IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 The Dubliner

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: The Dubliner   Czw 19 Sty 2012 - 21:56


Bardzo stylowy klub. Nie jest tak zatłoczony i pełen laserów jak The Crown, ale przyciąga znacznie ciekawszą klientelę. Na dole mieści się wielka sala taneczna, na górze - loże, z których można obserwować bawiących się na dole.
Lokal jest utrzymany w niezwykle stylowym klimacie - klinkierowa cegła, drewniane wykończenia, kamienny parkiet i najdłuższy bar w mieście - prawie czternaście metrów dostępu do najlepszego alkoholu!
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Wto 31 Lip 2012 - 17:29

Aiden czuł się prawie tak poterepany jak Meredith. Oczywiście tylko psychicznie, rany cielesne dawno się już mu zagoiły i nie straszył już przypadkowych przechodniów całą gamą siniaków, ugryzień i uderzeń. Nawet wręcz przeciwnie - obecnie był tak schludny, przystojny i przyciągający, że spokojnie mógł występować w reklamie jakiejś lansiarskiej wody po goleniu. Ewentualnie działalności charytatywnej, bo nie wyglądał tak suczo i pedalsko jak Ci wszyscy wymuskani modele, wychodzący na kobiece łowy.
Na które i Collier się wybrał.
Odkąd Prudence z nim zerwała (PLAMA NA HONORZE) nie był sobą. Pomagał Lanvin, był miły dla Doriana, kibicował Tremaine w powrocie do zdrowia i nawet nie odpowiadał na chamskie zaczepki Dicka B, kurwującego za nim na szkolnym korytarzu. Czuł się mocno otępiony, porzucony, samotny i odrealniony; nie płakał i nie szlochał tylko dlatego, że po prostu nie potrafił. Jakby Wright go wyżęła z emocji i powiesiła, żeby wyschnął. Jakby odcięła mu racjonalność mózgową. I jakby go wykastrowała.
Bo zupełnie nie miał ochoty na seks. I to nie dlatego, że się hamował, nie dlatego, że energię seksualną przekuwał w chęć do nauki albo wyczyny szermiercze. Po prostu nie czuł tej dławiącej, słodkiej potrzeby. Nikt go nie jarał, nikt go nie kusił i nawet gdy jakaś czwartoklasistka pokazała mu swój pokaźny biust, zupełnie go to nie poruszyło.
I zaczynał się martwić. Od zawsze uważał swoje męskie zdolności za coś oczywistego a niezwykłą chęć na miłosne igraszki zawsze i wszędzie za coś normalnego. A teraz wszystko było anomalią i nieco Aidena niepokoiło.
Dlatego więc siedział teraz w wysokiej loży, paląc papierosa i obserwując z góry tańczący tłum. W rytm Arctic Monkeys; o tak, tutaj muzyka była o niebo lepsza niż w Crown. I w loży nie było naprawdę nikogo oprócz Colliera, pogrążonego w egzystencjalnych rozumowaniach, równie mrocznych jak jego czarna koszula i ciemne spodnie.

czekam na kogoś <3

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Wto 31 Lip 2012 - 19:49

Peony lubiła bywać w takich miejscach, gdzie nie szarpie się ją ordynarnie za biodra, gdzie nie rzuca się na nią ze swoimi, plebejskimi ustami, gdzie obce dłonie nie masują jej pośladków, ani gdzie nie uważa się, że kupienie jednego drinka załatwia sprawę. Ostatnimi czasy The Dubliner było jej ulubionym, bo muzyka, bo klimat, bo osobliwi goście, z którymi nierzadko udawało się nawiązywać niebanalne konwersacje, które pokręcona i złakniona odkrywania takimi sposobami ludzkich wnętrz Laffertówna kochała. Dlatego zamówiła sobie, całkiem burżujsko, wielką lampkę różowego wina i krążyła, o dziwo nie znajdując dzisiaj odpowiedniego kompana do rozmowy.
Zdążyła się nauczyć, jak po drobnych, ludzkich gestach rozpoznać iż dana osoba jest ciekawym towarzystwem i czy warto czas poświęcać na jakiekolwiek rozmowy, które zadowalałyby Peony. Zawiedziona zatem powróciła do swej loży zwracając uwagę na chłopaka/faceta/mężczyznę [?] siedzącego w loży obok, palącego powoli papierosa, zamyślonego. Zwróciła uwagę na jego blizny, na sposób, w jaki osobliwie ściąga usta i mruży oczy, wciągając w płuca nikotynowy dym. Dlatego jako osoba niezbyt wstydliwa usiadła naprzeciwko, kojarząc skądś tę twarz. Obstawiała oczywiście szkołę, jako że spędzała tam więksość swojego czasu, pewna stuprocentowo jednak nie była.
Poprawiła nieznacznie źle leżącą beżową sukienkę - ach ten perfekcjonizm - i odrzuciła rozpuszczone włosy na plecy, upijając z lampki kolejnego łyka, patrząc na nieznajomego (sic!) i wciąż rozmyślając, czy w ogóle rozmowę rozpocząć. Nie potrzebowała utartych schematów, zwyczajnie pytała o to, na co miała ochotę, licząc na zwyczajną odpowiedź, zaspokajającą ciekawość austriackiej szlachcianki.
- Skąd masz takie blizny? - zapytała miękko, idealną brytyjszczyzną, zero poznach naleciałości niemieckiej - efekt lat pracy. Patrząc bez przerwy w oczy swojego twoarzysza, po prostu ciekawa odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Wto 31 Lip 2012 - 20:07

Aiden często pozwalał sobie na długie rozmyślania, ale zawsze w samotności ( z którą był w związku ostatnimi czasy). Wśród ludzi zbyt wiele się działo, dużo akcji, dużo nagłych rozwiązań i sprytnych decyzji. Ciągle było coś wymagającego obserwacji i analizy, ciągle coś się poruszało, stukało i przyciągało uwagę: jak w wielkiej, trochę zepsutej maszynerii, poruszającej cały świat. Deux ex machina? Być może.
Myślał i rozważał ciągle, jednak na jakieś dłuższe, egzystencjalne rozkminy mógł sobie pozwolić tylko w swoim własnym towarzystwie. Nikt nie rozpraszał, nikt nie wymagał uwagi, nikt nie pobudzał do działania. Święty spokój i popuszczone wodze najdzikszej fantazji.
Która dzisiejszego wieczora ograniczała się do smętnego pytania co jest ze mną nie tak.Bo mógł zejść teraz na dół, do tańczących ludzi, podyskutować z tą miłą blondynką o powieści Tartt, wykpić Nędzników z tamtym rudzielcem... a potem zabrać je obydwie do niezwykle przestronnej toalety i się odstresować. Tak jak zawsze.
Ale było inaczej.
Właśnie gasił papierosa, odpalając automatycznie kolejnego (prawie mu rąk zabrakło), gdy usłyszał melodyjny, miękki, kobiecy głos. Sekundę później zauważył jego właścicielkę o niezwykle zielonych oczach (czasami miewała takie Pru) i bezczelnym języku. Jednak jej bardzo intymne pytanie wcale nie brzmiało wulgarnie. Nawet z ust osoby nieznajomej - przy tym delikatnym świetle nie mógł rozpoznać jej twarzy, pewien tylko, że ze sobą nie spali - miał wyjątkową pamięć do swoich kochanek.
- Efekt samookaleczenia w wieku lat czternastu - odparł po prostu, zaciągając się powoli lansiarksimi sobraniami i siadając wygodniej. By móc na niespodziewaną towarzyszkę wieczoru popatrzeć...dokładniej. Ładna była. I wydawała się skromna. A takie lubił najbardziej, dlaczego więc nie chciał jej teraz zerżnąć w pobliskiej toalecie? Zmarszczył odrobinę brwi z melancholijnym smutkiem. Odnośnie blizn, ofc, nie swojej cnoty, no skądże.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Wto 31 Lip 2012 - 20:48

Jako dwustuprocentowa kobieta miała problemy z wyłączeniem myślenia, czego tak zazdrościła mężczyznom, którzy naturalnie nie mieli podzielności uwagi. Mogli siedzieć, gapiąc się w szklankę, żarzącą się koncówkę papierosa, biust siedzącej naprzeciw kobiety, żeby uwolnić się od zbędnych myśli, na rzecz słodkiej pustki. Której von Laffert pragnęła dziś jakoś bardziej niż zwykle, a nie umiała takiego stanu osiągać bez klawiatury fortepianu pod szczupłymi palcami.
Piła zatem drugą już lampkę, dziękując Bogu, że nie ma przesadnie słabej głowy, jednocześnie doceniając działanie pierwszej, delikatne i wciąż pozwalające utrzymywać całkowitą kontrolę nad wszystkim.
- Okaleczałeś twarz? - zapytała, nieusatysfakcjonowana odpowiedzią, a raczej łaknąca rozwinięcia myśli. - Oryginalnie, słyszałam raczej o cięciu przedramion i ud - odparła, przyklądając się wciąż jego twarzy. Nie umiała stwierdzić, czy szramy mu pasują, czy nie. Wyobrażala sobie głębokie, śliskie cięcia, po których powstały niciekawe naznaczenia. Myślała o czternastolatku, który targnął się na ciągłość tkanek swojej twarzy, a owemu obrazowi nie chciała dowierzać. Dlaczego? Przecież nie brakowało mu, przynajmniej jak na razie, z wyglądu, niczego, zatem niekoniecznie miała jasny i klarowny obraz. Naturalnie dążyła do oczyszczenia sytuacji i przefiltrowania swoich poglądów na tę sprawę, a innej drogi poza zwykłymi pytaniami nie widziała.
- A dlaczego to zrobiłeś? - odchyliła się i oparła o poduszkę, nie odrywając od niego wzroku. Zwykłego, we własnym mniemaniu. Bez natręctwa, bez wulgarności, czym jej rozmówca wydawał się... zaskoczony. Powoli czytała z ludzi jak z książek, dlatego marzyła, by chłopak okazał się inny, niż sugerują to jej dotychczasowe wnioski. Nie chciała się rozczarować, chciała tylko utrzeć samej sobie noa, by nie wierzyć pozorom i kopać gębiej, poznając lepiej. Nawet, jeśli te lekcje miały się rozpocząć i zacząć tutaj. - Jestem Peony - przedstawiła się kulturalnie, upijając łyk wina. Lubiła mieć chcoiaż pozorne wrażenie, że wie z kim rozmawia i lubiła też innym komfort rozmowy zapewniać, przenosząc ją na mniej oficjalny wymiar niż dotychczas.
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Wto 31 Lip 2012 - 21:02

Paradoksalnie Aiden był przyzwyczajony do takich konwersacji w takich okolicznościach przyrody. Wyjątkowo. Chociaż większość mężczyzn i kobiet przychodziła do klubów tylko dla rozrywki i szybkiego, przyjemnego, słodkiego seksu, nieskażonego chwilą inteligentnej konwersacji, to Collier znajdywał się w mniejszości. Każda jego partnerka była starannie wyselekcjonowana i o ile w latach młodzieńczych mocno sobie hulał, patrząc głównie na przymioty cielesne, to od ponad roku gustował w mądrzejszych kobieciskach. Z którymi mógł podyskutować o książkach, szachach, sporcie i polityce. Przynajmniej do momentu, w którym ich usta były bardzo zajęte sztuczkami oralnymi z innej półki.
Teraz jednak nie czuł się jak na łowach, nie czuł się prowadzącym polowanie, nie ciągnął konwersacji flirciarsko, a po prostu odpowiadał. Jak na kozetce u psychologa. Bo trochę też się tak czuł, pod tym czujnym spojrzeniem brunetki. Wyraźnie podejmującej analizę jego psychiki.
Czego obecnie wręcz spazmatycznie potrzebował i na co zupełnie nie mógł pozwolić.
- To długa i smutna historia - powiedział powoli, ucinając wszystkie następne pytania. I nagle uświadamiając sobie smutny fakt: nigdy Prudence nie powiedział o pochodzeniu swoich blizn. I może własnie to powstrzymało go od opowiedzenia całej emo opowiastki nieznajomej.
Not anymore.
- Interesujące imię - odparł po prostu, nie wysilając się na przedstawienie samego siebie, koncentrując się raczej na jej wyglądzie, na wspaniałych kościach policzkowych, załamaniach beżowej sukienki na jej kolanach, na pociągających zielonych oczach i na tym, w jak wytworny sposób popijała wino. Arystokratka? Leworęczna, to z pewnością. - Twoje największe marzenie w tej chwili to...? - kontynuował bez chwili oddechu, kończąc papierosa i (w końcu) uśmiechając się lekko. Co odrobinę ociepliło jego wizerunek. Oby.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Wto 31 Lip 2012 - 21:49

Długa i smutna historia.
Nie chciała takiej odpowiedzi, jednak nie skrzywiła się, ani ie dała po sobie poznać, że wciąż ciekawi ją ten temat. Była niemalże pewna, że jeszcze kiedyś się dowie, przy pewnie dziwnych okolicznościach, od dziwnych osób, posiadających dziwne źródła, lecz zawsze.
Coś innego natomiast zaczęło zaprzątać jej głowę - czemu posmutniał. Czy wspomnienia dotyczące blizn były wciąż bolesne, mimo, że rany nie wyglądały na świeże? Rozdrapała coś nieumyślnie? Nie wiedziała, a chciała wiedzieć. Dltego dziwiła się, czemu nie przynleży do Sokołów, wciąż było jej mało wiedzy, wciąż chciała drążyć temat i drylować go bezlitośnie jak wiśnie, chociaż nigdy nie musiała tego robić dosłownie - uroki posiadania służby.
Była ciekawa, kiedy to on o coś ją zapyta. Wiedziała że to frustrjące - być przepytywanym (niemalże) i nie mogąc odwdzięczać się tym samym. Czekała zatem, pijąc wolno wino, dostrzegając jak jej się przygląda. Nie natarczywie, nie łapczywie, nie uprawiając etye-fuckingu, a po protu patrzył. Obserwował i najwyraźniej starał się wysnuwać wnioski. Zapewnie znikome i gorzej niż cząstkowe. Potrzebował nawet nie tyle pytań, co odpowiedzi. A zaś Peony jak złośliwy chochlik nie była aż tak prostolinijną osobą, zdecydowanie woląc pląsać się powoli po meandrach osobowości nie tylko swojej.
- Rzadko marzę. Po prostu robię to co chcę - sięgnęła do torebki po czekoladowego papierosa i grawerowaną zapalniczkę. - A chcę akurat zapalić - co też uczyniła powoli, niemalże sakramentalnie, po raz pierwszy uwalniając go od swojego spojrzenia. Pewnie nieco zbyt wiercącego, nad czym jednak nie nauczyła się jezcze panować, wciż niepewna, czy to zaleta czy wada. Bo perfekcjonizm wymagał temperowania złych zachowań, ale cała reszta potrzebowała silnych bodźców, by poruszac otoczeniem, jak włansym teatrem lalek, prawie.
Nie musiała odwzajemniać uśmiechu, bowiem cały czas na jej twarzy gościł delikatny uśmieszek, standardowy i niewymuszony. Naturalny. Szlachecki.
- A Twoje? - oparła się przedramionami o kant stołu, by móc lepiej go widzieć, dostrzec najmniejsze zmiany, najmniejsze skurcze mięśni twarzy. - Jakie jest teraz Twoje największe marzenie? Czy może też nie miewasz marzeń, a zachcianki? - dokończyła, wracając do poprzedniej pozycji, na stole pozostawiając jedynie wolną dłoń.
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Sro 1 Sie 2012 - 10:24

Jeśli wcześniej nie kojarzyłby Peony ze szkoły, to teraz nagle doznał olśnienia. Złotego. Bo robienie to, na co ma się ochotę + niebanalna uroda + genialne maniery + szlachecki look + grawerowana złota zapalniczka = St. Bernard. A dokładniej: bractwo Lisic, giętkich, smukłych, burżujskich, zadufanych w sobie i kokietujących w najbardziej wyrafinowany ze sposobów. Bractwo Lisic, których Aiden był wielkim fanem. Kiedyś.
Bo obecnie tkwił sobie w swoim smętnym marazmem, myślami będąc zarówno blisko (przy Pru) jak i daleko (w burżujskich Alpach, które to nazajutrz miały się zmaterializować) oraz gdzieś pomiędzy, rozkminiając, dlaczego wcześniej brunetki nie zauważył. Aż tak zaślepiła go miłość i dramaty? Niemożliwe.
- Jesteś rozkapryszoną, arogancką, zbyt pewną siebie dziewczyną - skomentował jej pierwsze słowa z nutką podziwu, pewien, że jego słowa pokryją się z jej prawdziwym charakterem. Nawet, jeśli się do tego nie przyzna i się tego wyprze. Ciężko jest zmusić Aidena do przyznania się do błędu, nawet powstałego z czystej kokieterii. - To nie przystoi damie - dodał, patrząc jak zaciąga się papierosem, jak pochyla się odrobinę w jego stronę, jak ładną ma linię szyi i jak bardzo wystają jej obojczyki. I jak bardzo bezpośrednia i opanowana jest, odbijając marzycielskie pytanie.
Uśmiechnął się lewym kącikiem ust. - Jaka jest różnica pomiędzy marzeniem o zachciankami? - spytał zupełnie poważnie, odrobinę jednak zirytowany (ledwie muśnięty zdenerwowaniem, naprawdę) jej spokojem. Była w tym zbyt idealna i zbyt perfekcyjna, na tyle, że postanowił pokazać, że...potrafi jednak kogoś wybić ze swojej cudownej pozy. Może niezbyt fair, ale dlaczego nie?
Pochylił się również, jakby miał zaraz zdradzić jej swój największy sekret, po czym położył rozgrzaną dłoń na jej małej dłoni, patrząc na nią odrobinę kpiąco i oczekując swojej małej-wielkiej wygranej z SMFAHOpanowaną Peony, gdy...
Coś tu zdecydowanie było nie tak, jednak Aiden nie zdążył nawet się zdziwić, czując falę gorąca, rozpływającą się po każdym centymetrze jego ciała, razem z dreszczami. Jakby wszystkie naczynia krwionośne się rozszerzyły, nastawiając skórę na dotyk, jakby nagle ktoś wstrzyknął mu silną dawkę narkotyku, powodującą rozszerzenie źrenic, szybsze bicie serca, napięcie mięśni i...niesamowite podniecenie.
Od zupełnej obojętności, marazmu i impotencji, do rozszalałego podniecenia, nieco spazmatycznego oddechu i imponującej erekcji. W niecałą sekundę.
Nie potrafił i nie chciał myśleć o czymkolwiek, ba, o kimkolwiek innym, skoncentrowany tylko na jej kuszących ustach, gładkiej skórze szyi, kropelce potu w załamaniu obojczyków, milimetrze koronki od biustonosza, wystającej zza linii sukienki. Nie zapomniał o Prudence, nie zapomniał o tym, kim jest, jednak całe jego jestestwo nastawiło się na zaspokojenie pragnienia, teraz, zaraz, z nią, która jawiła się mu teraz jako własna bogini. I erotyczna niewolnica, w jednym.
Ścisnął mocniej jej dłoń, w dwie sekundy później znajdując się tuż obok niej, przymykając oczy: pachniała tak niesamowicie, czuł gorąc jej ciała i nie liczyło się już nic innego. Pochylił się nad nią gwałtownie, wręcz miażdżąc jej delikatne usta w namiętnym pocałunku; językiem dość brutalnie rozchylił jej wargi, całując ją głęboko i mocno, jakby każdy kontakt z jej szminką i zębami był najrozkoszniejszą rozrywką. Drugą dłoń, wolną, bezceremonialnie wsunął pod jej sukienkę, biorąc histeryczny wdech prosto z jej ust, gdy dotknął gładkiej skóry jej ud.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Sro 1 Sie 2012 - 10:58

Dalej uśmiechała się łagodnie, wilżąc usta półsłodkim winem, słuchając jego elaboratu na swój temat. Spokojnie, z opanowaniem, jak zawsze. Oderwała na chwilę od niego wzrok, przenosząc go na parkiet w dole. Konkretniej na jego fragment, który widziała z tej perspektywy, gdzie akurat jakiś blondyn dobierał się do niskiej, rudej dziewczyny, z zaskakującą delikatnością. Może nawet dla zabawy zeszłaby, czystym przypadkiem wylewając mu wino na spodnie, jednak ruda wcale nie wydawała się niezadowolona z takich końskich zalotów, zatem znudzona niemalże na chłopaka znów spojrzała. Wzrokiem zaciekawionym.
- Może nie przystoi, ale też nie przeszkadza - powiedziała miękko, próbując wyobrazić sobie siebie, bez tej wrodzonej... tarczy (lustrzanej?), żyjącą na arystokratycznych salonach Wiednia jako taka właśnie ciepła klucha bez charakteru i błysku w ciemnozielonym oku. Jaśniejszym niż jego, które płynęły teraz gorącą czekoladą.
- Marzą głupcy - odparła krótko, zaciągając się papierosem, widząc jakąś zmianę na jego twarzy. Blady uśmiech sprzed minuty znikł, zastąpiony cieniem irytacji. Zbyt słabo widocznej, by mogła to zakodować i wykorzystać. Nie zdążyłaby zresztą, ponieważ kalejdoskop obracał się dalej, a irytacja ustąpiła pewnej kpinie, co oznaczało, że coś w jego głowie się szykuje, na co niezauważalnie obudziła w sobie wszelkie instynkty obronne. Wymykało się, jego wzrok niemalże ilustrował, że jakiś plan jest układany, a ona nie wiedziała jaki i nie sądziła, aby zaraz uraczył ją tym, co łaskawie wymyśli.
Poczuła ciepło, którego źródłem byłą jego dłoń na jej osobistycznej. Ściągnęła lekko brwi i rzuciła mu nerwowe spojrzenie, jednak uprzednia czekolada pokryła się lustrzaną błonką, w której ujrzała swoje odbicie. Zdezorientowane, no ba, ponieważ nie zachowywał się normalnie. Jego źrenice rozszerzyły się niebezpiecznie, mięśnie ramion napięły się, że poczuła się zagrożona. Razy milion, gdy sekundę później głodnym wzrokiem patrzył na jej szyję, aż poczuła, jak piecze ją tętnica pod cienką skórą od palącego spojrzenia.
Nie zdążyła uciec, przygnieciona pocałunkiem, żałując w tym momencie, że nie jest napakowaną czeską kulomiotką, a dość drobną austriacką szlachcianką i tym samym człowiekiem, zwierzęciem, ulegającym wpływom. Bo początkowo, instynktownie, nie walczyła z jego językiem rozchylającym jej usta, odwzajemniając pierwszą sekundę pocałunku. Spanikowała jednak, gdy druga gorąca dłoń spoczęła pod sukienką na jej udzie i wędrowała wyżej.
Co się działo?
Teraz była już pewna, że chłopak musi być z elitarnej szkoły dla nadnaturalnych czubów i po prostu odbija jego moc, która pchała mu rękę pod jej cieliste majtki.
Beznadziejnie odchyliła się w tył, niemalże kładąc się na kanapce loży, rozsypując włosy na ciemnej skórze obicia, ściskając teraz w rękach jego nadgarstki, ale na niewiele się to zdało, bo kontakt trwał dalej, skóra przy skórze, usta w ustach, Jęknęła zatem rozpaczliwie, zupełnie nie orgazmistycznie, czekając na jakikolwiek słabszy moment, by wyślizgnąć się spod niego i uciec, od dziś zawsze nosząc przy sobie kaftan bezpieczeństwa. Tak na zaś.
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Sro 1 Sie 2012 - 11:23

Samokontrola była dla Aidena najważniejsza. Granice, ramy, ustalone harmonogramy. Przynajmniej takie sprawiał wrażenie, poukładanego, nieco aroganckiego Sokoła, mającego zaplanowane całe życie co do sekundy, ze szwajcarskim zegarkiem na ręku i idealnie dopasowanym kodem do szwajcarskiego banku, by kupować sobie szwajcarski ser i szwajcarskie przedsiębiorstwa. Ze szwajcarską precyzją i dystansem.
Cały Collier, który teraz bardziej przypominał napalonego, hiszpańskiego psychopatę, gwałcącego niewinne dziewczęta w ciemnych zaułkach Barcelony. Ewentualnie seks-klubach Madrytu.
Gdy Peony prawie, że położyła się na kanapie, przygryzł mocno jej wargę, czując, że krew w nim po prostu buzuje. Jakby kipiała, gotowała się i miała zamiar rozsadzić mu nie tylko mózg ale i inny, niezbędny każdemu mężczyźnie, narząd. Półleżał na niej, wyswobadzając jeden nadgarstek z jej uścisku, podwijając jej sukienkę i mocnym szarpnięciem zsuwając z jej szczupłego ciała jasną bieliznę. Do połowy ud, czego nie mógł zobaczyć, gdyż nie przerywał drapieżnego pocałunku.
Jęknął krótko w jej usta, ocierając się o nią biodrami i czując mocniejsze dreszcze, popychające go do dalszego działania. Cudem oswobodzoną dłoń wsunął pod sukienkę, pieszcząc dość brutalnie jej pierś, cały czas próbując uwolnić drugi nadgarstek. By rozpiąć rozporek i zsunąć bokserki, bo posiadanie na sobie ubioru w tak namiętnej chwili go dosłownie bolało. Albo bolałoBY, gdyby nie to rozkoszne uczucie i pożądanie, niszczące każdą inną myśl i dyskomfort.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Sro 1 Sie 2012 - 11:56

Samokontrola Peony nie wystarczała, dlatego też lubiła kierować. Wszystkimi, żeby całość była taka, jak sobie to uprzednio w główce rozrysowała na kredowym papierze. W ostateczności, gdy sytuacja robiła się galopująco niebezpieczna i niemożliwa do ogarnięcia, sama pozostawała ostoją, uspokajając tym samą siebie.
Teraz było jednak ZUPEŁNIE inaczej, ponieważ to, co działo się wokół niej oceniała jako zwykły wstęp do gwałtu, którego niechybnie stała się ofiarą, przez cały mocowy szacher-macher. Miała już przed oczami najgorsze, już nawet nie odwzajemniała pocałunków, czując pod powiekami łzy bezsilności. Wiedziała, że to będzie trwać, dopóki ją dotyka. Była zbyt spanikowana, żeby próbować swoją moc opanować, żeby nie odbijać wszystkiego.
Było to trudne nawet w ciszy i całkowitym skupieniu, a co dopiero, gdy poczuła swoją bieliznę gdzieś przy kolanach, dłoń na swojej piersi, jego biodra na własnych.
Szarpała się chwilę, jednak dostrzegając całkowitą bezcelowość takich działań (do chudzinek chłopak nie należał) zaprzestała, intensywnie myśląc, co zrobić, by się od tego uwolnić, jednocześnie czując, jak jego palce drażnią jej pierś, co mimowolnie jej skóra odbierała jako brutalną, ale wciąż pieszczotę.
Naparła rękami na jego barki i z całej siły odepchnęła się, że udało jej się wyślizgnąć spod niego, pozostawiając tam tylko nieszczęsne majtki i jednego buta, lądując na podłodze, z rozczochranymi włosami i przerażonym spojrzeniem. Natychmiast odpełznęła na jakiś metr od chłopaka, usiłując stać na chwiejne nogi, patrząc na rozpalone ciało na kanapce.
- Kurwa mać, prawie mnie zgwałciłeś! - powiedziała dramatycznie, odsuwając na bok szlacheckie maniery zakazujące używania wulgaryzmów i poprawiła sukienkę i tę część bielizny, która jej pozostała - przemieszczona. I oddychając ciężko czekała, aż napaleniec się ogarnie i jej wyłoży, co tu się do chuja pana stało.
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Sro 1 Sie 2012 - 12:16

Otrzeźwienie nie przyszło jak chlust kubłem zimnej wody w gorący poranek ani jak trzaśnięcie drzwiami. Nikt nie klasnął i nie kazał mu powrócić do świadomości, bo przecież jej nie utracił. Nie czuł się jakby stanął na niewidoczny schodek, nie zapowietrzał się i nie przejrzał nagle na oczy, gdy ktoś zdjął mu z nich czarną przepaskę. Nie mrugał jak szalony, nie potrząsał głową, nie łapał się histerycznie za włosy z niemym pytaniem cosiękurwastało.
Cały proces wyhamowywał powoli, acz z wstrząsami; jakby jechał rozpędzoną do granic możliwości, dziesięciotonową ciężarówką po autostradzie i nagle skręcił na drogę osiedlową z progami zwalniającymi prędkość.
Ale to nie on wypieprzył się do rowu tzn. nie on znalazł się na podłodze, niemalże na klęczkach.
Gdy go odepchnęła - w samą porę, już dłoń kierował w bardziej interesujące rejony niż, nawet pokaźna, pierś - czas się nie zatrzymał, wręcz przeciwnie. Wydał z siebie jęk zawodu, rozgoryczenia i złości, jakby zabierając mu sprzed nosa najpyszniejszą babeczkę albo porcję najlepszej kokainy. Odwrócił się gwałtownie, gotów przyciągnąć ją do siebie za kostkę u nogi, jednak z następnym ruchem nagle poczuł się dużo chłodniej. Peony dalej była niesamowicie seksowna, dalej wszystko pchało go do niej i pustka w ramionach wręcz go bolała, ale trzy sekundy potem Aiden zatrzymał się w pół kroku, oddychając jakby przebiegł maraton i nieco zmieniając swoje priorytety.
Z seksu teraz-natychmiast z uroczą brunetką na ogarnięcie co tak właściwie się stało. Dalej był podniecony, co było widoczne, nie tylko dla niego, jednak wszystko inne się uspokoiło, zostawiając go w cudownie pomiętej koszuli, z nieco zdezorientowanym spojrzeniem i czującego się bardzo niewygodnie. Z wiadomych powodów.
Przejechał dłonią po rozczochranych włosach, czując, że jego serce zwalnia i ciało wraca. Ale do normy - czuł świeżą krew zamiast rozpaczy. No i definitywnie NIE był impotentem, co za ulga.
- Co Ty zrobiłaś? - spytał, nieco charczącym tonem, wpatrując się w nią jak w ósmy, popieprzony cud świata, z którym jeszcze nie zrobił sobie zdjęcia. To było dziwne, nigdy się tak nie czuł; ręce ciągle mu lekko drżały, jakby gwałtownie poszedł na odwyk.
Wziął kilka głębokich oddechów, siadając z powrotem na kanapie i krzywiąc się odrobinę. Cholera, a tak chciał być podniecony. - Masz tą samą moc co ja? Dlaczego Twoja jest silniejsza? - dodał, zaciekawiony i zdezorientowany maks. Bo tylko takie wyjaśnienie sprawy mu obecnie do głowy przyszło - (w końcu) spotkał kogoś o identycznej super-sile. I nie do końca wiedział, czy mu się to podobało czy przeraziło.


_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Sro 1 Sie 2012 - 13:00

Doskonale słyszała każde jęknięcie zawodu, widziała każdy grymas na twarzy i powietrze głośno nosem wydmuchiwane sygnalizujące niezadowolenie. Dlatego, gdy wreszcie udało jej się stanąć na nogach usiadła w miejscu, gdzie on siedział wcześniej, czując się wciąż zagrożoną - dziwny błysk w oczach gasł zbyt wolno, by napięte mięśnie mogły się rozluźnić, bała się nawet pozwolić sobie na mruganie, by przypadkiem w takiej milisekundzie nic go znów nie napadło.
Fantastyczna zamiana miejsc i pewnie nie miałaby nic przeciwko, gdyby na jej właściwym nie została jej dolna bielizna i but, nie wiedząc bez czego czuje się dziwniej. Widocznie - z jednym butem, czy też niewidocznie- bez majtek. Na szczęście jej sukienka sięgała połowy uda, a nie kończyła się wraz z linią pod pośladkami.
Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, jednak już chwilę później powróciło zwyczajowe opanowanie i, znów, chęć na papierosa.
- Oddaj mi moje rzeczy - zażądała spokojnie, oczekując, że dyskretnie poda jej bieliznę, a ona ją równie dyskretnie ubierze. Całe szczęście, że na górnych lożach nie było żadnych świadków całego dziwnego zajścia. Dla już jej własnego dobra i nie pogłębiania dyskomfortu chodzenia bez bielizny. Nie była chyba jednak typową Lisicą.
Zastanowiła się chwilę. Czy gdyby spotkała drugie lustro, poskutkowałoby to czymś TAKIM? Nie, o wiele logiczniejsze było, że to on emanuje erotyczną gorączką, a ona to po prostu odbiła. Co wzbudziło w niej współczucie (zaraz po tym, jak opanowała pół sekundy mimowolnego obrzydzenia), że on też pewnie nie raz czuje się jak dziwka, którą tylko się chce posunąć. Jak ona minutę temu.
- Czy nie uważasz, że też byłabym podniecona, gdybyśmy mieli to samo? - zapytała, nieco chłodniejszym tonem niż używała do tej pory. Nie czując się zupełnie zobligowania do opowieści na temat tego, jak ją natura obdarzyła bonusem ekstra.
Powrót do góry Go down
Aiden Collier
Administrator
avatar

Liczba postów : 1935
Join date : 26/01/2012
Skąd : NY, USA

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Sro 1 Sie 2012 - 13:24

Aiden bardziej błądził teraz w swoich myślach, niż w świecie doczesnym, całkowicie skupiając się na tym, co przed chwilą Peony odpitoliła. I w jakim stylu to zrobiła. W stylu bardzo nie-collierskim.
Patrzył się na nią dziwnym wzrokiem, z mieszaniną ciekawości i nieprzytomnego nieogaru, opierając się plecami o poduszki i łapiąc się za włosy na czubku mądrej głowy. Bo nagle zrozumiał, ładnie mu wszystko kliknęło i w końcu sobie przypomniał, że zna to uczucie. Kiedyś już doświadczył swojej mocy - na Karaibach - jednak trwało to sekundę i był wtedy wątłym dziewczątkiem bez biustu a nie sobą samym. Teraz było zupełnie inaczej, mocniej, obezwładniająco i na tyle długo, by mógł być świadomy swojej nieświadomości.
Na własnej skórze (dosłownie) przekonał się o sile swojej nadnaturalnej siły (sic), o tym, co potrafi zrobić z drugą osobą, o tym, jak bardzo Pru musiała się hamować i jak męczącą walkę obydwoje toczyli, by lądować razem w łóżku z zaledwie zminimalizowanym sztucznym popędem. Cały dramat swojej kurewskiej mocy nagle wyjątkowo wyraźnie zarysował mu się przed oczętami, robiąc mu mocne pranie mózgu.
Na tyle intensywne, że wrócił rozmyślaniami na ziemię. W momencie subtelnej prośby Peony, mającej nieco krzywą minę (co uwypuklało jej minimalną asymetrię oczu; ot, takie szczegóły Aiden uwielbiał).
Zerknął obok, bez zawstydzenia podając jej but i bieliznę, oceniając szybko, że nie była z typu suczego. Czyli, że Lisica nie spodziewała się dzisiaj jakiegoś szybkiego seksu w toalecie. Czyli, że się szanowała. Czyli, że powinien ją polubić. Co wydawało się mu łatwe, gdyby tylko nie próbował jej zgwałcić.
Błahostki!
- Przecież jesteś podniecona - powiedział odrobinę pytająco, lądując wzrokiem (nie rączkami, już nie), na jej piersiach. Sutki ładnie odznaczały się i przez materiał dziwnie poskręcanego stanika i przez beżową sukienkę. Przeciętnego zjadacza chleba i uprawiacza seksu taki widok by skonfundował, jednak Aiden po prostu wpatrywał się w biust dziewczyny jak w wyrocznię. Dopiero po chwili łącząc kropki - w jeden, dziwaczny rysunek - i podnosząc wzrok na jej zielone oczy. Na chwilę, bo zakładała właśnie bieliznę, więc automatycznie zjechał brązowymi oczętami w dół, odruchowo. - Odbijasz moce - powiedział z nagłym olśnieniem, czując, że jego ciało W KOŃCU się uspokaja i będzie w stanie kontynuować wieczór bez nagłej potrzeby zaruchania w pobliskiej toalecie. Mimo, że nie miał na to ochoty, zupełnie. - To było głupie. Nie powinnaś dawać się dotykać. Mógłbym...zrobić Ci krzywdę - skarcił ją ostro, dość eufemistycznie ujmując rodzaj atrakcji, jakie mógł Peony zagwarantować dzisiejszego wieczoru. - Nie wiedziałem, że działam aż tak - dodał, bardziej do samego siebie, wyciągając papierosa z pogiętej paczki i zapalając go.

_________________

flash call fuck meet

what a scummy man
just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all

cause he's a scumbag, don't you know?


Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Sro 1 Sie 2012 - 14:09

Nie zwykła za nic dziękować, toteż przejęła swoją własność, patrząc na niego znacząco. Miała wrażenie, jakby teraz każdy najmniejszy jego gest ociekał perwersją, co nie podobało się jej. Nie była gorącą feministką, ani nic. Po prostu nie jej typem był wyzwolony ruchacz, który rozbierał i penetrował nawet spojrzeniem. Ujmującym, bo czekoladowym, bo ogólna słabość Peony to kakaowych wyrobów, ale wciąż denerwującym. Dzięki Bogu nie była z tych cipek niewydymek, a jak już błyskotliwie zauważył - damą, choć sama siebie nienawidziła tak nazywać. W ogóle jakkolwiek przesadnie szlachecko, choć pewnie jako jedna z niewielu w tej szkole pewnie tak naprawdę mogła to robić.
Zignorowała natrętny wzrok gdy ubierała majtki, miała wrażenie jednak, że łaskocze swe granice wytrzymałości dając się urobić tekstem o sutkach. Które rzeczywiście sterczały pod sukienką, dość wyraźnie ukazując stan organizmu właścicielki. Zaklęła więc w duchu i biust z powrotem umieściła w miseczkach stanika, bezczelne spojrzenie rzucając na jego krok.
- Zdecydowanie Ty bardziej - usiłowała się nie roześmiać, chociaż gdzieś w potylicy dziękowała Osobie Zarządzającej Niebiosami, że wywinęła się na tyle szybko iż nie skończył. Na czymkolwiek, co do niej należało, ponieważ na wyleczenie takiego urazu wydałaby miliony u osobistego psychiatry.
Kiedy wsunęła buta na stopę i doprowadziła sukienkę do właściwego jej stanu, z ulgą czując, że uczucie spanikowanego odrętwienia mija, a ona znów może uskuteczniać sobie swoje osobistyczne, kokieteryjne mamwyjebane, machając nieprzyzwoicie długimi rzęsami na wszystkie strony. Poza tą, gdzie przebywał brunet-potencjalny gwałciciel.
Pozwoliła mu, jakże miło z jej strony!, dokończyć głośne rozumowanie, powstrzymując się, przed tym, by zacząć mu bić brawo za domyślność. Ty Sherlocku, idź na kryminalistykę!
- Masz zatem lekcję na przyszłość, pierwsza gratis - odparła miłosiernie, ignorując jego ostry głos. Przenigdy by nie powiedziała, że przecież możliwe, że mogłaby nie dać sobie rady z nim, mającym kilometr wzrostu i dwa razy grubszą rękę od niej, bo oznaczałoby to porażkę. Nieakceptowalną. Poza tym jakikolwiek komentarz byłby tłumaczeniem się, a kto jak kto, ale ona nie będzie nikomu prostować żadnych spekulacji pomiętych jak paczka jego fajek. Ani niczego innego też prostować nie będzie, zatem zanotowała sobie ołóweczkiem w główce co trzeba, by na przyszłość wiedzieć, iż tego pana nie może pogłaskać po ramieniu, ani nie może mu zdjąć rzęsy z policzka.
Wstała, zgarniając torebkę i zostawiła na stole banknot, chociaż miała ochotę mu go wcisnąć do kieszeni, w ramach kurewskiego żartu.
- W sumie to Ci współczuję z... tym. Do widzenia - powiedziała, olewając resztkę wina w lampce i wyszła z lokalu w celu złapania taksówki.

Lustrzanka zt Very Happy
Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Wto 28 Sie 2012 - 20:27

Miejsce to wydawało się Blaise'owi idealne, wnioskując po jego jedynej i ostatniej wizycie tu, nie tak dawno temu, z tą rudą praktykantką pracującą w Andrea Rosen Gallery. Było... miło. I generalnie tak jak lubił, bo nie ograniczyli się tylko do przyjemnego seksu na zakończenie wieczoru, a naprawdę miło było się z nią spotkać, porozmawiać, ponieważ pod całą przykrywką tą niegasnącą chęcią bycia z nim sam na sam, która malowała się w jej oczach, od kiedy zaczęła tam pracować, była ciekawą osobą, z równie ciekawymi poglądami na temat sztuki.
Muzyka była spokojna, nastrojowa, toteż czuł się tu o wiele lepiej niż w zatłoczonych klubach Soho, które powoli budziły się do życia, ściągając szalenie skąpo ubrane dziewczyny i chcących pozbyć się z nich tych resztek materiału fanatyków przygodnego seksu, przeważnie jednak płci męskiej. Nie odpowiadała mu duchota takich miejsc, laski obciągające obcym chłopakom w toaletach i uprawiających bezceremonialny seks tamże, przy świadkach, jak świeżo po-seks dziewczynach poprawiających makijaż, albo kolejnych parkach, które przyszły i czekały na kawałek wolnej powierzchni, żeby szalenie romantycznie spędzić ze sobą najbliższy kwadrans.
Zamówił whisky z colą i usiadł przy jednym ze stolików na dole i sączył powoli, zastanawiając się mimo wszystko, czy aby na pewno robi dobrze. Przecież nie chciał ponownie Dorianowi odbierać dziewczyny, chociaż teraz zwyczajnie byłby to powrót do prawidłowego... rozparcelowania osób przy drugich osobach. Chwilowo jednak zbyt zaślepiony chęcią powrotu do tego przyjemnego stanu rzeczy jeszcze sprzed kilku miesięcy, nie myślał o tym, o czym, jak miał nadzieję, Mer też już nie myśli. Bo dalej miał przed oczami obraz i to, co stworzyła ona, nie on. Indianę z Dorianem, a nie samą siebie w jego objęciach. Blaise zwrócony w jej kierunku, a nie patrzący na Indie.
Nie dopatrywał się teraz tego, co autorka miała na myśli, ponieważ jak się spodziewał, sam niedługo zobaczy, czy mylił się w swojej interpretacji, czy nie.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Sro 29 Sie 2012 - 13:34

Mindfuck, mindfuck, mindfuck. Od paru dni - dokładniej od wieczoru malowania i nocy w Kensington - świat Meredith mocno wirował, nie pozwalając na względną normalność i spokój. Dzień kaca odchorowała ciężko, kolejny później także spędzając w łóżku, wytłumaczywszy się migreną, ale nie aż tak silną, żeby mamusia musiała wieźć córeczkę na pogotowie, dziękujemy bardzo. Tremaine miała dość ludzi dookoła siebie, musiała mieć samotność, żeby wszystko sobie w głowie poukładać. A miała tego dość sporo, od wykutego przed oczami obrazu z Blaisem stworzonego, przez całowanie się z Aidenem i wszystkie te uczucia, które Blaise w niej mimowolnie wzbudzał. No i nieustanne wyrzuty sumienia, że rani Doriana, które nie dawały o sobie zapomnieć.
Kiedy dostała smsa od Blaise'a, przez chwilę była przerażona. Wiedziała, że spotkanie jest nieuniknione, ale nie do końca wiedziała, czego może się spodziewać. Z jednej strony ciągle miała w głowie swój portret, z którego przenikały uczucia, z drugiej strony nieco gorzkie zachowanie po skończeniu malowania. Nie wiedziała, co w niej wygra, czy chęć jego obecności, ciepła jego ciała i pożądanie, czy może jednak rozsądek i dystans. Obawiała się konfrontacji nie tyle z Młodszym, co z własnymi, nie do końca ogarniętymi emocjami. Używanie ich jednak jako wymówki, wyjątkowo marnej żeby być szczerą, nie wchodziło w rachubę. Pójść musiała i miała zamiar zrobić na Collierze Młodszym wrażenie piorunujące, żeby chociaż odrobinę pewności siebie przez jego nieuniknione, zachwycone spojrzenie zyskać.
Staranie się ubierając, myślała jak ta noc się skończy. Czy rozstaną się w kłótni, czy wylądują w łazience pubu, na łóżku albo podłodze u Blaise'a, a może gdzieś w neutralnym miejscu, po prostu rozmawiając. Uśmiechała się do samej siebie, wiedząc jak bardzo nierealny jest ostatni scenariusz. Gotowa była zdobyć świat.
Siedziała już w taksówce, kiedy przyszedł sms od Doriana. Jego puste słowa niszczyły ją, chociaż świetnie wiedziała, że na nie zasługuje. Nie płakała - nie mogła zniszczyć makijażu, godzin przygotowań. Nie odczuwała też bólu i żalu, spychając je na dalszy plan, na później, w zamian wypełniając się wściekłością na Aidena. On jeden mógł powiedzieć coś, nadal nie wiedziała co, Ashtonowi. A miała już nadzieję, że może będzie zdolna go polubić. Wysiadając z taksówki, trzasnęła gwałtownie drzwiami, przez tłum rozpychała się dość bezceremonialnie, by stanąwszy przy stoliku Blaise'a złapać jego szklankę z whisky, wypić jej zawartość jednym haustem, a potem opaść na fotel.
- Ze mną i z Dorianem koniec - wyjaśniła po chwili, spoglądając na Colliera dziwnym, pełnym ognia spojrzeniem. Czekała na pytania albo gesty, coś, cokolwiek. Chciała jasnych sytuacji, po raz kolejny.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Sro 29 Sie 2012 - 14:49

Najprawdopodobniej, dość po męsku wyłączył się ze świata rzeczywistego, ukazując obecnym że w ogóle żyje podnosząc niemalże cyklicznie szklankę do ust, do tego ograniczając swoje ruchy. Myślał natomiast sporo o tym, z jakim nastawieniem zjawi się tu Meredith. W końcu on sam postawił wszystko na jedną kartę, nie owijając tego w bawełnę ani delikatne słowa, najzwyczajniej wybrał właśnie Tremaine. Bez miłości, ze względu na... bratność dusz, ze względu na to, co czuł, kiedy tylko miał jej zapach wokół siebie, kiedy razem malowali i jak wtedy się wspaniale czuł. Napędzany do pracy, w swoim żywiole, z osobą równie tym zafascynowaną i równie kochającą to tak jak on.
Tylko to miał teraz w głowie, tylko tym się kierował. I nie pragnął teraz niczego ponad to, aby usłyszeć z jej ust, że i ona tego chce, powrotu do tego, co było kiedyś. Do tego niezobowiązującego rodzaju przyjaźni, która tak świetnie przecież zdawała egzamin przez ponad rok, kiedy stało się to już bardziej zaawansowane. Która wcale nie oznaczała, że ograniczają się do własnego towarzystwa w łóżku, ale też dawała to poczucie najbardziej emocjonalnej, związkowej niemalże bliskości. Nie zawsze przecież lądowali w łóżku, ile razy było tak, że przychodziła do niego po lekcjach, ot tak, po prostu, i zasypiała na łóżku, drzemiąc po zjedzonej wspólnie pizzy z kurczakiem, kiedy Blaise kończył jakąś swoją pracę. Każde w swoim świecie, acz w zasięgu swojego wzroku, w odległości kilku kroków. Kilka sekund i mógł ją przelotnie pocałować, aby potem zaproponować kawę i papierosa, film, albo wcześniejsze pójście spać - wczoraj się przecież nie wyspali, malując do późna idealnie wycieniowaną dłoń.
Coś czerwonego zamigotało mu gdzieś na horyzoncie i ten mocny bodziec koloru go jakby otrzeźwił, każąc powrócić do realnego świata. Jakoś podświadomie wiedział że to ona, albo może poczuł perfumy? Nie poruszała się jednak delikatnie, z gracją omijając stoliki po drodze, a podeszła do niego w mgnieniu oka, dobierając się do drinka. Kiwnął palcem na kelnera, zamawiając drugi raz to samo, tym razem dla dwóch osób, tnąc ją spojrzeniem. Wyglądała niesamowicie. No i dało mu to odrobinę do myślenia - spotkanie było zupełnie... nieformalne, czyli chciała się wystroić, i to w dodatku dla niego samego, chciała się podobać, chciała zrobić wrażenie. Chociaż jej słowa były o wiele potężniejszym bodźcem, który na niego zadziałał.
- Usiądź - powiedział, widząc jak wiele emocji kipi w jej oczach i gestach, jak drży niemalże i jak jest niespokojna. - Powiedziałbym, że mi przykro, ale chyba właśnie to chciałem usłyszeć - dodał pewnie, ześlizgując się wzrokiem po nagich ramionach, że jego uwadze nie umknęła bransoletka - z przywieszką na swoim miejscu. Na co uśmiechnął się, zawadiacko i baaardzo colliersko, aż wyciągnął się na krześle.
Kelner przyniósł drugą porcję whisky z colą i postawił przed nimi, jednak Blaise nie zwrócił na niego uwagi. Czuł się, jakby wygrał, odniósł zwycięstwo, jakby zaryzykował w pokera wielką sumę i szczęście chciało, aby wygrał jeszcze więcej - i dokładnie ta miksacja szczelnie wypełniła Młodszego od środka, że aż pokręcił głową z niedowierzaniem, wstał, nachylił się nad stołem i przyciągając do niebie podbródek Mer - lekko, bez żadnej przemocy - pocałował ją, pierwszy raz od tak dawna kosztując jej truskawkowych ust. Smakowała milion razy lepiej, gdy wiedział, że to pocałunek inaugurujący, a nie ten goodbye kiss, którym uraczyli się nawzajem ostatnim razem - w Norwegii.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Sro 29 Sie 2012 - 18:36

Wybór między dwiema równoważnymi osobami jest trudny. Meredith do ostatniej chwili nie była pewna, czy robi dobrze, odrzucając poczucie bezpieczeństwa, stałość i ciepłe uczucie, którym darzyła Doriana, na rzecz sztuki, zrozumienia i świadomości, że wszystko jest właściwe, bo Blaise jest obok. Nie umiała nazwać tych emocji, nie mogła powiedzieć, że któregoś z nich kocha czy jest zakochana. Złożoność uczuć była nawet nieco przerażająca, ale Mer w końcu mistrzynią opanowywania chaosu była. Wiedziała, że w tej chwili to Collier jest tym, którego potrzebuje i który ją rozumie jak nikt inny. W końcu bez słów, bez komunikacji namalował ją taką, jaką była, odkrył jej wnętrze.
Najlepsze wspomnienia, jakie dzieliła z Blaisem, wcale z seksem związane nie były. Taniec o zachodzie słońca na Grobli Olbrzymów; wiał straszny wiatr, niemal nic nie widziała przez swoje włosy, potykając się na skałach, ale tamten moment wypełniony był bezwarunkową radością; leżenie na kocu w Hyde Parku i niekończące się rozmowy o Paryżu, Amsterdamie, Prowansji; kłótnie o najlepszy rodzaj pędzla w tej małej manufakturze, gdzie nawet twórca tych pędzli nie był w stanie ich uspokoić, tak zażarcie wykłócali się o swoje racje, by po wyjściu ze sklepiku - oczywiście każde z innym pędzlem - wybuchnąć razem śmiechem, a potem na zmianę tych narzędzi używać. Takie chwile ceniła znacznie bardziej niż seks, nawet jeśli był tak bardzo przesycony artyzmem, namiętnością i spełnieniem.
- Aiden powiedział mu coś o Kensington... Ale to i tak zbliżało się do końca. Nieważne - westchnęła, wygodniej rozsiadając się na krześle. Zamknęła całe zdenerwowanie i smutek za wielkimi drzwiami, skupiając się na Blaisie, w końcu to dla niego przyszła dzisiaj, dla niego włożyła czerwoną sukienkę, wiedząc, jak bardzo w tym kolorze ją lubi. Uśmiechnęła się tylko, czując na sobie jego zadowolone spojrzenie i wyciągnęła rękę po szklankę, zamierzając upić z niej łyka, oczyszczając jeszcze bardziej umysł - ale nie zdążyła, rozproszona jego ustami. Zamiast sięgnąć po szklankę, dłoń wplotła w jego włosy. Tęskniła za smakiem whisky, zdecydowanymi, żądającymi ustami i lekko drapiącym zarostem. Blaise zawsze traktował ją jako równą sobie, wystarczająco silną, by z nim walczyć, ale i wystarczająco słabą, by móc nią zawładnąć. Dorian raczej ją chronił, traktując jak lalkę z kruchej porcelany. Uwielbiała to, ale...
No właśnie.
- Brakowało mi tego - przyznała, niechętnie przerywając pocałunek na zaczerpnięcie powietrza.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Sro 29 Sie 2012 - 21:43

Jeszcze nie wiedział, czy ze strony Aidena wysłanie smsa do Doriana miało być przysługą, po dziwnym kwadransie zwierzeń w parku, czy dziwnym wyrównaniem rachunków po nieudanej probie zniszczenia reputacji Ashtona podczas urodzin wcześniej wymienionego Pumiastego, czy jeszcze czymś innym, ale jako optymista, ponownie, chciał wierzyć, że to pierwsza opcja była właściwą, toteż zanotował sobie w głowie ołóweczkiem, żeby kupić bratu wór orzechów. Ale to jutro, bo teraz siedziała przed nim Mer, w jego ulubionej, czerwonej sukience, na którą czekał i która najwyraźniej też chciała ten moment celebrować.
Dobrze było znów ją całować bez obaw, że robią coś raniącego i niewłaściwego, wspaniałe było to, że ona wszystko to mu odwzajemniała. Gdy całował - też całowała, gdy tulił - też oplatała mu wokół pasa swoje ramiona; bez zbędnych gierek, które tak źle mu się kojarzyły, bo z całym stadem wulgarnych Lisic, które i tak koniec końców lądowały z (nie)udacznikiem w łóżku, bez względu na to, jak by im wychodziło granie niedostępnych
A Mer, była jak najlepszy przysmak na srebrnej tacy, że Blaise aż zawahał się na chwilę, czy konsumpcja powinna nastąpić od razu - co zapewne z wielką chęcią by uskutecznił, jednak nie dawało mu jeszcze spokoju kilka detali. Był Jeleniem, nie lubił mieć wyrzutów sumienia.
- Ot tak z nim zerwałaś? I przyszłaś w TEJ sukience na spotkanie ze mną? - zapytał, siadając z powrotem na swoim miejscu, biorąc szklankę do ręki. Whisky smakowała świetnie, połączona z jej smakiem, który nadal był na jego języku. Patrząc na nią... z zaciekawieniem. I tym, jakże popularnym uczuciem niedosytu, bo choć osiągnął to co chciał, pragnął więcej. Na chwilę obecną jeszcze tylko słów, mając nadzieję, że łazienka będzie wygodna.
Też za tym tęsknił, za widokiem jej błogiego, delikatnego uśmiechu, za gładkimi dłońmi, które teraz leżąc na stole jakby prosiły by je chwycić i pociągnąć właścicielkę gdziekolwiek, byle po prostu ze sobą. Tęsknił za tym, jak na niego patrzyła, bo nie tylko pożądliwie, ale też... jakby oglądała ciekawy obraz, co mu niesamowicie schlebiało, ponieważ nie był to tylko zachwyt tą oklepaną collierskością, a szczegóły, które dostrzegała tylko ona - jak to, że zimą jego oczy robią się jakby nieco zielonkawe, a na lewym przedramieniu ma małego pieprzyka, który ma kształt kokardki.
- W sumie to dobry wybór, nie ma tych uciążliwych guzików, jak ta z pin-up party - dorzucił, unosząc jedną brew, przykładając szklaneczkę do ust, upijając jej zawartość do połowy. Już w sumie jej pragnął; brakowało mu tego szczupłego, ale niezwykle gibkiego ciała, zapachu, bliskości, chociaż wygrywała chęć do ponownego posmakowania tej całej wiązanki emocji, jaka towarzyszyła całemu rytuałowi, bo to nie był tylko seks, trzymanie w garści długich włosów czy fakt bycia kobietą - tam liczyły się tylko emocje, które maskowały ewentualnie niedoskonałości powierzchowności. I o tym teraz myślał, nie mogąc się powstrzymać przed dalszym patrzeniem na nią z błyskiem w oku, nie ogarniając, jak silna była ta tęsknota, gdy jej obiekt był od niego oddalony o nieco ponad pół metra + warstwy nieistotnej odzieży. Trening cierpliwości, a co.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Czw 30 Sie 2012 - 11:02

Nie chciała znać motywów Aidena. Po raz kolejny po prostu potwierdziło się, że Collier Starszy jest niereformowalny i jakiekolwiek pozytywne z nim interakcje po jakimś czasie są zaburzane jednym złośliwie wypowiedzianym słowem. Nie warto więc się łudzić i mieć nadzieję, że cokolwiek czy ktokolwiek na niego wpłynie, sprawiając, że zmieni swoje nastawienie. Skoro raz postanowił odwzajemniać Mer nienawiść, nic nie mogło go od tego odwieść.
Nie żeby to sprawa życia i śmierci dla Tremaine była, jej egzystencja bez Aidena sens cały czas miała.
Niewłaściwy, przynajmniej dla Meredith, był czas bez Blaise'a. Może wtedy myślała, że faktycznie tak jest lepiej, ze swoimi drugimi połówkami, ze stałością i pewnością uczuć. Zrewidowała jednak swoje poglądy właśnie teraz, czując się nareszcie kompletna. Odwzajemniona w miłości do sztuki, rozumiana w każdym kontekście zachowania, spełniona.
- Sukienkę wybrałam wcześniej - uśmiechnęła się znacząco, teraz w końcu sięgając po swoją szklankę. Upiła z niej niewielki łyk, nie skupiając się raczej na smaku alkoholu, a na obserwacji Blaise'a. Głód widoczny w jego oczach - głód jej ciała - pochlebiał jej, sprawiał, że czuła delikatną gęsią skórkę na ramionach. W jej oczach był ten sam wyraz, nieco chwilowo jeszcze przyćmiony kolejnym pytaniem o zerwanie. - Właściwie jeszcze nie zerwałam - przewróciła oczami - Ale to kwestia dnia powrotu do szkoły, nie chciałam takich spraw załatwiać przez telefon. A co z Indianą...? - To też był dość znaczący problem. Gdyby nie obraz, gdyby nie jakieś dziwne poczucie, że Blaise także jakoś to skończy, nie zdecydowałaby się na przyjazd tutaj. Nadal miała wątpliwości, czy to znowu źle się nie skończy, teraz faktycznie mogła mieć coś na sumieniu, zwłaszcza z nieco paranoidalnymi stanami Lanvin, która mogła całą tą sytuację przekręcić zupełnie na opak. Jednak Meredith zdecydowana była nie poddawać się nadal, wyciągając obietnicę złożoną w sadzie czereśniowym i chyba znów ukrywając... przyjaźń z Blaisem. Dla dobra ich wszystkich.
- Zerwałeś praktycznie wszystkie, masz szczęście, że sukienka była do wyrzucenia. Lubiłam ją - odparła, zmieniając miejsce. Siadła teraz tuż obok Colliera, dłoń kładąc mu na udzie. Zaczęła kreślić palcami niewielkie kółeczka na napiętym mięśniu, wyczuwalnym nawet przez dżins. Prowokowała go, chcąc jednocześnie moment oczekiwania przedłużać w nieskończoność. Czuć jego ciało obok siebie, ale nie na sobie; kosztować jego ust, ale nie mieć jeszcze opuchniętej od pocałunków wargi. Celebrowanie tego momentu miało być jak najbardziej satysfakcjonujące, przynoszące jak najwięcej rozkoszy. Nie chciała by skończyło się to jak zwykły szybki numerek, zaliczony gdzieś na drzwiach łazienki.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Czw 30 Sie 2012 - 11:45

Tak było dobrze, w różnych tego słowa znaczeniach. Było poprawnie, odpowiednio, właściwie, z dopasowaniem, bez wątpliwości - zniknęły z jej oczu gdy tylko ją pocałował, a sam tego wieczoru w oczach ich nie miał.
Aiden już dawno wyparował z głowy Blaise'a, myślał raczej tylko o tym, że jest tu Mer, ubrana pięknie dla niego, co zapewne też było niejakim zapewnieniem, że równie pięknie będzie gdy się rozbierze. Uśmiechnął się zatem lekko, nie w perwersyjny sposób, nie "wiem, że na mnie lecisz, bicz", a taki blejsowy, szczęśliwy, widząc też to, że i w jej oczach błyszczą się srebrne iskierki.
- No nie wątpię, że wybrałaś ją wcześniej - powiedział, ponownie upijając łyk ze swojej szklanki, patrząc na nią wyczekująco; widział, że jeszcze zaraz coś dopowie, zatem nie miał zamiaru jej w niczym przerywać. Chciał przecież usłyszeć to, co powie mu na temat Doriana, czy pokłócili się, czy jak to teraz między nimi wygląda. Koniec końców przecież kumplował się z Ashtonem i nie miał celu w tym, by teraz narodził się między nimi gorący hejt, ze względu na tą, ponowną, roszadę partnerek, z tą drobną różnicą, że teraz obydwaj z pewnością widzieli, co było właściwe, a co nie.
- Hm, to dobrze. Bo nawet jeśli bym chciał, żebyś załatwiła to od razu, to chyba lepiej, jak porozmawiacie jak wróci - powiedział, ciągle lekko uśmiechnięty, obracając teraz palcami swoją szklankę. Wywnioskował, że Doriana w Londynie teraz nie było poza tym kojarzył, że Ashton w każde wakacje jeździł do rodziny, gdzieś poza stolicę w każdym razie. - Spotkaliśmy się i powiedziałem, że czuję się ograniczony i potrzebuję przerwy - dodał, ale uśmiech zniknął z jego twarzy, bo nie było mu zbyt dobrze z tym, że dość perfidnie zastępował jedną dziewczynę drugą, nawet jeżeli ta pierwsza była... przerywnikiem w relacji z tą wcześniejszo-późniejszą (mindfuck). I spuścił wzrok na ciemny płyn w szkle, popadając na tych kilka sekund w niezbyt przyjemne rejony myśli, do których nie chciał już wracać. Wystarczająco mimotyczny był w ostatnich dniach właśnie przez to, żeby teraz rozmemłanie uskuteczniać dalej. W czym Mer, znów, okazała się bardzo pomocna, bo przysunęła się, że czuł jej nogę obok swojej, mgiełkę jej zapachu, każąc przestać myśleć o wszystkim co było teraz niepotrzebne. Przecież nie przyszedł tu wpędzać się w depresję, a właśnie z jej pierwszych objawów się wyciągnąć.
- Bardzo dobrze, że ją wyrzuciłaś, bo o wiele lepiej wyglądałaś bez niej - powiedział unosząc brew, czując jak dziewczyna palcem robi mu jakieś bohomazy na udzie. Nie hamował się zatem przed tym, żeby ująć jej twarz w dłoń i znów ją pocałować, co szybko uskutecznił, dość jelonkowato ciesząc się z każdej sekundy tej satysfakcjonującej, choć tylko połowicznej bliskości. Za którą naprawdę musiał się stęsknić, bo był skłonny nawet poczekać z ostateczną konsumpcją dopóki ona nie powie że też tego chce, tu-i-teraz. - I chociaż w tej wyglądasz lepiej, śmiem twierdzić, że jest Ci równie niepotrzebna, jak każda inna którą przy mnie masz na sobie - powiedział prosto w jej usta i zagryzł jej lekko dolną wargę, wplatając jej palce we włosy.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Czw 30 Sie 2012 - 20:27

Miała wątpliwości i obawy co do wszystkiego - oprócz bycia właśnie tutaj, z Blaisem, z całą świadomością tego, co za chwilę ma się wydarzyć. Tego w stu procentach była pewna, że za chwilę któreś z nich nie wytrzyma, podniesie się i pociągnie drugie w kierunku łazienki, nie przejmując się niczym innym, tylko zbliżającą się rozkoszą. I ją to wszystko cieszyło, bo po raz pierwszy od dawna wszystko było na swoich miejscach.
Wolała nie kłócić się z Dorianem, chciała całą sprawę załatwić pokojowo. To nie było też tak, że do niego zupełnie nic nie czuła; przez długi czas wydawało jej się, że to coś naprawdę poważnego. Ale nie chciała go oszukiwać, nie kiedy zorientowała się, że coś do Colliera Młodszego czując, w stosunku do Doriana jest zupełnie nie fair. Oszukiwaniem go byłoby tkwić cały czas w związku z kłamstwem w tle, a na tyle Ashtona szanowała, by tego mu nie robić. Wiedziała, że gdy się spotkają, do wszystkiego się przyzna i będzie go przepraszać ze łzami w oczach za to, że nie była taka, jak być powinna. Liczyła na to, że Dorian ją zrozumie, bo naprawdę jej na nim zależało... Tyle że to wszystko było za bardzo skomplikowane.
- Poza tym może to i lepiej, że nie od razu się spotkamy... Obydwoje mam czas, żeby podejść do sytuacji na chłodno - westchnęła, wzruszając ramionami. Takie wyjście chyba było najlepsze, najspokojniejsze. Zresztą nie chciała ściągać go z Bristolu do Londynu specjalnie po to, żeby skończyć ich związek. Wiedziała, że jego rodzina jest nieco dysfunkcyjna, a pieniądze jednak się liczą. To byłoby nieludzkie z jej strony, mimo wszystko.
- Jeśli się dowie, że to znowu chodzi o mnie... - urwała, nie chcąc kończyć tego zdania. Potrząsnęła lekko głową, oddalając od siebie przesycone wątpliwościami i poczuciem winy myśli. To nie był czas na rozpamiętywanie i żałowanie, o to będą martwić się za jakiś czas.
Albo może i nigdy, skoro Blaise tak skutecznie umiał oderwać ją od rzeczywistości, problemów i kłopotów. Euforia. Wiedziała, że to nie może być zbieg okoliczności, uwielbiając ten zapach. Że są sytuacje i uczucia euforię wywołujące, odzierające świat z szarości i goryczy. Każdy taki moment, pełen niepohamowanej, ekstatycznej radości, zachowywała w pamięci jako wyjątkowy. A ten właśnie wysuwał się na czoło listy idealnych chwil życia.
- Sądzę, że w miejscach publicznych wywoływałabym niemałą sensację, ale prywatnie, czemu nie? - odparła niemal ze śmiechem, odpowiadając w międzyczasie na pocałunek. Nie wypiła dużo, ale czuła się jak pijana, świat nieco migotał na brzegach percepcji, z drugiej strony wyraźny i przejrzysty jak nigdy dotąd. - Nie porwij jej tylko - wyszeptała mu do ucha, muskając wargami delikatną skórę na szyi i podniosła się z krzesła, wiedząc, że od bez chwili wahania podąży za nią.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Blaise Collier
Dorosły
avatar

Liczba postów : 560
Join date : 29/02/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Pią 31 Sie 2012 - 14:05

Uczucie bezwarunkowego zwycięstwa; wygrał wszystko, na czym mu zależało i czuł się z tym wyśmienicie, jednak z natury jako osoba nieunosząca się pychą, daleko mu było teraz do wszelkich cwanych min i innych zewnętrznych oznak samopoczucia jak pan i władca świata.
Nigdy nie wątpił w delikatny talent Mer do przeprawiania się przez konflikty, toteż był całkowicie pewien, że załatwiła całą sprawę z Dorianem... odpowiednio. Bez niepotrzebnych gorzkich słów, wyzwisk i kłótni, a spokojnie, że jeszcze spotka się z Ashtonem na piwie, jak kiedyś, przed tymi wszystkimi zawirowaniami ze źródłem w dwóch wątłych osóbkach płci przeciwnej. Był teraz zupełnie spokojny o wszystko, co tylko mogłoby go jakkolwiek martwić, wolny od trosk siedział, całując stęsknione usta, mając w głowie tylko to, jak będzie teraz, od tego momentu.
Wrócą do wspaniałej przeszłości, do wspólnego, całonocnego malowania, kończąc o wczesnych godzinach porannych, do wieczorów przy winie i papierosach spędzonych na gorących wymianach zdań, regularnie wykłócając się o to, który malarz miał więcej talentu, który lepiej oddawał emocje, a który miał lepszy warsztat technicznie, do pocałunków, do spontanicznych pikników. Do wszystkiego, co robili wspólnie, czyli po prostu powrót do właściwego życia. Bo dopiero gdy jej zabrakło uświadomił sobie, jak normalną, wręcz niezbędną częścią jego życia stała się przez ponad rok tej ich bliskiej relacji.
- Wiem, że dobrze to rozegrasz. Zawsze Ci się udaje - powiedział tonem pocieszyciela - motywatora, ujmując w dłoń jej podbródek i patrząc na nią wzrokiem "wszystko będzie wspaniale". I wspaniałość miała się zacząć szybciej niż podejrzewał, gdyż wstała, szepcząc mu do ucha coś o rozrywaniu sukienki. Wstał zaraz za nią i wziął ją za rękę, pozwalając jej jednak się poprowadzić.
Gdy weszli nie czekał długo, robiąc jedynie pauzę na przekręcenie zamka w drzwiach i podszedł do niej, przypierając ją do ściany, jednak nie zaczął jej całować od razu, najpierw ograniczając jej przestrzeń, opierając się o tą ścianę rękami. Zgiętymi, że mimo wszystko był blisko.
- Tak w miejscu publicznym? Już zapomniałem jak lubisz seks w łazienkach - powiedział z przekąsem, zniżając głos, patrząc na nią jakby zadał podchwytliwe pytanie.
Ciężko było mu określić co tak naprawdę go w niej tak pociągało. Przecież widział, że daleko jej do ideałów, ale jednak miała w sobie to coś, co kazało mu wracać. Emocjonalne przywiązanie? - może. AŻ TAKĄ role odgrywały uczucia w tej relacji? Bo jeśli tak, to każda inna para powinna brać z nich przykład.
Byli prawie równi wzrostem, gdyż Mer nie należała do niziołków, a dziś jeszcze wskoczyła w obcasy, toteż nie musiał się jakoś super schylać, żeby ją pocałować. Mocno, przeciągle i namiętnie, przyciągając ją do siebie jedną ręką, drugą trzymając ją za kark. Może nawet trochę zachłannie - collierska cecha umiłowania posiadania chyba właśnie mu się włączała.

_________________
Powrót do góry Go down
Meredith Collier
Dorosły
avatar

Age : 33
Liczba postów : 636
Join date : 07/04/2012
Skąd : Amsterdam

PisanieTemat: Re: The Dubliner   Sob 1 Wrz 2012 - 11:55

Na bilans zysków i strat przyjdzie czas później, chwilowo jednak samopoczucie Mer, do tej pory przez wszystkie możliwe okoliczności nadwątlane, podskoczyło jak szalone. Endorfiny krążące w żyłach odsuwały problemy, systematycznie i metodycznie wymazując postacie Doriana, Aidena, Indiany z obecnego życiorysu Tremaine, a całą jej uwagę skupiając na chwili obecnej.
Spokoju w towarzystwie Blaise'a spodziewać się nie mogła, wiedząc, że w każdej chwili coś nieprzewidzianego może się wydarzyć. W czasie malowania mogą zdecydować, że chcą iść na spacer, cali wypaćkani farbami, nie przejmując się tym wcale. Oglądając film w kinie - jakiś bzdurny, bo 1467890987654567 komedia romantyczna w reżyserii Allena - mogą chcieć pójść na piwo. Usypiając na złożonej sofie, mogą zauważyć coś inspirującego, kształt cienia chociażby i zerwać się na nogi, wykłócając się o technikę owej inspiracji oddania. Nie, spokój nie był w ich stylu. I nie był czymś, czego oczekiwała. Chciała tylko tego wszystkiego, co dzielili wcześniej, idealnie się uzupełniając. Chciała idealnej, chociaż niespokojnej i spontanicznej harmonii, takiej, jakiej tylko on mógł jej dostarczyć.
Kiedyś zaczęła się zastanawiać, co się stanie, gdy zakocha się w kimś naprawdę. Jak będzie wyglądało jej życie bez Colliera Młodszego, za to z bezimiennym jeszcze partnerem, zaangażowanym w nią z równą siłą. Czy wtedy też oczekiwać będzie porwań na maraton biografii wielkich malarzy w niewielkim kinie w bocznej uliczce, czy oczekiwać będzie kłótni o popkulturę - bo ona dzięki Indianie amerykańskie seriale lubiła, a Blaise w dziwnych reality-show się lubował; obydwoje zaś nawzajem tych dziedzin nie znosili - czy oczekiwać będzie zupełnie innych, obcych jej teraz rzeczy. Nie umiała sobie tego wyobrazić, gdzieś w marzeniach czy planach zawsze mając Jelonka uwzględnionego, chociażby częściowo, pośrednio, w spotkaniu w łazience na lotnisku na krótkim tete-a-tete, gdy ona lecieć do Kalifornii będzie, a on Norwegię po raz kolejny mieć w planach będzie.
- Może po prostu mam z nimi dobre wspomnienia - rzuciła, wyraźnie rozbawiona brzmieniem jego głosu. Te dziesięć? pięć? centymetrów między nimi wcale jej nie deprymowało, wręcz przeciwnie. Czuła się, jakby była na właściwym miejscu, tam, gdzie w tej chwili powinna być. - Z tą też miło by było mieć jakieś interesujące.... doświadczenia - wyszeptała mu prosto w usta, z cichym jękiem poddając się jego dominacji. Oddawała namiętne pocałunki, przyciskając całe swoje ciało do jego ciała, wplatając dłonie w jego włosy, ściskając je gwałtownie. Każdy nerw w jej ciele drżał, pokazując jak bardzo za nim tęskniła, jak bardzo go pragnie.

_________________

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain

Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: The Dubliner   

Powrót do góry Go down
 
The Dubliner
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Soho-
Skocz do: