IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 sypialnia Peony

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: sypialnia Peony   Wto 25 Wrz 2012 - 15:48

[You must be registered and logged in to see this image.]

Mała, ale przytulna i zaciszna. Najwygodniejsze łóżko na świecie z baldachimem, pod przeciwległą ścianą półka z książkami i ulubionymi bibelotami, telewizor i wędrujący po pokoju laptop. Często pałęta się też [You must be registered and logged in to see this link.] Peony - Wojciech
Powrót do góry Go down
Jace Chamberlain
Przywódca Pum
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 427
Join date : 31/07/2012
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: sypialnia Peony   Pią 21 Gru 2012 - 21:06

Dżejs ostatni tydzień spędzał sobie na Harvardzie, jako jedyny człowiek od założenia uniwersytetu, który mając lat tak mało, kombinował nad rozwiązaniem jakiejś mega matematycznej zagadki przy jednym stole ze wszystkimi profesorami Mathematics Departament. Bardzo mu się podobało i chciałabym napisać że gdyby mógł, nigdy by nie wrócił, ale byłoby to takie paskudne kłamstwo! W rzeczywistości Jace dzwonił do Peony na każdej możliwej przerwie w obradach, nienawidził siebie w myślach że jego talent pozwala mu na poziomie mentalnym rozmawiać z każdą osobą na świecie, tylko nie z nią, bo jest cholerną TARCZĄ. A tak? Mogliby rozmawiać non stop, on ma podzielną uwagę i ogarniałby i matmę, i swoją narzeczoną. Narzeczoną, którą kochał szalenie, właściwie tak mocno, że zwątpił na chwilę w swój ponadprzeciętny geniusz (bo skoro jest taki zajebisty, to jakim cudem nie ogarnął wcześniej tak prostej rzeczy? Taaak, to, że ją kochał było niesamowicie banalne, a jednak zajęło mu dłużej niż decyzja, czy pić czystą wódkę, czy whisky). Na szczęście zaraz wróciło mu stare myślenie pełne samouwielbienia w stopniu ograniczonym i nadal był to ten sam, stary i odrobinę wredny Jace, tylko że troszkę mocno zakochany, co wpływało na jego poczynania bardzo.
Kiedy dostał wiadomość od Peony, ze coś jej się stało, zmartwił się tak bardzo, że zmiażdżył kubek, który trzymał w dłoni i było to o tyle smutne, że był to pierwszy kubek, który od niej właśnie dostał. No, nic, pewnie ma ich jeszcze trochę. Wręcz wariował, że przez te śnieżyce wszystkie lotniska są zamknięte, ale z ekipą Harvardzką pożegnał się od razu, spakował w piętnaście minut, żeby złapać pierwszy samolot, jak tylko padnie pozwolenie na odbycie lotu. Innymi środkami nie było sensu się nawet pchać, niestety, więc dopiero dzień po tym, jak dowiedział się że jego narzeczonej coś jest zawitał na pokładzie jakiegoś boeinga i leciał na Heathrow, gorączkując się że to trwa tak długo. Prosto z lotniska złapał taksówkę pod dom Peony, prosząc jednak uprzejmego pana o zatrzymanie się na minutkę pod kwiaciarnią. Nie mógł się powstrzymać, a taksówkarz czekał, aż w rękach Jace'a pojawił się bukiet stu frezji. Nie ma bata, musiał to zrobić.
Kiedy już wysiadł pod jej domem, tachał te kwiaty i swoją walizkę, co w tej chwili nie było dla niego problemem bo były WAŻNIEJSZE NIŻ WSZYSTKO, pomyślał sobie, że jeśli jej matka zamierza teraz odstawiać jakieś cyrki, to chyba strzeli sobie (albo jej :C) w łeb. Boże, jak dobrze, że nie miał broni innej niż umysł sam w sobie! Zapukał, ale nie czekał na "proszę". Zostawił swoją walizkę w przedsionku, skóry nie zdejmował celowo, żeby nie eksponować tatuaży, niech jej tam będzie. W końcu kiedyś będzie teściową, no to... Może powinni się polubić? Jace był na to otwarty, ale hejty tej kobiety względem niego były bezpodstawne! Ważne, że tatuś był bo jego stronie. Właśnie na niego trafił po drodze na schody.
- Witam, panie von Laffert. - przywitał się kulturalnie, nadal trzymając te sto frezji w ramionach. - Czy mógłby mi pan wybaczyć chwilę tak nagannego postępowania jak odmowa podjęcia rozmowy? Na tą chwilę nie ma dla mnie nic ważniejszego na świecie od tego, że moja narzeczona jest tam gdzieś na górze i cierpi nie mogąc złapać mnie za rękę. - uśmiechnął się kulturalnie i nie czekając na odpowiedź, poszedł na górę. Drogę do sypialni Peony znał na pamięć, pokonałby tę trasę jako ślepiec, bez laski i nie po omacku.
Przed jej drzwiami z kolei zapukał kulturalnie. Jej należało się maksimum szacunku. Jeśli nie była teraz w nastroju na przyjmowanie kogokolwiek, był gotowy to zrozumieć i czekać pod drzwiami jak pies.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
he whose face gives no light
shall never become a star

~ William Blake
Powrót do góry Go down
http://www.weheartit.com/Pinia
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 277
Join date : 26/12/2011

PisanieTemat: Re: sypialnia Peony   Pią 21 Gru 2012 - 21:24

Arthur von Laffert niechętnie spędzał ten czas przymusowo w Londynie, bo gdy on bezczynnie trwonił następne i następne godziny na nudzeniu się w stolicy Anglii, w stolicy Austrii odbywał się przeciekawy zlot stowarzyszenia noblistów Uniwersytetu Wiedeńskiego, w którym z wielką przyjemnością był jednym z wykładowców. Jednak wypadki chodziły po ludziach i takowy przytrafił się jego ukochanej pierworodnej, więc innego wyjścia nie było, jak oficjalnie przeprosić całą śmietankę inteligencji austraickiej, pakować wszystkie ulubione garnitury i prywatnym odrzutowcem natychmiast lecieć do okropnego kraju, gdzie cierpiała jego mała Peonka.
Biadolenie swej drogiej małżonki znosił dzielnie, ponieważ kiedy oni byli towarzystwem Peony w jej cierpieniu z targaniem ciężkiego gipsu na jej biednej, złamanej nodze, ich młodsza córka-hipochondryczka leżała, w swoim mniemaniu obłożnie chora, choć najlepsi lekarze zapewniali mamę i papę von Laffert, iż to nic groźniejszego nad katar. Co niestety nie uspokajało Gisy na tyle, by nie telefonowała do Austrii co kwadrans, wypytując o młodszą z córek, pomiędzy tym męcząc starszą na przeróżne sposoby.
Teraz jednak schodził z piętra na parter, celem oddania się kolejnej, bezużytecznej rozrywce, kiedy na schodach wpadł na...
- Dobry wieczór, Jonathanie - odpowiedział mu niemało zaskoczony, jednak uśmiechnął się lekko widząc frezje trzymane przez młodzieńca. - Och tak, idź do niej koniecznie. Zaprawdę, wystarczająco męczy ją już nasze towarzystwo, żeby Cię teraz powstrzymywać. Porozmawiamy później, jestem niezmiernie ciekaw Twoich sukcesów na harvardzkiej uczelni - mówił bezbłędną angielszczyzną, choć z wyraźnym, twardym akcentem. No nie można mieć wszystkiego. Bez jednak większego spoufalania się, uraczył Chamberlaina jeszcze jednym uśmiechem i zszedł na parter.
Powrót do góry Go down
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: sypialnia Peony   Pią 21 Gru 2012 - 21:41

Peony miała oficjalnie DOŚĆ. Dość nadopiekuńczej matki, która na skraju nerwicy i rozdwojenia jaźni tkwiła pomiędzy dzwonieniem do przeziębionej (!) Flory, a faszerowaniem Peonki najróżniejszymi suplementami, które rzekomo miały przyspieszać zrastanie się kości i gojenie się innych ran. I ciągłym ostrzeganiem jej przed jakąkolwiek formą intensywniejszego ruchu (bo jej się coś przestawi) niż dokuśtykanie do toalety i z powrotem, oraz bezustannym przypominaniem jej, że ma krzyczeć jakby czegokolwiek potrzebowała. Może dlatego, dla tej godziny spokoju, Peony wysłała mamusię na drugi koniec Londynu po gruszkowo-orzechowe trufle w białej czekoladzie? Może i było to średnio fair wobec niewyczerpanej opiekuńczości pani von Laffert, jednak Lisicy brakowało już pomysłów, jak przekazać mamie informację o tym, że nic takiego strasznego jej nie jest, by wreszcie pojęła i zaczęła uprawiać swoją zwyczajową wyjebkę.
Aktualnie dziewczę leżało na łóżku, z laptopem, i oglądała kolejny serial z nudów. Chociaż może też dlatego, by swoje myśli odciągnąć od nerwowego zerkania na telefon (może Jace napisał?), nerwowego nasłuchiwania osób przychodzących do rezydencji (może to sanitariusze, bo London zgodził się na przeszczep?), oraz nerwowego roztrząsania wewnątrz siebie wszystkiego, co ostatnio wydarzyło się w jej życiu. Poczucie winy ją miażdżyło, bo lekarze wcale nie owijając w bawełnę powiedzieli jej, że przeżyła tylko dzięki temu, że London ją zakrył sobą. A teraz on leżał w tym szpitalu, cały połamany, poharatany, i w dodatku z poważną niewydolnością nerek - co wykryto podczas ogólnych badań powypadkowych - w całym tym gównie jeszcze unosząc się swoją dumą, odmawiając przeszczepu. Czego peony nie mogła, lub też nie chciała pojąć. Mogła być dawcą, mogła mu się odwdzięczyć, a on jej nie pozwalał, co frustrowało ją bardziej, niż cokolwiek innego do tej pory w jej życiu. Nawet nadgorliwa mamusia.
No i pozostawała kwestia podwójnych zaręczyn, choć oficjalnie przyjęła tylko jedne. I o niczym teraz bardziej nie marzyła, jak o tym, by Jace wreszcie się zjawił, objął ją, wyrozumiały, wspaniały, kochający i kochany. Na co, jak przypuszczała, czekała całe wieki, bo pieprzony Harvard, który przeklinała w duchu, nie umiejąc do końca cieszyć się z tak prestiżowego wyróżnienia dla jej pumiałka.
Aż podskoczyła na łóżku, słysząc pukanie do drzwi, bo jakoś tak miała wrażenie, że chłopak wcześniej do niej zadzwoni, zanim wtarabani się zmęczony do skromnego domostwa von Laffertów. Jakoś stawiała jego potrzeby gdzieś ponad własnymi, no i za oczywiste wzięła, że Jace wróci jeszcze do domu, ogarnie się i dopiero przyjedzie. Czego najwyraźniej nie zrobił (śledziła przez internet trasę samolotu), ku jej wielkiej radości.
- Jace? Wejdź - powiedziała, podnosząc się na rękach i wstając z łóżka, żeby natychmiast rzucić mu się na szyję, niczego innego chwilowo nie pragnąc.
Powrót do góry Go down
Jace Chamberlain
Przywódca Pum
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 427
Join date : 31/07/2012
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: sypialnia Peony   Pią 21 Gru 2012 - 23:15

Nie czuł się zmęczony ani trochę. Wręcz przeciwnie, dawno nie był aż tak rozbudzony! Tęsknota za narzeczoną sprawiała mu fizyczny ból (mhm, poza bólem jąder etc) i na samą myśl, że wreszcie ją zobaczy, pierwszy raz od piekielnych pięciu czy sześciu dni napawała go nieopisanymi pokładami radości i adrenaliny. Gdyby nie jej noga i zażyczyłaby sobie teraz iść z nim pobiegać, też by to zrobił nie czując zmęczenia w ogóle, mimo, że jest na nogach od jakichś dwudziestu paru godzin, w granicy doby. Czekał na samolot dzielnie wlewając w siebie litry kawy i coli na zmianę, nie chciał zasnąć nawet na chwilę, żeby nie przegapić najbliższego lotu, a przecież kwestią kilku minut byłoby w chwili ogłoszenia jakiegoś sprzedanie biletów. Nie chciał ryzykować, marzył o znalezieniu się przy niej już, teraz, zaraz, żeby wreszcie poczuć jej zapach, dotyk, bicie serca na sobie. Głos przez telefon nie wystarczył mu w żadnym stopniu i ani trochę nie zaspokajał wygórowanych od chwili zaręczyn potrzeb. Jedyne, co zrobił w celu ogarnięcia się, to w samolocie przed lądowaniem umył zęby i twarz, żeby się jakoś odświeżyć, a na lotnisku zmienił ubrania na świeże. Mimow wszystko jego uwielbienie do higieny nie mogło zostać nagięte na tyle, by wykąpał się cały w publicznym prysznicu, jakie przecież były dostępne, a jechanie do Highbury, do siebie czy chociażby do Akademika zajęłoby mu dużo za dużo czasu.
Otworzył drzwi natychmiast, gdy jej dźwięczny głos rozbrzmiał gdzieś w jego głowie, niemal automatycznie wykonał kilka kroków w przód, przekonany, że będzie spokojnie leżała, a nie się tak wygłupiała! Aż wziął powoli duuuży wdech, równie się nie spiesząc wypuścił powietrze, kręcąc lekko głową.
- ty głuptasie, gdzie maszerujesz? - powiedział przyglądając jej się z mieszanką politowania, rozbawienia i miłości. Odłożył szybko ten oooogromny bukiet stu frezji na jakiś stół, biurko? i podszedł do niej pewnym krokiem. Dłonie ulokował bez wahania na jej biodrach, skakał oczami po jej twarzy, z zadowoleniem stwierdzając w myślach, że zapamiętał wszystkie szczegóły jak należy, i że nic się w niej nie zmieniło. Nadal była JEGO Peony, jego przyszłą żoną.
Nie bawiąc się długo w jakieś uprzejmości (już nie musiał, hhihihihi) przyciągnął ją do siebie i obsypał jej szyję pocałunkami, dopiero po kilku sekundach odnajdując wargami jej usta. A skoro już był jej narzeczonym i mógł robić co chciał, nie martwiąc się że spróbuje go uderzyć i coś sobie przy tym przestawi albo nabije siniaczka, to całował ją w taki sposób, żeby nikt, kto by to widział nie miał wątpliwości, że trafi na OIOM, jeśli spróbuje ją tknąć w jakkolwiek nieodpowiedni sposób.
Nie chcąc jej ani udusić, ani powalić przeżyciami jak na wielki welcome back, odsunął się na kawałek, cmoknął ją delikatnie w najpiękniejszy nos świata i schował w swoich ramionach, przytulając mocno.
- warto było tak tęsknić, zdecydowanie. - rzucił gdzieś nad jej głową, o którą opierał brodę, wesołym tonem. - kocham cię. - wymruczał jej do ucha, bo nadal czuł, że musi to podkreślać przy każdej okazji. Najgorsze, co mogła w tej chwili zrobić, to o tym zapomnieć albo zwątpić, więc wolał zapobiegać.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
he whose face gives no light
shall never become a star

~ William Blake
Powrót do góry Go down
http://www.weheartit.com/Pinia
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: sypialnia Peony   Sob 22 Gru 2012 - 0:03

Kwiaty były najmniej istotne, chociaż nie uszło jej uwadze, że gigantyczny bukiet dzieli ją od Jace'a (w tym momencie w jej myślach, była to tylko jaką wiązka zbędnych badyli, która przeszkadzała w przytuleniu się do niego należycie), a gdy już się do wcześniej wspomnianego dostała, to z kocim uśmieszkiem na ustach stwierdziła, że chłopak calutki pachnie kwiatami i czystością i po prostu Jacem. Tymi perfumami, które są tylko jego i tylko dla niej. Co wprawiało ją, po raz pierwszy od kilku dni, w nastrój naprawdę dobry. Miała serdecznie dosyć depresji, wyrzutów sumienia, bezustannej walki z myślami, krążąc w okolicach samobójczogennych, bo cały czas myślała o tym swoim... problemie, z kochaniem dwóch osób równocześnie.
W tym jednak momencie wszystko to przestało się liczyć. Jace tu był, cały jej, niemający żadnych pretensji, niekrzyczący na nią i w ogóle ostoja i opoka. Wreszcie czuła, że to wszystko może się jakoś ułożyć, ale była pewna, że rezygnacja z czegokolwiek jest na aktualnym etapie niemożliwa. Czym teraz jednak się zupełnie nie przejmowała, była zbyt zajęta zachłannym uściskiem, a potem po prostu patrzeniem na niego, bawiąc się jego włosami.
- To już nie wolno mi do Ciebie podejść? - zapytała robiąc wielkie oczy i na kilka króciutkich chwil przeniosła wzrok na kwiaty. Znacznie lepiej wyglądały, gdy nie przeszkadzały jej w obejmowaniu jej narzeczonego. - Są piękne, nie musiałeś - powiedziała wyciągając się ku górze, zarzucając mu łapki na ramiona, umożliwiając całowanie się gdzie tylko by zechciał, rozpaczliwie wręcz tego łaknąc, a gdy tylko zaczął całować jej usta, natychmiast zaczęła oddawać namiętne pocałunki z równym zaangażowaniem. Zsunęła się dłońmi najpierw po jego torsie, żeby bez najmniejszej krępacji ulokować je potem na jego świetnych pośladkach, marząc by ta chwila trwała już wiecznie.
Dobrze jednak że ogarnęli się jakoś w czas, bo pewnie Peonce byłoby trochę trudno zaszaleć w łóżku ze złamaną nogą i unieruchomionym nadgarstkiem. No byłoby jej na pewno bardzo szkoda, gdyby tak teraz kontynuowali sobie radośnie stęsknioną grę wstępną, by potem się nieciekawie rozczarować. Poza tym w tak obejmując go i czując, jak i on ją mocno przytula, czuła się cudowne. Jak w swojej idealnej, złotej klatce, w której pragnęła zostać, byleby tylko jej z niej nie uciekł.
- Ja też tak tęskniłam, jak wspaniale że już jesteś! - wymamrotała mu gdzieś w mostek, uspokajając szalejące serce. Jak ona przeżyła tych kilka dni bez niego? Jeszcze TAKICH dni? Tym bardziej teraz nie miała najmniejszego zamiaru pozwolić mu pójść gdziekolwiek poza obszar tego pokoju bez niej w ciągu najbliższych kilku godzin. Zwłaszcza, że nie musiała NIC mówić, Jace wszystko wiedział, słyszał myśli wszystkich wokół i Peonka nie musiała mu nic wyjaśniać, nie musiała opowiadać całej historii od nowa.
- Też Cię kocham, ale możemy się położyć, bo zaraz wpadnie moja mama i będzie się czepiała, że nie jestem w łóżku - powiedziała, biorąc go sobie za ręce i uśmiechając się z takim spokojem. Bo wreszcie coś było dobrze.
Powrót do góry Go down
Jace Chamberlain
Przywódca Pum
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 427
Join date : 31/07/2012
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: sypialnia Peony   Sob 29 Gru 2012 - 1:25

CHCIAŁAŚ KRÓTKIEGO POSTA, TO MASZ, A CO JA SIĘ BĘDĘ DOŁOWAĆ ;C
Perfumy, które były tylko jego nosił ze sobą praktycznie wszędzie, o ile można tak nazwać to, że drugą buteleczkę miał nawet w swojej szafce w szkole. Pewnie teraz to wymienił się z kimś na szafki, żeby mieć swoją koło Peonkowej, bo to jednak dużo ułatwia w widywaniu się na przerwach. A spojrzenia ludzi, którzy wypatrywali pierścionka na jej palcu, kiedy Dżejs nie przejmując się tym że są w szkole brał ją na ręce i całował, jakby nie widzieli się co najmniej kilka tygodni.
Jace nie chciał o nic jej pytać, wiedział już wszystko z myśli Londona, Mattie, rodziców Peony (planował zasugerować panu von Laffert skierowanie panny von Laffert na oddział psychoterapii, ale nie wiedział jeszcze jak to zrobić w miarę delikatnie! ta kobieta stanowiła zagrożenie dla bliskiego otoczenia, definitywnie), rodziców Londona którzy w kółko się gdzieś przy już wymienionych kręcili i tak dalej. Obczaił nawet lekarzy, żeby mieć pewność że London go w chuja nie robi przekłamanymi myślami. Do tej pory niby wyczuwał czy ktoś kłamie, czy nie, ale istniało ryzyko, że coś mu się z mocą pierdoli, delikatnie mówiąc, choć musiał przyznać, że razem z jego relacją z Peony rozwijała się jego zdolność. Im lepiej było między nimi, tym więcej super-funkcji w sobie odkrywał. Bajeer.
- nie wolno, zdecydowanie nie w tym stanie. - powiedział, naśladując głos jej matki z rozbawieniem wypisanym na twarzy. Może nie powinien z niej żartować, ale... Niech Peony wie, że sobie w jej myślach siedział, żeby pilnować, czy aby z Peony wszystko dobrze (ona mogła kłamać smsami że czuje się okej, żeby go nie martwić). I że starsza von Laffert przyprawia go swoimi rozmyśleniami o Florze czy jak miała ta mała z Wiednia o częste ataki migreny. Wracając do wątku głównego, Jace nie zamierzał o nic pytać. Wiedział, że Peony i tak ma przechlapane i rozmawia o tym ze wszystkimi chcąc ogarnąć sama jedna tą chorą sytuację, to on zamierzał być jej ulgą, ostoją, ciszą i spokojem. Zamierzał być przerwą od okropnego świata który ich otaczał. Z nim nie będzie dyskusji na przykre tematy, będzie tylko szczęście, lecz jeśli będzie tylko miała ochotę zasięgnąć u niego porady, wypłakać się w ramię czy po prostu porozmawiać z nim o tym wszystkim, zakładając że jego zdanie coś dla niej znaczy, dostanie to wszystko z buziakiem w czoło w prezencie. I wszystkim innym, czego tylko zapragnie. Gwiazki z nieba również mógłby zorganizować.
- zdecydowanie musiałem. - skwitował tylko wzmiankę o kwiatach, patrząc jeszcze w ich stronę. Mama Laffert pewnie i tak zaraz wpadnie, to ogarnie wazony, a co.
Zerknął w dół, na ich splecione teraz palce i uśmiechnął się pod nosem. Peony również przypomniała mu, że go kocha, a to oznaczało, że mimo tych wszystkich schiz nadal jego szczęście jest bezpieczne. Objął ją mocniej w talii i podniósł, delikatnie przenosząc dłonie na jej pośladki, żeby mu nie spadła. Była tak lekka, że ten gips dopiero zaczął mu przypominać, że Peony to człowiek i MA WAGĘ człowieka. Położył ją z jej ulubionej strony łóżka, bo zapewne już się tego nauczył i sam zajął miejsce obok niej. Podpierał głowę na łokciu, leżąc na boku z głową skierowaną w jej stronę. Wolną dłonią gładził zapewne po jej ręku, używając do tego samych opuszków palców. Tak bardzo marzył o tej chwili, że trochę zwątpił w jej realność i w to, że Peony zaraz mu nie zniknie, że nigdzie się nie wybiera.
- powiedz mi, jak to jest, że chwilę mnie nie ma, a moja narzeczona robi sobie krzywdę? - powiedział cicho, nie kryjąc rozbawienia. Wychylił się nawet, żeby jeszcze raz czule ją pocałować. Nie mógł się powstrzymać, za jej ustami tęsknił równie mocno co za tym, co z nich codziennie wypływało w jego kierunku dźwięcznym głosikiem. - lubisz połączenie burgundu i złota? - zastanowił się. Mattie już mu zapowiedziała, że takie będzie ich wesele, ale planował mocno oponować, jeśli Peony to się nie spodoba!

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
he whose face gives no light
shall never become a star

~ William Blake
Powrót do góry Go down
http://www.weheartit.com/Pinia
Peony von Laffert
Uczennica
avatar

Age : 23
Liczba postów : 343
Join date : 31/07/2012
Skąd : Vienna

PisanieTemat: Re: sypialnia Peony   Sob 29 Gru 2012 - 15:59

/jesteś u pani! Rolling Eyes

Peony godziła się na tą dżejsową zachłanność, bo chociaż zdarzało się, że rzeczywiście gnębiły ją wyrzuty sumienia, to z drugiej strony przecież bardzo tego chciała. Tego, czyli: jego uwagi, uczuć, ciała, czasu, poświęcenia i innych istotnych rzeczy, które dostawała w uroczym pakieciku, przewiązanym błyszczącą wstążką w formie wyjątkowo trafionego prezentu. Że zbędne były kwiaty - jak monstrualny bukiet, który zakrył pół jej biurka (powiedzmy), i inne upominki, którymi ją zapewne obsypywał. Wystarczał po prostu on, cały jej i cały dla niej.
W tej sytuacji dar Jace'a był zbawieniem. Doskonale wiedziała, że wertuje on regularnie umysły wszystkich osób, z którymi Peonka ma styczność, żeby orientować się co u niej, gdy jakiś dziwnym przypadkiem nie ma go przy niej. I cieszyło ją też to, że ma swoje myśli tylko dla siebie. Pewnie byłaby bardziej niż wkurzona, gdyby Jace mógł sobie bezkarnie przeglądać cały jej mózg, mając dostęp do WSZYSTKIEGO, a ona nie miałaby na to wpływu. Ba, wręcz gdyby jej myśli same pchały się na celownik dżejsowego talentu, bo przecież nie ma czegoś takiego jak wyłączenie mózgu. nawet śpiąc on pracuje - przecież jakoś musimy śnić. I nie mącił jej tego zadowolenia z obecnego stanu rzeczy nawet fakt, że pewnie pumiałkę czułby się o wiele bezpieczniej, gdyby tak mógł sobie swobodnie słuchać jej myśli, wiedzieć kiedy kłamie i jest nieszczera. Albo po prostu nie mówi wszystkiego.
- Nie musisz podsłuchiwać wszystkich moich bliskich jak jakiś agent - odpowiedziała nieco naburmuszona, chociaż to może dlatego, że płaskie buty (bo ostatnio - przed wypadkiem - sporo biegała na obcasach, czując się lepiej, gdy patrzyła na wszystko z większej wysokości) i znów niższa o głowę i na straconej z tego powodu pozycji. Ona by go przecież nie uniosła z taką lekkością, a jaką on ją nosił, no chyba że pragnęła nabawić się przepukliny. Czasem ją to naprawdę zastanawiało, jak to jest, że on jest taki silny, bo przecież żaden z niego kulturysta albo inny stały bywalec siłowni i sklepów z podejrzanymi suplementami. W końcu to świetne ciało (jej ofc) musiało coś ważyć, a nie była przecież aż tak niska, żeby rzeczywiście bardziej przypominać dziecko niż normalną, zdrową - choć ze złamaną nogą - nastolatkę.
Nie była przecież wstydnisiem, nie speszyło jej to, że ją sobie trzyma za tyłek bo przecież dotykał jej zapewne wszędzie, wiele razy, no i nie powinna się wstydzić swojego narzeczonego. Więc nie wstydziła się, ani też nie tłumiła westchnięcia, gdy ją położył na łóżku, pamiętając, że lubi leżeć z prawej strony. Nie zmieniało to jednak faktu, że miała już dość leniuchowania w łóżku i bycia do niego przykutą, kiedy jest zmuszana do takiego odpoczynku, a i z całą nogą w gipsie (złamanie kości udowej z przemieszczeniem) to nie za bardzo porobi w łóżku coś ciekawszego niż oglądanie kolejnego idiotycznego filmu.
- Zapytaj to dziecko, które wybiegło wtedy na ulicę. Podobno to i tak cud, że mam tylko złamaną nogę i coś z tym nadgarstkiem - pożaliła się, bo i tak gips był ciężki i niewygodny, a unieruchomiony nadgarstek uniemożliwiał część ruchów, więc czuła się jak inwalidka. Chociaż całkiem szczęśliwa aktualnie inwalidka, bo Jace był tu, całował ją, dotykał lekko, nie dopytywał się o nic, ani nie strofował swoją zazdrością, grając na jej emocjach. Co było psychicznie męczące, zapewne i dla niej i dla Londona. O ile łatwiej byłoby, gdyby można było ją nakłonić do niektórych rzeczy, albo w ogóle działać na nią mocami jakkolwiek.
- To ładne połączenie, popularne w sumie. Moja mama je lubi. Spora część naszego domu w Wiedniu jest w takiej kolorystyce - powiedziała, bawiąc się rąbkiem jego tshirtu. - A czemu pytasz? - dopytała z uśmiechem i cmoknęła go w brodę.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: sypialnia Peony   

Powrót do góry Go down
 
sypialnia Peony
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sypialnia Gościnna
» Sypialnia Marco - piętro
» Sypialnia gościnna
» Sypialnia numer 4
» Sypialnia numer 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: von Laffert (Kensington)-
Skocz do: