aidena niemalże go zatkały, aż mrugnął z niedowierzaniem, łącząc fakty w skołatanym umyśle. No tak.
- Okej, to dla mnie trochę zbyt wiele - powiedział po tym, jak zarejestrował uśmiech na twarzy brata (to nie to powinno sprawiać że się uśmiecha!) i przyłożył sobie dłoń do twarzy. Nie teatralnie, raczej ze zmęczeniem i bezsilnością, wypuszczając głośno powietrze. Chciało mu się palić.
- Właśnie w takiej chwili brakuje mi mojego pragmatycznego brata. Pomagał, gdy ja nie ogarniałem. A teraz mam wrażenie, jakbyś w ogóle nie chciał mi pomóc - powiedział, nawet nie ukrywając już swojego załamania. I nie miał pojęcia, dlaczego jeszcze tu siedzi, udając, że grają sobie niezobowiązująco w szachy, uskuteczniając miła pogawędkę o pogodzie i najnowszej reklamie Snikersa.

_________________
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: sypialnia Aidena   Wto 25 Gru 2012 - 15:04

Faktycznie, wszystko robiło się coraz bardziej filmowe i niezrozumiałe. Aiden wolał nieskomplikowane pożycie, ustatkowanie się i prowadzenie nudnego, przewidywalnego życia - a mogła mu to zapewnić tylko pracowita Lanvin. Nigdy nie marzył o świetlanej przyszłości - no, może, za czasów Prudence, które wydawały mu się teraz rażącą po oczach fatamorganą - ale teraz wszystko się układało w idealny plan. Jego studia, jej studia, jego praktyki, jej praktyki, w międzyczasie dziecko, pierworodny syn, pierwszy wnuk, któremu Aiden chciał zapewnić dzieciństwo, którego sam nie miał - z nadmiarem ojcowskiej miłości, bez potrzeby udowadniania, że się do rodziny należy. On sam musiał wywalczyć obecną pozycję, pokazać, że zasługuje na nazwisko Collier; obiecał sobie, że nigdy nie przekaże tej ponurej tradycji dalej, nawet, jeśliby spłodził dziecię z jakąś parchatą prostytutką (dbał jednak, by to się nigdy nie stało).
Przypadkowe małżeństwo z Indiana dało mu teraz stuprocentową pewność, że będzie tak, jak sobie zaplanował. Syn, potem dwie córki, potem ewentualnie kolejny syn, Indiana, piękna i opiekuńcza, awansująca raz po raz w jakiejś dobrze prosperującej dziedzinie, on, perfekcyjny prawnik bez skazy na reputacji (bo z klientami nie będzie się dotykał), wzywany do najciekawszych spraw i unikający dziennikarzy. Dom gdzieś niedaleko collierskiej posiadłości, rodzinna atmosfera i perfekcyjne doczekanie do emerytury. Z kilkoma przelotnymi kochankami, nie dorastającymi jednak Indianie do pięt.
Widział to dokładnie, gdy zdecydował, że nie będą się rozwodzić, widział także przed chwilą, gdy całował ją na dobranoc, zachłannie i mocno, jakby była jego gwarantem stałości wszechświata, bez którego znów się zachwieje i popadnie w pedalską depresję. Jakiej symptomy zdradzał teraz Blaise, rozpoczynając dziwne dyskusje i dzielenie się wspomnieniami o Indianie. Nie zdawał sobie z tego sprawy, ale może podświadomie wybrał Lanvin, bo i tak była z Blaisem niejako połączona? To było naprawdę chore.
Milczał przez dłuższą chwilę po aidenowsku bardzo, skupiając się na przesuwaniu pionków i zapędzaniu Młodszego w kozi róg, zastanawiając się nad jego słowami. W końcu podniósł na niego wzrok, powstrzymując chęć dotknięcia jego twarzy i oderwania jego ręki od policzka. Wyglądał zbyt...boleśnie i raniąco.
- W czym mam Ci pomóc? - spytał poważnie, zastanawiając się, czy nazajutrz będzie w stanie normalnie mówić, bo od szeptania zaczynało boleć go gardło. - Nie sprawię, że zaczniesz kochać Tremaine, nie rozstanę się z Indianą dla Twojego widzimisię, nie zmienię się - kontynuował spokojnie, już mniej lodowato, bojąc się odrobinę, że za chwilę z jego ust padnie coś, czego będzie żałował przez cały kolejny dzień. Albo rok. Albo życie. - Mówisz, że Meredith Cię akceptuje. Musisz też zaakceptować to, że przez następne kilkadziesiąt lat będę z Lanvin. Nie robię Ci na złość, to po prostu...najlepsze wyjście - skończył nieco despotycznie, robiąc idealny szach na planszy, spoglądając na nią tylko na sekundę.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: sypialnia Aidena   Wto 25 Gru 2012 - 16:42

Znowu wychodziło na to, jaki wygodny był Blaise, choć niedomyślny. Idealnie odczytywał intencje malarzy i poetów, analizując ich dzieła, jednak sam nie umiał ogarnąć sajgonu, który niejako wywołał. Związek z Mer był wygodny, bo kochała go, dzieliła z nim pasję, a przecież i on czuł do niej coś mocnego, co po prostu jeszcze nie było miłością. Braterski comeback był wygodny, bo przecież nie po to tak długo budowali piękną relację, by teraz widowiskowo wszystko zaprzepaścić. I dlatego tak go drażniła sprawa z Indianą, bo to było niewygodne, zwłaszcza, że jak sobie wczoraj ładnie wyznali, kochają się, choć Blejs jest z jej przyjaciółką, a ona z jego bratem.
No tak, grunt to rodzina.
Chociaż teraz myśląc o rodzinie, myślał właśnie o Mer. Bo nie był też przecież takim chujem, by być z nią, kompletnie nic do niej nie czując. Zresztą ślub nie zmienił jego planów. Nadal chciał z nią jeździć po całej Europie, chciał stworzyć dom, chciał mieć kiedyś dzieci. Jednak przecież jego własna, z krwi rodzina, wszyscy Collierzy byli dla niego równie ważni, no i nie umiał sobie wyobrazić brnięcia przez życie, nie mając oparcia w Aidenie właśnie. Jak teraz, a przecież nie po to się zbierał i przełamywał, żeby niczego nie osiągnąć.
- Nie w takich rzeczach potrzebuję pomocy. Ale pamiętasz? Zawsze jak coś się działo to jechaliśmy gdzieś, albo piliśmy, rozmawialiśmy o durnych rzeczach, albo graliśmy w szachy. Odciągaliśmy sobie nawzajem uwagę od tego, do czego musieliśmy nabrać dystansu - nie chciał nazywać tego problemami, bo przecież mocno wierzył, że ewentualne trudności się rozwiążą, swojego małżeństwa wcale nie uznawał za kłopot, no i jakoś przywyknie do Ajdy i Indiany. Poza tym oznaczało to też, że niejako będzie mógł być z nią blisko w ten uprzejmy, rodzinny sposób, zwłaszcza, jak już nauczy się obdarzać miłością odpowiednią osobę. Czego był akurat pewien stuprocentowo.
Poruszył bez namysłu którymś pionkiem, zapewne skazując się tym ruchem na przegraną. O którą nie dbał. - A teraz znów gram słabiej, maluję gorzej i nie chcę żebyś tak było. A skoro Ci na mnie zależy, to też powinieneś tego chcieć - mówił spokojnie, bez teatralnego drżenia, jakby pozbył się obaw i postawił wszystko na coś, w co przecież tak wierzył. I patrzył na niego ufnie, choć nie jak jakiś zbity cielak, a jak nieco rozregulowana psychicznie osoba na drugą, w której widziała oparcie.
Oparł się na wyprostowanych ramionach, zastanawiając się co jeszcze zrobić. Przecież nie naprawią wszystkiego w jeden dzień, a ta rozmowa miała być tylko początkiem wędrówki ku lepszemu. Znów, wygodniejszemu. Przemilczał jednak kwestię, że ma dbać o Indie. Wystarczały mu błyski w aidenowych oczach, gdy mówił o niej, by wiedzieć, że tak właśnie będzie. A było to dla niego równoważne z tym, by jego własna żona też dobrze się czuła, choćby nieświadoma tego, że są ewentualne powody, dla których mogłaby czuć się gorzej.

_________________
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: sypialnia Aidena   Wto 25 Gru 2012 - 17:06

W głębi duszy Aiden uważał Blaise'a za ofiarę. Może nie ofiarę losu, nie jakiegoś kozła ofiarnego, ale kogoś, kto doświadcza wszystkiego bardziej. Czasem bardzo go to śmieszyło, czasem nieco deprymowało - to zauważanie szczegółów i zachwycanie się nimi - czasem niepokoiło, częściej: fascynowało, jakby przez Młodszego mógł patrzeć na świat i widzieć więcej, co z kolei prowadziło do opieki. Nie takiej rodzicielskiej, nie nadopiekuńczej, nie pilnującej, czy aby ciepło się ubrał i czy wstanie rano na zajęcia. Czystej troski spowodowanej uczuciem. Męskim, trochę szorstkim, ale najtrwalszym z możliwych.
Nadwyrężanym ostatnio do granic możliwości. Miał świadomość, że niewiele potrzeba, żeby stracił najważniejszą osobę w swoim życiu i egoistycznie nie mógł do tego dopuścić.
Dalej milczał (typowo aidenowskie), obserwując to twarz Blaise'a i ten jego ufny wzrok, uderzający go bardziej, niż gdyby był dla niego nieznośnie niemiły, to planszę. Ostatni ruch, szach mat, niewypowiedziany, bo Młodszy praktycznie sam się podłożył, siedząc teraz po turecku z mnóstwem białych figur rozrzuconych wokół siebie, prawie leżących na przykrytej Indianie, niemym świadku...pogodzenia? Próby odnowy relacji? Poprawy napiętych stosunków?
Nie czekał aż Blaise przyzna się do porażki, metodycznie zaczął ściągać pojedyncze pionki z planszy i układać je obok siebie w jakimś specyficznym kodzie, dając sobie jeszcze chwilę na rozmowę z samym sobą i zaplanowanie dalszych słów, już nie zapalczywych.
- Jesteś potwornym egoistą - zaczął powoli, świadom (mniej lub bardziej) pobudek Blaise'a, który chciał mieć wszystko kosztem żadnego poświęcenia; znał to z autopsji, była to więc bardziej przestroga niż obelga. Podniósł wzrok, cieplejszy o dobre kilka tonów w porównaniu do obiadowych spojrzeń, jakimi się darzyli i zacisnął usta. - Wyjedźmy gdzieś na kilka dni. Mykonos. Jest ciepło. Zawsze dobrze się tam czuliśmy - powiedział w końcu, czując, jak gdzieś znika z niego napięcie, nagromadzone przez te wszystkie tygodnie. - Zróbmy naszą podróż poślubną - dodał cierpko, ale z tym specyficznym rodzajem rozbawienia, które potrafił odczytywać tylko Blaise.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: sypialnia Aidena   Sro 26 Gru 2012 - 18:31

Nie było takiego jednego momentu, który ważyłby losem całego tego spotkania. Nie podali sobie dłoni, żaden nie uniósł histerycznie głosu, obyło się bez przemocy fizycznej, nawet jeśli był to dosyć skuteczny, męski sposób na rozładowanie nadmiaru niekorzystnych, trujących emocji. Widział ten pokręcony rodzaj ulgi w oczach Indiany gdy postąpiła właśnie tą ścieżką i mimo upokorzenia nie zdziwiłby się, gdyby sobie po bratersku przyłożyli nawzajem w szczękę albo brzuch, choć z ulgą obyło się bez strat i uszczerbków na zdrowiu.
Mimo jednak zatartej granicy między poczuciem, że to jest najbardziej żenujący czyn w jego życiu, a wrażeniem, że to udany krok ku lepszemu życiu (albo po prostu ku powrotowi do najodpowiedniejszego stanu rzeczy), czuł tą niewysłowioną ulgę, ciężar stopniowo uwalniał z bolesnego niemalże uścisku serce, rozum i skręcone w imponujący węzeł jelita, a cichy głos w jego głowie mówił, że się udało. I to wcale nie był niezdrowy, irracjonalny optymizm, a właśnie realizm, chociaż z pewnym niezbędnym pokładem ufności.
- Egoizm w tej rodzinie jest dziedziczny dominująco - przyznał, nie zastanawiając się nad tym w tym momencie. Zdawał sobie w jakimś stopniu z tego sprawę, lecz kto w tych czasach egoistą nie był? Niektórzy mniej, inni bardziej, choć Blaise nie podejmował się wysiłku jakiejkolwiek segregacji czy szufladkowania, bo oznaczałoby to, że musiałby gdzieś dopasować i siebie, sprzecznie z chęcią bycia nieskrępowanym żadną etykietką.
Widząc zaciśnięte usta brata już wiedział, że to w jego osobistym języku ciała (skomplikowanym w każdej możliwej strukturze i konfiguracji) dobry znak, nawet jeśli na taki widok niejednemu dziecku zadrżałaby warga i pobiegłoby do maminej spódnicy. Trzeba było lat, by dostrzec jak czekolada oczu zaczynała delikatnie płynąc w tęczówce oka, jak nieznacznie unosił się lewy kącik ust, a powieki nieznacznie, choć tak klarownie i mocno dostrzegalnie dla Blejsa, mrużyły się, jakby łapał ostrość. I cały ten piękny obraz ukazywał blejsowym, artystycznym zmysłom, jak piękną, dopracowaną maskę mógł ubrać człowiek. Przecież ktoś przeciętny nawet nie zauważyłby różnicy, jak Aiden zmienia się z wyjątkowo okrutnego nazisty w kochającego, zazdrosnego brata, aż chciało się go wytarmosić za policzki. A prawdopodobnie na tej planecie tylko Blaise mógł to zrobić i przeżyć jego reakcję.
- To jest... - sekunda na szybciutki przegląd albumu w głowie, łączenie faktów i uśmiechnięcie się. - Zajebisty pomysł. I tak w sumie chciałem wyjechać gdzieś na kilka dni, ale to nawet lepiej się składa - przyznał, wyciągając się lekko i podpierając na wyprostowanych ramionach. Zupełnie inny człowiek niż ten, który jeszcze kilka minut temu naciskał na zimną klamkę dębowych drzwi. Czuł wewnątrz kiełkującą chęć szybkiego pożegnania się i ucieczki do farb, albo przynajmniej do rysownika. W sumie zastanawiające dlaczego zawsze przy takich kryzysach, równocześnie tracił też wszelkie chęci do tworzenia, dłoń prowadziła ołówek albo pędzel jakoś niepewnie i drżąco, a wszystkie pomysły wydawały się po prostu chujowe? Koniec końców jednak warto było zawędrować niepokojąco blisko dna, by powrócić na powierzchnię i wzbić się ponad to wszystko.
- Akurat ogarniemy przed powrotem do szkoły. Sylwester w Grecji byłby świeeeeeetny - przedłużył ostatnie słowo z nieukrywanym zadowoleniem z takiego obrotu sprawy. Kto nie byłby zadowolony?

_________________
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: sypialnia Aidena   Sro 26 Gru 2012 - 19:14

- Ale chcę wyjechać sam z Tobą - uściślił po chwili, pakując ostrożnie figury do pudełka i zamykając planszę, zerkając odruchowo, czy Indiana się nie obudzi, nie tyle ze względu na jej wygodny sen a niechęć do wplątywania swojej małżonki w konwersację, która i jemu sprawiła dużą ulgę.
Potrzebował Blaise'a, kochał go i nie wyobrażał sobie kolejnych miesięcy w takiej niepewnej i wrogiej atmosferze. Z drugiej strony wiedział, że będzie teraz jeszcze trudniej - łatwo było zachowywać się racjonalnie, gdy się nie było blisko z Tremaine, teraz, gdy idealne Collierskie braterstwo zostało przywrócone, siłą rzeczy będą musieli egzystować w pokręconym czworokącie, a był pewien, że Indiana będzie pluła do jedzenia Mer i...właściwie nie wiedział, co jest między Blaisem i Indianą. Ostatnio widział ich w nie za wesołych stosunkach, nie dopytywał jednak ani swojej żony ani brata co tak naprawdę teraz chcą z tym zrobić. O wiele łatwiej byłoby po prostu wymazać przeszłość, całkowicie skreślić relację Blejsowsko - Lanvinowskie i po prostu cieszyć się doskonałymi wyborami małżeńskimi, zarówno swoimi jak i jelonkowymi.
Ale prosto nie było i Aiden był tego bardzo świadomy.
Odłożył szachy na szafkę - teraz on będzie miał pretekst do napadnięcia Blaise'a w środku nocy; oby nie trafił wtedy na kopulację z Tremaine, bo będzie musiał wykłuć sobie oczy - i rzucił bratu spokojne spojrzenie, już nie chłodne, a czekoladowe, ciepłe i właściwie nieco...podekscytowane było złym słowem, Aiden nigdy się niczym nie ekscytował (chyba że nowym wydaniem książki/zawodami szermierczymi), ale od biedy można by tak nazwać dziką chęć wyjechania gdzieś z Blaise'm. Tylko z Blaise'm, jak za dobrych, kawalerskich czasów, kiedy to wybierali się razem na jedną z greckich wysp, zwiedzając (wyjątkowo zgadzali się, że kultura antyczna była WSPANIAŁA; Aiden mógł zgłębiać historyczne tajniki a Blaise zachwycać się kunsztem rzeźbiarskim/malarskim), korzystając z uroków gorącego klimatu, pijąc na białych tarasach i czerpiąc inne przyjemności z naturalnego wdzięku Greczynek. Bądź Greków, ale do tego chyba żaden się jeszcze nie przyznawał.
Wizja wakacji, odpoczynku od wszystkich zawirowań jawiła się Aidenowi jak spełnienie najskrytszych marzeń. Co wspanialsze, Blaise zareagował podobnie, więc teraz mogli spokojnie wymieniać roziskrzone spojrzenia, jakby znowu mieli po pięć lat i planowali nocny napad na kuchnię w celu wyjedzenia wszystkich świątecznych ciast.


_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: sypialnia Aidena   Sro 26 Gru 2012 - 20:37

Wizja wyjazdu ciągnęła się za nim od... chyba od wyznania Mer, sprzed jej stypendium w Stanach. Targany najgorszą ambiwalencją w swoim dotychczas życiu, które przecież tak długo udawało mu się wspaniale prowadzić, by egzystencji nie orać niepotrzebnymi dramatami i innymi przykrymi sprawami. To było kolejne oblicze tego ich braterstwa. Uzupełniali się. Podczas, gdy Blaise wiódł życie spokojne, malownicze, impresjonistycznie pastelowe, Aiden żył od dramatu do dramatu, za co go chyba Blaise w głębi duszy podziwiał. Konkretniej, jego psychikę, że wytrzymywał bez większego szwanku na zdrowiu, poza połamanym kręgosłupem moralnym, te wszystkie dramaty. Podziwiał, że w ogóle ma siłę w nich tkwić, bo on sam uciekał. Wystarczyło wyznanie, 'kocham Cię' ubrane w kożuszek innych słów, znaczące jednak to samo. No i kilka szczegółów, które zauważył, bo ona tak chciała. Nie umknął jego uwadze koloryt stroju, ciemna szminka, smutne, przygaszone oczy, zapach. Niewłaściwy - każdy inny, poza tym jednym był niepasujący i nie należał do niej.
Gdyby oczywiście nie wynikła cała sprawa ze ślubem, to na pewno by uciekł, do Amsterdamu. Na miesiąc albo dwa, załatwiając wszystko już będąc tam. Skoro ona uciekła, on też mógł. Kiedy jednak sprawy zmieniły swój bieg, wszystko się pokićkało i zamotało, zwłaszcza w przeciągu ostatnich dni, marzył o tym by zwiać jak tchórz daleko, bo wiedział, że nie da sobie z tym rady.
Nic się nie posypało, wszechświat mu jednak nie runął, jednak teraz planowany wyjazd nie był ucieczką, a celebracją. Kuszącą na tyle, że Blaise był gotów teraz zaraz zamawiać bilety i lecieć choćby za godzinę.
- Zmartwiłbym się, gdybyś zaproponował inną formę - odpowiedział mu z tym szczególnym rodzajem pojednawczego uśmiechu, myślami już chyba będąc w ciepłej Grecji. Przeklęty wygodnicki. Nic jednak nie umiał poradzić na to, że w ciągu kilku sekund dosłownie coś eksplodowało w jego umyśle i pragnął po blejsowsku biec po rysownik i nie rozstawać się z nim przez najbliższych kilka godzin. Patrzył więc na brata właśnie jak ucieszony dzieciak, tylko, że na jego twarzy dodatkowo malowała się ta dziwna zaciętość, którą Aiden na pewno widział i właściwie interpretował.
- Jutro zamówimy bilety - zarządził wstając i wkładając ręce do kieszeni spodni, uśmiechając się irracjonalnie szeroko. Może też dlatego, że dawno nie widział tak ucieszonego Aidena. Serduszko rosło, w głowie zagęszczało się od wizji i pomysłów. Dlatego pokiwał ze zrozumieniem głową, rezygnując z zabrania szachów i wyszedł, zamykając za sobą cicho drzwi.

zt

_________________
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: sypialnia Aidena   

Powrót do góry Go down
 
sypialnia Aidena
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sypialnia Gościnna
» Sypialnia Marco - piętro
» Sypialnia gościnna
» Sypialnia numer 4
» Sypialnia numer 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Posiadłość Collierów (Kensington)-
Skocz do: