IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Vauxhall Brigde Road

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 277
Join date : 26/12/2011

PisanieTemat: Vauxhall Brigde Road   Sob 8 Gru 2012 - 20:12

Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: Vauxhall Brigde Road   Sob 8 Gru 2012 - 23:55

Peony nie umiała tego wysłuchiwać. Tych błagań o to, by go nie opuszczać, by zostać z nim i nigdzie nie odchodzić. Kochać dalej, trwać, planować, żyć wspólnie, jak to było do tej pory. Płakał, klęczał przed nią, tulił jej nogi, całował ręce, błagając o coś, co przecież już mu dawała. Nadal go kochała, tylko po prostu teraz z kompletnie wysuniętym gruntem spod stóp spadała gdzieś w głębokie rowy depresji, skąd nie wygrzebie się chyba do trzydziestki po całej tej akcji.
Poza tym, dokładni tak się czuła, jak jakieś niepozorne tornado, potężna, niszcząca siła, skupiona w drobnym ciele i wielkich oczach. Nie umiałam zahamować łez, które samoistnie zalały całą jej twarz, jedyne co robiła, to jakimiś półsłówkami, bąknięciami, partykułami próbowała to zatrzymać, kazać mu przestać. Miała to przecież tylko zakończyć, żeby żyć z Jacem długo i powiedzmy, że szczęśliwie, a była od tego dalej niż kiedykolwiek, gdy London odważył się na te wszystkie wyznania, najgłębsze i najszczersze, skumulowane w tej chwili jawnej desperacji. Zupełnie miażdżąc jakiekolwiek Peonkowe morale, bo wysłuchiwanie tego wszystkiego i brak pola manewru niszczyło ją od środka, wypalało rozżarzonymi prętami i zostawiało potworne blizny. U niej, nie chciała nawet myśleć, co takiego musiało dziać się we wnętrzu Londona. Może i była nieczułą kretynką, ale nie masochistką.
Pozwoliła się ubrać w obszerną bluzę, pachnącą Londonem do omdlenia intensywnie, jednak pomimo zasypywania go pytaniami nie uzyskiwała odpowiedzi co takie szykował od tak dawna, specjalnie dla niej. Dlaczego nie mógł tego mieć w szkole, skoro to miał być jakiś prezent?
Jechał szybko i chaotycznie, powodując, że serce Peony ulokowało się gdzieś w jej gardle, uniemożliwiając jakkolwiek poprawne oddychanie i najmniejszą próbę podjęcia rozmowy, gdzie do cholery jadą. Żałowała teraz wszystkiego, dosłownie. Gdyby nie poznała się ani z Jacem, ani z Londonem, nic takiego nie miałoby miejsca. Żyliby sobie szczęśliwi bądź nie w innych relacjach, nie powiązanych z Peonką, nie narażani na takie rewelacje.
- Zwolnij, proszę Cię - od jakiegoś czasu sama jeździła, więc doskonale wiedziała z czym wiąże się jazda samochodem zimą. Ślisko i niebezpiecznie, zwłaszcza mając sportowe auto i poważne rozedrganie psychiczne, jak teraz jej kierowca. - Gdzie my jedziemy? - zapytała setny raz, ściskając w rękach swój pas bezpieczeństwa, wciśnięta w fotel najmocniej, jak tylko umiała się w nim jakoś schować i poczuć chociaż odrobinę lepiej.
Powrót do góry Go down
London Lewis
E150
Uczeń

avatar

Liczba postów : 150
Join date : 08/08/2012
Skąd : N.Y.

PisanieTemat: Re: Vauxhall Brigde Road   Nie 9 Gru 2012 - 0:23

London wstydziłby się swojego zachowania. W normalnych okolicznościach. W normalnych okolicznościach na pewno by się tak nie zachował. Przy innej kobiecie powiedziałby po prostu „aha, okay, no jak wolisz. Cześć.” Bo na żadnej innej mu nigdy tak nie zależało. A teraz wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. To, że porzucił swoją dumę, pozbył się godności, pierwszy raz w życiu błagają kogokolwiek o cokolwiek, pokazywało tylko kim Peony dla niego była. A była wszystkim. Całym światem. Bez niej jego życie nie miałoby już najmniejszego sensu. To ona sprawiała, że to wszystko się kręciło, to dla niej się starał. Co jest o tyle dziwne, że Lewis zawsze uważał tak silne angażowanie się w jakiekolwiek relacje z kimkolwiek za szczyt debilizmu i szczerze gardził ludźmi, którzy tak postępują. A teraz sam znalazł się w takiej w takiej sytuacji. Co stanie się z nim jeśli dziewczyna go opuści? Pewnie stoczy się na samo dno i z tego cudownego faceta, przed którym świat stoi otworem i który może osiągnąć wszystko, nie będzie nic. Będzie jakimś chlejącym pod mostem menelem z gnijącą nogą, albo coś w tym stylu.
Tak się śpieszył, że ledwo zdążył zachwycić się w duchu, tym jak Peony wygląda w jego bluzie. Uwielbiał ją w swoich rzeczach. I mimo, że może świadczyło to o chęci posiadania, to z całą pewnością nie było złe. Zerkając na nią przelotnie, stwierdził, że poza zapłakaną twarzą, ten widok mógłby by ostatnim co w życiu zobaczy.
Gdyby nie poznał Peony jego życie byłoby na pewno prostsze. Ale czy lepsze? Niekoniecznie. W końcu byłoby takie puste. Miałby przyjaciół, mnóstwo znajomych i pewnie byłby jeszcze bardziej popularny, cool i fajny i w ogóle. Ale w jego życiu brakowałoby miłości. Jakichkolwiek prawdziwych emocji. Przez jego łóżko przewijałyby się pewnie co jakiś czas różne panienki, które w gruncie rzeczy w ogóle by go nie interesowały, a na drugi dzień czułby się pewnie jeszcze gorzej niż przed spotkaniem. Dokładnie tak, jak było kiedy ze sobą nie byli.
- Spokojnie, chociaż to mam pod kontrolą. – Jechał szybko, owszem, ale jego cudowne maserati było stworzone do szybkiej jazdy. Silnik mruczał cichutko, jak zawsze w takich sytuacjach nieco go uspokajając i pozwalając mu się chociaż trochę opanować. Nie bardzo, ale w końcu zawsze to coś. Zresztą London był świetnym kierowcą. Nigdy w życiu nie miał żadnego wypadku, nie szalał na ruchliwych ulicach. Uważał, mimo rozwijania zawrotnych prędkości jak w tej właśnie chwili. Zawsze pamiętał o pasach bezpieczeństwa i teraz kiedy Peony je zapięła uśmiechnął się leciutko, zastanawiając się czy to jej przyzwyczajenia, czy nauczyła się tego od niego.
- To prezent, który chciałem ci podarować na święta. Urządzałem go przez ostatnie dwa miesiące, ale nie jest jeszcze skończony. Jednak kilka ważnych elementów jest już gotowych. Chcę żebyś koniecznie zobaczyła to już teraz. Zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję. Chcę ci pokazać jak ważna dla mnie jesteś i jak poważnie cię traktuje. – Odparł drżącym głosem. Wyglądał przy tym jak szaleniec. Zaciskał drżące wargi do krwi, a dłonie trzymał na kierownicy tak kurczowo, że aż dziwne, że jej nie połamał.
Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: Vauxhall Brigde Road   Nie 9 Gru 2012 - 1:08

Była zdruzgotana, zmiażdżona i wydrylowana ze wszystkiego, dodatkowo podejrzewając u siebie jakiś poważny stan przedzawałowy. Zaczynała zdawać sobie z tego wszystkiego tak naprawdę sprawę dopiero teraz, kiedy pędzili po mieście w milczeniu, przerywanym tylko miękkimi dźwiękami silnika jego samochodu. W ogóle pierwszy raz bała się z nim jechać. Bardzo rzadko zdarzało się, że gdy jechali razem to ona prowadziła, a głownie wtedy, jak dał sobie wytłumaczyć, że przecież Peony i tak mało pije, o ile w ogóle, więc spokojnie może wrócić, a London może zaszaleć. Nie zawsze uginał się, chowają irracjonalną dumę do kieszeni, ale zawsze. Teraz jednak, mimo świadomości, że przecież chłopak jeździ dobrze i na drodze czuje się świetnie, nie za bardzo powinien teraz prowadzić, co mocno odczuwała widząc, jak trudno jest mu się skupić.
Odwróciła głowę, wyglądając przez okno, starając się uspokoić i wyciszyć, co powoli przychodziło, niestety wciąż zdecydowanie zbyt wolno, by odczuwać jakąkolwiek ulgę. W dalszym ciągu jej wnętrzności były zaplątane w gigantyczny, ciasny supeł, dłonie, mimo tego, że w samochodzie było ciepło, miała lodowate, a usta jej wręcz drętwiały od mocnego zaciskania ich. Spojrzała na niego znów, gdy zaczął mówić, drżąco i niepewnie, czyli dokładnie tak, jak i ona teraz się czuła. Co jeszcze diametralnie się zmieniło, kiedy zrozumiała, jaką niespodziankę miał na myśli. Szkoda, że podczas jazdy drzwi blokowały się automatycznie, bo z wielką chęcią by teraz wyskoczyła, z ulgą przyjmując uderzenie głową o kant krawężnika.
- Kupiłeś nam mieszkanie? O kurwa... - jej głos poszybował w zdecydowanie wyższe rejestry niż zwykle, niebezpiecznie i drżąco znów ukazując jak słabo jest jej w tym momencie. Pomijając już fakt, że nie pamiętała kiedy przeklinała ostatni raz na głos.
Przyłożyła chłodną rękę do swojego rozpalonego czoła, patrząc ze smutkiem i trwogą na przemierzane ulice, przeżywając zatrzymanie akcji serca ilekroć poczuła najdrobniejsze szarpnięcie lub uderzenie, zaciągając rękawy tak, by całkiem zakryć sobie dłonie i podkurczyć jedną nogę tak, by mieć pod brodą własne kolano, nie przejmując się tym, czy wybrudzi mu butem tapicerkę, czy też nie. Nawet w takich chwilach musiała się pedantycznie martwić o tego typu względy estetyczne, mimo zupełnej ignorancji swojego makijażu, który przez płacz musiał być tylko żałosną resztką kosmetyków.
Powrót do góry Go down
London Lewis
E150
Uczeń

avatar

Liczba postów : 150
Join date : 08/08/2012
Skąd : N.Y.

PisanieTemat: Re: Vauxhall Brigde Road   Nie 9 Gru 2012 - 1:31

Lewis zawsze prowadził samochód, niezależnie z kim i gdzie by jechał. No pomijając sytuacje, kiedy wybierał się na imprezę i zamierzał pić, no i oczywiście te, kiedy Peony chciała prowadzić. Zazwyczaj się z nią droczył, ale w końcu ustępował. Może nie zawsze, ale często. Uwielbiał się z nią droczyć, a później pozwalać jej postawić na swoim. Sprawiało mu to tak wielką satysfakcje, jakby co najmniej wygrał właśnie wojnę trzydziestoletnią.
Słysząc przekleństwo z ust dziewczyny spojrzał na nią z niedowierzaniem. – Tak, kupiłem.
Odparł nagle tonem całkowicie wypranym z jakichkolwiek emocji.
- Mieszkanie w którym mieliśmy zamieszkać już niedługo, podczas studiów. I mieliśmy być tam tak cholernie szczęśliwi. I urządzałem wszystko z myślą o Tobie. Masz fortepian, którego szukałem przez kilka tygodni i wielką garderobę, pełną luster. Pomyślałem nawet o dodatkowym pokoju, na razie gościnnym, a w przyszłości… ech, zresztą nieważne. Chcę żebyś je zobaczyła. – Włożył całe serce w to co zrobił z tym mieszkaniem, więc nawet jeśli Peony faktycznie by go zostawiła podarowałby je jej, gdyż każdy nawet najdrobniejszy element tego mieszkania kojarzyłby mu się tylko i wyłącznie z nią i oszalałby jeśli przekroczyłby jego próg bez dziewczyny.
London patrzył na drogę i uważał. Zdarzają się jednak rzeczy, których nie można przewidzieć. Z daleka widział, że chodnikiem idzie jakaś młoda kobieta z dzieckiem. Dziecko miało na oko około trzy lata i szło grzecznie za rączkę ze swoją mamą. London wyobraził sobie Peony idącą tak z ich dzieckiem i szczerze pożałował, że wiadomość, którą miała mu dzisiaj do przekazania nie dotyczyła ciąży. Już chciał jej o tym powiedzieć, kiedy nagle, kiedy byli już prawie na wysokości dwójki przechodniów, dziecko wyrwało się matce i wbiegło na ulice, tuż pod koła samochodu. Lewis nie był w stanie wyhamować na czas. Nikt by nie był. I to w żadnym aucie, a już zwłaszcza nie w prawie maksymalnie rozpędzonym, sportowym samochodzie. Niemożliwością było nawet wykręcić, żeby wyminąć dziecko, które przestraszone na widok świateł samochodu stanęło nagle jak wryte na środku jezdni, tuż przed samochodem.
Chłopak jednak dokonał cudu. A przynajmniej w pewnym sensie. Szarpnął za kierownicę, gwałtownie skręcając w prawo. Minęli dziecko zaledwie o pół metra. Jednak od samego początku zdawał sobie sprawę, że jeśli to zrobi nie będzie już w stanie wyhamować. Nie przy tej prędkości i tak śliskiej drodze. I tak wąskiej ulicy, która z obu stron obsadzona była wielkimi, solidnymi budynkami. Wiedział już że wylądują na jednym z nich, a on nie jest w stanie nic zrobić. Przez myśl przeszło mu, że Peony może stracić życie przez niego, chociaż tak naprawdę to nie była jego wina. Samochód skręcił tak, że na pewno uderzy w drzewo bardziej od strony pasażera. Niewiele myśląc London zrobił pierwszą rzecz, jaka przyszła mu w tej chwili do głowy, chociaż było to najgorsze możliwe zachowanie w takiej sytuacji. Błyskawicznym ruchem odpiął pas bezpieczeństwa i rzucił się na dziewczynę, aby własnym ciałem ochronić ją przed odłamkami szkła, metalu i co tam jeszcze było, oraz przed najsilniejszym uderzeniem i właściwie tym wszystkim co mogło ją teraz zabić. Jakakolwiek rzez przebijająca samochód trafi teraz w niego, nie w nią.
I nagle stało się głośno. Coś zabolało, ale nie potrafił nawet zlokalizować gdzie. Do jego nozdrzy dobiegł zapach krwi i zdążył jeszcze pomyśleć, że ma nadzieje, że to jego krew. A potem zapadł się w ciemna otchłań i nie było już nic.
Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: Vauxhall Brigde Road   Nie 9 Gru 2012 - 14:08

Już jej się nawet nie chciało płakać, bo to, co się z nią aktualnie działo w najmniejszym stopniu nie mogło być rozładowane przez łzy. Wcale nie chciała tam jechać, nie chciała oglądać tego, co miało być jego największym wyznaniem miłości, skoro całe to mieszkanie urządził tylko z myślą o niej. Sprowadził fortepian, by mogła grać, kiedy tylko chce, pamiętał o tym, że jak typowa dziewczyna ma wiecznie za mało miejsca w szafie. Nawet przewidział, że pewnie kiedyś zdecydują się na dziecko. Aż cała drżała na myśl o swoim nieskończonym egoizmie, nie potrafiąc wydusić z siebie ani jednego słowa. Dlatego po prostu milczała, zagryzając usta i zakrywając oczy powiekami, bo powoli chyba traciła już z tego wszystkiego zmysły i ogólną zdolność do myślenia.
W dość niefortunnym momencie otworzyła oczy, bo zaraz zanim to nieszczęsne dziecko wbiegło prosto pod koła londonowego samochodu. Zdążyła tylko krzyknąć przerażona, kiedy nagle samochód gwałtownie skręcił, a ona poczuła tylko na sobie ciężar chłopaka i potężne uderzenie samochodu w budynek...
Jednak wcale nie ujrzała oślepiającego światła, nic nagle nie wyciszyło się, nie odrętwiała, ani nie wzniosła się jako duch ponad swoim ciałem, jak w Mieście Aniołów. Wręcz przeciwnie. Poczuła metaliczny zapach krwi, rwący i przeszywający ból w nodze i bezwładne ciało na niej leżące.
- London! Nie, nie, nie, nie, nie! - zaczęła zaprzeczać sama do siebie, z przerażeniem odkrywając, że praktycznie nie może się ruszyć, a noga bolała tak niemiłosiernie, jakby ktoś ją ściskał w potężnym imadle. Usiłując wykonać jakikolwiek ruch sięgnęła jakimś cudem do kieszeni bluzy, gdzie miała swój telefon i na oślep wklepała numer, zaciskając oczy, bo widok zakrwawionego Londona, którego nijak nie mogła przesunąć, był nie do zniesienia. Próbowała sobie przypomnieć jak włączyć głośnik, a gdy szczęśliwie odezwał się kobiecy głos z pogotowia ratunkowego, zaczęła wykrzykiwać coś o wypadku, próbując podać orientacyjne miejsce zdarzenia i jakiekolwiek szczegóły, łącznie z tym, że jej chłopak może nie żyje.
Czekając na ambulans, jacyś rozgarnięci świadkowie pomogli jej wydostać się z auta, to samo robiąc z Londonem, jednak ona nie dała sobie powiedzieć nic, tylko patrzyła na jego niemalże trupiobladą twarz, trzymając w dłoniach jego dłoń, nawet, kiedy usztywniano jej złamaną nogę i wieziono do szpitala, bo krzywiąc się z bólu, wbrew poleceniom sanitariuszy wpakowała się do jednej karetki razem z Londonem.
A całe to zdarzenie wydało się tak nierealne, że wręcz nie chciała w to uwierzyć. Gdyby się na nią nie rzucił, zapewne zginęłaby na miejscu, a zaryzykował własne życie, by ją uratować. I tylko o tym, oraz o koszmarnym wspomnieniu jego zakrwawionego ciała przygniatającego ją, w pełni wszystkiego świadomą, potrafiła teraz myśleć.

zt :C
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Vauxhall Brigde Road   

Powrót do góry Go down
 
Vauxhall Brigde Road
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Bar i stoliki w Dziurawym Kotle
» Wzgórze startowe przy Gibraltar Road
» Beach Road 112
» Spokojnie, to tylko Irlandia... down the rocky road all the way to Dublin
» Targ uliczny na Portobello Road

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Centrum
-
Skocz do: