IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Soho Square

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Soho Square   Pon 11 Cze 2012 - 15:36

/kurde, miesiąc... ale potrzebuję tego miejsca, soł mam nadzieję, iż macie zt

Jeżeli istniała na świecie osoba, która kategorycznie pojawić się tu NIE powinna, to taką właśnie była Chloe Demarchelier. Bo to przecież była wylęgarnia plebejstwa, Soho, miejsce gdzie masowo lansował się cały tabun przedstawicieli publicznych ogólniaków odziany w dżinsy z sieciówki. I właśnie nad taką parką turlającą się niemal po żwirowej ścieżce w zupełnie nieintymnym uniesieniu (chociaż trafniej byłoby udapku, bo przecież na ów dróżce leżeli) Chloe przeskoczyła zgrabnie, mimo wysokich obcasów i rosnącym w niej poczuciu w stylu co ja tu do kurwy nędzy robię?.
Jednak smsa dostała (powiedzmy) z wezwaniem w to okropne miejsce, zjawić się musiała, wiedząc iż nadawcą jest Alan. Dziękowała w sumie Bogu, że jego imię jest tak proste, ponieważ łapała się wypowiadając nazwisko, zwłaszcza, że jej angielski i tak francuszczyzną podszyty wciąż był, z czego dumna była i temperować tego zamiaru również nie miała. Bo dumną z pochodzenia paryżanką była, nie ma się czego wstydzić przecież, skoro nazywasz się Demarchelier, od kilku dni twój świat znów sens ma i dostajesz nawet względnie czułego maila od ojca, że jest dumny iż ograniczyłaś wydatki w porównaniu do ostatnich tygodni, spędzonych głównie w ekskluzywnych butikach.
Złamała dzisiaj swoją zasadę, jeśli chodzi o spóźnianie się, gdyż ogólnie zjawia się klasyczne pięć minut po czasie, a dzisiaj szybciej była. Czego żałowała i potwierdzenia dla swoich poprzednich wyznań nabrała - zawsze warto się stylowo spóźnić. I choć całkiem stylowo była przed czasem, wolałaby ograniczyć swoją obecność tutaj do jak najmniejszej, w sensie jak najkrótszej. Wzrost tę drugą małość [?] załatwiał sam.
W każdym razie postanowiła na żadnej ławce nie siadać, bo to oznacza jeszcze mniejszy wzrost, a przecież zauważyć ją towarzysz w tłumie musi, no i oscyluje wreszcie gdzieś w okolicy metra siedemdziesiąt czterech, zatem równała się z hipsterkami w vansach, czy jakie tam buty się teraz nosi i rozglądała się wypatrując zdecydowanie ulubionej jeleniej główki, która jakimś bardzo dziwnym łomem wpakowała się w jej żywot, szczęśliwie dość. Bo Alan oznaczał dobrą, polską wódkę, brak szlacheckości, którą za drzwiami zostawiała wraz ze stanem majątkowym, pozycją społeczną i innymi duperelami, gdyż to wszystko przy nim zwyczajnie się nie liczyło. Czyli jeden z ostatnich sznurków trzymających ją jeszcze przy zdrowych zmysłach, gdyż to one często szwankowały w kompilacji z za dużą ilością pieniędzy, dając w efekcie świetnie wstrząśniętego drinka gwarantującego zmiażdżenie zdrowia psychicznego bez możliwości naprawy.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Alan Żółtkiewicz
Uczeń
avatar

Age : 23
Liczba postów : 165
Join date : 07/06/2012
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: Soho Square   Pon 11 Cze 2012 - 16:00

Był pewny, że to miejsce jego drogiej Chloe się nie spodoba. Zresztą powiedzmy zrobił to specjalnie, bo przecież nie może jej "wychować" na pełną luksusu dziewczynę, o nie ma tak łatwo! Jak się z nim zadaje to musi kiedyś takie miejsca odwiedzić i tyle. Po za tym to, że tu przyszła to znaczy, że na prawdę go polubiła, ot co. W sumie to też na jej reputację czy coś dobrze wpływa, bo takie dzieciaki z zwykłych liceów tutaj chodzących pomyślą sobie, o patrzcie ta bogaczka jednak i tu przebywa! Więc to wszystko idzie na plus, a zresztą kontakty z Alanem to już wielki plus. Co do jego wymowy nazwiska to wiedział doskonale, że każdy tu w tym mieście ma z nim problemy i to w sumie go bardzo cieszy, bo ile radości z życia ma słuchanie jak inni próbują wykrzesać z siebie choć trochę poprawności w jego nazwisku, a to wszystko i tak idzie na marne, no cóż. Gdy nadejdzie czas wzięcia ślubu czy coś pewnie on będzie w urzędach i tak dalej je wpisywał i wypowiadał, trudno się mówi. A co do tego jakie ma nazwisko Chloe to też wiedział, że nie było angielskie, ale on jakoś co do tego typu nazwisk nie miał problemu tak samo jak z imionami wszystko przychodziło mu z łatwością, to pewnie sprawka nauki w domu angielskiego przez jego matkę, o tak to pewnie było to. Ale dobrze wróćmy tu do nich. Więc przechadzał się wolnym krokiem przez Soho myśląc, że jego towarzyszka dzisiejsza i tak się spóźni te swoje przysłowiowe pięć minut, więc nie miał co się spieszyć, ale jakie jego zaskoczenie było gdy jednak ją zauważył gdzieś wśród tłumu! Aż ze zdziwienia spojrzał na zegarek czy aby na pewno dobrze odczytał godzinę, bo może i tym razem to on się spóźnił nieco dłużej niż dziewczyna miała to w zwyczaju? Ale nie wszystko było z nim w porządku. Szybko podbiegł w jej stronę, co by się sama nie wynudziła w tym miejscu.
-Hej! A co z Twoim spóźnieniem? - zagadnął ją celowo jakoś od razu wymyślając temat, co by w ciszy od początku nie iść i żeby miał czas na wymyślenie powodu, dla którego ją tu zaprosił, bo w sumie nie miał pojęcia dlaczego to zrobił, ale jeszcze pięć sekund i już coś mu się zrodzi w tej głowie jego. Oczywiście stanął tuż przed nią z tym swoim wielkim bananem na twarzy, bo przecież Alan to pozytywny człowiek jakich mało, go się nie da po prostu nie lubić. Oczywiście co do jego stroju to nie wyglądał na jakiegoś biedaka, bo przecież nawet jeśli nie było w jego domu zbyt wiele pieniędzy to i tak jego matka, by sobie nie mogła pozwolić, by jej synalek chodził brudny i z dziurami na kolanach.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Soho Square   Pon 11 Cze 2012 - 16:35

Dobrze podejrzewał, bo jej się nie podobało. Nie mogło jej się podobać, nie miało wręcz takiego prawa. Jednak zaczynała się przyzwyczajać do takich akcji przez Alana organizowanych, bo to był jedyny dotychczas człowiek, który ją wcisnął do AUTOBUSU. Tak, tego czerwonego, piętrowego. Nawet wywlókł ją na górę kiedyś, miał cyfrówkę i udawali turystów. Na trzeźwo. Co Chloe chyba do końca życia zapamięta jako największą kompromitację, która przerodziła się w tonę śmiechu, bo generalnie wzrok ludzi, których mijali, był najlepszą rekompensatą, nawet jeśli TT przez tydzień trąbiła o domniemanym wydziedziczeniu Demarchelier i konieczności używania publicznych środków transportu w towarzystwie nieciekawych przedstawicieli płci męskiej. Nieciekawych, miało pewnie wtedy oznaczać "nie w stylu, jaki do Królowej pasuje", czym ona osobiście się nie przejęła, a załatwiła w jakieś małej, polskiej restauracji full catering i spędzili całkiem śmieszny wieczór w towarzystwie pierogów i barszczu. I wódki, po której rzygała przez okno.
Na szczęście nie czekała długo, ponieważ Alan pojawił się szybko i znikąd, wyrastając przed nią nagle. Tak samo chudy, tak samo uśmiechnięty, że mogła mu generalnie z łatwością żebra policzyć i o obojczyki się obijać.
- No cześć - uśmiechnęła się i objęła go przelotnie na powitanie. - Byłam na mieście. Zresztą ej! Trochę wiary we mnie! - udała obrażoną i trąciła go w bok łokciem, mogąc jednocześnie jego strój zlustrować. Dlaczego był tak opornym materiałem na nauki, jakie mu robiła co spotkanie? I dlaczego wszyscy przedstawiciele płci teoretycznie brzydszej, którzy bliscy jej byli, dzielili właśnie tą cechę? Zmarszczyła nos. - Niedobrze Ci w tym kolorze. Muszę chyba ponownie wpaść z rewolucją - dodała, drugie zdanie już weselszym głosem, po czym stanęła tak, że rączki torby ładnie w dłoniach trzymała i wpatrywała się w niego, uśmiechnięta, bo wreszcie, po tych drrrrrramatach osobistych względnie do siebie doszła, z główką zadartą. Nie chciała sobie nawet wyobrażać świata bez instytucji butów na obcasie. - Toooo, co robimy? Bo skoro przyszłam nawet tutaj... - rozejrzała się dookoła nie starając się nawet zdegustowania ukryć. - ...to jestem gotowa nawet zjeść hamburgera - dodała ze śmiechem, dopiero po chwili ogarniając, że w sumie może on to całkowicie serio wziąć. Chociaż średnio umiała przewidzieć co zrobi osoba, która miała takie nazwisko jak on. Kiedyś uczył ją i do dziś ma tą karteczkę w portfelu, z całkiem ładnie wykaligrafowanym "Żółtkiewicz". Jednak jakby miała na głos powiedzieć, to o wiele ciężej by było, zapewne.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Alan Żółtkiewicz
Uczeń
avatar

Age : 23
Liczba postów : 165
Join date : 07/06/2012
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: Soho Square   Pon 11 Cze 2012 - 17:05

O tak sam Alan nawet do końca nie zapomni ich wypadu autobusem przez całe miasto! Choć niby dla niego to codzienność, ale też on po prostu uwielbiał jeździć tym pojazdem, a zwłaszcza na górze, ah ten powiew wiatru we włosach. On z kolei jakoś po prostu się nie przejmował statusami innych. Wszyscy są ludźmi i tylko tyle i też Chloe próbował to wszystko pokazać, żeby sobie w dorosłości sobie poradziła. Bo to, że będzie szefową był pewny, więc musi też jej wpoić, by nie patrzała na status majątku jej przyszłych pracowników tylko zatrudniała wszystkich jak leci i też patrzała na ich potrzeby, ot co, trzeba być takim idealnym szefem i to zamierzał jej wpoić do końca tej szkoły albo i jeszcze dalej o ile okazja się nadarzy. A wódka jest cudowna i nie wie sam do końca jak ona mogła po niej rzygać, ale cóż bywa w sumie i on to robił, ale to było bardziej na sam jej widoku niż sam z siebie, ale co tam teraz już i tak tłumaczenia na nic się nie zdadzą.
-ah na mieście.. to wszystko wyjaśnia. - zauważył i przyjrzał jej się dokładnie w poszukiwaniu jakiś zakupów, bo skoro była na mieście to pewnie coś kupiła, ale nic takowego nie widział no chyba, że kupiła coś co zmieściło jej się w torebce, ale tam jej grzebać nie będzie, by tylko móc ją skrzyczeć, ze to i tamto jest w życiu nie potrzebne, a tamto jest po prostu zbyt drogie i już ma to w swojej szafie. Nigdy nie zrozumie dlaczego dziewczyny kupują tyle rzeczy dosłownie tych samych! Albo różniącymi się jedynie kolorami, no przecież matko jedyna już to mają po co im kolejna taka sama rzecz? Ale dobrze, jego obserwację i rozmyślania przerwał lekki ból w boku spowodowany ruchem łokcia dziewczyna, na które cicho jękną na znak, że go to boli, a on biedaczek czuły na takie coś, jak to każdy facet. Słysząc jej słowa wywrócił oczami, bo przecież to nie było ważne, co nie?
-Jasne.. poprzedni też był nie pasujący niby. - zauważył, w sumie już nie wiedział co ona od niego chciała? Codziennie coś było nie tak w jego ubiorze i zawsze go to męczyło, że w ogóle zwraca uwagę na takie szczegóły jak kolor jego koszuli czy też spodni przecież to takie nie istotne! Lepsze jest zainteresowanie się kwiatkiem tu nieopodal albo łapaniem motyli.
-Hamburger! Nie mogłaś mi o tym szybciej przypomnieć? - zapytał nieco zły sam na siebie, bo przecież miał w wcześniejszych planach już tu zabrać po jednym hamburgerze dla każdego, przecież jakoś się żywić trzeba było, a ta bułka była najlepszym dokonaniem świata według niego.
-Trudno, hamburger później. Teraz... - i tu przerwał myśląc i rozglądając się w koło co by tu dziś zrobił, bo przypomnijmy sam nie miał jeszcze na dzisiaj planu jedynie co napisał do niej tego smsa, że tu się spotkają i tyle nic więcej. Na więcej nie było czasu, bo liczyła się spontaniczność i tylko to było ważne.
-..teraz siadamy tam! - dokończył w końcu to zdanie energicznie wskazując palcem na wolne miejsce na trawie pod drzewem. Bo przecież on nawet nie zamierzał wyprowadzać jej z tego miejsca. Trzeba było trochę ją przyzwyczajać dziś do tego typu miejsc, co by wcześniejsza praca nad nią nie poszła na marne. Chwilę po tym już ciągnął ją za rękę w tamto wskazane wcześniej miejsce. Nawet nie chciał słyszeć jakiegokolwiek sprzeciwu z jej strony.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Soho Square   Pon 11 Cze 2012 - 17:51

Wywróciła teatralnie oczami słysząc znudzenie w jego głosie. Może i Chloe monotematyczna była, ale jej osobowość wskazywała na bycie niepoprawną estetką, a jedynie jednej osobie na tej planecie pozwalała sobie ten pięknie wyglądający pogląd naruszać i był to Kornel, z całą jego manią na punkcie rzeczy dziwnych.
Ale właśnie od tego typu interwencji po ziemi stąpają takie osoby jak Demarchelier i już w terminarzu w swojej głowie sobie pięknie zapisała, ażeby włości Żółtkiewicza (tak, wyobraziła sobie również nazwisko!) nawiedzić w czasie najbliższym, z całą walizką ubrań nowych, a tam na ich miejsce umieści stare, których się pozbędzie skutecznie. Oj tak, terapia szokowa będzie najlepszym sposobem, no i też dzięki temu będzie zmuszony nosić to, co mu przyniesie, ha! Sukces.
I ogólnie kontynuowałaby kreowanie swojego złowieszczego planu natarcia na jego garderobę, już wiedząc, że wykupi pół Ralpha Laurena, a zaraz obok przecież Prada jest, a najnowsza kolekcja dech w piersi zapiera, że Chloe sama dla siebie była bliska kupienia aż-za-bardzo-boyfriend-pants, kiedy to zmroziło ją słowo z jego ust padające. Hamburger w połączeniu z później musiało oznaczać kłopoty, w które wpakowała swoje biedne, delikatne podniebienie. Spojrzała na niego błagalnie.
- Jezu, żartowałam. Chcesz mnie otruć musztardą z litrowej, plastikowej butelki?! - wyobraziła sobie jak tłusty sprzedawca zalewa bułkę z kotletem musztardową mazią i na jej ramionach aż pojawiła się nienaturalna gęsia skórka. Dziwne, zwłaszcza, że Londyn tonie w trzydziestostopniowych upałach, co anomalią jest, acz skłania łaknącą opalenia młodzież w takie zbiegowiska jak park w Soho.
I again, wyrwał ją nieco z myśli, tym razem w bardzo dobrym tych słów znaczeniu, gdyż za rękę ją mocno pociągnął i zamaszystym krokiem ruszył w kierunku drzewa. - Uważaj, kurwakurwa, ała! - krzyczała poirytowana, irytując się jeszcze mocniej, iż całkowicie nie liczy się teraz jej opinia i widzimisię, bo na miejscu docelowym, czyt. przy drzewie, została posadzona.
Generalnie miotano nią trochę ostatnio, a ona sama chciała naiwnie wierzyć, że życie byłoby sto razy prostsze, gdyby miała sylwetkę czeskiej kulomiotki. Nikt by jej nie nosił na barkach, nikt by jej nie ciągnął by siadała na trawie jak jakiś żul. I sama poradziłaby sobie tego niezbyt pamiętnego wieczoru zakrapianego wódką zbyt mocno, kiedy to nieciekawie skończyła. Ku jego zdziwieniu (Polak, zaprawiony w boju - tak właśnie sobie to Chloe tłumaczyła, gdy przez następne cztery dni umierała na kaca), no bo jak można się wódką upić, no ja nie wiem? i ta słynna alanowa mina niewiniątka. Na którą Chloe aż miała ochotę się wtedy obruszyć i mu palcem pogrozić, gdyby tylko umiała wtedy się poruszać o własnych siłach, pomijając odruchy wymiotne.
- No dobra - powiedziała smętnie i zsunęła ze stóp buty, jednak wolała nie ryzykować uciapania ich w ziemi, po czym usiadła po turecku, zasłaniając się tak, by bielizny na widok publiczny nie wystawiać. - W ogóle to nie widziałam Cię miliony lat i stęskniłam się za polskimi roladkami z sosem, wiesz? Kiedy będziesz mieć jakąś dostawę z domu? - zaśmiała się, bo w sumie za czasów gdy spotykali się nieco częściej, to mogła liczyć na takie urozmaicenia diety jak domowej roboty kluski z tak obłędnym sosem, że nawet taka ekhem koneserka jak ona, rozpływała się tak samo jak miękkie ciasto w jej ustach. I na to wspomnienie aż oparła się na wygiętych w tył ramionach, brew uniosła, mając nadzieję na odpowiedź a'la jutro kocie, wpadnę o czternastej, aż uśmiechnęła się przeuroczo i przerzuciła swoje skrzyżowane nogi na jego udo, uznając jednak, że taka pozycja bezpieczniejsza jest i wygodniejsza. Zero podtekstów.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Alan Żółtkiewicz
Uczeń
avatar

Age : 23
Liczba postów : 165
Join date : 07/06/2012
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: Soho Square   Pon 11 Cze 2012 - 18:36

To teraz wpadł. Wyrzuci jego wszystkie ubrania? Przecież to marnotrawstwo! I tak pewnie je wygrzebie z tych śmieci, by móc je wyprać, bo co jak co ale w brudnych nie zamierzał chodzić i je później nadal będzie używać, przecież nie można tak marnować ubrań! Ale w sumie z drugiej strony skoro mu da, za darmo inne to czemu by nie skorzystać? W końcu będzie bardziej przystojniejszy i w ogóle i wszyscy będą na niego lecieć jak pszczoły do miodu. Choć w sumie nie bądźmy aż tacy skromni już na niego lecą! A to niech sobie robi co zechce i tyle, byleby pod jego nieobecnością, bo inaczej tego nie wytrzyma po prostu nie wytrzyma psychicznie widząc jak jego ubrania pochłania śmieciarka.
-Otruć? Miliony ludzi to je i mają się dobrze! Nic się nie stanie raz na jakiś czas jak sobie zjesz go. - powiedział pełny dumy i powagi, że w ogóle takie coś wymyślił, ale w sumie miał racje. Bo co się mogłoby jej stać gdyby sobie raz na jakiś czas zjadła hamburgera? Kompletnie nic, nawet przytyć by nie zdążyła, bo wydawało mu się, że jej organizm od pewnego czasu odrzucał jakiekolwiek kalorie, które mogłyby jej się odłożyć na boczkach czy też brzuchu. Więc plan nakarmienia jej hamburgerem nadal był w jego głowie i zostanie aż do czasu gdy nadejdzie okazja i ochota na spożycie go. Nie odpuści tak łatwo, oj nie nie. Nie zwracał jakoś uwagi na jej krzyki czy coś pokazujące mu, że jednak zbyt energicznie ciągnął ją w tamtą stronę. Krzywdy jej jako tako nie robił, bo przecież nawet złapanie za jej rączkę nie było zbyt mocnym uściskiem, więc nawet obejdzie się bez zbędnych siniaków czy coś.
-Widzisz trawa nie gryzie. - zauważył istotny fakt, jakby to Chloe miała się bać trawy czy coś, ale w sumie to nie było zbyt wykluczone, bo przecież to, że nie lubiła tego miejsca to wiedział. To znaczy nie że nie lubiła miejsca, tylko nie lubiła tu przebywać, o tak było lepiej. Oczywiście powiedział to zaraz po tym jak to rozsiadł się pod tym drzewem tuż obok dziewczyny tylko on usiadł tak by móc oprzeć się o drzewo plecami, tak według niego było wygodniej. A co do jej nogi na jego udzie jak najbardziej mu to nie przeszkadzało. Wiadomo co do niej nigdy nie miał podtekstów i raczej nigdy nie będzie miał. Chloe zasługiwała na czystą przyjaźń, ze tak sobie to nazwie.
-oj.. - powiedział nieco zakłopotany, bo właściwie dostawa była w zeszłym tygodniu i jakoś nie pamiętał czy by coś zostało jeszcze do dzisiaj z tej paczki. Przy tym teatralnie dość podrapał się czoło by móc sobie dobrze przypomnieć, co by nie wprowadzić jej w błąd, czy też zostało coś mu dla niej czy też już wszystko pochłonął w całość jak to miał w zwyczaju.
- w piątek była dostawa... ale nie jestem pewny czy.. a nie jest! zostało coś gdzieś tam w lodówce w rogu! - mówił chcąc jakoś powiedzieć jej , że po ludzku wszystko zjadł gdy w ostatniej chwili eureka! Przypomniało mu się, że coś zostało jednak, coś tam jest o ile jego współlokatorzy tego nie wyczuli to jeszcze pewnie jest, więc będzie mógł Chloe poczęstować pysznymi smakołykami domowej roboty jego mamy z polski, o tak i będzie uczta choć pewnie nie zostało nie wiele, ale co tam zawsze coś jest. Lepiej coś niż nic, prawda?
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Soho Square   Wto 12 Cze 2012 - 6:21

Chloe już trochę Alana znała. Alana, razem z jego obsesją na punkcie NIEmarnowania niczego, ogólnego rozsądku, który obejmował wiele płaszczyzn jego życia, osobowości i zachowania, nieprzebranych, zgromadzonych w nim pokładów chorego nieco optymizmu i energii (jaki normalny człowiek uśmiecha się DOSŁOWNIE przez cały czas?) i wreszcie, bardzo dziwnej dobroci, którą bombardował Demarchelier regularnie, a do której wcześniej wymieniona przyzwyczajona nie była.
Może dlatego właśnie tak go lubiła? Bo chociaż on był Jeleniem, który poza nienaturalnie wystającymi obojczykami niezbyt wyróżniał się z tłumu, a ona Lisicą i generalnie przepaść między nimi, a tu udało się stworzyć coś, od czego Chloe już się odrobinę uzależniła. Od jego karcących spojrzeń, gdy kupuje kolejne buty i słów "no przecież już masz praktycznie takie same", wzbogaconych teatralnym wywróceniem oczu, albo w ogóle krzewienia w niej plebejskiego ducha, który nie brzydzi się ubrać sztucznej biżuterii i siedzi na trawie, jak teraz.
A najpiękniejsze dla niej było to, że patrzyła na niego, on patrzył na nią i miała wrażenie, jakby z rodzonym bratem sobie siedziała tutaj i marudziła na tanią musztardę. Nigdy nie próbował jej dotknąć tak, jak nie powinien, nawet za czasów, gdy Chloe... inny tryb życia prowadziła, no. Był bratek za czasów Aidena, był bratem za czasów drużyny lekkoatletycznej, był bratem za czasów pierwszych fascynacji butami na obcasach w połączeniu z koronkową pończochą. Dlatego właśnie w tym momencie na jej twarzy zagościł uśmiech uroczy całkiem, żeby nie powiedzieć, że wręcz szczęśliwy, uzębienie częściowo ukazujący.
- Nie lubię musztardy w ogóle. A ta giętka butelka tylko o dreszcze mnie przyprawia - wzdrygnęła się, zaraz jednak odgoniła od siebie wszystkie myśli związane z fastfoodami, które hejtowała mocno ogólnie, całościowo i jej noga nigdy w McDonald's nie postanie, zastępując je generalnie czystą przyjemnością wykładania się pośród natury w ten gorący, sympatyczny dzień. Bo Chloe miała przesunięte temperaturowe wymagania życiowe, dlatego też optymalnie dla niej, gdy upał wypalał wszystkich na węgielki. - Ej to fantastycznie! A co Ci zostało? - zapytała ożywiona, aż poderwała się ponownie do normalnego siadu i dłońmi oplotła jego ramię. - Powiedz, że roladki. Chcę roladki! - dodała błagalnie, już wręcz w ustach czując ich smak. Uwielbiała w sumie mamę Alana za te przysmaki, które mu regularnie podsyłała.
Sama Chloe uważała to za urocze, kochane i piękne, że jego mama tak się o niego troszczy, głównie przez jej własne wypaczone pojęcie o macierzyństwie. Już nawet pomijając to, że sama w sumie matki nie miała, ojca tak praktycznie też, bo zawsze był zajęty wszystkim, tylko nie córką, a i ona sama na to wszystko zaczęła patrzeć inaczej w ciążę zachodząc. Że gdy swoje dzidzi straciła, na tę myśl jej mina mogła posmutnieć, całkiem jej się wszystko poprzestawiało w tej kwestii. Na pewno nie na dobre miejsce.
- A co u Ciebie tak w ogóle? Bo tak strasznie nie miałam ostatnio czasu na nic i jestem odcięta od informacji na Twój temat. A że nie pojawiasz się, dzięki Bogu, na TT, nie miałam nawet jak zaspokoić szalejącej troski. Chociaż w sumie zmartwiłabym się, gdybyś zaczął być na ustach całej szkoły jako obiekt plotek - zmarszczyła brwi, jednak szybko uświadomiła sobie jak nie-alanowe by to było. - Dlatego opowiadaj. Masz już plany na wakacje? - rozmarzyła się w sumie ponownie, bo od kiedy jej ciałkiem miota szczęście spore, to już kilka ładnych dni będzie, nie robi nic innego, a przegląda oferty wyjazdów, w celu organizacji czegoś ciekawego.

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Alan Żółtkiewicz
Uczeń
avatar

Age : 23
Liczba postów : 165
Join date : 07/06/2012
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: Soho Square   Wto 12 Cze 2012 - 9:10

Bo ogólnie Alan szanował przyjaźń. Skoro przyjaźń ich połączyła to nie zamierzał tego psuć jakimikolwiek romansami, bo w sumie według niego to tylko by popsuło sprawę już by nie potrafił patrząc na nią tak jak dziś, wczoraj i przed wczoraj tylko jego wzrok, by miał na myśli od razu powtórzmy to i tamto i będzie cudownie, bo przyjaźń to już się skończyła i by widział w niej tylko obiekt kobiecości, który mógłby pochłonąć w całości, więc dlatego skutecznie to zwalczał, bo i po co to niszczyć? Po za tym wiedział, że Chloe miała sobie swojego chłopaczka, więc to już w ogóle odpadało! Zdrady to zło, choć i on raz tego się podjął, ale o tym cicho sza, był wtedy głupi i niedorozwinięty jakiś. Zresztą tamtejszej zdrady żałuje do dziś i tyle. W sumie czasem w nim samym powstawało pewnego rodzaju zdziwienie, czemu ona nadal się z nim trzyma? No czemu? Przecież to kompletnie do niej nie pasuje! I co najlepsze dawała się namówić nawet dość często na wspólne wybryki typu właśnie jeżdżenie autobusem czy też dzisiejszy, siedzieli w końcu na trawie! Zielonej trawie! Która z łatwością mogłaby pobrudzić trochę jej tyłeczek, ale ona nic sobie z tego nie robiła. Nawet z tego, że do niedawna nie lubiła przebywać w tym miejscu, a teraz proszę siedziała tu sobie z nim i koniec kropka.
-Dobrze w takim razie zjesz sobie hamburgera bez musztardy. - powiedział chcą i tak czy siak postawić na swoim. Choć co jak co ale poszedł jej trochę na kompromis, o proszę on też tak potrafi! Bo przecież nie ma co jej zmusić do jedzenia musztardy skoro jej nie lubi, ale hamburgera jej kiedyś kupi, którego pochłonie w całości w jego towarzystwie i koniec kropka. Przy tym zdaniu dość stanowczym oczywiście banan na jego twarzy się jeszcze bardziej rozjaśnił jakby właśnie ten widok jedzącej hamburgera Chloe był mu najbardziej w życiu potrzebny, no ale o tym już kiedy indziej, kiedyś indziej zaprowadzi ją do królestwa fastfoodowego, które przecież było takie piękne! Ale wtem poczuł dość mocne i zniecierpliwione szarpnięcie jego ramienia.
-Aa! Kurwa! Uspokój się, bo ci nic nie dam! - zawołał oczywiście przeklinając po Polsku, jakoś tak wolał wtrącać polskie przekleństwa niż używać te angielskie. Wydawały mu się po prostu czasem tak bardzo dziwnie brzmiące, że już wolał, by ktoś nie zrozumiał jego jednego słowa niż by miał mówić tak dziwnie brzmiące dla niego angielskie przekleństwa. Choć w sumie Chloe jako jego przyjaciółka już pewnie nie raz spotkała się u niego z polskimi przekleństwami, więc wiedziała co to znaczy i takie tam. O ile ich wspólne lekcje przekleństw polskich nie poszły na marne! O nie, tego by już nie wytrzymał.
-Nie pamiętam co zostało. Jak wpadniesz sama zobaczysz. - powiedział spokojnie gdy już jako tako dziewczyna się uspokoiła.
-W następnym numerze się pojawię pewnie. Przez Ciebie! - oczywiście musiał to zauważyć, że praktycznie zawsze po ich spotkaniu coś tam bąknął o nim także, choć zazwyczaj przekręcali dziwacznie jego nazwisko, ba, nawet imię! Choć imię było dość proste, każdy Anglik potrafił je wymówić bez problemu, ale oni tam zawsze coś zrobią dziwnego, niespodziewane. Zresztą nie przejmował się tym. Nigdy nie czytał tego i nie zamierzał. Już wolał być niedoinformowany niż czytać te całe plotki wyssane z palca.
-Wakacje to wiesz.. Polska wita! - a powiedział to tak radośnie, że chyba nawet radość ogarnęła paru ludzi siedzących obok nich. To było dla niego takie szczęśliwe, że zawsze ogarniał go spokój i radość na samą myśl. W końcu on uwielbiał Polskę i nie było mowy, by nie wracał tam co wakacje. Zresztą w te wakacje planuje kogoś zabrać, wstępna propozycja została rzucona Aimee, ale co z tego wyjdzie to jeszcze zobaczymy.
-A reszta tygodni to tu. - dopowiedział ukrywając jakimś cudem kolejnego banana na twarzy, który wpłyną na mowę o Polsce. Oczywiście nie zamierzał też omijać imprezy, które już szykują się w Londynie. No ba trzeba utrzymać kontakty w Polsce, ale też nie lekceważyć sobie tych tutaj. Dlatego część jego wakacji będzie w Polsce, a część tu.
Powrót do góry Go down
Chloe Demarchelier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1003
Join date : 28/12/2011
Skąd : Sacramento

PisanieTemat: Re: Soho Square   Wto 12 Cze 2012 - 15:54

Chloe, gdyby nie to, że zdecydowanie pewnej przyjaźni nie poszanowała, zapewne byłaby teraz w zupełnie innym miejscu, z zupełnie innymi rzeczami w głowie i w brzuchu i generalnie jej życie wyglądałoby źle i pusto, choć z tego drugiego zapewne nie zdawałaby sobie sprawy. Dalej tkwiłaby w swoim poprzednim wcieleniu, gorszym, jak już wiedziała. I na tym chyba poprzestała w swoim rozumowaniu "co by było gdyby", ponieważ gorąco tępiła takie zachowania, zdecydowanie preferując, o ile w ogóle, myślenie o przyszłości. A i to wyłączyła wraz z momentem utraty dziecka, gdyż nie umiała sobie teraz wyobrażać życia bez tego, kiedy to już tak sobie w główce poukładała, że na wszystko co istotne było miejsce i na Ophelie było go bardzo dużo.
Co teraz musiała kimś wypełnić i choć Prudence świetnie się do tego celu nadawała, zwłaszcza, że tak wpasowały się w siebie nawzajem dzięki ostatnim wydarzeniom, na oko idealnie zgrywając wszystko co zrobić musiały osobno z tym, co robiły od niedawna razem, to i tak potrzebowała kogoś o kogo będzie mogła się irracjonalnie obawiać.
Do czego Alan, w jej oczach będący uosobieniem odpowiedniego rodzaju rozsądku, który nie jest sztywny ani nudny, ale który pomaga w unikaniu pewnych przykrych spraw, się chyba niezbyt nadawał. Właśnie przez ten swój rozsądek, który to zapewne kazał jemu się opiekować Klołką a nie odwrotnie, co najwyraźniej uskuteczniać zamierzał, zaczynając od zwalczania oznak niedożywienia, które na szczęście już ustąpiło na rzecz regularnych, pełnowartościowych posiłków, czyt. zupek chińskich, makaronu ze szpinakiem i ciasta marchewkowego.
- Nie chcę nawet myśleć z jakich upraw jest mięso tego ewentualnego hamburgera. Dlatego skończmy. Zjem. Upijesz mnie i zjem - powiedziała starając się brzmieć stanowczo, poza tym jak już miaą okazję się przekonać polska wódka to dobra wódka. Bo angielska jest za słaba, a ruska za mocna, dlatego polska idealna. - Nie krzycz, lekko Cię przecież ścisnęłam. I nie klnij, znam już chyba wszystkie przekleństwa po polsku dzięki Tobie - dodała oczami wywracając, ponownie na ramionach się opierając i majtając stópkami nóżek, które wciąż na nim miała.
Szczęśliwa była, że TT nie wspominała o nim zbyt często, a obieranie tak mainstreamoweych miejsc na spotkania jak to tylko sprzyjało temu, by taki stan rzeczy utrzymać. No bo jaka jej reporterka zapędza się na Soho, by popatrzeć jak Demarchelier siedzi wmieszana w plebs na trawie, bez znaku rozpoznawczego na nogach, gdyż kopytka na obcasie sobie elegancko obok torebki leżały, wyglądając zupełnie niepozornie. W każdym razie on sam chronił siebie takimi propozycjami spotkań całkiem nieźle, że Chloe nie musiała się martwić. Kolejny powód.
- Wiesz co? Byłam w Polsce tylko raz, kiedyś w Warszawie. Ale to było już kilka ładnych lat temu - nie miała jednak serca dodać, że wcale fajnie nie było, ponieważ a) była z ojcem, b) z ojcem była druga małżonka, c) z Chloe była chujowa opiekunka oraz d) większość czasu spędziła zamknięta w hotelu, rozłożona na łopatki przez podstępną grypę. - Pojadę kiedyś z Tobą, pokażesz mi te Wasze stadiony. I polskie książki - dodała ochoczo, nie kryjąc się z chichotem na myśl o całych stronicach zapisaną tymi krzaczkami, uśmiechając się do niego prosząco. Jednak oczekiwanie na potwierdzenie pewnie mała, pojedziemy, pouczymy Cię mówić po polsku przerwał sygnał smsa, wydobywający się z klołkowej torby, na co właścicielka zareagowała... jak trzeba, w sensie pochyleniem się nad torbą, czyt: zawiśnięciem na Alanie again, by ją sięgnąć, po czym telefon wyciągnęła i brwi ściągając smsa odczytała.
- Jeny Alan, przepraszam Cię, ale zmykać muszę - wstała szybko i ubrała buty, po czym cmoknęła go przelotnie w czubek głowy. - Naprawdę przepraszam, następnym razem możesz nawet we mnie wcisnąć tego hamburgera. Pozwalam. Paaaaaa! - dopowiedziała szybko i pomachawszy mu przyjaźnie, ulotniła się stąd, wystukując treść odpowiedzi nerwowo na ekraniku telefonu.

zt

_________________


Chloe Demarchelier-Wingfield

Powrót do góry Go down
Sue Jacobsen
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 53
Join date : 04/08/2012
Skąd : London, UK

PisanieTemat: Re: Soho Square   Czw 23 Sie 2012 - 21:10

Zaczęłam się już zastanawiać, że w Bawarii Ajdenowi stało się coś złego. To było moim wytłumaczeniem na to, że nie odezwał się do mnie, aż do dzisiaj. Nie pomyślałam nawet o tym, że mógł być zajęty lub po prostu zapomnieć. Poza tym, nie gniewałam się. Budzenie w sobie negatywnych emocji z powodów tak błahych było niepotrzebne. Starałam się tego unikać na każdym kroku. Ucieszyłam się jednak bardzo i szeroko uśmiechnęłam, gdy mój telefon zabrzęczał, a na jego ekranie pojawiła się wiadomość od chłopaka. Nie miałam planów na wieczór. Zresztą, rzadko kiedy cokolwiek planowałam, bo planowanie zdawało się być zbędne. Niepotrzebne mi przecież ustalone godziny i miejsca, które zmuszałyby mnie do ciągłego zerkania na zegarek i zaprzątania sobie głowy tym, czy gdzieś się nie spóźnię.
Ubrałam się szybko i jeszcze szybciej narysowałam na powiekach dwie grube kreski i przeczesałam palcami jasne włosy. Gdybym przywiązywała dużą uwagę do swojego wyglądu i do tego jakie wrażenie miałam wywrzeć na brunecie po tak długiej przerwie, spędziłabym w swoim pokoju dużo więcej czasu. Ładnie wyprasowałabym sukienkę, na stopy nałożyła lakierowane czółenka, a włosy rozczesała. Ale ja na to nie zwracałam uwagi. Nie udawałam i udawać nie chciałam. Było mi smutno, gdy słyszałam ludzi, którzy mówili, że nie wiedzą kim są. Przykrywali oni swoje śliczne buźki szkaradnymi maskami, chociaż to je wszyscy chcieli widzieć. Ja już taka nie byłam. Wyrzuciłam swoją maską dawno temu i zapomniałam, gdzie ją zostawiłam, aby nie chcieć po nią wracać. Nie potrzebowałam jej.
Niebo było już czarne. Tak samo jak moje welurowe buty, którym się przyglądałam, powoli paląc papierosa. Ale tu wcale nie było ciemno. Latarnie rzucały światło na roześmianych młodych ludzi. Niektórzy z nich krzywo spacerowali, inni głośno się śmiali. Ja siedziałam na trawie. Sama. I czekałam na Ajdena.
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Soho Square   Pią 24 Sie 2012 - 9:52

Późny wieczór, latarnie, lampiony, przytłumiona, hipsterska muzyka z przenośnych bumboxów. Masa ludzi, chodniki-rzeki, tłumy przepływające w jedną i w drugą stronę; jednak tłumy całkiem inne niż za dnia. Już nie strumień biznesmenów i zabieganych kobiet. Strumień ludzi młodych, w grupach, albo całkiem samych, pędzących na wieczorne spotkania. Randki. Seks. Kino.
Albo Soho Square, na którym ostatnie letnie dni spędzali najwięksi fani plenerowych imprez.
Sue tu nie bywała. Sue...w ogóle nie bywała przez ostatni rok nigdzie.
Gdy dostał od niej smsa był naprawdę zdziwiony. Może nie jakoś strasznie, w końcu był pewien, że ktoś tak bystry jak Jacobsen nie rzuci szkoły na wieczność, ale jednak zupełnie o tej wątłej blondynce zapomniał. Dość szybko, jak na osobę, z którą łączyła go przyjaźń. Nie tak silna jak z Kennethem - w końcu to była zaledwie dziewczynka, w grzecznym mundurku, kłaniająca się posłusznie wszystkim profesorom - ale wystarczająca, by wpisał ją sobie jako kogoś, kogo trzeba poinformować w pierwszej kolejności po jego tragicznej, teoretycznej śmierci.
Szedł przez zielone połacie, mijając grupki siedzące przy winie, papierosach i dragach, co jakiś czas odmawiając dołączenia do kolejnej kompanii, wtórującej Lanie del Rey, śpiewającej o letnim smutku. Dziwne. Dla Aidena to był raczej życiowy smutek.
O którym nie chciał teraz myśleć, skoncentrowany na poszukiwaniu wśród siedzących samotnie jednostek blond głowy. Którą po pięciu minutach odnalazł, podchodząc do niej z dziwnym uczuciem dość...wigilijnym. Jakby zbiegał po schodach, by odpakować prezent - bo czy to nie podobne odczucia do tych, które ogarniają człowieka, gdy wita się z dawno nie widzianym przyjacielem?
Śmiertelnie dawno. Już z odległości kilku kroków widział Sue w zupełnie innym stroju - gdzie, do cholery, ten zmechacony mundurek, gdzie włosy zaplecione w grzeczne warkoczyki? - Sue palącej papierosa. D z i w n e. Jakby zupełne przeniesienie do innej rzeczywistości.
- Sue? - spytał powoli, siadając obok niej i przyglądając się jej twarzy, dość wyraźnej w świetle latarni. Sue, zdecydowanie, te same wielkie oczy i wąskie usta, ale coś na pewno się drastycznie zmieniło. I jeszcze nie był w stanie stwierdzić, czy na lepsze. - Oczekuję teraz dłuuugich tłumaczeń. I przeprosin - powiedział swoistym wielkopańskim tonem, wyrywając jej z łapki papierosa i zaciągając się nim. Przecież DZIEWCZYNKI nie mogą palić.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Sue Jacobsen
Uczennica
avatar

Age : 22
Liczba postów : 53
Join date : 04/08/2012
Skąd : London, UK

PisanieTemat: Re: Soho Square   Pią 24 Sie 2012 - 10:38

Nie wiedziałam czego oczekiwać. Czy łez i wyrzutów, jak wtedy, kiedy spotkałam Chloe. Czy może uśmiechu i radości ze spotkania. Starałam się o tym nie myśleć, lecz nie potrafiłam. Przejmowałam się trochę. Może i nie miałam przyspieszonego tętna, ani nie drżały mi dłonie, ale byłam nieco zestresowana. Zaciągnęłam się mocno papierosem i przymknęłam powieki. Gryzący dym wypełnił moje płuca, a potem głośno odetchnęłam. Byłam zbyt poddenerwowana, aby skupić się na porządkowaniu moich myśli. Pozwoliłam im więc jeszcze trochę mieszać się ze sobą i plątać, wiedząc jednak, że więcej wysiłku będzie mnie kosztowało poukładanie ich później.
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Poznawałam to miejsce, ale nie mogłam sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek poznałam je o tej porze doby. Miałam w zwyczaju unikać nocnych wyjść. Bałam się idąc ciemną ulicą, ale teraz wiedziałam, że nie miałam się czego bać. Znów przypomniałam sobie o tym, który tak wiele zmienił w moim życiu. Przypomniałam sobie jak mocno trzymałam jego dłoń, kiedy szliśmy do baru i jak nerwowo siedziałam na barowym stołku. Jeszcze bardziej denerwowałam się unosząc do ust szklankę z piwem, ale on mnie uświadomił, że to wszystko było niepotrzebne. Pokazał mi ile przyjemności ograniczał mi strach i to jak przejmowałam się tym, co pomyślą inni. Ale to, co myślą inni teraz się nie liczą. Liczą się oni, ale nie te pogardliwe spojrzenia, które posyłają innym i nieprzyjemne słowa, które szepczą do i o swoich znajomych. Ważne jest tylko to, co ja sama o sobie uważałam i to jak to, co robiłam zgodne było z tym, czego chciałam i z tym, co uważałam za słuszne.
Zauważyłam go chwilę temu. Szedł, rozglądał się. Ale nie zawołałam go. Czekałam aż znajdzie się bliżej, ale nie musiałam czekać długo. On zaraz mnie zauważył. Zaraz do mnie podszedł i usiadł obok. Poruszyłam potakująco głowę, w odpowiedzi na jego niepewność i uniosłam ku górze kąciki ust. Nie krzyczał na mnie, ani nie płakał. Żądał jedynie wytłumaczenia i gdybym go nie znała, uznałabym jego ton za pogardliwy.
- Nie planowałam tak długo tam zostać. Miałam zamiar wrócić. Zaraz po wakacjach. - odparła ze spokojem w głosie. Takim samym spokojem z jakim zareagowała na papierosa, który zniknął z jej dłoni i znalazł się w ustach Aidena. Miałam jeszcze przecież całe pudełko, w którym pomiędzy papierosy, powtykane były wysuszone listki, niestarannie pozawijane w bibułki. Ale nie sięgnęłam po nie. Jeszcze nie teraz.
Mogłam wrócić wcześniej. Nikt mnie przecież tam nie trzymał. Nikt nie przywiązał mnie, nie zamknął w czterech ścianach, ani nie zablokował wyjścia, żeby mnie nie wypuścić. To zależało tylko ode mnie, było moim wyborem. Ale nie potrafiłam opuścić tamtego miejsca, w którym pokazali mi jakie wszystko to, co zdawało się skomplikowane było naprawdę łatwe, a to co zdawało się brzydkie, piękne. Miałam przeczucie, że gdybym odeszła zanim wszystkie te nauki zakorzeniły się w moim umysły, zapomniałabym o nich. A tego nie chciałam.
- Wiem, że masz mi to za złe. Wszyscy macie. Ale każdy zrobiłby to samo na moim miejscu. To było silniejsze ode mnie. - wzruszyłam ramionami.
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: Soho Square   Pią 24 Sie 2012 - 11:04

Spotkanie z dawno niewidzianą znajomą, dobre sobie. Bo Sue nie była już znajoma, nie w takim sensie, w jakim poznał ją dobre kilka lat temu. Szara myszka, jednak Sokolica, nad którą roztoczył swoje opiekuńcze skrzydła. Lubił z nią czytać - zawsze działała na niego uspokajająco, gdy tak zerkała z nad jakiegoś wielkiego tomiska, w świetle małej bibliotecznej lampki. Jacobsen miała zawsze w sobie coś bardzo delikatnego, zjawiskowego, przenoszącego w inny wymiar, nie tylko, gdy używała swojej mocy. O której działaniu kiedyś tam rozmawiali, ale że Aiden szczerze nie znosił wszystkich nadętych wierzeń i ćpuńskich fantazji, musieli zmienić temat na coś bardziej pasjonującego. Literatura, pokój na świecie, psychologia.
Teraz też mógłby poruszyć jakiś naiwny temacik - pogoda? co tam u Ciebie? - ale przecież nie był naiwny i głupi. Sue się zmieniła, nie tylko fizycznie - bo jakoś tak wyszlachetniała. a może po prostu Aiden przegapił ten magiczny moment, kiedy nastoletnie dzieciaki przemieniają się w kobiety? - ale i charakterowo. Ogarnął to już po sposobie, w jaki się wypowiadała i na niego patrzyła. Zupełny odlot, zupełnie inna osoba.
Do której wcale a wcale nie miał żalu, ani trochę. Owszem, kiedy tak nagle zniknęła był zirytowany, jednak szybko o tym zapomniał i teraz po prostu cieszył się z odzyskanej przyjaźni - w końcu tego w życiu Aidena nigdy nie za wiele. Milczał więc, słuchając jej spokojnego tonu i dopalając papierosa do końca.
- Powinienem Cię teraz zarzucić masą pytań, gdzie, z kim, jak i dlaczego, ale...to Twoja sprawa - powiedział w końcu, już sympatyczniejszym (!) tonem, opierając głowę na dłoni i posyłając Jacobsen lekki uśmiech. Wyniosły, nieco arogancki i...ciekawski. Bo ciągle mieszała mu się dawna Sue z tą teraźniejszą, siedzącą obok niego z takim...uduchowionym wyrazem twarzy. Sekta? Nie, na to była za mądra, nie dałaby się wciągnąć w jakieś błazeństwa. Stało się coś strasznego i się zmieniła? Wtedy byłaby raczej w depresji. Miłość? No tak, zmienia ludzi, kto wie; nie zamierzał jednak poddawać ją przesłuchaniu, pewien, że jeśli będzie chciała, to sama mu kiedyś opowie. - Nie mam ci niczego za złe. Po prostu...zmieniłaś się. Bardzo - odparł spostrzegawczym tonem, gasząc peta w trawie i koncentrując się chwilowo na żarzącym się popiele na ciemnej ziemi. Zmiany. On pewnie też się zmienił, jednak wątpił, czy w dobrą stronę. - Ale to niczego między nami nie zmienia - wzruszył ramionami; niezależnie, czy Sue przyszłaby na to spotkanie ubrana w miniówę i białe kozaczki czy też miała na sobie wór pokutny, liczyło się wnętrze. Owszem, banał nad banały, ale Aiden także wielbił naukowość, statystykę, racjonalizm. Ciekawe, czy i to w Jacobsen uległo zmianie.
Ale to odkryje w jakimś spokojniejszym miejscu. Gdzie są porządne siedzenia a nie błoto i trawa. - Chodź, skoczymy do China Town, zgłodniałem - powiedział, wstając, po czym ruszyli w kierunku szalonej dzielnicy na jakieś niezdrowe jedzenie.

zt.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Soho Square   

Powrót do góry Go down
 
Soho Square
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Trafalgar Square

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Soho-
Skocz do: