IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Jace Chamberlain
Przywódca Pum
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 427
Join date : 31/07/2012
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: salon   Nie 16 Wrz 2012 - 19:27



_________________

he whose face gives no light
shall never become a star

~ William Blake
Powrót do góry Go down
http://www.weheartit.com/Pinia
Prudence Wright
Administrator
avatar

Age : 22
Liczba postów : 1099
Join date : 16/01/2012
Skąd : Torquay; UK

PisanieTemat: Re: salon   Nie 16 Wrz 2012 - 19:31

Pru miała mocnego farta, że w domciu zastała Williama. Chociaż nie każdy William-ojciec-eksa był jej przyjazny, Chamberlain zdecydowanie tolerował osobę Prudence i uważał za swoistą towarzyszkę matematycznego zafascynowania. Dlatego prawdopodobnie wystarczyło słowo o dodatkowych zajęciach, chwili koniecznej na zaplanowanie pierwszych zajęć koła matematycznego, podręczniku czy czymś-podobnym-matematycznie-rozumianym, by ojciec Jace'a wpuścił Prudence do ichniejszego domostwa, pozwalając jej znaleźć się w końcu pod dachem, na przestrzeni, która nie naraża na ogólne doprowadzenie do stanu upodabniającego Wright do topielca z pobliskich jezior demonicznych. Nie żeby nie lubiła deszczu - raczej żyła z atmosferycznie jebniętym Londynem w zgodzie pod tym względem, dzisiejszego jednak dnia zdecydowanie nie miała ochoty na dryfowanie w pobocznych nurtach Tamizy, zwłaszcza biorąc pod uwagę wydarzenia ostatnich kilku godzin.
Zacznijmy od wstępnej prezentacji ojczyma Pru i jego fachu. Jeremy Bennett to wzięty biznesmen - szczególnie ostatnimi czasy, kiedy swoje światowe wojaże poszerzył konkretnie, wybywając poza granice Eurazji i Afryki, na Amerykę się porywając. Konkretniej - środkową. Konkretniej - francuskie tereny. Otwarte na jego przedsięwzięcia właśnie dzięki przynależenie do Unii Europejskiej i braku konieczności wizowania i pochodnych zielonych kart, ziemie Martyniki były obfite w dobra nad- jak i naturalne. Lasy namorzynowe jednak zdawały się niezbyt wysoce interesować Pru, której rozbłysła iska kojarzeniowa, gdy tylko nie wychwyciła z konwersacji rodzicielskiej krótkiej wzmianki i genialnym rumie. Automatycznie ogarniając, że to rarytas w Wielkiej Brytanii - importowanie narodowych alkoholi z terenów karaibskich nie jest czymś zw6czajnym i codziennym, to raczej na Wschód - Rosję, Polskie i inne bloki wschodnie się wybywa po to, co ma umilić wieczory, noce i poranki z klinem. Zamiast radować się tym, co tak na serio stanowiło esencję żywota Jacka Sparrowa - och! geniusza i pierwowzór Chamberlaina, nieomal bliźniaczo zachowującego się niejednokrotnie. Dlatego te kilka dni temu przeprogramowała się na tryb ninja, decydując się na krok karygodny i uszczuplając rumowe zapasy Jeremy'ego o jedną butelkę karaibskiego trunku.
Który ściskała pod pachą (nie zapominając o uprzednim skitraniu jej w pierdyliardzie papierów i toreb) w momencie, gdy energicznie zapukała w drzwi pumiastego pokoju nr1, nie otrzymując odpowiedzi wtranżoliła się bezpardonowo do środka i z już cisnącym się na usta pirackim przywitankiem doznała szoku stulecia - rejestrując cały ćpuński syf, rozpierdol w pokoju, ślady proszku i niesamowicie intensywne wspomnienie Kornela. Z którym automatycznie skojarzyła sobie rysujące się przed nią obrazy, zatrzasnęła drzwi, wpadając w lekką panikę i automatycznie wystukała esemesa do Jace'a. Nie otrzymując jednak nań odpowiedzi, popędziła w kierunku rowerowego parkingu przy bramie St.Bernard, pakując do metalowego koszyka prezent i obierając kierunek Highbury. Mniej więcej wtedy chmury skumulowały się najpotężniej, powodując nagły zryw ulewy, która towarzyszyła Prudence przez całą drogę do posiadłości przyjaciela, której bramy były uchylone mimo późnych godzin. Starając się odsunąć od siebie wszelkie czarne scenariusze przejechała ostatni odcinek drogi - żwirową ścieżkę, po której dwóch stronach w równych odstępach krzewy różane posadzone były, zeskakując z roweru i odrzucając go na trawę pod samymi frontowymi drzwiami. Przeskoczyła trzy stopnie, nieomal rzucając się do metalowej kołatki. W tym miejscu do punktu wyjścia wracamy, bo Pru wpuszczona była przez Williama do środka, poczęstowana herbatą (idealnie słodką, zajeżdżającą żurawiną odrobinę), niezobowiązującą pogawędką i wzrostem zniecierpliwienia i niepokoju, kiedy poinformowano ją o absencji Jace'a.

_________________



Still she greets you like a long lost rock and roll,
she's definitely one of those but you'll go wherever she goes!
Powrót do góry Go down
Jace Chamberlain
Przywódca Pum
Uczeń
avatar

Age : 24
Liczba postów : 427
Join date : 31/07/2012
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: salon   Nie 16 Wrz 2012 - 21:05

Ostatnie, czego Jace spodziewał się w domu, to właśnie Prudence.
Well, dlaczego on tu się w ogóle pojawił? Chociaż nienawidził tego miejsca, czuł olbrzymią ulgę po tym, jak magicznie zadziałała na niego moc Peony, a rodzinna posiadłość, otrzymana w spadku po dziadkach, dodatkowo była oazą spokoju, ciszy, szumu drzew i tak dalej. Jak pierdolony wagon medytujących mnichów, a on chciał się w pełni zrelaksować, dopóki w ogóle było to możliwe. W akademiku i tak i tak było głośno, nie mógŁ nic na to poradzić, więc postanowił przy okazji odwiedzić rodzinkę. A było mu wyjątkowo lekko na sumieniu, po sytuacji z Peony, choć Domi prawdopodobnie chciała go zabić, za brak seksu po raz drugi, i po raz drugi spowodowany Laffertówną. Co prawda na terenie posiadłości przebywał już z pół godziny wcześniej, ale spacerował sobie i wsłuchiwał się w ciszę, w tembr swojego głosu w myślach, wolnych od gwałcicieli, zabójców, złodziei, zdrajców, tchórzy, napaleńców i tak dalej. Zaczęło lać, ale zobaczył jakiś rower leżący na ziemi przed wejściem, to wziął go i postawił pod daszkiem. Bez pukania kołatką (tak?) wszedł do domu, ściągnął skórę, powiesił ją na wieszaku i wszedł głębiej, w koszulce z napisem "don't be racist hate everyone", rurksonach i glanach do połowy rozsznurowanych. A tu co? Prudence w salonie gawędzi z jego ojcem. Bitch, please, what the fuck?
- Prudence? - wykrztusił, zdziwiony. Trzymał go odrobinę jeszcze ten lekki, ponarkotykowy stan, ale nie na tyle, żeby miało to jakiś wpływ na jego zachowanie. Wciągnął tylko jedną kreskę, kawał czasu temu.
- cześć, tato. - przywitał się bez zbędnych czułości, zerkania w jego stronę, całusków, cokolwiek. Wzrok utkwił w Prudence. - my już pójdziemy. Mam nadzieję, że miło wam się rozmawiało. - rzucił beznamiętnie, podszedł, złapał Pru za rączkę i kiedy już grzecznie ruszyła w dobrą stronę, ową jego dłonią nakierowana, szybko ją puścił, żeby nie mieć w domu przytyków "coo się nie chwaliłeś rodzicom, że masz dziewczynę?" i tak dalej.


//SYPIALNIA JACE'A.


_________________

he whose face gives no light
shall never become a star

~ William Blake
Powrót do góry Go down
http://www.weheartit.com/Pinia
Sponsored content




PisanieTemat: Re: salon   

Powrót do góry Go down
 
salon
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hyde Park :: Chamberlain (Highbury)-
Skocz do: