IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Soho Square

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Soho Square   Czw 19 Sty 2012 - 21:58

Powrót do góry Go down
Sofia Seiler
Uczennica
avatar

Liczba postów : 105
Join date : 01/02/2012

PisanieTemat: Re: Soho Square   Sro 7 Mar 2012 - 16:47

Wiosna, proszę państwa. Rozpoczęły się upały (czyt. skończyły się przymrozki), roznegliżowani ludzie paradowali po ulicach (czyt. nabite puchem kurtki eskimosów zastąpiono nabitymi puchem płaszczykami Burberry), słońce opalało skórę na brązowo (czyt. lansiarze mogli się powozić zamiast z himalajskimi goglami to z raybanami, bo śnieg tak odbija blask, ach!), hormony buzowały dziko (czyt. jak zawsze) a hipsterzy opuścili nieużywane budynki i ich dachy (zasiadając na trawie, tj błocie, tj trawobłocie w centrum Soho).
Sofka na pewno nie odpuściłaby takiej okazji na spacer. Takiej okazji w postaci cudownie popołudniowego słońca, niebiesiutkiego nieba i braku deszczu, który w okresie przedwiosennym nawiedzał Londyn jeszcze częściej (to możliwe, yes). W dodatku Charlie'go musiała znaleźć by mu streścić chwile żywota szczęśliwego w postaci bezpośredniego kontaktu z Blaise'm Collierem Młodszym. I dopytać się, co też Trzeci robił wtedy, kiedy go nie było. I wiele innych rzeczy.
Od jego dziwnego lisiego współlokatora usłyszała jakieś pomruki, że Paddington gdzieś na Soho jest i w ogóle spadaj, Jeleniu. Podziękowała więc z szerokim uśmiechem, że zawęził jej teren poszukiwań i udała się w miejsce biesiadowania wszystkich dzieciaków alternatywy.
Którzy wylegli w prawieżenegliżuiupaleniu na trawniki, siedząc w kolorowych grupkach i rozsiewając wokół siebie stokrotki i zapach wiosny oraz dymu. Sofia czuła się jak w domu.
Ujebując cudownie w świeżej trawie/błocie swoje różnokolorowe tenisówki (ach, ten outfit w którym terepało ją z zimna!) przeszła już 3/4 pola poszachowanego ludźmi, gdy zobaczyła Charlie'go. W grupce dość zróżnicowanej. Dyskutującej o czymś z zapałem. W której był jeden metal, czterech hipsterów oraz gej, który wpatrywał się w Paddingtona z czymś w rodzaju chęci gwałtu. Sofka aż zwolniła kroku. Halo, halo, toż to dzień biały to miasteczko a nie miejsce na orgie.
- Charlieeee - zawołała wesoło, rzucając się na siedzącego chłopaka od tyłu, ryjąc kolanami odzianymi w białe zakolanóweczki w ziemi. Miodzio. I zapewne jego samego do ziemi też przyganiając. I przyduszając rączkami oplecionymi wokół szyi jego osobistycznej. - Mam Cię. I mnóstwo newsów. I w ogóle, on myśli o seksie z Tobą - powiedziała beztrosko, wskazując palcem na chłopaczka, dość przystojnego. Marszcząc karcąco brwi again. To było straszne. Wszyscy wkoło to geje. Oby Charlie nim nie był, bo kaplica.
Uśmiechnęła się jednak przy tym wesołym uśmieszkiem dziecka szczęścia do wszystkich dookoła. Zapewne siarę robiąc Charliemu. Który - oby - ją rozpoznał. Bo blond włosy za łopatki były teraz ciemnobrązowe i do uszu zaledwie.
Powrót do góry Go down
Charles III Paddington
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 125
Join date : 02/02/2012
Skąd : London

PisanieTemat: Re: Soho Square   Sro 7 Mar 2012 - 17:06

Charles III Paddington w jelonkowatym nastroju bezsprzecznie. Czasami czuł się chłopaczyna jak kalkulator na baterię słoneczną, tak, bywał takie dni... albo w ogóle bateria słoneczna. Którą rozpierdala od środka w ramach nadmiaru radości, promieni, krótkich spódniczek na chodnikach i rozpiętych bluzach na trawnikach.
Na którym aktualnie miał usadowione cztery zgrabne i powabne litery bo świeciło i grzało największe gwiazdowe ciało niebieskie, dając flegmatycznemu flegmatykowi około zero powodu do flegmatyczności. Lądowało go wewnętrznie, co objawiało się następująco - Paddington niemal podrygiwał w miejscu w rytm stłumionej muzyczki z oddalonego o kilkanaście metrów boomboxa jakieś superduperproelokru oraz zewnetrznie, co objawiało się następująco - Paddington przywdział superduperproelozajebioza uśmiech, którym obłaskawiał - srsly - każdego. Nawet swych koleżków z okładki Vice wyciągniętych, opatrzonych metką seksu i przeciwsłonecznymi raybanami. Czego Charles nie ogarnął. Przecież to taki mainstream, przecież to takie punchowanie słońca, które promieniami obłaskawia, podczas gdy oni okularyzują się, od szczęścia i podładunku uciekając.
Nie są kalkulatorami. Smutne rzeczy. Paddington wzniósł samotny toast, mierząc koleżków krytycznym spojrzeniem i siorbiąc kakao z termosowego "kubka". Który zapewne miał swą logiczną i adekwatną nazwę, ale Charlie nie miał głowy do takich rzeczy.
Bo głowa została właśnie zaatakowana. Witkami chudymi i wczepiającymi się, acz kochanymi. Paddington kocha wszystkich. Nawet geja (serduszko).
- Parzystokopytna - nie syknął, nie warknął, nie odgryzł przedramienia. Rzucił ów słowo tonem bardzo lubiącym i sympatycznym i bez flegmy. Aż mu oczy błysnęły. Zmrużone, cholera, jednak po coś te okulary noszą. Hipstery jebane. Odwróciła w miarę możliwości się w stronę dziewczęcia i się szoknął dość mocno. - Co zrobiłaś z Sofią Seiler kosmitko?! - schwycił w palce jej-niejej kosmyki i przysunął sobie do oczu. Że złudzenie jakieś, że wpływ wszelkich chorób (wenerycznych) słoneczkiem spowodowanych, że... - Wiosna Ci odpierdoliła. Jesteś piękna.
Cmoknął seilerskie dziecię gdzieś w środek lewego polika, kątem oka reakcję gejuszka ogarniając. Całkiem pedałowatości pospolitej pozbawionego z reszta. Którego lubił i - no łał - z wzajemnością i miło im się razem nowe kapele odkrywało i miło rozmawiało i podziwiało wzajemną muskulaturę i... wszystko.
- Aż z wrażenia nie wyłączę Ci tego cudacznego defektu mózgu - mruknął na ucho tylko jej i nikomu więcej, bo NIKT WIĘCEJ o powerful usposobieniu z tego towarzystwa nie wiedział. Po których to słowach z pomocą swej imponującej muskulatury przestawił Sofkę zza siebie, obok siebie, a właściwie na uda swe i taksując Jelonka wzrokiem przemówił (też wzrokiem) mniej więcej tęskniłem za Tobą, ale jesteś chyba czasem nienormalna. I ekscytujesz się czymś bardzo. Bardziej niż bardzo, bo bardzo to zawsze. Czym?
Powrót do góry Go down
Sofia Seiler
Uczennica
avatar

Liczba postów : 105
Join date : 01/02/2012

PisanieTemat: Re: Soho Square   Sro 7 Mar 2012 - 17:21

Bo wiadomo, że jelenie najlepiej czuły się wiosną. I latem. I jesienią. I zimą. W każdym razie - byle słońce, byle wiatr, byle przestrzeń i byle PIĘKNO tego świata namacalne było. Bardzo. I świetliste i długie i księżycowe. Też. Przyroda się do życia budziła i Sofia Seiler także z martwych wstawała codziennie rano wykonując pięćdziesiąt pajacyków. Coby zrzucić następne dziesięć kilogramów, bo słyszała, że Blaise chude bardzo lubi. Najwyżej sobie nogę odetnie albo lewą pierś, by bezboleśnie (tja) zamienić się w proanorektyczkę pełną a właściwie niepełną gębusią.
Uważnie obserwowała reakcję Charlie'go na zmianę koloru włosów. Uważała, że się zupełnie nie znał na modzie (zbyt długie wychowanie na łonie arystokracji, a fe), ale... cóż, czasem się z jego zdaniem liczyła. Od święta. Więc w jej serduszku zabiło szczęście, że jednak tragedią antyczno-wyglądową nie jest. Aż tak bardzo. Mimo zachudości, zbytniej nieopierzeniości i takiej...sofkowości całej.
- Wiem, jestem piękna i wszyscy mnie kochają - powiedziała z niepewnością w głosie jednak, czując się przesadzana w przód i lądując na twardych Charlieowskich udach. Mru, prawie erotyzm!
Na defekt mózgu powinna się obrazić albo zapłakać - seriously - ale wiosna naładowała jej akumulatory szczęścia i hepienia z każdego powodu. Nawet takiego, że jest słońce, jest Czarli, jest wiosna i jej zielono-żółty płaszczyk tak pięknie komponuje się z koszulą koloru majtkowego. Orgazm dla ocząt. Wśród hipsterów nawet tak wyglądowo nie odstawała. Zresztą, hipsterzy zajęli się sobą, grając w jakieś dziwne gry, skrable alkoholowe czy inne takie rzeczy. Pijąc z czerwonych kubeczków (americana sto pro) podejrzane trunki. Czarnoporzeczkowe soki z pewnością.
Zajęła się więc tylko Charlie'm, sadowiąc się wygodniej na jego nogach. Ale tak z patykami z boku jej źle było. A tyłem siedzieć też nie wypadało. Więc pewnie z milion razy Charlie miał zaszczyt skosztować jej farbowanych włosów doustnie i dogałkoocznie oraz poczuć wbijanie kości w przeróżne części swego boskiego ciała, aż w końcu Sofka znalazła pozycję idealną.
Mianowicie nos w nos i czoło w czoło z Lisowatym, w pięknym szpagacie na nim siedząc, a właściwie prawie obejmując go nogami w pasie. Acz nie przytulała się do niego, tylko kopała obcasami bucików w błoto za jego plecami. Jedną rąsią się podpierając do tyłu. Żeby uniknąć takiego erotycznego wtulenia w niego, jakie to się uskutecznia w czasie stosunków erotycznych. Czasami.
- Wiosna. Zakochałam się - powiedziała, uśmiechając się szeroko i sięgnęła do kieszeni kurtałki po opakowanie MALINOWYCH (!!!) papierosów. Przez co równowagę straciła i asekuracyjnie objęła nogami w pasie Charliego, co by nie gibnąć się na plecy na świeżą trawę/błoto/hipsterów. Lecz powróciła do względnego pionu. Po chwili. - Co robiłeś od balu? Streszczenia żądam - zgodnie z treścią, zażądała, wkładając w usta swe papierosa i zanim zdążyła szukać zapalniczki, jakiś przechodzący człek z brodą i różową bluzką podpalił jej owe narzędzie do produkcji raka. Za co uśmiechem się odwdzięczyła dość żulerskim, z filtrem między zębami. Po czym znowu oczętami na Charliego powróciła. Wyczekująco. Radośnie.
Powrót do góry Go down
Charles III Paddington
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 125
Join date : 02/02/2012
Skąd : London

PisanieTemat: Re: Soho Square   Sro 7 Mar 2012 - 17:39

Przyciumkał do ust zamek kurtki czarnej z kapturem czarnym, która miała zdecydowanie więcej wspólnego z latem niż przebiśniegową pogodą NOALE. Charles i Sofka w jednym miejscu to zawsze jakiś chorobotwórczy czynnik, sanki powiedzmy, kiła i rzeżączka powiedzmy. A dobry nastrój nie opuszczał, a wręcz w bezpodstawną ekscytację obrósł pod wpływem sofkowej obecności.
- Śpijmy dziś na dachu - rzucił, zezując między dziewczęciem a przemiłym Blake'iem, przez którego obecność poziom biseksualizmu w błękitnej krwi paddingtonowskiej podnosił się niebezpiecznie. I jeszcze większą ciepłotę powodowała. Ale to nic, pewnie zaraz Sofka wyleje na ufryzowaną główkę Czarliego kubeł zimnej wody. Wraz z kubłem, który roztrzaska się - tak w ramach doprowadzenia do porządku. Bo skoro telepatii nie dezaktywował, to o jego pociągach nie-tylko-do-niej obiło się jej o mózgownicę. Ale to nic, skoro byli takimi trufriendsami, co to sikają razem wspólnie w jednym kibelku i się nawzajem smarują bitą śmietaną po sutkach to i o jego skrzywieniu raczej dziewczę wie.
Raczej.
- Zakochałaś się - nie spytał a stwierdził, oceniając po twarzyczce tak w niego wpatrzonej (miód dla oczu, no przecież), tak rozanielonej, tak palącej... papierosy? Bicz pliz. Dni jak ten należy witać całym zielono-crusherowym asortymentem. Z malinowym tytoniem, mrauł. Co tez kilkanaście minut temu Charles uskutecznił przecież. Sam, co smutne, ale dwa razy, co przemiłe. W KAŻDYM RAZIE - Sofia zdawała się podekscytowana maks nawet w jego zjaranej ocenie, ale nie potrafił rozgraniczyć aktualnie jarania-maks-bez-powodu, kiedy to każde słowo, spływające z tych roześmianych obecnie ust należało brać z przymrużeniem zakałapućkanego oka od jarania-maks-na-serio, bo się coś stało. Coś o czym Paddington nie wie.
- O czym nie wiem? Chcę wiedzieć, bo lubię - zmarszczył brwi i czoło i z ust jej wyjął papierosa i zaciągnął się krótko i z powrotem w wyjściowym punkcie umieścił. Ostrożnie. Mimo bycia szalenie zwichrowanym. - Bal był dawno, dziecię. Nie pamiętam i nie chcę, ale coś z afterem było. Znaczy chyba nie dojechałem i chyba zamieszkałem tymczasowo u - wychylił się zza Sofki, szukając wzrokiem dziewczęcia z kruczoczarnymi włosami do pasa i przedziałkiem na środku - niej - wskazał ową lasię palcem, uśmiechając się rozczulająco. I nostalgicznie. Po czym już tylko i wyłącznie do Jelonka się zwrócił.
- Ma kolczyk w języku, wiesz? - wyszeptał rozemocjonowany, zagryzając z radochy dolną wargę. Na pewno aktualnie przed oczyma mijały mu obrazy z kilku ostatnich nocy wyciągnięte, rozciągnięte i zdecydowanie również przed Sofkowymii oczami obnażone. Nie robił tak specjalnie!
Powrót do góry Go down
Sofia Seiler
Uczennica
avatar

Liczba postów : 105
Join date : 01/02/2012

PisanieTemat: Re: Soho Square   Sro 7 Mar 2012 - 18:51

- Dach, tak, tak, tak - zgodziła się wręcz ekstatycznie, majtając nogami w powietrzu. Dobrze, że Charlie kurtałeczkę miał czarną i zapewne skórzaną (pro motocyklista), bo gdyby przywdział coś jaśniutkiego, to by cały swój szlachetny tył miał w świeżej, soczystej zieleni. I brązach. Podobno najmodniejszych w tym sezonie, co potwierdzała kolorystyka stroju Sofki - bo była wręcz przeciwna. W sumie, dobra wyrocznia z niej mody. Wiadomo, że to co Seiler ma na sobie - nie jest modne (ale będzie za jakieś dwa lata) i dysklasyfikuje Cię z elitarnego towarzycha. Chyba, że cenisz sobie ekstrawagancję wszelaką.
W modzie i w obyczajach. Niechlubnych. Takich z rodzaju żeby życie miało smaczek raz dziewczynka raz chłopaczek. Co Sofkę przyprawiało o wielkie wewnętrzne fuuu i odrzucenie. Była homofobem, ale cicho, nikt o tym nie wiedział.
Nic więc dziwnego, że widząc niechcący (bo się nie skupiała, naprawdę! po prostu pieprzone przebłyski!) jakieś tam zawirowania z tym przystojnym chłopaczkiem JEJ WŁASNEGO PADDINGTONA, wzięła głęboki oddech (z nikotyną) i wypuściła dym na twarz swojego jednorożca. Z oburzeniem. Świętym. I zdegustowaniem. Potężnym. Po czym pacnęła go w policzek dłonią. Pacnęła, nie uderzyła. Tak, jak klepie się niegrzecznego rumaka/ogiera, ihahah! Coby wzmocnić kowbojski przekaz, uniosła nieco biodra i wbiła tyłek w jego uda. Boleśnie zapewne. Żeby go przywrócić na drogę hetero.
Zapewne rozpoczęłaby nawracanie dalej, ale Charlie poruszył zakochaniowy temat i chęć skrzywienia się jej minęła.
- Blaise'owi spodobała się moja bielizna - powiedziała mu szeptem do ucha, prawie, że przypalając sobie włosy. Więc rękę sztywno za siebie odrzuciła. A szeptała cicho i radośnie i tak bardzo dziewiczo. Jakby Ten Cud powiedział, że ma fajną okładkę zeszyciku albo coś podobnego.
Westchnęła lekko na wspomnienie platoniczne, afterpartowej nocy i przeciągnęła się rozkosznie.
Lecz znów nie dane jej było pomasturbować się emocjonalnie i wyobrażeniowo, bo Charlie coś tam zaczął pokazywać na tą czarną prawieżegotkęhipsterkę z włosami do pasa. Lecz pokazywanie tutaj nie równało się niestety pokazywaniu myślowemu.
Przez co Sofia Seiler otworzyła oczy szeroko-szeroko i na jej twarzy wykwitł wyraz dość skomplikowany. Najpierw zszokowania (czystego), potem zażenowania (mocnego), potem zaciekawienia (naprawdę ma takie piersi? w sensie ta lasia?), po czym jawnego zawstydzenia (widząc zbytnie szczegóły Charliego dość wyraźnie w rejonach okołotwarzowych lasi).
Zakończyła ten festiwal min oburzeniem i zazdrością. Którą na pewno szalenie sprytnie chowała. Znów wierzgając nogami, lecz teraz po to, by się od tego zbereźnika odsunąć jak najdalej i najlepiej obrzucić go błotem.
Bo nie była zazdrosna miłośnie (chyba). Paddingtona traktowała...własnościowo. I co innego jakieś tam homomizianki (które też mu z łebka wybić chciała), co innego jakieś tam seksy lisowe, a co innego zamieszkiwanie/nocowanie/spędzanie czasu z kimś innym. Niż ona. I Kai. To ją niemal dogłębnie zabolało. I jak na Jelonka przystało, prawie by się popłakała złotymi łzami. Lecz jak już się odsunęła od Paddingtona prawie, że pod sąsiadujący z wesołą grupką jesion czy inny drzew, trochę się uspokoiła. I zauważyła, że papierosa zgubiła.
- Jesteś obleśny - mruknęła, podwijając rękawy kurtałki, zakładając dłonie na piersi i ociekając emocjonalnością i czpurnością. Normalnie powzięła postanowienie nawet. Że się przefarbuje na czarno. Czarniej niż ta szczupła lasia. Czarniej niż noc. I wtedy Charlie zobaczy. Nie była pewna co, ale zobaczy.
Powrót do góry Go down
Charles III Paddington
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 125
Join date : 02/02/2012
Skąd : London

PisanieTemat: Re: Soho Square   Czw 8 Mar 2012 - 23:33

Skórzane okrycie wierzchnie to coś, czego Charles Paddington mógłby w drodze wyjątku się dopuścić. Dla Sofki. Mimo iż takowy twór przemysłu odzieżowo-lumpeksowego rujnował kompatybilność jego cery, ufryzowania i so indie na tyłku zwisających spodni. Tak ociupinkę, tak idealnie całkiem. Pod warunkiem, że nieznaczny ściągasz przy dole i rękawach miała. Coby tak chamsko sobie nie odstawała, a w ramach uciekania unikatowością kieszeń na piersi naszyta do góry nogami (dnem?) była.
W przeciwieństwie do Sofii, która to swe zacne wychudzone dno miała zdecydowanie na swoim miejscu. Potem nie. I zaraz potem znów. Boleśnie! Na tyle, że otwierający usta w celu wyspowiadania się dziołszcze ze swych najgrzeszniejszych myśli i fantazji obupłciowych Charlie - dziabnął się mocno w język. Też boleśnie, acz niechcący. A oburzona i mordem przesiąknięta twarz Paddingtona była dość jasnym uzewnętrznieniem wewnętrznych żali, goryczy i smuteczków.
- Masz mnie tolerować. A nie... - syknął, w ramach kary za karygodne fizyczne skarcenie jego osoby, położył dłonie na sofkowych policzkach zaróżowionych i ścisnął je mocno. Pozostawiając jelonkowatemy tokowi rozumowanie szerokie pole manewru do interpretacji rzuconego " a nie...". Bo jak nie akceptuje to się w dupsko cmoknąć może i seksić z...
- Blaise? - jakby mógł to by pytająco brew uniósł, ale stracił czucie większości części zacnego lica. - Ej Sofija, nie czuję ust - dorzucił całkiem na temat, uwalniając buźkę dziewczyny od jego boskich, leczniczych i w ogóle proelo dłoni i chwycił w dwa palce swa dolną wargę, próbując poczuć. - Dziwne rzeczy. Dziwna bielizna. Nie nosisz już sportowych staników? - śmiertelnie poważnym i śmiertelnie ryzykanckim wzrokiem obrzucił Sofkę, a konkretniej jej górną część, a konkretniej okolice mostka. Po czym nie odrywając od ów miejsca oczu przekrzywił głowę lekko w lewo, dość ORDYNARNIE i ZAUWAŻALNIE porównując je myślowo z biustem indiańsko-orientalnej brunetki. Która pachniała bzem. Yennefer się nazywała.
Po czym uznał, że przesadził mocno i wysilając się potężnie pozwolił mackom swego pięknego umysłu wpełznąć do głowy Sofki i odpowiednie trybiki przełączyć. Żeby głucha była na myśli. Większości - poza Yennefer. Hue hue.
- Kim jest Blaise? I dlaczego z nim wiążesz dwa obce ci sformułowania czysto teoretyczne dla wszystkiego co seilerowskie? Zakochanie? Uwidoczniona bielizna? Puszczasz się - błyskotliwie zauważył, asekuracyjnie unieszkodliwiając dziołszkę poprzez objęcie ja swymi witkami. Tak ze trzy i pół raza, w końcu w biuście z dwadzieścia centymetrów miała HE-HE.
Wiedział, że unieruchomiona kobiecina jest na czas krótki i obezwładnione ramiona zaraz pod wpływem mordęgi gimnastykowej znajdą się na jego osobistycznej głowie. Okładając ją bez pardonu. Samobójcze zapędy były dla stanu względnego zakałapućkania, jaki reprezentował aktualnie Charlie, normalne. A przy okazji miał lepsze widoki na potencjalne obiekty zainteresowań. Znaczy jeden potencjalny. Bo drugi zdecydowanie z to do list skreślony.
Powrót do góry Go down
Sofia Seiler
Uczennica
avatar

Liczba postów : 105
Join date : 01/02/2012

PisanieTemat: Re: Soho Square   Pią 9 Mar 2012 - 10:54

Erotomańskie i ociekające zboczeniem (oraz niewiadomojeszcze czym ociekające, br!) dłonie Charliego na swojej dziewiczej twarzy - to nie było mądre posunięcie z jego strony. Naprawdę. Może i unieruchomił na chwilę jej twarzoczaszkę, zapobiegając wypowiedzeniu wielu fraz w stylu to można leczyć , ale nad jego głową zebrały się czarne chmury. A gniew Sofi Seiler to nie jest błaha sprawa.
I na pewno ważniejsza, niż jakieś tam zdrętwienie języka czy plucie krwią błękitną.
Gdy Charlie obrzucał ją spojrzeniem chamskim do cna kości, bezczelnym i krzywdzącym, Sofia poczuła się źle. Jak towar na targu. Gdy myśli Charliego dorzuciły masę kurewsko chamskich2 porównań, Sofia poczuła, że potrafi zabić. I że albo się rozpłacze tak, że wszyscy się tutaj potopią (bo Soho Square było w dolince ładnej) albo sprawi, że Paddington cierpiał będzie szalenie a cały ród jego wyginie zanim jeszcze się pocznie. Nawet z jakąś indiańską Yennifer, nawet z biustem rozmiaru podwójne D czy tam Z, whatever.
Już nawet nie zabolało jej wytknięcie sportowych staników - które zaprzestała nosić niecałe dwa miesiące temu, po tym, jak Chloe niechcący widząc ją przebierającą się przed zajęciami prawie umarła z zdegustowania i zabrała ją łaskawie na zakupy - ale to porównywanie. Bo Seiler unikatowa była. W każdym wypadku-przypadku. I kto jak kto, ale Charlie o tym wiedzieć powinien.
I jeśli ten kto jak kto myślał, że Sofię okiełzna swoją wątłą muskulaturą oraz siłą fizyczną godną Heraklesa, to się srogo pomylił.
Bo Sofka zamiast się elegancko wywinąć z uścisków przyjacielskich, ładnie się przehuśtała po nim, tak, że leżał teraz na plecach na wiosennym błocie, a ona wbijała mu kolana w brzuch. Na razie.
- Jesteś beznadziejny - powiedziała z powagą i mocą u niej niespotykaną - coby Charlie wiedział, że Sofia nie żartuje - i zwinęła rąsię w piąstkę. Po czym z całą swoją wątłą siłą przypieprzyła Paddingtonowi w prawy policzek. Aż trzasnęło (w jej kostkach, ale cii). Zapewne ją bardziej zabolało niż jego, ale była pewna, że piękny fioletowo-żółty siniak wykwitnie pod ślicznym oczkiem na dość długo, ubarwiając jego życie. Dosłownie. Żeby wzmocnić przekaz (mnie się szanuje i nie porównuje z Twoimi brzydkimi lasiami) kolano z seksownego brzucha przesunęła niżej i docisnęła. Z delikatnym uśmiechem na ustach, jakby mu sprawiała oralną przyjemność kolanem, niemalże.
Jednak nie chciała go zabić, więc po tej szybkiej akcji - którą mniej ujarani hipsterzy przyjęli gromkim milczeniem, szkoda, że już ich myśli znać nie mogła - przekulała się z niego na ziemię, jak gdyby nigdy nic po turecku siadając, słodko się uśmiechając i bolejącego Paddingtona podziwiając. I po główce go głaskając.
- Nie znasz Blaise'a? - spytała z niedowierzaniem, kontynuując słodką pogawędkę, jakby właśnie nie sprawiła mu fizycznego bólu. W zamian za sprawienie psychicznego bólu jej, sprawiedliwość.
I naprawdę zdziwiona była. Co jak co, ale Collierów się znało i nawet taki nieogarniający Lis jak Charlie musiał go kojarzyć. Chociaż Blaise jakiś ultrasuperpopularny nie był. Acz dziewoje do niego wzdychały gęsto. I nie tylko dziewoje. Dobrze, że był hetero. To znaczy, oby. - Wysoki, brunet, przystojny, gitara, kopia fizyczna tego Aidena, tylko bez blizny - mistrz opisu Seiler w akcji.
Oderwała dłoń od jego włosów i poprawiła sobie kurtkę, nieco zawichrowaną przez zawichrowania bijatykowe.
Powrót do góry Go down
Charles III Paddington
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 125
Join date : 02/02/2012
Skąd : London

PisanieTemat: Re: Soho Square   Pią 9 Mar 2012 - 18:04

Spojrzenie Charliego - a owszem - chamskie bywało. A owszem, wkierunku Sofki również, a owszem, nierzadko bez konkretniejszego powodu. Nigdy never ever naomiast nie bywało krzywdzące. Charlie Trzeci usposobienie ma raczej barankowo łagodne i miodem ociekające (żadnym zboczeniem!) i jak przystało na pełnego niejasności i niedokonkretyzowań (!), natury przeróżnej, chłoptasia - aż tak konkretnego przekazu wzrokowego nie mógł wywierać. Nie potrafił i zdolny nigdy nie będzie do krzywdzenia oczętami jego osobistycznej towarzyszki życia, może z niej niewerbalnie szydzić łamane przez krytykować łamane przez adorować łamane przez wyznawać uczucia do których się nie przyzna, chyba że wydulda na raz pół flaszki karaibskiego rumu. Na dachu. Na którym będą dziś spać.
Paddington jest męski. Paddington przyjął kolosalne uderzenie z miną pokerzysty. Takie odrobinę szokniętego i zdezorientowanego pokerzysty, który właśnie z paniką wylewającą się z mimiki twarzy przyznaje się do porażki.
Pokerfejs ma ograniczenia. Czasowe i anatomiczne. Bo o ile cios Sofki w prawy polik wywołał fale bólu egzystencjalnego z pogranicza zawiodłem się, nie rozumiem, ale toleruję wszystko w duecie z wyrazem twarzy owe myśli uzewnętrzniającym, o tyle kop w krocze gwarantował boleści. Sofka koścista była w każdym calu ciała jelonkowatego, a do wymierzenia uderzenia trwożącego i skręcającego trzewia musiała wybrać część tę najkościstą, która miała pozostawic bolesny uraz psychiczny do końca życia.
Która to myśl zdała się Charles'owi totalnie dramatyczna i założył, że całkiem męsko zachowałby się, gdyby przyszło mu uskutecznić wylew łez i płaczu i rozpaczy i wyrzutów sofkowego sumienia, ale nie myślał ładnieskładnie z racji tetrahydrocannabinolu, więc ograniczył się jedynie do wrzasku-wniebogłosy prosto w niebo wystrzelonego i natychmiastowego przyjęcia pozycji embrionalnej. Na skutek czego jego zginające się kolana popchnęły Sofię, która - mimo wcześniejszego oddalenia niewielkiego - początkowo wylądowała praktycznie całą sobą na twarzy Charliego, który to cały on dość harmonijkowo się z nią zespolił, ignorując jej kolejne słowa tymczasowo. A witki lisio-jeleniowe wierzgały tu i tam. A hipstery już luszczanki firmy sony wyciągały i trójkąty równoboczne uskuteczniać chciały.
- Będziesz mi do chuja pana okłady z lodu zapewniała, dręczycielko szlachetnego ciała - warknął, przeturlawszy się na bok, nie omieszkując zabrać jej ze sobą, tak iż cała seilerowska egzystencja upaprana w trawsku została, a on... uniósł się nad nią na ramionach wyprostowanych i siadając okrakiem na dziewczęciu przycisnął jej nadgarstki do ziemi. - W dwóch nienaruszalnych acz tkniętych miejscach! Ciebie nie rozumiem - wycedził, wpatrując się z emfazą w agresora, po czym odwrócił się nieco za siebie - a od ciebie się wyprowadzam! - krzyknął w eter, przypominając sobie jak brzydki pępek Yennefer posiada. I o słowach przed jego aktem zemsty przez Sofię wypowiedzianych.
- Nie istnieje coś takiego jak kopia fizyczna Aidena Colliera - skrzywił się jawnie zniesmaczony, poluźniając nacisk na nadgarstki dziewoi i pozwalając jej łaskawie powrócić do pozycji półleżącej. Tak, by on sam mógł ułożyć rozczochraną głowę na jej łonie. Bo skoro podjęła temat Colliera, to musiała pozwolić mu na marzenia. I oczęta wlepione w nieboskłon. Tak romantycznie bardzo. - Robi ci ciepło w żołądku? I świerzbiąco w rączkach? - mruczał, mruczał coraz bardziej mrucząco, sugerując i wspominając na zmianę. - Chcesz stracić z nim dziewictwo? - przełknął ślinę, przymykając oczy. Ach to słońce. - Z tym Blaisem znaczy.
Powrót do góry Go down
Sofia Seiler
Uczennica
avatar

Liczba postów : 105
Join date : 01/02/2012

PisanieTemat: Re: Soho Square   Pią 9 Mar 2012 - 18:50

Gdyby Sofia Seiler gotowa była na rozmyślania i rozkminy, zapewne jej mózg poruszyłby szalenie istotny temat. Mianowicie: dlaczego każde spotkanie z jednorożcem musi kończyć się przemocą fizyczną na mniejszą (często) lub większą (częściej) skalę. Z okazywania której obydwoje wychodzili poturbowani, acz z uśmiechem na ustach, gotowi wręcz, by wkroczyć na zajęcia opanowania gniewu prowadzonego przez jakiegoś Dukana.
Teraz więc Charlie opanowywał jej gniew, tarzając ją w zielonej trawie. Żegnaj, kurtałko. Żegnajcie, śnieżnobiałe zakolanówki (teraz wyglądające bardziej jak zapleśniałe). Żegnaj, różowa koszulino, która się teraz podwinęła (dobrze, że rajstop Sofka nie posiadała, bo takie wystające zza spodni są potworne, nawet dla seilerowskiego dziecięcia) i rozpięła na piersi. Wszystko do prania, co równało się przebarwieniu.
Jęknęła ciężko - nie wiadomo, czy dlatego, że została przygnieciona, zmaltretowana i zmolestowana, czy przez stratę piękna ubioru - nie odwdzięczając się już Charliemu za bardzo. Takie tam przyjacielskie machanie palcami po twarzy, pure love and clear intentions. Lecz spacyfikował ją nie do końca siłowo, a słownie, wypowiadając Yennifer służbę. To znaczy, mieszkanie. To znaczy - Paddington wracał na łono Jeleni. A na łono Sofi wręcz dosłownie.
W przypływie typowej dla brunetki (!) czułości powojennej (zawsze po największym fajcie miała rozbudzone instynkty macierzyńskie), złapała Charlie'go za włosy i kontynuowała delikatne głaskanie. Zero erotyzmu w takiej pozycji, naprawdę.
- Lody, dwa miejsca, zajmę się nimi - powiedziała nieco bezsensownie, jedną dłoń kładąc na jego oczach w imitacji zajebistych okularów przeciwsłonecznych (i proniewidomych) zrobionych z LUDZI. Hipster.
Sama wolała rozkoszować się tęczowymi kręgami latającymi jej przed oczętami. Prawie jak narkotyki, tylko, że ekologiczne takie. I za darmo.
Podumała chwilę nad słowami Charlie'go. - Robi się. W rączkach też. Ale to raczej ckliwe marzenia, bo on ma do wyboru panien tysiąc. A ja taka z biedoty pochodzę. Chyba, że się ze mną ożenisz - zaczęła snuć sprytne pomysły, umożliwiające małżeństwo z Blaise'm, a nie jakiś mezalians, przez który zostaliby wyklęci i pozbawieni setek milionów funtów brytyjskich. Nie, żeby jej na kasie zależało.
Kwestię dziewictwa za to ZNACZĄCO przemilczała. Bycie dziewicą wstydliwe przecie było i Charlie nie powinien o takiej traumie wspominać i ją zawstydzać, tylko coś z tym zrobić powinien. W sensie niedosłownie. Tylko jej szansę zwiększyć na doznanie tej szalonej przyjemności.
Powrót do góry Go down
Charles III Paddington
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 125
Join date : 02/02/2012
Skąd : London

PisanieTemat: Re: Soho Square   Sob 10 Mar 2012 - 20:35

Na rozkminy aktualnie Charles III Paddington gotowy BYŁ. Warunki idealne, warunki zakałapuckane, warunki majace mało wspólnego z logiką i chłodnym obiektywizmem. W każdej kwestii. Totez jakikolwiek Sofia Seiler poruszyłaby temat (nawet nieświadomie, nawet jedynie ów poszturchając, nawet jedynie w przejętej paranojami głowie Charliego), odpłaciłby się sowitym wynagrodzeniem w postaci interpretacji z granicy rozsądku i człowieczeństwa.
Może dlatego chamstwem się pochwalił kilka minut temu. Kilak minut przed BŁOGOŚCIĄ, która opanowywać się go zdawała od obutych w designerskie proelo konwersy z (BRITISHBRITISHBRITISH) The Who edycji limitowanej stóp aż do ogarniętej, artystycznym i zdecydowanie zamierzonym, nieładem głowy. In- and outside nieładem.
Toteż myśli miał tylko grzeszne. Tak chwilowo, bo przecież świadomy BYŁ, że wysłuchuje słów przyjaciółki (co brzmi fuj i nieadekwatnie do rzeczywistości z kontenerów relacji wyciągniętej) i że nie ma prawa w chwili obecnej prowadzić barwnych imaginacji ewentualnego (po)życia u boku Colliera Starszego. Który musiał mieć coś adonisowego w sobie, totalnie.
- Jak się spikniemy - rzekł, po kilku uspokajających rozszalałe hormony ddechach - to z biedoty pochodzić dalej będziesz - zauważył błyskotliwie, analizując ciemnotę wnętrza dłoni Sofki. Których z początku nie zauważył. Zastanawiał się nawet przez chwil kilka czy coś złego się nie stało z nim, oczyma i wpływem trawska na jego (bo)jaźń. Bez paniki się obyło. - Ale mogę puścić plotę - jak straszliwie to fujbrzmi - że masz wyjątkowo zręczne paluszki. Na tyle, żeby rangę gwałciciela gitarowych akordów ci to przypinało do czoła - wymruczał, przybierając ton tylko odrobinę perwersyjny, acz zupełnie poważny. Charakterystyczny dla chwil, w których jarzeniówkowo rozbłyskiwała mu niecna myśl zrujnowania czyjegoś żywota, choćby na chwile, choćby zwyczajnym blefem, zawsze nieszkodliwie zrujnować. kwestiach mało istotnych - z reguły. - Albo bielizny, jak wolisz - wzruszyłby ramionami, gdyby czuł.
A obecnie przejmowało go niepokojące uczucie alteregowania się. Charlie stawał się magnesem. Który przyciąga glebę, od której nie może oderwać rąk, których chciał użyć do odpalenia papierosa, na którego miał ochotę.
Ochotę i potrzebę.
Paddington zdawał się od słowa do słowa coraz bardziej powątpiewać w swój heteroseksualizm, a że "Collier" to dość istotne słowo - istotnie wpłynęło na charlieowską orientację. W terenie ofc, bo odrobinę zakręciło się Lisowi w głowie od kołowrotku myśli i fantazji z pogranicza ekstremalnych. I niemoralnych, z czym Charlie ma problem. Jezu, jak Kai ma łatwo ze swoim mamtowdupizmem.
- Pomóż mi zapalić - jęknął zrezygnowany łamane przez przerażony, decydując się na przeczekanie owego niekontrolowanego przyciągającego aspektu swej cielesnej egzystencji. Który minie. A Charlie znów będzie mógł tańczyć kankana. Albo rumbę. Z Aidenem Collierem. Mrrrrrrr
Powrót do góry Go down
Sofia Seiler
Uczennica
avatar

Liczba postów : 105
Join date : 01/02/2012

PisanieTemat: Re: Soho Square   Nie 11 Mar 2012 - 10:06

Dobrze, że Charlie myśli Sofki wyłączył (te niedotyczące Yenn, w sensie?), bo na ich grzeszność by się przekręciła boleśnie i rozpoczęłaby proces nawracania. Byłaby zdolna wykorzystać do tego nawet wdzięki głupiej blondynki z którą mieszkała. Albo kogokolwiek płci żeńskiej i pięknej i powabnej i PRAWIDŁOWEJ.
Ale na szczęście jej umysł był teraz cichy, mogła więc ładować słoneczne akumulatory, uśmiechać się szeroko i gładzić miękkie włosy Charliego, żałując, że nie ma ich dłuższych. Bo wtedy mogłaby mu warkocze pleść i kucyki robić i czesać i stylizować także fryzurowo, tak, by zdobywał serca niewieście bez problemów.
Jakby teraz jakiekolwiek miał, hm.
Na jego insynuacje bardzo niemoralne, zmarszczyła brwi. Szczerze wątpiła, by jakikolwiek jeleń zrozumiałby tak sprytnie zawoalowane podteksty, ale whatever. Skoro Charlie ze szczerego złotego lisiego serca pomóc jej chciał, to nic przeciwko temu nie miała.
- Ale Sofia Paddington brzmi jak stacja metra - pożaliła się smętnie, nieco unosząc biodra, bo jednak zimno jej od ziemi było odrobinę. I w nagie uda. Jednak ubieranie się zgodnie z prognozami pogody należało uskuteczniać grzeczniutko, a nie szaleć z szortami przy temperaturze stopni pięciu. Westchnęła rozdzierająco.
Po czym się skupiła. Na tonie paddingtonowskim. Dość...rozerotyzowanym. W sensie: nie rozerotyzowanym do niej, ale rozerotyzowanym myślowo. Przebiegła w myśli swoje wcześniejsze kwestie i westchnęła ponownie, tym razem ze świętym oburzeniem.
- Ty też? W sensie wzdychasz do niego i masturbujesz się przy jego zdjęciach? - jęknęła, zabierając z jego głowy swoje świątobliwe dłonie i przykładając je w dramatycznym geście do skroni. Geście, którego adresat widzieć nie mógł. - Jest was miliony, ja naprawdę nie rozumiem d l a c z e g o on. - spytała zmartwiałym głosem. Przeklęta zdolność. Czytania w myślach napalonych nastolat. I nastolatów.
Jednak przyjaciółką była wspaniałą i mimo swojej niechęci do wszystkiego co męskie w męskich ramionach Charlie'go, sięgnęła do kieszeni kurtałki i wyciągnęła hipsterskiego papierosa. Którego do swych ust włożyła i odpaliła, zaciągając się. Na zapas. Po czym dość chaotycznie machając dłonią, włożyła go także i do ust Charliego. Na oślep. Przez co mógł przeżywać chwile stresu, czy zaraz mu oczodołu brunetka nie wypali.
Powrót do góry Go down
Charles III Paddington
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 125
Join date : 02/02/2012
Skąd : London

PisanieTemat: Re: Soho Square   Nie 11 Mar 2012 - 12:25

Pewnie, że dobrze że wyłączył. A teraz to już nawet sygnału indiańskiej Yennefer jej poskąpił. Z racji, że brunetka-naturalna zdawała się być małym zagrożeniem dla brunetki-farbowanej, prowokacja wyszła Paddingtonowi jedynie odrobinę, nie wystarczająco by mieć okazję do powzięcia próby ugłaskania rozjuszonej Sofki. Bi się nie rozjuszyła. Mimo ściemy, jaką Charlie puścił w swej osobistycznej snobistycznej głowie, wyobrażając sobie bez najmniejszych skrupułów umilania sobie wzajemnie życia. Ale nie. Może i rzeczywiście u Yen jak dotąd pomieszkiwał (AŁ, bo to czas przeszły, do Sofki wraca), ale ani jego niewątpliwa atrakcyjność, ani błyskotliwa konwersacja, ani nawet próba wykorzystania umiejętności serwowania masażu erotycznego zdawała się nie ruszać owej kobieciny długowłosej i -nogiej. Gdzie podział się heteroseksualizm?
Toteż problemy MIAŁ. I gdyby mu Sofka zasugerowała, że to raczej wątpliwe, to oburzyłby się wielce i zarumienił. Charlie posiadaczem wyjątkowo zaawansowanego męskiego ego. Wielokrotnie na próby wystawianego. Uroki przyjaźni z seilerówną part one.
A part two to to, że nawet jak zignoruje jej słowa to się nie fochnie tylko ewentualnie punchem przyłoży i powtórzy tak, coby posłuch uzyskać. Z tej racji mógł aktualnie swobodnie zlekceważyć nazwiskowe dywagacje Jelonka i słuchając jej dalszych słów ubolewać nad jej nieodżarnięciem.
- I sit all day on my Sofia smoking weed - wymruczał, zastanawiając się: jak-można-nie-jarać-się-Aidenem. Znaczy Charles go nie znosił. Uosobienie szlachciarstwa stosowanego i nadmiernej egzaltacji, święcie przekonany Lisowy był iż Sokół zdobywa aprobatę publiki potęga siły, którą dysponuje i wykorzystuje tak, że piękna cielesność opatula wewnętrzną brzydotę. Snobizmsnobizm i złota zastawa. Fuj. Dlatego Miś Paddington poczeka aż zrujnuje sobie młody bóg życie, coby docenić wartości niematerialne. A Charlie mu pokaże. Ojjjj, jak pokaże!
- Pokażę ci kiedyś jak to się robi, cnotko poziomu wyższego - wywrócił oczyma rujnując efekt z racji przymkniętych powiek. Jakkolwiek.... nieodpowiednie wydało się Paddingtonowi takie tam Forever Alone Party w kompanii aidenowskiego wizerunku na zdjęciu uwiecznionego - mógł odrobinkę dziewczę przestraszyć. I zasugerować... - Jak piękne to doświadczenie jest! - wyznał szeptem teatralnym, perwersyjnym i nieco konspiracyjnym; w ramach podzięki za papierosa, który trafił do jego ust NIEMALŻE od razu, pomiział Sofke po odsłoniętym i gęsią skórką naznaczonym udzie. Chudym. I trzęsącym się.
Ulokowawszy papierosa między wargami podniósł się z ziemi, odbijając się łokciami, obrzucił Sofię Seiler wzrokiem bardzo karcącym i sięgnął trzy metry w bok, kładąc się praktycznie przy okazji na glebie, po gruby koc, aktualnie niepotrzebny parce, zajmującej się sobą nawzajem gdzieś miedzy turlańskiem. Jedną ręką podniósł sofkowe witki, po czym obwinął dziewczę w jakiś magiczny sposób na tyle, że przypominała dżdżownicę , którą to sobie ulokował na swych własnych nogach. Po turecku ułożonych. I bardzo jeleniowato oparł się plecami o pień dębu czy innej topoli.
- Dlaczego on, się pytasz? Jest podobno fizyczną kopią tegotam Barneysa, czy tam pierwowzorem kopii, którą ten drugi jest - wzruszył ramionami. - Więc dlaczego on? - zaakcentował, parodiując zbolały i niezrozumieniem przejęty ton Sofii.
Powrót do góry Go down
Sofia Seiler
Uczennica
avatar

Liczba postów : 105
Join date : 01/02/2012

PisanieTemat: Re: Soho Square   Nie 11 Mar 2012 - 16:18

Wywracanie oczętami przy zamkniętych powiekach - that's so Charlie. Równie dobrze mógłby biegać na leżąco (co faktycznie czasem uskuteczniali z Sofką i Kai'em w stanie upojenia światem i dietetyczną zieleniną) albo udusić się tlenem. Albo zabić się czymś równie irracjonalnym i niezbędnym w koegzystencji ze światem.
Czyli nie własnym mózgiem, bo obecnie Sofia czuła się tak, jakby na jej dziewiczym łonie spoczywała pusta makówka. Może z wiórami w środku. Z erotycznymi wiórami w sensie. Zapewne wiórami opętanymi chęcią kopulacji z jakimiś tam przedstawicielami gatunku ludzkiego MĘSKIEGO. A nie z nią samą, na której wenerycznej (bogini miłości) części ciała przebywał. Żachnęłaby się ponownie z oburzeniem, gdyby nie jej własna osobistyczna wyobraźnia, podsuwająca jej wizję Charliego na Forever Alone Party (serduszko za słowotwórstwo <3) bawiącego się nieprzyzwoicie z jakąś tam fotografią. Brrr, wrrr...mrau? Sama nie wiedziała jakie KONKRETNIE uczucia kumulują się jej w dole brzucha. Bo ciężko rozróżnić mdłości od budzącej się namiętności będąc dziewicą, rajt?
- Nie musisz mi nic pokazywać, widziałam - tu dotknęła palcami swych skroni - wystarczająco dużo - a tutaj zrobiła wielki gest dłońmi, pokazujący ogrom doświadczeń, płynących z czytania, przypadkowego, myśli jego. Po czym się nieco zreflektowała, że jej olbrzymi gest taki dumny Lis może odebrać dosłownie. Że niby on też takich rozmiarów posiada...ego. Więc sprostowała. Wzrokowo. Spojrzeniem. You know what I mean.
Lecz nie zdążyła się upewnić, czy Charlie spojrzenie załapał, bo się podniósł i zanim spostrzegła niebezpieczeństwo, została spacyfikowana i przerobiona na mumię. A właściwie na Kleopatrę, co się w dywan zawija i potem nago rozwija, wzbudzając furorę u Rzymian czy tam Kogoś.
- JAKIEGO BARNEYSA - dawno już wrzasku w ich relacji nie było, więc Sofka postanowiła przypomnieć Charliemu stare dobre czasy. Nie mogąc go walnąć łokciem użyła broni decybeli. I oburzenia. Nie pamiętać jego imienia? Bicz pliz. - BLAISE'A. On jest jego bratem. I jest uduchowiony i romantyczny i ma gitarę i maluje i ma ŻYCIE WEWNĘTRZNE. Bo ten starszy to wydmuszka, pukniesz i nic - zaczęła rozemocjonowanym tonem, niedwuznacznie na pewno. Zapewne gestykulowała by dziko, jednak dłonie miała ciasno przy ciele. Plus - ciepło było. Minus -uwięziona się czuła. I taka kidnapped. I skłonna do refleksji. Że jeśli ona z Blaise'm, to jeśli Charlie z tym-tamtym, to wtedy, o rety. - Sprowadzę Cię na ziemie, on hetero jest - dodała nieco histerycznie, po czym zrobiła ustami słodki dziubek. Ale nie do buziaka, do papierosa, rzecz jasna.


Powrót do góry Go down
Charles III Paddington
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 125
Join date : 02/02/2012
Skąd : London

PisanieTemat: Re: Soho Square   Pon 12 Mar 2012 - 15:49

Brednie. Brednie i dyrdymały. Mózg charlieowski był po same uszy wypełniony logiką i racjonalizmem. Ba, twory myślowe wręcz się wylewały, pozostawiając po sobie wzbierające kałuże w seksownych zagłębieniach nad obojczykami Lisa. Seksownego Lisa. Który bardzo seksownie się nawet uśmiechać potrafił, nobosory, święcie przekonany był, że unoszenie kącików ust z towarzyszącym temu zwilżeniem warg orgazmogenne zdawać się musiało. Tak, na pewno nie wyglądał jak skrzywiony psychicznie perwers w pożółkłym podkoszulku i spodniami gdzieś w połowie Rowu Mariańskiego. Tłuściutkiego. Charlie nie był tłuściutki. Więc uśmiech był seksowny.
Albo byłby. Bo w sumie zatarła się w jego świadomość granica między imaginacją a rzeczywistym odzwierciedleniem zamiarów.
Pewny był natomiast zupełnie, że aktualnie w tempie dość zawrotnym rozwarł powieki, by z perspektywy piętnastu centymetrów nad poziomem trawska wlepić swe nierozumiejące do końca spojrzenie w twarz Sofii. Był pewien zupełnie, że swe myśli wyłączał przy niej, że nie zwykł raczyć jej obrazami intymnymi bardzo a nawet jeśli - nie mogło to nic wspólnego z Aidenem Collierem mieć. W ogóle ze zdjęciem. To takie prymitywne, Charles polegał na swej wyobraźni. Polegał bardzo. Tak jak na swojej mocy, ufając że również podczas snu funkcjonuje bez szwanku. Bo sypiać im się zdarzało razem. W sensie Seiladdingstner company. I nie byłoby dobrze, gdyby sny okazywały się podświadomym odpowiednikiem myśli i gdyby Sofka uraczona nieoralnymi imaginacjami była. Kaia znaczy.
Skanował jej uroczą i przejętą wewnętrznym dramatem twarzyczkę, szukając odpowiedzi w całkiem pochlebnym uzewnętrznieniu opinii o paddingtonowym... ego. Który może i miejsce przed przeparcelowaniem miało, ale on sobie zapamięta.
- Jesteś nierozsądna - rzucił bez konkretnej intencji, pstrykając w filtr w celu pozbawienia końcówki żarzącej się popiołu. - I destrukcyjna dla mojej bezcennej egzystencji - zazgrzytał zębami, decydując się na zaprzestanie zemsty. Bo on jest bardzo dojrzały. I leniwy. I w swej aktualnej formacji członkowej uwięziony przez magnetyzm wtórny. - Czasem też młoda i głupia. Ale nie martw się, w twoim wieku byłem taki sam, tylko piękniejszy - przyznał tonem dość dobrodusznym, wiedząc, że reakcja Sofii opisana takowym przymiotnikiem nie będzie. Wrzaski, piski i szczypanie. Dzień jak co dzień.
- Kiedyś sprawdzę czy twoja teoria znajduje potwierdzenie w hmm... p r a k t y c e - wyartykułował, świadom jak poważnych i - pewnie- opłakanych w skutkach prowokacji się podejmuje. Ojej. - Hetero. Do czasu, kocie - w rozchylone kusząco wargi seilerówny wpakował swój wskazujący palce, zderzając się gdzieś z krawędzią jej zębów, językiem i migdałkami. A palił dalej. Wesół. - Bo chyba o tym Collierze mówisz...? Spiknął się z taką co mu nie da. Wiem, bo moja-temat-tabu-eks uskutecznia jakąś dziką imitację przyjaźni z Wright - wzruszył ramionami, pewien nastopro, że skoro dziewczyna Colliera mu nie da, to on wcale a wcale do innej dziołszki nie poleci. Tylko w ramiona męskie, opiekuńcze, gotowe i spragnione. Zdecydowanie MRRRR.
Powrót do góry Go down
Sofia Seiler
Uczennica
avatar

Liczba postów : 105
Join date : 01/02/2012

PisanieTemat: Re: Soho Square   Sro 14 Mar 2012 - 12:39

Bo to nie tak, że Sofia Seiler w charlieowskich myślach mogła czytać bezustannie. Na całe szczęście nie posiadała takiej możliwości, chyba, że sam pan i władca paddingtonowskiego umysłu udzielał jej możliwości penetracji bezpośredniej. I wywlekania na światło dzienne setek, tysięcy oraz milionów obrazów, pojawiających się na cudownym materiale, jakim są szare komórki. Czy tam neurony, whatever. Sofia nie była biologiem czy neurologiem i jakiekolwiek naukowe rozmyślania o swej mocy wolała zostawić innym, dziwnym osobom. Takim Sokołom na przykład. Co to tylko książki, wyniosłość, obojętność.
Ona była Jeleniem wesołym, radosnym i otwartym. I potrafiącym grzebać. W umysłach. Chociaż w śmietnikach kilka razy się jej zdarzyło - przez Kai'a rzecz jasna. Więc, nic dziwnego, że w myślach bliższych lub dalszych jej osób wyłapywała także te, dotyczące Charliego. Sporo ich było swojego czasu w umyśle Demarchelier - chcąc nie chcąc musiała więc widywać Paddingtona w negliżu. Niechętnie. Nie z własnej woli! Niby.
Słuchała nieprzytomnego monologu jej najseksowniejszego przyjaciela (sory Kai) z szerokim uśmiechem, nie ogarniając za bardzo treści, jaką usilnie Paddington chciał jej przekazać. Czyli że destrukcyjna była? Ale i tak ją kochał. Widziała to w jego lisich oczętach. I w zachowaniach. Że wolał ją, niż tą całą czarnowłosą. I pewnie ją, niż Leistnera. O, to był dobry temat na wywiad. Środowiskowy.
- Śmiecisz popiołem, to złe dla środowiska. Gdybym się topiła i Kai by się topił, to kogo ratowałbyś pierwszego? - spytała słodko, z jeleniowym sprytem. Czyli groźba zawarta w pytaniu była doskonale słyszalna. Zignorowała nawet - dla dobra sprawy i sytuacji! - niemiłe określenie o jej nie-piękności. Trudno, przefarbowanie się na czerń jest już pewne.
Właśnie miała kontynuować wywód, gdy Charlie powrócił do homoseksualnego tematu. Na wspomnienie którego wierzgnęła dziko i gdyby tylko nie była zawiniętym w koc stworzeniem ubezwłasnowolnionym, zatkałaby Paddingtonowi usta. Skutecznie. Na wieki wieków amen.
Jednak to on miał pełnię i ruchów i władzy i zanim zdążyła wyrazić swoje oburzenie wrzaskiem, poczuła, że coś wybija jej zęby (prawie) i chce spowodować odruch wymiotny ( w sumie dość adekwatny do treści, jakie Charlie jej przekazywał). Niewiele się namyślając ugryzła go po przyjacielsku w palec MOCNO lecz nie na tyle, by mu go amputowali. I, gdy już pozbyła się tym brutalnym sposobem ciała stałego ze swej dziewiczej (już nie) buzi, zaczęła prychać i wyswobadzać się z koca. Tak, że w końcu zawinięta była tylko od piersi w dół, mając do dyspozycji swoje własne osobiste łapy.
- Nie śnij, Charlie. Założę się o milion dolarów - których nie mam - i swoje dziewictwo iż jedyne co kiedykolwiek z nim uskutecznisz to rozmowa o pogodzie - powiedziała wolno i wyraźnie, ucinając wszelkie kontynuacje tematu w zalążku. Poprzez ściśnięcie jego twarzy w podobny sposób, w który on to uczynił niedawno.
Powrót do góry Go down
Charles III Paddington
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 125
Join date : 02/02/2012
Skąd : London

PisanieTemat: Re: Soho Square   Sro 14 Mar 2012 - 21:13

Sofia Seiler zapędy jeleniowate miała. Cóż, Charlie zwykł przyzwyczajać się do jej etatowych huśtawek jeleniarskości stosowanej, że argumentuje po swojemu tylko wtedy, kiedy jej pasuje i że abstrakcyjnie odbiega od tematu. Coby rozjuszyć Charliego. Podczas gdy świadoma jest, że ONA wzbudzić w nim negatywnych uczuć nie zdoła.
Słabiutka Sofka. Bardzo Lisowi bliska. Jakby do nostalgii skłonny Charlie the Unicorn był - z pełnym, całkiem adekwatnym i wzorowym dramatyzmem wzruszyłyby się i zapłakał rzewnymi łzami, głaszcząc dziołszkę po policzku/dłoni/pupie. W ramach... no czułych bardzo ramach.
Ale skłonny nie był. Toteż Sofię Seiler doceniał bardzo... swojsko. W środku i bez zbędnego i niepotrzebnego im uzewnętrzniania. A objawem owego przywiązania permanentnego było to na jak wiele pozwalał... sobie, nie jej. Jak bardzo się czuł, a nie sobie egzystował przy niej. Uwielbił to X lat temu i miał całkiem konkretny zamiar trwać w swym przesiąkniętym kaiowym sofkarstwem jestestwie do samego końca, białej mogiły i kilku stokrotkach. Chciał mieć na grobie stokrotki. Grobie, w którym jego ciała nie będzie bo przecież bardzo pośmiertnie-szlachetnie odda cały wikt i opierunek narządów wewnętrznych i do kremacji się odda. Dobrowolnie. Podczas gdy jego prochy zostaną rozsypane gdzieś nad Atlantykiem.
Prawie jak - o ma duszo liryczno-klamrowo-poetyczna - popiół z papierosa aktualnie rujnujący całą gospodarkę mineralno-wodną dopiero o rozmarzniętej gleby sohowskiej. W którą Charles wbił swe zielononiebieskie oczęta, doszukując się jakichś wyżartych widocznych znaków destrukcji, której dokonał.
- Nie bo ty - zripostował błyskotliwie, uznając iż nie jego oczom przeznaczone są efekty jego skrajnie haniebnych aktów. - Demoralizuję tym Ciebie? - prychnął, unosząc jedną brew nieco bardziej niż drugą i przysięgając sobie w duchu nigdy więcej nie narażać się na gryzoństwo Sofii.
Nad pytaniem, które zadała, nie musiał się długo zastanawiać. Nie prowadził w swej zakałapućkanej główce dywagacji natury psychologicznej i jak tu dyplomatycznie podejśc do rzeczy, bo po prostu nie musiał. Takim sposobem odpowiedź spłynęła z jego jak miód dla sofkowych uszu. Z ust wygiętych w szerokim i tylko odrobinę szyderczym usmiechu.
- Siebie. To proste, Sofijko. Skoro działoby się wam coś złego - podjął wysiłek wyłożenia jak krowie w oborze... czy coś takiego, chcąc gestykulować, ale... nie, mięśnie posłuszeństwa odmawiały całkiem bez endu - to musiałbym być tam też ja.
Zdecydował się na zakończenie swych głębokich i tasiemcowych refleksji w tym miejscu i nawet się zbytnio mrzonkom aidenowskim i wszystkim innym nie oddał. Mężczyźni posiadali umiejętność wyciszenia myśli. Charlie wykorzystywał. I właśnie w czasie jego kompletnego mamtowdupizmu na WSZYSTKO - Sofia Seiler znów i znów prowokuje. Jego samego plus osobistyczne myśli perwersyjne.
- To będzie rozmowa o pogodzie jakiej nie zapomni do końca życia, bejbe - westchnął, czując jak jego intencja o zapomnieniu o wszystkim aktualnie legła w gruzach. Takich całkiem przytulnych. - Sofio - zaczął nagle, nie chcąc oddawać się zbyt ekstremalnym imaginacjom - miałaś o swej miłości mówić. Czy coś takiego - wymamrotał przez ściśnięte seilerowskimi palcami usta. Znaczy zniekształcone. Mocno i boleśnie a bit.
Powrót do góry Go down
Sofia Seiler
Uczennica
avatar

Liczba postów : 105
Join date : 01/02/2012

PisanieTemat: Re: Soho Square   Czw 15 Mar 2012 - 16:10

Och, Sofia Seiler mogła ulecieć w nieskończoność stref powietrznych w tej chwili. Jak balonik. Albo coś balonikowatowatego (mądre słowo). Bo jej serce, duszyczkę i układ kostny wypełniła radość wielka i całkowicie zrozumiała. Charlie ratowałby ją, więc poczuła się prawie jak dziewicza księżniczka, wyratowana z opresji.
Mimo, że w żadnej się nie znajdowała w danej chwili, wesoło i bezpiecznie egzystując gdzieś w rejonach Soho, w ramionach prywatnego obrońcy czci i praw zwierząt, zdrowa jak ryba, rześka jak wiosenny poranek i tak dalej i tak dalej. Ale liczyły się intencje. Że gdyby, że jeśli, że jak terroryzm, głód i tsunami, to że jest ktoś, kto się nią zaopiekuje.
Ją samą i trójką rodzeństwa. I aspołecznym tatuśkiem. Miała nadzieję, że Charlie wiedział, że biorąc ją, bierze komplet Seilerów. A jeśli nie wiedział? Cóż, nieświadomość to cnota.
- Mój najdroższy najukochańszy najpiękniejszy miś - wykonała apostrofę perliście i śpiewnie, ściskając coraz mocniej jego cudną buziuchnę w swych delikatnych dłoniach. I wpatrywała się w niego z BOZIĄ wręcz miłością. I zapewne stan rzygania tęczą oraz lof is in di er trwałby dłużej i postronni obserwatorzy mogliby oskarżyć ich o uprawianie miłości przez spojrzenia, ale Charlie wspomniał o innej miłości. I zburzył całą platonikę chwili. Chociaż może to i dobrze.
Przynajmniej dla niego, bo puściła żelazny uścisk i opadła pięknie na plecy (i koc) w tył, by ufizycznić swój zachwyt Blaise'm. Że niby mdleje na każde wspomnienie o nim i traci zmysły.
Lecz po sekundzie grania rrromantycznej herrroiny wybuchnęła histerycznym śmiechem, podnosząc się do pionu z bananem, ba, całym bananowcem na twarzy i cmoknęła Charlie'go w policzek. Za dużo miłości, zadużozadużo. - Moja miłość jest idealna - powiedziała i już-już miała rozpoczynać monolog, ale...cholera, to wszystko zawierało. I fizyczność i psychiczność. I w ogóle ALL. Jak więc mogła cokolwiek dodać? Że czuje motylki w brzuchu? I opętanie w głowie? I...wszystko?
Pewnie radość trysnęłaby z jej aorty strumieniem, gdyby nie ponowiła uroczego cmoknięcia w paddingtonowski policzek. Chaotycznego. Który jednak uzmysłowił jej fakt. Smutny fakt, że - ...on jest doświadczony - dodała wręcz histerycznie. Często stosowała urywane zdania, zapominając, że nikt w jej myślach czytać nie mógł i że stosowanie takiej urywanej polityki oralnej nie jest racjonalne.
Acz miała nadzieję, że Charlie zna ją na tyle dobrze, że wie o co jej chodzi. Zwłaszcza, że po tych dwóch miłosnych cmoknięciach nastąpiło trzecie. Prosto w usta. Krótkie. Bardzo...dziecięce i Sofkowe. Po czym oderwała znów od Charlie'go swe ramionka i oddała się głębokim kontemplacjom. Smutnym, w zasadzie.
Zbyt smutnym, by można je było kontemplować w tak pięknych okolicznościach przyrody.
-Ale nevermind, pożalę Ci się w bardziej intymnym miejscu - wyszeptała teatralnym tonem, chwiejnie wstając i wyciągając do niego pomocną dłoń. Którą, po rycersku przyjął i dość chwiejnym krokiem, żegnając hipsterów, udali się zapewne z powrotem na teren szkoły.

zt
Powrót do góry Go down
Rufus Brightlight
Uczeń
avatar

Liczba postów : 55
Join date : 26/01/2012

PisanieTemat: Re: Soho Square   Wto 15 Maj 2012 - 20:20

Powoli nadchodził zmierzch, kiedy Brightlight dotarł do Soho Square. Wielki trawiasty plac, nie bardzo oświetlony przypominał teraz ciemno zielone jezioro, po którym pływali na kolorowych kocach co odważniejsi piknikowicze. Małe lampki, rozstawione po parczku w kilkumetrowych odległościach dawały niewiele światła. Jednak w ich bliskiej okolicy wyraźniej już było widać falisty taniec, przypominający trochę ruch meduzy w wodzie, nie strzyżonej już od pewnego czasu trawy. Większe krzewy rozpościerając swoje gałęzie przypominały teraz mroczne czeluści jaskiń, w których czaiło się, na dobrą sprawę, ch*j wie co.
Zapewne to właśnie przyciągnęło chłopaka w to miejsce. Wczesnowiosenna pogoda najwyraźniej nie dawała mu się we znaki. Blondyn chętnie wychodził na słońce, niczym leniwe kocisko, łapać jego pierwsze, ciepłe promienie nieśmiało pełzające po ziemi, jeszcze w pełni nieuformowane do późniejszego, letniego szaleństwa. Chociaż teraz, przecież, słońce ukryło się za horyzontem kilka godzin temu i nie zamierzało pokazać się przez kolejne kilkanaście.
Przysiadł na jednym z kamieni ułożonych na wzór szamańskich kręgów nieopodal małego oczka wodnego, w którym odbijał się mętny obraz jednego z drzew rosnących obok. Wyciągnął z kieszeni eleganckiego, czarnego płaszcza, sprawiającego, że Rufus przypominał odrobinę postać z jakiegoś niepokojącego filmu paczkę papierosów. Druga kieszeń, jak się okazało, skrywała srebrną zapalniczkę Zippo, którą odpalił papierosa. Chwila, dwie spędzone w samotności i chłopak zamierzał udać się do kolejnego pubu w centrum.
Powrót do góry Go down
Ivieth Pirell
Uczennica
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 14/05/2012

PisanieTemat: Re: Soho Square   Wto 15 Maj 2012 - 20:30

Dzisiejszy wieczór nie zamierzał mu pozwolić ani na chwile samotności ani na spełnienie dalszych planów jakie zapewne podświadomie kreował. Dzisiejszy zmierzch, powietrze, dzisiejszy nastrój w parku, wszystko to mimo swojej słodikiej przyciągającej aury spokoju - dziś wcale spokojnym nie było.

Ivieth brnęła przez wyrośniętą trawę. Coś co dla wszystkich normalnych ludzi na ziemi było jedynie zaniedbanym przez miejskich ogrodników trawnikiem dla jej stóp okazywało się dziś być nie do przebycia. Czy znów zaćpała się w chwili wolnego między zajęciami, a chorym życiem we własnej głowie czy po prostu takie widzimisię pojawiło się jej gdzieś na wokandzie. Gdyby dziś nie przywdziała na siebie cudzej skóry scena jej szeleszczącego tańca w bladym świetle latarni nadawała by się do taniego filmu klasy B o jakimś mrocznym, głębokim przesłaniu. Na szczęście, bądź i nie, nie zapomniała dziś ubrać się i jej włosy zamiast razić plastikową półprzeźroczystą bielą były zwyczajnie blond, a kanciaste stawy nie wypinały lekkiego swetra w odrażający sposób. Była normalna. Tak skrajnie przeciętna, że wątpię czy jakikolwiek procent ludzi w parku w ogóle ją zauważyło.
Tak cicho się poruszała, na nikogo nie patrząc, uciekając przed kontaktem wzrokowym.

Mysz, chciałoby się powiedzieć?
Nie mysz. Żmija.
Powrót do góry Go down
Rufus Brightlight
Uczeń
avatar

Liczba postów : 55
Join date : 26/01/2012

PisanieTemat: Re: Soho Square   Wto 15 Maj 2012 - 21:03

A jednak ktoś ją w tym zagęszczającym się jak zupa pomidorowa mroku nocy zauważył i starał się nie spuścić z oka, jakby obawiał się, że dziewczyna zniknie. Nijaka do bólu, schowana w sobie, skulona gdzieś pomiędzy swoimi ramionami. Nie wyróżniała się zupełni niczym, poza jednym, małym szczegółem. Sposobem, w jaki się poruszała. Eterycznie, zwiewnie sunęła delikatnie przez powiększające się bez przerwy w ciemności trawiaste jezioro. To, i ta bolesna nijakość zwróciły uwagę przycupniętego przy stawiku Brightlighta.

Starał się przyglądać uważnie dziewczynie, nie stracić jej z oczu, mieć ciągle na widoku, śledzić każdy niepewny ruch nogi. Było to jednak trudne. Zmroczony nie mniej niż rozpościerający się pod krzakami cień, pijany życiem i co najmniej kilkoma szklankami whisky umysł chłopaka stawiał opór wszelkim próbom skupienia się. Wzrok co chwilę uciekał gdzieś w bok, Ivieth dwoiła się i rozciągała w różne strony.
- Ej- odezwał się wreszcie by po chwili wsunąć do ust z powrotem filtr papierosa i zaciągnąć się mocno. Ani trochę nie pomagało to w utrzymaniu prawidłowej percepcji. Niemal nigdy jednak takie zaburzenia mu nie przeszkadzały w prowadzeniu nocnego życia. Zdarzało się nawet, że na podobnym byciu w niebycie spędzał całe generacje wolnych dni, w szczególności letnich. -Ej.

Gdzieś dalej, równie wytrwała co Brightlight grupka ludzi oblegiwała drewniany stoli z ławeczkami znajdujący się obok starej choinki, która nadal pachniała zimą. Nie zwracali na innych większej uwagi zaśmiewając się bezwstydnie z opowiadanych przez, najprawdopodobniej, klasowego błazna, żartów.
Powrót do góry Go down
Ivieth Pirell
Uczennica
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 14/05/2012

PisanieTemat: Re: Soho Square   Wto 15 Maj 2012 - 21:14

Mało kto widział w pajęczej postaci Pirell coś interesującego. Nawet rozmowa z nią była raczej nudna i niezachęcająca. Mimo to, jeśli na świecie istniałaby osoba, która byłaby w stanie załapać tą mistrzowską grę aktorską jaką dziewczyna serwowała światu ukrywając przed ludźmi mroki swojego ja, nie byłby to chyba nikt inny jak Rufus Brightlight.
Przez tysiąc szeptów brzęczących w głowie, tysiąc głosów, których brzmienie i melodię, których akcent znała na pamięć przebił się jak zgrzyt paznokcia na tablicy jakiś inny ton. Obcy i drażniący, ton którego nienawidzę! Podniosła wzrok prosto, bezpośrednio na Brightlighta, jakby od dawna wiedziała dokładnie gdzie on jest, jakby wiedziała w którą stronę odwrócić wzrok. Jakby spodziewała się, że się do niej odezwie.
Przechyliła głowę.
- Rufus. - sposób w jaki wypowiadała jego imię był troche przykry, a trochę śmieszny. Jak szczeknięcie, wypluwała z siebie to słowo jakby powolne wypowiedzenie go miało ją udusić. Jakby jego imię miało stanąć jej w gardle i udławić na śmierć.

Mimo, że ciało wciąż miała zwrócone w kierunku północnym, stopy zmieniły drogę swego posuwistego marszu właśnie w stronę kamiennych kręgów. Chciała krzyczeć, by uciekał, by schował się. Postawił kołnierz swego płaszcza i zniknął gdzieś w cieniu. Musiał uciekać, bo dziś nie byli sami.

Nienawidziła go. Głęboko go nienawidziła. Czuła do niego wstręt jak do wszystkich ludzi. Pragnęła widzieć jak umiera, gryźć jego piękną twarz i płakać nad nią. Głaskać jego włosy tak długo, tak gorliwie aż zerwie z niego skalp.

Och Brightlight, och Brightlight...
Powrót do góry Go down
Rufus Brightlight
Uczeń
avatar

Liczba postów : 55
Join date : 26/01/2012

PisanieTemat: Re: Soho Square   Wto 15 Maj 2012 - 21:54

Otulił się nieco bardziej płaszczem, jakby odgadując jej myśl, choć równie dobrze mogło mu się po prostu zrobić chłodniej. Dobrze wiedział, że z Pirell jest coś nie tak. Że dziewczyna rządzi się swoimi prawami, swoimi duchami, głosami, zasadami, swoim własnym chaosem wyhodowanym przez te wszystkie lata w głowie. Życzeniami małego potworka, który siedział w jej wnętrzu i wydawał rozkazy, które musiała skrupulatnie a jednocześnie niedokładnie spełniać.
Domyślał się, że go nienawidziła z całego serca, chociaż nie przejrzał jej zupełnie w całości. Dobrze wiedział, że rozpościerająca się nad Ivieth, otaczająca ją i otulająca zewsząd nijaka nijakość nie jest tak do końca prawdziwa a sztuczna. Tak sztuczna, jak jego mina przyzwoitego człowieka strudzonego codziennymi, przyziemnymi problemami.
- Gdzie łazisz o tej porze?- wcale nie było przesadnie późno. Na bezchmurnym dzisiejszego dnia niebie pojawiły się gwiazdy. Gdy blondyn spoglądał w górę przypominały te z obrazy Van Gogha: świetliste, mięsiste, pulsujące i kręcące się niczym karuzele na jarmarku, błyszczące nieskromnie, jakby były świadome tego, że są jedną z najpiękniejszych ozdób nocy.
Zacisnął na chwilę powieki by po chwili je otworzyć i znowu wlepić w dziewczynę spojrzenie niebieskich oczu. Już mu nie ucieknie. Ludzie siedzący kilkanaście metrów dalej śmiali się coraz głośniej nieświadomie denerwując zapewne oboje.
Powrót do góry Go down
Ivieth Pirell
Uczennica
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 14/05/2012

PisanieTemat: Re: Soho Square   Wto 15 Maj 2012 - 22:02

Kiedy wcale nie lubiła uciekać. Szła powoli, krok za krokiem w jego stronę. Trochę nieufnie, jak wilk podchodzący ofiarę będący zaniepokojony faktem, że ta nie ucieka. Patrzył na nią, a ona na niego. Siedział, a ona była coraz bliżej. Tysiące paskudnych, oślizgłych myśli wypływało teraz na przody wrzeszcząc zaciekle niespełnione pragnienia zadawania bólu i poniżenia.
- Wracam. - odpowiedziała krótko, zbliżając się do niego w końcu na tyle, by móc stanąć z nim twarzą w twarz.

Wzrok przeczesał jego włosy, obmył mdłą szarością oczu jego postawę, jego twarz i tlącego się w ustach z wolna, jakby znudzonego swoim krótkim życiem papierosa.
- Zawsze wracam. Zewsząd wracam. Wracam do poranków, do chłodnego powietrza, wracam do trzasku łamanych źdźbeł trawy w tym parku. Wszystko robię, wszędzie chodzę. - precyzyjność jej wypowiedzi zawsze była niezwykła. Może właśnie ten bełkot tak odstraszał ludzi? Może to niejasne mętne spojrzenie, może dłonie działające w sposób niekompatybilny z resztą ciała, nie pokrywając swoich ruchów z sensem wypadających z jej ust słów.
Bo pięści miała zaciśnięte do bladości, pomimo słodkich, zgoła nic nie znaczących słów...
Powrót do góry Go down
Rufus Brightlight
Uczeń
avatar

Liczba postów : 55
Join date : 26/01/2012

PisanieTemat: Re: Soho Square   Wto 15 Maj 2012 - 22:22

Bardzo chciałby zacisnąć palce na jej włosach i szarpnąć za nie. Przyciągnąć ją za te kudły do siebie, przywlec po śliskiej trawie jak zwykły worek z mąką. Żeby tylko przyspieszyła, żeby tylko przestała bawić się przy stawianiu kolejnych kroków, by nie snuła się po parczku niczym nieudana zjawa. Wbiłby swoje paznokcie w jej skórę, głęboko, do krwi, rozdrapałby skronie. Tlącym się powoli i leniwie papierosem wypaliłby bolesne znamię na jej lewym, mdłym i mętnym oku, aby już więcej nim tak nie łypała.
- Wszędzie łazisz. Łazisz, szwendasz się i kręcisz jak jakieś zapchlone, brudne, śmierdzące kocisko- trudno powiedzieć, czy w jej przypadku ten dobór słów był odpowiedni. To nie miało znaczenia. - Gdybyś była gorzej ubrana, gotów bym przysiąc, że jesteś śmieciową księżniczką.
Celowo się z nią drażnił. Nietrzeźwy umysł blondyna zachował ostatnie resztki swojego umysłowego rozsądku i krętactwa. Brightlight po raz kolejny zaciągnął się i wypuścił z ust kłąb tytoniowego dymu. Ta mgła właśnie była w tej chwili jego barierą, którą odgradzał się przed światem.
W dziwaczny sposób pragnął, by nienawidziła go jeszcze bardziej i jeszcze mocniej. Im bardziej go nienawidziła, tym bardziej by ją to zżerało, tym bardziej miałaby dość, tym bardziej dawałaby się pochłonąć stresowi. Spojrzał na białe, zaciśnięte pięści dziewczyny i uśmiechnął się kącikiem ust.
O to przecież chodzi, panie Brightlight, prawda? Niesiesz to swoje pieprzone, trochę kurewskie światło w nazwisku i panoszysz się jak panisko znęcając się przy tym nad tymi słabszymi.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Soho Square   

Powrót do góry Go down
 
Soho Square
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Trafalgar Square

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Soho-
Skocz do: